Lewy znów napędzał biało-czerwonych

Krytykowany od początku pracy z kadrą Jerzy Brzęczek może dzisiaj pokazać swoim oponentom środkowy palec, bo w eliminacjach Euro 2020 osiągnął wyniki lepsze od większości swoich poprzedników.

Jakość gry naszej reprezentacji wciąż jest daleka od oczekiwań, ale oczywistym faktom trudno zaprzeczyć. Brzęczek zaczął pracę z kadrą od spadku z Dywizji A Ligi Narodów, trzeba jednak podkreślić, że w grupie przyszło mu rywalizować z odradzającą się po zapaści drużyną Włoch oraz późniejszym triumfatorem Ligi Narodów ekipą Portugalii. Poza tym ostatecznie dzięki zmianie regulaminu nasza drużyna pozostała w europejskiej elicie. Ale głównym celem jaki wyznaczył mu PZPN było zakwalifikowanie się do mistrzostw Europy i z tego zadania wywiązał się bez zarzutu. Prowadzony przez niego zespół zapewnił sobie awans już na dwie kolejki spotkań przed końcem zmagań, czym wyrównał najlepsze wcześniej osiągnięcie kadry Jerzego Engela z eliminacji do MŚ 2002. Drużyna Brzęczka dorównała też najlepszej pod względem liczby punktów zdobytych w eliminacjach ekipie Adama Nawałki, która w kwalifikacji do MŚ 2018 także zdobyła 25 punktów.

Warto też podkreślić, że zespół Brzęczka w eliminacjach Euro 2020 w siedmiu meczach nie stracił gola, a z pięciu straconych bramek aż cztery wbili Polakom Słoweńcy, a jedną zespół Izraela. W eliminacjach Euro 2020 biało-czerwoni nie byli tak skuteczni jak za kadencji Nawałki, ale 18 goli to też niezły wynik. Tyle samo bramek lub więcej nasza reprezentacja zdobywała w przegranych eliminacjach MŚ 2014 (18) i MŚ 2010 (19).

Najciekawszymi wydarzeniami wtorkowego meczu ze Słowenią była genialna bramka Lewandowskiego na 2:1, strzelona po indywidualnej akcji i ograniu kilku rywali, piękne pożegnanie Łukasza Piszczka, który w swoim pożegnalnym 66. występie opuszczał boisko w szpalerze utworzonym przez kolegów z drużyny, pierwszy gol 20-letniego Sebastiana Szymańskiego w reprezentacji oraz kontuzja Kamila Glika, po której stoper AS Monaco musiał zejść z boiska już na początku spotkania. Dwie stracone później przez biało-czerwonych bramki tylko potwierdziły kluczowe znaczenie tego gracza dla jakości gry defensywnej naszej drużyny, co jest kolejnym wyzwaniem dla Brzęczka, bo przed Euro 2020 musi znaleźć dublera o zbliżonej choćby klasie.

Jeszcze trudniej będzie Brzęczkowi znaleźć zastępcę dla Lewandowskiego. Selekcjoner wciąż liczy na odrodzenie Krzysztofa Piątka, ale na tym piłkarzu jego kadrowe pomysły na razie się kończą. Na szczęście „Lewy” wciąż jest fizycznie niezniszczalny, a ponadto wciąż rozwija swoje piłkarskie umiejętności. To absolutny fenomen, nie tylko w polskim futbolu, niestety wciąż niedoceniany. W meczu ze Słowenią strzelił 61. gola w 112 występie w reprezentacji. Skuteczniejsi w swoich drużynach narodowych od niego z wciąż grających piłkarzy są tylko Cristiano Ronaldo (99), Hindus Sunil Chhetri (72) i Lionel Messi (70), a tyle samo goli co „Lewy” ma też Neymar.

 

Belgowie zagrali najlepiej

Tylko dwa zespoły przeszły przez eliminacje do mistrzostw Europy bez straty punktu. Wszystkie mecze grupowe wygrały zespoły Belgii i Włoch, zaś oprócz nich pierwsze miejsca w swoich grupach zajęły reprezentacje Anglii, Niemiec, Polski, Hiszpanii, Szwajcarii, Francji, Ukrainy i Chorwacji. Na drugim biegunie znalazły się drużyny Gibraltaru i San Marino, które jako jedyne zakończyła zmagania z zerowym kontem punktowym, ostatnie lokaty zajęły też ekipy Czarnogóry, Litwy, Estonii, Łotwy, Azerbejdżanu, Malty, Mołdawii i Liechtensteinu.

Oprócz zespołów Belgii, Włoch, Anglii, Niemiec, Polski, Hiszpanii, Szwajcarii, Francji, Ukrainy i Chorwacji, które wywalczyły pierwsze lokaty w swoich grupach, awans do przyszłorocznych mistrzostw Europy z drugich miejsc wywalczyły ponadto drużyny Czech, Portugalii, Holandii, Danii, Walii, Szwecji, Austrii, Turcji, Rosji i Finlandii. O pozostałe do obsadzenia cztery miejsca zostaną rozegrane baraże.

Najskuteczniejszy w eliminacjach był zespół Belgii, który w 10 spotkaniach zdobył aż 40 bramek. Drugie miejsce przypadło reprezentacji Anglii, która uzyskała 37 trafień o ośmiu meczach. Tyle samo bramek zdobyli też Włosi, lecz oni grali w grupie sześciozespołowej i mają gorszą średnią bramek na jeden mecz. Czwarta lokata przypadła drużynie Rosji, który zdobyła 33 bramki, piąte ekipie Hiszpanii (31 goli), a szóste drużynie Niemiec (30 goli). Nasza reprezentacja z 18 trafieniami na koncie znalazła się „w peletonie”, bo więcej goli od niej strzeliły jeszcze zespoły Francji (25), Holandii (24), Danii i Szwecji (po 23), Portugalii (22), Bośni i Hercegowiny (20) oraz Szwajcarii, Norwegii i Austrii (po 19). Tyle samo trafień co nasza drużyna, osiemnaście, uzyskali jeszcze Turcy i to z nimi biało-czerwoni zajęli na spółkę 16. miejsce na liście najskuteczniejszych zespołów eliminacji.

