Bigos tygodniowy

Sprawa lotów Kuchcińskiego (tego samego, którego błędnie brałem za nielota) jest poważniejsza niżby to wynikało z pojawiających się wokół niej ocen. Może się bowiem okazać, że osobnik pełniący rolę Marszałka Sejmu i Drugiej Osoby w Państwie, jest przestępcą kryminalnym, konkretnie złodziejem tzw. grosza publicznego. Niektóre dane opiewają nawet na nadużycie rzędu około miliona złotych. Do tego dochodzi sprawa zniszczenia części dokumentów dotyczących lotów. Póki co, Kaczor nie zdecydował się, mimo pojawiających się spekulacji, odwołać Kuchcika, swojego biernego i miernego narzędzia (najsłabszy intelekt w PiS, ujmując rzecz najdelikatniej jak można) i nakazał mu jedynie blade przeprosiny, które są próbą taniego wymigania się z afery. Opozycja jednak będzie trzymać i nie popuszczać, więc ciąg dalszy nastąpi.
Jednak czyny Kuchcika to jedno, a druga bulwersująca sprawa, to kłamstwa jakie w jego sprawie serwowały z miedzianym czołem opinii publicznej oficjalne organy z Kancelarią Sejmu, z udziałem osławionej Grzegrzółki.
Po swojej osławionej wypowiedzi o „tęczowej zarazie” abepe Jędraszewski zyskał nowe przydomki: „cymbał” i „diabeł wcielony”. „Cymbał” wydaje mi się bardziej trafny. Sprawa nie wydaje mi się jednak aż tak prosta, ale za to jest bardziej prozaiczna. Otóż takim zwykłym, dosłownym cymbałem on być nie może, bo to doktor filozofii po rzymskim Angelicum (Papieski Instytut Teologiczny). Skoro zatem to wykluczymy, to, jak mi podpowiada stara wiedza dyplomowanego psychologa klinicznego od dziesięcioleci pozostającego w stanie spoczynku, w grę mogą wchodzić: a/zmiany demencyjne na tle zwężenia naczyń krwionośnych dostarczających krew do mózgu. b/ objawy urojeniowe na tle n.p. schizofrenii paranoidalnej. A może rozmiękczenie mózgu?
Obchodzono 75 rocznicę obłędnej i zbrodniczej (także według generałów Andersa i Sosnkowskiego z Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie) w skutkach decyzji dowództwa AK o wznieceniu powstania, które zakończyło się klęską, zagładą Warszawy i śmiercią nieomal ćwierci miliona osób, głównie ludności cywilnej. W tym straszną śmiercią setek (a może i więcej) ludzi żywcem zasypanych w „rozwalonych domach”. Surową opinię decyzji o powstaniu wyraził wybitny oficer AK Stanisław Aronson, który stwierdził w wywiadach, że to był nonsens pod każdym względem. Jednak ton obchodom próbowali nadać aktywiści pisowscy zamieniając „Polskę Walczącą” na „Polskę WARCZĄCĄ”.
Wbrew oburzeniu pisiorów na radosną formułę obchodów rocznicy września 1939 roku zaproponowaną przez władze Gdańska, osobiście uważam, że to wcale nie jest bezsensowne. Jeśli bowiem Niemcy już na nas nie napadają, a przeciwnie, są naszymi, choćby nawet nie do końca szczerymi i gorącymi, sojusznikami, to jest powód by skakać z radości i pląsać w euforii.
A co do Gdańska, to po piramidalnie ohydnych obelgach byłego opozycjonisty solidarnościowego Wyszkowskiego pod adresem prezydentki Aleksandry Dulkiewicz, a w konsekwencji pod adresem jej córki, powinna ona bez pardonu podać go do sądu i puścić łobuza w skarpetkach. Chwycić i nie popuszczać.
Po kilkunastu latach spadku liczby pijanych kierowców zatrzymanych na drogach, w tym roku nastąpił wzrost tej statystyki. Według wielu opinii, to jeden z rezultatów 500 plus. Pewien przypadkowo spotkany przeze mnie tzw. prosty, a pełen zdrowego rozsądku człowiek powiedział mi: „Panie, jeśli pan wierzy, że te wszystkie pieniądze z 500 plus poszły na dzieci, to się pan myli. Jak dziesięć procent poszło naprawdę na dzieci, to góra. Reszta poszła na rzęchy z Niemiec, wódę i papierochy”. Zaprzeczyłem jakobym wierzył, bo jestem niewierzący, ale podziękowałem mu za potwierdzenie moich przeczuć.
„Nie mogę się doczekać. Lubię ten naród” – powiedział Trump odnosząc się do planowanej na 1 września wizyty w Polsce. Ja mu się nie dziwię. Gdziekolwiek się pojawi, wszędzie go wygwizdują, wyśmiewają, eksponują jego karykatury i kukły, okazują mu żywiołową niechęć, organizują przeciw niemu uliczne, gwałtowne demonstracje. W Polsce styka się z władzą podejmującą go czołobitnie i służalczo jak Imperatora oraz z publicznością, która w zachwycie, z otwartą gębą, jak gęś kluski łyka jego tandetne komplementy.
Ex-towarzyszce Jakubowskiej Aleksandrze działającej na portalu Karnowskich już nie wystarczy wydzielanie nienawiści do ex-towarzyszy z SLD, ale stała się już nawet ideolożką anty-LGBT. Że też toto nie ma nawet grama wstydu. Zrównała się tym samym z czołowym ŻULNALISTĄ prawolstwa, Ziemkiewiczem.
„Wybory za pasem, wygrana PiSu w kieszeni, a Grzegorz Schetyna, bez głowy, bez programu, bez cienia myśli, bez charyzmy i bez jakiejkolwiek wizji przyszłości, zajmuje się wyjmowaniem kandydatów na posłów z drugiej koalicji opozycyjnej (…) I właśnie dlatego Schetyna, bezbarwny macher, który w swojej karierze nie sformułował nawet okrawka oryginalnej myśli politycznej, musi swojej konkurencji podsrywać – żeby urwać kilka głosów i zabezpieczyć się po tym, jak jesienią Kaczyński spuści mu łomot. (…) Jest polityczną mezogleją bez właściwości, przegotowanym, wstrętnym krupnikiem, kotletem pożarskim odgrzanym w śmierdzącej mikrofalówce. Jest tak powabny jak zimne frytki nasiąknięte starym olejem silnikowym z zepsutej motorówki. Wyobraźcie sobie naprawdę syfną knajpę, w której podają przypalone, stare dania, tłustego schabowego z zimnymi talarkami i surówką ze skisłej kapusty pekińskiej z kukurydzą z puszki, do tego ciepłe piwo tyskie – a zaraz okaże się, że Grzegorz Schetyna jest tam kelnerem”. To nie ja. Ja nic nie mówiłem. To napisał w Internecie Piotr Paziński, eseista i dziennikarz tygodnika „Midrasz”.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *