Droga do euro

Lewica nie może wstydliwie chować głowy w piasek, gdy ktoś zapyta o euro w Polsce.

Dziwi mnie słaba reakcja polityków opozycji na apel wystosowany przez Jarosława Kaczyńskiego w sprawie waluty euro w Polsce. „Chodzi o to, żeby wszystkie formacje (…) zagwarantowały, że w Polsce nie będzie wprowadzone euro, zanim Polska nie osiągnie poziomu gospodarczego państw, które leżą na zachód od naszych granic” – mówił prezes PiS. Dodając, że chodzi przede wszystkim o zrównanie się poziomu gospodarczego Polski i Niemiec.
Sprawa jest oczywista. Apel Kaczyńskiego jest pierwszą – tak jasno wyartykułowaną przez prezesa PiS‑u – deklaracją stopniowego wychodzenia Polski z Unii Europejskiej.

Zagrożenie

Jarosław Kaczyński nigdy nie był entuzjastą obecności Polski w Unii Europejskiej. Cofnijmy się do roku 2002. Rząd Leszka Millera był na finiszu negocjacji unijnych. 13 grudnia 2002 roku w Kopenhadze ustalono ostateczne zasady przyjęcia Polski do Wspólnoty. Cztery miesiące później – 16 kwietnia 2003 roku – w Atenach podpisano Traktat akcesyjny.
A Kaczyński? „Wejście Polski do Unii Europejskiej na obecnych warunkach to ryzyko odwrotu od wszystkiego, co było dobre po 1989 roku i zagrożenie dla spraw elementarnych: niepodległości i demokracji” – to jego wypowiedź z okresu, kiedy rząd SLD-PSL dopinał zapisy Traktatu. Po cichu Jarosław Kaczyński liczył, że uda się pozostawić Polskę poza Unią Europejską. Głośno wyartykułował to Roman Giertych – szef Ligi Polskich Rodzin – będącej przeciwnikiem integracji europejskiej. „Mam wrażenie, że Prawo i Sprawiedliwość doszło do wniosku, że w referendum Polacy w większości opowiedzą się przeciwko przystąpieniu Polski do Unii i PiS nie chce znaleźć się w referendum po przegranej stronie” – mówił Giertych na antenie TVP w grudniu 2002 roku.
Gdzie bylibyśmy dzisiaj, gdyby negocjacje akcesyjne prowadziła rządząca w latach 2005-2007 koalicja PiS-LPR-Samoobrona? A telewizja publiczna pod wodzą Kurskiego przez 24 godziny na dobę zohydzała wizję zjednoczonej Europy.

Rok 2060

W ustach polityków wiele jest słów „wytrychów”. Dzięki nim można coś powiedzieć – nie mówiąc nic. Donald Tusk próbował jeszcze określać termin przyjęcia przez Polskę waluty euro. Najpierw miał to być rok 2011. Potem 2012. A później 2015. Dopiero Jacek Rostowski, wicepremier i minister finansów w rządzie PO-PSL, wymyślił uniwersalny „wytrych”. „Do strefy euro Polska wejdzie «w odpowiednim czasie»” – obiecał Rostowski. I tak już pozostało. Gdy zapytamy polityków o polskie euro, slogan Rostowskiego będzie powtarzany wielokrotnie.
W swoim apelu prezes PiS‑u pokusił się jednak o wyznaczenie daty. Warsaw Enterprise Institute opublikował niedawno raport zatytułowany „Bilans Otwarcia”. Przewiduje on, że na dogonienie Niemiec Polska będzie potrzebowała 40 do 45 lat. Czyli według Kaczyńskiego, zamiana złotówek na euro będzie możliwa po 2060 roku. To bardzo wygodne założenie. Bo nawet zaliczany do stosunkowo młodych polityków Robert Biedroń będzie miał wtedy blisko 90 lat.

Głos lewicy

Tematu waluty euro nie unikają politycy lewicy. Choć mimo jasnych deklaracji, w ostatnich latach środowiska lewicowe nie zdołały doprowadzić do szerokiej dyskusji o mapie drogowej prowadzącej Polskę do strefy euro.
„W sytuacji, gdy trwa strukturalny i instytucjonalny kryzys UE, gdy coraz wyraźniej rysuje się scenariusz »Europy dwóch prędkości«, gdy górę bierze nowy nacjonalizm miast nowego pragmatyzmu, wzmocnienie jednego z głównych ogniw procesu, jakim jest projekt wspólnej waluty europejskiej, miałoby fundamentalne znaczenie dla integracji” – pisał Grzegorz Kołodko, wicepremier i minister finansów w rządach SLD.
„Polska powinna niezwłocznie zadeklarować swój zamiar jak najszybszego wejścia do strefy euro. Zdaję sobie sprawę, że to jest proces, który musi potrwać. Jednak taka jednoznaczna deklaracja całkowicie zmieniłaby naszą pozycję w Unii Europejskiej” – to fragment wywiadu Marka Belki, premiera i byłego szefa NBP, dla Dziennika Gazeta Prawna z listopada 2017 roku. „Ludzie, którzy na ekonomii się zupełnie nie znają, powinni unikać wypowiedzi na tematy ekonomiczne o pewnym stopniu komplikacji” – tak skwitował apel Kaczyńskiego Marek Belka parę dni temu.
„Ja chcę, żeby Polska miała euro, bo Europa nie może być Europą dwóch prędkości” – powiedział Włodzimierz Czarzasty, przewodniczący SLD, w „Fakt Opinie” tydzień temu.

Polska sercem

Mówienie „Polska sercem Europy” – to wyłącznie slogan wyborczy nacjonalistów z PiS-u. Za rządów PiS‑u staliśmy się dla Europy marginalnym i częstokroć kłopotliwym sąsiadem. A analogii do części ciała nie wypada mi przywoływać. Unikanie przez polityków prawicy kluczowych tematów dotyczących przyszłości Polski w Unii Europejskiej ten stan marginalizacji będzie pogłębiać.
To fakt: strefa euro nie była w ostatnich latach oazą spokoju. Chociażby ze względu na kłopoty Grecji.
Również przyszłość całej Unii Europejskiej nie jest przesądzona. Być może rosnące w wielu krajach nastroje nacjonalistyczne w połączeniu z populistyczną polityką rządów, doprowadzą do zredukowania znaczenia dzisiejszej Unii. Powróci koncepcja Wspólnoty Węgla i Stali – czyli europejskiej strefy wolnego handlu. Plus ewentualnie ułatwienia na przejściach granicznych między państwami. Tylko tyle miałoby pozostać z wizji Stanów Zjednoczonych Europy? To czarny scenariusz dla państw europejskich, które muszą stawić czoła wyzwaniom światowej globalizacji.
Jeśli jednak Wspólnota Europejska pokona dzisiejsze kłopoty – w co wierzę – dalsza integracja będzie koncentrowała się wokół strefy euro. Ten scenariusz już zaczyna się urzeczywistniać. Szczyt UE z grudnia 2018 roku zaaprobował utworzenie odrębnego budżetu strefy euro. Na początek ma być symbolicznej wielkości, rzędu 50 mld euro na 7 lat. I funkcjonować w ramach wieloletnich ram finansowych całej Unii. Jest prawdopodobnym, że ze środków tego budżetu będą też korzystały państwa należące do systemu ERM II (dawnego „węża walutowego”). Kolejne trzy państwa: Bułgaria, Rumunia i Chorwacja liczą, że jeszcze w tym roku zostaną przyjęte do tej „poczekalni euro”. Wówczas bez wpływu na politykę strefy euro pozostanie jedynie Polska, Węgry i Czechy (oraz Szwecja – ale to zupełnie inna bajka).
A jak w 2060 roku będziemy gotowi na przyjęcie euro… Wówczas może okazać się to już tylko mrzonką. Tak jak dzisiaj chcieli byśmy zostać 52. stanem Ameryki i przejść na dolary. Pamiętajmy, że o zgodzie na przyjęcie kolejnego państwa do strefy euro decydują państwa już należące do tej strefy.

