Pokampanijne refleksje

Każdy wynik wyborczy zasługuje na pogłębioną analizę i refleksję. Przede wszystkim ten, który jest poniżej oczekiwań. Wynik wyborczy Roberta Biedronia jest poniżej oczekiwań członkiń i członków SLD, ludzi lewicy, a na końcu poniżej oczekiwań moich i samego Roberta Biedronia.

Wiele osób uważa, że skoro po wyborach Lewica niezbyt chętnie komentuje wyniki I tury wyborów prezydenckich to znaczy, że niewiele ma do powiedzenia, albo jest ślepa na ich wyniki. Nie jest tak, że nie ma żadnych krytycznych refleksji, po wyborach, po pierwszej turze. Owszem są, i to całkiem sporo, a z czasem na pewno zostaną one pogłębione. Pomimo, że na profesjonalne analizy i opinie jeszcze przyjdzie czas, to o kilku sprawach powiem już teraz.

Po pierwsze: zwłoka

Po pierwsze, zaczęliśmy źle. Zbyt długo zwlekaliśmy zarówno z podjęciem jak i poinformowaniem opinii publicznej o decyzji, kto będzie startował na Prezydenta. Trzeba z tego wyciągać wnioski na przyszłość – np. jeśli Rafał Trzaskowski zostanie Prezydentem RP, to trzeba będzie szybko i sprawnie przeprowadzić proces decyzyjny, co do kandydata Lewicy na Prezydenta Warszawy.

Po drugie, odnoszę też wrażenie, że Lewica parlamentarna, w momencie, kiedy weszła do Sejmu, podświadomie uznała, albo niektórzy z jej przedstawicieli uznali, że właściwie najważniejsze się stało – wróciliśmy do Sejmu. Wyczuwalne było przekonanie, że wybory Prezydenckie są na pewno ważne, ale generalnie rzecz biorąc, wiele osób z nas nie czuło, że są najważniejsze. . Najważniejsze, to wrócić do Sejmu, a to się stało. Myślę, że w głowach wielu z nas było to błędne założenie. Przecież w polityce trzeba potwierdzać swoją wartość przy każdej okazji. Przecież, w polityce każde wybory są ważne, a najważniejsze te, które były ostatnie.

Polaryzacja, sezonowa nowość i Konfederacja

Pojawiła się teza, że wynik wyborczy Roberta Biedronia, ale również Władysława Kosiniaka-Kamysza, jest efektem polaryzacji sceny politycznej. Nie jest to w pełni prawdziwa teza, gdyż w ostatnich wyborach zawsze pojawiały się dwa czynniki: polaryzacji i nowości na scenie politycznej. Polaryzacja PiS-PO i elektorat, który szuka miejsca dla siebie: nowości, niezależności, chce głosować na te osoby, których jeszcze nie było w polityce. To był w pewnej chwili elektorat Palikota, Petru, później Kukiza, a także w początkowej fazie Wiosny.

Jednak, ta analiza nie wyjaśnia wszystkiego, bo przecież był Krzysztof Bosak. Kandydat skrajnej prawicy wybronił swoje 6 %. Czyli on jako kandydat i jego struktury potrafiły „przytrzymać” elektorat, ten, który swego czasu głosował na Konfederację.

Premia za jedność

Pamiętajmy, że gdy startowaliśmy w wyborach parlamentarnych, to realia były takie, że był ogromny głód lewicy. Głód zupełnie różnych, ale jednoznacznie lewicowych haseł. Były więc 3 partie lewicowe i 3 tenorów. To pokazało synergię Lewicy. Wyborca SLD mógł pomyśleć, że nie pasuje mu Biedroń, ale jednak program jest spójny więc zagłosuję na Lewicę. I tak samo wyborca Razem, myślał: mogę nie lubić Czarzastego, ale jednak jest tam Zandberg, który w jego oczach był gwarantem lewicowych społecznie haseł. A w tych wyborach siłą rzeczy był wyłącznie jeden kandydat. To nie do końca przekonało naszych wyborców, tzn. ludzi, którzy w 2019 roku zagłosowali na Lewicę i na lewicową wizję Polski, której gwarantem są właśnie zarówno Biedroń, jak i Zandberg czy Czarzasty.

Dużo osób do mnie dzwoni i pisze przekonując, że Robert w tych wyborach, był nie do końca sobą. A Lewica była nie do końca prawdziwą Lewicą – starała się być fajniejszą wersją Platformy Obywatelskiej – a przecież PO to jest inna partia, inni ludzie, inne wartości. Trzeba to wziąć pod uwagę. Musimy pamiętać, że Lewica, to jest system wartości socjalnych, wolnościowych, związanych z państwem świeckim, prawami kobiet, ale także patriotycznych – związanych z prawdziwą, niezakłamaną historią naszego kraju. Myślę, że chwilami ludzie mogli odnieść wrażenie, że nasz program, program Roberta, nie przedstawiał wszystkich tych wartości, że zapomnieliśmy o tych wartościach, a co za tym idzie nasz przekaz był niewystarczająco lewicowy. Nie podzielam w pełni tego wniosku. Program wyborczy Roberta zawierał w sobie lewicowe postulaty zarówno SLD jak i partii RAZEM i WIOSNA. Aby to sprawdzić, wystarczy wejść na stronę Roberta i jego konferencje z propozycjami wyborczymi. Z pewnością powinniśmy jednak wyciągnąć z tego wnioski, aby w przyszłości lepiej wyważyć akcenty stawiane w kampanii wyborczej, aby nie było wrażenia, że nie interesuje nas gospodarka czy rolnictwo, a jedynie sprawy światopoglądowe.

Ewidentnie chwilą załamania tej kampanii był moment ogłoszenia pandemii, kiedy koronawirus zaczął być postrzegany jako realne zagrożenie. Są sztaby i partie, które poradziły sobie lepiej i były takie, które poradziły sobie gorzej. Na pewno też przeanalizuje kwestie związane z funkcjonowaniem sztabu, aby w przyszłości wystrzec się popełnionych błędów. Niestety w trakcie pandemii kampania Biedronia nie potrafiła dotrzeć do elektoratu z przekonującym przekazem. Brutalnie mówiąc wykorzystać tego momentu, tak jak inne partie by dotrzeć do ludzi. Przypominam, że to był czas kiedy Lewica i jej kandydat miały 12%.

Gdzie poszli nasi wyborcy?

Po pierwsze 1 mln wyborców Lewicy zagłosowało na Rafała Trzaskowskiego. Ja analizuję to w sposób prosty, chociaż, dokonamy w tej sprawie oczywiście głębszej analizy na podstawie zleconych badań. Mianowicie mieliśmy do czynienia ze zjawiskiem, które nazywam syndromem Andrzeja Rozenka, z czasów kiedy startował w wyborach na Prezydenta Warszawy. Andrzej dostał wtedy, jako kandydat do Rady Miasta, z okręgu śródmieście 5000 głosów, natomiast z tego samego okręgu, na niego, jako na kandydata na Prezydenta miasta, zagłosowało jedynie 1300 osób. Czyli wyborca postanowił poprzeć Rozenka do Rady Miasta, ale jednocześnie w wyborach prezydenckich zagłosował na Trzaskowskiego, przerażony wizją prezydenta Jakiego. W tym roku sytuacja się powtórzyła.
Pół miliona naszego elektoratu, poszło do Szymona Hołowni. Czyli do tego, który nigdy nie rządził, który mógł obiecać wszystko, tego który zbierał ten antyestablishmentowy elektorat i mówił „jak przyjdę ja, to wreszcie będzie dobrze”. Z tym elektoratem, oczywiście go w pełni szanując, jest tak, jak z cieniem wiatru, przylatuje, odlatuje. Zmienia zdanie, szuka swojego miejsca i szuka swojego miejsca przy osobach, które w danym momencie najbardziej są dla tego elektoratu wiarygodne. Tak jest z Hołownią. Nie chcę się zajmować jego przyszłością, ale znamy los wszystkich partii, które się na takim antypartyjnym przekonaniu budowały.

