Gra w numerki

Adam Jaśkow

Na całej połaci śnieg, nieoczekiwana zima w środku globalnego ocieplenia. Nie mniej nieoczekiwanie Platforma Obywatelska ocknęła się z letargu, być może przedwcześnie, bo do wiosny jeszcze trochę.

Chce zagrać wysoko: poprzeczkę ustawiła na poziomie 276 (mandatów). Wedle dostępnych sondaży wyborczych jest to znacznie powyżej możliwości PO/KO. Dlatego politycy PO postanowili podeprzeć się innymi ugrupowaniami opozycyjnymi, oferując im współpracę na własnych zasadach oraz wspólną realizację własnych pomysłów. To znaczy pomysłów PO.

Trudno powiedzieć, do kogo tę ofertę skierowano. Nawet publicyści stale wspierający PO nie wydawali się nią zachwyceni, a co dopiero potencjalni koalicjanci, którzy o proponowanej współpracy dowiedzieli się z mediów po tym, jak logo ich organizacji zostało wykorzystane na konferencji PO bez ich wiedzy i zgody. Jak mówił później Włodzimierz Czarzasty, rozmowy między liderami partyjnymi się toczą, ale do ostatecznych ustaleń daleko. To zresztą łatwo odgadnąć. Lewica rozpoczęła zbiórkę podpisów pod projektem ustawy dopuszczającej legalną aborcję do 12 tygodnia. Projekt, który na pewno odpowiada na postulaty pojawiające się na protestach Strajku Kobiet, budzi kontrowersje – również z tego powodu, że raczej nie widać szans na uchwalenie go przez Sejm w tej kadencji. PO proponuje obywatelski (czyli ich) projekt ustawy o likwidacji abonamentu RTV oraz likwidacji TVP Info. Ktoś, kto podsunął ten pomysł Budce i Trzaskowskiemu, ewidentnie pracuje na rzecz PiS‑u. W demokratycznym i praworządnym kraju nie ma oczywiście miejsca na taką telewizję pseudonarodową. Zmiany, i to radykalne, w zarządzaniu telewizją publiczną są niezbędne, co jednak nie oznacza, że zbędna jest telewizja publiczna. Tak przy okazji: za rządów PO Polska jako jedyny z dużych krajów UE nie przystąpiła do porozumienia nadawców publicznych w projekcie EURONEWS, w związku z czym nie powstała polskojęzyczna wersja programu informacyjnego. Zapewne rząd PiS‑u i tak by z tego porozumienia wystąpił, ale PO nie stworzyła mu takiej sposobności.

Pozostałe propozycje programu 276 też nie wyglądają na produkt tytanów intelektu i specjalistów od polityki społecznej. Postulat przeznaczenia 6% PKB na opiekę zdrowotną rząd Morawieckiego zrealizuje zapewne już w tym roku. Kto wie, czy nawet nie zrealizował go w ubiegłym – ze względu na znaczny spadek PKB, a także wzrost rzeczywistych wydatków na ochronę zdrowia, wcześniej nie planowanych. Do wydatków tych władza doliczy przecież stadiony narodowe, tj. oczywiście szpitale na stadionach, a tanie nie są. O tym, że system opieki zdrowotnej wymaga zmian, że brakuje specjalistów, pielęgniarek, diagnostów, że pogłębiają się nierówności w dostępie do gwarantowanych usług medycznych, eksperci mówią od lat i z tym samym skutkiem: nikt ich nie słucha. Takich zmian nie da się załatwić jedną obietnicą, konieczne są międzypartyjne ustalenia z uwzględnieniem opinii specjalistów, a nie prezentacja w PowerPoincie.

Rząd PiS‑u demontuje – z niejaką konsekwencją – kolejne elementy systemu prawno-instytucjonalnego państwa. Formalnie ma jeszcze co najmniej dwa lata do dyspozycji, a jeśli zdecyduje się niebawem na przedterminowe wybory, to nawet więcej. Zamieszanie w partyjnych przystawkach Zjednoczonej Prawicy może sugerować, że taka opcja jest rozważana przez najważniejszego z prezesów. Doszło do tego, że po raz pierwszy od 1989 roku, a może pierwszy raz w życiu, muszę się zgodzić z Antonim Dudkiem w ocenie sytuacji politycznej. W felietonie dla tygodnika „Polityka” prezentację programową 276 Dudek nazywa falstartem i dziwi się, czemu PO nie zaproponowała dyskusji nad nową koncepcją założeń konstytucyjnych, którą można by nazywać Koalicją 307 (od liczby mandatów wymaganej do sejmowej większość konstytucyjnej). Może stało się tak dlatego, że – pisząc kolokwialnie – nikt w PO nie ogarnia tematu. Konieczność przebudowy instytucji politycznych po ewentualnym obaleniu PiS‑u jest dla bardziej rozgarniętych obserwatorów sceny politycznej oczywista od dawna. Sam piszę o tym już od 2016 roku, kiedy stało się dla mnie jasne, jak będą się toczyć sprawy pod tymi rządami. Zaprojektowanie, poddanie społecznej debacie, nowej konstytucji, która umożliwi stworzenie ładu prawnego po PiS-ie, to zadanie na najbliższy, coraz krótszy czas. Do uchwalenia takiego projektu potrzeba właśnie 307 mandatów. A warto pamiętać jeszcze o jednym: urzędujący prezydent, jeśli nie zostanie usunięty przed końcem kadencji, oprócz narzędzia w postaci weta dysponuje wnioskiem do Trybunału (Pani Przyłębskiej) w trybie prewencyjnym. A Trybunał rozpatruje skargi według kolejności ich złożenia i specjalnie się nie spieszy. Wnioski prezydenta Dudy z 2019 roku czekają do dziś na rozpatrzenie. Tak samo jest z wnioskami z 2018 i 2017 roku – wszystkie w trybie prewencyjnym, złożone w Trybunale przed podpisaniem ustawy. W tym tempie wnioski z roku 2023 byłyby rozpatrzone przed końcem 2030 roku. Tak więc Koalicja 276 mogłaby sobie co najwyżej wydawać rozporządzenia do istniejących, uchwalonych przez PiS ustaw.

Żadna koncepcja polityczna oparta wyłącznie na pobieżnych opiniach i przekonaniach nie daje szans na pokonanie PiS‑u, ale jest jedynie pewną drogą do kolejnej porażki. Aby cokolwiek wygrać, trzeba zbudować nową większość wokół nowego programu. Wspomina o tym również Mariusz Janicki w najnowszym numerze „Polityki”: „Dlatego rządzący nadal czują się bezpiecznie. Wiedzą, że na ulicy władzy nie stracą, bo w Polsce nie ma tradycji zajmowania rządowych gmachów, nie ma milionowych demonstracji i już raczej nie będzie. Kaczyński może przegrać tylko w zwykłych, nudnych wyborach, a tu wierzy w swój elektorat oraz w to, że wciąż kontroluje myślenie swoich przeciwników. Co nakłada taką samą odpowiedzialność na partie opozycyjne, jak na ich wyborców”.

Do roboty więc, do rozmów, do dialogu – o naprawie Rzeczypospolitej. Grę w numerki proszę zostawić loteriom Lotto i Eurojackpot, tam są wyższe wygrane.

Poprzedni

Media dla PiS czy obywateli

Następny

Gderanie

Zostaw komentarz