Heynen odchodzi, kto za niego?

Brązowy medal mistrzostw Europy zdobyty w katowickim Spodku przez reprezentację Polski siatkarzy jest szóstym trofeum zdobytym przez biało-czerwonych pod wodzą trenera Vitala Heynena. W tej kolekcji tylko jeden krążek jest z najcenniejszego kruszcu – wywalczone w 2018 roku złote medale mistrzostw świata. tylko jeden złoty. Po zakończeniu europejskiego czempionatu kontrakt belgijskiego szkoleniowca wygasł, a on sam pożegnał z drużyną i polskimi kibicami.

Koniec ery Heynena stał się oczywistym faktem już po półfinałowej porażce naszych siatkarzy ze Słowenią. Łzawe pożegnanie belgijskiego trenera z polskimi kibicami wsparte wyliczanką zdobytych medali ogólnej oceny wyników jego czteroletniej pracy z polska kadrą zmienić nie były w stanie. Ale nie sposób zaprzeczyć, że Belg odchodzi z posady w znacznie lepszej atmosferze, niż kilku jego poprzedników. Włoch Andrea Anastasi stracił sympatię po ćwierćfinałowej klęsce na IO 2012 w Londynie, a czarę goryczy przelał słaby występ naszych siatkarzy w ME 2013. Jego następca, Francuz Stephane Antiga podbił polskie serca triumfem w mistrzostwach świata w 2014 roku, ale zdobyty wówczas kapitał sympatii całkowicie roztrwonił ponosząc klęskę na igrzyskach olimpijskich w Rio de Janeiro. Włoch Ferdinando De Giorgi nawet nie zdążył zyskać uznania, bo zanim odniósł jakiś sukces musiał rejterować odsądzony od czci i wiary za porażkę biało-czerwonych w barażu o ćwierćfinał mistrzostw Europy w 2017 roku. Heynen zaczął pracę z polską kadrą od piątego miejsce w Lidze Narodów w 2018 roku, lecz potem obronił tytuł mistrza świata. Było to jego pierwsze i ostatnie złoto w roli selekcjonera polskiej kadry siatkarzy. Po nim zdobył dwa brązowe medale w mistrzostwach Europy, brąz i srebro w Lidze Narodów oraz srebrny krążek w Pucharze Świata w 2019 roku.
Garść medali, ale tylko jeden złoty
Tylu medalowych miejsc w ważnych turniejach nie zdobył żaden selekcjoner reprezentacji Polski w XXI wieku. To była jednak „drobnica”, bo głównym celem jaki przed nim postawiono był przecież złoty medal olimpijski, na który kibice polskiej siatkówki czekają od 1976 roku, kiedy to jedyny raz jak dotąd wywalczyła legendarna drużyna Huberta Wagnera. I z tego zadania Heynen się nie wywiązał, chociaż miał do dyspozycji być może najbardziej liczną i zarazem wyrównaną kadrę na świecie. Ale to tylko na początku było dla niego błogosławieństwem, bo gdy w 2019 roku rezerwowy skład kadry w finałowym turnieju Ligi Narodów zajął trzecią lokatę, bijąc w meczu o brąz zespół Brazylii, w Polsce zrodziło się przekonanie, nawiasem mówić w pełni usprawiedliwione, że mamy genialne pokolenie siatkarzy zdolne do sięgnięcia po najważniejsze trofeum, czyli olimpijskie złoto. Przekonanie to podsycał też sam Heynen, do czego uczciwie się przyznał po klęsce w Tokio: „Przybyłem tu, by zdobyć medal na igrzyskach, ale tego nie zrobiłem”. To dlatego poczucie porażki było nad Wisłą tak bolesne, co w sposób nieuchronny musiało też zmienić ocenę pracy belgijskiego szkoleniowca. Nagle zauważono, że od zwycięstwa w rozgrywanych w Polsce mistrzostwach świat w 2018 roku zespół pod jego wodzą nie wygrał już żadnego turnieju, nawet tegorocznych mistrzostw Europy, chociaż biało-czerwoni wszystkie spotkania w tym turnieju grali w Polsce i przy dopingu kompletów publiczności. Od jednego z najwybitniejszych pokoleń w historii polskiej siatkówki mamy prawo oczekiwać bardziej spektakularnych sukcesów, a Heynen w roli trenera kadry nie daje żadnych gwarancji na ich odniesienie, ma bowiem ten feler, że nie potrafi wygrywać decydujących meczów. Z Francją w Tokio Polacy przegrali w ćwierćfinale po tie-breaku, a ze Słowenią 1:3, lecz po trwającym prawie trzy godziny boju na przewagi. Następnego dnia w meczu o brązowy medal nasi siatkarze wygrali z Serbią gładko 3:0 (25:22, 25:16, 25:22), bo rywale, którzy nieoczekiwanie przegrali walkę o finał z odmłodzoną drużyną Włoch, byli już myślami w domu, bowiem dla nich już konieczność walki o brąz sama w sobie była porażką. Od samego początku Polacy przeważali i kontrolowali przebieg spotkania. Serbowie rzadko stwarzali zagrożenie. Świetnie prezentowali się przede wszystkim nasi najlepsi zawodnicy – Bartosz Kurek i Wilfredo Leon, którzy wspólnie zdobyli 25 punktów. Brązowy medal był dla polskiej drużyny powtórką wyniku z mistrzostw Europy sprzed dwóch lat. Mało kto w Polsce uznał zajęcie trzeciego miejsca za sukces.
Heynen w pomeczowej rozmowie z Polsatem Sport oświadczył: „Jestem bardzo logicznym człowiekiem. Plan był jasny. Nie udało się zdobyć złotego medalu na igrzyskach, nie udało teraz w mistrzostwach Europy, więc to logiczne, że na moje miejsce powinien przyjść ktoś inny, kto podejmie się zdobycia tych osiągnięć” – stwierdził belgijski szkoleniowiec.
