Biedroń: przełożyć wybory!

Skoro rząd zamyka szkoły i uznaje spowolnienie gospodarcze, w tym utratę miejsc pracy, za nieuchronne, dlaczego upiera się przy utrzymaniu terminu wyborów prezydenckich? – pyta kandydat Lewicy.

Robert Biedroń nie ma wątpliwości: skoro rząd podjął wysiłek walki z epidemią, wprowadził nadzwyczajne ograniczenia w poruszaniu się i zgromadzeniach, powinien również przełożyć termin I tury wyborów prezydenckich. W ocenie kandydata Lewicy nie ma żadnego powodu, by Polacy mieli iść do urn akurat 10 maja, skoro są obawy, że zagrożenie do tego czasu nie minie.

Jedyny kandydat

– Kampania prezydencka jest prowadzona de facto przez jedną osobę – prezydenta Andrzeja Dudę. Tak być nie może. Polki i Polacy nie mogą stać się ofiarami determinacji prezesa, aby za wszelką cenę wnieść do życia publicznego nie urny wyborcze, ale całkiem inne urny, aby prezes Jarosław Kaczyński mógł przeprowadzić wybory 10 maja, a które się nie powinny odbyć. W tej sprawie – w sposób ostry – będziemy się domagali jak najszybszych decyzji, aby Polki i Polacy czuli się po prostu bezpiecznie i nie byli narażeni na zarażenie koronawirusem – obiecał Biedroń w wystąpieniu pokazywanym na Facebooku.

Z kandydatem Lewicy w sprawie terminu głosowania zgadza się 73 proc. Polaków – to wynik sondażu w sprawie terminu wyborów, jaki w ubiegłym tygodniu zamówiła i opublikowała „Gazeta Wyborcza”.

Elektorat PiS pójdzie do urn

To samo badanie opinii publicznej pokazało, że jest jednak grupa wyborców, której epidemia niestraszna. Przynajmniej poważna część elektoratu prawicowego zamierza udać się do lokali wyborczych. Sondaż pokazał, że 10 maja Duda wygrałby, zgarniając ok. 2/3 głosów. 10 proc. wyborców poparłoby Małgorzatę Kidawę-Błońską. Inni kandydaci dostaliby jeszcze mniej, ok. 4-6 proc. wskazań.

Praktycznie nierealny stał się scenariusz rozważany niedawno na łamach mediów liberalnych: rezygnacja wszystkich opozycyjnych kandydatów, by elekcja stała się niekonstytucyjna. Do wyścigu prezydenckiego „dołączyli” ostatnio prawicowi politycy z trzeciego szeregu, m.in. Marek Jakubiak. Twierdzą, że udało im się zebrać wymagane 100 tys. podpisów. Nie po to się pojawili, by teraz zrezygnować.

5 postulatów Lewicy na kryzys

Ratować nie banki, a firmy, które teraz tracą przychód, i ich pracowników, którzy zostają bez źródła utrzymania – wzywa Lewica. I podkreśla: wolny rynek wszystkiego nie ureguluje!

Sejmowy klub Lewicy nie ma wątpliwości: rządowa Tarcza Antykryzysowa nosi swoją nazwę mocno na wyrost. To ręka wyciągnięta głównie do banków – one właśnie otrzymają największą część wydzielonej w ramach pakietu kwoty 212 mld złotych, a także zachowają prawo do wpływania na inne składniki Tarczy. Wszak to dobra wola bankowców ma ma decydować o tym, czy i na jak długo zostaną zawieszone spłaty kredytów. Odrębną kwestią jest, czy 212 mld nie jest kwotą zupełnie wirtualną, rzuconą dla retorycznego efektu.

Włodzimierz Czarzasty i Robert Biedroń zaproponowali swoje rozwiązania na kryzys. Jak podkreślają, mają one pomóc i pracownikom, i przedsiębiorcom.

Kredyty i rachunki – zawiesić!

To nie banki powinny decydować o możliwości odroczenia spłat kredytów – podkreślają politycy Lewicy. Chcą, by spłaty zawiesić na okres sześciu miesięcy ustawowo. Przez ten sam okres państwo miałoby pokrywać przedsiębiorcom koszty leasingu, czynszów czy rachunków za media.
– Nie możemy pozwolić upaść polskim firmom, dlatego musimy być przygotowani do umorzenia – a nie odroczenia, jak proponuje rząd – niektórym podmiotom PIT, CIT, VAT oraz ZUS – to kolejny postulat Lewicy. Włodzimierz Czarzasty wytłumaczył, że dla całej grupy branż przesunięcie płatności VAT i składek na ZUS nie stanowi żadnej realnej pomocy, gdyż w czasie epidemii po prostu nie mają klientów i odbiorców.
– Mówimy o branży turystycznej, hotelarskiej, restauracyjnej, transportowej, eventowej, wszystkich tych sklepach, które nie sprzedają żywności. Te firmy od tygodnia lub dwóch nie sprzedają swoich produktów lub usług, w ogóle nie sprzedają. Nie mają ani grosza przychodu – mówił Czarzasty.

Pensja od państwa

Socjaldemokraci oczekują, że przedsiębiorcy w zamian za koło ratunkowe zachowają miejsca pracy. Państwo miałoby pokryć koszty wynagrodzeń nie niższych niż płaca minimalna, ale wtedy, gdy pracodawca nikogo nie wyrzuci. Co istotne, miałoby to dotyczyć wszystkich typów umów. Wszak w najgorszej sytuacji w czasie kryzysu znalazł się ponad milion ludzi świadczących pracę na podstawie tzw. umów śmieciowych.
Włodzimierz Czarzasty zauważył, że premier Morawiecki nie czuje realiów prowadzenia w Polsce małego biznesu.

– Czasem mam takie wrażenie, że premier Mateusz Morawiecki jest dobrym prezesem banku, ale gdyby miałby do poprowadzenia kiosk ruchu, to miałby z tym realny problem. On nie czuje biznesu, nie rozumie procesów, nie wie co to znaczy zarobić, aby utrzymać swoich pracowników, zapłacić za towar, który trzeba sprzedać lub odzyskać należności – skomentował.

Potrzeba nowych pomysłów

Piąty postulat Lewicy to powołanie instytucji antyspekulacyjnej, by powstrzymać próby zawyżania cen i robienia biznesu na kryzysie. Politycy wezwali wreszcie, by w czasach nadzwyczajnych szukać nowych rozwiązań i nie bać się wychodzić poza dotychczasowe schematy.

– Tak postępuje Wielka Brytania, tak postępują Stany Zjednoczone, Węgry i wiele innych krajów na świecie. Obawiamy się, że Tarcza Antykryzysowa może się okazać najwyżej pokrywką od garnka. Trochę nas ochroni, ale to o wiele za mało – zauważył Robert Biedroń. Podkreślił, że w czasach kryzysowych ludzie instynktownie zwracają się po pomoc do instytucji państwowych, pewniejszych niż wolny rynek. A sprawne i opiekuńcze państwo to przecież fundament programu Lewicy.

Trzymać Lewicę za słowo

W poprzednim numerze wydrukowaliśmy list otwarty podpisany przez Roberta Biedronia, Włodzimierza Czarzastego, Adriana Zandberga i Krzysztofa Gawkowskiego. Adresatem byli Polacy. Politycy Lewicy napisali między innymi: „Chcemy zapewnić Państwa, że – jak zawsze – możecie liczyć na Lewicę. Jeśli napotkają Państwo problemy związane z epidemią i kwarantanną, jeśli potrzebują Państwo pomocy, na przykład w kontakcie z instytucjami, to mogą Państwo zgłosić się do nas po pomoc. Prosimy o kontaktowanie się z posłankami i posłami Lewicy z Państwa okręgów – za pomocą mediów społecznościowych lub telefonicznie. Postaramy się pomóc każdemu, jeśli tylko będziemy w stanie”.

Trzymając polityków za słowo, poniżej zamieszczamy adresy biur poselskich reprezentantów Lewicy, ich nazwiska oraz telefony i adresy e-mailowe. Gdyby zatem komuś z naszych Czytelników była potrzebna pomoc, to niech z tej bazy danych śmiało korzysta.
A chyba trzeba, bo na państwo PiS nie ma co liczyć. Kilkadziesiąt tysięcy osób pod karą 30 tys zł musi 2 tygodnie siedzieć na kwarantannie. Państwa nie stać na to, żeby większość z nich mogła być wolna po 2-3 dniach. Wystarczyłoby przecież zrobić im testy. Kilkuset kontrolujących te osoby policjantów mogłoby zająć się tym, czym powinno. Ale na to nikt w pisowskim rządzie nie wpadł, więc ZUS niepotrzebnie płaci za kwarantanny 3 razy tyle ile powinien.
Rząd w tym czasie wymyśla 212 miliardów złotych z kosmosu i na dodatek bezwstydnie prezentuje to jako program opatrznościowy. Nie pomyśleli, że ludzie umieją czytać i widzą, że upadające małe firmy, co najwyżej mogą się zadłużyć, a większe powinny dać się przejąć przez państwo, dostarczając nowych synekur dla pisowskich aparatczyków. Ludzie widzą, że dla milionów pracowników, którzy stracili lub tracą robotę, jest po ok. 1400 zł miesięcznie, zaś dla kilkunastu banków szykuje się jedną trzecią z owych 212 miliardów. Oraz mnóstwo z 74 miliardów, które mają służyć jako bankowa gwarancja państwa dla banków, które pożyczać będą dużym firmom pieniądze, na niekontrolowanych przez nikogo warunkach.
W takim kraju zostaje tylko liczyć na siebie. I oby na polityków Lewicy.
Rafał Adamczyk
Pl. Kolei Warszawsko-Wiedeńskiej 3, 42-500 Będzin,
tel. 797 279 336,
bp.rafal.adamczyk@gmail.com
Romuald Ajchler
Dąbrowa 2, 64-510 Wronki,
tel. (67) 254 72 13,
biuro.romualdajchler@gmail.com
Magdalena Biejat
ul. Nowy Świat 27 lok. 1,
00-029 Warszawa, tel. 536 031 355,
magdalena.biejat@sejm.pl
Wiesław Buż
ul. ks. J. Jałowego 31,
35-010 Rzeszów, tel. 602-442-919,
wieslaw.buz@sejm.pl,
ul. Rynek 17, 38-700 Ustrzyki Dolne,
wieslaw.buz.bp.rzeszow@gmail.com
ul. Kolejowa 10,
36-100 Kolbuszowa
Plac Wolności 4, 37-400 Nisko
Włodzimierz Czarzasty
ul. Warszawska 1 lok. 2,
41-200 Sosnowiec,
tel. 888 494 924,
w.czarzasty.sejm@gmail.com
Jacek Czerniak
ul. Beliniaków 7, 20-045 Lublin, tel. 798 721 076,
jacek.czerniak@sejm.pl
ul. Szkolna 3, 08-500 Ryki
ul. Lubelska 2,
24-300 Opole Lubelskie
ul. Eustachiewicza 3, 24-100 Puławy
Marek Dyduch
Pl. Magistracki 3A,
58-300 Wałbrzych, tel. 604 131 044,
biuroposelskie.marekdyduch@gmail.com
Agnieszka Dziemianowicz-Bąk
ul. Józefa Haukego-Bosaka 17 lok. 1,
50-447 Wrocław, tel. 698-814-154,
kontakt@dziemianowicz-bak.pl
Monika Falej
ul. Związku Jaszczurczego 17,
82-300 Elbląg, tel. 602 625 401,
monikafalej.poslanka@gmail.com
Krzysztof Gawkowski
ul. Ignacego Paderewskiego 28 lok. 2,
85-006 Bydgoszcz, tel. 534 432 511,
biuro.sejm@gawkowski.pl,
ul. Wileńska 32, 05-200 Wołomin
ul. Kościelna 8, 89-100 Nakło nad Notecią, tel. 534 432 511
Maciej Gdula
ul. Pawia 8 lok. 4, 31-154 Kraków
Hanna Gill-Piątek
Aleja Kościuszki 48 lok. 14U,
90-427 Łódź, tel. 665 757 433,
hanna@gillpiatek.pl
Daria Gosek-Popiołek
ul. Gertrudy 14 lok. 2,
31-048 Kraków, tel. 506 770 170,
daria.gosek-popiolek@sejm.pl
Arkadiusz Iwaniak
ul. Rembielińskiego 8,
09-400 Płock, tel. 513 576 646,
iwaniak74@gmail.com
Maciej Konieczny
ul. Andrzeja 13 lok. 1,
40-061 Katowice, tel. 570 150 002,
m.konieczny@partiarazem.pl
Przemysław Koperski
ul. Nadbrzeżna 2,
43-300 Bielsko-Biała,
tel. 515 577 462,
biuro.poselskie.koperski@gmail.com
Maciej Kopiec
Plac Wolności 19, 44-200 Rybnik, tel. 730-730-758,
biuro.maciejkopiec@gmail.com
Katarzyna Kotula
Aleja Piastów 1 lok. U6,
70-325 Szczecin, tel. (53) 620 76 33,
biuro@katarzynakotula.pl
Katarzyna Kretkowska
ul. Wysoka 5 lok. 1, 61-810 Poznań,
tel. 600-577-411, 602-272-083,
biuro@kretkowska.pl,
pon. 10:00 – 18:00 wt., czw., pt. 10:00 – 14:00,
ul. Ratajczaka 22, 61-815 Poznań, tel. 600 577 411,
katarzyna.kretkowska@sejm.pl
Paweł Krutul
ul. M.C. Skłodowskiej 3 lok. P1, 15-094 Białystok, tel. 604 404 077,
biuroposelskie.p.krutul@wp.pl
Anita Kucharska-Dziedzic
ul. Krzywoustego 22 lok. 2A,
66-400 Gorzów Wielkopolski,
tel. 796-753-190,
biuro@kucharska-dziedzic.pl
Marcin Kulasek
ul. Kopernika 45 45 (III),
10-512 Olsztyn,
tel. 514 905 999,
biuroposelskie.mkulasek@wp.pl
Robert Kwiatkowski
ul. Szosa Chełmińska 26
lok. 502; 503, 87-100 Toruń,
tel. 602-259-907,
Beata Maciejewska
ul. Miszewskiego 17 lok. 204,
80-239 Gdańsk, tel. 505 910 799,
beata.maciejewska@sejm.pl
Paulina Matysiak
ul. Narutowicza 20, 99-300 Kutno, tel. 723 007 070,
biuroposelskie.matysiak@gmail.com,
ul. Nowy Świat 27, 00-029 Warszawa
Wanda Nowicka
ul. Mickiewicza 61 lok. 4, 44-100 Gliwice, tel. 661 609 506,
biuroposelskie.wnowicka@gmail.com
Robert Obaz
ul. Klonowica 2 lok.10, 58-500 Jelenia Góra, tel. 500 040 140,
obazwsejmie@gmail.com
ul. Rynek 9, 59-220 Legnica
Karolina Pawliczak
ul. Górnośląska 64, 62-800 Kalisz,
biuro@karolinapawliczak.pl,
ul. Słowackiego 14, 63-300 Pleszew
ul. Legionów 46, 62-800 Kalisz
ul. Sienkiewicza 1a,
63-400 Ostrów Wielkopolski
Monika Pawłowska
ul. Bazyliańska 14,
22-400 Zamość,
biuro@pawlowskamonika.pl,
ul. Lwowska 13 D, 22-100 Chełm
Małgorzata Prokop-Paczkowska
ul. Dworcowa 10 lok.6,
75-201 Koszalin,
tel. (91) 391 62 45, 607 435 341,
biuroposelskiempp@gmail.com
Andrzej Rozenek
ul. Kościelna 11, 05-500 Piaseczno, tel. 693 888 212,
rozenek.biuroposelskie@gmail.com,
ul. Wileńska 32, 05-200 Wołomin, tel. 693 888 212
Marek Rutka
ul. Zgoda 8, 81-361 Gdynia,
tel. 786-867-769, 603-227-883,
marek.rutka@wiosnabiedronia.pl
Joanna Scheuring-Wielgus
ul. Warszawska 4 lok. 1,
87-100 Toruń, tel. 881 927 448,
biuro@joannasw.pl
Małgorzata Sekuła-Szmajdzińska
ul. Wojska Polskiego 18,
58-500 Jelenia Góra, tel. 508 056 899,
biuro.szmajdzinska@gmail.com
Joanna Senyszyn
ul. Zgoda 8, 81-361 Gdynia,
tel. 501 535 293
Anita Sowińska
ul. Warszawska 24,
97-200 Tomaszów Mazowiecki, tel. 535-845-431,
biuro@anitasowinska.com
Wiesław Szczepański
ul. Chrobrego 22B, 64-100 Leszno, tel. (65) 549 09 95,
biuro.szczepanski@wp.pl
Andrzej Szejna
ul. Starodomaszowska 30/54,
25-315 Kielce,
tel. 690 960 800, 662 362 116,
andrzej.szejna@sejm.pl,
ul. Świętej Barbary 3,
27-200 Starachowice,
tel. 662 362 116, tel. 690 960 800
Jan Szopiński
ul. Paderewskiego 28 lok. 2,
85-075 Bydgoszcz, tel. 696 522 931,
b.krajewska@onet.eu,
ul. Pomianowskiego 7,
86-010 Koronowo, tel. 502 637 134,
jan.szopinski@sejm.pl

Krzysztof Śmiszek
ul. Haukego Bosaka 17 lok. 1,
50-447 Wrocław, tel. 784 812 822,
biuro@ksmiszek.pl
Tadeusz Tomaszewski
ul. Bolesława Chrobrego 40 lok. 41,
62-200 Gniezno, tel. 601 287 775,
tadeusz.tomaszewski@sejm.pl,
ul. Kolska 19, 02-700 Turek,
tel. 601 287 775,
ul. 3 Maja 4, 62-300 Września,
ul. Staszica 27, 62-500 Konin
ul. Mickiewicza 1, 62-400 Słupca
ul. Sienkiewicza 29, 62-600 Koło,
ul. Przemysłowa 1 lok. 215,
63-100 Śrem
Tomasz Trela
Al. Kościuszki 48 lok. 14 U,
90-427 Łódź.
Katarzyna Ueberhan
ul. Ratajczaka 44, 61-728 Poznań
Dariusz Wieczorek
ul. Garncarska 5, 70-377 Szczecin, tel. 607 300 606,
dariusz.wieczorek@sejm.pl
Zdzisław Wolski
ul. Nowowiejskiego 10/12,
42-200 Częstochowa,
tel. (34) 344 05 50,
zdzislaw.wolski@sejm.pl
Bogusław Wontor
ul. Aleja Niepodległości 22,
65-780 Zielona Góra,
tel. (68) 320-14-77,
Adrian Zandberg
ul. Nowy Świat 27,
00-001 Warszawa,
tel. 500 273 761,
adrian.zandberg@sejm.pl
Marcelina Zawisza
ul. Polskiego Czerwonego Krzyża 2 A lok. 1, 45-706 Opole,
tel. 505 752 177
ul. Nowy Świat 27,
00-29 Warszawa,
tel. 608 870 397,
marcelina.zawisza@sejm.pl
Anna Maria Żukowska
ul. Złota 9 lok. 4, 00-019 Warszawa, tel. (22) 621 03 41,
rzecznik@sld.org.pl

Możecie liczyć na Lewicę

Lewica nie zawiedzie swoich wyborców i nie porzuci pracowników w kryzysowym momencie. Współpracując ze wszystkimi instytucjami publicznymi – bo nie czas teraz na spory i jałowe przepychanki – będzie równocześnie walczyć o to, by ludzie pracy tej pracy nie tracili, by rządowe pakiety antykryzysowe uwzględniały zabezpieczenia dla milionów pracowników wypchniętych na umowy śmieciowe czy samozatrudnienie, by zrobiono wszystko dla wsparcia służby zdrowia, by zabezpieczyć osoby starsze. Posłowie i posłanki są gotowi interweniować w sprawach pracowników, których prawa są naruszane (niestety już mamy takie sygnały)Pandemia to ogromne wyzwanie, ale też szansa, by przemyśleć, jak jest zorganizowane społeczeństwo i rynek pracy. Śmieciowe zatrudnienie niedające gwarancji stabilności musi się skończyć! Tanie państwo z chwiejącą się służbą zdrowia musi odejść do przeszłości! Jak zapisano w programie Lewicy – potrzebujemy nowoczesnego państwa opiekuńczego!

Szanowni Państwo,

dziś jako społeczeństwo zdajemy egzamin z siły, dojrzałości i współpracy. A jako państwo – ze sprawności instytucji publicznych oraz zdolności do zapewnienia bezpieczeństwa wszystkim. Jesteśmy głęboko przekonani, że wspólnie uda nam się tym wyzwaniom sprostać – Polki i Polacy w trudnych momentach zawsze okazywali swoją siłę i dawali przykład odpowiedzialności oraz solidarności.

To, co dziś najważniejsze, to nie ulec panice. Dlatego spokojnie stosujmy się do zasad bezpieczeństwa, zalecanych przez instytucje ochrony zdrowia. Chrońmy siebie i innych. Dbajmy o podstawowe zasady higieny i unikajmy zgromadzeń.

Jako Sojusz Lewicy Demokratycznej, Wiosna i Razem współpracujemy dziś jeszcze mocniej niż wcześniej. Jesteśmy w stałym kontakcie z rządem, uczestniczymy w posiedzeniach Rady Bezpieczeństwa Narodowego. Interweniujemy wszędzie tam, gdzie potrzebna jest pomoc. Zgłaszamy rozwiązania, które ograniczą ryzyka obecnej sytuacji i będą wsparciem dla Polek i Polaków potrzebujących ochrony źródła ich utrzymania, miejsc pracy oraz świadczeń na wypadek jej utraty.

Czas epidemii to także test dla naszej solidarności. Dlatego zachęcamy wszystkich, by w tej trudnej chwili rozglądali się wokół siebie. Być może ktoś obok potrzebuje naszego wsparcia. Pamiętajmy, że okres kwarantanny dla wielu ludzi oznacza także dotkliwą samotność. W takiej sytuacji nawet kilka naszych słów otuchy może zmienić bardzo wiele. Dzwońmy do siebie, kontaktujmy się z rodziną, troszczmy się o innych nawet na odległość.

Jest wiele grup, które potrzebują dziś wsparcia. Również tego instytucjonalnego. Lewica o nich pamięta. Właśnie dlatego Robert Biedroń, nasz wspólny kandydat na prezydenta, z poparciem całej Lewicy przedstawił Pakiet Antykryzysowy “Polska 2020”. Znajdą w nim Państwo szereg rozwiązań mających ochronić nas przed skutkami spodziewanego kryzysu związanego z epidemią koronawirusa.

Epidemia oznacza przestój w funkcjonowaniu wielu gałęzi gospodarki. Dla pracowników to groźba bezrobocia. Dla małych firm, sklepów czy restauracji – widmo bankructwa. Miliony Polaków, którzy znaleźli się dziś w dramatycznej sytuacji, muszą otrzymać wsparcie ze strony państwa. Dlatego w pakiecie “Polska 2020” znajdą Państwo rozwiązania, które na pierwszym planie stawiają ludzi i ich potrzeby: pacjentów i zawody medyczne, pracowników i przedsiębiorców, seniorów, dzieci, młodzież i rodziców. Musimy rozszerzyć prawa pracownicze tak, aby wszyscy zatrudnieni, także osoby na umowach cywilnoprawnych (czyli umowach zlecenie i o dzieło), mogli utrzymać swoje dochody oraz szereg osłon przed zwolnieniami. Dla samozatrudnionych proponujemy wsparcie finansowe i czasowe przejęcie finansowania składek przez państwo. Dla firm – nieoprocentowane, państwowe kredyty, które pomogą przetrwać najgorsze. W tej dramatycznej sytuacji Polska nie może pozostawić nikogo za burtą.

Apelujemy do rządu oraz wszystkich sił opozycyjnych o współpracę i jak najszybsze wprowadzenie naszego pakietu w życie.

Chcemy zapewnić Państwa, że – jak zawsze – możecie liczyć na Lewicę. Jeśli napotkają Państwo problemy związane z epidemią i kwarantanną, jeśli potrzebują Państwo pomocy, na przykład w kontakcie z instytucjami, to mogą Państwo zgłosić się do nas po pomoc. Prosimy o kontaktowanie się z posłankami i posłami Lewicy z Państwa okręgów – za pomocą mediów społecznościowych lub telefonicznie. Postaramy się pomóc każdemu, jeśli tylko będziemy w stanie.

Chcemy najmocniej podziękować wszystkim lekarzom, pielęgniarkom, ratownikom medycznym, pracownikom laboratoriów, aptek i wszystkim tym, którzy pracują w ochronie zdrowia. Dziękujemy, że swoim wysiłkiem dbają Państwo w tym trudnym czasie o zdrowie Polek i Polaków. Podziękowania należą się też ekspedientkom i ekspedientom sklepowym, pracownikom i właścicielom sklepów, którzy stoją za ladą. To dzięki nim sklepy pozostają otwarte i zapewniają wszystkim mieszkańcom Polski żywność i podstawowe artykuły. Miliony pracowników nie mają możliwości pracy zdalnej. Pomimo zagrożenia epidemicznego wciąż pracują w zakładach produkcyjnych, kluczowych dla funkcjonowania państwa usługach czy w rolnictwie. Musimy dołożyć wszelkich starań, by ta praca odbywała się w warunkach bezpiecznych dla zdrowia. To nasze wspólne zobowiązanie.

Z serdecznymi pozdrowieniami, wyrazami solidarności i wdzięczności,

Robert Biedroń, Wiosna, kandydat na Prezydenta RP z ramienia Lewicy
Włodzimierz Czarzasty, Sojusz Lewicy Demokratycznej
Adrian Zandberg, Razem
Krzysztof Gawkowski, Koalicyjny Klub Parlamentarny Lewicy

Emerytury stażowe: o równość płci

Lewica wraz ze swoim kandydatem na prezydenta, Robertem Biedroniem i Ogólnopolskim Porozumieniem Związków Zawodowych przedstawiła projekt zmian w systemie emerytalnym, którego głównym filarem ma być możliwość przejścia na emeryturę ze względu na staż pracy. To krok w dobrym kierunku, ale kilka punktów warto poddać pod dyskusję.

Autorzy projektu, o którym pisaliśmy również na łamach „Dziennika Trybuna”, chcą, aby przejście na emeryturę było możliwe po przepracowaniu 35 lat przez kobiety i 40 lat przez mężczyzn. Proponowane rozwiązanie ma dotyczyć kobiet, które przekroczą 55 lat i mężczyzn w wieku minimum 60 lat. Kilka tygodni wcześniej podobne rozwiązanie przedstawił PSL, ale propozycja Lewicy jest szersza, bo czytamy w niej też o podniesieniu minimalnej emerytury do 1600 zł netto. Lewica konsekwentnie walczy o dobrą zmianę w emeryturach, którą w Sejmie zablokowały wspólnymi siłami PiS i PO.
Sam pomysł wprowadzenia stażu pracy jako dodatkowego kryterium jest godny rozważenia. Biorąc pod uwagę liczbę przepracowanych godzin, Polacy są jednym z najbardziej zapracowanych społeczeństw w Unii Europejskiej. W wielu zawodach po 35-40 latach pracy ludzie są przemęczeni, wypaleni i niezdolni do dalszej pracy. Przyjęcie stażu pracy jako kryterium równoległego do wieku emerytalnego ma więc sens.
Nie każdy skorzysta
Dlaczego jednak autorzy ustawy napisali ją głównie dla dzisiejszych sześćdziesięciolatków, którzy całe życie zawodowe przepracowali w ramach pracy etatowej w jednej firmie? Można to poniekąd zrozumieć, gdyż o sile OPZZ stanowią duże organizacje branżowe np. górników, metalowców czy energetyków. O ich interesie centrala pomyślała w pierwszej kolejności. I faktycznie, ludzie w tych zawodach, którzy w młodym wieku zaczęli pracować, często mają staż pracy 40 lat i dłużej. Od lat 80. rynek pracy jednak się zmienił. Związki zawodowe muszą wziąć to pod uwagę.
Obecnie większość pracowników często zmienia pracę, a przede wszystkim rzadko ma zatrudnienie na etat. Dziennikarze, ochroniarze, sprzątaczki, budowlańcy, pracownicy gastronomii, kultury czy opieki w większości nie mają wystarczającego okresu składkowego, aby skorzystać z ustawy klubu Lewicy, a dla dzisiejszych 30-40-latków wieloletni staż pracy na etacie jest kompletną abstrakcją.
Umowy zlecenia przez wiele lat bowiem były nieoskładkowane, a umowy o dzieło wciąż nie mają żadnego wpływu na wysokość emerytur i staż pracy. Aby więc kryterium stażu pracy miało sens, wszyscy pracownicy powinni być traktowani równo. Nowymi przepisami należałoby też objąć osoby pracujące w ramach umów niestandardowych. W przeciwnym razie można byłoby mieć nawet wątpliwości konstytucyjne co do proponowanego projektu, a ponadto nie obejmowałby on większości pracowników, którzy w III RP weszli na rynek pracy. Warto rozszerzyć zakres obowiązywania ustawy, skoro już jej generalny kierunek został obrany właściwie.
Przemyślmy sprawę kobiet
Znacznie poważniejsza jest inna kwestia, a mianowicie różnicowanie stażu pracy uprawniającego do przejścia na emeryturę dla kobiet i mężczyzn. Zgodnie z artykułem 33 Konstytucji RP „Kobieta i mężczyzna w Rzeczypospolitej Polskiej mają równe prawa w życiu rodzinnym, politycznym, społecznym i gospodarczym”, a ponadto mają „równe prawo do kształcenia, zatrudnienia i awansów, do jednakowego wynagradzania za pracę jednakowej wartości, do zabezpieczenia społecznego oraz do zajmowania stanowisk, pełnienia funkcji oraz uzyskiwania godności publicznych i odznaczeń”. Biorąc pod uwagę te zapisy, trudno zrozumieć, dlaczego kobiety mają mieć krótszy staż pracy i niższy wiek uprawniający do przejścia na emeryturę niż mężczyźni.
Odpowiedź na to pytanie streszcza się w jednym słowie: patriarchat. Prawo i Sprawiedliwość popiera różnicowanie wieku emerytalnego, bo broni tradycyjnego modelu rodziny i społeczeństwa, w którym kobiety zajmują się dziećmi i seniorami. Dlatego kobiety później niż mężczyźni wchodzą na rynek pracy, mają znacznie dłuższe okresy bierności zawodowej, a następnie wcześnie przechodzą na emeryturę, aby zająć się wnukami i niedołężnymi rodzicami. W konsekwencji mają niższe pensje niż mężczyźni, niższe emerytury, krótszy staż pracy i wcześniejszy wiek przechodzenia na emeryturę. To ważny element chadeckiego modelu polityki społecznej, którego fundamentem jest właśnie tradycyjna rodzina, opieka instytucjonalna odgrywa w nim marginalne znaczenie, a równość kobiet i mężczyzn jest określana złowrogim mianem „gender”.
Wcześniejsza emerytura to nie przywilej
Ta niechęć do równości i traktowanie patriarchatu jako ważnej części polityki społecznej od lat stanowi istotny element programu PiS-owskiej prawicy. Trudno jednak pojąć, dlaczego identyczne podejście do PiS-u w tej sprawie przyjmuje lewica i Robert Biedroń, który przecież deklaruje przywiązanie do postulatów feministycznych. Czy koniunkturalna więź z OPZZ jest ważniejsza od ideałów programowych?
Wielu obrońców różnicowania wieku emerytalnego i stażu pracy ze względu na płeć twierdzi, że możliwość wcześniejszego przejścia na emeryturę jest nie tyle formą dyskryminacji kobiet, co raczej tzw. uprzywilejowaniem wyrównawczym. Miałaby to być rekompensata za pełnienie obowiązków opiekuńczych w rodzinie. W modelu konserwatywnym brzmi to spójnie, trudno jednak zrozumieć, dlaczego taką argumentację ma przyjmować lewica. Wszak podstawą egalitarnego społeczeństwa jest równość praw i obowiązków w pracy i w domu, w tym w pełnieniu obowiązków opiekuńczych.
Trudno uznać wcześniejsze przechodzenie na emeryturę za przywilej, skoro w wyniku krótszego stażu pracy i niższego wieku emerytalnego kobiety mają radykalnie niższe emerytury niż mężczyźni. Z danych Zakładu Ubezpieczeń Społecznych wynika, że w marcu 2019 r. przeciętna emerytura mężczyzn wynosiła 2843 zł brutto, a kobiet zaledwie 1901 zł. Blisko 1000 zł różnicy! Ponadto rok temu aż 34,6 proc. kobiet pobierało emeryturę niższą niż 1600 zł brutto, a wśród mężczyzn było to tylko 8,6 proc. Przepaść!
Dłuższy staż pracy mężczyzn ułatwia zdobywanie stanowisk kierowniczych, przyczynia się do wyższych płac, pozwala na samorealizację zawodową. Kobiety wcześniej wypadając z rynku pracy, są często uzależnione ekonomicznie od mężczyzn, biedne i pozbawione kontaktów towarzyskich. Przeforsowanie proponowanej ustawy co prawda podniosłoby minimalną emeryturę, ale pogłębiłoby przepaść między płciami i umocniło konserwatywny model rodziny i społeczeństwa. Posłowie i posłanki Lewicy, nie idźcie tą drogą! Warto popracować nad kryterium stażowym w systemie emerytalnym, ale staż pracy uprawniający do przejścia na emeryturę powinien być niezależny od płci.

Antykryzysowy pakiet Lewicy

Gdy diagnozowane są kolejne przypadki koronawirusa w Polsce, państwo zamyka szkoły i odwołuje imprezy masowe, Lewica przypomina, że to jeszcze nie wszystko, co musi zostać zrobione. Ciężar walki z chorobą spoczywa przede wszystkim na służbie zdrowia, permanentnie niedofinansowanej i zaniedbywanej. Socjaldemokraci przypomnieli również, że kryzys uderzy nie tylko w przedsiębiorstwa (o ich kłopotach pisze się bardzo dużo), ale też w pracowników, zwłaszcza tych zatrudnionych na tzw. śmieciówkach. Przedstawiamy antykryzysowy pakiet rozwiązań zaproponowanych przez kandydata Lewicy na prezydenta, Roberta Biedronia.

FILAR 1: Pracownicy

Wynagrodzenie na chorobowym płatne w 100% – Dziś wiele osób obawia się iść na zwolnienie ze względu na utratę części wynagrodzenia. Jednocześnie chodzenie do pracy podczas choroby sprzyja rozprzestrzenianiu się infekcji. Choroba nie może zagrażać bezpieczeństwu finansowemu rodzin w Polsce.

L4 przez 3 dni na podstawie oświadczenia pracownika – Nie możemy dopuścić do sytuacji, w której ktoś chory idzie do pracy z obawy, że nie dostanie zwolnienia. Albo że biegnie do lekarza, gdy wcale nie jest chory, i ryzykuje zakażenie.

Rozszerzenie praw pracowniczych na umowy zlecenia – dziś osoby zatrudnione na jednoosobowej działalności gospodarczej oraz na umowach o dzieło nie mają podstawowego zabezpieczenia w przypadku choroby. Mówimy tu o ponad trzech milionach osób. Tak nie może być. Żadna z takich osób nie powinna być pozbawiona wsparcia.

FILAR 2: Lekarze, pielęgniarki i personel medyczny

Lekarze, pielęgniarki i personel pracujący w szpitalach i karetkach to prawdziwe bohaterki i bohaterowie w walce z epidemią. Pracują, pomimo zagrożenia własnego zdrowia, żeby chronić zdrowie i bezpieczeństwo innych. Nie może ich zabraknąć. Ich praca, szczególnie teraz, musi zostać doceniona.

Dodatkowe 50% stawki dla lekarzy i personelu medycznego leczącego pacjentów z koronawirusem za nadgodziny – personel medyczny miał fatalne warunki płacowe, zanim pojawił się jakikolwiek wirus. Teraz czeka ich jeszcze więcej wysiłku. Musimy ich za to wynagrodzić.
Specjalna dotacja dla każdego szpitala, w którym wystąpiło podejrzenie koronawirusa – tak samo jest ze szpitalami. Zadłużenie szpitali to nie nowy problem. Nie możemy pozwolić, by koronawirus zrujnował je na zawsze. Ale przede wszystkim, musimy dopilnować, by wszystkie były gotowe na sytuację powiększenia się liczby chorych.
Stworzenie funduszu na odszkodowania i pomoc dla personelu medycznego pracującego z pacjentami z koronawirusem na wypadek zakażenia.

FILAR 3: Przedsiębiorcy

Epidemia to także zagrożenie dla gospodarki, a potencjalne efekty kryzysu gospodarczego mogą zostać z nami dużo dłużej niż sama epidemia. Dlatego musimy temu przeciwdziałać już dziś.

Finansowanie składek ZUS z budżetu na 6 miesięcy w firmach, które ucierpiały w wyniku epidemii – by pomóc firmom przetrwać najtrudniejszy okres.
Chorobowe płatne przez ZUS od pierwszego dnia zwolnienia chorobowego – przedsiębiorcy będą się mierzyć z wieloma zwolnieniami chorobowymi swoich pracowników. Nie możemy pozwolić, by tracili na tym ani przedsiębiorcy,ani pracownicy.
Specjalny, tani kredyt z Banku Gospodarstwa Krajowego dla firm, które odnotowały straty w wyniku rozprzestrzeniania się wirusa – dużo problemów mają obecnie firmy z sektora gastronomii, transportu, turystyki i hotelarstwa, kultury i rozrywki. To tysiące miejsc pracy. Nie możemy pozwolić im upaść.

FILAR 4: Media

Powołanie przy ministrze zdrowia Rady ds. Mediów i Informacji Publicznej, złożonej z 5 grup: 1. przedstawicieli rządu, 2. lekarzy, 3. organizacji pozarządowych, 4. przedstawicieli wszystkich klubów parlamentarnych, 5. przedstawicieli mediów o zasięgu ogólnopolskim – W czasie epidemii szczególnie ważne jest, by media przekazywały opinii publicznej rzetelne informację. I żeby Polki i Polacy mieli pewność, że mogą tym informacjom ufać. Nad rzetelnością informacji przekazywanych Polkom i Polakom powinny czuwać środowiska rządu, opozycji, mediów publicznych i komercyjnych, organizacji społecznych.
Ochrona przed fake newsami – weryfikacja informacji (fact checking) w mediach społecznościowych przy współpracy z organizacjami pozarządowymi – epidemia to idealny moment dla rozsiewania paniki przy pomocy fałszywych informacji. Musimy temu przeciwdziałać.
Kampania informacyjna w mediach tradycyjnych, mediach społecznościowych, na nośnikach tradycyjnych i w Internecie.

FILAR 5: Dzieci i Rodzice

Wprowadzenie zasiłku opiekuńczego dla samozatrudnionych i na umowach cywilnoprawnych – co stanie się, gdy zamkniemy szkoły? Kto będzie zajmował się dziećmi. Część rodziców będzie mogła przejść na zasiłek wychowawczy. Ale co z osobami, które nie mają.
Wprowadzenie programów edukacyjnych “Domowe przedszkole” i “Domowa podstawówka” w telewizji publicznej – w ramach organizowania czasu dzieciom po zamknięciu szkół.

FILAR 6: Wsparcie wojska

Dotacja dla Wojskowego Instytutu Higieny i Epidemiologii – laboratoria wojskowe, które mają walczyć z epidemią koronawirusa, doznały ostatnio poważnych strat kadrowych. Nie czas na rozliczenia, czas na dotację na zakup testów i sprzętu, które pomogą rozpoznawać i opisywać przypadki w Polsce.

Dofinansowanie i zaopatrzenie dla wojska na wsparcie w przypadku masowej kwarantanny – jeśli dojdzie do najtrudniejszej sytuacji i wprowadzona zostanie masowa kwarantanna, wojsko musi być gotowe do wsparcia. Ktoś będzie musiał sprawdzać stan zdrowia i bezpieczeństwa pacjentów, dystrybuować racje żywnościowe.

Opodatkować Facebooka!

7 proc. dochodu cyfrowych gigantów takich jak Facebook czy Google miałoby w formie podatku cyfrowego trafić do polskiego budżetu i zasilić fundusz innowacji oraz upowszechniania szybkiego internetu. Lewica ma opracowany projekt ustawy w tej sprawie i zapewnia, że w odróżnieniu od PiS będzie przy niej obstawać, nawet gdyby pani ambasador USA zgłosiła się z pretensjami.

Jeszcze przez miesiąc socjaldemokratyczni parlamentarzyści będą dogrywać szczegóły pomysłu podczas konsultacji z organizacjami pozarządowymi czy związkami zawodowymi. Sedno sprawy jest jednak znane: cyfrowi giganci mają w końcu zacząć płacić!

Dali przykład Czesi

O opodatkowaniu Google’a, Amazona, Netfliksa i Facebooka na lewicy mówiło się od dawna. Dodatkowej inspiracji dostarczyli południowi sąsiedzi Polski. Czeski rząd wprowadził u siebie taki podatek cyfrowy, o jakim wcześniej rozmawiano – ale tylko rozmawiano – na poziomie europejskim. Siedmioprocentowym podatkiem obłożył przychód wszystkich firm i platform internetowych, które w skali globalnej osiągają zyski powyżej 750 mln euro, w samych Czechach przekraczają poziom 100 mln koron i mają co najmniej 200 tys. kont indywidualnych użytkowników. Bez żadnej przesady mowa zatem wyłącznie o najpotężniejszych z najpotężniejszych, faktycznych monopolistach w swoich sektorach sieci.
Tak samo miałoby być w Polsce. W komunikacie przekazanym Polskiej Agencji Prasowej Adrian Zandberg również wskazał jako kryteria nakładania podatku 750 mln euro globalnego skonsolidowanego przychodu. Podkreślił, że nie ma co czekać na rozwiązania na poziomie europejskim, które mogą zostać wypracowane albo nie, bo zjawisko niepłacenia podatków przez internetowych krezusów już funkcjonuje, a Polska na tym traci.

Lewica jest zresztą przekonana, że na poziomie europejskim nigdy nie dojdzie do żadnego porozumienia i każdego państwo będzie musiało samo zdecydować, czy zmienia swoje podejście do gigantycznych zysków internetowych koncernów.

Zarabiają miliardy

Firmy z grupy skrótowo nazywanej GAFA (Google – Amazon – Facebook – Apple) zarabiają na Polakach miliardy. Założenie konta na Facebooku czy w Amazonie jest darmowe, ale wiąże się z nieustannym przekazywaniem platformie danych o swoich zainteresowaniach, wyszukiwanych przedmiotach, stylu życia. Idealna podstawa, by wyświetlać użytkownikom profilowane, dopasowane do ich potencjalnych zainteresować reklamy. Na tym zarabia Facebook, i chociaż wszyscy rozumieją, że ich prywatność stała się przedmiotem handlu, to w zasadzie się z tym godzą. Czasem tylko wyśmiewając szczególnie nietrafione propozycje reklam, gdy algorytm portalu społecznościowego wyciągnie już z posiadanych danych jakieś absurdalne wnioski.

Bez Facebooka czy wyszukiwarki Google jest gotów żyć mało kto. Z drugiej strony model biznesowy Facebooka czy Google również polega na przyciąganiu maksymalnej liczby użytkowników, o których można zebrać, a potem sprzedać dane. Dlatego, argumentuje Zandberg w komunikacie, giganci pogodzą się z podatkiem. Nie „wyjdą z Polski” ani nie wprowadzą płatności za korzystanie z serwisu.

– Miliony Polaków korzystają z platform cyfrowych, takich jak sieci społecznościowe i komunikatory. Nie da się ich uniknąć. Te platformy należą do kilku wielkich firm, które mają dominującą pozycję na rynku. Działa tu tzw. efekt sieciowy – firma, która ma już na pokładzie setki milionów konsumentów, posiada olbrzymią przewagę nad ewentualną konkurencją – pisze Zandberg.

Na co te pieniądze?

W ocenie Lewicy podatek cyfrowy mógłby dać państwu 2 mld rocznie.
– Chcemy powołać za te pieniądze publiczny fundusz, finansujący badania naukowe i rozwój w zakresie nowych technologii. Te środki trafiłyby także na działalność edukacyjną, w tym doprowadzenie kabli światłowodowych do wszystkich szkół, bibliotek i instytucji kultury – objaśnia Zandberg. Lewica chciałaby kontynuowania, wzmocnienia starszych projektów cyfryzacji szkół i bibliotek. Pomogłoby to w unowocześnieniu tych instytucji, umożliwieniu, by lepiej odpowiadały na wyzwania współczesnego świata, a także, by stały się prawdziwymi centrami wyrównywania szans. Natomiast fundusz badań i rozwoju miałby skłonić utalentowanych naukowców, by swoją karier zawodową wiązali z Polską, nie z emigracją.

Morawiecki zrezygnował

Zandberg nie jest pierwszym orędownikiem podatku cyfrowego na polskim gruncie. Niemal równo rok temu media dyskutowały o wadach i zaletach takiego rozwiązania, bo „poważne plany” w tym zakresie deklarował premier Morawiecki. Miał nawet podobne argumenty: Polacy przynoszą Facebookowi i innym platformom milionowe dochody, czas, by firmę tę zacząć traktować jak każdą inną. Największa różnica dotyczyła szacowanych dochodów skarbu państwa – premier z ramienia PiS spodziewał się w budżecie dodatkowego miliarda, bo i rozważał niższą, trzyprocentową stawkę opodatkowania.

We wrześniu jednak temat zniknął i niemalże przypadkowo opinia publiczna dowiedziała się, dlaczego. Otóż krótko po hucznych warszawskich obchodach rocznicy wybuchu II wojny światowej, na które grający w golfa Trump wysłał wiceprezydenta, na oficjalnej anglojęzycznej witrynie Białego Domu w zbiorze oświadczeń i komentarzy dla prasy opublikowano przemowę, jaką Mike Pence skierował do Andrzeja Dudy. Po rytualnych zapewnieniach, jakoby Polskę i Amerykę łączyła szczególna przyjaźń, wiceprezydent przeszedł do interesów. Mówił o przygotowywanym porozumieniu w sprawach obronności, wspólnych projektach w zakresie energetyki i korzyściach dla gospodarki polskiej i amerykańskiej. A potem wskazał jeden konkret. „Wiem, że prezydent Trump jest panu wdzięczny za odrzucenie projektów podatku od spółek cyfrowych (digital tax)”.

Sformułowanie wyłapali dociekliwi internauci raczej lewicowej proweniencji, podały je dalej takie też media. Rząd nie miał jak przekonująco się tłumaczyć. – To jest wątek ogólnej pochwały tego, jak w Polsce jest prawidłowo zbudowany system podatkowy, jak nasze obciążenia fiskalne nie hamują możliwości inwestowania – próbował w TVN zamydlać sprawę Paweł Mucha z Kancelarii Prezydenta.

Działacze SLD i Razem celnie wyśmiewali takie „wstawanie z kolan”. Teraz też Adrian Zandberg komentuje, że w sprawie podatku cyfrowego premier Morawiecki zachowuje się jak krowa z przysłowia – głośno muczy, ale mleka daje niewiele.

Lewica się nie ugnie?

Czy politycy Lewicy, gdyby mieli realną szansę, postąpiliby inaczej?
Wiadomo, że zderzyliby się z tą samą ścianą. Amerykańska ambasador Georgette Mosbacher nie zamierza czekać, aż socjaldemokracja urośnie w siłę i podatek cyfrowy nie będzie tylko łatwym do odrzucenia projektem sejmowej mniejszości. Już wczoraj oznajmiła, że jednostronne wprowadzanie podatków, które zmusiłyby amerykańskie firmy do podzielenia się zyskami, „skomplikowałoby wielostronne negocjacje”.
– Stany Zjednoczone się zgadzają, że wszystkie przedsiębiorstwa, niezależnie od narodowości czy sektora gospodarczego, powinny płacić sprawiedliwe stawki podatkowe. Stany Zjednoczone przyznają, że aktualizacja globalnego systemu podatkowego jest już od dawna spóźniona – łaskawie przyznała namiestniczka Imperium w Polsce. Ale równocześnie postraszyła: – W rezultacie zniechęcają one [podatki – przyp. MKF] jedynie do prowadzenia inwestycji w technologie i innowacje, o których przedstawiciele tych krajów mówią, że zależy im na ich przyciąganiu. Koniec końców – szkodzi to ich własnym gospodarkom.
A gdyby Polska nie zrozumiała aluzji, Mosbacher dodała jeszcze, że „jak mogliśmy się przekonać po reakcji na ostatnią zmianę podatkową we Francji, Stany Zjednoczone nie pozostaną bierne w obliczu dyskryminacji naszych firm”. Łączna wartość nieszczęsnych dyskryminowanych podmiotów przekroczyła już 3 bln dolarów, ale chodzi o zasadę.
Czy Lewica też będzie trzymała się swoich zasad – w tym stanowczej walki o sprawiedliwą redystrybucję?

Lewica Kaczyńskiego

Czy PiS jest ugrupowaniem lewicowym? Tak twierdzi wcale niemało publicystów i komentatorów polskiego życia politycznego, a nikt im nie daje odporu. Spróbuję ja, ze względu na moje dydaktyczne usposobienie, ale przede wszystkim ze względu na to, że brednię tę zaczynam spotykać w szeregach zorganizowanej lewicy.

„Czemu Wy nie daliście po 500” – zapytał mnie kiedyś pryszczaty lewicowiec. „Bośmy nie mieli” – to jeszcze rozumie. „Bo to nie jest lewicowe” – tego nie zrozumiał w ogóle. Ponieważ „pryszczatych” w rozmaitym wieku jest więcej, to spróbuję na przykładzie PiS im to wytłumaczyć. Zacznijmy od prostej konstatacji.

Czym jest polityka socjalna?

To polityka redystrybucji środków materialnych prowadzona w sposób, którego konsekwencją jest realne zmniejszenie różnic społecznych, zwłaszcza wynikających z niedostatku oraz niskiego kapitału ludzkiego i społecznego. Państwo – zdaniem lewicy – powinno być zainteresowane równaniem startu życiowego wszystkich dzieci, mobilnością społeczną, pomnażaniem kanałów awansu społecznego, rotacją w elitach państwowych. Tu nie chodzi li tylko o lewicowe wartości. To kwestia rozwoju społecznego, ograniczenia oligarchizacji – słowem: siły i potencjału państwa. Zależności te odkryto jeszcze w XIX wieku i dlatego np. Skandynawia jest przedmiotem zazdrości wielu społeczeństw świata.

Co robi Prawo i Sprawiedliwość?

Kilkanaście lat temu zlikwidowało podatek spadkowy. Abstrahując od moralnych aspektów tego problemu (czyż rodzice nie pracują na dzieci?) skutki praktyczne są takie, że z innego poziomu startują do życia dzieci bogatych rodziców, z innego dzieci biednych. Podatek spadkowy jakoś (w niewielkim stopniu) to niwelował. Co prawda zabierając bogatym tylko trochę z tego dawał biednym, ale przynajmniej trochę. Ale PiS na tym nie poprzestało, bowiem ograniczyło redystrybucję zmniejszając ilość progów podatkowych. Czyli kasy na biednych było mniej. Korzystała z tego potem Platforma z PSL-em, pomimo, że to wiejskie dzieci straciły najwięcej. Mit klasy średniej, do której aspirowali (a przynajmniej powinni) wszyscy, połączony z doktryną „ciepłej wody” paraliżował lewicę, choć nie tylko. Nawet Kosiniak-Kamysz (młody), rozumiejący dość liberalnie istotę polityki socjalnej, daleki był od zwrócenie uwagi na biednych, kosztem odbierania bogatym. Tak, nawiasem mówiąc, uwolnienie emerytur od podatku mieści się w kanonie tak rozumianego liberalizmu. Biednemu emerytowi oddamy nieco ponad 2 tysiące złotych, bogatemu kilka razy tyle.

Kilka lat temu PiS wprowadziło 500+ na każde dziecko. Gest wart dwadzieścia kilka miliardów, a do tego doszło jeszcze kilkanaście miliardów na tzw. trzynastą emeryturę. Poprawiło się wszystkim. Tym bogatym i tym biednym. Tym, co zarabiają płacę minimalną i tym, którzy otrzymują jej kilkunastokrotność. Tym z emeryturą 1000 złotych i tym, co otrzymują z naszej wspólnej kasy dziesięć razy tyle. Lud, w tym lewicowy, zapiał z zachwytu. Elity, zwłaszcza lewicowe, trochę marudziły, że to wypchnie kobiety z rynku pracy, a ludzie przyzwyczają się, że ich dochody nie będą miały żadnego związku z wykonywaną pracą, jej ilością i jakością. Mówiąc po marksowsku, praca – jedyne dobro, którym dysponuje klasa pracująca – przestanie być źródłem dobrobytu. To jest problem dla lewicy i dla państwa. Po „śmieciówkach” Tuska, znowu najważniejszy dla ludzi pracy problem: godne i adekwatne do wysiłku wynagrodzenie, został wypchnięty z głównego nurtu debaty publicznej. Mało kto to zauważył – spora część lewicy też nie.

Nierówności

Ale idźmy dalej. Bo większy problem jest zupełnie gdzie indziej. Te drobne trzydzieści parę miliardów (500+ i 13-a emerytura) przykryła co innego. Mianowicie to, że władza przestała zauważać (i przejmować się) stanem i finansowaniem usług publicznych. Nie ma pieniędzy na oświatę i publiczną opiekę nad dzieckiem, na służbę zdrowia i publiczny transport, a wreszcie na efektywną politykę socjalną. Na nic strajki nauczycieli (i tak ich nie lubimy) czy protesty niepełnosprawnych. Pieniędzy na to akurat zabrakło. Ale lud, upojony pięćsetkami, tego jeszcze nie widzi. Do ludu nie mam pretensji – do lewicy już tak, że nie krzyczy, że ludziom nie tłumaczy.
Jaki wyraz praktyczny ma ten problem? W rodzinie biednej te dodatkowe 500 złotych idzie na konsumpcję. Kupi ona za to lepsze jedzenie, czasem jakiś gadżet, aby dziecko w szkole nie czuło się gorszym. Inflacja, która stoi za drzwiami uderzy w te rodziny najbardziej. Więcej będą kosztowały ziemniaki i kiełbasa, a dziecku się nie odmówi. Mniej zatem pójdzie na edukację i kulturę, wypoczynek i ubrania. W rodzinie bogatej te 500 złotych to środki inwestycyjne. Wyśle się za to dziecko do prywatnego żłobka i przedszkola, do prywatnej szkoły i na studia zagranicę. W jednym i drugim przypadku sprzyjać to będzie dziedziczeniu pozycji społecznej, likwidacji mechanizmów awansu społecznego. A przede wszystkim powiększać różnice społeczne, które blokują rozwój wspólnoty, obniżają potencjał państwa.

Z tej perspektywy lewica musi patrzeć na likwidację gimnazjów, na postulaty nauczycieli, na to co robi minister Gowin. W konkurencji o miejsce na Uniwersytecie wygra dziecko lepiej kształcone w szkole prywatnej i w dodatku studiować będzie za darmo. Dziecku z biednej rodziny, po prowincjonalnym liceum zostaje szkoła prywatna, na ogół dość kosztowna i nie zapewniająca kapitału, który daje Uniwersytet. Nie urażając w niczym tych szkół, rzadko która ma swoje akademiki, kluby studenckie, inwestuje w kulturę lub sport akademicki. Ważne, aby się punkty zgadzały.

Czy to robione jest z zamysłem? Być może jest jakaś część prawicy, która myśli, że ten „prosty lud” będzie nadal jej elektoratem. Ale jest w tym niekonsekwentna. Bowiem w drugim ważnym obszarze usług publicznych jakim jest służba zdrowia propaguje ten sam mechanizm. Biedni czekać będą miesiącami na dostęp do lekarza, bogaci po prostu go sobie kupią. Taki program jest rodem z najprymitywniejszego darwinizmu, od którego świat odszedł już wiele lat temu. Ale jest on tak naprawdę wspierany przez powszechne rozdawnictwo i znany mechanizm świadomościowej prostolinijności. Dopóki jesteś zdrowy (a przecież wszyscy mamy taką nadzieję), to te 500 złotych traktujesz jako rezerwę na wszelki wypadek. Ale kiedy on się zdarzy, to ta sama kwota stanowi zaledwie ułamek niezbędnych wydatków. Część ludzi o tym wie, część – jak na razie – tego nie doświadczyła. Życzmy sobie zdrowia.

Czy to znaczy, że jestem przeciwko 500+? Otóż nie, zwłaszcza, że ono już jest i zostało zagospodarowane w budżetach polskich rodzin. Nie, bo Polacy zarabiają za mało i jest to jakiś substytut wyższych wynagrodzeń, na które zasługujemy. Ale gdyby ktoś dał lewicy dwadzieścia parę miliardów do rozdania, to jednak dostać je powinny te wszystkie rodziny, w których dochód na człowieka nie przekracza minimum socjalnego. Od tegoż minimum powinna także zaczynać się najmniejsza emerytura. I nie opowiadajcie, że koszty obsługi tego programu byłyby większe. Samorządowcy już dziś prowadzą politykę socjalną. Niech rząd się od nich uczy i ich potencjał wykorzysta. Pani Zosi z biednej gminy gdzieś na Podkarpaciu wszystko jedno czy będzie wypłacać po 600 zł czy po 1600. Podejrzewam zresztą, że robić to będzie z większym zapałem. Że trafią te pieniądze do „patologii”? Otóż likwidacja tego zjawiska, to jest prawdziwa polityka socjalna. Chodzi nie tylko o pieniądze, tylko o te mądrze wydane. O żłobek, przedszkole,, szkołę, które wyrwą te dzieci ze patologicznego domu. Pokażą, że istnieje inny świat i jest on w ich zasięgu. Nie wiem czy dla PiS-u on istnieje, czy potrafią tak myśleć?

Sojusz tronu i ołtarza

Do tego chciałbym przywołać jeszcze politykę PiS wobec Kościoła. Zasadza się ona na tych samych celach. Ideałem większości polskich biskupów jest wszak społeczeństwo jak z II Rzeczypospolitej: biedne i nie wykształcone, pogodzone z losem i wierne autorytetom. Dla którego swojskość – mierzona starymi, dobrze znanymi rytuałami, standardami grzechu, piekła i nieba, jest zrozumiała i akceptowana. Umacnia ją Prawo i Sprawiedliwość polityką zaostrzania kar i jednoznacznością semantyczną, manichejskim postrzeganiem świata. Że to oddala nas od współczesności – cóż to „jeszcze Polska nie umarła, póki my żyjemy”. A nasze dzieci czy wnuki?
Warto pamiętać powiedzenie starego konserwatysty: politykier myśli o najbliższych wyborach, polityk o kolejnych pokoleniach. O czym myślą ludzie z Prawa i Sprawiedliwości?

Bez „i”

Artykuł Anny Grodzkiej „O mediach i demokracji” opublikowany na łamach Strajk.eu i Dziennika Trybuna zasługuje więcej niż na uwagę. Temat podniesiony przez Grodzką powinien być kontynuowany w dyskusjach, zwłaszcza w środowiskach demokratycznych. Analiza stanu polskiej demokracji, problemów (lub precyzyjniej: braku problemów) znacznej liczby wyborców, dyktat mediów, aktualna rola mediów publicznych przeprowadzona przez Grodzką jest jak najbardziej właściwa, celna. Niestety, na tym pozytywy tego ważnego artykułu moim zdaniem się kończą. Analiza sytuacji właściwa, ale wnioski i postulaty chudziutkie. Brakło nie tylko przysłowiowej kropki nad „i”, ale również samego „i”.

Proponowane rozwiązania niewiele wnoszą nowego, a nawet umacniają wręcz obecny, wynaturzony system. Przecież finalna propozycja autorki obciążania reklamodawców pokrywania kosztów medialnych kampanii społecznych to właśnie umocnienie wpływu biznesu reklamowego. Dodatkowe koszty pokryją sobie z cen towarów, za które zapłacimy, a proponowany Fundusz Medialny będzie bardzo zainteresowany tym, aby rynek reklam – a więc usług masowego ogłupiania ludzi – był jak największy. Myślę, że nie tędy droga.

Demokratyczna lewica powinna podjąć trud opracowania własnej koncepcji kampanii kreowania przedstawicieli społeczeństwa w instytucjach państwa demokratycznego. Streścić ją można w dwóch słowach: dekapitalizacja i sekularyzacja społecznych kampanii wyborczych.

Zdaję sobie sprawę z tego, że 98% czytelników, którzy dotarli do tego miejsca mruknie pod nosem coś na kształt: „To przecież niemożliwe! Uczkiewicz zwariował!” i przejdzie do innej lektury. Ale ja chciałbym zwrócić się do tych dwóch procent, do tych ludzi lewicy, którzy nie boją się formułowania celów przez otoczenie uznawanych za szalone, a w każdym razie niemożliwe. Przypomnę tylko nieśmiało, że cały nasz postęp cywilizacyjny, z którego tak jesteśmy dumni, swoje początki zawsze miał w przełamywaniu stereotypów, w sięganiu po niemożliwe.

Problem pierwszy: władza czy odpowiedzialność.

Aby skonstruować nowy, wartościowy model kampanii wyborczej zacząć należ od sedna wyborów. Postawię więc pytanie: dlaczego ciągle, w kółko, mówimy o wyborze WŁADZ. Władz krajowych, wszelkich szczebli władz samorządu terytorialnego, samorządów zawodowych. Jeżeli nawet nasz piękny polski język jest w tym obszarze zbyt ubogi, to jednak cała narracja wokół wyborów dotyczyć powinna ODPOWIEDZIALNOŚCI. Celem wyborów w społeczeństwie demokratycznym powinno być wyłanianie ludzi, naszych przedstawicieli, którym powierzamy ODPOWIEDZIALNOŚĆ za kierowanie biegiem wspólnych spraw, na których cedujemy część własnej odpowiedzialności, abyśmy mogli zająć się na co dzień innym i sprawami a także kontrolowaniem tego, jak nasz mandat zaufanie jest wykonywany. Nie chodzi tylko o to, że w naszej, głęboko zakorzenionej historycznie tradycji, WŁADZA, jest z założenia ciałem obcym, zewnętrznym, wręcz wrogim. Bardziej kojarzy się nam z przywilejami, mechanizmami przymusu. Nie chodzi też o to, że do „władzy” wielu idzie po zaszczyty, wpływy, apanaże. Chodzi też o to, że taki wyścig do władzy jest z gruntu ademokratyczny, aspołeczny.

Z pojęciem „władzy” ściśle związane jest inne pojęcie: „walka”. Każde wybory to u nas jedno wielkie pole bitwy, w której są wygrani i przegrani. Wygrani chodzą w chwale, a przegrani… w niechwale. Statystycznie mandaty w różnego rodzaju organach publicznych uzyskuje około 10% kandydatów. Jeżeli do tego dodać, że każda kampania wiąże się z koniecznością kapitałowego zaangażowania kandydata, to nasze kampanie wyborcze są jedną, wielką machiną produkującą obywateli – frustratów. I do tego frustratów wśród najbardziej wartościowej części społeczeństwa, gotowej czas swój i zdolności poświęcić dla dobra publicznego. Ciekawy jestem czy chociaż w jednej gminnej szkole podstawowej w Polsce przeprowadzono lekcję na temat wyborów do Rady Gminy, w czasie której wszystkich kandydatów prezentowano jako osoby, które publicznie zgłosiły gotowość podjęcia ODPOWIEDZIALNOŚCI za wspólnotę, jako wzór postaw obywatelskich, wzór do naśladowania.

Problem drugi: forsa

Wielokrotnie zdarzyło mi się słuchać jednego z wojewódzkich liderów SLD, który prosto z mostu przekonywał, że „na pierwsze miejsce na liście bez 100 tysięcy złotych nie ma co startować”. Nie wiem: sto czy dziesięć tysięcy. Ale już sam fakt, że wybory do obywatelskich organów przedstawicielskich kandydat musi traktować jako inwestycję kapitałową jest aberracją. Przecież nieodłącznym elementem każdej inwestycji jest „stopa zwrotu kosztów”. Cały więc system wyborczy petryfikuje wybory jako wyścig o władzę i wpływy. Ale jest jeszcze jedno oblicze tej kwestii: wybory w Polsce są właściwie tylko dla bogatych. Nie mogę pojąć jak lewica może przechodzić do porządku dziennego nad tym, że wybory są w Polsce tylko dla lepiej sytuowanych materialnie, jak może nie reagować na to, że konstytucyjna równość obywateli w czynnym prawie wyborczym jest fikcją.

Wyborami do organów przedstawicielskich w Polsce rządzi pieniądz. Partie polityczne szukają jawnych i skrytych sponsorów (zobowiązania!), zaciągają – podobnie jak wielu kandydatów – kredyty bankowe. Gdzie płynie ta rzeka pieniędzy? Płynie do wszelkiego rodzaju komercyjnych agencji reklamowych i mediów, które kandydatów sprzedają nie przymierzając jak „Najlepszy płyn do higieny intymnej”. Medialne kampanie komercyjne oparte są przecież na doświadczeniach kampanii reklamowych, której podstawowa dewiza, wypracowana jeszcze w początkach minionego stulecia w Stanach Zjednoczonych Ameryki Północnej głosi: „Pamiętaj! Jeżeli w reklamie odwołujesz się do racjonalizmu, zdrowego rozsądku, to de facto odwołujesz się do 10% odbiorców”. Dlatego słynne „czarne teczki” Tymińskiego pokonały ikonę polskiej demokracji: Premiera Tadeusza Mazowieckiego. Dlatego czarny PR jest tak skuteczny. Dlatego komitety wyborcze zabiegają, aby na ich listach znaleźli się aktorzy popularnych programów telewizyjnych, znani sportowcy, celebryci. Oczywiście w żaden sposób nie można ograniczać ich czynnych praw wyborczych, ale nie powinni służyć za przynętę na wyborcę w demokracji obywatelskiej. Powyższe praktyki doprowadziły przecież do tego, że poziom merytoryczny, etyczny i kulturalny polskiego Sejmu z kadencji na kadencję spada na łeb na szyję.

Podporządkowanie kampanii wyborczych do organów przedstawicielskich regułom właściwym dla komercyjnej reklamy, oddanie ich w ręce komercyjnych mediów ma jednak jeszcze jeden, o wiele groźniejszy dla demokracji skutek. Każdy z nas niejednokrotnie słyszał slogan, że „kampania wyborcza rządzi się swoimi prawami”, że „w kampanii wyborczej mówi się różne rzeczy” lub wręcz, że „w kampanii wyborczej kłamanie jest dozwolone”. Medialni komentatorzy często oczekują wręcz „uwodzenia elektoratu przez kandydatów”. Krótko mówiąc przez ostatnie 30 lat demokracji w Polsce kłamstwo wyborcze stało się normą nie tylko polityczną, ale i społeczną. Czy demokratyczna lewica może się z tym godzić?

Kler

Porządkując polski system wyborczy, szukając jego lepszych, społecznie wydajniejszych formuł, postawić należy też tezę o koniecznej sekularyzacji kampanii wyborczych. Sekularyzacji rozumianej jako maksymalne ograniczenie ingerencji kościołów w proces wyborczy. Rozdział kościoła od państwa w tej najważniejszej dla państwa kwestii musi być jasny, jednoznaczny. Również w imię naszej suwerenności zwłaszcza w przypadku Kościoła Katolickiego jego funkcjonariusze i struktury reprezentują interesy państwa obcego. Nie chodzi tu tylko o kwestie kazań głoszonych w kościołach, ale również o odejście od złej tradycji organizowania wyborów w niedziele. Po mszy, w trakcie której często w sposób mniej lub bardziej zawoalowany przekazane zostały instrukcje, wierni gromadnie zmierzają do lokali wyborczych, co razem tworzy określoną zbiorową presję.

Lewica

Lewica w Polsce staje – podobnie jak na całym świecie – wobec podstawowego dylematu: czy być, jak przez minione 30 lat, ruchem politycznym adaptacyjnym czy kreatywnym. Adaptacyjnym, czyli takim, który przystosowuje się do reguł gry ustanawianych przez kapitał, starając się „socjalizować” jego rozwiązania i tam gdzie chcą dodać 10 to domagać się 12, a gdzie chcą zabrać 10 to domagać się 8. Kreatywnym natomiast to takim, który tworzyć będzie własną, nowoczesną wizję demokratycznego społeczeństwa i państwa, który proponować będzie własne, lewicowe rozwiązania systemowe. Stosunek lewicy do fundamentalnej społecznie i politycznie kwestii reguł kreowania ciał ponoszących odpowiedzialność za kraj i ludzi będzie jednym z poważniejszych dla niej sprawdzianem w tym względzie.

Celowo nie przedstawiam tu propozycji własnych założeń do nowego podejścia do kwestii wyborczych – pomieściłem je we wpisie „Kogo i jak wybierać” z lutego 2017 r. Jestem jednak przekonany, że temat „Wybory w społeczeństwie obywatelskim” wart jest pracy grupy lewicowych intelektualistów, idealistów, niebojących się budowania maszyn latających cięższych od powietrza.

Dla dobra Polski i Polaków.

Polska godności, nie Polska pogardy

Kraj, w którym nikt nie będzie czuł się wykluczony, władze będą przestrzegały konstytucji i innych przepisów prawa, a pieniądze publiczne zamiast na zbrojenia pójdą na program budowy tanich mieszkań – taką wizję Polski nakreślił wczoraj na spotkaniu z warszawskimi sympatykami Robert Biedroń, kandydat Lewicy na prezydenta.

Przekonywał przy tym, że nie należy zrażać się sondażami, które na razie dają mu małe szanse nie tylko na prezydenturę, ale nawet na drugą turę. Przypomniał, że ubiegając się o stanowisko prezydenta Słupska też zaczynał od kilku procent, by ostatecznie zwyciężyć. Również Aleksandrowi Kwaśniewskiemu, mówił Biedroń, nie dawano szans na prezydenturę. Tymczasem on stanął do wyścigu, wygrał i jest dziś wspominany jako najlepszy prezydent w historii III RP.

Prezydent, nie marionetka

Kwaśniewskiego Biedroń chwalił także za umiejętność rozmowy ze wszystkimi stronami sceny politycznej, prowadzenia dialogu ponad podziałami. – To lewica dała Polsce obecną konstytucję – oznajmił. Postawę ówczesnego prezydenta porównał ze stylem sprawowania urzędu przez Andrzeja Dudę i nie znalazł dla niego wiele ciepłych słów. Podkreślał, że Polsce jest potrzebna głowa państwa, a nie polityk sterowany przez szefa partii, która wyniosła go do władzy. Taki, który tak bardzo nie chce słuchać krytyki, że rozmawia tylko z tejże partii przedstawicielami.
Biedroń celnie zauważył, że wiele tematów w tej kampanii poruszy tylko on. Inni kandydaci bowiem za bardzo obawiają się spadku w sondażach, by mówić o świeckości państwa, prawach kobiet czy odchodzeniu od węgla.

Koniec z węglem

Temat węgla okazał się zresztą jednym z wiodących podczas spotkania. Na sali pojawili się przedstawiciele organizacji Greenpreace, którzy apelowali do Roberta Biedronia o jeszcze ambitniejsze działania w sprawach czystego powietrza i gospodarki opartej na  źródłach odnawialnych. Wskazywali, że gospodarcza transformacja musi dokonać się nawet pięć lat wcześniej niż do 2035 r.

Nadspodziewanie mało mówiono natomiast o sprawach typowo socjalnych, które przecież w programie kandydata – jak i w programie wspierającej go Lewicy – są fundamentalne. Robert Biedroń oznajmił jedynie, że zamiast kupować drogie amerykańskie samoloty bojowe, należałoby przeznaczyć te miliony złotych na program mieszkaniowy. Być może jednak o sprawach edukacji, transportu czy wreszcie wynagrodzeń i podatków jeszcze usłyszymy. Biedroń zaznaczył wszak, że jest politykiem z wizją, a takich, którzy od wizjonerstwa się odżegnują, raczej się boi. Doprecyzował też, że jego wizja to nowoczesne państwo dobrobytu.

Dobry prezydent, czyli kto?

Przez część spotkania kandydat krążył między rzędami zebranych, pytając: jaki powinien być dobry prezydent? Co w konstytucji jest dla was najważniejsze? Padały odpowiedzi: że głowa państwa powinna reprezentować całe społeczeństwo, a nie wprowadzać podziały. Mówili, że ważna jest dla nich prawda i otaczanie się przez głowę państwa kompetentnymi doradcami, a także, że chcieliby prezydenta, który jest szanowany i traktowany poważnie przez innych przywódców państw, nie zaś „obija się od ściany do ściany”.

Nie mogło zabraknąć przypomnienia o sukcesach Lewicy, które już miały miejsce. Biedroń przypomniał, że tę formację niemalże spisano już na straty. Tymczasem zjednoczenie SLD z jego strukturami, Razem z jego odważnym programem i Wiosny, wnoszącej nową energię, pozwoliło wprowadzić do Sejmu reprezentację, która merytorycznie i konkretnie punktuje rząd w debatach. Biedroń wyraził nawet nadzieję, że przyszłym premierem Polski będzie Włodzimierz Czarzasty lub Adrian Zandberg.
Ostatnie sondaże dają Robertowi Biedroniowi poparcie w granicach 11 proc. To lepiej, niż na starcie kampanii, gdy polityk nie przekraczał 10 proc., ale nadal wyraźnie niżej od Andrzeja Dudy i Małgorzaty Kidawy-Błońskiej. Na obecną głowę państwa, według badania zamówionego przez Polska Press Group, chce głosować 41,3 proc. uprawnionych. Na kandydatkę KO – 24 proc.