Liga Narodów: Zainteresowanie kibiców słabnie

Za nami dwie pierwsze kolejki drugiej edycji Ligi Narodów UEFA. W przyszłorocznym finale imprezy zagrają cztery najlepsze z 16 zespołów rywalizujących w czterech grupach Dywizji 1. Szanse na to ma także polska drużyna, która w grupie 1 zajmuje co prawda trzecią lokatę, ale ma tyle samo punktów co druga Holandia i tylko jeden mniej od prowadzącego zespołu Włoch. Druga seria gier odbędzie się w październiku, a trzecia w listopadzie.

Dla przypomnienia – reprezentacja Polski w pierwszej edycji Ligi Narodów trafiła do 12-zespołowej Dywizji 1 i w grupie rywalizowała z drużynami Holandii i Włoch. Biało-czerwoni nie wygrali żadnego spotkani i zajęli ostatnie miejsce, ale utrzymali się w europejskiej elicie dzięki podjętej przez UEFA decyzji o powiększeniu Dywizji 1 z 12 do 16 zespołów. Skorzystały na tym także ekipy Niemiec, Islandii oraz Chorwacji, które również w swoich grupach zajęły ostatnie lokaty. W rozegranym w czerwcu 2019 roku w Portugalii turnieju finałowym wystąpiły reprezentacje gospodarzy, Anglii, Szwajcarii i Holandii. Trofeum zdobyli Portugalczycy wygrywając w decydującym spotkaniu z Holendrami 1:0.
Druga edycja w pierwotnym założeniu miała się odbyć po mistrzostwach Europy i posłużyć selekcjonerom drużyn narodowych jako poligon doświadczalny dla zespołów przed czekającymi ich w 2021 rok eliminacji do mistrzostw świata w Katarze. Pandemia koronawirusa pokrzyżowała te plany, bo Euro 2020 zostało przeniesione na czerwiec 2021 roku, ale paradoksalnie przez to, że w tym roku Liga Narodów to jedyne rozgrywki na szczeblu reprezentacyjnym, zainteresowanie nimi znacznie wzrosło.
UEFA podzieliła 55 zespołów na cztery tzw. dywizji (A, B i C składające się z 16 zespołów oraz D złożoną tylko z siedmiu najsłabszych europejskich drużyn narodowych). O trofeum rywalizują jednak tylko ekipy z Dywizji 1 (w tym Polska), reszta musi zadowolić się walką o awans do wyższej dywizji. Najsłabsze zespoły w Dywizjach A i B zostaną zdegradowane stopień niżej Zwycięzcy grup niższych dywizji w drugiej edycji Ligi Narodów UEFA wywalczą awans. Z kolei zespoły z ostatnich miejsc spadną odpowiednio do dywizji B i C. W grupie C cztery najsłabsze drużyny rozegrają w marcu przyszłego roku baraż o pozostanie na tym poziomie rozgrywek.
Najlepsze zespoły z grup rywalizujących w dywizji A zmierzą się w turnieju finałowym. Miał on zostać rozegrany w czerwcu 2021 roku, ale ponieważ w tym terminie odbędzie się przeniesione Euro 2020, zwycięzcę drugiej edycji Ligi Narodów poznamy we wrześniu lub październiku przyszłego roku. Gospodarza turnieju wybierze Komitet Wykonawczy UEFA.
O zwycięstwo w grupie i prawo gry w finale Ligi Narodów warto powalczyć nie tylko dla splendoru i finansowych premii (za sam udział w rozgrywkach każda federacja otrzymuje 2,25 mln euro, ale triumfator rozgrywek otrzyma dodatkowo sześć milionów euro, drugi zespół 4,5 mln, trzeci 3,5 mln, a czwarta drużyna turnieju finałowego 2,5 mln euro. Dodatkowym bonusem jest dołączenie dwóch reprezentacji do baraży o awans do mundialu w Katarze, w których zagrają zespoły z drugich miejsc w grupach eliminacyjnych MŚ 2022. Warunkiem jest jednak wygranie grupy w Lidze Narodów i jak najwyższe miejsce w rankingach FIFA i UEFA, co czyni sprawę już mocno skomplikowaną. Lepiej nie zdawać się na takie rozwiązania.
W październiku nasza reprezentacja rozegra dwa kolejne mecze z Lidze Narodów – na stadionie Lechii Gdańsk podejmie najpierw zespół Włoch (11 października), a następnie trzy dni później we Wrocławiu zagra ekipą Bośni i Hercegowiny. W listopadzie natomiast biało-czerwonych czeka najpierw starcie z Włochami na Stadio Olimpico w Rzymie (15 listopada), a na zakończenie zmagań w fazie grupowej potyczka na Stadionie Śląskim w Chorzowie z Holandią (18 listopada).
Te zmagania nie cieszą się jednak wielkim zainteresowaniem kibiców. W dobie pandemii koronawirusa fani nie mogą jednak wyrazić niezadowolenia słabszą frekwencją na trybunach, ale o tym, że zmieniło się ich nastawienie do biało-czerwonych świadczą wyniki oglądalności. W dwóch pierwszych występach w Lidze Narodów reprezentacja Polski Słaba dyspozycja reprezentacji przełożyła się również na spadek wskaźników oglądalność jej meczów. Spotkanie z Holandią obejrzały zaledwie cztery miliony widzów, co już było bardzo słabym wynikiem w porównaniu do innych meczów kadry w ostatnich pięciu latach. Żenujący występ biało-czerwonych w Amsterdamie zniechęcił ponad milion widzów, bo o tyle mniej obejrzało poniedziałkową potyczkę ekipy Jerzego Brzęczka z Bośnią i Hercegowiną (3,1 miliona na wszystkich antenach). Te dane dają do myślenia, bo warto pamiętać, że gdy obecny selekcjoner debiutował dwa lata temu jako sternik reprezentacji w meczu z Włochami, przed telewizorami zasiadło prawie pięć miliona widzów. To jednak i tak znacznie odbiegało od widowni jaka oglądała mecze biało-czerwonych w erze Adama Nawałki (średnia oglądalność wynosiła 7,6 miliona widzów).