Wielu siatkarskich ekspertów nie szczędziło mu słów krytyki. Mistrz olimpijski Ryszard Bosek wprost stwierdził, że belgijski trener w ostatnim czasie więcej uwagi poświęcał na reklamę swojej osoby, niż poprawianiu jakości gry reprezentacji. Mistrz świata Andrzej Wrona, który w kadrze ma jeszcze kilku kolegów z boiska, w swoich opiniach dawał do zrozumienia, że między zawodnikami a trenerem nie ma już dawnej „chemii”. Sprawę w końcu przesądził jeszcze urzędujący prezes Polskiego Związku Piłki Siatkowej Jacek Kasprzyk, który zapowiedział, że po wyborach nowych władz zostanie rozpisany konkurs na nowego selekcjonera męskiej reprezentacji i jeśli Heynen chce pozostać na stanowisku, będzie musiał wziąć udział w konkursie.
W mediach od razu ruszyła giełda nazwisk ewentualnych następców Heynena na stanowisku selekcjonera. Początkowo wydawało się, że faworytem do tej roli będzie Nikola Grbić, ale według doniesień „Przeglądu Sportowego” większe szanse ma Lorenzo Bernardi. Były trener Jastrzębskiego Węgla sam niedawno zgłosił swoją kandydaturę. „Dla każdego szkoleniowca to byłby wielki honor i zaszczyt prowadzić reprezentację Polski. Polska ma być może jako jedna z niewielu reprezentacji na świecie tak wielki potencjał, by w każdym turnieju walczyć o złoto – przyznał Włoch w rozmowie z „Polsatem Sport”. „Dopóki na rynku nie pojawiła się oferta Bernardiego, najmocniej stały akcje Grbicia – czytamy w dzienniku. Jest to o tyle zadziwiające, że Włoch w przeciwieństwie do Serba nie ma żadnego doświadczenia w prowadzeniu reprezentacji. Niespodziewanie w stawce pojawił się także inny kandydat z Półwyspu Apenińskiego – Andrea Anastasi. 60-letni trener jest doskonale znany polskim kibicom, ponieważ był już trenerem naszej kadry w latach 2011-2013.
Wielu chętnych na posadę
Posada trenera polskiej kadry to dzisiaj łakomy kąsek, więc kandydatów do jej objęcia jest wielu. Na personalnej giełdzie pojawiło się już kilka znanych nazwiska. Akces zgłosił m.in. Andrea Anastasi, który zadomowił się w Polsce i jest ponoć zdecydowany zgłosić się do konkursu. Jeszcze kilka miesięcy temu, gdy Heynen zapowiadał, że po wygaśnięciu kontraktu z PZPS zamierza odpocząć przez rok od siatkówki, na jego następcę kreowano Nikolę Grbicia, autora tegorocznych sukcesów Grupy Azoty ZAKSY Kędzierzyn-Koźle. I choć serbski trener przeniósł się latem do Perugii, to w niedawnej rozmowie ze sport.pl przyznał, że jeśli otrzyma propozycję poprowadzenia polskiej reprezentacji, z pewnością jej nie odrzuci. O posadę w Polsce przed laty ubiegał się też Argentyńczyk Marcelo Mendez, który w Tokio doprowadził rodzimą reprezentację do olimpijskiego brązu.
Wyboru nowego trenera dokona nowy zarząd PZPS. Na razie nie wiadomo, kto będzie w nim zasiadać. Kandydatów ubiegających sie o stanowisko prezesa związku jest aż siedmiu: obecny prezes Jacek Kasprzyk, Witold Roman, Sebastian Świderski, Andrzej Lemek, Tomasz Paluch, Konrad Piechocki i mający najmniejsze szanse europoseł PiS Ryszard Czarnecki.
Obojętnie jednak która z opcji zwycięży i przejmie władzę w związku, raczej nie będzie pobłażliwa dla Heynena i nie zostawi go na posadzie selekcjonera kadry. Wątpliwe też by przystano na ofertę Belga przejęcia żeńskiej kadry Polski, po Jacku Nawrockim.
Już w 2018 roku roku działacze PZPS dawali do zrozumienia, że w karze nadchodzi czas na polskiego szkoleniowca. Wtedy na ostatniej prostej z Heynenem przegrali Andrzej Kowal i Piotr Gruszka. Kowal, obecnie opiekun Ślepska Malow Suwałki, dziś znów jest wymieniany wśród kandydatów do tej posady. Dwaj kolejni to Mariusz Sordyl, który odnosi sukcesy za granica oraz Michał Winiarski, robiący dobrą trenerską robotę w Treflu Gdańsk. „Czarnym koniem” w tej rywalizacji może okazać się jednak Michał Bąkiewicz, trener reprezentacji do lat 19, która w tym roku zdobyła w cuglach mistrzostwo świata. A przecież są jeszcze dwaj asystenci Heynena – Sebastian Pawlik i Michał Mieszko Gogol. Personalnych opcji jak widać jest mnóstwo. Wybory do władz PZPS odbędą się 27 i 28 września, więc praktyka podpowiada, że nazwiska nowych trenerów reprezentacji siatkarskich, żeńskiej i męskiej, poznamy dopiero pod koniec tego roku.
Bez względu na to, kto zostanie trenerem, zmiany czekają też samą drużynę. Heynen mocno postawił na doświadczonych graczy, z którymi osiągał sukcesy, ale na igrzyskach nie miał przez to żadnych asów w rękawie. Jego następca będzie miał do dyspozycji wszystkich członków obecnej drużyny, nawet 33-letniego Piotra Nowakowskiego, który zapowiedział już jakiś czas temu, że ten rok będzie jego ostatnim w reprezentacji Polski. Ale nawet on jeszcze niczego nie przesądził. Inni doświadczeni zawodnicy, z Bartoszem Kurkiem i Michałem Kubiakiem na czele, deklarują chęć gry w kadrze. Mimo wszystko drużyna w obecnym kształcie przestała istnieć w niedzielę po zwycięskim meczu o trzecie miejsce z obrońcami tytułu Serbami (3:0).
Nowych talentów zabraknąć nie powinno, bo w ekipie Heynena nie zmieściło się kilka głośnych nazwisk, a w odwodzie czeka kolejne pokolenie zdolnych nastolatków. Ci ostatni to dopiero melodia przyszłości, ale i gwarancja, że świetnych graczy w naszej reprezentacji w najbliższych latach nie zabraknie.

Finlandia pokonana, teraz czas na Rosjan

Reprezentacja Polski siatkarzy bez żadnych problemów pokonała w 1/8 finału mistrzostw Europy drużynę Finlandii 3:0 i w ćwierćfinale zagra z Rosjanami, wicemistrzami olimpijskimi z Tokio, którzy z kolei zwyciężyli zespół Ukrainy 3:1.

Nasi siatkarze fazę grupową europejskiego czempionatu zakończyli bez porażki, pokonując po kolei zespoły Portugalii (3:1), Serbii (3:2), Grecji (3:1), Belgii (3:0) i Ukrainy (3:0). Bez porażki do następnej rundy awansowały jeszcze tylko zespoły Francji i Włoch. Biało-czerwoni zajęli pierwsze miejsce w rozgrywającej wszystkie mecze w Krakowie grupie A i zgodnie z turniejową drabinką w 1/8 finału trafili na czwarty zespół grupy C – Finlandię. W pozostałych parach stworzonych z tych dwóch grup Rosja trafiła na Ukrainę, Holandia na Portugalię, a Serbia na Turcję. Cztery pozostałe pary 1/8 finału utworzyły drużyny z grup B i D – Włochy z Łotwą, Niemcy z Bułgarią, Słowenia z Chorwacją i Francja z Czechami. Te cztery spotkania odbędą się w Ostrawie, a ich zwycięzcy także w tym czeskim mieście powalczą w ćwierćfinale. Nasi siatkarze nie będą musieli się ruszać z Gdańska, bo w Ergo Arenie zaplanowano też spotkania ćwierćfinałowe zespołów z grup A i C. Jeśli polski zespół pokona we wtorek Rosjan, na półfinałowy mecz przeniesie się do Katowic. W „Spodku” w sobotę 18 września zostaną rozegrane oba spotkania 1/2 finału, a w niedzielę oba mecze o medale.
Wybrańcy trenera Vitala Heynena w fazie grupowej musieli wytężyć siły jedynie w spotkaniu z broniącymi tytułu mistrzów Europy Serbami. Był to jak do tej pory ich jedyny występ zakończony tie-breakiem. W starciu z zespołem Finlandii biało-czerwoni byli murowanymi faworytami. Ekipa „Suomi” w fazie grupowej wygrała trzy spotkania – z Macedonią Północną (3:1), Hiszpanią (3:0) i Turcją (3:2), przegrała natomiast z Holandią (1:3) i Rosją (1:3).
Belgijski selekcjoner biało-czerwonych w pięciu meczach w krakowskiej Tauron Arenie dał pograć wszystkim 14 zawodnikom powołanym na mistrzostwa Europy i żaden z graczy nie zawiódł jego zaufania. Dzięki temu liderzy kadry, Wilfredo Leon i Bartosz Kurek, nie byli nadmiernie eksploatowani, bo Łukasz Kaczmarek, Kamil Semeniuk, Grzegorz Łomacz, Meteusz Bieniek, Damian Wojtaszek (libero) i Aleksander Śliwka wielokrotnie udowodnili Heynenowi, że nie ustępują graczom z wyjściowego składu, który także w spotkaniu z Finami tworzyli: Fabian Drzyzga, Bartosz Kurek, Michał Kubiak, Wilfredo Leon, Jakub Kochanowski, Piotr Nowakowski i Paweł Zatorski (libero).
Zespół Finlandii przegrał starcie z aktualnymi mistrzami świata po 83 minutach nierównej walki. „To była czysta przyjemność być dzisiaj w Ergo Arenie i oglądać grę polskiego zespołu. Aż sam miałem wielką ochotę wejść na boisko i żałowałem, że nie jestem już czynnym zawodnikiem oraz że nie jestem Polakiem. Między publicznością i polskimi siatkarzami była niezwykła więź, która dodatkowo napędzała graczy do jeszcze lepszej gry. Finlandia rozegrała dobry turniej, ale dzisiaj została przez mój zespół zmieciona” – stwierdził po meczu wyraźnie rozpromieniony Vital Heynen. I nawet pozwolił sobie na żart: „Przed meczem z Finlandią prosiłem tylko zawodników o jedno, żeby byli skoncentrowani od początku każdego seta. I proszę, podziałało. Czasem praca trenera jest bardzo prosta i przyjemna.
Ale w ćwierćfinale już tak łatwo z pewnością nie będzie. „Rosja to srebrni medaliści igrzysk olimpijskich w Tokio. To mówi samo za siebie. Czeka nas we wtorek bardzo trudny mecz” – przyznał belgijski trener reprezentacji Polski.
W innych dyscyplinach sportu Ukraińcy i Rosjanie unikają bezpośredniej rywalizacji, ale w trakcie dużych turniejów uniknąć konfrontacji czasem się nie da. Do takiej właśnie sytuacji doszło w mistrzostwach Europy siatkarzy, gdy zespół Rosji zajął drugą lokatę w swojej grupie, a Ukraina trzecią w swojej i zgodnie z drabinką turniejową oba zespoły trafiły na siebie w 1/8 finału. Była to pierwsza potyczka siatkarzy tych dwóch zwaśnionych krajów od 15 lat. Podczas przywitaniu obu zespołów na boisku nie doszło do żadnych zgrzytów, lecz na trybunach Ergo Areny ukraińscy kibice protestowali podczas odgrywania rosyjskiego hymnu. W trakcie spotkania do żadnych innych incydentów nie doszło. Zespół Ukrainy tylko w pierwszym secie stawił opór faworyzowanej drużynie Rosji, lecz w trzech kolejnych partiach nie był już w stanie nawiązać walki. „Sborna” wygrała 3:1 (22:25, 25:16, 25:22, 25:22) i w ćwierćfinale zmierzy się z reprezentacją Polski.

Koszykówka: Mike Taylor idzie na Kowno

Od 4 czerwca w Gliwicach reprezentacja Polski koszykarzy przygotowuje się do udziału w kwalifikacyjnym turnieju do igrzysk w Tokio, który w dniach 29 czerwca – 4 lipca odbędzie się w Kownie.

Na zgrupowaniu nie zjawili się wszyscy gracze powołani przez trenera biało-czerwonych Mike’a Taylora. Przyczyny absencji były różne. Mateusz Ponitka i Tomasz Gielo dopiero wracają do zdrowia po kontuzjach, Michał Sokołowski walczy jeszcze w Izraelu w play off, a Aleksander Balcerowski i A.J. Slaughter dopiero zakończyli rozgrywki w hiszpańskiej ACB i wybrali się na krótki wypoczynek. A Slaughter ma jeszcze zobowiązanie do wypełnienia – kontrakt z drużyną Al Kuwait SC, którą ma wesprzeć w mistrzostwach Zatoki Perskiej, które potrwają od 18 do 26 czerwca. Lider naszej koszykarskiej reprezentacji dołączy zatem do kolegów dopiero tuż przed rozpoczęciem turnieju w Kownie. Z opóźnieniem ma też dotrzeć Aaron Cel.
Wedle pierwotnych planów biało-czerwoni mieli rozegrać w Arenie Gliwice pięć meczów kontrolnych, ale do grona sparingowych rywali naszej reprezentacji dopisano ekipę Łotwy, z którą nasi koszykarze zagrają 18 czerwca. Turniej kwalifikacyjny do igrzysk olimpijskich w Tokio zostanie rozegrany w dniach 29 czerwca – 4 lipca w Kownie. Polska zagra w jednej grupie z Angolą i Słowenią, a w drugiej grupie zmierzą się ekipy Litwy, Wenezueli i Korei Południowej). Awans do olimpijskiego turnieju wywalczy tylko zwycięzca turnieju.
Kadra Polski:
A.J. Slaughter, Łukasz Koszarek, Andrzej Mazurczak, Łukasz Kolenda, Jakub Garbacz, Michał Michalak, Adam Waczyński, Mateusz Ponitka, Michał Sokołowski, Jarosław Zyskowski, Tomasz Gielo, Aaron Cel, Aleksander Dziewa, Adam Hrycaniuk, Damian Kulig, Dominik Olejniczak, Aleksander Balcerowski.
Terminarz meczów w Arenie Gliwice:
Energa Cup 2021: Polska – Meksyk (12 czerwca, godz. 18:00); Rosja – Tunezja (12 czerwca, godz. 20:30); Mecz o 3. miejsce (13 czerwca, godz. 18:00); finał (13 czerwca, godz. 20:30).
Mecze kontrolne:
Polska – Tunezja (16 czerwca), Polska – Łotwa (18 czerwca), Polska – Brazylia (22 czerwca), Polska – Brazylia (23 czerwca).

Euro 2020/2021: Kadrę Polski wciąż trapią kontuzje

Piłkarska kadra Polski na zgrupowaniu w Opalenicy jeszcze nie miała okazji trenować w pełnym składzie. Niektórzy z zawodników przyjechali z delikatnymi urazami, jak chociażby Arkadiusz Milik, niektórzy się spóźnili (najbardziej Grzegorz Krychowiak), a niektórzy mieli do załatwienia pilne prywatne sprawy. Piotr Zieliński na przykład wyjechał na dwa dni do rodzącej żony.

Trener Paulo Sousa w sobotę nie miał nawet 22 graczy do rozegrania wewnętrznego sparingu i z konieczności podzielił zdolnych do gry zawodników na dwie dziesięcioosobowe drużyny. W pierwszej znaleźli się: Szczęsny – Kędziora, Piątkowski, Glik, Puchacz – Frankowski, Klich, Moder – Świerczok, Świderski, a w drugiej: Fabiański – Bereszyński, Bednarek, Helik – Jóźwiak, Krychowiak, Linetty, Płacheta – Kownacki, Lewandowski. Trener Paulo Sousa nie mógł skorzystać z Piotra Zielińskiego, który dostał wolne, by uczestniczyć w narodzinach dziecka.
Ponadto indywidualnie trenowali Arkadiusz Milik, Maciej Rybus oraz Paweł Dawidowicz. Na domiar złego sparingu nie dokończył Kacper Kozłowski, 17-letni pomocnik Pogoni Szczecin zszedł z boiska z powodu lekkiego urazu, który na szczęście nie okazał się groźny. Dla przypomnienia – we wtorek 1 czerwca biało-czerwoni rozegrają we Wrocławiu mecz towarzyski z Rosją. Ma on w założeniu dać odpowiedź w jakim miejscu budowania formy na turniej Euro 2021 są nasi reprezentanci. Trener Sousa mimo problemów zdrowotnych wymienionych wyżej piłkarzy nie powinien mieć większych problemów z wyborem jedenastki meczowej i rezerwowych.
Obecna w Opalenicy kadra Polski to mieszanka rutyny z młodością – ośmiu zawodników ma doświadczenia z Euro 2016, a dwunastu z MŚ 2018. Połowa z 26-osobowej kadry ma przynajmniej dwadzieścia rozegranych meczów w reprezentacji, co jest odpowiednikiem dwóch, trzech lat gry, a na pewno obecności na zgrupowaniach.
Z pozostałej trzynastki aż dziesięciu ma mniej niż dziesięć występów, z czego siedmiu zadebiutowało w ostatnich dwóch latach, a Puchacz wciąż na to wyróżnienie czeka. Teraz Paulo Sousa ma ponad dwa tygodnie czasu na stworzenie z tego grona nie tylko zgranego kolektywu, ale po prostu mocnej drużyny. Mecz z Rosją powinien dać nam odpowiedź, na jakim etapie jego praca się znajduje.

Opalenica już czeka na kadrę Polski

Trener naszej piłkarskiej reprezentacji Paulo Sousa ma w poniedziałek 17 maja ogłosić szeroką kadrę na mistrzostwa Europy, a już tydzień później powołani przez niego piłkarze zbiorą się w Opalenicy na zgrupowaniu, na którym do 8 czerwca będą szlifować formę przez Euro 2021.

Ostateczny skład biało-czerwonych na Euro 2021 portugalski szkoleniowiec musi podać do 1 czerwca. UEFA z powodu pandemii koronawirusa rozluźniła surowe zwykle rygory przy ustalaniu składów. W tegorocznych mistrzostwach naszego kontynentu kadry zespołów mają liczyć nie 23, lecz 26 zawodników, a na dodatek do pierwszego spotkania w turnieju trenerzy będą mogli w przypadku zakażeń koronawirusem lub kontuzji wymieniać graczy. Turniej oficjalnie rozpocznie się 11 czerwca, a Polacy swoje spotkania fazy grupowej rozegrają 14 czerwca ze Słowacją (w Petersburgu), 19 czerwca z Hiszpanią (w Sewilli) oraz 23 czerwca ze Szwecją (ponownie w Petersburgu). Wykreślenie przez UEFA Dublina i Bilbao z grona miast-gospodarzy Euro 2021 zmusiło PZPN do zmiany planów. Władze naszej piłkarskiej federacji związku postanowiły zrezygnować z wcześniej zarezerwowanego centrum pobytowego w Portmarnock pod Dublinem i na nową bazę dla reprezentacji na czas turnieju Euro 2021 wybrały hotel Marriott Resort&Spa w Sopocie.
Zanim jednak kadra Paulo Sousy przeniesie się do Trójmiasta (trenować będzie na stadionie w Gdańsku), do startu w mistrzostwach Europy szykować formę będzie w Opalenicy. Przez moment rozważano wariant wykorzystania ośrodka Remes także jako bazy pobytowej, lecz dla urozmaicenia zdecydowano się jednak na oddzielenie zgrupowania przygotowawczego. Dla piłkarzy kilka tygodni w jednym miejscu mogłoby być nużące.
Ale na szlifowanie formy ośrodek piłkarki w Opalenicy jest idealnym miejscem. Kadrowicze zjawią się w hotelu Remes 24 maja. Ośrodek, który podczas Euro 2012 służył jako baza pobytowa reprezentacji Portugalii, jest już gotowy na przyjęcie reprezentacji Polski. Trener Paulo Sousa obejrzał już hotel i jego sportową infrastrukturę. Zrobił to podczas pierwszego pobytu w Polsce i widać uznał, że opinia jaką wydali mu jego rodacy, którzy dziewięć lat temu dotarli do półfinału rozgrywanych na Ukrainie i w Polsce mistrzostw Starego Kontynentu, nie była przesadzona. Nawiasem mówiąc ośrodek w Opalenicy wybrał poprzednik Sousy Jerzy Brzęczek, co jak widać nie miało żadnego znaczenia.
Dyrektor hotelu Remes Jakub Wrobiński w wypowiedziach dla mediów podkreślał, że dla reprezentantów Polski zaskoczeniem mogą być wprowadzone przez portugalskiego szkoleniowca zmiany w menu. „Trener Sousa chce trochę zmienić nawyki żywieniowe. W sztabie szkoleniowym reprezentacji jest spora grupa wegan i to pewnie pod ich wpływem w jadłospisie pojawi się więcej potraw wegańskich. Sam jestem bardzo ciekawy, co dołożą, a z czego zrezygnują, bo gościmy wiele zespołów piłkarskich i sporo wiemy o kuchni sportowej. Polska kadra ma swojego kucharza, który tu na miejscu będzie współpracował z naszym szefem kuchni. Nie jest to dla nas jakieś wielkie wyzwanie. W ubiegłym roku gościliśmy drużynę AS Monaco, dla któej szykowaliśmy zróżnicowany bufet i na stołach stało czasem nawet 20 podgrzewaczy do portaw” – zapewniał Wrobiński.
Dla Opalenicy możliwość goszczenia reprezentacji Polski będzie największym wydarzeniem od Euro 2012, gdy gościła tu reprezentacja Portugalii. Cały hotel i kompleks treningowy biało-czerwoni będą mieli tylko dla siebie, a na teren ośrodka będzie można wejść tylko po uprzednim uzyskaniu akredytacji. Nikt postronny się tu nie dostanie, o co ma zadbać wzmocniona na czas pobytu polskiej kadry ochrona. W hotelu Remes znajdzie się miejsce na centrum prasowe, ale na razie nie wiadomo czy jakieś treningi biało-czerwonych zostaną otwarte dla kibiców. Portugalczycy podczas Euro 2012 zorganizowali kilka takich ogólnie dostępnych sesji treningowych, głównie dla lokalnej społeczności. Cieszyły się one ogromnym zainteresowaniem, na stadion za darmo na podstawie zaproszeń mogło wejść około tysiąca osób. W czasach pandemii koronawirusa takie sytuacje mogą być kłopotliwe do zorganizowania. Decyzja w tej kwestii nie leży do końca w gestii PZPN, bo regulacje także w takich sprawach UEFA może wprowadzić obligatoryjnie dla wszystkich uczestników mistrzostw Europy.
W trakcie zgrupowania nasza reprezentacja rozegra dwa spotkania towarzyskie – 1 czerwca we Wrocławiu zagra z Rosją, a tydzień później w Poznaniu zmierzy się z Islandią. Tuż po tym meczu kadra pożegna się z hotelem Remes oraz Opalenicą i przeniesie się do bazy pobytowej w Sopocie.
Na razie wielką niewiadoma jest liczba zawodników powołanych do kadry. Z różnych nieformalnych przecieków docierają dwie sprzeczne koncepcje – jedna zakłada, że Paulo Sousa zaprosi na zgrupowanie grupę 35-36 zawodników, z których wybierze 26. Taki pomysł ujawnił w jednej z medialnych wypowiedzi sekretarz generalny PZPN Maciej Sawicki. Ostatnio jednak w przestrzeni medialnej pojawiły się pogłoski, że portugalski szkoleniowiec zamierza powołać na zgrupowanie w Opalenicy od razu 26 piłkarzy, żeby uniknąć niepotrzebnych „kwasów” w ekipie. Na jaki wariant ostatecznie się zdecyduje, przekonamy się 17 maja, gdy ogłosi powołania do kadry.
Sousa już w marcowych meczach eliminacji mistrzostw świata 2022 z Węgrami, Andorą i Anglią pokazał, że nie boi się odważnych decyzji personalnych. Dowodziły tego choćby powołania dla 20-letniego obrońcy Rakowa Częstochowa Kamila Piątkowskiego czy 17-letniego pomocnika Pogoni Szczecin Kacpra Kozłowskiego, a także zaproszenie na kadrę Kamila Grosickiego, który od miesięcy nie gra w zespole West Bromwich Albion. Trzon kadry pozostanie zapewne bez zmian – tworzą go Robert Lewandowski, Wojciech Szczęsny, Grzegorz Krychowiak, Piotr Zieliński, Kamil Glik i Jan Bednarek. Większym problemem dla selekcjonera będzie dobranie zawodników drugiego planu, a na wielkich turniejach to właśnie jakość zmienników często decyduje o wyniku.

Grosicki wyleci z kadry

Kamil Grosicki na razie wciąż jest zawodnikiem West Bromwich Albion, ale nie gra i nie ma już na to szans do końca wygasającego 30 czerwca kontraktu. Jeśli nie zmieni klubu, straci też miejsce w kadrze na Euro 2021.

Tak przynajmniej można wnosić z ostatnich publicznych wypowiedzi prezesa PZPN Zbigniewa Bońka. Sternik polskiego futbolu w wywiadzie dla „PS” stwierdził bez ogródek: „Kamil nie gra i to mnie smuci, bo w ten sposób oddala się od projektu kadra 2020/21. To jeden z symboli kadry w ostatnich sześciu-ośmiu latach. Zawsze można było na niego liczyć, zawsze był przydatny. Mam do niego słabość, czasem piszemy w mediach społecznościowych. Ale w reprezentacji muszą występować zawodnicy będący w formie i grający na co dzień” – przekonuje Boniek.
Grosicki w styczniu dwukrotnie zagrał od pierwszej minuty w Premier League, ale potem trener West Bromwich Sam Allardyce ponownie odesłał go na trybuny i w ostatnich pięciu meczach nie widział nawet w szerokiej kadrze meczowej. To zrodziło natychmiast falę spekulacji o rzekomo rychłym transferze „Grosika” do Legii lub Pogoni, ale oba kluby te rewelacje zdementowały.

El. MŚ 2022: Trzeba grać o pierwsze miejsce

Nasza piłkarska reprezentacja swój udział w eliminacjach mistrzostw świata 2022 rozpocznie 25 marca przyszłego roku od wyjazdowego meczu z Węgrami. Trzy dni później biało-czerwoni zagrają u siebie z Andorą, a 31 marca ponownie na wyjeździe zmierzą się z faworytem grupy, zespołem Anglii. Cel postawiony przez władze PZPN trenerowi Jerzemu Brzęczkowi zakłada zdobycie minimum sześciu punktów.

Po losowaniu grup eliminacyjnej MŚ 2022 ustalony został też szczegółowy terminarz gier. W grupie I biało-czerwoni o awans walczyć będą z Anglią, Węgrami, Albanią, Andorą i San Marino. W zaplanowanej na koniec marca pierwszej serii gier zmierzą się z Węgrami, Andorą i Anglią. Nie jest to specjalnie korzystny zestaw przeciwników, zwłaszcza trzecie w kolejności starcie z Anglią będzie zapewne trudnym wyzwaniem. Ale pierwszy w tej serii mecz z Węgrami wcale nie zapowiada się na łatwiejszy. Reprezentacja tego kraju, od 19 czerwca 2018 roku prowadzona przez Włocha Marco Rossiego, w tegorocznej edycji Ligi Narodów wygrali rywalizację w grupie 3 Dywizji B z zespołami Rosji, Turcji i Serbii. Madziarzy przegrali tylko jedno spotkanie, u siebie z Rosją 2:3, ale pokonali dwukrotnie Turków i na wyjeździe Serbię. W następnej edycji będą grać w tych rozgrywkach tam, gdzie teraz grała Polska, czyli w Dywizji A. Mimo to w naszym kraju panuje opinia, że są zespołem dużo słabszym od ekipy Jerzego Brzęczka. 25 marca możemy się boleśnie przekonać, że wcale tak nie jest.
W walce o awans szyki Anglikom, Polakom i Węgrom mogą solidnie pomieszać niedoceniani u nas Albańczycy, którzy w ostatniej edycji Ligi Narodów wygrała swoją grupę w Dywizji C, wyprzedzając Białoruś, Litwę i Kazachstan, dzięki czemu awansowała poziom wyżej. Reprezentacja tego bałkańskiego kraju postęp zawdzięcza w dużym stopniu piłkarzom wychowanych za granicą, głównie w Szwajcarii, gdzie urodzili się podstawowi zawodnicy – Berat Djimsiti, Amir Abrashi i Freddie Veseli, a dorastał Ermir Lenjani. Bramkarz Lazio Thomas Strakosha przyszedł natomiast na świat w Grecji, Klaus Gjasula wychowywał się w Niemczech, a Rey Manaj we Włoszech. Kadrę Albanii od ponad ośmiu lat prowadzą włoscy szkoleniowcy, obecnie robi to 75-letni Edoardo Reja. Nic dziwnego, że na Półwyspie Apenińskim grają dzisiaj najlepsi albańscy piłkarze.
Tak więc nie ma co z góry ustalać kolejności w grupie I zanim zacznie się walka o awans. Celem naszej drużyny powinno być zajęcie pierwszej lokaty, bo drugie miejsce oznacza tylko iluzoryczną szansę w barażach z udziałem 12 zespołów wcale nie gorszych od naszego.
Terminarz grupy I

  1. kolejka (25 marca 2021): Węgry – Polska, Andora – Albania, Anglia – San Marino;
  2. kolejka (28 marca): Albania – Anglia, Polska – Andora, San Marino – Węgry;
  3. kolejka (31 marca): Anglia – Polska, Andora – Węgry, San Marino – Albania;
  4. kolejka (2 września): Polska – Albania,
    Andora – San Marino, Węgry – Anglia;
  5. kolejka (5 września): Albania – Węgry, Anglia – Andora, San Marino – Polska;
  6. kolejka (8 września): Polska – Anglia,
    Albania – San Marino, Węgry – Andora;
  7. kolejka (9 października): Polska – San Marino, Andora – Anglia, Węgry – Albania;
  8. kolejka (12 października): Albania – Polska, Anglia – Węgry, San Marino – Andora;
  9. kolejka (12 listopada): Andora – Polska,
    Anglia – Albania, Węgry – San Marino;
  10. kolejka (15 listopada): Polska – Węgry,
    Albania – Andora, San Marino – Anglia.

Liga Narodów: Zainteresowanie kibiców słabnie

Za nami dwie pierwsze kolejki drugiej edycji Ligi Narodów UEFA. W przyszłorocznym finale imprezy zagrają cztery najlepsze z 16 zespołów rywalizujących w czterech grupach Dywizji 1. Szanse na to ma także polska drużyna, która w grupie 1 zajmuje co prawda trzecią lokatę, ale ma tyle samo punktów co druga Holandia i tylko jeden mniej od prowadzącego zespołu Włoch. Druga seria gier odbędzie się w październiku, a trzecia w listopadzie.

Dla przypomnienia – reprezentacja Polski w pierwszej edycji Ligi Narodów trafiła do 12-zespołowej Dywizji 1 i w grupie rywalizowała z drużynami Holandii i Włoch. Biało-czerwoni nie wygrali żadnego spotkani i zajęli ostatnie miejsce, ale utrzymali się w europejskiej elicie dzięki podjętej przez UEFA decyzji o powiększeniu Dywizji 1 z 12 do 16 zespołów. Skorzystały na tym także ekipy Niemiec, Islandii oraz Chorwacji, które również w swoich grupach zajęły ostatnie lokaty. W rozegranym w czerwcu 2019 roku w Portugalii turnieju finałowym wystąpiły reprezentacje gospodarzy, Anglii, Szwajcarii i Holandii. Trofeum zdobyli Portugalczycy wygrywając w decydującym spotkaniu z Holendrami 1:0.
Druga edycja w pierwotnym założeniu miała się odbyć po mistrzostwach Europy i posłużyć selekcjonerom drużyn narodowych jako poligon doświadczalny dla zespołów przed czekającymi ich w 2021 rok eliminacji do mistrzostw świata w Katarze. Pandemia koronawirusa pokrzyżowała te plany, bo Euro 2020 zostało przeniesione na czerwiec 2021 roku, ale paradoksalnie przez to, że w tym roku Liga Narodów to jedyne rozgrywki na szczeblu reprezentacyjnym, zainteresowanie nimi znacznie wzrosło.
UEFA podzieliła 55 zespołów na cztery tzw. dywizji (A, B i C składające się z 16 zespołów oraz D złożoną tylko z siedmiu najsłabszych europejskich drużyn narodowych). O trofeum rywalizują jednak tylko ekipy z Dywizji 1 (w tym Polska), reszta musi zadowolić się walką o awans do wyższej dywizji. Najsłabsze zespoły w Dywizjach A i B zostaną zdegradowane stopień niżej Zwycięzcy grup niższych dywizji w drugiej edycji Ligi Narodów UEFA wywalczą awans. Z kolei zespoły z ostatnich miejsc spadną odpowiednio do dywizji B i C. W grupie C cztery najsłabsze drużyny rozegrają w marcu przyszłego roku baraż o pozostanie na tym poziomie rozgrywek.
Najlepsze zespoły z grup rywalizujących w dywizji A zmierzą się w turnieju finałowym. Miał on zostać rozegrany w czerwcu 2021 roku, ale ponieważ w tym terminie odbędzie się przeniesione Euro 2020, zwycięzcę drugiej edycji Ligi Narodów poznamy we wrześniu lub październiku przyszłego roku. Gospodarza turnieju wybierze Komitet Wykonawczy UEFA.
O zwycięstwo w grupie i prawo gry w finale Ligi Narodów warto powalczyć nie tylko dla splendoru i finansowych premii (za sam udział w rozgrywkach każda federacja otrzymuje 2,25 mln euro, ale triumfator rozgrywek otrzyma dodatkowo sześć milionów euro, drugi zespół 4,5 mln, trzeci 3,5 mln, a czwarta drużyna turnieju finałowego 2,5 mln euro. Dodatkowym bonusem jest dołączenie dwóch reprezentacji do baraży o awans do mundialu w Katarze, w których zagrają zespoły z drugich miejsc w grupach eliminacyjnych MŚ 2022. Warunkiem jest jednak wygranie grupy w Lidze Narodów i jak najwyższe miejsce w rankingach FIFA i UEFA, co czyni sprawę już mocno skomplikowaną. Lepiej nie zdawać się na takie rozwiązania.
W październiku nasza reprezentacja rozegra dwa kolejne mecze z Lidze Narodów – na stadionie Lechii Gdańsk podejmie najpierw zespół Włoch (11 października), a następnie trzy dni później we Wrocławiu zagra ekipą Bośni i Hercegowiny. W listopadzie natomiast biało-czerwonych czeka najpierw starcie z Włochami na Stadio Olimpico w Rzymie (15 listopada), a na zakończenie zmagań w fazie grupowej potyczka na Stadionie Śląskim w Chorzowie z Holandią (18 listopada).
Te zmagania nie cieszą się jednak wielkim zainteresowaniem kibiców. W dobie pandemii koronawirusa fani nie mogą jednak wyrazić niezadowolenia słabszą frekwencją na trybunach, ale o tym, że zmieniło się ich nastawienie do biało-czerwonych świadczą wyniki oglądalności. W dwóch pierwszych występach w Lidze Narodów reprezentacja Polski Słaba dyspozycja reprezentacji przełożyła się również na spadek wskaźników oglądalność jej meczów. Spotkanie z Holandią obejrzały zaledwie cztery miliony widzów, co już było bardzo słabym wynikiem w porównaniu do innych meczów kadry w ostatnich pięciu latach. Żenujący występ biało-czerwonych w Amsterdamie zniechęcił ponad milion widzów, bo o tyle mniej obejrzało poniedziałkową potyczkę ekipy Jerzego Brzęczka z Bośnią i Hercegowiną (3,1 miliona na wszystkich antenach). Te dane dają do myślenia, bo warto pamiętać, że gdy obecny selekcjoner debiutował dwa lata temu jako sternik reprezentacji w meczu z Włochami, przed telewizorami zasiadło prawie pięć miliona widzów. To jednak i tak znacznie odbiegało od widowni jaka oglądała mecze biało-czerwonych w erze Adama Nawałki (średnia oglądalność wynosiła 7,6 miliona widzów).

Wyniki Ligi Narodów UEFA

DYWIZJA A

Grupa 1

  1. kolejka
    Holandia – Polska 1:0
    Włochy – Bośnia i Hercegowina 1:1
  2. kolejka
    Włochy – Holandia 1:0
    BiH – Polska 1:2

Tabela grupy 1

  1. Włochy 2 4 2:1
  2. Holandia 2 2 1:1
  3. Polska 2 2 2:2
  4. BiH 2 0 2:3

Grupa 2

  1. kolejka
    Islandia – Anglia 0:1
    Dania – Belgia 0:2
  2. kolejka
    Belgia – Islandia 5:1
    Dania – Anglia 0:0

Tabela grupy 2

  1. Belgia 2 6 7:1
  2. Anglia 2 4 1:0
  3. Dania 2 1 0:2
  4. Islandia 2 0 1:6

Grupa 3

  1. kolejka
    Portugalia – Chorwacja 4:1
    Szwecja – Francja 0:1
  2. kolejka
    Francja – Chorwacja 4:2
    Szwecja – Portugalia 0:2

Tabela grupy 3

  1. Portugalia 2 6 6:1
  2. Francja 2 6 5:2
  3. Szwecja 2 0 0:3
  4. Chorwacja 2 0 3:8

Grupa 4

  1. kolejka
    Niemcy – Hiszpania 1:1
    Ukraina – Szwajcaria 2:1
  2. kolejka
    Hiszpania – Ukraina 4:0
    Szwajcaria – Niemcy 1:1

Tabela grupy 4

  1. Hiszpania 2 6 5:1
  2. Ukraina 2 3 2:5
  3. Niemcy 2 2 2:2
  4. Szwajcaria 2 1 2:3

DYWIZJA B

  1. kolejka
    Norwegia – Austria 1:2
    Rumunia – Irlandia Północna 1:1
  2. kolejka
    Austria – Rumunia 2:3
    Irlandia Północna – Norwegia 1:5
  1. Rumunia 2 4 4:3
  2. Austria 2 3 4:4
  3. Norwegia 2 3 6:3
  4. Irlandia Płn 2 1 2:6

Grupa 2

  1. kolejka
    Szkocja – Izrael 1:1
    Słowacja – Czechy 1:3
  2. kolejka
    Czechy – Szkocja 1:2
    Izrael – Słowacja 1:1
  1. Szkocja 2 4 3:2
  2. Czechy 2 3 4:3
  3. Izrael 2 2 2:2
  4. Słowacja 2 1 2:4

Grupa 3

  1. kolejka
    Rosja – Serbia 3:1
    Turcja – Węgry 0:1
  2. kolejka
    Węgry – Rosja 2:3
    Serbia – Turcja 0:0
  1. Rosja 2 6 6:3
  2. Węgry 2 3 3:3
  3. Turcja 2 1 0:1
  4. Serbia 2 1 1:3

Grupa 4

  1. kolejka
    Bułgaria – Irlandia 1:1
    Finlandia – Walia 0:1
  2. kolejka
    Walia – Bułgaria 1:0
    Irlandia – Finlandia 0:1
  1. Walia 2 6 2:0
  2. Finlandia 2 3 1:1
  3. Bułgaria 2 1 1:2
  4. Irlandia 2 1 1:2

DYWIZJA C

Grupa 1

  1. kolejka
    Azerbejdżan – Luksemburg 1:2
    Cypr – Czarnogóra 0:2
  2. kolejka
    Cypr – Azerbejdżan 0:1
    Luksemburg – Czarnogóra 0:1
  1. Czarnogóra 2 6 3:0
  2. Luksemburg 2 3 2:2
  3. Azerbejdżan 2 3 2:2
  4. Cypr 2 0 0:3

Grupa 2

  1. kolejka
    Macedonia Północna – Armenia 2:1
    Estonia – Gruzja 0:1
  2. kolejka
    Gruzja – Macedonia Północna 1:1
    Armenia – Estonia 2:0
  1. Macedonia Płn 2 4 3:2
  2. Gruzja 2 4 2:1
  3. Armenia 2 3 3:2
  4. Estonia 2 0 0:3

Grupa 3

  1. kolejka
    Mołdawia – Kosowo 1:1
    Słowenia – Grecja 0:0
  2. kolejka
    Kosowo – Grecja 1:2
    Słowenia – Mołdawia 1:0
  1. Grecja 2 4 2:1
  2. Słowenia 2 4 1:0
  3. Kosowo 2 1 2:3
  4. Mołdawi 2 1 1:2

Grupa 4

  1. kolejka
    Litwa – Kazachstan 0:2
    Białoruś – Albania 0:2
  2. kolejka
    Kazachstan – Białoruś 1:2
    Albania – Litwa 0:1
  1. Kazachstan 2 3 3:2
  2. Albania 2 3 2:1
  3. Białoruś 2 3 2:3
  4. Litwa 2 3 1:2

DYWIZJA D
Grupa 1

  1. kolejka
    Łotwa – Andora 0:0
    Wyspy Owcze – Malta 3:2
  2. kolejka
    Andora – Wyspy Owcze 0:1
    Malta – Łotwa 1:1
  1. Wyspy Owcze 2 6 4:2
  2. Łotwa 2 2 1:1
  3. Malta 2 1 3:4
  4. Andora 2 1 0:1

Grupa 2

  1. kolejka
    Gibraltar – San Marino 1:0
  2. kolejka
    San Marino – Liechtenstein 0:2
  1. Liechtenstein 1 3 2:0
  2. Gibraltar 1 3 1:0
  3. San Marino 2 0 0:3

Biało-czerwoni na pomarańczowych

W czwartek rozpoczęły się rozgrywki drugiej edycji Ligi Narodów UEFA. W rywalizacji uczestniczy 55 reprezentacji podzielonych na cztery tzw. dywizje i 14 grup. Biało-czerwoni w piątek 4 września zainaugurują swój udział w tych rozgrywkach wyjazdowym meczem z Holandią. Dla obu zespołów będzie to pierwszy występ od listopada ubiegłego roku.

Dla przypomnienia – pierwsza edycja Ligi Narodów, która od 2018 roku zastępuje w kalendarzu UEFA mecze towarzyskie, wygrała reprezentacja Portugalii, która w rozegrany w czerwcu 2019 roku „Final Four” w finale pokonała Holandię 1:0. Oprócz tych dwóch ekip w najlepszej czwórce znalazły się jeszcze zespoły Anglii i Szwajcarii. Nasz zespół zajął w swojej grupie ostatnie miejsce i powinien zostać zdegradowanym, ale UEFA poszerzyła skład Dywizji A z 12 do 16 drużyn i dzięki temu ekipa Jerzego Brzęczka uniknęła degradacji, podobnie jak zespoły Chorwacji, Niemiec i Islandii. Skład powiększonej Dywizji A uzupełniły reprezentacje, które wywalczyły awans z Dywizji B – Ukraina, Szwecja, Dania oraz Bośnia i Hercegowina. W losowaniu biało-czerwoni trafili do grupy 1 wraz z zespołami Włoch, Bośni i Hercegowiny oraz finalisty poprzedniej edycji LN, czyli Holandii, z którą w piątek zagrają pierwszy mecz w nowej odsłonie tej europejskiej rywalizacji, która przez cała jesień toczyć się będzie w czterech dywizjach. Mecz Holandia – Polska w Amsterdamie rozpocznie się o 20:45. Będzie transmitowany przez TVP1.
W grupie 1 dywizji A każda drużyna rozegra tej jesieni sześć meczów. Najsłabsza w stawce tym razem nieodwołalnie zostanie zdegradowana do dywizji B, zaś najlepsza awansuje do turnieju finałowego, którego oficjalnego terminu wciąż nie wyznaczono, ale najpewniej zostanie rozegrany jesienią przyszłego roku po mistrzostwach Europy. PZPN stara się o organizację turnieju finałowego, bo UEFA postanowiła, że jego gospodarzem będzie zwycięzca grupy 1 dywizji A, o ile nie będzie to Bośnia i Hercegowina.
UEFA jako pierwsza z kontynentalnych federacji piłkarskich „odmroziła” futbol reprezentacyjny. Za Ligą Narodów, tak jak za europejskimi pucharami, stoją duże pieniądze wynikające z umów sponsorskich i telewizyjnych. Europejska centrala zamierza się nimi dzielić z federacjami krajowymi. Nagroda dla triumfatora Ligi Narodów wynosi sześć milionów euro, za drugie miejsce 4,5 mln, za trzecie 3,5 mln, a za czwarte 2,5 miliona euro. Za sam udział w rozgrywkach każda federacja otrzyma 2,25 mln euro.
W Lidze Narodów obowiązuje, podobnie jak w europejskich pucharach, surowy protokół epidemiczny, który UEFA opracowała w obliczu kryzysu spowodowanego pandemia koronawirusa. We wrześniu wszystkie mecze zostaną rozegrane bez udziału publiczności. Badania zawodników są robione przed każdym meczem, a reprezentacja musi przystąpić do niego jeżeli posiada 13 zdrowych zawodników, w tym jednego bramkarza. O ile oczywiście nie zostanie w całości poddana kwarantannie.

Ronald Koeman rzucił kadrę Holandii dla Barcelony

Krótko trwało bezkrólewie w ekipie „Dumy Katalonii” po dymisji trenera Quique Setiena. Już w poniedziałek pojawiły się pogłoski, że jego następcą zostanie były piłkarz Barcelony Ronald Koeman (był zawodnikiem tego klubu w latach 1989-1995), a w środę władze katalońskiego klubu oficjalnie podały, że zawarły z 57-letnim holenderskim szkoleniowcem kontrakt do 30 czerwca 2022 roku.

To z pewnością dobra wiadomość dla selekcjonera reprezentacji Polski Jerzego Brzęczka, bo Ronald Koeman dla pracy z zespołem FC Barcelona porzucił z dnia na dzień posadę trenera reprezentacji Holandii, z którą biało-czerwoni już 4 września zmierzą się w pierwszym meczu Ligi Narodów. Ponoć szefowie Barcelony tak bardzo chcieli powierzyć zespół Koemanowi, że zdecydowali się na wykupienie jego kontraktu z holenderską federacją, za co wedle niektórych hiszpański mediów zapłacili około pięciu milionów euro. Ale z kolei dziennik „Mundo Deportivo” podał, że kontrakt Koemana z federacją Holandii zawierał klauzulę wcześniejszego rozwiązania umowy, jeśli dostanie on ofertę… poprowadzenia zespołu Barcelony. Jak było naprawdę, pewnie nigdy się nie dowiemy.
Gwoli przypomnienia – Koeman przejął drużynę w stanie głębokiego kryzysu wywołanego przez klęskę 2:8 w ćwierćfinałowym meczu Ligi Mistrzów z Bayernem Monachium. Poza tym Barcelona w tym sezonie przegrała z Realem Madryt walkę o mistrzostwo Primera Division i odpadła też z Pucharu Króla. Za brak sukcesów utratą posady zapłacił nie tylko trener Setien, ale także dyrektor sportowy Eric Abidal, którego zastąpił Roman Planes. To wszystko zapowiada kadrową rewolucję w zespole Barcelony, ale jakie przyniesie ona skutki, na razie niesposób przewidzieć. W ostatniej dekadzie działacze katalońskiego klubu wydali na transfery nowych zawodników prawie miliard euro, ale siła Barcelony nadal zależy wyłącznie od aktualnej dyspozycji Leo Messiego. Nowy trener ma to zmienić, ale czy potrafi?
Koeman był piłkarzem Barcelony w latach 1989-1995. Zanim trafił do Barcelony, z powodzeniem występował w holenderskiej lidze w zespołach Groningen, Ajaksu Amsterdam, PSV Eindhoven i Feyenoordu Rotterdam. Z drużyną PSV triumfował w Pucharze Mistrzów (poprzednik Ligi Mistrzów). Z reprezentacją Holandii wywalczył w 1988 roku mistrzostwo Europy.
Jako trener także notował sukcesy. Z Alaksem i PSV zdobył mistrzostwo Holandii, prowadził też zespoły Benfiki Lizbona, Valencii, AZ Alkmaar, FC Southampton i Evertonu. Od ponad dwóch lat pracował jako selekcjoner holenderskiej reprezentacji, z którą wywalczył awans do turnieju Euro 2020, który ostatecznie z powodu pandemii odbędzie się w przyszłym roku. Drużyna pomarańczowych nie zagra jednak o europejski czempionat pod wodzą Koemana, a nawet nie powalczy z nim tej jesieni w meczach Ligi Narodów. Magia Camp Nou była silniejsza.