3 lipca 2022

loader

CSRS 1968 r. – PRL 1981 r., podobieństwa i różnice na progu interwencji

wikimedia.org

1.„O Dubczeku i postępowaniu przywódców czechosłowackich rozmyślałem, zwłaszcza pod koniec 1980 i w 1981 roku. Wiedząc, ile kosztowała ich słabość, przysięgałem sobie, że nigdy nie damy poznać po sobie, iż nie panujemy nad sytuacją. Dla przywódców czechosłowackich, interwencja stanowiła grom z jasnego nieba. Generał Svoboda mógł tylko wydać armii czechosłowackiej rozkaz nie opuszczania koszar i zachowania spokoju.”
2. „Wyciągnąłem z wydarzeń czechosłowackich dwa ważne wnioski. Pierwszy: nigdy nie wolno lekceważyć pierwszych ostrzeżeń. Drugi: kiedy powiedziano „a”, to należy oczekiwać, że wkrótce zostanie powiedziane „b”, a zaraz potem „c”. Nie zapomniałem tej lekcji. Nigdy. Tym bardziej wówczas, gdy sam znalazłem się po latach w bardzo zbliżonej, lecz znacznie bardziej niebezpiecznej sytuacji.”
gen. Wojciech Jaruzelski

Zachęcam Państwa Czytelników do powtórnego przeczytania tych refleksji Generała, do sięgnięcia po poprzednie publikacje podejmujące sprawy kierowniczej roli partii i gospodarki. Do zauważenia zasadniczych różnic i podobieństw. Mam na uwadze takie.

Generał i Aleksander Dubczek
W 1968 r. Generał był „tylko” szefem MON, a 12 lat później – obok zachowanej funkcji ministra, szefa MON, od lutego 1981 r. był premierem. W październiku objął trzecie stanowisko-I Sekretarza KC PZPR. „Wszedł” więc funkcjonalnie na „pozycję Dubczeka”, który był „tylko” szefem KPCz. Plenum, obradując w dniach 3-5 stycznia 1968 r. rozdzieliło stanowiska – prezydenta państwa (został gen. Ludwik Swoboda) i I Sekretarza KC KPCz, wybierając Aleksandra Dubczeka. Generał pamiętał oceny Dubczeka, wystawiane w polskim kierownictwie – sam mówi elegancko o „kosztach słabości”. Na czym one polegały? – skrótowo: na powtarzaniu jak zaklęcia „wierności marksizmowi i leninizmowi” co ich irytowało; często na pomijaniu lub nie odpowiadaniu na stawiane pytania, wręcz zarzuty. Na stosowaniu różnych wykrętów, często „gubieniu” się w ocenie sytuacji i znaczeniu, stąd Generał mówi o „nie panowaniu nad sytuacją”. Ta ocena ma i tzw. drugą stronę medalu – Czesi nie tylko „grzeszyli” brakiem wspólnego stanowiska w konkretnej sprawie, ale i w obecności radzieckich spierali się ze sobą. Tracili tym autorytet u rozmówców i rozumienie poczucia odpowiedzialności za swój kraj. Natomiast ten „szczegół”- nie sporu ale różnicy w ocenie Solidarności przez Stanisława Kanię i Generała dostrzegli na Krymie, gdy zdenerwowany Breżniew powiedział wprost – nada wziat’ za mordu, my pamożem! (pisałem wcześniej). W tym „szczególe” szło o uniknięcie tej „pomocy” we „wzięciu za mordę” przez przekonanie ich, że nie cała Solidarność na to zasługuje, że jeszcze są szanse na porozumienie. I ważna sprawa- u nich pojedynczy przeciwnicy zmian. U nas grupa partyjnego betonu, który informuje na bieżąco Moskwę co dzieje się w KC, rządzie i sugeruje „dobre rozwiązanie”, jak rozprawić się z „kontrrewolucją”- czytaj Solidarnością, przy użyciu sił radzieckich i też sojuszniczych – NRD, CSRS a przy okazji zmienić władzę w Partii i rządzie. Oczywiste, że Generał o betonie wiedział, znał nazwiska. Podałem we wcześniejszym tekście przykład „awansu” Mirosława Milewskiego z szefa MSW do KC. Należy tu dodać faktyczne rozdrażnienie Generała i Kani „Posłaniem” i wypowiedzią, którą radzieccy odczytali jako brak panowania Kani nad sytuacją i podjęli naciski na jego odejście ze stanowiska (były i inne drobne fakty, odczytywane jako „różnice zdań”, a te wtedy miały istotne znaczenie).
Generał pamiętał jeszcze jeden „szczegół” z 1970 r. Podczas strajków na Wybrzeżu, na posiedzeniu Kierownictwa Partii o godz. 12.00 w dniu 17 grudnia Władysław Gomułka mówił, że dzwonił do niego Breżniew i pytał „ jaka jest sytuacja w Wojsku i czy wystarczą nam własne środki dla przywrócenia porządku”. Na kolejnym spotkaniu tego samego dnia, ale o godz. 18.00 Gomułka mówi „Jeśli zamieszki rozpoczną się w innych miastach, trzeba będzie użyć broni. W przeciwnym razie wejdą wojska radzieckie… Nasza sytuacja będzie jeszcze gorsza niż w Czechosłowacji”. Mieczysław Moczar uzupełnił tę „wiedzę” informacją, że w CSRS podjęto już pewne przygotowania w wojsku i siłach porządku publicznego. Zachęcam Państwa do refleksji.

„Praska Wiosna” i „Sierpień”
Tę „wiosnę”, już w grudniu 1967 r. zainicjowali studenci, zainspirowani wystąpieniami studentów we Francji i NRF, domagających się u siebie – większych swobód obywatelskich, reform gospodarczych i społecznych. Rozmowa Leonida Breżniewa z Antonim Nowotnym (szef partii)- rozdrażnionym i zagubionym, niewiele miała wspólnego z rozważną oceną sytuacji. Nie udało się obu rozmówcom wypracować ani nawet wskazać racjonalnych kierunków zmian.
Czescy studenci spotkali się z częściowym wsparciem przez intelektualistów, choć Jan Palach za spełnienie głoszonych ideałów dobrowolnie spalił się na praskim rynku. Przykład z niego wziął Ryszard Siwiec i 8 września 1968 r. podpalił się przy Stadionie Dziesięciolecia (ma tu pomnik), w ten sposób protestując przeciwko naszemu udziałowi w interwencji. Zapytam – kto z Państwa pamięta samo podpalenie Piotra Szczęsnego przed Pałacem Kultury i Nauki. Po 10 dniach dojmującego cierpienia, zmarł. I co z tego, jakie są efekty, kto wie? Są – bp Tadeusz Pieronek spotkał się z reprymendą episkopatu, a ks. Adam Boniecki -z zakazem zabierania głosu publicznie, za udział w jego pogrzebie i wygłoszone „słowo Boże”! A jakie są praktyczne efekty tego spalenia się?, poza pozostawionym listem otwartym- opublikowała Gazeta Wyborcza. Może zechcą Państwo zapytać wybranych przez siebie posłów o realizację ideałów, za które oddał życie dobrowolnie (październik 2017). Niedługo będzie katolicka kolęda-może warto zapytać księży o nauki duchowe, płynące z tych samobójczych śmierci.
Wydarzenia w CSRS od upadku Novotnego były u nas bardzo uważnie śledzone przez wszystkich. „Praska wiosna” i zapowiedź budowy „socjalizmu o ludzkiej twarzy” wzbudziły nadzieje naszych intelektualistów, studentów i tych, których nazywano rewizjonistami. Dla władz Patii i Gomułki stanowiły powód do głębokiego niepokoju. Na południowej granicy zaczynało – narastać zagrożenie dla Polski – rodzaj choroby zakaźnej, która mogła się szybko rozprzestrzenić. A jak na naszą „chorobę” w 1980-81 r. patrzyła Praga, Moskwa i Berlin- kto zgadnie?
Czeskim studentom nie udało się utworzyć opozycyjnego związku – czy to studenckiego czy robotniczego, choć istniały różne niewielkie grupy opozycyjne, beż wpływu na sytuację w kraju. U nas-wiadomo, 21 postulatów i NSZZ Solidarność, pisałem poprzednio w kilku tekstach.
Proszę sobie przypomnieć- pierwsze lipcowe strajki i „początkowy spokój” Edwarda Gierka na Krymie podczas urlopu i rozmów z radzieckimi. We wrześniu Plenum KC wybiera -Stanisława Kanię I Sekretarzem, a Sejm – Józefa Pińkowskiego premierem.

Właśnie gospodarka
Czesi zakładali reformę zarządzania gospodarką, opartą na kryteriach rynkowych oraz znacznej samodzielności zarządzania i aktywności przedsiębiorstw (ograniczenie centralnego planowania). Ponadto, reorientację handlu zagranicznego i współpracy gospodarczej z krajów RWPG, w tym głównie ZSRR, na kraje zachodnie.
Zachęcam Państwa do takiej historycznej refleksji. Wzorem tej gospodarczej części „Wiosny” poszedł Edward Gierek. Od 1971 r., skierował naszą „uwagę gospodarczą” właśnie na Zachód. I co? – za znanym aktorem chciałoby się powiedzieć- „byczo było”! Breżniew nie szczędził Gierkowi pocałunków, a niektóre rządy zachodnie wykładały przed nim czerwone dywany. Dostaliśmy kredyty. Przez 10 lat Polska została zadłużona na 23 mld dolarów USA. Były oprocentowane, zależnie które na 18-20 proc. (tak mocno Zachód nas „pokochał”). Dziś nie trzeba tłumaczyć co to jest kredyt, oprocentowanie, pożyczka. Zachęcam do przeczytania książki „Apokalipsa według Pawła- jak zniszczono nasz kraj”, gdzie prof. Paweł Bożyk m.in. mówi, że na 1650 zakładów zbudowanych w okresie Gierka, w „dobrej Polsce” zniszczono 650. Wiodącą rolę w tym „dziele” pełnili uczeni, zdaniem Bożyka: prof. Leszek Balcerowicz, Wiesław Kaczmarek i Janusz Lewandowski – uczący siebie jak „dobrze” prywatyzować (czytaj niszczyć) gospodarkę.
Reformę gospodarki podjął rząd wspomnianego premiera Józefa Pińkowskiego. Jaka była odpowiedź Berlina, Pragi i Moskwy na przedłożony im do opinii projekt- kto z Państwa pamięta, proszę sięgnąć do odnośnych publikacji. Krótko powiem – totalna krytyka, wszystko w Polsce, a także w bloku wschodnim jest dobrze, po co zmieniać, reformować! Prof. Władysław Baka po rozmowach naszej delegacji w Moskwie, wrócił zdruzgotany. Po przedstawieniu wizyty, Generał podjął decyzję- mimo tego reformujemy gospodarkę, a sąsiadów będziemy ciągle przekonywać do naszych racji. Jak to przebiegało- wielu z nas pamięta. Także Solidarność uznała gospodarkę za „właściwe pole bitwy”- ale z władzą i o władzę. Zamiast poprawy jej stanu, by w ten sposób umacniać własną, związkową i kraju pozycję w bloku- czego uczył Prymas Tysiąclecia! – strajki postawiły ją na krawędzi głodu. Jeśli ktoś ma inne zdanie – proszę o dowody sytego zaopatrzenia, choćby na pokrycie przydziałów kartkowych.

Kierownicza rola Partii.
Pisałem dwukrotnie w poprzednich tekstach, proszę sobie przypomnieć. Wspomniane Plenum KPCz – tu proszę o uwagę- zapowiedziało rezygnację z kierowniczej roli partii oraz dyktatury proletariatu; utworzenie państwa federacyjnego (Czechy i Słowacja- ta sprawa nie występowała w Polsce); reformę gospodarki, demokratyzację życia wewnętrznego, przywrócenie wolności i praw obywatelskich oraz mniejszości narodowych (nas tego problemu nie było), rehabilitację osób represjonowanych, ograniczenie cenzury. Zmiany te nazwano „socjalizmem z ludzką twarzą”. Z dzisiejszej perspektywy patrząc, można powiedzieć- słuszne decyzje. Przecież rozliczenia z przeszłością- stalinizmem, zaraz po Październiku ‘56 przeprowadził Władysław Gomułka, Czesi 12 lat później. „Poluzowanie” cenzury u nas było odczuwalne początkowo, później miało społecznie odwrotny skutek, „pomogły” tu ataki środowiska kultury. Podobnie z reformą zarządzania gospodarką (patrz wyżej). Stosunki państwo – Kościół, obciążone postawą duchowieństwa wobec zbrojnego podziemia (pisałem wcześniej) oraz zatargiem wobec sprawy zachodniej(pisałem wcześniej).
Reformę sprawowania „władzy partii” podjęli sami Czesi. U nas ta sprawa „dojrzewała” przez dekadę lat 70-tych (to osobny temat). W latach 80-tych stał się tematem wiodącym z dwóch powodów- jako spójny z reformą gospodarki i „pilotowany” przez reformatorów Partii, np. prof.: Andrzej Werblan, Jerzy Wiatr, Hieronim Kubiak czy Mieczysław Rakowski oraz jako stały „front ataku” Solidarności – pisałem trzy teksty w sierpniu-wrześniu. Ponadto, zajął się tym IX Zjazd PZPR, nie mówiąc o stałym „zainteresowaniu” sąsiednich partii – KPCz, NSPJ, KPZR, ich listach do Stanisława Kani i Generała. Czy przyniosły i jaki pożytek- tak dla PZPR jak i sprawności sprawowania władzy w Polsce- oceńcie Państwo sami.
Przegląd politycznych wydarzeń w CSRS, głównie reform w strukturze KPCz, zmian w gospodarce i społeczeństwie skłania do kilku istotnych wniosków. Kierownictwo KPCz – podobnie jak PZPR w 1970 r. i latach 1980-1981, było poddane surowej i bezpardonowej krytyce sojuszników, nie mówiąc o „życzliwych podpowiedziach” Zachodu, co ma uznanie dziś, gdyż ustrój upadł. Zaś rzeczowe oceny przyczyn tego upadku zbywane są pokrętną falą nienawiści i oszczerstw, często ubieranych w kostium patriotyzmu i wolności. Mimo to, należy otwarcie powiedzieć – sytuacja PZPR była o wiele trudniejsza. A większość państwa wie dlaczego.

Pierwszy krok ku interwencji w CSRS
Sytuacja w CSRS już w maju skłoniła władze ZSRR, po partyjno-państwowej naradzie z innymi krajami, w tym z Polską, do podjęcia politycznej decyzji o ew. zbrojnej interwencji. U nas rozpoczęto przygotowania w Śląskim Okręgu Wojskowym (ŚlOW), m .in. ćwiczenia na mapach; dowódczo-sztabowe, z wydzielonymi wojskami oraz rekonesanse w CSRS. Jak sąsiedzi reagowali? Odpowiedź krótka-przyglądali się bezczynnie, uważając je za „strachy”. Rozmowy z kadrą przyjmowano „do wiadomości”. Ich MON i kierownictwo Partii, miały rozbieżne oceny, zbytnio nie przejmowały się. Także ćwiczenie pk. „Szumawa” (18-30 czerwca, przedłużone do 10 lipca), z wydzielonymi wojskami, nie wywołały stanowczej reakcji.
Spotkanie 29 lipca w Czernej nad Cisą (Breżniew-Dubczek), potwierdzało pogubienie się Dubczeka, choć nie szczędził partyjnych sloganów. Zaś znaną mu zapowiedź wejścia wojsk sojuszniczych nie potrafił rozsądnie odeprzeć (tego dnia rozpoczęło się kolejne ćwiczenie- pk. „Pochmurne Lato-68” (29-lipca-20 sierpnia) przedłuża interwencja. List KPZR spowodował zaproszenie przywódców na rozmowy. Znamienna jest narada w Bratysławie(3 sierpnia) Komunikat prasowy głosił, że uczestniczące partie „nie pozwolą nigdy i nikomu wbić klina między socjalistyczne państwa, podważyć podstaw socjalistycznego rozwoju społecznego”. „Czułe” uściski Breżniewa z Dubczkiem, nie zapowiadają najgorszego. Trudno też ustalić czy szef KPCz wiedział, że zachodnie radiostacje na początku sierpnia -mówiąc oględnie- „imputują” CSRS, że chce wyjść z Układu, wspólnie z Jugosławią i Rumunią utworzyć Małą Ententę, a poparcie już zgłosiła NRF. A może była to faktyczna a nie „podrzucona” prawda, obaj rozmówcy woleli o tym milczeć. To zmieniałoby obraz sytuacji w bloku wschodnim.
Polska – pierwsze „ćwiczebne kroki”
Tu pytanie – czy na Kremlu wyciągnięto wnioski, patrząc i oceniając strajki latem 1980 r. w Polsce? Spodziewam się, że Państwo pamiętają tekst- „Ściśle tajny dokument”(30-31 sierpnia), a stąd znają odpowiedź. Tak-ściśle tajne grono 5 osób, przygotowało projekt interwencji zbrojnej w Polsce już w sierpniu 1980 r. Co on oznaczał? Zastosowanie starej życiowej zasady- każde ognisko należy gasić w zarodku, nie czekać aż się „rozpali na dobre” i spłonie wszystko. Może tu ktoś krzyknąć- bzdura, źle rozumiana zasada. Przecież nikt w Polsce, a tym bardziej na Kremlu nie znał „nawet wzniosłych celów” Solidarności-jak oceniał Generał. To prawda! Ale jest i druga – powiedzmy „polityczna prawda”. Każdy bunt, sprzeciw wobec panującej władzy, nie ustanie sam, jest tłumiony-najczęściej krwawo, bo się rozprzestrzenia. Tego uczą doświadczenia Historii! niemal wszystkich krajów Europy, a Polska zajmuje tu czołową pozycję! Macie Państwo inne zdanie, proszę o fakty. Cały rok 1981 pokazał, że Solidarność w strajkach i żądaniach umiaru nie miała- więc skończyło się szczęśliwie – użyciem tylko własnych sił! (pamiętam o ofiarach).
Jest i druga odpowiedź na powyższe pytanie. Radzieccy (Rosjanie) znali historię Polski i nasze narodowe cechy, choćby poczucie własnej godności i wartości. Znaleźli się w „sytuacji nie do pozazdroszczenia”- interweniować zbrojnie, są argumenty „za”. Ale są „przeciw” stosunki polsko- radzieckie, w miarę dobre od 1945 r. i silny argument – Wojsko Polskie – będzie bronić tej suwerenności jaka jest, a przez to i „nowego ruchu”, który powstaje. Proszę w tym miejscu, by nie oceniać mnie prostacko, że bronię „ruskich”. Nie- zapraszam tym Państwa do myślenia, do „wczucia” się w ówczesną sytuację i zrozumienie jej- podkreślam- logiki i złożoności.
Profesor Zbigniew Brzeziński, 20 września 1980 r. w swym dzienniku zapisał: „Coraz więcej groźnych oznak, że Związek Radziecki przygotowuje się do akcji wojskowej w Polsce. Ruchy wojsk odbywają się niemal na wszystkich odcinkach wokół Polski.” 9 grudnia łączny potencjał wojsk gotowych do interwencji szacowano w USA już na co najmniej 27 dywizji.
I co się okazało po 3 miesiącach?, że „ruskie” mają rację. Solidarność nie chce „zmieścić” się w tej rzeczywistości jaka jest, chce tylko burzyć, niszczyć Polskę- Generał mówił Papieżowi, „od strajków nie przybywało chleba” (Belweder). Jest złym przykładem dla sąsiadów, w Pradze i Berlinie też zaczynają „kręcić nosem”. Stąd radziecka propozycja- od 8 grudnia przeprowadzimy w Polsce ćwiczenia i w tym celu otwórzcie granice! Generał rozmawiał ze Stanisławem Kanią – mieli zgodne zdanie- w żadnym przypadku! W Moskwie wykazał bezsens ćwiczeń, choćby przez zużycie zasobów i limitów, a poza tym w Polsce-czas świąteczny. Czy na ćwiczenia wojsk trzeba „otwierać granice”? Nie trzeba być zbyt lotnym, by pojąć cel i sens. Sprzeciw Generała i Kani spowodował, że radziecki Sztab Generalny odstąpił oficjalnie od realizacji „ćwiczeń Ogarkowa” na obszarze Polski. Prowadzono je w rejonach wyjściowych na obszarze państw sąsiadujących z Polską, utrzymując ćwiczących w stanie podwyższonej gotowości bojowej. Minister Obrony ZSRR marszałek Dmitrij Ustinow w dniu 20 grudnia 1980 r. wydał rozkaz kontynuowania ćwiczeń aż do odwołania. Sztab ZSZ prowadził więc ćwiczenia z udziałem wojsk AR, CzAL i NAL NRD. Ale dla Generała było to- jak mówił-„pierwsze ostrzeżenie”, które„nigdy nie wolno lekceważyć: kiedy powiedziano „a”, to należy oczekiwać, że wkrótce zostanie powiedziane „b”, a zaraz potem „c”. Wtedy, w grudniu 1980 r. w Moskwie gen. Tadeusz Hupałowski i płk Franciszek Puchała otrzymali oleaty (kalki) z radzieckich map, gdzie były wskazane miejsca dyslokacji ich wojsk, po wejściu do Polski (w tych rejonach, w 1981 r. ciągle przebywały jednostki WP). Patrząc z dystansu czasu na rok 1981 czy Generał nie miał racji?- nie tylko w tym przypadku, dodam z przekąsem.
Dla przypomnienia sobie i łatwiejszego zrozumienia tamtych uwarunkowań, cytuję znaną Państwu rozmowę Stanisława Kani w grudniu 1980 r., po naradzie I sekretarzy partii w Moskwie. Odbył rozmowę w cztery oczy z Breżniewem. Mówi: „Zacząłem rozmowę bez żadnych wstępów odnoszących się do sytuacji, intencji, obaw czy prognoz. Uważałem, że nie jest to już potrzebne, że jasne jest wszystko. Powiedziałem, że wiemy o zamiarze interwencji, znana nam jest ogromna koncentracja wojsk i wystąpienie marszałka Wiktora Kulikowa o otwarcie naszych granic. Jeszcze raz podkreśliłem, że i my mamy surową ocenę tego, co dzieje się w Polsce, ale nic nie uzasadnia takiego kroku, jak interwencja. Trzeba się też liczyć – powiedziałem – z gwałtowną reakcją społeczną, wręcz powstaniem narodowym. Pójdą na czołgi młodzi chłopcy, jak w Powstaniu Warszawskim, z butelkami benzyny, popłynie morze krwi. Nawet gdyby przyszli do Polski sami aniołowie, to i tak muszą zostać krwawymi okupantami, i to na całe lata. Przypomniałem, że wrażliwość Polaków na suwerenność, na gwałcenie niepodległości nie ma równej w Europie. Wreszcie – interwencja sprawi, że w stosunkach między naszymi narodami przekreślone zostanie wszystko, co dotąd zbliżało, a więc i wspólnota walki z caratem, współdziałanie naszych ruchów rewolucyjnych i żywa pamięć o wspólnych walkach z hitleryzmem i zasługach Armii Radzieckiej w wyzwoleniu naszego kraju. Wróci wszystko, co tworzyło przepaść w stosunkach Polski z Rosją i Związkiem Radzieckim”. I dalej – „W odpowiedzi usłyszałem po chwili słowa, które chyba pozostaną we mnie na całe życie. Przytoczę je tak, jak brzmiały po rosyjsku: >No charaszo, nie wajdiom i po pauzie: A kak budiet usłażniatsia, wajdiom, wajdiom< I wreszcie: No biez tiebia – nie wajdiom<. Leonid Breżniew dodał jeszcze coś o mojej osobistej odpowiedzialności. Rozmowa była zakończona. Rozstaliśmy się bez wymiany grzecznościowych słów, które zwykle padają przy pożegnaniach na tego typu spotkaniach”(S. Kania, „Zatrzymać konfrontację”, Wyd. BGW1991). I co Państwo myślicie? Kto w rocznicę stanu wojennego pójdzie na Jego grób i zapali świeczkę?

