Bauman: socjolog-socjalista

 Zygmunt Bauman był jednym z najbardziej cenionych na świecie polskim socjologiem i filozofem. Niektórzy jednak widzieli w nim przede wszystkim byłego żołnierza Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Inni wiedzieli o nim równie niewiele: że jest byłym rewizjonistą i postmodernistą. 

Zygmunt Bauman urodził się w 1925 r. w Poznaniu w zeświecczonej rodzinie żydowskiej. W 1931 r. jego przejściowo bezrobotny ojciec próbował popełnić samobójstwo skacząc z mostu, został jednak uratowany przez harcerzy. Widok ojca oblepionego wodorostami i mułem był jednym z jego pierwszych żywych wspomnień. Jak później wspominał, już wtedy zaczął się zastanawiać „Nad tym czy świat, który jest – z tym, że ojcowie skaczą do Warty, a koledzy kopią i duszą – musi być właśnie taki”. Młody Zygmunt odczuwał na własnej skórze to, że jest jednym z nielicznych Żydów wśród dzieci na poznańskich Jeżycach. Gdy szedł do szkoły czy do biblioteki, młodzi prześladowcy zawsze podążali za nim, lżąc go, szturchając, wyśmiewając.

3 września 1939, tydzień przed zdobyciem przez Niemców Poznania, rodzina Baumanów wyjeżdża na wschód. Ostatecznie ląduje w Wachtanie w obwodzie kirowskim. Zygmunt wstępuje do Komsomołu, a w 1942 roku kończy szkołę średnią z wyróżnieniem. Nie dane było mu jednak podjąć upragnionych studiów z fizyki, bowiem okazało się, że nie ma prawa osiedlić się w mieście Gorki. Pracuje więc najpierw jako spawacz, a następnie jako nauczyciel w szkole średniej i w styczniu 1944 r. zostaje zmobilizowany do pracy w moskiewskiej drogówce. Natyka się jednak na odezwę Związku Patriotów Polskich. Wstepuje ochotniczo do 1 Armii Polskiej. Jako człowiek wykształcony zostaje skierowany do szkoły dla oficerów polityczno-wychowawczych, a następnie przydzielony do 4 dywizji im Jana Kilińskiego. Przechodzi szlak bojowy od Chełma przez Warszawę po Wał Pomorski.

Zauroczenie nowym ustrojem

W 1945 r. 4 Dywizja Piechoty staje się podstawą nowo powołanego Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego, którego głównym zadaniem było zwalczanie podziemia AK, NSZ, WiN oraz UPA. Bauman służy do 1953 r., dochodząc do stopnia majora. W 1946 roku wstępuje do PPR, dwa miesiące później podejmuje współpracę jako rezydent Informacji Wojskowej w Pułku Szkolnym KBW w Szczytnie. Współpraca ta nie trwała nawet roku. „Jak na żółtodzioba przystało, o tych sprawach wiedziałem tylko z powieści i sądziłem, że pomoc kontrwywiadowi wojskowemu jest oczywistym patriotycznym obowiązkiem” – mówił Bauman po latach.

W 1947 r. przenosi się do Warszawy,bierze ślub z Janiną Lewinson. Wspomnienia żony z getta warszawskiego, a następnie ukrywania się „po aryjskiej stronie” przyczynią się do powstania jego najsłynniejszej książki – „Modernity and Holocaust”. Tymczasem w marcu 1953 r. minister obrony Rokossowski przenosi Baumana do rezerwy. Poszło o to, że jego starsza siostra od 1938 r. mieszkała w Izraelu, o wyjazd starał się również ojciec Zygmunta.

Badacz

Służbę w wojsku łączy Zygmunt z nauką, studiując najpierw na Akademii Nauk Społecznych, a od 1952 r. na Wydziale Filozoficznym UW. Zostaje asystentem Juliana Hochfelda w Katedrze Materializmu Historycznego UW. Hochfeld był przedstawicielem tak zwanego otwartego marksizmu, który chciał twórczo korzystać z innych teorii filozoficznych i społecznych. Drugą osobą, jaką Bauman wymieniał często wśród swoich nauczycieli był niepodległościowy socjalista Stanisław Ossowski.

„Ossowski i Hochfeld (…) w swojej pracy naukowej kierowali się etycznymi motywami” – pisał Bauman. – „Istotę socjologicznego powołania widzieli, jak sądzę, w tym, że ludzie cierpią, a oni jako socjologowie, rozpoznając przyczyny ludzkiego cierpienia zdołają może to cierpienie złagodzić, albo nawet zahamować społeczną produkcję niedoli”. W 1956 r. Bauman obronił rozprawę doktorską na temat brytyjskiego socjalizmu, cztery lata później habilitował się. W pracy „Klasa-ruch-elita” ganił biurokratyzację brytyjskiego ruchu robotniczego i jego odejście od socjalistycznych ideałów oraz utratę wiary w sens podejmowanych działań.

Drogą do wyjścia z partyjnej ortodoksji stały się dla Baumana badania empiryczne. Pierwsze tdotyczyło motywacji członków partii w zakładzie produkcyjnym. Jak pisze biograf Baumana Dariusz Rosiak:„To było nowatorskie, jak na tamte czasy badanie empiryczne, którego rezultat mógł tylko spotęgować jego rozterki. Wynikało z niego, bowiem, że robotnicy wykazywali motywację bardziej ideową, inteligenci zaś – chodzi o inteligencję techniczną w zakładach pracy – bardziej pragmatyczną.” Ponieważ to inteligenci częściej zapisywali się do partii, Bauman wysnuł wniosek, że „wbrew oficjalnej wersji marksizmu – coraz większe wpływy w partii uzyskiwać będą kadry kierownicze”. Pesymistyczne wnioski płynęły też z badań nad postawami młodzieży. Ogromny wpływ na Baumana wywarł Gramsci i jego wydane w 1962 r. w Polsce pisma. Bez żadnej przesady można stwierdzić, że to włoski autor uchronił polskiego socjologa od przejścia w szeregi wrogów marksizmu. W 1967 r. widać już w tym, co pisze Bauman, zapowiedź jego programu etycznego, który będzie mu przyświecał przez całe życie: „Najważniejszą kwestią jest jak dostosować społeczeństwo do indywidualnych potrzeb, a nie na odwrót”. Bauman włącza się w dyskusje środowisk rewizjonistycznych, pomaga też Jackowi Kuroniowi w opracowaniu danych do słynnego „Listu do Partii”. Ale 25 marca 1968 r. w związku z kampanią antysemicką zostaje usunięty z uczelni .Wraz z żoną i trzema córkami emigruje do Izraela.

Intelektualista podejrzany

W Izraelu Bauman nie czuje się dobrze. Pracuje na uniwersytetach w Hajfie i Tel Avivie, ale mało publikuje. W artykule dla Ha’aretz z sierpnia 1970 roku krytykuje nacjonalizm izraelski, nierówności klasowe w tym państwie, a także okupację terytoriów arabskich. Jak zauważa Eva Illouz „szybko zrozumiał, że Izrael nie stanie się państwem dla wszystkich”. W 1997 r. w liście do przyjaciela Noaha Lasmana pisał: „Izrael jest największym żydowskim gettem w historii – a nadto własnej głównie produkcji (…). Czego Żydzi nie mogą znieść to otwartych granic, braku murów i braku wrogów za murem.”

W październiku 1970 r. Bauman obejmuje profesurę na Wydziale Nauk Społecznych Uniwersytetu w Leeds. Jak się po latach okazało, jako dysydent był obiektem zainteresowania nie tylko polskiego wywiadu, ale także Stasi. Publikuje „Objective Utopia” i „Culture as Praxis”. Pozostają one utrzymane w stylu socjologii zaangażowanej. Jednak dla ówczesnej brytyjskiej lewicowej elity intelektualnej pozostawał przez długi czas persona non grata, za mało marksistowski i pomawiany o współpracę z KGB.

Z entuzjazmem przyjął powstanie „Solidarności”, twierdząc w 1981 r. w tekście „On the Maturation of Socialism”, że kiedy „ciężkie wieko politycznego przymusu zostanie uchylone, twórczy potencjał robotników stanie się dominującym aspektem krajobrazu społecznego”.

Moralista

Książką, która zyskała mu status intelektualisty klasy światowej była praca z 1989 r. „Modernity and The Holocaust” („Nowoczesność i Zagłada”). Pisał w niej, że „Z punktu widzenia nowoczesności ludobójstwo nie jest ani czymś normalnym, ani też przypadkiem złego funkcjonowania. Ujawnia po prostu, czego jest w stanie dokona racjonalizująca, inżynieryjna tendencja nowoczesności, jeśli nie jest powstrzymywana i kontrolowana, jeśli pluralizm sił społecznych uległ erozji, zgodnie z żądaniem nowoczesności”.

8 czerwca 1988 r. Bauman zostaje wykreślony z listy osób niepożądanych w PRL i wkrótce zaczyna pojawiać się w Polsce. Niemniej nigdy nie osiedlił się ponownie w kraju. Pisał już w 1989 r.: „Jak za szlachty, jak za zaborców, jak za pułkowników, jak za komunistów panowie inteligenci z Warszawy powiadają chamom, co mają robić i jak ich cudownie urządzą”. Dla młodzieży i części naukowców Bauman staje się idolem, inni go nienawidzą – szczególnym echem odbił się też incydent z Wrocławia, kiedy to kilkunastoosobowa grupa członków Narodowego Odrodzenia Polski zakłóciła jego wykład.

Począwszy od wydania w 1993 r. książki „Postmodern Ethics” i esejów „Dwa szkice o moralności ponowoczesnej” z 1994 r. Bauman staje się w coraz większym stopniu moralistą. Przeciwstawia etykę – odgórnie narzucaną przez kaznodziejów i filozofów, rodzącej się w każdym człowieku moralności. Zbliża się też do Kościoła katolickiego, choć na własnych zasadach, dostrzegając wagę pewnych elementów nauczania społecznego Kościoła, wagę Ewangelii. Pod koniec życia mówi o swojej fascynacji nauczaniem Franciszka. Z kolei 2013 r. arcybiskup Vicenzo Paglia przewodniczący Papieskiej Rady ds. Rodziny mówi: „Doszliśmy do tego, że przyjęliśmy z zadowoleniem diagnozy socjologów takich jak Bauman, którzy mówią o społeczeństwo płynnym. Nie zdajemy sobie sprawy, że żyć w społeczeństwie płynnym to żyć w społeczeństwie bez stałego fundamentu, bez wzajemnego zaufania, pomocy”. Bauman nigdy nie dokonał aktu wiary, a mimo to Kościół był gotów się od niego uczyć.

Bauman był mistrzem eseju, wypełnionego dygresjami, metaforami, nawiązaniami do literatury czy sztuki. Równocześnie wedle niektórych jego wadą było zbyt nikłe korzystanie z dorobku klasyków socjologii i podatność na łatwe generalizacje. By zrozumieć myśli „późnego” Baumana, warto zajrzeć do jego „Zindywidualizowanego społeczeństwa”: „Udźwig mostu mierzy się siłą udźwigu jego najsłabszego przęsła. Ludzką jakość społeczeństwa należałoby zmierzyć jakością życia jego najsłabszych członków”. Stąd też był Bauman niegiętym rzecznikiem wykluczonych, bezrobotnych, niepełnosprawnych, ubogich czy też imigrantów i uchodźców. Wszystkich wyalienowanych, samotnych, porzuconych przez instytucje i bliźnich. Tych którym płynność relacji międzyludzkich i niestabilność egzystencji najbardziej doskwiera. Tak pozostał wierny swojemu socjologicznemu i filozoficznemu powołaniu.

