Lewy na fali, Piątek tonie

W poprzednim sezonie Krzysztof Piątek był objawieniem na europejskich boiskach, a w reprezentacji Polski zepchnął w cień nawet Roberta Lewandowskiego. W tej chwili obu naszych napastników znów dzieli przepaść, bo „Lewy” w pięciu ligowych kolejkach Bundesligi zdobył 9 bramek, zaś Piątek w czterech Serie A tylko jedną.

Lewandowski został wybrany na piłkarza miesiąca w Bundeslidze. Za dobre występy w sierpniu nominacje do tego wyróżnienia otrzymali też Yuya Osako (Werder Brema), Marcel Sabitzer (RB Lipsk), Jadon Sancho (Borussia Dortmund), Jonathan Schmid (Freiburg) i Timo Werner z RB Lipsk. Niemiecka Liga Piłkarska (DFL) wprowadziła nagrodę dla zawodnika miesiąca Bundesligi przed rokiem. Najlepszego gracza wybierają kibice, dziennikarze, kapitanowie wszystkich drużyn oraz byli znakomici zawodnicy. Głosowanie odbywa się w dwóch etapach (najpierw nominowanych zostaje sześciu kandydatów).W poprzednim sezonie „Lewemu” ani razu nie udało się zostać piłkarzem miesiąca. Ten zaczął jednak tak dobrze, że wręcz nie wypadało wyróżnić kogoś innego.

W miniony weekend napastnik Bayernu Monachium znów błysnął wielka strzelecką formą, zdobywając dwie bramki z meczu z FC Koeln (4:0). Mistrzowie Niemiec byli zdecydowanymi faworytami tego spotkania, bo z 10 ostatnich potyczek z FC Koeln wygrali dziewięć, a raz był remis. Klub z Kolonii nie pokonał Bayernu od 2011 roku. Lewandowski strzelając pierwszego gole powtórzył osiągnięcie innego piłkarza Bayernu, Carstena Janckera z sezonu 2000/2001, który zdobywał bramki w pierwszych pięciu kolejkach. W 57-letniej historii Bundesligi dokonało tego tylko siedmiu piłkarzy – oprócz wymienionych już graczy Bayernu, jeszcze Pierre-Emerick Aubameyang z Borussii Dortmundu w sezonie 2015/2016, dwaj piłkarze Bayeru Leverkusen – Stefan Kiessling (2009/2010) i Dimitar Berbatow (2005/2006), Fredi Bobić (VfB Stuttgart, 1995/1996) i Dietmar Danner (Borussia Moenchengladbach, 1973/1974).

Na drugą bramkę Bayern musiał poczekać do drugiej połowy. Krótko po wznowieniu gry Joshua Kimmich dośrodkował z rzutu rożnego, a Lewandowski wygrał pojedynek w powietrzu z Rafaelem Czichosem i precyzyjnym uderzeniem głową podwyższył prowadzenie na 2:0, zdobywając dziewiątą bramkę w obecnym sezonie niemieckiej ekstraklasy. Polak jest liderem klasyfikacji strzelców Bundesligi, a we wszystkich rozgrywkach zaliczył już 11 trafień. „Lewy” jest w takim „gazie”, że stać go nawet na rezygnację z przywileju, jakim jest prawo egzekwowania w Bayernie „jedenastek”. W spotkaniu z FC Koeln pozwolił wykonać rzut karny pozyskanemu latem Brazylijczykowi Coutinho, za co zyskał nie tylko wdzięczność nowego kolegi, lecz także uznanie ze strony trenera Niko Kovaca i niemieckich mediów.

Krótko mówiąc kapitan reprezentacji Polski przeżywa w tej chwili piękne chwile, natomiast Krzysztof Piątek znalazł się na drugim biegunie i po każdym niemal występie we Włoszech z każdej strony spada na niego lawina krytyki. Największy sportowy dziennik we Włoszech „La Gazzetta dello Sport” uznał go za najgorszego gracza derbów Mediolanu (Milan – Inter 0:2). „Piątek już nie żądli, czy ktoś go widział na boisku?” – kpią włoscy dziennikarze. Na serio piszą jednak tak: „Być może to nie tylko jego wina, ponieważ zespół mu nie pomaga, ale to czas, by zacząć zadawać pytania. W ostatnich miesiącach tylko jeden gol i to z karnego. Być może ci, którzy go krytykują mają rację?”. Piątek w okresie przygotowawczym ani razu nie trafił do siatki, a po czterech kolejkach Serie A ma na koncie tylko jednego gola z rzutu karnego. Jego występ w reprezentacji w spotkaniu ze Słowenią pokazał nam, że znów musimy liczyć tylko na „Lewego”. Dobrze zatem, że chociaż on jest w formie.

 

Stracili pięć punktów

Reprezentacja Polski nie popisała się w obu wrześniowych meczach eliminacyjnych do mistrzostw Europy. Wyjazdowa porażka ze Słowenią 0:2 i remis 0:0 z Austrią na Stadionie Narodowym w Warszawie ściągnęły na kadrę Jerzego Brzęczka i jego samego lawinę krytyki ze strony kibiców i mediów. Krytyki jak najbardziej zasłużonej, bo biało-czerwoni w obu spotkaniach zagrali w żenującym stylu.

