Tęczowa chmura nad Dudą

Andrzej Duda lubi Półwysep Apeniński. Po tym jak w 2015 roku wygrał wybory prezydenckie pojechał na urlop właśnie do Toskanii. Następnie już po przeprowadzce do Pałacu Prezydenckiego na jesieni 2015 przyjechał z oficjalną wizytą do Włoch i Watykanu. Wtedy włoskie media traktowały go jako ciekawostkę, po niespodziewanej wygranej z pewniakiem, czyli Bronisławem Komorowskim i nawet nazywali go „delfinem polskiej prawicy”, który w przyszłości być może przejmie stery i będzie rozgrywającym na polskiej arenie politycznej.

Rzeczywistość okazała się zupełnie inna. Włochy jednak tak szybko nie wyszły panu prezydentowi z pamięci, bo już w trakcie tegorocznej kampanii obiecał, że pierwszą wizytę zagraniczną odbędzie właśnie w Watykanie. W konsekwencji tego, niedługo po reelekcji zawitał do słonecznej Italii.

W ramach wizyty Andrzej Duda spotkał się z przedstawicielami władz Włoch, czyli z prezydentem Sergio Mattarellą, premierem Giuseppe Conte i szefem włoskiej dyplomacji Luigim Di Maio. W polskiej ambasadzie, odsłonił popiersie gen. Władysława Andersa, a także na Monte Cassino oddał hołd polskim żołnierzom. Ale jak wiadomo głównym elementem pobytu w Italii była wizyta w Watykanie, gdzie spotkał się z papieżem Franciszkiem. Kancelaria Prezydenta próbowała za wszelką cenę też przedstawić tą wizytę jako oddanie hołdu ofiarom COVID-19 na terenie Półwyspu Apenińskiego. Możliwe, ale prawda jest taka że włoskie media specjalnie nie zajmowały się tematem wizyty prezydenta Dudy, ale odnotowały przy jej okazji coś zupełnie innego.

Jeśli już włoskie media wspominały o wizycie Dudy, to z powodu rozpętanego przez jego otoczenie polityczne i polski Kościół homofobicznej nagonce. O tym jak pod koniec sierpnia Episkopat zgłosił pomysł otwarcia klinik dla „pragnących odzyskać naturalną orientację płciową”, a sam Duda użył w odniesieniu do osób LGBT określenia „ideologia zła”, powołując się na słowa Karola Wojtyły. W tekście dziennika „Domani” nie zabrakło wzmianek o kolejnych elementach współczesnej prawicowej rewolucji: „strefach wolnych od LGBT”, działalności Fundacji Ordo Iuris. Tygodnik „L’Espresso” pisze o „bezprecedensowej kampanii nienawiści” przypominając wypowiedzi prezydenta na temat LGBT z kampanii wyborczej i o tym, co się działo na ulicach Warszawy w sierpniu, a także o małych społecznościach, w których homoseksualiści po prostu czują się zagrożeni (czytaj strefy wolne od LGBT). Dziennik „La Stampa” zaczęła tekst od słów: „wszystkiemu winna tęcza”, w którym również wspomniano o pacyfikowaniu na ulicach Warszawy demonstracji aktywistów LGBT, jak i straszeniu przez Kościół wiernych „zarazą homo”, oraz o pojazdach propagujących na ulicach polskich miast hasła anty-LGBT jeżdżące często pod eskortą policji. Na sam koniec reportaż „La Stampy” kończy się słowami „przyszłość Polaków jest niepewna”. Jedyną grupą, poza parlamentarzystami z prawicowej Ligii Matteo Salviniego oraz romansującymi z faszyzmem Braćmi Włoch Giorgii Meloni, która ciepło mówiła o przyjeździe Andrzeja Dudy byli włoscy antyszczepionkowcy, a wynika to z deklaracji z debaty prezydenckiej zorganizowanej przez TVP w Końskich, podczas której prezydent poinformował, że nigdy nie szczepił się i nie zamierza tego robić w przyszłości.

Jakby nie patrzeć, nad głową prezydenta Dudy w oczach włoskiej prasy pojawiła się śledząca go podczas pobytu we Włoszech tęczowa chmura piorunami. Bo jak wiadomo, słów wypowiedzianych w trakcie kampanii nie da się zwyczajnie wymazać i nawet tysiąc wizyt w tym nie pomoże. Włoskie media dość mocno zaznaczyły, że w 2015 roku kwestia uchodźców była czynnikiem, który wykorzystano do osiągnięcia politycznego sukcesu, a że temat wygasł, to polska prawica znalazła sobie już innego wroga „polskich rodzin” – środowisko LGBT. W tej sytuacji pojawia się pytanie która kolejna grupa będzie zagrażać spokojnemu życiu obywateli. Wachlarz może być szeroki, tylko pytanie komu przypadnie rola maszyny losującej i ogłoszenie kolejnego wroga publicznego numer, jeden przed którym konserwatyści będą bronić „polskich rodzin”.

Andrzej Duda we włoskich mediach nie miał różowo, ale to właściwie nie jest dla jego otoczenia tak istotne jak zrobienie dobrego wrażenia na włoskiej Polonii jak i zaakcentowanie w polskich mediach (czytaj w TVP) wielkiego sukcesu związanego z tą wizytą. A jak jeszcze pierścień papieża ucałował, to dopiero był „news”.

Jądro polskiej ciemnoty

Kraśnik. Na Lubelszczyźnie. Bodaj 15 lat temu byłem tam w Fabryce Łożysk Tocznych.

Fabryka, odbudowana ze zgliszcz w czasach PRL, była wtedy w tarapatach. By kupić dużą partię potrzebnych mi łożysk musiałem najpierw zapłacić. Za te pieniądze fabryka mogła kupić komponenty do produkcji łożysk. Kierowana przeze mnie firma była w dobrej kondycji i takie transakcje wtedy były na porządku dziennym. Oczywiście były ryzykowne, ale bardzo opłacalne.

Nie przypuszczałem wtedy, że Kraśnik stanie się jądrem polskiej ciemnoty (nie mylić z konserwatyzmem). Ciemnotą wykazują się tamtejsi radni, których wybrali mieszkańcy Więc ci radni są emanacją ciemnoty sporej grupy ich wyborców. Owi radni najpierw ogłosili Kraśnik, jedno z najbiedniejszych miast w Polsce, miejscem wolnym od LGBT. Potem podtrzymali swoją decyzję.

Następnie uchwalili, że nie chcą technologii 5G. Różni szarlatani – idioci wmawiają podatnym na plotki ludziom, że ta technologia może być bardzo szkodliwa dla zdrowia. Lud, tu i ówdzie, w to wierzy. Kiedy wynaleziono prąd elektryczny, a on też emituje fale elektromagnetyczne, tylko innej częstotliwości i długości, grupy szarlatanów mówiły to samo. Kiedy wprowadzano GSM, technologie 3G i 4G, było podobnie. Nieoświeceni radni z Kraśnika uwierzyli jednej szarlatance. Ponadto nie chcą sieci Wi- Fi w szkołach. Mogą też chcieć zabronić Internetu w ogóle i telefonii czy komercyjnej TV. No może ojciec Rydzyk cieszyłby się jakimiś względami.

Oczywiście przynajmniej połowa mieszkańców Kraśnika to ludzie rozgarnięci. Połowa to zastraszeni i podatni na kłamstwa, serwowane w imię jakichś fałszywych wartości, biedni ludzie. Żal mi ich. Liderów lokalnej ciemnoty w przyszłości może opiszą w książkach. Będą ich stawiać w jednym szeregu w tymi co w średniowieczu palili wolnomyślicieli na stosach. Teraz nikt nikogo nie pali, ale ciemnota nadal ma swoich zwolenników. Okazuje się, że tym razem trafiła na podatny grunt w Kraśniku.

Słownik wyrazów niejasnych Zjednoczonej prawicy

Prominentni przedstawiciele Polskiej Zjednoczonej Prawicy mówią często językiem niezrozumiałym dla przeciętnych obywateli i wymyślają nowe słowa, których nie można znaleźć w dostępnych słownikach, lub których znaczenie jest w nich wyjaśniane niezgodnie z intencjami mówców.

Kilkanaście osób zwróciło się do mnie z prośbą, abym wykorzystując wieloletnie doświadczenie spróbował określić pożądane znaczenie tych słów. Poczułem się zaszczycony tą propozycją, choć jednocześnie zdaję sobie sprawę, że nie jestem dostatecznie kompetentny. Spróbowałem jednak przetłumaczyć kilka takich słów i pojęć na zrozumiały język, nie wykluczając, że – jeśli spotka się to z uznaniem – będę tą listę uzupełniał.
Zachowanie powagi przy czytaniu tego słownika nie jest konieczne.

Gender

Wymyślona przez cudzoziemców płeć kulturowa, społeczna lub psychiczna inna, od ich płci naturalnej, czyli fizjologicznej. Bardzo niebezpieczny trend, leżący u podstawy ideologii LGBT (patrz stosowne hasło). Zagraża szczególnie dzieciom prawicy, które pod wpływem takich poglądów mogą uwierzyć, że dziewczynki nadają się do rządzenia państwem, lub prowadzenia wojskowych samolotów, a nie do kuchni, sprzątania i wypełniania małżeńskich obowiązków. A chłopcy nie muszą grać w piłkę nożną i bić się z kibicami innych klubów. Chłopcy też – o tempora, o mores – mogą kochać innych chłopców a dziewczynki interesować się innymi dziewczynkami, nie tylko przy odrabianiu lekcji.

Zagrożenie ze strony gender nieustannie wzrasta. Ostatnio wysoki urzędnik państwowy powołany dla ochrony dzieci odkrył, że w tajnych polskich laboratoriach wynaleziono lek, który podawany dzieciom w szkole, w postaci tabletek, zmienia ich płeć. Zapewne będzie można wysłać rano do szkoły chłopca, a odebrać popołudniu dziewczynkę cudownej urody. Na najwyższym szczeblu Zjednoczonej Prawicy ustalana jest cena tego leku, który chcą w pierwszej kolejności kupić kraje arabskie.

Ciepły człowiek

Zagraniczny mąż stanu, który do przedstawiciela polskiej prawicy potrafi się czule uśmiechać, prowadzić z nim interesującą rozmowę przy kawie, winie i koniaku. Nie jest ważne, jakimi działa metodami i jaką ma opinię wśród swoich rodaków. Nie jest też istotne, w jaki sposób utrzymuje się u władzy. Trzeba jednak uważać, bo zmiana politycznych okoliczności może spowodować, że przyjaźń z tym ciepłym człowiekiem staje się niewygodna.

Dekomunizacja

Likwidowanie wszystkiego, co może przypominać okres tzw. Polski Ludowej a także zamykanie dróg awansu społecznego ludziom, którzy pełnili wtedy nawet najniższe funkcje kierownicze i – tym bardziej – służyli w jakichkolwiek służbach mundurowych lub cywilnym aparacie ucisku. Usuwanie wszelkich pomników i nazw pochodzących z tego okresu – także tych, które dotyczą obywateli państwa o nazwie ZSRR, czyli obecnie Rosji. Wewnętrzne przekonanie prawdziwych patriotów (patrz odpowiednie hasło), że właściwie każdy obywatel, który miał wówczas więcej niż 15 lat i nie siedział w więzieniu – jest podejrzany i może być obecnie postkomunistą (patrz odpowiednie hasło).

Ideologia LGBT

Skrót niewymagający uciążliwego rozwijania, kierowany głównie do mniej wykształconej, ale licznej, grupy stałych wyborców Zjednoczonej Prawicy. Wygoda jego stosowania polega na tym, że nie atakuje bezpośrednio ludzi mających nienormatywne zainteresowania seksualne, lub lubiących nietypowe stroje i zachowania, tylko sugeruje, że są oni ofiarami niedopuszczalnej i wrogiej ideologii. Ideologia ta ma swoje źródła w pierwotnym komunizmie, nakłania do braku szacunku dla władzy i jej moralnych autorytetów, zmierza do seksualizacji młodzieży. A przecież wiadomo, że seks I kwestionowanie osiągnięć władzy lub – co gorsza – ich „wyśmiewanie”, są źródłem deprawacji i mogą także zmniejszać pobożność narodu.

Kryształowy człowiek

Każdy członek partii stanowiącej część Zjednoczonej Prawicy, który nie popełnił przestępstwa ściganego przez prokuraturę i nie ma aktualnego wyroku sądowego. Plotki i oskarżenia opozycji, a także „ulicy i zagranicy” nie mają w tym zakresie żadnego znaczenia. Inteligentny człowiek – a z takich przede wszystkim składają się te partie – może przecież legalnie dorobić się nawet wielkiego majątku, wykorzystując określone sytuacje w rozwoju gospodarki, zmiany przepisów i pożyteczne znajomości cywilne i kościelne.

Komuniści i złodzieje

Potoczna, salonowa nazwa politycznych konkurentów, których życiorysy sięgają okresów rządów zależnych lub lewicowych. Otwarty zarzut złodziejstwa trzeba obecnie używać ostrożnie, ponieważ traci na aktualności, wobec większych osiągnięć w tym zakresie działaczy późniejszych rządów, o – statutowo i propagandowo – całkowicie nielewicowym profilu.

LGBT

Skrót trudnej do zapamiętania nazwy grup ludzi, którzy ukrywają się w formalnie istniejących stowarzyszeniach, ale jednocześnie tworzą ogromną podziemną organizację, wrogo nastawiona wobec Zjednoczonej Prawicy. Ludzie ci często mają nienormatywne, (czyli nienormalne) upodobania seksualne, lubią się bawić i kolorowo ubierać, zamiast w skromnym odzieniu oddawać się bez reszty pracy nad wzrostem dobrobytu. pobożności i patriotyzmu ludności kraju. Ich sztandarami są nieestetyczne płachty w kolorach tęczy (patrz stosowne hasło).

Neomarksizm

Nowoczesny marksizm, czyli odczytywanie dzieł Karola Marksa w sposób dostosowany do współczesnych warunków pracy i tworzenia kapitału. Trzeba z góry założyć, że jest to niesłuszne i szkodliwe tak samo, jak wymaganie od studentów ekonomii w niektórych krajach zachodniej Europy, aby czytali te dzieła i zdawali egzaminy z ich znajomości. Znacznie bezpieczniejsze dla młodzieży jest poznawanie historii rozwoju koncepcji ekonomicznych, prezentowanej w zróżnicowanych programach kształcenia i dyskusjach, prowadzonych w państwowej, polskiej telewizji.

Neokomunizm

Teoretycznie – ideologia komunistyczna dostosowania do zmienionej w XX i XXI wieku sytuacji w relacjach pracobiorców i pracodawców, w funkcjonowaniu rynku i tworzeniu kapitału. Zaleca się jednak aktywistom prawicy tłumaczenie mniej wykształconej części społeczeństwa, że są to niebezpieczne próby powrotu do komunizmu, który należy identyfikować z okresem istnienia PRL. Będą małe zarobki i tylko ocet na rynku. Bardziej wykształconym można jednak tłumaczyć, że trzeba unikać tego określenia przy omawianiu dążeń obecnych, prawicowych rządów, do koncentracji władzy, rezygnacji z jej częściowego wykonywania przez parlament i sądownictwo, kontroli mediów, stosowania ukrytych form cenzury i organizowania medialnych ataków na politycznych przeciwników.

Prawdziwy patriota

To obywatel Rzeczpospolitej, który zawsze podziela poglądy rządzącej prawicy i daje do zrozumienia, że nienawidzi lewicy. Powinien też mieć dziadka, pradziadka lub chociaż prawuja, który był żołnierzem wyklętym, albo przynajmniej kilka dni siedział w więzieniu komuny. Dowodem prawdziwości patriotyzmu jest także to, że stale walczy się z jakimś wrogiem. Kto jest aktualnie tym wrogiem, określa partia rządząca albo jej, zawsze nieomylny, prezes.

Patriota nieprawdziwy

Obywatel Rzeczpospolitej, który wprawdzie twierdzi, że jest patriotą, ale nie ma zalet wymienionych w haśle „Prawdziwy patriota”. Można go zidentyfikować także po nawet pobieżnym zapoznaniu się z jego życiorysem. Jest nieprawdziwy, jeśli był oficerem polskiego wojska w latach 1945 – 1990. Jest skrajnie nieprawdziwy, jeśli szlify oficerskie nosił w tzw. milicji obywatelskiej. Jest także nieprawdziwy, jeśli w tych latach był urzędnikiem centralnej administracji, członkiem jakiejkolwiek patii lub organizacji. Można mieć wątpliwości, co do szczerości jego patriotyzmu, jeśli chodził na pochody pierwszomajowe, śpiewał piosenki w rodzaju „Małe mieszkanko na Mariensztacie….” albo „Czerwony autobus przez ulice mego miasta mknie…”, wyjeżdżał na urlopy do krajów kontrolowanych przez ówczesny ZSRR.

Praca dla idei

Praca, którą powinni wykonywać inni za darmo albo za płacę minimalną. Hasło wyborcze niektórych prominentnych działaczy prawicy. Nie dotyczy twórców hasła i innych członków tej grupy. Ich praca dla idei powinna obejmować możliwie maksymalną ilość jednocześnie pełnionych i wysokopłatnych funkcji i stanowisk. Ich zadaniem ideowym na tych stanowiskach jest nieustanne powtarzanie haseł prawicy i tłumaczenie pracownikom, jakie szczęście ich spotkało, że mogą żyć pod jej rządami.

Tęcza

Denerwujące zjawisko atmosferyczne w postaci widocznej na horyzoncie półkolistej taśmy (łuku) w kilku kolorach – czerwonym, pomarańczowym, żółtym, zielonym, niebieskim, indygo i fioletowym. Takie same kolory zastosowano na sztandarach i propagandowych plakatach ludzi wyznających ideologię LGBT (patrz stosowne hasło). Prokuratura b będzie zapewne badać słuszność podejrzenia, że w niebiańskim sztabie Świętego Piotra ukrywają się duchy zwolenników tej bezbożnej ideologii, które nie dopuszczają do zmiany kolorów tęczy atmosferycznej tylko na biały i czerwony.

Zdradziecka morda

Pieszczotliwa forma określenia przyjaciela(ciółki) zbliżona do określeń w rodzaju „mordeczka kochana, „morduchna” albo „moja ty mordo”. Powinna być używana ostrożnie, bo można ją mylić także z nieprzyjaznymi określeniami w rodzaju „ach ty w mordę j….”

Przymiotnikowe podkreślenie, że w tym przypadku chodzi też o zdradę, nasuwa przypuszczenie, że może to być zdrada jakiejś tajemnicy albo zdrada o charakterze uczuciowo – seksualnym. Publiczne użycie takiego określenia może świadczyć o zakorzenionym uczuciu zazdrości o dobra materialne, jak np. o lepszy samochód, bardziej wiernego psa czy ładniejszego kota.

Związek partnerski

Bliskie relacje łączące dwoje ludzi o odmiennej płci, którzy nie dojrzeli do zawarcia świętego związku małżeńskiego. Zwalczane przez prawicę i niedopuszczalne moralnie jest rozszerzanie takich związków na relacje dwóch osób o takiej samej płci. Takie postępowanie sprzyja rozwojowi tajnych struktur LGBT (patrz stosowne hasło), jest niebezpieczne dla stabilności państwa i grozi dalszym spadkiem przyrostu naturalnego. Należy jednak starannie oddzielać takie związki, od trwałych, męskich przyjaźni widocznych zwłaszcza w organizowaniu wspólnych wyjazdów urlopowych. Zwłaszcza takich, w których wysoki i silny mężczyzna chroni mniejszego i słabszego.

Coming out biskupa

Biskup Jędraszewski zaatakował singli, którzy wiodą żywot grzeszny, a czasami wręcz próżniaczy, co jest zgubne dla chrześcijańskiej cywilizacji. Przy okazji zaatakował samego prezesa co może mu (biskupowi) wyjść bokiem, bo on (prezes) jest pamiętliwy.

Tym samym biskup bezpośrednio uderzył w 30 tysięcy singli – księży w naszym kraju i 20 tys. sióstr zakonnych. To największa grupa zawodowa w Polsce żyjąca w pojedynkę. Życie w bezżenności, to nie nakaz Boga, a tylko wymysł kościoła, by jego majątek nie przechodził na spłodzone przez księży potomstwo. Niestety w tej grupie zawodowej, jak w żadnej innej, co i rusz wychodzą na światło dzienne skandale pedofilskie. O gejach nawet nie warto wspominać, bo co mnie obchodzi intymne życie dorosłych mężczyzn.

Autor (były ksiądz pracujący w Watykanie) głośnej książki o życiu intymnym w stolicy apostolskiej szacował liczbę osób nieheteronormatywnych w jądrze kościoła na 50 procent. Nie wiem ile w tym prawdy, ale coś jest na rzeczy na pewno. Trudno mi zrozumieć dlaczego młodzi mężczyźni, idący do seminariów, decydują się na życie w samotności. Życie pokazuje, jak bardzo różnie z tym bywa potem. Może wypowiedź biskupa to taki rozpaczliwy coming out hierarchy, który zdaje się wołać. Pozwólcie nam wchodzić w legalne związki z kobietami, albo i inne, bo takie życie, jakie prowadzimy, jest nic nie warte. Jak tak jest, to jestem z nim (biskupem).

Policja się nie tłumaczy

Dlaczego wieczorem 7 sierpnia policja tak brutalnie potraktowała demonstrantów protestujących przeciwko aresztowaniu aktywistki LGBT? Czemu służyły zatrzymania przypadkowych osób, w tym obcokrajowca, który niewiele rozumiał z całej sytuacji? Pytała posłanka Lewicy, a MSWiA…

W nocy z 7 a 8 sierpnia zachowanie policji w centrum Warszawy wpisało się w smutną serię. Po „nieeskalowaniu wydarzeń” podczas marszów niepodległości i agresywnym rozpędzaniu protestów pod hasłem Strajk Przedsiębiorców z przemocą mundurowych zetknęli się demonstracji spod tęczowej flagi, niezadowoleni z decyzji sądu o aresztowaniu na trzy miesiące aktywistki LGBT+. Margot – według urzędowych dokumentów Michał Sz. – będzie odpowiadać za zniszczenie furgonetki Fundacji Pro, na której eksponowano hasła homofobiczne, udział w zbiegowisku i zaatakowanie kierowcy pojazdu.

Gdy w internecie pojawiła się wiadomość o tym, że Margot miałaby oczekiwać na sprawę w areszcie, do siedziby Kampanii Przeciw Homofobii zaczęli ściągać jej sojusznicy. Przybyli też parlamentarzyści Lewicy. Tłum początkowo skandował, że nie odda Margot, ostatecznie jednak sama działaczka podeszła do policji, deklarując, że oddaje się w ręce funkcjonariuszy. Ci jednak jej nie aresztowali. Pozwolili tęczowemu tłumowi przejść na Krakowskie Przedmieście Gdy aktywistka jednak znalazła się w radiowozie, demonstranci usiłowali nie dopuścić do jego odjazdu. Interwencja mundurowych była bardziej niż stanowcza. Protestujący byli bici, szarpani, przyduszani i wywożeni na komisariaty. Mundurowi zatrzymywali nie tyle szczególnie zdeterminowanych protestujących, co przeprowadzali łapanki przypadkowych ludzi. Pretekstem mogła być np. tęczowa torba, a taki element ubioru w ostatnim czasie stał się popularny wśród warszawiaków niezgadzających się z rządową propagandą. Zatrzymano nawet Włocha, który nie zna języka polskiego i niewiele rozumiał z całej sytuacji. Na komisariatach zatrzymanych poniżano, nie stosowano się do procedur, odmawiano przysługujących praw.

Posłanka Magdalena Biejat obserwowała tamtejsze zajścia. – Widziałam przede wszystkim przemoc policji w stosunku do demonstrujących pokojowo ludzi, widziałam nieprofesjonalne zachowanie policji – komentowała zaraz po wydarzeniach.

Na rażące naruszenia zwracał też uwagę Rzecznik Praw Obywatelskich oraz organizacje broniące praw człowieka. Notę protestacyjną wystosowała komisarz ds. praw człowieka Rady Europy Dunja Mijatović.

2 września Biejat, na wczorajszym posiedzeniu Komisji Administracji i Spraw Wewnętrznych, zasypała serią niewygodnych pytań sekretarza stanu w MSWiA Macieja Wąsika.

– Dlaczego policja przekraczała uprawnienia w czasie demonstracji? Dlaczego zatrzymywano osoby demonstrujące, zamiast je wylegitymować? Dlaczego nie podawano podstaw prawnych? Dlaczego dokonano pokazowego aresztowania Margot na samym środku demonstracji, choć można się było spodziewać, że to doprowadzi do eskalacji sytuacji? Dlaczego po zatrzymaniach informowano osoby o ich prawach dopiero w momencie spisywania protokołów i ile godzin mijało od momentu zatrzymania? – pytała parlamentarzystka.

Zastępca Mariusza Kamińskiego nie odpowiedział na żadne z postawionych pytań. Zapewniał, jak można było się spodziewać, że policja działała właściwie, bo to jej ludzie zostali zaatakowani.

– Wbrew temu, do czego próbuje przekonać opinię publiczną Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Komendant Główny, to nie jest nasz sposób na walkę z PiSem. Naszym obowiązkiem jest upominanie się o przestrzeganie podstawowych praw obywatelek i obywateli, niezależnie od ich przekonań, od tego, czy są kibicami, czy przedstawicielami mniejszości – powiedziała Biejat.

Ufny/naiwny jak dziecko

Nie należy wierzyć bezgranicznie temu, co się przeczyta w gazetach i czasopismach. Więcej napiszę; zwykle powinno się zachowywać daleko posuniętą rezerwę wobec tego, co można w nich znaleźć. Z całą pewnością jednak, należy prawdziwość informacji weryfikować, kiedy chce się na nie publicznie powołać.

Mój kolega z zespołu ma pewien „dar”- łatwowierność. Krążą po sali prób i po busie opowieści, jak to kiedyś jeden znajomy powiedział mu, że w NRD, w trakcie meczu bokserskiego gdy jeden z zawodników puścił bąka, był od razu dyskwalifikowany. Oczywiście uwierzył. Ten sam kolega ma jeszcze inny „dar”- dosłowność w dekodowaniu przekazu. Prawdopodobnie ma to jakąś swoją nazwę własną, ale za nic sobie nie przypomnę jaką. Byłem raz świadkiem zdarzenia, jak w dyskusji ogólnej, w której brało udział kilku dyskutantów, w tym wspomniany kolega, nastała niezręczna cisza, a po niej głos zabrał człowiek, który wcześniej nie sklecił pół zdania. Na ten fakt zareagował największy gaduła słowami: „Janek, Ty mówisz!”, co z kolei skomentował kolega z „darem” z właściwą sobie gracją: „Przecież zawsze mówił”. Co było potem, nie pamiętam, bo salwy śmiechu zagłuszały trzeźwy pomyślunek.

Przeczytałem niedawno w internetach, że Rzecznik Praw Dziecka, Mikołaj Pawlak, w jednym z programów telewizyjnych powiedział, że edukatorzy seksualni, którzy wpuszczani są do wybranych, polskich szkół, dają w nich dzieciom tabletki, dzięki którym można zmienić płeć. Oczywiście, od razu zadałem sobie trud, żeby dotrzeć do oryginalnej wypowiedzi i samemu wysłuchać słów rzecznika Pawlaka, pomny tego, co napisałem powyżej: zawsze sprawdź u źródła, a najlepiej w kilku źródłach. Niestety. Zgadzało się. Mikołaj Pawlak, RPO, naprawdę tak powiedział. Konkretnie chodziło o przypadek z Poznania. Skąd rzecznik posiadł taką wiedzę i z jakiego, sprawdzonego zapewne źródła ona pochodziła, Mikołaj Pawlak nie ujawnił. Poczekał z tym 24 godziny i żeby zadać szyku swojemu stanowisku oraz obronić resztki zdrowego rozsądku które po sobie pozostawił, zawiadomił prokuraturę o możliwości popełnienia przestępstwa polegającego na „nielegalnej sprzedaży osobom małoletnim środków farmakologicznych wspomagających modyfikację płci”. Uzasadniając zawiadomienie, Mikołaj Pawlak powołał się na artykuł „Zmień sobie płeć, dzieciaku”, opublikowany w sierpniowym wydaniu „Tygodnika Solidarność”. Innymi słowy, RPO, organ konstytucyjny, powoływany prze Sejm, z definicji poważny i cieszący się estymą od lat, reprezentowany jest dziś w Polsce przez człowieka, który miota w mediach oskarżeniami bazującymi na wiedzy z prasy i przedstawia to jako fakty, których uprzednio nie weryfikuje. Dopiero gdy zdaje sobie sprawę z idiotyzmów które opowiada, zatrudnia do poszukiwania w nich prawdy prokuraturę, tj. zleca za publiczne pieniądze to, co sam powinien wcześniej sprawdzić. Celowo nie piszę tu o ciężarze gatunkowym zarzutów podnoszonych przez pana Mikołaja Pawlaka, tak jak nie piszę o sensowności dowodzenia tezy, że bąk enerdowskiego boksera na ringu skutkował dyskwalifikacją. Najzwyczajniej w świecie, w pewne rzeczy wierzą jedynie dzieci albo płaskoziemcy i nie ma sensu marnotrawić na nie czasu. Ubolewam jedynie, że jeden/jedno z nich został przez polski Parlament postawiony na tak zaszczytnej funkcji, do której najzwyczajniej nie dorósł. Miał być człowiek Rzecznikiem Praw Dziecka, a okazuje się, że sam jest dzieckiem; daje wiarę temu, co wyczyta w gazecie. Nie doprecyzuje. Nie zweryfikuje. Mało tego, nie zainteresuje się doniesieniem z urzędu od razu, bo kto wie, może i rzeczywiście artykuł z „TS” z prawdą się nie mija i coś na rzeczy jest. Tymczasem Pan rzecznik opowiada w telewizji o tabletkach na zmianę płci, a w jego doniesieniu do prokuratury mowa jest o portalach internetowych, na których można nabyć środki hormonalne i to bez wychodzenia z domu. Nie wiem czy rzecznik Pawlak i jego biuro wiedzą, ale w internecie, także w Polsce, można kupić również narkotyki, broń, a nawet niewolników do plantacji albo najemników na wojnę. Tak słyszałem od starszych chłopaków. Można też, w ciemnych internetu odmętach, handlować pedofilią i dziećmi do jej produkcji i wolałbym, żeby polski RPO skupił się na tępieniu tego, co realnie zagraża naszej dziatwie, a nie na tęczowych, diabelskich tabletkach na porost LGBT.

Jeśli chcecie dostąpić Królestwa, bądźcie ufni jako dzieci, stało w pismach; szkoda że rzecznik Pawlak tak dosłownie wziął sobie to przesłanie do serca i wypisał na sztandarach. Ale, w sumie, nie on jeden dosłownie dekoduje przekaz. To musi się jakoś nazywać, ale za nic sobie nie przypomnę jak…

Konsekwencje państwa konkordatowego

Jeżeli ktoś uważa, że w Polsce nie można zawrzeć małżeństwa jednopłciowego, to się myli. Wystarczy wstąpić do Reformowanego Kościoła Katolickiego.

Ten bowiem Kościół udziela takich właśnie ślubów swoim wyznawcom. Nie mają one jednak mocy prawnej. Bowiem równe traktowanie ślubów kościelnych i państwowych dotyczy jedynie Kościoła Katolickiego, co wynika z zapisów konkordatu. Stawia to największą co prawda lecz nie jedyną strukturę wyznaniową w uprzywilejowanej pozycji wobec pozostałych – zauważa szewc Fabisiak. W tej sytuacji zawieranie związków małżeńskich, również między osobami tej samej płci, w innych kościołach ma jedynie symboliczne znaczenie dla nich samych i nie narusza obowiązującego porządku prawnego. Skoro tak, to jest to czysto wewnętrzna sprawa danej wspólnoty i nikomu z zewnątrz nic do tego. Podobnie jak w przypadku wielożeństwa wśród wyznawców islamu. Innego zdania jest jednak minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro, który coraz częściej występuje w roli katolickiego fundamentalisty i nie jest w tym momencie ważne czy robi to z przekonania czy z wyrachowania – twierdzi szewc Fabisiak uważając, że bardziej liczą fakty niż ich psychologiczne podłoże. Wspomniany minister, i tak się składa, że również prokurator generalny, wystąpił o wykreślenie Reformowanego Kościoła Katolickiego z rejestru kościołów i związków wyznaniowych. Po siedmiu miesiącach po fakcie wpisania przez MSWiA. Czy refleks nie ten? Czy informacja dotarła do ziobrowej prokuratury zbyt późno? Czy dlatego, że nagle doszedł do wniosku, iż kolega Kamiński nie wykazał się czujnością rewolucyjną? Czy może lepiej było nie poruszać tego tematu przed wyborami aby nie uszczuplać ewentualnego poparcia ze strony niektórych wyznawców tego kościoła dla Andrzeja Dudy? – snuje domysły szewc Fabisiak.

Decyzję Ziobry podległa mu Prokuratura Krajowa uzasadnia tym, że organ rejestrujący jakoby nie dokonał oceny wniosku Kościoła „pod względem zgodności z przepisami ustaw chroniącymi bezpieczeństwo i porządek publiczny, zdrowie, moralność publiczną, władzę rodzicielską oraz podstawowe prawa i wolności innych osób”. Dokonując analizy tego uzasadnienia szewc Fabisiak dochodzi do wniosku, że tyle ono ma wspólnego z logiką co nazwa bratniej panu ministrowi partii z prawem i sprawiedliwością. Jak bowiem się mają zawierane w ramach jednej odrębnej wspólnoty monoseksualne małżeństwa do ochrony zdrowia czy bezpieczeństwa publicznego? Czyżby reformowani katolicy cichcem podtruwali innych katolików, którzy od ponad 2 tysięcy lat nie chcą się reformować? Czy zamierzają komukolwiek odbierać dzieci lub urządzają burdy uliczne? Natomiast interesujące wnioski wynikają z fragmentu uzasadnienia w którym napomyka się o zagrożeniu dla moralności publicznej. Szewc Fabisiak wnioskuje, że skoro grzechem jest współżycie pozamałżeńskie natomiast chwalebne wówczas gdy spółkująca para związana jest ze sobą aktem ślubu, to tym samym również seks jednopłciowy aby nie być grzeszny winien mieć stosowną papierkową podkładkę. Jednakże, jak można domniemywać, pan prokurator generalny nie widzi nic zdrożnego w pozamałżeńskim seksie jednopłciowym ale już nie w zalegalizowanym co tym samym podważa całą rzymsko-katolicką wykładnię grzechu. Swoją swoistą moralność urzędnik państwowy usiłuje narzucić innym posiadającym te same co on konstytucyjne prawa współobywatelom w tym mającemu odrębny punkt widzenia innej katolickiej zbiorowości. Przeciwnicy LGBT gardłują, że osoby spod znaku tęczy usiłują narzucić swoją niby ideologię reszcie społeczeństwa, natomiast to właśnie owi przeciwnicy narzucają innym swoje pojęcie moralności. Interesująco brzmi też fraza dotycząca podstawowych praw i wolności innych osób. Otóż, wbrew prokuratorskiej logice, to możliwość łączenia się w dobrowolne i nikomu nie zagrażające związki to właśnie jest poszanowanie tychże praw. Jednak, jak zauważa szewc Fabisiak, to właśnie formacja rządząca wspierana przez swych kościelnych i świeckich apologetów usiłuje nam wcisnąć swoje rozumienie praw i wolności, które musi być obowiązkowo zgodne z linią oficjalnej propagandy.

Wywodzący się z powstałego w XIX wieku kwestionującego dogmat papieskiej nieomylności ruchu starokatolickiego Reformowany Kościół Katolicki ukazuje inne bardziej humanitarne i tolerancyjne oblicze w porównaniu choćby z napastliwym tyradami abp Jędraszewskiego, który stał się prekursorem nagonki na LGBT. Być może, jego ustami część kościelnej hierarchii chciała odwrócić społeczną uwagę od coraz liczniej ujawnianych przypadków księżowskiej pedofilii. To się jednak nie uda – twierdzi szewc Fabisiak zaznaczając, że choć większość z nas nie ma zdolności Napoleona, to jednak jest w stanie przyswajać sobie różne informacje i wyciągać wnioski. Dodaje też, że dopóki w Polsce rządzić będzie konkordat, to będziemy zmuszeni żyć w państwie rzymsko-katolickim a inne mniejszościowe związki wyznaniowe nie tylko będą marginalizowane, lecz także narażone na próby szykan ze strony władzy państwowej.

Kanthaka portret własny

Kończą się wakacje, lato się kończy, a u mnie zaczyna się depra; zwykle we wrześniu miewałem zwyżki formy; grywałem ostatnie koncerty plenerowe, przygotowywałem się do corocznej, jesiennej trasy, a w tym roku wszystko to się skończyło, a ja razem z tym. Ale przynajmniej nie muszę kryć się ze swoimi popędami, tym się pocieszam…

Parę dni temu, Michał Kowalówka, działacz lewicowy, jak określają go wraże media, napisał na Twitterze, że poseł Jan Kanthak, ongiś, w klubie w Krakowie, proponował mu w niewybredny sposób stosunek oralny, na co on nie przystał. Propozycja miała być złożona w lokalu który osoby LGBT bardzo sobie upodobały. Jan Kanthak całą rzecz uznał za prowokację, opowieści Kowalówki nazwał wulgarnymi bredniami i zapowiedział dodatkowo podjęcie kroków prawnych, tj. skierowanie do prokuratury zawiadomienia o naruszeniu słynnego artykułu 212, skutkującego zniesławieniem. Nie spodziewam się, że prokuratura ustali, jaki rzeczywiście był stan faktyczny. Po pierwsze dlatego, że mamy słowo przeciwko słowu, a tu nawet ziobrystyczny sąd nie zrobi wałka, żeby uznać przewinę tylko jednej ze stron. Po drugie, właśnie dlatego nie będzie rozstrzygnięcia, bo sprawa dotyczy pupilka Zbigniewa Zero, więc trudno spodziewać się, że służby zbadają wnikliwie rzecz i prześwietlą okoliczności, zwłaszcza że minęło kilka lat od zajścia. Jeśli jednak by chciały to uczynić, w co oczywiście wątpię, mogłoby być interesująco.

Wydarzenie miało mieć rzekomo miejsce w 2011 r. Można by rozpytać na tę okoliczność posła Kanthaka, czy był tego roku i miesiąca, bo sądzę, że M. Kowalówka jest w stanie przypomnieć sobie miesiąc zajścia, a może nawet i datę dzienną, w Krakowie. Jeśli Kanthak nie jest w stanie, być może zachowały się jakieś artefakty, które uwiarygadniałyby wersję Kowalówki; zdjęcia na komórkach, wpisy na fejsie etc. Jeśli by tak było, należałoby zapytać posła Kanthaka, a zaznaczmy, że składa on zeznania pod przysięgą, czy kiedykolwiek gościł w klubie, w którym miał rzekomo składać propozycję Kowalówce. Jeśli odpowie twierdząco, w co wątpię, wyborcy Kanthaka zastanowią się zapewne, co wojujący z homoseksualizmem młody chłopiec, robił w klubie dla gejów. Jeśli Kanthak zaprzeczy, co raczej pewne, służby, jeśliby tylko chciały, mogłyby dalej prześwietlać jego wersję; sprawdzić monitoring, o ile się zachował, rozpytać właścicieli i stałych bywalców. M. Kowalówka zapewne dostarczy niezbędnych koordynatów, skoro napisał to co napisał, bo liczył się zapewne z takim obrotem spraw. Może być z cała sprawą również tak, że poseł Kanthak zaprezentuje twarde alibi na to, że wtedy, kiedy rzecz miała mieć miejsce, bawił cały miesiąc za granicą, co może udowodnić. W to też raczej wątpię Najbardziej prawdopodobny wydaje mi się scenariusz, w którym poseł Kanthak pokrzyczy w mediach, za co to nie pociągnie kolegi Kowalówki przed sądem, a ostatecznie, kiedy sprawa przycichnie, żadnego zawiadomienia do prokuratury nie skieruje. Jak to mówią, pies który szczeka, nie gryzie.
Pogrążony w jesiennej depresji, myślałem wczoraj o pośle Janie Kanthaku i jemu podobnych. Załóżmy, że jest tak, jak twierdzi M. Kowalówka, że poseł proponował, że bywał w gejowskich klubach, bo tak naprawdę jest kryptogejem, który boi się przyznać do swojej prawdziwej orientacji. Z różnych powodów; bo wychował się pod opieką permisywnych rodziców, bo tak naprawdę nie może zaakceptować samego siebie, gdyż kłóci się to z jego poglądami politycznymi, a przecież obrał drogę politycznej kariery i to w ugrupowaniu konserwatywnym. Deklaracja o byciu gejem w szeregach PiS-u to polityczne seppuku; kto wybierze geja z list PiS-u? Toć w tym rodle same najlepsze syny i córy narodu i nie ma tam miejsca na zboczeńców, podług pisowskiej nomenklatury. Trzeba więc kryć się z tym, jak ze wstydliwą chorobą. Czasami jednak, kiedy fantazja poniesie i człek się za bardzo odsłoni, zalicza głupie wpadki, które ktoś później wyciąga. Pomyślcie Państwo, jak ciężko żyć takiemu człowiekowi, zwłaszcza młodemu, który od początku swojej dorosłości musi brnąć w kłamstwie i unikach; musi chować się jak złodziej w nocy, żeby go nikt nie zauważył; przemykać jak szczur przy ścianie budynku, zaliczać kompromitujące schadzki w toaletach etc. Tylko dlatego, że boi się stracić to, na co zapracował, przez swoją „ułomność”, która na polskiej prawicy jest nie do przyjęcia. Straszne życie. I straszna, spaczona i cyniczna starość. Jak, nie przymierzając, wiadomo kogo.

Ongiś mój przyjaciel, muzyk znanej kapeli, heteroseksualista, będąc pod wpływem alkoholu, zaszedł był, zupełnie przypadkiem, do jednego z klubów w Sopocie, na gejowską imprezę. Kiedy wszedł na salę, zamroczony, przywitał go w progu…jego kolega z zespołu słowami: „Stary? Ty też?”.

Dlaczego można, jak nie można?

Wszędzie, w polityce, w nauce, w codziennych międzyludzkich kontaktach i na ulicy można, mimo tego, że nie można, już nie mówiąc, że nie należy.

Ten szczególnego rodzaju dylemat, przed którym stanęła Lucy Wilska z serialowego „Rancza”, wyjaśnił jeden z bywalców ławeczki Jan Japycz : „Proszę pani bo jak przepis jest nieżyciowy, to można”. Tym razem chodziło o picie Mamrota w miejscu publicznym i choć to oczywiście zakazane, a dla wielu nadto z różnych względów uciążliwe, to w sumie zupełny drobiazg. Powszechne nieprzestrzeganie prawa, zakłamywanie historii, matactwo i pseudointerpretacja, kłamstwo na różny użytek i brak elementarnej przyzwoitości stanowią dziś immanentne cechy naszych nie tylko politycznych elit i partyjnych przywódców, ale również podążającej za nimi licznej części wielkiego (???), naszego narodu. Bo mimo tego, że nie można, to jednak można.

Kolejne informacje nie z serialowej ławeczki, a z naszych różnych miejsc siedzących:

Ławy rządowe

Szef sejmowej Komisji Spraw Zagranicznych profesor Zbigniew Rau został ministrem spraw zagranicznych, a przed nominacją m. in. powiedział :„na pewno będzie to kontynuacja dotychczasowej polityki….Nasza polityka zagraniczna jest na właściwym kursie, potwierdza to nasza dynamiczna reakcja na wydarzenia na Białorusi, zdolność mobilizacji najważniejszych podmiotów UE – nasze geopolityczne know-how zostało raz jeszcze raz potwierdzone w kwestii Białorusi.” Nic tak naprawdę, poza apelem Morawieckiego, nie zostało potwierdzone, Polska od lat nie tylko nie realizuje żadnej spójnej koncepcji polityki wschodniej, ale nadto w międzynarodowych stosunkach w ogóle się nie liczy. Można opowiadać bajki dorosłym ludziom, można choć co najmniej nie wypada.

Fotele w prezydenckim pałacu

Projekt PiS przewidujący miesięczne wynagrodzenie dla współmałżonka prezydenta wynoszące ok. 13 212 zł. został wycofany, ale i tak sprawa wywołała liczący się społeczny odzew. Jedni zwracali uwagę na wysokość kwoty i, że nic się nie należy z uwagi na wyjątkową absencję w życiu publicznym aktualnej Pierwszej Damy. Środowiska kobiece broniły projektu podkreślając, że żona prezydenta nie może być wręcz ubezwłasnowolniona, nie mieć ubezpieczenia i żadnych własnych pieniędzy. W tej sprawie wypowiedział się nawet Aleksander Kwaśniewski, który uważa, że żona głowy państwa powinna otrzymywać dwukrotność średniej krajowej pensji za wykonywanie swoich obowiązków państwowych.

W tych rozważaniach nie pojawiła się jednak informacja, że wszystkie życiowe potrzeby przez pięć lat prezydenckiemu małżeństwu pokrywa skarb państwa. Nie zmienia to położenia małżonki prezydenta i byłoby sprawiedliwe, a nadto naturalnie, aby w tym czasie otrzymywała wynagrodzenie w wysokości poprzedniego, otrzymywanego na ostatnim wykonywanym stanowisku. Oczywiście wraz z odpisem na ZUS i podatkiem, ale również z ewentualnymi podwyżkami, które by dla tej grupy zatrudnionych miały miejsce. Czasem propozycja jest życiowa i prosta, ale u nas i tak nie można.

Ławy poselskie

Posłowie i senatorzy Platformy Obywatelskiej – partii wyjątkowo odpornej na krytyczną reakcję obywateli i kolejne blamaże – tym razem postanowili odbyć posiedzenie parlamentarnego klubu w odległym od Warszawy o prawie 300 km luksusowym hotelu „Krasicki” w Lidzbarku Warmińskim. W programie spotkania: 14.00 lunch. 15.30-20.30 posiedzenie klubu, o 21.00 kolacja. Dzień później o 10.00 powrót do stolicy. Kolacja przedłuży się zapewne w wieczór integracyjny, którego niewątpliwym celem będzie, przy odpowiednim wspomożeniu, zażegnanie podziałów po niedawnej wpadce z ukrywanymi porozumieniami z PiS w sprawie podwyżek dla funkcjonariuszy państwowych, a nadto umocnienie dotychczasowego, poważnie zachwianego kierownictwa PO i jej parlamentarnego klubu.
Nie bardzo wiadomo jak wiceprzewodniczący PO Rafał Trzaskowski odnajduje się – po tej kompromitacji swojej partii i planowanych, wielkopańskich wojażach – z wezwaniami o koniecznej zmianie działania dotychczasowych partii i z zamiarem tworzenia nowego społecznego ruchu. Co prawda wiarygodność całego tego towarzystwa poleciała na łeb, na szyję, ale „Nową Solidarność” można tworzyć choć tym razem jest raczej nieżyciowym pomysłem.

Katedry uniwersyteckie

Do wojny z 1920 roku nawiązał Tomasz Nałęcz („GW”, 20.01.2020) pisząc m. in. „Uprzedzając natarcie wroga chcącego „po trupie Polski” szerzyć komunizm w Europie, ruszyła wielka polsko-ukraińska ofensywa”. Nikt co prawda dotąd nie słyszał o planowanym bolszewickim natarciu na zachód Europy gdyż w tym czasie już zgasł płomień rewolucji w Niemczech, ale dużo ważniejsza jest kolejna wypowiedź profesora (”GW”, 14.08.2020) pod tytułem „W Polskiej Republice Rad”, Dowodzi w niej m.in. na różne sposoby, że bardzo wątpliwe jest przypuszczenie aby Armia Czerwona, po ewentualnym zwycięstwie nad Polską pomaszerowała dalej za zachód Europy. Powyższa, wręcz obrazoburcza teza nie tylko odbiega od poprzedniej wypowiedzi, ale przede wszystkim sprzeczna z upowszechnionymi hasłami-opiniami i licznymi wypowiedziami nie tylko polityków władzy, że ocaliliśmy w tamtym czasie Europę od komunizmu, stając się jedyną i jakże skuteczną opoką zachodniej cywilizacji.

Okazuje się, że jak wydarzenia historyczne i ich interpretacja są nieżyciowe dla współczesnej władzy, to w historii też można.

Salony intelektualistów i redakcje

Ileż to było artykułów i ekspertyz zamieszczonych w mediach, ile na różnych salonach wyjątkowo mądrych wypowiedzi o pazerności naszego społeczeństwa, które za 500+ i inną pisowską daninę sprzedaje najwyższe wartości: wolność, demokrację i trójpodział władzy, nie wspominając już o zgodzie na szarganie Konstytucji. Skryte ponadpartyjne porozumienia w sprawie podwyżek dla polityków i partii w powszechnym odczuciu zrównały się z tą pono wyjątkową pazernością obywateli na pieniądze. Salony z wrażenia na ogół zamilkły, redakcje okazały święte oburzenie, a jakieś nieudolne tłumaczenia obywatele puścili mimo uszu.

Jedynie Jacek Żakowski („GW”, 20.08. 2020) racjonalnie uzasadnił konieczność podwyżki dla polityków, jednocześnie określając tryb jej przeprowadzenia za wyjątkowo głupi. Widać z tego, że nawet gdy można, to u nas na odmianę nie można.

Szpitalne łóżka

zajmują gremialnie pacjenci chorzy na COVID-19 dzięki m. in. takim, jak zakażony piłkarz klubu Kmita Zabierzów, który wybiegł na boisko znając stan swojego zdrowia i wszystkim innym, którym prawo do nieograniczonej wolności zabrały zalecenia sanitarne. W ich przekonaniu są nieżyciowe, także dzięki powszechnie znanej argumentacji „bo nie”, a więc można, choć nie można.

Kościelne ławy

W programie „Fakty po faktach” (TVN 24, 23.08.2020) Piotr Kraśko przeprowadził interesującą rozmowę z prof. KUL księdzem Alfredem Wierzbickim i naczelnym rabinem Polski Michaelem Schudrichem. Tematem były prohitlerowskie zachowania, awantury wkoło Margot, wybiórcza reakcja policji i nietolerancja wobec innych. Ale najbardziej charakterystyczną cechą telewizyjnego spotkania była nieobecność katolickiego hierarchy, Za trudne i zbyt dociekliwe pytania, bo chyba nie fakt obecności starszego w tej wierze. A może obawa przed konfrontacją z poglądami i ocenami rabina. Nadto wredna stacja w odróżnieniu od Trwam, gdzie często i z ochotą biskupi występują. 28 sierpnia Konferencja Episkopatu przyjęła stanowisko, że obowiązek szacunku dla osób związanych z ruchem LGBT+ nie oznacza bezkrytycznego akceptowania ich poglądów. Z powyższego wynika, że coś się biskupom pomyliło i przy okazji, jak zawsze, zamotali bowiem nie idzie tu o poglądy, a społeczną akceptację odmiennej, naturalnej orientacji seksualnej, której tak bardzo brak w naszym kraju. Dużo jaśniej to wyraził papież Franciszek do geja Amosa: „Nie ma znaczenia, kim jesteś i jak żyjesz – nie tracisz swojej godności” Można, można.

Cokoły pomników

z aktywistami na nich, a przede wszystkim posągi oplecione wielobarwną flagą stały się ulubionym miejscem interwencji policji, przeciwdziałającej zakłóceniu porządku publicznego. Ale nie zawsze, bo owinięcie taką flagą pomnika Czynu Rewolucyjnego w alei Daszyńskiego w Krakowie nie zbezcześciło tego monumentu, w odróżnieniu od Smoka Wawelskiego, w oczach stojących w pobliżu policjantów. Poczekali aż kilku bezmózgowców zedrze flagę z aktualnie niekochanego pomnika, a później zapewne złożyli meldunek do centrum walki z obcą ideologią. Szczególny paradoks tej rozlicznej, bezmyślnej walki z LGBT polega na tym, że czym jej więcej i bardziej bezwzględnej, tym szerzej otwierają się przysłowiowe szafy, z których wpada wreszcie do świadomości Polaków informacja, że jest wśród nich wielu rodaków inaczej kochających i to nie z racji jakiegoś widzimisię, i że walcząc o swoją swobodę w gruncie rzeczy reprezentują nas wszystkich w dążeniu do rzeczywistej wolności. Tym razem wyjątkowo, jak nie można to nie tylko można, ale i należy.

Rowerowe siodełka

W ohydnym PRL-u ograniczającym wolności obywatelskie obowiązywała zasada, że użytkownik roweru musiał posiadać tzw. kartę rowerową, która podobno teraz też obowiązuje dla osób, które nie ukończyły 18 lat. Po kilku latach smutnych doświadczeń i licznych, także śmiertelnych wypadkach rowerzystów, ożywiła się dyskusja na temat powszechności kart rowerowych. Posłowie deliberują na temat tego, czy np. dorosłe osoby nieposiadające prawa jazdy, powinny uzyskiwać kartę rowerową, by legalnie korzystać z dróg publicznych podczas jazdy rowerem. Tamten totalitarny system tak zniewalał rowerzystów, że nadto obowiązywały tabliczki rejestracyjne na rowerach, nie koniecznie służące do identyfikacji politycznych opozycjonistów. Wreszcie wyzwoliliśmy się z tego i hulaj dusza, wszystko wolno. O szaleństwach rowerzystów nie ma nawet co wspominać, ale pod wpływem rowerowego lobby narodziły się szczególne przepisy łamiące dotychczasowe zasady ruchu drogowego. Pierwszym są tzw. kontrpasy, umożliwiające rowerzystom jeździć „pod prąd”, zapewne dlatego, że im się zawsze gdzieś spieszy i muszą, w odróżnieniu od samochodów czy motocykli, jechać najkrótsza drogą, a jeśli takowej oficjalnej nie ma, to jest przecież chodnik, na którym nie wiedzieć czemu przeszkadzają im jacyś piesi. Śpieszącym się rowerzystom umożliwiono nawet zajmowanie miejsca przed samochodami na wydzielonych miejscach przed skrzyżowaniami. Widok prowadzącego rower przez pasy dla pieszych jest tak częsty jak zaćmienie słońca, natomiast przepisy powalają jechać po tych pasach, gdy ścieżka rowerowa je przecina. W tej sytuacji wyprzedzanie z prawej strony to zupełny drobiazg. Dodać jeszcze wypada, że te wszystkie wyczyny wcale nie przeszkadzają policji i strażom miejskim (poza poważnymi wypadkami i tymi, gdy się uda zidentyfikować rowerowego sprawcę) bo widocznie nie zakłócają porządku publicznego.
W swoim czasie sam byłem częstym rowerowym uczestnikiem ruchu drogowego, ale wtedy wiedziałem co można, a co nie. Obecnie zbyt wiele rowerzystom można, a i tak uważają, że jak nie można, to można.

Siedzą Polacy

w różnych miejscach, także na ławeczkach, ale wielu z nich łączy powszechne przekonanie, że jak można to nie można, a jak nie można, to można. I ta niemoc bądź głupota charakteryzuje nasze podobno państwo prawa.

Ideologia obsesji

Skoro LGBT jest ideologią to, idąc tym tropem rozumowania, ideologią jest również zwalczanie LGBT – wnioskuje szewc Fabisiak.

Jest to ideologia obsesji, która może przybierać formę psychicznej fiksacji. Szewc Fabisiak zauważa, że ową ideologiczną fiksację zgodnie kultywują najwyższe władze w państwie wraz z ich politycznym zapleczem pospołu z usłużnymi naukowcami, dzienikarzami i niektórymi odłamami dominującego w Polsce Kościoła. Przykładów tejże fiksacji jest nie tylko coraz więcej, lecz przybierają one coraz bardziej absurdalną formę. Tak jak gdyby wypowiadające się w tym temacie osoby uczestniczyły w nieformalnym konkursie o to kto mocniej i głupiej przywali w LGBT – twierdzi szewc Fabisiak. Jak na razie w rankingu tym na czoło wysunęły się dwie postacie, mianowicie poseł Przemysław Czarnek oraz łódzki do niedawna kurator oświaty Grzegorz Wierzchowski. Pierwszy z wyżej wymienionych panów zaprezentował w Radiu Maryja własną, dosyć oryginalną wersję historii. Stwierdził mianowicie, iż – cytując dosłownie – „ideologia LGBT wyrastająca z neomarksizmu, pochodzi z tego samego korzenia co niemiecki narodowy socjalizm hitlerowski, który jest odpowiedzialny za wszelkie zło II wojny światowej, zniszczenie Warszawy i zamordowanie powstańców”. Mający tytuł profesora Przemysław Czarnek wizualnie nie wygląda na idiotę. A jednak w swojej wypowiedzi przekroczył coś, co można by nazwać barierą ignorancji. Polemika z takimi poglądami uwłaczałaby zdrowemu rozsądkowi podobne, jak spory o to czy ziemia krąży wokół słońca czy też odwrotnie – uważa szewc Fabisiak.

Drugim publicznym głosicielem podobnych rewelacji jest wspomniany kurator, który dodatkowo swą argumentacje ubarwił wątkiem medycznym. Otóż, jego zdaniem, LGBT to po prostu wirus jednak groźniejszy niż ten z koroną, gdyż powoduje dehumanizację społeczeństwa a zwłaszcza młodych ludzi odbierając im wartości. Pan Wierzchowski zapewne nie jest medykiem, jednak wypowiadając się na medyczne tematy powinien zaproponować skuteczną terapię. Jak przeciwdziałać rozprzestrzenianiu się owego wirusa? Zakładać maseczki, dezynfekować ręce czy może wystarczyłaby dwutygodniowa kwarantanna? – zastanawia się szewc Fabisiak. Grzegorz Wierzchowski po tym wystąpieniu został szybciutko odwołany ze stanowiska, choć zdaniem resortu edukacji nie za to, lecz na podstawie dogłębnej analizie jego dotychczasowej działalności. Tym samym rzeczony resort przyznał, że podziela poglądy kuratora, co znajduje potwierdzenie w tolerowaniu podobnych enuncjacji w wykonaniu krakowskiej kuratorki Barbary Nowak – wnioskuje szewc Fabisiak.

Oprócz oświatowych kuratorów, bardziej przypominających prokuratorów, również inni przeciwnicy LGBT snują analogie z marksizmem ewentualnie neomarksizmem, co nijak się ma do rzeczywistości. Jednak w Polsce obowiązuje bowiem jedna zasada. Jeżeli chce się komuś przywalić to porównuje się go do komuny lub putinowskiej Rosji co jest traktowane jako najwyższej rangi obelga. Ten drugi wariant nie wchodzi w grę jako że poglądy Putina są zbyt zbliżone do ich własnego punktu widzenia. Pozostaje zatem przypieprzanie się do marksizmu, który jako żywo zajmował się zgoła innymi sprawami niż marsze równości, tęczowe flagi czy małżeństwa jednopłciowe. Skąd jednak ludzie mają o tym wiedzieć skoro marksizm, w odróżnieniu od innych krajów, skutecznie wyrugowano z wyższych uczelni o nauczaniu na niższych szczeblach edukacji nie wspominając – pyta retorycznie szewc Fabisiak.

Wygłaszanie wyżej wspomnianych idiotyzmów można by potraktować jako swoisty objaw w końcu mało groźnej aberracji umysłowej gdyby nie przekładała się na działania władzy. Skoro państwowa policja zabiera do aresztów uczestników demonstracji, gdzie każe im się rozbierać do naga i poddaje innym chamskim praktykom to jest to sygnał, że źle się dzieje w państwie bynajmniej nie duńskim – konkluduje szewc Fabisiak nawiązując do dramatu Szekspira. Zauważa też, że Komisja Europejska potępiając, co jest zrozumiałe, brutalne traktowanie demonstrantów przez białoruskie służby mundurowe jakoś nie kwapi się do podobnej oceny wobec polskiej policji. Oczywiście skala represji była w Mińsku większa niż w Warszawie, jednak większy też był rozmiar protestów a sama istota zjawiska pozostaje taka sama. Na postawie faktu, iż UE krytykuje, i słusznie, wprowadzane u nas ograniczenia co do niezawisłości sądownictwa szewc Fabisiak wyciąga dwojakie wnioski. Po pierwsze, Unia bardziej dba o formalne niż rzeczywiste poszanowanie praw człowieka. Po drugie, krytyka policyjnych poczynań może mieć miejsce w stosunku do traktowanych z poczuciem wyższości krajów pozaunijnych, jednak nie wobec państw tworzących wspólnotę czy też znajdujących się na uważanym za wyższy poziomie demokracji. Dlatego też Komisja Europejska przemilcza polskie praktyki policyjne, gdyż w przeciwnym razie musiałaby, czego wcześniej oczywiście nie uczyniła, odnieść się do metod rozpędzania demonstracji we Francji, Katalonii a także w Izraelu czy co gorsza w Stanach Zjednoczonych. Zatem siły aparatu przymusu mają w Polsce przyzwolenie nie tylko ze strony prawicowej formacji rządzącej władzy lecz także najwyższych organów Unii Europejskiej – wnioskuje szewc Fabisiak.