Supermeni

Kandydaci jeżdżą i obiecują. Obiecują wszystko. Nowe szpitale, nowe drogi, lepsze wojska (niekoniecznie nasze), powszechną sprawiedliwość.

Wszystkim ma być lepiej, nawet przeciwnikom politycznym. Ma być nowy ład energetyczny, wyższe emerytury i nowe szkoły. Władza ma należeć do obywateli (to po co władza w ogóle). Polska będzie potęgą. Jak zsumować wszystkie obietnice kandydatów to nasz kraj może przeskoczyć nawet Stany Zjednoczone. Nie wiadomo więc po co jedzie tam nasz prezydent. Jak prezydent Trump zorientuje się czym ma być nasz kraj, to poprosi o pomoc w walce w tamtejszym koronawirusem, a potem o jeszcze inne rzeczy. W mediach obietnice leją się niczym wodospad Niagara, a tymczasem trochę deszczu i kraj spływa powodzią. Rzeczki stają się rwącymi rzekami. Wcześniej była susza i lekarstwem na nią miały być oczka wodne. Teraz oczka przemieniły się w jeziora i stały się one (oczka) zagrożeniem.

Jak zsumować wszystkie obiecane dopłaty, zasiłki, bony, zapomogi i już sam nie wiem co, to nie będziemy musieli pracować. Zaleje nas fala pieniędzy większa od wezbranych po powodzi rzek. Ale na tym nie koniec. Im bliżej finału, tym więcej obietnic. No i do tego te miliardy z UE też trzeba dołożyć. Co to będzie w naszym kraju. Od nadmiaru bogactwa pomiesza się niektórym w głowach. Taki np. minister Szumowski nie będzie musiał zabiegać o rządowe granty dla swojego brata. Powstanie kilkanaście srebrnych wież i to nie tylko w Warszawie.

I tak na koniec. Skoro kandydaci mogą nam dać wszystko, czego tylko zapragniemy, to po co parlament, rząd, samorządy i wszelkie urzędy. Pogonić towarzystwo. Prezydenci wszystko załatwią sami. Gotów jestem zaakceptować 10 prezydentów na raz, którzy dadzą nam wszystko. Dla zwolnionego rządu, posłów i urzędników też dóbr wszelkich nie powinno zabraknąć

Niestety rzeczywistość jest inna. Kandydaci deszczu nie umieją zatrzymać. Pan prezydent udał się na powodziowy sztab kryzysowy. Niestety, jego moc nie zadziałała. Deszcz nadal poda. Przekazał za to mediom o czym na sztabie mówiono. I takie są faktyczne możliwości pana prezydenta. Bycie spikerem i przekaźnikiem woli prezesa to jego funkcja.

Czy inni kandydaci mogą więcej? Pewnie tak, ale deszczu i burz nie zatrzymają. Nawet sama Opatrzność nad tym nie panuje i nie wiem dlaczego karze ulewami tereny, gdzie PiS jest partią szczególnie ukochaną. Co to się porobiło.

Zastanawiam się czy moje przemyślenia są bardziej wydumane od obietnic kandydatów. No chyba nie.