Frustracji kibiców trudno się dziwić. Jeśli ktoś decyduje się wydać dwieście złotych na bilet, to w zamian oczekuje widowiska na odpowiednim poziomie. Tymczasem w poniedziałkowy wieczór na wypełnionym po brzegi Stadionie Narodowym zespół sklecony przez Jerzego Brzęczka zafundował swoim fanom spektakl, w którym główną rolę odgrywali gracze zespołu gości. Nasi piłkarze zostali przez nich zdominowani, stłamszeni i zamknięci na przedpolu własnej bramki. Bezbramkowy remis to w zdecydowanej większości zasługa niewystarczających umiejętności strzeleckich Austriaków, a reszta to szczęście dopisujące Łukaszowi Fabiańskiemu, który jeszcze na dodatek tym razem uniknął rażących błędów, jakie przydarzyły mu się we wcześniejszym spotkaniu ze Słowenią.

Przykro było jednak patrzeć na dominację zespołu Austrii na stadionie, który po serii zwycięstw media już okrzyczały niezdobytą twierdzą polskiej reprezentacji. Żal było też patrzeć zwłaszcza na Roberta Lewandowskiego, znów osamotnionego i poniewieranego bezkarnie przez austriackich obrońców, na których chamskie zachowania węgierski arbiter Viktor Kassai przymykał oczy.

Austriacy byli przy piłce przez ponad 60 procent czasu gry, stworzyli 21 sytuacji bramkowych, przy siedmiu wypracowanych przez Polaków, sześciokrotnie strzelali na bramkę, a nasi zawodnicy tylko dwa razy. Te liczby pokazują, który z zespołów miał na Stadionie Narodowym przewagę. Nie dziwi więc wypowiedź trenera Austrii Franco Fody. „To oczywiste, że jestem bardzo zadowolony z tego, jak graliśmy, bo było widać aż nadto, że w wielu aspektach gry byliśmy po prostu drużyną lepszą od Polski. Chcieliśmy tu wygrać, mieliśmy bardzo dobre sytuacje bramkowe, zabrakło trochę szczęścia. Dziękuję też moim piłkarzom za zaangażowanie, bo wytrzymali do końca wysokie tempo gry. Wielka szkoda, że chociaż włożyli tyle wysiłku, to nie zdobyli trzech punktów. Ale jeśli tak będą grać w kolejnych meczach, to są w stanie wywalczyć awans do finałów mistrzostw Europy” – podsumował selekcjoner austriackiej kadry.

Jeśli coś w pracy wykonywanej przez Brzęczka niepokoi, to widoczna coraz bardziej nieumiejętność właściwego wyboru rozwiązań personalnych i taktycznych. Leo Beenhakker, który przecież wszedł do polskiego futbolu z zewnątrz, potrzebował dwóch meczów żeby zdiagnozować problemy naszej drużyny i potrafił znaleźć właściwe rozwiązania. Adam Nawałka też zaczął od falstartu, lecz po kilku spotkaniach zdołał ustawić zespół i wybrać optymalną dla niego taktykę. Tymczasem Brzęczek ma już na koncie 12 meczów, a w spotkaniu z Austrią reprezentacja zagrała równie nieporadnie, jak robiła to w ubiegłorocznych występach w Lidze Narodów i spotkaniach towarzyskich. Zamiast postępu, na który wszyscy liczyli po serii czterech tegorocznych wygranych meczów eliminacyjnych do Euro 2020, nastąpił niezrozumiały regres, którego nie da się wytłumaczyć jedynie absencją Kamila Glika w meczu ze Słowenią, bo przecież stoper AS Monaco przeciwko Austrii już zagrał. A mimo to gra naszego zespołu nadal wyglądała żałośnie.

I to jest chyba największy problem, bo mimo straty pięciu punktów nasz zespół wciąż jest liderem grupy, a w październiku zagra na wyjeździe z outsiderem Łotwą i u siebie z Macedonią, zaś w listopadzie u siebie ze Słowenią i na wyjeździe z Izraelem. Prawdą zatem jest, że kwestii awansu na Euro 2020 wszystko jeszcze zależy od nich, ale nie ulega też wątpliwości, że rywale nie czują już przed Lewandowskim lęku, bo widzą, że napastnik Bayernu znów nie ma wsparcia.

Poza tym mamy inny powód do obaw, bo nawet jeśli biało-czerwoni awansują, to nie doskonaląc systematycznie swojej gry w finałach mistrzostw Europy mogą wypaść jeszcze gorzej niż wypadli na mundialu w Rosji.

Polska – Austria 0:0
Polska: Łukasz Fabiański – Tomasz Kędziora, Kamil Glik, Jan Bednarek, Bartosz Bereszyński – Piotr Zieliński, Grzegorz Krychowiak, Krystian Bielik, Dawid Kownacki (58. Jakub Błaszczykowski; 77. Mateusz Klich), Kamil Grosicki (70. Sebastian Szymański) – Robert Lewandowski.
Austria: Cican Stanković – Stefan Lainer, Aleksandar Dragović, Stefan Posch, Andreas Ulmer – Valentino Lazaro (77. Stefan Ilsanker), Julian Baumgartlinger, Konrad Laimer (89. Michael Gregoritsch), Marcel Sabitzer, David Alaba – Marko Arnautović.
Żółte kartki: Klich, Bielik – Arnautović, Sabitzer, Laimer.
Sędziował: Viktor Kassai (Węgry).
Widzów: 56 788.

