Sztuczna, nie twoja

15 lip 2025

Sztuczna inteligencja miała być kolejną wielką rewolucją. Już nie tylko cyfrową – ale poznawczą. Miała pisać za nas teksty, robić analizy, automatyzować obsługę klienta i zwolnić nas z nudnych zadań. Miała podnieść wydajność, odciążyć pracowników, uwolnić kreatywność. Ale dane mówią co innego.

Najważniejsza rzecz, która miała wzrosnąć, czyli produktywność – to, ile wytwarzamy w przeliczeniu na godzinę pracy – nie rośnie tam, gdzie miała. W Polsce od lat nie widać poprawy w sektorze ICT – informatyce i technologiach, mimo że to właśnie ten obszar najczęściej pojawia się w narracjach o transformacji cyfrowej. Za to wzrosty notujemy w rolnictwie, nieruchomościach i przemyśle – czyli tam, gdzie AI na razie mało co zagląda. Według analiz Polskiego Instytutu Ekonomicznego i OECD, sztuczna inteligencja w najbliższej dekadzie dołoży do całkowitej wydajności gospodarki (TFP) zaledwie 0,1–0,6 punktu procentowego rocznie. To nie przełom – to kosmetyka, która w skali gospodarki jest prawie niezauważalna.

Już w latach 80. noblista Robert Solow zauważył: „komputery widać wszędzie – poza statystykami produktywności”. To samo widzimy dziś z AI. O niej jest głośno. Widać ją w mediach, reklamach, raportach ministerstw, czy w postach niektórych posłanek PiSu (I pewnie nie tylko) – wszędzie tam, gdzie ważne są wrażenia, a nie realne wyniki gospodarcze.

Niektórzy mówią: trzeba poczekać. Że każda technologia potrzebuje czasu. Że efekty AI są trudne do zmierzenia. Że zmieniają się nie same procesy, ale struktury pracy. I może to i prawda. Ale jest też inna, bardziej brutalna odpowiedź: AI nie służy do tego, by wszystkim było lepiej. Służy do tego, by wybrani zarabiali więcej.

AI działa – ale głównie tam, gdzie można „przyciąć” człowieka. Szczególnie tego starszego, doświadczonego, który zarabia więcej. Zamiast eksperta – student z czatem. Zamiast sekretarki – automat. Zamiast dziennikarza – generator. Nie chodzi o usprawnianie pracy. Chodzi o cięcie kosztów i większą kontrolę nad pracownikami.

To nie teoria. Dane są jednoznaczne: produktywność w Polsce rośnie niemal wyłącznie w dużych firmach – i to właśnie one wdrażają AI najszybciej. Bo mają na to pieniądze i nie mają skrupułów. W 2024 roku 33% dużych firm sięgnęło po AI. Wśród małych – tylko 4%. Reszta pracuje po staremu, tyle że pod większą presją.

A więc co daje dziś AI? Deskilling – czyli zanik kompetencji (młodzi uczą się obsługi czata, nie zawodu), wypychanie starszych (bo „za drodzy”), zamiana doświadczenia na gotowe szablony i podpowiedzi z algorytmów. To nie automatyzacja, to redukcja. I można powiedzieć, że też pewien regres.

Skalę problemu pokazują dane. W 2024 roku w Polsce 1/5 osób, czyli ponad 3,6 mln osób pracowało w zawodach zagrożonych automatyzacją przez AI. Szczególnie narażone są kobiety – bo dominują w biurach, sekretariatach, obsłudze klienta. Tam, gdzie dziś najłatwiej „zoptymalizować pracownika” algorytmem.

Ale AI to nie tylko problem pracy. To także kwestia danych. Modele językowe uczą się na treściach pisanych przez miliony ludzi – od Wikipedii po YouTube’a. Wartość społeczna zamieniana jest na prywatny zysk. Bo AI to dziś nie projekt publiczny. To prywatna inwestycja z publicznymi skutkami.

Bankowe systemy scoringowe, algorytmy rekrutacyjne, predykcyjne profile kredytowe – wszystkie te narzędzia decydują o losach ludzi, bez żadnej kontroli, bez jawnych reguł. Zbudowane są przez firmy, wdrażane bez konsultacji, skalowane bez nadzoru. To nie technologia neutralna. To technologia korporacyjna.

A przecież mogłoby być inaczej. AI mogłaby służyć ludziom. Pomagać w nauce, odciążać pielęgniarki, przyspieszać diagnostykę, ułatwiać kontakt z urzędem. Ale żeby tak było – potrzebna jest demokracja technologiczna. Społeczna kontrola z udziałem związków zawodowych, organizacji społecznych i instytucji publicznych. Po prostu odpowiedzialność.

Bo dziś AI nie zwiększa produktywności w skali społecznej. Bo nie została zaprojektowana, by to robić. Nie taki jest jej cel. Została zaprojektowana, by redukować koszty zatrudnienia, a nie wzmacniać ludzi. Dlatego jej wpływ w danych jest tak mizerny – bo nie buduje wspólnego dobra, tylko prywatyzuje zyski.

Jeśli chcemy, by sztuczna inteligencja naprawdę służyła ludziom – musimy wyrwać ją z rąk korporacyjnych. Wdrażać publicznie. Rozliczać. Konsultować. Tylko wtedy będzie miała sens. Inaczej to kolejna rewolucja, która uderza w najsłabszych – w imię zysków tych, którzy i tak mają najwięcej.

Najnowsze

Sprawdź również

Ustawa pisana pod „Kacprzyków”?

Ustawa pisana pod „Kacprzyków”?

Rząd zapowiedział koniec lekarskich kominów płacowych. W projekcie ustawy zostawił jednak furtkę, przez którą te same pieniądze mogą wrócić pod nazwą „koordynacji”. Projekt ustawy przewiduje podstawową stawkę nieprzekraczającą 240 zł brutto za godzinę. Przy jednym...

Rozpad PiSu czy ustawka Kaczyńskiego?

Rozpad PiSu czy ustawka Kaczyńskiego?

Istotna grupa komentatorów i ekspertów, nie tylko internetowych, uważa, że Kaczyński swoim ultimatum rozpoczął kolejny etap misternej gry mającej na celu odzyskanie utraconego elektoratu i uzyskanie większości w przyszłym parlamencie. Wiara w jego mądrość i posiadanie...

Nawrocki chce znów bezzębnej PIP

Nawrocki chce znów bezzębnej PIP

Prezydent Karol Nawrocki zaskarżył część reformy PIP do Trybunału Konstytucyjnego. Dlatego, że jak domagały się związki zawodowe, powinna być ostrzejsza względem nadużyć ze strony zatrudniających? Wręcz przeciwnie. Domaga się jej osłabienia i ogarniczneia...

Pożegnanie z Jackiem M.

Pożegnanie z Jackiem M.

Z prezydentem Krakowa najdłużej pełniącym swoją funkcję nie sposób rozstać się szybko. To po prostu niemożliwe. Choć formalnie Jacek Majchrowski przestał być prezydentem ponad dwa lata temu, nadal jest punktem odniesienia – zwłaszcza w specyficznej sytuacji, w jakiej...

Ku cywilizacji XXII wieku

Ku cywilizacji XXII wieku

Rozważania wstępne: Futurologiczne przewidywanie rozwoju naszej cywilizacji w XXI i XXII wieku jest przedsięwzięciem niezwykle atrakcyjnym, aczkolwiek bardzo trudnym i ryzykownym – pod względem merytorycznym i intelektualnym. Warto jednak podjąć taką poważną próbę tym...

Wojna z planetą. Ekologiczne koszty zbrojeń

Wojna z planetą. Ekologiczne koszty zbrojeń

Trwa debata nad europejską gorączką zbrojeń. W tle konflikty wokół Ukrainy, Iranu, Gazy, Tajwanu. Mącą ludziom w głowach byli wojskowi, pseudoeksperci z think-tanków, z naciskiem na tanki, ale bez własnych myśli. Główne aspekty tego galimatiasu poznawczo-praktycznego...

Politycy walczą o wpływy, kurierzy o przyszłość

Politycy walczą o wpływy, kurierzy o przyszłość

Rozeszli się, a może się nie rozeszli. Morawiecki z ekipą został wyrzucony czy sami odeszli. Mówią, że lewacy dramatyzują, ale wszystkie inby w lewicowych grupkach są niczym w porównaniu z tymi łzawymi spektaklami na prawicy. W dodatku temat został podchwycony i...