Przeklęta nostalgia, niezbędna solidarność

Czy czeka nas powrót do hobbesowskiej sytuacji walki wszystkich ze wszystkimi? Powrót do plemienności i narastająca fala nacjonalizmów? Nadal narastające nierówności? Dalsza „prywatyzacja nadziei” i przerodzenie się społeczeństwa w zbiór jednoosobowych wysepek?

W obliczu rosnących nierówności i podziałów społecznych oraz malejących dla większości ludzi szans życiowych, zaczyna rządzić nami nostalgia za nigdy nie istniejącą, wyimaginowaną przeszłością- ostrzegał nieżyjący już profesor Zygmunt Bauman w swojej ostatniej książce „Retrotopia. Jak rządzi nami przeszłość”.
Profesora Zygmunta Baumana, autora pojęcia „płynnej nowoczesności”, nie trzeba nikomu przedstawiać. Wśród jego ponad 100 prac, co najmniej kilka weszło do kanonu lewicowej myśli socjologicznej i filozoficznej. Dla pokolenia dzisiejszych 30- i 40-latków Bauman i jego prace takie jak „Globalizacja”, „Nowoczesność i Zagłada”, „Płynna nowoczesność” to ważny punkt odniesienia na drodze do kształtowania własnej tożsamości intelektualnej i wrażliwości społecznej. Socjolog i socjalista Bauman do końca życia pozostawał przeciwnikiem neoliberalizmu, nacjonalizmu i neokonserwatyzmu. Świadectwem tego jest ostatnia książka, którą udało mu się dokończyć – „Retrotopia. Jak rządzi nami przeszłość”.
Powrót do przeszłości
Klasyczna utopia ulokowana była w przyszłości. Czym więc jest tytułowa retrotopia? Dziś przyszłość budzi obawy i nieufność, gdyż jesteśmy poddani działaniom nieokiełznanych sił rynkowych i globalizacji, procesom, których nikt w pełni nie kontroluje, a niewielu rozumie. Retrotopia jest zwróceniem się w kierunku przeszłości, nostalgią za przeszłością, jednak nie taką, jak ona realnie wyglądała, a jak ją sobie naiwnie wyobrażamy.
Neoliberałowie tacy jak Margaret Thatcher czy Ronald Reagan sprywatyzowali ideę postępu. Każdy miał być kowalem własnego losu, każdy miał być samowystarczalny. Jednak dla wielu być może dla większości ludzi taka wolność i samowystarczalność okazała się nieznośnym ciężarem. Obawiamy się dziś utraty pracy i kwalifikacji oraz tego, że nasze dzieci nie osiągną naszej pozycji społecznej. W płynnej nowoczesności, którą w zasadzie można utożsamić z epoką neoliberalizmu indywidualne szczęście i dobre społeczeństwo nie są już od siebie wzajem zależne. Jak pisze Bauman o epoce neoliberalizmu i globalizacji: „Celem nie była już budowa doskonalszego społeczeństwa, (gdyż wszelkie środki poprawy okazały się w praktyce beznadziejne), ale polepszenie własnej indywidualnej pozycji wewnątrz zasadniczo i ostatecznie niedającego się naprawić społeczeństwa. Zamiast wspólnego udziału w zdobyczach kolektywnego wysiłku na rzecz społecznej reformy pojawiło się współzawodnictwo i pozyskiwane dzięki niemu łupy przywłaszczane przez poszczególne jednostki”.
Przemoc wyrosła z frustracji
W epoce stałej nowoczesności państwo poskramiało „zwierzę w człowieku”. Nie dało rady jednak kompletnie przeobrazić człowieka, a jedynie skryło istniejącą w ludziach agresję. Dziś już nie wierzymy, że państwu uda się powstrzymać akty przemocy. Jesteśmy zainfekowani strachem i agresją wylewającą się z ekranów, zarówno za sprawą wojen jak i za sprawą indywidualnego terroryzmu czy przestępczości. Media sprzyjają fenomenowi naśladownictwa w przemocy. Częstotliwość pokazywania aktów przemocy staje się usprawiedliwieniem tych aktów. Stają się one sposobem na zdobycie choćby iluzorycznej sławy i poczucia kontroli nad swoim otoczeniem.
