Podejrzane numery w Totalizatorze

Andrzej Leszyk

Prominenci Prawa i Sprawiedliwości zarządzają firmami państwowymi nie przejmując się ani przepisami, ani tym bardziej etyką biznesu. Czy zarząd Totalizatora Sportowego pójdzie siedzieć ?
Najwyższa Izba Kontroli zawiadomiła prokuraturę o podejrzeniu popełnienia przestępstwa przez zarząd Totalizatora Sportowego sp. z o.o. przy wyborze dostawcy 300 terminali do gier hazardowych wraz z oprogramowaniem, oraz zakupie licencji do centralnego systemu zarządzania terminalami. Na skutek tego spółka poniosła szkodę majątkową w wysokości co najmniej 9,8 mln zł. Te patologie miały miejsce w Totalizatorze Sportowym w latach 2016 – 2019, czyli pod rządami Prawa i Sprawiedliwości. To nie jest zaskoczenie. Wydawać się może, iż prominenci tej partii niejednokrotnie są zdania, że firmy państwowe to ich prywatne dojne krowy.
Ważnym zadaniem w każdej spółce – także państwowej – powinno być stworzenie optymalnych procedur zakupowych. Właściwie skonstruowane procedury pozwalają na świadome i racjonalne dokonywanie wszelkich zakupów. Dzięki temu można znacząco obniżyć koszty produkcji oraz poprawić konkurencyjność spółek. Ta prawda jakoś się jednak nie przyjęła pod panowaniem Prawa i Sprawiedliwości. Tu racjonalne zakupy się nie liczą, istotne jest raczej to, ile mogą zarobić krewni i znajomi królika.
Przykładowo, w trzech wielkich spółkach państwowych, po roku 2016 na transakcje realizowane poza procedurami zakupowymi – czyli w praktyce wedle dowolnego widzimisię szefostwa tych firm – wydawano od 183 mln zł do ponad 248 mln zł.
I tak np., wydatki Energa SA (firmy wytwarzającej i dostarczającej energię) na cele marketingowe w latach 2016-2020 (pierwsze półrocze) dokonane z wyłączeniem procedur zakupów wyniosły łącznie 183 mln zł, czyli 92 proc. wydatków ogółem. „Wydatkując co roku znaczące kwoty na działalność marketingową, Energa SA nie posiadała strategii marketingowej” – zaznacza NIK.
Wprawdzie Energa SA aż trzykrotnie zamawiała opracowanie strategii marketingowej, wydając na ten cel łącznie 369 tys. zł (ciekawe, kto z krewnych i znajomych królika zarabiał na opracowywaniu tych strategii?), ale żaden z przygotowanych dokumentów nie został przyjęty do stosowania.
W Totalizatorze Sportowym sp. z o.o. łączna wartość zakupów zrealizowanych w latach 2016-2019 z wyłączeniem procedur zakupowych wyniosła natomiast blisko 244 mln zł. Na podstawie tych wyłączeń realizowane były zwłaszcza zakupy o dużej wartości, dokonywane w ramach wykonywania monopolu państwa na urządzanie i prowadzenie gier na automatach poza kasynami gry.
Z kolei wydatki Polskiej Grupy Energetycznej SA dokonywane poza procedurami przekroczyły 248 mln zł – z tego blisko 232,5 mln przeznaczono na sponsoring i reklamę (pytanie, ile z tego przeznaczono na utrzymanie różnych pisemek prawicowych?), a ponad 11 mln na usługi prawne. Łącznie było to ponad 58 proc. wydatków na zakupy ogółem.
Zarząd Totalizatora Sportowego sp. z o.o., pomijając tryb konkurencyjny dokonał wspomnianego zakupu systemu centralnego i terminali do gry, od dostawcy nie posiadającego kompetencji do oferowania tych produktów. W konsekwencji, w ocenie NIK, Totalizator Sportowy poniósł szkodę majątkową w wysokości co najmniej 9,8 mln zł. W tym przypadku Najwyższa Izba Kontroli skierowała 16 listopada 2020 r. do Prokuratury Regionalnej w Warszawie zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa przez zarząd Totalizatora Sportowego sp. z o.o.
Przestępstwo, dokonane przez członków zarządu Totalizatora miało polegać na dokonaniu, bez zachowania konkurencyjnego trybu, wyboru dostawcy 300 terminali do gier hazardowych wraz z oprogramowaniem oraz zakupu licencji do centralnego systemu zarządzania terminalami. Zarząd Totalizatora Sportowego postanowił także odstąpić od dochodzenia części kar umownych z tytułu niewykonania lub nienależytego wykonania umowy przez tego dostawcę. Może to wskazywać , że ów dostawca cieszył się wielkimi względami wśród członków zarządu.
Łączna wartość zakupów zrealizowanych przez zarząd Totalizatora Sportowego poza podstawowymi trybami wyniosła dokładnie 243,9 mln zł, co stanowiło 34,3 proc. ogólnej kwoty przeznaczonej w Totalizatorze na zakupy (711 mln zł). NIK stwierdziła, że Totalizator Sportowy nie posiadał odpowiedniego doświadczenia w urządzaniu gier na automatach, ani też systemu służącego do nadzoru nad siecią terminali.
„Podejmując decyzje o wyborze głównego dostawcy niezbędnych urządzeń zarząd Totalizatora Sportowego nie zabezpieczył prawidłowo interesów spółki, jak również nie zachował zasad uczciwej konkurencji, co oznaczało przekroczenie dozwolonego ryzyka gospodarczego. W szczególności negatywnie pod względem gospodarności i celowości NIK oceniła fakt, że w odniesieniu do zakupów terminali i systemu centralnego do zarządzania tymi terminalami zarząd TS odstępował od stosowania procedur przetargowych, pomimo iż analizy wykonane dla potrzeb tego przedsięwzięcia wskazywały na ryzyko zagrożenia interesu spółki” – podkreśla NIK. Czyli, były analizy i ostrzeżenia, ale zostały świadomie zlekceważone przez władze Totalizatora Sportowego.
Wyjaśniając powód tej decyzji, jeden z ówczesnych członków zarządu Totalizatora tłumaczył, iż były „zalecenia przekazywane zarządowi nieformalnie” (potocznie nazywa się to naciskami), aby prowadzić współpracę wyłącznie ze spółkami Skarbu Państwa.
Można to zrozumieć, bo jak wiadomo, ze spółek Skarbu Państwa znacznie łatwiej wyprowadza się pieniądze, niż z firm prywatnych. Zainteresowanie prominentów PiS kontaktami tylko ze spółkami państwowymi jest więc jakoś wytłumaczalne.
„Konsekwencją zastosowanego sposobu postępowania przy zakupie systemu centralnego i terminali do gry było powstanie szkody majątkowej dla Totalizatora Sportowego w łącznej kwocie nie mniejszej niż 9867,4 tys. zł” – podsumowuje Najwyższa Izba Kontroli. I konkretyzuje, że na tę szkodę składają się:

  • nieuzyskane przychody w wysokości nie mniejszej niż 2581,5 tys. zł, oczekiwane za pierwsze pięć miesięcy 2018 r. z tytułu różnicy pomiędzy sumą wpłaconych stawek a kwotami wypłaconych wygranych;
  • utracone wpływy w wysokości nie mniejszej niż 1750,0 tys. zł, na skutek odstąpienia przez zarząd Totalizatora od nałożenia kar umownych należnych z tytułu niewywiązania się przez wybraną spółkę Skarbu Państwa z postanowień zawartej umowy;
  • strata w łącznej wysokości 5535,9 tys. zł z tytułu akceptacji przez zarząd TS ceny za system centralny nie spełniający wymogów umowy. W 2018 r. w porównaniu do 2017 r. przychody Totalizatora Sportowego wzrosły z 4667117,9 tys. zł do 5108113,2 tys. zł, czyli o 9,4 proc. Natomiast zysk netto zmniejszył się z 302484,5 tys. zł do 234869,1 tys. zł, a więc aż o 22,4 proc.! Odpowiedzialność za to ponoszą członkowie zarządu Totalizatora – już tego wymienionego podczas panowania PiS.
    Jak widać, NIK w sprawie przestępstwa w Totalizatorze Sportowym, dokonując tych ustaleń w zasadzie wyręczyła już prokuratorów. Jakoś jednak nie wpłynęło to na szybszą pracę PiS-owskiej prokuratury. Zawiadomienie o podejrzeniu popełnieniu przestępstwa zostało złożone w listopadzie ubiegłego roku, czyli prawie osiem miesięcy temu, ale dotychczas głucho o czynnościach prokuratorskich. Nikt też jednak i nie oczekiwał, że PiS-owska prokuratura będzie się ochoczo zajmować machinacjami PiS-owskich nominatów, którzy obsadzili państwowe – czyli już partyjne – spółki.
    Oświadczenie wydał za to zarząd Totalizatora Sportowego. Nie odnosi się w nim do meritum, czyli do wielomilionowej szkody i do podejrzenia popełnienia przestępstwa. Zarząd informuje natomiast, że sprawa dotyczy „wielokrotnie już omawianej współpracy” (ciekawe, przez kogo omawianej ?) Totalizatora Sportowego z innymi spółkami Skarbu Państwa, która rozpoczęła się w 2016 roku i następnie kontynuowana była w 2017 r.
    Zarząd tłumaczy też, że postępowania zakupowe Totalizatora Sportowego przebiegały „zgodnie z obowiązującymi w spółce regulaminami, uzyskując wszelkie wymagane zgody korporacyjne, w tym właścicielskie oraz odbywały się pod ścisłym nadzorem organów kontrolujących”. Uzgodniona treść porozumienia była zaś „przedmiotem akceptacji organu właścicielskiego”.
    Czyli, wszystko było zgodne z naszymi wewnętrznymi regulaminami, zaś PiS-owskie władze państwowe i rząd wszystko wiedziały oraz akceptowały. A jakby co, to my wykonywaliśmy tylko rozkazy…

Poprzedni

Do pracy by się nie szło

Następny

Historyk i świadek historii

Zostaw komentarz