Czy Afganistan mógł być socjalistyczny?

W dzisiejszych mediach Afganistan jest przedstawiany wyłącznie w odniesieniu do fundamentalizmu islamskiego, dżihadu, lokalnych watażków i karteli narkotykowych. Te problemy to smutny fakt – ale nie zawsze tak było. 40 lat temu rewolucja niemal wyrwała ten kraj z zacofania, lecz została pokonana przez wspieraną przez imperialistów fundamentalistyczną kontrrewolucję.

– Położenie geograficzne Afganistanu, a także osobliwy charakter jego mieszkańców, nadają temu krajowi znaczenie polityczne, które trudno przecenić w sprawach Azji Środkowej – pisał już Engels. Afganistan łączy Azję Środkową z Azją Południową, a jego położenie odegrało i odgrywa bardzo ważną rolę. W XX wieku kraj ten stanowił strefę buforową między Indiami Brytyjskimi a carską Rosją. Brytyjczycy próbowali go zająć, ale nie udało im się to całkowicie. Udało im się jednak zająć część regionu zamieszkiwanego przez Pasztunów i podporządkować go sobie poprzez Indie Brytyjskie. Tamten podział miał znaczące konsekwencje i został wykorzystany przez Amerykę i Pakistan do przeciwdziałania rewolucji i kontrolowania kraju.
Wróćmy jednak do początku XX stulecia. Wówczas to król Amanullah – antyimperialista, inspirujący się w swoich działaniach reformami Kemala Ataturka – próbował zmodernizować Afganistan, ale nie odniósł sukcesu. Jak zauważył wówczas, w 1923 r., Lew Trocki: „Oto inny naród na Wschodzie, który zasługuje dziś na szczególną wzmiankę […]. Jest to Afganistan. Rozgrywają się tam dramatyczne wydarzenia, w które wplątana jest ręka brytyjskiego imperializmu. Afganistan będąc krajem zacofanym robi pierwszy krok w kierunku europeizacji i zagwarantowania sobie niepodległości na bardziej kulturalnych podstawach. Postępowe narodowe elementy Afganistanu są u władzy, więc brytyjska dyplomacja mobilizuje i uzbraja wszystko, co jest w jakikolwiek sposób reakcyjne zarówno w tym kraju, jak i wzdłuż jego granic z Indiami, i rzuca to wszystko przeciwko postępowym elementom w Kabulu. Napaść na Kabul, zorganizowana przy pomocy środków brytyjskich, odbywa się pod rządem pacyfisty MacDonalda.”. Porażka Amanullaha w modernizacji Afganistanu wynikała też z braku narodowej burżuazji, klasy, która przeprowadziła rewolucję przemysłową w Europie i założyła państwa narodowe.
Afganistan i rewolucja kolonialna
W wielu częściach świata rok 1968 był rokiem masowych ruchów i protestów. Afganistan i sąsiedni Pakistan nie były wyjątkiem. Wskazany rok przyniósł im falę strajków studenckich i robotniczych. Żądania studentów obejmowały reformę edukacji i programów nauczania, protesty przeciwko polityce przyjmowania imigrantów itp. Żądania robotników obejmowały podwyżki płac, lepsze warunki pracy, urlopy, mniejszą liczbę godzin pracy, ubezpieczenie zdrowotne i medyczne. – Sporadyczne wsparcie studentów – w niektórych przypadkach nawet wsparcie nastoletniej młodzieży – dla strajku robotników zaskoczyło wielu w Kabulu – pisze o tych dniach znana badaczka dziejów Afganistanu Louise Dupree. Zaznacza ona, że poziom świadomości politycznej wśród uczniów był wysoki. – W niektórych klasach uczniowie często odmawiają słuchania anty-marksistowskich poglądów. Wytworzyła się atmosfera, w której niewielu pracowników naukowych może przychylnie dyskutować o czymkolwiek związanym z Zachodem.
Historyczka zauważyła również, że do demonstracji studenckich i pracowniczych zachęcała dostępność wiadomości ze świata. Choćby wieści o studentach i robotnikach na barykadach Paryża inspirowały młodych Afgańczyków. Niemniej za wystąpieniami klasy pracującej stała również zorganizowana praca Ludowo-Demokratycznej Partii Afganistanu (PPDA). Strategią tej partii było prowadzenie pracy politycznej wśród robotników.
Garść marksistowskiej teorii: w krajach kolonialnych i byłych koloniach niemożliwy jest dalszy postęp w oparciu o stare stosunki społeczne. We wszystkich tych krajach problemy rewolucji narodowo-demokratycznej, rewolucji agrarnej, likwidacji pozostałości feudalnych i przedfeudalnych nie mogą być rozwiązane na wzór klasycznych rewolucji burżuazyjnych z Francji 1789 roku. Burżuazja krajów kolonialnych powstała zbyt późno, w sytuacji, gdy stosunki kapitalistyczne dominowały już na całym świecie. Z tego powodu burżuazja narodowa w krajach kolonialnych nie była w stanie odegrać żadnej postępowej roli, jaką burżuazja zachodnia odegrała w rozwoju społeczeństwa kapitalistycznego w swoich krajach setki lat wcześniej.
Burżuazja w krajach kolonialnych jest zbyt słaba, jej własne zasoby są zbyt małe, aby konkurować z przemysłowymi gospodarkami kapitalistycznego Zachodu. Jest związana tysiącem nici z jednej strony ze starym społeczeństwem, a z drugiej z imperializmem, co czyni je siłą broniącą status quo. To proletariat ma za zadanie przeprowadzić narodowo-demokratyczną rewolucję przeciwko feudalnym pozostałościom, a jednocześnie – rewolucję socjalistyczną przeciw burżuazji.
Zgnilizna stosunków społecznych, względna słabość imperializmu oraz potężny wzrost przemysłu i stabilizacja Chin w okresie powojennym doprowadziły do wielkich wstrząsów społecznych i rewolucji w krajach kolonialnych. Ale stalinowska degeneracja rewolucji rosyjskiej i deformacja, która od samego początku dotknęła i rewolucję chińską (mimo jej niezaprzeczalnych osiągnięć) oznaczały z kolei, że rewolucja w krajach kolonialnych zaczynała się z ograniczonymi perspektywami narodowymi i z zasadniczymi problemami. Takie było tło rewolucji w Afganistanie, a z kolei podstawa jej porażki i zwycięstwa kontrrewolucji.
Lewicowa organizacja
Ludowo-Demokratyczna Partia Afganistanu (PDPA) została założona 1 stycznia 1965 roku w domu Nur Muhammeda Tarakiego. Cel partii został opisany w tych słowach, wygłoszonych na pierwszym partyjnym kongresie: „Wiemy, że walczymy w imieniu jednych klas przeciwko innym klasom i że zamierzamy zbudować takie społeczeństwo na zasadach społecznych w interesie pracujących, które jest pozbawione indywidualnego wyzysku”.
Jednak wkrótce po założeniu, w 1967 r. partia stanęła w obliczu rozłamu, głównie w kwestii opozycji wobec króla. Dwa główne ugrupowania, które się wyłoniły, nazwane zostały tak, jak wydawane przez nie pisma. Parczam (dosł. Sztandar) zorientowany był bardziej narodowo, jego baza znajdowała się głównie wśród miejskiej klasy średniej, a praca działaczy – bardziej skoncentrowana w siłach zbrojnych. Przeciwna jej frakcja Chalk (Lud) działała według ściślej rozumianych linii klasowych, a jej bazą była miejska klasa robotnicza i biedota wiejska. To, że PDPA nie miała szerokiej bazy, jest mitem – afgańscy historycy wykazali, że PDPA miała masowe poparcie nawet na wsi afgańskiej. Była nawet zdolna założyć swoje koła wśród Pasztunów pakistańskich, po drugiej stronie granicy.
W 1973 r. Mohammad Daud Chan, kuzyn króla Zahera, obalił afgańską monarchię drogą przewrotu pałacowego. Miał przy tym poparcie działaczy Parczamu. Daud utrzymywał bliskie stosunki ze Związkiem Radzieckim, a w pierwszych latach jego rządów afgańscy socjaliści cieszyli się swobodą działalności. Jednak po zjednoczeniu dwóch frakcji partyjnych w 1977 r., w obliczu ich rosnących wpływów wśród urzędników i w wojsku, komunistów uznano za zagrożenie.
Rewolucja
18 kwietnia 1978 r. związkowiec i przywódca Parczamu, Mir Akbar Chajber, został w tajemniczy sposób zamordowany. Tysiące ludzi zebrało się na jego pogrzebie w Kabulu. 26 kwietnia reżim Dauda aresztował tysiące członków partii, w tym jej przywódcę Nur Muhammada Tarakiego. Dwa dni później 28 kwietnia 1978 r., PDPA przejęła władzę w wyniku zamachu stanu, kierowanego przez ludzi z frakcji Chalk. Nie zamierzali oni czekać, aż władze zdławią ruch komunistyczny.
Rewolucja była zaskoczeniem – i dla ZSRR, i dla samych działaczy PDPA, którzy przystąpili do akcji, bo rozumieli, że jest to po prostu kwestia przetrwania. Rząd zaczął już wszak nakręcać czystkę wymierzoną w komunistów. W zamachu stanu wzięło udział ok. 250 czołgów i pojazdów opancerzonych, a oficerowie, będący członkami partii, objęli dowództwo nad siłami naziemnymi i powietrznymi. Do godziny 17:30 28 kwietnia władza była w rękach rebeliantów. Aresztowany przywódca partii został wypuszczony z więzienia jako zwycięzca. Radio Kabul, a także lotniska w Bagram i Kabulu były pod ich kontrolą.
– Zamach stanu z kwietnia 1978 roku opierał się na ruchu elity armii, intelektualistów i najwyższych warstw zawodowych klasy średniej w miastach. Zorganizowali oni przewrót przede wszystkim jako środek zapobiegawczy przeciwko przygotowywanym próbom eksterminacji ich samych i ich rodzin. Działali z pobudek samozachowawczych, ale także z myślą o wprowadzeniu Afganistanu do nowoczesnego świata – pisał o rewolucji kwietniowej, albo, od nazwy afgańskiego miesiąca, sauryjskiej, brytyjski marksista Ted Grant.
Naturalnym modelem dla afgańskich rewolucjonistów był Związek Radziecki – kraj, w którym życie polityczne było sterowane odgórnie, z gospodarką planową.
Walka o emancypację Afganistanu
PDPA odziedziczyła kraj w ponurych warunkach. Problemy społeczne były głębokie i rozległe. Był to jeden z najbiedniejszych krajów na świecie. W chwili wybuchu rewolucji ludność kraju liczyła około 15,1 mln, z czego 13 mln żyło na wsi, a półtora miliona było koczownikami. Analfabetyzm dotyczył 95 proc. społeczeństwa. Z ogólnej powierzchni kraju jedynie 12 proc. stanowiły ziemi uprawne. 60 proc. ziemi potencjalnie nadającej się pod uprawę leżało co roku odłogiem, tyleż z powodu braków wody, co z powodu niewydolności zacofanego, feudalnego systemu, który dominował na wsi. Rząd PDPA szacował, że 45 proc. ziemi uprawnej znajdowało się w rękach 5 proc. właścicieli ziemskich. Drobni chłopi żyli w nędznych warunkach pod ciężarem narosłych przez pokolenia długów, głównie wobec wielkich właścicieli.
W 1978 r. ani jedna wioska w Afganistanie nie miała elektryczności. Pod względem zdrowia, edukacji, komunikacji i innej infrastruktury społecznej kraj ten był jednym z najbardziej zacofanych na świecie. Baza przemysłowa była słaba, zaspokajała jedynie 10-15 proc. popytu konsumentów na odzież, obuwie czy cukier. Proletariat przemysłowy liczył zaledwie 40-50 tys. osób i był skoncentrowany w czterech lub pięciu ośrodkach miejskich, z Kabulem na czele.
Mimo niezwykle trudnych warunków, w jakich znalazł się rząd PDPA po przejęciu władzy, był on zdeterminowany, by zmienić losy Afganistanu. Natychmiast po przejęciu władzy rząd rozpoczął serię radykalnych reform.
Pierwszym znaczącym aktem była nacjonalizacja przemysłu, co przyniosło efekty po kilku latach. Na przykład w 1978 r. przemysł przetwórczy i wydobywczy przynosił tylko 3,3 proc. dochodu narodowego. W 1983 roku było to 10 proc.
Rządowy dekret nr 6 znosił długi chłopów wobec bogatych rolników i właścicieli ziemskich, zdejmując z barków biednych chłopów ogromny ciężar, który ciążył na nich od wieków, przekazywany z pokolenia na pokolenie. Dekret nr 7 wprowadzał reformy małżeńskie. Zakazano małżeństw kilkuletnich dzieci i zdelegalizowano nakaz zapłaty za żonę.
