Najbardziej naoczna ze sztuk

Tak jak kino jest, zgodnie ze słynną formuła Włodzimierza Iljicza Lenina, „najważniejszą ze sztuk”, tak architekturę wypadałoby uznać za najbardziej naoczną ze sztuk. To jedyna dziedzina sztuki, z którą możemy obcować bez konieczności nabycia biletu, a nawet bez konieczności posiadania w domu choćby jednego obrazu czy rzeźby.

Historyczka sztuki Małgorzata Omilanowska (nawiasem mówiąc była ministerka kultury) specjalizuje się jako profesorka uniwersytetów Warszawskiego i Gdańskiego w problemach architektury XX i XXI wieku.
Właśnie – w problemach, nie tylko w jej historii, Omilanowska pokazuje bowiem architekturę nie w toku chłodnego, czysto opisowego, chronologicznego wykładu, lecz w jej powiązaniu z życiem społecznym, prądami kulturowymi i myślowymi, okolicznościami historycznymi i tak dalej. Zbiór jej szkiców rozpoczyna się od podjęcia zagadnienia rzadko dziś, w dobie unifikacji architektonicznej, jej zglajszachtowania i estetycznej bylejakości – zagadnienia architektury narodowej i państwowej, które było żywe nie tylko w II Rzeczypospolitej, ale jeszcze także w okresie zaborów, a częściowo także w PRL.
Omilanowska pokazuje spory o styl narodowy i jego tworzenie na tle kształtowania się stylów narodowych w niektórych krajach Europy, pokazuje konkretne formy stylu narodowego w polskiej architekturze m.in. na przykładzie inspiracji zewnętrznych, n.p. w postaci stylu neorenesansowego (n.p. Most Poniatowskiego w Warszawie) czy neogotyckiego (m.in. liczne kościoły katolickie i zbory protestanckie) z przełomu XIX i XX wieku, a także oddziaływania wpływów regionalnych (styl zakopiański kreowany przez Stanisława Witkiewicza).
Jako przykład podstawowej emanacji stylu polskiego w architekturze przywołuje autorka z jednej strony główną inspirację jaką był tak zwany styl dworkowy, styl dworku szlacheckiego, naznaczony silnymi wpływami klasycystycznymi, który przejawiał się w licznych, dalece przetworzonych formy w rozmaitych postaciach architektury, nawet w architekturze monumentalnej, „urzędowej”, publicznej.
Jako przykłady specyficznego stylu polskiego przywołuje autorka m.in. gmach Sejmu w Warszawie, Sejmu Śląskiego w Katowicach czy choćby gmach gimnazjum (dziś liceum) imienia Stefana Batorego przy ulicy Myśliwieckiej w Warszawie czy kreacyjną kwintesencję „narodowego stylu polskiego” w postaci kryształowej wieży w Paryżu, polskiego pawilonu na wystawie przemysłu i sztuki w 1925 roku. Po bloku tekstów poświęconych rozmaitym problemom „polskiego styku narodowego”, można przeczytać tekst dotykający architektury po 1945 roku, „Kłopotliwy dar Stalina.
Pałac Kultury i Nauki oraz plac Defilad w Warszawie z perspektywy posttotalitarnej i postkolonialnej”, interesująca próba naukowego odniesienia się do powracającej od lat dyskusji wokół tego obiektu (dyskusji w której pojawiły się nawet obłąkańcze pomysły jego zburzenia). Omilanowska przypomina, że określany najbardziej radykalnymi, negatywnymi epitetami Pałac był silnie inspirowany neorenesansowym stylem polskim i akcentami zaczerpniętymi z polskiej architektury ludowej.
Poza bardziej „technicznymi” kwestiami, jak stosowanie żelaza i żelbetu w architekturze (n.p. w przywoływanym już przypadku Mostu Poniatowskiego (1909-1913) autorka podjęła też frapujący temat „kwiatów PRL” czyli „ekspresyjnego nurtu awangardy socmodernizmu w polskiej architekturze początku lat lat sześćdziesiątych XX wieku”.
Do jej najznakomitszych przykładów zalicza się n.p. n.p. budynek dworca Warszawa Ochota czy bezmyślnie zburzone – budynek SAM-u przy ulicy Puławskiej i pawilon „Chemii” przy ulicy Brackiej w Warszawie. W tekście na temat rekonstrukcji, odbudowy zabytków mowa jest m.in. o odbudowie do totalnie spalonego i zbombardowanego przez Niemców w 1914 roku Kalisza.
Często zapominamy, że znaczna część zabudowy historycznej tego najstarszego z polskich miast, jest efektem rekonstrukcji dokonanej w XX wieku.
W aspekcie chronologicznym, tekst najbliższy tematycznie naszej współczesności poświęcony został najciekawszym przykładom infrastruktury kultury w pierwszym piętnastoleciu XXI wieku.
Jednak wisienką na torcie jakim jest ten interesujący zbiór jest tekst tyleż poświęcony odległej epoce architektonicznej, co jest współczesnemu aspektowi. To tekst „Jak na obrazach Canaletta. Rola wedut Bernarda Bellotta w odbudowie warszawskich zabytków”.
Omilanowska uzmysławia odbiorcom architektury stanisławowskiej, turystom i mieszkańcom Warszawy pewien fascynujący fakt, którego najczęściej nie są świadomi. Streszcza się on w taki oto passusie: „Na rekonstruowaniu zabytków zgodnie z utrwalonymi przez Bellotta kształtami nie poprzestano.
Przecież Canaletto nie uwiecznił wszystkich ulic i budowli warszawskich, a odbudować postanowiono i te, których wyglądy z czasów stanisławowskich nie znano. Architekci projektujący odbudowę mieli już jednak nieźle opracowany warsztat twórcy architektury późnobarokowej i uwiedzeniu pięknem wizji włoskiego weducisty, bez problemu projektowali kolejne pałace warszawskie „w duchu Canaletta”. (…) W rezultacie Warszawa po odbudowie ze zniszczeń wojennych nie tylko uzyskała kształt bliższy wizjom Bellotta niż miała przed wojną, ale stała się bardziej canalletowska niż kiedykolwiek była, nawet za życia włoskiego weducisty”.
Co więcej, dzisiejsza canalettowska zabudowa Warszawy jest kreacją także w tym aspekcie, że Canaletto bynajmniej nie zawsze „fotograficznie” odzwierciedlał widok miast za jego czasów, lecz dodawał elementy (n.p. wystroju gmachów) w rzeczywistości nieistniejące, zaczerpnięte z jego wyobraźni.
Z tego względu dzisiejszy wygląd historycznej Warszawy stanisławowskiej (głównie Stare Miasto i okolice) jest w znacznym stopniu nie rekonstrukcją, lecz czystą kreacją. „Odbudowa Warszawy budzi skrajne emocje, od zachwytów do potępienia.
Bywa podziwiana (…) ale i krytykowana o tworzenie makiet, pozorowanie historii, uważana za iluzję, oszustwo itp. W istocie była wielką kreacją najwybitniejszych żyjących wówczas polskich architektów, którzy tak naprawdę wznieśli nowe centrum miasta w dawnych formach – wyidealizowane w ich marzeniach i pragnieniach, pełne „klasycystycznych” i „barokowych” pałaców i kamienic (…) Centrum Warszawy – Stare i Nowe Miasto, to jednak nie „makieta” (…) To (…) przykład kreowania nowej architektury miejskiej w historyzujących formach.
Należy jedynie zrezygnować ze stosowania w odniesieniu do niej fałszywego w tym kontekście kryterium zabytku. Jest sumą mniej lub bardziej wiernych rekonstrukcji niegdyś stojących w tym mieście budowli oraz nowych budynków „oddających atmosferę” miejsc i ulic, tak jak rozumieli, pamiętali czy chcieli pamiętać architekci”.
Lektura to bardzo pouczająca, poszerzająca zakres spojrzenia porządkująca chaotyczne wiadomości, wrażenia i intuicje.

Małgorzata Omilanowska – „Kreacja, konstrukcja, rekonstrukcja. Studia z architektury XIX-XXI wieku”, Instytut Sztuki Polskiej Akademii Nauk, Warszawa 2016, str.474, ISBN 978-83-65630-30-8