Wyniki Ligi Narodów UEFA

DYWIZJA A

Grupa 1

  1. kolejka
    Holandia – Polska 1:0
    Włochy – Bośnia i Hercegowina 1:1
  2. kolejka
    Włochy – Holandia 1:0
    BiH – Polska 1:2

Tabela grupy 1

  1. Włochy 2 4 2:1
  2. Holandia 2 2 1:1
  3. Polska 2 2 2:2
  4. BiH 2 0 2:3

Grupa 2

  1. kolejka
    Islandia – Anglia 0:1
    Dania – Belgia 0:2
  2. kolejka
    Belgia – Islandia 5:1
    Dania – Anglia 0:0

Tabela grupy 2

  1. Belgia 2 6 7:1
  2. Anglia 2 4 1:0
  3. Dania 2 1 0:2
  4. Islandia 2 0 1:6

Grupa 3

  1. kolejka
    Portugalia – Chorwacja 4:1
    Szwecja – Francja 0:1
  2. kolejka
    Francja – Chorwacja 4:2
    Szwecja – Portugalia 0:2

Tabela grupy 3

  1. Portugalia 2 6 6:1
  2. Francja 2 6 5:2
  3. Szwecja 2 0 0:3
  4. Chorwacja 2 0 3:8

Grupa 4

  1. kolejka
    Niemcy – Hiszpania 1:1
    Ukraina – Szwajcaria 2:1
  2. kolejka
    Hiszpania – Ukraina 4:0
    Szwajcaria – Niemcy 1:1

Tabela grupy 4

  1. Hiszpania 2 6 5:1
  2. Ukraina 2 3 2:5
  3. Niemcy 2 2 2:2
  4. Szwajcaria 2 1 2:3

DYWIZJA B

  1. kolejka
    Norwegia – Austria 1:2
    Rumunia – Irlandia Północna 1:1
  2. kolejka
    Austria – Rumunia 2:3
    Irlandia Północna – Norwegia 1:5
  1. Rumunia 2 4 4:3
  2. Austria 2 3 4:4
  3. Norwegia 2 3 6:3
  4. Irlandia Płn 2 1 2:6

Grupa 2

  1. kolejka
    Szkocja – Izrael 1:1
    Słowacja – Czechy 1:3
  2. kolejka
    Czechy – Szkocja 1:2
    Izrael – Słowacja 1:1
  1. Szkocja 2 4 3:2
  2. Czechy 2 3 4:3
  3. Izrael 2 2 2:2
  4. Słowacja 2 1 2:4

Grupa 3

  1. kolejka
    Rosja – Serbia 3:1
    Turcja – Węgry 0:1
  2. kolejka
    Węgry – Rosja 2:3
    Serbia – Turcja 0:0
  1. Rosja 2 6 6:3
  2. Węgry 2 3 3:3
  3. Turcja 2 1 0:1
  4. Serbia 2 1 1:3

Grupa 4

  1. kolejka
    Bułgaria – Irlandia 1:1
    Finlandia – Walia 0:1
  2. kolejka
    Walia – Bułgaria 1:0
    Irlandia – Finlandia 0:1
  1. Walia 2 6 2:0
  2. Finlandia 2 3 1:1
  3. Bułgaria 2 1 1:2
  4. Irlandia 2 1 1:2

DYWIZJA C

Grupa 1

  1. kolejka
    Azerbejdżan – Luksemburg 1:2
    Cypr – Czarnogóra 0:2
  2. kolejka
    Cypr – Azerbejdżan 0:1
    Luksemburg – Czarnogóra 0:1
  1. Czarnogóra 2 6 3:0
  2. Luksemburg 2 3 2:2
  3. Azerbejdżan 2 3 2:2
  4. Cypr 2 0 0:3

Grupa 2

  1. kolejka
    Macedonia Północna – Armenia 2:1
    Estonia – Gruzja 0:1
  2. kolejka
    Gruzja – Macedonia Północna 1:1
    Armenia – Estonia 2:0
  1. Macedonia Płn 2 4 3:2
  2. Gruzja 2 4 2:1
  3. Armenia 2 3 3:2
  4. Estonia 2 0 0:3

Grupa 3

  1. kolejka
    Mołdawia – Kosowo 1:1
    Słowenia – Grecja 0:0
  2. kolejka
    Kosowo – Grecja 1:2
    Słowenia – Mołdawia 1:0
  1. Grecja 2 4 2:1
  2. Słowenia 2 4 1:0
  3. Kosowo 2 1 2:3
  4. Mołdawi 2 1 1:2

Grupa 4

  1. kolejka
    Litwa – Kazachstan 0:2
    Białoruś – Albania 0:2
  2. kolejka
    Kazachstan – Białoruś 1:2
    Albania – Litwa 0:1
  1. Kazachstan 2 3 3:2
  2. Albania 2 3 2:1
  3. Białoruś 2 3 2:3
  4. Litwa 2 3 1:2

DYWIZJA D
Grupa 1

  1. kolejka
    Łotwa – Andora 0:0
    Wyspy Owcze – Malta 3:2
  2. kolejka
    Andora – Wyspy Owcze 0:1
    Malta – Łotwa 1:1
  1. Wyspy Owcze 2 6 4:2
  2. Łotwa 2 2 1:1
  3. Malta 2 1 3:4
  4. Andora 2 1 0:1

Grupa 2

  1. kolejka
    Gibraltar – San Marino 1:0
  2. kolejka
    San Marino – Liechtenstein 0:2
  1. Liechtenstein 1 3 2:0
  2. Gibraltar 1 3 1:0
  3. San Marino 2 0 0:3

Biało-czerwoni na pomarańczowych

W czwartek rozpoczęły się rozgrywki drugiej edycji Ligi Narodów UEFA. W rywalizacji uczestniczy 55 reprezentacji podzielonych na cztery tzw. dywizje i 14 grup. Biało-czerwoni w piątek 4 września zainaugurują swój udział w tych rozgrywkach wyjazdowym meczem z Holandią. Dla obu zespołów będzie to pierwszy występ od listopada ubiegłego roku.

Dla przypomnienia – pierwsza edycja Ligi Narodów, która od 2018 roku zastępuje w kalendarzu UEFA mecze towarzyskie, wygrała reprezentacja Portugalii, która w rozegrany w czerwcu 2019 roku „Final Four” w finale pokonała Holandię 1:0. Oprócz tych dwóch ekip w najlepszej czwórce znalazły się jeszcze zespoły Anglii i Szwajcarii. Nasz zespół zajął w swojej grupie ostatnie miejsce i powinien zostać zdegradowanym, ale UEFA poszerzyła skład Dywizji A z 12 do 16 drużyn i dzięki temu ekipa Jerzego Brzęczka uniknęła degradacji, podobnie jak zespoły Chorwacji, Niemiec i Islandii. Skład powiększonej Dywizji A uzupełniły reprezentacje, które wywalczyły awans z Dywizji B – Ukraina, Szwecja, Dania oraz Bośnia i Hercegowina. W losowaniu biało-czerwoni trafili do grupy 1 wraz z zespołami Włoch, Bośni i Hercegowiny oraz finalisty poprzedniej edycji LN, czyli Holandii, z którą w piątek zagrają pierwszy mecz w nowej odsłonie tej europejskiej rywalizacji, która przez cała jesień toczyć się będzie w czterech dywizjach. Mecz Holandia – Polska w Amsterdamie rozpocznie się o 20:45. Będzie transmitowany przez TVP1.
W grupie 1 dywizji A każda drużyna rozegra tej jesieni sześć meczów. Najsłabsza w stawce tym razem nieodwołalnie zostanie zdegradowana do dywizji B, zaś najlepsza awansuje do turnieju finałowego, którego oficjalnego terminu wciąż nie wyznaczono, ale najpewniej zostanie rozegrany jesienią przyszłego roku po mistrzostwach Europy. PZPN stara się o organizację turnieju finałowego, bo UEFA postanowiła, że jego gospodarzem będzie zwycięzca grupy 1 dywizji A, o ile nie będzie to Bośnia i Hercegowina.
UEFA jako pierwsza z kontynentalnych federacji piłkarskich „odmroziła” futbol reprezentacyjny. Za Ligą Narodów, tak jak za europejskimi pucharami, stoją duże pieniądze wynikające z umów sponsorskich i telewizyjnych. Europejska centrala zamierza się nimi dzielić z federacjami krajowymi. Nagroda dla triumfatora Ligi Narodów wynosi sześć milionów euro, za drugie miejsce 4,5 mln, za trzecie 3,5 mln, a za czwarte 2,5 miliona euro. Za sam udział w rozgrywkach każda federacja otrzyma 2,25 mln euro.
W Lidze Narodów obowiązuje, podobnie jak w europejskich pucharach, surowy protokół epidemiczny, który UEFA opracowała w obliczu kryzysu spowodowanego pandemia koronawirusa. We wrześniu wszystkie mecze zostaną rozegrane bez udziału publiczności. Badania zawodników są robione przed każdym meczem, a reprezentacja musi przystąpić do niego jeżeli posiada 13 zdrowych zawodników, w tym jednego bramkarza. O ile oczywiście nie zostanie w całości poddana kwarantannie.