Bauman jednak twierdzi, że najważniejszą przyczyną rozwoju przestępczości i przemocy jest niestabilność rynku pracy i kultura konsumpcyjna, które zmieszane ze sobą tworzą pożywkę dla wszechobecnego gniewu. Ofiary agresji i przemocy często są przypadkowe i losowe. Prawdziwą przyczyną gniewu, agresji i stosowania przemocy jest niemoc wobec wszechogarniających i niekontrolowanych procesów ekonomicznych. Przemoc jest postrzegana przez sprawców jako lekarstwo na egzystencję pozbawioną wyrazu i przyszłości. Jednakże nie daje ona trwałego zaspokojenia agresywnego popędu, gdyż zwykle przeciwnik jest rażąco i w sposób widoczny słabszy. Bauman twierdzi przy tym, że najczęściej w akty ekstremalnej przemocy angażują się „wybrakowani konsumenci” czyli osoby wykluczone ekonomicznie, lub jako takie się postrzegające. Zauważa też, że często płynna jest granica między „wojną wszystkich ze wszystkimi” a konkurencją, do której jesteśmy nieustannie przyuczani.
Różne języki, obce plemiona
Innym niepokojącym Baumana trendem jest powrót do plemienności, małych nie rozmawiających ze sobą nawzajem wspólnot lokalnych czy też politycznych. Te małe wspólnoty obiecują pozorne bezpieczeństwo arbitralnie wyznaczonym „nam”, ale skutkują wykluczeniem „ich”. Także nacjonalizm, jak podkreśla autor ma złowrogie janusowe oblicze, skutkuje niesłuchaniem „onych”. Jednocześnie jednak cytuje badacza nacjonalizmów Anthony’ego D. Smitha, który twierdzi, że „ognie nacjonalizmu nigdy nie zostały ugaszone, jedynie tymczasowo przysłoniła je nasza świadomość tego, jak straszne niosą konsekwencje. Nawet w świecie Zachodu etniczny nacjonalizm przetrwał pod pozorem socjaldemokracji i liberalizmu”. Profesor marzy przy tym o świecie, w którym sprawa przynależności narodowej byłaby kwestią osobistego wyboru, tak jak postulował w 1907 roku socjaldemokrata i marksista Otto Bauer. W świecie Bauera narody nie pokrywałyby się koniecznie z konkretnym terytorium, byłyby wspólnotami kulturowymi.
Bauman podkreśla przy tym, że w dzisiejszych czasach migracja jest zjawiskiem nieuniknionym i że przybysze do Europy są często produktem nieudanych przedsięwzięć politycznych i militarnych Zachodu. Podobnie jak nieskuteczne jest myślenie, że budując przydomowy schron ocalejemy na wypadek wojny atomowej, nierealne jest myślenie, że odgrodzimy się od światowych przepływów ludności.
Kolejnym powrotem, jaki być może nas czeka jest powrót do XIX-wiecznych nierówności społecznych. Bauman cytuje tutaj Benjamina Disraeliego, który w 1845 roku w powieści „Sybil” ustami jej bohatera, działacza robotniczego Waltera Gerarda następująco zobrazował sytuację w Anglii gdzie istniały: „Dwa narody; między nimi nie ma kontaktu ani porozumienia; które są tak nieświadome nawyków, myśli i uczuć tego drugiego jakby zamieszkiwały odrębne strefy lub odrębne planety; które są inaczej wychowane, inaczej karmione, kształtowane innymi obyczajami, nie podlegają tym samym prawom”.
