Czytanie „Dziennika Trybuny” jest zbędne,

w poprawnym towarzystwie nie na miejscu, a jeśli nawet ukazują się w nim interesujące i ważne teksty, to metodą naszych wolnych mediów są przemilczane. To druga strona czarnych ekranów i pierwszych stron gazet. One są w tym przypadku puste.

Ten rodzaj powszechnego postępowania wyraża przede wszystkim stosunek do politycznej linii programowej tytułu. Pomimo stałej obecności na jego łamach tematów z powszechnego, ważnego, publicznego obiegu, żaden z nich nie dostąpi szansy przedruku, cytowania, o polemice już nie wspominając.

Niby to samo, a zupełnie inaczej

Mijająca 2 marca 90. rocznica urodzin Michaiła Gorbaczowa przyniosła szereg poświęconych mu tekstów, wśród których na szczególną uwagę zasługują publikacje w „GW – Ale Historia” (27.02.2021) i w „D-T” (1.03.2021).

Pierwszą, bardzo obszerną – „Człowiek, który zmienił świat” – stanowi rozmowa Pawła Smoleńskiego z Adamem Michnikiem, która niewątpliwie jest czytelniczo interesująca, ale niezwykle uboga w stosunku do zapowiedzianego tytułu, a w jeszcze większym stopniu do znaczenia i roli jaką rzeczywiście odegrał jubilat.

Wywiad koncentruje się na kwestii Gorbaczow – Rosja, uwarunkowań zmieniającej się tamtej sytuacji i podejmowanych przez niego działań, ich trafności i błędów, trochę o demokratyzacji ówczesnego ustroju, i o współczesności z Nawalnym i Putinem oczywiście. Ale przecież – o czym rozmówcy zupełnie zapomnieli – nie za dokonane zmiany w samej Rosji Michaił Gorbaczow otrzymał Pokojową Nagrodę Nobla.

Nadto zadziwia też krótka pamięć Michnika dotycząca wyjątkowego wpływu polityki Gorbaczowa na możliwość dokonania przeobrażeń ustrojowych, które miały miejsce w Polsce. Nie wiem czy za nią kryje się przekonanie o większej ważności Jana Pawła II, czy też o zdecydowanej wyższości Solidarności.

Ponad dwukolumnowy, a więc wielki materiał odbieram jako równie wielkie pomniejszanie Gorbaczowa, opowiadanie jedynie o poczynaniach ostatniego genseka imperium, bez prezentacji jego wpływu także na współczesność, gdyż pomieszczono go w gazetowym dodatku typu mówią wieki.

Jakże odmienny, analityczny tekst w „D-T” Jerzego Wiatra „Michaiła Gorbaczowa rola w historii Rosji i świata” nie tylko wypełnia temat prezentując tę postać wyjątkowo godnie – tak jak na to zasługuje – z uwzględnieniem odmiennych ocen, ale i jej historycznego znaczenia. Pisze autor:

„Nagrodę Nobla radziecki prezydent otrzymał za wkład w radykalną zmianę sytuacji podzielonego świata, a zwłaszcza za to, że swą polityką położył ostateczny kres ponurej – ale przez wiele lat traktowanej jako bardzo realna – perspektywie nowej wojny światowej, która musiałaby stać się nuklearną zagładą.”

„Gorbaczow był jedynym przywódcą radzieckim, który nie tylko zrozumiał zgubne skutki Zimnej Wojny dla społeczeństwa radzieckiego, ale także miał odwagę dokonać zasadniczej rewizji radzieckiej doktryny stosunków międzynarodowych. Odrzucił komunistyczny dogmat o nieuchronnym konflikcie między państwami socjalistycznymi i światem kapitalistycznym, a także – co szło jeszcze dalej – o istocie stosunków międzynarodowych jako części walki klasowej w skali światowej. W jego miejsce sformułował koncepcję „wspólnego europejskiego domu.”

„Bez zmiany polityki radzieckiej nie byłoby polskiego „okrągłego stołu”, wyborów czerwcowych i rządu Tadeusza Mazowieckiego. Podkreślał to wielokrotnie w rozmowach ze mną Wojciech Jaruzelski.”

Profesor Wiatr przywołuje także słowa Grzegorza Kołodki, że Gorbaczow był „Kolumbem transformacji”, a z Kolumbami tak bywa, że nie zawsze dopływają do wyznaczonego celu, a mimo to pozostają na zawsze w historii.

