Nieuleczalna choroba Woźniackiej

Karolina Woźniacka wyjawiła publicznie, że lekarze zdiagnozowali u niej reumatoidalne zapalenie stawów. To nieuleczalna choroba.

 

Reumatoidalne zapalenie stawów to choroba o podłożu autoimmunologicznym, której przyczyny nie są znane i częściej cierpią na nią kobiety niż mężczyźni. Zazwyczaj zaczyna się w wieku 40-50 lat, dlatego wykrycie jej pierwszych symptomów u 28-letniej Woźniackiej wywołało na świecie ogromny szok i falę współczucia dla znakomitej duńskiej tenisistki polskiego pochodzenia. Także dlatego, że jest to choroba nieuleczalna i co najwyżej można hamować jej postęp.

Woźniacka tak opowiadała w mediach o swojej chorobie: „Po Wimbledonie nie czułam się dobrze, ale myślałam, że to tylko grypa. Któregoś dnia obudziłam się i nie mogłam podnieść rąk nad głowę. Nie wiedziałam co się dzieje. Gdy powiedziano mi, że mam reumatoidalne zapalenie stawów, byłam zszokowana. Czułam się silnym sportowcem, a tu w moim życiu pojawił się silniejszy przeciwnik, z którym chcąc nie chcąc muszę się zmierzyć. Staram się myśleć pozytywnie, wiem, że są sposoby, które pozwolą mi czuć się lepiej i nadal uprawiać sport. Z niczego nie zamierzam rezygnować” – powiedziała Karolina Woźniacka.

 

WTA Finals dla Switoliny

Elina Switolina zakwalifikowała się do WTA Finals w Singapurze jako ostatnia w stawce ośmiu tenisistek. Ale w turnieju Ukrainka wygrała wszystkie pojedynki, zaś w finale pokonała Amerykankę Sloane Stephens 3:6, 6:2, 6:2.

 

W niedzielnym finale WTA Finals w Singapurze, ostatnim rozegranym w tym mieście, spotkały się dwie niepokonane w turnieju tenisistki. Switolina w fazie grupowej pokonała Czeszkę Petrę Kvitova 6:3, 6:3, drugą z czeskich reprezentantek Karolinę Pliskovą 6:2, 2:6, 6:2 i Dunką o polskich korzeniach Karolinę Woźniacką 5:7, 7:5, 6:3, a w półfinale wyeliminowała Holenderkę Kiki Bertens 7:5, 6:7, 6:4. Sloane Stephens natomiast w fazie grupowej wygrała z Japonką Naomi Osaką 7:5, 4:6, 6:1, z Holenderka Kiki Bertens 7:6, 2:6, 6:3 i reprezentantką Niemiec Angelique Kerber 6:3, 6:3, zaś w półfinale uporała się z Czeszka Karolina Pliskovą 0:6, 6:4, 6:1. Dla ukraińskiej tenisistki już sam awans do finału turnieju mistrzyń był największym osiągnięciem w karierze, Amerykanka miała już na koncie triumf w ubiegłorocznym wielkoszlemowym US Open. Przed meczem eksperci dawali jednak obu zawodniczkom równe szanse na zwycięstwo.

I jak się okazało, prognozowali słusznie, chociaż pojedynek lepiej zaczęła Stephens. Wyraźnie stremowana Switolina grała pasywnie dopiero od stanu 1:4 zaczęła stawiać rywalce większy opór, ale pierwszego seta przegrał ostatecznie 3:6. W drugiej partii po tremie nie było już śladu i Ukrainka zaczęła uzyskiwać coraz wyraźniejsza przewagę. Grała dynamicznie, swobodnie, posyłała zabójcze krosy, zwłaszcza bekhendowe, a zaskakiwana nimi Stephens popełniała więcej błędów. Switolina wciąż podnosiła poziom swojej gry, natomiast Amerykanka odwrotnie. Ukrainka wygrała drugą partię 6:2, a w trzeciej nie pozwoliła Amerykance na więcej i po dwóch godzinach i 23 minutach jak najbardziej zasłużenie sięgnęła o mistrzowski tytuł i ponad dwa miliony dolarów premii.

