Księga Wyjścia (24)

15 sie 2019

Moje obawy okazały się płonne, od kiedy przyjechał do mnie syn wcale nie spędzamy czasu przy monitorze, lecz wiecznie gdzieś się przemieszczamy tocząc bardzo ciekawe rozmowy.

Wakacje to taki okres, podczas którego zjechali się obaj synowie. Starszy po ukończeniu uniwersytetu w Londynie postanowił kontynuować naukę na studiach podyplomowych w Chinach, przyjechał na wakacje. Mieszka niedaleko, więc widujemy się często, młodszy przyjechał do mnie z Bydgoszczy, a ponieważ ma niecałe czternaście lat obawiałem się, że jedyna godna jego uwagi atrakcja to komputer i gry. Okazało się na szczęście nie.
Już drugiego dnia pojechaliśmy do Janowca, jest tam fantastyczny zamek wraz z całym kompleksem parkowym, w którym znajduje się również skansen. Sam zamek ma bardzo ciekawą historię, poza tym, że kręcono w nim ostatnią scenę z Wokulskim – to niby tam się wysadził.
To jest to jedyny w Polsce zamek, który w PRL był w prywatnych rękach. Właściciel jednak nigdy nie robił kłopotu zwiedzającym, nawet nie pobierał żadnych opłat. Kozłowski, tak miał na nazwisko, zmarł w 1976 roku, potem chyba ów zabytek zasilił skarb państwa. Częściowo odbudowany, częściowo pozostawiony jako wieczna ruina.
Po złażeniu zamku i okolic, chciałem pokazać Maciusiowi okoliczne góry. Nie są to wprawdzie ambitne szczyty na miarę Tatr, ale to właśnie tam uczyłem się wspinaczki i ona zaszczepiły mi miłość do gór. Śmiało ruszyłem więc prowadząc dziecko w miejsca znane mi z młodości, a tam wszędzie ogrodzenia. Chodziliśmy wzdłuż stoku szukając jakiegoś nieogrodzonego miejsca, gdy wreszcie udało się takowe znaleźć, z namiotu wyskoczył w majtkach jakiś starszy jegomość i z awanturą zaczął na przepędzać z jak to ujął – jego prywatnej posesji. Ze względu na dziecko starałem się być miły.
Niezrażeni agresją chama, ruszyliśmy dalej szukać wolnej przestrzeni, ale jedyne co udało się znaleźć to zarośnięte kolczastymi krzakami chaszcze i krzaki. Podjęliśmy próbę przejścia i przedostania się w mniej kłujące miejsce, traktując tę naturalną barierę jako zło konieczne. Niestety, podrapani wróciliśmy w końcu na janowiecki rynek, by zjeść obiad i wrócić do domu. Podczas obiadu opowiadałem jak było tu niegdyś, że można było dowolnie chodzić, łazić, wspinać się i nikomu to nie przeszkadzało. Wtedy Maciek mnie zaskoczył, zapytał czy wiem coś o mikronacjach i że jest w Polsce inne państwo.
Wiedziałem o angielskiej rodzinie, która zasiedliła opuszczoną platformę na wodach eksterytorialnych i utworzyła tam własne państwo o nazwie Sealand. Anglicy usiłowali ich stamtąd przepędzić wysyłając swoje wojska, ale rodzina odwołała się do instytucji międzynarodowych i wygrała. Opowiadałem o rozgłośniach radiowych i filmie „Radio na fali”, gdy w latach sześćdziesiątych muzyka rockowa była na wyspach ściśle reglamentowana, wiele rozgłośni radiowych nadawało z wód eksterytorialnych na morzach i oceanie. Wtedy syn zaskoczył mnie po raz kolejny, okazało się, że w Polsce również są niepodległe państwa, zwłaszcza jedno jest bardzo osobliwe. Królestwo Kabuto znajduje się pod Radomiem, flagę mają podobną do brazylijskiej, nie obowiązuje tam ani podatek VAT, ani dochodowy. Języki urzędowe to polski i angielski, jest monarchią i obecnie stara się o uznanie przez NATO.
Tak naprawdę jest to kawałek łąki, który teoretycznie ma już wielu mieszkańców, a na pewno obywateli. Władcą jest sprytny Mieszko Makowski, a sama idea jest sprzeciwem sytuacji w kraju. Twórca tego państewka, wcześniej handlował działkami w niebie, piekle i w czyśćcu – z zaznaczeniem, że ma oferty dla każdego wyznania. Ewidentne facet zakpił sobie z religii i polskiego etosu, który formą przewyższa treść. Kabuto dysponuje również terenami,a raczej obszarem wodnym obok Kanady i jakąś działką w Chorwacji. Nie obowiązuje tam żadna religia, a prawo zostało spisane ręką władcy, który jedynie tam administruje.
O ile Królestwo Kabuto jest bardzo barwnym i ciekawym przedsięwzięciem, to okazało się, że takich państewek na terenie Polski jest więcej. Wystarczy być sprytnym i znać przepisy. Miłośnikom wielkiej Polski mogę się teraz głośno zaśmiać w twarz. Legalizacja państwa Kabuto przebiegła zupełnie przypadkowo. Makowski dostał wezwanie na najbliższą komendę. Gdy otworzył kopertę zobaczył urzędowe pismo, opatrzone godłem i pieczęciami z następującą treścią: „wzywa się pana Mieszko Makowskiego zamieszkałego, legitymującego się dowodem osobistym o numerze, w celu złożenia wyjaśnień w sprawie założenia Państwa Kabuto”. Okazało się, że ten niepozorny dokument wystarczył do potwierdzenia, że państwo polskie uznało Kabuto jako osobny, suwerenny kraj.
Łatwiej założyć w Polsce własne państwo niż uzyskać status mniejszości etnicznej. Konkluzja smutna, ale prawdziwa. Wszystko to za sprawą konwencji z Montevideo z 1933 roku. Zgodnie z jej ustaleniami państwo powinno mieć suwerenną władzę, określone terytorium oddzielone granicą i zdolność wchodzenia w stosunki międzynarodowe. Technicznie wygląda to tak, że wystarczy znaleźć kawałek nienależącego do nikogo gruntu, zatknąć flagę i ogłosić nowym państwem.
O ile Mieszko Makowski kupił w Polsce kawałek łąki, to terytorium morskie w Kanadzie i działkę w Chorwacji znalazł przez internet. Obywateli ciągle przybywa i choć nie jest możliwe by pomieścili się oni na tym kawałku łąki, to po rozpatrzeniu przez rząd obywatelstwo dostają lub nie. Korzystają z tego przedsiębiorcy, po pierwsze nie ma tam podatków, ani żadnych urzędów, okienek i pań z którymi trzeba rozmawiać, wszystko można załatwić wirtualnie. Wystarczy wpisać w wyszukiwarkę mikronacje w Polsce, a wyskoczy ich kilkanaście, (dla fanatyków kilka ultrakatolickich). Jest to niezły pomysł na życie, by odciąć się od wpływów kościoła katolickiego. Zamiast walczyć w pochodach czy wiecach z idiotami nafaszerowanymi kultem wojny, którzy z bogiem na ustach wzywają do nienawiści, nazywając ludzi zarazą, utworzyć własne państwo i odrodzić się od nich granicą, a gdy taki Jędraszewski znowu coś palnie, wezwać ambasadora Polski na dywanik.
Do tego potrzebna jest determinacja, ale jeśli nie możemy pokonać ich w sposób demokratyczny, bo ten system coś szwankuje, to może zrobić zrzutkę i wykupić część kraju, a resztą niech się zajmą wszyscy, którzy tak bardzo kochają bliźniego, że aż nienawidzą jego poglądów. Można zostawić im Częstochowę, krowę, kaczkę, drób i drogę na Łagiewniki. Inaczej nigdy nie dadzą nam żyć. Pomysł wydał mi się bardzo fajny, ale jedynie w teorii, bo w praktyce biurokratycznie jestem jak dziecko we mgle.
Dopiero kilka dni temu dowiedziałem się, że jeśli moje książki są w bibliotekach, to raz w roku powinienem dostać jakieś pieniądze. Wydana osiemnaście lat temu „Humanitarna wojna”, jest w wielu bibliotekach, także uniwersyteckich, problem polega jedynie na tym, że muszę się gdzieś zarejestrować. Dotychczas nie miałem o tym pojęcia. Podczas pobytu synów, a zwłaszcza młodszego, który w tym czasie zamieszkał u mnie, znacznie mniej pasjonuję się krajową polityką. Fakt, że mieszka w Bydgoszczy i rzadko się widujemy, więc wszystko inne zeszło na dalszy plan, ale też naszła mnie refleksja, czy przypadkiem ten tzw „ciemny lud” jak to określił był niegdyś prezes TVP, pasjonuje się tą polityką z nudów? To grupa zgorzkniałych emerytów lub żądnych zadymy kiboli, którym wmówiono, że wojna to cześć, honor i chwała dlatego popieprzają ulicami miast bijąc każdego, kto ma na sobie ubranie w kolorach tęczy. Wniosek jest taki, że od kiedy Maciuś jest u mnie politykę mam głęboko w nosie. Jeśli już, to rozmawiamy o Kaszmirze, ale gdy zejdziemy się we trzech.
Starszy syn nakręcił film o tym zakątku i konflikcie z Indiami. Potrafi o tym opowiadać, a młodszy z zaciekawieniem słucha. Podobnie jak interesują go bardzo Chiny, jeśli polityka, to międzynarodowa. Krajową mamy w nosie, oprócz Królestwa Kabuto oczywiście. Jeśli naprawdę mamy dość rządów ostatnich trzydziestu lat, to nic tylko założyć własne państwo, na własnych zasadach.
I teraz najważniejsza konkluzja, czy naprawdę musiało minąć ponad sto lat, by zacząć wcielać idee Bakunina? Ostatnie wydarzenia na terenach Kaszmiru stały się pretekstem, by ponownie opowiedzieć historię tego regionu. Za zgodą autora filmu, czyli mojego syna, podaję adres internetowy, pod którym można obejrzeć ten film pt: „Kamienie przeciw karabinom”. A w wersji internetowej może DT znajdzie miejsce by go również zamieścić. https://youtu.be/i8vLpG4sMzc
Na dzisiaj wystarczy, musimy z Maciusiem iść odkrywać kolejne dzikie zakątki z mojej młodości. Mam nadzieję, że jeszcze nie wszystkie wykupili deweloperzy.