Nie spoczniemy, Nim dojdziemy

– w myśl znanej frazy – i jeszcze dalej Osiecka, a w wokalu „Czerwone gitary”: „ Czy warto było kochać nas? Może warto, lecz tą kartą źle grał czas…” Tym razem nie o miłość tu idzie, a o czas Polski Ludowej i nie spoczną mainstream’owe media, aż dojdą do upodlenia tamtego okresu w pamięci zbiorowej Polaków.

Dla Krzysztofa Vargi, jednego z tych niespoczywających i nadzwyczaj wytrwałych każda okazja ku osiągnieciu tego zbożnego celu jest dobra. W 2018 roku był nią wyprodukowany przez Showmax kryminał „Rojst”, a obecnie wypowiedzi Zygmunta Baumana i jego biografa Artura Domosławskiego.

Dziewięćset stronicowa praca „Wygnaniec” stała się tematem felietonu, który już w tytule mówi sam za siebie: „Głośna, samotność Baumana” ( „Newsweek”, 22-28.02.2021). Równie frapującym jest sam zamysł aby tego rodzaju poważne studium prezentować w tym gatunku dziennikarskim. Chyba, że w materii socjologii i filozofii Baumana niewiele ma Varga do powiedzenia. Ale za to koncentruje się na wątkach ubocznych, opisuje fragmenty życiorysów i przywary obu panów, a przede wszystkim ich polityczne sympatie i poglądy, okraszając je odautorskimi złośliwościami.
Fundamentalna myśl Baumana, że „„Najważniejszą kwestią jest jak dostosować społeczeństwo do indywidualnych potrzeb, a nie na odwrót” – wyznaczająca jego postawę – okazuje się nieważna dla Vargi. Za to na swój ulubiony temat pisze: „obrona Polski Ludowej [mająca miejsce w tej książce – Z. T.] – która rzeczywiście miała różne etapy: od krwawego stalinizmu przez łagodniejszą, ale wstrętną gomułkowszczyznę, gierkowską atrapę dobrobytu i liberalizacji, po stan wojenny i agonię systemu – jest tu irytująco nadmierna. Dyżurny argument, że owszem, nie było pełnej demokracji, były prześladowania opozycji, cenzura i więzienia, ale za to było równanie szans, awans społeczny, edukacja, elektryfikacja, darmowa służba zdrowia – jest tak skompromitowany, że w poważnej dyskusji nie powinno się do niego wracać.”

Poważna dyskusja z autorem tych słów jest po prostu niemożliwa. Irytacja Vargi wraz z przedstawionymi oceną i zaleceniem odpowiada schematowi, w którym autorowi wydaje się, że możliwe jest wypisywanie dowolnych opinii na każdy temat. I nie zdaje sobie nadto sprawy, że identyczny sposób pozwala dezawuować dosłownie wszystkie znane, inne pojęcia, np.: wolność, prawa człowieka i demokrację, także z czasów III RP. Mogą być więc one równie irytujące, skompromitowane, a do określonego czasu także nie powinno się wracać. Jedna i druga tak wyrażone opinie są równe zeru. A tę „elektryfikację”, którą Varga przywołał za Leninem, nawet w tej swojej frywolności mógł sobie darować. Tym bardziej, że zapomniał jeszcze dodać o „władzy rad”.

Redakcji, poważnego tygodnika, jakim niewątpliwie chce jawić się „Newsweek”, pogratulować należy tak wyjątkowej i pogłębionej prezentacji biografii Zygmunta Baumana. Autorowi bardzo zapracowanemu, bo to jego trzeci tekst w tym wydaniu, życzyć jednak należy lektury „Trybuny”.
W tym dzienniku poza bieżącymi, licznymi tekstami na wyróżnienie niewątpliwie zasługuje dział prezentujący nieprzemiennie – jak w żadnym innym medium – kulturę, nie tylko polską, literaturę, teatr, film. Równie poważne są rozważania publicystyczne, wśród których znalazło się wiele i o Zygmuncie Baumanie.

Przytaczam fragment ostatniego z nich: „Zygmunt Bauman w oczach biografów” Jerzego Wiatra („D-T”, 11.03.2021): „zawrotną karierę Baumana w ostatnim okresie jego życia, gdy stał się światowej sławy autorytetem intelektualnym, przyjmowanym przez papieża Franciszka i cytowanym przez papieża Benedykta XVI, obsypanym ponad dwudziestoma doktoratami honorowymi z uczelni rozsianych po całym świecie. Rosiak i Domosławski [autorzy dwóch biografii Baumana – Z.T.] różnią się jednak w ocenie dorobku uczonego. Rosiak referuje poglądy kilku – niezbyt zresztą wybitnych socjologów, którzy tę twórczość dezawuowali jako rzekomo niezbyt oryginalną eseistykę. Domosławski – odwrotnie. Daje nie tylko wyraz swemu bardzo wysokiemu uznaniu dla dorobku Baumana, ale także dostarcza czytelnikowi świetnego przewodnika po tej twórczości. Zgadzam się w pełni z takim podejściem. Krytyczne wypowiedzi na temat dorobku Baumana brzmią wręcz śmiesznie, gdy pojawiają się w ustach (lub w tekstach) osób, których dorobek naukowy z dużą dozą wyrozumiałości można uznać za co najwyżej średni.”

A co dopiero mówić o Krzysztofie Vardze ?

Odgrzewane kotlety, także jako specjalność medialna

nigdy do najsmaczniejszych nie należą, podobnie jak tytuł publikacji na Onecie „Fenomen jednej prezydentury. „Może się napił, ale był na Wschodzie, a tam tak trzeba” autorstwa Kamila Dziubki (28.02.2021).
Niesmaczne to zbyt delikatne określenie – po prostu chamskie w stosunku do byłego prezydenta i osoby Aleksandra Kwaśniewskiego. Nadto jeszcze uzupełnione zdjęciem, na którym widzimy Jolę i Olka pijących piwo. Dudka w poszukiwaniu atrakcyjnego tytułu wyrwał fragment z wypowiedzi Marcina Dumy, szefa fundacji IBRiS na temat przeprowadzonych badań polskich elit, a ktoś równie mądry w Onecie dołożył zdjęcie „na temat”.
Z przeprowadzonych badań wynika, że „Polacy generalnie bardzo dobrze oceniają prezydenturę Aleksandra Kwaśniewskiego. Ciepło mówili o nim wyborcy z wielu grup. Ta prezydentura jest już na tyle odległa, że jej złe elementy zacierają się w pamięci…Wizerunek Kwaśniewskiego bardzo wzmacnia też jego żona. Ona w pewien sposób przysłania jego słabe strony.”

I z tą wypowiedzią trudno się do końca zgodzić, bowiem zawiera jedno uogólnienie i sugeruje ocenę na podstawie także jedynej okoliczności. Mijający czas nie koniecznie wpływa na pozytywny ogląd np. byłych prezydentów Polski. Abstrahując już od czasów przedwojennych – plusy dla Narutowicza i Wojciechowskiego, a wielki minus dla Mościckiego – współcześnie Wojciech Jaruzelski i Lech Wałęsa nie cieszą się powszechną pozytywną opinią Polaków. Co prawda pierwszy z zupełnie innych względów, pozbawionych logiki myślenia i rzetelnej wiedzy, ale jednak. Podobnie rzecz ma się z Lechem Kaczyńskim, pomimo wielkiej, propagandowej kampanii przeprowadzonej przez jego brata.

Wielu politykom, także z areopagu tych światowych, zdarzało się popełnić nie jedną gafę, co nigdy nie dezawuowało roli jaką odgrywali. W przypadku Kwaśniewskiego zdarzenie w Charkowie wypominać mu będą niektórzy do końca świta i jeszcze dzień dłużej. Szkoda, że ci wszyscy pamiętliwi nigdy nie zdobyli się na ujawnienia tajemnicy poliszynela, że ten alkohol spożywał wraz z osobą duchowną, która też w stanie wskazującym, acz lepszym, uczestniczyła w uroczystościach na cmentarzu polskich oficerów.
A propos „złych elementów” omawianej prezydentury i „słabych stron” osoby, obu panom polecam do intensywnej lektury tekst „Na czym polega fenomen Aleksandra Kwaśniewskiego” opublikowany 3 lipca w „Polityce”. Można tam przeczytać m.in.: „jego popularność nie tylko nie słabnie, jak w przypadku wielu innych polityków spalających się u władzy, ale właśnie przeżywa największy dotąd wzlot: CBOS zmierzyło ostatnio rekordowy wynik – 78 proc. społecznego zaufania. W ciągu ostatniego półrocza do i tak wyśmienitego i nieosiągalnego dla innych polityków wyniku dorzucił zatem Kwaśniewski kolejne 5 proc. Wiele wskazuje na to, że – jakby to szokująco nie zabrzmiało – papamobil na lotnisku w podkrakowskich Balicach wiózł niedawno dwie najpopularniejsze w Polsce osobistości.”

