Skorupa nie zagłosuje na Dudę

Ruch LGBT stał się celem ataku ze strony walczącego o reelekcję prezydenta Andrzeja Dudy. Wśród osób potępiających go za te nieprzystające do powagi urzędu homofobiczne wypowiedzi znalazła się też znakomita siatkarka, 150-krotna reprezentantka Polski Katarzyna Skorupa. Przed rokiem jeszcze jako zawodniczka włoskiego klubu Saugella Team Monza dokonała coming outu potwierdzając, że jest w związku z występującą w zespole Imoco Volley Conegliano Paolą Egonu. „Prezydent straszy i dzieli ludzi, wykorzystując ich nieświadomość. Straszy mną, robi ze mnie zagrożenie dla polskiej tradycyjnej rodziny. A ja też jestem polską, tradycyjną rodziną” – przekonuje Skorupa. I zapowiada, że weźmie udział w niedzielnych wyborach, ale z pewnością nie odda swojego głosu na Andrzeja Dudę.

Podczas wiecu wyborczego w Brzegu na Opolszczyźnie prezydent Duda porównał LGBT do ideologii komunistycznej. „Przez cały okres komunizmu w szkołach dzieciom wciskano komunistyczną ideologię. To był bolszewizm. Dzisiaj też próbuje nam się i naszym dzieciom wciskać ideologię, tylko inną, zupełnie nową. To jest taki neobolszewizm” – wykrzyczał do swoich zwolenników. Ta jego wypowiedź, nawiasem mówiąc bynajmniej nie pierwsza o LGBT, odbiła się szerokim echem nie tylko w Polsce, ale też na świecie, wszędzie wywołując negatywne oceny, więc trochę tym przestraszony próbował się potem tłumaczyć za pośrednictwem Twittera, pisząc iż jego słowa wyrwano z kontekstu. „Szczerze wierzę w różnorodność i równość” – zapewniał Duda w swoich wpisach. Ale rozpętanej burzy protestów tym nie stłumił.
Coming out trochę wymuszony
Środowisko sportowe w Polsce na ogół unikają angażowania się w polityczne spory, zwłaszcza gdy tematycznie zahaczają o sprawy obyczajowe. Wygodnym pretekstem jest zasada apolityczności narzucana przez międzynarodowe i krajowe organizacje. Na szczęście nie wszyscy sportowcy są konformistami, a do nielicznego grona odważnych z pewnością zalicza się Katarzyna Skorupa. Inna sprawa, że nie zawsze taka była, zmusiły ją do tego okoliczności.
Pod koniec 2018 roku dziennik „La Gazzetta dello Sport” opublikował zdjęcie Skorupy całującej się z gwiazdą włoskiej siatkówki nigeryjskiego pochodzenia Paolą Egonu. Obie siatkarki po jakimś czasie dokonały coming outu i przyznały, że są parą. Przed rokiem Skorupa udzieliła obszernego wywiadu na łamach tygodnika „Wprost”, przyznając w nim, że jest homoseksualistką i z tego powodu czuje się dyskryminowana w środowisku sportowym. „Jeśli chodzi o moje zdjęcie,to wydarzeniem tamtego wieczoru powinien być mecz o Superpuchar Włoch, tymczasem sensacją stał się pocałunek dwóch osób tej samej płci. Redakcja La Gazzetta dello Sport przeprosiła nas później za tę sytuację i uznałyśmy temat za zamknięty” – opowiadała nasza znakomita siatkarka.
Sportowa podróżniczka
Skorupa w 2012 roku zrezygnowała z gry w reprezentacji Polski, w której zaliczyła 150 występów i występ na igrzyskach olimpijskich w Pekinie. W naszej lidze grała w latach 2002-2011 w zespołach Skry Warszawa, PTPS Nafta-Gaz Piła i BKS Aluprof Bielsko-Biała. Z tego ostatniego klubu wyjechała latem 2011 roku do włoskiego klubu Chateau d’Ax Urbino, potem na dwa sezony (2012-2014) przeniosła się do azerskiej drużyny Rabita Baku,, potem na rok wróciła do Italii, gdzie występowała w ekipie Pomi Casalmaggiore, następnie na jeden sezon wyskoczyła do Turcji, do zespołu Fenerbahce, lecz już w 2016 roku ponownie grała w lidze włoskiej, w latach 2016–2017 w Imoco Volley Conegliano, 2017–2018 w Igor Gorgonzola Novara, w 2018-2019 ponownie w Pomi Casalmaggiore, a ostatni sezon do wybuchu pandemii spędziła w drużynie Saugella Team Monza.
W tej chwili 36-letnia rozgrywająca jest w trakcie poszukiwania nowego pracodawcy. „Wyjazd za granicę był w moim życiu przełomem. Otworzyły się dla mnie drzwi do nowego świata, nowych możliwości i marzeń. Dzisiaj czuję się spełniona, nikomu nic nie muszę udowadniać i wciąż kocham siatkówkę” – zapewnia.
Nie żałuje ujawnienia swojej orientacji sekcualnej, chociaż nie kryje, że zdecydowanie wygodniej było jej w życiu, gdy to ukrywała przed światem. „Homoseksualiści są często dyskryminowani przez kluby czy federacje, a nawet kolegów i koleżanki z boiska, choć to ostatnie zjawisko, jeśli występuje, to zdecydowanie częściej w męskim sporcie. Zdarza się jednak, że lesbijka jest drugim wyborem trenerów, nawet jeżeli swoją postawą na boisku pokazuje, że powinna być pierwszym. Oczywiście z wyjątkiem sytuacji, kiedy siedzi cicho, wtedy na taką można przymknąć oko. Sama tego doświadczyłam. Myślę, że jest to temat bardzo złożony. Jeśli chodzi o męski sport, homoseksualizm wśród sportowców jest bardziej piętnowany przez nich samych. Poza tym społeczeństwo postrzega ich przez pryzmat wysportowanych, silnych ciał, testosteronu i automatycznie zakłada ich heteroseksualizm. To jest stereotyp” – wyjawiła w jakiś czas temu w wywiadzie udzielonym Onetowi.
Przełamywanie barier
Była reprezentantka Polski należy do nielicznych sportsmenek, które zdecydowała się na coming out. W środowisku sportowym homoseksualizm wciąż pozostaje tematem tabu. „Dosyć szybko zrozumiałam, że jestem lesbijką, choć łatwo nie było. Nie było powszechnego dostępu do internetu, tylu dostępnych informacji, kampanii na rzecz osób LGBT, nie wspominając nawet o edukacji seksualnej, bo rzetelnej nie ma do dziś. Homofobia karmi się niewiedzą i strachem. Problem leży u podstaw. Niestety w większości przypadków homofobiczni rodzice wychowują homofobiczne dzieci, które wyśmiewają i znęcają się nad swoimi rówieśnikami w szkole. W taki sposób młody człowiek rośnie w przekonaniu, że to, kim jest, stanowi powód do wstydu, jest czymś złym, niechcianym, czymś, o czym należy milczeć – mówi zawodniczka. W Polsce nie ma mnie od wielu lat, ale wiem od znajomych, że nic się nie zmieniło. Osób nieheteroseksualnych w sporcie jest sporo, tak jak w każdej innej dziedzinie życia, dotyczy to również polskiego środowiska siatkarskiego. Coming out jest rzeczą indywidualną i nie należy nikogo naciskać ani oceniać. Każdy podejmuje swoje decyzje i ponosi konsekwencje. Fakt, że jestem jedyną wśród polskich siatkarek i jedną z nielicznych sportowców, którzy mieli odwagę sie ujawnić, mówi wiele o sile dyskryminacji. Swoje przeszłam, dokonywałam wyborów, czasami dramatycznych, za które płaciłam słoną cenę, ale dla mnie istnieje coś ważniejszego niż strach. Żyjemy w ksenofobicznym, homofobicznym, zamkniętym, patriarchalnym społeczeństwie – jeden model rodziny, jeden język, jeden kolor, jedna wiara… Oczywiście większa akceptacja dla każdej mniejszości jest w większych miastach, gdzie siłą rzeczy różnorodność mieszkańców też jest większa. Zdaję sobie sprawę, że nieco generalizuję, bo nie każdy jest taki sam i ma takie same przekonania. Zauważyłam też, że włoskie społeczeństwo dużo się od naszego nie różni” – podkreśla Katarzyna Skorupa.
Poczucie dyskryminacji
Dla niej największym brzemieniem jest poczucie dyskryminacji. „Z hejtem spotykam się codziennie. Nie chodzi tylko o obrażanie ludzi w internecie czy na ulicy. Jako obywatelka Polski nie mam praw, które mają inni. A teraz jeszcze słyszę, jak urzędujący prezydent straszy i dzieli ludzi, wykorzystując ich nieświadomość. Straszy mną. Odczłowiecza mnie, demonizuje, robi ze mnie zagrożenie dla polskiej tradycyjnej rodziny. A ja też jestem polską, tradycyjną rodziną. W takiej się wychowałam” – przekonuje Katarzyna Skorupa.
I odpowiada Andrzejowi Dudzie. „Nie znam go osobiście, ale myślę, że jemu nie trzeba chyba wyjaśniać, że bycie LGBT nie jest wyborem, bo tacy się rodzimy. Tak samo jak rodzimy się leworęczni, z niebieskimi oczami czy z ciemną skórą. Leworęczność nie jest ideologią, homoseksualizm czy transpłciowość też nie. A takie krzywdzące opinie polskich polityków o LBGT jako ideologii nie poprawiają wizerunku naszego kraju na arenie międzynarodowej. Utrwalają tylko opinię, że wciąż jesteśmy zacofanym obyczajowo i społecznie krajem byłego bloku wschodniego” – twierdzi siatkarka.
Ale zapewnia, że weźmie udział w niedzielnych wyborach prezydenckich. Na kogo zagłosuje? „Na pewno nie na Andrzeja Dudę” – zapowiedziała Katarzyna Skorupa, 150-krotna reprezentantka Polski w siatkówce, mistrzyni Polski, Włoch i Azerbejdżanu.
A już za Odrą jest normalnie
Póki co może tylko pozazdrościć dawnej rywalce z boiska, byłej reprezentantce Niemiec Lisie Thomsen, dwukrotnej wicemistrzyni Europy z 2011 i 2013 roku, która właśnie w miniony wtorek poślubiła swoją wieloletnią partnerkę. W Niemczech małżeństwa osób tej samej płci są możliwe od 30 czerwca 2017 roku. Zgodę na to wyraził tamtejszy parlament, wprowadzając odpowiedni zapis do kodeksu cywilnego. Thomsen obecnie jest menedżerką niemieckiej kadry siatkarek. Władze federacji na oficjalnym profilu na Instagramie pod opublikowanym zdjęciem młodej pary napisały: „Nasza była reprezentantka, a dzisiaj kierownik drużyny narodowej Lisa Thomsen wzięła ślub. Gratulacje dla was obu!”. Można? Jak widać można
Kiedy u nas takie reakcje również staną się społeczną normą? Jeśli najbliższe wybory wygra Andrzej Duda, to na pewno nie za jego drugiej kadencji. Z wszystkich zgłoszonych w wyborach kandydatów tylko reprezentant Lewicy Robert Biedroń jednoznacznie zapowiada, że jeśli zostanie wybrany na urząd prezydenta, podejmie próby wprowadzenia postępowych zmian w polskim prawie.

Flaczki tygodnia

Umarł „problem ideologii LGBT” w prezydenckiej kampanii wyborczej. Jego miejsce zajął nowy temat wrzucony przez prezydenckich sztabowców i podległej im TVPiS. Temat „Wiek emerytalny.

Tym razem trafienie w kandydata najgroźniejszego wobec urzędującego pana prezydenta było celne. Bo Rafał Trzaskowski nie tylko zagłosował za podwyższeniem wieku emerytalnego, kiedy był posłem polskiego Sejmu, to jeszcze nie potrafił sobie przypomnieć tego faktu. Co skrzętnie i celnie wychwycili jego przeciwnicy.

Emerytalna amnezja ex posła Trzaskowskiego jest dla „Flaczków” zrozumiała. „Flaczki” przez 10 lat posłowały w zakładzie pracy chronionej na Wiejskiej. Zna z obserwacji, i z autopsji też, zjawisko wypierania, wymazywania z poselskiej pamięci udziału w głupich głosowaniach. Mózg ludzki, zwłaszcza ten poselski, w celach higienicznych, usuwa z pamięci nasze głupie zachowania. Aby poseł nie zwariował przedwcześnie.
I dlatego potem badacze polskiej polityki dowiadują się, że coś zostało powszechnie zaakceptowane, tylko teraz nikt nie chce się do tej akceptacji przyznać.

Podwyżkę wieku emerytalnego przeforsował w ówczesnym PO minister finansów Jacek Rostowski. Wyjątkowy polityczny buc i arogant. Polityk, któremu nadmiar posiadanych pieniędzy przesłonił postrzeganie polskiej rzeczywistości. Na sporządzanych przez jego urzędników tabelach oglądaliśmy proste i prawdziwe wyliczenia. Im dłużej będziemy pracować tym większą emeryturę dostaniemy.
Niestety wyliczenia Rostowskiego były korzystne jedynie dla wąskiej grupy specjalistów pracujących w dobrych warunkach i w dobrych firmach. Gwarantujących długie emerytalne życie. Rostowski i jego koleżeństwo z PO nie rozumieli też, że pieniądze nie są najwyższą wartością dla wielu milionów ludzi w naszym kraju. Nie mieściło im się w głowach, że wiele kobiet w naszym kraju godzi się na swe wczesne – niskie emerytury, bo chcą poświęcić się wychowaniu wnuków, aby pomóc swoim dzieciom w ich karierach zawodowych. Dla egoistycznego rentiera takie wybory były nieracjonalne i niezrozumiałe.

Temat „wiek emerytalny” jest dobrym powodem dla fundamentalnej debaty o przyszłym wieku emerytalnym. W której problem „wieku emerytalnego” nie będzie problemem jedynym i najbardziej istotnym. Stary system emerytalny, jaki oddziedziczyliśmy po kanclerzu Bismarcku, odchodzi już na emeryturę. I będzie musiał umrzeć w XXI wieku, bo zmienia się cały system pracy. Nowy system emerytalny do lekcja do odrobienia dla Lewicy.

Miłośnikom debat o LGBT, stanowiącym 8,8 procent ankietowanych przez Onet.pl, przypominamy, że w każdym społeczeństwie środowisko LGBT stanowi jego 7-9 procent populacji.
Przypominamy też, że ludzie LBGT rodzą się w heteroseksualnych rodzinach. To „normalni Polacy”, mówiąc językiem PiS, Polacy z rodziny pana premiera Morawieckiego, płodzą i rodzą ludzi LGBT. Ludzie LBGT to dzieci „normalnych, polskich rodzin”.

Pod hasłem „Bitwa o wozy” pan wiceminister Maciej Wąsik ogłosił wyborczy, pro frekwencyjny konkurs. Obiecał ufundować wóz strażacki dla ochotniczej straży pożarnej z gminy liczących do 20 tysięcy mieszkańców, która w swym województwie osiągnie najwyższą frekwencję wyborczą. W sumie 16 wozów dla szesnastu OSP. To dobry pomysł, zwłaszcza jeśli w wygranej gminie przegra pan prezydent Duda.
„Flaczki” chciałby dowiedzieć się, który z instruktorów narciarstwa zaprzyjaźnionych z panem ministrem Wąsikiem dostanie zlecenia zakupu tych wozów? I dlaczego kupi je tak drogo?

Te 12 wozów przypomina nam, kolejnego „Misia” znanego z filmu Stanisława Barei. Podarku fundowanego nam przez złodziejskie elity za nasze pieniądze. Zresztą pan prezydent Duda też przypomina tamtego, filmowego „Misia”. Zwłaszcza „ ideologię Misia”.

Trwa wielka budowla kaczyzmu- Zakazane Miasto w Warszawie. Kilkanaście policyjnych samochodów zablokował dojazd do willi jaśniepana prezesa Kaczyńskiego przyczepie z hasłem „WyPAD 2020”. Czekamy kiedy setki tysięcy policjantów utworzą tam ludzki łańcuch ochraniający zdrowy, spokojny jaśniepańskiego władcy Polski.

Właściciele barów i restauracji nie czekają na obiecany im „bon turystyczny”. Wiedząc, że w tym roku zaraza skazała Polków na wypoczynek w Polsce, szybko i radykalnie podnieśli ceny. Od Bałtyku po Tatry.W Internecie pojawiły się już liczne „paragony grozy”. Potrafią zabić samym swym wyglądem.
KPP, czyli Kącik Poezji Patriotycznej

CZAS NA TROLLA

Gdy się kampania Dudy zaczyna pi….lić
wtedy się rozpoczyna „złoty czas” dla trolli.
Zwijają się PIS-owskie trolle i trollice,
niby po rannej rosie w ogródku dżdżownice.
Gówna z szamba zaciągną, doprawią szalejem
i wkrótce informacja Facebooka zaleje.
Z ich relacji PIS-owska „prawda” się wyłania,
oto złodziej się staje mężem zaufania,
bandyta jest w nich wzorem co przykładem świeci,
pedofil „dobrym wujkiem” ,który kocha dzieci,
debil – mistrzem strategii, kretyn – ideałem,
oszust nagle się staje wizjonerem śmiałym.
Sekciarz jest „świętym ojcem”, gołąbkiem faszysta,
zaś prezes mężem stanu (to rzecz oczywista).
Płodzą kłamstwo za kłamstwem – PIS wszystko kupuje.
A gdy zbraknie pieniędzy ?? TO SIĘ DODRUKUJE.
30 złotych to koszt pojedynczego egzemplarza tomiku poezji politycznej „PIS-anina ,czyli przesłanie z czasów „mroku” – pierwszego tomiku wierszy Ryszarda Grosseta.
Na koszt ten składa się koszt druku + koszt wysyłki do nabywcy + wpłata (10 zł) na „fundusz stypendialny” zaprzyjaźnionego z autorem wcześniaka Leona, małego , dzielnego rycerza, który w chwili urodzenia ważył 600 g i mieścił się na dłoni ale z odwagą i determinacją kroczy przez życie.
Fundusz ma Mu dopomóc w pokonaniu licznych trudności ,jakie owo życie przed Nim stawia.
Poniżej link do „zrzutki”:
https://zrzutka.pl/zxpafh?utm_medium=social&utm_source=facebook&utm_campaign=sharing_button&fbclid=IwAR2K3Bn7renqEFGVLZoFxhJ0EkKMffYTCtkAnmNoz-zHAtkzfg-0u8Y9PUo

Flaczki Tygodnia

Strach krąży w szeregach PiS. Strach przed przegraną pana prezydenta Dudy.

Strach zagościł w oczach jaśniepana prezesa Kaczyńskiego. Tak wielki, że jaśniepan nie wytrzymał i ojców kościoła kat. zmałpował. Usiadł na kuprze i swój „List” do wiernych skrobnął.

To akt strasznego sadyzmu był. Teraz każdy członek, i kandydat na członka też, partii zwącej się kłamliwie „Prawo i Sprawiedliwość” będzie musiał jaśniepańskie wypociny przeczytać. I nauczyć się na pamięć przynajmniej kilku fragmentów Pisma świętego jaśniepana.

Będzie ciężko. Jaśniepański List to znakomity obraz pustosłowia i pusto mózgowia.
Ciężko jest zapamiętać pustkę.
Nawet członkom, i kandydatom na członków, zakłamanego „Prawa i Sprawiedliwości”

Dom w którym sypia jaśniepan prezes Kaczyński strzeżony jest przez prywatną firmę ochroniarską. I policję państwową też.
Początkowo policja państwową kierowała tam partole lustrujące całą okolicę. Teraz domu jaśniepana pilnuje stała czwórka funkcjonariuszy. Rotujących jak armia USA na wschodzie Polski.
Teraz mówi się też o ustawieniu tam policyjnej budki. Takiej jak stoją w Warszawie przed ambasadami światowych mocarstw, a nawet o ogrodzeniu najbliższej okolicy gustownym, nie rzucającym się w oczy, parkanem. Nie tylko Pekin będzie miał swoje Zakazane Miasto.

„Dwaj przedstawiciele naszej władzy, wybranej przez większość Polaków, uobecniają charyzmat dwóch ewangelistów. Ewangelista Mateusz, premier Morawiecki pochyla się nad egzystencją naszego narodu, by żyło się lepiej. Z kolei ewangelista Łukasz, profesor Szumowski jest przedłużeniem czynów Jezusa, troszcząc się o nasze życie i zdrowie. Dziękujemy Boża Matko za ich posługę”, tako rzekł Antoni biskup Długosz podczas Apelu Jasnogórskiego w kaplicy Matki Boskiej Częstochowskiej. Powszechnie znanej czarnej Żydówki.

Do tej pory komentatorzy polityczni mówili o polskim sojuszu Tronu i Kropidła. O ścisłej współpracy jaśniepańskiej partii, kłamliwie zwanej „Prawem i Sprawiedliwością”, i polskim kościołem katolickim. Teraz biskup Antoni reprezentujący polski kościół kat. proponuje scalenie obu tych, mafio podobnych, instytucji. Nadanie boskich cech partii jaśniepana prezesa i uczynienie z kościoła kat. trwałej części polskiego systemu politycznego i mechanizmu sprawowania władzy.

Polscy komentatorzy polityczni nieraz już szydzili z rosyjskiej cerkwi, bo pojawiały się tam święte ikony z postacią prezydenta Putina. A przecież słuchając biskupa Antoniego wyraźnie widać, że następnym krokiem będzie ikona Czarnej Żydówki z jaśniepanem prezesem na Jej rękach.

Czy wiecie może gdzie jest ten historyczny kijek, który jaśniepan prezes Kaczyński wbił w wykarczowaną z wszelkiej roślinności ziemię na Mierzei Wiślanej? Kiedy uroczyście obiecywał rychłe wykopanie tam kanału? Lata minęły, wycięty las zaczął odrastać, a Święty Kijek gdzieś zaginął. A szkoda, bo znakomicie nadawałby się na świętą Relikwię nowego polskiego politycznego kościoła. Drzazga z takiego jaśniepańskiego kijka chroniłaby wierzącego przed świerzbem, kamieniem żółciowym i islamskim uchodźcą. Dwie drzazgi ustawione na krzyż obroniłyby narodowego Polaka – katolika przez atakiem „ideologii LGBT”.

Problem zagrożenia „ideologią LGBT”, i strach przed nią, powrócił do debat w kampanii prezydenckiej. Wrzuciły go media narodowo- katolickie. Ze strachu. Bo nawet one zauważyły, że jaśniepan prezes zaczął panicznie bać się przegranej pana prezydenta Dudy. Wrzuciły go też cynicznie. Aby raz jeszcze przestraszyć wyborców PiS, pieszczotliwie zwanych przez pana prezesa Jacka Kurskiego „ciemnym ludem”. Aby strachem tym zmobilizować ich i pod strachem do urn wyborczych poprowadzić.

Elity partii, kłamliwie zwanej „Prawo i Sprawiedliwość”, wielokrotnie wygrywały wybory strasząc obywateli naszej Polski. Straszono „komunistami i złodziejami”, „pustą lodówką”, „hordami muzułmańskich uchodźców”, ”Polską w ruinie”, „agresją Rosji na przesmyk suwalski”, „pedofilskimi murarzami i reżyserami filmowymi”, „ideologią gender”, teraz straszą „ideologią LGBT”. Straszyły nas na jedną nóżkę, a na drugą rozdawały nam nasze, pochodzące z naszych podatków, pieniądze. Prezentowane jako ich dobroczynność.

Ponieważ mamy już kryzys gospodarczy, to elity PiS nie mogą rozdać nam dodatkowych naszych pieniędzy. Mogą jedynie, jak pan prezydent Duda, obiecywać je. Jak „bon wakacyjny”. Na przyszłoroczne wakacje, czyli nigdy. Z pustego budżetu nawet Mateusz Ewangelista nie naleje.

Elity PiS liczą, że przestraszony „ideologią LGBT”, zmobilizowany „ciemny lud” przeważy szalę na rzecz pana prezydenta Dudy. Dlatego pan prezydent jeździ teraz po kraju i wszędzie straszy i obraża wszystkich nie heteroseksualnych. Obraża tak nie tylko jaśniepana prezesa Kaczyńskiego, który przecież nigdy nie stworzył, wedle ideologii PiS, „normalnej polskiej rodziny”. Obraża też setki tysięcy księży, zakonników i sióstr zakonnych polskiego kościoła kat. Bo jak piszą katoliccy księża i publicyści, np. Tadeusz Isakowicz- Zalewski i Tomasz Terlikowski, przynajmniej połowa funkcjonariuszy polskiego kościoła kat. to ludzie LGBT. Czym oni zasłużyli na taką pogardę u pana prezydenta Dudy?

Walcząc z „ideologia LGBT” pan prezydent Duda walczy też z postulatem wprowadzenia edukacji seksualnej dzieci. Sprzyja tym polskim i zagranicznym pedofilom żerującym na niewiedzy polskich dzieci i dorosłych.

Pan prezydent Duda obraża i poniża też patrona Polonii Amerykańskiej generała Kazimierza Puławski. Bo on też należał do LGBT, choć nie afiszował się z tym. Czy pan prezydent Duda teraz zabroni Polonii urządzania w USA dorocznych parad Puławskiego, bo to jest prxecież propaganda „ideologii LGBT”? Czy zabroni pić piwa marki „Warka”, bo produkuje je browar imienia „ideologii LGBT”?

Ku pamięci. Ewangelie to integralna część Pisma Świętego. W skład jego wchodzą też Dzieje Apostolskie i Listy pisane przez ojców kościoła chrześcijańskiego. Pismo kończy się Apokalipsą.
KPP, czyli Kącik Poezji Patriotycznej
TWÓJ STRACH JEST WIĘKSZY NIŻ MÓJ

Cóż ci się stało prezesie ?
Coś tam wyziera zza płota ?
Do okna znowu cię „niesie” ?
to ja twa chamska hołota.
Czemu się znowu od rana
kryjesz przede mną jak zbój ?
Prawda już chyba jest znana
Twój strach jest większy niż mój.
Skąd te sejmowe histerie ?
Łapki machają jak wiatrak,
zniewag zapasy w rezerwie,
„goryli” spora gromadka.
Gdy pokazują wieczorem
twą furią skrzywioną twarz,
wiem ,że choć jesteś potworem
Twój strach jest większy niż nasz.
Niech strach ten cię nie opuszcza
niech będzie przy tobie w snach
i młodym świtem niech puszcza
oko do ciebie ten strach.
Niech ci się stale wydaje,
że z procy do ciebie mierzy,
bo tobie i twojej zgrai
Ten strach się po prostu należy.

Doktor Ryszard Grosset

Wiedza obywatelska ważniejsza niż polski czy matematyka

W programach polskich partii lewicowych podczas kolejnych kampanii pojawia się od dawna bardzo słuszny postulat usunięcia ze szkół lekcji religii. Nie jest to jednak zmiana wystarczająca. Likwidacja katechezy powinna zostać wykorzystana do rozwiązania jednej z największych polskich bolączek edukacyjnych i wprowadzenia sensownego systemu wychowania obywatelskiego.

Masowy brak wiedzy dotyczącej funkcjonowania państwa i polityki widać gołym okiem. Przysłuchując się wzajemnym określeniom zwolenników dwóch głównych partii polskiej sceny politycznej, według których PO to dla sympatyków Kaczyńskiego ,,komuchy”, a PiS do dla ludzi związanych z KO to ,,socjalizm”, można by odnieść wrażenie, że w Polsce główny spór polityczny toczy się między partią socjalistyczną a komunistyczną. Jest to oczywiście prawicowe science-fiction.

To jedna z przyczyn społecznej bierności wobec chuligańskich wręcz działań PiS, dewastowania państwa, jego instytucji i trójpodziału władzy. Jak jednak się temu dziwić, skoro oświata nie oferuje wiedzy na temat tego czym się różni konserwatysta od liberała, czy nie stwarza okazji do kontaktu z kluczowymi dla demokracji i porządku obywatelskiego instytucjami. Zamiast tego jest nagonka na LGBT.

Ktoś może odpowiedzieć, że funkcję tę powinny spełniać lekcje wiedzy o społeczeństwie. Zajęć tych jednak jest zdecydowanie za mało (godzina lekcyjna w tygodniu przez trzy lata), są przeteoretyzowane, a stopień rzeczywistej realizacji programu nie jest sprawdzany żadnym egzaminem zewnętrznym. Skutkuje to tym, że bardzo często zarówno nauczyciele jak i uczniowie traktują ten przedmiot po macoszemu, jako dopełnienie etatów dla historyków. Tak mała uwaga poświęcona w obecnym procesie edukacji sprawom państwa i demokracji pozostaje w związku z wpajaną przez lata Polakom liberalną propagandą, mówiącą że podatki to kradzież, państwo to jedynie zło konieczne, którego udział w życiu gospodarczym powinien być zredukowany do minimum, a uczniowie powinni nabywać w pierwszej kolejności umiejętności przydatne na rynku pracy.

Opłakane efekty tej strategii widzimy dzisiaj niestety w pełnej okazałości. Politycy PO mogą na protestach KOD – u pomstować na ,,niewdzięczną” młodzież, która nie chodzi na demonstracje i bierze udział w wyborach niechętnie, ale przecież nikt nie rodzi się z wiedzą dlaczego demokracja i trójpodział władzy są ważne i dlaczego warto ich bronić. To powinien być element procesu kształcenia. Żaden rząd po 1989 roku nie zadbał jednak by tak rzeczywiście było, pozostawiając edukację polityczną młodzieży na pastwę filmików z ,,masakrującym lewaków” Korwinem i pseudonaukowymi wynaturzeniami Mentzena.

Zmianę tego stanu rzeczy polska lewica powinna wziąć na sztandary. Obecnie program indoktrynacji religijnej zwanej katechezą obejmuje w polskiej szkole 12 lat edukacji po dwie godziny tygodniowo. Likwidując go i wykorzystując ten czas na wychowanie obywatelskie, można, bez dokładania uczniom nowych obowiązków, zapewnić rozłożone w czasie i budujące świadomość przygotowanie do udziału w życiu politycznym kraju. Wśród polityków lewicy nie brak przecież pedagogów oraz specjalistów w zakresie nauk politycznych i społecznych. Mogliby oni przygotować rozłożony na lata dobry program przedmiotu, w ramach którego przez okres swojej edukacji wszyscy uczniowie spokojnie i systematycznie poznawaliby historię, wartości i znaczenie demokracji, zasady funkcjonowania ustroju państwa, podstawy prawa, problemy społeczne, programy partii i złożenia różnych doktryn politycznych.

Zajęcia powinny obejmować także obowiązkowe elementy praktyczne – regularny kontakt z instytucjami państwowymi wszelkiego rodzaju, spotkania z posłami, senatorami, urzędnikami czy sędziami oraz warsztaty pozwalające zrozumieć działalność w systemie politycznym, tak aby uczniowie mogli realnie zetknąć się z materią przedmiotu. Proces nauczania przedmiotu powinien kończyć państwowy egzamin, wzorem tych z matematyki czy języka polskiego niezbędny do zaliczenia danego etapu edukacji. Skoro uważamy, że człowiek chcący się pochwalić ukończeniem szkoły musi poświadczyć znajomość lektur i wzorów matematycznych, to o ile bardziej powinniśmy wymagać wiedzy, której brak ma tak poważne konsekwencje dla nas wszystkich?

Lewica powinna więc promować wprowadzenie wychowania obywatelskiego, jako korzystnej społecznie alternatywy dla wtłaczanego obecnie uczniom kościelnego prania mózgu. Tylko dzięki takiej edukacji możliwe stanie się wyplenienie powszechnego przekonania jakoby państwo było wyłącznie aparatem opresji z założenia wrogim obywatelowi oraz wykształcenie w młodych ludziach świadomości, że republika demokratyczna to naprawdę wspólnota obywateli, a jej instytucje mają pomagać im wcielać w życie ideały sprawiedliwości społecznej. Bez współczesnej efebii wartości demokratyczne pozostaną w naszym kraju pustymi sloganami, a społeczeństwo dalej będzie nieodporne na manipulacje prawicowych demagogów, marzących o rządach autorytarnych.

Nie rozumieją…

Francuska gmina Saint-Jean-de-Braye zawiesiła współpracę z polską gminą Tuchów, która podjęła w zeszłym roku haniebną uchwałę o „strefie wolnej od LGBT”.
Colette Martin-Chabbert, odpowiedzialna we francuskiej gminie za relacje międzynarodowe, powiedziała, że byli zaszokowani, że „miasto Tuchów głosowało za rezolucją, podobnie jak duża liczba gmin w południowo-wschodniej Polsce”. Zawieszenie relacji miedzy gminami zostało jednogłośnie przegłosowane 14 lutego na zgromadzeniu radnych gminy.
Francuskie media zwracają uwagę, że Tuchów jest jedną z 88 polskich gmin, które podjęły dyskryminacyjne akty prawne.
Natychmiast zdaliśmy sobie sprawę z powagi tego stanowiska, mówiąc sobie, że historia się powtarza. Jesteśmy w tej sytuacji, aby przypomnieć ją sobie w Loiret,[departament, w którym znajduje się gmina – przyp. red.] z pamięcią o trzech obozach internowania. W Jargeau byli Cyganie i homoseksualiści. Nie możemy zaakceptować faktu, że takie decyzje są podejmowane wbrew prawom człowieka ”- mówiła Colette Martin-Chabbert dla FranceInfo. Francuskie źródła szacują, że podczas II wojny światowej władze hitlerowskie wysłały do obozów koncentracyjnych od 5 000 do 15 000 homoseksualistów.
Warto podkreślić, że działania francuskiej gminy noszą charakter raczej ostrzegający niż ostateczny. Stosunki partnerskie zostały zawieszone, a nie zerwane i nie dotyczy to wymiany osobowej lub staży.
Decyzję swojej gminy z uznaniem przyjął Christophe Desportes-Guilloux, sekretarz gejowskiej i lesbijskiej grupy działania w Loiret (GAGL45). „Powiedzieliśmy: nie akceptujemy homofobii u nas i nie akceptujemy jej, gdy jest instytucjonalizowana w mieście partnerskim”.
Pytana o reakcje polskiej strony na wspomnianą rezolucję Colette Martin-Chabbert odpowiedziała, że ich partnerzy „nie zareagowali zbyt dobrze (…) Byli zaskoczeni, obrażeni naszym stanowiskiem, ponieważ nie skonsultowaliśmy się z nimi”. Urzędniczka dziwi się, co tu należało konsultować i uważa, że polscy partnerzy nie rozumieją, czemu to ich szokuje.
No właśnie, niczego nie rozumieją.

Ordo Iuris triumfuje w Łodzi

Sejmik woj. łódzkiego przyjął 28 stycznia Samorządową Kartę Praw Rodzin. Obrońcy praw człowieka alarmują: uderzono we wszystkie „nietradycyjne” rodziny, podeptano prawa ofiar przemocy domowej.

Jak wskazują aktywiści łódzkiej Fabryki Równości, zapisy w karcie są nieprecyzyjne i prowadzą prostą drogą do dyskryminacji. Rodzina, która w myśl karty ma być otaczana szczególną opieką, otrzymywać pomoc od samorządu to tylko heteroseksualne małżeństwo z dziećmi. Rodziny niepełne czy rekonstruowane, niezależnie od tego, dlaczego tak wyglądają, zostają poza marginesem, chociaż często to właśnie one bardziej potrzebują pomocy instytucji publicznych. Rzecz jasna rodzinami nie są w przekonaniu prawicy także pary jednopłciowe wychowujące dzieci.
– Należy zwrócić również uwagę na fakt, że SKPR po skonkretyzowaniu się w zapisach prawa lokalnego wydłuży listę podmiotów mogących zablokować realizację zajęć antydyskryminacyjnych uczących m.in. szacunku do różnorodności i jej wszelkich aspektów. Sposób sformułowania SKPR poddaje w wątpliwość dbałość o dobro dzieci, ich zabezpieczenie przed krzywdą wynikającą z dysfunkcji rodziny oraz ograniczenia dostępu dzieci i młodzieży do merytorycznej wiedzy – czytamy w stanowisku Fabryki.

Zamieść przemoc pod dywan

Na kolejne zagrożenia związane z forsowanym przez Ordo Iuris dokumentem zwracają uwagę Kamil Maczuga i Magdalena Dropek w petycji do radnych sejmiku wojewódzkiego. Aktywiści podkreślają, że Karta nie tylko wyklucza wszystkie rodziny odbiegające od „jedynego słusznego” wzorca, ale też wzywa do „ograniczenia uprawnień wyspecjalizowanych organizacji walczących z alkoholizmem, przemocą w rodzinie czy narkomanią zakładając, że integralność rodziny jest ważniejsza niż bezpieczeństwo osób doświadczających przemocy”.

– Realizujemy zadania pomocowe finansowane ze środków samorządowych. W karcie pojawia się zapis o ochronie integralności rodziny, która może zostać uchylona tylko w sytuacji zagrożenia życia lub zdrowia. Pomagając ofierze przemocy domowej rozwieść się z oprawcą możemy według autorów karty uderzyć we wspomnianą integralność rodziny – powiedziała łódzkiej „Gazecie Wyborczej” dyrektorka Centrum Praw Kobiet Anna Głogowska-Balcerzak.

Strefa dyskryminacji rośnie

Wobec faktu, że PiS ma większość w sejmiku, obawy obrońców praw człowieka zostały puszczone mimo uszu. „Za” głosowało 18 przedstawicieli tejże partii i jedna radna KO, która przeprosiła potem za pomyłkę. „Przeciw” – dziesięcioro reprezentantów KO. Wstrzymało się dwoje radnych PSL. Bartosz Staszewski, aktywista na rzecz równości i różnorodności zauważył, że za sprawą ofensywy prawicowych fundamentalistów po uchwale przyjętej w Łodzi już prawie 1/3 mieszkańców Polski żyje w „strefach wolnych od LGBT”, nawet jeśli w tym najnowszym przypadku nie użyto wprost takiego sformułowania.

Skuteczne przeciwstawienie

Właśnie wsiadłem do pociągu na lubelskim dworcu. Jadę do Warszawy. Wiele razy wyjeżdżałem z dworca w Lublinie w różne strony i wiele razy nań wracałem. Nie odkryję Ameryki kiedy napiszę, że Lublin to jedno z moich ukochanych miast, które znam bardziej niż średnio i do którego lubię wracać. Ale za honorowe obywatelstwo podziękuję. Jaki tam ze mnie obywatel.

Parę lat temu, chyba wczesną jesienią albo późnym latem, zadzwonił do mnie menadżer grupy na K. i powiedział mi, że jest propozycja z ambasady jednego z państw, ażeby nasz wokalista Kazimnierz, przyjął ich wysokie rangą, narodowe odznaczenie. Kazimnierz naturalnie niczego nie chciał przyjmować, gdyż od żadnej władzy, naszej czy obcej, przyjmowanie orderów jest wysoce niestosowne, w naszym, punkowym, mniemaniu. Inna sprawa, że nie bardzo wiadomo, czym miałby się Kazimnierz obcemu państwu przysłużyć, żeby przyjmować od nich medal, podkreślam, w świecie bardzo nobilitujący, którego niejeden mógłby mu zazdrościć. Telefon od menadżera tyczył się jeno pomocy w zredagowaniu pisma do ambasady, w którym mieliśmy grzecznie acz stanowczo podziękować za wyróżnienie. Pochyliłem się więc nad tekstem, dodałem parę wersów, kilka skreśliłem i posłałem z powrotem załączając informację, że rzecz jest do użytku wewnętrznego i z naszej strony byłoby idiotyzmem, ażeby treść pisma, jak i cała sytuacja, wyciekła jako nius do mediów, bo nie po to się odmawia przyjmowania orderu, żeby później paradować w glorii buntownika i anarchisty po mieście, choć niejeden wyliniały punkowiec tylko o tym marzy. No i do dziś, do kiedy to Państwo czytają, nikt, poza niewielkim kręgiem wtajemniczonych, o tym nie wiedział. Minęło już jednak tyle lat, że ze spokojem przytaczam tę historyjkę, jako przydługi wstęp do głównego wątku tego felietonu….

Kiedy jechałem pociągiem, przypomniało mi się, jak jakiś czas temu przeczytałem w prasie, że lubelski sejmik wojewódzki przegłosował uchwałę potępiającą tzw. „ideologię LGBT”. Mało tego-za walkę z tą tzw. ideologią, miał wręczać najbardziej bitnym jej przeciwnikom medale. Według tego, co podawały gazety, radni, którzy skutecznie przeciwstawiają się ideologii ruchów LGBT, zostaną nagrodzeni okolicznościowym medalem. Odznaczenia wręczać miał ich pomysłodawca, były wojewoda lubelski, dziś poseł PiS, Przemysław Czarnek. Nie za bardzo wiem, co ex-wojewoda miał na myśli pisząc o „skutecznym przeciwstawianiu”. Wychodzi z tego, że można się też przeciwstawiać nieskutecznie, a za to medal już nie przysługuje. Chyba należy to rozumieć w ten sposób, że jak przeciwnik ideologii LGBT widzi na ulicy Roberta Biedronia albo Pawła Rabieja, to żeby się skutecznie przeciwstawić, powtarzam-skutecznie-musi po rejtanowsku zablokować mu drogę, bo jeszcze by gotów, jeden z drugim, pójść gościć swoje tęczowe herezje do szkoły albo przedszkola. I za to jest medal. Nieskuteczny będzie zaś ten radny, który jedynie napomknie Biedroniowi, że czyni swoją osobą zgorszenie; rzuci w jego stronę złe spojrzenie; ewentualnie, dotknie go do żywego złym słowem lub zelży inwektywą.