Ronald Koeman rzucił kadrę Holandii dla Barcelony

Krótko trwało bezkrólewie w ekipie „Dumy Katalonii” po dymisji trenera Quique Setiena. Już w poniedziałek pojawiły się pogłoski, że jego następcą zostanie były piłkarz Barcelony Ronald Koeman (był zawodnikiem tego klubu w latach 1989-1995), a w środę władze katalońskiego klubu oficjalnie podały, że zawarły z 57-letnim holenderskim szkoleniowcem kontrakt do 30 czerwca 2022 roku.

To z pewnością dobra wiadomość dla selekcjonera reprezentacji Polski Jerzego Brzęczka, bo Ronald Koeman dla pracy z zespołem FC Barcelona porzucił z dnia na dzień posadę trenera reprezentacji Holandii, z którą biało-czerwoni już 4 września zmierzą się w pierwszym meczu Ligi Narodów. Ponoć szefowie Barcelony tak bardzo chcieli powierzyć zespół Koemanowi, że zdecydowali się na wykupienie jego kontraktu z holenderską federacją, za co wedle niektórych hiszpański mediów zapłacili około pięciu milionów euro. Ale z kolei dziennik „Mundo Deportivo” podał, że kontrakt Koemana z federacją Holandii zawierał klauzulę wcześniejszego rozwiązania umowy, jeśli dostanie on ofertę… poprowadzenia zespołu Barcelony. Jak było naprawdę, pewnie nigdy się nie dowiemy.
Gwoli przypomnienia – Koeman przejął drużynę w stanie głębokiego kryzysu wywołanego przez klęskę 2:8 w ćwierćfinałowym meczu Ligi Mistrzów z Bayernem Monachium. Poza tym Barcelona w tym sezonie przegrała z Realem Madryt walkę o mistrzostwo Primera Division i odpadła też z Pucharu Króla. Za brak sukcesów utratą posady zapłacił nie tylko trener Setien, ale także dyrektor sportowy Eric Abidal, którego zastąpił Roman Planes. To wszystko zapowiada kadrową rewolucję w zespole Barcelony, ale jakie przyniesie ona skutki, na razie niesposób przewidzieć. W ostatniej dekadzie działacze katalońskiego klubu wydali na transfery nowych zawodników prawie miliard euro, ale siła Barcelony nadal zależy wyłącznie od aktualnej dyspozycji Leo Messiego. Nowy trener ma to zmienić, ale czy potrafi?
Koeman był piłkarzem Barcelony w latach 1989-1995. Zanim trafił do Barcelony, z powodzeniem występował w holenderskiej lidze w zespołach Groningen, Ajaksu Amsterdam, PSV Eindhoven i Feyenoordu Rotterdam. Z drużyną PSV triumfował w Pucharze Mistrzów (poprzednik Ligi Mistrzów). Z reprezentacją Holandii wywalczył w 1988 roku mistrzostwo Europy.
Jako trener także notował sukcesy. Z Alaksem i PSV zdobył mistrzostwo Holandii, prowadził też zespoły Benfiki Lizbona, Valencii, AZ Alkmaar, FC Southampton i Evertonu. Od ponad dwóch lat pracował jako selekcjoner holenderskiej reprezentacji, z którą wywalczył awans do turnieju Euro 2020, który ostatecznie z powodu pandemii odbędzie się w przyszłym roku. Drużyna pomarańczowych nie zagra jednak o europejski czempionat pod wodzą Koemana, a nawet nie powalczy z nim tej jesieni w meczach Ligi Narodów. Magia Camp Nou była silniejsza.

Klose potrenuje Lewego

Kadra Bayernu Monachium szykuje się do restartu rozgrywek 1. Bundesligi, ale wydarzeniem minionego weekendu w ekipie mistrzów Niemiec była wiadomość, że od lipca asystentem trenera Hansiego Flicka będzie 41-letni Miroslav Klose, najskuteczniejszy napastnik w historii reprezentacji Niemiec.

Urodzony w Opolu Miroslav Klose w 1987 roku jako dziewięcioletni chłopak wyemigrował z całą rodziną do Niemiec, gdzie został jednym z najwybitniejszych piłkarzy w historii reprezentacji tego kraju. Zadebiutował w niej 24 marca 2001 roku w meczu z Albanią i od razu strzelił swoją pierwszą bramkę. W sumie do 2014 roku rozegrał w niemieckich barwach aż 137 meczów i zdobył w nich 71 goli, co czyni go najskuteczniejszym strzelcem w historii piłkarskiej reprezentacji naszych zachodnich sąsiadów. Przed nim przez kilka dziesięcioleci rekordzistą z dorobkiem 68 trafień był legendarny Gerd Mueller.
Imponująca jest też lista jego osiągnięć z niemiecką drużyną. W 2002 roku na mundialu w Korei i Japonii zdobył z nią wicemistrzostwo świata, a sam zdobywając w tym turnieju 5 bramek został wicekrólem strzelców. Cztery lata później w mistrzostwach świata rozegranych w Niemczech wywalczył z ekipa gospodarzy brązowy medal, ale z pięcioma bramkami na koncie został królem strzelców turnieju. Ponownie brązowy medal reprezentacja Niemiec zdobyła w 2010 roku w Republice Południowej Afryki, a Klose powiększył swój łączny bramkowy dorobek w światowych czempionatach o kolejne cztery trafienia. W 2012 roku znalazł się w kadrze na rozgrywany w Polsce i na Ukrainie mistrzostwa Europy (Niemcy zdobyli w tym turnieju trzecie miejsce, a cztery lata wcześniej, na Euro 2008 w Austrii i Szwajcarii wywalczyli wicemistrzostwo). 7 września 2013 roku w wygranym 3:0 spotkaniu z Austrią w eliminacjach MŚ 2014 Klose strzelił gola i było to jego 68 trafienie w barwach niemieckiej reprezentacji, co oznaczało, że wyrównał rekord Gerda Muellera. 21 czerwca 2014 na mundialu w Brazylii w meczu Niemcy – Ghana zaliczył 15 bramkę i wyrównał rekord strzelonych goli w finałach mistrzostw świata należący do Brazylijczyka Ronaldo, ale już 8 lipca w słynnym spotkaniu Brazylia – Niemcy (1:7) zdobył jedną z bramek bramkę i z 16. trafieniami do dzisiaj jest samodzielnym rekordzistą w liczbie goli strzelonych w turniejach o mistrzostwo globu. Po rozegranym 13 lipca 2014 roku meczu finałowy z Argentyną, wygrany przez Niemców po dogrywce 1:0, mógł w wieku 36 lat świętować w końcu mistrzowski tytuł. Po tym spotkaniu zakończył reprezentacyjna karierę z imponującym dorobkiem 137 występów – lepszy od niego jest tylko Lothar Matthaeus, który rozegrał 150 meczów. W liczbie strzelonych goli jest jednak rekordzistą.
W swojej piłkarskiej biografii Klose ma też bogaty w sukcesy kilkuletni okres występów w Bayernie Monachium. Trafił do tego klubu z Werderu Brema latem 2007 roku jako król strzelców Bundesligi z sezonu 2005/2006 i piłkarz roku 2006 w Niemczech. W klubie z Bremy rozegrał łącznie 131 meczów, strzelił w nich 63 gole i zanotował 47 asyst. Ale dopiero w Bayernie mógł święcić największe klubowe sukcesy w swojej karierze – dwukrotnie zdobywał z bawarska drużyną mistrzostwo Niemiec i Puchar Niemiec, a po razie Superpuchar Niemiec i Puchar Ligi, zaś w sezonie 2009/2010 doszedł do finału Ligi Mistrzów, w którym Bayern przegrał z Interem Mediolan. W barwach monachijskiego klubu Klose we wszystkich rozgrywkach rozegrał 150 meczów, w których strzelił 53 gole i zaliczył 28 asyst.
W 2011 roku odszedł z Bayernu i podpisał kontrakt z Lazio Rzym. W barwach włoskiego klubu występował już do końca piłkarskiej kariery, którą zakończył oficjalnie 1 listopada 2016 roku. W Lazio rozegrał łącznie 171 meczów, w których strzelił 64 bramki i zaliczył 35 asyst.
Gdy tylko zawiesił buty na kołku, selekcjoner niemieckiej reprezentacji Joachim Loew natychmiast zaproponował mu posadę swojego asystenta, obok już współpracującego z nim w tej roli Hansiego Flicka. Obecny trener Bayernu Monachium nie miał nic przeciwko temu, bo Klose już wcześniej, u schyłku swojej reprezentacyjnej kariery, miał w kadrze Niemiec specjalny status i często uczestniczył w taktycznych naradach z Loewem i Flickiem. Ponoć potrafił zaskoczyć swoich szefów błyskotliwymi spostrzeżeniami i sugestiami.
Klose jeszcze jako aktywny zawodnik nie ukrywał, że zamierza zostać trenerem. Realizacji marzeń nie odkładał na później. Dlatego bez wahania przyjął ofertę Loewa, a w 2018 roku po ukończeniu odpowiednich kursów podjął pierwszą samodzielną pracę – poprowadził juniorską drużynę Bayernu U-17 i zaczął z nią osiągać bardzo obiecujące wyniki. Gdy Hansi Flick na poczaąku listopada ubiegłego roku przejął po Niko Kovacu pierwszy zespół bawarskiego potentata, a w następnych miesiącach umocnił swoją pozycje na tyle, że władze klubu podpisały z nim trzyletni kontrakt, od razu zaczął zabiegać o włączenie Klosego do swojego sztabu szkoleniowego. „Z Hansim znamy się dobrze z pracy w sztabie reprezentacji, więc ufamy sobie zawodowo i prywatnie. To dla mnie kolejny krok w mojej trenerskiej karierze. Chciałbym pomóc Bayernowi osiągnąć wytyczone cele dzieląc się w swojej pracy doświadczeniem jakie zebrałem przez lata na boisku” – podkreślił z kolei Klose.
Niemieckie media natychmiast zaczęły spekulować jak Klose ułoży sobie współpracę z Robertem Lewandowskim. Raczej nikt nie przewiduje komplikacji, nie tylko dlatego, że obaj są Polakami. Klose do tej pory w publicznych wypowiedziach oceniał „Lewego” bardzo dobrze, nawet potrafił przyznać, że pod względem piłkarskich umiejętności reprezentant Polski znacznie go przewyższa. „On jest wyjątkowy, łączy w swojej grze po trochu wszystko, co powinien mieć klasowy napastnik. Naprawdę trudno znaleźć u niego jakąś słabszą stronę” – komplementował Lewandowskiego w jednym z wywiadów. Czy będzie w stanie jeszcze ulepszyć maszynę do strzelania goli, jaką jest kapitan reprezentacji Polski? Będzie to trudne, bo Lewandowski to w tej chwili już w pełni ukształtowanym piłkarz, uważany za najlepszego na świecie na swojej pozycji, a niedocenianego poza Niemcami tylko dlatego, że Bayern w ostatnich latach nie odnosił sukcesów w europejskich pucharach, a reprezentacja Polski poziomem znacznie odstaje od europejskiej i światowej czołówki. Z pewnością jednak Klose będzie w stanie jakieś niuanse poprawić – może grę głową, może umiejętność wychodzenia na pozycję, a może dostrzeże coś, z czego nawet „Lewy” nie zdaje sobie jeszcze sprawy. Przekonamy się o tym jeszcze w tym roku, bo Klose ma zacząć pracę w sztabie pierwszego zespołu od 1 lipca.

Brzęczek to nie Loew

Wybuch pandemii koronawirusa wywołał mnóstwo perturbacji w toczącym się w rytmie wielkich imprez sportowym światku. U nas pojawił się na przykład problem, jak potraktować kontrakt selekcjonera kadry piłkarzy nożnych Jerzego Brzęczka, którego kontrakt wygasa z końcem lipca tego roku. Przełożenie przez UEFA piłkarskich mistrzostw Europy na przyszły rok w jego przypadku nie zostało uznane za automatyczne przedłużenie umowy, a w każdym razie potraktował tego w ten sposób prezes PZPN Zbigniew Boniek. I to starczyło, aby w mediach wybuchła na ten temat jałowa dyskusja.

Dyskusja wokół kontraktu i przyszłości Jerzego Brzęczka została wywołana przez Bońka, który w marcu, zaraz po ogłoszeniu decyzji UEFA o przełożeniu Euro 2020 na przyszły rok, publicznie stwierdził, że kontrakt selekcjonera wygasa z końcem lipca tego roku, a nie ma w nim punktu, który nakazywałby piłkarskiej federacji jego automatyczne przedłużenie o rok. Potem jeszcze pojawiły się medialne przecieki, że ponoć władze PZPN oferują Brzęczkowi umowę do końca tego roku, a jej ewentualne wydłużenie do mistrzostw Europy warunkują wynikami osiągniętymi w zaplanowanych na jesień meczach Ligi Narodów i spotkaniach towarzyskich.
Gdyby to była prawda, Bońka i wszystkich członków zarządu PZPN należałoby postawić przed Piłkarskim Trybunałem Stanu, gdyby takowy istniał, bo taka decyzja byłaby jawnym działaniem na korzyść futbolowej konkurencji. Nie ma jednak co odwoływać się aż do takich nadętych argumentów, bo coś takiego byłoby po prostu dowodem rażącej głupoty i niekompetencji, czego wcześniej w działaniach podejmowanych przez obecną ekipę rządzącą naszą piłkarską federacją nie dało się zauważyć. Bońkowi i jego ludziom można zarzucić wiele rzeczy, ale na pewno nie to. Wygląda raczej na to, że pan prezes chciał sobie i mediom tym tematem trochę urozmaicić nudny czas kwarantanny koronawirusowej, albowiem obiektywnie rzecz ujmując – w tej chwili nie ma żadnych przesłanek, żeby Brzęczkowi kontraktu nie przedłużyć co najmniej o rok, czyli do zakończenia Euro 2020/2021.
Z drugiej jednak strony trudno nie przyznać racji nielicznym krytykom obecnego selekcjonera biało-czerwonych. Najbardziej konsekwentny w kwestionowaniu trenerskich kompetencji Brzęczka jest nasz legendarny bramkarz Jan Tomaszewski. Jego zdaniem pod wodzą Brzęczka reprezentacja Polski nie tylko że przestała się rozwijać, ale wręcz pod względem jakości gry nawet cofać do poziomu sprzed ery Adama Nawałki. „Uważam, że Brzęczka nie powinien dalej prowadzić kadry. Nie panuje nad nią, nie wypracował jej jakiegoś wyróżniającego ją stylu gry, nie potrafił dopasować nawet ustawienia taktycznego pasującego do umiejętności wystawianych przez niego zawodników” – grzmiał w wypowiedzi udzielonej portalowi SportoweFakty.pl Tomaszewski.
W Polsce chcą zmieniać selekcjonera
W innych swoich medialnych wypowiedziach szedł jeszcze dalej w formułowaniu zarzutów. „Całe szczęście, że przez pandemię Euro 2020 zostało przełożone, bo zyskaliśmy czas na dokonanie zmiany selekcjonera. Brzęczkowi w lipcu kończy się kontrakt, co ułatwia sprawę. A szczerze wątpię by Zbigniew Boniek uważał, że wywalczenie awansu to wielka zasługa Brzęczka i należy mu się za to nagroda. Bez przesady, nasza drużyna okazała się najlepsza w słabej grupie, a nie zapominajmy, że do finałów mistrzostw Europy awansowały 24 reprezentacje, czyli prawie połowa z naszego kontynentu. Ale na turnieju tak lekko już nie będzie, bo chociaż mamy teraz znakomitą grupę piłkarzy, grających na co dzień w markowych klubach, to nikt naszej drużyny jakoś przesadnie się nie obawia. Adam Nawałka kapitalnie prowadził zespół w Euro 2016 i do końca eliminacji mistrzostw świata, ale na mundialu w Rosji zaczął kombinować i wszystko zepsuł. A Brzęczek zamiast jego błędy naprawić, dalej te błędy pogłębia, dlatego domagam się jego odejścia, bo moim zdaniem po jego wodzą przyszłoroczny występ biało-czerwonych zakończy się blamażem” – przekonuje Tomaszewski.
Wypowiedzi legendarnego bramkarza nie podgrzewają jednak atmosfery sporu, bo ludzie mają teraz na głowie poważniejsze sprawy, a chyba nie tylko dlatego dalsze losy Brzęczka są nam wszystkim raczej obojętne. I to zapewne jest wielkim zaskoczeniem dla prezesa Bońka, który przecież na własnej skórze przeżył medialną jazdę podczas swojej krótkiej kadencjo selekcjonera reprezentacji, a był też we władzach PZPN przy zamianie Janusza Wójcika na Jerzego Engela, widział też z bliska co działo się wokół Pawła Janas, Leo Beenhakkera, Franciszka Smudy i Waldemara Fornalika.
Jako prezes PZPN Boniek dotąd ma „na sumieniu” dwóch trenerów kadry – Adama Nawałkę i właśnie Brzęczka. Żaden z nich nie ma za sobą takiej wielkiej kariery piłkarskiej jaką może pochwalić się prezes PZPN, co pewnie nie ułatwiało pracy ani Nawałce i zapewne nie ułatwia teraz Brzęczkowi. Nie jest to jednak warunek niezbędny, żeby mieć posłuch w szatni reprezentacji Polski, także u graczy pokroju Roberta Lewandowskiego, Wojciecha Szczęsnego, Grzegorza Krychowiaka, Kamila Glika czy Piotra Zielińskiego.
W Niemczech trener kadry ma spokój
O tym, że jest to możliwe, widzimy po drugiej stronie Odry, bo Joachim Loew jest selekcjonerem reprezentacji Niemiec od lipca 2006 roku, a wcześniej przez dwa lata był asystentem Juergena Klinsmanna. Dzisiaj Loew zaliczany jest do gigantów futbolu, bo z niemieckim zespołem zdobył mistrzostwo świata w 2014 roku, wicemistrzostwo Europy w 2008 roku oraz brązowy medal mistrzostw świata w 2010 roku. Jego aktualny kontrakt wygasa w lipcu 2022 roku, zatem dopiero po mundialu w Katarze, więc nawet jeśli reprezentacja Niemiec dozna klęski na Euro 2021, Loew nie straci posady. Tak jak jej nie stracił po fatalnym występie niemieckiej drużyny na mundialu w Rosji, gdzie nie tylko nie obroniła mistrzowskiego tytułu wywalczonego w Brazylii, lecz nawet nie zdołała wyjść z grupy. Adam Nawałka za to samo został wywalony na bruk.
Niemcy dali trenerowi swojej kadry szansę na naprawienie błędów, z której Loew zresztą skorzystał i po nieudanym mundialu w Rosji gruntownie odmłodził i przebudował zespół. Nawałka też mógł to zrobić i całkiem niewykluczone, że gdyby Boniek dał mu ku temu sposobność, dzisiaj reprezentacja Polski grałaby znacznie lepiej niż robi to pod wodzą Brzęczka. Z drugiej jednak strony nie można też wykluczyć i takiej opcji, że za rok zacznie grać swój najlepszy futbol i w Euro 2021 dojdzie aż do finału. Wspomniany Loew piłkarzem był znacznie gorszym od Nawałki i Brzęczka, wielkiej kariery nie zrobił, a kończył już w szwajcarskiej drugiej lidze. Zanim Klinsmann zaproponował mu posadę swojego asystenta, Loew jako szkoleniowiec prowadził drugoligowe zespoły w Niemczech (VfB Stuttgart i Karlsruher) oraz pracował w Turcji (Fenerbahce i Adanaspor) i Austrii (Wacker Insbruck i Admira Wiedeń). Jak na standardy reprezentacji Niemiec nie była to z pewnością kariera uzasadniająca nominację na trenera kadry. Widocznie jednak Loew musiał mieć zalety, które skłoniły szefów federacji do powierzenia mu tej posady. Jakie zalety w Brzęczku zobaczył Boniek, których nie dostrzegają inni i dlaczego teraz zaczął się wahać? I to być może jest ten właściwy temat do rozważań w czasie wolnym od futbolu.

Brzęczek nawet nie wysłał powołań

Selekcjoner piłkarskiej reprezentacji Polski Jerzy Brzęczek miał w miniony poniedziałek rozesłać powołania dla kadrowiczów na marcowe mecze towarzyskie z Finlandią we Wrocławiu i Ukrainą w Chorzowie. Z oczywistego powodu, jakim jest epidemia koronawirusa, już od dawna było wiadome, że oba spotkania się nie odbędą.

Zakaz rozgrywania imprez masowych, nakaz unikania skupisk ludzkich – to tylko niektóre przeszkody w zorganizowaniu marcowego zgrupowania kadry. Wirus COVID-19 dotknął także reprezentantów Polski, bo zaraził się nim występujący na co dzień w Sampdorii Genua Bartosz Bereszyński. Ale nie tylko on nie mógłby przyjechać na zgrupowanie kadry. Także inni gracze grający w lidze włoskiej nie mogliby tego zrobić, a bez Wojciecha Szczęsnego, Piotra Zielińskiego, Arkadiusza Milika, Thiago Cionka, Karola Linettego, Arkadiusza Recy i wspomnianego Bereszyńskiego, trener Brzęczek raczej nie miałby po co organizować sparing reprezentacji. Decyzja o rezygnacji z marcowych meczów była więc jedynie formalnością.
Spotkania z Ukrainą i Finlandią na razie przełożono na czerwiec, lecz szansa na ich rozegranie jest iluzoryczna. Po prostu nie będzie na nie wolnych terminów.

W Lidze Narodów znów z Włochami

Reprezentacja Polski nie miała szczęścia w losowaniu grup drugiej edycji Ligi Narodów. Biało-czerwoni trafili na zespoły Włoch, Holandii oraz Bośni i Hercegowiny. Na awans do finału szans nie mają, ale powinni uniknąć spadku.

W losowaniu wzięło udział 55 reprezentacji zrzeszonych w UEFA, które zostały podzielone na cztery dywizje: A, B, C, D. Reprezentacja Polski pozostała w dywizji A, choć w poprzedniej edycji zajęła ostatnie miejsce w grupie z Portugalią i Włochami. UEFA zdecydowała się jednak zmienić format rozgrywek. Najwyższą dywizję poszerzono z 12 do 16 reprezentacji, dzięki czemu polski zespół pozostał wśród najlepszych. Przed losowaniem w Amsterdamie przypomniano regulamin drugiej edycji Ligi Narodów. I tak w dywizjach A, B i C zagra po 16 drużyn (cztery grupy czterozespołowe), a pozostałe siedem w dywizji D (jedna grupa czterozespołowa i jedna trzyzespołowa). Zwycięzcy grup w dywizji A zakwalifikują się do turnieju finałowego, którego zwycięzca zostanie zwycięzcą całej Ligi Narodów. Zwycięzcy grup w dywizjach B, C i D awansują do wyższej dywizji, a czwarte zespoły grup w dywizjach A, B spadną do niższej dywizji. Z dywizji C do D spadną tylko dwie drużyny po barażach.
Mecze grupowe Ligi Narodów odbywać się będą jesienią 2020 r. (3-5 września, 6-8 września, 8-10 października, 11-13 października, 12-14 listopada, 15-17 listopada), a turniej finałowy (półfinały i finał) – w dniach 2-6 czerwca 2021 r. na terenie jednego z finalistów. Mecze barażowe o utrzymanie w dywizji C zostaną rozegrane 24, 25, 28 oraz 29 marca 2021 r. Spotkania grupowe będą rozgrywane w dni powszednie o godz. 20:45, a w soboty i niedziele także o 18:00 i opcjonalnie o 15:00.
Polski Związek Piłki Nożnej w Amsterdamie reprezentowali m.in. selekcjoner reprezentacji Jerzy Brzęczek oraz Marek Koźmiński, aktualnie wiceprezes związku ds. szkoleniowych oraz jedyny jak na razie kandydat w wyborach na nowego prezesa PZPN.
Na razie nasza futbolowa centrala nie ujawnia, gdzie reprezentacja Polski w Lidze Narodów rozegra mecze u siebie. Raczej nie zdecyduje się na PGE Narodowy w Warszawie i wybierze prawdopodobnie Stadion Śląski w Chorzowie, a ma też oferty od operatorów stadionów w Gdańsku i Wrocławiu.
Co do Brzęczka, to w tej chwili o rywalizacji w Lidze Narodów może on rozprawiać jedynie jako aktualny selekcjoner reprezentacji, bo przecież nie jest powiedziane, że utrzyma się na tej posadzie po Euro 2020. W przypadku niepowodzenia może podzielić los Adama Nawałki, chociaż na zdrowy rozum PZPN powinien podpisać z nim kontrakt nie do końca mistrzostw Europy, tylko do końca roku. Właśnie po to, żeby jego kadra płynnie przeszła od jednej imprezy do drugiej. Ewentualna zmiana trenera kadry powinna następować w przerwie zimowej.
Liga Narodów 2020/2021
Dywizja A
Grupa 1
Holandia, Włochy, Polska, Bośnia i Hercegowina;
Grupa 2
Anglia, Belgia, Dania, Islandia;
Grupa 3:
Portugalia, Francja, Szwecja, Chorwacja
Grupa 4:
Szwajcaria, Hiszpania, Ukraina, Niemcy
Dywizja B
Grupa 1:
Austria, Norwegia, Irlandia Płn., Rumunia;
Grupa 2:
Czechy, Szkocja, Słowacja, Izrael;
Grupa 3:
Rosja, Serbia, Turcja, Węgry;
Grupa 4:
Walia, Finlandia, Irlandia, Bułgaria;
Dywizja C
Grupa 1:
Czarnogóra, Cypr, Luksemburg, Azerbejdżan;
Grupa 2:
Gruzja, Macedonia Płn., Estonia, Armenia;
Grupa 3:
Grecja, Kosowo, Słowenia, Mołdawia;
Grupa 4:
Albania, Białoruś, Litwa, Kazachstan;
Dywizja D
Grupa 1:
Wyspy Owcze, Łotwa, Andora, Malta
Grupa 2:
Gibraltar, Liechtenstein, San Marino.
Terminarz gier w polskiej grupie:
Kolejka 1 (3-5 września)
Holandia – Polska (4 września, 20:45); Włochy – Bośnia i Hercegowina (4 września, 20:45);
Kolejka 2 (6-8 września)
Bośnia i Hercegowina – Polska (7 września, 20:45); Holandia – Włochy (7 września, 20:45);
Kolejka 3 (8-10 października)
Polska – Włochy (8 października, 20:45)
Bośnia i Hercegowina – Holandia (8 października, 20:45);
Kolejka 4 (11-13 października)
Polska – Bośnia i Hercegowina (11 października, 20:45); Włochy – Holandia (11 października, 20:45);
Kolejka 5 (12-14 listopada)
Włochy – Polska (14 listopada, 20:45);
Holandia – Bośnia i Hercegowina (14 listopada, 20:45);
Kolejka 6 (15-17 listopada)
Polska – Holandia (17 listopada, 20:45);
Bośnia i Hercegowina – Włochy (17 listopada, 20:45).

Trzy kwartały bez Bielika

Obrońca reprezentacji Polski Krystian Bielik po zerwaniu więzadeł krzyżowych w kolanie wróci na boisko dopiero pod koniec 2020 roku. Takie smutne wieści dotarły w tym tygodniu z angielskiego klubu Derby County.

Bielik nabawił się urazu w połowie stycznia tego roku podczas meczu młodzieżowej drużyny Derby County z Tottenhamem. Zagrał w nim dla podtrzymania rytmu meczowego, bo nie mógł wystąpić w ligowym spotkaniu pierwszej drużyny w Championship z powodu kary za czerwoną kartkę. Polak miał pecha, ale jak słusznie zauważył trener Derby County, taki uraz mógł mu się przydarzyć w każdym momencie. Piłkarz jest już po operacji i w ocenie lekarzy nie ma szans, żeby okres rehabilitacji potrwał krócej niż dziewięć miesięcy.
To oczywiście oznacza, że tego zawodnika nie zobaczymy w polskich barwach w tegorocznych mistrzostwach Europy. To duża strata dla naszej reprezentacji, ale też dla walczącej o awans do Premier League drużyny Derby County, do której 21-letni obrońca trafił latem ub. roku z Arsenalu za 10 milionów funtów. Od początku był jej podstawowym graczem, a do tej pory zagrał w 20 meczach.

Lewy znów napędzał biało-czerwonych

Krytykowany od początku pracy z kadrą Jerzy Brzęczek może dzisiaj pokazać swoim oponentom środkowy palec, bo w eliminacjach Euro 2020 osiągnął wyniki lepsze od większości swoich poprzedników.

Jakość gry naszej reprezentacji wciąż jest daleka od oczekiwań, ale oczywistym faktom trudno zaprzeczyć. Brzęczek zaczął pracę z kadrą od spadku z Dywizji A Ligi Narodów, trzeba jednak podkreślić, że w grupie przyszło mu rywalizować z odradzającą się po zapaści drużyną Włoch oraz późniejszym triumfatorem Ligi Narodów ekipą Portugalii. Poza tym ostatecznie dzięki zmianie regulaminu nasza drużyna pozostała w europejskiej elicie. Ale głównym celem jaki wyznaczył mu PZPN było zakwalifikowanie się do mistrzostw Europy i z tego zadania wywiązał się bez zarzutu. Prowadzony przez niego zespół zapewnił sobie awans już na dwie kolejki spotkań przed końcem zmagań, czym wyrównał najlepsze wcześniej osiągnięcie kadry Jerzego Engela z eliminacji do MŚ 2002. Drużyna Brzęczka dorównała też najlepszej pod względem liczby punktów zdobytych w eliminacjach ekipie Adama Nawałki, która w kwalifikacji do MŚ 2018 także zdobyła 25 punktów.

Warto też podkreślić, że zespół Brzęczka w eliminacjach Euro 2020 w siedmiu meczach nie stracił gola, a z pięciu straconych bramek aż cztery wbili Polakom Słoweńcy, a jedną zespół Izraela. W eliminacjach Euro 2020 biało-czerwoni nie byli tak skuteczni jak za kadencji Nawałki, ale 18 goli to też niezły wynik. Tyle samo bramek lub więcej nasza reprezentacja zdobywała w przegranych eliminacjach MŚ 2014 (18) i MŚ 2010 (19).

Najciekawszymi wydarzeniami wtorkowego meczu ze Słowenią była genialna bramka Lewandowskiego na 2:1, strzelona po indywidualnej akcji i ograniu kilku rywali, piękne pożegnanie Łukasza Piszczka, który w swoim pożegnalnym 66. występie opuszczał boisko w szpalerze utworzonym przez kolegów z drużyny, pierwszy gol 20-letniego Sebastiana Szymańskiego w reprezentacji oraz kontuzja Kamila Glika, po której stoper AS Monaco musiał zejść z boiska już na początku spotkania. Dwie stracone później przez biało-czerwonych bramki tylko potwierdziły kluczowe znaczenie tego gracza dla jakości gry defensywnej naszej drużyny, co jest kolejnym wyzwaniem dla Brzęczka, bo przed Euro 2020 musi znaleźć dublera o zbliżonej choćby klasie.

Jeszcze trudniej będzie Brzęczkowi znaleźć zastępcę dla Lewandowskiego. Selekcjoner wciąż liczy na odrodzenie Krzysztofa Piątka, ale na tym piłkarzu jego kadrowe pomysły na razie się kończą. Na szczęście „Lewy” wciąż jest fizycznie niezniszczalny, a ponadto wciąż rozwija swoje piłkarskie umiejętności. To absolutny fenomen, nie tylko w polskim futbolu, niestety wciąż niedoceniany. W meczu ze Słowenią strzelił 61. gola w 112 występie w reprezentacji. Skuteczniejsi w swoich drużynach narodowych od niego z wciąż grających piłkarzy są tylko Cristiano Ronaldo (99), Hindus Sunil Chhetri (72) i Lionel Messi (70), a tyle samo goli co „Lewy” ma też Neymar.

 

Belgowie zagrali najlepiej

Tylko dwa zespoły przeszły przez eliminacje do mistrzostw Europy bez straty punktu. Wszystkie mecze grupowe wygrały zespoły Belgii i Włoch, zaś oprócz nich pierwsze miejsca w swoich grupach zajęły reprezentacje Anglii, Niemiec, Polski, Hiszpanii, Szwajcarii, Francji, Ukrainy i Chorwacji. Na drugim biegunie znalazły się drużyny Gibraltaru i San Marino, które jako jedyne zakończyła zmagania z zerowym kontem punktowym, ostatnie lokaty zajęły też ekipy Czarnogóry, Litwy, Estonii, Łotwy, Azerbejdżanu, Malty, Mołdawii i Liechtensteinu.

Oprócz zespołów Belgii, Włoch, Anglii, Niemiec, Polski, Hiszpanii, Szwajcarii, Francji, Ukrainy i Chorwacji, które wywalczyły pierwsze lokaty w swoich grupach, awans do przyszłorocznych mistrzostw Europy z drugich miejsc wywalczyły ponadto drużyny Czech, Portugalii, Holandii, Danii, Walii, Szwecji, Austrii, Turcji, Rosji i Finlandii. O pozostałe do obsadzenia cztery miejsca zostaną rozegrane baraże.

Najskuteczniejszy w eliminacjach był zespół Belgii, który w 10 spotkaniach zdobył aż 40 bramek. Drugie miejsce przypadło reprezentacji Anglii, która uzyskała 37 trafień o ośmiu meczach. Tyle samo bramek zdobyli też Włosi, lecz oni grali w grupie sześciozespołowej i mają gorszą średnią bramek na jeden mecz. Czwarta lokata przypadła drużynie Rosji, który zdobyła 33 bramki, piąte ekipie Hiszpanii (31 goli), a szóste drużynie Niemiec (30 goli). Nasza reprezentacja z 18 trafieniami na koncie znalazła się „w peletonie”, bo więcej goli od niej strzeliły jeszcze zespoły Francji (25), Holandii (24), Danii i Szwecji (po 23), Portugalii (22), Bośni i Hercegowiny (20) oraz Szwajcarii, Norwegii i Austrii (po 19). Tyle samo trafień co nasza drużyna, osiemnaście, uzyskali jeszcze Turcy i to z nimi biało-czerwoni zajęli na spółkę 16. miejsce na liście najskuteczniejszych zespołów eliminacji.

Najlepszą obronę w zakończonych w miniony wtorek rozgrywkach mieli Belgowie i Turcy, którzy stracili po trzy gole. W tej klasyfikacji polski zespół wypada nieźle, bo z pięcioma straconymi bramkami plasuje się na piątej pozycji. Lepsze od niego są ekipy Włoch i Ukrainy, które straciły cztery gole, a z biało-czerwonymi ex aequo na szóstym miejscu z także pięciobramkowymi stratami znalazły się drużyny Hiszpanii i Irlandii.

Natomiast najbardziej dziurawe linie obronne miały w tych eliminacjach zespoły San Marino (51 straconych goli), Gibraltaru (31) i Liechtensteinu (31), Wysp Owczych (30), Łotwy (28), Malty (27), Estonii i Mołdawii (po 26).

Bałagan zostawiony przez Platiniego

Przeforsowany wiele lat temu przez ówczesnego prezydenta UEFA Michela Platiniego pomysł rozegrania XVI mistrzostw Europy nie w jednym czy dwóch krajach, jak bywało to wcześniej, lecz aż w 12 krajach, teraz odbija się czkawką. Francuski działacz nie przewidział, że chęć uczczenia jubileuszu 60-lecia rozegrania pierwszych mistrzostw Starego Kontynentu na stadionach rozsianych po wszystkich krańcach Europy, przysporzy organizatorom mnóstwo problemów już w fazie kwalifikacji.

Na razie UEFA musi uporać się z podziałem finalistów Euro 2020 na sześć grup turniejowych. Podział na tzw. koszyki został ustalony przy zachowaniu zasad fair play, to znaczy o przydziale miejsca decydowały wyłącznie wyniki uzyskane w eliminacjach. Wedle nich w pierwszym koszyku znalazły się najlepiej punktujące reprezentacje Włoch, Belgii, Anglii, Niemiec, Ukrainy i Hiszpanii, do drugiego koszyka trafiły reprezentacje Francji, Polski, Szwajcarii, Chorwacji, Holandii i Rosji, do trzeciego wpadły ekipy Portugalii, Turcji, Danii, Czech, Szwecji i Austrii, zaś w czwartym koszyku wylądowały Walia i Finlandia, a o cztery pozostałe w nim miejsca w marcu przyszłego roku odbędą się baraże.

Komplikacje zaczęły się przy uwzględnianiu interesów gospodarzy meczów Euro 2020 oraz uwzględnianiu politycznych konfliktów. Z tych powodów jeszcze przed losowaniem (30 listopada w Bukareszcie) spora grupa zespołów zna już swoje miejsce w fazie grupowej. Po przydzieleniu gospodarzy do grup, w których będą rywalizować, okazało się, że w pierwszym koszyku pozostaną tylko Belgia i Ukraina. Ponieważ Ukraińcy są w konflikcie z Rosją, zostali zamienieni przydziałem z Belgami i trafią do grup m.in. z Holandią.
Tak wygląda przypisanie tej grupy zespołów do grup przed losowaniem: grupa A: Włochy (gospodarz), zespół z II koszyka, zespół z III koszyka, zespół z IV koszyka; grupa B: Belgia, Rosja (gospodarz), Dania (gospodarz), zespół z IV koszyka; grupa C: Ukraina, Holandia (gospodarz), zespół z III koszyka, zespół z IV koszyka; grupa D: Anglia (gospodarz), zespół z II koszyka, zespół z III koszyka, zespół z IV koszyka; grupa E: Hiszpania (gospodarz), zespół z II koszyka, zespół z III koszyka, zespół z IV koszyka; grupa F: Niemcy (gospodarz), zespół z II koszyka, zespół z III koszyka, zespół z IV koszyka.

Angielskie media nie cenią polskiej reprezentacji i chętnie widziałyby ją w jednej grupie z „Synami Albionu”. Niestety dla ekipy Jerzego Brzęczka, taki wariant jest jak najbardziej możliwy, bo nasz zespół podczas losowania nie uniknie trafienia na największe futbolowe potęgi.

Biało-czerwoni w grupie marzeń

Jeśli Robert Lewandowski i spółka nie wpadną w jednej grupie (D) na Anglików, to los przydzieli ich do Włochów (grupa A), Hiszpanów (grupa E) lub Niemców (grupa F). Każda z tych ekip jest wyraźnie mocniejsza od naszej. Nie od rzeczy będzie przypomnieć, że w ostatniej serii spotkań, gdy nasz zespół z trudem pokonał u siebie Słowenię 3:2, Anglicy rozgromili na wyjeździe Kosowo 4:0, a wcześniej Bułgarię 6:0 i Czarnogórę 7:0, Włosi natomiast w ostatniej kolejce stłukli Armenią aż 9:1. Także Niemcy grają coraz lepiej, czego dowodzi ich wygrana z Irlandią Północną 6:1, a i na Hiszpanów lepiej nie wpaść, bo nasz zespół nie jest dużo lepszy od ekipy Rumunii, a ona na pożegnanie eliminacji przegrała z nimi 0:5. A przecież i w trzecim koszyku potencjalnie lepszych rywali nie brakuje, dość wymienić Portugalię, Turcję, Danię, Czechy i Szwecję.

Może się zatem zdarzyć, że Polska trafił do jednej grupy z Anglią, Portugalią i Walią. Ale nawet wykoncypowana już przez część polskich mediów tzw. grupa marzeń dla naszej ekipy, z zespołami Włoch, Austrii lub Czech i np. Macedonii Północnej, bynajmniej nie daje żadnej pewności, że reprezentacja Polski zdołałaby z niej awansować do fazy pucharowej. Przypomnijmy przy okazji, że w przyszłorocznym czempionacie naszego kontynentu zagrają 24 reprezentacje podzielone na 6 grup, a do 1/8 finału awansują zwycięzcy, drużyny z drugich miejsc i cztery ekipy z trzecich miejsc.