Powstanie społeczne

Z profesorem ANDRZEJEM SZWARCEM z Instytutu Historycznego Uniwersytetu Warszawskiego, znawcą historii XIX wieku, rozmawia Krzysztof Lubczyński.

Historia Powstania Styczniowego ma swoją warstwę walki militarnej, bohaterską i ofiarniczą, ale zawiera też warstwę społeczno-ideową i jej rozlegle konsekwencje. Jakie przede wszystkim?

Klęska Powstania Styczniowego odcisnęła piętno na pokoleniu, które wzięło w nim udział i na pokoleniu trochę młodszym. W latach sześćdziesiątych, siedemdziesiątych i osiemdziesiątych XIX wieku pojawiały się liczne głosy krytyczne, że ofiara była daremna, a to co się stało, było dla narodu niekorzystne i w kraju i na emigracji. Fakt, że jego klęska spowodowała na długie lata zepchnięcie na daleki plan europejski sprawy polskiej, choć miała na to wpływ także klęska Francji wojnie z Prusami w 1871 roku i gry europejskich mocarstw. Warszawscy pozytywiści i krakowscy „Stańczycy” swoje koncepcje polityczne budowali w opozycji do tego, co nazywali romantyzmem politycznym. Jednak pokolenie lat dziewięćdziesiątych XIX wieku nawiązało do tradycji heroicznej, do niepodległościowego impulsu, krytykując „Stańczyków” i pozytywistów za to, że zrezygnowali z niepodległości. Obóz niepodległościowy skupiony wokół Piłsudskiego, demokraci galicyjscy i lewica patriotyczna mówili, że negatywna ocena Powstania Styczniowego wpływa na spadek aspiracji politycznych narodu polskiego, powodując godzenie się z niewolą. W 50 rocznicę Powstania, w 1913 roku, widać już było zmianę obrazu Powstania, oddawanie mu hołdu i nawiązywanie do tradycji Czerwonych.

Czy podział na Czerwonych i Białych był głównie polityczno-temperamentalny czy też miał istotne tło społeczne, związane z różnicami klasowymi?

Te różnice były, choć zostały wyolbrzymione. I na prawicy i na lewicy zagadnienia społeczne były żywe od lat po 1830 roku, także na emigracji po Powstaniu Listopadowym. I radykałowie i umiarkowani demokraci wysuwali w Towarzystwie Demokratycznym Polskim hasło „uobywatelnienia” ludu, krytykując, w dużej mierze słusznie, egoizm części elit, zarzucając im, że godzą się na niewolę narodową w imię interesów klasowych. Z drugiej strony czynny był w Paryżu krąg konserwatystów skupionych wokół księcia Adama Czartoryskiego, którzy z niepodległości nie rezygnowali, licząc na wojnę europejską, która ponownie wyniesie na pierwszy plan sprawę polską. Ostre, zażarte dyskusje trwały przez trzydzieści lat i to one antycypowały podział na Białych i Czerwonych, który zaznacza się w okresie poprzedzającym powstanie, w okresie manifestacji religijno-patriotycznych i tworzenia podziemnego państwa polskiego oraz już w okresie powstańczych walk partyzanckich. To były „Dwie drogi”, że nawiążę do tytułu książki Pawła Jasienicy. Były też jednak podobieństwa i elementy integrujące, przede wszystkim wspólny wróg, bo i Biali i Czerwoni żywili wielką niechęć do Moskala. Gdy na progu wiosny, w końcu lutego 1863 roku, Biali przystąpili do powstania, to przecież dlatego, że jednak cel generalny był wspólny.

W jakim stopniu powstańczy dekret uwłaszczeniowy z 22 stycznia 1863 roku udawało się realnie wprowadzać w życie? I dlaczego car uwłaszczył chłopów dopiero ponad rok później, w marcu 1864 roku. Skąd wybór tego terminu?

Gdy dekret powstańczy, wraz z wezwaniem do walki, został opublikowany, wierzono, że uda się szybko i na trwałe opanować jakiś obszar kraju. Rząd Narodowy miał się objawić w Płocku. Liczono, że administracja powstańcza będzie działać w sposób jawny i ciągły. Jednak tak się nie stało i powstanie przekształciło się w serię ponad dwustu bitew i potyczek rozegranych w ciągu kilkunastu miesięcy. Poszczególne obszary, wsie i miasteczka przechodziły z rąk do rąk, więc tego dekretu nie sposób było wykonać w pełni i konsekwentnie. W literaturze pisze się, że niektórzy dowódcy powstańczy realizowali dekret uwłaszczeniowy gorliwie, a inni mniej. Jednak żaden z nich nie działał, przez czas dłuższy niż kilka dni, w jednym miejscu i nie miał jako partnera jawnej powstańczej administracji, która by to wszystko wykonywała i przydzielała ziemię chłopom, czy – jak się wtedy mówiło – włościanom. Uwłaszczenie carskie przyszło z opóźnieniem między innymi dlatego – jak myślę – że chciano uniknąć kopiowania postanowień Rządu Narodowego. Widzi się ten dekret czasem jako gwóźdź do trumny powstania, bo chłopi mieli by jakoby nie być już zainteresowani udziałem w walce. Nie wytrzymuje to krytyki. Na początku marca 1864 roku powstanie już bowiem de facto upadło, a w istniejących oddziałach, nielicznych i na ogół już tylko się ukrywających, chłopów było całkiem sporo. Od powstania odżegnuje się natomiast ziemiaństwo, bardzo wyczerpane konfiskatami i represjami. Książę Adam Czartoryski kończy swoją misję jako reprezentant dyplomatyczny powstania w zachodniej Europie, widząc brak szans na poparcie ze strony Francji czy Anglii. Uwłaszczenie carskie zmierzało do uznania przez chłopów monarchy rosyjskiego za ich dobroczyńcę i w tamtych warunkach wchodziło w życie bardzo powoli.

Czy chodziło głównie o zadanie moralnego ciosu szlachcie czy wynikało to też z przekonania o nieuchronności takiej przemiany na ówczesnym etapie rozwoju społecznego?

Z pewnością i jedno i drugie. Koła rządzące Rosją uznały, że to szlachta i duchowieństwo są najbardziej winne i godne najbardziej surowej kary, odizolowania ich od wpływu na lud, który przecież nie miał jeszcze nowoczesnej świadomości narodowej. Sytuacja była podobna do tej w zaborze pruskim, gdzie Bismarck powiedział wyraźnie, że z tego ludu „da się zrobić Prusaków”. W Petersburgu uznano, że nawet jeśli z ludu polskiego nie da się od razu zrobić Rosjan, to przynajmniej wiernych i wdzięcznych poddanych cara. Stąd uwłaszczenie w Królestwie Polskim jest bardziej radykalne niż w rdzennym Cesarstwie Rosyjskim. Ziemię nadano wszystkim bezrolnym, nie tylko tym, którzy zgodnie z oczekiwaniem Rządu Narodowego wzięli udział w walce. Rosyjscy komisarze włościańscy wiele sporów rozstrzygali na korzyść chłopów, indemnizacja czyli odszkodowanie dla ziemian było mniejsze niż w innych zaborach. Wyraźna też była akcja nacjonalistycznej publicystyki rosyjskiej z Michaiłem Katkowem na czele. Nie ukrywała ona chęci ugodzenia w polskie elity, którym zarzucano postawę Konradów Wallenrodów. To przypomnienie poematu Mickiewicza w rosyjskiej publicystyce było bardzo symptomatyczne. Z punktu widzenia Petersburga uznano, że mają do czynienia ze zdrajcami. Bowiem duża część Polaków służąca w carskiej armii w randze oficerskiej czy w roli urzędników, jak Romuald Traugutt, Zygmunt Padlewski, Ludwik Narbutt czy Jarosław Dąbrowski, na dźwięk powstańczej trąbki, przeszła na druga stronę. Z tego punktu widzenia, to Polacy są zdrajcami zasługującymi na represje i nieufność.