 

Grupa G
1. kolejka
Austria – Polska 0:1; Macedonia Północna – Łotwa 3:1; Izrael – Słowenia 1:1;
2. kolejka
Polska – Łotwa 2:0; Izrael – Austria 4:2
Słowenia – Macedonia Północna 1:1;
3. kolejka
Macedonia Północna – Polska 0:1;
Łotwa – Izrael 0:3; Austria – Słowenia 1:0
4. kolejka
Polska – Izrael 4:0; Łotwa – Słowenia 0:5;
Macedonia Północna – Austria 1:4
5. kolejka
Macedonia Północna – Izrael 1:1;
Słowenia – Polska 2:0; Austria – Łotwa 6:0
6. kolejka
Polska – Austria 0:0
Słowenia – Izrael 3:2
Łotwa – Macedonia Płn 0:2
Tabela grupy G
1. Polska                 6   13     8:2
2. Słowenia             6   11   12:5
3. Austria                6   10   13:6
4. Izrael                  6     8    11:11
5. Macedonia         6     8      8:8
6. Łotwa                 6     0      1:21

W Lipsku zagra rezerwa

Trener reprezentacji Polski siatkarzy Vital Heynen podał skład kadry na ostatni turniej fazy zasadniczej Ligi Narodów 2019 w Lipsku. Biało-czerwoni wciąż mają szanse zakwalifikować się do turnieju Final Six, który odbędzie się w dniach 10-14 lipca w Chicago, ale w Niemczech nie zagrają w najsilniejszym składzie.

Belgijski selekcjoner naszej siatkarskiej kadry nie traktuje Ligi Narodów priorytetowo, czego najlepszym dowodem jest fakt, że na ostatni turniej w tegorocznej edycji z udziałem biało-czerwonych konsekwentnie utrzymał zasadę rotacji w składzie. Z kadry która rywalizowała w ubiegłym tygodniu w Mediolanie za rozgrywającego Grzegorza Łomacza do Lipska pojechał Marcin Janusz, a wolne dostali też Bartosz Kwolek, Artur Szalpuk i libero Jędrzej Gruszczyński.

W Lipsku od 28 do 30 czerwca Polacy zmierzą się z Japonią, Niemcami i Portugalią. Przed ostatnim turniejem fazy zasadniczej nasz zespół zajmuje szóstą lokatę, ale z piątą w tabeli ekipą Włoch przegrywa jedynie różnicą punktów, bo ma na koncie tyle samo zwycięstw, a to one są decydujące. Jeśli zatem biało-czerwoni w Niemczech wygrają wszystkie trzy spotkania, zaś Włosi w Brazylii doznają choć jednej porażki, na piąte miejsce awansuje reprezentacja Polski i zagra w Final Six w Chicago. Nie jest to scenariusz niemożliwy do zrealizowania, bo włoska drużyna ma zdecydowanie mocniejszych przeciwników – w ostatnim turnieju zagra w Brazylii z gospodarzami, którzy prowadzą w tabeli zbiorczej Ligi Narodów oraz zespołami Kanady (8. miejsce w tabeli Ligi Narodów, bilans – 7 meczów wygranych, pięć przegranych) i Francji (3. miejsce, bilans meczów 9-3). A nasi siatkarze w Lipsku zmierzą się z gospodarzami turnieju (14. miejsce, bilans 2 wygrane mecze i 10 przegranych), Japonią (10. miejsce, bilans meczów 5-7) oraz Portugalią (15. miejsce, bilans meczów 2-10).

Mocna grupa ćwiczy w Spale

Wbrew wcześniejszym spekulacjom Michał Kubiak nie zagra w ostatnim turnieju fazy zasadniczej Ligi Narodów w Lipsku. Kapitan kadry zagrał w pierwszym turnieju, który miał miejsce w Katowicach, a następnie dostał trzy tygodnie wolnego. Po części była to przerwa wymuszona, bo Polski Związek Piłki Siatkowej w porozumieniu z FIVB nałożył na przyjmującego karę sześciu spotkań zawieszenia za kontrowersyjną wypowiedź o Irańczykach. Według spekulacji Kubiak miał jednak wrócić na ostatni turniej, co byłoby zgodne z planem Vitala Heynena, który zamierzał dać szansę gry każdemu zawodnikowi w przynajmniej dwóch turniejach.

Ostatecznie przyjmujący nie pojawił się w składzie na turniej w Lipsku. Selekcjoner w porównaniu do kadry, która grała ostatnio w Mediolanie, zdecydował się na kilka zmian. Za wspomnianego już Łomacza pojechał Marcin Janusz, za Jakuba Kochanowskiego zagra Mateusz Bieniek, za przyjmujących Kwolka i Szalpuka wystąpią Tomasz Fornal i Piotr Łukasik. Trener wycofał też drugiego libero, Jędrzeja Gruszczyńskiego, powołując w jego miejsce czwartego atakującego, Bartosza Filipiaka, dla którego będzie to debiut w kadrze Polski.

W tym samym czasie w Spale spokojnie trenować będzie dwunastu siatkarzy naszej reprezentacji, wśród nich Michał Kubiak i Wilfredo Leon. „Mamy teraz cięższe treningi fizyczne na siłowni, ale pracujemy też w hali nad elementami, które wymagają poprawy, choćby nad zagrywką. Generalnie jest to już początek przygotowań do sierpniowego turnieju kwalifikacyjnego do Tokio, a okres cięższej pracy na treningach będzie dłuższy i nie skończy się teraz w Spale. Będzie jej sporo przede wszystkim, gdy będziemy już w komplecie na obozie w Zakopanem” – powiedział asystent Vitala Heynena Michał Mieszko Gogol, od niedawna także trener zespołu PGE Skry Bełchatów.
Zakopane czy Chicago?
Gogol przyznał też, że w grupie, która trenuje w Spale, nie ma na razie Bartosza Kurka. 30-letni atakujący wciąż przechodzi rehabilitację po kwietniowej operacji pleców. Asystent Heynena zastrzega, że grupa przebywająca teraz w Spale wcale nie jest bliższa występu w najważniejszej imprezie sezonu, czyli turnieju kwalifikacyjnym do igrzysk. „Trener Heynen jest na razie na etapie zastanawiania się, a skład grupy, która będzie trenować w Zakopanem nie został jeszcze zamknięty” – zapewnia Mieszko Gogol. Dwutygodniowe zgrupowanie w Zakopanem zaplanowane jest na pierwszą połowę lipca. Z tego powodu Final Six w Chicago byłby raczej przeszkodą w przygotowaniach tej grupy. Ale trenerzy naszej kadry jak mantrę powtarzają, że niezależnie od tego, w jakim składzie gra reprezentacja, zawsze walczy o zwycięstwo. Nie inaczej będzie w Lipsku. „Jeżeli zakwalifikujemy się do Final Six, to wtedy będziemy się zastanawiać, jak zarządzać tą sytuacją” – twierdzi Gogol. Ponieważ Heynen mówi to samo, jako kibice raczej nie nastawiajmy się na sukces biało-czerwonych w tegorocznej edycji Ligi Narodów.

Kadra Polski na turniej w Lipsku:
Atakujący: Maciej Muzaj (ONICO Warszawa), Łukasz Kaczmarek (ZAKSA Kędzierzyn-Koźle), Bartłomiej Bołądź (VfB Friedrichshafen, Niemcy), Bartosz Filipiak (Łuczniczka Bydgoszcz);
Środkowi: Mateusz Bieniek (ZAKSA Kędzierzyn-Koźle), Karol Kłos (PGE Skra Bełchatów), Norbert Huber (Cerrad Czarni Radom);
Rozgrywający: Marcin Komenda (GKS Katowice), Marcin Janusz (Trefl Gdańsk);
Przyjmujący: Aleksander Śliwka (ZAKSA Kędzierzyn-Koźle), Tomasz Fornal (Cerrad Czarni Radom), Bartosz Bednorz (Modena Volley, Włochy), Piotr Łukasik (ONICO Warszawa);
Libero: Damian Wojtaszek (ONICO).

 

Kłopoty kadry z odlotem

Reprezentacja Polski wyruszyła do Macedonii Północnej z dwugodzinnym opóźnieniem, ale w końcu dotarła do Skopje. Przed hotelem nie było tłumów, a na piłkarzy czekał już obiad. Ostatecznie podróż nie okazała się więc aż taka męcząca.

Wyczarterowany samolot, którym reprezentacja Polski miała polecieć do Skopje na mecz eliminacji Euro 2020 z Macedonią Północną, uległ awarii w Londynie i kadra biało-czerwonych musiała czekać na lotnisku Chopina w Warszawie prawie dwie godziny, zanim przewoźnik podstawił inny samolot. W końcu nasi piłkarze odlecieli dopiero po 13:00 i z powodu opóźnienia cały harmonogram czwartkowego popołudnia legł w gruzach. Rzecznik prasowy PZPN poinformował na Twitterze, że zaplanowana na 16:30 konferencja prasowa została przesunięta o godzinę, a trening kadry wyznaczono na 18:00.

Takich kłopotów nie mieli rzecz jasna gospodarze meczu. Trener reprezentacji Macedonii Północnej Igor Angelovski na wstępie spotkania z dziennikarzami zapewnił: „To, że gościmy tak dobrą reprezentację jak Polska, powoduje, że będziemy jeszcze bardziej zmobilizowani. Wymagam od moich zawodników, żeby w każdym meczu grali maksymalnie ofensywnie, bo taką mam filozofię gry. Nie zmienię jej akurat na mecz z Polakami. Musimy zapomnieć, że zdobyliśmy już w tych eliminacjach cztery punkty, tylko podejść do meczu tak, jakby był pierwszy. Jestem przekonany, że moi zawodnicy zostawią serce na boisku”.
Selekcjoner kadry Macedończyków został rzecz jasna zapytany, czy ma receptę na powstrzymanie Roberta Lewandowskiego. Angelovski odpowiedział żartobliwie: „Z tego co wiem Lewandowski nie jest chory, a ja nie jestem lekarzem i nie wypisuję recept. Czeka nas mecz z polskim zespołem, a nie z jednym jego zawodnikiem” – powiedział Angelovski.

Do Skopje Brzęczek zabrał taką oto kadrę: bramkarze – Łukasz Fabiański (West Ham), Łukasz Skorupski (Bologna), Rafał Gikiewicz (Union Berlin); obrońcy – Jan Bednarek (Southampton), Bartosz Bereszyński (Sampdoria), Thiago Cionek (SPAL), Kamil Glik (AS Monaco), Artur Jędrzejczyk (Legia Warszawa), Marcin Kamiński (Fortuna Duesseldorf), Tomasz Kędziora (Dynamo Kijów), Michał Pazdan (Ankaragucu), Maciej Rybus (Lokomotiw Moskwa); pomocnicy – Przemysław Frankowski (Chicago Fire), Jacek Góralski (Łudogorec), Kamil Grosicki (Hull City), Damian Kądzior (Dinamo Zagrzeb), Mateusz Klich (Leeds United), Grzegorz Krychowiak (Lokomotiw Moskwa), Karol Linetty (Sampdoria), Damian Szymański (Achmat Grozny), Piotr Zieliński (SSC Napoli); napastnicy – Robert Lewandowski (Bayern Monachium), Arkadiusz Milik (SSC Napoli) i Krzysztof Piątek (AC Milan).