Rozdzielano ziemię i wprowadzono rolnictwo kolektywne. Nałożono limity na własność ziemi. Były to niezwykle ważne reformy z punktu widzenia sprawiedliwości społecznej i ekonomicznej, ale jeszcze ważniejsze z punktu widzenia poprawy produkcji rolnej. Po pierwszym roku sprawowania władzy szacowano, że 822 500 akrów zostało rozdzielonych pomiędzy 132 000 rodzin. Dystrybucja wody przeszła w ręce państwa pod zarząd Ministerstwa Rolnictwa. Podobne reformy wprowadzono w celu zlikwidowania analfabetyzmu. Ważną reformą w tym zakresie było upaństwowienie prasy drukarskiej, co miało znaczenie dla zwiększenia dostępności materiałów edukacyjnych, ale także umożliwiło przygotowanie materiałów dydaktycznych i edukacyjnych w małych regionalnych językach. Wprowadzono równouprawnienie kobiet, a także płatne urlopy macierzyńskie.
Były to reformy były niespotykane w całym regionie.
W ciągu pięciu lat poprzedzających rok 1983 wybudowano 100 nowych fabryk. W zakresie infrastruktury nastąpił 84-procentowy wzrost liczby łóżek szpitalnych i 45-procentowy wzrost liczby lekarzy.
Powszechnie panuje błędne przekonanie, że amerykański imperializm zaczął interweniować w Afganistanie dopiero po zaangażowaniu się w tym kraju Związku Radzieckiego. Było inaczej: już w marcu 1979 roku CIA wysłała do prezydenta Jimmy’ego Cartera swoją pierwszą tajną propozycję wsparcia kontrrewolucji w Afganistanie. Amerykanie dotarli do Arabii Saudyjskiej i Pakistanu, aby dopracować jej strategię. Dolary i liberalizm świata zachodniego w połączeniu z wahhabizmem Arabii Saudyjskiej, wspierane strategicznie przez pakistańskiego dyktatora wojskowego, generała Zia ul-Haqa, stworzyły nieświęty sojusz w celu przeciwdziałania rewolucji. Tego lata administracja Cartera upoważniła CIA do wydania 500 000 dolarów na kampanię. Tak hodowano islamski fundamentalizm.
Rewolucja miała swoje specyficzne słabości. Jedna z nich była obiektywna: głębokie zacofanie gospodarcze i społeczne kraju, które oznaczało, że mała klasa robotnicza nie odegrała niezależnej roli w rewolucji. Inną słabością była organizacja PDPA: wkrótce po przejęciu władzy rozpoczęła się wewnętrzna i krwawa walka o władzę wzdłuż linii frakcyjnych. Inna sprawa, że podziały frakcyjne były również podsycane przez interwencję Związku Radzieckiego. Moskwa poparła skrzydło Parczam przeciwko Chalk, która to frakcja sprzeciwiała się wkroczeniu wojsk radzieckich do Afganistanu. W grudniu 1979 r., gdy Związek Radziecki podjął interwencję militarną, frakcja Parczam pozbyła się rywali. Ludziom Chalk wydawało się, że ogłoszenie, że Afganistan jest w polityce międzynarodowej państwem niezaangażowanym może stworzyć dla rządu przyjazne środowisko. W rzeczywistości kraj stał się polem bitwy dwóch potęg, a jego specyfika tylko sprzyjała kontrrewolucji:w górzystym kraju armia radziecka nie mogła sobie poradzić ze wspieranymi przez USA fundamentalistami.
Stopniowo wszystkie reformy były cofane, ponieważ reżim próbował pogodzić się z opozycją. W 1988 r. Związek Radziecki wycofał się. Rząd PDPA utrzymał się jeszcze do 1992 r., Potem władzę przejęła grupa mudżahedinów wspierana przez Pakistan, która przejęła władzę i brutalnie zamordowała przywódcę Parczamu Nadżibullaha. Byli to właśnie talibowie.
Trwająca 26 lat fundamentalistyczna kontrrewolucja zepchnęła Afganistan z powrotem w barbarzyństwo. Dotknęła nie tylko Afganistan, ale cały region, a zwłaszcza Pakistan. Heroina była wykorzystywana jako środek do finansowania kontrrewolucji i mudżahedinów. Ta strategia doprowadziła do powstania pierwszego na świecie państwa narkotykowego.