Jak była wtedy realna sytuacja warstwy chłopskiej?

Bardzo skomplikowana, choć my ją sobie wyobrażamy z perspektywy czasu jako jednolitą, według reguły odwróconej lunety. Byli przecież chłopi-gospodarze, użytkownicy jakichś areałów, którzy mieli je teraz otrzymać na własność, ale byli też bezrolni czy parobkowie, co najmniej kilkanaście procent, którzy mieli otrzymać po trzy morgi ziemi z dóbr narodowych, jeśli wezmą udział w walce. Był też szereg innych kategorii chłopów, w różny sposób uzależnionych od dworu, czynszowników chociażby. W trakcie realizacji była przecież reforma polegająca na oczynszowaniu z urzędu, bez dania chłopom ziemi. Na zachodnich kresach Królestwa Polskiego ponad dziewięćdziesiąt procent chłopów już było oczynszowanych, nie odrabiało pańszczyzny, choć w powiecie hrubieszowskim były odwrotne proporcje. Z uwłaszczeniem powstańczym inaczej było na wsiach położonych blisko większych miast, gdzie stacjonowały silne garnizony rosyjskie, a inaczej w okolicach Puszczy Białowieskiej, gdzie wojsko zapuszczało się niechętnie.

Czy Rząd Narodowy dawał wyraz ocenie procesu uwłaszczenia?

Romuald Traugutt uznał, iż te dekrety są wykonywane zbyt mało gorliwie. Wydał postanowienie grożące nawet śmiercią tym, którzy by się sprzeciwiali rozdawaniu chłopom ziemi, rezygnacji z czynszów i danin. Było już jednak za późno.

Ważnym wątkiem duchowo-artystycznego obrazu Powstania Styczniowego, uwydatnionym szczególnie mocno i gorzko w „Wiernej rzece” Stefana Żeromskiego, jest obraz chłopów masakrujących powstańca czy chłopów obdzierających poległych powstańców czy rannych z odzienia. Czy ten obraz był reprezentatywny czy raczej rzadki?

To kolejne pytanie, na które nie można odpowiedzieć jednoznacznie. Nietrudno wskazać przykłady bierności, przypadki donoszenia do władz carskich na powstańców, czy sceny takie jak u Żeromskiego, obdzierania trupów powstańczych lub rannych na pobojowiskach. Można też jednak pokazać przykłady wstępowania chłopów do oddziałów powstańczych i to u schyłku trwania zrywu. Na Lubelszczyźnie i Kielecczyźnie udział ochotników-chłopów jest znaczący. Pojawili się też pierwsi plebejscy dowódcy. Postawa chłopów zależała w dużej mierze od zachowania wojsk rosyjskich i postawy dworów. Jeśli były w stosunku do chłopów szczególnie brutalne czy nieprzychylne, to zachęcało ich do wstępowania do oddziałów powstańczych. Inna była sytuacja gospodarza, użytkownika ziemi, mającego do wyżywienia liczną rodzinę, a inna młodego parobka, nie mającego nic do stracenia. Ten mógł marzyć choćby o przyodziewku i strawie, które mu przysługiwały w oddziale czy o niewielkim żołdzie, który płacił już pierwszy dyktator Powstania, Marian Langiewicz. Mógł też liczyć na łupy po zabitych Rosjanach, które z nędzarza sprzedającego swoją pracę za parę groszy uczyniły by go właścicielem jakiegoś dobytku. O tym prawie się nie mówi, nie ma tego nawet u Żeromskiego, ale społeczna wyobraźnia wsparta pewnymi pamiętnikami dowódców powstańczych poświadcza, że tak bywało. Bywali jednak i tacy, którzy uchylali się od wojskowego poboru powstańczego, który przeprowadzali dowódcy po wejściu do wsi, odczytaniu dekretu, zrzuceniu carskiego orła i zawieszeniu polskich znaków narodowych. Nie wszyscy powstańcy chłopscy byli ochotnikami i gdy stawali później przed carskimi komisjami śledczymi, to twierdzili, że zostali wcieleni do oddziału powstańczego siłą. Dezercja z oddziałów powstańczych była znaczna.