Którzy z tych zawodników wyjdą na mecz w podstawowej jedenastce? Wiadomo, że bramce stanie Fabiański, co już Brzęczek zdążył już wcześniej ogłosić, z całą pewnością w ataku zobaczymy też kapitana drużyny Roberta Lewandowskiego. W medialnych spekulacjach na temat składu biało-czerwonych sugerowano się ustawieniem graczy podczas gier treningowych, a w nich Brzęczek najczęściej testował sprawdzony już wariant 1-4-2-3-1, czyli z jednym napastnikiem. Jeśli nie była to zmyłka przygotowana na zaspokojenie ciekawości macedońskich szpiegów, to w piątek w Skopje powinni w środku obrony zagrać Glik z Bednarkiem, na prawej flance Bereszyński lub Kędziora, a na lewej Rybus. Dwójkę defensywnych pomocników stworzą zapewne Krychowiak z Klichem, na lewym skrzydle pomocy powinien zagrać Grosicki, na prawej Frankowski, w środku jako rozgrywający Zieliński, a na szpicy „Lewy”.

Trudno stwierdzić, czy jest to obecnie najsilniejszy skład naszej reprezentacji, ale w rezerwie Brzęczek z ofensywnych graczy ma tak naprawdę tylko Milika i Piątka, a w pomocy niemal samych speców od zadań defensywnych – Góralskiego, Szymańskiego, Linettego i Kądziora. Żaden z nich nie nadaje się do kreowania gry, co oznacza, że jeśli słaby dzień będzie miał Zieliński, to w razie kłopotów w starciu z Macedończykami Brzęczek nie ma żadnego asa w rękawie. Chyba, że cofnie Lewandowskiego do pomocy, a w jego miejsce na szpicę pośle Piątka, a na wsparcie jeszcze Milika. Tylko że taki wariant selekcjoner odrzucił. Może to też była zmyłka?

 

Orły wśród słabeuszy

Mecz z mającą wielkie aspiracje i trudną do pokonania na jej terenie drużyną Austrii nie był wybitnym występem reprezentacji Polski. Biało-czerwoni wygrali jednak 1:0 i dali dowód, że mimo słabszego okresu to on są w grupie G faworytami do awansu.

Trener Jerzy Brzęczek przed czwartkowym meczem podjął trzy istotne decyzje kadrowe. Pierwsza – wybrał bramkarza numer 1 i postawił na Wojciecha Szczęsnego, druga – wbrew spekulacjom mediów nie wystawił do gry swojego siostrzeńca Jakuba Błaszczykowskiego, i wreszcie trzecia, najmniej fortunna – posadził na ławie Krzysztofa Piątka, a do gry u boku Roberta Lewandowskiego wystawił Arkadiusza Milika. Nie była to trafna decyzja, bo Milik zmagał się przed meczem z jakąś infekcją i na dobrą sprawę to on powinien usiąść na ławie. W przerwie został zmieniony, ale o dziwo – nie przez Piątka, tylko Przemysława Frankowskiego. Dopiero wtedy, gdy urazu doznał Piotr Zieliński, selekcjoner biało-czerwonych posłał w jego miejsce Piątka, a napastnik AC Milan zawstydził go zdobywając zwycięską bramkę.

Piątek tym trafieniem przyćmił trochę Roberta Lewandowskiego, ale bez wątpienia to kapitan naszej reprezentacji zasłużył na wyższe oceny. „Lewy” znów wprawdzie nie zdobył bramki, lecz bez dwóch zdań był jednym z najlepszych graczy w polskiej drużynie. W niedzielnym meczu z Łotwą na Stadionie Narodowym (zakończył się po zamknięciu wydania) cała drużyna powinna w podzięce grać na niego z całych sił, żeby wreszcie trafił do siatki.

Także Piątek, chociaż ten piłkarz jest teraz w takim strzeleckim amoku, że na boisku interesuje go tylko zdobywanie bramek. A już na pewno powinien to robić Kamil Grosicki, który w spotkaniu z Austriakami żadnej ze swoich akcji skrzydłami nie zakończył celnym podaniem. Jeśli dodamy do tego beznadziejnie niecelne dośrodkowania z rzutów rożnych i liczne błędy w grze defensywnej, rodzi się poważna wątpliwość co do przydatności tego piłkarza w kadrze. Niestety, ma on w polskich mediach sporą grupę sympatyków zupełnie ślepych na te mankamenty i dostaje od nich wysokie noty, które zaciemniają faktyczny obraz.
W sumie jednak po meczu z Austrią humory kibiców się poprawiły, bo wreszcie po serii sześciu spotkań bez zwycięstwa biało-czerwoni wygrali mecz. Był to też pierwszy triumf Brzęczka w roli selekcjonera kadry. Nikt nie miał wątpliwości, że w niedzielę reprezentacja pod jego wodzą także wygra, chociaż sporą grupę zawodników dopadło przeziębienie. Drużyna Łotwy jest chyba najsłabsza w grupie (w czwartek przegrała z Macedonią na wyjeździe 1:3) i nie wygrać z nią to dzisiaj obciach.

 

Błaszczykowski na boisku Wiśle nie pomaga

Wkład Jakuba Błaszczykowskiego w ratowanie Wisły Kraków przed upadkiem jest trudny do przecenienia, ale jako piłkarz 105-krotny reprezentant Polski póki co nie przynosi ekipie „Białej Gwiazdy” większego pożytku. Świadczą o tym jego mizerne statystyki.

W czterech dotychczasowych występach po powrocie do Wisły Błaszczykowski zdobył jedną bramkę, w meczu ze Śląskiem Wrocław (1:0) wykorzystał z rzutu karnego. Na razie to jego jedyne celne uderzenie na bramkę rywali w czterech próbach na jakie się zdecydował, co oznacza, że strzelał średnio raz w meczu. Trochę mało jak na gracza z takim dorobkiem i doświadczeniem. Ale to jeszcze nie wszystko. Błaszczykowski nie zaliczył jeszcze asysty, a nawet nie stworzył partnerom choćby jednej okazji bramkowej. Mimo to jego partnerzy z zespołu obdarzają go pełnym zaufaniem i podają do niego piłkę (dostał w sumie 142 podań, najwięcej z wszystkich ofensywnych graczy Wisły), chociaż nie przynosi to zespołowi większych korzyści. Kapitan „Białej Gwiazdy” podawał do kolegów ze skutecznością na poziomie 67 procent. Pod tym względem należy do najsłabszych graczy w ekipie wiślaków. Ponadto z danych zebranych przez inStat Błaszczykowski ma najwięcej strat piłki (41), choć w żadnym meczu nie był pod tym względem najgorszy. Błaszczykowski zatracił też swój mocny kiedyś atut, czyli drvbling. W czterech występach próbował okiwać rywali 18 razy, ale powodzeniem zakończyło się tylko siedem prób.

Trudno oczekiwać, że w kilka tygodni Kuba nadrobi miesiące bez regularnych występów. W poprzednim roku więcej czasu spędził na boisku w meczach reprezentacji (397 minut), niż zagrał w drużynie VfL Wolfsburg (122). Ale za chwilę trener Jerzy Brzęczek ogłosi powołania na marcowe mecze reprezentacji, a wiadomo, że Błaszczykowski wrócił do Wisły głównie po to, żeby odbudować dawną formę i zasłużyć na miejsce w kadrze. Jeśli chodzi o Wisłę, problemu nie ma, bo pamiętajmy, że ten piłkarz gra w tym klubie za 500 złotych miesięcznie. Ale reprezentacja to inna para kaloszy. Niestety, statystyki pokazują, że na kadrę Błaszczykowski na razie jest za slaby.

 

 

 

Rywale pod Brzęczka

Fot. Reprezentacja Polski była losowana z pierwszego koszyka

 

 

W niedzielę w Dublinie rozlosowano grupy eliminacyjne mistrzostw Europy w 2020 roku.
Biało-czerwoni trafili do grupy G z zespołami Austrii, Izraela, Łotwy, Słowenii i Macedonii. Awans wywalczą dwie najlepsze ekipy. Pierwsze mecze zostaną rozegrane w marcu 2019 roku.

 

Mistrzostwa Europy 2020 zostaną po raz pierwszy rozegrane w aż 12 państwach. Miastami-gospodarzami będą Kopenhaga (Dania), Amsterdam (Holandia), Bukareszt (Rumunia), Dublin (Irlandia), Bilbao (Hiszpania), Budapeszt (Węgry), Glasgow (Szkocja), Monachium (Niemcy), Baku (Azerbejdżan), Sankt Petersburg (Rosja), Rzym (Włochy) i Londyn (Anglia). Turniej zostanie rozegrany od 12 czerwca do 12 lipca. Finał odbędzie się na Wembley w Londynie.
Kibice w Polsce się cieszą, bo losujący drużyny Robbie Keane oszczędził naszą reprezentację i nie wpakował jej do towarzystwa najmocniejszego zespołu z drugiego koszyka, Niemców, którzy wylądowali w grupie C, gdzie znów przyjdzie im mierzyć się z Holandią, z którą przegrali rywalizacje w Lidze Narodów.

Zamiast ekipy Joachima Loewa biało-czerwoni z drugiego koszyka Polacy wylosowali Austriaków. To z kolei wymarzony rywal dla obecnego selekcjonera kadry Jerzego Brzęczka, który w Austrii spędził większość swojej piłkarskiej kariery (grał tam w latach 1995-2007, z roczną przerwą na występy w izraelskim Maccabi Haifa).

Na mistrzostwa awansują dwie najlepsze drużyny z każdej grupy. Pozostałe cztery miejsca na mistrzostwach przysługują zwycięzcom barażów. Na turnieju zagrają 24 zespoły. I po raz pierwszy bezpośredni awans nie przysługuje państwom-gospodarzom, one także muszą walczyć w eliminacjach.

 

Podział na grupy el. Euro 2020:

Grupa A: Anglia, Czechy, Bułgaria, Czarnogóra, Kosowo.
Grupa B: Portugalia, Ukraina, Serbia, Litwa, Luksemburg.
Grupa C: Holandia, Niemcy, Irlandia Północna, Estonia, Białoruś.
Grupa D: Szwajcaria, Dania, Irlandia, Gruzja, Gibraltar.
Grupa E: Chorwacja, Walia, Słowacja, Węgry, Azerbejdżan.
Grupa F: Hiszpania, Szwecja, Norwegia, Rumunia, Wyspy Owcze, Malta.
Grupa G: Polska, Austria, Izrael, Słowenia, Macedonia, Łotwa.
Grupa H: Francja, Islandia, Turcja, Albania, Mołdawia, Andorra.
Grupa I: Belgia, Rosja, Szkocja, Cypr, Kazachstan, San Marino.
Grupa J: Włochy, Bośnia i Hercegowina, Finlandia, Grecja, Armenia, Lichtenstein.

 

Ramowy terminarz eliminacyjny:

21-23 marca 2019: kolejka 1
24-26 marca 2019: kolejka 2
7-8 czerwca 2019: kolejka 3
10-11 czerwca 2019: kolejka 4
5-7 września 2019: kolejka 5
8-10 września 2019: kolejka 6
10-12 października 2019: kolejka 7
13-15 października 2019: kolejka 8
14-16 listopada 2019: kolejka 9
17-19 listopada 2019: kolejka 10

Losowanie grup finałów turnieju odbędzie się 1 grudnia 2019 roku.

 

Powrót Thiago Cionka

Dobra wiadomość nadeszła z Portugalii. Trener reprezentacji tego kraju Fernando Santos poinformował, że Cristiano Ronaldo jednak nie wystąpi w obu listopadowych meczach w Lidze Narodów, czyli także przeciwko naszej drużynie.

 

Selekcjoner naszej reprezentacji Jerzy Brzęczek na kontuzję Kamila Glika we wtorkowym meczu Ligi Mistrzów zareagował zdumiewającym posunięciem, bo w trybie alarmowym powołał na zgrupowanie pomijanego wcześniej ostentacyjnie obrońcę grającego w Serie A zespołu SPAL 2013 Thiago Cionka. Piłkarz z brazylijskimi korzeniami był jednym z najbardziej krytykowanych zawodników naszej kadry po fatalnym występie biało-czerwonych na mundialu w Rosji. To on przecież strzelił samobójczego gola w pierwszym meczu przeciwko Senegalowi. I chociaż to była tak naprawdę jedyna jego wpadka, to zrobiono z niego kozła ofiarnego i Brzęczek pomijał go sukcesywnie w kadrze. Gdy jednak występ Glika stanął pod znakiem zapytania, selekcjoner nie miał zahamowań żeby posłać mu powołanie.Nic dziwnego, w tym sezonie Cionek także jest podstawowym obrońcą w zespole SPAL 2013 i jak na razie ma na koncie występy w 10 meczach ligowych. I to nie w naszej słabej ekstraklasie, tylko w Serie A.

Trener portugalskiej reprezentacji Fernando Santos w miniony czwartek ogłosił skład kadry na mecz z Włochami w Mediolanie i Polską w Guimaraes. Wbrew wcześniejszym zapowiedziom nie znalazł się w niej Cristiano Ronado. „On wróci do nas w dopiero w przyszłym roku” – zapewnił 64-letni szkoleniowiec. Do reprezentacji wracają za to Jose Fonte, Raphael Guerreiro, Joao Mario, Andre Gomes i Goncalo Guedes.

Po dwóch rozegranych meczach w grupie 3 dywizji A Ligi Narodów UEFA aktualni mistrzowie Europy prowadzą w tabeli z 6 punktami. Drugie miejsce zajmuja Włosi, którzy w trzech spotkaniach wywalczyli 4 punkty. Trzecie miejsce równoznaczne ze spadkiem do niższej ligi w kolejnej edycji LN zajmuje nasza reprezentacja z jednym zdobytym punktem.

 

Kadra Portugalii:

Bramkarze: Rui Patricio (Wolverhampton), Beto (Goeztepe), Claudio Ramos (Tondela).

Obrońcy: Cedric Soares (Southampton), Joao Cancelo (Juventus), Jose Fonte (Lille), Luis Neto (Zenit Petersburg), Pepe (Besiktas), Ruben Dias (Benfica), Mario Rui (Napoli), Raphael Guerreiro (Borussia Dortmund).

Pomocnicy: Andre Gomes (Everton), Bruno Fernandes (Sporting Lizbona), Danilo Pereira (FC Porto), Joao Mario (Inter Mediolan), Pizzi (Benfica Lizbona), Renato Sanches (Bayern Monachium), Ruben Neves (Wolverhampton), William Carvalho (Betis).

Napastnicy: Bernardo Silva (Manchester City), Bruma (RB Lipsk), Goncalo Guedes (Valencia), Rafa Silva (Benfica Lizbona), Andre Silva (Sevilla), Eder (Lokomotiw Moskwa).

 

Brzęczek robi co chce

Selekcjoner reprezentacji Polski na mecze w Lidze Narodów z Portugalią i Włochami powołał do kadry Jakuba Błaszczykowskiego, za co podobnie jak we wrześniu spotkała go lawina krytyki. Niestety, w dużej mierze uzasadnionej.

 

Obecność Błaszczykowskiego w kadrze budzi kontrowersje głównie dlatego, że ten niewątpliwie znakomity piłkarz praktycznie nie gra w zespole VfL Wolfsburg. W siedmiu ligowych kolejkach Bundesligi na boisku pojawił się dopiero w miniony weekend, zaliczając dwunastominutowy występ w przegranym 0:2 wyjazdowym meczu z Werderem Brema. Wcześniej tylko raz znalazł się w kadrze meczowej oraz wszedł na ostatnie siedem minut w spotkaniu Pucharu Niemiec z półamatorskim SV Elversberg.

