Generał Jaruzelski i USA

Wojciech Jaruzelski jako generał i polityk wielokrotnie wypowiadał się na temat polityki Stanów Zjednoczonych i stosunków polsko-amerykańskich. M.in. 30 października 1967 r. ambasador USA w Polsce John Gronouski w rozmowie z wiceministrem spraw zagranicznych Marianem Naszkowskim wyraził niepokój z powodu wypowiedzi ówczesnego wiceministra obrony narodowej Wojciecha Jaruzelskiego, który rzekomo porównał działania amerykańskie w Wietnamie do działań wojsk Hitlera podczas II wojny światowej. To oznaczało oskarżenie USA o ludobójstwo.

Ambasador, który uczestniczył w II wojnie światowej, tym boleśniej odczuwał takie porównanie. Świadczy to – zdaniem ambasadora – że nasze rozbieżności przybierają inny charakter niż w przeszłości. Porównywanie Stanów Zjednoczonych z hitlerowskimi Niemcami jest poważną sprawą i Amerykanie odczuwają ją boleśnie. Ambasador Gronouski podkreślił, że rozumiał dotychczasową polską krytykę polityki amerykańskiej w Wietnamie i nie protestował, choć nie podobała mu się ta krytyka, natomiast kojarzenie tej polityki z polityką Hitlera wywołuje zaniepokojenie strony amerykańskiej.
Naszkowski odpowiedział, że nie porównujemy systemu amerykańskiego z systemem, jaki stworzył Hitler w Niemczech. „Natomiast okrucieństwo wojny prowadzonej przez USA , metody i skutki te wojny przypominają nam postępowanie hitlerowców wobec Polski. Trudno by takie analogie się nie narzucały, kiedy bombarduje się dzielnice mieszkaniowe Hanoi i zrzuca się bomby kulkowe przeznaczone do zabijania ludzi”.
Depesza od Reagana
W lutym 1981 roku z okazji objęcia przez Wojciecha Jaruzelskiego funkcji premiera prezydent Reagan przesłał depeszę gratulacyjną. Życzył „powodzenia w wysiłkach dla spokojnego rozwiązana problemów stojących obecnie przed narodem polskim. Odnosimy się do tych wysiłków z sympatią, zgodnie z duchem przyjaźni i wzajemnego poszanowania, który charakteryzuje nasze stosunki. Liczę na współpracę z Panem dla dalszego konstruktywnego rozwoju tych stosunków”.
Na zakończenie posiedzenia Krajowej Rady Bezpieczeństwa, 26 marca 1981 roku, sekretarz prasowy prezydenta złożył oświadczenie sugerujące, że liczy się z możliwością siłowego rozwiązania wewnętrznych problemów Polski. Prezydent Reagan powiedział wówczas: „Stany Zjednoczone z rosnącym niepokojem obserwowały objawy tego, że władze polskie mogą przygotowywać się do użycia siły dla rozwiązania przeciągających się sporów w ich kraju między władzami a związkami zawodowymi. Oświadczenie złożone zostało w okresie napięć wewnętrznych spowodowanych zajściami w Bydgoszczy.
Prezydent Reagan stwarzał nadzieję na udzielenie Polsce pomocy gospodarczej, ale dawał do zrozumienia, że będzie to zależało od postawy rządu polskiego wobec opozycji.
20 października premier W. Jaruzelski przyjął delegację 47 prezesów i dyrektorów największych koncernów amerykańskich. Premier wyraził zadowolenie z powodu przyjazdu do Polski wybitnych przedstawicieli świata gospodarczego Stanów Zjednoczonych, co służyć powinno lepszemu wzajemnemu zrozumieniu oraz pożytecznej i przyjaznej współpracy. Premier przedstawił również charakter trudności przeżywanych przez kraj i sposoby ich przezwyciężenia, wskazał, że Polska jest krajem zasobnym w surowce, dysponującym liczną i wykszatłconą kadra inżynierów, techników i robotników, a także rozwiniętym potencjałem produkcyjnym. Ma więc wszelkie dane po temu, aby po pokonaniu ostrego kryzysu a przede wszystkim ustabilizowaniu sytuacji w kraju, stać się znów pełnowartościowym partnerem w międzynarodowej współpracy gospodarczej.
Dziękując za gościnę w Polsce, Sol Linovitz przekazał wyrazy sympatii dla społeczeństwa i rządu polskiego, a także słowa zrozumienia dla trudności jakie przeżywa nasz kraj. Podjął wyrażoną przez premiera Wojciecha Jaruzelskiego myśl, że Polska podźwignie się z obecnych trudności, które mają jego zdaniem charakter przejściowy.
22 grudnia 1981 roku ambasador USA w Warszawie Francis Meehan złożył wizytę ministrowi spraw zagranicznych Józefowi Czyrkowi. Wręczył mu list prezydenta Reagana adresowany do premiera Wojciecha Jaruzelskiego, w którym informował rząd polski o zawieszeniu amerykańskiej pomocy ekonomicznej dla polski.
Reagan zaniepokojony
23 grudnia prezydent Reagan skierował list do premiera Jaruzelskiego, w którym wyraził „zaniepokojenie” z powodu wprowadzenia stanu wojennego. „Celem tego listu – pisał prezydent nie jest kwestionowanie charakteru systemu politycznego Polski, czy też sojuszy militarnych. Jednak rząd Stanów Zjednoczonych nie może pozostać biernym i zignorować powszechnych pogwałceń praw człowieka występujących w Polsce”. Następnie Reagan wylicza sankcje jakie zastosował wobec Polski. List kończył się apelem do Jaruzelskiego o „podjęcie kroków dla skierowania Polski ku polityce prawdziwego kompromisu i negocjacji”. Reagan wyraził gotowość odwołania sankcji „z chwilą, gdy przekonamy się, że rząd Pański podjął konkretne kroki dl położenia kresu represjom”.
W odpowiedzi na sankcje amerykańskie W. Jaruzelski jako premier wystosował list do prezydenta USA R. Reagana będący odpowiedzią na jego pismo z 23 grudnia 1981 roku. List zawierał wyjaśnienia przyczyn, dla których wprowadzono stan wojenny w Polsce z podkreśleniem, iż decyzja ta stanowiła „wewnętrzną, suwerenną sprawę państwa polskiego”, a także – protest przeciwko kampanii propagandowej prowadzonej przez Głos Ameryki i Wolną Europę w stosunku do Polski. W. Jaruzelski wyraził również ubolewanie z powodu ogłoszenia amerykańskich sankcji gospodarczych, stwierdzając, że decyzja ta jest sprzeczna z tradycjami przyjaźni polsko-amerykańskiej.
W przemówieniu w Jastrzębiu premier Jaruzelski stwierdził m.in. iż jeśli administracja amerykańska kontynuować będzie antypolską kampanię rząd PRL ograniczy płaszczyznę współpracy z USA. Przede wszystkim polskie instytucje i placówki zerwą kontakty z Agencją Informacyjną Stanów Zjednoczonych.
Sankcje w ostatecznym wyniku – mówił premier Wojciech Jaruzelski – godzą w naród polski, w każdego Polaka. „Cel sankcji jest jasny: sparaliżować gospodarkę polską, uniemożliwić wyjście z kryzysu, wziąć głodem, sprowokować do wewnętrznego konfliktu. Oto miara rzekomego humanitaryzmu. Oto lekcja, której musimy nauczyć się na pamięć. Polaków pragnie się ukarać za to, że nie dopuścili do zbudowania w sercu Europy ofiarnego stosu, na którym spłonąć mogło ich państwo za to, że chociaż raz okazali się mądrzy przed szkodą.
Nie istnieją granice obłudy. Rząd, który od lat torpeduje zastosowanie sankcji wobec wielkiego obozu koncentracyjnego, jakim jest Republika Południowej Afryki, nie doznaje żadnych wahań, stosując sankcje wobec Polski”.
„Polski nacjonalista”
28 grudnia 1981 r. nie zidentyfikowany z nazwiska „wysoki przedstawiciel” Departamentu Stanu w udzielonym wywiadzie dla prasy europejskiej przyznał, że odnośnie do postawy gen. Jaruzelskiego są wyrażane różne opinie. Jedni uważają go za „polskiego nacjonalistę”, który uratował Polskę przed interwencją radziecką, drudzy podejrzewają, że jest on narzędziem polityki radzieckiej. „Nie wyślemy do polski żadnej pomocy humanitarnej ani jakiejkolwiek innej, jeżeli nie będziemy pewni, że trafi ona do rąk tych, dla których jest przeznaczona” – powiedział. Nie wszyscy Amerykanie popierali konfrontacyjną polityką Waszyngtonu wobec Polski. Richard Spielman proponował, aby zrezygnować z „nieskutecznych sankcji”, ponieważ taka polityka „zmniejsza szanse na kompromis w Polsce”. „Jaruzelski – pisał on – nie jest radziecką marionetką. Ma on ograniczoną, ale autentyczną autonomię działania w sytuacji kryzysowej”.
W wywiadzie dla japońskiego dziennika „Nikon Keizai Shimbun” W. Jaruzelski powiedział, że „rząd Stanów Zjednoczonych a pod jego naciskiem i niektóre inne rządy zachodnie jednostronnie zerwały wiele zawartych z nami umów, zastosowały bezwzględne restrykcje. Ośmielono się stawiać Polsce warunki, co jest nie do pogodzenia z naszą suwerennością, z naszą duma narodową. Kroki te wykazały, że gospodarka polska była pod wieloma względami nadmiernie uzależniona od importu z krajów niesocjalistycznych”.
Generał Jaruzelski jako I sekretarz KC PZPR wielokrotnie wypowiadał się w pierwszej połowie 1983 r. na temat stosunków polsko-amerykańskich. Tak np. w przemówieniu na wojewódzkiej konferencji sprawozdawczo-programowej w Katowicach 21 lutego 1983 r. gen Jaruzelski zwrócił uwagę, że Stany Zjednoczone są główną lokomotywą próbującą przedstawić stosunki krajów kapitalistycznych z socjalistycznymi na tory konfrontacji. „Antypolską politykę Stanów Zjednoczonych scharakteryzowałem w grudniu ubiegłego roku w Jastrzębiu. Potwierdzam, że przyszłość stosunków polsko-amerykańskich zależy przede wszystkim od tego, czy rząd USA powróci do przestrzegania powszechnie obowiązujących norm i porozumień międzynarodowych”.
W wystąpieniu na warszawskiej konferencji PZPR w dniu 26 lutego 1983 roku gen. W. Jaruzelski powiedział m.in.: „Polska znajduje się nadal na pierwszej linii ataku skrajnych sił imperializmu. Eksploatacja tematu polskiego jest wygodnym pretekstem dla podgrzewania międzynarodowej nieufności, pobudzania wyścigu zbrojeń, ataku na Związek Radziecki, na socjalistyczną wspólnotę. Przeciwnik chce nas zepchnąć w zaułek niemocy, beznadziejności, wiecznego przygnębienia. Jeśli nie udał się gwałtowny wybuch bratobójczy, to niech przynajmniej się tli, to może się uda długotrwałe zatruwanie i nadwyrężenie społeczno-gospodarczych struktur socjalistycznej Polski.
To się oczywiście też udać nie może, ale koszty wydłużającego się kryzysu, straty ponoszone w sferze świadomości gospodarki mogą być duże. Partia powinna pokazywać społeczeństwu ten haniebny, brutalny mechanizm. Uderza on we wszystkich Polaków, niezależnie od ich światopoglądu i przekonań. Uderza w ich byt materialny, w perspektywę normalizacji. Już raz – 13 grudnia 1981 roku okazaliśmy się mądrzy przed szkodą. Rozumiejąc istotę tej antypolskiej gry musimy okazać się mądrzy i dziś”.
Na krajowej naradzie aktywu robotniczego w końcu marca 1983 roku gen. Jaruzelski powiedział: „Są na Zachodzie potężne i wpływowe siły, którym z oczywistych powodów zależy na tym, aby Polska była „chorym człowiekiem Europy”, państwem, którego granice można kwestionować. Są siły zainteresowane w tym, aby przezwyciężenie naszego kryzysu trwało jak najdłużej. Im ludziom w Polsce żyje się gorzej – tym lepiej dla Waszyngtonu. Są tacy, którzy dla swych własnych imperialistycznych celów gotowi są „wojować do ostatniego Polaka”.
Kto się z tymi siłami dobrowolnie lub z bezmyślności sprzymierza, kto daje posłuch obcej propagandzie uprawianej dla obcych celów, za obce pieniądze, przez obcych obywateli – ten nie ma moralnego prawa, aby rozprawiać o Polsce. Siłę kraju wyznacza nie tylko jego potencjał militarny, system sojuszów obronnych, poziom cywilizacyjny i stan gospodarczy, lecz w tej samej mierze określa ją stan umysłów, poczucie narodowej wspólnoty interesów i dążeń. Jątrzenie, skłócanie i dzielenie narodu, podsycanie nieufności i nienawiści, żadnym polskim interesom służyć nie mogą”.
Koła imperialistyczne
W przemówieniu 1-majowym w Warszawie gen. W. Jaruzelski powiedział: „Koła imperialistyczne wciąż jeszcze liczą, że kraj nasz stanie się areną, na której Polacy – nie rozumiejąc, kto i w jakim celu ich do tego podżega – będą się ze sobą zderzać w imię cudzych, obcych nam interesów.
Wyróżnia się w tym rząd Stanów Zjednoczonych. Stosując i inspirując bezprawne restrykcje, bezprzykładną agresję propagandową, próbuje wtrącać się w nasze sprawy. W tym świetle musimy spojrzeć ostrzej i na zamiar rozmieszczenia nowych rakiet, wycelowanych również w nasze miasta. Polska krew jest nisko notowana w waszyngtońskiej giełdzie.
Jest sprawa rozumu, honoru, patriotyzmu klasy robotniczej, wszystkich ludzi pracy, aby te cyniczne, antypolskiej rachuby skończyły się jak najrychlej tam, gdzie się skończyć powinny – na złomowisku historii ” .
Na I Kongresie PRON-u gen. Jaruzelski, przemawiając 7 maja 1983 roku powiedział” „Nie my proklamowaliśmy „polsko-amerykańska zimną wojnę”. Nie nam jest ona potrzebna. Wysuwanie warunków pod adresem Polski na nic się nie zda. Nie ma co liczyć na naszą kapitulację. Stany Zjednoczone musiały się ze wstydem wycofać z Wietnamu. Wcześniej czy później wycofają się i z niesławnej kampanii przeciwko Polsce”.
Przemawiając na skończenie obrad XII Plenum PZPR na początku czerwca 1983 roku, gen. Jaruzelski podkreślił, że „w interesach zwłaszcza amerykańskiego imperializmu leży przedłużenie polskiego kryzysu, wywoływanie w naszym kraju wstrząsów wykorzystywanych jako tworzywo do zimnowojennej antysocjalistycznej krucjaty. Jest to więc brudna wojna ekonomiczna i polityczno-psychologiczna prowadzona przeciwko żywotnym interesom Polski. Jakże żałosny jest w tym koncercie między innymi głos władz pewnego zachodniego kraju, które z protestów w polskich sprawach chcą uczynić listek figowy dla własnych groźnych wydarzeń i kłopotów.
Dowiedliśmy, że nie ulegniemy ani groźbom, ani naciskom. Zachód musi to zapamiętać raz na zawsze. Ale też nigdy nie wyrzekliśmy się gotowości do równoprawnej, służącej pokojowi normalizacji stosunków z każdym państwem, które ze swej strony wykaże dążność w tym kierunku. Eliminując możliwość rozgrywania karty polskiej w zimnowojennych celach, nastawiamy się na stopniową odbudowę polskiej aktywności w ramach skoordynowanych państw socjalistycznych, na inicjatywy i działania nawiązujące do bogatych tradycji polskiej polityki zagranicznej całego okresu powojennego”.
Na zjeździe Stowarzyszenia Dziennikarzy PRL gen. Jaruzelski powiedział, że „pokój społeczny, porozumienie Polaków – to najgorszy możliwy bieg wydarzeń z punktu widzenia obecnych strategów Waszyngtonu. Polska słaba – to karta do gry. Polska mocna, zakotwiczona w socjalistycznej wspólnocie, pewna własnych sił i ufna w moc sojuszów – to porażka dla tych, którzy planują „demontaż komunizmu”. Dlatego linia postępowania wobec naszego kraju jest czytelna i logiczna: grozić i stawiać warunki, jątrzyć i izolować, podżegać i wygłupiać…
Za oceanem mówi się kilka razy na tydzień, że rząd Stanów Zjednoczonych nie ma wprost żadnych innych pragnień jak wolność, szczęście i dobrobyt narodu polskiego. Tylko bezgranicznie naiwni mogliby w to uwierzyć.
Soldateska i rasistowski reżim
Naród amerykański, który wniósł znaczący wkład w walkę z hitlerowskim faszyzmem, nie szczędził wysiłków dla rozgromienia japońskiego militaryzmu, naród wybitnych twórców nauki i techniki – cieszy się od dawna sympatią Polaków. Lecz przecież są w tym samym narodzie siły, które dopuściły się ludobójstwa w Wietnamie. Ustanowiły system nieludzkiego wyzysku w wielu krajach Ameryki Łacińskiej. Osłaniają każdą zbrodnię izraelskiej soldateski. Wspierają rasistowski reżim w Republice Południowej Afryki. Dla tych sił Polska jest pionkiem na szachownicy – i niczym więcej.
Niechaj Stany Zjednoczone oraz ich sojusznicy w Pakcie Atlantyckim oficjalnie, publicznie, bez żadnych niejasności, potwierdzą nasze niezbywalne prawo do Wrocławia i Szczecina, nienaruszalność granic polskiej Rzeczypospolitej Ludowej, które znów, mimo wszystkich zobowiązań zawartych w Akcie Końcowym Konferencji Bezpieczeństwa Współpracy w Europie, podważa się i atakuje nad Renem. Niech rząd USA i inne rządy zachodnie przestaną wykorzystywać dywersyjne rozgłośnienie do ingerowania w wewnętrzne sprawy naszego kraju. Jest to nieodłączna część ich polityki państwowej wobec Polski. Niech wreszcie cofną wymierzone w nasz kraj restrykcje. Ich bezpośrednie i pośrednie koszty – idą już w miliardy dolarów. Ponosi je naród polski. Przyjdzie czas, że wrócimy do tej sprawy.
Los narodu i terytorium polskiego jest Stanom Zjednoczonym i Paktowi Atlantyckiemu w rzeczywistości obojętny. Potwierdzony ponownie zamiar zainstalowania na zachód od Łaby amerykańskich rakiet nowej generacji jest decyzją o nieobliczalnych następstwach. Będą one wymierzone również w nasz kraj, w polskie miasta, ośrodki przemysłowe, szlaki komunikacyjne”14.
Przytoczyłem fragmenty przemówień W. Jaruzelskiego z pierwszej połowy 1983 roku, ponieważ ilustrują one ówczesną retorykę polityczną w odniesieniu do Stanów Zjednoczonych i reakcję władz polskich na twardą politykę administracji Reagana.
20 lipca 1983 r. Rada Państwa zniosła z dniem 22 lipca stan wojenny w Polsce. Następnego dnia, 21 lipca 1983 roku gen W. Jaruzelski udzielił wywiadu znanej i popularnej w USA dziennikarce ABC, Barbarze Walters.
Przykre doświadczenie
Na pytanie: „Co Pan myśli o prezydencie Reaganie?” gen. Jaruzelski stwierdził, że z uwagi na należny szacunek dla głowy państwa wolałby nie rozwijać tego tematu. Podkreślił jednak, że „dla nas, Polaków i dla mnie osobiście te stosunki, które się obecnie ukształtowały między Polską a Stanami Zjednoczonymi są bardzo przykrym doświadczeniem. Nasze narody łączy długa, tradycyjna przyjaźń. Szanujemy wielki naród amerykański, jego wspaniały dorobek cywilizacyjny. Ja, jako młody oficer, na początku maja 1945 roku nad rzeką Łabą, w środku Europy uścisnąłem dłoń amerykańskiemu oficerowi. Spotkaliśmy się tam na gruzach faszyzmu hitlerowskiego. Jest to niezwykle smutne, że te stosunki właśnie tak się ułożyły. Nie z naszej winy”.
W wygłoszonym na posiedzeniu Sejmu przemówieniu Jaruzelski stwierdził, że „w antypolskich posunięciach przoduje rząd Stanów Zjednoczonych. Dwustronne stosunki polsko-amerykańskie są złe, są gorsze niż kiedykolwiek były. Niemal co tydzień formułuje się kolejne warianty swoistego ultimatum. Obcy dyktat nie wpływa i nie będzie wpływać na nasze wewnętrzne sprawy, na politykę rządu Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej”.
Przemawiając 4 grudnia 1983 roku na centralnej akademii w Zabrzu z okazji Dnia Górniaka premier W. Jaruzelski powiedział m.in.: „Prezydent Reagan w ciągu dwóch lat zdołał zburzyć to, co w stosunkach polsko-amerykańskich powstało przez długie dziesięciolecia”.
W wywiadzie dla dziennikarzy zagranicznych Wojciech Jaruzelski powołując się na polskich ekonomistów oszacował koszty bezpośrednie i pośrednie sankcji amerykańskich dla Polski na ok. 15 miliardów dolarów. „Nikt, kto jest naiwny, nie może powiedzieć, iż takie skutki nie obciążają narodu, społeczeństwa, każdej polskiej rodziny. Jest to więc nie tylko akt nieprzyjazny wobec rządu, ale również akt antyhumanitarny wobec narodu polskiego”.
Wojciech Jaruzelski wielokrotnie deklarował gotowość do pełnej normalizacji dwustronnych stosunków ze Stanami Zjednoczonymi ale podkreślił, że powinien temu „towarzyszyć powrót do elementarnego realizmu politycznego i zaniechanie praktyk przynoszących szkody naszemu narodowi”.

Premier W. Jaruzelski, który przebywał w Nowym Jorku we wrześniu 1985 na sesji Zgromadzenia Ogólnego ONZ, spotkał się z różnymi politykami, ale nie amerykańskimi. Spotkał się natomiast w siedzibie Stałego Przedstawicielstwa PRL przy ONZ z liczną grupą środowisk polonijnych. „Wśród obecnych znajdowali się profesorowie wyższych uczelni, przemysłowcy, handlowcy, dziennikarze, prawnicy, reprezentanci zarówno starszego pokolenia jak i młodej generacji.
O Matce nie można mówić źle
Zwracając się do zebranych prezes Rady Ministrów wyraził szczere zadowolenie z możliwości spotkania się z przedstawicielami Polonii amerykańskiej i przekazał jej serdeczne pozdrowienia z Warszawy i z Polski. Stwierdził, że w najważniejszych dla Ojczyzny sprawach serca Polaków biją wspólnym rytmem, odczuwają jednakowo jej sukcesy i trudności. Przytoczył znane hasło Związku Polaków w Niemczech, że „Polska jest Matka naszą – o Matce nie można mówić źle”.
Wyraził podziękowanie za okazywane przez Polonię patriotyczne dla Ojczyzny wsparcie. Przypomniał wkład Polonii w odbudowę Zamku Królewskiego w Warszawie, który jest symbolem polskiej państwowości. Mówiąc o obecnych problemach kraju, wskazywał na postęp i konsekwencję w ich rozwiązywaniu”.
W bezpośrednich rozmowach przedstawiciele Polonii zapewniali premiera o swoim serdecznym związku z polską i pragnieniu działania dla dobra ich przodków, a także o tradycjach i perspektywach obustronnie pożytecznej współpracy między Polską a USA – pisała „Trybuna Ludu”.
Doradca premiera Wiesław Górnicki tłumaczył dziennikarzom, że Jaruzelski składał wizytę w ONZ, a nie w USA tłumacząc tym samym brak spotkań z politykami amerykańskimi. Faktem jest, że Waszyngton nie wykazał żadnego życzenia spotkania się z W. Jaruzelskim. Jaruzelski spotkał się natomiast z Davidem Rockefellerem oraz z kardynałem Johnem Królem.
Mimo krytycznej oceny polityki generała Jaruzelskiego, Reagan pogratulował mu w listopadzie 1985 roku wyboru na stanowisko przewodniczącego Rady Państwa. Przekazał „najlepsze życzenia konstruktywnej kadencji, w czasie której Polska osiągnie cel narodowego pojednania, o którym Pan często się wypowiadał, co pozwoli na to, aby rozwój naszych dwustronnych stosunków przyjął kierunek wzajemnie bardziej korzystny”.
Mimo gotowości ze strony rządu polskiego do poprawy stosunków polsko-amerykańskich, Wojciech Jaruzelski w lutym 1986 r. wyraził pogląd, że nie uległy one poprawie. „Pragniemy – powiedział on, żeby poprawa nastąpiła, dajemy tego wielokrotnie dowody. Ale oczywiście może ona nastąpić na gruncie wzajemnego poszanowania, poszanowania naszej suwerenności, nieingerowania w nasze sprawy wewnętrzne”.
Nasilenie zarzutów
W referacie wygłoszonym 29 czerwca 1986 roku na X Zjeździe PZPR I Sekretarz KC PZPR W. Jaruzelski nazwał Waszyngton „inspiratorem i głównym realizatorem szkodzących Polsce decyzji i poczynań”. Równocześnie odnotował „drobne pozytywne gesty i kroki”. Jednakże – powiedział – „w polityce liczą się przede wszystkim fakty. Ich bilans jest wciąż bardzo niekorzystny”. W referacie nie było ostrych ataków na Stany Zjednoczone, które zwykle przy takich okazjach miały miejsce w przeszłości. Zwrócił na to uwagę korespondent „Associated Press” Matthew Vita, który na konferencji prasowej 4 lipca zadał W. Jaruzelskiemu następujące pytanie: „W kampanii przedzjazdowej, w artykułach prasowych obserwowaliśmy pewne nasilenie zarzutów pod adresem USA. Natomiast w pana przemówieniu na X Zjeździe akcentów takich nie było. Czy zdaniem pana generała możemy oczekiwać poprawy stosunków polsko-amerykańskich jeszcze za czasów rządów prezydenta Reagana? Czy Polska jest gotowa do jakiegoś gestu pojednawczego w stronę Stanów Zjednoczonych, co mogłoby korzystnie przyspieszyć poprawę tych stosunków?”.
Jaruzelski powiedział, że artykuły czy przemówienia przedzjazdowe były reakcją na nieprzyjazne posunięcia i wypowiedzi amerykańskie. Zjazdowy referat – powiedział Jaruzelski – „zasygnalizował gotowość – zresztą po raz kolejny – poprawy tych stosunków. Ale poprawa ta może się dokonać tylko na zasadzie uznania naszych suwerennych praw i poszanowania naszych wewnętrznych problemów.
Nie może być mowy o wspomnianym przez pana „jakimś geście”, który miałby, że tak powiem „udobruchać” Stany Zjednoczone. To, co robimy i jak postępujemy jest najlepszym uwiarygodnieniem naszych intencji. To, co podejmujemy dla poprawy sytuacji w kraju, co czynimy dla odprężenia międzynarodowego i umocnieni pokoju, co czynimy w zakresie współpracy i stosunków międzynarodowych z innymi krajami przemawia za nami”. Jaruzelski przy tym podkreślał, że „Polsce nie chodzi o stosunki specjalne, lecz o stosunki normalne”.
Generał W. Jaruzelski 1 grudnia 1986 r. podczas konferencji prasowej z udziałem uczestników międzynarodowego spotkania dziennikarzy „Jabłonna VI”, nawiązując do polsko-amerykańskich rozmów w Wiedniu powiedział m.in.: „Chcemy po prostu, aby nasze stosunki opierały się na normalnych zasadach, powszechnie przyjętych przez społeczność międzynarodową. Jest rzeczą zrozumiałą, że wymaga to odejścia od polityki restrykcji oraz stworzenia niedyskryminujących warunków rozwoju stosunków gospodarczych, handlowych, ekonomiczno-finansowych. Sądzę, że wzajemnie korzystna współpraca będzie możliwa, że leży ona również w interesie Stanów Zjednoczonych”.
Wojciech Jaruzelski po raz pierwszy od dwóch lat udzielił wywiadu dziennikarzowi amerykańskiemu. Był to wywiad, który 30 lipca 1987 roku opublikował „Wall Street Journal”. W wywiadzie tym Jaruzelski podkreślił, że przeszkodę na drodze do sukcesu w Polsce stanowi polityka Stanów Zjednoczonych, które odmawiają odbudowy bliskich stosunków gospodarczych sprzed roku 1981. Polska potrzebuje otwarcia zachodnich rynków zbytu, aby przyspieszyć wzrost gospodarczy kraju i wypełnić zobowiązania płatnicze.
W dniach 26-29 września 1987r. w Polsce przebywał z oficjalną wizytą wiceprezydent George H.W. Bush. W pierwszym dniu pobytu w Polsce złożył on kurtuazyjną wizytę przewodniczącemu Rady Państwa Wojciechowi Jaruzelskiemu. Jak głosił oficjalny komunikat PAP „spotkanie przebiegało w rzeczowej, konstruktywnej atmosferze”. Następnego dnia obaj politycy spotkali się w zabytkowym pałacu w Nieborowie, gdzie rozmawiali przez prawie trzy godziny, o ponad 40 minut dłużej niż przewidywał program. Tematem Rozmów były m.in. polsko-amerykańskie stosunki dwustronne, ze szczególnym uwzględnieniem problematyki ekonomicznej.
Pozytywny sygnał
W rozmowie z dziennikarzem „Washington Post” Jimem Hoaglandem Jaruzelski powiedział, że wizyta była „pozytywnym sygnałem”, że stosunki polsko-amerykańskie ulegają zasadniczej poprawie. Jaruzelski zwrócił się o poparcie Waszyngtonu w sprawie pożyczki Banku Światowego i MFW oraz w sprawie obniżenia odsetek od kredytów rządowych. „Pan Bush obiecał, że będzie naszym rzecznikiem w rozmowach paryskich w sprawie restrukturyzacji zadłużenia i dotrzymał danej obietnicy. Nie był to wielki krok” – oświadczył Jaruzelski.
Po powrocie do Stanów Zjednoczonych wiceprezydent Bush powiedział, że generał
W. Jaruzelski zapewnił go o reformach w Polsce „Choć reformy nie idą tak daleko jak byśmy sobie tego życzyli, w uznaniu niezależnych związków zawodowych są to kroki we właściwym kierunku” – powiedział Bush.
11 listopada 1988 roku z okazji 70. rocznicy odzyskania niepodległości prezydent Reagan przesłał depeszę do przewodniczącego Rady Państwa W. Jaruzelskiego. Przypomniał z dumą 14 punktów prezydenta Woodrowa Wilsona i fakt, że Stany Zjednoczone popierały sprawę niepodległości Polski. „Naród amerykański i ja osobiście nadal życzymy pomyślności narodowi polskiemu w jego wysiłkach zmierzających do zapewnienia zachowania dobrodziejstw wolności i dobrobytu”.
Kiedy Bush wygrał wybory prezydenckie w listopadzie 1988 r. przewodniczący Rady Państwa W. Jaruzelski pogratulował mu zwycięstwa, wyrażając przy tym przekonanie, że „dzięki Pan zaangażowaniu, któremu dał Pan wyraz podczas swej wielce znaczącej wizyty w Polsce, stosunki między naszymi państwami będą rozwijając się w duchu historycznych tradycji łączących narody polski i amerykański”.
W liście skierowanym do W. Jaruzelskiego 2 maja Bush pozytywnie ocenił rozwój sytuacji w Polsce. Jeszcze raz z uznaniem przyjął wyniki rozmów „okrągłego stołu”. Przyjął również zaproszenie do złożenia oficjalnej wizyty w Polsce. Kilka dni później 6 maja poddano publicznie do wiadomości, że w pierwszej połowie lipca George Bush przybędzie do Polski na zaproszenie przewodniczącego Rady Państwa Wojciecha Jaruzelskiego.
USA nie poprą
W połowie czerwca 1989 r. pojawiły się pogłoski, że Stany Zjednoczone nie poprą kandydatury W. Jaruzelskiego na prezydenta. Ambasador J. Davis 16 czerwca depeszował do sekretarza stanu, że „członek Biura Politycznego Józef Czyrek złożył krótką wizytę zastępcy ambasadora, aby „wspólnie pomartwić się” pogłoskami na temat amerykańskiego poparcia dla ekstremalnych poglądów opozycji. Powiedział, że krążą plotki wskazujące na to, iż Stany Zjednoczone są przeciwne wyborowi Jaruzelskiego na prezydenta i ostrzegł, że z kwestii tej może wyniknąć „wojna”. „Pewne działania” utrudniły wybór Jaruzelskiego i wedle pogłosek Stany Zjednoczone wsparły te działania. Jeśli sytuacja się nie zmieni, a wybory prezydenta nie przebiegną tak, jak się spodziewano, może to odbić się negatywnie na wizycie prezydenta Busha. Zastępca ambasadora zaprzeczył jakoby Stany Zjednoczone miały jakikolwiek interes w nie dopuszczeniu do wyboru Jaruzelskiego i podkreślił, że USA opowiadają się za stałym postępem procesu demokratyzacji. Wszelkie interpretacje tej niezwykłej rozmowy z Czyrkiem wskazują na ogromne obawy kierownictwa rządu dotyczące najbliższej przyszłości” – pisał ambasador Davis.
Prezydent Bush w liście do gen. Jaruzelskiego 2 maja 1989 r. pisał m.in.: „Wierzę, że podpisując porozumienia okrągłego stołu Polska zrobiła krok w kierunku wolności i demokracji, krok który przyczynia się do budowy takiej Europy do jakiej ja i moje państwo dążymy. Porozumienia okrągłego stołu mogą stworzyć Polsce najlepsza okazję od dziesięcioleci, aby zacząć trudną i wielką drogę wnoszącą się w kierunku prawdziwej wolności i pomyślności”.
Ambasador USA w Polsce John R. Davis 22 czerwca 1989 r. spotkał się z grupą czołowych parlamentarzystów „Solidarności” i wyjaśnił im jak doprowadzić do niezbędnego kworum, by wybrać gen. Jaruzelskiego na prezydenta Polski.
List z zaproszeniem
W styczniu 1989 r. gen Jaruzelski skierował list do nowo wybranego prezydenta USA George’a H.W. Busha z zaproszeniem do złożenia wizyty w Polsce. Przed przyjazdem do Polski prezydent Bush na spotkaniu z polskimi dziennikarzami w Białym Domu ciepło mówił o generale Jaruzelskim. „Serdecznie wspominam jego serdeczność w stosunku do mnie” – powiedział Bush.
Wizyta prezydenta George’a H.W. Busha w Polsce trwała 3 dni, od 9 do 11 lipca 1989 r.
W niedzielę 9 lipca wieczorem, tuż po godzinie 20.00 na warszawskim Okęciu wylądował samolot „Air Force One”. Prezydenta Busha, jego małżonkę i osoby towarzyszące powitał przewodniczący Rady Państwa Wojciech Jaruzelski.
W przemówieniu powitalnym George Bushe powiedział: „Jest rzeczą wspaniała być tutaj znowu w tak fascynującym momencie. Historia, która tak często spiskowała z geografią, odmówiła narodowi polskiemu swobody, wolności, teraz oferuje Polsce nową, jaśniejszą przyszłość.
Słuchałem uważnie Pańskich (generała W. Jaruzelskiego – przyp. L.P.) słów powitania – rzeczywiście Polska wkroczyła na drogę demokratycznych przemian. Wspinaczka jest fascynująca, choć nie zawsze łatwa i będzie wymagała dalszych poświeceń. Jeśli jednak będzie się za nią podążać, prowadzić ona będzie do renesansu tego szczególnego narodu, narodu polskiego.
Są to wielkie dni dla Polski. „Solidarność” jest ponownie organizacją legalną. Są zaczątki wolnej prasy. Zebrał się nowy parlament. Polski. Senat został przywrócony w drodze wolnych i uczciwych wyborów. Polska tworzy swoją własna historię! Ameryka i świat bacznie przypatrują się temu.
Rząd polski i Pan, Panie Przewodniczący, wykazaliście mądrość i odwagę, wkraczając na drogę porozumień „okrągłego stołu”. To, co dzieje się tutaj, jest natchnieniem dla świata”.
Mimo późnej pory, wzdłuż trasy przejazdu prezydenta z lotniska do jego rezydencji przy ulicy Parkowej zebrało się sporo warszawiaków, którzy pozdrawiali gości.
Poniedziałek 10 lipca był dla prezydenta Busha najbardziej pracowitym dniem. O godz. 8:45 przed Grobem Nieznanego Żołnierza złożył wieniec. Następnie udał się na Umschlagplatz, przy ul. Stawki, miejsce upamiętniające męczeństwo i walkę Żydów w latach 1940-1943. Po złożeniu wieńca przywitał się z przedstawicielami społeczności żydowskiej.
O godz. 9:30 przybył do Belwederu na spotkanie z przewodniczącym Rady Państwa Wojciechem Jaruzelskim. Po serdecznym powitaniu, które rejestrowały dziesiątki kamer stacji telewizyjnych i aparaty licznie przybyłych fotoreporterów, obaj politycy przyszli do Sali Pompejańskiej na rozmowy „w cztery oczy”. Bushowi towarzyszył Brent Scowcroft, doradca do spraw bezpieczeństwa narodowego, Jaruzelskiemu zaś Kazimierz Duchowski, dyrektor departamentu amerykańskiego w MSZ.
Namawianie
Obaj politycy musieli rozmawiać o poważnych sprawach i to szczegółowo, ponieważ rozmowa trwała blisko 2,5 godziny. Ponad dwugodzinną rozmowę Busha z Jaruzelskim w cztery oczy odczytano jako poparcie dla generała i jego kandydatury na stanowisko prezydenta. Potwierdził to sam Bush w książce opublikowanej w 1998 roku, pisząc: „Powiedziałem mu
(W. Jaruzelskiemu – L.P.), że jego odmowa ubiegania się (o wybór na prezydenta) będzie prowadziła w sposób nieunikniony do destabilizacji i nalegałem, żeby rozważył swoją decyzję ponownie. Powstała sytuacja paradoksalna: prezydent USA usiłuje przekonać wyższego przywódcę komunistycznego, aby ubiegał się o urząd prezydenta kraju.
Ale sądziłem, że doświadczenie Jaruzelskiego stwarzało najlepsze warunki dla łagodnej transformacji systemu w Polsce .
To, że Bush nakłaniał Jaruzelskiego do kandydowania na prezydenta RP, potwierdzał. także generał Czesław Kiszczak. W wywiadzie z Adamem Michnikiem, Agnieszką Kubik i Moniką Olejnik, Kiszczak po latach tak wspominał ten fakt: „Zdarzyła się wtedy śmieszna historia. Jemy obiad na Krakowskim Przedmieściu. Jaruzelski siedzi z Bushem za stołem prezydialnym, ja obok z doradcą prezydenta USA ds. bezpieczeństwa narodowego. Siedzimy i gadamy o tym o owym – on generał, ja generał… W pewnym momencie on się nachyla w moją stronę i mówi: – Panie generale, jeśli generał Jaruzelski zaproponuje panu stanowisko premiera czy pan się zgodzi? I zaczął mnie gorąco namawiać, żebym ja się zgodził zostać premierem polskiego rządu! Deklarował pełne poparcie rządu Stanów Zjednoczonych dla mnie jako przyszłego premiera. Okazuje się, że Amerykanie głęboko rozpoznali naszą sytuację.
Bush zgłupiał
Wtedy ja podszedłem do Busha. Jaruzelski przedstawił mnie jako kandydata na prezydenta. A ja się zwróciłem do Busha: – panie prezydencie, ja mam do pana prośbę. Widzę, że pan ma duży wpływ na mojego przyjaciela, pana generała Jaruzelskiego. Niech pan mu wyklaruje, wytłumaczy, żeby on kandydował, bo on jest jedynym, najlepszym kandydatem na prezydenta.
Bush zupełnie zgłupiał. Zaczął przekonywać Jaruzelskiego – i generał w końcu się złamał. Ja wtedy złożyłem publiczne oświadczenie, że popieram kandydaturę Jaruzelskiego”.
W południe ambasador USA w Warszawie, John R. Davis wydał w swej rezydencji lunch z okazji wizyty w Polsce prezydenta Busha. Zaproszono czołowych polityków polskich a także kilkudziesięciu przedstawicieli różnych sił politycznych i środowisk – w sumie około 80 osób.
Gości powitał prezydent Bush, który nawiązują do wcześniejszych rozmów w Belwederze z Wojciechem Jaruzelskim stwierdził, że jego kraj i świat czerpią natchnienie z sukcesu Polski przy „okrągłym stole” i z wprowadzenia w życie jego postanowień.
„Wzniósłbym kielich, gdybym go znalazł” – powiedział prezydent. Goście się roześmiali, ambasador Davis szybko podsunął prezydentowi kieliszek. „Wznoszę toast z głębokim szacunkiem dla Pana, panie Przewodniczący i Pana kolegów, dla „Solidarności”, dla procesu „okrągłego stołu” i dla wszystkich obecnych tutaj gości, którzy umożliwili ten proces, za społeczeństwo polskie.
Stany Zjednoczone – powiedział Bush – będą z Polską, będziemy popierać waszą pełną nadziei i bezprecedensową w waszej historii misję”.
Rodzi się nowa Polska
Wojciech Jaruzelski w swoim toaście stwierdził, że przedpołudniowa rozmowa umożliwiła lepsze poznanie się i wzajemne zrozumienie. Powiedział min.: „Pańska wizyta na wspólnym posiedzeniu Sejmu i Senatu Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej ma szczególną wymowę. Symbolizuje ona nową jakość w stosunkach między naszymi krajami, lecz zarazem i ciągłość, ponieważ dzień dzisiejszy ma swe źródło we wczorajszym dniu…
Rodzi się nowa Polska. Wspólnym wysiłkiem całego narodu otwieramy dziś nieznany rozdział w księdze polskich przeznaczeń.
Wkraczając na tę trudna drogę, o której mówił Pan na lotnisku warszawskim, mamy pełną świadomość, że najwięcej zależy od nas samych.
Ale nie chcemy być sami. Mamy wielu przyjaciół. Wierzę, iż stosunki polsko-amerykańskie, że nasza współpraca będą również tego potwierdzeniem”.
Następnie George Bush wygłosił obszerne przemówienie. Przypomniał w nim historyczne związki łączące Stany Zjednoczone i Polskę. „Decyzja Polski – powiedział Bush – przeprowadzenia reform politycznych i ruch na Węgrzech zmierzający w tym samym kierunku – mają wielka wagę, której znaczenie wybiega poza ich granice, stwarzając polityczne struktury uprawomocnione wolą ludu. Przez to Wasze reformy mogą stanowić podstawę stabilności, bezpieczeństwa i dobrobytu – nie tylko tu ale w całej Europie. Obecnie i w przyszłym stuleciu”.
Odchodząc od napisanego tekstu przemówienia prezydent Bush dodał, że osoba generała Jaruzelskiego była w USA kontrowersyjna. Teraz wszystko się zmieniło, bo w bardzo trudnej sytuacji potrafił pójść w kierunku otwartości i reform. Bardzo chciał poprowadzić kraj w erę zmian. Dlatego prezydent Bush w swoim przemówieniu w Sejmie dodał do przygotowanego tekstu słowa pochwały pod adresem generała W. Jaruzelskiego.
Wieczorem o godz. 20:00 przewodniczący Rady Państwa z małżonką podejmowali prezydenta George’a Busha i jego żonę Barbarę oficjalnym obiadem w pałacu Rady Ministrów na Krakowskim Przedmieściu.
Wojciech Jaruzelski w swoim przemówieniu podkreślał m.in., że George Bush jest w Polsce znany i szanowany. Wyraził przekonanie, że „wizyta w naszym kraju stanie się doniosłym historycznym wydarzeniem w rozwoju stosunków polsko-amerykańskich”.
George Bush z kolei powiedział, że jego wizyta „nie jest zwyczajna, ponieważ czasy w Polsce nie są zwyczajne.
11 lipca prezydent Bush poleciał do Gdańska, gdzie spotkał się z Lechem Wałęsą a o godz. 15-ej przybył na Westerplatte, gdzie oczekiwał na niego Wojciech Jaruzelski. Obaj złożyli pod pomnikiem wińce i uczcili minutą ciszy pamięć żołnierzy poległych na frontach drugiej wojny światowej.
Uroczystość pożegnania prezydenta na lotnisku w Rębiechowie odbyła się o godz. 16.30. Wojciech Jaruzelski żegnając gościa określił wizytę jako „niezwykle ważny, doniosły rozdział w historii stosunków polsko-amerykańskich. Jest Pan – powiedział – doświadczonym dalekowzrocznym, budzącym sympatię politykiem. Chcę podziękować Panu, Panie Prezydencie za zrozumienie złożoności naszych obecnych problemów”.
Szczególna wizyta w kraju wyjątkowym
George Bush powiedział, że „była to szczególna wizyta w kraju wyjątkowym i wśród ludzi, którzy budzą w nas natchnienie”. Podkreślił, że najbardziej z tej wizyty utkwiły mu w pamięci „ogromne możliwości, które w tej chwili stoją przed narodem polskim”. Na zakończenie powiedział: „Stany Zjednoczone przyjdą z pomocą w zapewnieniu konkretnych posunięć, które pozwolą Polsce na przebycie drogi, która przed nią stoi – ku lepszemu startowi życia gospodarczego. Rozpoczyna się nowa droga wymiany gospodarczej z całym światem.

Chciałbym podziękować generałowi Jaruzelskiemu za otwartość i szczerość naszych wszystkich dyskusji. Dodaję swój głos do głosu tych wszystkich, którzy w przeszłości doceniali ogrom osiągnąć Polski i są w pełni oddani sprawie dopomożenia jej na nowej drodze. Wola i zdecydowanie Polaków wystawione zostały na trudną próbę ale tylko one są czynnikami, które zdecydują o sukcesie. Świat spogląda na Polskę pewien, że podejmie tę próbę”.
Powrót Polski do polityki Waszyngtonu
11 lipca 1989 roku, o godzinie 17.00 samolot prezydenta odleciał z Gdańska, biorąc kurs na Budapeszt; George Bush przebywał w Polsce 43 godziny.
Wizyta prezydenta Busha miała wymiar polityczny i ekonomiczny. Moim zdaniem, ten pierwszy był bardziej pomocny, aniżeli drugi. Bushowi przede wszystkim zależało na poparciu zmian systemowych w Polsce. W sferze politycznej wizyta ta oznaczała powrót Waszyngtonu do aktywnej polityki wobec Polski, do dialogu i konsultacji, współpracy międzyparlamentarnej, do normalnych stosunków z rządem polskim, jakikolwiek rząd zostanie wyłoniony w wyniku wyborów parlamentarnych.
W czasie lotu do Paryża prezydent Bush podzielił się z dziennikarzami wrażeniami z pobytu w Polsce i na Węgrzech. Powiedział m.in., że gen. Jaruzelski początkowo nie cieszył się dobra opinią w Stanach Zjednoczonych, obecnie jednak jest „według mnie w czołówce reformatorów tak w swym kraju jak i w Europie Wschodniej. Moja rozmowa z nim była ciepła i serdeczna. Mówiliśmy o rozbieżnościach lecz również i o tym co nas łączy. Wyraźne było, że Jaruzelski robi wszystko, aby podejmować nas z pełną gościnnością”.
Troskliwe gratulacje
W lipcu 1989 roku Wojciech Jaruzelski został wybrany prezydentem PRL. W związku z tym sekretarz prasowy Białego Domu M. Fitzwater przekazał w imieniu prezydenta Busha następujące oświadczenie: „Gratulujemy generałowi Jaruzelskiemu wyboru na urząd prezydenta Polski. Wybór przywódcy jest wewnętrzną sprawa narodu polskiego. Naszą jedyną troską jest to, aby proces reform polityczno-gospodarczych postępował naprzód. Prezydent podkreślał to wielokrotnie podczas swej podróży. Prezydenta szczególnie uderzyło ogromne pragnienie narodu polskiego, by wspólnie działać dla zbudowania pomyślnej przyszłości. Jednym z celów podróży prezydenta było wrażenie nadziei, że wszystkie strony będą działać wspólnie dla dobra narodu polskiego”.
Po wizycie w Polsce przywódca mniejszości republikańskiej w Senacie Robert Dole ogłosił 7 września raport, w którym podkreślił, że „spotkaliśmy się z prezydentem Jaruzelskim, komunistycznym szefem państwa i odbyliśmy z nim szczerą, daleko (poza bieżące sprawy) wybiegającą rozmowę. Z rozmowy tej wyszliśmy przekonani, że prezydent Jaruzelski choć może być oddanym komunistą jest jeszcze w większym stopniu patriotycznym Polakiem. Uważam, że stara się on czynić to, co jest najlepsze dla Polski, że rozumie iż sukces „Solidarności” jest obecnie spleciony z sukcesem Polski”.
Szacunek dla wszystkich
4 października 1989 r. Biały Dom opublikował oświadczenie prezydenta Busha, w którym jeszcze raz wyraził on „szacunek dla premiera Mazowieckiego, prezydenta Jaruzelskiego, przywódcy „Solidarności” Lecha Wałęsy i wielu innych wybitnych polskich przywódców za ich odwagę” w doprowadzeniu do zmian w Polsce. Bush zaprosił prezydenta Jaruzelskiego i premiera Mazowieckiego do złożenia wizyty w Stanach Zjednoczonych „w dogodnym dla nich czasie”.
Na konferencji prasowej, w dniu 24 stycznia Zygmunt Broniarek zadał prezydentowi Bushowi następujące pytanie: „Prezydent Jaruzelski sugerował ostatnio, aby cztery wielkie mocarstwa potwierdziły nienaruszalność powojennych granic Polski bez względu na to, co się stanie w przyszłości, to znaczy również w razie zjednoczenia Niemiec. Czy Stany Zjednoczone przyłączyłyby się do takiego potwierdzenia?”.
Prezydent Bush: „W ramach Aktu Helsińskiego uznaliśmy istniejące granice i nie ma dla mnie żadnego problemu, by potwierdzić je. Natomiast nie mam osądu co do tego, czy wymaga to jakiegoś rodzaju akcji
międzynarodowej”.
Orędownik dalszego rozwoju
Na początku sierpnia 1990 roku PAP podała wiadomość, że prezydent W. Jaruzelski złoży wizytę w USA na zaproszenie prezydenta G. Busha. Tymczasem 28 września w prasie ukazał się tekst listu Jaruzelskiego do George’a Busha, w którym rezygnuje on z wizyty w USA. Formalnym powodem tej decyzji był wniosek W. Jaruzelskiego do Sejmu o skrócenie jego kadencji prezydenckiej. W zakończeniu listu Wojciech Jaruzelski życzył prezydentowi Bushowi dalszych sukcesów w umacnianiu bezpieczeństwa i pokoju, w budowie nowego ładu międzynarodowego oraz wyraził przekonanie, że prezydent USA będzie orędownikiem dalszego rozwoju przyjaznych stosunków polsko-amerykańskich.
Kultura polityczna
W. Jaruzelski wystąpił z wnioskiem o skrócenie kadencji w związku z niewybrednymi atakami jego przeciwników politycznych, dążących do przyspieszenia wyborów zarówno prezydenckich jak i parlamentarnych.
Ambasador USA w Warszawie Thomas Simons, 28 września złożył wizytę.
W. Jaruzelskiemu i podziękował w imieniu prezydenta Busha za list. Przekazał także wyrazy pełnego zrozumienia dla decyzji odwołania oficjalnej wizyty w Stanach Zjednoczonych oraz złożył najlepsze życzenia. Powiedział, że prezydent Stanów Zjednoczonych z wielką przyjemnością wspomina obie wizyty w Polsce i uważa, że w przyszłości będzie miał okazję spotkania się z nim i odbycia intersującej rozmowy.
O wysokiej kulturze politycznej i osobistej George’a Busha świadczy również komunikat Białego Domu, w którym prezydent Stanów Zjednoczonych stwierdził, że decyzja Wojciecha Jaruzelskiego harmonizuje z wkładem prezydenta Jaruzelskiego w proces demokratycznych przemian w Polsce od czasu historycznego porozumienia zawartego przy „okrągłym stole”. „Prezydent Jaruzelski zasługuje na wielki szacunek za rolę, jaką odegrał wraz z rządem premiera Mazowieckiego w działaniach na rzecz umocnienia gospodarki i umocnienia demokracji”.
Reagan w Warszawie
14 września 1990r. do Warszawy przybył były prezydent USA Ronald Reagan. W Belwederze spotkał się z prezydentem Wojciechem Jaruzelskim. Obaj rozmówcy wymienili się poglądami o sytuacji w Polsce, w Europie i w świecie. Po rozmowie Ronald Reagan powiedział: „Podczas ośmiu lat sprawowania przeze mnie urzędu nie doszło do naszego spotkania, nie było takiej okazji. Była to bardzo dobra rozmowa. Omawialiśmy zachodzące obecnie przemiany polityczne i ekonomiczne. Wydaje się, że posuwają się one we właściwym kierunku”. Komentując spotkanie z Ronaldem Reaganem, Wojciech Jaruzelski mówił: „Przede wszystkim chcę podkreślić wielką satysfakcję z możliwości tego spotkania. Przeszliśmy długą drogę. To, że dziś tu w Belwederze, mogliśmy się spotkać, jest w pewnym sensie symbolem czasu w jakim żyjemy”. Prezydent Jaruzelski dodał, że rozmowa była pożyteczna i przebiegała w miłej atmosferze.
Zawsze pytał o Jaruzelskiego
Ilekroć polscy politycy odwiedzali Biały Dom, prezydent Bush zawsze pytał o generała Jaruzelskiego i za ich pośrednictwem przekazywał pozdrowienia dla niego.
W czerwcu 1997 roku Bush po raz piąty odwiedził Polskę. W dniu 29 czerwca państwo Bush spotkali się z prezydentem Kwaśniewskim i jego małżonką w pałacu prezydenckim. Polski prezydent podjął gościa lunchem. Po lunchu do pałacu przejechał generał Jaruzelski, który odbył półgodzinną rozmowę z Georgem Bushem. Do spotkania tego doszło na życzenie Busha.
Po powrocie do USA George Bush przesłał generałowi Jaruzelskiemu list datowany
4 lipca, w dniu święta narodowego Stanów Zjednoczonych. W liście tym Bush pisał m.in.: „Drogi Generale Jaruzelski, drogi Przyjacielu. Było mi bardzo miło spotkać się z Panem w Warszawie. Najpierw byłem zaniepokojony Pańską operacją oka, ale kiedy powiedział mi Pan, że wszystko się dobrze rozwija, poczułem się w związku z tym dużo lepiej”. Dalej Bush, zawiadamiając Jaruzelskiego o planowanym otwarciu Biblioteki Prezydenckiej, pisze: „Jeżeli miałby Pan jakeś osobiste dokumenty odnoszące się do wydarzeń w czasie mojej prezydentury i wiceprezydentury, albo do moich wizyt w Polsce, to byłbym Panu bardzo wdzięczny za przesłanie mi ich, jako dokumentów historycznych, które umieściłbym w bibliotece”.
Wreszcie Bush stwierdza: „ Gdy tylko biblioteka i szkoła zaczną działać, skontaktuje się z Panem w sprawie ewentualnej Pańskiej wizyty w Teksasie. Chciałbym, żeby Pan spędził tu kilka dni na wspólnych spotkaniach ze studentami i na zwiedzaniu przynajmniej części Teksasu”.
Zygmunt Broniarek, który opublikował powyższy list, skomentował go następująco: „Bush zawsze był i dalej jest człowiekiem, który pamięta o swoich przyjaciołach”.
Elektryk, który zapalił lampę wolności
11 listopada 1999 roku George Bush po raz szósty odwiedził Polskę, tym razem na zaproszenie wicepremiera Leszka Balcerowicza. Był gościem honorowym obchodów Święta Niepodległości. Prezydent Kwaśniewski podziękował mu za „osobisty wkład w budowę demokratycznego świata, za wsparcie dla Polski i dla Polaków. Pamiętamy i dziękujemy” – powiedział Kwaśniewski. „Te uroczystości mnie, który jestem weteranem II wojny światowej, szczególnie głęboko zapadły w serce” – powiedział Bush.
Nawiązując do swoich poprzednich pobytów w Polsce, szczególnie w lipcu 1989 roku, Bush ciepło i serdecznie wspominał generała Wojciecha Jaruzelskiego. „Wiem – mówił – że w Polsce jest postacią wciąż kontrowersyjną, ale jest to człowiek, który postawił interes kraju ponad wszystko”. Bush dobrze też wspominał Lecha Wałęsę, „elektryka, który zapalił lampę wolności”.

Zapomniana reforma gospodarcza w Polsce 1981 r.

„Reforma gospodarcza należała do programowych haseł – zarówno władzy, jaki i Solidarności. Realizacyjnie, nie było to już takie oczywiste”
gen. Wojciech Jaruzelski

„Wyraźny przypływ nadziei na opanowanie kryzysu”, wywołało – zdaniem Stanisława Kani-expose Premiera-Generała, wygłoszone w Sejmie, pisałem w tekście „Premier…, 4-5 marca 2020. Główną podstawą był projekt – główne tezy reformy gospodarczej, apel o 90 dni spokoju oraz przychylność wyrażana w wielu publicznych wypowiedziach. Na sali obrad Rady Ministrów, jak pamiętają np. prof. Józef Kozioł i Stanisław Ciosek – pojawiła się tablica, na której odliczano „dni spokoju”.
Dla Generała, szczególnie cenne – wiem z rozmowy – były zachęcające wypowiedzi przedstawicieli gremiów kierowniczych Solidarności, m.in. prof. Karola Modzelewskiego i Jacka Kuronia. „Sprawdził” je Generał i z satysfakcją znalazł ich potwierdzenie, gdy ku zaskoczeniu Rządu, z kilkoma ministrami wybrał się w lutym do kilku sklepów na warszawską Wolę.
Zaskoczone wizytą ekspedientki i klienci mówili o brakach ale i nadziei na poprawę dostaw, choć niektórzy, można rzec-odważyli się mówić-„oby rząd nie zawiódł”. Na początku marca powtórzył ten „eksperyment” i pojechał z grupą ministrów do kopalni Knurów. Obok życzliwości dostrzegł przykłady braku operatywności działania miejscowej administracji, co zauważył już na Woli. Tu taka uwaga. Ku mojemu zaskoczeniu, kilkunastu Czytelników, zachęcało mnie, by wziąć przykład z Pana Zdzisława Rozbickiego, który na łamach Trybuny opisał wizytę Generała we Wrocławiu. Takich „wizyt” było jeszcze kilka. Z uznaniem gratuluję Autorowi ciekawej publikacji i dedykuję tę „zachętę”, którą tylko tak wprawne pióro zaspokoi słuszne oczekiwania naszych Czytelników – dziękuję Państwu.
„Bydgoski marzec”
Dwa miesiące później, 10 kwietnia Generał na posiedzeniu Sejmu stwierdził z goryczą – „Nie było wiele naprawdę spokojnych dni … Występowały wciąż w kraju różnego rodzaju i skali konflikty, pogotowia strajkowe, ultymatywne częstokroć żądania i trudne do spełnienia postulaty”. Jeśli ktoś uważa tę ocenę za krzywdzącą Solidarność – bo przecież ona była tego inicjatorem i wykonawcą zarazem – niech sięgnie po dostępne publikacje, także prasowe i sporządzi ich listę, nie tylko na okres tych 90 dni, ale na cały rok 1981, zachęcam.
Na dowód takiego postępowania niektórych „wyrywnych” działaczy przypomnę awanturę w Bydgoszczy. Na wiecu 8 lutego Solidarność chłopska wezwała Wojewódzką Radę Narodową (WRN), do zwołania sesji poświęconej rolnictwu, którą zaplanowano na 19 marca. Swoistym „wstępem” do udziału w sesji była od 14 marca okupacja siedziby WK ZSL. Przewodniczący regionu Jan Rulewski, zaproszony z 6 osobami, przybył z grupą 25 osób, wpuszczony na salę obrad bez przeszkód. Po referacie wicewojewody, padł wniosek, by dyskusję przełożyć na następne posiedzenie i zamknąć obrady. Goście poczuli się oszukani i rozpoczęli okupację sali. Nie pomogły przekonywania i zapewnienia organizatorów, ani próba łagodzenia sytuacji przez osobistego wysłannika Prymasa, Romualda Kukołowicza, ani rozmowa telefoniczna Lecha Wałęsy. Rulewski był nieustępliwy. Siły porządkowe użyto o godz. 19.10 (jak wynika z raportu MSW), bez pałek i broni. Finał zna cała Polska – pobity, zakrwawiony Rulewski i kilku związkowców. Przez zapowiedziany z tego powodu strajk generalny, Polska stanęła na granicy bratobójczej walki domowej.
Na wniosek Tadeusza Mazowieckiego 28 marca, już po wydarzeniach w Bydgoszczy i 2 dni po spotkaniu z Generałem (26 marca), z delegacją Solidarności, spotkał się Prymas kard. Stefan Wyszyński. Była nagrana przez Prymasa, udostępnił ją na związkowe forum. Prymas mówił, że nie można dopuścić do tego, by „zginął chociaż jeden Polak”. Pytał – „czy lepiej z narażeniem naszej wolności, naszej całości, życia naszych współbraci, już dzisiaj osiągnąć postulaty choćby najsłuszniejsze? Czy też lepiej osiągnąć coś niecoś dzisiaj a co do reszty powiedzieć: Panowie, do tej sprawy wrócimy później”. Namawiał do rozłożenia zadań „na raty”. „Ludziom, którzy zawinili można, że tak powiem, dać pewne moratorium”… To nie jest oczywiście największa cnota: męstwo. Największą cnotą jest miłość, a także roztropność i rozwaga… jesteśmy uzależnieni blokowo i układami. Musimy być świadomi, że ludzie ci gotowi są bronić swoich układów politycznych, w swoich narodach, chociażby kosztem Polski”. Prymas wspomniał, że w rozmowie z Generałem kładł nacisk na załatwienie dwóch spraw: Bydgoszczy i „Solidarności Wiejskiej”. Dalej mówił – „Nie jestem tragikiem, ale mogę powiedzieć – sytuacja jest groźna. I dlatego też myślę, że gdybyśmy przeciągnęli strunę, wysuwając nasze postulaty, moglibyśmy później bardzo ciężko żałować następstw, które ściągnęlibyśmy na Polskę…stąd potrzeba ogromnej rozwagi”. Pomyślcie Państwo-czy te myśli Prymasa, straciły znaczenie – stosownie do rzeczywistości Polski w 2020 r.?
Po latach paryska „Kultura” ujawniła relację świadka, Antoniego Tokarczuka o kulisach zachowania działaczy Solidarności w budynku WRN. Pisze on m.in.-„Prawda była odmienna od wersji Solidarności.
Działacze Solidarności jednak chcieli okupować budynek, chociaż przysięgali, że nie. A Jana Rulewskiego znowu tak bardzo nie pobito, wyjął sztuczną szczękę do fotografii, a zdjęcie przewodniczącego regionu bez zębów wstrząsnęło sumieniem narodu” – opisał tę sprawę Przegląd, nr 12 z 2001, zachęcam do przypomnienia sobie tamtej atmosfery. Zachęcam do chwili namysłu nad treścią powyższego cytatu – zamierzona „chęć okupacji”, „przysięga-zakłamaną prawdą”, celowo wyjęta sztuczna szczęka by milionom Polaków pokazać „krzywdę”, przez to wywołać współczucie dla takiego „cierpiętnika”, czym omal nie doprowadził do bratobójczej walki, w której – wiele wskazuje – groziła nam „bratnia pomoc” sojuszników uczestniczących w ćwiczeniu Sojusz-81. Co Państwo o tym myślicie? Gdy piszę ten fragment tekstu, „odżyła” refleksja, gdy czytałem wiele razy o „kłamstwie katyńskim, jako podstawie PRL” – Solidarność zbudowana na kłamstwie!?? Wstydzę się tych słów – skreślam je, usuwam z swej myśli i pamięci, choć mam wiele dowodów – znane są milionom Polaków – niektóre pokazuję w publikacji. Przepraszam za te słowa wielu znanych mi i szanowanych działaczy Solidarności-wspomnę, prof. Jana Widackiego, Józefa Pioniora, Janusza Onyszkiewicza, Andrzeja Celińskiego zmarłych – prof. Karola Modzelewskiego, Jacka Kuronia, tysiące „szeregowych członków”, ludzi uczciwej i ciężkiej pracy, oszukanych przez takich „upatriotycznionych działaczy”. Współczuję Generałowi, gdyż pamięć kolejny raz odświeża sekwencje rozmów w „okresie sądowym”, m.in. z gen. Heinzem Hoffmanem, MON NRD, który niby „mową do siebie” sondował Generała w kwestii zmiany państwowych granic, sytuując to na tle historycznym (tekst „Zwycięstwo rozumu”…, 19-23 czerwca 2019).
Istota reformy
Rząd Józefa Pińkowskiego, który podpisał porozumienia sierpniowe, podjął prace nad reformą gospodarki. Jej zarys przedstawiono na VI Plenum KC PZPR (4-5 października 1980). W „Uchwale” czytamy, iż „KC stoi na gruncie pełnej i rzetelnej realizacji porozumień podpisanych przez przedstawicieli rządu z przedstawicielami załóg robotniczych w Gdańsku, Szczecinie i Jastrzębiu…Niezbędne jest wprowadzenie kompleksowej reformy gospodarczej … Założenie reformy powinny być skierowane do powszechnej dyskusji przed IX Nadzwyczajnym Zjazdem partii”. Założenia opracowano na podstawie krytycznej oceny dotychczasowego stanu – różnych błędów organizacyjnych, materiałochłonności, efektywności zużycia surowców, skuteczności kierowania, itp., ekspertów-fachowców, m.in. Czesława Bobrowskiego, Zdzisława Sadowskiego, Zbigniewa Madeja, Mieczysława Jagielskiego. Faktycznie, istota reformy to zniesienie centralnego planowania i zarządzania gospodarką, wprowadzenie samorządu pracowniczego w przedsiębiorstwie.
Zawierały zasadę trzech „S” – samodzielności, samorządności i samofinansowania przedsiębiorstw. Zawierały zasadę trzech „S” – samodzielności, samorządności i samofinansowania przedsiębiorstw. Przyjęcie zasady regulowania gospodarki przez rynek dominowało w powszechnych żądaniach. Opublikowano je już w styczniu 1981. Wywołały szerokie zainteresowanie członków partii, ludzi pracy, członków Solidarności, ekonomistów. Skierowano je do opinii 100 wybranych, najbardziej reprezentatywnych przedsiębiorstw. Dyskusja trwała do czerwca.
Ocena sąsiadów
Założenia reformy wysłano je do wszystkich krajów bloku. Co Państwo myślicie – jaka była reakcja? Usiądźcie wygodnie w fotelu. Wszystkie kraje-poza Węgrami-odniosły się krytycznie. Ekspertyza NRD, którą pod koniec stycznia otrzymał Stanisław Kania, była druzgocąca. Oto taki fragment – „Koncepcja reformy gospodarczej w Polsce ma z gruntu rewizjonistyczny charakter, opiera się na pełnej negacji wszystkich dotychczasowych zdobyczy socjalizmu i kapitulanctwie wobec pozycji antysocjalistycznych i kontrrewolucyjnych. Insynuuje, że dotychczasowy system planowania i zarządzania totalnie zawiódł”. I dalej-„Jest to cios mający na celu usunięcie sprawdzonej kadry partyjnej z kluczowych pozycji w gospodarce i innych dziedzinach”. Na końcu zawarto taką konkluzję – „Przedłożona koncepcja zakłada zdobycie wszystkich gospodarczych pozycji władzy w Polsce przez zorganizowane siły kontrrewolucyjne. Jest to w istocie część scenariusza kontrrewolucyjnej grupy KOR-u, zmierzającej do likwidacji socjalistycznego ustroju społeczno-gospodarczego”. Bardzo proszę Czytelników o wytężenie pamięci i wyobraźnię sobie ówczesnej sytuacji Polski po takiej ocenie sąsiadów. Cóż z tego, że opracowano naukową replikę i rozesłano sąsiadom! Wykazano w niej „skostnienie i dogmatyzm autorów, cechy które zmniejszają atrakcyjność socjalizmu”, w wydaniu lansowanym przez sąsiadów. Że „socjalizmowi szkodzą ci, którzy hamują postęp, nie widzą nowych okoliczności”. Czy uważacie Państwo, że uznali nasze racje? Kto z Państwa chciałby być na ministerialnym stanowisku, wtedy podejmować decyzje?
Generał, po objęciu stanowiska premiera i zapoznaniu się z tą „ekspertyzą” wysłał grupę ekspertów do Moskwy, pod przewodnictwem prof. Władysława Baki – prof. Zbigniew Madej, wiceprzewodniczący Komisji Planowania, prof. Władysław zastawny, rektor WSNS. „Może Wam się uda przekonać ich do naszej linii, albo przynajmniej zdjąć odium wynikające z fałszywych naświetleń tego, co dzieje się w Polsce” (prof. Baka wspomniał o dogmatykach w partii). Po powrocie, prof. Baka zdał relację Generałowi – „Nie mam przekonania, czy nasz wyjazd przyniósł oczekiwane efekty. Nastroszyli się jeszcze bardziej, jestem pełen obaw o naszą przyszłość”. Po dyskusji Generał, uznał – „Musimy dać absolutny priorytet tendencjom, jakie u nas dominują. Reformę musimy podporządkować polskim potrzebom i temu, czego ludzie chcą”…
Kilka miesięcy później, 1 czerwca 1981 r. w rozmowie telefonicznej Leonid Breżniew zasugerował gen. Wojciechowi Jaruzelskiemu, „aby uświadomił NSZZ Solidarność, że bez korzystnych stosunków gospodarczych, bez radzieckich surowców, PRL nie może egzystować i żaden inny kraj nie byłby w stanie zrekompensować braku takiej współpracy”. Można się nie zgadzać z tą oceną, być dosłownie wściekłym. Czy nie miał racji Breżniew, by „uświadomić Solidarność”? Dziś warto pomyśleć o „korzystnych stosunkach gospodarczych” – tu przypomnę wypowiedź prof. Grzegorza Kołodki(DT, 27-29 marca 2020). „Chcę mocno podkreślić, że jeśli mamy troszczyć się o bezpieczeństwo społeczeństwa i ludzi, co tak bardzo podkreślają uczestnicy każdych wyborów, łącznie z obecnymi – prezydenckimi, to niech politycy i parlamentarzyści wykażą się minimalnym rozsądkiem i odwagą i zmrożą co najmniej na pięć lat tzw. wydatki obronne. Nie będziemy przecież walczyć z koronawirusem przy pomocy myśliwców F-35, nakręcając przy okazji koniunkturę amerykańskim protektorom. To lizusostwo pro-amerykańskie powinno się skończyć.
Bezpieczeństwo Polski spokojnie może być zachowane przy zamrożeniu wydatków na obecnym, minimalnym poziomie, a cały przewidywany przyrost powinien być skierowany na dofinansowanie profilaktyki i lecznictwa, nie tylko w obecnej walce z epidemią”. Państwo Czytelnicy sami wyciągną wnioski.
Reakcja Solidarności
Do Komisji Reformy Solidarność skierowała obserwatorów, Leszka Balcerowicza i Ryszarda Bugaja. Dlaczego nie przyjęli członkostwa Komisji i współodpowiedzialności za reformę? Może po latach wyjawią swoje merytoryczne racje?
W czerwcu 1981 tzw. „Sieć” czyli terenowa organizacja grupująca przedstawicieli Solidarności w dużych zakładach podjęła atak na Komisję za „brak intencji do przeprowadzenia reformy i działanie na rzecz utrwalenia modelu scentralizowanego i nakazowego”. Profesor Władysław Baka ocenił, że zgłoszone postulaty odnośnie samorządności pracowniczej, decyzji ekonomicznych itp. pokrywały się z założeniami reformy, co publicznie wytknął krytykom, stawiając zarzut akcji politycznej i wprowadzania w błąd społeczeństwa. dwa miesiące później, podczas rozmów Komisji pod przewodnictwem Mieczysława Rakowskiego z prezydium KKP Solidarności z Lechem Wałęsą, uzgodniono wspólne stanowisko, że „po reformie kluczową rolę w systemie gospodarczym powinno pełnić samodzielne i samorządne przedsiębiorstwo”. Sporną sprawą był wybór dyrektora przedsiębiorstwa. Solidarność chciała wyboru przez załogę, władza stawiała na kompetencje. Spór rozstrzygnięto we wrześniu, przyjmując kompromisową formułę, gdzie Rada Ministrów w porozumieniu ze związkami zawodowymi ustali listę przedsiębiorstw, gdzie dyrektora wybiera organ założycielski, a gdzie rada pracownicza oraz, że sprzeciw rozstrzygał będzie sąd.
Wspomnę tylko, że przez cały 1981 r. trwały strajki z różnych powodów, których przykłady podawałem w poprzednich publikacjach. Tu przypomnę
trzy wypowiedzi:
Profesor Wacław Wilczyński, w liście otwartym do doradców i ekspertów Solidarności (Polityka, 11lipca 1981), m.in. pisze – „Wypada stwierdzić, że Wasza działalność prowadzi obiektywnie do wyobcowania społeczeństwa. Jest to jednocześnie działanie stwarzające sztuczne zapotrzebowanie na centralne decyzje, na które rząd – w trosce o uspokojenie umysłów – daje się niestety „nabierać”, nie wykorzystując możliwości przesuwania na niższe szczeble i inne organizacje – załatwiania konkretnych spraw.
Tak więc wypada postawić Wam pytanie zasadnicze: dokąd idziecie, dokąd zmierzacie? Czy do przezwyciężenia zbiorowym wysiłkiem wielkiego kryzysu społeczno-gospodarczego, w oparciu o socjalistyczne podstawy ustrojowe i istniejący układ stosunków politycznych w świecie? Czy też może do porażki socjalistycznego państwa na rzecz systemu, w którym Polsce na pewno nikt nie zagwarantuje niczego? Nie chcę dopuścić myśli, że o to Wam właśnie chodzi”
Profesor Jan Szczepański, jako Przewodniczący Nadzwyczajnej Komisji Sejmu do spraw kontroli realizacji porozumień sierpniowo-wrześniowych, jeszcze w lipcu 1981 roku informował, że wartość około 700 lokalnych, głównie wystrajkowanych umów przekroczyła dwukrotnie poziom dochodu narodowego kraju. Lawina pieniądza pustoszyła rynek. Związana z tym panika poprzez wykupywanie „na zapas”, pojawiających się niektórych towarów, pogłębiała niedobory. Szalała spekulacja.
W konsekwencji nie kończące się kolejki, puste półki, brak elementarnych artykułów, zakłócenia nawet w zaopatrzeniu kartkowym. W tym miejscu trzeba przypomnieć długotrwałe protesty i strajki, żądające niezwłocznego wprowadzenia wszystkich wolnych sobót.
Co było dalej, w drugiej połowie 1981 r. – napiszę w kolejnym tekście, traktując je w sumie jako swoiste przypomnienie i „przygotowanie” Państwa Czytelników do obchodów 40. lecia podpisania porozumień sierpniowych.

Katyń – refleksje z dystansu

Zatajona przeszłość, ciąży na teraźniejszości, podczas gdy ujawniona ma wpływ już tylko na historię.

gen. Wojciech Jaruzelski

13 i 14 kwietnia 1990 r. – ważne dni w kalendarzu pamięci o Katyniu – choć od wielu lat, skazane na historyczne, polityczne zapomnienie. Okazjonalnie pojawiają się żądania przeproszenia Polaków za tę zbrodnię.
Kto popełnił tam mord, wiedziano już w latach 1943-1944, z nagłośnienia niemieckiej propagandy. Znane były wyniki badań Komisji Międzynarodowego Czerwonego Krzyża oraz relacje naocznych świadków, w tym uratowanych Polaków. Materiały i informacje z lat 70.i 80 kolportowane w tzw. drugim obiegu, wskazywały na stronę radziecką, choć „oficjalna wiedza” była inna.
Komisja Historyków
Szansa ujawnienia prawdy pojawiła się w kwietniu 1985 r. Kilka tygodni po objęciu funkcji sekretarza generalnego KC KPZR, Michaił Gorbaczow przyjechał do Warszawy na posiedzenie Politycznego Komitetu Doradczego Państw Układu Warszawskiego. Wtedy gen. Wojciech Jaruzelski odbył pierwszą, długą rozmowę. Omawiając stosunki polsko-radzieckie, w kontekście tzw. białych plam, o zbrodni katyńskiej Generał wypowiedział pamiętne słowa: „zatajona przeszłość, ciąży na teraźniejszości, podczas gdy ujawniona ma wpływ już tylko na historię”. Tu uwaga – przeczytajcie Państwo raz jeszcze tę myśl Generała, zastanówcie się i odpowiedzcie sobie na pytanie – czy po 35 latach (1985-2020)„zatajona przeszłość” nadal nie „ciąży” na stosunkach polsko-rosyjskich, kto za ten stan ponosi odpowiedzialność?
Generał zaproponował powołanie wspólnej, polsko-radzieckiej „Komisji Historyków”. Michaił Gorbaczow przyjął propozycję. Robocze ustalenia trwały blisko dwa lata. Polacy podnosili kwestie doboru zespołu naukowców, zakres badań archiwalnych – mieli na uwadze nie tylko „Katyń” główny cel poszukiwań dokumentów, inne tzw. białe plamy – wysiedlenia Polaków z Ukrainy, deportacje do Kazachstanu, zesłania na Sybir, pakt Ribbentrop – Mołotow. W kwietniu 1987 r. na Kremlu podpisano Deklarację o współpracy w sprawie wyjaśnienia „białych plam” bez sprecyzowania tematów, wcześniej „wydyskutowanych”. Powołano Komisję – z Polski przewodniczył prof. Jarema Maciszewski. Jej członkowie: M. Leczyk, Cz. Łuczak M. Madajczyk, R. Nazarewicz, E. Kozłowski, W.T. Kowalski, B. Syzdek, M. Tanty, M. Kuczyński, T. Walichnowski, M. Wojciechowski. Był to pierwszy impuls.
Cała istota, „filozofia” pracy tej Komisji polegała na skłonieniu strony radzieckiej do odszukania dokumentów, przechowywanych w swoich archiwach. Ujawnienie ich przez radzieckich historyków, z merytoryczną pomocą i udziałem naszych historyków, służyć miało pokazaniu radzieckiemu społeczeństwu i władzom, „ich dokumentów”. Że to „ich organy bezpieczeństwa” dopuściły się zbrodni. Było oczywiste, że praca historyków otworzy dyskusję wokół „sprawy katyńskiej”. Pozwoli przekazać „nową wiedzę” radzieckiemu społeczeństwu, spowoduje „inne spojrzenie” na niedaleką przeszłość i podjąć merytoryczną krytykę uzasadnień, na jakich opierało się oficjalne stanowisko radzieckie. Pamiętajmy – społeczeństwo radzieckie od wojny było przekonywane o niemieckim autorstwie zbrodni. O niuansach, perypetiach i efektach pracy tej Komisji, pisze prof. Jarema Maciszewski w książce pt. „Wydrzeć prawdę” (Wyd. BGW, 1993). Na szczególną uwagę zasługują też książki pt.: „Zbrodnia chroniona tajemnicą państwową” autorzy: Innessa Jaźborowska, Anatolij Jabłokow, Jurij Zoria (Wyd. „Książka i Wiedza”, 1998); „Katinskij sindrom – w polsko-rosyjskich i rosyjsko-polskich otnoszeniach” (Wyd. Politiczeskaja Encikłopedija” 2000); oraz „Katyń-dokumenty” (Wyd. Mieżdunarodnij Front – Demokratija – 1997. Wydana też w Polsce w 4 tomach, w latach 1995-2005).
Powołanie Komisji okazało się nie tylko trafne, ale przede wszystkim skuteczne, gdyż pozwoliło krok po kroku „wydzierać” przyznanie prawdy. Zaś zebrane przez nią dokumenty i materiały archiwalne okazały się kluczem do ustalenia, kto był sprawcą zbrodni, przesądzały o odpowiedzialności NKWD.
Społeczna dyskusja
Dotychczasowe publikacje, wciąż pojawiające się w tzw. drugim obiegu uzyskały prawo „wyjścia na światło dzienne”, także na łamach prasy i podczas środowiskowych dyskusji. Profesor Jarema Maciszewski w książce zamieszcza takie wyznanie – „Dla ogromnej większości ludzi ideowo związanych z socjalizmem, milczenie wokół tej tragedii (Katynia – moje, GZ) było jednym z najcięższych serwitutów, wręcz garbów, które musieli dźwigać na sobie ponad 40 lat”. Przypomnijcie sobie Państwo atmosferę tych rozmów i wspomnień.
Sprawę Katynia dyskutowali członkowie Rady Konsultacyjnej przy Przewodniczącym Rady Państwa. Sugerowano Generałowi by „oczywiste fakty” przedstawić publicznie, nie oglądając się na stronę radziecką. Generał tak wspomina: „Rozumiałem powodujące motywy. Zdawałem sobie przy tym sprawę z tego, że wewnątrz kraju taki krok uzyskałby gorącą aprobatę, umacniając tym samym pozycje władzy w społeczeństwie. Tak postąpić jednak nie mogłem… Nie mogliśmy – byłem i jestem co do tego całkowicie przekonany – wytwarzać w imię historycznych sądów napięcia w aktualnych stosunkach z ZSRR. A nasze jednostronne enuncjacje, takie napięcie wywołałyby niewątpliwie. Mogłyby tym samym negatywnie zaważyć i na dotarciu do prawdy i na innych dziedzinach naszej współpracy. Co więcej – nie moglibyśmy wówczas liczyć nawet na zrozumienie ze strony rządów zachodnich. Gorbaczow cieszył się w świecie jak najlepszą opinią, i to zasłużenie”. Zwróćcie Państwo uwagę – Generał liczył się z opinią Zachodu o Gorbaczowie! „Poświęcił” tym szanse na „umacnianie pozycji władzy”, podkreślę „swojej władzy” – jeśli ktoś nie dostrzegł tego niuansu. Nie zrezygnował z myśli o dotarciu do historycznej prawdy! Mądrze wspomniał o niej 11 lipca 1988 w Sejmie, witając Gorbaczowa, słowami – „Lata 1939-1941 to trudny, tragiczny rozdział. Pozostawiły po sobie na radzieckiej ziemi znane i nie znane polskie mogiły. Wiemy, że nie tylko polskie. Są one … miejscem wspólnej żałoby naszych narodów (w Katyniu rozstrzelano też wieku ludzi radzieckich-moje, GZ)…Ci, którzy po klęsce wrześniowej znaleźli się na terytorium Związku Radzieckiego, przeżyli wiele. Wraz z setkami tysięcy moich rodaków i ja przeszedłem tę drogę…Oczywiście, każda zbrodnia, każde ludzkie cierpienie ma wymiar moralny. Przekreślić ich się nie da, przemilczać – nie wolno. Trwają wspólne prace historyków polskich i radzieckich. Liczymy, że pozwolą one lepiej poznać tło, przebieg i charakter różnych, dramatycznych wydarzeń”. Nadal szukano właściwych metod – bez chwilowego rozgłosu i efektownego poklasku. Oto mądrość Generała i uczonych w wyborze drogi do celu!
Premier Tadeusz Mazowiecki, 24 listopada 1989 r. ok. 2 godz. rozmawiał z Michaiłem Gorbaczowem w Moskwie, od którego usłyszał zapewnienie – „Uznajemy prawo każdego narodu do samodzielnego decydowania o własnym losie…Nasz dobry stosunek do Polski, bynajmniej nie jest manewrem politycznym. Polska jest w jakimś sensie naszym losem”. Premier zapewnił o woli utrzymania dobrych stosunków z ZSRR, przestrzeganiu zobowiązań w ramach UW i RWPG, a także włączenia PZPR do szerokiej koalicji rządzącej. O wynikach pracy Komisji Historyków nie było mowy. Dwa dni później złożył wieniec w Katyniu.
13 kwietnia w Moskwie
Podczas przygotowywania oficjalnej wizyty w Związku Radzieckim, wiosną 1990 roku, Generał postawił kategoryczny warunek, iż złoży ją, jeśli zostaną ujawnieni sprawcy zbrodni katyńskiej. Drogą dyplomatyczną strona polska otrzymała potwierdzenie spełnienia tego warunku. Ówczesny Prezydent ZSRR Michaił Gorbaczow, w obecności delegacji polskiej na czele z Prezydentem RP, m.in. w składzie: premier Zbigniew Messner, Szef MON, Janusz Onyszkiewicz, prof. Jarema Maciszewski, gen. Franciszek Puchała, Ambasador Polski w ZSRR Stanisław Ciosek – 13 kwietnia przyznał publicznie, że zbrodnię popełniło NKWD. Wyraził ubolewanie narodowi polskiemu za to morderstwo. Generałowi przekazał 2 teczki z nazwiskami blisko 10 tys. zamordowanych oraz inne dokumenty. Rodzina Katyńska uzyskała bezpośredni dostęp do list osób bliskich – ofiar zbrodni. Opublikowano stosowny komunikat agencji TASS. Generał w krótkiej wypowiedzi, m.in. wskazał – „To był punkt przełomowy. Wszelkie przemilczenia od tego momentu i uniki w radzieckim społeczeństwie, a także na forum międzynarodowym, straciły grunt. Szczególnie ważne i moralnie cenne dla naszego narodu jest to oświadczenie strony radzieckiej. Otworzyło ono drogę do poznania prawdy o tragicznym losie polskich oficerów i funkcjonariuszy, internowanych w 1939 r. To była niezwykle bolesna dla nas sprawa. Jednakże żaden rozumny Polak nie powinien obciążać narodów radzieckich, które stały się przecież pierwszą ofiarą stalinowskich represji – odpowiedzialnością za Katyń i Kuropaty, za Łubiankę i Kołymę”.
14 kwietnia w Katyniu
Prezydent RP 14 kwietnia przybył do lasu katyńskiego. Dziekan Generalny WP ks. płk Florian Klewiado z duchownymi innych wyznań, w obecności rodzin pomordowanych i Kompanii Honorowej Wojska Polskiego odmówił modlitwę za zmarłych. Generał złożył hołd pomordowanym. Profesor Jarema Maciszewski, który w Katyniu stracił dwie bliskie osoby, tak opisuje tę żałobną uroczystość i panujący tam nastrój. Że śpiewały ptaki, wiosenny las szumiał wokół małego cmentarza; tak samo musiało to wyglądać pół wieku temu, w kwietniu 1940 roku, kiedy w tym samym miejscu padały z rąk oprawców NKWD strzały w tył głowy ludzi, których jedyną „winą” było, że należeli do „polskiej warstwy przywódczej”. „Generał oddał honory wojskowe ofiarom kaźni – a sposób, w jaki to uczynił, był zgodny z przedwojennym regulaminem, który właśnie przywrócił w naszym Wojsku. Pochylił głowę, a kiedy trębacz, w polskim mundurze wykonał >sygnał Wojska Polskiego<, uklęknął przed mogiłami. W tym geście, w Osobie Prezydenta RP uklęknęła Polska, pochyliła czoło nad tragizmem, nad majestatem męczeńskiej śmierci”. Jarema Maciszewski pisze, że celowo zapomina się o tej, wzruszającej ceremonii. „Dziwnym trafem” zaginęły zdjęcia i kasety z taśmami dokumentującymi tę uroczystość. Trudno pojąć, kto i dlaczego ocenzurował te zdjęcia. Profesor w swej książce pisze: „telewizja Polska nie pokazała n a r o d o w i wstrząsającego Apelu Poległych przy mogiłach katyńskich… z wydarzeń dnia 14 kwietnia 1990 roku przedstawiła tylko migawki… po dziś dzień za to okrojenie czy ocenzurowanie reportażu z Lasu Katyńskiego mam wielki żal do ludzi, którzy takie decyzje podejmowali. Cóż, bieżące rozgrywki polityczne okazały się ważniejsze niż wielki, o ogromnej sile moralnej niepowtarzalny akt historyczny. A szło im wszystkim przecież o to, by nie eksponować Wojciecha Jaruzelskiego i decydującej roli, jaką odegrał on w doprowadzeniu do ogłoszenia przez ZSRR prawdy o dokonanej przed 50 laty przez organa tego państwa zbrodni”. Mimo takiego „wytłumaczenia”, trudno oprzeć się pytaniu – w imię jakiej prawdy i jakich celów czyni się to nadal. Ale z ujawnienia przez Borysa Jelcyna w 1993 r. decyzji Stalina, tego potwornego dokumentu, niektórzy politycy i historycy czynią klucz do „tajemnicy zbrodni”. Oczywiste, że zbrodnia mogła być dokonana za zgodą najwyższych władz! Przy tym świadomie tworzy się wrażenie z jednej strony – jakoby ten dokument był celowo ukrywany przez prezydenta Gorbaczowa. Z drugiej zaś, że Jelcyn „wspaniałomyślnie odkrył” go przed Wałęsą. A przecież odnalezienie tej decyzji było „dalszym ciągiem” archiwalnych poszukiwań historyków, skutkiem inicjatywy Generała. Co przeszkadza by o tym uczciwie, rzetelnie pisać? Dla nas powinno mieć szczególne znaczenie, że o prawdę katyńską rozsądnie, mądrze zabiegał z gronem polskich historyków i osiągnął zamierzony cel ówczesny Prezydent RP Zwierzchnik Sił Zbrojnych. Uczynił to w imieniu i dla dobrego imienia wszystkich Polaków, żołnierzy wszystkich pokoleń. Czyżby miało to „obniżać zasługi” Lecha Wałęsy i Borysa Jelcyna ? Podczas wizyty w Polsce (1993 r.), będąc w „Dolince katyńskiej” na Powązkach, zwrócił się do obecnych tu przedstawicieli władz państwowych, członków Rodziny Katyńskiej i zaproszonych osób ze słowami „Prastitie kak możetie” – wybaczcie, jeśli możecie. Sam Borys Jelcyn w liście do Generała (fotokopia w książce pt. „Katyń wydrzeć prawdę”) m.in. napisał: „Wiem dobrze, że i Pan, Panie Jaruzelski uczynił wiele dla ukazania całej prawdy o Katyniu, ustawicznie wysuwając tę problematykę wobec byłych przywódców radzieckich”. Przypomnę, że w latach 70.Generał, jako Minister Obrony Narodowej zwrócił się do władz radzieckicho możliwość składania wiązanki kwiatów w lasku katyńskim przez naszego attache wojskowego w Moskwie. Taką zgodę uzyskał na dzień Wojska Polskiego, tj. 12 października. Był to właściwy krok. Odtąd regularnie składano już hołd pamięci pomordowanym polskim oficerom, funkcjonariuszom i obywatelom. Wspomnianą książkę Profesora, uzupełniono, w 70. rocznicę, zbrodni wydała w 2010 Akademia Humanistyczna w Pułtusku. Profesor Adam Koseski, Rektor AH, w posłowiu m.in. napisał – „Katyń jest miejscem kaźni polskich jeńców, lecz również grobem tysięcy ofiar bolszewickich represji, terroru i czystek, w tym żołnierzy i oficerów Armii Czerwonej. Spoczywają tutaj także w zbiorowych mogiłach wzięci do niewoli i rozstrzelani przez Niemców czerwonoarmiści. Groby ofiar stalinizmu i hitleryzmu: Polaków, Rosjan, Ukraińców, Żydów, mogą i powinny od dawna łączyć, a nie dzielić. Pamiętając o przeszłości, trzeba myśleć o teraźniejszości i przyszłości”. Kiedy – Panie Profesorze, ta światła myśl zdobędzie w Polsce trwałe obywatelstwo – chciałoby się zapytać. Dziękuję za mądre słowa. Odrażający fałsz Niektórzy „uczeni” i politycy w swej „polityce historycznej” głoszą karkołomną tezę, iż zbrodnia katyńska jest „kłamstwem założycielskim PRL”. Odrażający fałsz historyczny, adresowany jest głównie do młodzieży, manipuluje prawdą. Obchody „katyńskiej rocznicy” po 1990 r. są okazją do utrwalania „białych plam”. Pamięta się o radzieckim oświadczeniu Agencji TASS, dlaczego – aż tylko tyle. Kto z Państwa objaśni to logicznie naszej młodzieży? Co media powiedzą w 2020 r., proszę Czytelników o uwagę. Dotąd zapomina się, że: – Michaił Gorbaczow: W książce „Sam ze wspomnieniami” (Wyd. Świat książki, Warszawa 2014) pisze – „13 kwietnia 1990 roku podczas wizyty prezydenta Polski Wojciecha Jaruzelskiego w Moskwie, publicznie poinformowałem o znalezionych przez radzieckich historyków wykazach oraz innych materiałach archiwalnych Głównego Zarządu NKWD ds. Jeńców Wojennych i Internowanych, w których znajdowały się nazwiska polskich obywateli przetrzymywanych w łagrach NKWD w latach 1939-1940 w Kozielsku, Ostaszkowie, Starobielsku. W oficjalnym komunikacie TASS z 13 kwietnia 1990 roku strona radziecka, wyrażając głęboki żal z powodu tragedii katyńskiej, oświadczyła, że > tragedia katyńska jest jedną z najcięższych zbrodni stalinizmu<. Wówczas również została wszczęta sprawa karna, którą Główna Prokuratura Wojskowa przyjęła do rozpatrzenia pod numerem 159”. Z jego inicjatywy na cmentarzu w Bijsku stanęły dwa pomniki – jeden dla Ojca Generała, drugi z taką inskrypcją-„Pamięci Polaków – zesłańców i ofiar represji stalinowskich, których prochy spoczywają na Ałtaju”. Generał odwiedził Bijsk i cmentarz w 2005 roku, w 60. rocznicę zwycięstwa nad hitleryzmem. Spotkał się z miejscowymi Sybirakami, proboszczem polskiej parafii, księdzem Andrzejem Obuchowskim, opiekującym się potomkami polskich zesłańców. Z ich inicjatywy sfinansował uzupełnienie tej tablicy o słowa – „Gdzie są ich prochy Polsko! Gdzie ich nie ma! Ty wiesz najlepiej i Bóg wie na niebie”.
– Rodzina Katyńska też nie pamięta o przekazanych dokumentach, z których poznała cząstkę losów swoich bliskich! Czy na pytanie-dlaczego, by nie eksponować Wojciecha Jaruzelskiego, przecież Sybiraka! Skąd więc taki ostracyzm, tego nie mogę zrozumieć, w tym przypadku szczególnie! Uzyskane wtedy i później dokumenty, pozwoliły ustalić służbowe przydziały osób. Aktualnie dysponuję takim zestawieniem liczby zamordowanych:
– Katyń: 4411 oficerów;
– Starobielsk: 3820 oficerów;
– Ostaszków: 6311 oficerów i funkcjonariuszy Policji i Straży Granicznej (KOP).
Łącznie 14 542 zamordowanych, z ogólnej liczby 21857 osób. Wśród nich jest:
-12 generałów WP: gen. Bronisław Bohaterewicz (Bohatyrewicz), Leon Billewicz, Stanisław Haller, Władysław Jędrzejewski, Aleksander Kowalewski, Kazimierz Orlik – Łukoski, Henryk Minkiewicz – Odrowąż, Konstanty Plisowski, Franciszek Sikorski, Leonard Skierski, Piotr Skuratowicz, Mieczysław Smorawiński;
– jedna kobieta pilot Janina, córka gen. Józefa Dowbora – Muśnickiego, Dowódcy 1 Korpusu Polskiego w Rosji, współorganizatora i Naczelnego Dowódcy Armii Wielkopolskiej (1919) wspierającej Powstanie Wielkopolskie. Pierwsza kobieta, która na spadochronie skoczyła z wys. 5 tys. m. Wyszła za mąż za pilota Lewandowskiego z Krakowa. Zginęła w kwietniu 1940 w Katyniu, lat 32;
– ok. 2500 oficerów pochodzenia żydowskiego;
– 31 duchownych. Wśród nich: 25 katolickich; 3 prawosławnych; 2 ewangelickich, 1 rabin. Nadal poszukiwane jest miejsce spoczynku 3870 Polaków z tzw. listy białoruskiej (na podstawie Książki Patryka Pleskota, „Księża z Katynia”, Wyd. Znak 2020).
Godzi się z szacunkiem i wdzięcznością przypomnieć i zachęcić do zobaczenia tzw. ściany katyńskiej w Katedrze Polowej WP. Chwała kapelanom wojskowym.
-władze ZSRR już w 1943 r. powołały specjalną komisję pod kierunkiem akademika Burdenki, w której skład wchodzili m.in. metropolita Mikołaj i pisarz Aleksy Tołstoj, co miało wskazywać na wiarygodność badań. Oni przynajmniej nie musieli kłamać. We wstępie do cytowanej książki, Generał pisze: „przeświadczenie o winie niemieckiej za mord katyński przeważało wówczas w naszej świadomości nad wątpliwościami. Do tego dochodziła taka okoliczność, że nie wszyscy polscy oficerowie internowani czy też aresztowani w ZSRR zginęli. Żyli przecież tak znani dowódcy jak Władysław Anders, Mieczysław Boruta Spiechowicz czy Michał Karaszewicz – Tokarzewski i inni. Wielu z nich opuściło ZSRR, a niektórzy, jak Zygmunt Berling, pozostali. Jeśli więc miałaby to być zbrodnia radziecka to – jak podpowiadała logika – zginęliby ci najważniejsi, ci dla ZSRR najbardziej niebezpieczni”. Wśród 448 wyselekcjonowanych i uratowanych oficerów, którzy przeszli przez obóz w Pawliszczewym Borze i Griazowcu, te nazwiska widnieją. Na stacji kolejowej w Griazowcu został późniejszy prof. Jan Swianiewicz, nie zapędzony do „dołów śmierci”. Przeżył też prof. Remigiusz Bierzanek (jest na niemieckiej liście zamordowanych-moje, GZ). Czy o tym nie wiedzą naukowcy prawicy? Wiedzą, cóż szkodzi „emocjonalnie kłamać”, antyrosyjskie nastroje podsycać, za które ponoszą odpowiedzialność inni;
– Zachód, gdy dowiedział się o zbrodni z doniesień goebbelsowskiej propagandy, nie potępił ZSRR np. w Teheranie (1943), przemilczał ten fakt. Niektórzy historycy piszą wprost o „naiwnej wierze” Roosvelta w dowody ZSRR. Dla niego ważniejsze było zwycięstwo nad hitleryzmem z decydującym udziałem ZSRR. Na tym froncie, statystycznie na 10 Niemców, 8 straciło życie. Nagłaśnianie zbrodni, być może nie zerwałoby porozumienia Wielkiej Trójki, a Stalinowi dałoby do myślenia. Na Zachodzie, głównie w USA, istniała obawa, że Stalin z tego powodu mógłby zerwać układ i zawrzeć pokój z Niemcami (swoisty powrót do paktu Ribbentrop – Mołotow). Czy przeciw Zachodowi, czy tylko pozostawienia mu samodzielnego prowadzenia wojny z Niemcami – tej hipotezy nie podobna zweryfikować. Churchill gen. Sikorskiemu mówił – „Wiemy, że bolszewicy są zdolni do okrucieństwa. Ale martwcie się o żyjących, a nie o martwych”. Na procesie norymberskim, radzieccy próbowali „sprawę Katynia” włączyć do aktu oskarżenia. Ale ten fakt pominięto w sentencji wyroku. Gdy „powstawała” PRL (1944 – 1945), Zachód nic jeszcze nie mówił o zbrodni. Inaczej mówiąc-ważyła polityka. Inną sprawą jest zachowanie podczas „zimnej wojny”. Wtedy na odwrót-wszystko, co mogło szkodzić stosunkom ZSRR z Polską, było wiele razy nagłaśniane. W USA eksponowano działalność tzw. komisji katyńskiej Kongresu, nawet postawiono pomnik pomordowanym, ale dopiero w 1952 r. Chciałoby się wierzyć, że teraz tylko szczere, szlachetne, ludzkie intencje przyświecały;
– III RP w stosunkach z Rosją „gra historyczną kartą”. Profesor Bronisław Łagowski (Przegląd, nr 16 z 2015) pisze: „Obóz rządzący Polską prowadzi wojnę propagandową z Rosją, od początku swojego panowania…Katyń, to jest sztandar i godło tej wojny”, czym emocjonuje polskie społeczeństwo. Stąd mamy np. dotkliwy spadek, perturbacje w wymianie handlowej. Niemcy w czasie ostatniej wojny zadali Rosjanom ogromne straty w ludziach (ok. 27 milionów), dopuścili się niezliczonych bestialstw, okrucieństw i zbrodni. Od kilkunastu lat rozwijają dobre stosunki-nie tylko gospodarcze – ponad głowami Polaków. Rosja i Niemcy zbudowały Gazociąg Północny pod dnem Bałtyku, czym „ominęły” Polskę. Władminir Putin 6 września 2011r., podczas jego otwarcia m.in. mówił: „Stopniowo wychodzimy spod dyktatu państw tranzytowych”. Temu służy budowa szerokotorowej linii kolejowej z Dalekiego Wchodu do państw Zachodu, UE, „omijająca” Polskę. Zapomnieliśmy, że „życie nie stoi w miejscu”. Czym innym jest wieczna cześć i pamięć o zamordowanych, a czym innym – dla Polski wyjątkowo, skrajnie niekorzystnym – przenoszenie tamtej tragedii na obecne czasy.
Wspólne upamiętnienie
Na początku lutego 2010 r., ówczesny premier Rosji Władminir Putin zaprosił premiera Donalda Tuska do Katynia na wspólne upamiętnienie 70. rocznicy stalinowskiej zbrodni. Tragedia lotnicza pod Smoleńskiem 10 kwietnia 2010, zapisała najczarniejszą kartę w pamięci Polaków – bez względu na polityczne przekonania i wyznawane wartości, także religijne. Generał wysłał list kondolencyjny do brata tragicznie zmarłego Prezydenta RP. 20 kwietnia na dziedzińcu MON oddał hołd wszystkim 96 tragicznie zmarłym osobom, na ręce Szefa Gabinetu MON, gen. Artura Kłosowskiego złożył kondolencje rodzinom. Do księgi kondolencyjnej wpisał słowa – „Siły Zbrojne RP dotknął bolesny cios, dzielę żołnierski smutek i żal. Ufam, iż pamięć o poległych Towarzyszach Broni będzie wyrażała się w dalszym rozwoju Wojska i obronności Polski”.
Na koniec, pod rozwagę, nie tylko uczonym – „historia jest cenna nie tyle przez swe pamiątki, co przez doświadczenia i nauki”, mówił Generał.

Spotkania premiera generała

Z dużym zainteresowaniem, nawet z zadumą, przeczytałem kolejną publikację Gabriela Zmarzlińskiego w Dzienniku Trybunie (4-5 marca br.) pt. „Premier spełnionych oczekiwań”. I tym razem autor bardzo rzeczowo opisuje działalność gen. Wojciecha Jaruzelskiego w roli premiera rządu.

Wnikliwie i transparentnie ukazuje faktografię jego kilkuletnich zmagań, w czasach jakże trudnych. Ogromu trudności gospodarczych, sankcji ekonomicznych, dzisiejszego najważniejszego sojusznika Polski oraz szalejącej totalnej opozycji, Solidarności, odrzucającej niemal wszystkie starania i propozycje generała, by reformować system polityczno-gospodarczy w interesie polepszenia sytuacji materialnej Polaków.
Czytając wypowiedzi autora tej publikacji zostałem niejako zainspirowany do wypowiedzenia się na temat stylu i sposobów organizacji spotkań generała z różnymi środowiskami, tak skłóconymi, jak nigdy w naszej historii. Podejmuję ten temat, o tym nie pisze autor, mając w pamięci pobyt i spotkanie gen. Jaruzelskiego z mieszkańcami Wrocławia w lipcu 1984 roku z okazji otwarcia Szpitala Czterdziestolecia. Ale do rzeczy.
Program
Lipiec 1984 roku. Wrocław. Lotnisko wojskowe. Czekamy na przybycie samolotu z gen. Wojciechem Jaruzelskim na pokładzie. Na powitanie przybyły władze wojewódzkie, przedstawiciele wojska, dowódca Śląskiego Okręgu Wojskowego gen. dyw. Henryk Rapacewicz. Grono powitalne to sześć osób, żadnych delegacji z zakładów pracy. Takie było życzenie organizatorów wizyty, na pewno akceptowane przez generała. Czekamy. Rozmawiamy, pytam Zdzisława Balickiego, jaki jest program wizyty po otwarciu szpitala.
– Nikt nie wie – odpowiada.
Samolot zbliża się do lądowania o planowanym czasie, jak w zegarku. Stoimy w szeregu wyprostowani. Krótkie kołowanie samolotu. Wysiada uśmiechnięty generał. Wita się z nami. Z każdym z nas zamienia kilka słów. Dłużej rozmawia z generałem Rapacewiczem. Stałem tuż za nim. Spytał jak się czuje.
– Nie najlepiej – odpowiedział dowódca. Miał on w 1977 roku poważny wypadek samochodowy, w którym zginął jego zastępca gen. bryg. Marian Zieliński. Po tym wypadku miał kłopoty ze zdrowiem. Rozważał przejście w stan spoczynku na własną prośbę, co też uczynił we wrześniu tegoż roku. Gen. Jaruzelski zachęcał go do leczenia.
– Trzeba pojechać do sanatorium – radził. Inni korzystali z tej formy leczenia, ale nie on.
Po krótkich rozmowach siadamy do mikrobusu. Żadnych osobowych samochodów, policji drogowej, obstawy na trasie przejazdu.
Bez całej tej szumnej scenerii ulicznej. Ruch samochodów odbywał się jak zawsze. Żadnej blokady ulic. Tylko paru borowców. Jedziemy ulicami Wrocławia. Zatrzymujemy się na czerwonych światłach jak wszyscy.
Generał siedzi pierwszy przy drzwiach wyjściowych z przodu samochodu, przy nim po lewej stronie Zdzisław Balicki, I. sekretarz KC PZPR, informuje gościa o sytuacji w województwie. Głównym powodem przyjazdu do Wrocławia było otwarcie szpitala budowanego dość długo, któremu nadano imię „Szpital Czterdziestolecia”.
Potrzebna była interwencja generała, by wreszcie zakończyć jego budowę. Znów zatrzymujemy się na czerwonych światłach. Przed przejściem dla pieszych stoją dwie młode kobiety. Jedna z nich trzyma w ręku bukiet pięknych róż, pewnie dostała z okazji imienin. Patrzą na nas, widzą kto siedzi tuż przy drzwiach. Z okrzykiem na ustach: „Generał Jaruzelski” podchodzą niemal skokiem do klamki, otwierają drzwi. Panowie z ochrony czujni jak zawsze, bo taka ich powinność, rzucają się w ich stronę. Ale one już przy generale. Wstaje z uśmiechem na twarzy.
– Spokojnie panowie, kobiety z kwiatami krzywdy mi nie robią.
Wchodzą do samochodu, są wzruszone z powodu spotkania. Kilka serdecznych słów i proszą o przyjęcie kwiatów od wrocławskich kobiet. Generał przyjmuje i obie całuje w rękę. Obiecuje, że zrobi wszystko, co w jego mocy, by poprawić ich trudne życie.
– Panie generale – mówi jedna z nich – żeby chociaż trochę udało się poprawić zaopatrzenie w artykuły pierwszej potrzeby. Wychodzą z samochodu. Jedziemy. Dwie panie jeszcze stoją, machając do nas rękami.
Na uroczystościach otwarcia szpitala było już gwarno. Przyszło sporo mieszkańców Wrocławia, by podziwiać nowy szpital, tak potrzebny miastu. Najwięcej było pracowników służby zdrowia. Zwiedzamy szpital, jego nowoczesne wyposażenie w sprzęt medyczny. Generałowi towarzyszą: lekarz wojewódzki płk dr Pater, gen. Rapacewicz, Zdzisław Balicki, Janusz Owczarek. Podążamy za głównym gościem. Pytam Balickiego, czy już wiemy, co po zwiedzaniu szpitala będzie chciał zobaczyć Generał.
– Nie wiem – odpowiada mi. Przygotowaliśmy kilka propozycji, a czy z nich skorzysta? Kończy się wizyta w szpitalu. Nie przyjmuje propozycji, by coś zimnego czy gorącego się napić.
– Personel poczęstujcie. – Tak jest – odpowiada dr Pater. Komenda – siadać do samochodu. Jedziemy, ale dokąd nikt nie wie. Generał wydaje polecenie oficerowi z ochrony. Ten siada przy kierowcy i mówi mu jak ma jechać, w lewo, w prawo. Zmierzamy do centrum Wrocławia, na Rynek w pobliże ratusza. Jest tam sporo sklepów, m.in. znany „Ludwik”. Samochód zatrzymuje się na rogu Świdnickiej i Rynku. O tej porze sporo tu ludzi, nie tylko mieszkańców Wrocławia, ale i tych, którzy przyjechali na wycieczkę, zwłaszcza młodzieży.
Niezapowiedziana wizyta
Borowcy wystraszeni o bezpieczeństwo generała. Otacza go tłum ludzi, uśmiechy, oklaski, serdeczne słowa i strach ochrony, wszyscy się wymieszali z otaczającymi nas ludźmi.
Wchodzimy wreszcie na chodnik. Idziemy. Sklep z bielizną i odzieżą dziecięcą. Wchodzimy. Parę osób było już w sklepie. Duże zaskoczenie pani sprzedającej. Wita się z nią generał. Rozmawiają na temat zaopatrzenia. Pyta czy dowieźli wczoraj nowy towar.
– Nie, panie generale – nie dała się zaskoczyć – już od paru miesięcy poprawiło się zaopatrzenie, mamy systematyczne dostawy.
– Jeżeli tak, to mnie to bardzo cieszy – odpowiada generał. – Ale coś mało kupujących.
– O, panie generale, gdyby pan przyszedł dwie godziny wcześniej, to zobaczyłby pan długą kolejkę. Mieliśmy ładne rajstopy dziecięce, już niewiele zostało.
Podziękował za rozmowę, życzył miłej pracy, prosił o przekazanie jego życzeń dla całej rodziny. Wychodzimy. A ludzi przybyło, chcieli zobaczyć generała z bliska, zamienić z nim kilka słów i pozdrowić. Tłum otacza nas. Rozmawiają o różnych dolegliwościach życia codziennego. Generał cierpliwie słucha, odpowiada na pytania. Mówili o braku wszystkiego w sklepach, a nawet ostatnio – mówił jeden z tych, którzy go otaczali – nie ma we Wrocławiu ziemniaków.
– Jak to może być, wojewodo – zwraca się do Janusza Owczarka. – Na Pomorzu, w koszalińskim mają nadwyżki ziemniaków. Czy nie można uruchomić transportu samochodowego i sprowadzić od nich? – pyta. Wojewoda przytakuje, będą ziemniaki.
Z tych spotkań, rozmów, m.in. na wrocławskim Rynku, generał wywnioskował, że coś trzeba zrobić natychmiast, by poprawić zaopatrzenie na tyle, na ile to było możliwe. Obiecywał większe zainteresowanie regionem dolnośląskim instytucji centralnych. Ale też zachęcał władze wojewódzkie do większej skuteczności w ich działaniach, aktywności, śmiałych decyzji, które będą odczuwalne przez ludzi. Był to przecież rok 1984, sytuacja trudna. A jednak generał spotkał się z ogromną życzliwością przypadkowo spotkanych ludzi na ulicach Wrocławia. Życzono mu, by z uporem pokonywał rozliczne trudności na jego drodze służby narodowi.
Gdy żegnaliśmy generała, był zadowolony z tych spotkań i rozmów z mieszkańcami Wrocławia. Zauważyliśmy, że otrzymał nową dawkę optymizmu tak mu potrzebną do wyprowadzenia Polski z ciemnego tunelu, w jakim wówczas jeszcze tkwiła.
Dzisiejsze ustawki
I już na koniec. Czasami zmuszam się do oglądania w telewizji spotkań naszych obecnych włodarzy państwa, polityków dobrej zmiany, zjednoczonej prawicy. Jakże one są inne, w formie i treści. Celebra, całe potoki i strumienie propagandy, przeinaczeń, kłamstw o opozycji i czasach Polski Ludowej.
To wszystko wedle scenariusza opracowanego przez sztab organizatorów tych spotkań. Szwadrony aktywu partyjnego, przywożenie autobusami licznych uczestników z kilku województw. Wszystko to, cały ten teatr, rozdmuchana oprawa polityczno-propagandowa ma służyć umacnianiu władzy jednej partii, która chce wciąż być przewodnią i kierowniczą siłą narodu i państwa.
Jak długo jeszcze będzie się lać wodę do naszych polskich głów? Ano, zobaczymy. Jeszcze trochę pożyjemy i chyba zobaczymy, co wybije wahadło kolejnej karty naszej historii.

Dwaj generałowie – August Fieldorf i Wojciech Jaruzelski

„Nil”, to wojenny pseudonim generała brygady Augusta Emila Fieldorfa, żołnierza AK, walczącego z hitlerowcami w okupowanym kraju. Generał Wojciech Jaruzelski także walczył z hitlerowcami, idąc ze Wschodu z 1 Armią Wojska Polskiego i wyzwalając ojczystą ziemię. Co jeszcze łączy te dwie historyczne postacie?

August Emil Fieldorf służbę wojskową rozpoczął od ukończenia szkoły podoficerskiej w Związku Strzeleckim (1912) i jako podoficer wstąpił do Legionów Polskich (sierpień 1914). Dowodził kompanią ciężkich karabinów maszynowych na froncie wschodnim w 1920 roku.
Okres międzywojenny,
to czas pełnienia zawodowej służby wojskowej na wielu stanowiskach dowódczych i sztabowych. W wojnie obronnej 1939 roku dowodził 51 pułkiem piechoty Strzelców Kresowych. Po klęsce wrześniowej przedostał się do Francji. Latem 1940 roku, gen. broni Kazimierz Sosnkowski skierował nowo mianowanego pułkownika Fieldorfa do Komendy Głównej ZWZ (później AK). Jesienią 1942 r. objął stanowisko Komendanta Kedywu (Kierownictwa Dywersji) Komendy Głównej AK o pseudonimie „Nil”. Tym samym stał się głównym organizatorem działalności sabotażowo – dywersyjnej oraz zamachów na hitlerowskich katów w okupowanej Polsce. Trzeźwo oceniając ówczesną sytuację na froncie wschodnim, a szczególnie siły niemieckie wokół Warszawy i w samej Stolicy, był przeciwny powstaniu. Napisał nawet list do gen. Bora-Komorowskiego, gdzie przedstawił swoją ocenę i przypomniał jak Niemcy rozprawili się z powstaniem żydowskim w getcie.
Wojciecha Jaruzelskiego
z rodziną, w czerwcu 1941 r. wywieziono na Sybir. W jednym z wywiadów wspominał: „Byłem na zesłaniu w głębokiej tajdze, w leśnej osadzie Turaczak, niewiele wiedząc co dzieje się na świecie. Gdy po różnych zresztą perypetiach, udało nam się dotrzeć do większego ośrodka – Bijska w Ałtajskim Kraju, armia Andersa przegrupowała się już do Azji Środkowej, z intencją dalszej ewakuacji do Iranu. Do wstąpienia, zabrakło miesięcy, może tygodni. Logiczną tego konsekwencją stało się wstąpienie do armii tworzonej pod dowództwem Berlinga”. Z tą armią, po ukończeniu Oficerskiej Szkoły Piechoty w Riazaniu, jako dowódca zwiadu 5 pułku piechoty (2 Dywizja Piechoty), przeszedł cały szlak bojowy do Łaby. Wojnę zakończył w stopniu porucznika.
Gdy Powstanie Warszawskie jeszcze trwało, we wrześniu 1944 r. August Fieldorf został odznaczony złotym orderem Krzyża Wojennego Virtuti Militari i awansował na stopień generała brygady. Krótko po tym został odwołany ze stanowiska Komendanta Kedywu. Wtedy chorąży Wojciech Jaruzelski z Pragi, organizował zwiadowcze przeprawy przez Wisłę na Bielany, rozpoznawał hitlerowskie pozycje. Po latach Generał wspomina: „forsowanie Wisły, próby niesienia pomocy powstańcom. W ciężkich walkach 1 Armia straciła około pięciu tysięcy zabitych i rannych. Nie było więc poczucia bezczynności.
Tym bardziej, że pewne próby koordynowania działań, zwłaszcza ewakuacji powstańców, nie były przez dowództwo powstańcze podejmowane. Niejednokrotnie, wręcz je odrzucano. No cóż – dziś staram się to zrozumieć. Traktowali nas, jak obcych, uzurpatorów. Mówiło się wtedy o tym, w naszych szeregach z goryczą”.
Generał „Nil”
przypadkowo aresztowany w Milanówku (luty 1945 r.) przez NKWD, pod nazwiskiem Walenty Gdanicki, został uwięziony w przejściowym obozie NKWD w Rembertowie, a następnie wywieziony do ZSRR. Przez 20 miesięcy w rejonie Świerdłowska pracował przy wyrębie syberyjskiej tajgi, podobnie jak kilka lat wcześniej młody Wojciech Jaruzelski. Nie rozpoznany, z grupą żołnierzy AK wrócił do Polski jesienią 1947 r. Schorowany zamieszkał z rodziną w Łodzi, nie podejmując żadnej pracy ani działalności politycznej. Za radą swojego byłego dowódcy, gen. dyw. Gustawa Paszkiewicza, ujawnił się w lutym 1948 r. podając prawdziwe nazwisko. Organy bezpieczeństwa aresztowały go 2,5 roku później, w 1950 r. Akt oskarżenia zarzucał gen. „Nilowi” m.in. wydawanie rozkazów zwalczania partyzantki radzieckiej i „lewicowych podziemnych grup niepodległościowych” oraz „obywateli narodowości żydowskiej na terenie woj. białostockiego, nowogródzkiego i lubelskiego”.
Sąd Wojewódzki
dla m. st. Warszawy 16 kwietnia 1952 r. skazał gen. „Nila” na karę śmierci. Sąd Najwyższy wyrok utrzymał w mocy. Skazany odwołał się. Wskazywał na bezpodstawność zarzucanych mu czynów oraz wnioskował o przesłuchanie kilku świadków, w tym płk Jana Mazurkiewicza ps. „Radosław”. Listy o ułaskawienie napisała żona Janina i 87 letni ojciec. Sąd Wojewódzki po ich rozpatrzeniu wnioskował, że „nie istnieje możliwość resocjalizacji… Skazany Fieldorf na łaskę nie zasługuje”.
Rada Państwa nie skorzystała z prawa łaski. Wyrok wykonano 24 lutego 1953 r. o godz. 15.00, w więzieniu mokotowskim. Zwłok gen. „Nila” rodzinie nie wydano. Nie jest znane miejsce Jego wiecznego spoczynku. Wtedy, w lutym 1953 r. podpułkownik Wojciech Jaruzelski był słuchaczem Kursu Doskonalenia Dowódców w Rembertowie.
W lutym 1972 r., wdowa po generale „Nilu” zadzwoniła do Gabinetu MON, prosząc o wskazanie jej miejsca pochówku męża. Fakt ten tak wspomina ówczesny szef Gabinetu MON, gen. Zbigniew Czerwiński – „Zadośćuczynienie tej prośby nie mieściło się w moich kompetencjach, w związku z czym, obiecałem rozmówczyni odpowiedź w ciągu 3-4 dni. Sporządziłem notatkę dot. osoby gen. Fieldorfa, którą wraz z meldunkiem o prośbie p. Fieldorfowej przedstawiłem Ministrowi. Generał przeczytał notatkę i nie zastanawiając się oświadczył, że panią Fieldorfową przyjmie osobiście. Spojrzał na kalendarz i podał najbliższy, drugi lub trzeci dzień oraz godzinę.
Zalecił mi jednocześnie osobisty przekaz zaproszenia i zaznaczył, że-jeśli zaproponowany termin nie będzie odpowiadał p. Fieldorfowej – poprosić ją o wskazanie innego. Decyzję Generała przekazałem zainteresowanej w tym samym dniu.
Pani Fieldorfowa,
oprócz dużego zdziwienia osobistym zaangażowaniem się Ministra, nie kryła ze wzruszeniem nadziei na odnalezienie poszukiwanego miejsca i możliwości – jak mi powiedziała – uczczenia wraz z córkami, zbliżającej się 20. rocznicy śmierci męża. Nie byłem świadkiem tej rozmowy. Po kilku dniach Generał polecił mi przyjąć przedstawiciela MSW i ustalić dalsze, wspólne postępowanie … Dowiedziałem się w końcu roku, że poszukiwanego miejsca nie odnaleziono. Natomiast Generał podjął decyzję wykonania na koszt MON symbolicznego grobu gen. Augusta Fieldorfa na Cmentarzu Powązkowskim”, tyle Świadek Historii, gen. Zbigniew Czerwiński.
Do dziś – marzec 2020, na Cmentarzu Powązkowskim istnieje symboliczny grób gen. „Nila” (aleja A, kwatera 14, czwarty w czwartym rzędzie).
Generał, jako Przewodniczący Rady Państwa, poparł wystąpienia wielu środowisk i naukowców w sprawie ujawnienia tzw. białych plam oraz rewizji sądowych wyroków z okresu stalinowskiego. Z inspiracji Generała, ówczesny Prokurator Generalny PRL Józef Żyta, polecił przejrzenie archiwalnych dokumentów procesu sądowego gen. „Nila”. Decyzją z 7 marca 1989 r. zmienił postanowienie z 1958 r. o umorzeniu śledztwa, stwierdzając, iż gen. August Fieldorf „Nil” nie popełnił zarzucanych mu czynów.
Wśród byłych żołnierzy ruchu oporu,
w tym AK, awansowanych przez gen. Wojciecha Jaruzelskiego do stopnia generała brygady w 1984 r., był zastępca gen. „Nila”, jako Komendanta Kedywu – płk Jan Mazurkiewicz, ps. „Radosław”. Podczas kilku spotkań z „Radosławem”, Generał dokładnie poznał drogę życiową i zasługi gen. „Nila”, odsunięcie go od spraw bieżących za sprzeciw szaleńczym planom gen. Leopolda Okulickiego i Tadeusza Pełczyńskiego (pisze o tym Bohdan Piętka, Przegląd nr 9 z 2019), kulisy decyzji o wybuchu Powstania. Kilka rozmów z Generałem w latach 2005-2010, dot. m.in. sytuacji w Stolicy przed, podczas i po Powstaniu, pozwala mi ocenić, iż zawiązała się z gen. „Radosławem” swoista nić zaufania.
Tym bardziej, że był krytykowany przez część środowiska AK, za udział w Komitecie Budowy Pomnika Powstańców Warszawskich, któremu przewodniczył Generał. Proszę Państwa Czytelników o zwrócenie uwagi na nazwę – Pomnik Powstańców Warszawskich! Dlaczego? – ktoś zapyta. W tej nazwie kryje się istota Hołdu – właśnie Powstańcom i mieszkańcom Warszawy. Świadomie pomija się decydentów, zarówno tych z londyńskiego rządu jak i Dowództwa AK. Kto słyszał ten znamienny i jakże wymowny szczegół w tej nazwie, choćby przy okazji 75 rocznicy, która minęła pół roku temu.
I jeszcze taka ciekawostka –
zachęcam Warszawiaków i turystów oglądających Pomnik – stoi naprzeciw Katedry Polowej WP – odsłonięty przez Generała w 45 rocznicę wybuchu Powstania, by zechcieli odszukać tablicę informującą o tym Komitecie, da wiele do myślenia!
Koło Związku Kombatantów RP i Byłych Więźniów Politycznych w Rembertowie, wystąpiło w 2004 r. z wnioskiem do władz Dzielnicy Rembertów, by rondo przed bramą główną Akademii Obrony Narodowej nosiło imię gen. Augusta Fieldorfa „Nila”. Wniosek poparła Komenda Akademii, Dyrekcja i młodzież Gimnazjum im. Bohaterów Westerplatte, środowiska kombatanckie, radni i mieszkańcy Rembertowa, zyskał uznanie władz Dzielnicy. Władze Warszawy szybko przyjęły odnośną uchwałę. Tak władze Rembertowa upamiętniły gen. „Nila”, który na terenie Akademii, w dawnym Centrum Wyszkolenia Piechoty był wykładowcą taktyki ( w latach 1947-1949 wykładowcą był też mjr Wojciech Jaruzelski) oraz przeszedł przez obóz przejściowy NKWD.
Stracenie gen. „Nila”, skłania do wielu refleksji. Myśli biegną ku ponurym dniom okresu stalinowskiego. Wtedy dość często poprzez bestialskie postępowanie z oskarżonymi, tortury i bicie świadków wymuszały „potrzebne” zeznania. Na ich podstawie skazywano – jak się później okazywało – niewinnych.
Można się zastanawiać, czy tamci „sędziowie” nie zdawali sobie sprawy ze swoich karygodnych poczynań? Że faktycznie wymuszane i często spreparowane „dowody” nie są prawdziwe? Że na takich fałszywych podstawach wydawali prawdziwe wyroki, decydowali o życiu i śmierci? Że tak
nieludzko byli zatwardziali
na apele, prośby i błagania o życie samych skazanych i ich najbliższych. Tu, wstrząsające, po ludzku przerażające są dokumenty sądowe gen. „Nila”. A co myśleć o świadkach, gdy fizycznie i psychicznie zmaltretowani poświadczali nieprawdę, o ich późniejszym życiu, gdy wyjawili prawdę? Czy naprawdę było im „lżej na sumieniu”, bo ratując własne życie okazywali się współsprawcami męczeńskich śmierci innych, jak żyli z tym „ciężarem sumienia”…
Nie ma, bo być nie może żadnego usprawiedliwienia dla – podkreślę – świadomych fałszerstw, o czym sędziowie wiedzieli, byli ich sprawcami, a przez to sprawcami zadawanego osobom nie winnym bólu, rozpaczy i śmierci, także ich rodzinom. Jakimże trzeba być zwyrodnialcem!
Pisząc ten tekst, „przebłyski” w Przeglądzie nr 11, z 9-15 marca 2020, zwróciły moją uwagę na inny rodzaj, formę i skalę refleksji, duchowego upokorzenia – sam nie wiem jak to trafnie określić. Podano taki fakt. Dwaj „uczeni” z IPN (celowo pomijam nazwiska jako wyraz potępienia odczłowieczenia) – cytuję – „stając w obronie Zygmunta Szendzielarza >Łupaszki”< napisali, że we wsi Potoka zginęły cztery osoby cywilne (w tym troje dzieci)” – czyli wg mnie ich matka lub ojciec-„które mimo rozkazu opuszczenia domostw ukryły się w jednym z nich”.
Zastanawiam się, dlaczego bali się wyjść, czyżby słyszeli o bestialstwach tego oddziału i woleli nie pokazywać się „takim patriotom”? Liczyli, że ich nie znajdą i przez to unikną śmierci, bo zapewne wiedzieli co ich czeka. Czy mogła ich spotkać inna kara niż śmierć? Powtarzam powyższe pytanie-jakimże trzeba być zwyrodnialcem, wręcz„moralnym oprawcą” dzisiejszych dzieci i młodzieży, żeby ich uczyć i wychowywać na takich przykładach. Żeby używać takich „argumentów” dla obrony bandziorów.Za takich „oprawców” XXI wieku w Polsce, uważam kierownictwo MEN, autorów „okólnika” nakazujących szkołom świętowanie przeklętych. Pisał o tym red. Tadeusz Jasiński – DT, 28 lutego-1 marca 2020. czytałem ten tekst wręcz z przerażeniem. Tu dziękuję Autorowi za jego treść i wymowę skierowaną do nas – dziadków i rodziców. Jak ratować nasze dzieci przed „wychowawczym zbandyceniem”.
Nie mogę tego zrozumieć
– Czytelnicy pomóżcie! Słowa podziękowania i wdzięczności za wybór miejsca – Sejm – i tematu „wyklętych” kieruję do posłów Lewicy, Kierownictwa SLD, PPS i prelegentów, którzy ratują naszą świadomość od zdziczenia po lekcji takiej „polityki wychowawczej”. Raz jeszcze dziękuję.
Prawdą jest, że wyroki wydawano w imieniu Rzeczypospolitej, a więc naszych ojców i matek, żołnierzy wszystkich frontów walki z hitleryzmem, ludzi ocalonych od śmierci. To przecież oni świadomie i słusznie podnosili naszą Ojczyznę z wojennych gruzów i popiołów. A w tamtym czasie potrzebna była każda para rąk do ofiarnej pracy nad odbudową „rodzinnych gniazd”, do mądrej służby Rzeczypospolitej w nowej rzeczywistości.
Jest i taka prawda, że na różnych szczeblach władzy byli ludzie, którzy później potrafili docenić zasługi żołnierzy spod innych znaków bojowych niż oni, walczących o wolną Polskę. Na miarę swoich możliwości i okoliczności oddawali hołd niewinnie straconym, m.in. poprzez symboliczne groby, jak ten gen. „Nila”.
Generał „Nil” i gen. Wojciech Jaruzelski nigdy nie spotkali się osobiście.
Generał Wojciech Jaruzelski potrafił docenić zasługi gen. „Nila” w walce o wolną Polskę. Swoją decyzją, jako frontowy żołnierz oddał hołd niewinnie straconemu „Nilowi”. Tak, bez żadnego rozgłosu, zadośćuczynił wyrządzoną Rodzinie i Polsce niepowetowaną stratę. To ważna lekcja refleksji i pokory dla polityków, publicystów i historyków – obecnych „sędziów” Generała. Kto z nich zechce o tym pamiętać czy wspomnieć w odnośnych wystąpieniach i publikacjach, na lekcjach historii, ku pamięci obecnego i przyszłych pokoleń.
Po 1990 r. odbyło się wiele rozmów i dyskusji w TV i prasie, z udziałem córek gen. „Nila”. Wykonano film o „Nilu”, ale nikt nigdzie nie wspomniał o decyzji gen. Jaruzelskiego. Na początku grudnia 2010 prasa podała, że „Wolą Marii Fieldorf – Czarskiej (zmarłej 21.11.2010) było, aby jej ciało skremowano i umieszczono w symbolicznym grobie ojca”.
Należę do licznego grona kinomanów, którzy poznali film Ryszarda Bugajskiego, pt. „Generał NIL”. Reżyser wybiórczo prezentuje życiorys Augusta Fieldorfa. Akcentuje wątki osobiste i rodzinne. Zatrzymuje uwagę widza na drobiazgowo zobrazowanym okresie – nazwę to – martyrologii bohatera, z dostrzegalnymi odniesieniami do współczesności, co skłania do wielowarstwowej refleksji. Wywołuje współczucie i duchowe współcierpienie dla niewinnie skazanego, co zapewne słusznie osiąga.
Nigdy więcej i nigdzie takich wyroków – chciałoby się krzyczeć. Ale film sugestywnym obrazem czytelnie podsuwa nienawiść wobec ówczesnych władz. A czy dziś świadomy swej odpowiedzialności za Ojczyznę Polak – nie znajdzie wielu przykładów, które „innymi faktami” budzą odrazę do władzy? Dlaczego tak się dzieje, proszę pomyślcie Państwo.
Nie przeczę, lata stalinizmu, moralno – psychicznego i fizycznego terroru w Polsce, pod tym względem
zasługują na potępienie.
Nie był to jednak okres znęcania się tylko nad b. żołnierzami AK, jak zdaje się sugerować film. Okres lat 40., początku 50. ubiegłego wieku, w którym toczy się akcja filmu, to czas realizacji dwóch planów: 3 – letniego i 6 – letniego, odbudowy kraju z gigantycznych zniszczeń wojennych (straty 38% majątku narodowego; Warszawa 71% substancji materialnej).
To czas budowy „Polski przemysłowej”, otwartej na świat, której materialnym symbolem jest Nowa Huta w Krakowie i rudowęglowiec „Sołdek”, pierwszy po wojnie statek zwodowany w gdańskiej stoczni oraz pamiętne wezwanie: „cały naród buduje Stolicę”.
Redaktor Roman Czubiński, Autor tekstu „Gra Wyklętymi” (DT,6-8 marca 2020) pisze, że „Nil” w filmie radzi modemu zapaleńcowi, by dla dobra Ojczyzny poszedł na studia, dobrze wykonywał swoją pracę i założył rodzinę.
Dziękuję za to przypomnienie, może naszą młodzież skłoni do refleksji ku jaśniejszej stronie przyszłości. Dziękując Autorowi za tekst, tą dozą optymizmu wyrażam nadzieję, iż postawa gen. Jaruzelskiego i wielu bezimiennie podobnych skłoni do odwiedzenia symbolicznego grobu gen. „Nila”, do refleksji o czasach i żołnierzach – obaj generałowie byli odznaczeni frontowymi Krzyżami Virtuti Militari.

Premier „spełnionych oczekiwań”

„Pragnę zapewnić Wysoki Sejm, że nadal czuję się przede wszystkim żołnierzem i oddam się do dyspozycji w każdej chwili, a zwłaszcza gdy rząd pod moim kierownictwem, nie spełni oczekiwań”.
gen. Wojciech Jaruzelski

Miesiąc luty w „politycznym życiorysie” gen. Wojciecha Jaruzelskiego zapisał wybór na urząd Premiera Rządu, wówczas PRL. Sejm wybrał Generała 10 lutego 1981 r., prawie 40 lat temu. Generał tej propozycji stanowczo odmawiał od lata 1980 r. Miał mocne argumenty: „od zawsze był żołnierzem”. Dotychczasowy zakres obowiązków nie obejmował spraw społeczno-gospodarczych i politycznych, które teraz stałyby się domeną jego działalności. Do tego kryzys społeczno-gospodarczy wchodził w kolejną fazę. Obejmowanie stanowiska w tej sytuacji zakrawało na „samobójstwo”. W powojennej historii Polski, takiej funkcji nie pełnił żołnierz zawodowy. Stanisław Kania, inicjator zmian w rządzie i nominacji Generała, swoje racje przedstawiał kilka razy. Fakt, przez kilkanaście lat Generał pełnił kierownicze funkcje w Wojsku sprawił, że cieszy się ono nie kwestionowanym autorytetem w społeczeństwie. W Układzie Warszawskim jest najwyżej oceniane za wyszkolenie bojowe i polityczne; stan moralny, dyscyplinę; sprawność działania, prężność dowodzenia. Te ważkie atuty, w złożonej sytuacji Polski wiele znaczyły. Głównie – autorytet Wojska w naszym społeczeństwie, poza granicami Polski – na Zachodzie także!
Premier – Generał
Nasilające się od kilku miesięcy żądania socjalne, wymuszane przez Solidarność głównie strajkami, idące z tym w parze rozprężenie społeczne i gospodarcze, szerzący się chaos, mogły wpłynąć na autorytet munduru i osobiście Generała, a także zahamować proces wprowadzania reformy gospodarczej. Argumenty te 7 lutego 1981 r. w osobistej rozmowie ze Stanisławem Kanią podzielił ówczesny Prymas Polski, kard. Stefan Wyszyński. Z ufnością odniósł się do osoby kandydata na nowego premiera i wyraził nadzieję na zażegnanie napięć społecznych. Wiedział, m.in. od bp Kazimierza Majdańskiego, że Generał jako dowódca 12 Dywizji Zmechanizowanej w Szczecinie, przyczynił się do odbudowy miejscowej katedry (Papież podniósł ją do godności bazyliki mniejszej w 1987 r.), wiele uczynił dla odbudowy miasta i zagospodarowania Ziem Odzyskanych. Kardynał znał pozytywne opinie o Generale – od Dziekana Generalnego WP – jako szef GZP WP nadzorował służbę wojskową alumnów. Niektórzy „znawcy” piszący ks. Jerzym Popiełuszce próbują, na razie ostrożnie – przemilczać je lub lekceważyć. Mógł więc liczyć na poprawę w stosunkach państwo – Kościół, podobnie jak Episkopat i Papież-Polak (Generał poznał te opinie po latach).
Konsultacje z członkami BP KC PZPR, szefami stronnictw politycznych – ZSL i SD oraz przewodniczącymi klubów i kół poselskich, przyniosły deklaracje poparcia dla zmian w składzie rządu.
Mając wciąż wiele wątpliwości, Generał uległ racjom ratowania państwa przed gromadzącymi się zagrożeniami wewnętrznymi. Godząc się tymczasowo objąć stanowisko, zastrzegł sobie zachowanie funkcji Ministra Obrony Narodowej. Stąd określenie Premier-Generał, szybko stało się nowym pojęciem, uzyskało wymowę społeczną i polityczną. Nie bez znaczenia – w owym czasie – była wymowa zewnętrzna, głównie wobec sąsiadów, coraz wyraźniej akcentujących zniecierpliwienie „solidarnościową awanturą”. To wielu historyków, ubiera w patriotyczno – wolnościowy kostium i polityków bagatelizuje, m.in. jako „karnawał Solidarności”. Komu i z czego było wtedy radośnie, wesoło – przypomnijcie sobie Państwo!
10 – punktowy pakiet Rządu
„Pragnę zapewnić Wysoki Sejm, że nadal czuję się przede wszystkim żołnierzem i oddam się do dyspozycji w każdej chwili, a zwłaszcza gdy rząd pod moim kierownictwem, nie spełni oczekiwań”, jasno podkreślił w expose. Wygłosił je w Sejmie12 lutego. Wywołało – jak mówił Stanisław Kania – „wyraźny przypływ nadziei na opanowanie kryzysu”. Była ku temu istotna podstawa – 10. punktowy program rządu. Premier mówił, że „Rząd skoncentruje swą bieżącą działalność na sprawach, które przedstawiam Wysokiej Izbie w dziesięciopunktowym pakiecie.

Zaopatrzenie ludności w podstawowe artykuły, przede wszystkim żywność; zapewnienie sprawiedliwego, poddanego społecznej kontroli podziału deficytowych dóbr konsumpcyjnych.

Zaostrzenie kontroli cen detalicznych towarów i usług, nasilenie walki ze spekulacją.

Złagodzenie najbardziej nabrzmiałych problemów ochrony zdrowia… zaopatrzenia w leki… walki z patologią społeczną, alkoholizmem.

Zapewnienie warunków wykonania budownictwa mieszkaniowego.

Urzeczywistnienie zasad socjalistycznej sprawiedliwości w kształtowaniu płac i innych dochodów ludności, w polityce świadczeń społecznych… Otoczenie szczególną troską ludzi starych i zniedołężniałych.

Zahamowanie tendencji spadkowych w produkcji rolnej

Utrzymanie zaopatrzenia materiałowo – technicznego gospodarki; uzyskanie postępu w oszczędnym zużyciu surowców, paliw i energii oraz poszukiwanie – wspólnie z górnikami, rozwiązań organizacyjno – technicznych zmierzających do wzrostu wydobycia węgla.

Porządkowanie frontu inwestycyjnego. Wstrzymanie realizacji części z nich oraz utrzymanie ostrych ograniczeń w rozpoczynaniu nowych…

Wykonanie planowych zadań eksportowych. Takie kształtowanie importu, aby zaspokoić elementarne potrzeby ludności oraz gospodarki.

Podniesienie dyscypliny pracy, poprawę jej organizacji i wzrost wydajności. Przekwalifikowanie i przemieszczenie pracowników zgodnie ze zmieniającymi się potrzebami gospodarki”.
Apel o 90 spokojnych dni
Generał w expose deklarował, że „w zamierzeniach rządu w sferze gospodarczej, żywa będzie troska o cele społeczne. Musimy określać je w sposób realistyczny, z poczuciem odpowiedzialności za urzeczywistnienie każdej zapowiedzi. W obecnych warunkach nie stać nas na wiele. Nigdy nie będziemy łudzić kogokolwiek obietnicami nie możliwymi do spełnienia”. Jednocześnie ostrzegał, że „bieżący rok będzie krytyczny, brzemienny w drastyczne niedobory”. Stąd też zwracał się… do związków zawodowych, do wszystkich ludzi pracy z apelem, z wezwaniem do zaniechania wszelkich akcji strajkowych… o trzy pracowite miesiące – 90 spokojnych dni”. Uzasadniał, że „czas ten pragniemy wykorzystać dla porządkowania najbardziej elementarnych spraw naszej gospodarki, dla dokonania remanentu >pozytywów i negatywów<, podjęcia najpilniejszych problemów socjalnych, nakreślenia i zapoczątkowania realizacji stabilizacji gospodarki kraju oraz dalekosiężnej reformy gospodarczej”.
Gratulacje i nadzieje
Generał otrzymał wiele gratulacyjnych pism i telefonów. Niemal każdy oczekiwał „uspokojenia” sytuacji, życzył powodzenia, dodawał otuchy. Także w kierownictwie nowego Związku, jak po latach napisał Jacek Kuroń (książka „Gwiezdne wojny”) wybór przyjęto z aprobatą i nadzieją. Karol Modzelewski, wtedy rzecznik Solidarności, 16 lutego w wywiadzie „Życia Warszawy” zauważył, że „Skład personalny i zasady polityki rządowej sformułowane w expose premiera Jaruzelskiego stwarzają realną szansę odwrócenia niebezpiecznego biegu wydarzeń” oraz zasugerował zaniechanie akcji strajkowych. Zwróćcie Państwo uwagę na tę sugestię. Wtedy dawała nadzieję na ostrożny optymizm.
Spośród zachodnich gazet, oceniających premiera i expose wspomnę, iż niemiecka prasa wręcz zgodnie pisała, że „Polska potrzebuje nie tylko towarów, surowców i dewiz. Potrzebuje przede wszystkim nadziei, aby ludzie odzyskali ponownie wiarę w sens pracy”. Generał jako przesłanie nadziei – jak to rozumieć dziś, po prawie 40 latach? Krótko mówiąc – nadzieja miała dwa główne aspekty, wymiary – skład rządu i pierwsze jego decyzje. Były to:
Pierwszy aspekt, wymiar – skład rządu:
– I wicepremier, koordynator gospodarki – Mieczysław Jagielski. Wymowne wówczas było jego podpisanie porozumień sierpniowych, jako „personalny gest” wobec Solidarności;
– wicepremier Mieczysław Rakowski, Redaktor Naczelny„Polityki” znany z wielu krytycznych publikacji władz, partii i życia wewnętrznego (artykuł „Szanować partnera”), stąd „źle” widziany w KC PZPR, na Kremlu. Jako Przewodniczący Komitetu Rady Ministrów ds. Współpracy ze Związkami Zawodowymi wraz z Ministrem Stanisławem Cioskiem, wielce oddanym sprawie porozumienia związków na niwie gospodarczej i społecznej, zdobył duże uznanie i szacunek Czy udało się spełnić pokładane nadzieje? Warto, by Państwo ocenili z dystansu czasu co było możliwe do osiągnięcia, a co pozostało przykrym doświadczeniem dla następców;
– wicepremier Roman Malinowski, człowiek „dobrej woli i cierpliwości”, wykazanej we współpracy z ZSZZ Solidarności Rolników Indywidualnych. Jednocześnie szef sztabu kryzysowego ds. rolnictwa;
– wicepremier Edward Kowalczyk, b. minister łączności. Teraz odpowiadał za sektor prywatny, który miał uzyskać dość szerokie pole rozwoju, co akcentowała Solidarność i było jednym z ważnych składników przygotowywanej reformy gospodarczej;
– Jerzy Ozdowski, ekonomista, związany z Kościołem, odpowiedzialny za politykę społeczną, a przez to i współpracę, porozumienie ze związkami zawodowymi.
Dziś, z dystansu prawie 40 lat warto zapytać pamiętających tamten czas Polaków – nie tylko byłych żołnierzy zawodowych – jak Solidarność praktycznie odniosła się do Apelu Premiera-Generała, co konkretnego w tym względzie uczyniła Zachęcam Państwa do namysłu do refleksji. Zachęcam do sięgnięcia po treść expose. Warto też postawić sobie pytanie – czy czas sprawowania funkcji premiera przez Generała był dla Polaków czasem straconym, czy jednak czasem „spełnionych oczekiwań”, mimo ogromnych trudności – kto chce je pamiętać? Tamten czas niebawem skrótowo przypomnę w kolejnych publikacjach.
Ponadto, w składzie rządu objęli ministerialne stanowiska wojskowi, co wówczas – nie zapominając o wielu krytycznych ocenach „lepiej wiedzących”, było przyjęte z zaufaniem do żołnierskiego munduru, tak w społeczeństwie, jak i wśród sąsiadów. Byli to: szef MSW, gen. Czesław Kiszczak; szef NIK, gen. Tadeusz Hupałowski; minister górnictwa, gen. Czesław Piotrowski; minister administracji, gen. Włodzimierz Oliwa oraz kilku wojewodów.
Drugi aspekt, wymiar – pierwsze decyzje nowego rządu:
– 17 lutego zarejestrowano Niezależny Związek Studentów, NZS, gasząc ogniska sporu i strajki studenckie w Łodzi, wychodząc naprzeciw krytycznym głosom o kierowniczej roli partii i wolności słowa;
– 19 lutego, podpisanie porozumień w Ustrzykach Dolnych wygaszających rolnicze strajki w Bieszczadach i Rzeszowie;
20 lutego, powołanie wspomnianego Komitetu pod przewodnictwem Mieczysława Rakowskiego;
6 marca, Sejm powołał uchwałą Komisję Nadzwyczajną ds. Kontroli Realizacji Porozumień z Gdańska, Szczecina i Jastrzębia Zdroju, przewodniczył prof. Jan Szczepański.
Refleksje z dystansu czasu
Dziś, z dystansu prawie 40 lat warto zapytać pamiętających tamten czas Polaków – czy pakiet został zrealizowany, kiedy i jakim kosztem. Zwracam uwagę, zachęcam Państwa do odświeżenia pamięci. Niektórzy mogą zapytać – po co, to już przeszłość. Czyżby Czytelnicy nie wiedzieli, że za kilka miesięcy niektórzy będą osobiście lub medialnie uczestniczyć w obchodach 40-lecia porozumień sierpniowych? Czy wiadomi propagandyści uznają za celowe pamiętanie określenie-a „porozumienia”, czy będzie zgodne z od lat prowadzoną „polityką historyczną” – jesteście Państwo tego pewni? Właśnie wiedza, pamięć i trzeźwe myślenie będzie bardzo potrzebne, by nikt Państwu, dzieciom i wnukom nie opowiadał głupstw właśnie nie „okłamywał historycznie”, nie traktował nas jak „bezmyślną masę” – już nie potrzebną, będzie po wyborach prezydenckich.
Jeśli ktoś – z rodziców i seniorów, ma wątpliwości, zachęcam do podręcznika historii dla szkół średnich, pt. „Zrozumieć przeszłość”, dzieje najnowsze po 1939 roku. Wydany w 2015 r., czyli „czasowo świeży”, autorstwa Jarosława Kłaczkowa i Agnieszki Zielińskiej. Na temat 5-letniego okresu rządu Premiera-Generała, dosłownie nie przeczytacie słowa. Jedynie tzw. zdanie wtrącone, że Stanisław Kania – cytuję – „ został zastąpiony na tym stanowisku (I sekretarza KC PZPR – moje, GZ) przez ówczesnego premiera i ministra obrony narodowej Wojciecha Jaruzelskiego, który dzięki tej nominacji skupił w swoim ręku najważniejsze urzędy w kraju”. „Szybko myślący” Czytelnik może zapytać – po co?
Następne zdanie brzmi – „W tym czasie dało się zaobserwować w całej Polsce wzmożoną działalność wojska”. Nie będę tego komentował. Że skłania to do głębokiego namysłu – powtarzam – czego szkoła uczy naszych dzieci i wnuki, przekonywać nie trzeba. Można się zadumać, czy po takiej „porcji” wiedzy wchodzące w dorosłość młode pokolenie „zrozumie przeszłość”, jej uwarunkowania i złożoności, by jako następcy – decydenci unikali błędów, nie prowadzili kraju na manowce.
Na zakończenie – wybaczcie Państwo Czytelnicy moje „publicystyczne milczenie”. Niektórzy dopytywali o powody, pojawiły się różne domysły. Nie spodziewane i trudne do przewidzenia osobiste okoliczności czasowo mnie „wyłączyły”.
Dziękuję serdecznie Redakcji Trybuny za okazaną wyrozumiałość i życzliwość. Czasu, który minął nie sposób „dogonić”, czego przykładem ta publikacja. Nie mówiąc o innych, godnych przypomnienia choćby „jak to było z wyzwoleniem(niektóre historyczne pluje stawiają znak zapytania lub piszą o drugiej okupacji) Warszawy”. Ale walki o wyzwolenie Pomorza przypomnę niebawem.
Spełniam też prośbę niektórych z Państwa, by przypomnieć sentencję Stanisława Cat-Mackiewicza – „Polacy są jak piękna kobieta kochająca się w durniach. Człowiek inteligentny jest u nas z reguły nielubiany i nie budzi zaufania. Natomiast iluż ludzi zupełnie niemądrych korzystało w Polsce z ogromnego autorytetu osobistego…
Ponieważ mówili to, czego wszyscy chcieli, więc Polacy mieli do nich zaufanie jako do wielkich polityków. Zjawisko stale dające się obserwować w naszym narodzie”.

„Niewątpliwie historyczna wizyta”

„Pozdrawiam wszystkich tu obecnych Rodaków, towarzyszących Panu generałowi Jaruzelskiemu, w tej niewątpliwie historycznej wizycie”…

Te słowa Papieża Jana Pawła II obiegły cały świat, powtarzane w setkach nagłówków i doniesień prasowych. Stanowią najkrótszą, a zarazem najbardziej miarodajną ocenę pierwszej wizyty gen. Wojciecha Jaruzelskiego w Watykanie.
Generał z delegacją przybył do Watykanu krótko przed godz. 11.00, we wtorek 13 stycznia 1987r. Dostojnych gości powitał prefekt Domu Papieskiego, bp Dino Monduzi. Przy drzwiach biblioteki, Gość słowami -„serdecznie pozdrawiam Waszą Świątobliwość”- wita Papieża, który odpowiada – „serdecznie witam” i zaprasza na rozmowę w cztery oczy.

Potrzeba czasu „aż gorące głowy ochłoną”

Sympatyczna wymiana osobistych wrażeń, sprawiła dobry nastrój do rozmowy o szeroko rozumianych sprawach polskich i bezpieczeństwa europejskiego – podobnie jak w 1983 r. Generał przedstawił Gospodarzowi ocenę sytuacji wewnętrznej po stanie wojennym. Zwrócił uwagę na ogólną – choć jeszcze nie zadowalającą – poprawę sytuacji gospodarczej i nastrojów społecznych. Zasadniczy wpływ miała tu współpraca z krajami RWPG, głównie w zakresie dostaw surowców, powolny wzrost wymiany handlowej z Zachodem (lata 1985-86), „poluzowanie” sankcji i istotne osłabienie siły strajków, które są „jaskółką” na poprawę nastrojów.
Skutkowało to poprawą zaopatrzenia rynku żywności i artykułów pierwszej potrzeby. Widoczna jest ostrożna poprawa społecznej atmosfery po amnestii (lipiec 1986), która objęła wszystkich więźniów politycznych. Zauważalne jest obniżenie się „temperatury” wrogości, nawet zapiekłości, „lekki” wzrost poziomu zaufania społecznego. Papież każdą informację, iż „coś poprawiło się na lepsze” przyjmował z nie skrywaną radością. Interesowały Go szanse powodzenia misji Rady Konsultacyjnej (inauguracyjne posiedzenie odbyło się 6 grudnia 1986 r.).
Generał podziękował za osobiste i Kościoła wsparcie dla tej inicjatywy, wiąże z nią duże nadzieje. Zaś Papież kolejny raz okazał wyraźne zadowolenie z postępującej normalizacji w kraju, wyraził władzom uznanie. Generał powiedział, że „uczyni wszystko, ale wymaga to czasu aż zbyt gorące głowy ochłoną”.
Na twarzy Papieża widział zatroskanie, gdy mówił o zmęczeniu ludzi w kolejkach, okresowym pogarszaniu się dostaw zaopatrzenia, a władza wciąż nie może się z tym uporać. Dokucza też brak materiałów budowlanych, hamując zaspokajanie potrzeb mieszkaniowych.

„Nagrody” za restrykcje

Tu zatrzymam Państwa uwagę w sprawie sankcji. Generał podziękował Papieżowi za pomoc w zniesieniu przez Zachód restrykcji gospodarczych, co nastąpiło w lutym 1987 r.( wiedział to wcześniej ze źródeł dyplomatycznych). Generał prosił o to 4 lata temu podczas rozmowy z Papieżem w Belwederze i na Wawelu. Wiadomo – Papież nie pomijał żadnej okazji by zachodnim politykom i dyplomatom przypominać o dolegliwościach tych sankcji. Wiedział, że polską gospodarkę wpisano w polityczną walkę ze Wschodem.
Rodakom warto przypomnieć, iż głównym inicjatorem i orędownikiem sankcji był Ronald Reagan. Ogłosił je publicznie 23 grudnia 1981 r. (10 dni po wprowadzeniu stanu wojennego), gdy wiedział, był pewien, że wojska Układu Warszawskiego nie wejdą do Polski. Uczynił z tego publiczną ceremonię, podczas której płakał „rzewnymi łzami” i śpiewał „żeby Polska była Polską”.
Jakby nie rozumiał, że sankcje uderzając w naszą gospodarkę, przede wszystkim odczują – poprzez braki żywności, tzw. artykułów pierwszej potrzeby – miliony Polaków, wśród nich członków Solidarności, których podobno chciał chronić (trzeba było zabić ok. 15 mln. kurcząt z braku paszy z USA. Fakt ten jest nazywany „wymysłem propagandy”, zapomniany, gdyż obrzydzałby nam „dobroć” USA). Czyżby wierzył, że tą decyzją „ukarze” ZSRR i polskie władze? To władza prosiła, niemal żebrała w ZSRR i krajach RWPG o dostawy deficytowych artykułów, by Polacy bez zmarłych z zimna i głodu, choć cierpiących inne dolegliwości – przeżyli „byle do wiosny”. Profesor Richard Pipes, współpracownik Prezydenta Ronalda Reagana, w wywiadzie pt.: „Stan wojenny w Białym Domu”, udzielonym „Rzeczpospolitej” (14-15 grudzień 2002 r.) na pytanie: „Jakie były reakcje Europy Zachodniej na kurs Waszyngtonu wobec Polski stanu wojennego?” odpowiada: „Musieliśmy toczyć z nimi walkę, aby zaakceptowali nasz kierunek. W większości nasi europejscy sojusznicy byli zadowoleni z tego co stało się w Polsce (zwracam na to szczególną uwagę – G.Z).
Niemcy byli zdania, że stan wojenny to wewnętrzna sprawa Polski. Bali się, że wybuchnie tam jakiś konflikt zbrojny i Rosjanie będą zmuszeni wkroczyć, a wtedy nie wiadomo, co może się stać. Im zatem nie było bardzo nieprzyjemnie, że w Polsce jest stan wojenny. Mieliśmy z nimi problemy. Niemców wspierał u nas Departament Stanu. (zwracam na to szczególną uwagę-G.Z). Ostatecznie, na szczęście był w Białym Domu Ronald Reagan”. To „amerykańskie szczęście” kosztowało Polskę i Polaków – do 22 lipca 1983 roku (data zniesienia stanu wojennego) „tylko” 13 miliardów dolarów!
Za takie „dobrodziejstwo” nowa władza uhonorowała Reagana najwyższymi orderami. Pomnik przed ambasadą USA w Warszawie, zainicjował b. szef klubu CWKS Legia, prezes fundacji im. Reagana, a odsłonił Lech Wałęsa 21.11.2011 r. I jeszcze dwie ciekawostki. Pierwsza – Ronald Reagan 7 czerwca 1982 r. złożył Papieżowi wizytę (upamiętnia park jego imienia oraz pomnik z Papieżem w Gdańsku).
Zaoferował nam pomoc żywnościową, drogą charytatywną. Papież podziękował i nie omieszkał przypomnieć o konieczności ulżenia doli wszystkich Polaków. Natomiast odrzucił możliwość dotacji dla podziemnej Solidarności kanałami watykańskimi, informując, że ma stały kontakt z rodakami. Druga – we wrześniu 1990 r. Ronald Reagan przyjechał do Polski. Spotkał się z Generałem, wtedy Prezydentem RP.
Był zadowolony ze spotkania. Na schodach Belwederu w geście „sportowego zwycięstwa” podniósł ramię Generała i rozłożył swoje palce w kształcie V, co TVP pokazała w serwisie informacyjnym (ten news nie jest dostępny). Miał podobno powiedzieć -„Myliliśmy się w ocenie pańskiej osoby” (twierdził Wiesław Górnicki, inni wątpią w to tłumaczenie, a Generał -„nie będę chełpił się takim pochlebstwem”).

„Może tym razem się uda”

Wracam do głównego wątku. Przy widocznym wzroście aktywności pracowniczej i związkowej (OPZZ liczył w 1986 r. ok. 6 mln. członków, w tym ponad połowę ludzi z Solidarności) – Generał zwrócił uwagę na obawy władzy i ostrzeżenia sąsiadów przed jej legalizacją, a stąd i „rywalizacji związkowej” w zakładach pracy i powrotem do sytuacji z lat 1980-81.
Papież słuchał tego z wyraźnym zatroskaniem („sprawa Solidarności zawsze leżała Mu na sercu”- pamięta Generał). W pewnym momencie powiedział – „Dla mnie delegalizacja Solidarności jest boleśniejsza, niż wprowadzenie stanu wojennego. Bowiem nie ma prawdziwej demokracji, bez wolnych i silnych związków zawodowych”. Generał przyznał rację, przypomniał też ówczesną sytuację i zapytał -„Co stałoby się w kraju, gdyby rozhuśtała się ulica?” Analizy radzieckie na długo przed 13 grudnia wskazywały, że w ulicznych starciach oraz porachunkach może zginąć ok. pół miliona Polaków.
Powtórzył, że za stan wojenny odpowiedzialność będzie dźwigał do końca życia, że wielu ludzi stanie przeciwko, ale w sytuacji Polski w 1981 roku, nigdy nie postąpiłby inaczej.
Obaj rozmówcy zauważyli, iż obecny czas pozwala inaczej spojrzeć na Związek. Ostatnio (1986 r.) – choć były różne próby i zachęty, ze strony władzy wciąż są podejmowane – mówił Generał, pojawiły się „śladowe” sygnały od osób z opozycji, bliskich Kościołowi.
Zgodnie doszli do wniosku o potrzebie zbudowania szerokiej platformy z udziałem realistycznie myślącej opozycji i władzy, przy wsparciu Kościoła. Papież z westchnieniem nadziei powiedział – „Czego nie udało się osiągnąć wtedy, może tym razem się uda” (tę reakcję Papieża Generał dobrze pamięta. Uznaje za „zaczyn myśli” o Okrągłym Stole, jako szansy rozmów, z mediacyjną pomocą Kościoła).
Na słowa Papieża odpowiedział-„Nikt z nas nie jest bez winy. Nie dojrzeliśmy wówczas do historycznego kompromisu. Inna rzecz, czy w tamtych realiach był on możliwy i wykonalny”. W tym momencie rozmowy, słowa te odnosiły się do fiaska Spotkania Trzech, które to z inspiracji Papieża wspierał i wspomagał Kościół. Nie znam dokumentów wskazujących o czym Papież myślał, gdy pomysł z Radą Porozumienia po Spotkaniu Trzech upadł.
Prawdopodobnie przyjął założenie, iż Generał, którego jeszcze osobiście nie znał – nie uczyni niczego, co byłoby sprzeczne z polską racją stanu. Inaczej mówiąc zaufał odpowiedzialności Generała. To absolutnie nie oznacza, że „z góry” aprobował stan wojenny, a szczególnie użycie siły. Może jedynie świadczyć, że w tamtej sytuacji – poza dialogiem, porozumieniem, które stawały się fikcją – nie widział logicznego wyjścia. To tylko domysł, choć oparty na kilku faktach, ale odpowiedź zna tylko Papież.
Dziś wiemy, że nigdy i nigdzie nie potępił Generała za stan wojenny, a wyrażał się ze zrozumieniem o koniecznościach władzy, wciąż apelując, by ludziom oszczędzać cierpienia. Widział i słyszał, iż te apele władza, osobiście Generał traktowały poważnie. Dowodzą tego fakty i oceny statystyczne dziedzin życia gospodarczego i społecznego. Podkreślę, za sytuację w kraju odpowiedzialna jest władza, każda władza! Ale zapytam – czy związki zawodowe, nie poczuwają się do takiej współodpowiedzialności? Może wiedzą Państwo, co Solidarność po 1980 roku zrobiła dla ulżenia ludziom pracy – poza żądaniami i strajkami? Czy to nie skłania do refleksji, nie zobowiązuje nas – ludzi myślących do obiektywnej oceny dziś i na jutro?

„Opatrzność zesłała Gorbaczowa”

Gospodarz i Gość, na polskie sprawy patrzyli przez pryzmat głasnosti i pierestrojki, oceniali jej szanse powodzenia i zagrożenia. Wymienili też poglądy na kilka kwestii bezpieczeństwa europejskiego. Papież „dociekliwie wypytywał o Michaiła Gorbaczowa. Uważał go za postać innego wymiaru, niż stara kadra radzieckich decydentów.
Twierdził, że Gorbaczow może dużo zmienić w swoim kraju, co będzie miało przełożenie na Polskę i świat”. Powiedział wprost-„Opatrzność zesłała nam Gorbaczowa, oby tylko nie ukręcili mu głowy”. Nawiasem mówiąc, w latach 80 i 90. Papież kilka razy spotkał się z Michaiłem Gorbaczowem. W toku jednego z nich stwierdził, iż stan wojenny był „słuszną decyzją” (miał ku temu podstawy wynikające z osobistej oceny różnych źródeł o sytuacji społeczno – gospodarczej i militarnej, nie wykluczając pochodzenia wywiadowczego).
Ocena ta – co oczywiste – do Generała dotarła, była znana najbliższym współpracownikom. Michaił Gorbaczow powtórzył ją podczas rozmowy – filmu pt. „Gorbaczow”. Jeden z hierarchów kościelnych, bliski współpracownik (z grzeczności pominę jego nazwisko) uznał że Gorbaczow kłamał, a reżyserka Ewa Ewart powiela kłamstwa. Pytana o wiarygodność oświadczyła-„Gorbaczow i Papież rozmawiali o sprawach Polski. To była istotna wypowiedź, dotycząca tematu, który żywo nas obchodzi i dzieli. Dlaczego nie miałam zacytować Gorbaczowa, jeśli mi to powiedział?” Księdza „przy tej rozmowie nie było”, a opierał się na pamięci osób przygotowujących papieskie spotkania („Rozmowa miesiąca”, Press, 12/2015).

„Historyczna wizyta”

Drugą część wizyty-spotkanie z delegacją- rozpoczął Generał, przedstawiając Córkę Monikę, do której Papież mówi – „a polonistka, ja też byłem polonistą” oraz towarzyszące osoby: Józefa Czyrka- Przewodniczącego Sejmowej Komisji ds. Zagranicznych, Mariana Orzechowskiego – Ministra Spraw Zagranicznych, Zbigniewa Szałajdę – Wiceprezesa Rady Ministrów, Witolda Lipskiego – Członka Rady Państwa, prof. Aleksandra Krawczuka – Ministra Kultury i Sztuki, prof. Adama Łopatkę – Kierownika Urzędu ds. Wyznań, Jerzego Kuberskiego-MinistraPełnomocnego, Kierownika Zespołu ds. Stałych Kontaktów Roboczych.
Uśmiechnięty Papież serdecznie wita się ze wszystkimi, rozmawia i wręcza różańce. Generał prowadzi Papieża do sztalugi i prosi o przyjęcie obrazu. Wpatrując się w pejzaż, Papież rozpoznaje uliczkę i dom, w którym się urodził oraz fragment kościoła. „Malarz nieco wyidealizował obraz Wadowic”- mówi. Drugi upominek Generała, to album płyt z ostatniego Konkursu Chopinowskiego.
Papież serdecznie dziękuje, wręcza Generałowi dwa albumy barwnych zdjęć, odnowionych fresków Kaplicy Sykstyńskiej, żartobliwie zauważając, że „Michał Anioł nie był Japończykiem” (ci specjaliści odnawiali to dzieło).
„I proszę jeszcze o przyjęcie tych medali” – wszyscy otrzymują tryptyk medali pontyfikatu w złocie, srebrze i brązie. W Sali Konsystorskiej Papież wita się z pozostałymi uczestnikami wizyty i krótko przemawia – „Pozdrawiam wszystkich tu obecnych Rodaków, towarzyszących Panu generałowi Jaruzelskiemu, w tej niewątpliwie historycznej wizycie. Dziękuję za obecność i ponieważ znajdujemy się jeszcze na początku nowego roku, chcę życzyć wszystkiego dobrego, jak to się mówi gdzie niegdzie w Polsce, Dosiego Roku. I wszystkim, a w szczególności, oczywiście Przewodniczącemu Rady Państwa, Panu Generałowi, życzę tego, aby ta wizyta wydała tak bardzo upragnione owoce dla Polski i dla Europy”. Następuje czas wzajemnie serdecznych podziękowań i pożegnań.

„Znalazłem zrozumienie”

Generał z najbliższymi współpracownikami udał się na 40 min. spotkanie z Sekretarzem Stanu Stolicy Apostolskiej, kardynałem Agostino Casaroli, po czym zwiedził z delegacją muzea watykańskie, Bazylikę oraz grób św. Piotra. Spotkał się z kardynałem Andrzejem Marią Deskurem, który wówczas był doradcą Papieża, a w latach 60. czynił starania o ustanowienie polskich diecezji na Ziemiach Zachodnich. Tuż przed wyjazdem, Generał udzielił wywiadu francuskiemu dziennikarzowi, polskiego pochodzenia -„Jestem zadowolony z każdego spotkania z Jego Świątobliwością. To spotkanie jest dla mnie szczególnie ważne, ponieważ dokonuje się w Watykanie, ponieważ następuje obecnie i przed wizytą Jego Świątobliwości w Polsce”. Na dodatkowe pytanie – czy Generał znalazł zrozumienie u Papieża dla podnoszonych spraw, zauważył, że wyrażenie takiej opinii należy do samego Papieża – „Ja sądzę, że znalazłem Jego zrozumienie”. O trafności przekonania Generała, zaświadcza wizyta Papieża w czerwcu i szereg faktów w następnych latach, aż do odejścia z urzędu prezydenta RP.
Można tu wymienić wsparcie Papieża i Kościoła dla procesu Okrągłego Stołu, dla ostatecznego uregulowania kwestii zachodniej granicy Polski, osobiste zaangażowanie Papieża na rzecz nawiązania stosunków dyplomatycznych między obydwoma państwami, wyboru Generała na Urząd Prezydenta oraz niezwykle wymowne – tuż przed zmianą nazwy państwa – złożenie listów uwierzytelniających przez Nuncjusza Apostolskiego, abp Józefa Kowalczyka.
Osobną rangę miały spotkania Papieża z Generałem, gdy odszedł z czynnego życia publicznego. W 1991 r. – podczas kolejnej pielgrzymki – Papież złamał jej harmonogram i spotkał się prywatnie z Generałem, a dwa lata później na prywatnej audiencji w Watykanie. Szczególną wymowę miało spotkanie w Watykanie w listopadzie 2001 r., tj. w przededniu 20 rocznicy stanu wojennego. (Generał wspomina o nich w kilku książkach, w wywiadzie dla Krzysztofa Tadeja (książka „Jan Paweł II…”).
Wizytę w Republice Włoskiej i w Watykanie, Generał szeroko omówił na konferencji prasowej, z udziałem ponad 200 dziennikarzy redakcji włoskich i zagranicznych.
Odpowiadając na liczne pytania, m.in. stwierdził: „Oczekiwałem na tę wizytę z ogromnym zainteresowaniem. Z należną uwagą śledzimy aktywną, niestrudzoną działalność Jego Świątobliwości Jana Pawła II w obronie pokoju. My w Polsce, nie muszę tego w tym gronie szerzej uzasadniać, przywiązujemy wielką wagę do tej działalności Papieża – Polaka. Rozmowa, którą miałem z Papieżem, wywarła na mnie głębokie wrażenie. Byliśmy w pełni zgodni co do konieczności inicjatyw ogólnoeuropejskich i wysiłków służących odprężeniu, służących pokojowi w Europie i na świecie… Moje spotkanie z Jego Świątobliwością Janem Pawłem II, było kontynuacją dialogu, osobistego kontaktu zapoczątkowanego w 1983 roku.
W sumie uważam moją wizytę w Watykanie za niezmiernie ważną. Potwierdziłem – tym razem osobiście – przekazane uprzednio na piśmie zaproszenie Jego Świątobliwości do złożenia wizyty w Polsce. Spodziewamy się Papieża w Ojczystym Kraju w czerwcu tego roku”.

„Analiza problemów społeczeństwa”

O tej wizycie prasa pisała: „Jedno z najdłuższych spotkań Papieża, ze świeckim politykiem” (Reuter, Associated Press), „Najdłuższe, jak pamięć ludzka sięga, spotkanie Papieża z przywódcą politycznym” (New York Times), „Było to długie spotkanie, wręcz posiedzenie robocze, jeśli zauważyć, że Jaruzelski i Papież nie potrzebowali tłumacza… Spotkanie jest pozytywnym sygnałem” (Corierre della Sera), „Wczorajsze spotkanie otworzyło nową fazę w stosunkach między Państwem a Kościołem, w której nastąpi rozszerzenie współpracy w interesie kraju” (L’ Unita).
Odczytany komunikat prasowy Stolicy Apostolskiej informował: „Zapowiedziana audiencja Ojca Świętego dla Generała Wojciecha Jaruzelskiego, Przewodniczącego Rady Państwa PRL, odbyła się w prywatnej bibliotece Papieża i trwała 70 minut. Rozmowa była poważna, otwarta, pogłębiona i pozwoliła na analizę problemów społeczeństwa polskiego, stosunków między Kościołem a rządem w Polsce i kwestii dotyczących pokoju międzynarodowego”.

„Pozdrówcie Pana Generała”

13 grudnia 1989 r. Papież Jan Paweł II przyjął na audiencji prywatnej prof. Bohdana Suchodolskiego (przewodniczący Narodowej Rady Kultury). W tej wizycie, towarzyszący Profesorowi Rafał Skąpski (przyjaciel Profesora i sekretarz Rady), zapamiętał taki fakt: „Z Sali, w której toczyła się rozmowa, po pożegnaniu się z nami, pierwszy wychodził Papież. W drzwiach odwrócił się do nas, uśmiechnął się, uniósł dłoń i głośno powiedział A nie zapomnijcie pozdrowić Pana Generała”(Zdanie, nr 1-2 z 2014)
Na zakończenie takie ciekawostki. Czas jej trwania – 70 minut. Z żadnym politykiem Papież tak długo nie rozmawiał. Generał jest pierwszym przywódcą z bloku wschodniego, który przekroczył progi Stolicy Apostolskiej, witany z najwyższymi honorami. Za Papieża przyzwoleniem wizyta była rekordowo długa.
Obejmowała-obok oficjalnego spotkania, zwiedzanie bazyliki, w tym grobu św. Piotra, muzeum i ogrodów watykańskich. Poprzedni rekord czasu należał do króla Hiszpanii, Alfonsa XIII, w 1912 r. Papież Pius X specjalnie go podejmował przez 3 godz. 12 min. Nowy, „polski rekord” wynosi 3 godz. i 45 min.
Dlaczego wizytę okrywa „całun” milczenia – co Państwo Czytelnicy o tym myślicie? A może w 33 rocznicę („wiek Chrystusowy” – będzie inaczej, proszę zwrócić uwagę!)

 

Jan Paweł II a „czerwona zaraza”

Naród polski żywi stałą wdzięczność dla tych, którzy wówczas byli rzecznikami jego niepodległego bytu na Zachodzie i na Wschodzie.
Papież Jan Paweł II, Belweder
Na drodze pielgrzymowania Waszej Świątobliwości znajdują się jak wieczne memento, niezliczone żołnierskie mogiły. Wiele z nich kryje również prochy – mówiąc słowami poety – „przyjaciół Moskali”. Tysiące ich, setki tysięcy oddało swe młode życie, niosąc nam ocalenie.
gen. Wojciech Jaruzelski, Belweder

Cytowane słowa pochodzą z oficjalnych przemówień powitalnych w Belwederze, 17 czerwca 1983 r. Pytam Państwa Czytelników o skalę błędu, gdy pod pojęciem „rzecznika…na Wschodzie”, Papież mógł mieć na uwadze rząd radziecki, który 29 sierpnia 1918 r. anulował traktaty o rozbiorach Polski, zawarte przez Rosję carską z Prusami i Austrią. Oznaczało to wyrzeczenie się przez nią wszelkich praw do obszaru Polski (pisałem w tekście „17 Września”), u nas „zapomniano” podczas obchodów 100-lecia odzyskania Niepodległości, że to Stalin w Poczdamie stanowczo optował za przyznaniem Polsce Ziem Zachodnich, gdy Harry Truman, jeszcze niezbyt „biegły” w niuansach polityczno-militarnych Europy, na wniosek Stalina –tak! – zaprosił polską delegację do Poczdamu (na czele z Bolesławem Bierutem liczyła 11 osób wśród nich Władysław Gomułka, marsz. Michał Rola-Żymierski). Winston Churchill zaś przestrzegał, by „nie napychać polskiej gęsi, bo padnie z niestrawności”. To właśnie nasi zachodni sojusznicy nie mogli się zdecydować czy Szczecin ma był polski, czy wolnym miastem. To Stalin na wniosek rządu Edwarda Osóbki-Morawskiego zdecydował o przebiegu części naszej zachodniej granicy „bezpośrednio na zachód od Świnoujścia i Szczecina”, który został przekazany Polsce w czerwcu 1945 r. (pisałem kilka razy).
Czy pod słowami Papieża o „stałej wdzięczności” nie kryje się hołd „przyjaciołom Moskalom”, znanego ze szkolnych lat wadowickiego liceum, a przed chwilą wspomnianego przez Generała? A czy nie można rozumieć Związku Patriotów Polskich (ZPP), z inicjatywy którego zaczęto tworzyć 1 Dywizję im. T. Kościuszki i kolejne jednostki składające się na 1 i 2 AWP (co by złego nie mówić o „służalczości” ZPP, w czym lubują się piaskowi historycy), gdzie posługę duszpasterską pełnili kapelanie? Proszę przypomnieć sobie zdjęcie z przysięgi 1 DP w dniu 15 lipca 1943 r. i zwrócić uwagę na ks. Franciszka Kubsza na trybunie. Nie tylko do tego zdjęcia ale i Dziekanatu Generalnego WP, który początkowo tworzyło 38 kapelanów „ze Wschodu” oględnie odnoszą się biskupi i księża: „Blisko 30 proc duszpasterzy legitymowało się służbą w WP przed 1939 rokiem, byli kapelanami rezerwy lub weteranami z 1920 r.(wśród nich ks. płk Stanisław Warchałowski, Dziekan Generalny WP, 1945-1947). Dowodzi to, że przeszłość taka nie stanowiła przeszkody w przyjęciu do szeregów Wojska Polskiego walczącego u boku Armii Czerwonej” – czytam w książce Dziekanat Generalny WP, Wyd. AON 2006. Nikogo na szczęście – „nauka” krakowskiej homilii jeszcze nie zdążyła zarazić, by sięgnąć poziomu idiotyzmu i domyślać się, czy ci kapelani też nieśli „czerwoną zarazę”.
Początki z „czerwoną zarazą”
Do chwili konsekrowania 25 września 1958 r. na biskupa w Bazylice Wawelskiej, ks. Karol Wojtyła miał – u wiadomych służb – sporą listę „wykroczeń”, polegających na głoszeniu kazań i organizowaniu konferencji środowiskowych, np. dla lekarzy i prawników dot. aborcji, co władze uznawały jako „nielegalne”. Ich kontynuacja – już jako sufragana archidiecezji – była „źle” widziana. W proteście-memoriale, wysłanym do władz centralnych odnośnie likwidacji placówek zakonnych oraz upaństwowienia przedszkoli „Caritas”, zarzucał władzom łamanie praworządności. Informował o tym rodziców i młodzież w orędziu odczytanym z ambon 2 września 1962 r. Wojewódzki Wydział ds. Wyznań skierował do Metropolity ostrzeżenie, gdzie żądał położenia kresu takim praktykom. Jedna z okresowych opinii zawierała ocenę: „Ogólnie oceniając postawę i działalność ks. bp. Wojtyły, stwierdzamy, że jest negatywnie ustosunkowany zarówno do władz, jak i ustroju PRL oraz postawą swą reprezentuje zdecydowanie księdza rzymskiego”. Zauważono, że „Wśród miejscowego duchowieństwa ks. bp Wojtyła oceniany jest jako człowiek niezwykle dobrego serca, który nigdy nic nie ma, gdyż zupełnie nie zabiega o względy materialne, a wszystko rozdaje biednym”.
Postawa i rozległa działalność duszpasterska – od 1963 r. już Metropolity – nie stała na przeszkodzie w osobistych kontaktach z władzami, np. sekretarzem KW PZPR w Krakowie (Lucjan Motyka, późniejszy Minister Kultury), w kilku spotkaniach z Zenonem Kliszko na szlakach wędrówek po Tatrach, co zapamiętali Stanisław Stomma i pisarz Jerzy Zawiejski. Z tych rozmów, Zenon Kliszko – odpowiedzialny w Partii za stosunki Państwo-Kościół – odniósł wrażenie, że bp Karol Wojtyła byłby właściwym następcą Prymasa Wyszyńskiego.
Dziś mało kto wie, że nominacja abp Karola Wojtyły na metropolitę krakowskiego w 1963 r. miała „delikatne sugestie” Zenona Kliszki, za pośrednictwem Koła Poselskiego „Znak” i otoczenia Prymasa Tysiąclecia. Dlaczego? – ktoś zapyta. Biskup pomocniczy Karol Wojtyła był znany jako wybitnie inteligentny. Był poważnym i trudnym rozmówcą na tematy społeczne, polityczne, pozycji i miejsca Kościoła jako „instytucji” w tamtym ustroju. Rozumiejącym ówczesne uwarunkowania – te „wschodnie”, jak byśmy dziś powiedzieli – i te wewnętrzne, ideologiczne, partyjne – jak kto chce! Nie znaczy, że był dla władz „łatwym rozmówcą”, np. w kwestii budowy kościoła w Nowej Hucie, Mistrzejowicach. Zenon Kliszko po latach żartował w bliskim sobie kręgu, że ma „swojego człowieka” w Rzymie.
Pierwsza rozmowa.
Krótko przed godz. 10.00, 17 czerwca Generał i prof. Henryk Jabłoński oczekują na Gościa przed Belwederem. Jeszcze po wielu latach pamiętał Generał pierwszy uścisk dłoni Papieża, pierwsze wrażenie, grzecznościowe wyrazy uszanowania. Po wspomnianych wyżej przemówieniach powitalnych, Papież i Generał z abp Józefem Glempem i prof. Henrykiem Jabłońskim udali się na rozmowę, która rozpoczęła się od słów Papieża: „Panie Generale, na Boga, wiem, że jest Pan człowiekiem uzależnionym od Moskwy, ale przecież jest Pan także patriotą” – wspomina Generał. Jak słowa – „uzależniony”, „patriota”, „stan wojenny” – w czasie jego zawieszenia wypowiedziane, tłumaczyć w kontekście „czerwonej zarazy” – już doprawdy nie wiem? To dobrze, „patriotycznie” czy nie – że „zaraza” ten stan wprowadziła? Kilka razy je cytowałem w różnych odniesieniach. Dlaczego Kościół – nie tylko „krakowski” o nich nie chce pamiętać i rozumieć je w duchu właśnie ochrony polskiej krwi, także katolickiej, chrześcijańskiej; w duchu współpracy Państwo-Kościół, a wciąż jątrzy słowami i fałszywym eksponowaniem „ciemiężenia” – za „komuny”! Wtedy, w latach PRL, za rządów „czerwonej zarazy”, wspólnie zrobiono wiele i dla rzeczywistego dobra materialnego Polski i Kościoła. To „doczernianie przeszłości” – mówią Czytelnicy przynosi odwrotny skutek. Ludzie modlą się w domu, nie kryjąc, że też do św. Jana Pawła II, niż mają słuchać homilii, po czym bluźnić, że ksiądz bredniami, „robi ze mnie głupka”. Szkoda tylko młodzieży – coraz więcej to widzi!
Wspomnę, iż 4 lata wcześniej, w 1979 r. Papież – też w Belwederze – rozmawiał z Edwardem Gierkiem, jak później Generał – I Sekretarzem KC PZPR. Nie będzie błędnym stwierdzenie, że Jan Paweł II jest jedynym Papieżem na świecie, który wielokrotnie i to z własnej woli rozmawiał z osobami „czerwonej zarazy”, najwyższej w hierarchii kilku partii politycznych?
Druga rozmowa
Gdy Papież pielgrzymował po kraju – mówi Generał – „my, władze, zaczęliśmy dostrzegać pewne niepokojące rzeczy, które mogły zdestabilizować sytuację… Nasz Gość był w bardzo trudnym położeniu, pod presją tłumów, które oczekiwały, że poprowadzi je na barykady… czuł silne przekonanie, że musi poprzeć ruch, wszystkie te narodowe i społeczne dążenia, które utrzymywały przy życiu jej członków… Nie chciał zrobić niczego, co mogłoby zmącić spokój i stabilizację, ale jedno słowo, rzucone przypadkowo mogło spowodować całkiem nową sytuację”. Dostrzegacie tu Państwo wzajemne rozumienie Generała i Papieża splotu oczekiwań? Obawy, niepokoje i prośbę o rozmowę, Generał przedstawił na piśmie, które wysłannicy doręczyli w Częstochowie. Jeden z nich, prof. Adam Łopatka w słownym uzasadnieniu celu przybycia, kard. Macharskiemu powiedział: „Odgłosy prasy tragiczne. Od Brazylii po Oslo nie pisze się nic pozytywnego” (o tej pielgrzymce, moje – GZ). Tu zapytam Czytelników – co myślicie, czego Zachód oczekiwał? Jeśli po 36 latach powiem, że rozlewu bratobójczej krwi, ofiar, sensacji – będę w błędzie? Proszę nie zapominać, 2 lata wcześniej, w maju 1981 r. był zamach w Rzymie…
Papież zaproponował spotkanie w Krakowie. Odbyło się ono 22 czerwca wieczorem na Wawelu, trwało ponad 2,5 godziny. Wspomina Generał: „Już na początku poinformowałem Papieża, że przewidujemy zniesienie stanu wojennego… Odniosłem się również do samej pielgrzymki, że występuje nadmierna emocjonalność pewnych grup o zabarwieniu politycznym… że po wyjeździe emocje mogą wzrosnąć i zakłócić proces normalizacji… Papież słuchał bardzo uważnie, mówił o Lechu Wałęsie, że w klapie nosi Matkę Boską, o Solidarności”.
Generał oceniając sytuację, wyraził pogląd, że „musimy zrobić wszystko, aby pozycja Polski w tym sojuszu była jak najsilniejsza i żeby tożsamość, ograniczona, ale jednak swoboda, jaką mamy w bloku nie uległa zagrożeniu”. Wskazał na akcenty antyradzieckie w kościołach, pojawiające się z różnym nasileniem, które szkodzą w stosunkach z ZSRR, a jest on gwarantem granicy zachodniej. Papież nawiązał do wizyty w Oświęcimiu: „Kiedy byłem w Auschwitz, zatrzymałem się dłużej przy dwóch płytach nagrobkowych: żydowskiej i rosyjskiej. Chciałem dać wyraz szacunku zarówno dla narodu żydowskiego, jak i rosyjskiego, dla jego bohaterskiej walki z hitleryzmem” – to nawiązanie do „przyjaciół Moskali”, ku pamięci niektórym biskupom. Generał podzielił się refleksjami z Syberii i walk na froncie, o co Papież pytał w kontekście duchowym, dziś można powiedzieć-religijnym.
Mówiąc o stosunkach państwo-Kościół, Papież zauważył, że w Polsce układają się najlepiej z całego bloku – też ku pamięci niektórym biskupom, akcent na „czerwoną zarazę”, że było to za jej czasów. W dyskusji o roli politycznych trendów, związków zawodowych, sprawiedliwości społecznej – Papież opisując biedę w Meksyku skonstatował: „Generale, proszę się nie obrazić, ale ja nie mam nic przeciwko socjalizmowi – pragnę jedynie socjalizmu z ludzką twarzą”. Tu wstyd pytać o „komunę”, byłaby obrazą mądrości Papieża, który ustrój akceptował w „krystalicznej formie”, wytykał wykoślawienia. Papież i Generał otwarcie, szczerze, wyrazili swe troski i ustalili kierunki przyszłego współdziałania. „Ta rozmowa przekonała mnie ostatecznie, że stan wojenny można już znieść, że Kościół będzie sprzyjał procesowi umiarkowanych zmian” – mówił Generał. „Serdeczne spotkanie” zakończyło się „bardzo konstruktywnie” – ocenia Generał. Skutkiem tej rozmowy była obfita korespondencja w latach 1983-1986, spotkanie w Watykanie, działania Papieża na arenie międzynarodowej.
Generał pytany przez dziennikarzy przy okazji różnych wywiadów mówił: „Pamiętam, iż Papież w ponad dwugodzinnej rozmowie ze mną w czerwcu 1983 roku w Krakowie powiedział: Ja wiem, iż socjalizm jest realnością, chodzi jednak o to, aby był on z ludzką twarzą. Wizyta Papieża, Jego apele, w tych zamiarach nas umacniały. Papież, Kościół liczył więc na dłuższy, ale bezpieczny marsz. I tak się stało”. Dobrze pamięta i przyznaje, iż „13 grudnia Papież-Polak odczuł z wielkim bólem, tym bardziej, że nie mógł wówczas znać wszystkich, poprzedzających go okoliczności, faktów, zagrożeń. Potrafił jednak zrozumieć intencje oraz uwarunkowania, w jakich przyszło nam żyć i działać. Jako człowiek stanu wojennego odczułem to bardzo osobiście”. Łamigłówka dla Państwa – proszę, wskażcie biskupa, który głębokie, wieloaspektowe myśli i przewidywania tak Papieża jaki Generała zechce zrozumieć w kontekście dobra Polski.
Wizyta w Watykanie.
Po blisko czterech latach od pielgrzymki w 1983 r., Generał 13 stycznia 1987 r. złożył wizytę w Watykanie. Omawiając uwarunkowania zewnętrzne mające związek z ideą głasnosti i pierestrojki, jak mówił Generał, Papież „dociekliwie wypytywał o Michaiła Gorbaczowa. Uważał go za postać innego wymiaru niż stara kadra radzieckich decydentów. Twierdził, że Gorbaczow może dużo zmienić w swoim kraju, co będzie miało przełożenie na Polskę i świat”. Powiedział wprost – „Opatrzność dała nam Gorbaczowa, oby tylko nie ukręcili mu głowy”. Niech Państwo jeszcze raz przeczytają to zdanie, zastanowią się – „Opatrzność” i „Gorbaczow”. Ach ten nasz Papież – musiał mieć „duże znajomości” z Panem Bogiem!
Kończąc spotkanie z delegacją – Papież życzył „wszystkim, a w szczególności Przewodniczącemu Rady Państwa, Panu Generałowi, życzę tego, aby ta wizyta wydała tak bardzo upragnione owoce dla Polski i dla Europy”.
Prasa światowa pisała: „Jedno z najdłuższych spotkań Papieża, ze świeckim politykiem” (Reuter, Associated Press), „Najdłuższe, jak pamięć ludzka sięga, spotkanie Papieża z przywódcą politycznym” (New York Times), dlaczego nie pisali, że z „komunistą”? Tu taka ciekawostka – Kroniki watykańskie odnotowały kilka osobliwości tej wizyty: czas jej trwania – 70 minut. Z żadnym politykiem Papież tak długo nie rozmawiał. Czas pobytu Generała w Watykanie – 3 godzimy i 45 minut, rekordowo długi. Obejmował – obok oficjalnego spotkania, zwiedzanie bazyliki, w tym grobu św. Piotra, muzeum i ogrodów watykańskich (poprzedni rekord czasowy, należał do króla Hiszpanii Alfonsa XIII, w 1912 r. Papież Pius X specjalnie go podejmował przez 3 godz. 12 min.). I znów macie Państwo nad czym się zadumać – długa rozmowa, „czerwony” (poza Córką) skład delegacji, zwiedzanie bazyliki, grobu św. Piotra…
13 grudnia 1989 r. Papież Jan Paweł II przyjął na audiencji prywatnej prof. Bohdana Suchodolskiego (przewodniczący Narodowej Rady Kultury). W tej wizycie, towarzyszący Profesorowi Rafał Skąpski (przyjaciel Profesora i sekretarz Rady), zapamiętał taki fakt: „Z sali, w której toczyła się rozmowa, po pożegnaniu się z nami, pierwszy wychodził Papież. W drzwiach odwrócił się do nas, uśmiechnął się, uniósł dłoń i głośno powiedział: A nie zapomnijcie pozdrowić Pana Generała” (Zdanie, nr 1-2 z 2014). Strach się bać, w sensie „krakowskiej homilii”, ale jest usprawiedliwienie, dla Papieża – oczywiście! Wtedy, w 1987 r. nie było znane pojęcie-„czerwona zaraza”.
III pielgrzymka – 1987
Generał powitał Gościa na Okęciu, wraz z przedstawicielami najwyższych władz państwowych. Wśród nich, byli członkowie Rady Konsultacyjnej przy Przewodniczącym Pady Państwa. Uroczyste powitanie odbyło się na Zamku Królewskim, co poczta polska upamiętniła specjalnym znaczkiem. Zwróćcie Państwo uwagę – znaczek pocztowy, dziś chyba nie do pomyślenia! – po „krakowskiej homilii”.
Podczas mszy św. na Zaspie (Gdańsk, 1987), Papież przypomniał słowa z listu św. Pawła: „Jeden drugiego brzemiona noście. To zwięzłe zdanie apostoła jest inspiracją dla międzyludzkiej i społecznej solidarności. Solidarność to znaczy jeden i drugi, a skoro brzemię, to niesione razem, we wspólnocie, a więc nigdy jeden przeciw drugiemu. Jedni przeciw drugim. I nigdy brzemię dźwigane przez człowieka samotnie. Bez pomocy drugich. Nie może być walka silniejsza od solidarności”. Tu proszę – nie oczekujcie Drodzy Państwo Czytelnicy mojego komentarza, w kontekście homilii krakowskiego metropolity.
I dalej – wiernym, wznoszącym okrzyki zwrócił uwagę – „pozwólcie wypowiedzieć się Papieżowi, skoro chce mówić o was, a także w pewnym sensie za was”. Krzyczącym, co łatwo zauważyć, szło o Solidarność jako pracowniczy związek. A Papieżowi – o wszystkich ludzi! Czy wśród obecnych na tej mszy nie było funkcjonariuszy MO, ZOMO, SB, członków PZPR, czyli słowami Arcybiskupa – „czerwonej zarazy”? Czy o nich Papież nie wiedział? – głupie pytanie, przecież ich widział nie tylko w tym miejscu, podczas tej i poprzednich pielgrzymek!
Zaś w Warszawie modlił się przy grobie ks. Jerzego Popiełuszki, w milczeniu, nie powiedział słowa do wiernych, rozmawiał tylko z Rodzicami Księdza (napiszę o tym później). A gdyby to był kto inny, nie Jan Paweł II – wyobraźcie sobie Państwo co mogłoby się dziać. Bez względu na różne „chciejstwa” purpuratów – Papież i Generał są naszą, Polaków Chlubą!
Zegrze Pomorskie, 1991
Podczas pierwszego spotkania z Wojskiem Polskim 2 czerwca 1991 r. Papież wyraził refleksję „Jako Polak wiem, co na przestrzeni całych dziejów, a także na przestrzeni mojego własnego życia zawdzięczam tym, którzy w sposób często heroiczny uważali siebie za sługi bezpieczeństwa i wolności Ojczyzny”. Zwracam uwagę – „na przestrzeni mojego własnego życia”, czyli w okresie Polski Ludowej, PRL – proszę sięgnijcie Czytelnicy pamięcią do tego okresu, głównie stan wojenny, choć nie u żył tego określenia!
Biskup Polowy gen. Leszek Sławoj Głódź, witał Papieża słowami: „Stajemy przed Tobą Ojcze Święty, w szyku zwartym: żołnierze, oficerowie, chorążowie, podoficerowie, szeregowcy… przedstawiciele okręgów wojskowych sił zbrojnych, żołnierze wojsk lądowych, lotnictwa i marynarki wojennej”. Przecież wśród tych, do których w Zegrzu Pomorskim zwracał się Jan Paweł II, o których mówił Biskup Polowy WP, było kilkanaście tysięcy (spośród 40 tys. obecnych żołnierzy, członków ich rodzin i pracowników cywilnych wojska), którzy 2-4 lata wcześniej, czerwone legitymacje odłożyli na „półkę przeszłości”. Ale przecież nie wykreślili ze swoich życiorysów, ze swoich serc (jak chcą uduchowieni) członkostwa w partii, wiadomo jakiej. Gdybym postawił pytanie – czy Papież, Biskup Polowy nie wiedzieli – byłbym po prostu durniem. Później były przypadki demonstrowania swojego „nawrócenia” (nazwiska kilku znanych generałów i pułkowników pominę). Ale wyraźnie należy powiedzieć Metropolicie, że ze słów Papieża nie wynikał najmniejszy ślad afrontu, najmniejszy gest, ruch wstrętu, nie mówiąc o pogardzie wobec osób wojskowych, z „czerwonej zarazy”, wstyd mi pisać dziś w 2019 roku.
Papież i wielu biskupów wtedy, w 1991 r., nie tylko w Zegrzu Pomorskim, wiedziało, pamiętało i na swój sposób doświadczało, że szczególnie żołnierze – od szeregowca do generała – „służyli Polsce takiej, jaką wówczas była i być mogła” – to słowa gen. Wojciecha Jaruzelskiego. Podkreślam – służyli Polsce, nie partii, której kilkaset tysięcy nosiło legitymacje a której – jak głosiła tamta propaganda byli „awangardą” czy „wysoko niesionym sztandarem”. Także i dziś, pełniący służbę żołnierze zawodowi WP (poborowych nie ma) „służą Polsce”, nie partii czy partiom, jakie po 1989 r. sprawowały w Polsce władzę i będą ją sprawować po najbliższych wyborach! To także pod rozwagę, nie tylko krakowskiemu Metropolicie!
Osobliwości
Kończąc VII pielgrzymkę w 1999 r. Papież podczas pożegnania na krakowskich Balicach – niespodziewanie zaprosił do papamobile Prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego z Małżonką i razem podjechał do trybuny honorowej. Pokażcie Państwo podobny przykład na świecie – ten Prezydent RP też był członkiem PZPR, częściowo „wychowankiem” Generała!
Papież żegnając Rodaków m.in. apelował, by Polska „wchodziła w trzecie tysiąclecie nie tylko jako państwo stabilne politycznie i gospodarczo zasobne, ale również umocnione duchem miłości wzajemnej i społecznej”. 18 maja 2020 r. minie 100 lat od Urodzin Jana Pawła II. Może te słowa Papieża – z inicjatywy i kosztem „prostych ludzi” – wyryć na budynku krakowskiej metropolii, przy Franciszkańskiej 3.
Generał i Aleksander Kwaśniewski są świadkami świętości Papieża, zaznając przed Trybunałem Rogatoryjnym, zapisani w Watykanie. Biskupom-metropolitom, pod rozwagę.
Na zakończenie
Szacunek do osoby duchownej, „wyssany z mlekiem matki” w czasach „czerwonej zarazy” zaleca „milczący komentarz”. Zaś szacunek dla naszych ojców i dziadków, dla ich znoju i potu, także krwi przelanej na wielu frontach Wschodu i Zachodu, często w „zasięgu wzroku” kapelana, wymaga upomnienia się o prawdę. Głośnego powiedzenia – nikt, także biskup, metropolita nie ma prawa udomowiać nienawiści i pogardy na polskiej ziemi, żadnym słowem, pod żadną postacią! Biskupi – NON POSSUMUS!