Powstanie Styczniowe wybuchło 17 lat po słynnej rabacji Jakuba Szeli i rzezi galicyjskiej 1846 roku. Czy w dokumentach władz i w powstańczej publicystyce są jakieś ślady obaw przed powtórzeniem się tamtych zdarzeń?

W 1861 rozpoczęły się niepokoje na wsi w Królestwie na wieść o uwłaszczeniu chłopów w Rosji. Były one pacyfikowane przez wojsko i policję rosyjską, zdarzało się, że wzywane na pomoc przez niektórych ziemian zagrożonych rozruchami. Trzeba jednak powiedzieć, że choć chłopi nie mieli nowoczesnej świadomości narodowej, to jednak mieli poczucie przynależności do tego samego narodu co szlachta, kler czy nauczyciele wiejscy. A Moskal był naprawdę niepopularny, także dlatego, że ściągał wysokie podatki i brał na 25 lat do wojska. Poza tym chłopi byli religijni i Moskal to był dla nich heretyk, człowiek obcy wyznaniowo. Tak więc wdzięczności chłopów za uwłaszczenie w stosunku do Petersburga było niewiele. Kiedy szereg lat po powstaniu, w latach osiemdziesiątych, na Wałach Jasnogórskich w Częstochowie wzniesiono kilkumetrowy pomnik cara Aleksandra II z napisem, że ów monarcha był dobroczyńcą ludu, bo go uwłaszczył, chłopów przybywających w pielgrzymkach na ogół to irytowało.

Obraz okresu przedpowstańczego i powstania, to także sceny wdzierania się wojska i żandarmerii rosyjskiej do kościołów, zamykania ich w rezultacie mszy patriotycznych. To jednak także wizerunek biskupa wrogiego powstaniu i jednemu z dowódców powstańczego oddziału, księdzu Brzósce, zawarty w głosnej swego czasu powieści Marii Jehanne-Wielopolskiej „Kryjaki”. Jak powstanie wyglądało z tego punktu widzenia?

Kościół odzwierciedlał społeczne i polityczne podziały. Zdarzali się biskupi o wyraźnie ugodowej postawie, jak Wincenty Popiel czy Konstanty Łubieński. Zdarzali się tacy jak Zygmunt Feliński, którzy próbowali lawirować między władzą rosyjską a samozwańczą w końcu powstańczą. W niższym duchowieństwie dużo było postaw ewidentnie propowstańczych, niejednokrotnie nawet radykalnie „czerwonych”. Mam na myśli nie tylko kapelanów powstańczych jak Agrypin Konarski, ale także księży dowódców, jak – na Litwie – ksiądz Antoni Mackiewicz, czy – na Podlasiu – ksiądz Brzóska, którzy zapłacili życiem. Wielu wspomagało powstanie na rozmaite sposoby. Z punktu widzenia caratu duchowieństwo katolickie było wrogiem nieprzejednanym. Zesłano do Rosji nawet ugodowych biskupów jak Popiel czy Łubieński. Obca władza dużo zrobiła dla jednolitości postawy duchowieństwa wobec niej.

O Powstaniu Styczniowym pisano często w publicystyce, że było ono początkiem końca Polski szlacheckiej i dało początek narodzinom polskiej inteligencji, wywodzącej się ze szlachty zrujnowanej w wyniku popowstańczych konfiskat majątkowych…

Ten stan rzeczy padł na podatny grunt w postaci rodzących się idei pozytywistycznych, pracy organicznej. Wskazywały one, że można trudzić się dla ojczyzny nie tylko na polu bitwy, ale także w codziennej pracy, nauce i szerzeniu oświaty. Trafiało to zwłaszcza do części młodej generacji i w ogóle do części ziemiaństwa oraz zamożnego mieszczaństwa. Dawało ono pieniądze na różne instytucje, takie jak Muzeum Przemysłu i Rolnictwa w Warszawie czy na rozmaite stowarzyszenia i organizacje oświatowe, mocno skądinąd krępowane przez administrację rosyjską, działającą wtedy w nacjonalistycznym duchu wynarodowienia Polaków. W szeregach inteligencji zachodzą wtedy interesujące procesy. Jej część ląduje od lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych na bruku. Absolwenci rozmaitych szkół nie mogą znaleźć pracy, zasilając szeregi inteligenckiego proletariatu, zarabiającego na życie dorywczymi pracami, choćby korepetycjami i próbującego zaczepić się w sektorze prywatnym. Rodziło to w nich frustrację i nienawiść we stosunku do carskiej władzy, motywowaną nie tylko patriotycznie ale także przez pryzmat osobistej sytuacji ekonomicznej. To właśnie te kręgi dostarczą działaczy i zwolenników dwóch antagonistycznych obozów politycznych, które zaczęły się tworzyć pod koniec lat osiemdziesiątych – socjalistycznemu i narodowo-demokratycznemu, czy jak wtedy mówiono: wszechpolskiemu. Oba te ruchy u swych początków były zarówno antyrosyjskie, jak społecznie radykalne, choć obóz wszechpolski w 1905 roku zaczął zmieniać front. Konserwatywna, nacjonalistyczna, reakcyjna polityka caratu hodowała sobie wrogów w samej Rosji i zaczęła rusyfikować nawet spokojnych Finów, a co dopiero mówić o ziemiach polskich. Doprowadziło to do powstania anarchistycznych partii oporu, dokonujących zamachów na rosyjskich dygnitarzy i konferujących w Paryżu z Organizacją Bojową PPS Piłsudskiego.

Co można uznać za najważniejsze dziedzictwo Powstania Styczniowego?

Z tym wiąże się kwestia moim zdaniem nie dość akcentowana, także podczas obecnych obchodów. Jest nim wizja państwa i społeczeństwa, państwa demokratycznego a społeczeństwa solidarnego, państwa ludzi równych. W tym kontekście uwłaszczenie chłopów było jednym z działań, które miały doprowadzić do państwa, które po części, na krótko, udało się zbudować. Państwo podziemne, „tajemne”, jak wtedy mówiono, Rząd Narodowy, miały charakter republikański, obywatelski. Rzecz jak na owe czasy niezmiernie nowoczesna, w tej Europie środkowo-wschodniej, monarchicznej, konserwatywnej, pełnej przeżytków feudalizmu i z wyraźnie akcentowaną pozycją tradycyjnych elit społecznych. Wszakże spora część tych elit godziła się na tę zmianę. Rozumiano, że na stanowiskach w państwie podziemnym są ludzie mieszczańskiego, plebejskiego pochodzenia, że już minęły czasy, kiedy jedynie śmietanka szlachecka, arystokracja nadawała ton. Te elementy wizji państwa są rozsiane po rozmaitych manifestach, odezwach, wypowiedziach kolejnych ekip Rządu Narodowego, i tych Czerwonych i tych Białych. Skoro zatem słusznie czcimy Konstytucję Trzeciego Maja jako ważną część dziedzictwa, które warto kultywować, skoro uważamy, że była to próba modernizacji ówczesnego ustroju Polski, to dlaczego z podobną konsekwencją nie pokazujemy tej wizji modernizacji w dokumentach Powstania Styczniowego?

Dziękuję za rozmowę.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *