Kamil Glik jedzie do Rosji

W dniu meczu z Litwą, ostatniego przed wyjazdem na mundial sprawdzianu formy naszej piłkarskiej reprezentacji, miała zapaść decyzja, czy w kadrze biało-czerwonych znajdzie się kontuzjowany tydzień wcześniej Kamil Glik.

 

Tyleż błyskawiczne, co niespodziewane odzyskanie przez Glika sprawności kontuzjowanego barku postawiło w niezręcznej sytuacji przede wszystkim lekarza polskiej kadry Jacka Jaroszewskiego. On to bowiem tydzień temu zawyrokował, że zerwany przez naszego kluczowego obrońcę tzw. więzozrost barku wymaga operacji, co wiąże się z co najmniej półtoramiesięczna przerwą w treningach. Ta diagnoza wykluczała więc występ Glika w mistrzostwach świata. Piłkarz pojechał jednak do Francji i tam oddał się pod opiekę klubowych lekarzy AS Monaco oraz znanego specjalisty od tego typu urazów profesorem Boileau. W miniony poniedziałek, dokładnie tydzień po uszkodzeniu barku, Glik dostał od swojego macierzystego klubu zielone światło na wyjazd do Rosji.

W sztabie reprezentacji Polski jego cudowne ozdrowienie przyjęto jednak sceptycznie i z lekkim niedowierzaniem. Prezes PZPN Zbigniew Boniek dał temu wyraz stwierdzając, że Glik wróci do kadry tylko wtedy, gdy przeprowadzone także u nas badania potwierdza, że będzie mógł zagrać jeszcze w fazie grupowej. Trener Adam Nawałka potwierdził ten wymóg, ale złagodził nieco oczekiwania twierdząc, że nawet jeśli Glik będzie mógł zagrać dopiero w ostatnim spotkaniu grupowym to na mundial go zabierze.

Doktor Jaroszewski zapewniał, że on żadnego błędu w diagnozie nie popełnił. Według niego badania Glika w Nicei potwierdziły, że więzozrost jest zerwany całkowicie. „U zawodowych sportowców stosuje się czasem metodę nie leczenia, tylko szybkiego uruchamiania uszkodzonego w ten sposób barku. Tak zrobili lekarze we Francji. Niektórym sportowcom taki wariant służy, innym nie. Profesor Boileau zapewnił mnie, że jego zdaniem Kamil będzie w pełni sprawny i za tydzień będzie mógł normalnie trenować z pełnym obciążeniem. A jeśli jego stan nie wróci do normy, to po mundialu jest gotów go zoperować. Nie ma tu żadnej sprzeczności z moją oceną. Z moich oględzin dokonanych zaraz po odniesieniu kontuzji wynikało, że ten uraz bez operacji musi być leczony przez pięć tygodni, a z operacją przez sześć, ale za to w tym drugim wariancie z gwarancją, że wszystko będzie dobrze. A leczenie bez operacji takiej gwarancji nigdy nie daje, ponieważ niestabilność obojczyka pozostaje na zawsze. Niektórym sportowcom ta niestabilność nie przeszkadza i my właśnie na taką sytuację w przypadku Kamila liczymy” – tłumaczył doktor Jaroszewski.

I na kilka godzin przed meczem z Litwą sprawa się wyjaśniła. Glik jedzie na mundial, ale na razie na jego grę nie mamy co liczyć. Ma za sobą tylko trzy dni treningów.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *