O roku ufff…

Kiedy patrzę hen za siebie, w tamte lata, co minęły… to widzę, że były to okresy większego i mniejszego szczęścia. Nie przyjmuję narzekań na rok miniony. Oprócz pandemii, przed którą WHO ostrzegało od lat, wszystko zawdzięczamy sobie. Oczywiście odpowiedzialność, również karna, powinna być zróżnicowana. A przynajmniej jeśli sędzią i prokuratorem nie jest ktoś ze stajni ministra dwa zera. Choć w zasadzie po udanej akcji w sprawie europejskiego weta należy mu się – tak jak psu ze schroniska sterylizacja – trzecie zero do kolekcji.

Pamiętacie Dantego? Co ja pytam – ci, co czytali, nie pamiętają, a dziś przecież nikt nie czyta. Na rogatkach Polski od dawna wisi napis: Lasciate ogne speranza, voi ch’intrate. Ale jak ostrzec tych, którzy od zawsze są w środku? Nie martwmy się jednak więcej, niż to konieczne (swoją drogą, „martwy” i „zmartwiony” mają to samo leksykalne pochodzenie, choć zmartwiony martwi się tym, że będzie martwy, a martwy nie martwi się już niczym).

Jeśli pominąć wolną od Unii Brytanię, nowy rok ma szanse być wszędzie gorszy niż jego poprzednik. Brytania ma swój upragniony brexit, nawet jeśli nie w wersji hard, o jakiej marzyli jego inicjatorzy. Może już zmierzać do raju wolnych krajów, a przynajmniej do raju podatkowego. Nie wiadomo tylko, jak długo będzie z nią podążać Szkocja. Tak czy inaczej, rok 2021 nie powinien być dla Brytyjczyków gorszy od poprzednika, a 2022 nawet może być lepszy. No, chyba że Morawiecki poprosi u nich o azyl. Jak kiedyś Marcinkiewicz.

A co na kontynencie? W miarę stabilnie, trzecia i czwarta fala pandemii wywołana tym, że nie więcej niż 60% Europejczyków chce się szczepić, a wśród nich część tylko platonicznie. Nas również czeka piąta fala pandemii, kolejny narodowy lockdown itp., karuzela z ministrami. Bo u nas zamierza się szczepić co najwyżej 40% społeczeństwa, z czego duża część bardziej platonicznie (badanie WUM i ABC, opinia z grudnia 2020). Odporności zbiorowej z tego na pewno nie będzie.

Sukcesy będzie odnosiła nie tylko narodowa telewizja, ale i narodowe gazety i tygodniki lokalne. Niewykluczone, że powstaną nowe pisma o klasycznie narodowych nazwach, takich jak „Szturmowiec”, „Obserwator Ludowy” (lub „Narodowy”) czy może „Atak”… „Sieci” i „Do Rzeczy” czy „Gazeta Polska” mogą już nie wystarczyć.

Czeka nas dalszy wzrost inflacji – nie tylko z powodu kryzysu, lecz również po to, by łatać deficyt wydatków publicznych. I będzie to chyba jeden z niewielu wzrostów, na jakie możemy liczyć.

Oprócz tego wszyscy piszemy, poniekąd wspólną, książkę czasów zarazy. Na pewno jednak nie jest to książka o miłości, prędzej o stu tygodniach, a może i miesiącach, samotności. Zresztą i tu, i tam autor i pierwowzorów, i remake’ów tenże sam.

Optymiści, jeśli jeszcze jacyś żyją, patrzą w przyszłość z nadzieją, na przekór wszystkim znakom, ufając, że kiedyś będzie lepiej. Pesymiści nie patrzą w przyszłość, by uniknąć depresji już dziś – wolą poczekać na nią do jutra. Realiści (na szczęście jest ich niewielu) patrzą w przyszłość, a depresję mają już od przedwczoraj.

Pytanie, co robić – jeśli w ogóle robić cokolwiek – wisi nad nami nie od dzisiaj. Co robić, jeśli ma się przeczucie (lub, jak niektórzy, pewność), że nie osiągnie się zamierzonych efektów, a w każdym razie nie osiągnie się ich szybko. Co robić, jeśli wiadomo, że nie osiągnie się niczego w pojedynkę, a przekonywanie obojętnych jest niezwykle trudne, zresztą są przecież jeszcze wątpiący i ci z zupełnie innymi poglądami. Czy to syzyfowe prace czy może – co poniekąd optymistyczne – dwanaście (lub może nawet dwadzieścia) prac dla zbiorowego Heraklesa? Czy może jakaś odmiana szaty Penelopy, tym razem mozolnie tkanej w dzień, a nocą rozpruwanej przez podstępne trolle i boty?

„Niech żywi nie tracą nadziei” – pisał poeta, choć właśnie spisywał testament. Więc może rację miał ten, co pisał, Co robić… robić… robić…?

Bigos tygodniowy

Koniec 2020. to okazja do podsumowania, tego co się zdarzyło i będzie miało wpływ na nasze życie polityczne i społeczne w następnym roku. Poniżej PT Czytelnicy znajdą krótki, subiektywny przewodnik po takich zdarzeniach…


W marcu dowiedzieliśmy się, że w Polsce mamy pandemię. Zaraza rozwija się cały czas i niestety, pozostanie z nami na dłużej, przy czym jak się zdaje, my obywatele jesteśmy za to przynajmniej w części odpowiedzialni. Nagminne lekceważenie zaleceń wirusologów, przy niejasnych komunikatach rządzących spowodowało, że stoimy u progu „trzeciej fali”. Oznacza to oczywiście więcej zakażonych, więcej ciężko chorych i więcej zgonów, przy coraz bardziej niewydolnym systemie opieki zdrowotnej. Niestety, lud nie tylko nie przestrzega zaleceń specjalistów, ale także nie chce się szczepić, niewykluczone że pod wpływem Dudy, który w czasie kampanii prezydenckiej z rozbrajającą szczerością oświadczył, że się nie szczepi na grypę, bo nie, co mogło spowodować podejrzenia, że na COVID-a też się nie zaszczepi. Epidemiolodzy już wieszczą, że jeśli zaszczepi się jedynie 20%-30% populacji, to zaraza może zostać z nami do 2024. Chyba, że coś się zmieni i Duda idąc za przykładem Bidena, Joe Bidena, amerykańskiego prezydenta–elekta w świetle reflektorów, nadstawi swoje prezydenckie ramię igle, zmieniając nastawienie swoich wyborców do szczepień.


Oczywiście pierwsza połowa roku, a i trochę drugiej upłynęły pod znakiem wyborów prezydenckich. Po rzuceniu przez pisowców niewiarygodnych środków na front walki o reelekcję Dudy, udało się go przeczołgać do drugiej kadencji. Na nic rojenia, że może ta druga kadencja będzie lepsza, że może Duda odpowiedzialny jeno przed Bogiem i historią, okaże się kimś innym niż był w pierwszej. Nic z tych rzeczy, bo Duda pozostał Dudą, takim jakim był. Jego grudniowa interwencja u Gowina, speca od gospodarki z dyplomem filozofa, w sprawie otwarcia stoków narciarskich, jedynie tę ocenę potwierdziła. Pamiętajmy, że Duda pozostanie z nami przez 5 lat, niestety. Szykujmy się zatem na moc sportowych wrażeń z jego udziałem. Zawsze zimą, nawet pandemiczną, Duda jakiś stok znajdzie, żeby sobie poszusować, a według Elżbiety Jakubiak byłej pisowskiej ministerki, admiratorki tej postaci, jak będzie chciał to mu nawet taki stok usypią. Latem wyskoczy sobie na Hel, gdzie ma 2 fajne skutery wodne niezłej klasy i sobie pojeździ na falach, oby z lepszym skutkiem niż w mijającym roku, gdy na oczach obserwatorów, pierdyknął do wody wraz z jakąś pasażerką, którą przewoził prezydencką maszyną. A dobro Polski? E tam, poczeka, zawsze można obskoczyć jakąś rocznicową imprezkę, popleść coś na okrągło i odhaczyć wykonanie prezydenckich obowiązków. I tak kolejne latka sympatycznie miną.


Nie sposób zapomnieć też o dniu 22 października 2020 roku, kiedy zapadł wyrok Trybunału Konstytucyjnego Julii Przyłębskiej, który uderzył w tzw. kompromis aborcyjny, ustalony wiele, wiele lat temu. Spowodował, że przesłanka pozwalająca kobiecie na usunięcie ciąży w przypadku ciężkiego i nieodwracalnego upośledzenia płodu albo nieuleczalnej choroby zagrażającej życiu płodu, zniknęła z przepisów prawa. Nasze kobiety i dziewczyny, wspierane przez mężczyzn i chłopaków, wyszły pod sztandarami Strajku Kobiet, ale nie tylko, na ulice polskich miast i miasteczek, protestując przeciwko ograniczeniu praw kobiet w zakresie decydowania o reprodukcji. W miarę trwania protestów, pokojowo strajkujący rozszerzyli swoje postulaty o choćby uporządkowanie spraw na linii państwo-kościół. Brutalne akcje policji państwowej uprzytomniły być może niektórym, gdzie jako kraj jesteśmy. I niestety, nie jest to kraj w pełni demokratyczny, dbający o każdego, nawet najsłabszego swego obywatela czy obywatela myślącego inaczej niż akurat rządzący. To kraj, gdzie w stolicy państwa, należącego do Unii Europejskiej, w trakcie doprowadzania do radiowozu dziewiętnastolatkom łamie się ręce w trzech miejscach, to kraj gdzie w trakcie pokojowego protestu zamaskowany funkcjonariusz policji państwowej leje demonstrantów pałką teleskopową, to kraj gdzie posłanki na Sejm w czasie interwencji poselskiej są przez policję państwową gazowane, a Babcia Kasia z tęczową torbą na Placu Piłsudskiego w Warszawie, zostaje przez kilku rosłych policjantów zatrzymana i wsadzona do radiowozu, bo niedaleko Jaro ze swoją ekipą oddaje hołd ofiarom naszej narodowej bylejakości. Zaiste ciekawy to kraj i ciekawe jak się skończy historia oporu naszych kobiet i dziewczyn zderzonych z siłą państwa, kierowanego przez ludzi, krzywdzących człowieka prostego. Tak dla porządku i informacji rządzących, Polacy chyba polubili swoją wolność i tak łatwo jej nie oddadzą.


W sobotę z Belgii do Polski przywieziono 10.000 dawek szczepionki na SARS-CoV-2, przeznaczonych dla 5000 medyków, walczących na pierwszej linii covidowego frontu. W styczniu 2021. Pfizer dostarczy jeszcze 1,5 miliona dawek, wystarczających do zaszczepienia 750000 osób z grupy zero. Jeśli wszyscy w tej grupie się zaszczepią, to po zsumowaniu z liczbą osób, które są ozdrowieńcami, może się zbierze trochę osób, które miały kontakt z zarazą, ale to za mało, aby zatrzymać zakażenia. W każdym razie w niedzielę, w godzinach porannych, w szpitalu MSWiA w Warszawie, zostali zaszczepieni pierwsi Polacy – pracownicy tej placówki. To początek akcji szczepień, nazwanej pompatycznie, jak to pisowcy mają w zwyczaju, Narodowym Programem Szczepień. Pal sześć nazwę, jedno jest pewne, musimy jako nacja zaszczepić się nie tylko szybko, ale w znacznej liczbie, by wróciła normalność. I obyśmy zdrowi byli.

Do Czytelników Trybuny

Rok 2020 dobiega do końca. Rok pełen niepewności, bólu i rozstań. Ale również pełen nadziei na lepszą przyszłość. Zmagamy się z pandemią, ale na horyzoncie pojawiła się szczepionka. Wybory prezydenckie zakończyły się niepomyślnie, ale kobiety walczące o swoje prawa zachwiały potęgą konserwatywnej władzy. W nowy rok możemy więc spojrzeć z optymizmem.
Wszystkim Czytelniczkom i Czytelnikom „Trybuny” życzę zdrowia i pomyślności w Nowym Roku. Abyśmy za rok mogli spotkać się w szerszym gronie i w dobrych nastrojach, w dobrym zdrowiu, mogli z optymizmem spojrzeć  w przyszłości Polski i Europy.