Drugi i kolejny – „ćwiczebny” krok, a potem …
Kilka razy pisałem w poprzednich tekstach o ćwiczeniu Sojusz- 81, zaledwie 2,5 miesiąca po grudniowej propozycji ćwiczeń. To drugi „ćwiczebny krok”- zakończył się pomyślnie dla Polski, dla Solidarności także- choć była sprawcą – podkreślam – realnego zagrożenia. Radzieccy utworzyli „most powietrzny”, nie pytając o zgodę polskich władz i do garnizonów PGWAR ciągle dostarczali uzbrojenie i uzupełniali stanem osobowym jednostki. Prowadzili rekonesanse polskich dróg i obiektów, także oficerowie CSRS i NRD. Tu szczegół- nasi oficerowie chodzili krok w krok za nimi, bacznie obserwowali i składali szczegółowe meldunki. Czeskich oficerów w 1968 r. to nie interesowało. I osobliwy przykład- mówi gen. płk Władysław Aczałow, były dowódca 7. Gwardyjskiej Dywizji Powietrzno – Desantowej (DPD) Armii Radzieckiej. On i dowódca podobnej dywizji oraz dowódcy wchodzących w ich skład pułków i batalionów powietrzno-desantowych, w cywilnych ubraniach przeprowadzili rozpoznanie obiektów, w których mieściły się KC PZPR, Sejm PRL, NBP, Ministerstwo ON i MSW. Rozpoznawano też lotnisko Okęcie w Warszawie i zapasowe lotnisko Lublinek koło Łodzi. W razie interwencji wojsk UW w Polsce obie DPD miały internować generałów: Jaruzelskiego i Siwickiego, członków kierownictwa PZPR i rządu oraz opanować rozpoznane obiekty. Linią rozgraniczenia między dywizjami podczas ich działań w Warszawie miała być ulica Marszałkowska. A co tu myślą Państwo?
Minęło pół roku różnych starań i działań tandemu Generał – Kania, by otrzymali trzecie ostrzeżenie w postaci ćwiczenia Zapad – 81 (4-12 września). Ćwiczenie osobliwe – na terenie Ukrainy, Białorusi, Litwy i wschodniej części Bałtyku. Ćwiczący 1. Front Białoruski miał przeprowadzić operację zaczepną na warszawskim kierunku operacyjnym, połączoną z operacją powietrzną i działaniami Floty Bałtyckiej. W 12-15 dniu operacji opanować rubież: Gdynia, Warszawa, Radom, Łuck. Operacyjne grupy manewrowe (OGM) frontu (APanc i KA z odpowiednim wzmocnieniem) we współdziałaniu z desantami powietrznymi miały sforsować Wisłę i opanować rubieże: Gdynia – Warszawa – Radom (głębokość zadania 600 – 700 km) oraz Tomaszów Mazowiecki – Kielce – Radom (głębokość zadania 500 km). Niezwykle ciekawie i interesująco pisze o tym Pan gen. Franciszek Puchała w książce „Kulisy stanu wojennego”, zachęcam do tej pasjonującej lektury. Obserwował on te manewry z gen. Eugeniusz Molczykiem, przez jeden dzień był obecny. Tu ciekawostka z pokazu siły i sprawności działania – o godz. 9.20 w dniu 10 września 1981 r. siły główne 7. DPD w ciągu 48 minut były zrzucone w 3 rejonach położonych na wschód od Mińska Białoruskiego. Było to 6100 spadochroniarzy i około 300 jednostek sprzętu bojowego, w tym BWP. Odczytacie je Państwo tak w sensie wojskowym jak i politycznym. To także efekt mądrości radykałów Solidarności, z prof. Karolem Modzelewskim- przypomnę cytowaną już myśl: „Uważałem, że konfrontacja władz ze związkiem, tylko polskimi siłami jest nie do wygrania. Że jak się zacznie – to nieuchronna będzie interwencja. Zresztą taką rozmowę miałem, prywatną zupełnie, z Romanem Zimandem. Mówiłem mu, że nasze szanse na przetrzymanie, polegają na podtrzymywaniu takiej sytuacji, w której polscy komuniści nie będą w stanie sami, własnymi siłami, z nami się rozprawić. A on tak spojrzał na mnie i powiedział, że jest na odwrót- nasze szanse polegają na tym, żeby to polscy komuniści byli w stanie z nami się rozprawić”. Prof. Werblan – „Miał rację Roman Ziomand”. (książka„Modzelewski – Werblan, Polska Ludowa” (s.467). Podziękowanie profesorowi Karolowi za szczerość, odwagę przyznania się do ówczesnych myśli i kalkulacji. Dla kogo są dziś pouczającą lekcją?

Gabriel Zmarzliński

Poprzedni

Grupa PGZ w świetle e-maili Dworczyka – wywalamy w błoto znacznie więcej!

Następny

„Ale to już było” czyli przejechały „wozy kolorowe”