Dobrze również być „obiektywnym”,

Ileż to razy można było na łamach „GW” przeczytać o rozlicznych „komunistycznych” notablach, którym w odróżnieniu od narodu nigdy niczego nie zbywało. A tu okazuje się, że nie tylko współczesność (doświadczamy codziennie), ale i niezbyt daleka przeszłość (ukochana przez wielu, wspaniała II RP) w tej materii przewyższają o niebo siermiężność PRL-owskich elit. „ALE HISTORIA” (20.02.2021) objaśnia dokładnie kto mógł więcej w tamtych czasach, kto był lepszy od innych, a na dodatek przywołuje szereg słów Józefa Piłsudskiego, przy których sejmowe połajanki Kaczyńskiego są wzorem parlamentarnej kultury.
Ten „obiektywizm” wyraża się w braku jakiejkolwiek proporcji materiałów akceptujących i negujących określone zjawiska czy postacie, nie tylko z naszego politycznego życia. Także ze świata, bo niespodziewanie dowiedzieliśmy się, przy okazji pandemii, że w największej gospodarce świata są nie tylko miliony biednych, bezrobotnych ale i bardzo licznym grozi eksmisja z uwagi na niespłacone kredyty hipoteczne. W Stanach Zjednoczonych na Covid-19 pochowano już rekordowe w międzynarodowej skali ponad pół miliona osób i to w kraju wydającym, jako dużo ważniejsze niż zdrowie swoich obywateli, jedną trzecią światowych środków na zbrojenia. Z Rosji oczekiwać możemy tylko złych wiadomości i nie wiedzieć jakim cudem przebiła się, i niby po co, informacja, że podobno mają jakąś tam swoją szczepionkę na Covid. Podobnie z dalekowschodnim mocarstwem, bo poza powszechnym doświadczaniem rozlicznych dóbr tam produkowanych, sposób informacji o nim przypomina dawno zarzuconą, planszową grę w Chińczyka.

Czasem „D-T” jest pierwsza,

mimo nadzwyczaj ograniczonych możliwości. 5 lutego ukazał się tekst Tomasza Turowskiego „Dwadzieścia jeden salw („Operacja „Transatlantyk”)” opisujący m. in. akcje polskiego kontrwywiadu w czasie których pozyskiwano tajne materiały z zachodnich placówek dyplomatycznych posadowionych nie tylko w Warszawie. Dwa tygodnie później, dziewiętnastego Onet pochwalił się, że pisze o tym pierwszy, ale – co przyznać należy – wycofał się szybko z tego samozadowolenia. Powtórzył ten tekst swoim zwyczajem 7 marca, a „Duży Format” też po czasie podchwycił, jakby nowy, ten temat 22 lutego. Różnica polega nie tylko na czasie publikacji, ale i jej źródle: pierwszym jest były, zasłużony pułkownik polskiego wywiadu, na którego wolnym mediom nie sposób się powoływać; w pozostałych publikacjach ta sama książka innej osoby.

Rzecz w tym wymiarze nie jest nowa, pisał również o tym szczególnym sposobie informowania w „D-T” Marek Barański („Studniówka”, 22.02.2021). Tym razem dotyczył aktywnego finansowego wsparcia przez CIA działań opozycyjnych w PRL – na początku gwałtowne oburzenie i zaprzeczenia, a później potwierdzenie z amerykańskiego źródła.
Takie niby mniej istotne kwestie, a co powiedzieć o poważnych programowych materiałach, analizach i nieznanych wydarzeniach opisanych na łamach „D-T”?. Paradoks polega tu także na tym, że niejednokrotnie wspomniane media oczekują od Lewicy aktywnego udziału we froncie antypisowskim, jednocześnie na różne sposoby ją minimalizując, popierając każde poczynania ją osłabiające. Taka to w ich wydaniu cała prawda.