Refleksje okołowyborcze

Już za nami pierwsza tura wyborów prezydenta Rzeczypospolitej. Rozmaite mądre głowy wieszczą, że to chwila o decydującym znaczeniu dla Polski. Ja mam co do tego wątpliwość.

Nieważne, kto wygra za dwa tygodnie. Jeżeli nawet kandydat
antyPiSu uzyska większość, a PiS nie zdoła zapobiec (a wiadomo, że
determinacja w tej kwestii jest bardzo wielka) objęciu urzędu przez
osobę krytycznie nastawioną do metod wprowadzania porządku tzw. IV
Rzeczypospolitej, to nastąpi okres bezwzględnej walki dwu władz, walki
która może okazać się bardziej niszcząca morale i intelekt
społeczeństwa niż czynią to rządy PiSu. Nic więc nie ulegnie zmianie,
moralny i cywilizacyjny regres społeczeństwa będzie postępował. A
nawet, jeżeli zbliżające się wybory jakimś cudem spowodują odsunięcie
PiSu od władzy, to jedynym rezultatem będzie odtworzenie stanu sprzed
2016 roku, czyli powrót tego, co skłoniło społeczeństwo do buntu
przeciw zakłamanej semidemokracji, jak to nazwał Mirosław Matyja.
Słusznie Adrian Zandberg zauważył, że ten nawrót do starych błędów
może spowodować, iż zdesperowane społeczeństwo ponowi swoją niezgodę
na kłamstwa, tyle że dopuści do władzy takich ludzi, iż zatęsknimy za
PiSem. Stanowczo twierdzę, że istotnej zmiany nie będzie.

Twierdzę zarazem, że jedyną możliwość rozpoczęcia naprawy stosunków w
naszym kraju da powstanie ośrodka demokracji uczestniczącej. Chodzi o
grupę praktykujących i propagujących uznanie podmiotowości każdej
osoby, co w praktyce sprowadza się do radykalnie pojmowanej jawności
oraz do zastąpienia kazań i pouczeń dialogiem.

Grupa taka nie będzie miała łatwego zadania. Z jednej strony bierność
zniechęconego politykierstwem społeczeństwa, z drugiej zaś sprzeciw
klik oraz koteryj zarządzających partiami i redakcjami mediów
utrudniają powstanie i rozwój myśli niezależnej, ukierunkowanej na
dobro wspólne, a nie na doraźną korzyść jakiejś grupy. Potrzebny jest
zarówno obywatelski sprzeciw wobec panującego zakłamania ośrodków
opiniotwórczych głoszących wbrew rzeczywistości swoją jedność ze
społeczeństwem (np. Gazeta Wyborcza, Kultura Polityczna, Krytyka
Polityczna, TVN, Kongres Obywatelski i tp.), jak i żądanie dialogu
zamiast kazań i pouczeń. Niech to na początek będzie np. jawna i
niecenzurowana dyskusja nad wydaną niedawno książką Mirosława Matei
„Polska semidemokracja”. Jestem przekonany, że taka pierwocina dialogu
społecznego stworzy warunki do powstania ośrodka będącego zaczynem
demokracji uczestniczącej w Polsce. Tak widzę naprawę fatalnego stanu
moralnego i intelektualnego naszej społeczności.