Oryginalny tekst ukazał się na stronie marxist.com. Tłumaczenie: Wojciech Łobodziński (strajk.eu)..

17 września mogło nie być

Z okazji osiemdziesiątej rocznicy agresji ZSRR na Polskę ukazało się szereg medialnych wypowiedzi, które poza opisem wyprzedzających to wydarzenie zdarzeń oraz ich skutków, nawiązywały także do czasów współczesnych.

Na Onecie tekst Kamila Janickiego, obnażający ogromną indolencję ówczesnych władz Polski, nosił tytuł „Jeszcze dzień przed sowiecką inwazją polskie władze liczyły na pomoc Stalina w wojnie z Niemcami”. W „Dzienniku Trybuna” Gabriel Zmarzliński w obszernym artykule „17 września – tragizm i pamięć” pisze także o procesie wycofywania wojsk radzieckich z terenu Polski w latach dziewięćdziesiątych i o naszej obecnej polityce zagranicznej. Nawiązują do niej również refleksje Danuty Waniek („Czas na zmianę” – „DT”), odwołujące się do 80. rocznicy wybuchu wojny. Do współczesności, ale w innym wymiarze, bo odnosząc się krytycznie do wypowiedzi niektórych rosyjskich polityków na temat paktu Ribbentrop – Mołotow pisał w „Znowu rocznica” Witold Linlental na łamach „Agory”. Ale najobszerniejszy, wieloproblemowy tekst „Każda epoka ma swojego faszystę” ogłosiła „Gazeta Wyborcza” (14-15.09.2019).

Na tle tamtych wydarzeń

Adam Michnik, autor tej wypowiedzi, w pierwszej jej części przedstawia, w zaprzeczający sobie sposób, przyczyny wybuchu II wojny światowej, podporządkowując je tezie o równej odpowiedzialności Hitlera i Stalina za jej wybuch.
Z jednej strony czytamy, że: „Można się spierać, czy początkiem wojny był anszlus. Czy może zniszczenie Czechosłowacji?… Od kilku już lat cały Zachód spoglądał z osłupieniem na jego [Hitlera – ZT] ekspansywną politykę i wciąż ustępował przed nowymi żądaniami, poczynając od remilitaryzacji Nadrenii. Zachód ulegał demagogii głoszącej potrzebę wyrównania krzywd narodu niemieckiego, stąd zgoda na anszlus, na zniszczenie Czechosłowacji i uczynienie Czech niemieckim protektoratem… Dość późno zrozumieli to przywódcy zachodnich demokracji, jak również rząd II RP”. I jeszcze: „Było już wtedy jasne, że Hitler nie poprzestanie na Gdańsku i korytarzu. Chciał zniewolić cały świat, a Polska miała być pierwszym etapem.”
Z drugiej strony, też czytamy: „Z pewnością jednak momentem przesądzającym [o wybuchu II wojny światowej – ZT] był zawarty 23 sierpnia 1939 r. pakt o nieagresji między III Rzeszą a Związkiem Sowieckim, znany jako pakt Ribbentrop-Mołotow.” I jeszcze: „Ten sojusz Hitlera ze Stalinem utorował drogę do najstraszniejszej ze wszystkich wojen. Miliony ofiar tej wojny zapłaciły za ten diabelski pakt.”
Na poparcie powyższych opinii dokonuje Michnik porównania, skądinąd często trafnego, niemieckiego i bolszewickiego totalitaryzmu zamykając te wywody stwierdzeniem, że „Naturą reżimów totalitarnych jest ich permanentna ekspansja, na zewnątrz bądź do wewnątrz…Totalitaryzm jest jak rower musi stale jechać, jeśli staje, upada.” Dowodem jest tu tajny protokół do wspomnianego powyżej paktu, w którym dokonano podziału terytoriów Polski i innych państw.

Ale ten sposób rozumowania

nie przesądza sprawczego wpływu paktu Ribbentrop-Mołotow na wybuch wojny i nie upoważnia do określenia Hitlera i Stalina podpalaczami świata (S. Dębski, „GW”, 19.06.2019), a nadto nie tłumaczy co rzeczywiście przesądziło o rozpoczęciu światowej pożogi. Dla wyjaśnienia, nie tylko autorowi cytowanych wywodów, warto przywołać następujące fakty:
Hitler, bez względu na porozumienie z ZSRR z 23 sierpnia 1939 roku, planował agresję na Polskę gdyż jego narodowo-socjalistyczna ideologia głosiła odzyskanie przez Niemcy dawnej pozycji na świecie i zdobycie godnej tego narodu „przestrzeni życiowej”, którą miały być tereny Europy Wschodniej. Proponował podział terytorialny Stalinowi, a gdyby napotkał brak zainteresowania, to tę część wschodniej Polski zajęłyby także wojska niemieckie. Pakt dawał Hitlerowi gwarancję, że nie będzie miał wojny na dwa fronty, w którą zresztą wtedy nie bardzo wierzył, po fiasku rozmów na temat ewentualnego sojuszu brytyjsko-francusko radzieckiego.
Stalin zainteresowany konfliktem w Europie, w który nie angażowałby się ZSRR, skorzystał z okazji akceptując omawiany pakt, ale nie koniecznie dotrzymał by jego warunków. Czekał cierpliwie na dalszy przebieg wydarzeń. „W miejscowości Abbeville, położonej na północy Francji – pisał w swoim czasie Adam Gaafar – 12 września zebrała się francusko-brytyjska Najwyższa Rada Wojenna z udziałem premierów Edouarda Daladiera i Neville’a Chamberlaina. Zgodnie z gwarancjami złożonymi polskiemu rządowi, sojusznicy…mieli zaatakować Niemcy przy użyciu swoich głównych sił. Na konferencji w Abbeville uznali, że należy wycofać się z tych obietnic. Chamberlain przekonywał: „Rząd brytyjski uważa, że z materialnego punktu widzenia nie można już nic uczynić dla ocalenia Polski. Decyzje podjęte w Abbeville ośmieliły za to Stalina… Efekt był taki, że 17 września zamiast ofensywy aliantów na Niemcy, nastąpił atak czerwonoarmistów na Polskę”.

Mogłoby nie być 17 września gdyby mocarstwa zachodnie:

• nie dopuściły do odrodzenia się potęgi militarnej Niemiec w latach 30.;
• przeciwstawiły się kolejnym terytorialnym żądaniom Hitlera, łącznie z osławionym, kompromitującym monachijskim układem;
• dotrzymały sojuszniczych zobowiązań wobec Polski. Warto tu przypomnieć słowa gen. Alfreda Jodla w czasie procesu zbrodniarzy wojennych w Norymberdze: „W roku 1939 byliśmy oczywiście w stanie zniszczyć samotną Polskę, ale nigdy nie było w naszych możliwościach, ani w 1938 roku, ani w 1939, odparcie koncentrycznego ataku sojuszników’’;
• aktywnie występując w sprawie polskiej dałyby wyraźny i czytelny sygnał Stalinowi, co skutecznie pozbawiłoby go nadziei na nowe terytorialne nabytki. Zachował by neutralność dalej czekając na przebieg wydarzeń i włączając się do nich w najbardziej dla niego korzystnym momencie – w rzeczywistości został włączony agresją Niemiec na ZSRR.
Powyższe fakty nie umniejszają oczywiście w żadnym stopniu winy Stalina, a co za tym jednoznacznego potępienia radzieckiej agresji na Polskę – porządkują jedynie tamte wydarzenia, pozbawiając je jednostronnych, propagandowych interpretacji. I oczywiście nie ograniczają krytyki ówczesnej polskiej polityki obronnej i zagranicznej.
Można snuć jeszcze dalsze rozważania, jedno natomiast jest pewne, że świat XX wieku bez 17, a wcześniej bez 1 września na pewno byłby inny, a miliony ludzi nie musiałyby płacić najwyższej ceny za diabelską postawę zachodnioeuropejskich polityków, która utorowała drogę do II wojny światowej.

Naśladując Michnika porównanie o rowerze,

przywołuję znane powiedzonko: Jaki jest koń, każdy widzi, ale nie koniecznie, bo ten ze stajni różni się zasadniczo od tego na biegunach. Drugą część omawianego tekstu wyznaczają następujące słowa: „ Oto obserwujemy nowy ruch, dynamiczny, nacjonalistyczny, populistyczny, ksenofobiczny, autorytarny; ten ruch wszędzie karmi się emocjami. Piewcy brexitu, wielbiciele Trumpa i Putina, liderzy Komunistycznej Partii Chin, Marie Le Pen i politycy Alternatywy-dla Niemiec, wicepremier Salvni i prezydent Erdogan, premier Orban i lider polskich miłośników tych tendencji Jarosław Kaczyński – wszyscy oni śpiewają różne pieśni na tę samą melodię. A my tę melodię znamy z lat 30”.
Nie koniecznie, bowiem we wspomnianych latach trzydziestych melodia miała jednoznacznie faszystowski i nazistowski zapis, i co prawda wiązał się on nierozłącznie z totalitaryzmem, ale i różnice były zasadnicze.
Kolizyjność takich historycznych porównań nie przeszkadza mi podzielać z Adamem Michnikiem głębokiego niepokoju obecnym stanem naszych polskich spraw, także opinią o „faszyzacji kraju pod troskliwą opieką władzy”. Uważam jednak, że dla opisania ich pochodzenia i diagnozy zupełnie nie przystaje rozszerzająca i naciągana interpretacja znaczenia paktu Ribbentrop-Mołotow. I jeszcze więcej, gdyż podobne nieadekwatne analogie, nie osiągając zamierzonego celu, albo zaciemniają obraz rzeczywistości, albo też, jako nieuprawnione, przedstawiają go w krzywym zwierciadle.
Natomiast bliskie są mi, à propos doświadczeń z września 1939 roku, kwestie polskiej polityki zagranicznej opisane w dwóch przywoływanych tekstach z „Dziennika Trybuna”:
− „Polska nie jest na Księżycu, [mówił w swoim czasie Zbigniew Brzeziński – ZT] ale między Odrą, Nysą i Bugiem. Polska jest, ale bez przesady, do pewnego stopnia, sojusznikiem Ameryki, ale nie jest jej sąsiadem”, i jeszcze „Polska nie łapie się nawet na trzeciorzędnego sojusznika USA, a nasz interes polityczny, to jak najlepsze stosunki z Niemcami i Rosją”.
− „Jedynym wyjściem z tego impasu jest wygrana w najbliższych wyborach sił proeuropejskich. Potrzebna jest wyraźna zmiana linii polskiej polityki zagranicznej (…) dziś grozi nam odejście w Europie od dotychczasowych zasad ładu międzynarodowego…czas na nowe otwarcie z Rosją. Polska prawica swej polityki wobec Rosji nie zmieni, zresztą z innymi sąsiadami też ma kiepskie stosunki. W Polsce musi nastąpić zmiana układu sił politycznych, jeśli chcemy odbudowywać naszą pozycję w Europie”.