Statystyki są dla Błaszczykowskiego bezlitosne, bo wynika z nich, że w obecnym sezonie więcej minut na boisku spędził w barwach reprezentacji Polski niż w klubowym zespole. W meczu z Włochami zagrał przez 83 minuty, a z Irlandią przez 80. Co gorsze, za oba występy nie zebrał dobrych recenzji i w tej chwili naprawdę trudno znaleźć argumenty uzasadniające jego powołanie. Nawet prezes PZPN Zbigniew Boniek przyznał, że piłkarz nie grający regularnie w klubowej drużynie nie ma prawa być w wysokiej formie i dlatego nie ma sensu wystawiać go w meczach reprezentacji, bo nie gwarantuje wysokiej jakości.

Brzęczek puszcza jednak te uwagi mimo uszu i robi swoje. Oprócz Błaszczykowskiego na zgrupowanie zaprosił też trzech innych swoich faworytów – grzejącego ławę w Atalancie Bergamo Arkadiusza Recę oraz niczym się nie wyróżniających nawet w naszej słabiutkiej ekstraklasie Rafał Pietrzaka z Wisły Kraków i Damiana Szymańskiego z Wisły Płock.

Te pretensje o kumoterskie powołania pójdą rzecz jasna w niepamięć w przypadku zwycięstw w spotkaniach Ligi Narodów z Portugalią i Włochami. PZPN zapowiada, że oba mecze na Stadionie Śląskim zostaną rozegrane przy komplecie publiczności. Kibiców trochę martwi słaba ostatnio forma strzelecka Roberta Lewandowskiego, ale wszyscy liczą, że może w strzelaniu goli snajpera Bayernu zastąpi rewelacyjnie spisujący się w Serie A Krzysztof Piątek.

Brzęczek na razie nie ma jednak pomysłu jak wkomponować tego gracza w drużynę, bo gra on w stylu Lewandowskiego. Trzymać go jako zmiennika „Lewego” to ryzyko, bo kapitan naszej reprezentacji w czwartek w spotkaniu z Portugalią zagra po raz setny w reprezentacji i z tej okazji może na boisku wyczyniać rzeczy wielkie. Do kadry wrócił też Kamil Grosicki i dla niego Brzęczek też będzie musiał znaleźć miejsce, podobnie jak dla Arkadiusza Milika i Piotra Zielińskiego. Każdy z tych piłkarzy ma wielkie aspiracje i chce odgrywać znaczące role. A treningów będą mieć tylko siedem.

 

Olkowski jak feniks

Zdumiewający jest renesans formy jaki w drugoligowym angielskim Boltonie przeżywa obecnie 28-letni prawy obrońca Paweł Olkowski. Aż trudno zrozumieć jakim cudem ten piłkarz pół roku temu w niemieckim FC Koeln był wyrzucany do zespołu rezerw.

 

Olkowski na szersze piłkarskie wody wypłynął w Górniku Zabrze pod wodzą ówczesnego trenera tej drużyny Adama Nawałki, u którego też zadebiutował w reprezentacji Polski. Jeśli tylko nie miał kontuzji był powoływany do kadry dość regularnie. Grał w meczach towarzyskich oraz w eliminacjach do turnieju Euro 2016. W sumie przez dwa lata w biało-czerwonych barwach uzbierał 13 występów. Nie miał też w tym czasie problemów z miejscem w składzie FC Koeln, do którego trafił za godziwą sumę z zabrzańskiej ekipy. O powołania zrobiło się trudniej, gdy w Kolonii przestał łapać się do pierwszej jedenastki, co przydarzyło mu się po raz pierwszy na wiosnę sezonu 2015-2016. Na mistrzostwa Europy do Francji nie pojechał, a że potem jego kłopoty w kolońskim klubie robiły się coraz większe, Nawałka całkowicie wykreślił jego nazwisko ze swego notesu.

W sezonie 2017-2018 Olkowski nie miał już nawet miejsca w szerokiej kadrze meczowej FC Koeln, chociaż zespół grał fatalnie i ostatecznie z hukiem wyleciał z 1. Bundesligi. Latem poniżany notorycznie w niemieckim klubie polski piłkarz rozwiązał umowę za porozumieniem stron. Gdy wkrótce potem podpisał kontrakt z drugoligowym Boltonem, zostało to uznane za niespodziankę. A już niemal prawdziwą sensacją stało się to, że Olkowski od pierwszej kolejki zaczął występować w wyjściowej jedenastce angielskiego drugoligowca.

„On grał na najwyższym poziomie w Bundeslidze oraz w reprezentacji. Gdy analizowałem jego występy, to z każdym podobał mi się coraz bardziej. Dlatego nie bałem się na niego postawić od razu. Ma fajne podejście do futbolu i jest dobrze przygotowany fizycznie” – tłumaczył swoją decyzję trener Boltonu Phil Parkinson.

Wysoka forma, pełne zaufanie ze strony trenera oraz życzliwy klimat w klubie zaprocentowały. Olkowski ma chyba najlepsze wejście w sezon w całej swojej karierze. Nawet lepsze niż miał w FC Koeln, gdzie też szybko wszedł do podstawowego składu. Spodobał się kibicom Boltonu, którzy docenili jego zaangażowanie i piłkarskie umiejętności. Z obsadą prawej flanki obrony Bolton od kilku lat miał problem, który po przybyciu Olkowskiego zniknął. Jego grę doceniaj też nieskore do pochwał dla polskich graczy angielskie media. Umieszczono go już w jedenastce kolejki i uważa za czołowego prawego obrońcę w Championship.

Trudno powiedzieć jak długo Olkowski utrzyma się na tym poziomie, ale pytanie o jego powrót do reprezentacji jest jak najbardziej zasadne. Sportowo druga liga angielska bije przecież naszą ekstraklasę na głowę.