Miraże wolnego rynku
Podobną sytuację mamy dzisiaj, jednak nie tylko w rozwiniętych państwach kapitalistycznych, takich jak USA, ale w skali globalnej. Jak zauważa Bauman większość czasu, który dzieli nas od 1845 roku poświęcona była staraniom, by diagnoza Disraelego straciła moc. Wydawało się, że cel ten jest bliski do osiągnięcia podczas 30 wspaniałych powojennych lat zachodniego państwa socjalnego. Panował wówczas konsensus, że zadaniem państwa jest prowadzenie takiej polityki, która by zapewniała wszystkim pracę i godną płacę. Niestety na wskutek globalizacji i działalności grubych ryb finansjery kapitał podważył podstawy państwa dobrobytu. Dziś na każdą próbę podwyższenia podatków czy zwiększenia wydatków socjalnych nomadyczna finansjera reaguje histerycznie.
Zygmunt Bauman przytacza kilka danych na temat wzrostu globalnych nierówności. Przypomina, że 85 multimiliarderów ma bogactwo równe bogactwu biedniejszej połowy ludzkości, a w USA 86 % bogactwa jest w rękach najbogatszych 10% Amerykanów. Trendy też nie wyglądają dobrze. Między 2010 a 2014 rokiem majątek amerykańskich gospodarstw domowych, posiadających aktywa finansowe w wysokości co najmniej 1 mln dolarów, wzrastał średnio o 7,2% rocznie, podczas gdy majątek pozostałych rodzin rósł osiem razy wolniej.
Jak zauważa Bauman, „„efekt skapywania” [the trickle down effect] bogactwa do puli powszechnego dobrostanu jest w zasadzie mitem, trzeba jednak dodać, że twardą rzeczywistością jest sposób w jaki mit ten działa na powszechne poczucie niedostatku, a w konsekwencji na poziom aspiracji”.
Autor „Retrotopii” z entuzjazmem odnosi się do idei powszechnego dochodu podstawowego. Jego zdaniem wielką zaletą dochodu podstawowego jest powszechność takiego świadczenia, będąca powrotem do pierwotnych ideałów państwa opiekuńczego. Dzisiejsze państwo bowiem odeszło od filozofii uniwersalizmu, selektywnie przyznając świadczenia socjalne, przy czym nieuchronnie naznacza i upokarza.
Lord Beveridge tworząc podstawy brytyjskiego państwa opiekuńczego, w latach 40 tych XX wieku, uważał, że jego zadaniem jest zapewnić materialne warunki wolności, czyli wolność od nędzy, ignorancji, niedostatku, bezczynności i chorób. Zdaniem Baumana, dochód podstawowy, wypłacany niezależnie od wysokości dochodów powinien być prawem obywatela w całej Unii Europejskiej.
Czy da się ocalić świat egoistów?
Ostatni czwarty rozdział książki zatytułowany jest „Powrót do łona” „Łono” jest tu metaforą na stan zobojętnienia i nirwany, wolności od bólu, do którego większość z nas, zdaniem Baumana, dąży. Jednak jest to dążenie nierealne, gdyż praca i cierpienie, a także niepewność zawsze będą do pewnego stopnia z nami.
Wedle Autora, staliśmy się narcyzami skupionymi na samych sobie, swoich odczuciach i stanie własnego ciała. Co więcej, większość z nas nie myśli ani o przeszłości ani o przyszłości, ale chce jedynie doraźnie poprawić swój stan, kupując gadżety czy korzystając z pomocy psychoterapeutów. Od życia oczekujemy nirwany, poszukujemy schronów, które dadzą nam wytchnienie od kontaktów z innymi ludźmi. Chcemy jedynie natychmiastowego zaspokojenia swoich zachcianek, a życie dla siebie, a nie dla innych, przodków czy potomków, stało się celem samym w sobie.
Z dezaprobatą odnosi się do praktyki rozwiązywania wszelkich problemów przez kontakt z coachami czy psychoterapeutami. Nie umiemy już nawiązywać relacji z innymi, stajemy się coraz bardziej samotni, nie umiemy już szukać wsparcia i zrozumienia dla naszych wyborów. Jak podaje Autor „Retroutopii” w Sztokholmie, 58% ludzi prowadzi jednoosobowe gospodarstwa domowe, a jedna na cztery osoby umiera samotnie. Jak zauważa Bauman, rozpad więzi międzyludzkich widać już na przykładzie par, które nie potrafią być ze sobą całe życie, a określenia takie jak „moja miłość”, czy „mój mąż/żona” zostały zastąpione określeniem „mój partner”.
Jakie rozwiązania proponuje Bauman, poza dochodem podstawowym? Apeluje o rozszerzenie solidarności na poziom globalny, mimo, że w przeciwieństwie do poprzednich bitew o zwiększenie zasięgu integracji politycznej „owo nowe zadanie nie może posłużyć się tu „ani bronią wyznaczania wspólnego wroga”, ani wybiegiem „nasi kontra tamci”, co wcześniej wypróbowano i co uchodzi za warunek konieczny zwycięstwa.
Bauman ostrzega też przed nacjonalistycznymi demagogami i ludźmi takimi jak Samuel Huntington, twórca koncepcji „starcia cywilizacji”, który twierdził, że „bez prawdziwych wrogów nie ma prawdziwych przyjaciół”. W epilogu Bauman przywołuje słowa papieża Franciszka, którego uważał za jednego z największych intelektualistów naszych czasów. Papież podkreśla w nich znaczenie kultury dialogu i współodpowiedzialności za bliźniego. Jednak zdaniem Baumana musimy pamiętać też, „by kwestię ludzkiego zjednoczenia” wyjąć z rąk polityków i przekazać ją „pod opiekę codziennych spotkań sąsiadów oraz kolegów z pracy, spotkań, w których wszyscy uczestniczymy i odbierani jesteśmy jako troskliwi lub nieczuli rodzice, wierni lub nielojalni partnerzy, pomocni lub nieżyczliwi sąsiedzi, przyjemne lub nieprzyjemne towarzystwo, a nie jako okazy wzajemnie sobie obcych cywilizacji, tradycji, religii czy tożsamości etnicznych”.
Jednak, by taka kultura dialogu miała szanse powodzenia musi się też dokonać, mówiąc słowami papieża Franciszka „sprawiedliwy podział owoców ziemi i ludzkiej pracy. Jak ostrzega Bauman, albo wkroczymy na tą drogę, albo „skończymy we wspólnej mogile”.
„Retrotopia” jest niewątpliwie dziełem interesującym i skłaniającym do refleksji. Trzeba jednak poczynić dwa zastrzeżenia. Po pierwsze Bauman nie chciał stworzenia jakiegoś zunifikowanego państwa światowego, gdyż zdawał sobie sprawę, że unifikacja świata mogłaby się skończyć globalnym państwem totalitarnym. Oprócz wysuwania postulatu dochodu podstawowego podkreślał też konieczność tworzenia wysokiej jakości miejsc pracy. Niewątpliwie liczył też zarówno na oddolne zdemokratyzowanie życia społecznego, jak i na powstanie nowych form międzynarodowej współpracy.
Do końca życia Bauman pozostawał liberalnym socjalistą i miał nadzieję, że stworzymy świat bez nienawiści, świat, gdzie więcej ludzi będzie cieszyć się wolnością, a więc przede wszystkim będzie posiadać zasoby, które uczynią ich wolnym od strachu i wiecznej walki o przetrwanie. Jednak czeka nas długa i wyboista droga, gdyż większość ludzi nie jest przyzwyczajona do aktywności politycznej, poza okresem wyborów.

Zygmunt Bauman – „Retrotopia. Jak rządzi nami przeszłość”, przekład Karolina Lebek, PWN, Warszawa 2018, str.302, ISBN 978-83-011-9855-8.

Retrotopia czyli globalna epidemia nostalgii

W pewnym fragmencie studium Zygmunta Baumana pojawia się uwaga o tym, że tak jak w latach pięćdziesiątych i sześćdziesiątych XX wieku świat ogarnęła gorączka postępu i lewicowości, tak dziś żyjemy w czasach podobnej gorączki, tyle że z przeciwnym znakiem – gorączki konserwatyzmu i prób cofania się w przeszłość.

Tak jakby ludzkość, utraciwszy wiarę w skuteczność lewicowych, socjalistycznych i komunistycznych, ale i liberalnych recept, postanowiła sięgnąć do tego, co już było, pod pretekstem, że to co było, tak naprawdę było lepsze niż to, co jest dziś.

„Oto i my, mieszkańcy ery zamętu i rozdźwięku – pisze Bauman – ery, w której wszystko – lub prawie wszystko – może się zdarzyć, a przy tym nic – lub prawie nic – nie daje się przedsięwziąć z przekonaniem i pewnością, że uda się doprowadzić to do końca ery, w której skutki gonią za przyczynami, przyczyny starają się tropić swe skutki, a ich sukces jest pod tym względem minimalny i kurczy się coraz bardziej (…)”

Retrotopia jest rezultatem nostalgii, w ujęciu cytowanej przez Baumana profesorki literatury Swietłany Boym będącej „poczuciem straty miejsca i poczuciem przemieszczenia się, ale również „romantyczną relacją z własną fantazją”. Nostalgia, którą kiedyś uważano za rodzaj schorzenia psychicznego, nerwowego i stosowano na nią nawet określone leki, w XX wieku stała się „nieuleczalną kondycją związaną ze nowoczesnością”. Boym określa obecny stan cywilizacji światowej jako „globalną epidemię nostalgii, afektywną tęsknotę za wspólnotą o zbiorowej pamięci, pragnienie ciągłości w pofragmentowanym świecie”. Obecna globalna epidemia nostalgii zastąpiła dawną, sięgającą od Oświecenia po lata siedemdziesiąte, „epidemię gorączki postępu”. Retrotopia jest też tęsknotą za światem, który tak naprawdę nie istniał, ponieważ wyobrażenie przeszłości przetworzone przez nasze wyobrażenia („dawne, dobre czasy”), mity, jest rozbieżne z jej rzeczywistym kształtem. Bauman pisze: „Taki obrót spraw spowodował, że wahadło nastrojów społecznych wychyliło się w dokładnie przeciwną stronę: (…) nadziei na poprawę warunków bytowych w niepewną i aż nazbyt wyraźnie wątpliwą przeszłość, cenioną za domniemaną stabilność (…)”. Bauman nie dotyka w swoich wywodach żadnej szczegółowej kwestii politycznej, nie odnosi się do procesów zachodzących w Europie i świecie, do radykalnego wzrostu popularności politycznego populizmu. Dojście do władzy Trumpa, Orbána czy Kaczyńskiego w Polsce, to tylko niektóre wyrazy retrotopijnych skłonności, choć retrotopia objawia się nie tylko w polityce, ale także kulturze, obyczajowości, oglądzie świata

Autor „Retrotopii” rozpisał opisywane zjawisko na cztery aspekty ujęte w czterech częściach: „Powrót do Hobbesa?”, „Powrót do plemion”, „Powrót do nierówności” i „Powrót do łona”. Przy okazji lektury szkicu Baumana warto uwzględnić aspekt języka w jaki ujmuje on swoje analizy, tezy i spostrzeżenia. To rodzaj języka znanego z lektur wielu autorów z dziedziny najszerzej pojętej humanistyki, język na wysokim poziomie abstrakcji filozoficznej, fragmentami enigmatyczny, sprawiający czasem wrażenie, jakby dążenie do finezji i pomysłowości frazy było silniejsze niż dążenie do klarowności, jasności wywodu. To język czytelniczo atrakcyjny, ale warto czytać to studium konfrontując jego język z zasobem własnych obserwacji i przemyśleń. Pożytek z tej lektury ogromny.

Zygmunt Bauman – „Retrotopia. Jak rządzi nami przeszłość”, przekł. Karolina Lebek Państwowe Wydawnictwo Naukowe, Warszawa 2018, str. 301, ISBN 978-83-19855-8.