Piszę te dyrdymały, Szanowni Państwo, po to, żeby Wam uzmysłowić, że wypinanie piersi do medalu nie jest niczym szczególnie fajnym, czym należałoby się chwalić i z czym obnosić, bo prawdziwa cnota nie jest ukryta w tombaku pierwszej czy drugiej klasy na atłasowej poduszce. Prawdziwa cnota bowiem to życie w zgodzie z ludźmi różnych wyznań i narodowości, brak pogardy dla inności, tolerancja dla różnorodności i miłość do bliźniego. Ci wszyscy z kolei, którzy już przebierają nogami żeby się stawić na wezwanie wojewody wiedzieć muszą, że najsamprzód należy się zająć tymi, którzy szukają schronienia na działkach i jedzenia po śmietnikach, albo rodziców w domu dziecka, a na idee wzniosłe czas przyjdzie wtedy, kiedy załatwi się te przyziemne sprawy. A jest jeszcze trochę na tym padole do załatwienia.

Europarlament przeciwko „uchwałom anty-LGBT”

Przyjęta 18 grudnia rezolucja Europarlamentu wzywa, by w ramach obowiązujących procedur prawnych uchylono osławione „uchwały anty-LGBT”. Zwraca się również do Komisji Europejskiej. Miałaby ona sprawdzić, czy samorządy, które utrzymały unijne fundusze, a równocześnie przyjęły takie uchwały, nie wykorzystują pieniędzy do celów dyskryminacyjnych i nie łamią praw człowieka. Ale do realnych sankcji droga daleka.

Polscy konserwatywni europosłowie przekonywali, że żadna dyskryminacja ze względu na orientację seksualną nie ma w Polsce miejsca. Do eurodeputowanych bardziej przemówił jednak fakt, iż w Polsce w ciągu zaledwie dziewięciu miesięcy przyjęto 82 „uchwały anty-LGBT”: na szczeblu wojewódzkim, powiatowym, gminnym. Jak pokazuje opracowany przez Jakuba Gawrona, Paulinę Pająk i Pawła Parentę Atlas Nienawiści, strefy „bez ideologii LGBT” obejmują niemal całą południowo-wschodnią Polskę.

Więcej uchwał nie będzie?

– Liczymy na to, że rezolucja Parlamentu Europejskiego, publikacja Atlasu Nienawiści, kwot unijnych dotacji dla samorządów oraz interwencja RPO Adama Bodnara skłonią samorządowców do ponownego przemyślenia planów uchwał, które do tej pory były przyjmowane bez większej refleksji – skomentował Gawron w rozmowie z Portalem Strajk. – W grudniu póki co nie przyjęto ani jednej uchwały, bo radni są teraz zajęci zamykaniem budżetów i innych rocznych tematów. O trwałości tego trendu przekonamy się jednak dopiero w lutym.

Do tego czasu do samorządów dotrą listy z Kampanii Przeciw Homofobii. – Zaapelujemy o zaprzestanie działań zmierzających do przyjęcia homofobicznych uchwał, które mogą poskutkować wykluczeniem liczącej dwa miliony części polskiego społeczeństwa, jaką stanowią osoby LGBT, z życia społecznego. Wyślemy też pisma do wojewodów, którzy mają możliwość unieważnienia tzw. uchwał anty-LGBT, aby skorzystali z przysługującego im prawa i uchwały unieważnili – tłumaczy Mirosława Makuchowska, z KPH. – W ten sposób chcemy wysłać samorządowcom sygnał, że dyskryminacja jest w Polsce niedopuszczalna i nie ma na nią zgody innych państw Europy, które patrzą polskiej władzy razem z nami na ręce.

Sankcje? Nie tak szybko

Wezwanie Europarlamentu do KE w sprawie pieniędzy wywołało największe emocje z całego tekstu rezolucji. Nie można jednak spodziewać się szybkiego odcięcia homofobicznych samorządowców od funduszy. Z tym, że jeśli urzędnicy unijni potraktują temat poważnie, to typowa argumentacja polskich prawicowców raczej nie znajdzie zrozumienia.

– Jeśli Komisja Europejska rzeczywiście zdecyduje się na przegląd projektów, to ostateczny jego efekt będzie zależał od postawy radnych podczas rozmów z unijnymi urzędnikami. Jeśli będą twardo obstawać przy stanowisku, że nie są przeciwko ludziom, a jedynie „ideologii”, to rzeczywiście mogą mieć problem. A to dlatego, że unijni urzędnicy świetnie rozumieją, że ta „ideologia” to w rzeczywistości zbiór działań antydyskryminacyjnych, które szkoły prowadzą wspólnie z organizacjami pozarządowymi za zgodą rodziców – mówi Jakub Gawron.

Prawica zmieni strategię

– Wierzymy, że rezolucja będzie początkiem większych działań Unii Europejskiej w celu poprawy sytuacji osób LGBT – komentuje Kamil Maczuga, działacz LGBT i aktywista Lewicy Razem.
Niepokój o to, że prawica nie odpuści, jednak pozostaje.

– Będziemy kontynuować monitoring – mówi Jakub Gawron o przyszłości inicjatywy Atlas Nienawiści. – Tym bardziej, że w dniu przyjęcia uchwały przez Parlament Europejski ultrakonserwatywna organizacja Ordo Iuris przedstawiła zbiór projektów nowelizacji ustaw, który można uznać za krajowy odpowiednik Samorządowej Karty Rodzin. To może być zapowiedź ich nowego priorytetu działań.

Co z tą adopcją dzieci przez pary homoseksualne?

Jeżeli małżeństwa heteroseksualne są równe homoseksualnym, a prawem małżeństwa jest wychowywanie dzieci – własnych lub adoptowanych, to to prawo przysługiwać powinno każdej parze małżeńskiej, bez względu na orientację seksualną małżonków.

Poseł Klubu SLD Robert Kwiatkowski podzielił się publicznie swoim głębokim przekonaniem na temat adopcji dzieci przez pary homoseksualne. Wbrew postanowieniem zawartym w programie własnej partii popierającym równość małżeńską, Robert Kwiatkowski o adopcji dzieci przez jednopłciowe mówi: „Nie, dziecko jest owocem związku mężczyzny i kobiety…. Dobrze, by w wychowaniu brali udział zarówno kobieta, która odgrywa tutaj zasadniczą rolę, jak i mężczyzna. W tej sprawie nie warto eksperymentować”.

Może i byłoby dobrze, ale uprzejmie przypominam Robertowi Kwiatkowskiemu, że jest posłem w kraju, w którym zadłużenie alimenciarzy, czyli tatusiów, którzy wybrali „całkowitą wolność od wychowywania swojego potomstwa” sięga już prawie 12 miliardów złotych. A w kwestii „eksperymentowania”? – Postaram się w punktach przypomnieć zapominalskim kilka podstawowych faktów:
Wszyscy ludzie rodzą się wolni i równi. Każdemu należą się takie same prawa i obowiązki i równa opieka ze strony państwa, oraz równe traktowanie przez jego przedstawicieli, a więc ochrona przed dyskryminacją z jakiejkolwiek przyczyny.

Wyjątkiem może być wyłącznie tzw. „dyskryminacja pozytywna”, czyli przyjmowanie takich rozwiązań, polityk i strategii, których celem jest wyrównywanie szans i praw tych grup, które dotąd z jakiejkolwiek przyczyny traktowane były gorzej niż pozostałe.

Zadaniem państwa jest ochrona praw i wolności wszystkich bez wyjątku obywatelek i obywateli, bez względu na ich indywidualne cechy – płeć, wiek, rasa i pochodzenie etniczne, stan zdrowia, niepełnosprawność, sytuacja ekonomiczna, przekonania i poglądy, wyznawana religia lub bezreligijność oraz orientacja seksualna – i każda inna indywidualna cecha. Państwo winno chroniąc prawa i wolności osobiste, obywatelskie, ekonomiczne – stwarzać szanse i możliwości rozwoju osobistego i kształtowania życia oraz podejmowania wyborów w sposób zgodny z chęcią obywatelek i obywateli. Granicą wolności i praw jest tylko wolność i prawa innych!

Jeśli uznajemy, a tak przecież czynimy (i tak stanowią Konstytucja RP, prawo międzynarodowe, w tym także prawo UE), powyższe za prawdziwe, słuszne i konieczne, to: z zasady równości wynika wprost zasada równości małżeńskiej. Stosuje się ją i to nie od wczoraj w ogromnej części UE. Oznacza to tylko tyle, że związki małżeńskie homo i heteroseksualne są (powinny być) równe w prawach i obowiązkach, a państwo stoi (powinno stać) na straży tej równości. A więc:

Jeżeli małżeństwa heteroseksualne są równe małżeństwom homoseksualnym, a prawem małżeństwa jest wychowywanie dzieci – własnych lub adoptowanych, to to prawo przysługiwać powinno każdej parze małżeńskiej, bez względu na orientację seksualną małżonków.

Małżeństwa homoseksualne w niczym nie zagrażają małżeństwom heteroseksualnym – gej nie zakocha się i nie uwiedzie heteroseksualnej żony. Za to heteroseksualny mąż chętnie zdradza swoją heteroseksualną żonę z inną heteroseksualną kobietą, czego skutkiem bywa pozamałżeńska ciąża i dziecko.

Dzieci powinny być chciane i kochane. To są podstawowe prawa wszystkich dzieci. Zaś życie seksualne rodziców nie jest i nie powinno być przedmiotem zainteresowania dzieci. Nie jest więc drogą skuteczną, właściwą i zgodną z interesem dzieci zmuszanie do rodzenia, kiedy kobieta nie chce lub nie może z jakiejkolwiek przyczyny być matką i w tym samym stopniu nie jest właściwe i skuteczne, a jest raczej zbrodnią na prawie dziecka do miłości, odmowa bycia adoptowanym przez homoseksualną partnerkę lub homoseksualnego partnera rodzica. W związkach jednopłciowych nieuznawanych prawnie w Polsce wychowuje się być może nawet 50 tys. Dzieci, którym odmawia się prawa do bycia kochanym i uznanym za własne dziecko przez partnera/ kę rodzica biologicznego.

Brak prawnego uznania związku rodziców i brak możliwości adoptowania dziecka partnerki/partnera w przypadku śmierci rodzica biologicznego niejednokrotnie był przyczyną odebrania dziecka i umieszczenia go w placówce opiekuńczej lub w rodzinie zmarłego rodzica. Rodzinie, której dziecko nie znało i która wcześniej nie chciała kontaktów z homoseksualną matką lub homoseksualnym ojcem dziecka. I to są prawdziwe tragedie dzieci.

Orientacja homoseksualna nie ma nic wspólnego ze zdolnością do płodzenia/rodzenia dzieci ani też nie ma nic wspólnego z rodzicielską miłością.

Wieloletnie badania nie potwierdziły w żadnym stopniu poglądu homofobicznych fundamentalistów, jakoby dzieci wychowywane przez pary jednopłciowe miały mieć problemy z własną orientacją seksualną lub z postrzeganiem świata. Jedynym problemem tych dzieci jest, a raczej może być homofobia otoczenia wynikająca z uprzedzeń i nienawiści do gejów i lesbijek.

W państwach, gdzie podstawą ustroju i prawa były uprzedzenia i nienawiść do mniejszości podobnie uważano na temat małżeństw „mieszanych rasowo”. W III Rzeszy związek Niemca z Żydówką był zakazany, a Żydzi byli „podludźmi”. Żadne niemieckie małżeństwo nie mogło adoptować żydowskiego dziecka i żadnemu małżeństwu żydowskiemu – choćby rodzice byli noblistami i krezusami – nie pozwolono by na adopcję dziecka niemieckiego.

Jeśli nasze uprzedzenia co do adopcji dzieci przez małżeństwa homoseksualne są powodowane chęcią ochrony przed homofobią otoczenia wyrażającą się choćby „dokuczaniem w szkole czy w przedszkolu”, to drogą do rozwiązania problemu nie jest pozbawianie dzieci możliwości bycia kochanymi przez rodziców adopcyjnych, ale zakaz homofobii i zmiana w otoczeniu. W szkole, w przedszkolu, w parlamencie i u cioci na imieninach. Przekroczenie i pokonanie naszych własnych, wewnętrznych przekonań i lęków. Zmiana, która może nadejść szybciej, jeśli wszystkie i wszyscy postaramy się dla niej pracować.

Gowin broni bredni

Jarosław Gowin próbuje z siebie zrobić rycerza w walce o „wolność nauki”.
A tak naprawdę broni homofobii i obskurantyzmu.

Śląski Uniwersytet Medyczny, podaje gazeta.pl rozwiązał umowę z człowiekiem, który wygłosił wykład pt. „Homoseksualizm a zdrowie”.
W nim powoływał się, wbrew ustaleniom międzynarodowych gremiów naukowych, oraz Światowej Organizacji Zdrowia na twierdzenia, że homoseksualizm jest niezgodny z naturą, a także, że przynosi problemy psychiczne, takie jak depresja, prowadzi do uzależnień oraz skutkuje częstszymi zachorowaniami na AIDS. Jako źródła wykładowca wymienił m.in. strony StopGender.pl i ortodoksyjnie katolicki portal PCh24. W reakcji na protesty społeczności LGBT, wskazujących, że tezy wykładu przeczą ustaleniom nauki, a także, że Konferencja Rektorów Akademickich Szkół Polskich wypowiedziała się przeciwko wszelkim formom dyskryminacji,
Śląski Uniwersytet Medyczny rozwiązał umowę z autorem wykładu, zaś rzeczniczka prasowa skomentowała to następująco: „Śląski Uniwersytet Medyczny w Katowicach jest instytucją, w której nie są i nie będą popierane zachowania o charakterze homofobicznym”.
Minister Nauki i Szkolnictwa Wyższego oraz wicepremier Jarosław Gowin napisał na Twitterze, że jest to „jaskrawy przypadek złamania konstytucyjnej zasady wolności słowa”, któremu będzie się przeciwstawiał.
Teraz należy oczekiwać, jakich argumentów użyje wicepremier Gowin w obronie autora homofobicznego wykładu, by przekonać opinie publiczną, że to było wystąpienie oparte na naukowych podstawach.
Może być i śmiesznie, i strasznie.