Było to drugie spotkanie tych tenisistek w tym roku. Wcześniej w półfinale turnieju w Montrealu zwyciężyła Stephens. Ich aktualny bilans wynosi teraz 2-2. Dla Stephens to trzeci przegrany finał w tym roku. Przegrała jeszcze w Montrealu i w wielkoszlemowym French Open w Paryżu, w którym uległa Rumunce Simonie Halep. Amerykanka ma w swoim dorobku sześć wygranych turniejów. Switolina w wielkoszlemowych turniejach najdalej doszła do ćwierćfinału – w French Open w 2015 i 2017 i Australian Open 2018. W Singapurze wygrała wszystkie pięć meczów i jest pierwszą zawodniczką od 2013 roku, której to się udało (pięć lat temu dokonała tego Serena Williams). W tym sezonie wcześniej triumfowała w turniejach Brisbane, Dubaju i Rzymie.

W grze podwójnej triumfowały Węgierka Timea Babos i Francuzka Kristina Mladenović.

 

 

Kerber wciąż w grze

Z dwóch polskich tenisistek uczestniczących w tegorocznym ATP Finals na placu boju pozostała już tylko reprezentująca Niemcy Angeliqua Kerber. Grająca dla Danii Karolina Woźniacka przegrała z Ukrainką Jeliną Switolina i odpadła z turnieju. Do półfinału z grupy „Białej” oprócz Switoliny awansowała jeszcze Czeszka Karolina Pliskova.

 

Po czterech dniach Mistrzostw WTA żadna z ośmiu zawodniczek nie wywalczyła jeszcze awansu do półfinału. Dopiero piątek dnia, w czwartek, doszło do pierwszych rozstrzygnięć. W grupie „Białej” najpierw zmierzyły się dwie Czeszki – Petra Kvitova z Karolina Pliskovą. Pierwsza to dwukrotna mistrzyni Wimbledonu, a w tym roku od lutego do czerwca wygrała pięć turniejów (Petersburg, Doha, Praga, Madryt i Birmingham). Pliskova doszła do ćwierćfinałów w Australian Open i US Open oraz wygrała dwa turnieje (Stuttgart, Tokio). Dla niej jest to trzeci występ w WTA Finals. Najlepszy rezultat osiągnęła w poprzednim sezonie dochodząc do półfinału, a tegorocznej edycji powtórzyła ten wyczyn. Kvitova natomiast to triumfatorka tej imprezy z 2011 roku. W finale wystąpiła jeszcze trzy lata temu, ale wtedy uległa Agnieszce Radwańskiej. Uczestniczy po raz szósty w Turnieju Mistrzyń. Bilans meczów obu Czeszek to 3-0 dla Kvitovej, lecz w czwartek na korcie wyraźnie dominowała Pliskova, która wygrała 6:3, 6:4 i za jednym zamachem zapewniła sobie awans i pozbawiła na to szans rodaczkę.

W drugim pojedynku grupy „Białej” o drugie miejsce w półfinale walczyły Karolina Woźniacka z Eliną Switoliną. Ukrainka, mimo zwycięstw nad obiema Czeszkami, w starciu z reprezentantka Danii nie była faworytką. W tym roku Switolina wygrała turnieje w Brisbane, Dubaju i Rzymie, a w wielkoszlemowych imprezach najdalej dotarła w Australian Open, ale tylko do ćwierćfinał. Woźniacka natomiast nakręcona ubiegłorocznym triumfem w WTA Finals zaczęła nowy sezon od zwycięstwa w Australian Open
Switolina zadebiutowała w WTA Finals rok temu. Pokonała Simonę Halep, ale wcześniejsze dwa spotkania przegrała i nie wyszła z grupy. Dla Woźniackiej to szósty występ w imprezie. Wcześniej tylko raz nie wyszła z grupy, w 2011 roku. Osiem lat temu po raz pierwszy zagrała w finale ulegają jednak Belgijsce Kim Clijsters. Switolina i Woźniacka po raz drugi zmierzą się w Singapurze. Przed rokiem Dunka straciła tylko dwa gemy. Trzy wcześniejsze ich mecze wygrała Ukrainka. W czwartek obie stoczyły zacięta walkę, z której zwycięsko wyszła Switolina, wygrywając 5:7, 7:5, 6:3.

W piątek zapadną rozstrzygnięcia w grupie „Czerwonej. Sloane Stephens w drugiej serii gier pokonała Kiki Bertens, ale chociaż odniosła drugie zwycięstwo, nie może być jeszcze pewna awansu do półfinału. Komfort popsuła Amerykance reprezentująca Niemcy Angelique Kerber, która w pierwszym meczy nieoczekiwanie przegrała z Holenderką Kiki Bertens, ale w środę po zaciętym meczu pokonała wschodzącą gwiazdę kobiecego tenisa Naomi Osakę 6:4, 5:7, 6:4. Był to pojedynek zawodniczek, które w tym roku triumfowały w imprezach wielkoszlemowych. Kerber sięgnęła po tytuł w Wimbledonie, a Osaka niespodziewanie wygrała US Open.

Dzięki zwycięstwu nad Japonką, mieszkająca w podpoznańskim Puszczykowie 30-letnia Kerber, dla której jest to piąty starty w WTA Finals, przedłużyła swoje szanse na awans do półfinału. Żeby wyjść z grupy musi jednak pokonać w piątek Sloane Stephens.

 

W WTA Finals nie ma faworytek

Przed tegorocznego turnieju mistrzyń w Singapurze prognozowano, że główne role odegrają w nim broniąca tytułu Karolina Woźniacka i debiutująca w imprezie Naomi Osaka. Tymczasem obie przegrały swoje pierwsze pojedynki.

 

Trwająca od niedzieli w Singapurze 48. edycja turnieju mistrzyń już pierwszego dnia sypnęła niespodziankami. W starciu Petry Kvitovej z Jeliną Switoliną eksperci więcej szans na zwycięstwo dawali czeskiej tenisistce, która ma już w dorobku triumf w tej imprezie odniesiony w 2011 roku i doświadczenie z kilku innych startów zakończonych mniej spektakularnymi osiągnięciami, a poza tym od czterech lat nie przegrała pojedynku ze Switoliną. Ukrainka zakwalifikowała się do tegorocznej edycji WTA Finals w ostatniej chwili i już szykowała się do gry w turnieju w chińskim Zhuhai. Ale w starciu z Kvitovą Switolina wyciągnęła wnioski ze swojego ubiegłorocznego występu z Singapurze, w którym zdołał wygrać tylko jeden pojedynek i nie wywalczyła awansu do półfinału. W meczu z Kvitovą była skoncentrowana i waleczna od początku i nie straciła koncentracji do ostatniej piłki. Wygrała pewnie 6:3, 6:3 i przerwała trwającą cztery lata serię niepowodzeń w meczach z tą czeską zawodniczką.

W drugim spotkaniu w grupie „białej” zmierzyły się Karolina Woźniacka i druga z reprezentantek Czech w stawce, Karolina Pliskova. Faworyzowana reprezentantka Danii nie miała jednak swojego najlepszego dnia i chociaż walczyła ambitnie, to po półtorej godzinie gry schodziła z kortu pokonana 2:6, 4:6. Pliskova poprawiła swój niekorzystny bilans pojedynków z Woźniacką na 4-6, ale nie można wykluczyć, że obie tenisistki w Singapurze zmierzą się ze sobą ponownie. Dunka polskiego pochodzenia w drugiej kolejce gier pokonała bowiem Kvitovą 7:5, 3:6, 6:2 i zachowała szanse na awans do półfinału. Pliskova natomiast mogła już zapewnić sobie awans w przypadku wygrania pojedynku ze Switoliną (zakończył się po zamknięciu wydania), ale Ukrainka była dokładnie w takiej samej korzystnej sytuacji.

W grupie „czerwonej” sytuacja jest taka sama, czego dowodem są wyniki rozegrany w poniedziałek spotkań. W starciu triumfatorek dwóch ostatnich edycji wielkoszlemowego US Open eksperci więcej szans dawali tegorocznej zwyciężczyni Japonce Naomi Osace, tymczasem Amerykanka Sloane Stephens, która do Singapuru zakwalifikowała się tylko dlatego, że z powodu kontuzji wycofała się Rumunka Simona Halep, spłatała wszystkim psikusa wygrywając z Osaka po kapitalnym pojedynku 7:5, 4:6, 6:1. W drugiej parze również trzeba było trzech setów na wyłonienie zwyciężczyni, ale porażka wyżej notowanej w rankingu Angelique Kerber z Holenderką Kiki Bertens 6:1, 6:3, 6:4 jest sporą niespodzianką. I potwierdzeniem tezy, że w tegorocznej edycji WTA Finals nie ma stuprocentowych faworytek. O zwycięstwie tej czy innej zawodniczki decydują niuanse, bo wszystkie przyjechały do Singapuru doskonale przygotowane do gry i mocno zmotywowane. Dlatego nie sposób przewiedzieć, która z nich wygra ten turniej.

 

Pożegnanie mistrzyń z Singapurem

W niedzielę 21 października rozpoczął się turniej mistrzyń WTA Finals z udziałem ośmiu najlepszych tenisistek sezonu. W ostatniej chwili wycofała się z niego z powodu kontuzji liderka rankingu Rumunka Simona Halep.

 

Najlepsze tenisistki sezonu powalczą w Singapurze o triumf w WTA Finals po raz piąty z rzędu, ale zarazem już po raz ostatni. Za rok kolejne zmagania w turnieju mistrzyń odbędą się w Chinach, a konkretnie w Shenzhen. Władze kobiecego tenisa poinformowały o podpisaniu 10-letniej umowy. Skorzystają na tym także zawodniczki, które w Singapurze walczą o pule nagród w wysokości siedmiu milionów dolarów, natomiast w Shenzen do podziału będzie kwota dwukrotnie wyższa, co sprawi, że WTA Finals wysokością premii przebije nawet turnieje Wielkiego Szlema.

Formaty i terminy turnieju mistrzyń nie po raz pierwszy ulegają zmianie. Pierwsza edycja tych prestiżowych zmagań odbyła się w 1972 roku w Boca Raton. Cztery lata później najpierw rozegrano I rundę (osiem par), a następnie po raz pierwszy w historii zastosowano podział na grupy. W latach 1975-1986 tenisistki rywalizowały pod koniec marca lub na początku kwietnia. W 1986 roku wrócono do terminu październikowego bądź listopadowego. Wtedy jedyny raz odbyły się dwie edycje Masters. Zarówno w marcu, jak i listopadzie zwyciężyła Czeszka z amerykańskim paszportem Martina Navratilova.

Shenzen będzie 10. miastem-gospodarzem turnieju mistrzyń. Przed nim WTA Finals gościły: Boca Raton (1972-1973), Los Angeles (1974-1976 i 2002-2005), Nowy Jork (1977 i 1979-2000), Oakland (1978), Monachium (2001), Madryt (2006-2007), Dauha (2008-2010), Stambuł (2011-2013) i Singapur (2014-2018). W ostatnim, pożegnalnym turnieju w Singapurze, który jest 48. edycją mistrzostw WTA, znalazły się dwie triumfatorki tej imprezy – Czeszka Petra Kvitova to mistrzyni z sezonu 2011, gdy impreza po raz pierwszy odbyła się w Stambule, a reprezentująca Danię Karolina Woźniacka triumfowała rok temu w Singapurze.

Oprócz nich w zmaganiach wezmą udział reprezentująca reprezentująca Niemcy Andżelika Kerber, Czeszka Karolina Pliskova, Ukrainka Elina Switolina oraz debiutantki – Japonka Naomi Osaka, Amerykanka Sloane Stephens i Holenderka Kiki Bertens. Organizatorzy tradycyjnie już podzielili zawodniczki na dwie grupy. W białej znalazły się Woźniacka, Kvitova, Pliskova i Switolina, a w czerwonej Kerber, Stephens, Osaka i Bertens.

Jako pierwsze wyszły na kort tenisistki z grupy białej. W pierwszym niedzielnym pojedynku zmierzyły się Switolina z Kvitovą i ku zaskoczeniu znawców Ukrainka łatwo wygrała 6:3, 6:3. Niespodzianką była też porażka broniącej tytułu Woźniackiej z Pliskovą. Te wyniki niczego jednak jeszcze nie przesądzają.

 

Hurkacz idzie w górę w rankingu ATP

W najnowszych notowaniach rankingu WTA i ATP nadal najwyżej z reprezentantów Polski sklasyfikowana jest Agnieszka Radwańska, ale Hubert Hurkacz jest od niej gorszy już tylko o 10 miejsc.

 

Hurkacz awansował o pięć pozycji i zajmuje obecnie 88. lokatę w rankingu ATP, najwyższą w dotychczasowej karierze. W czołowej setce światowej listy 21-letni tenisista jest jedynym Polakiem, ale wyżej od niego w Top 100 są sklasyfikowane dwie nasze zawodniczki – Agnieszka Radwańska po kolejnym spadku zajmuje obecnie 78. pozycję, a Magda Linette jest na 83. miejscu. Czwartą lokatę wśród naszych reprezentantów zajmuje Magdalena Fręch, plasująca się na 138. miejscu, a piątą 17-letnia Iga Świątek, klasyfikowana obecnie na 176. pozycji. Szósty w tym zestawieniu,a zarazem ostatni z biało-czerwonych w Top 200, jest Kamil Majchrzak (ATP 192).

Wypada odnotować, że kolejną lokatę wśród panów, 395. zajmuje Jerzy Janowicz, ale ponieważ z powodu kontuzji nie bierze udziału w turniejach, w październiku wypadnie całkowicie z rankingu ATP i niewykluczone, że zakończy w ogóle karierę. Podobnie niepewna jest przyszłość Agnieszki Radwańskiej, a zatem możliwe jest, że w przyszłym roku nasi reprezentanci będą rywalizować na marginesie wielkiego tenisa. Hurkacz w nowym sezonie stawia sobie za cel osiągnięcie miejsca w okolicach 50. lokaty, a tenisowi eksperci prognozują, że tak wysoko może zajść także Iga Świątek.

Tymczasem do światowej czołówce na koniec roku zawitała rewelacyjna 20-letnia Japonka Naomi Osaka, która w najnowszym notowaniu uplasowała się na czwartej pozycji. Przed nią są już tylko Simona Halep, Karolina Woźniacka i Andżelika Kerber. U panów prowadzi Rafael Nadal, przed Novakiem Djokoviciem i Rogerem Federerem.

 

Radwańska została hotelarką

Agnieszka Radwańska w najnowszym notowaniu rankingu WTA spadła z 65. na 74. miejsce. Na korcie jej się nie wiedzie, za to w biznesie wręcz odwrotnie. Właśnie niedawno otworzyła w Krakowie luksusowy hotel.

 

To już drugi tenisowy sezon z rzędu, w którym 29-letnia Agnieszka Radwańska nie liczy się w rywalizacji o udział w kończącym zmagania najlepszych tenisistek turnieju mistrzyń w Singapurze. W tym rankingu krakowianka zajmuje obecnie 69. lokatę i rozpoczynający się wkrótce turniej będzie mogła obejrzeć za pośrednictwem telewizora. Na pewno zagra w nim liderka światowej listy 27-letnia Rumunka Simona Halep, z którą Radwańska w tym roku wygrała, zagrają także dwie przyjaciółki naszej najlepszej tenisistki – reprezentująca Danię 28-letnia Karolina Woźniacka i reprezentująca Niemcy 30-letnia Andżelika Kerber. Oprócz nich miejsce w najlepszej ósemce sezonu mają w tej chwili 28-letnia Czeszka Petra Kvitova, 24-letnia Ukrainka Jelina Switolina, 25-letnia Amerykanka Sloane Stephens i 20-letnia Japonka Naomi Osaka, a szanse na zajęcie miejsca w tym elitarnym gronie zachowują jeszcze 26-letnia Czeszka Karolina Pliskova, jej rówieśniczka Holenderka Kiki Bertens i 20-letnia Białorusinka Aryna Sabalenka.

Jak widać Radwańska nie jest jeszcze w wieku, którym można tłumaczyć słabe wyniki na korcie. W jej przypadku bardziej wiarygodnie brzmią tłumaczenia, że nie jest już w stanie zmusić swojego nękanymi różnymi urazami organizmu ani też samej siebie do ciężkiej treningowej pracy. W jednym z niedawno udzielonych wywiadów wieloletni trener krakowianki Tomasz Wiktorowski wręcz powiedział, że w tej chwili nawet on nie jest w stanie przewidzieć, czy Radwańska w nowym sezonie w ogóle pojawi się na korcie. Niewykluczone, że tenisistka zrobi sobie długą przerwę w startach, a żeby zatrzymać spadek w rankingu, po prostu skorzysta z opcji jego zamrożenia. Być może długa przerwa pozwoli jej na całkowite wyleczenie wszystkich urazów, ale zwolennicy jej niekwestionowanego tenisowego talentu powinni oswajać się już powoli z myślą, że tak lubiana przez nich „Isia” już nie odzyska utraconej pozycji w światowej czołówce.

Sama Radwańska chyba też nie daje sobie na to wielkich szans i zaczyna szukać dla siebie innych wyzwań. Dowodzi tego otwarcie przez nią niedawno w Krakowie hotelu „Aga Tenis Apartments”. Nie jest to bynajmniej przystań dla ubogich, bo doba w nim w apartamencie typu „Superior” dla dwóch osób bez wyżywienia kosztuje 665 złotych, a nie jest to najtańsza opcja w ofercie. W sumie hotel ATA ma w dziesięć apartamentów, z których każdy nawiązuje wystrojem do miast, w których Radwańska święciła największe tenisowe triumfy.

 

 

Radwańska dogania Linette

W najnowszym notowaniu rankingu WTA z polskich tenisistek wciąż najwyżej sklasyfikowana jest Agnieszka Radwańska (WTA 59), ale od Magdy Linette (WTA 68) dzieli ją już tylko dziewięć miejsc. Trzecia jest Magda Fręch (WTA 141), a na czwarte awansowała 17-letnia Iga Świątek.

 

Świątek ma za sobą udany sezon – wygrała juniorski turniej wielkoszlemowego Wimbledonu, ale ostatnio świetnie radziła sobie w rywalizacji z seniorkami w turniejach ITF. Najpierw triumfowała w Budapeszcie, a w niedzielę okazała się najlepsza w szwajcarskim Montreux. Punkty zdobyte na Węgrzech i w Szwajcarii pozwoliły utalentowanej nastolatce dokonać wielkiego skoku w rankingu WTA – aż o 118 miejsc, na najwyższą w karierze 180. lokatę. A to już jest pozycja dająca prawo gry eliminacjach do wielkoszlemowych turniejów. Magda Linette utrzymała miejsce w poprzedniego notowania i wciąż zajmuje 68. lokatę na światowej liście. W hierarchii polskich tenisistek 26-letnia poznanianka jest druga i w najbliższym czasie nie grozi jej utrata tego miejsca, bo Magdalena Fręch przeżywa regres formy i zjechał w dół ze 126. na 141. miejsce. Linette ma natomiast spore szanse zakończyć rok w roli rakiety numer 1 w naszym kobiecym tenisie, jeśli Agnieszce Radwańskiej nie uda się obronić punktów w dwóch azjatyckich turniejach, do których się zgłosiła.

Krakowianka znalazła się w punkcie zwrotnym swojej profesjonalnej kariery. W US Open odpadła już w 1. rundzie za tę porażkę zapłaciła utratą miejsca w Top 50 i spadkiem na 59. miejsce. Radwańska w tym sezonie ma jeszcze w planach występ w Seulu i Pekinie. Jeśli nie zatrzyma tendencji spadkowej, to w przyszłym roku o prawo gry w największych turniejach będzie musiała walczyć w kwalifikacjach. Ponieważ wykluczyła taką ewentualność, w jej przypadku rysują się trzy możliwe scenariusze. Pierwszy jest ambitny i wymaga podjęcia ciężkich, wręcz katorżniczych treningów pozwalających uzyskać siłę i wytrzymałość na poziomie prezentowanych obecnie przez zawodniczki z Top 50. Drugi jest wygodny, bo zakłada jedynie utrzymanie pozycji w drugiej połówce Top 100, pozwalającej na starty w wybranych turniejach niższej rangi oraz w Wielkim Szlemie. No i wreszcie trzeci scenariusz, dla Radwańskiej zapewne najbardziej kuszący, czyli zakończenie kariery pod pretekstem kłopotów zdrowotnych, a potem poświęcenie się rodzinie, nowym pasjom oraz pomnażaniu zarobionej na korcie fortuny.

Tymczasem w Top 10 rankingu WTA, w którym przez blisko dekadę pojawiało się nazwisko Radwańskiej, po US Open doszło do sporych przetasowań. Pozycję liderki utrzymała Rumunka Simona Halep, ale dwie kolejne lokaty zajmują Polki – wiceliderką jest nasza rodaczka w duńskich barwach Karolina Woźniacka, a trzecie reprezentująca Niemcy Andżelika Kerber. Pozostałe miejsce zajmują: 4. Caroline Garcia (Francja), 5. Petra Kvitova (Czechy), 6. Jelina Switolina (Ukraina), 7. Naomi Osaka (Japonia), 8. Karolina Pliskova (Czechy), 9. Sloane Stephens (USA), 10. Jelena Ostapenko (Łotwa).

 

W US Open ranking nie ma znaczenia

Na kortach Flushing Meadows tuzy męskiego tenisa trzymają się mocno, ale w rywalizacji pań zawodniczki z czołówki padają jak muchy. Już w pierwszym tygodniu US Open odpadła większość zawodniczek z Top 10 rankingu WTA: Simona Halep (1), Karolina Woźniacka (2), Angelique Kerber (4), Petra Kvitova (5), Caroline Garcia (6), Julia Goerges (9) i Jelena Ostapenko (10).

 

Wydarzeniem III rundy tegorocznego US Open był pojedynek sióstr Williams. Była to ich 30. konfrontacja w zawodowej karierze. Przed meczem starsza Venus, sklasyfikowana obecnie na 16. miejscu światowej listy, zażartowała z młodszej o rok Sereny (WTA 26), że ich potyczka na kortach Flushing Meadows będzie uczciwa, bo w 29., rozegranej w styczniu 2017 roku podczas wielkoszlemowego Australian Open, jej siostra była już w ciąży. „Nie miałam wtedy szans, bo one grały dwie na jedną” – stwierdziła z uśmiechem Venus. Ale na korcie żartów już nie było, bo młodsza z sióstr rozprawiła się ze starszą w 72 minuty, wygrywając 6:1, 6:2. W Nowym Jorku zmierzyły się ze sobą po raz pierwszy od 2015 roku. Wtedy w ćwierćfinale Serena zwyciężyła w trzech setach. Bilans ich wszystkich starć to 18-12 dla młodszej, w tym 11-5 w wielkoszlemowych imprezach (4-2 w US Open).

Wobec trwającego od pierwszej rundy pogromu najwyżej rozstawionych w turnieju tenisistek Serena Williams wyrasta na faworytkę nowojorskiej imprezy, którą wygrywała już w przeszłości sześciokrotnie (1999, 2002, 2008, 2012, 2013 i 2014). W IV rundzie na drodze Sereny stanie Estonka Kaia Kanepi (WTA 44), która pierwszego dnia turnieju sprawiła sensację eliminując numer 1 rankingu WTA Rumunkę Simone Halep. Kanepi grała z młodszą z sióstr Williams czterokrotnie i w żadnym z tych pojedynków nie ugrała nawet seta. Ich ostatnia konfrontacja miała miejsce w IV rundzie US Open 2014. Amerykanka zwyciężyła wówczas 6:3, 6:3.

W III rundzie US Open doszło do starcia triumfatorek Rolanda Garrosa, Marii Szarapowej (WTA 22) z Jeleną Ostapenko (WTA 10). Rosjanka w Paryżu zwyciężyła w 2012 i 2014 roku, a Łotyszka tytuł wywalczyła w ubiegłym sezonie. W Nowym Jorku była liderka rankingu wygrała 6:3, 6:2. Obie tenisistki spotkały się po raz drugi. Kilka miesięcy temu w Rzymie Szarapowa była górą po trzysetowej batalii. Rosjanka tym zwycięstwem potwierdziła wysoką formę, ale nie ją się uważa za najpoważniejszą rywalkę Sereny Williams. W tym gronie wymienia się najczęściej młodsze rodaczki amerykańskiej gwiazdy – Sloane Stephens i Madison Keys, 20-letnią Białorusinkę Arynę Sabalenkę, która o ćwierćfinał zagra ze swoją rówieśniczką Japonką Naomi Osaką. W grze o tytuł wysokie notowania przyznawano też po III rundzie Czeszca Karolinie Pliskovej, Ukraince Elinie Svitolinie.

Wśród mężczyzn z tuzów światowego tenisa pierwszego tygodnia turnieju nie przetrwał jedynie Brytyjczyk Andy Murray. W grze pozostawali natomiast Rafael Nadal, Roger Federer, Novak Djoković, Juan Martin Del Potro, Kei Nishikori i pogromca naszego Huberta Hurkacza Marin Cilić.

 

Rekordowe premie w US Open

W najbliższy poniedziałek na nowojorskich kortach kompleksu Flushing Meadows rozpocznie się US Open – ostatni w tym roku tenisowy turniej Wielkiego Szlema. Organizatorzy w puli nagród przygotowali 53 mln dolarów.

 

W porównaniu do US Open 2017 pula nagród wzrośnie o pięć procent, z 50,4 mln do 53 mln dolarów. Tradycyjnie najwięcej, bo aż 3,8 mln dolarów, zarobią zwycięzcy turnieju singla kobiet i mężczyzn. W 2017 roku mistrzowie otrzymali o 100 tys. dolarów mniej. Ale występ na kortach Flushing Meadows opłaca się wszystkim uczestnikom, nawet tym z kwalifikacji, bo dla nich na premie przygotowano trzy miliony dolarów. Tenisiści, którzy odpadną już w I rundzie turnieju otrzymają na pocieszenie po 54 tys. dolarów. W kolejnych rundach nagrody są pokaźniejsze. Dojście do II fazy rozgrywek (1/32 finału) gwarantuje premię w wysokości 93 tys. dolarów, osiągnięcie trzeciej rundy (1/16 finału) wyceniono na 156 000 dolarów, czwartej (1/8 finału) na 266 000, ćwierćfinał na 475 000, a półfinał na 925 000 dolarów. Przegrany w finale zainkasuje dwa razy tyle – 1 850 000.
Opłaca się zatem startować w US Open, bo nawet w grze podwójnej premie są tam pokaźne. Za zdobycie tytułu zwycięski debel dostanie do podziału 700 000 dolarów, finaliści 350 000, półfinał wyceniono na 164 000, ćwierćfinał na 82 275, trzecią rundę na 46 500, drugą na 27 875, a pierwszą na 16 500 dolarów.

Dlatego z miejsca na liście startowej nowojorskiego turnieju nikt bez istotnego powodu nie rezygnuje, co potwierdzają choćby tegoroczne zestawienie 32 zawodniczek i 32 zawodników rozstawionych w imprezie. Podstawą rozstawienia w turnieju kobiet był ranking WTA z 20 sierpnia, ale organizatorzy dokonali jednej, za to dość istotnej zmiany. Zajmującej 26. miejsce w światowym rankingu Serenie Williams przyznano numer 17. Decyzję uzasadniono tym, że 23-krotna mistrzyni Wielkiego Szlema, w tym sześciokrotna triumfatorka US Open, zasługuje na tego rodzaju wsparcie, bo straciła znaczną część poprzedniego sezonu z powodu ciąży i macierzyństwa. Apelowała o ten gest Amerykańska Federacja Tenisowa.

Najwyżej rozstawiona w turnieju singla pań będzie jednak aktualna liderka światowego rankingu oraz mistrzyni French Open Rumunka Simona Halep. Z „dwójką” wystąpi triumfatorka z Melbourne Dunka Karolina Woźniacka, zaś z „trójką” obrończyni tytułu Amerykanka Sloane Stephens. Wśród panów z numerem 1 zagra lider rankingu ATP Hiszpan Rafael Nadal, z „2” Szwajcar Roger Federer, a z „3” Argentyńczyk Juan Martin del Potro.

W tym roku wśród rozstawionych w US Open graczy zabraknie polskiego nazwiska, bo po raz pierwszy od 11 lat w tym elitarnym gronie w turnieju wielkoszlemowym nie znalazła się Agnieszka Radwańska. Polka w poniedziałkowym notowaniu, decydującym o tegorocznym rozstawieniu w US Open, zajmowała 39. lokatę.