Chwała Powstańcom i mieszkańcom zamordowanego Miasta

„Warszawa-mały Paryż” – prof. Ignacy Mościcki; „Warszawa – zbiorowy żołnierz” – marsz. Józef Piłsudski; „Warszawa – najwspanialsza barykada wolności jaką znają dzieje” – Władysław Raczkiewicz; „Są jednak w Polsce miejsca i symbole, wobec których godność wymaga pełnego szacunku milczenia”– gen. Wojciech Jaruzelski

Piękne porównanie naszej Stolicy do tej zachodniej metropolii, przedwojennego prezydenta RP jawi się należnym ukłonem dla jej materialnych i kulturowych zasobów, np. budowli, rzeźb, malarstwa, dzieł literatury, pomników (pierwszy w Polsce króla Zygmunta). W Paryżu przy liczącym 20 tys. żołnierzy garnizonie niemieckim też wybuchło powstanie, wszczęte 19 sierpnia przez ruch oporu, wsparty dywizją pancerną armii Wolnych Francuzów. Przy niewielkich stratach materialnych i ludzkich zostało wyzwolone 25 sierpnia, choć sprzymierzeni początkowo nie zamierzali zdobywać miasta. Dlaczego tak nie stało się w Warszawie? W imię jakich-logicznie narodowych i politycznie racjonalnych idei i wizji, rząd londyński, dowództwo AK wystawiło Miasto na mordowanie przez 63 dni?
Pytań jest wiele i odpowiedzi – mniej czy bardziej realnych także wiele. Jedną ze znamiennych prezentuje prof. Jan Ciechanowski: „Masakra Warszawy była owocem zupełnie nietrafnej oceny sytuacji pod względem politycznym i geostrategicznym. Nałożyły się na to ambicje jednego człowieka, Okulickiego. Powstanie nie musiało i nie powinno dojść do skutku”. Wspomniany gen. Tadeusz Okulicki, podczas jednej z narad przed wybuchem powstania miał powiedzieć „Podejmujemy w sercu Polski walkę z taką mocą, by wstrząsnęła opinią świata. Krew będzie się lała potokami, a mury będą się walić w gruzy. I taka walka sprawi, że opinia świata wymusi na rządach przekreślenie decyzji teherańskiej, a Rzeczypospolita ocaleje” (Jan Ciechanowski, „Kulisy genezy Powstania Warszawskiego”, Londyn 1978). Co i jak spełniło się – Państwo wiecie. „Opinia świata” – „wstrząśnięta” była, ale swoimi sprawami, jakich II wojna światowa dostarczyła ponad miarę, krajom Europy szczególnie. Czy tego do sierpnia 1944 r. nie wiedział rząd londyński i Dowództwo AK w Kraju, z bólem i sarkazmem można pytać. Natomiast Paweł Jasienica w 1948 r. pisał: „Dziś wiemy: nie wolno dać się unieść patosowi historii. Nie wolno bytu narodu stawiać na jedną kartę. Nie wolno porywać się do walki zbrojnej za wszelką cenę. Boleśnie zapłaciliśmy za tę naukę.” Rok później oceniał: „Powstanie było wymierzone militarnie przeciw Niemcom, politycznie przeciw Sowietom, demonstracyjnie przeciw Anglosasom, a faktycznie przeciw Polsce” („Wrzesień i sierpień”, Tygodnik Powszechny nr19 z 1949 r.)
Do tego cztery takie wypowiedzi Czytelników Trybuny sprzed kilkunastu laty:
1. We wrocławskim Okręgowym Klubie Oficerskim odbyła się konferencja naukowa na temat 60. rocznicy Powstania Warszawskiego, zorganizowana pod przewodnictwem gen. rez. Zdzisława Rozbickiego. Przybył na nią jako gość honorowy gen. Wojciech Jaruzelski. Lokalna telewizja zaprezentowała – z tej okazji (!) – liczne migawki ze stanu wojennego, wraz z informacją, że pełną odpowiedzialność ponosi za to gen. Jaruzelski. Po pierwsze – Generał nigdy od odpowiedzialności się nie uchylał; po drugie – oprócz umiejętności manipulacji, dobrze byłoby mieć trochę wiedzy, nie wspomnę o przyzwoitości (Czesław Świątecki, Wrocław,4.10.04)
2. „Ludzie, których ojcowie brali udział w powstaniu i którzy je dziś adorują nie uwierzą mi, że kiedy w drugim dniu powstania w mundurze z podchorążackimi odznakami przechodziłem przez piwnice, to bardzo bałem się nie bomb, ale ludności cywilnej, zgromadzonych tam matek z ginącymi dziećmi. Nikt nie pamięta, że obok entuzjazmu była także rozpacz i niechęć do nas. Przecież w powstaniu zginęła ogromna liczba cywili, którym powstanie, ten „zryw” zgotował ogrom klęski, nieszczęścia, rozpaczy (..) Dzielni panowie, obnoszący się dziś z obrzędowym patriotyzmem, wpuszczeni w mundurze AK-owskim do piwnicy zostaliby rozszarpani przez rozpaczające kobiety, którym umierały dzieci. O tym oni ani nie wiedzą, ani w to nie uwierzą, bo tak jest ukształtowana ich mentalność, tzw. patriotyczna, która z prawdziwym patriotyzmem ma niewiele wspólnego, jest obrzędowa, kultowa i ksenofobiczna” (…) Powstanie Warszawskie doprowadziło do zniszczenia wielkiego miasta, ale nie spowodowało zniszczenia złudzeń, bo tego zniszczyć się nie da (…) Gdy od czasu do czasu trafiam na cmentarz powstańczy, to widzę to wspaniałe pokolenie zakopane przez Historię, na którą złożyły się i winy, i błędy, i nieszczęścia” (Roman Bratny, „Kolumbowie raz jeszcze”, „T” z 2.08.06).
3. Dlaczego nikt uczciwie nie powie, że wybuch był zbrodnią, która doprowadziła do śmierci 200 tys. mieszkańców Stolicy i poległych powstańców? Warszawa niegdyś nazywana Paryżem Wschodu, obróciła się w gruzowisko, a ulice spłynęły krwią. Czy o taką Polskę walczyli powstańcy 1944 r.? (Grzegorz Czapliński, e-mail, 1.08.07)
4. Monopol AK na Powstanie Warszawskie. Tak, w 100 procenstach za wywołanie i tragiczną klęskę odpowiada AK. Bohaterska walka w beznadziejnej sytuacji to wiekopomne dzieło żołnierzy AK, AL, oddziałów PPS i żołnierzy LWP z 1 Armii WP oraz ludności cywilnej Warszawy (Tomasz Borowicz, Biskupice, 2.08.07)
5. „Powstanie…od lat dzieli Polaków i to nie według kryteriów politycznych, ale głównie poprzez udział emocji w ocenie historii”. Redaktor Andrzej Ziemski sierpień br.,
Tragiczny „plon” Powstania
Podczas Powstania zginęło ok. 200 tys. osób (inne dane że ok. 150-180 tys.), w tym aż 33 tys. dzieci. Oznacza, że co 6-7 osoba poległa lub zginęła jako ofiara egzekucji. Po Powstaniu, do niemieckiej niewoli trafiło ok. 2,5 tys. dziewcząt i ok.1,1 tys. chłopców w wieku 11-18 lat. Na Woli (5-7 sierpnia) i Ochocie (4-25 sierpnia) zamordowano łącznie ok. 50-60 tys. osób; po zamordowanych zebrano ok. 12 ton popiołów ludzkich, złożonych przy ul. Wolskiej 174/176 w 1946 r. Poległo ok. 18 tys. powstańców, ok. 20 tys. było rannych. Dziennie podczas Powstania ginęło statystycznie prawie 3,5 tys. ludzi – trzy razy więcej niż podczas hitlerowskiego oblężenia Leningradu (1941-1943). Z domów wypędzono ok. 650 tys. warszawiaków, z których ok. 55 tys. deportowano do obozów koncentracyjnych, wróciło ok. połowy; ok. 165 tys. wywieziono do Rzeszy na roboty. Ocalało ok. 550 tys. Warszawa, która przed wojną liczyła 1 mln. 310 tys. mieszkańców, straciła łącznie ok. 800 tys. Dopiero 25 lat po wojnie, w 1970 r. osiągnęła tamtą liczebność. Jak obliczono, gruzy po zniszczeniach liczyły ok. 20 mln.m3. Czy Czytelnicy mają wątpliwości, że wówczas, ale i lata wcześniej, np. powstania – była Warszawa „zbiorowym żołnierzem”, wg Marszałka? Warto zadumać się także 75 lat później – nad wnioskami z tej „najwspanialszej barykady wolności”, gdzie „Krew lała się potokami, a mury waliły się w gruzy”.
Na przyczółkach: Czerniaków, Powiśle i Żoliborz wspólne walki Powstańców i żołnierzy 1 AWP trwały 8 dni, tj.16-24 września okupione ofiarą 4892 poległych, rannych i zaginionych żołnierzy (od kilku lat podawane są niższe straty, np. 3764 żołnierzy). „Rodzina Kościuszkowców” środowiska kombatanckie, przedstawiciele SLD, PPS i Lewicy z udziałem kandydatów do Sejmu i Senatu, min. Moniki Jaruzelskiej, której Ojciec – wówczas chorąży – tu walczył i Katarzyny Piekarskiej. Szkoda, że pilne sprawy zatrzymały Piotra Gadzinowskiego i Andrzeja Rozenka, nie pozwalając im przy Pomniku Kościuszkowca na Pradze 16 września, oddać hołdu bohaterom, wraz z władzami dzielnicy. Hołd kościuszkowcom spoczywającym na miejscowym cmentarzu oddali mieszkańcy i władze Rembertowa.
Wszystkich Czytelników, którzy są zainteresowani tą tematyką zachęcam do czytania Przeglądu, np. nr 37 z 9-15.9.2019 oraz z lat poprzednich z tego okresu.
Niemcy zestrzelili 35 lotniczych załóg polskich, brytyjskich, południowoafrykańskich, kanadyjskich.
Straty niemieckie: 1570 żołnierzy zabitych, 9044 rannych, 100-200 zabitych cywili.
Prezydent USA, Franklin Delano Roosvelt, po upadku Powstania Warszawskiego m.in. pisał do Stalina – „Mam nadzieję, że nie muszę zapewniać Pana, iż Stany Zjednoczone nigdy nie poprą żadnego tymczasowego rządu w Polsce, sprzecznego z Pana interesami” (list w książce Ludwika Stommy „Polskie złudzenia narodowe”).
Upamiętnienie Powstania
Pierwszy pomnik na Powązkach – Gloria Victis, (zwieńczony orłem bez korony) – już w 1946 r. wybudowany, a przebudowany pod koniec lat 60. Jest wyrazem hołdu ekipy Właadysława Gomułki, złożonym poległym powstańcom. Jednym z ostatnich – 63-metrowy maszt z łopocącą flagą, na rondzie „Radosława”. W PRL wydano ok. 3,5 tys. książek (w wielotysięcznych nakładach) i artykułów poświęconych Powstaniu. Wiele z nich należy do kanonu, np. pozycje Jerzego Kirchmajera, szefa sztabu Okręgu AK Warszawa, Lesława Bartelskiego, powstańca, żołnierza AK i prof. Jana Ciechanowskiego, Romana Bratnego. Wtedy powstały najważniejsze filmy o powstaniu: „Kanał”, pierwszy powojenny film 1956, „Eroica” reż. Andrzej Munk., „Godzina W” Janusza Morgensterna oraz „Warszawskie dzieci” – pieśń Ryszarda Dobrowolskiego. Wybudowano kilkaset pomników, np. „Małego powstańca” na Starym Mieście, autor Jerzy Jarnuszkiewicz i tablic pamiątkowych. Wielu powstańców awansowano, np. „Radosław” gen. Jan Mazurkiewicz; odznaczano orderami, w tym Virtuti Militari.
Krakowska homilia
Metropolita krakowski abp Marek Jędraszewski, 1 sierpnia 2019 r. podczas Mszy św. wygłasza homilię, by upamiętnić duchową nauką 75 rocznicę Powstania Warszawskiego. Po wspomnieniu jego historii – jak podaje Wirtualna Polska, nawiązał do współczesności. Medialną, publiczną sensacją stały się słowa, myśli: „Z powstańczych mogił narodziła się wolna Polska, choć na jej narodzenie trzeba było czekać bardzo długo. Czerwona zaraza już po naszej ziemi całe szczęście nie chodzi, co wcale nie znaczy, że nie ma nowej, która chce opanować nasze dusze, serca i umysły. Nie marksistowska, bolszewicka, ale zrodzona z tego samego ducha, neomarksistowska. Nie czerwona, ale tęczowa”. Różni fachowcy, po blisko dwóch miesiącach szacują, że może nawet kilka milionów Polaków „ogarnęły dreszcze” po tych słowach, „przeszły ciarki po plecach”. Zrozumieli je jako porażającą pogardę wobec ludzi starających się rozumieć i realizować decyzje władzy – „czerwonej zarazy”, 45 lat PRL (1944-1989). Można je sytuować na dwóch wielkich wymiarach – materialnym i ludzkim.
Wymiar materialny
Metropolita nie miał na myśli odbudowy spalonych miast i wsi, przekształcania Polski z kraju rolniczego w przemysłowy, lata 1944-1970. Warto – szczególnie biskupom i księżom – przypomnieć („Trybuna”, „czerwona gazeta”, tytułem i treścią jest czytana przez duchownych, świadczą różne sygnały). Decyzję o odbudowie Warszawy podejmowali „czerwoni” władze PKWN. Taka ciekawostka. Bezmiar zniszczeń zabudowy Stolicy wydawał się w 1945 r. z fizycznego, materialnego punktu widzenia nie do udźwignięcia.
Bolesław Bierut wysunął pomysł by stolicę Polski przenieść do Łodzi, która nie była zniszczona podczas wojny. Stanowczo zaprotestował Rząd Tymczasowy (urzędował w budynkach PKP Warszawa Wileńska na Pradze). Jego premier Edward Osóbka-Morawski zwrócił się do Stalina, tak!, o pomoc w przekonaniu, by jednak Warszawa została stolicą Polski. Decyzja Stalina: Warszawa będzie odbudowana jako Stolica (proszę oczu nie przecierać ze zdumienia, tylko sprawdzić w archiwalnych dokumentach. Raz jeszcze przeczytać „list” Roosevelta do Stalina). Czy ktoś zna dokument, w którym byłoby zabronione odbudowywanie Kościołów, świadomie burzonych przez noszących na żołnierskich pasach wezwanie „Gott mit uns”– „Bóg jest z nami”? Może Państwo znają dokument nakazujący odbudowę cerkwi Aleksandra Newskiego, zniszczonej decyzją Piłsudskiego? Niech Państwo sięgną do warszawskich przewodników, a ciekawostki z nią związane otworzą nie jednemu oczy! Pytam więc – co zrobić z Kościołami, które odbudowywane były na mocy decyzji „czerwonej zarazy”? Nie tylko były decyzje ale i „ruski” sprzęt, samochody (wśród nich Studebackery USA), materiały itp. A może należałoby zburzyć np. Kościół Św. Krzyża lub Katedrę Polową WP przy ul Długiej (dawna cerkiew), dowolnie inny, są zdjęcia ruin nie tylko z Warszawy, by teraz odbudować je pod kierunkiem tego Metropolity – rękami biskupów, księży i wiernych uznających nienawiść i pogardę do innych, kolejny raz „udomowioną” krakowską homilią. By była jasność – nie jest moim zamiarem obraza, upokorzenie. Tylko drastyczne zwrócenie uwagi na odpowiedzialność za słowa – te też ranią i zabijają, podobnie jak gruzy z Kościołów burzonych barbarzyńską ręką – od godz.4.40. 1 Września 1939 w Wieluniu, do 17 stycznia 1945 w Warszawie.
A może wszystkie warszawskie Kościoły należałoby odkazić specjalnym preparatem dobrej marki z USA, by z nich usunąć nie tylko „czerwone” odium z kamiennych, ceglanych murów ale i wypędzić „ducha marksistowskiego, bolszewickiego” – jak nauczał Arcybiskup. Czy na tym należy poprzestać – ktoś przewrotnie zapyta? Może odkazić w Polsce wszystkie Kościoły odbudowane i zbudowane za PRL w latach 1944-1989. Że „czerwona zaraza …już nie chodzi”, nie ma po niej śladów, pozostałości – upewnić się „na wszelki wypadek” warto! To przypomniało mi rozmowę z gen. Wojciechem Jaruzelskim, gdy zapytał czy wiem jak był przezywany, jaki miał „przydomek” w niektórych kręgach partyjnych. Rzeczywiście nie wiedziałem, co Generał przyjął, że przez grzeczność nie powiem i oznajmił z uśmiechem na twarzy – „kościelny”. Nie był pewien liczby wybudowanych Kościołów w latach 80., ok.2,5-3 tys., przy brakach i reglamentacji materiałów budowlanych. Proszę, niech Czytelnicy sięgną pamięcią lub zapytają osoby, które pamiętają tamten czas, ile złorzeczeń, wprost przekleństw padało pod adresem władzy, Partii – od ludzi, którzy chcieli budować domy, poprawiać warunki życia, ale tłumaczono im, że trzeba też uwzględniać potrzeby Kościoła.
Wymiar ludzki
Podczas Powstania ginęli powstańcy i mieszkańcy Warszawy oraz żołnierze 1 Armii Wojska Polskiego idący im przez Wisłę z pomocą, o innych niż Kościół aprobuje orientacjach i przekonaniach, mówiąc językiem Arcybiskupa-„czerwona zaraza”. Pytam-to dobrze czy źle, że nieśli pomoc? Wśród odbudowujących Warszawę i inne miasta byli młodzi mieszkańcy zabiedzonych wiosek i małych miasteczek, wykonywali decyzje„czerwonej zarazy”, władzy. To dobrze, czy źle, że mocą „takich decyzji” odbudowywano kraj, także i Kościoły. Jeśli ktoś z Czytelników Trybuny o poglądach „tylko kościelnych” (dobrze, że Państwo czytają) w tym miejscu chce mnie skarcić za te pytania i wywody – nie przyjmuję! Dlaczego? Bo Arcybiskup dał ku temu powody, skłonił do refleksji – podkreślę – do krytycznej refleksji wypowiedzianych słów. Sobór Watykański II naucza i uznaje, by wierni nie tylko słuchali głosu księży ale także myśleli o tym co do nich mówią. Papież Jan Paweł II, nasz narodowy święty, m.in. nauczał i pytał – Jakże człowiek może miłować Boga, którego nie widzi, jeśli nie miłuje brata, którego widzi? Brata, pod tym samym dachem, przy tym samym warsztacie pracy, na tej samej ziemi ojczystej… Pytam – jak Państwa zdaniem należy rozumieć papieskie słowo „brat” w kontekście „czerwonej zarazy”? A słowa Chrystusa – zaprawdę powiadam wam: wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, mnieście uczynili. Czy Państwo dostrzegacie tu choć jedno słowo, wskazujące na odrzucenie ludzi „innej orientacji”? Słowa o „czerwonej i tęczowej zarazie” nie powinny paść 1 Sierpnia. Są obrazą ludzkiego cierpienia i poświęcenia, kilku milionów trzeźwo myślących Polaków! Dla jeszcze wątpiących mam sugestię. Niech zgłoszą się do zarządu wodociągów i kanalizacji w Warszawie o zgodę na przejście przez wybrany odcinek kanalizacji (jakim szli Powstańcy – są oznakowane), dziś – jak 75 lat temu – pełne fekaliów, smrodu i szczurów. Może to skłoni do „ludzkiego myślenia”, do ważenia słów potępienia. Jak długo jeszcze można jątrzyć, dzielić Polaków na „czerwonym” tle? Stąd jedną z najbliższych publikacji będą relacje Jana Pawła II z władzą, ludźmi „czerwonej zarazy”.
Słuchając i oglądając transmisję TVP z uroczystości na Powązkach, naiwnie liczyłem, że prowadzący uroczystość – za wiedzą najwyższych władz państwowych – wezwie wszystkich na Cmentarzu do upamiętnienia szczególnego momentu godz.17-ej oddaniem hołdu poległym zmarłym warszawiakom i tym, którzy przeżyli tę hekatombę cierpienia i jeszcze żyją – w milczeniu, na klęczkach. Są – cytowałem na wstępie Generała – „w Polsce miejsca i symbole, wobec których godność wymaga pełnego szacunku milczenia”, tu właśnie na klęczkach. Że prowadzący duchowną część uroczystości, zwróci się o przekazanie „znaku pokoju”. Nie tylko „sobie”, obecnym na tej Nekropolii, też innym, poza granicami Polski. Tym bardziej, że znane były pełne pokory i szacunku dwa wystąpienie prezydenta Niemiec – po polsku mówił w Wieluniu – „Chylę czoła przed ofiarami niemieckiej tyranii i proszę o wybaczenie”. Ci „inni”, to dla przykładu kpt. Wim Hosenfeld, noszący na oficerskim pasie zapis „Gott mit uns” – „Bóg jest z nami”. Na motywach życia Władysława Szpilmana, ) reż. Roman Polański oparł film „Pianista”, proszę sobie przypomnieć! To kompozytor ponad 500 piosenek, którego rodzice, dwie siostry i brat zginęli w Treblince – w getcie grał na pianinie w kawiarniach Nowoczesna i Sztuka.(zmarł 6 lipca 2000 r.). Niemcem, który dostarczał mu żywność był kpt. Wim Hosenfeld, wiedział, że jest Żydem. Oficer ten trafił do radzieckiej niewoli, zmarł w obozie. Szukał go uratowany Szpilman, nie zdążył. I drugi przykład. Wśród tych „innych” był przypadek, który zapamiętała wtedy 7-letnia Elżbieta Jakubowska(obecne nazwisko Kulińska, znam osoby z tej dosłownie szlachetnej rodziny) – opis ze strony internetowej Muzeum Powstania. „Nad Starym i Nowym Miastem zaczęły unosić się kłęby dymów. Buchnęły płomienie. Stłoczeni na Wybrzeżu ludzie patrzyli na płonącą Starówkę. Mama zaczęła głośno płakać. Babcia też. Przy nas stał młody żołnierz w niemieckim mundurze. Popatrzył na mamę i powiedział łamanym, polsko – rosyjskim językiem. „Nie płacz matka. Tu świeżyj wozduch … a tam wsio goreje. Nie płacz matka”. Zapamiętałam ten świeżyj wozduch i pamiętam do dziś. Mama mi to przetłumaczyła. Znała język rosyjski”.
Wymiar kościelno-polityczny
Sens, istota myśli Arcybiskupa – oznacza ostrzeżenie, wręcz alarm. Przecież nie odnosi się tylko i wyłącznie do Lewicy – SLD, PPS, Lewicy, jako ugrupowania wyborczego! Odnosi się do innych organizacji, nurtów i środowisk uważających się za lewicowe. Czy będzie błędem rozumienie pod pojęciem „neomarksista” człowieka, który nie należy do żadnej partii politycznej, ale ma poglądy zbliżone do Lewicy? Przecież tacy są także w partii sprawującej władzę, w opozycji parlamentarnej. Arcybiskup do „neomarksistów” kwalifikuje mających inne poglądy niż głosi Kościół, a sojusz „tronu i ołtarza” uważają za wielce szkodliwy dla państwa XXI wieku. Czy nie jest to „inteligentnie ukryta” zapowiedź dalszego wprowadzania wyznaniowej polityki wewnętrznej, choćby w zakresie wychowania w szkole, kształcenia na uczelniach, w administracji, działalności sądownictwa. Chyba jest nad czym pomyśleć przed wyborami parlamentarnymi – już za 2 tygodnie. „Trybuna” z 19 września opublikowała program wyborczy Lewicy, warto go poznać, wybrać posłów i senatorów, którzy będą go realizować.
Co może znaczyć pojęcie „czerwona zaraza już po naszej ziemi całe szczęście nie chodzi”. To subtelna figura myślowa Arcybiskupa. Zastanówcie się Czytelnicy, czy błędem jest rozumienie tu członków b. PZPR, którzy „nie chodzą”, czyli nie sprawują państwowych urzędów. Chyba, że we właściwym czasie „oczyszczeni”, dziś są „po słusznej stronie partyjno-politycznej mocy”, znani z mediów, przynajmniej niektórzy.
Byli członkowie PZPR, to jeszcze kilka milionów emerytów z rodzinami, wśród nich wojskowych, służb mundurowych, urzędników różnych ogniw administracji, posłów, nauczycieli, lekarzy, itp. Przy okazji święta Wojska Polskiego w Katowicach, Prezydent RP dementował krążące obawy o obniżeniu im emerytur i degradacji – miałyby objąć ok. 180-200 tys. „mundurowych” (w środowiskach emeryckich mówią o ukaraniu obniżkami osób pełniących różne funkcje partyjne). Owocem jest środowiskowa czujność i przypomnienie podobnej „operacji” sprzed 3 lat. Objęła ponad 40 tys. funkcjonariuszy MSW. Na forum UE upomnieli się o nich europosłowie – prof. Krystyna Łybacka, Bogusław Liberadzki, Janusz Zemke i b. szef MSW Henryk Majewski – głębokie wyrazy uszanowania i poważania! Podczas przesłuchania w Komisji UE wskazywali ustawowe łamanie elementarnych zasad prawa.
Obecny tam Andrzej Rozenek i kilku poszkodowanych tą haniebną ustawą mówiło o bezduszności ludzi władzy, stawiających chorych emerytów, z nadwyrężonym w służbie zdrowiem, wdów i sierot na granicy nędzy i utraty życia z braku środków na drogie leki. Episkopat wyrozumiale milczał, gdy ta sprawa była wcześniej nagłaśniana(tylko Biskup Polowy WP i kapelani swoiście ich bronili) Kto zwróci im zabrane fundusze, skoro Arcybiskup uznał, że „czerwona zaraza…już nie chodzi”? Sędzia Marek Przysucha z Sądu Okręgowego w Częstochowie nakazał zwrot świadczeń b. funkcjonariuszowi wydziału dochodzeniowo-śledczego MO, miał obniżone do niecałe 900 zł. Sędzia podważył prawomocność ustawy – słowa wdzięczności, Przegląd nr 37 z 2019.
Andrzej Rozenek, kandydat SLD na posła z Warszawy – zapamiętajmy, wiele razy zapowiadał, zgłoszenie w Sejmie zmiany tej ustawy, przyjętej przy braku Lewicy w obecnym Sejmie Skomentował to prof. Jacek Raciborski – „Jeżeli setki tysięcy emerytów dawnego aparatu władzy, zwłaszcza ze struktur siłowych, nie głosują na SLD, a tak było w roku 2015, to uważam ich za idiotów. Teraz część się nawróciła… Ale w pewnym momencie odpłynęła w stronę PiS. Bo SLD, cokolwiek by nie mówić złego o tej partii, konsekwentnie broni pewnego dorobku PRL, idei ciągłości państwa i ciągłości jego zobowiązań. Dowartościowuje też indywidualne biografie. Choćby ten ostatni wzgląd powinien trzymać ich przy Sojuszu” – Przegląd nr 52 z 2018. Sądzę, że tej jakże dosadnie boleśnie pouczającej dla emerytów przestrogi – nie zapomną przy urnach w 2019 r.
Na zakończenie
Od pewnego czasu, po uformowaniu się lewicowego bloku na wybory parlamentarne, zaczęły pojawiać się „środowiskowe słuchy” o potrzebie jej uwiarygodnienia się. Dociekając sensu zauważyłem, że nie są to „słowa rzucane na wiatr”, ale oczekiwania mające różne podłoża – dwa są istotne. Pierwsze-historyczne, nawiązujące do głębokiej przeszłości (błędy i „pozostałości” po PZPR) oraz do błędów SLD w III RP (nie rozwijam). I drugie – wydaje się racjonale. Tu istota polega na osobistej wiarygodności posłów, tzw. transfery partyjne oraz możliwości realizacji zapowiadanego programu wyborczego, to echo sprzed lat-„SLD wolno mniej”, stąd oczekiwanie rzetelności i odpowiedzialności. Fakt, obietnice wyborcze, bazujące na „dawaniu pieniędzy” stały się nad wyraz modne, m.in. w takiej tezie – „kradną, ale przecież dzielą się z nami”. Wyborcy-emeryci stawiali pytania – czy Lewica zgłosi zapowiadaną ustawę – pisałem wyżej, (jest w programie ogłoszonym 19 września) i przeciwstawi się pogłoskom o „dekomunizacji”, opartej na degradacji służb mundurowych i obniżeniu emerytur ludziom „czerwonej zarazy”. Widocznie nagłośniona obietnica Prezydenta RP nie uspokoiła. Bo rządzący na pokrycie obietnic muszą znaleźć fundusze. Do tego-jak słyszę z sarkazmem – biskupi martwią się tylko o życie nienarodzonych, to łatwe, nic nie kosztuje. Zaś życie starych – tych „nie ma”, zdaniem Metropolity „czerwona zaraza…nie chodzi”. Właśnie emeryci tu doszukują się milczącej zgody Episkopatu na „finansową rozprawę”, wspartą medialnymi sensacjami i półprawdami z życiorysów dawnych działaczy PZPR
Czy można temu zapobiec teraz, we wrześniu-październiku 2019. Sugestie skupiały się na pewnej formie gwarancji zaufania i odpowiedzialności. Jak to u nas Polaków bywa – wskazywano palcem na kandydatów SLD, PPS, Lewicy do parlamentu. By na spotkaniach wyborczych, gdy mówią o programach deklarowali, iż w połowie kadencji (po 2 latach), poddadzą się osądowi wyborców, zarówno etyczno-moralnemu jak i merytorycznemu ze sprawowania mandatu. Zaś w przypadku negatywnej oceny-dobrowolnie oddadzą mandat. Zdaniem wielu, to dwustronne zobowiązanie: „my ciebie wybierzemy, ty będziesz wobec nas uczciwy”. Ten swoisty „zakład”, inaczej „umowa moralna” daje szanse wejścia Lewicy do Sejmu, z możliwie dużą liczbą mandatów. Fakt, tego jeszcze w historii naszych wyborów nie było. Eksperyment ten wymaga rozwagi, z szansą powodzenia. Sądzę, że te i podobne głosy, sugestie i myśli Kierownictwu bloku Lewicy są znane. Wielu rozmówców – wyborców liczy, iż przed 13 października usłyszą czytelne deklaracje.