Trzy kroki

Proponuję skupić się na trzech krokach zbliżających Polskę do euro. Pierwszy jest najważniejszy. To odbudowa zaufania Polek i Polaków do wspólnej waluty. Gdy rząd SLD-PSL negocjował przystąpienie Polski do Unii Europejskiej, aż 60 proc. społeczeństwa popierało zamianę złotówek na euro. Później eurosceptycy wrzucili walutę euro do jednego worka wraz z innymi polskimi strachami. Imigrantami. Terrorystami. Gender. Twierdząc, że euro oznaczać musi niekontrolowany wzrost cen i zubożenie społeczeństwa. Co absolutnie nie znajduje potwierdzenia w twardych danych ekonomicznych. Na Słowacji, 3 miesiące po wprowadzeniu waluty euro, wzrost cen wyniósł 0,1 proc. W krajach bałtyckich wahał się w okolicach 1 proc. A obecnie 66 do 86 proc. obywateli tych państw jest zadowolonych z euro.
W Polsce rodzime „strachy” plus sytuacja w niektórych krajach strefy euro zrobiły swoje. Dzisiaj zamianę złotówek na euro popiera zaledwie 1/3 Polaków. Dlatego Sojusz Lewicy Demokratycznej w deklaracji europejskiej zaznaczył, że wprowadzenie waluty euro musi być powiązane z gwarancjami wzrostu płac. Temu między innymi ma służyć dążenie przyszłych europarlamentarzystów lewicy do wprowadzenia europejskiej płacy minimalnej.
Argumentów „za”, dotyczących milionów Polek i Polaków, jest wiele. Ot choćby radykalny spadek kosztów kredytów, również mieszkaniowych. Co do tego, ekonomiści są zgodni.
Drugim krokiem powinno być przystąpienie Polski do Europejskiego Mechanizmu Kursowego (ERM II). Dwuletnie uczestnictwo w ERM II państwa aspirującego do strefy euro jest jednym z czterech podstawowych kryteriów konwergencji, zwanymi też kryteriami z Maastricht. Dwa kryteria: stabilności cen, sytuacji fiskalnej – Polska spełnia. Jest też bliska spełnienia trzeciego – poziomu stóp procentowych. Trzeba pamiętać, że samo uczestnictwo w ERM II nie przesądza o terminie przyjęcia wspólnej waluty. Przykładem jest Dania. Jako jedyne państwo UE (poza Wielką Brytanią), Dania korzysta z klauzuli „opt out”, czyli zgody na bezterminowe pozostawanie poza strefą euro. A jednocześnie od kilku lat korona duńska jest poprzez ERM II powiązana z kursem euro.

Nareszcie

Dopiero po przekonaniu rodaków o słuszności rezygnacji ze złotówek na rzecz euro i odbyciu stażu w ERM II można próbować zrobić krok trzeci. To formalne wystąpienie z wnioskiem do państw Eurolandu oraz dokonanie zmiany polskiej Konstytucji. Zmiany wymaga art. 277, w którym prawo emisji pieniądza musi zostać przekazane z NBP na rzecz Europejskiego Banku Centralnego. Potrzeba głosów 307 posłanek i posłów. Niestety, żaden z sondaży nie daje cienia szansy, by taka większość znalazła się w Sejmie po jesiennych wyborach.
Jeśli opozycja zdoła odsunąć PiS od władzy i stworzyć własny rząd, rozpocznijmy realizację pierwszych dwóch kroków. Jeśli przekonamy większość Polek i Polaków, że euro jest konieczne zarówno dla rozwoju gospodarczego, jak i bezpieczeństwa Polski, w kolejnej kadencji będzie można podjąć starania o zbudowanie większości dla zmiany Konstytucji. To byłaby naprawdę dobra zmiana dla Polski. I jednocześnie zakończenie rozłożonego na lata procesu akcesyjnego do UE.

Nasze miejsce

„Z euro w kieszeni możemy razem z Francją i Niemcami tworzyć trzon decyzyjny w Unii Europejskiej. Tam jest nasze miejsce” – powiedział Marek Belka we wspomnianym wywiadzie dla Dziennika Gazeta Prawna. Te dwa zdania stanowią najlepszą odpowiedź lewicy na apel Kaczyńskiego.

 

Niech się święci 1 Maja!

W imieniu organizatorów – Społecznego Forum Wymiany Myśli w Warszawie
zapraszamy na demonstrację z okazji Święta Pracy.

„W imieniu organizacji tworzących Społeczne Forum Wymiany Myśli (Fundacja „Naprzód”, Fundacja „Stop Wykluczeniu i Degradacji Planety”, Kampania Historia Czerwona, portal strajk) informujemy, iż naszą demonstracją pragniemy połączyć odbywające się tradycyjne zgromadzenia organizowane przez środowiska lewicy oraz zaakcentować przywiązanie do tradycji ruchu robotniczego. Stąd wynika trasa i program naszych obchodów” – piszą Piotr Ciszewski oraz Czesław Kulesza.

„Demonstracja rozpocznie krótki wiec na Rondzie de Gaulle’a, potem przejdziemy ul. Nowy Świat, z której skręcimy w ul. Warecką aby złożyć kwiaty pod kamieniem upamiętniającym przedwojenną siedzibę władz naczelnych PPS i redakcję „Robotnika”. Pochód zakończymy pod kamieniem przypominającym o pierwszej na ziemiach polskich zbrojne demonstracji robotniczej 1904 roku”.
Jeszcze raz serdecznie zapraszamy czytelników Dziennika Trybuna!

Pamięć, nie pusta celebra

„Nie chcemy i nie możemy brać udziału w oficjalnych obchodach, zawłaszczanych przez polityków, w obchodach przeżartych pustą, narodową celebrą, z przedstawicielami głowy państwa i rządu, którego premier potrafi drugą ręką zapalić znicz hitlerowskim kolaborantom z NSZ. Dziś antysemityzm, ksenofobia i nietolerancja panoszą się w przestrzeni publicznej i zyskują poklask rządzących” – oświadczyli organizatorzy nieoficjalnych obchodów rocznicy wybuchu powstania w getcie warszawskim, podkreślając, że owszem, „łączy nas pamięć” – ale dzisiejsi rządzący niekoniecznie pamiętają o wszystkich, o których pamiętać trzeba.

– Chcemy pamiętać historię taką, jaka była – powiedział jeden z organizatorów, Tadek Zinowski z kolektywu Syrena, gdy uczestnicy uroczystości dotarli na ostatni przystanek trasy przemarszu – Umschlagplatz, miejsce, skąd odjeżdżały pociągi do obozów zagłady. Podkreślał: nie może być tak, że prawicowa polityka historyczna wytnie z kolektywnej świadomości tych bohaterów walki z faszyzmem, którzy nie pasują do narodowo-konserwatywnej ideologii. A z historii Żydów zostawi w pamięci ewentualnie tylko tych, którzy, jak Berek Joselewicz, czuli się patriotami polskimi.
Dlatego uczestnicy wydarzenia przypominali: w powstaniu w getcie walczyli też członkowie Bundu i innych organizacji żydowskiej lewicy, utworzony w marcu 1942 r. w getcie Blok Antyfaszystowski był porozumieniem lewicowych syjonistów oraz komunistów. Zabrzmiały pieśni bojowe w jidysz, śpiewane przez chór Wielokulturowego Liceum Humanistycznego, załopotały sztandary: flaga Bundu, antyfaszystowskie Trzy Strzały, flaga czerwona. Był też sztandar kompanii Naftalego Botwina, pod którą żydowscy ochotnicy próbowali powstrzymać faszystów jeszcze w czasie wojny domowej w Hiszpanii.
W „Jednodniówce” wydrukowanej przez Kampanię Historia Czerwona, którą dostałyśmy od Piotra Ciszewskiego, czytamy odezwę Bloku Antyfaszystowskiego z maja 1942 roku. Wzywali w gazecie „Der Ruf”: „Żydzi! Robotnicy żydowscy! Żydowska inteligencjo! Młodzieży żydowska! Zbierzcie Wasze siły i zjednoczcie je w walce! Stańcie razem, ramię przy ramieniu w jednolitym froncie walki z faszyzmem! Tylko zniszczenie potężnej hitlerowskiej machiny wojennej przez antyfaszystowskie armie i przez związane z nimi masy ujarzmionych narodów położy kres naszej niewoli i stworzy warunki dla pełnego społecznego i narodowego wyzwolenia mas żydowskich!”.

Miała tylko jedną porcję trucizny

Patrycja Dołowy to polska fotografka i artystka multimedialna, badaczka, feministka, publicystka. Od lat upomina się o pamięć kobiet, które zginęły w Holokauście. Obok Kopca Anielewicza opowiedziała zebranym o tym, dlaczego Matkom Holokaustu nie powinno się budować zimnych pomników z kamienia i marmuru, przypominających grobowce. Dla nich w zeszłym roku posadzono Drzewo Łez – wierzbę płaczącą, symbolizującą łzy żydowskich matek.
„Nie chcę pomników – wielkich monumentalnych – nie chcę nowej mitologizacji. Chcę właśnie odmitologizowania. Wyciągnięcia tego wszystkiego za ścieków, bruków, ziemi, piwnic, stamtąd, gdzie zostało pochowane. To całe mnóstwo drobnych historii. Całe morze znaków, których nie da się ubrać w m o n u m e n t . To ślady, to urwane zdania, to szepty cichnące po kątach, to kawałki podartych zdjęć, zamazanych imion, to rzeczy, których wielu z nas woli nie widzieć, nie słyszeć, bo tak jest łatwiej. Nie chcę pomników, ale te tysiące drobnych kawałków to w rzeczywistości cząstki pomnika. One muszą znaleźć należne im miejsce” – pisała Dołowy we wprowadzeniu do swojego wcześniejszego projektu – „Widoczki”. To stare zdjęcia kobiet i dzieci, zakopywane w ziemi razem z fragmentami odlewów ciała artystki w szczególnych punktach miasta.
Dołowy poświęciła Matkom Holokaustu swoją książkę – „Wrócę, gdy będziesz spała”. Podczas obchodów wspomniała o kilku z nich. Wszystkie chciały ratować swoje dzieci, ale wybierały różne sposoby. Jedna z kobiet uśpiła swoją córeczkę Bietę luminalem i przekazała w drewnianej skrzynce na drugą stronę getta. Inna podała cyjanek swojemu synowi Jurkowi, żeby nie musiał umierać z rąk faszystowskich oprawców. Małą Hanę uratowała i przygarnęła polska służąca żydowskich rodziców.
Dołowy odnalazła dorosłe dzieci, które przeżyły Zagładę – dziś zrzeszone w Stowarzyszeniu Dzieci Holokaustu – i spisała ich wspomnienia. Jedną z bohaterek jej książki została mieszkanka łódzkiego getta, którą matka próbowała zabić, wyrzucając z okna, bo miała tylko jedną porcję trucizny. Dziewczynka przeżyła, bo zahaczyła spódniczką o latarnię. Inna rozmówczyni Dołowy miała w sumie jedenaście nazwisk. Razem z matką uciekły z Majdanka. Przeżyły, bo obie miały jasne włosy i szare oczy, nie wzbudzały podejrzeń.
Takiego szczęścia nie miała polsko-żydowska poetka należąca do Skamandrytów, Zuzanna Ginczanka. Jej ostatni zachowany wiersz, napisany w więzieniu, przeczytała Maja Komorowska.

„Niech przyjaciele moi siądą przy pucharze
I zapiją mój pogrzeb i własne bogactwo:
Kilimy i makaty, półmiski, lichtarze
(…)
Prześcieradła rozległe, drogocenna pościel
I suknie, jasne suknie pozostaną po mnie.
Nie zostawiłam tutaj żadnego dziedzica,
Niech więc rzeczy żydowskie twoja dłoń wyszpera,
Chominowo, lwowianko, dzielna żono szpicla,
Donosicielko chyża, matko folksdojczera
Tobie, twoim niech służą, bo po cóż by obcym”

– pisała Ginczanka adresując swoje słowa do dozorczyni kamienicy, w której się ukrywała. Zofia Chominowa po wojnie została skazana za wydawanie Żydów. To po jej donosie aresztowano poetkę, dwudziestosześcioletnią dziewczynę. Wtedy jednak przeżyła. Wydano ją po raz kolejny rok później – i rozstrzelano w Krakowie, tuż przed zakończeniem wojny.
– Okradziono nas – powiedziała do zebranych Komorowska. – Okradziono nas wszystkich z jej wierszy, które nigdy nie powstały.

Na ulicy Miłej padł pierwszy strzał

Warszawskie getto nie umierało w milczeniu, posłusznie.

„Żandarm się cofnął z bramy
I zaklął: Naprawdę krwawię,
A tu już szczękały brauningi
Na Niskiej
Na Dzikiej,
Na Pawiej”

– ostatni powstańczy zryw przeżywaliśmy wspólnie słuchając poematu Władysława Szlengla „Kontratak”.

„Słyszysz niemiecki Boże
jak modlą się Żydzi w „dzikich” domach
Trzymając w ręku łom czy żerdź.
Prosimy Cię Boże o walkę krwawą,
Błagamy o gwałtowną śmierć”.

Niepokój

Niektórzy uczestnicy uroczystości nie kryli wzruszenia, gdy czytano wiersze i śpiewano pieśni. Działacze Jewish Socialist Group (JSG; Grupy Socjalistów Żydowskich) z Londynu, którzy przez tydzień zwiedzali w Polsce ocalałe po społeczności żydowskiej pamiątki, a na koniec przyjechali na warszawskie uroczystości, w rozmowie z nami mówili o jeszcze innych uczuciach: radości i niepokoju zarazem.
– To wspaniałe, że jest na tych nieoficjalnych obchodach tylu ludzi, starszych i młodszych, którzy chcą pamiętać o historii, nie chcą, żeby się powtórzyła – mówili nam David Rosenberg i Julia Bard z JSG. – A skoro są właśnie tutaj, to znaczy, że nie utożsamiają się z jednostronną, nacjonalistyczną opowieścią o przeszłości.
To właśnie źródło niepokoju żydowskich socjalistów: nie bez lęku patrzą, jak takie jednostronne opowieści zdobywają poklask i w Wielkiej Brytanii, i na kontynencie europejskich, i w Izraelu. Co sądzą o kierunku, w jakim poszedł Tel Awiw, o wynikach ostatnich wyborów parlamentarnych? Spodziewali się nowego zwycięstwa prawicy, ale i tak przeraża ich fakt, że jeszcze umocni się system, którego nie wahają się nazwać apartheidem. Że oddala się perspektywa pokoju na Bliskim Wschodzie.
– Jako socjalistka nie mogę się pogodzić z tym, że premier Netanjahu aspiruje do wypowiadania się także w moim imieniu, uważa się za reprezentanta całej żydowskiej diaspory – mówi Julia Bard.
David Rosenberg dopowiada: – Szmul Zygielbojm, socjalista, członek Bundu, któremu obcy był jakikolwiek szowinizm, przewracałby się w grobie, gdyby zobaczył, że dziś obok tablicy jego pamięci, w ramach obchodów oficjalnych, zawieszono flagę izraelską.
Przed szowinizmem i powrotem nienawiści ostrzegał w jednym z ostatnich tego dnia przemówień także Michał Goworowski, działacz Studenckiego Komitetu Antyfaszystowskiego. Na Uniwersytecie Warszawskim, gdzie przed wojną nacjonaliści doprowadzili do wprowadzenia getta ławkowego, znowu coraz śmielej podnosi głowę skrajna prawica, mówił. Jeszcze jest czas, by zareagować, zaprotestować. Zanim będzie za późno.

Niech się święci 1 Maja!

W imieniu organizatorów – Społecznego Forum Wymiany Myśli w Warszawie zapraszamy na demonstrację z okazji Święta Pracy.

„W imieniu organizacji tworzących Społeczne Forum Wymiany Myśli (Fundacja „Naprzód”, Fundacja „Stop Wykluczeniu i Degradacji Planety”, Kampania Historia Czerwona, portal strajk) informujemy, iż naszą demonstracją pragniemy połączyć odbywające się tradycyjne zgromadzenia organizowane przez środowiska lewicy oraz zaakcentować przywiązanie do tradycji ruchu robotniczego. Stąd wynika trasa i program naszych obchodów” – piszą Piotr Ciszewski oraz Czesław Kulesza.
„Demonstracja rozpocznie krótki wiec na Rondzie de Gaulle’a, potem przejdziemy ul. Nowy Świat, z której skręcimy w ul. Warecką aby złożyć kwiaty pod kamieniem upamiętniającym przedwojenną siedzibę władz naczelnych PPS i redakcję „Robotnika”. Pochód zakończymy pod kamieniem przypominającym o pierwszej na ziemiach polskich zbrojnej demonstracji robotniczej 1904 roku”.
Jeszcze raz serdecznie zapraszamy czytelników Dziennika Trybuna!

Zbiórka na pomoc prawną

Piotr Szumlewicz i Wojciech Łobodziński wraz z redakcją portalu strajk.eu zostali pozwani o naruszenie dóbr osobistych Przedsiębiorstwa Państwowego „Porty Lotnicze”, którego dyrektorem jest Mariusz Szpikowski. Jego antypracownicze i antyzwiązkowe praktyki zostały ujawnione w wywiadzie Wojciecha Łobodzińskiego przeprowadzonym z Piotrem Szumlewiczem, a opublikowanym na portalu strajk. eu.
PPL domaga się od pozwanych 20 tys. zł kary i pięciokrotnych przeprosin w pięciu największych polskich dziennikach. W ten sposób firma chce zastraszyć krytycznych dziennikarzy i związkowców oraz zniechęcić ich do patrzenia na ręce zarządom państwowych firm. Proces jest więc precedensowy i wyrok w tej sprawie może trwale wpłynąć na kształt polskiego życia publiczne
Dlatego zwracamy się do Państwa o pomoc w zebraniu minimalnej sumy niezbędnej na naszą ochronę prawną w procesie z potężnym molochem kapitałowym, którego stawką jest wolność słowa i przyszłość lewicowego dziennikarstwa oraz postępowego ruchu pracowniczego.
Link do portalu zrzutka.pl:
https://zrzutka.pl/cpc8gj

Głos lewicy

Podatki, głupcze!

Tymoteusz Kochan komentuje zmiany w podatkach, ogłoszone przez minister Teresę Czerwińską:
PiS jest partią neoliberalną i kolejny raz to potwierdza.
Rząd zamiast zwolnić od podatków najuboższych to wprowadza niższy podatek PIT i zwalnia z podatków osoby do 26 roku życia, które zarabiają do 7 tysięcy złotych (a to już jest w ogóle jakiś patologiczny ageizm). Tym samym budżet naszego kraju poniesie wielomiliardowe straty, podobnie jak przy okazji niższego CIT-u dla małych przedsiębiorstw.
W tym samym czasie ten sam rząd twierdzi, że nie ma środków dla nauczycieli, że nie ma środków na szkolnictwo wyższe, ani na służbę zdrowia. Oczywiście, że nie ma bo woli ciąć i zwijać sferę budżetową, obniżać podatki i kategorycznie odmawia inwestycji w sektor publiczny. Wręcz się go brzydzi!
Już z samych tych prezentów dla małych firm i obniżania PIT-u wystarczyłoby na wszystkie podwyżki dla nauczycieli, a jeszcze dużo by zostało. Przy normalnej progresji i zniesieniu liniowego CIT-u starczyłoby też spokojnie na inne sektory i prawdopodobnie ludzie nie musieliby umierać w kolejce do lekarza.
Tyle, że rząd woli wrzucać pieniądze w dziurawy rynek.
I po prostu kocha prywatę.

Integracja potrzebna od zaraz

Różnica między nami fundamentalna jest taka, że PiS opowiada się za osłabieniem UE. Hasło „Europa ojczyzn” to jest właśnie hasło osłabiania Unii, pozbawienia jej części kompetencji i przywracania tych kompetencji państwom narodowym. Koalicja Europejska uważa, że we współczesnym świecie coraz większej konkurencji ze strony nowych mocarstw gospodarczych potrzebna jest silniejsza integracja europejska.
Podam pani przykład. Jeżeli stać na gruncie stanowiska PiS-u o potrzebie przywracania suwerenności państw narodowych, to to oznacza, że UE np. nie powinna prowadzić wspólnej polityki zagranicznej, bo ta jest wręcz taką elementarną częścią suwerenności, wyrazem suwerenności państwa. Ale w interesie Polski leży, żeby UE miała wspólną politykę zagraniczną, np. wobec Rosji. Ale w interesie innych państw członkowskich będzie to, żeby miała wspólną politykę zagraniczną wobec USA, Chin itd. Więc stanowisko PiS-u jest w moim przekonaniu wewnętrznie głęboko nielogiczne, sprzeczne. I pod tym względem różnimy się fundamentalnie.
Włodzimierz Cimoszewicz o tym, jak polepszyć gospodarcze stosunki Polski z resztą Europy, Źródło: sld.org.pl

SLD przypomina:

Na podstawie Traktatu Akcesyjnego podpisanego w Atenach 16 kwietnia 2003 r., Polska oraz 9 innych państw kandydujących, 1 maja 2004 r. weszło w skład Unii Europejskiej.
W imieniu Rzeczpospolitej Traktat podpisali premier Leszek Miller oraz minister spraw zagranicznych Włodzimierz Cimoszewicz.
Przez te 14 lat Polska pozyskała z unijnego budżetu na czysto blisko 110 mld euro, 4-krotnie zwiększyła eksport, powstało ponad 2,5 mln nowych miejsc pracy, wyraźnie wzrosła siła nabywcza Polek i Polaków.
Jeżeli projekt zjednoczonej Europy ma się rozwijać potrzebna jest dalsza integracja. Jednakże prawa człowieka i bezpieczeństwo socjalne musi iść w parze z demokratyzacją procesów decyzyjnych w UE. Przede wszystkim wzrost gospodarczy nie może być celem Unii Europejskiej samym w sobie, rozwój gospodarki musi służyć budowie państwa opiekuńczego.
W nowej kadencji Parlamentu Europejskiego wprowadzimy: równe rozwiązania socjalne dla wszystkich Europejek i Europejczyków, europejską płacę minimalną, takie same prawa pracownicze w całej UE.
Priorytetami będzie również walka o prawa człowieka i równouprawnienie mniejszości.
Źródło: sld.org.pl

SLD ma 20 lat

Z okazji tego jubileuszu odbyło się w Warszawie spotkanie z udziałem kilkuset członków Sojuszu z całego kraju.

Często zapomina się już jak układały się losy tej formacji. W końcu stycznia 1990r. powstała SdRP-Socjaldemokracja Rzeczypospolitej Polskiej. Wzięła ona udział w pierwszych demokratycznych wyborach parlamentarnych w październiku 1991r. Ale nie była osamotniona-stała się bowiem członkiem Sojuszu Lewicy Demokratycznej jako szerokiej koalicji wyborczej, która obejmowała dwie główne siły: SdRP i OPZZ oraz szereg innych struktur politycznych (mniejsze partie, organizacje kobiece, młodzieżowe, branżowe związkowe itd.).Tych części składowych w 1997r. było aż 33.Taki SLD uzyskał w pierwszych wyborach ok. 12 proc. głosów, a w następnych-zdobywając 171 mandatów w Sejmie – był w stanie stworzyć rząd w koalicji SLD z PSL.
W łonie SdRP, którą kierowali kolejno: Aleksander Kwaśniewski, Józef Oleksy i Leszek Miller (sekretarzem generalnym był Krzysztof Janik) stopniowo narastały tendencje integracyjne. Spośród pięciorga ówczesnych wiceprzewodniczących partii wybranych w 1997r. (Marek Borowski-inicjator tej zmiany, Jacek Piechota, Jerzy Szmajdziński, Izabella Sierakowska i piszący te słowa) tylko ostatnia dwójka miała w tej mierze wątpliwości. Zdecydowała większość. W połowie kwietnia 1999r. zarejestrowano nową partię polityczną pod nazwą Sojusz Lewicy Demokratycznej.
O działalności, roli, sukcesach i słabościach tej partii ukażą się zapewne w przyszłości odrębne analizy. W największym skrócie rzec można, iż z jej szeregów wyszli m.in. jedyny dotychczas prezydent RP dwóch kadencji (pierwszy raz desygnowany przez SdRP) i trzech premierów. Uchwalono demokratyczną, do dziś obowiązującą Konstytucję RP, a politycy Sojuszu wprowadzili Polskę do Unii Europejskiej.
Nie doszukując się nadmiernych analogii (niemieckie przysłowie mówi:”wszelkie analogie zawodzą”) warto zauważyć, iż główna siła lewicy przeszła drogę od partii (SdRP) przez koalicję wyborczą (SLD) do scentralizowanej partii (nowy SLD),a teraz Sojusz zdecydował się-w warunkach zagrożenia demokratycznego i sytuacji notorycznego naruszania Konstytucji RP przez PiS-wejść w skład nowej jakościowo, niezwykle szerokiej koalicji wyborczej jaką jest Koalicja Europejska. Ale PARTIA SLD oczywiście pozostaje na scenie politycznej i z pewnością ma jeszcze do odegrania istotną rolę.

Sukces lewicy

Finlandia po raz pierwszy od 2003 r. może mieć premiera-socjaldemokratę: partia o takim właśnie programie wygrała niedzielne wybory parlamentarne. Ale różnice między najpopularniejszymi ugrupowaniami są minimalne.

Lider Partii Socjaldemokratycznej Antti Rinne z triumfem ogłaszał wczoraj: jesteśmy po raz pierwszy od 1999 r. największą partią w Finlandii! Przewaga centrolewicy nad nacjonalistyczną Partią Finów była jednak minimalna: 17,7 proc. do 17,5 proc., co da najprawdopodobniej jeden mandat więcej w parlamencie. To wyniki po zliczeniu 99,5 proc. głosów. Konserwatywno-neoliberalna Koalicja Narodowa zdobyła 17 proc., zaś Partia Centrum, na czele której stoi dotychczasowy premier Juha Sipilä – 13,8 proc.
Na dalszych miejscach znaleźli się fińscy Zieloni, którzy dzięki swoim 8,5 proc. zdobędą 20 mandatów – o pięć więcej, niż mieli – oraz młoda lewica. Sojusz Lewicy, głoszący demokratyczny socjalizm, hasła równościowe i proekologiczne zyskał poparcie 7,1 proc. wyborców i 12 miejsc w parlamencie.
W centrum dyskusji podczas kampanii wyborczej była fińska wersja państwa opiekuńczego, zażarcie atakowana przez prawicę i broniona przez socjaldemokratów. Słabszy wynik Partii Centrum to zresztą odpowiedź obywateli na cięcia wydatków publicznych (m.in. na chwaloną na całym świecie oświatę) wprowadzane przez rząd Sipili. Oburzały one część społeczeństwa tym bardziej, że sam były premier jest milionerem… Nacjonaliści, oprócz tematyki antyimigracyjnej, grali w kampanii również kwestią ochrony środowiska, w tym rozważanego przez poprzedni rząd specjalnego podatku od mięsa: przekonywali, że Finlandia sama nie ocali świata, a planowane zmiany uderzą w wiejskich wyborców – i tam też znajdowali posłuch.
Co dalej z tworzeniem rządu? Przed głosowaniem i socjaldemokraci, i konserwatyści, i centroprawicowcy zapewniali, że nie rozważają nawet rozmów z Partią Finów, ale przy rozkładzie sił, jaki wyłonił się po głosowaniu, zaczynają wycofywać się z tego stanowiska. Antti Rinne powiedział, że będzie miał do nacjonalistów „pewne pytania”, ale to wartości, na które postawili socjaldemokraci, miałyby być spoiwem ewentualnego porozumienia. Partia Finów była nie tak dawno ogniwem koalicji rządzącej – w 2015-2017 r. wchodziła do rządzącego sojuszu prawicy razem z Partią Centrum i Koalicją Narodową. Gest Rinnego może być w tym kontekście „ucieczką do przodu”, próbą wciągnięcia nacjonalistów do kontrolowanej współpracy, zanim lepszą ofertę da im prawica.
W zaistniałej konfiguracji nie można wykluczyć żadnego scenariusza, łącznie z powtórzeniem głosowania. Pewne jest w każdym razie jedno: cięcie wydatków publicznych w wykonaniu konserwatywno-liberalnej prawicy większej grupie wyborców się nie podobało; to partie, które były przeciwko takiej polityce, zyskały. Lewica musi jednak dalej pracować na tym, by znowu przekonać ludzi, że właśnie jej program jest autentyczną alternatywą.

20 lat Sojuszu

15 kwietnia 1999 r. powstał Sojusz Lewicy Demokratycznej, z okazji zbliżającej się rocznicy utworzenia SLD jako partii politycznej, 13 kwietnia w Warszawie odbyło się okolicznościowe spotkanie celebrujące 20-lecie Sojuszu.

W jubileuszu udział wzięło kilkuset działaczy lewicy z całej Polski, obecni byli przewodniczący partii Włodzimierz Czarzasty wraz z sekretarzem generalnym Marcinem Kulaskiem. Spotkanie zaszczycili byli premierzy: Włodzimierz Cimoszewicz i Leszek Miller, który był również pierwszym przewodniczącym SLD; jego następca: Krzysztof Janik; byli marszałkowie Sejmu z rekomendacji Sojuszu: Marek Borowski i Jerzy Wenderlich oraz były marszałek Senatu Longin Pastusiak. W uroczystości uczestniczyły również wdowy po liderach Sojuszu: Maria Oleksy oraz Małgorzata Sekuła-Szmajdzińska. Były prezydent Aleksander Kwaśniewski będący zagranicą oraz były premier Marek Belka prowadzący kampanię w Łodzi, przesłali adresy do zebranych. Uczestników spotkania pozdrowili również Grzegorz Napieralski oraz Wojciech Olejniczak, byli przewodniczący SLD.
Podczas jubileuszu kilkuset działaczy partii zostało wyróżnionych odznaczeniem – „Zasłużony dla SLD”, które jest wyrazem uznania za wybitne osiągnięcia w budowaniu lewicy w Polsce, zarówno na płaszczyźnie działalności politycznej, jak i społecznej.
Podczas konferencji prasowej związanej z 20-leciem SLD Włodzimierz Czarzasty powiedział:
20 lat Sojuszu Lewicy Demokratycznej to wielkie zwycięstwa: Unia Europejska, uchwalenie Konstytucji Rzeczpospolitej, to podpis prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego kiedy Polska wchodziła do NATO. Nasza historia to 4 premierów i prezydent dwóch kadencji. To również kilka błędów, które doprowadziły do tego, że dzisiaj nie jesteśmy w Sejmie. Ale wciąż naszą partię tworzy 24 tysiące osób, które są zrzeszone w 340 organizacjach powiatowych.
To jest również przyszłość, którą w najbliższych wyborach będziemy realizowali w ramach Koalicji Europejskiej. Cały czas myślimy o tym co będzie, ale to historia w codziennej pracy daje nam wielką siłę. Różnie bywało, ale jedno wiem, że jak stali obok siebie wszyscy Ci, którzy tutaj stoją to była siła. Wiemy, że razem możemy więcej! Obecnie prowadzimy taką politykę, że tych, którzy zasługują na to, zostali przez nas skrzywdzeni – tych przepraszamy. Tych, którzy odeszli z innych względów – zapraszamy. Historia jest różna, ale wiem jedną rzecz, polska lewica w wielu sprawach potrzebuje jedności i o nią będą zabiegał.
Jestem naprawdę dumny, że trzech premierów dwa lata temu przyjęło nasze zaproszenie do startu w wyborach do Parlamentu Europejskiego, chociaż jeszcze wtedy nie wiedzieliśmy, że powstanie Koalicja Europejska. Wierzę, że wszyscy trzej oraz inni nasi kandydaci zdobędą mandaty.
Leszek Miller podczas spotkania z dziennikarzami powiedział:
Wielu z nas pamięta ten moment, kiedy 20 lat temu rodził się Sojusz Lewicy Demokratycznej jako partia polityczna, ale SLD istniało wcześniej jako klub parlamentarny, o czym więcej może powiedzieć Włodzimierz Cimoszewicz, który był szefem tego klubu. Rodziliśmy się jako partia polityczna starając się nikogo nie odtrącać, nie dzielić ludzi a łączyć. Mieliśmy w tej kwestii spore kompetencje, zarówno wtedy, jak i później.
Jeżeli dzisiaj słyszymy, że Koalicja Europejska jest dziwnym tworem, gdzie nic do niczego nie pasuje, to chciałem przypomnieć, że taka koalicja obywatelska już kiedyś istniała i miało to miejsce w dniach referendum akcesyjnego. W tamtym czasie powstał wielki ruch obywatelski, którego celem i pragnieniem było wprowadzenie Polski do Unii Europejskiej. Wtedy wiele partii o proeuropejskim charakterze, wiele organizacji społecznych i stowarzyszeń uczyniło wiele, aby ten piękny cel został spełniony. W tamtych dniach 2003 r. 13,5 mln Polek i Polaków, powiedziało „tak” Europie, a Europa nam również powiedziała „tak”. Nasz kontynent połączył wrzeszczcie własną historię z własną geografią. Dzisiaj, kiedy idziemy do wyborów do Parlamentu Europejskiego w szerokiej Koalicji Europejskiej, pamiętajmy, iż kiedyś już podjęliśmy udany eksperyment i jestem przekonany, iż obecnie też osiągniemy sukces. 26 maja będziemy mieli dużo satysfakcji z faktu, iż Koalicja Europejska wprowadzi więcej mandatów, niż nasz największy rywal. Wreszcie po latach supremacji Prawa i Sprawiedliwości, siła nowoczesna, proeuropejska, postępowa i światła wygra wybory w Polsce i pokona siły ciemności oraz wstecznicy.
Nie można rozdzielić historii Rzeczpospolitej po 1989 r., od historii Sojuszu Lewicy Demokratycznej. Te dwie historie się splotły. Ludzie SLD, z którymi miałem i mam zaszczyt pracować, odcisnęli na polskiej rzeczywistości jakże wspaniały stempel swojej obecności. Wszystkie podstawowe reformy, jaki się w Polsce odbywały, miały miejsce przy współudziale lub udziale SLD, a przy wchodzeniu do Unii Europejskiej był to udział decydujący. Mamy wielkie powody do satysfakcji, ale też wielkie powody do smutku. Tak jak w życiu: raz świeci słońce, a raz pada deszcz. Ale z tym bagażem sukcesów i porażek, nowy Sojusz Lewicy Demokratycznej, który się kształtuje na naszych oczach, pójdzie dalej. Jako pierwszy szef SLD, życzę obecnemu szefowi Włodzimierzowi Czarzastemu, żeby odnotował w naszych życiorysach najpiękniejsze karty naszego udziału oraz wkładu w sukces lewicy, który jest jednocześnie sukcesem Polski. Powodzenia drogi Włodzimierzu!
Włodzimierz Cimoszewicz podczas spotkania z dziennikarzami powiedział:
Tuż przed powstaniem SLD, jako partii politycznej, było coś wcześniej. To się zaczęło wiosną 1990 r., jeszcze w Sejmie kontraktowym powstał jego zaczyn – Parlamentarny Klub Lewicy Demokratycznej a ja miałem zaszczyt być jego przewodniczącym. We wdzięcznej pamięci zachowuję ponad 130 koleżanek i kolegów należących do tego klubu, ludzi, którzy zaangażowali swoje najlepsze kwalifikacje i wolę działania na rzecz Rzeczpospolitej. Brali udział w większości decyzji podejmowanych przez Sejm kontraktowy, reformując nasz system polityczny oraz gospodarczy. Bez wybitnych kwalifikacji prawników, ekonomistów, specjalistów od zarządzania, polityki społecznej nie byłoby wielu decyzji podjętych wtedy przez Sejm. Pamiętajmy, iż przygoda z polityką dla wielu z nich skończyła się wraz z końcem kadencji Sejmu kontraktowego, a którą sami skracali, ponieważ byli przekonani, iż Polsce jest to potrzebne. Polsce potrzebne było odbycie pierwszych w pełni demokratycznych wyborów.
W 1991 r. wraz z Aleksandrem Kwaśniewskim stworzyliśmy szeroką koalicję polityczną, o tej nazwie – Sojusz Lewicy Demokratycznej. W tym samym roku zajęliśmy drugie miejsce w wyborach parlamentarnych, a dwa lata później wygraliśmy wybory parlamentarne i utworzyliśmy rząd. To był namacalny dowód skuteczności szerokich porozumień. Uprawiając politykę, należy zdawać sobie sprawę, że społeczeństwa są zróżnicowane. Ludzie mają różne poglądy oraz interesy i ci, którzy mają ambicję rządzenia powinni umieć godzić te poglądy i interesy oraz szukać mądrych kompromisów. Do tego zadania najlepiej nadają się szerokie porozumienia polityczne, które mają największe szanse wyborcze, ponieważ w pełni odzwierciedlają skład i interesy społeczeństwa. Dlatego bardzo się cieszę, że po wielu latach powstaje szeroka koalicja na wybory majowe do Parlamentu Europejskiego i głęboko wierzę, że na jesieni do Sejmu i Senatu Rzeczpospolitej.
Głęboko wierzę, że ciemny okres naszego państwa i narodu zostanie zakończony, że skończymy z Polskę, w której wielu ludzi czuje się fatalnie. Dzisiaj wiele osób emigruje z naszego kraju nie z powodów ekonomicznych, ale nie mogą znieść tego zaduchu i aroganckiej władzy dzielącej społeczeństwo. Nie mogą znieść tych niekompetentnych nepotów, którzy opanowali tysiące stanowisk w Polsce. To towarzystwo należy odsunąć od władzy i pociągnąć do odpowiedzialności za wszystkie naruszenia prawa.
Marek Borowski podczas spotkania z dziennikarzami powiedział:
Moją historię Państwo znają, ale nigdy też nie odszedłem od lewicowej tradycji oraz od tego wszystkiego co łączyło mnie z SLD, ponieważ był to poważny kawałek mojego życia. Bardzo się cieszę z tego zaproszenia, aby wspólnie spotkać się z okazji 20-lecia Sojuszu Lewicy Demokratycznej. Tym bardziej, iż jesteśmy w zupełnie nowych czasach, w nowych warunkach i mierzymy się z nowymi wyzwaniami. Dzisiaj nie jest kwestią tworzenie nowych partii, które będą ze sobą rywalizowały i różniły się szczegółami. Dzisiaj chodzi oto, aby przywrócić Polsce to co jest najważniejsze, i co SLD starał się i przestrzegał przez wiele lat swojego funkcjonowania: demokrację, praworządność, szacunek dla wszystkich ludzi. Tego dzisiaj brakuje. Wielokrotnie jestem pytany, o to co łączy te wszystkie ugrupowania, które stowarzyszyły się w Koalicji Europejskiej, nie jest ważne to czy różnimy się w kwestii podatków, świadczenia pomocy socjalnej, ale czy u władzy wciąż będzie PiS. Należy zmienić ten stan rzeczy, a potem być może się podzielimy i będziemy forsować swoje poglądy, ale to wszystko musi się odbywać w zupełnie innych warunkach.
Przez ostatnie lata pozostawałem poza partiami politycznymi i cały czas czekałem, iż powstanie takie ugrupowanie polityczne, które w kategoriach europejskich nazwalibyśmy centrolewicowym, Koalicja Europejska jest jej zaczątkiem i wszyscy powinniśmy się starać, aby ją utrzymać do wyborów październikowych, a może i później. Aby w Polsce powstała silna europejska centrolewica, już dzisiaj czuję się jej członkiem.
Włodzimierz Czarzasty podczas uroczystości obchodów 20-lecia SLD powiedział:
Nasze spotkanie rozpoczniemy od wspomnienia osób, które od nas odeszły na przestrzeni lat, mówię tu o Józefie Oleksym, byłym premierze i marszałku Sejmu oraz o Jerzym Szmajdzińskim, marszałku Sejmu oraz wielu wielu innych osobach, których dziś nie sposób wymienić. Proszę o minutę ciszy… Dziękuję.
Jestem pełen wiary w przyszłość Sojuszu Lewicy Demokratycznej. Jesteśmy w tej chwili w Koalicji Europejskiej i nie musimy walczyć o tożsamość w ramach tej koalicji. Nasza tożsamość to nasza historia, to jest Okrągły Stół, a więc zupełnie inny sposób rozwiązywania problemów niż ten, który w tej chwili proponuje PiS. Nasza tożsamość to Unia Europejska, to trzech szefów Komisji Konstytucyjnej i Konstytucja. Wreszcie nasza tożsamość to dziś. Dopóki będzie zapotrzebowanie na sześć idei, o których pokrótce powiem, to do tej pory Sojusz Lewicy Demokratycznej będzie funkcjonował.
Po pierwsze, mówienie prawdy o historii i szacunek dla ludzi, którzy byli czynni zawodowo do 1990 r., to niedzielenie naszego społeczeństwa. Należy zauważać wszystkie okresy naszej historii, bez względu na to czy się nazywały PRL, czy też inaczej. Polska jest jedna i nie jej winą jest to, że Leszek Miller i Włodzimierz Cimoszewicz nie siedzieli w Jałcie, bo gdyby tak było, to Polska od początku byłaby w innej strefie wpływów. Pragnę podkreślić, że były ich dwie. Nasza polityka historyczna to jest niegodzenie się na zabieranie godności naszym rodzicom, na zabieranie godności nam wszystkim.
Po drugie, walka o sprawy socjalne. Socjal-demokracja. Często to powtarzam – ponieważ jestem autorem tych słów – damy Wam to co daje Wam PiS w sferze socjalnej i oddamy Wam to co PiS Wam zabrał w sferze emocji, historii, godności, i tego wszystkiego co Polki i Polaków łączy. Socjaldemokracja to jest socjal, o który zawsze będziemy walczyli i wiele jest jeszcze w tej sprawie do zrobienia; ale jest również demokracja. I właśnie to nas bardzo mocno różni od PiS-u.
Po trzecie, państwo świeckie. Państwo świeckie, o które nie wiedzieliśmy, że będziemy musieli tak walczyć, na początku XXI wieku, w Polsce, która jest członkiem Unii Europejskiej. Panoszenie się kleru jest zadziwiające, aroganckie i nieopisane. Państwo świeckie jest gwarancją demokratycznego ustroju.
Po czwarte, Unia Europejska. Unia Europejska, o którą walczymy i chcemy wspierać. Uważamy, że UE powinna być silnym organizmem, ponieważ zdajemy sobie sprawę z tego co Unia nam dała. I jeżeli ktoś uważa, że Unia Europejska jest dla Polski złym produktem to albo jest głupi, albo jest z kierownictwa PiS-u. Nie ma innej możliwości.
Po piąte, Konstytucja. Konstytucja, która min. dzięki SLD, dziś w Polsce obowiązuje. Wszystkie ustawy powinny być zgodne z tą ustawą zasadniczą i nie może być tak, że to Konstytucja jest dostosowywana do innych ustaw. Kto tego nie rozumie łamie prawo.
Po szóste, prawa obywatelskie, kobiet i wszelkiego typu mniejszości. Ludzie mają prawo do tego, aby wierzyć w co chcą; aby kochać się na swój sposób. Tolerancja jest ważną sprawą. Społeczeństwo obywatelskie to prawo do silnych samorządów, walka o wszelkie grupy wykluczone, począwszy od ludzi z niepełnosprawnościami i skończywszy na nauczycielach.
Dopóki te sześć spraw będzie ważnych dla Polski, dopóty Sojusz Lewicy Demokratycznej będzie miał elektorat.
Nie ma innej drogi, jak zapraszanie wszystkich do współpracy. Powołam się na słowa Aleksandra Kwaśniewskiego, jego słowa mi się podobają: „trzeba pamiętać, ale nie być pamiętliwym”. Zawsze było tak, że jak byliśmy razem to zdobywaliśmy władzę. Władzę nie dla siebie, tylko władzę dla tych sześciu spraw, o których mówiłem. Dzięki odpowiedzialności za kraj można realizować nasze marzenia i poglądy, zrealizować to czym się różnimy od prawicy, i nie ma znaczenia czy mówimy o tej mniej lub bardziej liberalnej. Przecież o polityce historycznej, o państwie świeckim nikt nie będzie mówił tak jak polska lewica, jak Sojusz Lewicy Demokratycznej.
Leszek Miller podczas uroczystości obchodów 20-lecia SLD powiedział:
W takich sytuacjach nieoceniony prof. Iwiński mówił: „łatwo mówić, trudno coś powiedzieć”. Cóż można powiedzieć nowego i odkrywczego o historii SLD, która zaczynała się 20 lat temu, a która ma swoje korzenie znacznie wcześniej, w początkach polskiej transformacji. Jest mi tym trudniej, że zaraz po mnie wystąpi Krzysztof Janik, mój sekretarz generalny, który miał nieznośną manierę recenzowania przewodniczącego. I już widzę jak się do tego szykuje.
Proszę koleżanek i kolegów, nic nam nie dano. Wszystko musieliśmy zdobyć ciężką pracą. Nie mieliśmy wielu przyjaciół i od samego początku mówiono, że trzeba zatrzymać SLD, a potem jak się okazało, że nie jest to możliwe to powiedziano, że SLD mniej wolno. Mniej wolno zarówno wtedy, kiedy byliśmy u władzy, jak i wtedy kiedy byliśmy w opozycji. Ci, którzy ukuli te hasło i posługiwali się nim od rana do nocy, twierdzili, iż z racji na nasze pochodzenie jesteśmy zagrożeniem dla polskiej demokracji.
(…)
Krzysztof Janik podczas uroczystości obchodów 20-lecia SLD powiedział:
Kiedy myślimy o tych latach co za nami, to warto pamiętać nie tylko o Unii Europejskiej i Konstytucji, ale SLD i jego poprzedniczka Socjaldemokracja Rzeczpospolitej Polskiej była formacją, która przeprowadziła miliony Polek i Polaków z PRL-u do III Rzeczpospolitej. Miliony naszych rodaków nie znały kapitalizmu i nie rozumiały demokracji, co czasem trwa po dzień dzisiejszy. Ale jak widzieli, że jest taka formacja, że są tacy ludzie jak Kwaśniewski, Miller, Cimoszewicz, Borowski, Szmajdziński, Oleksy i tysiące lokalnych liderów to uwierzyli, że ta przyszłość nie jest tak nieodgadniona i tak okrutna. Naszą wielką zasługą jest to, że wzięliśmy tych ludzi i przeprowadziliśmy ich w to miejsce, w którym są obecnie. Następnie podjęliśmy próbę, żeby pokolenie tych przewodników trochę rozszerzyć i odmłodzić, należy przypomnieć Kasię Piekarską, Michała Tobera, Staszka Janasa – to były te osoby, które się podpisały pod zgłoszeniem nowej partii. Różnie nam z tym wychodziło, ale główną przyczyną tego, że nie jesteśmy w tym samym miejscu co wtedy, jest fakt, iż brakło nam nowego pomysłu na Polskę. Dzisiaj Włodzimierz Czarzasty próbuje kształtować ten pomysł, mówił też o tym Leszek Miller. Dodałbym jedną rzecz, być może jesteśmy ostatnią grupą polityków, w dużej mierze emerytowanych, którzy rozumieją powagę państwa. Polityków, którzy rozumieją, że nie można budować państwa ustawami uchwalanymi przez trzy godziny, które następnie sześć razy należy poprawiać. Nie można budować zdrowego państwa bez władzy ustawodawczej, a jej już nie ma, ponieważ to co jest zgłaszane jako projekty poselskie, to wszyscy wiemy, że powstaje w resortach. Nie można budować państwa bez suwerennego wymiaru sprawiedliwości. I warto, aby do tej listy ideałów, o których mówił Włodzimierz Czarzasty; i tej listy celów politycznych, o których mówił Leszek Miller, dopisać potrzebę restauracji prawdziwego demokratycznego państwa polskiego.
Marcin Kulasek podczas uroczystości obchodów 20-lecia SLD powiedział:
340 struktur powiatowych, 24 tysiące członków – to jesteście Wy wszyscy. Powołaliśmy Koalicję Europejską i w ramach jej struktur mamy najlepsze kandydatki i najlepszych kandydatów, którzy świetnie reprezentują Sojusz Lewicy Demokratycznej. My wszyscy, razem zebraliśmy ponad 130 tysięcy podpisów pod listą Koalicji Europejskiej i pragnę Wam serdecznie za to podziękować, że we wszystkich 13 okręgach listy KE zostały zarejestrowane. 26 maja wystawiamy najlepszych, nasi kandydaci zdobędą mandaty deputowanych do Parlamentu Europejskiego. A na jesieni wracamy do Sejmu, wspólnym wysiłkiem wrócimy do Sejmu, ponieważ lewica jest Polsce potrzebna!

Głos lewicy

Rolnicy vs. nauczyciele

Publicysta Łukasz Moll o zbliżających się nieuchronnie protestach pracowniczych:
Nie czuję, abym miał cokolwiek wspólnego z niesolidarnymi zawistnikami, którzy przy okazji strajku szkolnego pomstują na przywileje nauczycieli, na ich rzekomą zuchwałość, niski poziom i brak prywatnej inicjatywy. Ale co w takim razie powiedzieć o tych, którzy dokładnie w ten sam sposób psioczą na protestujących rolników? Że tak naprawdę to bogacze, że inne grupy mają gorzej, że z jakiej racji te dopłaty, a w ogóle to warchoły, no i poglądy mają nie te, co trzeba.
Skoro działa tu ten sam mechanizm, to jak to się dzieje, że lewica entuzjastycznie wspiera nauczycieli, przemilczając wszystkie zastrzeżenia, jakie można by mieć do narracji wokół strajku i odpuszczając krytykę modelu edukacji, ale w sprawie rolników nie potrafi okazać poparcia, wyolbrzymia za to wszystkie możliwe przywary protestujących i ma tak wiele do powiedzenia o gospodarce rolnej, że widać tu te wszystkie godziny przy Farmville. Jak to się dzieje? Prosta sprawa. Klasizm. Tyle, że takie rozpisanie sympatii będzie sprzyjało rozpadowi solidarności pracowniczej. Jeśli trzeba być po studiach, mieć ładną, kulturalną pracę i znać savoir vivre protestacyjny, żeby sobie zasłużyć na przychylność lewicy, to co to za reprezentacja ludu roboczego?
No więc ja konsekwentnie kibicuję obu protestom, a jakby mi ktoś kazał koniecznie wybierać któremu bardziej, to troszkę bardziej jednak rolnikom.