Biedroń to nie Ogórek

W jednej kwestii muszę przyznać, że jestem zadziwiony. Zadziwiony głosami porównującymi Roberta Biedronia i Magdalenę Ogórek. Niezależnie od wyników procentowych jest to bardzo mocno krzywdzące i dla Lewicy i dla Roberta. Abstrahując od drogi życiowej i politycznej, Robert jest człowiekiem, który był posłem, jest europosłem, był prezydentem Słupska, od kilkunastu lat był i jest działaczem o prawa mniejszości, w tym osób LGBT. Ma swoją historię. Ma bardzo precyzyjny zarówno życiorys jak i poglądy. Jest człowiekiem Lewicy. Jest człowiekiem bardzo wartościowym. Dlatego bardzo nieuczciwe jest porównywanie tych dwóch postaci. Ale tym, którzy jednak je porównują, powiem taką rzecz: miejcie w sobie trochę refleksji. Za Roberta nie będziemy się wstydzić i się nie wstydzimy, za Roberta nie będziemy nigdy przepraszać. Bo jest człowiekiem takim samym, jeśli chodzi o wartości, o lewicowość jak my. Nie spodziewam się, że Robert zmieni poglądy i zacznie pracować w jednym albo drugim medium.
A za Panią Ogórek przepraszaliśmy i się wstydzimy do dziś. Druga zasadnicza spawa jest taka, że po tej haniebnej bzdurze, którą zrobiliśmy z Magdaleną Ogórek, wypadliśmy z Sejmu. Bo jedną z głównych konsekwencji wystawienia Magdaleny Ogórek było właśnie to, że wypadliśmy z Sejmu. Przypomnę wszystkim tym, którzy bardzo łatwo o tym zapomnieli, że m.in. dzięki Biedroniowi, do tego Sejmu pół roku temu wróciliśmy.

Przepraszam i dziękuję

Kto jest za to wszystko odpowiedzialny? Takie pytanie będą, a w zasadzie już się pojawiają.

Jak ja to widzę? Każdy musi ocenić swoją rolę. Ja jestem za to odpowiedzialny. Dlatego, że jestem politykiem doświadczonym, dlatego że mogłem podejmować inne decyzje. Mogłem zwracać uwagę na to, czego widocznie nie zauważyłem, a jeżeli nie zauważyłem, to jest to wynik mojego braku oceny sytuacji. Nie będę szukał gdziekolwiek indziej odpowiedzialności.

Przy całej analizie dlaczego tak mało osób zagłosowało na Roberta, nie chciałbym zapomnieć o podziękowaniach dla tych, którzy na niego zagłosowali – bardzo Wam dziękujemy jako cała Lewica i mamy nadzieję, że zostaniecie z nami do kolejnych wyborów.

Przepraszamy tych, którzy na nas nie zagłosowali, bo coś zrobiliśmy źle sprawiając, że odwrócili się od nas w tych wyborach. Nie szukam winnych. Uważam, że bardzo dużą część odpowiedzialności powinienem wziąć na siebie – więc to robię, w sposób jasny i precyzyjny.
Na koniec podsumowania kampanii, chciałem tylko dodać, żeby wszyscy hejterzy i niedowiarki włożyli między bajki tezę, że gdyby nie Biedroń, a inna osoba kandydowała, to wynik byłby inny, lepszy. Nie wiem, czy byłoby lepiej czy gorzej. Najważniejsze jest to, że była osoba, która chciała kandydować, która reprezentowała te wszystkie wartości, w które wierzymy na Lewicy i której chcieliśmy pomagać.

Kongres Lewicy

Pytanie jest co dalej. Dalej będzie walka polityczna, normalna walka polityczna. W życiu zanotowałem wiele sukcesów i wiele upadków. Upadki bolą, z sukcesów się cieszyłem. Jesteśmy sumą naszych doświadczeń dlatego mogę o tym mówić ze spokojem. Miałem czas, aby to przemyśleć, i wiem, że Biedroń jest dla nas ważny. Tak samo jak wszyscy liderzy na Lewicy. Biedroń pokazuje system wartości i przesuwa granice dyskursu politycznego w Polsce. Nikt już się w Polsce nie będzie dziwił, że gej był kandydatem na prezydenta. Nikt w Polsce już się nie będzie dziwił, że zostały złożone w trakcie tej kampanii projekty ustaw dotyczące równości małżeńskiej. Nikt już nie będzie się dziwił, że Lewica to nie tylko sprawy socjalne, ale także sprawy związane z systemem wartości, z przestrzeganiem Konstytucji i praworządności. I to mamy dzięki niemu i za to mu dziękuję.

Podkreślę jeszcze raz, Biedroń, Zandberg i Czarzasty są tak samo ważni dla Lewicy. Razem tworzymy jej spójną wizję.

Teraz przyszłość. Na jesieni zwołamy Kongres Lewicy, który pokaże jak wygląda świat i Polska po pandemii. W trakcie pandemii ludzie najmniej zabezpieczeni ekonomicznie najbardziej odczuli jej skutki i my chcemy przeanalizować i pokazać, co zrobić, aby to się nie powtórzyło. Odbędziemy dyskusje na temat lewicowej wizji państwa, które, nie wtrąca się w życie obywateli, ale pomaga im, gdy jest taka potrzeba.

Na jesieni odbędzie się także Kongres zjednoczeniowy SLD i Wiosny. Pandemia z przyczyn formalnych przesunęła nasz kalendarz polityczny. Jest to dla nas niezmiennie istotne, ponieważ wiele nas łączy a przede wszystkim mamy wspólna wizje Polski.

Co dalej z wyborami prezydenckimi?

Nikt nie będzie szantażował ludzi lewicy, co maja z wyborami zrobić i na kogo zagłosować. My sami potrafimy dokonać wyboru i podejmować decyzje. Tak jak zawsze mówiłem, nigdy nie zagłosuję na PiS i Dudę – uważam ich za władzę łamiącą Konstytucję, która powinna zostać postawiona przed Trybunałem Stanu. Rafał Trzaskowski, niestety nie reprezentuje moich poglądów: ani nie będzie dbał o prawa mniejszości, ani nie zliberalizuje ustawy o przerywaniu ciąży, ani nie zrobi porządku z przywilejami kleru, ani nie zadba o najuboższych. Ale zagłosuję na Trzaskowskiego, bo w walce o przyszłość Polski jego wizja daje szansę na normalność. Wierzę, że jego prezydentura przyczyni się do dekonstrukcji złej władzy PiS-u.

Szanuję uwagi krytyczne. Jednocześnie wiem, że w czasach przesileń politycznych z jam wychodzą mali ludzie, którzy są specjalistami od wielkich wizji. Zwykle zapominają o tym, że Lewica jest w Sejmie – bo się z tego nigdy nie cieszyli. I wiem, że po dwóch tygodniach do jam wracają. A my musimy iść do przodu. Aby zakończyć jednak pozytywnym akcentem najnowsze badania poparcia dla partii politycznych pokazują, że nie ma przełożenia między wynikiem Biedronia a poparcie dla Lewicy.

Lewica była, jest i będzie. Jesteśmy i będziemy w Waszych miastach i powiatach. Jesteśmy i będziemy w Sejmie. Będzie reprezentować Wasze wartości. Będziemy bronić Waszych interesów. Dostaliśmy lekcję, ale wyciągniemy z niej wnioski. Mamy twardą skórę. Nie cofniemy się w walce o lepszą Polskę.

Jak kompromitujący jest wynik Biedronia?

Biedroń niewątpliwie miał potencjał, ale poległ z kretesem.

Niecałe 2,5 proc. głosów dla kandydata CAŁEJ lewicy mówi z jednej strony o tym, że kandydatura Roberta Biedronia nie była tak uniwersalnie lewicowa, jak tego oczekiwano, a z drugiej – każe się zastanowić nad kondycją polskiej lewicy. Być może po raz kolejny zgubiła ją wiara w siłę nazwiska, które wystawia? A może znów straciła czujność po tym, jak w październikowych wyborach udało się jej wprowadzić do Sejmu 49 posłów i posłanek? To miał być początek odbudowy jej siły politycznej, a nie powód do tego, by spocząć na laurach.

Robert Biedroń w trakcie kampanii sprawiał wrażenie niezbyt zdeterminowanego, choć jak zwykle był uroczy, zachowywał i wypowiadał się poprawnie, uśmiechał się szeroko i chętnie pozował do selfie ze swymi fanami i fankami.

Po poznaniu wstępnych, szokująco niskich wyników, nieco zawstydzony nieporadnie wyrzucał z siebie nieznaczące frazesy o tym, że czasem się wygrywa a czasem przegrywa, a lewica ma piękne wartości o które warto się bić.

Tylko kto ma się o nie bić? Bo wynik Biedronia wskazuje jasno, że nie udało mu się porwać wyborców i wyborczyń nawet do postawienia krzyżyka przy jego nazwisku. O jakiej walce ideologicznej może więc tu być mowa?
Absolutnym zwycięzcą tej kampanii pozostaje z pewnością Szymon Hołownia, który – jak się wydaje – podebrał sporą część wyborców Biedroniowi. Jest w podobnym wieku, część postulatów prozwierzęcych i proklimatycznych miał bardzo zbliżoną do programu kandydata lewicy, ale nie wzbudzał takich kontrowersji. Deklarował, że utrzyma tzw. kompromis aborcyjny, chciał rozdziału państwa od Kościoła, mówił o reformie ochrony zdrowia i wsparciu dla osób starszych oraz z niepełnosprawnościami.
Być może w kraju, w którym uniwersalnym „wrogiem publicznym”, którym straszy prawica jest wciąż gender oraz „lobby” LGBT, orientacja seksualna kandydata na prezydenta ma jednak większe znaczenie, niż się spodziewano.

Dla Lewicy wynik Hołowni powinien stanowić ostateczny wake up call – bo oto „katol” zaproponował dość lewicowe postulaty i przekonał Waszych wyborców i wyborczynie skuteczniej, niż Wy.

Być może formalne zjednoczenie polskiej lewicy nie rozwiązuje problemu?
Być może nadal Lewica nie słucha społeczeństwa wystarczająco uważnie.
Wydaje się, że można zaryzykować twierdzenie, że sukces Hołowni polega na tym, że jest dość wyraźnym, przekrojowym odbiciem polskiego społeczeństwa – wciąż silnie katolickiego, ale coraz bardziej otwartego na dialog (i co najważniejsze – na słuchanie drugiej strony) i coraz bardziej świadomego klimatycznie, ekologicznie oraz prawno-zwierzęco.

Nie wszystko stracone

Zanim napiszesz na Fejsbuniu, że wszystko przepadło, a Lewica powinna się samorozwiązać, bo oto faszyści już prawie doszli do władzy, pomyśl, lewicowy wyborco – nie jesteś jedynym wkurzonym i rozczarowanym. Sytuacja, która właśnie się wydarzyła nie powinna być dla ciebie zaskoczeniem, a co więcej – nie jest też niczym szczególnie strasznym.

Wynik Roberta Biedronia jest oczywiście beznadziejny. Kampania, początkowo rachityczna, na końcowym etapie zrobiła się całkiem niezła. Ale nawet gdyby Biedroń był tym fajnopolackim Biedroniem sprzed półtora roku, nową nadzieją, a nie politykiem przede wszystkim zmęczonym i z nadszarpniętą reputacją, nawet gdyby jego kampania, pod dowództwem Dziemianowicz-Bąk, przy stałym wsparciu Zandberga przepełniona byłaby prospołecznymi akcentami, przybijaniem piąteczek z górnikami i przemowami w stylu Luthera Kinga, Biedroń i tak by te wybory przerżnął z kretesem.

28 czerwca porażki, mniej lub bardziej dotkliwe, ponieśli wszyscy kandydaci poza dwójką reprezentantów hegemonicznych partii. Czy ktoś jeszcze pamięta, że jeszcze kilka miesięcy temu Władysław Kosiniak-Kamysz, nazwany przez żonę „tygrysem” szykował się do skoku na drugą turę, gdzie, jak wskazywały sondaże, miał rozszarpać Andrzeja Dudę? Wyborcy PSL widzieli w nim lidera, pierwszego od czasów Pawlaka polityka ludowców, który będzie sprawował najwyższe urzędy w państwie. I co zrobili wyborcy PSL? Uznali, że ważniejsze od rozwoju ich partii jest dodanie otuchy facetowi z dużego miasta, który w sondażach był numerem dwa, najsilniejszym nie-Dudą. Mimo oczywistej klęski, nie sądzę by ktokolwiek z PSL domagał się dymisji Kosiniaka-Kamysza, ani histerycznie wzywał do drastycznych zmian. Oni po prostu wiedzieli, że ich kandydat nie miał szans.

Katolicki showman Hołownia, który po kompromitacji Kidawy-Błońskiej ostrzył sobie zęby na drugą turę, również już kilka tygodni temu dał sobie spokój z walką, wiedząc, ze miejsce na podium i dwucyfrowy wynik ma w kieszeni. Dziś mówi, że to dopiero początek jego historii. Nie panikuje też Bosak, który mimo milionów wpompowanych w budowanie wizerunku i sprawnie przeprowadzonej kampanii opartej na nienawiści i teoriach spiskowych, zdołał jedynie powtórzyć wynik Konfederacji z wyborów parlamentarnych. Ale pewnie i on liczył się z takim rozstrzygnięciem.

Błędem jest postrzeganie pierwszej tury wyborów prezydenckich jako plebiscytu sympatii dla formacji politycznych. Tu zadziałały zupełnie inne emocje, niestety – po raz kolejny te same, Głównym determinantem postaw przy urnach był wybór pomiędzy poparciem dla faworyta obozu władzy a jego głównym konkurentem. Trzaskowski wszedł do gry w idealnym momencie – kiedy społeczeństwo dochodziło do siebie po pandemii. Wykorzystał to dobrze – nie zdążył znudzić sobą elektoratu, zbłaźnić się jak Kidawa, wyborcy KO nie musieli się go wstydzić. Rafałowi Trzaskowskiemu jako jedynemu ze kandydatów udało nie tylko skonsolidować elektorat swojej partii (zrobił to też Duda) ale również przekonać do siebie wyborców innych opozycyjnych ugrupowań.

Robert Biedroń wyglądał na wieczorze wyborczym na zdruzgotanego. Niby się jak zwykle uśmiechał, ale miał łzy w oczach. No cóż, emocje rzecz ludzka, ale czy naprawdę spodziewał się innego rezultatu? Czy na więcej liczył jego sztab? Czy wystawienie Biedronia nie było przypadkiem zagraniem na alibi – rzuciliśmy do boju najbardziej rozpoznawalnego, cóż mogliśmy zrobić więcej? Dlaczego tak długo szukano kandydata? Może nikt nie chciał być tym, który poniesie spodziewaną klęskę? Wreszcie – lewicy wyraźnie brakowało kasy na rozniecenie wyborczego ognia. Brakowało nawet bilboardów.

Za szkodliwe i głupie uważam wygłaszanie apokaliptycznych sądów o śmierci lewicy w Polsce. Socjaldemokraci są w Sejmie, przynajmniej kilkoro posłów błyszczy na tle ponurego politycznego bagna. I nic nie wskazuje na to, by miało nastąpić załamanie jej notowań. Skąd więc ta erupcja autoagresji? Wyborcy lewicy, a tym bardziej jej zaangażowani sympatycy to bardzo specyficzna grupa. Tacy już są – idealistycznie uroczy, żyjący marzeniami najbardziej odległymi, ale też najbardziej krytyczni wobec swoich reprezentantów. Ich kandydat miał najlepszy program i merytoryczną kampanię. To jednak nie była potyczka, w której można było skutecznie powalczyć o realizację tych naszych marzeń. Na to jeszcze będziemy musieli poczekać. Mam pewność co do jednego – nie przybliży ich samobiczowanie.

Do ludzi Lewicy!

28 czerwca czekają nas historyczne wybory prezydenckie. Polska zdecyduje, czy zrobimy krok naprzód, czy nadal będziemy stać w miejscu, przedłużając rządy prawicy o kolejne długie lata. Od lat ludzie lewicy zmuszani są przez otoczenie do głosowania na jedną lub drugą odmianę konserwatystów. W pierwszej turze nadchodzących wyborów możemy wreszcie powiedzieć: “dość!”.

Przez 15 lat rządów POPiS-u, prawa pracownicze były konsekwentnie ograniczane. Usługi publiczne jak ochrona zdrowia, mieszkalnictwo, czy transport stopniowo popadały w ruinę. Życie emerytów w ogóle się nie poprawia, a emerytom mundurowym siłą odebrano ich prawa i źródło utrzymania. Państwo funkcjonowało w symbiozie z Kościołem Katolickim. Jest tu bez znaczenia, czy wygra Andrzej Duda, Rafał Trzaskowski, czy jakikolwiek inny prawicowy kandydat ubiegający się o stanowisko prezydenta.

Czas z tym skończyć – kandyduję w wyborach prezydenckich ponieważ wiem, że Polsce niezbędna jest głęboka odnowa. Potrzebujemy świeckiego państwa i poszanowania dla Konstytucji. Musimy skończyć z uśmieciowieniem rynku pracy oraz z odbieraniem godności emerytom, szczególnie mundurowym, którzy poświęcili większość swojego życia służbie Polakom i Polkom. Zadbam o to, jako pierwszy od 15 lat lewicowy Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej!

Prezentuję państwu kluczowe sprawy, które w mojej ocenie muszą być natychmiast załatwione:

Emerytury mundurowe

PiS obniżył emerytury byłym pracownikom służb mundurowych. To skandal gdy ktoś, kto przez wiele lat ciężko pracował dla Ojczyzny, a ta po latach “odwdzięcza” mu się ona pozbawieniem środków do życia. To jest niesprawiedliwe i niekonstytucyjne. Niestety, prawica sprawiedliwość społeczną utożsamia z pracą dla swoich działaczy w Spółkach Skarbu Państwa, a samą Konstytucję traktuje jak nic nie warty papier. Wcześniej rządy Platformy Obywatelskiej i Polskiego Stronnictwa Ludowego również nie zrobiły nic by za ciężką pracę wynagrodzić godną emeryturą.

Nie ma na to mojej zgody. Zrobię wszystko, by za służbę otrzymywano godną emeryturę, a w Polsce zapanowały rządy prawa.

Armia

Rząd spod znaku Antoniego Macierewicza zapomniał, że w armii niezwykle istotne są morale – a te nie mogą być wysokie, gdy oficerowie Wojska Polskiego z ogromnym doświadczeniem, muszą salutować klakierom ministra. To kolejny przykład obdzierania ludzi z godności. Przez takie nieodpowiedzialne i po prostu głupie zachowanie oficjeli z MON, z wojska odeszło wielu świetnych oficerów, także z doświadczeniem z międzynarodowych misji. To ogromna strata dla Polski i dla naszego bezpieczeństwa, bo to przecież kadra oficerska podejmuje decyzje, za które szeregowi żołnierze mogą zapłacić później życiem.

Jako prezydent skończę z zatrudnianiem w Ministerstwie Obrony Narodowej i Polskiej Grupy Zbrojeniowej partyjnych kolesi, którzy nie mają pojęcia o armii. Postawię na świetnie wyposażone Siły Zbrojne zamiast Wojsk Obrony Terytorialnej, które w obecnym kształcie są jedynie zabawką w rękach rządzących.

Rozdział Państwa od Kościoła

Niedopuszczalne jest to, że po tylu latach nadal nie doprowadzono do rozdziału państwa od Kościoła. Państwo nie powinno finansować Kościoła strumieniem pieniędzy podatników. Kościół powinien płacić takie same podatki jak każde inne przedsiębiorstwo, a ksiądz takie same podatki jak fryzjer czy taksówkarz. Rocznie państwo wydaje na tę instytucję ponad 3 miliardy złotych i to nie licząc przekazywanych nieruchomości. Taka kwota pozwoliłaby co roku budować 10 specjalistycznych szpitali. Niestety kolejne rządy prawicy, najpierw PO-PSL, później PiS, nic z tym nie zrobiły.

Musimy z tym w skończyć! Jako prezydent zlikwiduję Fundusz Kościelny, wprowadzę kasy fiskalne dla księży, wyprowadzę religię ze szkół oraz powołam komisję, która zbada i ukaże winnych przestępstwom pedofilli w Kościele.

Mieszkania

Jarosław Kaczyński z Andrzejem Dudą obiecywali młodym ludziom mieszkania – niestety w miejscach, w których miały powstać, wciąż hula wiatr. Poprzednie rządy też nie budowały. Proponowały za to młodym zmianę pracy i wzięcie kredytu, za to pozwalali zarabiać deweloperom. Ja proponuję milion mieszkań na wynajem zbudowanych przez państwo. Skoro w PRL Polska mogła zapewniać swoim obywatelom i obywatelom dach nad głową to niby dlaczego nie może zrobić tego III Rzeczpospolita, z nieporównywalnie większymi zasobami niż wówczas?

***

Drodzy rodacy! Droga Lewico!

Moją naczelną wartością jest Polska. Pragnę aby była domem ludzi wolnych, równych i solidarnych, aby była państwem sprawiedliwości społecznej. Zwracam się do wszystkich, którzy podzielają moje lewicowe poglądy i cenią sobie szacunek dla porządku konstytucyjnego Rzeczypospolitej Polskiej.