Spotkanie Trzech (Część II) – Konferencja w Pułtusku

Anonsowałem w poprzednim tekście – „Spotkanie Trzech – zmarnowana szansa” – zwrócenie Państwu uwagi na skutki niewykorzystania szansy, jaką to spotkanie było.

Dotarły do mnie po tym tekście różne, głównie krytyczne sygnały. Sprowadzały się do „zubożenia oferty” Solidarności, przed i po tym spotkaniu. Faktycznie, celowo nie pisałem o jej propozycjach, odkładając do późniejszego tekstu. W ten sposób niejako (ze wstydem przyznaję), chciałem „podlizać się” Czytelnikom, sugerującym rozważną krytykę działań Solidarności w okresie od porozumień sierpniowych do stanu wojennego. Mają tu wiele racji. Dlaczego? Warto dostrzegać postawy i zachowania tzw. szeregowych członków Solidarności. Prawdą jest – wielu spośród nich uległo „wzniosłym” apelom i gromkim okrzykom działaczy zakładowych i terenowych (niektórych cytowałem w poprzednim tekście). To ich „zapał” do „walki z komuną” – głównie poprzez nieustanne strajki i protesty – gasił Lech Wałęsa, jeżdżąc po kraju jesienią 1981 r. Pamiętamy jego bezsilność w stwierdzeniu – „ja jeden strajk ugaszę, a 10 ekip jeździ i nowe rozpala”. Dziś, z dozą „słusznej racji” można mówić – miał to, do czego sam nawoływał. Ale oddajmy sprawiedliwość – w porę zrozumiał swoją pomyłkę, którą wcześniej już wskazywali doradcy, np. prof. Karol Modzelewski, Tadeusz Mazowiecki, szczególnie po I Zjeździe Solidarności (napiszę o nim nieco później). Sprawiedliwość też oddajmy przytłaczającej większości członków, którzy nie poparli strajków we wrześniu i październiku, ze zrozumieniem podeszli do racji i argumentów władzy (cytowałem wcześniej przykład kolejarzy), a potem do stanu wojennego. Wielu spośród nich boleśnie dotknęło znane powiedzenie – „jedni się tłoczą na świeczniku, inni przy śmietniku”, gdy po 1989 r. ekipy Solidarności obejmowały w Polsce władzę i metodą nędzy i biedy milionów Polaków wzmagały nienawiść do „słusznie minionego okresu”. Jeśli uznał ktoś tę ocenę reformy Balcerowicza za krzywdzącą – poważnie radzę wycieczkę do Czech, na Słowację, Węgry, gdzie też zrzucano „jarzmo komunizmu”, a gospodarczo kraje te dalece lepiej wyszły na tym od nas. Dlaczego tak się stało – zechciejcie Państwo przypomnieć sobie, czyich słuchaliśmy rad, jak „komuszą” gospodarkę sprzedawaliśmy, czytaj rozdawaliśmy, marnotrawiliśmy. Na czym np. polegało uwłaszczenie? Kto, które partie polityczne będące i zmieniające się przy – powiem brzydko – „korycie władzy” stały się nowobogackimi, mając od tego czasu „słusznie dobrych” członków. Jeśli ktoś poczuł się tymi słowami dotknięty – proszę, niech zastanowi się, zapyta, za czyje pieniądze został zbudowany i utrzymywany gmach KC PZPR? – w dużej części ze składek członków PPR, PZPR. Czyją własnością stał się po 1989 r. – przecież nie SLD! Kto uwłaszczył się (zawłaszczył), Wydawnictwo RSW Prasa-Książka-Ruch – przecież nie SLD! Czy mam podawać inne przykłady i głupio dowodzić, iż wszystko było, jest „w porządku”? O skali marnotrawstwa uwłaszczeniowego i sprzedaży „za psi grosz”, piszą: prof. Paweł Bożyk, Grzegorz Kołodko oraz Andrzej Karpiński z Zespołem. Książka pt. „Od uprzemysłowienia w PRL do deindustrializacji kraju”, to „kompendium głupoty” niszczenia gospodarki, naukowo zbadane i udowodnione. Gdyby Redakcja zechciała niektóre przykłady przedrukować – byłyby powodem do chwały dla budowniczych i wstydu dla „reformatorów”. Kłaniam się Zespołowi Autorskiemu – dziękuję za lekcję „gospodarczego patriotyzmu i myślenia” dla nas – Polaków. Jednocześnie dla Czytelników mam taką zachętę – sięgnijcie pamięcią, by znaleźć i przypomnieć sobie otrzeźwiające głosy, że nie była to „gospodarka komusza”, a podniesiona z guzów i ciężko wypracowana rękoma milionów Polaków, partyjnych i bezpartyjnych, wierzących i niewierzących, z tysięcy „spalonych wsi i głodujących miast”.

„Oferty” Solidarności

Z poprzedniego tekstu Państwo pamiętają, że Lech Wałęsa – w swoim stylu – poddał krytyce propozycje Generała o utworzeniu Rady. Zapewnił o „dobrych radach” ale panna „S”, ani sama ani nie chciała ich wdrażać, a raczej – delikatnie mówiąc – przeszkadzała władzy w realizacji 21 postulatów. Taka jest prawda, znana od blisko 40 lat. Solidarność naciskana przez Kościół oraz władzę, wreszcie zgłosiła (znowelizowany, sprzed kilkunastu tygodni) pomysł Społecznej Rady Gospodarki Narodowej. Co było istotnego? Była reprezentacją tylko członków Solidarności. Dlaczego o stanie i rozwoju gospodarki miał decydować taki „skład” – kto zechce wyjaśnić nawet dziś? Rada ta, wyposażona w specjalny status – w zamyśle kierownictwa Solidarności – miała: kontrolować działania rządu i administracji terenowej, z jednoczesnym prawem weta wobec ich decyzji; dysponować prawem rozpisania referendum w najtrudniejszych sprawach; wezwać władzę do zgody na przeprowadzenie wolnych wyborów parlamentarnych, a przy sprzeciwie – wybrać „drugi parlament”.
Kuriozalność pomysłu widać gołym okiem. O powody do korzystania z takich „praw” było wówczas bardzo łatwo. A co weto oznaczało w praktyce, jak nie ubezwłasnowolnienie rządu, władzy, paraliż administracji? Byłoby formą zalegalizowania istniejącej dwuwładzy: legalna władza oraz Solidarność. Ten specjalny status dodatkowo stawiał Radę w randze „nadrządu”. Solidarność zgłaszając ten pomysł – w przypadku jego odrzucenia – zastrzegła możliwość ogłoszenia strajku generalnego.
Jak Państwu podoba się ten pomysł, nawet po blisko 40 latach? Redaktor Naczelny Trybuny, Pan Piotr Gadzinowski napisał (1-3 marca br.), że„Rada Dialogu Społecznego, niedawne miejsce negocjacji reprezentantów mas pracujących, właścicieli firm i polskiego rządu, stała się ciałem martwym”. Dziś sprawujący władzę wywodzą się ze „słusznego pnia”, mają usta pełne demokracji i „dobra narodu” – niech więc zastosują w praktyce ten pomysł, jakże „genialny” na tamte lata. A może wypraktykują pomysł RPN. Przecież wyposażenie w inicjatywę ustawodawczą dzisiejszej „Rady Dialogu”… nie byłoby grzechem a ubogacaniem naszej demokracji Kto taką inicjatywę zgłosi i zaakceptuje? – może Państwo zabawią się w „towarzyskie zakłady”.

Konferencja w Pułtusku

Próby ponownego zorganizowania Spotkania Trzech, „po latach”, były czynione kilka razy. Zainspirowali go w 20 rocznicę (2001 r.), Prezesi: Związku Kombatantów i Byłych Więźniów Politycznych RP; Związku Inwalidów Wojennych RP oraz Związku Żołnierzy Ludowego Wojska Polskiego. Powtórzył tę inicjatywę Instytut Badań Naukowych im. Edwina Rozłubirskiego i Związek Żołnierzy Ludowego Wojska Polskiego, która przyjęła formę konferencji naukowej. Odbyła się w Pałacu Staszica, 3 listopada 2005 r. – w obu przypadkach z udziałem Generała (bez Prymasa i już b. Prezydenta RP Lecha Wałęsy, który pytany o absencję odparł, że „jacyś kombatanci coś chcieli”, ale nie miał czasu). Uczestniczyli, m.in. członkowie rządów z dekady lat 80. z Mieczysławem Rakowskim, wśród nich przedstawiciele ZSL, SD i kilkunastu uczonych. Ale prof. Leon Kieres, wówczas prezes IPN, nie znalazł czasu, zbytnio nie kryjąc swej niechęci (ujawnił prezes Instytutu Badań… płk Zbigniew Kumoś) „Trybuna” i „Przegląd” opublikowały obszerne omówienia.
Rok 2010, 9 października, Pułtusk. Rektor Akademii, prof. Adam Koseski – witając wszystkich zaproszonych, wyraził ubolewanie z braku osób, które wówczas – jak powiedział – „miały głos ważący” (Józef Glemp i Lech Wałęsa). Trudno też, jako Rektorowi Akademii Humanistycznej – było zrozumieć „stałą niechęć” (mimo ponawianej prośby) uczonych IPN, „nowocześnie badających” naszą przeszłość.
Podczas Konferencji zabrali głos i złożyli wystąpienia (układ alfabetyczny) – Andrzej Celiński, Zbigniew Ciećkowski, Stanisław Długosz, Andrzej Gąszczołowski, Joanna Hanson, Wojciech Jaruzelski, Bogusław Kołodziejczak, Marceli Kosman, Kazimierz Łastawski, Aleksander Merker, Włodzimierz Nawrocki, Andrzej Palimąka, Franciszek Puchała, Andrzej Strabel, Tadeusz Szaciło, Kazimierz Szarski, Jan Widacki, Gabriel Zmarzliński. Kierując się koniecznością, jaką są ramy tekstu, prezentację ograniczam do kilku wypowiedzi. Osoby, którym tu swoiście „nie udzieliłem głosu” – serdecznie przepraszam
Jako pierwszy zabrał głos gen. Wojciech Jaruzelski. Na wstępie Generał oświadczył, iż „odczuwa dyskomfort strzelca do pustej bramki, a właściwie dwóch pustych bramek. Absencja zaproszonych przedstawicieli IPN jest też bardzo wymowna… dziś żałuję szczególnie, iż nie udała się – co podkreślę – kolejna próba, aby po latach, podzielić się wiedzą z pierwszej ręki, skonfrontować i zweryfikować nasze oceny, znaleźć wspólną wykładnię. Nieobecni nie mają racji. Ale niestety, rację ma biologia, która dawała nam chyba ostatnią szansę”. Przypomniał, że „wciąż bije się w piersi, ubolewa, przeprasza. Polska Ludowa nie była czarną dziurą w historii. Miała ustrojowe wady wrodzone, ciężkie błędy popełnione, ale też niewątpliwy dorobek”. I postawił pytanie – „czy porozumienie w ówczesnych realiach wewnętrznych i zewnętrznych dawało gwarancję? Nie dawało. Stwarzało jednak taką możliwość. Mądrość etapu polegała na tym, aby spróbować wykorzystać każdy zysk na czasie, zdjąć rosnące napięcie, zahamować rozkład gospodarki… zwłaszcza, że alternatywą była wielowymiarowa katastrofa”.
Generał Tadeusz Szaciło przypomniał ówczesną sytuację wewnętrzną, poddając krytycznej ocenie odrzucenie przez Kierownictwo Solidarności apelu 35 intelektualistów. Wtedy – „Porozumieniu nie sprzyjała międzynarodowa atmosfera wokół Polski. USA i niektóre państwa Europy Zachodniej, organizacje pozarządowe zdecydowanie wsparły Solidarność politycznie, materialnie i finansowo. USA były zainteresowane w demontażu socjalizmu w Polsce i w innych krajach – w Solidarności dostrzegły siłę, która jest w stanie tego dokonać. Nie nawoływały więc do umiaru w żądaniach i sensu prowadzenia rozmów… Z tego właśnie powodu socjaldemokratyczny rząd RFN na czele z Kanclerzem Helmutem Schmidtem nie akceptował amerykańskiej polityki wobec Polski. Wymownym tego świadectwem była wizyta w Polsce, Ministra Spraw Zagranicznych RFN Hansa Dietricha Genschera, w dniach 19-20 marca 1981r. Jednak społeczeństwo zachodnioniemieckie na tle stosunku do spraw polskich było podzielone… Z kolei kraje socjalistyczne, paktowanie z Solidarnością oceniały jako największy błąd. Naciski na rozwiązanie siłowe szły po linii partyjnej, rządowej i wojskowej”. Co Państwo Czytelnicy o tym myślicie?
Stanisław Długosz, wystąpienie rozpoczął przypomnieniem raportu CIA z czerwca 1981, w brzmieniu – „Ekonomiczna kondycja Polski będzie w najbliższych sześciu miesiącach pogarszać się z powodu złych zbiorów, niskiej wydajności pracy, skróconego tygodnia pracy, trwającego ekonomicznego dryfu. Nie można wykluczyć szybkiego i drastycznego spadku standardu życiowego – zdolnego wywołać takie zaburzenia, które mogą spowodować sowiecką interwencję. Oceniamy, że Sowieci… interweniować będą siłami co najmniej 30 dywizji” – dziś chciałoby się zapytać, co USA uczyniły, by do tej interwencji nie doszło. Następnie dość szeroko przedstawił skutki zapowiedzianej blokady w sferze dostaw surowców i płatności za dostarczone towary. Podkreślił, że „eksperci polscy jak i eksperci ZSRR doskonale zdawali sobie sprawę, że oba wyżej wymienione warunki nie mogły być spełnione przez stronę polską z uwagi na ówczesną gospodarczą i społeczną sytuację. Koncepcja blokady gospodarczej i sprzężonym z nią ryzykiem interwencji wojskowej miała na celu wywarcie bezwzględnego nacisku na ówczesne polskie władze, by przywróciły „socjalistyczny porządek” naruszony przez Solidarność w Polsce, która według prof. Zbigniewa Brzezińskiego była kluczem do kontrolowania przez ZSRR Europy Wschodniej… wiedziano powszechnie, że ze strony państw zachodnich w 1982 r. nie pojawi się dla Polski żadna znacząca pomoc towarowa lub finansowa”. A co o tym Państwo Czytelnicy myślicie?
Profesor Jan Widacki, mówiąc o kilku aspektach wewnętrznych, dążył do uzyskania odpowiedzi na pytanie – czy porozumienie było możliwe. W konkluzji, m.in. stwierdzał, że w 1981 r. „polski romantyzm z polskim pozytywizmem pracą organiczną, w rzeczywistość przekuć nie było możliwe”.
Generał Franciszek Puchała – gruntowną oceną sytuacji strategiczno-operacyjnej w roku 1981 wokół Polski, niejako „otworzył oczy”, na skalę grozy i skalę „sojuszniczej pomocy”. Mówił, iż „służąc wśród bardzo doświadczonych oficerów obserwowałem ich nastroje. Okres poprzedzający stan wojenny był dla kadry SG WP, IC MON oraz dowództw OW i RSZ niezwykle trudny i stresogenny, pełen trosk, obaw, dylematów i wątpliwości. Zdawano sobie sprawę, że niekontrolowane wystąpienia wielu tysięcy zdesperowanych ludzi mogą przerodzić się w poważne zamieszki, w których działa prawo tłumu i jego agresja”. I dalej – „Z aplauzem spotkało się powołanie Generała na stanowisko Prezesa Rady Ministrów w 1981 r. Exposé i apel o 90 spokojnych dni oficerowie przyjęli z dużym zadowoleniem. Określano je jako nieco „dramatyczne, ale programowo wyważone, a zarazem stanowcze”. Natomiast bardzo źle przyjęto informację o nominacji na stanowisko I Sekretarza KW PZPR w Warszawie Stanisława Kociołka”. Kończąc wystąpienie stwierdził – „na zachowania i postawy kadry wpływały coraz to nowe zdarzenia. Tuż po Spotkaniu Trzech, oficerowie SG WP w dniu 9 listopada 1981 r. z wielkim zaskoczeniem odebrali informację o absencji płk Ryszarda Kuklińskiego w służbie. Był kolegą wielu z nich, aktywnym członkiem komisji ideologicznej Komitetu PZPR w IC MON i co najważniejsze – uczestnikiem całego procesu przygotowań, do ewentualnego wprowadzenia stanu wojennego. Gdy dezercja okazała się faktem, oficerowie wyrażali zdumienie, że zrobił to tak hołubiony, faworyzowany, a nawet przeceniany przez przełożonych oficer”. Z uwagi na wiąż pomijane, by nie powiedzieć lekceważone kwestie polityczno – militarne, referat gen. Franciszka Puchały wymaga odrębnej prezentacji.
Profesor Stanisław Kwiatkowski m.in. dokonał interesującej analizy kalendarza działań Solidarności w 1981 r. – jej apologetów zachęcam do odświeżenia pamięci. Profesor przypomniał wypowiedzi prasy socjalistycznej i zachodniej, przed i po Spotkaniu Trzech. Dla milionów Polaków istotna jest ocena tego Spotkania– „było faktem, którego nie sposób zakwestionować. Tym, którzy są zainteresowani wykreśleniem go z pamięci, udało się z powodzeniem przysłonić go zmową milczenia, zbyć upominających się o prawdę, odsunąć w zapomnienie. Stąd zapewne przypominanie b. działaczom Solidarności o zaprzepaszczonych szansach (w różnych rocznicowych obchodach) musi uwierać jak wyrzuty sumienia, nie pasuje do przyjętej w propagandzie wersji historii lat 80., do opowiadań o wojnie z narodem, dyktatorze Jaruzelskim i podobnych mitów”. Także, nie mniej istotna odpowiedź na pytanie-„dlaczego nie podjęto nawet próby dogadania się z Jaruzelskim? Przez wszystkie kolejne rocznice jakoś nikt z tamtego kierownictwa Solidarności nie chce wiarygodnie odpowiedzieć na to pytanie. Wręcz przemilcza się Spotkanie Trzech, przecież ważne historyczne wydarzenie! Unika się dyskusji na ten temat, albo stosuje dziwne tłumaczenia i zwykłe wykręty. Że chodziło tylko o czysty chwyt osłonowy i propagandowy a to, że ówczesne władze z Jaruzelskim na czele były przekonane, że może uda się tą drogą spacyfikować Solidarność i przynajmniej częściowo ją kontrolować… Kaczyński wspomina o jeszcze innej przyczynie odrzucenia oferty Generała. Że są tacy, którzy twierdzą, jakoby Geremek i spółka od początku torpedowali całe przedsięwzięcie, gdyż przewidziano w nim zbyt wielką rolę Kościoła. Sprawa ta do dzisiaj nie jest wyjaśniona – według Kaczyńskiego czeka na rzetelne opracowanie przez historyków”. W końcowej części referatu, Profesor powiedział – „Dziś nie wypada wątpić w intencje Generała w sprawie powołania Rady Porozumienia Narodowego. Zweryfikował czas, ziściły się w następnych latach. W ocenie motywacji Generała, liczy się rezultat końcowy. Z dzisiejszej perspektywy patrząc – widać cały proces stopniowo narastającej demokratyzacji w latach 80., dochodzenia do pluralizmu politycznego. Bagatelizuje się, kwestionuje lub przemilcza ten kilkuletni proces i jego uwarunkowania”.
Andrzej Celiński – wyraził nadzieję, że konferencja nie jest sądem nad „głupościami” polskimi i korzystając z obecności Generała m.in. pytał, dlaczego do tego spotkania doszło. Dlaczego doszło do stanu wojennego w 1981 r. a nie doszło w 1989. Podzielił się ocenami krytycznymi władzy i spotkania w KKS. Generał „na gorąco” odpowiedział na te pytania.
Profesor Marceli Kosman – istotę i sens Spotkania Trzech, postrzega jako ogniwo w procesie ewolucji ustrojowej. Stąd proces ten zobrazował swoistym „przeglądem” życiorysu Generała, uwieńczonym Okrągłym Stołem i godnością Prezydenta Polski. Wieloletnie badania naukowe nad istotą i filozofią sprawowania władzy w Polsce, w tym i Generała, opublikowane w kilku poczytnych pracach – wsparł ocenami kilku wybitnych historyków (też z poznańskiego środowiska naukowego), m.in. prof. Gerarda Labudy, Andrzeja Chwalby, Tadeusza Manteuffla, Aleksandra Gieysztora, Stanisława Herbsta, Andrzeja Skrzypka czy Karola Modzelewskiego. Przypomniał, że kilku z nich było członkami Rady Konsultacyjnej przy Przewodniczącym Rady Państwa. Że Generał cenił i często korzystał z ich dorobku naukowego. Profesor zobrazował to kilkoma cytatami. Czytając to wystąpienie Profesora, poleciłbym je wielu „piaskowym znawcom” naszych dziejów i dokonań Generała, a którzy mienią się „historykami” (nazwiska z litości pominę). Może „coś” nauczyliby się z reguł bezstronności postępowania badacza-naukowca. To m.in. oni spowodowali, że o Spotkaniu Trzech „cicho w piśmiennictwie spod znaku „polityki historycznej”…W tej koncepcji nie ma miejsca na eksponowanie faktów przemawiających za dążeniem ówczesnego przywódcy państwowego do pokojowych przemian ustrojowych w Polsce czasami nazywanymi zniewoleniem i odzyskaną wolnością. Tymczasem matadorzy owego baśniowego obrazu z ochotą obarczają Generała odpowiedzialnością za wyolbrzymiany z biegiem czasu do apokaliptycznych rozmiarów ponury stan wojenny, skrzętnie pomijając rzecz zasadniczą: to przecież Wojciech Jaruzelski był głównym architektem pokojowych przeobrażeń ustrojowych, które zostały rozpoczęte wkrótce po jego zawieszeniu i wprowadzane były stopniowo, aż do końcowego akordu, jaki nastąpił 4 czerwca 1989 r.” Dziękuję serdecznie Profesorowi za ten tekst.
Profesor Kazimierz Łastawski – wewnętrzne dylematy Polski 1981 r., których bieg podsycany z zewnątrz-zdaniem Profesora-zmierzał do rozwiązania siłowego, czemu sprzyjały różne siły i „zaszłości”, niwecząc szanse na pokojowe współdziałanie. Tak, np. „władze najwyraźniej dostrzegały rosnące zagrożenia. W trudnej sytuacji społecznej próbowały tworzyć front wszystkich środowisk opowiadających się za stabilizacją państwa. Poszukiwały wsparcia stronnictw sojuszniczych, kombatantów i branżowego ruchu związkowego. W złożonej sytuacji politycznej silniej eksponowały wartości polskiej wspólnoty narodowej, aniżeli treści ideologiczne. Czyniły wysiłki, by doprowadzić do porozumienia i oddalić groźbę konfliktu bratobójczego. Wśród ogniw władzy występowały również kręgi zachowawcze, ale nie miały one wpływu na strategię działania rządu. Zaś – „w opozycji sytuacja była złożona, z wyraźną nieufnością wobec władzy. Największe atuty sprzyjające kierownictwu NSZZ Solidarność to: bezkompromisowość zachowań wielu młodych działaczy; rozwijająca się moralna krucjata przeciwko siłom „totalitarnej” władzy; nasilająca się konfrontacyjno-powstańcza atmosfera w wielu środowiskach kraju. Na korzyść wielomilionowego Związku NSZZ Solidarność, oddziaływało naturalne „zużycie się” władzy w latach PRL-u, a zwłaszcza jej obciążenie trudnymi kryzysami społeczno-politycznymi… Większość ekspertów i kierownictwa Solidarności usiłowała utrzymać linię umiarkowaną, ale… radykalne hasła zdobywały większy poklask, aniżeli kompromisowe i umiarkowane stanowisko. Po początkowych postulatach ekonomicznych wśród działaczy związku rozwinęły się coraz dalej idące żądania polityczne, zmierzające faktycznie do przejęcia władzy, Wałęsa miał wówczas coraz większe trudności z powstrzymywaniem ambicji politycznych wpływowych radykałów. Inicjatywa trójstronnego spotkania znalazła zrozumienie i poparcie u Prymasa Glempa, ale napotykała radykalne nastroje części duchowieństwa i sprzeciwy wśród wojowniczych ogniw Solidarności. Z uwagi na wielość aspektów i Profesora sztukę oceny, tekst zasługuje na wnikliwe przestudiowanie. Dziękuję!
Pułkownik dr Andrzej Gąszczołowski – referat uczynił „spojrzeniem” na Spotkanie Trzech, jako instrument „polityki historycznej”. Inaczej mówiąc – historii PRL, pisanej „od nowa”. Stąd Spotkanie w badaniach naukowych jest „białą plamą” lub tematem do „czarnej legendy” PRL i prokuratorsko-medialnych wyroków na Generała. To jednowymiarowa klisza: totalitaryzm, zdrada, władza z obcego nadania, komunizm. Jako mit założycielski lustracyjno-dekomunizacyjnego szaleństwa, stoi na straży stereotypu, że stan wojenny to „grom z jasnego nieba”. Dlatego wg Autora – „Nie dopuszcza bezstronnych, wyważonych ocen, tym bardziej uznania, czy dopatrzenia się dobra w myśli politycznej gen. Wojciecha Jaruzelskiego. W tym świetle patriotycznie umotywowana idea z 4 listopada 1981 r. nie pasuje do stereotypu i ma zostać wymazana z pamięci, wykluczona z dyskursu historyczno-politycznego”. Tu Autor cytuje kilka jakże wówczas trafnych, ale i po blisko 40 latach aktualnych sugestii i myśli, m.in. Mieczysława Rakowskiego i prof. Jerzego Wiatra. Autor z estymą odnosi się do środowiska Wielkopolan, którzy okazali zrozumienie i poparcie idei RPN, a później dla stanu wojennego, ratującego przed „większym złem”. Oddaje należny szacunek i uznanie wielu wielkopolskim działaczom reformatorskiego ruchu socjalistycznej odnowy, m.in. Edwardowi Skrzypczakowi, Janowi Kołodziejczakowi, gen. Edwardowi Łukasikowi, prof.: Wacławowi Wilczyńskiemu, Henrykowi Łowmiańskiemiu, Alfonsowi Klafkowskiemu oraz Zdzisławowi Krasińskiemu. Będę wielce rad, Jeśli Panowie i Autor tekstu – przyjmą moje wyrazy wdzięczności i poważania.
Uczestnicy Konferencji z nieskrywaną ciekawością słuchali informacji o postawie prof. Feliksa Siemieńskiego, znanego poznańskiego prawnika, który początkowo sceptycznie odnosił się do Spotkania Trzech i idei RPN. Profesor, w Czempiniu (1996 r.), podczas spotkania Generała z Czytelnikami wygłosił z uznaniem przyjęty pogląd, że „ gdyby nie stan wojenny, to doszłoby do walk bratobójczych i interwencji zewnętrznej.” Dlatego ekstremę „S” nazwał „faktycznymi twórcami stanu wojennego: to oni są winni tej sytuacji, jaka wówczas zaistniała, że stan wojenny musiał być wprowadzony. Oni też przede wszystkim powinni dziękować gen. Jaruzelskiemu, że stan wojenny. Jemu też, a nie tylko Lechowi Wałęsie należało przyznać Pokojową Nagrodę Nobla.”
Niezwykle interesujące było wystąpienie Generała, które kończyło Konferencję, jako oficjalną debatę, przenosząc ją na długie godziny w kuluary i na środowiskowe spotkania.
Uczestników, tej pamiętnej Konferencji, których nie cytuję fragmentów wypowiedzi, raz jeszcze przepraszam, za brak „publicystycznego miejsca”. Podniesione przez Panów kwestie szczegółowe, a które z konieczności pominąłem są ważkim źródłem uzupełniającym wiedzę o przedmiocie tej publikacji i tym okresie naszej historii. Wszystkich z Państwa Czytelników gorąco zachęcam do pozyskania książki o tej Konferencji. Naprawdę warto.

Na zakończenie

Pokłosiem konferencji jest książka-„Spotkanie Trzech. Ostatnia szansa porozumienia” (Wyd. AH Pułtusk, 2012). Rektor Akademii, prof. Adam Koseski w tekście „Do Czytelnika”, podkreślił, że stawiane pytania „nie pozwalają na obojętne pominięcie dorobku Konferencji (…) skłaniają do zastanowienia się nad stanem Polski dziś, w 2012 r. (także w 2019 – moje, GZ)… Odpowiedzi nie są jednoznaczne, nawet przeciwstawne. Czy nie kryje się w nich złożoność historycznego czasu i ludzkich przeżyć, doznań? A zatem zachęta, wręcz intelektualny przymus, by sięgnąć po tę książkę i poznać ten istotny, ważny epizod współczesnej polskiej historii”. To przecież ważna część, może epizod naszych życiorysów, dorobku przydatnego dla przyszłościowo myślących naszych dzieci, naszej młodzieży.
Dziękując Panu Profesorowi, Jego Magnificencji – za przygotowanie Konferencji, jej naukową i organizacyjną oprawę, proszę o przyjęcie słów uznania od wielu jej uczestników i Czytelników książki, z którymi utrzymuję kontakty.