Traktując równość poważnie

Trwa absurdalna licytacja homofobiczna, w którą niestety włączyła się część polityków opozycji. „Nie jestem zwolennikiem zmieniania społeczeństwa na siłę, więc jestem za etapowaniem: najpierw wprowadźmy związki partnerskie, potem równość małżeńską, a na koniec przyjdzie czas na adopcję dzieci – powiedział w rozmowie z „Dziennikiem Gazetą Prawną” wiceprezydent Warszawy, Paweł Rabiej.
To stanowisko bardzo umiarkowane i dość konserwatywne. Polityk Nowoczesnej nie opowiedział się za natychmiastowym zniesieniem dyskryminacji osób nieheteroseksualnych, tylko stopniowymi zmianami prawnymi, zachodzącymi wraz z ewolucją świadomości Polaków i Polek. Te zmiany następują zaś od lat w prawie całej Europie, a w wielu krajach Unii Europejskiej prawo pozwala tak na małżeństwa jednopłciowe, jak też na adopcję dzieci przez pary homoseksualne.
Prawo do adopcji dzieci przez gejów i lesbijki stanowi naturalną konsekwencję zakazu dyskryminacji ze względu na orientację seksualną. Trudno pojąć, jaka jest różnica między dwiema kochającymi się lesbijkami albo gejami od kochającej się pary mężczyzny i kobiety. Trudno też zrozumieć, dlaczego mamy uznawać, że dwie osoby tej samej płci gorzej wychowują dzieci, są mniej opiekuńcze czy mniej troskliwe od par heteroseksualnych. Ponadto na szczęście nikt nie sprawdza orientacji seksualnej osób wychowujących dzieci. Wszak wiadomo, że wielu rodziców jest bi lub homoseksualnych, a setki tysięcy dzieci wychowują wyłącznie matki lub ojcowie. Warto też pamiętać, że odsetek dzieci rodzących się poza małżeństwami stale rośnie i obecnie zbliża się już do 30 proc. Czy to znaczy, że w Polsce żyją miliony rodzin patologicznych, w których dzieci są wychowywane wadliwie, bo nie wpisują się w tradycyjny model małżeństwa? Jeżeli popieramy prawa człowieka, to oczywiście nie.
Dlatego tym bardziej smuci koniunkturalne odcinanie się od słów Rabieja dużej części środowisk mających się za liberalne, w tym Rafała Trzaskowskiego czy Katarzyny Lubnauer. W ten sposób przyznają oni, że jednak zgadzają się z władzą, że osoby nieheteroseksualne są gorszego sortu i powinny być przynajmniej w pewnej mierze dyskryminowane. Rabiej nakreślił perspektywę, że ta dyskryminacja powinna się kiedyś skończyć, Trzaskowski i Lubnauer nie tylko odcięli się od walki o równość dziś, ale zadeklarowali, że dyskryminacja powinna utrzymać się na czas nieokreślony. Trudno dziwić się, że PiS rządzi, skoro prawie cała opozycja wpisuje się w jego narrację.

Egzorcysta

Jarosław Kaczyński założył kolejną maskę. Nie mówi o „zamachu smoleńskim”. Zrezygnował z kariery dewelopera budującego wieżowce. Został egzorcystą!

To samo od tysięcy lat. W każdym zakątku świata. Neron nie zawahał się podpalić Rzymu. By móc wskazać poddanym wroga numer jeden. Chrześcijan. Rzekomo winnych całemu złu. Niemieccy faszyści też nie mieli wątpliwości. Kto odpowiada za wielki kryzys lat trzydziestych. Żydzi. Żydowscy bankierzy. Sklepikarze. Fabrykanci. Nie kto inny jak politycy byłej Jugosławii przekonali swoich obywateli. Że ich dotychczasowi sąsiedzi to wrogowie. Podobnie jak Hutu i Tutsi w Rwandzie.
Duchowni od stuleci dzielnie sekundowali władcom w dzieleniu społeczeństw. Na stosach ginęły tysiące kobiet. Winne rzucanym urokom. Zarazom. Nieurodzajom. Bo każda religia, oprócz swojego boga, musi też mieć swojego szatana.
Polska nie jest białą plamą na mapie napuszczania jednych na drugich. Kto w Kielcach naopowiadał gawiedzi o Żydach pijących krew polskich dzieci? Kto przez lata wbijał do głów – również szaleńców – że to „wina Tuska”? Nie było Tuska. Winnym okazał się Adamowicz.

Divide et impera

Dziel i rządź. Ta maksyma też ma dwa tysiące lat. Jarosław Kaczyński tylko potrafił ją zgrabnie wprowadzić do polskiej rzeczywistości. „My jesteśmy tu, gdzie wtedy, oni tam, gdzie stało ZOMO” – krzyczał w 2006 roku. I w gruncie rzeczy nieważne, gdzie jest „tu”? A gdzie „tam”? Kim są „oni”? Najważniejsze jest przekonanie o istnieniu wroga. „Są już objawy cholery, pierwotniaki, pasożyty” – straszył konsekwencjami przyjęcia imigrantów z Syrii. To był październik 2015 roku. Dwa tygodnie przed wyborami parlamentarnymi.
Strach przed piekłem. Przed chorobami przynoszonymi przez przybyszów z Afryki. Przed modlącymi się do nie naszego Boga. Przed czarno i śniadoskórymi. Większość społeczeństw Europy dawno poradziła sobie z tymi strachami. Nie Polska. Ksenofobiczna. Zaściankowa. Chłonna na wszystko co dzieli. Nadal jest doskonałym poletkiem doświadczalnym prawicowych polityków. I wspierających ich księży. Szczególnie, gdy zbliżają się wybory.
Do plejady wyborczych strachów PiS-u anno domini 2019 dołączyły 2 miliony polskich gejów i lesbijek. Tak, takie są szacunki. Warto o nich pamiętać. Bo słowo „mniejszość” może sugerować jakiś liczbowy margines społeczeństwa. Tymczasem w każdej trzydziestoparo osobowej klasie to statystycznie dwójka uczniów lub uczennic.
Koniec końców, nie dziwię się Kaczyńskiemu. Że próbuje nas podzielić. Zawsze takim był. I pozostanie. Niezależnie od nakładanych masek.

LGBT+

Dziwię się natomiast prezydentowi Trzaskowskiemu. Każdy doświadczony polityk powinien umieć przewidywać konsekwencje swoich działań. I słów – to do wiceprezydenta Rabieja. To był błąd. Wiadomo, że prawica Kaczyńskiego po kilku wizerunkowych wpadkach znalazła się w opałach. I na gwałt potrzebowała tematu zastępczego. Który – mówiąc językiem Kurskiego – ciemny lud kupi.
Kto zna deklarację LGBT+, podpisaną przez Trzaskowskiego? Kto czytał wielostronicowe zalecenia WHO, którymi tak żonglują politycy PiS? Oni sami też nie czytali. Ale wizja przedszkolanki instruującej trzylatka, jak powinien się masturbować – działa na wyobraźnię. Że nieprawdziwa? Co to ma za znaczenie? Ważne, że działa.
W całej rozciągłości popieram to, co w deklaracji LGBT+ napisano. A Trzaskowski to co napisał, mógł robić. Każdy prezydent powinien działać na rzecz obywateli i obywatelek swojego miasta. Również bez podpisywania w świetle kamer czegokolwiek. Na tym polega polityka.
Równie dużo złego – i to samemu środowisku LGBT – wyrządził wywiad Pawła Rabieja opublikowany w Gazecie Prawnej. Mojemu koledze z Koalicji Europejskiej zwracam uwagę, że istnieje coś takiego jak autoryzacja tekstu. Pozwala nie tylko poprawić błędy. Ale również jeszcze raz przemyśleć publikowane treści. Nie ma prywatnych wypowiedzi publicznego polityka.
Temat adopcji dzieci przez pary homoseksualne niefortunnie zbiegł się w czasie z wypowiedziami biskupów o pedofilii w Kościele. Obawiam się, że w podświadomości niektórych mógł się pojawić zbitek pojęć: gej-pedofil. Oczywiście absurdalny. Ale do straszenia idealny. Nie przypadkiem przed ostatnimi wyborami po ulicach Wrocławia jeździła laweta z homofobicznym tekstem: „pedofilia występuje do 20 razy częściej wśród homoseksualistów”.

Związki partnerskie

Są tematy, które da się załatwić jednym głosowaniem w Sejmie i podpisem prezydenta. Do takich można zaliczyć podniesienie kwoty wolnej od podatku. Wystarczy znaleźć pieniądze, które zrekompensują ubytki podatkowe. Poza tym, wszyscy są za. I są sprawy, które poprzedzać musi długotrwała (niekiedy liczona w latach) praca u podstaw.
Kawałek drogi już za nami. Żaden z polityków nie śmie zakazać parady równości. A jak śmie – jak prezydent Lublina – to go zaraz każdy sąd sprowadzi do pionu. Widziałem i słyszałem rechot posłanek i posłów (również Platformy Obywatelskiej), będący reakcją na pierwsze pojawienie się Roberta Biedronia na mównicy sejmowej. Dzisiaj to już prehistoria. Nawet w zdominowanym przez prawicę parlamencie.
Rośnie poparcie dla związków partnerskich. W niedawnym sondażu IPSOS dla OKO.press 56 proc. Polek i Polaków nie widzi niczego złego we wprowadzeniu do polskiego prawodawstwa instytucji związków partnerskich. Z których mogłyby korzystać zarówno pary hetero jak i homoseksualne. Prowadząc w Sejmie projekt ustawy o związkach partnerskich, zwracałem uwagę na pewien absurd. Przedsiębiorcom prawo pozwala na rozliczne formy działalności. Społecznicy mają fundacje i stowarzyszenia. Tylko dwójka kochających się ludzi – zakładająca rodzinę – nie ma wyboru. Ślub, albo… nic.
Jestem przekonany, że w przyszłym Sejmie zebranie większości dla przegłosowania ustawy o związkach partnerskich nie będzie już takim problemem jak w trakcie mojej kadencji. Pod warunkiem, że odsuniemy PiS od władzy.

Adopcja?

Czy w przyszłości Polska umożliwi parom homoseksualnym adopcję dzieci? Nie wiem. W sondażu IPSOS zaledwie co szósty respondent (18 proc.) jest w stanie to zaakceptować . Nota bene, równie mała jest akceptacja wprowadzenia w Polsce waluty euro. Dlatego w przewidywalnym horyzoncie czasowym żaden Sejm nie będzie w stanie przegłosować ani jednego, ani drugiego. Jakie jest moje zdanie w sprawie adopcji dzieci przez pary homoseksualne?
Nie, nie popełnię błędu Rabieja, dając PiS-owi kolejną porcję tak koniecznego „paliwa”. Jedno jest pewne. Potrzeba rozmowy. Spokojnej . Rzeczowej. Z udziałem ekspertów. A nie polityków. Dla których liczy się wyłącznie wyborczy „urobek”. Niepokojące jest to, że ostatni sondaż może sugerować, że „egzorcyzmy” uprawiane przez prawicę nad środowiskiem LGBT w konsekwencji osłabią Koalicję Europejską. Trafiając też rykoszetem w Roberta Biedronia. I o to Kaczyńskiemu chodziło. Nie o czyjekolwiek dobro.

Egzorcysta

„Błagamy Cię gorąco, poślij swoich Aniołów, aby strąciły do czeluści piekielnych, wszystkie te złe duchy, które mają być strącone” – modli się codziennie 150 polskich egzorcystów. Polska jest potęgą. Żaden europejski kraj nie może pochwalić się tak wielką liczbą seansów egzorcystycznych. I skutecznością. Portal modlitwy.info.pl napisał, że każdorazowe odmówienie modlitwy, której fragment przytoczyłem, skutkuje strąceniem do czeluści piekielnych aż 50 tysięcy złych duchów.
Jarosław Kaczyński pozazdrościł takiej skuteczności. „Wara od naszych dzieci” – krzyczał podczas niedawnej konwencji Prawa i Sprawiedliwości. Święcie wierząc, że tą partyjną „modlitwą” uratuje polskie rodziny. Uratuje nasze dzieci. Przed pedofilami. Przed gejami i lesbijkami. Czyhającymi, by je adoptować.
Tylko czy warto z takim gościem w ogóle dyskutować?

Poważnie

Wiele hejtu wylało się na moją głowę, gdy na Facebooku poddałem w wątpliwość sens prowadzenia debaty o podpisanej przez Trzaskowskiego deklaracji LGBT+. O wywołanym przez wiceprezydenta Rabieja temacie adopcji dzieci przez pary gejów i lesbijek. „Debaty” z PiS-em. Na dwa miesiące przed wyborami.
Bójmy się nie gejów. Nie lesbijek. Nie nauczycieli, którzy w szkołach będą uczyli nasze dzieci wychowania seksualnego. Najbardziej obawiajmy się takich ludzi jak Kaczyński. Który zrobi wszystko dla zachowania swoich wpływów i władzy. Dlatego w roku 2019 nie legalizacja związków partnerskich powinna być tematem numer jeden. Nie takie czy inne deklaracje LGBT. Zapewniam, że cały klub poselski Sojuszu Lewicy Demokratycznej poprze ustawę o związkach partnerskich. Że w szkołach dzieci i młodzież będzie się uczyła trzeźwego spojrzenia na czekające ich życie seksualne.
Ale najpierw musimy pozbyć się egzorcysty.

Głos lewicy

Postęp jest nieunikniony

Włodzimierz Czarzasty o tym, że od potępienia pedofilii nie ma już odwrotu:
PiS atakując LGBT popełnił błąd, przed postępem cywilizacji się nie ucieknie. Sprawa z LGBT jest prosta – jedni pedofilii bronią, drudzy ją atakują. Cała dyskusja na temat pedofilii jest w tej chwili skoncentrowana na aparacie kościelnym – nie mówię tu o wierze katolickiej, o ludziach wierzących – mówię o zboczeńcach i o złu wśród kleru. Notabene to zjawisko ma miejsce na całym świecie, ale w innych krajach dają sobie z tym radę.
Co kler zrobił w Polsce? Zaapelował do PiS-u, aby PiS go bronił. Teraz dyskutujemy na temat dwuletnich onanizujących się chłopców lub dziewczynek i to jest jakiś absurd, ale przestaliśmy dyskutować na temat pedofilii. Jedni pedofilii bronią, drudzy ją atakują!
Źródło: sld.org.pl

Prawo dla LGBT

Powstała pierwsza kancelaria prawna dla osób LGBT. Otworzyła swoje podwoje w Warszawie w lutym. Prawnicy, którzy ją prowadzą, wcześniej współpracowali z takimi organizacjami, jak Kampania Przeciw Homofobii, Miłość Nie Wyklucza, Lambda, czy Federacja na rzecz Kobiet i Planowania Rodziny. Paweł Knut i Anna Mazurczak specjalizują się w takich sprawach, jak pomoc w zawarciu małżeństwa jednopłciowego poza granicami Polski.
Źródło: media

Popieramy nauczycieli

– Rząd mówi, iż mamy wzrost gospodarczy i związku z tym będzie przeznaczał środki na rożne grupy społeczne i zawodowe. Dlaczego nie może ich przeznaczyć również dla nauczycieli? – mówił Marcin Kulasek w programie „Twój Wybór”. – Jako SLD jesteśmy za postulatami nauczycielek i nauczycieli. Jest to bardzo ważny i ciężki zawód, który powinien być doceniany także poprzez odpowiednią płacę – oświadczył sekretarz generalny SLD. Komentując słowa Sławomira Broniarza, który zapowiedział, iż nauczyciele mogą „utrudniać promocję uczniów do kolejnych klas”, Marcin Kulasek powiedział. – Taki sposób prowadzenia negocjacji nie jest właściwy i ja rozumiem, że prezes ZNP się z tego wycofał.
Polityk SLD odniósł się również do ostatnich ataków Jarosława Kaczyńskiego na środowisko LGBT. – PiS jest partią, która potrzebuje wroga, na wybory do europarlamentu tym wrogiem jest środowisko LGBT i stanowczo się temu sprzeciwiamy!

„Pedał” zastąpił „Żyda”

„Wszystkie jego podobno moralistyczne wystąpienia są wyjątkową zakłamaną perfidią” – mówi o Jarosławie Kaczyńskim prof. Ireneusz Krzemiński, socjolog z Uniwersytetu Warszawskiego, przepytywany przez Kamilę Terpiał (wiadomo.co).

KAMILA TERPIAŁ: Jarosław Kaczyński podczas ostatniej konwencji PiS dał sygnał do ataku na osoby LGBT?
IRENEUSZ KRZEMIŃSKI: Z całą pewnością. W taki sposób odwołuje się do twardego, radiomaryjnego elektoratu PiS-u. To jest insynuacyjna, skandaliczna polityka napuszczania ludzi na osoby LGBT. Nie chodzi tylko o osoby homoseksualne, mamy coraz więcej osób transseksualnych, które zmieniają płeć i są w dramatycznej sytuacji. Słowa Kaczyńskiego były obrzydliwe i karygodne. Zresztą teraz słyszymy polityków PiS-u broniących tych niemoralnych haseł Kaczyńskiego i posługujących się w tych wywodach tezami pochodzącymi z artykułów… „Naszego Dziennika”. W tym organie prasowym o. Tadeusza Rydzyka można było już dawno temu znaleźć wywody tzw. katolickich profesorów, takie historiozoficzne wizje, w których była mowa o kolejnej rewolucji, która ma nas „oderwać od kultury łacińskiej”. Pierwszą była rewolucja francuska, później bolszewicka, kolejną rewolucja kontrkulturowa i seksualna, a teraz mamy kolejny atak gender i homoseksualistów, którzy chcą zniszczyć tradycję rodziny i oderwać nas od świętych wzorców. Działacze PiS-u mówią teraz dokładnie tym językiem. Mamy zatem jego źródło i odbiorców. Przyłączy się do tego Kościół.

Myślał pan, że Kościół stanie w obronie osób LGBT?
Chyba miałem taką nadzieję, że zostanie to przemilczane. Czuję się dotknięty i rozczarowany „stanowiskiem” biskupów warszawskich, w tym wydawałoby się otwartego, mądrego kardynała Nycza. Jeżeli tacy biskupi powtarzają stanowisko, przypominające polowanie na czarownice, to źle to wróży polskiemu Kościołowi, bez względu na to, jak silny dalej może się czuć. W dodatku jest to tym bardziej ponure, że stanowi poparcie tez z podburzającego do nienawiści przemówienia Kaczyńskiego. Można się spodziewać, że apel prezesa PiS będzie gorąco popierany przez księży. A to znaczy, że łatwo może się przekształcić nie tylko w negatywne opinie, ale także negatywne zachowania wobec osób nieheteronormatywnych. Mamy już doświadczenie z przeszłości – w 2008 roku wydałem z mymi współpracownikami książkę („Naznaczeni. Mniejszości seksualne w Polsce. Raport”) na temat sytuacji gejów i lesbijek. Okazało się, że w czasie pierwszych rządów PiS-u, podczas których politycy tej partii także bili na alarm o rzekomym zagrożeniu rodziny przez feministki oraz gejów i lesbijki, o kilkanaście procent wzrosły napaści na osoby LGBT. Co ciekawe, w 2008 roku wszystko wróciło do poziomu sprzed rządów PiS-u. To jest wyraźny dowód na to, że polityka nienawiści uruchamia nie tylko negatywne emocje, ale także czyny. Zresztą niedawno mogliśmy się o tym przekonać, gdy za morderstwem prezydenta Adamowicza na oczach milionów ludzi stała nienawistna mowa tej samej partii.

Nie boi się pan fali hejtu?
Przestałem na to w ogóle zwracać uwagę, bo ten hejt jest w dużym stopniu zorganizowany. Poza tym jednocześnie jest wyraźna tendencja do nieulegania takim napaściom.

Społeczeństwo jest coraz bardziej wyedukowane?
Część społeczeństwa na pewno, ale pozostaje jeszcze część odporna na wszystko. Przyznam szczerze, że najbardziej boję się teraz o osoby posądzane o homoseksualizm, a zwłaszcza osoby młode. Edukacja seksualna miała im pomóc. To wrogie i cyniczne przemówienie ma na celu zablokowanie wszelkich działań, które pozwalają rozwiać mętne emocje, dać pewną wiedzę, umocnić ludzi w ich własnych przekonaniach i orientacjach seksualnych, także – zdrowych relacjach heteroseksualnych. W 1990 roku byłem jednym z założycieli stowarzyszenia do walki z HIV-AIDS. Staraliśmy się rozwinąć edukację seksualną, która miała zadziałać przede wszystkim prewencyjnie. Niestety, bardzo szybko, głównie poprzez kontrakcję środowiska katolickiego, program został zaniechany, a edukatorom podziękowano i ze szkół wyproszono.
Po co edukacja seksualna w szkole, skoro to rodzina powinna wychowywać dzieci? To jeden z argumentów używanych przez polityków PiS. To jest absolutnie chybiony argument i mówię to jako socjolog. Połowa polskich rodzin jest w ogóle nieprzygotowana do pełnienia funkcji dydaktycznych, nie mówiąc już o funkcjach wychowawczych. Na co dzień mamy dostateczną ilość świadczących o tym przypadków, gdy młodzi ludzie są bezradni wobec problemów, wobec których stają.
W nowoczesności szkoła zawsze pełniła nie tylko funkcję edukacyjną, ale była także ważnym ośrodkiem wychowania młodzieży, włączenia ich w społeczeństwo i przekroczenia horyzontu rodziny. Tym bardziej, że zasoby kulturowe rodzin są zróżnicowane, tzw. kapitał kulturowy – nawet bardzo zróżnicowany. Szkolne wychowanie wzmacnia wspólne normy postępowania, tworzy nowe i wspólne wzorce między dziećmi i młodzieżą wychowywaną w różnych środowiskach, powinno także budować wspólną wrażliwość społeczną i wspólnotę norm moralnych. A szczególnie w Polsce dziedzina seksu, kultury seksualnej, by tak rzec, jest uwikłana w hipokryzję, niedomówienia, brak języka do omawiania problemów, z jakimi ludzie w życiu seksualnym i erotyce muszą się mierzyć. Jak mogą wychować w tej sytuacji swoje dzieci? A w dodatku mamy specyficzną edukację kościelną, bo przecież większość małych dzieci chodzi na religię!

Politycy PiS-u straszą, że edukacja seksualna jest dla dzieci gorsząca.
Wie pani, co jest naprawdę gorszące? Lekcje religii. 7-letnia córka moich przyjaciół wróciła kiedyś z lekcji religii czerwona i przerażona. Okazało się, że siostra zakonna opowiadała o strasznych ludziach – homoseksualistach. Przekonywała, że noszą w sobie zło. Rodzice rozładowali całe napięcie, wytłumaczyli, że to normalni ludzie, których ona też zna. To była jej ostatnia wizyta na lekcji religii. Dzieci straszy się już od najmłodszych lat, a pedał staje się jednym z najważniejszych zagrożeń. „Pedał” zastąpił „Żyda” albo z nim współdziała. To jest skandal! Nawet w świetle dokumentów Kościoła. Nie mówiąc już o tym, że przed I komunią dzieci często odpowiadają na taką listę możliwych grzechów i mowa tam o tym, czy mieli zdrożne myśli, czy się dotykali tu i ówdzie, albo z kolegami i koleżankami – jednym słowem naprawdę poruszające pytania, kierowane do 8 – czy 10-latków!

W kreowaniu wroga jest jakaś głębsza myśl czy to walka polityczna?
Chodzi o odwołanie się do pokładów polskiego tradycjonalizmu. To jest element przemyślanej strategii w działaniu PiS-u. Były już „podarunki” prezesa i przyznam, że samo określenie jest skandaliczne. Ludzie powinni poczuć się poniżeni, bo pieniądze pochodzą tak naprawdę z ich kieszeni, albo zostaną pożyczone, co przełoży się na poważne problemy w przyszłości. Mam nadzieję, że kpina z rozsądku ludzi nie wyjdzie PiS-owi na zdrowie.

To punkt zwrotny dla PiS-u?
Przez ostatnie dwa miesiące PiS wyraźnie stracił rezon. Nie wiedział, co robić i jak reagować. Po raz pierwszy od objęcia rządów to nie PiS i Kaczyński narzucał tematy w debacie publicznej. Teraz Jarosław Kaczyński przystąpił do wielowątkowej kontrakcji. Lecz opozycja powinna starać się, by nie stracić poprzedniej przewagi. Powinna zacząć tłumaczyć, do czego może doprowadzić polityka rządzących. Do ludzi musi dotrzeć, że pieniądze nie biorą się znikąd i że jak wydajemy więcej niż mamy, to zawsze źle się to kończy. I mamy doświadczenie z czasów Gierka. W dodatku ten wyjątkowo obrzydliwy atak na osoby LGBT wydaje się być przesadzony. PiS zdaje się nie dostrzegać procesu przemian w polskim społeczeństwie, tak jak nie docenił protestu kobiet. A Kościół, jak mi się zdaje, może stanąć wobec bardzo trudnej sytuacji z powodów własnych grzechów, z których nie rozliczył się i kiepsko się do tego zabiera. A poza tym prezes może się przeliczyć: „podarowane” przez prezesa pieniądze można wziąć, ale to nie musi się przełożyć na głosy wyborcze.

Ksenofobiczna twarz pomoże PiS-owi wygrać wybory do Parlamentu Europejskiego?
Hasła narodowe działają na twardy elektorat, ale mogą też przyciągnąć nowych wyborców. Trudno zdefiniować pozycje ideowe młodego pokolenia. Wydaje mi się, że młodzi są dość zagubieni, uwikłani w mieszaninę demokratycznych i antydemokratycznych idei. Polska szkoła w aktualnym wydaniu na pewno nie funduje im wychowania demokratycznego i nie uczy szacunku dla drugiego człowieka. Ale mimo tego, że to młodzi ludzie tworzą grupy nacjonalistyczne czy raczej narodowo-faszyzujące, to jest w dalszym ciągu bardzo niewielki procent młodzieży. Nie widzę symptomów, by polska młodzież dała się oto zorganizować wokół nacjonalistycznych i ksenofobicznych haseł. Choć na pewno ożyły np. stereotypy antysemickie, ale zarazem – bardzo silne są postawy anty-antysemickie. Podobnie może być teraz ze stosunkiem do osób LGBT czy do gejów i lesbijek. Znajdą się tacy, którzy z radością przyjmą słowa Kaczyńskiego, ale zarazem – może więcej będzie takich, którzy nie chcą ani słuchać takiego języka, ani nie chcą czuć tego, co sugeruje prezes PiS-u.

PiS w taki sposób kusi nacjonalistów?
Program „tradycyjnej Polski” wypełnia antydemokratyczne postulaty narodowców. Oni zawsze budują swój przekaz na obrazie tradycyjnego społeczeństwa, z podziałem ról męskich i damskich, a także „swojskości” i „obcości”. Dlatego chcą eliminować innych, a najpierw tych, którzy się z nimi zdecydowanie nie zgadzają. Przypominam, że to właśnie narodowcy często występują przeciwko paradom równości czy innym demonstracjom. Przesłanie Jarosława Kaczyńskiego z całą pewnością przyjęli z wielką radością, już zacierając ręce.

Spodziewał się pan ataku na środowiska LGBT?
Nie, jestem zaskoczony, że można coś takiego i w taki sposób po wydarzeniach styczniowych.

Na początku naszej rozmowy mówił pan o tym, że taki przekaz od dawna pojawiał się w organie prasowym Radia Maryja. To nie była zapowiedź?
Dla mnie to cały czas intelektualna osobliwość. Nie mogę dociec, jak to możliwe, że teksty napisane pseudonaukowym i biurokratycznym językiem znalazły posłuch u ludzi, którzy przecież nie powinni ich rozumieć. Być może księża przełożyli to na ich język… Ale zaskoczyło mnie, że ta retoryka została przejęta tak łatwo przez polityków. Nie spodziewałem się, że ten język będzie w tak prosty i jednoznaczny sposób powtarzany przez rządzących. Lecz to tylko potwierdza moją tezę, że ideologia PiS-u opiera się na ideologii narodowo-katolickiej, którą skonstruował ojciec Rydzyk.

Jarosław Kaczyński jest aż tak wyrachowany?

Jest całkowicie wyrachowanym strategiem swojego działania. Postawił sobie za cel opanowanie państwa polskiego i zbudowanie autorytarnego ładu, ale zaczyna napotykać problemy. Robi więc wszystko, co może. Taką strategię działania można określić jedną amoralną formułą – cel uświęca środki. To jest święta zasada, którą stosuje Jarosław Kaczyński. Wszystkie jego podobno moralistyczne wystąpienia są wyjątkową zakłamaną perfidią.

Bigos tygodniowy

Przeżarty pedofilią katolicki kler polski nie skorzystał z okazji by pokornie zamknąć gębę na kłódkę i przyłączył się do szczucia na LGBT. Biskupi oświadczyli na konferencji Episkopatu, że „masturbacja to zachowanie samotniczo-ipsacyjne”. Nie sposób wątpić, że biskupi znają tę ipsację z autopsji. Episkopat utożsamił swoją religię z orientacją heteroseksualną. Można by użyć parafrazy, że Kościół kat. jest heteroseksualny w formie i pedofilny w treści.

W zeszłym tygodniu biskupi ogłosili jakieś niewiele mówiące statystyki, liczby, cyferki pokazujące praw dobnie zaledwie czubek góry lodowej. Do tego abepy Gądecki i Jędraszewski jak zwykle popisali się na konferencji klerykalną mową-trawą odwracającą kota ogonem. Nawet bez słowa „przepraszam”. Widać, że ciągle nie mogą pogodzić się z nadzieją, że uda się im wyjść z pedofilnej afery psim swędem. Lecz to próżny trud. Już nie da się tego ukryć pod korcem. Po tych występach szefa i wiceszefa Episkopatu, publicysta katolicki Szymon Hołownia napisał: „Nie trzeba gejów, wilczych oczu Tuska z Junckerem i Sorosem, kartkówek z masturbacji i islamistycznych kaznodziejów, laicyzację zrobimy sami”. Krążyło kiedyś takie powiedzenie: „Nam nie trzeba Bundeswehry, nam wystarczy minus cztery”.

Jednak ten kiks szefów Episkopatu został przysłonięty przez burzę anty-LGBT, którą wywołał Najwyższy Prezes swoim buńczucznym okrzykiem: „Wara od naszych dzieci!”. Dał tym okrzykiem hasło do boju całej katolickiej kołtunerii polskiej. Jej rozjuszony tłumek zebrał się nawet pod warszawskim Ratuszem.

„Do niedawna rozważania o Polsce, w której nie będzie już rządzić PiS, mogły uchodzić za mrzonki lub śmiałe, lecz naiwne marzenia. Ale już nie dzisiaj. Najnowsze sondaże wskazują, że, że Polacy zobaczyli, dokąd ich prowadzi polityka rządzących. A to oznacza – tak jak w komunizmie – utratę legitymizacji dla sprawowania władzy. To początek końca. Można zacząć realistycznie myśleć o odgruzowywaniu Polski z toksycznej spuścizny po rządach PiS i jego usłużnych akolitów”. (prof. Roman Kuźniar)

A dla kontrastu inna opinia. Robert Tekieli w Gapolu lewituje jak fakir: „Mamy prawo oczekiwać, że obóz rządzący jest w stanie obronić polską rodzinę, polski naród i Kościół przed falą lewicowej przemocy. Do tego potrzebna jest wygrana w wyborach parlamentarnych, pozwalająca na napisanie nowej konstytucji i powołanie Trzeciej Niepodległej. Jeśli Jarosław Kaczyński zabezpieczy nas takimi zapisami w ustawie zasadniczej, które uniemożliwią na przyszłość wprowadzenie lewicowej ideologii, pustoszącej Zachód, zapewni sobie spoczynek na Wawelu obok swego brata. I będzie wspominany przez następne stulecia, tak jak dziś wspominamy Marszałka”. Wieczne odpoczywanie swoją drogą, ale czy jest na sali lekarz?

Pisowscy politycy i pisowscy propagandyści uparcie twierdzą, że pisowska narracja TVP i Polskiego Radia to uprawniony element równowagi w sferze medialnej, zdominowanej przez media liberalno-lewicowe. Problem w tym, że media liberalno-lewicowe są prywatne. Otóż, podobnie prywatny jest znaczący sektor mediów prawicowo-nacjonalistyczno-klerykalnych i do nich nie mam pretensji. Natomiast TVP i PR są mediami
p u b l i c z n y m i czyli powinny odzwierciedlać pełne spektrum poglądów całego społeczeństwa, a nie służyć jednej, rządzącej dziś partii. Warto przy tym przypomnieć, że swoje „Warto rozmawiać” Pospieszalski zaczął za rządów SLD, w kwietniu 2004 i przetrwał cała pierwszą kadencję rządów PO-PSL, Czy można sobie wyobrazić jakąś audycje publicystyczną prowadzoną dziś w TVP przez jakiegoś lewicowego czy liberalnego publicystę. Nie. To science fiction.

À propos, w TVP nastąpiły roszady kadrowe. Wygląda na to, że Adrian upchnął w zarządzie TVP swoich protegowanych, „wściekłą” pisówkę Marzenę Paczuską i Piotra Pałkę. Nowym szefem TVP Info, głównej pisowskiej szczujni propagandowej został Krystian Kuczkowski. Podobno to ofensywa Adriana z Młodym Morawieckim przeciw Kurskiemu. Podobno chcą w TVP więcej pluralizmu, a mniej propagandy. Akurat. Zwyczajnie czują się tam niedopieszczeni, więc wepchali swoich ludzi, by to odwojować. Będzie to więc raczej nowa pałka na opozycję niż dobra zmiana bez cudzysłowu. Jednoczesnie Adrian klepnął 1,2 miliarda złotych na pisowskie szczujnie medialne, z TVPiS na czele.

Na łamach francuskiego dziennika „Le Monde” ukazał się tekst zatytułowany „Żądamy dekanonizacji Jana Pawła II”. Jego autorkami są dwie działaczki katolickie: pisarka i redaktorka „Témoignage chrétien” Christine Pedotti oraz publicystka i biblistka Anna Soupa. Mało dbam o jego świętość, ale że był to kabotyn pierwszej wody, to nie ulega wątpliwości.

Związek Nauczycielstwa Polskiego szykuje się do strajku i to jest poważane działanie. Tymczasem oświatowa „Solidarność” odstawia komiczny teatrzyk w postaci „okupacji” Małopolskiego Kuratorium. Sprzyja mu nawet tamtejsza kuratorka Barbara Nowak, jak powiedział Paweł Rabiej: „homofobka i dewotka”, która ich serdecznie ugościła. I tak sobie pisiorska kuratorka z pisiorską przybudówką współegzystują ku chwale pisowskiej ojczyzny.

Pojawiły się dwa wyniki sondażowe. W jednym Koalicja Europejska ma niewielką przewagę nad PiS, a w drugim odwrotnie. W sukurs PiS-owi w te pędy ruszył CBOS i ogłosił dziwaczny, nonsensowny wynik nie uwzględniający istnienia Koalicji Europejskiej i badający poparcie dla wyodrębnionych partii. PiS ma w tym sondażu 44 procent, PO – 20 procent, a Kukiz – 7 procent. Pozostałe partie łącznie z SLD i Wiosną są pod kreską. A przecież to sondaże przedwyborcze, w których nie ma pojedynczych partii, ale koalicja, która dostała premię za jedność ponad podziałami. Jasne, że do żadnego sondażu nie należy przywiązywać zbyt dużej wagi, ale CBOS mocno przegina ze swoimi manipulacjami. Cóż za bełtanie w głowach i partyjne manipulacje uprawia CBOS za pieniądze podatników!

Sąd wydał korzystny dla Jerzego Urbana wyrok w sprawie publikacji „karykaturalnego wizerunku nawiązującego do wizerunku Jezusa, z mało inteligentnym wyrazem twarzy”. Tymczasem pisowscy cenzorzy kultury przebudzili się w Lublinie. Po czterech latach od premiery, Katolickie Stowarzyszenie Emerytów i Rencistów w tym mieście (jak się bierze emeryturę po katolicku?) dopatrzyło się antypolskich i antykatolickich treści w inscenizacji mickiewiczowskiego „Pana Tadeusza” w lubelskim teatrze im. Osterwy. Z kolei radny PiS Ryba dopatrzył się w przedstawieniu opartym na baśniach braci Grimm „skandalicznej ironii z Matki Bożej i Pana Jezusa”. To naprawdę są obsesjonaci.

Zalewska kontratakuje

Minister Zalewska nie ma sobie i MEN nic do zarzucenia w sytuacji nadciągającego strajku nauczycieli w całym kraju, a niskim płacom w sektorze jest winna PO.

Uważa, że może spokojnie objąć funkcję deputowanej Parlamentu Europejskiego, bo spełniła się całkowicie na stanowisku rządowym w Polsce, a jej reforma ma się świetnie. Zapowiada też, że da zdecydowany odpór karcie LGBT w Warszawie.
W wywiadzie jaki w sobotę 16 marca rano ukazał się na jednym z portali minister edukacji Anna Zalewska najwyraźniej wątpi, czy zapowiadany na kwiecień strajk nauczycieli będzie odmową pracy na wielką skalę i uniemożliwi egzaminy gimnazjalne.
– Poczekamy na wynik nauczycielskiego referendum, który może przybierać różnego rodzaju formy – mówi szefowa MEN, podczas gdy faktycznie, jak już pisał Portal Strajk, nauczyciele w szkołach, gdzie referenda już się odbyły, w zdecydowanej większości opowiadają się za strajkiem.
Zalewska jednocześnie utrzymuje, że nie ma sobie nic do zarzucenia w kwestii podwyżek, jakich żądają nauczyciele, a ZNP zaprasza na “dalsze rozmowy”, oskarżając jednocześnie związek o niechęć do dialogu. Czołowy nauczycielski postulat podniesienia wynagrodzenia zasadniczego o 1000 zł określiła jako “zaporowy” i niemożliwy do realizacji ze względów budżetowych. Mówi, że budżet na ten rok jest już zamknięty, nie odnosząc się jednak do faktu, że główny postulat i groźba strajku były przez ZNP artykułowane od połowy roku ubiegłego.
Szefowa ministerstwa uparcie powtarza, że proponowane przez resort symboliczne podwyżki, gdzie nauczyciele dyplomowani dostaną w trzech turach dodatkowe 508 zł, a pozostali mniej, to na razie absolutny pułap. Nie wyklucza co prawda dyskusji o kolejnych podwyżkach w przyszłości i zaprasza ZNP do dalszych rozmów, podczas gdy przez cały ubiegły rok MEN regularnie ignorował głos związku.
– Kompromis zakłada, że my się gdzieś w pół drogi spotykamy – podkreśla przedstawicielka rządu, upominając ZNP, chociaż nie wiadomo, co w świetle dotychczasowych doświadczeń miałoby to oznaczać.
Pani minister nie ma wątpliwości, że jej rząd zrobił dla nauczycieli wszystko, co było możliwe. – Z mojej strony jest wyłącznie dobra wola – powtarza, a sedna problemu z niskimi zarobkami upatruje w polityce poprzedniej ekipy.
– Jestem ministrem edukacji, który oddał nauczycielom wszystko to, co zabrali moi poprzednicy, pamiętając, że nauczyciele zasługują na podwyżki, do których się zobowiązałam. (…) Nie wywołuję żadnych konfliktów. Zapowiedziałam podwyżki i je zrealizowałam przy absolutnym spokoju i aprobacie związków zawodowych.
Zalewska odżegnuje się od podejrzeń, że jej kandydatura do Parlamentu Europejskiego jest ucieczką od problemów polskiej edukacji, z którymi nie daje sobie rady.
– Jarosław Kaczyński i premier Beata Szydło poprosili mnie, abym z tego mandatu zrezygnowała i poszła do najtrudniejszego resortu z jednym celem: abym przeprowadziła reformy. I tak właśnie się stało. (…) Reforma jest dopilnowana (…) Jesteśmy absolutnie spokojni.
Pani minister zapowiedziała jednocześnie, że będzie walczyć z kartą LGBT w warszawskich szkołach, bo jej postanowienia są jej zdaniem niekonstytucyjne.
– W systemie oświaty nie występuje ktoś taki jak „latarnik”. Jest za to pedagog czy psycholog – zastrzega i zapewnia, że “latarnicy”, czyli osoby sygnalizujące dyskryminację osób LGBT, absolutnie do szkół nie wejdą. – To jest niezgodne z prawem. Będziemy tego bezwzględnie pilnować.

Flaczki tygodnia

„Ręce precz od naszych dzieci!”. To zawołanie zadudniło w każdym zakątku IV Rzeczpospolitej.

W pierwszej chwili Flaczki myślały, że pan prezes wystąpił w obronie swych dzieci poczętych, lecz nienarodzonych. Dwóch ślicznych, bliźniaczych wież płodzonych przez pana prezesa z austriackim biznesmenem i swą najbliższą rodziną. Dwóch dumnych wieżowców tworzonych na obraz i podobieństwo i wieczną chwałę panów braci Kaczyńskich. Wież poronionych w efekcie bezpłodnego związku Polaków z obcym narodowo i religijnie Austriakiem.
Gdyby pan prezes nie zapomniał o narodowych korzeniach, o Wandzie dumnej Polce, która nie chciała niemieckojęzycznego męża, gdyby postawił na czysto polskiego dewelopera, na polskich architektów, to pewnie już dziś chrzcił by pan prezes swe dwa srebrne bliźnięta.

„Ręce przecz od naszych dzieci”, echo niosło po kraju naszym całym. I w drugiej chwili Flaczki pomyślały, że pan prezes wreszcie wystąpił do hierarchów polskiego kościoła kat. Biorących pod swą obronę zwyrodniałych księży pedofilów. Że zakrzyknął „Ręce precz!” do tych przebierających się w księże sukienki pedofilów katujących polskie dzieci. Wykorzystujących w obrzydliwy sposób swą pozycję człowieka-boga. Wykorzystujących powszechny brak edukacji seksualnej wśród Polaków. Tych dorosłych i dzieci. Ale szybko okazało się, że to nie łamiący prawo i ład moralny pedofile przeszkadzają panu prezesowi.

Okazało się, że to prezesowskie zawołanie skierowane było do osób homoseksualnych, które chciałby żyć w związkach partnerskich, podobnych heteroseksualnym małżeństwom, i jeszcze adoptować dzieci. Bo swoich mieć nie mogą. Jak wiele heteroseksualnych małżonków. Ci zaś dzieci adoptować mogą.

Było skierowane do homoseksualistów, ale nie tylko. Tak naprawdę te „Ręce precz od naszych dzieci” to jest kolejna próba zmobilizowania konserwatywnych, narodowo – katolickich, słabo wykształconych wyborców Prawa i Sprawiedliwości. Zbudowania kolejnej wspólnoty wyborczej opartej na strachu przed atakiem obcych.

Najpierw dla wyborców PiS takimi obcymi byli „komuniści i złodzieje”. Wtedy kaczystom udało się podzielić polskie społeczeństwo. Skutecznie szczuć jednych na drugich. Potem przyjść mieli „uchodźcy zarażający tyfusem i wszawicą”. Wtedy jeszcze większy sukces osiągnęła kaczystowska szczujnia. Następnie straszakiem była „ideologia gender”. Tu jednak była totalna klapa, bo nawet najbardziej zakłamani kapłani kaczystowskiej szczujni, jak choćby pan minister Jarosław Sellin, nie potrafili „ciemnemu ludowi” wyjaśnić o co w tym „żenderze” chodzi. Poza to, że w „genderze” chłopcy muszą przebierać się w sukienki. Czyli robią to co wszyscy księża z kościoła kat.

Potem kreowano „POstkomunę”, czyli wskazywano na Platformę Obywatelską jako dziedziczkę starej, ohydnej „komuny”. Bo szczucie na „komunę”, czyli SLD, już im nie wystarczało. Chwilowo takim straszakiem – wrogiem była zmartwychwstała „żydokomuna”. Ale czujny amerykański Wielki Brat szybko wytargał PiS elity za uszy, niczym uczniaków w szkole. Dał im wyraźny sygnał, że wara kaczystom od izraelskiego sojusznika. Że kaczyści mają trzymać swe antysemickie modry na kłódki. Dlatego kaczyści już wiedzą, że na antysemityzmie narodowo – katolickiej wspólnoty budować nie mogą. Przynajmniej publicznie.

Skoro „komuna” już nie skutkuje, „uchodźcy” też już nie straszą, „Żydy” cicho – sza, bo Wielki Brat patrzy, to elitom intelektualnym PiS pozostali jedynie kosmici albo „pedały”.
Z kosmitów trudno straszaka przedwyborczego zrobić. Bo „ciemny lud” taki już głupi nie jest. Za to „pedały” były jak znalazł. Zwłaszcza, że jeden religijny gej, wiceprezydent Warszawy Paweł Rabiej udzielił długiego wywiadu „Dziennikowi. Gazecie Prawnej”. Tam zdradził swe marzenie. Marzenie religijnego geja, że kiedyś takie nadejdą czasy, kiedy i w Polsce pary homoseksualne będą mogły wychowywać adoptowane przez siebie dzieci.

Ponieważ „ciemny lud” nie czyta długich wywiadów, nawet tych znakomitych w „Dzienniku. Gazecie Prawnej”, to twórcy kłamliwej kaczystowskiej propagandy wyborczej, zakrzyknęli z radości. Ogłosili, że konkurencyjna Koalicja Europejska ma w swym programie nakaz wprowadzenia prawa, a nawet obowiązku, adoptowania dzieci przez pary homoseksualne. I zaczęli straszyć społeczeństwo polskie, że kiedy Koalicją Europejska wygra wybory do Parlamentu Europejskiego, to tenże Parlament Europejski, narzuci Polsce nowe, restrykcyjne prawo. Nakazujące adopcji niewinnych polskich dzieci, przez tak ohydnych „pedryli” jak
Paweł Rabiej.

Ale niech dzieci polskie nie tracą nadziei. Nie wpadną w „perdylskie łapska” jeśli zwycięży partia pana prezesa Kaczyńskiego. Od niedawna ojca „naszych dzieci”.

Pan prezes Kaczyński kreuje się nie tylko na ojca „naszych dzieci”, ale jeszcze strażnika moralności. Recenzenta moralności katolickiej wszystkich innych obywateli naszego kraju. I surowej ręki sprawiedliwości kaczystowskiej karzącej za odstępstwa od tej kato-moralności.

Ale jest to typowa moralność fasadowa. Polegająca na tym, że kaczyści głoszą pięknie brzmiące zasady moralne, narzucają wypełnianie ich zarządzanemu przez siebie społeczeństwu, ale sami już ich nie przestrzegają. Pan prezes Kaczyński szalenie dba o polskie dzieci rzekomo zagrożone „perdylsimi” adopcjami, ale nawet nie zająknie się w obronie dzieci gwałconych przez księży pedofilów. Tak jak katoliccy hierarchowie chronią księży pedofilii, tak pan prezes Kaczyński chroni swego posła Stanisława Piotrowicza, który wcześniej, jak prokurator, ochraniał pedofilii w księżowskich sukienkach. Pan prezes Kaczyński obłudnie kreuje zagrożenia polskich dzieci, a boi się wystąpić przeciwko autentycznym, pedofilskim zagrożeniom.

Pan prezes Kaczyński rozpoczął walkę z edukacją seksualną w szkole. Bo ona rzekomo „deprawuje dzieci”. Gdyby pan prezes miał dzieci, choćby te adoptowane, to pewnie posłałby je na lekcje religii katolickiej i na nauki przed pierwszą komunią. I wtedy dowiedziałby się jakie to katusze przezywają te dzieci podczas spowiedzi, kiedy zmusza się je do intymnych, zwykle niezrozumiałych Dia nich, wyznań. Do opowiadania gdzie dotykają się podczas kąpieli, czy bawią się siusiaczkami, a jeśli nie, to dlaczego? Kiedy straszy się ich piekłem za takie dotyki.

Elity PiS traktują obywateli Polski jak dzieci. Pan minister Szczerski każe nauczycielom rozmnażać się, a sam jest czterdziestoletnim, bezdzietnym kawalerem. A przecież nie musi żyć w celibacie. Pan prezes Kaczyński nakazuje zdziecinniałym Polakom żyć wedle katolickich przykazań, a jego najbliższa rodzina przoduje w ich łamaniu. Jego bratanica miała już kilkoro mężów, choć nie owdowiała. Jego siostrzenica żyje z Austriakiem bez katolickiego ślubu. Jego kuzynkowie są bohaterami obyczajowych plotek, bo mają nieślubne „kochanice”. Jego przybrany syn, pan prezes Jacek Kurski to zbiór wszelkich, katolickich grzechów. A pan prezes ani mru-mru.

Patrząc na zgniliznę moralną panującą w rodzinie pana prezesa Kaczyńskiego, to właśnie im należałoby prawnie zakazać adopcji polskich dzieci.

Ślimak Sam zamiast debaty

Minister Zalewska nie zrobiła nic, żeby uniknąć protestów i dogadać się ze środowiskiem – wręcz przeciwnie, nie sposób zliczyć przekłamań i pomówień, które padły, za część zresztą zapłacili podatnicy. Zmanipulowana kampania o niebotycznych zarobkach nauczycieli kosztowała nas wszystkich 64 tys. zł.

Tymczasem za strajkiem kryje się autentyczna troska, nie tylko o swoje kieszenie, ale także o jakość edukacji. Dobrze opłacani, szanowani nauczyciele, to lepsza szkoła, głodowe pensje to masowy odpływ z zawodu, który zresztą widzimy już dzisiaj. Jeśli natychmiast nie poprawi się sytuacja tej grupy zawodowej, zaraz nie będzie miał kto prowadzić lekcji. Już brakuje kilkudziesięciu tysięcy anglistek, matematyczek czy przedszkolanek.

Obecne klasy ósme, które będą zdawać egzaminy w czasie strajków, to rocznik, który na swoich młodych plecach od początku swojej kariery szkolnej dźwiga skłonność do „reformowania” szkoły. To jedne z pierwszych dzieci, które poszły do szkół w wieku 6 lat. Zamiast iść do gimnazjum zostały w szkołach podstawowych, gdzie w ciągu dwóch lat muszą zrealizować program z trzech lat gimnazjum – nie dają sobie z tym rady, nauki jest za dużo. Trafią do liceów, gdzie nie ma na nich miejsca – w pierwszych klasach liceum znajdą się dwa roczniki, ostatni absolwenci gimnazjów i właśnie nieszczęśni ósmoklasiści, którzy mieli rok mniej na opanowanie materiału, więc ciężko im będzie konkurować ze starszymi kolegami. Te dzieci mają 13 lat – trochę mało, żeby płacić za polityczne błędy rządu, prawda?

Problemem polskiej szkoły są oczywiście nie tylko zarobki nauczycieli i nie tylko reforma oświaty. Metody nauczania i wychowania zmieniają się znacznie wolniej niż świat wokół nas. Szkoła często nie ma żadnych narzędzi, żeby radzić sobie z nowymi formami rówieśniczej przemocy, która przeniosła się do internetu. System edukacji nie ma żadnej odpowiedzi na epidemię depresji i samobójstw wśród młodzieży – tylko w pierwszych trzech kwartałach 2017 roku zabiło się 66 nastolatków, 440 próbowało. Metody nauczania są przestarzałe i odklejone od rzeczywistości – tony prac domowych, czytanie tych samych opracowań i tych samych lektur od 30 lat, jedynka i uwaga jako narzędzia pracy z dziećmi, które sprawiają trudności.

MEN pod wodzą Zalewskiej pozbywa się ze szkół dzieci z niepełnosprawnością, nie ma żadnego pomysłu na integrację dzieci migrantów, chociażby z Ukrainy, których pojawia się w Polsce coraz więcej. Nie ma rozwiązań najprostszych problemów – jak choćby wykrzywiające dziecięce plecy ciężkie plecaki czy stan techniczny i rozmiar ławek, w których muszą siedzieć całymi dniami.

Czym w tych ponurych okolicznościach zajmują się kadry? Anna Zalewska planuje kampanię do Parlamentu Europejskiego. Krzysztof Nowacki, kurator oświaty w woj. warmińsko-mazurskim, zorganizował już 10 kontroli w szkole, która w bibliotece miała książeczkę o Ślimaku Samie, sympatycznym zwierzątku, które podobnie jak wszystkie pozostałe ślimaki na świecie, jest obojnakiem; wiedza o tym mogłaby zgorszyć dzieci. Małopolska kurator, Barbara Nowak odkryła skandal – w ramach wymiany międzynarodowej dzieci w jednej ze szkół miały szansę pouczyć się arabskiego od algierskich studentów, na szczęście już nie mają, jeszcze by się czegoś dowiedziały o świecie! Nagrała też obszerny materiał i sporo bywała w mediach w związku z podpisaniem przez Rafała Trzaskowskiego karty LGBT dla Warszawy, zapewniającej rzetelną edukację seksualną – to z pewnością ważniejsza kwestia niż egzaminy w małopolskich szkołach i dalsze losy absolwentów podstawówek albo fakt, że w samej Małopolsce już po rozpoczęciu obecnego roku szkolnego brakowało 800 nauczycieli.

Trudno uwierzyć, żeby widząc pożar polskiej szkoły kuratorzy naprawdę martwili się o islamską inwazję albo homopropagandę. To raczej umyślny zabieg – krzyczmy dużo rasistowskich, homofobicznych haseł, niech prasa pisze o tym, że jesteśmy konserwatywni i oszołomscy. Może wtedy nikt nie zauważy, że jesteśmy bezradni i niekompetentni, że złamaliśmy życie tysiącom dzieci i nie mamy pojęcia, jak posprzątać ten burdel. Walka ze Ślimaczkiem ma za zadanie tworzenie pozoru, że kogokolwiek w kuratorium obchodzi szkoła i wartości, jakie prezentuje; że ktoś stara się chociaż mieć nad tym kontrolę.

Z takiej szkoły można wygonić świętym ogniem obojnaczego ślimaka, można wygnać z niej algierskich studentów. Mogą z niej uciec nauczyciele, którzy jak każdy człowiek chcą godnie zarabiać. Jeśli nie zaoferuje im tego państwo, znajdą inną robotę. Kiedy zmieni się władza, odejdą z niej pisowscy urzędnicy. Tylko dzieci nie mają gdzie uciec, a wszystkie błędy pani Zalewskiej, jej kolegów i koleżanek, poniosą w przeładowanych plecakach w życie.

Głos lewicy

Sojusz Sojuszu?

Włodzimierz Czarzasty oświadczył:
Apel premierów mi się podoba, podoba mi się apel ludzi, który wprowadzali Polskę do Unii Europejskiej. Polkom i Polakom zależy, aby w Unii Europejskiej reprezentowali ich poważni ludzie. Efektem odrzucenia współpracy przez Roberta Biedronia jest to, że nie powstanie szeroka lista lewicy.
16 lutego odbędzie się konwencja SLD; wtedy podejmiemy decyzję, czy pójdziemy do eurowyborów razem z PO, czy może też z PSL.
Naszą partię tworzy 23 000 osób, mamy określone procedury i żaden odpowiedzialny polityk nie przedstawia decyzji, dopóki taka nie zapadnie. Uprzejmie informuję – przyszła sobota. Koniec dyskusji.
Z kolei przed wyborami parlamentarnymi w SLD odbędzie referendum członków partii, którzy zagłosują, w jakiej koalicji – bądź sami – będą szli do wyborów do Sejmu i Senatu.

Wiosna, ach to ty!

Jerzy Wenderlich o Wiośnie Biedronia:
Mogę dopisać Robertowi Biedroniowi dalszą część programu: w roku 2020 wszyscy Państwo wygracie na loterii, w 2021 roku ponowna wygrana tylko tyle że z kumulacją, w roku 2022 wszyscy będą mięli unormowany poziom cukru, a w 2023 roku hemoglobina będzie wzorcowa.
Myślę, że partia Biedronia wywoła radość na polskiej scenie politycznej. Byłem kiedyś w Brazylii na słynnym Sambodromie, gdzie królowały ferie piór, balonów i konfetti, ta partia przypomina właśnie to wydarzenie.

Wyróżniona!

Z radością i dumą informujemy, że prof. Joanna Senyszyn znalazła się na liście TOP100 osób, które wywarły największy wpływ na środowisko LGBTQ+ w Polsce w 2018 r.
Prof. Senyszyn należy do nielicznego grona uwzględnionych na liście polityków i jest zarazem jedynym wyróżnionym politykiem heteronormatywnym. W imieniu SLD serdecznie gratulujemy naszej partyjnej koleżance ważnego i cennego wyróżnienia.
Info z sld.org.pl

Strzelaj do geja

W USA nacjonaliści wyprodukowali grę, w której strzela się do osób LGBT. Stoi za nią działacz ruchu alt-right Christopher Cantwell, zwany „Płaczącym Nazistą”, uczestnik marszu białych suprematystów w Charlottesville. W grze przewidział możliwość wcielenia się… w siebie, w celu zabijania osób LGBT i ocalenia prezydenta Trumpa przed zagładą.

 

Gra miała premierę 13 listopada. „Angry Goy II” to druga część wypuszczonej w zeszłym roku przez grupę Wheel Marker Studios gry „Angry Goy” – w poprzedniej trzeba było ratować Europę – w tym celu strzelano do Żydów oraz migrantów. Wykorzystywała jawnie nazistowską symbolikę. Teraz „misję” przeniesiono na nowy poziom. Akcja rozgrywa się w USA. Donald Trump został porwany przez lewicowych terrorystów. Aby go ocalić, należy wcielić się w postać Christophera Cantwella lub innego prawicowego aktywistę, a później zabijać wrogie zastępy osób LGBT, dziennikarzy, a także mniejszości etnicznych, m.in. latynosów (na przykład Meksykanów w charakterystycznych kapeluszach) i osoby czarnoskóre. Również używa się w niej symbolu swastyki.

Jest też przeniesiona na ekran komputera tragiczna sytuacja z 2016, kiedy w klubie Pulse z Orlando zastrzelono prawie 50 osób. „Misja” to wtargnięcie do klubu „Agenda HQ” i zabicie jak największej liczby gejów. W grze pada też sugestia, że są oni również pedofilami.

Twórca gry promuje ją na platformie Gab, ponieważ amerykański YouTube zdjął jej trailer za „mowę nienawiści”, jednak cały czas są tam dostępne 2 filmy reklamowe.

Wypuszczenie gry na rynek wywołało już silny sprzeciw w mediach i wśród internautów w Stanach, natomiast sam Cantwell uważa, że wręcz walczy z realną przemocą. Z dumą oświadczył: – To gratka dla wszystkich białych mężczyzn, którzy mają już dość całego tego żydowskiego i innego gówna. Ale zamiast zabijać realnych ludzi, mogą walczyć z degeneratami na swoich komputerach!
Natomiast po śmierci Heather Heyer w Charlottesville, twierdził coś zupełnie innego: „Jeszcze wiele osób zginie, zanim nasza misja się zakończy”.