Najlepszą obronę w zakończonych w miniony wtorek rozgrywkach mieli Belgowie i Turcy, którzy stracili po trzy gole. W tej klasyfikacji polski zespół wypada nieźle, bo z pięcioma straconymi bramkami plasuje się na piątej pozycji. Lepsze od niego są ekipy Włoch i Ukrainy, które straciły cztery gole, a z biało-czerwonymi ex aequo na szóstym miejscu z także pięciobramkowymi stratami znalazły się drużyny Hiszpanii i Irlandii.

Natomiast najbardziej dziurawe linie obronne miały w tych eliminacjach zespoły San Marino (51 straconych goli), Gibraltaru (31) i Liechtensteinu (31), Wysp Owczych (30), Łotwy (28), Malty (27), Estonii i Mołdawii (po 26).

Bałagan zostawiony przez Platiniego

Przeforsowany wiele lat temu przez ówczesnego prezydenta UEFA Michela Platiniego pomysł rozegrania XVI mistrzostw Europy nie w jednym czy dwóch krajach, jak bywało to wcześniej, lecz aż w 12 krajach, teraz odbija się czkawką. Francuski działacz nie przewidział, że chęć uczczenia jubileuszu 60-lecia rozegrania pierwszych mistrzostw Starego Kontynentu na stadionach rozsianych po wszystkich krańcach Europy, przysporzy organizatorom mnóstwo problemów już w fazie kwalifikacji.

Na razie UEFA musi uporać się z podziałem finalistów Euro 2020 na sześć grup turniejowych. Podział na tzw. koszyki został ustalony przy zachowaniu zasad fair play, to znaczy o przydziale miejsca decydowały wyłącznie wyniki uzyskane w eliminacjach. Wedle nich w pierwszym koszyku znalazły się najlepiej punktujące reprezentacje Włoch, Belgii, Anglii, Niemiec, Ukrainy i Hiszpanii, do drugiego koszyka trafiły reprezentacje Francji, Polski, Szwajcarii, Chorwacji, Holandii i Rosji, do trzeciego wpadły ekipy Portugalii, Turcji, Danii, Czech, Szwecji i Austrii, zaś w czwartym koszyku wylądowały Walia i Finlandia, a o cztery pozostałe w nim miejsca w marcu przyszłego roku odbędą się baraże.

Komplikacje zaczęły się przy uwzględnianiu interesów gospodarzy meczów Euro 2020 oraz uwzględnianiu politycznych konfliktów. Z tych powodów jeszcze przed losowaniem (30 listopada w Bukareszcie) spora grupa zespołów zna już swoje miejsce w fazie grupowej. Po przydzieleniu gospodarzy do grup, w których będą rywalizować, okazało się, że w pierwszym koszyku pozostaną tylko Belgia i Ukraina. Ponieważ Ukraińcy są w konflikcie z Rosją, zostali zamienieni przydziałem z Belgami i trafią do grup m.in. z Holandią.
Tak wygląda przypisanie tej grupy zespołów do grup przed losowaniem: grupa A: Włochy (gospodarz), zespół z II koszyka, zespół z III koszyka, zespół z IV koszyka; grupa B: Belgia, Rosja (gospodarz), Dania (gospodarz), zespół z IV koszyka; grupa C: Ukraina, Holandia (gospodarz), zespół z III koszyka, zespół z IV koszyka; grupa D: Anglia (gospodarz), zespół z II koszyka, zespół z III koszyka, zespół z IV koszyka; grupa E: Hiszpania (gospodarz), zespół z II koszyka, zespół z III koszyka, zespół z IV koszyka; grupa F: Niemcy (gospodarz), zespół z II koszyka, zespół z III koszyka, zespół z IV koszyka.

Angielskie media nie cenią polskiej reprezentacji i chętnie widziałyby ją w jednej grupie z „Synami Albionu”. Niestety dla ekipy Jerzego Brzęczka, taki wariant jest jak najbardziej możliwy, bo nasz zespół podczas losowania nie uniknie trafienia na największe futbolowe potęgi.

Biało-czerwoni w grupie marzeń

Jeśli Robert Lewandowski i spółka nie wpadną w jednej grupie (D) na Anglików, to los przydzieli ich do Włochów (grupa A), Hiszpanów (grupa E) lub Niemców (grupa F). Każda z tych ekip jest wyraźnie mocniejsza od naszej. Nie od rzeczy będzie przypomnieć, że w ostatniej serii spotkań, gdy nasz zespół z trudem pokonał u siebie Słowenię 3:2, Anglicy rozgromili na wyjeździe Kosowo 4:0, a wcześniej Bułgarię 6:0 i Czarnogórę 7:0, Włosi natomiast w ostatniej kolejce stłukli Armenią aż 9:1. Także Niemcy grają coraz lepiej, czego dowodzi ich wygrana z Irlandią Północną 6:1, a i na Hiszpanów lepiej nie wpaść, bo nasz zespół nie jest dużo lepszy od ekipy Rumunii, a ona na pożegnanie eliminacji przegrała z nimi 0:5. A przecież i w trzecim koszyku potencjalnie lepszych rywali nie brakuje, dość wymienić Portugalię, Turcję, Danię, Czechy i Szwecję.

Może się zatem zdarzyć, że Polska trafił do jednej grupy z Anglią, Portugalią i Walią. Ale nawet wykoncypowana już przez część polskich mediów tzw. grupa marzeń dla naszej ekipy, z zespołami Włoch, Austrii lub Czech i np. Macedonii Północnej, bynajmniej nie daje żadnej pewności, że reprezentacja Polski zdołałaby z niej awansować do fazy pucharowej. Przypomnijmy przy okazji, że w przyszłorocznym czempionacie naszego kontynentu zagrają 24 reprezentacje podzielone na 6 grup, a do 1/8 finału awansują zwycięzcy, drużyny z drugich miejsc i cztery ekipy z trzecich miejsc.

 

Lewy na fali, Piątek tonie

W poprzednim sezonie Krzysztof Piątek był objawieniem na europejskich boiskach, a w reprezentacji Polski zepchnął w cień nawet Roberta Lewandowskiego. W tej chwili obu naszych napastników znów dzieli przepaść, bo „Lewy” w pięciu ligowych kolejkach Bundesligi zdobył 9 bramek, zaś Piątek w czterech Serie A tylko jedną.

Lewandowski został wybrany na piłkarza miesiąca w Bundeslidze. Za dobre występy w sierpniu nominacje do tego wyróżnienia otrzymali też Yuya Osako (Werder Brema), Marcel Sabitzer (RB Lipsk), Jadon Sancho (Borussia Dortmund), Jonathan Schmid (Freiburg) i Timo Werner z RB Lipsk. Niemiecka Liga Piłkarska (DFL) wprowadziła nagrodę dla zawodnika miesiąca Bundesligi przed rokiem. Najlepszego gracza wybierają kibice, dziennikarze, kapitanowie wszystkich drużyn oraz byli znakomici zawodnicy. Głosowanie odbywa się w dwóch etapach (najpierw nominowanych zostaje sześciu kandydatów).W poprzednim sezonie „Lewemu” ani razu nie udało się zostać piłkarzem miesiąca. Ten zaczął jednak tak dobrze, że wręcz nie wypadało wyróżnić kogoś innego.

W miniony weekend napastnik Bayernu Monachium znów błysnął wielka strzelecką formą, zdobywając dwie bramki z meczu z FC Koeln (4:0). Mistrzowie Niemiec byli zdecydowanymi faworytami tego spotkania, bo z 10 ostatnich potyczek z FC Koeln wygrali dziewięć, a raz był remis. Klub z Kolonii nie pokonał Bayernu od 2011 roku. Lewandowski strzelając pierwszego gole powtórzył osiągnięcie innego piłkarza Bayernu, Carstena Janckera z sezonu 2000/2001, który zdobywał bramki w pierwszych pięciu kolejkach. W 57-letniej historii Bundesligi dokonało tego tylko siedmiu piłkarzy – oprócz wymienionych już graczy Bayernu, jeszcze Pierre-Emerick Aubameyang z Borussii Dortmundu w sezonie 2015/2016, dwaj piłkarze Bayeru Leverkusen – Stefan Kiessling (2009/2010) i Dimitar Berbatow (2005/2006), Fredi Bobić (VfB Stuttgart, 1995/1996) i Dietmar Danner (Borussia Moenchengladbach, 1973/1974).

Na drugą bramkę Bayern musiał poczekać do drugiej połowy. Krótko po wznowieniu gry Joshua Kimmich dośrodkował z rzutu rożnego, a Lewandowski wygrał pojedynek w powietrzu z Rafaelem Czichosem i precyzyjnym uderzeniem głową podwyższył prowadzenie na 2:0, zdobywając dziewiątą bramkę w obecnym sezonie niemieckiej ekstraklasy. Polak jest liderem klasyfikacji strzelców Bundesligi, a we wszystkich rozgrywkach zaliczył już 11 trafień. „Lewy” jest w takim „gazie”, że stać go nawet na rezygnację z przywileju, jakim jest prawo egzekwowania w Bayernie „jedenastek”. W spotkaniu z FC Koeln pozwolił wykonać rzut karny pozyskanemu latem Brazylijczykowi Coutinho, za co zyskał nie tylko wdzięczność nowego kolegi, lecz także uznanie ze strony trenera Niko Kovaca i niemieckich mediów.

Krótko mówiąc kapitan reprezentacji Polski przeżywa w tej chwili piękne chwile, natomiast Krzysztof Piątek znalazł się na drugim biegunie i po każdym niemal występie we Włoszech z każdej strony spada na niego lawina krytyki. Największy sportowy dziennik we Włoszech „La Gazzetta dello Sport” uznał go za najgorszego gracza derbów Mediolanu (Milan – Inter 0:2). „Piątek już nie żądli, czy ktoś go widział na boisku?” – kpią włoscy dziennikarze. Na serio piszą jednak tak: „Być może to nie tylko jego wina, ponieważ zespół mu nie pomaga, ale to czas, by zacząć zadawać pytania. W ostatnich miesiącach tylko jeden gol i to z karnego. Być może ci, którzy go krytykują mają rację?”. Piątek w okresie przygotowawczym ani razu nie trafił do siatki, a po czterech kolejkach Serie A ma na koncie tylko jednego gola z rzutu karnego. Jego występ w reprezentacji w spotkaniu ze Słowenią pokazał nam, że znów musimy liczyć tylko na „Lewego”. Dobrze zatem, że chociaż on jest w formie.

 

Stracili pięć punktów

Reprezentacja Polski nie popisała się w obu wrześniowych meczach eliminacyjnych do mistrzostw Europy. Wyjazdowa porażka ze Słowenią 0:2 i remis 0:0 z Austrią na Stadionie Narodowym w Warszawie ściągnęły na kadrę Jerzego Brzęczka i jego samego lawinę krytyki ze strony kibiców i mediów. Krytyki jak najbardziej zasłużonej, bo biało-czerwoni w obu spotkaniach zagrali w żenującym stylu.

Frustracji kibiców trudno się dziwić. Jeśli ktoś decyduje się wydać dwieście złotych na bilet, to w zamian oczekuje widowiska na odpowiednim poziomie. Tymczasem w poniedziałkowy wieczór na wypełnionym po brzegi Stadionie Narodowym zespół sklecony przez Jerzego Brzęczka zafundował swoim fanom spektakl, w którym główną rolę odgrywali gracze zespołu gości. Nasi piłkarze zostali przez nich zdominowani, stłamszeni i zamknięci na przedpolu własnej bramki. Bezbramkowy remis to w zdecydowanej większości zasługa niewystarczających umiejętności strzeleckich Austriaków, a reszta to szczęście dopisujące Łukaszowi Fabiańskiemu, który jeszcze na dodatek tym razem uniknął rażących błędów, jakie przydarzyły mu się we wcześniejszym spotkaniu ze Słowenią.

Przykro było jednak patrzeć na dominację zespołu Austrii na stadionie, który po serii zwycięstw media już okrzyczały niezdobytą twierdzą polskiej reprezentacji. Żal było też patrzeć zwłaszcza na Roberta Lewandowskiego, znów osamotnionego i poniewieranego bezkarnie przez austriackich obrońców, na których chamskie zachowania węgierski arbiter Viktor Kassai przymykał oczy.

Austriacy byli przy piłce przez ponad 60 procent czasu gry, stworzyli 21 sytuacji bramkowych, przy siedmiu wypracowanych przez Polaków, sześciokrotnie strzelali na bramkę, a nasi zawodnicy tylko dwa razy. Te liczby pokazują, który z zespołów miał na Stadionie Narodowym przewagę. Nie dziwi więc wypowiedź trenera Austrii Franco Fody. „To oczywiste, że jestem bardzo zadowolony z tego, jak graliśmy, bo było widać aż nadto, że w wielu aspektach gry byliśmy po prostu drużyną lepszą od Polski. Chcieliśmy tu wygrać, mieliśmy bardzo dobre sytuacje bramkowe, zabrakło trochę szczęścia. Dziękuję też moim piłkarzom za zaangażowanie, bo wytrzymali do końca wysokie tempo gry. Wielka szkoda, że chociaż włożyli tyle wysiłku, to nie zdobyli trzech punktów. Ale jeśli tak będą grać w kolejnych meczach, to są w stanie wywalczyć awans do finałów mistrzostw Europy” – podsumował selekcjoner austriackiej kadry.

Jeśli coś w pracy wykonywanej przez Brzęczka niepokoi, to widoczna coraz bardziej nieumiejętność właściwego wyboru rozwiązań personalnych i taktycznych. Leo Beenhakker, który przecież wszedł do polskiego futbolu z zewnątrz, potrzebował dwóch meczów żeby zdiagnozować problemy naszej drużyny i potrafił znaleźć właściwe rozwiązania. Adam Nawałka też zaczął od falstartu, lecz po kilku spotkaniach zdołał ustawić zespół i wybrać optymalną dla niego taktykę. Tymczasem Brzęczek ma już na koncie 12 meczów, a w spotkaniu z Austrią reprezentacja zagrała równie nieporadnie, jak robiła to w ubiegłorocznych występach w Lidze Narodów i spotkaniach towarzyskich. Zamiast postępu, na który wszyscy liczyli po serii czterech tegorocznych wygranych meczów eliminacyjnych do Euro 2020, nastąpił niezrozumiały regres, którego nie da się wytłumaczyć jedynie absencją Kamila Glika w meczu ze Słowenią, bo przecież stoper AS Monaco przeciwko Austrii już zagrał. A mimo to gra naszego zespołu nadal wyglądała żałośnie.

I to jest chyba największy problem, bo mimo straty pięciu punktów nasz zespół wciąż jest liderem grupy, a w październiku zagra na wyjeździe z outsiderem Łotwą i u siebie z Macedonią, zaś w listopadzie u siebie ze Słowenią i na wyjeździe z Izraelem. Prawdą zatem jest, że kwestii awansu na Euro 2020 wszystko jeszcze zależy od nich, ale nie ulega też wątpliwości, że rywale nie czują już przed Lewandowskim lęku, bo widzą, że napastnik Bayernu znów nie ma wsparcia.

Poza tym mamy inny powód do obaw, bo nawet jeśli biało-czerwoni awansują, to nie doskonaląc systematycznie swojej gry w finałach mistrzostw Europy mogą wypaść jeszcze gorzej niż wypadli na mundialu w Rosji.

Polska – Austria 0:0
Polska: Łukasz Fabiański – Tomasz Kędziora, Kamil Glik, Jan Bednarek, Bartosz Bereszyński – Piotr Zieliński, Grzegorz Krychowiak, Krystian Bielik, Dawid Kownacki (58. Jakub Błaszczykowski; 77. Mateusz Klich), Kamil Grosicki (70. Sebastian Szymański) – Robert Lewandowski.
Austria: Cican Stanković – Stefan Lainer, Aleksandar Dragović, Stefan Posch, Andreas Ulmer – Valentino Lazaro (77. Stefan Ilsanker), Julian Baumgartlinger, Konrad Laimer (89. Michael Gregoritsch), Marcel Sabitzer, David Alaba – Marko Arnautović.
Żółte kartki: Klich, Bielik – Arnautović, Sabitzer, Laimer.
Sędziował: Viktor Kassai (Węgry).
Widzów: 56 788.

 

Grupa G
1. kolejka
Austria – Polska 0:1; Macedonia Północna – Łotwa 3:1; Izrael – Słowenia 1:1;
2. kolejka
Polska – Łotwa 2:0; Izrael – Austria 4:2
Słowenia – Macedonia Północna 1:1;
3. kolejka
Macedonia Północna – Polska 0:1;
Łotwa – Izrael 0:3; Austria – Słowenia 1:0
4. kolejka
Polska – Izrael 4:0; Łotwa – Słowenia 0:5;
Macedonia Północna – Austria 1:4
5. kolejka
Macedonia Północna – Izrael 1:1;
Słowenia – Polska 2:0; Austria – Łotwa 6:0
6. kolejka
Polska – Austria 0:0
Słowenia – Izrael 3:2
Łotwa – Macedonia Płn 0:2
Tabela grupy G
1. Polska                 6   13     8:2
2. Słowenia             6   11   12:5
3. Austria                6   10   13:6
4. Izrael                  6     8    11:11
5. Macedonia         6     8      8:8
6. Łotwa                 6     0      1:21

W Lipsku zagra rezerwa

Trener reprezentacji Polski siatkarzy Vital Heynen podał skład kadry na ostatni turniej fazy zasadniczej Ligi Narodów 2019 w Lipsku. Biało-czerwoni wciąż mają szanse zakwalifikować się do turnieju Final Six, który odbędzie się w dniach 10-14 lipca w Chicago, ale w Niemczech nie zagrają w najsilniejszym składzie.

Belgijski selekcjoner naszej siatkarskiej kadry nie traktuje Ligi Narodów priorytetowo, czego najlepszym dowodem jest fakt, że na ostatni turniej w tegorocznej edycji z udziałem biało-czerwonych konsekwentnie utrzymał zasadę rotacji w składzie. Z kadry która rywalizowała w ubiegłym tygodniu w Mediolanie za rozgrywającego Grzegorza Łomacza do Lipska pojechał Marcin Janusz, a wolne dostali też Bartosz Kwolek, Artur Szalpuk i libero Jędrzej Gruszczyński.

W Lipsku od 28 do 30 czerwca Polacy zmierzą się z Japonią, Niemcami i Portugalią. Przed ostatnim turniejem fazy zasadniczej nasz zespół zajmuje szóstą lokatę, ale z piątą w tabeli ekipą Włoch przegrywa jedynie różnicą punktów, bo ma na koncie tyle samo zwycięstw, a to one są decydujące. Jeśli zatem biało-czerwoni w Niemczech wygrają wszystkie trzy spotkania, zaś Włosi w Brazylii doznają choć jednej porażki, na piąte miejsce awansuje reprezentacja Polski i zagra w Final Six w Chicago. Nie jest to scenariusz niemożliwy do zrealizowania, bo włoska drużyna ma zdecydowanie mocniejszych przeciwników – w ostatnim turnieju zagra w Brazylii z gospodarzami, którzy prowadzą w tabeli zbiorczej Ligi Narodów oraz zespołami Kanady (8. miejsce w tabeli Ligi Narodów, bilans – 7 meczów wygranych, pięć przegranych) i Francji (3. miejsce, bilans meczów 9-3). A nasi siatkarze w Lipsku zmierzą się z gospodarzami turnieju (14. miejsce, bilans 2 wygrane mecze i 10 przegranych), Japonią (10. miejsce, bilans meczów 5-7) oraz Portugalią (15. miejsce, bilans meczów 2-10).

Mocna grupa ćwiczy w Spale

Wbrew wcześniejszym spekulacjom Michał Kubiak nie zagra w ostatnim turnieju fazy zasadniczej Ligi Narodów w Lipsku. Kapitan kadry zagrał w pierwszym turnieju, który miał miejsce w Katowicach, a następnie dostał trzy tygodnie wolnego. Po części była to przerwa wymuszona, bo Polski Związek Piłki Siatkowej w porozumieniu z FIVB nałożył na przyjmującego karę sześciu spotkań zawieszenia za kontrowersyjną wypowiedź o Irańczykach. Według spekulacji Kubiak miał jednak wrócić na ostatni turniej, co byłoby zgodne z planem Vitala Heynena, który zamierzał dać szansę gry każdemu zawodnikowi w przynajmniej dwóch turniejach.

Ostatecznie przyjmujący nie pojawił się w składzie na turniej w Lipsku. Selekcjoner w porównaniu do kadry, która grała ostatnio w Mediolanie, zdecydował się na kilka zmian. Za wspomnianego już Łomacza pojechał Marcin Janusz, za Jakuba Kochanowskiego zagra Mateusz Bieniek, za przyjmujących Kwolka i Szalpuka wystąpią Tomasz Fornal i Piotr Łukasik. Trener wycofał też drugiego libero, Jędrzeja Gruszczyńskiego, powołując w jego miejsce czwartego atakującego, Bartosza Filipiaka, dla którego będzie to debiut w kadrze Polski.

W tym samym czasie w Spale spokojnie trenować będzie dwunastu siatkarzy naszej reprezentacji, wśród nich Michał Kubiak i Wilfredo Leon. „Mamy teraz cięższe treningi fizyczne na siłowni, ale pracujemy też w hali nad elementami, które wymagają poprawy, choćby nad zagrywką. Generalnie jest to już początek przygotowań do sierpniowego turnieju kwalifikacyjnego do Tokio, a okres cięższej pracy na treningach będzie dłuższy i nie skończy się teraz w Spale. Będzie jej sporo przede wszystkim, gdy będziemy już w komplecie na obozie w Zakopanem” – powiedział asystent Vitala Heynena Michał Mieszko Gogol, od niedawna także trener zespołu PGE Skry Bełchatów.
Zakopane czy Chicago?
Gogol przyznał też, że w grupie, która trenuje w Spale, nie ma na razie Bartosza Kurka. 30-letni atakujący wciąż przechodzi rehabilitację po kwietniowej operacji pleców. Asystent Heynena zastrzega, że grupa przebywająca teraz w Spale wcale nie jest bliższa występu w najważniejszej imprezie sezonu, czyli turnieju kwalifikacyjnym do igrzysk. „Trener Heynen jest na razie na etapie zastanawiania się, a skład grupy, która będzie trenować w Zakopanem nie został jeszcze zamknięty” – zapewnia Mieszko Gogol. Dwutygodniowe zgrupowanie w Zakopanem zaplanowane jest na pierwszą połowę lipca. Z tego powodu Final Six w Chicago byłby raczej przeszkodą w przygotowaniach tej grupy. Ale trenerzy naszej kadry jak mantrę powtarzają, że niezależnie od tego, w jakim składzie gra reprezentacja, zawsze walczy o zwycięstwo. Nie inaczej będzie w Lipsku. „Jeżeli zakwalifikujemy się do Final Six, to wtedy będziemy się zastanawiać, jak zarządzać tą sytuacją” – twierdzi Gogol. Ponieważ Heynen mówi to samo, jako kibice raczej nie nastawiajmy się na sukces biało-czerwonych w tegorocznej edycji Ligi Narodów.

Kadra Polski na turniej w Lipsku:
Atakujący: Maciej Muzaj (ONICO Warszawa), Łukasz Kaczmarek (ZAKSA Kędzierzyn-Koźle), Bartłomiej Bołądź (VfB Friedrichshafen, Niemcy), Bartosz Filipiak (Łuczniczka Bydgoszcz);
Środkowi: Mateusz Bieniek (ZAKSA Kędzierzyn-Koźle), Karol Kłos (PGE Skra Bełchatów), Norbert Huber (Cerrad Czarni Radom);
Rozgrywający: Marcin Komenda (GKS Katowice), Marcin Janusz (Trefl Gdańsk);
Przyjmujący: Aleksander Śliwka (ZAKSA Kędzierzyn-Koźle), Tomasz Fornal (Cerrad Czarni Radom), Bartosz Bednorz (Modena Volley, Włochy), Piotr Łukasik (ONICO Warszawa);
Libero: Damian Wojtaszek (ONICO).

 

Kłopoty kadry z odlotem

Reprezentacja Polski wyruszyła do Macedonii Północnej z dwugodzinnym opóźnieniem, ale w końcu dotarła do Skopje. Przed hotelem nie było tłumów, a na piłkarzy czekał już obiad. Ostatecznie podróż nie okazała się więc aż taka męcząca.

Wyczarterowany samolot, którym reprezentacja Polski miała polecieć do Skopje na mecz eliminacji Euro 2020 z Macedonią Północną, uległ awarii w Londynie i kadra biało-czerwonych musiała czekać na lotnisku Chopina w Warszawie prawie dwie godziny, zanim przewoźnik podstawił inny samolot. W końcu nasi piłkarze odlecieli dopiero po 13:00 i z powodu opóźnienia cały harmonogram czwartkowego popołudnia legł w gruzach. Rzecznik prasowy PZPN poinformował na Twitterze, że zaplanowana na 16:30 konferencja prasowa została przesunięta o godzinę, a trening kadry wyznaczono na 18:00.

Takich kłopotów nie mieli rzecz jasna gospodarze meczu. Trener reprezentacji Macedonii Północnej Igor Angelovski na wstępie spotkania z dziennikarzami zapewnił: „To, że gościmy tak dobrą reprezentację jak Polska, powoduje, że będziemy jeszcze bardziej zmobilizowani. Wymagam od moich zawodników, żeby w każdym meczu grali maksymalnie ofensywnie, bo taką mam filozofię gry. Nie zmienię jej akurat na mecz z Polakami. Musimy zapomnieć, że zdobyliśmy już w tych eliminacjach cztery punkty, tylko podejść do meczu tak, jakby był pierwszy. Jestem przekonany, że moi zawodnicy zostawią serce na boisku”.
Selekcjoner kadry Macedończyków został rzecz jasna zapytany, czy ma receptę na powstrzymanie Roberta Lewandowskiego. Angelovski odpowiedział żartobliwie: „Z tego co wiem Lewandowski nie jest chory, a ja nie jestem lekarzem i nie wypisuję recept. Czeka nas mecz z polskim zespołem, a nie z jednym jego zawodnikiem” – powiedział Angelovski.

Do Skopje Brzęczek zabrał taką oto kadrę: bramkarze – Łukasz Fabiański (West Ham), Łukasz Skorupski (Bologna), Rafał Gikiewicz (Union Berlin); obrońcy – Jan Bednarek (Southampton), Bartosz Bereszyński (Sampdoria), Thiago Cionek (SPAL), Kamil Glik (AS Monaco), Artur Jędrzejczyk (Legia Warszawa), Marcin Kamiński (Fortuna Duesseldorf), Tomasz Kędziora (Dynamo Kijów), Michał Pazdan (Ankaragucu), Maciej Rybus (Lokomotiw Moskwa); pomocnicy – Przemysław Frankowski (Chicago Fire), Jacek Góralski (Łudogorec), Kamil Grosicki (Hull City), Damian Kądzior (Dinamo Zagrzeb), Mateusz Klich (Leeds United), Grzegorz Krychowiak (Lokomotiw Moskwa), Karol Linetty (Sampdoria), Damian Szymański (Achmat Grozny), Piotr Zieliński (SSC Napoli); napastnicy – Robert Lewandowski (Bayern Monachium), Arkadiusz Milik (SSC Napoli) i Krzysztof Piątek (AC Milan).

Którzy z tych zawodników wyjdą na mecz w podstawowej jedenastce? Wiadomo, że bramce stanie Fabiański, co już Brzęczek zdążył już wcześniej ogłosić, z całą pewnością w ataku zobaczymy też kapitana drużyny Roberta Lewandowskiego. W medialnych spekulacjach na temat składu biało-czerwonych sugerowano się ustawieniem graczy podczas gier treningowych, a w nich Brzęczek najczęściej testował sprawdzony już wariant 1-4-2-3-1, czyli z jednym napastnikiem. Jeśli nie była to zmyłka przygotowana na zaspokojenie ciekawości macedońskich szpiegów, to w piątek w Skopje powinni w środku obrony zagrać Glik z Bednarkiem, na prawej flance Bereszyński lub Kędziora, a na lewej Rybus. Dwójkę defensywnych pomocników stworzą zapewne Krychowiak z Klichem, na lewym skrzydle pomocy powinien zagrać Grosicki, na prawej Frankowski, w środku jako rozgrywający Zieliński, a na szpicy „Lewy”.

Trudno stwierdzić, czy jest to obecnie najsilniejszy skład naszej reprezentacji, ale w rezerwie Brzęczek z ofensywnych graczy ma tak naprawdę tylko Milika i Piątka, a w pomocy niemal samych speców od zadań defensywnych – Góralskiego, Szymańskiego, Linettego i Kądziora. Żaden z nich nie nadaje się do kreowania gry, co oznacza, że jeśli słaby dzień będzie miał Zieliński, to w razie kłopotów w starciu z Macedończykami Brzęczek nie ma żadnego asa w rękawie. Chyba, że cofnie Lewandowskiego do pomocy, a w jego miejsce na szpicę pośle Piątka, a na wsparcie jeszcze Milika. Tylko że taki wariant selekcjoner odrzucił. Może to też była zmyłka?

 

Orły wśród słabeuszy

Mecz z mającą wielkie aspiracje i trudną do pokonania na jej terenie drużyną Austrii nie był wybitnym występem reprezentacji Polski. Biało-czerwoni wygrali jednak 1:0 i dali dowód, że mimo słabszego okresu to on są w grupie G faworytami do awansu.

Trener Jerzy Brzęczek przed czwartkowym meczem podjął trzy istotne decyzje kadrowe. Pierwsza – wybrał bramkarza numer 1 i postawił na Wojciecha Szczęsnego, druga – wbrew spekulacjom mediów nie wystawił do gry swojego siostrzeńca Jakuba Błaszczykowskiego, i wreszcie trzecia, najmniej fortunna – posadził na ławie Krzysztofa Piątka, a do gry u boku Roberta Lewandowskiego wystawił Arkadiusza Milika. Nie była to trafna decyzja, bo Milik zmagał się przed meczem z jakąś infekcją i na dobrą sprawę to on powinien usiąść na ławie. W przerwie został zmieniony, ale o dziwo – nie przez Piątka, tylko Przemysława Frankowskiego. Dopiero wtedy, gdy urazu doznał Piotr Zieliński, selekcjoner biało-czerwonych posłał w jego miejsce Piątka, a napastnik AC Milan zawstydził go zdobywając zwycięską bramkę.

