I po świętach

Owszem, w niektórych kościołach zawisły ostrzeżenia przed przekroczeniem względnie bezpiecznej liczby zebranych. W innych jednak święcono masowo. Była też polityka.

Bez odwołań do aktualnych wydarzeń nie wyobrażał sobie Grobu Pańskiego proboszcz z kościoła świętych Piotra i Pawła w Łapach w diecezji łomżyńskiej. Zainstalował więc nie tylko figurę martwego Jezusa i żółte żonkile zapowiadające z martwych powstanie, ale też kombinezon pracownika medycznego z oddziału covidowego, górę puszek i butelek po piwie, rozłożył „Gazetę Wyborczą” i dodał jeden z tygodników prawicowych, bo na okładce znalazło się zdjęcie Marty Lempart oraz dwójki znanych aktywistów LGBTQ: Margot i Barta Staszewskiego. Całość opatrzył poruszającym sumienia napisem „Jak zabijam Jezusa”.
Na wszelki wypadek, żeby nikt z wiernych nie pomyślał, że do zabijania przykładają rękę pisma bliskie rządowi, tytuł prawicowego periodyku został zasłonięty. Można było skoncentrować się na twarzach wrogów Kościoła (ba! Jezusa!) i zastanawiać choćby nad tym, jak nie dopuścić do powtórki z jesieni ubiegłego roku, gdy nawet w Łapach, gdzie proboszczowie są ważnymi postaciami, znalazły się kobiety na tyle odważne, by zorganizować protesty przeciwko zakazowi aborcji. Nie masowe, ale jednak. Co ciekawe, w zaproszeniu na jeden z tych spacerów, które ciągle można odgrzebać na Facebooku, widnieje stanowczy apel organizatorek: to pokojowy marsz, nie planujemy iść pod kościoły. Jak widać, gest pozostał niedoceniony.

Kalwaria aborcyjna

Temat aborcji zdominował również uroczystości wielkopiątkowe w Kalwarii Zebrzydowskiej. Tamtejsi bernardyni w jakimś tam stopniu potraktowali obostrzenia pandemiczne poważnie i odwołali tradycyjne misteria z inscenizacją drogi krzyżowej. Tyle, że później i tak pozwalali wszystkim chętnym gromadzić się na terenie klasztoru i kalwarii, w dużych grupach iść jej drogami, z arcybiskupem Markiem Jędraszewskim przemawiającym z głośników w tle.

A ten kreślił analogię między sądem Piłata i ukrzyżowaniem Jezusa a prawem do przerywania ciąży. Część tej nauki zanotował reporter Wyborczej: ”Piłat przypomniał sobie również, co objaśniali mu przedstawiciele nauk biologicznych, zwłaszcza genetyki i embriologii, że życie człowieka rozpoczyna się w chwili poczęcia i że taka właśnie jest naukowa prawda. Ale że bał się posądzenia o słabość, szybko stłumił w sobie to wspomnienie. „Cóż to jest prawda?” – pomyślał, z satysfakcją przy tym zauważając, że sceptycyzm jest najlepszym lekarstwem na wszelkie prawdy, w tym również naukowe. Jego wahanie bezbłędnie wyczuli przywódcy ludu. „Jeżeli ten zbiór komórek uznasz za człowieka i przyznasz mu prawo do życia, nie jesteś przyjacielem władców tego świata. Co więcej, stajesz się wrogiem mainstreamowych mediów. Każdy, kto tak czyni, sprzeciwia się wolności i postępowi”.

Skromne mandaty

Oczywiście policja, która nie ma przecież zwyczaju wchodzenia do kościołów, nawet bez wysłuchania przemów Jędraszewskiego wiedziała, że kalwaryjscy pielgrzymi to nie protestujące kobiety, nie ma zatem potrzeby egzekwowania żadnych obostrzeń. Były jednak miejsca, gdzie mundurowi ostatecznie się pojawili. Z bloczkiem mandatów, nie z koszykiem pełnym jajek i kiełbasy.

W wielkopolskim Wolsztynie, w parafii św. Józefa, na nabożeństwie w świątyni było 360 osób. Oznacza to, że limit został przekroczony o 140 wiernych. Proboszcz został ukarany mandatem opiewającym na 50 zł. W innym kościele, Maksymiliana Kolbego w Mochach, na nabożeństwo ściągnęło 81 osób, podczas gdy dopuszczalna liczba wynosiła 14. Policjanci stwierdzili naruszenie, po czym wlepili karę w wysokości 20 zł. Dochód z tacy zapewne ekspresowo pokrył stratę… i życie potoczyło się swoim torem. Jak zawsze w Polsce. Święta – i po świętach.