Włodzimierz Czarzasty
Wicemarszałek Sejmu
Przewodniczący Nowej Lewicy

Kiedy wyjdziemy z kryzysu?

Tezy wystąpienia na webinarium w Akademii Leona Koźmińskiego
Gdy pada pytanie o to, kiedy i jak wyjdziemy z kryzysu, najczęściej myśli nań odpowiadających biegną w stronę przezwyciężania recesji. W takim ujęciu odpowiedź jest w miarę prosta: w 2021 roku. Ogólnie i przeciętnie, ponieważ także w następnych kwartałach będą firmy, sektory i gospodarki narodowe (nieliczne), w których wartość produkcji i świadczonych usług będzie spadała – ale ogólnie gospodarka światowa wróci na ścieżkę reprodukcji rozszerzonej.
Problem w tym, że od wskaźników średnich występują ogromne odchylenia, z wszystkim tego konsekwencjami dla zatrudnienia i bezrobocia, dla nierówności dochodowych, inwestycji oraz stanu finansów publicznych.
Nie można utożsamiać kryzysu z recesją – i na odwrót. Może mieć miejsce płytka, krótkotrwała recesja, która nie jest kryzysem; częściej zdarza się, że on nas ogarnia, choć nie odnotowujemy recesji (przykład: Polska w latach 2009-11).
Teraz, wskutek nakładania się licznych negatywnych megatrendów oraz słabości strukturalnych i instytucjonalnych, mamy do czynienia z systemowym kryzysem współczesnego kapitalizmu. Ulega mu zarówno kapitalizm neoliberalny, jak i państwowy, a w miarę obronną ręką wychodzi jedynie społeczna gospodarka rynkowa i chinizm.
Ten współczesny kryzys, w nawiązaniu do Wielkiego Kryzysu lat 1929-1933, nazywam Jeszcze Większym Kryzysem (JWK). Jego fundamentalne cechy aksjologiczne, strukturalne, instytucjonalne i polityczne wymagają innowacyjnej teorii ekonomicznej, na której opierać musi się zorientowana na przyszłość, poPKB-owska strategia potrójnie zrównoważonego rozwoju społeczno-gospodarczo-ekologicznego. Naprzeciw temu imperatywowi wychodzi nowy pragmatyzm.
Tak jak pandemii covid-19 nie da się przezwyciężyć szczepionką na grypę, tak wytrącenia z równowagi i dynamiki powodowanej JWK nie da się pokonać instrumentami tradycyjnej polityki gospodarczej. O ile przeto wychodzenie z recesji nastąpi w miarę szybko, gdy tylko pokonane zostaną trudności po stronie popytowej i zakłócenia po stronie podaży, o tyle z Jeszcze Większego Kryzysu wychodzić będziemy przez całą następną dekadę.
Obecny kryzys nastąpiłby nawet, gdyby nie dotknął nas szok związany z pandemią covid-19, jego przyczyny bowiem są zdecydowanie głębsze, systemowe. W szczególności chodzi tu o:
1) nieusunięcie źródeł poprzedniego kryzysu finansowego z lat 2008-2009;
2) nadal znaczne wpływy neoliberalnej doktryny;
3) falę populizmu;
4) degradację środowiska naturalnego;
5) wzrost nierówności dochodowych i majątkowych;
6) nierównowagę demograficzną.
Nawarstwiające się pokłady problemów powodują, że do stosunków gospodarczych wkradła się ogromna, niespotykana w pokojowych czasach doza nie tylko niepewności, lecz wręcz nerwowości. Jedno i drugie wzmacniane jeszcze jest przez nieudolną politykę.
Sytuacja ta prowadzi do zaostrzania się sporów i sprzeczności, które przebiegają na płaszczyznach:
a) sektor prywatny versus publiczny;
b) polityka państwa vs. spontaniczność rynku;
c) regulacja prawna vs. mechaniczna autonomiczność;
d) troska o poczucie bezpieczeństwa vs. priorytet dla materialnej zasobności;
e) mieć więcej vs. czuć się lepiej;
f) wolność i swoboda vs. kontrola i nadzór.
Konflikty te istniały od wielu lat, ale współcześnie dają o sobie znać ze szczególnym natężeniem.

We Włoszech święta z ograniczeniami

„To będzie inne Boże Narodzenie niż wszystkie.” – zapowiedział premier Włoch Giuseppe Conte. Zgodnie z nowym dekretem rządowym obowiązującym od 4 grudnia do 15 stycznia 2021 r., wprowadzono szereg obostrzeń obowiązujących zarówno mieszkańców Włoch, jak i tych, którzy w tym okresie będą chcieli odwiedzić ten kraj.

Od 21 grudnia 2020 r. do 6 stycznia 2021 r. na całym terytorium kraju obowiązuje zakaz przemieszczania się poza terytorium regionów lub województw autonomicznych, w dniach 25 i 26 grudnia 2020 r. oraz 1 stycznia W 2021 r., obowiązuje zakaz przemieszczania się również pomiędzy gminami, z wyjątkiem podróży motywowanych udokumentowanymi potrzebami zawodowymi, zdrowotnymi lub wyższą koniecznością. Podczas Bożego Narodzenia będzie obowiązywać godzina policyjna od 22.00 do 5.00 (obecnie zakaz poruszania się bez uzasadnienia obowiązuje w godzinach 24.00 do 5.00), a w Sylwestra przedłużono ją do godziny siódmej rano. Na początku zakładano, że w obiadach lub kolacjach świątecznych będzie mogło uczestniczyć maksymalnie 6-8 osób. Ostatecznie nie wprowadzono żadnego ograniczenia. Premier Conte wyjaśnił: „W systemie liberalno-demokratycznym nie możemy wchodzić do domów ludzi i nakładać surowych ograniczeń. Możemy ograniczyć się jedynie do silnej rekomendacji. Zdecydowanie odradzamy przyjmowanie w domu osób nie zamieszkujących wspólnie, zwłaszcza przy takich okazjach, które są bardziej towarzyskie i intymne. To niezbędny środek ostrożności nie tylko dla nas, ale także dla ochrony naszych bliskich, zwłaszcza rodziców i dziadków.”

Pasterka zostanie więc przesunięta na godzinę 20:00. Konferencja Episkopatu Włoch zwróciła się do parafii o zaplanowanie kilku mszy świątecznych w dzień Bożego Narodzenia, aby uniknąć zgromadzeń. Protokoły obowiązujące od maja ubiegłego roku przewidują w kościołach używanie maseczek, dezynfekcję rąk, zachowanie odstępu i opróżnienie chrzcielnic z wody święconej. Komunia jest najczęściej rozdawana na rękę.

Turystyka we Włoszech

Turystów przybywających do Włoch obowiązują nowe zasady: 1) 10.12–20.12 obowiązek przedstawienia negatywnego wyniku testu molekularnego lub antygenowego wykonanego w ciągu 48 h przed przekroczeniem granicy Włoch; w razie braku testu obowiązek poddania się 14-dniowej kwarantanni; 2) 21.12–06.01 obowiązek poddania się 14-dniowej kwarantannie; 3) 07.01–15.01 obowiązek przedstawienia negatywnego wyniku testu molekularnego lub antygenowego wykonanego w ciągu 48 h przed przekroczeniem granicy Włoch; chyba, że przebywało się na terytorium Polski w dniach 21.12-06.01, wtedy również przyjeżdżając do Włoch należy poddać się 14-dniowej kwarantannie.

Ośrodki narciarskie we Włoszech będą zamknięte co najmniej do 6 stycznia. Pozostają zamknięte wszystkie muzea i parki archeologiczne na całym terenie kraju oraz na terenie Watykanu. Nie można zwiedzać ani Koloseum, ani Muzeów Watykańskich. Otwarta pozostaje Bazylika św. Piotra oraz inne przybytki kultu.

Hotele we Włoszech pozostają otwarte, ale w nocy z 31 grudnia na 1 stycznia nie będzie można organizować przyjęć i kolacji. W związku z tym restauracje hotelowe zostaną zamknięte o godzinie 18:00, a po tym czasie będzie dozwolona tylko obsługa pokojowa.

Od 4 grudnia do 15 stycznia, w święta i dzień przed świętami, w centrach handlowych otwarte będą tylko sklepy spożywcze, apteki, sklepy parafarmaceutyczne, ze zdrową żywnością, tytoniowe oraz kioski. Od 4 grudnia do 6 stycznia godziny otwarcia wszystkich innych sklepów zostały przedłużone do godz. 21.00.

W dalszym ciągu restauracje, bary i puby pozostają otwarte do godz. 18.00. Podczas świąt, przy jednym stoliku będą mogły zasiadać osoby tylko z tej samej rodziny.

W dalszym ciągu na terenie Włoch obowiązuje posiadanie przy sobie zaświadczenia uzasadniającego cele w przypadkach poruszania się podczas godziny policyjnej czy przemieszczania się po terenie kraju w okresie przedświątecznym objętym obostrzeniami wprowadzonymi przez nowy dekret.

Nie ma czego świętować w tym roku

Włosi w tym roku nie mają wielkiej ochoty na świętowanie. Wszyscy mają nadzieję, że 2020 skończy się jak najszybciej, a nadchodzący rok będzie lepszy. Włoski rząd chce za wszelką cenę uniknąć błędów jakie zostały popełnione podczas letnich wakacji, kiedy to pozwolono obywatelom na dość dużą swobodę, także w celu ratowania wielu sektorów gospodarki i odreagowania po całkowitym lockdownie. „Otwarcie dyskotek latem kosztowało kraj 20 tys. zgonów na koronowirusa. Tych śmierci można było uniknąć i należy uniknąć kolejnych.” – komentował profesor Massimo Galli, dyrektor szpitala Sacco w Mediolanie, jeden z najbardziej liczących się wirusologów.

2 grudnia, w ciągu doby, we Włoszech zmarły 993 osoby – to najwyższy negatywny rekord dobowy od początku pandemii. 27 marca, w czasie ścisłego lockdownu, zmarło 969 osób. Włochy to kraj, w którym zabójczość Sars-Cov2 pozostaje nadal najwyższa w Europie i wciąż trudno zrozumieć dlaczego. Od początku epidemii umarło już ponad 60 tys. osób. Średni wiek zmarłych to 80 lat. Odchodzi całe włoskie pokolenie dziadków. To jeden z powodów, dla którego w tym kraju zdecydowano się wprowadzić tak ścisłe obostrzenia na święta, które są zawsze okazją do wielopokoleniowych spotkań rodzinnych.

Choć druga fala epidemii zaczyna słabnąć, włoscy epidemiolodzy nie są optymistami. „Grudzień i styczeń to będą okropne miesiące.” – powiedział Walter Ricciardi, doradca ministerstwa zdrowia Roberto Speranza i profesor higieny na Katolickim Uniwersytecie w Rzymie. „Co może się wydarzyć w styczniu? Trzecia fala, spodziewamy się tego, znając historię poprzednich pandemii. Skala będzie zależeć od nas”. – twierdzi Fabrizio Pregliasco, wirusolog z uniwersytetu w Mediolanie.

Szczepienia

Włochy powinny otrzymać ponad 200 milionów dawek szczepionki Pfizer, w ciągu następnych 15 miesięcy. Musi być ona przechowywana w temperaturze -80 stopni C i na jej skład wyznaczono największą europejską bazę wojskową w Pratica di Mare pod Rzymem. Punkty szczepień zostaną wyznaczone w 300 szpitalach na całym terytorium kraju. W pierwszej kolejności będą szczepione osoby starsze i zagrożone oraz personel medyczny. Osoby, które przeszły Covid19 zostaną zaszczepione na końcu, gdyż jest nadzieja że nabyta już odporność ochroni ich przed zachorowaniem przez kilka miesięcy. „Jeżeli wszystko pójdzie zgodnie z planem do końca września we Włoszech może być zaszczepionych 100 mln osób.” – powiedział komisarz ds. sytuacji kryzysowych Domenico Arcuri. Dodał również, że we Włoszech będą szczepieni także obcokrajowcy żyjący tu legalnie, jak i migranci, gdyż jest to ważne dla dobra ogółu społeczeństwa. Na razie nie ma mowy o żadnym przymusie szczepień, ważne jednak jest aby zaszczepiła się jak największa liczba osób.

Wspólnie stwórzmy lepszą przyszłość dla świata po pokonaniu pandemii

Niedawno odbyło się wiele spotkań, które przyciągnęły uwagę społeczności międzynarodowej, były to: 12. spotkanie przywódców grupy państw BRICS, 27. nieoficjalne spotkanie przywódców gospodarczych Azji i Pacyfiku (APEC), 15. szczyt przywódców Grupy G20.

Brał w nich udział Przewodniczący Xi Jinping, wygłaszając ważkie przemówienia, w których wskazał szereg inicjatyw, nowych koncepcji i środków, mających na celu poszerzenie współpracy stron i osiągnięcie konsensusu w zakresie istotnych obecnie problemów, tj. osiągnięcia całkowitej kontroli nad pandemią, wspierania rozwoju gospodarczego i społecznego, ochrony multilateralizmu i wolnego handlu, wzmocnienia systemu globalnego zarządzania. Przemówienia Przewodniczącego Xi wypełnione były dalekosiężnymi przemyśleniami i koncepcjami. Przewodniczący dał więc wyraźny sygnał, iż Chiny podczas promocji własnego wysokiej jakości rozwoju, równocześnie będą nieustannie poszerzać swe otwarcie na zewnątrz. Przedstawił „chińskie rozwiązania” dla świata, by ten wykorzystując „chińską mądrość” wyszedł z grzęzawiska recesji, by społeczność międzynarodowa czuła silniejszą motywację i wiarę w zwycięstwo.
Po pierwsze, winniśmy ramię w ramię walczyć z epidemią COVID-19.
Najsilniejszą, prowadzącą nas do zwycięstwa bronią jest solidarna współpraca. Wola Chin, by wraz z innymi państwami wspólnie stawiać czoła trudnościom i zgodnie toczyć bój z pandemią jest niezachwiana. Wzywamy wszystkie strony do kierowania się ideami, wedle których człowiek i życie ludzkie mają znaczenie nadrzędne, do zachowania ducha naukowej racjonalności, do aktywnego wspierania kluczowej roli, jaką odgrywa Światowa Organizacja Zdrowia (WHO), do wzmocnienia wspólnej międzynarodowej profilaktyki i kontroli chorób, do dzielenia się doświadczeniami w zakresie użycia technologii cyfrowej w zwalczaniu epidemii oraz przywracania gospodarki oraz do tego, by jak najszybciej skonsolidować jak największe wspólne siły do walki z epidemią i razem stworzyć globalny firewall zabezpieczający nas przed chorobą. Jeśli chodzi o zainteresowanie społeczności międzynarodowej szczepionką, to Chiny osiągają zadowalające rezultaty w badaniach. Będziemy nieustannie wspierać współpracę międzynarodową w zakresie prowadzonych prac nad szczepionką oraz aktywnie w nich uczestniczyć, będziemy wdrażać rozpoczęty przez WHO program COVAX i przekazywać innym państwom, a w szczególności krajom rozwijającym się, chińską szczepionkę, która dzięki naszym wysiłkom stanie się ogólnie dostępna dla ludzi ze wszystkich krajów.
Po drugie, winniśmy podejmować więcej działań w celu przywróceniu rozwoju gospodarczego.
Przeciwstawienie się pandemii jest dla łańcuchów przemysłowego i dostaw bardzo poważnym wyzwaniem, strona chińska od początku wzywała wszystkie państwa do tworzenia kolejnych bodźców dla gospodarczej współpracy międzynarodowej i utrzymywania dla niej otwartej przestrzeni tak, by przyspieszyć odrodzenie gospodarcze. Po pierwsze należy utrzymywać otwarty rozwój i chronić wielostronnego systemu handlu, którego fundament stanowi Światowa Organizacja Handlu (WTO), sprzeciwiać się nadużywaniu pojęcia bezpieczeństwa narodowego w celu realizowania protekcjonizmu, zapewniać bezpieczeństwo łańcuchów przemysłowych i dostaw oraz ich płynność, jak również pomagać wszystkim państwom w jak najszybszym przywróceniu działania gospodarek. Po drugie należy wspierać innowacyjny rozwój i stwarzać przyjazne warunki dla rozwoju gospodarki cyfrowej. Wraz z innowacjami technologicznymi oraz transformacją cyfrową nadany zostanie nowy impuls rozwojowy, dzięki któremu wspólnie osiągniemy wyższej jakości i bardziej trwały rozwój. Po trzecie należy utrzymywać włączenie społeczne w rozwoju i sprawić, by więcej zasobów było kierowanych na redukcję ubóstwa, edukację, opiekę zdrowotną i budowę infrastruktury, co skutecznie pomoże krajom rozwijającym się w pokonywaniu trudności i przyniesie szersze korzyści wszystkim ludziom. Po czwarte należy wpierać zielony rozwój i wdrażać postanowienia Porozumienia Paryskiego w odpowiedzi na zmiany klimatu, jak również w szerokim zakresie przechodzić na pozyskiwanie czystej energii i wspólnie budować przyjazny naturze ekosystem tak, by stworzyć czysty i piękny świat.
Po trzecie, zarządzanie światem powinno odbywać się na zasadach równości i sprawiedliwości.
Wybuch pandemii uwidocznił, że obecny system globalnego zarządzania jest niewystarczający. Opierając się na koncepcji światowego zarządzania, obejmującej szeroko zakrojone konsultacje, wspólny wkład i wzajemne korzyści, Chiny nadal opowiadają się za tym, aby wszystkie kraje przestrzegały multilateralizmu, utrzymywały otwartość, inkluzyjność i wzajemnie korzystną współpracę oraz postępowały zgodnie z duchem czasu, jak również by wspierały ONZ w skuteczniejszym osiąganiu globalnego konsensusu i koordynowaniu działań globalnych. Będziemy stanowczo chronić wielostronnego systemu handlu, który ma swe podstawy w zasadach, jest przejrzysty, daleki od dyskryminacji, otwarty i inkluzyjny. Będziemy propagować wolny handel i stać na straży uczciwej konkurencji. Opowiadamy się za wykraczaniem poza ramy ideologii, za poszanowaniem systemów społecznych wybranych przez kraje na podstawie ich własnych warunków narodowych, modeli ekonomicznych i ścieżek rozwoju oraz za budowaniem bardziej sprawiedliwego i zrównoważonego partnerstwa na rzecz globalnego rozwoju. Chiny będą pogłębiać współpracę ze wszystkimi państwami świata, zwłaszcza z krajami rozwijającymi się i rynkami wschodzącymi tak, aby sprawić, że kierunek rozwoju ładu międzynarodowego zwróci się w stronę sprawiedliwości i racjonalności oraz stworzona zostanie wspólna przyszłość dla całej ludzkości.
Obecnie Chiny – po stoczonej walce z epidemią, osiągnęły ogromne rezultaty o znaczeniu strategicznym, dzięki temu urzeczywistniają stały postęp w dziedzinie gospodarki. Ponadto przedstawiły nowy model rozwoju oparty głównie na obiegu krajowym oraz na wspólnie napędzających się dwóch obiegach: krajowym i międzynarodowym. Decyzja ta ma charakter długoterminowy i strategiczny, została podjęta przez Chiny w odpowiedzi na falę globalizacji, a oparta była na głębokiej integracji własnej gospodarki z gospodarką światową. Stworzenie nowego modelu rozwojowego Chin nie oznacza zamknięcia obiegu krajowego, ma ono na celu lepsze połączenie rynków krajowych i międzynarodowych przy jednoczesnej poprawie odporności gospodarczej i konkurencyjności, co w rezultacie doprowadzi do stworzenia nowego systemu gospodarczego o jeszcze wyższym stopniu otwarcia. Zgodnie z nowym schematem rozwoju, potencjał rynkowy Chin zostanie w pełni pobudzony, tworząc większy popyt i stwarzając więcej możliwości dla krajów na całym świecie. Chiny są gotowe zacieśnić współpracę ze wszystkimi państwami, w tym z Polską, aby działać na rzecz: jak najszybszego przezwyciężenia pandemii przez społeczność międzynarodową, powrotu wzrostu gospodarczego na swe dawne tory, zrównoważonego rozwoju oraz współpracy nad stworzeniem lepszej przyszłości dla świata po pokonaniu pandemii.

Liderzy mediów z krajów BRICS spotykają się, by planować współpracę po pandemii COVID-19

Piąte spotkanie prezydium organizacji BRICS Media Forum odbyło się w poniedziałek w formie wideokonferencji. Jego uczestnicy zapowiedzieli podjęcie wspólnych wysiłków na rzecz poprawy funkcjonowania forum oraz zintensyfikowania wymiany doświadczeń I współpracy po pandemii COVID-19.

  • W walce z pandemią COVID-19 media z państw BRICS aktywnie wykonywały swoje obowiązki społeczne, informując o wspólnej walce krajów BRICS z pandemią I ułatwiając wzajemne wsparcie I pomoc między narodami z tych krajów – powiedział He Ping, dyrektor wykonawczy BRICS Media Forum.
  • W obliczu bezprecedensowych zmian, niewidzianych od stu lat, media z krajów BRICS powinny zrozumieć historyczny trend I zadziałać jako podmioty ułatwiające pokojowy rozwój – powiedział He, który jest również przewodniczącym I redaktorem naczelnym agencji informacyjnej Xinhua.
    Wezwał media z krajów BRICS, by były świadome ogólnych trendów w globalnych rozwoju i występowały w roli “narratorów” historii o swoich państwach, nadążały za ewolucją mediów oraz stawały się „liderami” innowacyjnego rozwoju, w pełni wykorzystując możliwości wynikające ze współpracy w ramach BRICS. Wreszcie – by angażowały się w pragmatyczną współpracę.
    Xinhua zamierza zacieśnić współpracę z mediami z innym państw, aby dostarczać duchowej inspiracji do pokonania pandemii, ożywienia gospodarki i zbudowania społeczności, którą łączy wspólna przyszłość – dodał He.
    Pracom forum współprzewodniczyli Jose Juan Sanchez, przewodniczący brazylijskiej CMA Group, pierwszy zastępca redaktora naczelnego rosyjskiej agencji „Rossiya Segodnya” Siergiej Koczetkow, Narasimhan Ram – dyrektor indyjskiej The Hindu Publishing Group oraz Iqbal Surve, dyrektor wykonawczy grupy Independent Media of South Africa. W swoich przemówieniach wyrażali nadzieję na dalsze pogłębianie współpracy między mediami z krajów BRICS, ułatwienie rozwoju stosunków między tymi państwami i na to, że swoją działalnością pomogą budować lepszy świat.
    BRICS Media Forum zostało utworzone z inicjatywy agencji informacyjnej Xinhua, a jego działalność wspólnie z nią zapoczątkowały mainstreamowe media z Brazylii, Rosji, Indii oraz RPA. Prezydium forum jest głównym organem decyzyjnym organizacji.

Flaczki tygodnia

Ciekawe jak skończą dwie instytucje pisane przez „ka” ? Polski kościół kat. i pan prezes Jarosław Kaczyński. Obie dziś należące do grona „dziadersów”.

Zaraza moralna ujawniona w polskim kościele kat. okazała się tak „porażająca”, że w mediach przykryła nawet zarazę wywołaną koronawirusem. Też pisanym przez „ka”. Choć koronawirus zbiera coraz większe ofiary.

W minionym tygodniu liczba oficjalnie zmarłych na koronawirusa, od początku pandemii, przekroczyła już dziesięć tysięcy osób. Pod koniec minionego tygodnia codziennie umierało ponad trzysta osób.
Pomimo takiego stanu prorządowe media, jak tygodnik „Sieci” i „Gazeta Polska”, nadal obficie sponsorowane przez spółki skarbu państwa, cynicznie dawkowały propagandę świrusów uważających pandemię za spisek lewacko- liberalnych elit, sponsorowanych przez zagraniczne, czyli „żydowskie” koncerny farmaceutyczne.

Pan premier Morawiecki już na początku tygodnia zagroził społeczeństw polskiemu powszechnym zamknięciem go. Jeśli dzienna ilość potwierdzony zarażeń przekroczy liczbę 27 tysięcy. Po kilku dniach ogłosił triumfalnie kolejne wielkie zwycięstwo tego rządu w III wojnie światowej, jaką wypowiedział koronawirusowi. Bo dzienna ilość potwierdzonych zarażeń nie przekraczała już znacząco 25 tysięcy dziennie.
Ten notoryczny kłamca nie dodał rzecz jasna, że w końcówce minionego tygodnia ilość wykonywanych testów zredukowano o połowę.
Nie wspomniał też, że przez kilka dni z rzędu wzrastała śmiertelność zarażonych osiągając pół tysiąca dziennie.

Pisany również przez „ka”, kardynał Stasiek Dziwisz, książę polskiego kościoła kat., został publicznie i oficjalnie oskarżony o ukrywanie pedofilów w polskim i światowym kościele. A także o branie łapówek od kościelnych bandytów.

O pedofilię jeszcze nie został oskarżony. Być może nie jest on pedofilem, jedynie tylko ukrytym homoseksualistą. A homoseksualizm nie jest jeszcze w Polsce karany.

Na szczęście dla kardynałów Dziwisza i Gulbinowicza, licznych biskupów i arcybiskupów oraz setek tysięcy księży katolickich. A także licznych i aktywnych w wojnach kulturowych polityków polskiej prawicy. Pisanych przez różne litery. Przez „Be”, i „Ka”, i „Wu”, i „Zet”. I „Gie” też.

Liczni Czytelnicy zadają „Flaczkom” dziecinne pytanie: „Kiedy kardynałowie Gulbinowicz i Dziwisz odpowiedzą przed polskim wymiarem sprawiedliwości za zarzucane im czyny?”
Odpowiedź jest równie dziecinnie prosta. Dopóki państwem polskim zarządzać będą politycy PiS, Konfederacji, PSL -Kukiz oraz dziadersi z PO, to kardynałowie – przestępcy dalej pozostaną bezkarni. Bo w naszym kraju jedynie Lewica i lewe skrzydło KO to konsekwentni zwolennicy świeckiego państwa.

Topnieje nam „Przywództwo Naczelnika Polski”, czyli jaśnie pana Jarosława Kaczyńskiego. I jego Autorytet „Genialnego Stratega Politycznego” też.

Ten Autorytet stopniał tak bardzo, że nawet pan prezydent Duda podczas wirtualnego zjazdu Klubów „Gazety Polskiej”, takiego politycznego „Komsomołu” PiS, zadeklarował, że zawetuje ustawę zwaną „piątką Kaczyńskiego”. Wielce ważną dla ocalenia twarzy jaśniepana prezesa.
Zawetuje, bo chyba zachciało mu się wejść do „Gry o tron” po umierającym politycznie „Naczelniku Polski”. Bo, jak krążące wokół Nowogrodzkiej plotki głoszą, poszkodowani przez „Piątkę Kaczyńskiego” hodowcy bydła i futerkowy zorganizowali zrzutkę „argumentów” na weto i przekazali je przez zaufane osoby do Dużego Pałacu. Co skrzętnie odnotować miały spec służby jeszcze lojalne wobec pana prezesa, wicepremiera.

Istne bóle głowy mają teraz służby odpowiedzialne za bezpieczeństwo w naszym kraju. Nie wiedzą biedactwa pod kogo mają się podczepiać i pod kogo się ustawiać. Kserują zatem wszystko co mogą, na wszelki wypadek. Zwłaszcza po tych obchodach Święta Niepodległości.

W dniu Święta Niepodległości wspomniane służby zaobserwowały najazd na stolicę i defiladę zwartych kolumn samochodów niemieckich marek. Tyle pojazdów niemieckiej produkcji nie było w centrum Warszawy od czasu hitlerowskiej okupacji!
Ale tym razem niemieckich samochodów używali polscy narodowcy w zbożnym celu świętowania odzyskania niepodległości. Czemu na polskie święto nie przyjechali polskimi samochodami?
Przecież pan premier Morawiecki obiecał im przynajmniej milion polskich samochodów elektrycznych.

W dniu tego narodowego, radosnego święta zaobserwowano również jak wezwana do obrony polskiego kościała kat. milicja obywatelska pana prezesa Jarosława Kaczyńskiego napierdalała się z policją państwową wezwaną do obrony porządku publicznego i nadzorowaną przez pana wicepremiera Jarosława Kaczyńskiego.
Ponieważ pion partyjny pana prezesa przegrał napierdalankę ze strukturami państwa, to służby bezpieczeństwa zaczęły rozglądać się za nowym panem prezesem zapewniającym jedność polityczno- moralną Partii i państwa.
A ten stary pan prezes, ten przez strajkujące kobiety „Liliputinem” zwany, teraz odejść już powinien.

PS. W 1877-78 podczas wojny rosyjsko- tureckiej w polskich cukierniach w rosyjskim zaborze pojawiły się wypieki reklamowane jako „tureckie specjały”. Aluzyjne symbole polskich tradycji niepodległościowych. W 2020 roku w „zaborze PiS” pojawiły się w patriotycznych cukierniach takie „Ciastka Kobiet”. Bo to polskie kobiety, nie kardynałowie i biskupi, arką przymierza między dawnymi i młodszymi laty są.

Rachunek za pandemię Europa przed wyzwaniem fiskalnym

„…plan pomyślany w duchu sprawiedliwości społecznej, wykorzystujący moment powszechnej gotowości do poświęcenia nie jako pretekst do odkładania pożądanych reform, ale jako okazję, by pójść dalej niż dotąd na drodze do zmniejszenia nierówności.”
John Maynard Keynes

Osiemdziesiąt lat temu, w chwilę po wybuchu drugiej wojny światowej, Keynes napisał serię tekstów wyjaśniających, jak rząd brytyjski może sfinansować wysiłek wojenny bez ograniczania konsumpcji. Teksty te złożyły się na publikację pod zbiorczym tytułem ”Jak zapłacić za wojnę. Radykalny plan dla ministra skarbu”.
Skala kryzysu wywołanego skutkami wybuchu koronawirusowej pandemii sprawia, że warto przypomnieć sobie tę publikację. Oprócz zapewnienia opieki medycznej, dokładnie jak w czasie wojny potrzebne jest dziś utrzymanie podstawowego poziomu konsumpcji i zapewnienie funkcjonowania społeczno-gospodarczego, przy jednoczesnym zachowaniu stabilności monetarnej i finansowej. Kiedy Keynes pisał swoje teksty, myślał o błędach, jakie popełnił brytyjski rząd podczas pierwszej wojny światowej. Ich skutkiem była inflacja i nachalne nadużycia związane z zamówieniami rządowymi. Dziś, w dobie kryzysu pandemicznego możemy uczyć się od Chin i Włoch, ale poza ich doświadczeniami nie ma żadnego szerszego punktu odniesienia dla kryzysu zdrowotnego o takiej skali.
Nawiązanie do finansowania wysiłku wojennego drugiej wojny światowej ma głęboki sens z jeszcze innego powodu. W czasie, kiedy Keynes pracował nad swoimi tekstami, na Oxfordzie pracował też Michał Kalecki, który wypowiadał się na temat równoważenia rządowych wydatków i przychodów. Wnioski Kaleckiego mogą być nawet bardziej przydatne przy rozważaniu podejścia do obecnego kryzysu. Przede wszystkim, Kalecki mówił wprost o zarządzaniu długiem publicznym, czyli o tym aspekcie polityki fiskalnej i pieniężnej, który budzi teraz więcej kontrowersji niż zwykle z uwagi na sposób, w który zorganizowana jest europejska unia walutowa.
Kryzys drastycznie zmienił sposób, w jaki prowadzona jest codzienna aktywność gospodarcza. Uczynił z prób przewidzenia czegokolwiek czystą zgadywankę. W najlepszym razie, dobrze zorientowany obserwator będzie w stanie wskazać kluczowe czynniki, które zdeterminują kierunek rozwoju kryzysu i wychodzenia z niego. O ile ścieżkę rozwoju kryzysu wyznaczy liczba zachorowań, potrzeby systemu opieki zdrowotnej i rządowy sposób zarządzania kryzysem, o tyle wychodzenie z kryzysu będzie zależało od sposobu, w jaki zostanie sfinansowany materialny i gospodarczy koszt pandemii. Więcej na ten temat będzie można przeczytać w poniższym tekście. Niektóre śródtytuły są zaczerpnięte bezpośrednio z publikacji Keynesa.

  1. Natura problemu
    Kiedy Keynes i Kalecki pisali swoje teksty, kluczowym wyzwaniem była kompresja konsumpcji przy jednoczesnym utrzymaniu przyzwoitego poziomu minimum konsumpcyjnego dla najuboższych. Dzisiaj problem wygląda inaczej: konsumpcję zmniejszają środki mające zapobiegać roznoszeniu wirusa: zamykanie sklepów i innych miejsc prowadzenia działalności gospodarczej i kulturalnej, które nie mają kluczowego znaczenia dla funkcjonowania społeczeństw, zmniejszenie możliwości konsumpcji a dla wielu grup społecznych, w tym samozatrudnionych oraz małych a nawet średnich przedsiębiorstw –  strata przychodu.
    Zachodzi istotne podobieństwo pomiędzy sytuacją w 1939 roku a dzisiejszą, ma ono zasadnicze znaczenie dla skutków pandemii i dla sposobu finansowej obsługi kryzysu. W 1939 roku, dokładnie tak jak dziś, Europa weszła w kryzys po okresie pogłębiania się nierówności majątkowych i dochodowych. Nierówności wiążą się z wysokim poziomem ubóstwa i niedostatku, głównie z uwagi na deregulację rynku pracy i ”reformy” ograniczające dostęp do wsparcia w ramach systemu opieki społecznej. Kryzys pogłębia te nierówności: osoby w dobrej sytuacji nie zauważają zmiany, klasa specjalistów na umowach o pracę w dużej mierze pracuje z domów a pracownicy, nazwijmy ich, o znaczeniu niekluczowym są zdani na łaskę lokalnych stowarzyszeń dobroczynnych i niewydolnego systemu opieki społecznej. Duża liczba osób w złej kondycji finansowej w miastach utrudnia walkę z wirusem z uwagi na zatłoczenie i choroby przewlekłe, na które często cierpią (niedożywienie, cukrzyca itp.). Skąpe i przychodzące zbyt późno wsparcie od państwa lub społeczności, oznacza, że ubodzy będą robić to, co zawsze w przypadku gwałtownej potrzeby – pożyczać. To przełoży się na wzrost zadłużenia gospodarstw domowych, które ograniczy konsumpcję po tym, kiedy kryzys pandemiczny przeminie. Również mniejsze przedsiębiorstwa będą obciążone spłatami pożyczek, co spowolni wychodzenie z kryzysu.
    W systemie finansowym w związku z ograniczeniem konsumpcji do żywności i artykułów gospodarstwa domowego nabudowały się z kolei nadwyżki w postaci niewydanych środków z wynagrodzeń, odłożone na kontach bankowych. Częściowym odpowiednikiem tej sytuacji po, niejako, drugiej stronie jest wzrost zadłużenia przedsiębiorstw. Ograniczenie działalności gospodarczej w szczycie pandemii doprowadziło do koncentracji przepływów gotówkowych u dostawców żywności i artykułów pierwszej potrzeby oraz u dostawców materiałów medycznych. Praktyki monopolistyczne będą ciążyć w kierunku dalszego ograniczenia płynności finansowej do dużych graczy, którzy dominują w łańcuchu produkcji i dostaw materiałów medycznych i w przemyśle farmaceutycznym.
    Ponieważ zagrożenie dla zdrowia zmalało, znoszone są restrykcje na działalność gospodarczą i przemieszczanie się, co pozwala na podniesienie poziomu popytu na dobra konsumenckie: klasa średnia wraca do konsumpcji i wyjeżdża za granicę wydając swobodnie bez patrzenia na cenę – tym bardziej, że ma na kontach poodkładane środki z okresu „wymuszonej oszczędności”. Przedsiębiorstwa obarczone długiem będą starać się generować wysokie przepływy, aby móc długi spłacić. Po przeminięciu bezpośredniego zagrożenia pandemicznego, wynikną z tego spekulacja i inflacja. Wzrost cen będzie w pewnym stopniu konieczny, aby zapewnić wypłacalność przedsiębiorstw: nawet skokowy wzrost konsumpcji po kryzysie nie zrekompensuje całości konsumpcji wstrzymanej na okres kwarantanny, w końcu do restauracji można iść tylko ograniczoną ilość razy w tygodniu, na wakacje też można wyjechać ograniczoną ilość razy bez całkowitej zmiany stylu życia. Innymi słowy, obrotu utraconego w trakcie kwarantanny nie da się w całości odzyskać nawet po przeminięciu kryzysu i aby tę różnicę pokryć, dostawcy dóbr i usług muszą podnieść ceny.
    W normalnych warunkach, taki wzrost konsumpcji przyniósłby ”odbicie” w postaci wyższych przychodów z podatków, zwłaszcza w postaci podatku VAT i podatku od korporacji. Niemniej jednak, jeśli po kryzysie rząd zdecyduje się na ograniczenie wydatków – zwłaszcza tych, które są bezpośrednim wsparciem dla osób tracących dochody – i będzie chciał powrócić do przedpandemicznej wysokości nakładów na ochronę zdrowia, wówczas spowolni proces wychodzenia z kryzysu gospodarczego i powrotu do poprzedniego poziomu przychodu z podatków.
    Ujmując rzecz w skrócie, oprócz epidemii i efektów społecznych związanych z zamknięciem ludzi w domach, mieliśmy do czynienia ze znaczącym spadkiem aktywności gospodarczej i przychodu z podatków, jakie odbiera rząd. Jednocześnie, rządy muszą utrzymać podwyższony poziom wydatków związanych z nakładami na ochronę zdrowia i kompensacją spadku dochodów ludności w trakcie kryzysu i po nim. Sposób, w jaki rządy sfinansują ten ogromny deficyt będzie decydujący dla tego, czy i w jaki sposób nasze gospodarki będą podnosić się po kryzysie.
    Wewnątrz strefy euro istnieje dodatkowy problem związany z zapisami traktatu z Maastricht. Ten bowiem nakłada na rządy wspólnoty obowiązek utrzymania długu publicznego na poziomie niższym niż 60 proc. PKB a deficytów fiskalnych poniżej 3 proc. PKB. Dodatkowym ograniczeniem dla finansów państwowych jest brak centralnej instytucji bankowej, która mogłaby wspomóc rządy w sfinansowaniu wysokich deficytów fiskalnych związanych z trwającym kryzysem. Podczas trwania epidemii, instytucje europejskie z pewnością przymkną oko na przekroczenia wymagań traktatowych, ale ta taryfa ulgowa skończy się wraz z wejściem w okres wychodzenia z kryzysu, kiedy groźba inflacji sprawi, że wzrośnie presja, aby rządy równoważyły budżety i ograniczały zadłużenie.
  2. Natura rozwiązania
    Rządowe wydatki rosną gwałtownie, aby pokryć koszty sprzętu medycznego, wynagrodzeń pracowników systemu opieki zdrowotnej oraz zasiłków socjalnych. Tymczasem przychody z podatków spadają w związku z ograniczeniem konsumpcji i dochodów gospodarstw domowych. Po epidemii będzie konieczne utrzymanie wysokiego poziomu wydatków publicznych po to, aby utrzymać przepływy gotówkowe w gospodarce. Fiksowanie się na ograniczaniu deficytu fiskalnego lub długu publicznego tylko dlatego, że przestała zachodzić gwałtowna, zdrowotna potrzeba zaszkodzi wychodzącej z kryzysu gospodarce i aktywnie zasabotuje wysiłki redukowania zadłużenia, które ma być teoretycznym celem takiego działania. Zarówno kryzys, jak i stabilność finansowa w okresie wychodzenia z niego wymuszają zaciągnięcie długu publicznego po to, aby utrzymać podniesiony poziom wydatków publicznych i przepływy gotówkowe w gospodarce.
    Jak to wszystko sfinansować? Zasadniczo istnieją cztery sposoby, które pozwalają zebrać środki potrzebne, by uporać się z kryzysem.
    Sposób najbardziej oczywisty spodoba się fiskalnym konserwatystom – polega na podniesieniu podatków. W świetle ostrego wzrostu nierówności dochodowych i majątkowych spowodowanych przez kryzys, konieczna jest korekta systemu i podniesienie progresji podatkowej. Podnieść należy przede wszystkim podatki majątkowe i od nadmiarowych zysków. Kalecki wykazał, że tego rodzaju podatki nie mają negatywnego wpływu ani na realne inwestycje, ani nie osłabiają procesu wychodzenia z kryzysu. Większa progresja podatkowa może ułatwić i zrównoważyć dalsze, wysokie wydatki publiczne tak, aby uniknąć pokryzysowej recesji. Niemniej jednak, żadna podwyżka podatków nie jest w stanie dogonić skali potrzebnych wydatków bez jednoczesnego obniżenia siły nabywczej dochodów a przez to – bez spowalniania procesu wychodzenia z kryzysu.
    Drugim sposobem, bardziej spontanicznym (rynkowym?) jest upowszechnienie prywatnego zadłużenia. Ten można dodatkowo wesprzeć trzecim środkiem, czyli wyższym długiem publicznym. Czwartym sposobem finansowania wychodzenia z kryzysu jest monetyzacja dużego deficytu budżetowego.
    W ujęciu tradycyjnym, w gospodarkach pieniężnych, kiedy pojawia się nagła potrzeba, której nie jest w stanie zaspokoić państwo i kiedy nie wystarcza pomoc w postaci zapomogi, czy zasiłku socjalnego, wówczas taką potrzebę finansuje się długiem. Kryzys już jest finansowany a konsumpcja utrzymywana dużym skokiem długu prywatnego. Może to być jeszcze niewidoczne w danych o zadłużeniu gospodarstw domowych, które wskazują na wysokie spłaty netto zadłużenia. Jest to jednak w dużej mierze wynik akumulacji dochodu przez klasę średnią w okresie, kiedy możliwość swobodnej konsumpcji była ograniczona i która wykorzystała ten okres do tego, by przypływ gotówki wykorzystać na spłatę drogiego długu na kartach kredytowych. Jednak wiele gospodarstw domowych ma rachunki do zapłacenia a w perspektywie utratę dochodu, którego nie zrekompensuje państwo. Wiele gospodarstw domowych i przedsiębiorstw pożycza w sposób formalny od banków lub nieformalny – od dostawców, czy właścicieli umawiając się na odroczenie czynszów i opłat. Taki kryzysowy dług, lub wymuszone zadłużenie, nie ma innego celu gospodarczego niż zwykłe przeżycie. To nie jest dług zaciągnięty w celu zakupu jakiegokolwiek zasobu, który przyniesie w przyszłości zysk. Taki dług drenuje przyszłe przepływy gotówkowe, bo jest zwykle krótkookresowy i sprawia, że przyszli pożyczkodawcy są niechętni pożyczaniu. Dlatego też, aby utrzymać swoją zdolność kredytową, pożyczkobiorcy zaciągający wymuszony okolicznościami, prywatny dług będą starali się go spłacić w okresie wychodzenia gospodarki z kryzysu. Przedsiębiorcy będą podnosić ceny i ograniczać wydatki, co przełoży się na spowolnienie wzrostu gospodarczego i inflację. Im większy dług zaciągną w trakcie kryzysu prywatni przedsiębiorcy i osoby samozatrudnione po to, by wywiązać się ze zobowiązań wobec pracowników i dostawców, tym większa będzie deflacja długu, która okaże się przeszkodą przy powrocie do przed pandemicznego poziomu zatrudnienia.
    Niebezpieczeństwa inflacji w połączeniu z realnym obniżeniem zarobków spowolnią wychodzenie z kryzysu powodując coś, co spotkało Europę w latach 70-tych, tak zwaną stagflację, wraz z jej katastrofalnymi skutkami gospodarczymi, społecznymi i politycznymi. W celu uniknięcia realizacji takiego scenariusza, trzeba zdać się na publiczne finansowanie kryzysu i wychodzenia z niego. Jednak drastyczny spadek dochodów dotyczy i rządu. Finansowanie kryzysu oznacza więc konieczność zdania się na finansowanie deficytem w skali nie znanej współcześnie.
    Oprócz wzrostu zadłużenia prywatnego, rządy zezwoliły też na wzrost deficytów fiskalnych. Deficyt fiskalny można sfinansować na dwa sposoby:
    Monetyzacja wysokiego deficytu budżetowego oznacza zmuszenie banku centralnego do opłacenia rządowych rachunków poprzez stworzenie rezerw bankowych. Przesadny wzrost wysokości depozytów bankowych doprowadzi do sytuacji, w której przedsiębiorstwa, finansiści i klasa średnia będą dysponować nadmiarem gotówki, który może grozić inflacją i doprowadzić do niestabilności finansowej. Z obawy przed takim obrotem spraw, depozytariusze zamienią swoje depozyty na depozyty w obcej, bardziej stabilnej walucie. Dewaluacja lokalnej waluty na giełdach podniesie koszty importu i przyspieszy rozwój po-kryzysowej inflacji w mniejszych krajach, poza unią walutową objętą zapisami traktatu z Maastricht.
    Monetyzacja deficytu fiskalnego daje się usprawiedliwić jedynie koniecznością zniesienia presji gotówkowej na rynku obligacji i ułatwieniem likwidacji prywatnego zadłużenia. Kiedy przedsiębiorstwa utrzymają płynność, będą mogły pozwolić sobie na spłatę długu a monetyzacja może pomóc złagodzić presję inflacyjną. Warunkiem muszą tutaj być wydatki publiczne, które poprawią płynność finansową przedsiębiorców i osób samozatrudnionych obciążonych wymuszonym długiem. Kiedy ci spłacą długi, monetyzacja ulegnie odwróceniu, likwidując depozyty i pożyczki widniejące na bankowych zestawieniach. Jednak takie kierunkowe działanie musi być podejmowane szybko, przed nadejściem inflacji. W momencie, kiedy rozpocznie się inflacja, przedsiębiorstwa i gospodarstwa domowe będą bardziej skłonne pozwolić na obniżenie realnej wartości swoich długów dzięki podniesieniu cen i dochodów i wykorzystają nadmiar gotówki na zakup obcych walut.
    W strefie euro taka monetyzacja jest, rzecz jasna, zakazana a banki centralne jasno wypowiedziały się przeciwko takiemu rozwiązaniu. Jednak w Wielkiej Brytanii, przynajmniej Bank Anglii zezwala rządowi na okresowe pożyczanie w ten sposób.
    Innym sposobem finansowania kryzysu jest zadłużenie państwa. Aby utrzymać stabilność monetarną i finansową, dodatkowe wydatki rządowe należy finansować na drodze emisji długoterminowych obligacji w celu przechwycenia gotówki, którą kryzys odłoży na bankowych kontach klasy średniej, wielkich korporacji i banków. Ogólnie rzecz biorąc, aby uniknąć zależności od niepewnych międzynarodowych rynków finansowych, możliwość zakupu obligacji rządowych trzeba ograniczyć do mieszkańców państwa, które je wyemituje. Bank centralny powinien być odpowiedzialny za zakup i sprzedaż obligacji tak, żeby utrzymać wartość waluty, czyniąc z niej narzędzie stabilizacji rynków finansowych – narzędzie, którym bank centralny nie dysponuje na rynkach międzynarodowych.1 Sytuacja w strefie euro jest nieco bardziej skomplikowana i jest omówiona poniżej.
    Finansowanie krajowe na drodze emisji długoterminowych papierów dłużnych pozwala nie tylko przejąć nadmiar gotówki z systemu bankowego. Wiele osób, które mylą zadłużenie prywatne z państwowym, jest przekonanych, że zarówno odsetki, jak i spłata kapitału są w przypadku tego typu długu płatnościami, które opuszczają gospodarkę krajową albo zadłużeniem przyszłych pokoleń na rzecz pokoleń współczesnych. Tymczasem, krajowe zadłużenie w postaci obligacji rządowych to zwykłe zobowiązanie rządu, że przyszli płatnicy podatków zwrócą dług przyszłym właścicielom obligacji w ramach krajowego obiegu gospodarczego. Jeśli sfinansowanie środków okołokryzysowych przekracza zdolność podatkową danej gospodarki w czasie kryzysu, to finansowanie w postaci długu, które rozłoży koszt obsługi kryzysu na wiele lat już z całą pewnością jest w zasięgu takiej gospodarki. Jest jednak kluczowe, aby obsługę długu prowadzić poprzez opodatkowywanie najbogatszych i zysków. Jeśli dług jest finansowany z opodatkowania ogólnie, wówczas nakłada presję na płace i wydatki, przekładając się na wolniejsze wychodzenie z kryzysu.
  3. Specyfika europejskiej unii walutowej
    Znanym, pewnie najbardziej, problemem strefy euro jest sposób, w jaki postanowienia traktatowe ograniczają zdolność fiskalną do walki z kryzysem. Odnotowało to już wielu krytyków systemu, którzy ponawiają teraz swoje apele o to, aby nadać samej Unii Europejskiej zdolność fiskalną albo aby poluzować kryteria z Maastricht. Powszechnym żądaniem krytyków stery euro jest emisja obligacji koronawirusowych, gwarantowanych przez UE i nie wliczanych w limity dłużne określone w traktacie – tak, aby sfinansować przedsięwzięte w obliczu pandemii środki. UE częściowo wyszła tym żądaniom naprzeciw 21 lipca zgadzając się na ustanowienie Europejskiego Funduszu Odbudowy w wysokości 750 mld euro, który zostanie rozdysponowany centralnie w formie grantów (390 mld euro) i pożyczek (360 mld euro) a który stanowi zaledwie niecałe 5 proc. unijnego PKB.
    Utworzenie funduszu okrzyknięto początkiem ”federalizmu fiskalnego”, którego brak jest zresztą przez krytyków Unii uznawany za jej strukturalną wadę. Czy Fundusz sprosta potrzebom rządów państw członkowskich pozostaje pytaniem otwartym. Za argumentami dotyczącymi grantów i pożyczek, za pytaniem o to, jakie projekty powinny sponsorować kryje się naturalna niechęć wobec zezwolenia rządom na dostęp do zasobów generowanych przez płatników podatków w innych krajach. Różne kraje mają różne priorytety, zależne nie tylko od własnego doświadczenia z pandemią, ale i lobbingu różnych grup i branż przemysłowych: Siemens bez wahania poprze każdą wysokość nakładów na sprzęt medyczny, pod warunkiem, że jest odpowiednio duży; Bayer, Roche i Asta Zeneca będą zainteresowane wsparciem publicznym dla swoich prac nad nowymi rodzajami testów i szczepionek a biedniejsze kraje będą starały się o wsparcie przy zdobyciu zasobów ludzkich i wiedzy potrzebnej do świadczenia usług opieki medycznej.
    Nowe, międzyrządowe mechanizmy finansowania mogą pozostać nieczułe na lokalne potrzeby, zależne od siły negocjacyjnej. Epidemia dotknęła wszystkie kraje bez wyjątku, ale słabości, jakie obnażyła różnią się między państwami i regionami i wymagają natychmiastowej i adekwatnej reakcji. Medyczny aspekt kryzysu należy koordynować na szczeblu międzynarodowym, z pomocą instytucji UE, ale finansowanie wysiłku fiskalnego może się odbywać tylko na szczeblu państwowym, ponieważ to rządy poszczególnych krajów mogą elastycznie i odpowiednio szybko reagować na lokalne potrzeby. Jest kluczowe, aby wsparcie z Funduszu Odbudowy nie było uzależnione od wyników podatkowych poszczególnych krajów i aby nie pojawiła się presja na rezygnację z koniecznych w tej sytuacji wydatków publicznych, bo te można będzie finansować z Funduszu Odbudowy.
    Wewnątrz strefy euro istnieją więc dwie przeszkody strukturalne dla finansowania kryzysu, z którymi trzeba się uporać. Po pierwsze jest to kwestia przyznania rządom zdolności fiskalnej potrzebnej do poradzenia sobie z kryzysem i jego skutkami. Po drugie, jest jeszcze kwestia jak wykorzystać zdolność fiskalną do tego, aby przezwyciężyć kryzys.
    W odniesieniu do pierwszej, wskazanej tutaj trudności: jest jasne, że zdolność fiskalna poszczególnych rządów jest ograniczana na dwa sposoby. Najpierw przez zapisy traktatu z Maastricht, który nakłada ograniczenia na zadłużenie. Na ten aspekt można przymknąć oko i – w istocie – w trakcie obecnego kryzysu to oko jest przymykane. Niemniej, po przeminięciu kryzysu może odżyć nacisk na zadłużone rządy. Nacisk będzie słabszy, jeśli zadłużonym rządom uda się pokonać drugie ograniczenie własnej zdolności fiskalnej, czyli brak banku centralnego, który może funkcjonować jak bank państwowy utrzymując płynność na rynku rządowych obligacji i oferując potrzebną ad hoc monetyzację w celu ułatwienia emisji obligacji. To właśnie brak właściwego banku centralnego strefy euro utrudnia zarządzanie finansami publicznymi i uniemożliwia powstanie wspólnego rynku kapitałowego w Europie.
    W rzeczywistości pandemicznej nie ma sensu żądać zmiany zapisów traktatowych i uzgadniania nowych procedur dla zarządzania kryzysem – rozwiązanie instytucjonalne dla tej sytuacji bowiem istnieje i wymaga jedynie uruchomienia. Każdy rząd państwa członkowskiego strefy euro ma już bowiem tzw. Biuro ds Zarządzania Długiem (Debt Management Office, DMO), funkcjonujące formalnie w strukturach ministerstwa finansów. Te jednostki są odpowiedzialne za emisję rządowych obligacji i utrzymywanie dyscypliny na rynkach obligacji. Jedyne, co jest obecnie potrzebne to podniesienie nakładów na pracę DMO, niechby i w formie niewielkiego podatku od zasobów finansowych posiadanych przez mieszkańców danego państwa, aby takie DMO zamieniło się w bank rządowy.
    W jaki sposób takie działanie złagodziłoby ograniczenia na finansowanie publiczne? Umożliwiłoby rządom wykorzystanie DMO na cele prowadzenia polityki monetarnej niezależnie od Europejskiego Banku Centralnego – nie w sensie ustalania stóp procentowych, czy wprowadzania regulacji bankowych a w sensie pozwolenia rządowi na zarządzanie płynnością rynków kapitałowych i krzywą opłacalności rządowych papierów wartościowych. Ten aspekt polityki monetarnej przeoczono przy ustanawianiu instytucji strefy euro, głównie ze względu na spuściznę intelektualną monetaryzmu. Pozwala on jednak rządom na prowadzenie polityki monetarnej potrzebnej do podniesienia zdolności fiskalnej. DMO mogłyby prowadzić operacje rynkowe na krzywej opłacalności (np. emitując krótkoterminowe dłużne papiery skarbowe i wykorzystując przychód z nich do zakupu długoterminowych obligacji, co obniżyłoby ponoszony przez rząd koszt finansowania lub podnosząc płynność rynku kapitałowego) w imieniu rządu. Operacje dłużne są taką samą częścią polityki monetarnej jak transakcje repo, czy gotówkowe transakcje EBC. Jak zauważył w nieco innym kontekście James Tobin ponad 60 lat temu:
    ”Nie ma ostrego rozróżnienia pomiędzy polityką monetarną a zarządzaniem długiem, [zarówno] Rezerwa Federalna, jak i Skarb Państwa … zajmują się zarządzaniem długiem w szerokim ujęciu, obie instytucje mają możliwość wpływania na całe spektrum aspektów długu. Jednak polityka monetarna zajmuje się w szczególności określeniem podaży na dług a zarządzanie długiem – określeniem jego wysokości w kategoriach niehandlowych i długoterminowych. Gdzieś pomiędzy, ilość krótkoterminowego długu określana jest jako residuum.”
    Z DMO aktywnie zarządzającym rynkiem długu, dany rząd europejski – nawet państwa-członka strefy euro – byłby w stanie sfinansować środki działania kryzysowego i wychodzenie z popandemicznego kryzysu na drodze emisji własnych, długoterminowych papierów wartościowych. Finansowanie z wykorzystaniem długu długoterminowego jest kluczowe, ponieważ wydatki rządowe, bez względu na ich monetyzację lub jej brak, podnoszą obroty gotówkowe w gospodarce. Za pośrednictwem procesów rynkowych produkcji i wymiany, ta gotówka będzie odkładać się na kontach bankowych bogatych i dużych przedsiębiorstw. Wzrost obrotów gotówkowych w ich wykonaniu doprowadzi do destabilizacji finansowej, chyba, że nadmiar płynnych aktywów zostanie „zdjęty” z rynku poprzez emisję długoterminowych obligacji i przekierowany z powrotem na produkcję dóbr i usług oraz
    realny popyt.
    Jak sfinansować działania DMO i jak obsłużyć wzrost rządowego zadłużenia? Najlepszymi sposobami są podatki od majątku lub zysków, które z wielu przyczyn są najodpowiedniejszymi i najskuteczniejszymi rodzajami podatków. Po pierwsze, wbrew temu, co twierdzą niektórzy obrońcy wielkiego biznesu, te rodzaje podatków nie wpływają na inwestycje ani wydatki przedsiębiorstw w danej gospodarce, a tym samym nie mają przełożenia na tempo wychodzenia z kryzysu. Pieniądze odebrane zamożnym w postaci podatków wracają do nich w postaci rządowych wydatków na usługi publiczne, zatrudnienie i zasiłki socjalne (te kreują bowiem popyt na dobra i usługi wytwarzane w sektorze prywatnym) lub jako odsetki od obligacji posiadanych przez osoby majętne. Po drugie, te podatki są sposobem niwelacji różnic dochodowych i majątkowych pogłębionych przez epidemię.
    To dodatkowy powód, dla którego takie finansowanie powinno odbywać się na szczeblu krajowym a nie europejskim. Tylko rządy krajowe mają umocowanie fiskalne pozwalające nakładać podatki od majątku lub zysków, które są jedynym skutecznym sposobem na obsługę długoterminowych obligacji potrzebnych do zbilansowania deficytów fiskalnych na skalę wymuszoną kryzysem. Najlepszym, co UE może zrobić w okolicznościach koronawirusowego kryzysu – oprócz koordynacji działań związanych z ochroną zdrowia – jest odwrócić wzrok od rosnących deficytów fiskalnych i rządowego zadłużenia (jak, do pewnego stopnia robi to teraz) i kontynuować kampanię wymierzoną w raje podatkowe, do których uciekają najbogatsi.
  4. Czy bogaci mogą zapłacić za kryzys?
    Tak, mogą. Z definicji – bogaci to ci, którzy dysponują nadwyżką pieniężną. Do tego dokłada się wymuszone oszczędzanie przez klasę średnią, która nie miała jak wydawać pieniędzy i koncentracja gotówki w wielkich korporacjach. To zasoby, z których należy czerpać, aby zapłacić za kryzys.
    Co mniej oczywiste, Kalecki wykazał, że podatki wpłacone po to, by sfinansować wydatki publiczne lub stopy procentowe na rządowych obligacjach, wracają do bogatych w postaci zysków wypracowanych przez przedsiębiorstwa, które prowadzą i odsetki od papierów wartościowych, które posiadają. Jak już wskazałem powyżej, obligacja rządowa to nic innego jak zobowiązanie, że przyszli podatnicy spłacą przyszłych właścicieli obligacji. Jeśli przyszłymi podatnikami są jednocześnie bogaci właściciele obligacji, to finansowanie nie jest niczym innym jak redystrybucją raczej niż pomniejszaniem ich zasobów. Wraz ze wzrostem nierówności dochodowych i majątkowych, jakie niesie kryzys konieczne jest upewnienie się, że ciężar spłaty przyszłych właścicieli obligacji nie spadnie na osoby o najniższych zarobkach. Krok w kierunku większej progresji podatkowej będzie krokiem bilansującym wzrost wydatków rządowych z minimalizacją wpływu na wydatki i inwestycje przedsiębiorstw.
    Za tym, aby to bogaci zapłacili za kryzys zdrowotny przemawiają też względy moralne i polityczne. Bogatym w trakcie pandemii spadł nieco komfort życia, głównie z uwagi na brak rozrywek kulturalnych i towarzyskich, braku możliwości żywienia się w restauracjach i ograniczenie możliwości podróży zagranicznych, co rekompensują sobie siedząc w wiejskich rezydencjach. W tym samym czasie, ubodzy – ludzie w gorszym zdrowiu, nawet przed nastaniem pandemii, utknęli w mieszkaniach, gdzie nie mogą się odizolować od zarażonych wirusem członków rodziny. Oni doświadczyli „dyskomfortu”, który realnie zagroził ich życiu poprzez utratę zarobków i źródeł dochodu, pozostali zdani na łaskę niewydolnego systemu opieki społecznej, która nie radzi sobie z ogromem potrzeb, z których istnienia bogaci nie zdają sobie nawet sprawy. Aż do momentu opracowania szczepionki na Covid (przy czym to może potrwać a jej potencjalna skuteczność pozostaje kwestią otwartą) i dopóki warunki życia nie ulegną poprawie, ubodzy będą stanowić zagrożenie dla zdrowia publicznego, zupełnie jak w trakcie epidemii cholery w XIX wieku. Co więcej, ludzi można zjednoczyć w walce z epidemią tylko jeśli wysiłek włożony w jej pokonanie jest wyrównany. Takie zobowiązanie trzeba podjąć już teraz. Jeśli jego podjęcie zostanie odroczone w czasie, zgoda na jego poczynienie będzie zależeć od altruizmu bogatych, na co trudno liczyć i w efekcie ci, którzy stracili najmniej poczynią i tak najmniej wyrzeczeń.
    W Wielkiej Brytanii, instytut badan and polityką społeczną – Institute for Public Policy Research – policzył, że roczny podatek w wysokości 1 proc. od majątku niezwiązanego ze świadczeniami emerytalno-rentowymi i o wartości powyżej £500,000 przyniósłby £6,9 mld przychodu, czyli więcej niż odsetki od £200-400 mld, które uznaje się za koszt przedsięwziętych przez rząd środków antykryzysowych. Jeśli to nie wystarczy, dodatkowe £2,8 mld można zdobyć podnosząc podatek od korporacji (podatek od zysku przedsiębiorstwa) o zaledwie 1 proc. względem obecnych 19 proc. . Trzeba pamiętać, że kiedy Kalecki i Keynes pisali o finansach wojennych, wprowadzono podatek od nadmiarowych zysków, który sprawił, że krańcowa stawka podatku od zysków przedsiębiorstw wynosiła 75 proc.!
    Podsumowanie
    Kryzys koronawirusowy dotknął nas wszystkich i doprowadził do gwałtownego wzrostu nierówności społecznych i gospodarczych. To, jak długo potrwa kryzys (i te nierówności) zależy od sposobu zarządzania kryzysem zdrowotnym przez rząd. Jednak tempo i sposób wychodzenia z kryzysu będą zależeć od sposobu jego finansowania. Jeśli kryzys zdrowotny i wychodzenie z niego będą finansowane prywatnym długiem, to wychodzenie z niego będzie powolne i długotrwałe. Jeśli to finansowanie będzie prowadzone poprzez rozszerzenie polityki monetarnej, wówczas do inflacji mogą dołączyć niestabilność gospodarcza i finansowa. Aby ustabilizować i wzmocnić ożywienie gospodarcze, rząd musi finansować kryzys i wychodzenie z niego na drodze zadłużenia państwowego, emisji długoterminowego długu, który obsłuży wprowadzenie podatku majątkowego wspieranego w miarę potrzeby przez podatek korporacyjny. Te środki, razem z programem zdrowia publicznego, zasiłków socjalnych, programem mieszkalnictwa i usług społecznych dadzą zrównoważoną finansowo drogę wyjścia z kryzysu.
    Kiedy zbyt głęboko sięgniemy do prywatnego długu, powrócą tradycyjne głosy po prawej stronie, które o wolne tempo wychodzenia z kryzysu i inflację obwinią wzrost długu publicznego. Będą przewidywać katastrofę finansową i domagać się ograniczenia wydatków rządowych i obniżenia stawek podatków dla najbogatszych. Ale wzrostu długu publicznego nie należy się bać. Jego zaciągnięcie poprzez emisję długoterminowych papierów dłużnych, obsługiwanych podatkiem od fortuny to zwykła operacja dostosowująca portfolia najbogatszych tak, by pozwolić utrzymać stabilność monetarną i finansową. Wzrost długu finansowanego podatkiem od zysków da podobny efekt, choć mniej bezpośrednio. Finansowanie środków antykryzysowych przyniesie wzrost zadłużenia publicznego Wielkiej Brytanii z obecnych 80 proc. dochodu narodowego do ponad 100 proc. Włochy i inne kraje Europy od dawna są już zadłużone
    na taką skalę.
    Wzrost zadłużenia rządów względem dochodu narodowego podkreśla problem, którym w Europie są ograniczenia na zadłużenie publiczne nałożone przez traktat z Maastricht lub poprawki do konstytucji, jak w Polsce, czy Niemczech. Wzrost zadłużenia publicznego na kontynencie pokazuje jak lekkomyślne i niecelowe są takie ograniczenia – utrudniają rządom działanie podczas walki na śmierć i życie. Jeśli ulegniemy pokusie ograniczania długu publicznego i nie podniesiemy progresji podatkowej, przyczynimy się do spowolnienia wzrostu i utrwalenia nierówności społecznych, które narastały przez całą dekadę. Społeczeństwo, które ma za sobą szalejącą epidemię i trwa w żałobie po utraconych bliskich zasługuje na lepszy los.
    Zaproponowane tutaj rozwiązanie finansowania kryzysu zdrowia publicznego i wychodzenia z niego przez Europę na drodze uaktywnienia DMO, finansowania ich działań niewielkim podatkiem od fortun i zysków, emisji długoterminowych obligacji i ich obsługi tymi podatkami jest konieczne nie tylko z uwagi na sprawiedliwość społeczną. Jego wdrożenie będzie działaniem na rzecz skuteczności, którą zagwarantuje finansowanie bez jednoczesnego ograniczania popytu koniecznego do ożywienia gospodarczego i która przyniesie zmiany w portfoliach wspierając utrzymanie stabilności finansowej. Niewielkie rozszerzenie obecnych działań finansowych i odłożenie na półkę traktatowych limitów na zadłużenie publiczne, których tak czy inaczej nie da się już przestrzegać, są możliwe w ramach obecnego ładu instytucjonalnego UE. Fundusz Odbudowy po COVID może odegrać istotną rolę w procesie tworzenia wspólnego rynku kapitałowego, o którym rozmawia się od trzech dekad a który do tej pory nie miał prawa zaistnieć z uwagi na niemądrą wojnę UE z długiem publicznym. Kluczowym problemem długu publicznego nie jest jego istnienie a zarządzanie nim. Wraz z utworzeniem Funduszu, Europa może wreszcie zachować się jak dorośli i rozpocząć dyskusję o finansach publicznych.

Podziękowania
Autor dziękuje Hannie Szymborskiej i Robertowi Calvertowi Jumpowi za współpracę a Massimo Cingoliani’emu, Charles’owi Goodhartowi, Davidowi Laidlerowi, Johnowi Weeksowi i Billowi Allenowi za uwagi do wcześniejszych wersji tekstu.

Epidemie dla dyktatorów

“Epidemie to okazje dla dyktatorów” – napisałam w marcu w „Pozdrowieniach z czerwonej strefy”. Kaczyński na pewno nie omieszka jej wykorzystać.

Wyczuł też znakomity moment. Sytuacja polityczna i geopolityczna na całym świecie jest fatalna. Od jutra Francja i Niemcy wchodzą w kolejny lockdown, łagodniejszy niż ten marcowy, ale który na pewno odbije się na gospodarce i na nastrojach społecznych. Sytuacja epidemiologiczna w wielu krajach Europy jest bardzo zła. W niedzielę 1 listopada, w Mołdawii odbędą się wybory prezydenckie.
Również tam kobieta, była premier Maria Sandu z partii proeuropejskiej będzie się mierzyć z prokremlowskim prezydentem Igorem Dodonem. Niby nic, ale od tego co stanie się w Mołdawii zależy, czy Putin będzie miał mniej lub bardziej zajęte ręce, by załatwić sprawę Białorusi. Ewentualne wkroczenie Rosji na Białoruś, przy całkowitym osłabieniu Europy przez pandemię, postawi Polskę i Litwę na pierwszej linii.
Świat z zapartym tchem oczekuje na historyczne wybory prezydenckie w USA, które odbędą się we wtorek 3 listopada. Nic nie jest jeszcze przesądzone. Jeżeli wygra Donald Trump czeka nas przynajmniej przez kolejnych kilka lat umacnianie białego suprematyzmu w skali globalnegej. Całkowity zakaz aborcji może stać się „moralnym” standardem, prawa kobiet zostaną ograniczone, a społeczność LGBT będzie uznana za wroga publicznego, który zawsze jest niezbędnym elementem w systemach autorytarnych. Wybór Amy Coney Barrett, ulubienicy religijnych konserwatystów, matki siedmiorga dzieci i przeciwniczki aborcji, na członka Sądu Najwyższego w USA, która zastąpiła Ruth Bader Ginsburg – ikonę walki o równość płci, ras, i orientacji seksualnej, jest jasnym sygnałem dla całego świata, jak będzie wyglądała kolejna kadencja prezydencka.
Jeżeli Trump przegra niewielką różnicą głosów – nie wiadomo, czy nie spróbuje podważyć rezultatu wyborów na wszelkie możliwe sposoby. Wielu annalistów politycznych i dziennikarzy zaniepokoił jeden z jego licznych tweetów, skierowany do członków Pround Boys, aby byli w gotowości.
Kolejnym niepokojącym elementem są poczynania Erdogana, który po zamachu na francuskiego nauczyciela Samuela Paty’ego, od kilku dni dyskredytuje Macrona i podburza muzułmanów w wielu krajach świata, twierdząc, iż w Europie są oni traktowani jak Żydzi w okresie drugiej wojny światowej. O dzisiejszym ataku w Nicei, w kościele Notre Dame, w którym w sposób brutalny zamordowano trzy osoby, trudno jeszcze cokolwiek powiedzieć.
Można jednak zaobserwować eskalację terroryzmu islamskiego, która we Francji trwa od września. To niepokojące wzmożenie terroru islamskiego jest doskonałą motywacją do tego, aby hasła, które już dobrze znamy „Europa będzie biała albo bezludna” i „Demokracja to farsa”, wprowadzić w życie. Konflikt fundamentalizmów religijnych cofa nas w tył i projektuje znowu w średniowiecze. Radykalizm, fundamentalizm, kryzys demokracji, recesja gospodarcza i pandemia – to elementy „perfekcyjnej burzy”, którą widać już na horyzoncie.
Druga fala pandemii Covid-19, która (jak pokazały historia), bywa groźniejsza od pierwszej, najprawdopodobniej zmusi kolejne kraje do wprowadzenia mniej lub bardziej zaostrzonych lockdownów. To wzmoże protesty społeczne, które widzimy już na ulicach wielu krajów, jak na przykład we Włoszech: w Neapolu, Turynie i Rzymie, gdzie w pokojowe demonstracje ludzi obawiających się o utratę pracy i sytuację ekonomiczną, miały miejsce infiltracje camorry, faszystów, anarchistów, wandali i zwykłych szaleńców.
Już wkrótce na takich manifestacjach może być trudno oddzielić „dobrych” od „złych”. Pandemia niestety stanie się uzasadnieniem do odbierania wolności obywatelskich. To, co znamy z historii jako stan wojenny, stan wyjątkowy, godzinę policyjną, teraz przyjmie nazwę „stanu zagrożenia epidemiologicznego”.
Nie, to co dzieje się nie przypomina mi radosnej rewolucji obyczajowej z 1968 roku. Jeżeli już, to jej dziwaczne skrzyżowanie z ponurymi latami trzydziestymi XX wieku oraz z okresami krucjat i polowania na czarownice.
Nie chcę sobie nawet wyobrażać tego, co możemy jeszcze zobaczyć i przeżyć do końca 2020 roku. Zresztą nikt z nas nie ma kryształowej kuli, a przewidzenie przeszłości, nawet na podstawie bardzo konkretnych i rzeczowych analiz, po raz pierwszy jest niemożliwe.
Jedno jest pewne – po 2020 roku, świat będzie już inny niż przed nim. Jest on historyczną cezurą.

Pandemiczna jesień Aleksandra Puszkina

Jesień 1830 roku zapisała się w życiu Puszkina i w dziejach literatury rosyjskiej w sposób szczególny. Ostatniego dnia sierpnia (wedle obowiązującego w Rosji kalendarza juliańskiego, „spóźniającego się” wtedy w stosunku do naszego gregoriańskiego o 12 dni) Puszkin wyjechał z Moskwy, by w związku ze zbliżającym się ślubem z młodziutką i przepiękną Natalią Gonczarową objąć w posiadanie przekazany mu przez ojca rodzinny majątek w Bołdinie w okolicach Niżniego Nowogrodu.

Miał nadzieję, że z koniecznymi formalnościami upora się w miesiąc – tymczasem bołdinowski pobyt wydłużył się aż trzykrotnie. Powodem była grasująca wtedy w Rosji (a następnie też w znacznej części Europy środkowej i zachodniej) i właśnie opanowująca Moskwę pandemia cholery – ta sama, która niebawem odbierze życie między innymi zbiegłemu z Warszawy po wybuchu powstania listopadowego wielkiemu księciu Konstantemu Pawłowiczowi oraz głównodowodzącemu wojsk wysłanych dla zdławienia powstania feldmarszałkowi Iwanowi Dybiczowi i która ogółem pochłonie w Rosji około dwieście tysięcy istnień ludzkich. Dla pozbawionego możliwości powrotu do Moskwy trzydziestojednoletniego wówczas poety ten trzymiesięczny przymusowy pobyt w Bołdinie stał się okresem niezwykłej eksplozji geniuszu twórczego; jesień zawsze bywała dlań bardzo owocna, teraz jednak dokonało się coś doprawdy niezwykłego. Dość powiedzieć, że Puszkin ukończył wtedy swoje opus magnum – pisanego przez siedem lat i częściowo już opublikowanego „Eugeniusza Oniegina”, że napisał cztery jednoaktowe sztuki nazwane później „małymi tragediami”, że stworzył tak ważny dla rozwoju rosyjskiej prozy cykl nowel „Opowieści Biełkina”, że napisał kilka innych poematów i opowiadań oraz szereg znakomitych wierszy.
*
Najważniejsze było oczywiście ukończenie „Eugeniusza Oniegina” – owej „encyklopedii życia rosyjskiego”, jak dzieło to określił Wissarion Bieliński, gdzie w osobie tytułowego bohatera po raz pierwszy pojawiła się tak charakterystyczna dla całej dziewiętnastowiecznej literatury rosyjskiej postać „zbędnego człowieka” – człowieka zmarnowanych szans i możliwości, owładniętego poczuciem niespełnienia, wiodącego żywot bez ideałów i bez celu, sceptyka i egoisty. Opowieść o Onieginie przyobleczona została w specjalnie dla niej stworzoną wyrafinowaną formę wierszową – strofę zwaną „onieginowską”, składającą się z czternastu czterostopowych wersów jambicznych, połączonych skomplikowanym układem rymów. Lektura tej poezji w oryginale – to rozkosz zaiste niewymowna; przecież – przypomnijmy – mamy w Polsce i świetne dzieła tego tłumaczenia, jak ponadstuletni przekład Leo Belmonta, następnie (choć niepełny) Juliana Tuwima, potem klasyczny już Adama Ważyka.
Czymś niezwykłym są też napisane w Bołdinie w ciągu dwóch tygodni cztery „małe tragedie”, o których Anna Achmatowa napisała, że „być może w żadnym z dzieł światowej poezji wiejące zgrozą kwestie moralne nie zostały postawione tak ostro jak tutaj”. Trzy pierwsze tragedie są psychologicznymi studiami wielkich ludzkich namiętności. W „Skąpym rycerzu” jest nią żądza bogactwa – chorobliwie skąpy wobec swego syna ojciec doprowadza do tragicznej z nim konfrontacji. „Mozart i Salieri”, oparty na legendarnym przekazie o rzekomym otruciu genialnego kompozytora przez mniej utalentowanego rywala, stanowi studium zawiści. „Gość kamienny” z kolei to oryginalna parafraza tak obficie obecnego w literaturze europejskiej mitu o Don Juanie, w której uwodziciela i Donnę Annę łączy uszlachetniająca miłość. Od tej trójki odbiega czwarta „mała tragedia” – „Uczta podczas dżumy”, wyraźnie związany z ówczesną sytuacją Puszkina przekład-parafraza sceny z pierwszego aktu dramatu angielskiego poety Johna Wilsona „The City of the Plague” (1816), opowieść o uczcie w czasie szalejącej epidemii, dopełniona przez Puszkina dwiema nieistniejącymi w oryginale wstawkami – Pieśnią Mary i Pieśnią Przewodniczącego, dumnym hymnem na cześć dżumy, która pozwala śmiałej jednostce zmierzyć się z losem, dowieść swej siły:
„Wszystko, czym grozi moc straszliwa,
Dla śmiertelnego serca skrywa
Rozkosze niepojęte! Może
Nieśmiertelności obietnicę!
Szczęśliwy, kto w przerażeń porze
Poznawać mógł ich tajemnice!
Więc sławmy Dżumę! Chwała Dżumie!
Nas nie przestraszą mroki trumien,
Na śmierci zew – nie chwyci drżenie.”
(przekład Juliana Tuwima)
Do „Małych tragedii” rosyjskie teatry wracają po dziś dzień; nasza telewizja przed laty pokazywała ich wspaniałą rosyjską adaptację telewizyjną, dokonaną w roku 1980 z okazji 150-lecia „bołdinowskiej jesieni” przez Michaiła Szwejcera, z udziałem plejady największych rosyjskich aktorów z Innokientijem Smoktunowskim i Władimirem Wysockim na czele. Dziś można ją też bez trudu obejrzeć w internecie, podobnie jak bez trudu można także tam znaleźć najpiękniejszą w ostatnich latach teatralną adaptację „Eugeniusza Oniegina” – uhonorowany „Złotą Maską” i obwożony po całym świecie, zrealizowany w 2013 roku spektakl moskiewskiego Teatru im. Wachtangowa, reżyserowany przez Rimasa Tuminasa.
*
„Bołdinowska jesień” okazała się też niezwykle ważna dla muzyki – powstałe wtedy utwory stały się kanwą dla całej plejady wartościowych, a niekiedy wybitnych, rosyjskich i nie tylko rosyjskich oper. Prym wiedzie tu oczywiście kongenialny wobec literackiego pierwowzoru „Eugeniusz Oniegin” Piotra Czajkowskiego (1878), wciąż z upodobaniem grywany i słuchany na wszystkich kontynentach, w ostatniej dekadzie piętnaste pod względem ilości wykonań (blisko dwa i pół tysiąca) dzieło operowe na świecie. Po Czajkowskim sięgnąć do „Oniegina” już nikt się nie ośmielił – za to „Małe tragedie” mają swych operowych wersji całą plejadę. Aleksander Dargomyżski w swym nowatorskim, zrywającym z wszechpanowaniem arii na rzecz melodyzowanego recytatywu „Gościu kamiennym” (1869) wykorzystał tekst tragedii Puszkina w całości i praktycznie bez zmian, co w operowej praktyce tamtych lat było ewenementem. Po „Mozarta i Salieriego” sięgnął Nikołaj Rimski-Korsakow (1897); Salieriego w tej operze śpiewały największe rosyjskie basy, od Fiodora Szalapina po Jewgienija Niestierienkę. „Skąpego rycerza” w 1906 roku wziął na warsztat Siergiej Rachmaninow. Pośród kompozytorów obcych wymienić warto Włochów: Giana Francesca Malipiera (oparty na „Gościu kamiennym” jego „Don Giovanni”, 1963) czy też Jacopa Napolego („Skąpy baron”, 1970).
Ale w dwudziestym stuleciu twórców operowych bodaj najbardziej z tych czterech tragedii fascynowała „Uczta podczas dżumy”. Rozpoczął syn Polki i uczeń Moniuszki, potem gorliwy w Rosji naszego kompozytora promotor Cezar Cui (jego opera powstała w roku 1900); trzy lata później sięgnął po „Ucztę…” Siergiej Prokofiew, nie wychodząc wszakże poza fortepianowe szkice. Opero-balet na kanwie utworu Puszkina w 1935 roku skomponował Arthur Lourié, jeden z protagonistów rosyjskiej awangardy muzycznej pierwszych dziesięcioleci ubiegłego wieku, po rewolucji październikowej kierujący w Ludowym Komisariacie Oświaty wydziałem muzyki, przez pewien czas towarzysz życia Achmatowej, od 1922 roku emigrant. Kolejne operowe wersje „Uczty…” wyszły spod pióra m. in. Borysa Asafiewa (1940), Aleksandra Goldenweisera (1942), Jeleny Firsowej (1972), bodaj ostatnia została skomponowana w 1984 roku (jako część tryptyku ”Prorok”, zawierającego też „Gościa kamiennego”) przez jekatierinburskiego twórcę Władimira Kobiekina. Obfitość to znamienna…