Piątek tym trafieniem przyćmił trochę Roberta Lewandowskiego, ale bez wątpienia to kapitan naszej reprezentacji zasłużył na wyższe oceny. „Lewy” znów wprawdzie nie zdobył bramki, lecz bez dwóch zdań był jednym z najlepszych graczy w polskiej drużynie. W niedzielnym meczu z Łotwą na Stadionie Narodowym (zakończył się po zamknięciu wydania) cała drużyna powinna w podzięce grać na niego z całych sił, żeby wreszcie trafił do siatki.

Także Piątek, chociaż ten piłkarz jest teraz w takim strzeleckim amoku, że na boisku interesuje go tylko zdobywanie bramek. A już na pewno powinien to robić Kamil Grosicki, który w spotkaniu z Austriakami żadnej ze swoich akcji skrzydłami nie zakończył celnym podaniem. Jeśli dodamy do tego beznadziejnie niecelne dośrodkowania z rzutów rożnych i liczne błędy w grze defensywnej, rodzi się poważna wątpliwość co do przydatności tego piłkarza w kadrze. Niestety, ma on w polskich mediach sporą grupę sympatyków zupełnie ślepych na te mankamenty i dostaje od nich wysokie noty, które zaciemniają faktyczny obraz.
W sumie jednak po meczu z Austrią humory kibiców się poprawiły, bo wreszcie po serii sześciu spotkań bez zwycięstwa biało-czerwoni wygrali mecz. Był to też pierwszy triumf Brzęczka w roli selekcjonera kadry. Nikt nie miał wątpliwości, że w niedzielę reprezentacja pod jego wodzą także wygra, chociaż sporą grupę zawodników dopadło przeziębienie. Drużyna Łotwy jest chyba najsłabsza w grupie (w czwartek przegrała z Macedonią na wyjeździe 1:3) i nie wygrać z nią to dzisiaj obciach.

 

Błaszczykowski na boisku Wiśle nie pomaga

Wkład Jakuba Błaszczykowskiego w ratowanie Wisły Kraków przed upadkiem jest trudny do przecenienia, ale jako piłkarz 105-krotny reprezentant Polski póki co nie przynosi ekipie „Białej Gwiazdy” większego pożytku. Świadczą o tym jego mizerne statystyki.

W czterech dotychczasowych występach po powrocie do Wisły Błaszczykowski zdobył jedną bramkę, w meczu ze Śląskiem Wrocław (1:0) wykorzystał z rzutu karnego. Na razie to jego jedyne celne uderzenie na bramkę rywali w czterech próbach na jakie się zdecydował, co oznacza, że strzelał średnio raz w meczu. Trochę mało jak na gracza z takim dorobkiem i doświadczeniem. Ale to jeszcze nie wszystko. Błaszczykowski nie zaliczył jeszcze asysty, a nawet nie stworzył partnerom choćby jednej okazji bramkowej. Mimo to jego partnerzy z zespołu obdarzają go pełnym zaufaniem i podają do niego piłkę (dostał w sumie 142 podań, najwięcej z wszystkich ofensywnych graczy Wisły), chociaż nie przynosi to zespołowi większych korzyści. Kapitan „Białej Gwiazdy” podawał do kolegów ze skutecznością na poziomie 67 procent. Pod tym względem należy do najsłabszych graczy w ekipie wiślaków. Ponadto z danych zebranych przez inStat Błaszczykowski ma najwięcej strat piłki (41), choć w żadnym meczu nie był pod tym względem najgorszy. Błaszczykowski zatracił też swój mocny kiedyś atut, czyli drvbling. W czterech występach próbował okiwać rywali 18 razy, ale powodzeniem zakończyło się tylko siedem prób.

Trudno oczekiwać, że w kilka tygodni Kuba nadrobi miesiące bez regularnych występów. W poprzednim roku więcej czasu spędził na boisku w meczach reprezentacji (397 minut), niż zagrał w drużynie VfL Wolfsburg (122). Ale za chwilę trener Jerzy Brzęczek ogłosi powołania na marcowe mecze reprezentacji, a wiadomo, że Błaszczykowski wrócił do Wisły głównie po to, żeby odbudować dawną formę i zasłużyć na miejsce w kadrze. Jeśli chodzi o Wisłę, problemu nie ma, bo pamiętajmy, że ten piłkarz gra w tym klubie za 500 złotych miesięcznie. Ale reprezentacja to inna para kaloszy. Niestety, statystyki pokazują, że na kadrę Błaszczykowski na razie jest za slaby.

 

 

 

Rywale pod Brzęczka

Fot. Reprezentacja Polski była losowana z pierwszego koszyka

 

 

W niedzielę w Dublinie rozlosowano grupy eliminacyjne mistrzostw Europy w 2020 roku.
Biało-czerwoni trafili do grupy G z zespołami Austrii, Izraela, Łotwy, Słowenii i Macedonii. Awans wywalczą dwie najlepsze ekipy. Pierwsze mecze zostaną rozegrane w marcu 2019 roku.

 

Mistrzostwa Europy 2020 zostaną po raz pierwszy rozegrane w aż 12 państwach. Miastami-gospodarzami będą Kopenhaga (Dania), Amsterdam (Holandia), Bukareszt (Rumunia), Dublin (Irlandia), Bilbao (Hiszpania), Budapeszt (Węgry), Glasgow (Szkocja), Monachium (Niemcy), Baku (Azerbejdżan), Sankt Petersburg (Rosja), Rzym (Włochy) i Londyn (Anglia). Turniej zostanie rozegrany od 12 czerwca do 12 lipca. Finał odbędzie się na Wembley w Londynie.
Kibice w Polsce się cieszą, bo losujący drużyny Robbie Keane oszczędził naszą reprezentację i nie wpakował jej do towarzystwa najmocniejszego zespołu z drugiego koszyka, Niemców, którzy wylądowali w grupie C, gdzie znów przyjdzie im mierzyć się z Holandią, z którą przegrali rywalizacje w Lidze Narodów.

Zamiast ekipy Joachima Loewa biało-czerwoni z drugiego koszyka Polacy wylosowali Austriaków. To z kolei wymarzony rywal dla obecnego selekcjonera kadry Jerzego Brzęczka, który w Austrii spędził większość swojej piłkarskiej kariery (grał tam w latach 1995-2007, z roczną przerwą na występy w izraelskim Maccabi Haifa).

Na mistrzostwa awansują dwie najlepsze drużyny z każdej grupy. Pozostałe cztery miejsca na mistrzostwach przysługują zwycięzcom barażów. Na turnieju zagrają 24 zespoły. I po raz pierwszy bezpośredni awans nie przysługuje państwom-gospodarzom, one także muszą walczyć w eliminacjach.

 

Podział na grupy el. Euro 2020:

Grupa A: Anglia, Czechy, Bułgaria, Czarnogóra, Kosowo.
Grupa B: Portugalia, Ukraina, Serbia, Litwa, Luksemburg.
Grupa C: Holandia, Niemcy, Irlandia Północna, Estonia, Białoruś.
Grupa D: Szwajcaria, Dania, Irlandia, Gruzja, Gibraltar.
Grupa E: Chorwacja, Walia, Słowacja, Węgry, Azerbejdżan.
Grupa F: Hiszpania, Szwecja, Norwegia, Rumunia, Wyspy Owcze, Malta.
Grupa G: Polska, Austria, Izrael, Słowenia, Macedonia, Łotwa.
Grupa H: Francja, Islandia, Turcja, Albania, Mołdawia, Andorra.
Grupa I: Belgia, Rosja, Szkocja, Cypr, Kazachstan, San Marino.
Grupa J: Włochy, Bośnia i Hercegowina, Finlandia, Grecja, Armenia, Lichtenstein.

 

Ramowy terminarz eliminacyjny:

21-23 marca 2019: kolejka 1
24-26 marca 2019: kolejka 2
7-8 czerwca 2019: kolejka 3
10-11 czerwca 2019: kolejka 4
5-7 września 2019: kolejka 5
8-10 września 2019: kolejka 6
10-12 października 2019: kolejka 7
13-15 października 2019: kolejka 8
14-16 listopada 2019: kolejka 9
17-19 listopada 2019: kolejka 10

Losowanie grup finałów turnieju odbędzie się 1 grudnia 2019 roku.

 

Powrót Thiago Cionka

Dobra wiadomość nadeszła z Portugalii. Trener reprezentacji tego kraju Fernando Santos poinformował, że Cristiano Ronaldo jednak nie wystąpi w obu listopadowych meczach w Lidze Narodów, czyli także przeciwko naszej drużynie.

 

Selekcjoner naszej reprezentacji Jerzy Brzęczek na kontuzję Kamila Glika we wtorkowym meczu Ligi Mistrzów zareagował zdumiewającym posunięciem, bo w trybie alarmowym powołał na zgrupowanie pomijanego wcześniej ostentacyjnie obrońcę grającego w Serie A zespołu SPAL 2013 Thiago Cionka. Piłkarz z brazylijskimi korzeniami był jednym z najbardziej krytykowanych zawodników naszej kadry po fatalnym występie biało-czerwonych na mundialu w Rosji. To on przecież strzelił samobójczego gola w pierwszym meczu przeciwko Senegalowi. I chociaż to była tak naprawdę jedyna jego wpadka, to zrobiono z niego kozła ofiarnego i Brzęczek pomijał go sukcesywnie w kadrze. Gdy jednak występ Glika stanął pod znakiem zapytania, selekcjoner nie miał zahamowań żeby posłać mu powołanie.Nic dziwnego, w tym sezonie Cionek także jest podstawowym obrońcą w zespole SPAL 2013 i jak na razie ma na koncie występy w 10 meczach ligowych. I to nie w naszej słabej ekstraklasie, tylko w Serie A.

Trener portugalskiej reprezentacji Fernando Santos w miniony czwartek ogłosił skład kadry na mecz z Włochami w Mediolanie i Polską w Guimaraes. Wbrew wcześniejszym zapowiedziom nie znalazł się w niej Cristiano Ronado. „On wróci do nas w dopiero w przyszłym roku” – zapewnił 64-letni szkoleniowiec. Do reprezentacji wracają za to Jose Fonte, Raphael Guerreiro, Joao Mario, Andre Gomes i Goncalo Guedes.

Po dwóch rozegranych meczach w grupie 3 dywizji A Ligi Narodów UEFA aktualni mistrzowie Europy prowadzą w tabeli z 6 punktami. Drugie miejsce zajmuja Włosi, którzy w trzech spotkaniach wywalczyli 4 punkty. Trzecie miejsce równoznaczne ze spadkiem do niższej ligi w kolejnej edycji LN zajmuje nasza reprezentacja z jednym zdobytym punktem.

 

Kadra Portugalii:

Bramkarze: Rui Patricio (Wolverhampton), Beto (Goeztepe), Claudio Ramos (Tondela).

Obrońcy: Cedric Soares (Southampton), Joao Cancelo (Juventus), Jose Fonte (Lille), Luis Neto (Zenit Petersburg), Pepe (Besiktas), Ruben Dias (Benfica), Mario Rui (Napoli), Raphael Guerreiro (Borussia Dortmund).

Pomocnicy: Andre Gomes (Everton), Bruno Fernandes (Sporting Lizbona), Danilo Pereira (FC Porto), Joao Mario (Inter Mediolan), Pizzi (Benfica Lizbona), Renato Sanches (Bayern Monachium), Ruben Neves (Wolverhampton), William Carvalho (Betis).

Napastnicy: Bernardo Silva (Manchester City), Bruma (RB Lipsk), Goncalo Guedes (Valencia), Rafa Silva (Benfica Lizbona), Andre Silva (Sevilla), Eder (Lokomotiw Moskwa).