Skończmy z tym państwem z dykty! Jako prezydent zwiększę nakłady na służbę zdrowia do 7,2 proc. PKB, przywrócę uprawnienia emerytalne dla mundurowych. Zadbam o wielkie inwestycje, ale nie będą to megalomańskie projekty, z których znany jest PiS. Te inwestycje dadzą miejsca pracy i przyczynią się do podniesienia jakości życia milionów Polaków – mieszkania budowane przez państwowego dewelopera, nowoczesne szpitale w każdym powiecie, czysty i dostępny transport publiczny.

W jesiennych wyborach parlamentarnych zrealizowaliśmy wielkie marzenie milionów ludzi lewicy. Po czterech latach lewica wróciła do Sejmu, a po dwunastu do Senatu. Proszę Państwa, abyśmy ponownie pokazali naszą siłę. Pokażmy, że lewicową wizję Polski popierają miliony. Jednoznacznie odrzućmy wizję Polski PiS-owskiej.

Pierwsza tura wyborów prezydenckich nie zdecyduje o pozbyciu się z Pałacu Prezydenckiego Andrzeja Dudy. 28 czerwca możemy głosować sercem. A nie mamy wątpliwości, że kto jak kto, ale Czytelniczki i Czytelnicy „Trybuny” serce mają po lewej stronie.

Wierzę, że razem damy radę. 28 czerwca pokażmy jedność i odpowiedzmy się za zmianą. Proszę o Wasz głos! O głos na lewicę!

Do czytelników i czytelniczek Trybuny

Naszą naczelną wartością jest Polska, pragniemy, aby była domem ludzi wolnych, równych i solidarnych, aby była państwem sprawiedliwości społecznej. Zwracamy się do wszystkich, którzy podzielają nasze lewicowe poglądy i cenią sobie szacunek dla porządku konstytucyjnego Rzeczypospolitej Polskiej.

Kilka miesięcy temu Lewica wróciła do polskiego parlamentu, stało się tak dzięki wszystkim wyborcom, którzy chcieli zamanifestować swoje lewicowe poglądy i posiadać własną reprezentację w Sejmie. Przez ten czas posłanki i posłowie Lewicy złożyli szereg inicjatyw ustawodawczych: projekt ustawy przywracającej uprawnienia funkcjonariuszom służb mundurowych, projekt ustawy reprywatyzacyjnej, czy projekt ustawy zwiększającej nakłady na służbę zdrowia do 7,2 proc. PKB. Reprezentujemy interesy naszych wyborców i stoimy na straży łączących nas wartości.

Sukces nie jest jednak dany raz na zawsze. W polityce co jakiś czas wielkie obozy polityczne muszą potwierdzać swoją siłę. Dzisiaj przyszedł taki moment. Tak jak na jesieni, również na wiosnę musimy się policzyć. Pokazać, że Lewica to nie margines, ale jeden z najważniejszych nurtów polskiego życia politycznego. Na jesieni pokazaliśmy, że jest nas ponad 2 miliony. Na wiosnę musimy ponownie pokazać naszą siłę.

Dlatego prosimy Was o pełną mobilizację i głos na Roberta Biedronia, jedynego kandydata Lewicy w tych wyborach. 28 czerwca nie tylko będziemy głosować na konkretnego kandydata, ale również manifestować swoje poglądy. Prosimy o Wasz głos, ale również o przekonanie Waszych środowisk, członków Waszych Rodzin do głosowania na Roberta Biedronia. Oczekujecie od nas, abyśmy byli skuteczni w forsowaniu naszych pomysłów, ale musicie pamiętać, że im większe będzie Wasze poparcie dla Lewicy, tym nasz głos będzie donośniejszy i lepiej słyszalny.

Pragniemy emerytury minimalnej na poziomie 1600 złotych, podwyżki płacy minimalnej do 2700 zł oraz likwidacji umów śmieciowych. Walczymy o świeckie państwo i wycofanie religii ze szkół. Naszym celem jest budowa 1 mln mieszkań przez publicznego dewelopera oraz stworzenie 200 tysięcy nowych miejsc w przedszkolach i żłobkach.

Pierwsza tura wyborów prezydenckich nie zdecyduje o pozbyciu się z Pałacu Prezydenckiego Andrzeja Dudy. 28 czerwca możemy głosować sercem. A nie mamy wątpliwości, że kto jak kto, ale Czytelniczki i Czytelnicy „Trybuny” serce mają po lewej stronie.

Roberta Biedronia popiera Sojusz Lewicy Demokratycznej, Razem, Wiosna i Polska Partia Socjalistyczna. Robert Biedroń to nasz człowiek. Przez całe życie po lewej stronie sceny politycznej. Znakomity Prezydent Słupska, aktywny Poseł do Parlamentu Europejskiego, ale przede wszystkim jeden z ojców zjednoczenia Lewicy i powrotu Waszej reprezentacji do polskiego parlamentu.

Ostatnie dni były erupcją prawicowej nienawiści. Przywodzącej myślą najczarniejsze karty historii Polski, zabójstwo prezydenta Narutowicza, przemoc prawicowych bojówek, czy seanse nienawiści, które pamiętamy z lat 90. Historia uczy, że przed prawicowym naporem nie możemy się ciągle cofać. Przeciwnie, trzeba powiedzieć „no pasaran”. Dzisiaj jako jedyny te słowa wypowiada Robert Biedroń. My stoimy obok niego, aby postawić mur prawicowej nienawiści. Stańcie obok nas. 28 czerwca pokażmy, że są nas miliony. A potem rozpocznijmy ofensywę, aby odebrać Polskę z
rąk prawicy.

Równość to równość

Lewica przedstawiła zapowiadane od dawna projekty ustaw o związkach partnerskich i o równości małżeńskiej, by dać symboliczną odpowiedź na nagonkę przeciwko społeczności LGBT, jaką PiS rozkręcił, by podnieść notowania Andrzeja Dudy.

Autorami historycznego projektu ustawy o równości małżeńskiej są działacze i działaczki stowarzyszenia Miłość Nie Wyklucza. Współtworzyły go również inne organizacje zajmujące się od lat obroną praw LGBT, m.in. Kampania Przeciw Homofobii i Stowarzyszenie Lambda. Klub Lewicy złożył projekt w Sejmie już teraz, by zaprotestować przeciwko nagonce na osoby o nieheteroseksualnej orientacji z jednej strony i przeciwko milczeniu innych opozycyjnych kandydatów w wyborach prezydenckich w tej sprawie. Na konferencji prasowej, podczas której prezentowano projekt, Robert Biedroń zwrócił się do swoich kontrkandydatów – Szymona Hołowni i Rafała Trzaskowskiego, by go chociaż teraz poparli, jeśli naprawdę są, jak deklarują, za równością, solidarnością i społeczeństwem obywatelskim.
Gdyby projekt został przyjęty, pary tej samej płci uzyskałyby w Polsce dokładnie te same prawa, jakie dzisiaj mają małżeństwa kobiety i mężczyzny. Chodzi o prawo do wspólnego rozliczenia podatkowego, wspólnotę majątkową, prawo do dziedziczenia, prawo do informacji o małżonku oraz prawo do adopcji dzieci.

– Chcemy Polski, w której wszyscy czują się u siebie. Dlatego opowiadamy się za skuteczną ochroną praw wszystkich obywatelek i obywateli, zwalczaniem wszelkich form dyskryminacji i realizacją zasady równości – tłumaczy sens inicjatywy klub Lewicy.

Równocześnie zaprezentowany został projekt ustawy o związkach partnerskich. Związek taki byłby rejestrowany i zawierany w Urzędzie Stanu Cywilnego, dawałby prawo do posługiwania się jednym wspólnym nazwiskiem, zawarcia wspólnoty majątkowej i do mieszkania partnera/partnerki oraz do przysposobienia jego/jej dzieci. Związki partnerskie mogłyby być zawierane przez pary różnopłciowe lub przez osoby tej samej płci. Jeśli ustawa o równości małżeńskiej jest na polskim gruncie absolutnym novum, to projekty wprowadzenia związków partnerskich już się pojawiały – i przepadały, chociaż w Europie zachodniej takie regulacje dawno przestały kogokolwiek szokować.

– Zarówno ja, jak i Lewica mówimy jasno – jak równość, to równość. Tak jest w całej Unii Europejskiej, pora, aby tak stało się również w Polsce – podsumował Robert Biedroń podczas konferencji prasowej przed Pałacem Prezydenckim.

Związki piętnują patologie

Przeciwko łamaniu praw pracowniczych w spółkach skarbu państwa i antypracowniczym zapisom w kolejnych tarczach antykryzysowych wyszli protestować działacze Związkowej Alternatywy, Inicjatywy Pracowniczej i organizacji lewicy społecznej. Symbolicznie wsparła ich Lewica parlamentarna.

Pod monumentalny gmach Ministerstwa Aktywów Państwowych przybyło około stu protestujących. Ich główne bolączki nakreślił, otwierając zgromadzenie, Piotr Szumlewicz, przewodniczący Związkowej Alternatywy. Przypomniał, że rząd, przedstawiający się jako prospołeczny, uzależnił przyznawanie pomocy przedsiębiorstwom od cięcia pracowniczych wynagrodzeń. W tym zaś segmencie rynku pracy, gdzie w pełni kontroluje sytuację, zapowiada nie stabilizację miejsc pracy i gwarancje dla pracowników, ale zwolnienia. Chodzi o planowane cięcia w administracji państwowej, podwójnie absurdalne, jeśli wziąć pod uwagę fakt, że w sytuacji kryzysowej państwo potrzebuje sprawnie działającego aparatu i doświadczonych urzędników.

Po Szumlewiczu głos zabrała Monika Żelazik, przewodnicząca Związku Zawodowego Personelu Pokładowego i Lotniczego w PLL LOT. Jej organizacja toczy obecnie kolejny spór zbiorowy z zarządem państwowej spółki. Charyzmatyczna działaczka przypomniała, że bez pracowników nie działa żadna gospodarka i czas najwyższy, by ludzie obudzili się i przypomnieli sobie tę prostą prawdę.

Organizujmy się!

O tym, że pracownicy dysponują potężną broni, jaką jest strajk, przypomniała Justyna Samolińska z Inicjatywy Pracowniczej. Wezwała, by organizować się w związkach zawodowych, gdyż wspólne działanie pozwala skuteczniej dochodzić swoich praw. Dowiodło tego np. porozumienie zawarte z kierownictwem swojego zakładu pracy przez komisję IP w zakładzie Avon w Garwolinie, dające pracownikom podstawowe gwarancje na czas kryzysu, o którym pisaliśmy na łamach „Dziennika Trybuna”. .

O działania na zasadzie „jeden za wszystkich, wszyscy za jednego”, zaapelował Piotr Ikonowicz, który przybył na demonstrację razem z grupą aktywistek i aktywistów Ruchu Sprawiedliwości Społecznej. Większość z nich to zwykli ludzie pracy, w tym tacy, którzy na własnej skórze odczuli efekty „antykryzysowych” programów rządu. Przez to, że pracownicy są podzieleni, żaden z pierwszoplanowych polityków nie czuje, że musi się z nimi liczyć. Gdzie są kandydaci na prezydenta, zapytał nieco retorycznie działacz.

Politycy nie dopisali

Jedynie klub Lewicy uznał za stosowne przysłać swoich delegatów na demonstrację. Jako że w tym samym czasie odbywała się konwencja Roberta Biedronia, socjaldemokratów reprezentowali Adrian Zandberg i Maciej Konieczny. Przemówił ten drugi, wyrażając uznanie dla walki związkowców. Przypomniał również, że i parlamentarnej Lewicy udało się, w miarę jej ograniczonego pola manewru, wywalczyć pewne korekty w tarczach antykryzysowych. Jeszcze w maju jej parlamentarzystom udało się wpisać do tarczy limit zarobków i premii zarządów firm, które otrzymają pomoc państwową, by z pieniędzy tych naprawdę ratowano miejsca pracy. Dosłownie na dniach natomiast Lewica skutecznie wprowadziła możliwość samodzielnego występowania o skromne postojowe przez osoby zatrudniane na „śmieciówkach”. Dotąd musieli to robić pracodawcy, a jak pokazała praktyka, niektórzy woleli nie przyznawać się do takich form zatrudnienia.

A może jednak podatki?

Kampania finiszuje kandydaci w drodze, obietnice rzucone w eter… Tyle, że tak naprawdę chodzi o coś innego.

Polacy podzielili się na tych, którzy uważają że polityka coś może jeszcze zmienić oraz na tych, którzy w żadne zmiany nie wierzą. Może dlatego kandydaci i ich sztaby, zwracają uwagę jedynie na tych pierwszych. Stąd kierowanie zachęt do wyborców kontrkandydatów. I tak Trzaskowski kokietuje wyborców Biedronia, a Hołownia wyborców Trzaskowskiego. Duda stara się zachęcić wyborców Bosaka, a przynajmniej sprawić by zagłosowali na niego w drugiej turze. Jednak wydaje się, że mobilizacja elektoratów doszła do ściany.

Wszyscy zachowują się przy tym jakby nie wiedzieli, lub nie chcieli wiedzieć, że w polskim systemie politycznym, wszystkie zmiany zależą od większości sejmowej. Prezydent, może jedynie przedstawiać swoje propozycje, współpracować z większością lub utrudniać je życie. Może też stać na straży konstytucji ale tak naprawdę nawet Aleksandrowi Kwaśniewskiemu nie przychodziło to łatwo a potem to już tak naprawdę nikt się nawet nie starał.

PiS chce utrzymać władzę za wszelką cenę. Dlatego kandydat Duda powie wszystko, wszystko obieca. Co więcej, jakaś część jego obietnic może zostać dotrzymana, o ile Prezes PiS uzna je za istotne.

Podobnie było w 2015 z wielu obietnic Dudy PiS zrealizował niewiele. Wprowadził program 500 + dla drugiego i następnych dzieci a następnie przed wyborami parlamentarnymi, rozszerzył program na każde dziecko. Obniżono też wiek emerytalny. A także zlikwidowano gimnazja i zrezygnowano z nauczania 6-latków.

Duda obiecywał podniesienie podatków dla najlepiej zarabiających. Zamiast tego, poprzez manipulację kwotą wolną od podatku, faktycznie nieco ulżono obywatelom o najniższych dochodach a nieco zwiększono obciążenia najbogatszym.

I w zasadzie tyle jeśli chodzi o realizację jego obietnic. Poprawa działania systemu opieki zdrowotnej została w sferze mrzonek. Nie doszło do likwidacji NFZ. System opieki zdrowotnej upada przez cały okres rządów PiS i jest szansa, że pandemia tylko go dobije. Obiecywanej likwidacji śmieciówek i równych dopłat dla polskich rolników oczywiście nie ma. I raczej nie będzie. Co więcej, pracowników na śmieciówkach przybywa a pandemia tylko ten proces przyspieszy. O frankowiczach też całkiem zapomniano ale oni od początku wydawali się być tylko elementem gry wyborczej. W rezultacie aktualne obietnice Andrzeja Dudy są już mniej konkretne a podstawowa i najważniejsza obietnica to gwarancja, że dalej będzie rządził PiS.

Wydawałoby się, że oczywistą obietnicą jego kontrkandydatów powinno być to, że zrobią wszystko co możliwe, by rządy PiS zakończyć.

W zasadzie tylko Biedroń deklaruje działania by odsunąć PiS od władzy ale trudno będzie mu odrobić straty. Pozostali kandydaci, włącznie z wyrastającym na głównego rywala Dudy, Trzaskowskim deklarują kohabitację z rządem. Realistycznie ale mało ekscytująco.

Porażka Dudy, trudno dziś powiedzieć na ile możliwa, miałaby bardziej symboliczne niż polityczne znaczenie. Utrudniła by oczywiście dalsze rządy PiS, ale przecież wszystko co potrzebne do utrzymania władzy PiS już zdobył.

Może więc warto snuć narrację na temat przyszłości Polski, już po PiS-ie. Nawet jeśli nie zacznie spełniać się od razu, to bez jej opisania nie spełni się nigdy. Przedstawiony przez Lewicę projekt ustawy reprywatyzacyjnej to krok w dobrym kierunku. Ale najważniejsze są podatki. Progresywne z pierwszym, nowym, progiem nie wyższym niż 10 %.

A potem wypowiedzenie konkordatu.

Zbudujmy razem Polskę godności

Robert Biedroń nie przejmuje się wynikami sondaży. Do ostatniego dnia kampanii będzie walczył o prawdziwy wynik – ten w głosowaniu obywateli. Tym bardziej, że ma im do zaoferowania konsekwentny socjaldemokratyczny program.

28 czerwca wyborcy będą dokonywać wyboru między Polską pogardy, budowaną przez prawicę, a Polską godności – powiedział szef sztabu Biedronia Tomasz Trela. Przypomniał, że do materializowania się tej pierwszej, nieprzyjaznej Polski rękę przyłożyła prawica różnych odcieni. I ta, która dziś rządzi, i ta, która jest w opozycji i puszcza oko do lewicowych wyborców. Było to ewidentne nawiązanie do niedawnych deklaracji Rafała Trzaskowskiego: od zawsze związany z liberałami, nagle stwierdził, że chciałby iść na wojnę z umowami śmieciowymi i zachować obecny wiek emerytalny.

W obronie kobiet

O tym, że prawica miała już swój czas i zawiodła nadzieje poważnej części społeczeństwa, mówiła, w imieniu kobiet, druga szefowa drużyny Biedronia w czasie kampanii – Agnieszka Dziemianowicz-Bąk. Przypomniała, że lewica jest jedyną siłą, której zależy na kobietach i ich prawach. Oznajmiła, że Polki mają dość prawicowych polityków, którzy padali na kolana przed biskupami, a następnie kolanem dusili prawa kobiet. Stwierdziła, że czas już najwyższy skończyć z tzw. kompromisem aborcyjnym i dać obywatelkom Polski prawo do decydowania o swoim ciele, tak jak mogą to czynić Słowaczki, Niemki czy Szwedki. Następnie Dziemianowicz-Bąk wskazała kolejny obszar, w którym tylko lewica ma kobietom cokolwiek do zaoferowania – to równość na rynku pracy: takie same wynagrodzenia na analogicznych stanowiskach i godne płace oraz pełnia praw pracowniczych w zawodach, które w polskiej praktyce częściej wybierane są przez kobiety.

Postępowe państwo z zieloną energią

Robert Biedroń jest politykiem konsekwentnym. Hasła i propozycje, które wygłosił na konwencji 20 czerwca są obecne w jego programie oraz w programie Lewicy od dawna. Nie jest to przedwyborcza kiełbasa, która zostanie szybko zapomniana, ani nieprzemyślane, rzucane na szybko koncepty. Pomysł zwiększenia wydatków na opiekę zdrowotną do 7,2 proc. PKB popierają od dawna pracownicy medyczni. O emeryturę minimalną w wysokości 1600 zł Lewica starała się walczyć już na początku tej sejmowej kadencji. Ani PiS, ani PO nie chciały poprzeć pomysłu.

– Chodzi tu przede wszystkim o postępową, otwartą, europejską Polskę. O nowoczesne państwo dobrobytu, o politykę dla ludzi.a nie dla partii. O świeckie państwo. Chodzi o prawa pracownicze i stabilne miejsca pracy, dobre usługi publiczne, szpitale, szkoły i transport. Chodzi o zieloną energię, czyste powietrze i wodę – takimi słowami Biedroń przedstawiał swoją wizję, zaznaczając, że jedynie lewica jest w stanie się pod taką wizją podpisać.

– Rządząca od lat nami prawica nie potrafi jej zbudować i nigdy jej nie zbuduje, bo prawica nigdy nie stworzy dobrego państwa, państwa dla zwykłego człowieka – podsumował. Obiecał, że jeśli zostanie wybrany, to zostanie silnym prezydentem silnego, upodmiotowionego społeczeństwa.

Zmiana!

Akcentował również, że nie jest politykiem „ciepłej wody w kranie”, tylko człowiekiem, którego celem jest zmienianie otaczającej rzeczywistości. Przypomniał, że zadaniem lewicy jest występowanie po stronie tych, których dotyka niesprawiedliwość, których prawa są łamane

– Kiedy płonie świat, spokój jest przywilejem nielicznych, salonowych elit. Ja nie jestem w polityce dla spokoju. Nie świętego spokoju dzisiaj potrzebujemy w polityce. Potrzebujemy realnej zmiany, która sprawi, że ludziom w naszym kraju po prostu będzie się żyło lepiej i będą bardziej szczęśliwi – zadeklarował Biedroń.

Lewica jest alternatywą

Kandydat socjaldemokratów nie szczędził gorzkich słów jednej i drugiej frakcji prawicy, która przez ostatnie 15 lat dzieliła między siebie władzę i wpływy. Wzywał wyborców: nie wybierajcie mniejszego zła zamiast większego, skoro można wybrać dobro, nie musicie ulegać szantażowi stosowanemu przez rywali i ograniczać swojego wyboru do różnych opcji prawicowych.

W tej sprawie sekundował mu przemawiający wcześniej Adrian Zandberg. Zarzucił zarówno PiS, jak i PO, stosowanie moralnego szantażu: straszenie albo wszechpotężnym Kościołem, albo powrotem wyzysku i pracy za 5 zł za godzinę. I dodał, że gdyby był złośliwy, to uznałby, że prawdę mówią… jedni i drudzy.

Bo kto korzystał na rządach prawicy do tej pory? Nie zwykli ludzie, pracownicy, przekonywał eurodeputowany.

– Korzystali tylko partyjni nominaci, ich krewni oraz znajomi w spółkach państwowych i spółkach miejskich. Korzystały też wielkie państwowe czy zagraniczne korporacje zamiast małych i średnich polskich firm. Korzystali oczywiście też biskupi, którzy jedną ręką kryli księży pedofilii, a drugą zagarniali grunty i brali miliony z naszego wspólnego budżetu. To jest hańba i wstyd polskiej prawicy, za które lewica ją rozliczy – obiecał polityk.
Nie mogła nie paść obietnica budowy europejskiego państwa dobrobytu – to wszak niezmiennie cel lewicowej koalicji zawartej przed ostatnimi wyborami parlamentarnymi. I znów nie sposób nie zgodzić się z Zandbergiem, który zaznaczył, że żadna prawica takiej Polski nie zbuduje.
– Nie zbudują nam tego ani prawicowcy oszalali z nienawiści, ani ci przebrani w ładne garnitury, którzy z pięknym akcentem mówią „bonjour” – powiedział Zandberg.

Do wyborów pozostał mniej niż tydzień. Robert Biedroń będzie kontynuował kampanię, spotykając się z wyborcami.

Do ludzi Lewicy!

Przed nami ostatnie metry wyborczego maratonu. Wybory samorządowe, wybory europejskie, wybory parlamentarne. Za tydzień wybory prezydenckie.

W wyborach samorządowych lewica pokazała, że będąc poza parlamentem odgrywa ważną rolę w polityce. W wyborach europejskich wprowadziliśmy silną reprezentację postępowych polityków do Parlamentu Europejskiego. Pokazaliśmy Europie, że Polska to nie tylko zamordyzm PiS i kunktatorstwo PO. W wyborach parlamentarnych zrealizowaliśmy wielkie marzenie milionów ludzi lewicy. Po 4 latach wróciliśmy do Sejmu, po 12 do Senatu. Za tydzień wybory prezydenckie. Proszę Was, abyście raz jeszcze pokazali siłę polskiej lewicy. Pokazali ile milionów Polaków poprze lewicową wizję Polski. I jednocześnie jednoznacznie odrzuca wizję Polski PiS-owskiej.

28 czerwca czekają nas historyczne wybory prezydenckie. Polska zdecyduje, czy zrobimy krok naprzód, czy też będziemy stali w miejscu przedłużając o kolejne długie lata rządy prawicy. Jest tu bez znaczenia, czy wygra Andrzej Duda, Rafał Trzaskowski, czy jakikolwiek inny prawicowy kandydat ubiegający się o stanowisko prezydenta RP. Przez ostatnie lata rządów POPiS-u, prawa pracownicze zostały ograniczone, mundurowym zabrano należne im emerytury, a państwo funkcjonowało w symbiozie z kościołem katolickim. Co gorsza obecne władze zrobiły sobie z Polski folwark – PiS traktuje państwo, jak bankomat, a legitymacja partyjna jest złotą kartą kredytową.

Czas z tym skończyć – kandyduję w wyborach prezydenckich ponieważ wiem, że Polsce niezbędna jest głęboka odnowa. Potrzebujemy świeckiego państwa i poszanowania dla Konstytucji. Musimy skończyć z uśmieciowieniem rynku pracy oraz z odbieraniem godności mundurowym, którzy poświęcili większość swojego życia służbie Polakom i Polkom. Zadbam o to, jako pierwszy od 15 lat lewicowy Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej.

Ostatnie tygodnie kampanii wyborczej spędziłem w trasie wsłuchując się w głos Polek i Polaków. W Opolu spotkałem Pana Stanisława, który powiedział mi, że ledwo wiąże koniec z końcem po tym jak PiS obniżył emerytury byłym pracownikom służb mundurowych.. Przez wiele lat ciężko pracował dla Ojczyzny, a ta po latach “odwdzięczyła” mu się pozbawieniem godności. To jest niesprawiedliwe i niekonstytucyjne – art. 2 Konstytucji mówi, że Rzeczpospolita Polska jest demokratycznym państwem prawnym, urzeczywistniającym zasady sprawiedliwości społecznej. Niestety prawica sprawiedliwość społeczną utożsamia z pracą dla swoich działaczy w spółkach Skarbu Państwa, a samą Konstytucję traktuje jak nic nie warty papier. Nie ma na to mojej zgody, zrobię wszystko, żeby tacy ludzie, jak Pan Stanisław otrzymywali godziwą emeryturę, a w Polsce zapanowały rządy prawa.

W trasie spotkałem również wielu wojskowych, którzy zwracali mi uwagę, że PiS rozbroił Polskę. Rząd spod znaku Antoniego Macierewicza zapomniał, że w armii niezwykle istotne jest morale – a to nie może być wysokie kiedy oficerowie Wojska Polskiego, z ogromnym doświadczeniem, muszą salutować klakierom Ministra Obrony Narodowej. To kolejny przykład obdzierania ludzi z ich godności. Przez takie nieodpowiedzialne i powiedzmy sobie szczerze, głupie zachowanie oficjeli z MON z wojska odeszło wielu świetnych oficerów, również z doświadczeniem z międzynarodowych misji. To ogromna strata dla Polski i dla naszego bezpieczeństwa, bo to przecież kadra oficerska podejmuje decyzje, za które szeregowi żołnierze mogą zapłacić później swoim życiem. Jako prezydent skończę z zatrudnianiem w spółkach należących do Polskiej Grupy Zbrojeniowej partyjnych kolesi, postawię na świetnie wyposażone Siły Zbrojne zamiast Wojsk Obrony Terytorialnej, które w obecnym kształcie są de facto narzędziem w rękach rządzących.

W Szczecinie rozmawiałem z młodym małżeństwem, Anną i Jakubem. Myślą o założeniu rodziny, ale nie stać ich na wzięcie kredytu na całe życie. Jarosław Kaczyński z Andrzejem Dudą obiecywali im oraz innym młodym ludziom mieszkanie z programu Mieszkanie Plus – niestety miejsca, które miały stać się jednym wielkim placem budowy wciąż hula wiatr. Ja proponuję budowę milion mieszkań na wynajem zbudowanych przez państwo. Skoro w PRL Polska mogła zapewniać swoim obywatelom i obywatelom dach nad głową to niby dlaczego nie może zrobić teraz III Rzeczpospolita z nieporównywalnie większymi dochodami niż wówczas? Cieszę się, że młodzi mogą liczyć na program 500 plus, chyba byłem pierwszym politykiem demokratycznej opozycji, który nie krytykował tego świadczenia, bo wiedziałem, że jest bardzo potrzebne. Problem polega na tym, że 500 zł miesięcznie straciło swoją rzeczywistą wartość przez drożyznę zafundowaną nam przez Prawo i Sprawiedliwość. Zadbam o waloryzację 500 plus, młodzi muszą mieć poczucie, że są pod opieką państwa.

Polki i Polacy narzekają na niskie emerytury, słabą jakość służby zdrowia i brak dostępu do tanich mieszkań. Zarówno Prawo i Sprawiedliwość, jak i Platforma Obywatelska miały 15 długich lat, żeby uporać się z tymi problemami – nie zrobili tego, złamali kontrakty, który zawarli z wyborcami. Skończę z państwem z dykty, chce zwiększenia nakładów na służbę zdrowia do 7,2 proc. PKB, przywrócenia uprawnień emerytalnych dla mundurowych i emerytury minimalnej na poziomie 1600 zł. Jako prezydent zadbam o wielkie inwestycje, ale nie będą to megalomańskie projekty, z których znany jest PiS. Te inwestycje dadzą miejsca pracy i przyczynią się do podniesienia jakości życia milionów Polaków – mieszkania budowane przez państwowego dewelopera, nowoczesne szpitale w każdym powiecie, czysty i dostępny transport publiczny – to składa się na mój Plan Odbudowy Polski.

Wierzę, że razem damy radę. 28 czerwca pokażmy jedność i odpowiedzmy się za zmianą. Proszę o Wasz głos! O głos na lewicę!