Najnowsze

Sprawdź również

Rozpad PiSu czy ustawka Kaczyńskiego?

Rozpad PiSu czy ustawka Kaczyńskiego?

Istotna grupa komentatorów i ekspertów, nie tylko internetowych, uważa, że Kaczyński swoim ultimatum rozpoczął kolejny etap misternej gry mającej na celu odzyskanie utraconego elektoratu i uzyskanie większości w przyszłym parlamencie. Wiara w jego mądrość i posiadanie...

Nawrocki chce znów bezzębnej PIP

Nawrocki chce znów bezzębnej PIP

Prezydent Karol Nawrocki zaskarżył część reformy PIP do Trybunału Konstytucyjnego. Dlatego, że jak domagały się związki zawodowe, powinna być ostrzejsza względem nadużyć ze strony zatrudniających? Wręcz przeciwnie. Domaga się jej osłabienia i ogarniczneia...

Pożegnanie z Jackiem M.

Pożegnanie z Jackiem M.

Z prezydentem Krakowa najdłużej pełniącym swoją funkcję nie sposób rozstać się szybko. To po prostu niemożliwe. Choć formalnie Jacek Majchrowski przestał być prezydentem ponad dwa lata temu, nadal jest punktem odniesienia – zwłaszcza w specyficznej sytuacji, w jakiej...

Ku cywilizacji XXII wieku

Ku cywilizacji XXII wieku

Rozważania wstępne: Futurologiczne przewidywanie rozwoju naszej cywilizacji w XXI i XXII wieku jest przedsięwzięciem niezwykle atrakcyjnym, aczkolwiek bardzo trudnym i ryzykownym – pod względem merytorycznym i intelektualnym. Warto jednak podjąć taką poważną próbę tym...

Wojna z planetą. Ekologiczne koszty zbrojeń

Wojna z planetą. Ekologiczne koszty zbrojeń

Trwa debata nad europejską gorączką zbrojeń. W tle konflikty wokół Ukrainy, Iranu, Gazy, Tajwanu. Mącą ludziom w głowach byli wojskowi, pseudoeksperci z think-tanków, z naciskiem na tanki, ale bez własnych myśli. Główne aspekty tego galimatiasu poznawczo-praktycznego...

Politycy walczą o wpływy, kurierzy o przyszłość

Politycy walczą o wpływy, kurierzy o przyszłość

Rozeszli się, a może się nie rozeszli. Morawiecki z ekipą został wyrzucony czy sami odeszli. Mówią, że lewacy dramatyzują, ale wszystkie inby w lewicowych grupkach są niczym w porównaniu z tymi łzawymi spektaklami na prawicy. W dodatku temat został podchwycony i...

Sprzedamy „tanio” – za 700 tysięcy…

Sprzedamy „tanio” – za 700 tysięcy…

Spółka Skarbu Państwa PKP S.A. oferuje na swojej stronie sprzedaż nieruchomości głównie mieszkaniowych, usytuowanych w różnych miejscowościach, które przedstawia jako „tanie”. Choć niektóre z cen faktycznie nie wydają się w obecnych realiach wygórowane, to wśród ofert...