Supermeni

Kandydaci jeżdżą i obiecują. Obiecują wszystko. Nowe szpitale, nowe drogi, lepsze wojska (niekoniecznie nasze), powszechną sprawiedliwość.

Wszystkim ma być lepiej, nawet przeciwnikom politycznym. Ma być nowy ład energetyczny, wyższe emerytury i nowe szkoły. Władza ma należeć do obywateli (to po co władza w ogóle). Polska będzie potęgą. Jak zsumować wszystkie obietnice kandydatów to nasz kraj może przeskoczyć nawet Stany Zjednoczone. Nie wiadomo więc po co jedzie tam nasz prezydent. Jak prezydent Trump zorientuje się czym ma być nasz kraj, to poprosi o pomoc w walce w tamtejszym koronawirusem, a potem o jeszcze inne rzeczy. W mediach obietnice leją się niczym wodospad Niagara, a tymczasem trochę deszczu i kraj spływa powodzią. Rzeczki stają się rwącymi rzekami. Wcześniej była susza i lekarstwem na nią miały być oczka wodne. Teraz oczka przemieniły się w jeziora i stały się one (oczka) zagrożeniem.

Jak zsumować wszystkie obiecane dopłaty, zasiłki, bony, zapomogi i już sam nie wiem co, to nie będziemy musieli pracować. Zaleje nas fala pieniędzy większa od wezbranych po powodzi rzek. Ale na tym nie koniec. Im bliżej finału, tym więcej obietnic. No i do tego te miliardy z UE też trzeba dołożyć. Co to będzie w naszym kraju. Od nadmiaru bogactwa pomiesza się niektórym w głowach. Taki np. minister Szumowski nie będzie musiał zabiegać o rządowe granty dla swojego brata. Powstanie kilkanaście srebrnych wież i to nie tylko w Warszawie.

I tak na koniec. Skoro kandydaci mogą nam dać wszystko, czego tylko zapragniemy, to po co parlament, rząd, samorządy i wszelkie urzędy. Pogonić towarzystwo. Prezydenci wszystko załatwią sami. Gotów jestem zaakceptować 10 prezydentów na raz, którzy dadzą nam wszystko. Dla zwolnionego rządu, posłów i urzędników też dóbr wszelkich nie powinno zabraknąć

Niestety rzeczywistość jest inna. Kandydaci deszczu nie umieją zatrzymać. Pan prezydent udał się na powodziowy sztab kryzysowy. Niestety, jego moc nie zadziałała. Deszcz nadal poda. Przekazał za to mediom o czym na sztabie mówiono. I takie są faktyczne możliwości pana prezydenta. Bycie spikerem i przekaźnikiem woli prezesa to jego funkcja.

Czy inni kandydaci mogą więcej? Pewnie tak, ale deszczu i burz nie zatrzymają. Nawet sama Opatrzność nad tym nie panuje i nie wiem dlaczego karze ulewami tereny, gdzie PiS jest partią szczególnie ukochaną. Co to się porobiło.

Zastanawiam się czy moje przemyślenia są bardziej wydumane od obietnic kandydatów. No chyba nie.

Szykany za plakaty z Szumowskim

41 godzin w areszcie na podstawie absurdalnych zarzutów, brutalne aresztowanie na oczach rodziny, rozbieranie do naga, upokarzanie przez funkcjonariuszy, demolowanie mieszkania, a wszystko to za ujawnianie przekrętów władzy. Czy sceny z nazistowskich Niemiec albo frankistowskiej Hiszpanii? Nie, to pisowska Polska roku 2020.

Wszystko zaczęło się od plakatów z ministrem Szumowskim, które w nocy z 29 na 30 maja pojawiły się w gablotach na kilku warszawskich przystankach. Przedstawiały one ministra zdrowia w stroju kawalera maltańskiego i zawierały listę zarzucanych mu przekrętów i matactw: zakłamywanie statystyk dotyczących koronawirusa w Polsce, zakup wadliwych maseczek za 5 mln czy wystawioną w interesie partyjnym rekomendację dotyczącą wyborów. W obliczu zdecydowanej reakcji obozu władzy na tę akcję, będąca właścicielem wiat spółka AMS zaprzeczyła, że ma cokolwiek wspólnego z plakatami i zgłosiła włamanie. Pisowska władza, szczególnie uczulona na wszystkie ataki na tak usilnie kreowanego na bohatera min. Szumowskiego, nakazała policji rozpocząć polowanie na czarownice.

W nocy z 8 na 9 czerwca policja zatrzymała dwójkę aktywistów. Bartosza S. policjanci brutalnie skuli na oczach jego żony, która została w domu sama z chorym niemowlęciem, które dopiero niedawno opuściło szpital. Annie W. funkcjonariusze najpierw ostentacyjnie zdemolowali mieszkanie (bez zachowania żadnych procedur przeszukania), skonfiskowali wszystkie urządzenia elektroniczne (przeszukując nawet telefon jej córki), po czym mimo braku jakiegokolwiek oporu przy córce oraz rodzicach zakuli ją w kajdanki i siłą wyprowadzili z domu. Wszystko to rzekomo (jak wynika z protokołu zatrzymania) ,,z obawy zatarcia śladów”. Między rozwieszeniem plakatów a zatrzymaniem minęło jednak aż 10 dni a wszystko działo się w miejscu ogólnodostępnym, nie ulega więc wątpliwości, że był to jedynie pretekst do brutalnej szykany. Na komendzie aktywistkę spotkały kolejne upokorzenia m.in.: konieczność rozebrania do naga, robienia przysiadów i prześmiewcze komentarze ze strony funkcjonariuszy. Potem wywieziono ją na inny komisariat i zamknięto w celi, gdzie w uwłaczających warunkach spędziła samotnie prawie 2 dni. Wszystko to tylko po to, by policjanci na koniec w niecałą godzinę załatwili kilka formalności. Bartosza S. trzymano na ,,dołku” ponad 20 godzin również tylko po to, by przeczytać mu zarzuty, zebrać odciski palców i zrobić dokumentację zdjęciową.

Przeciwko szykanom wobec aktywistów zaprotestowało wiele organizacji m. in.: Akcja Demokracja, Helsińska Fundacja Praw Człowieka, Ogólnopolski Strajk Kobiet czy Amnesty International. Cała sprawa jest kolejnym przykładem tego, jak sumiennie rząd PiS naśladuje swoich idoli z Węgier. Tam Viktor Orban już od początku pandemii prześladuje krytyków władzy po zarzutami rzekomego ,,szerzenia dezinformacji”. Brutalne aresztowania w nocy na oczach rodzin, upokarzanie zatrzymanych, bezpodstawne przetrzymywanie w więzieniu – tymi metodami rządy PiS-u i Fideszu starają się zastraszyć opozycjonistów i zmusić ich do milczenia. A wszystko to pozornie ,,w granicach prawa”, oczywiście bardzo swobodnie interpretowanego przez rządzących. To jednak dopiero początki, charakterystyczne dla każdego reżimu, mające na celu znieczulić społeczeństwo na represje wobec opozycji oraz wybadać granice obojętności na tego typu akcje. Jeśli więc takie działania nie spotkają się ze zdecydowanym społecznym oporem, pisowskie gestapo będzie bardzo szybko przekraczać kolejne granice w prześladowaniu przeciwników władzy.

Votum zadufania

Obserwując praktykę parlamentarną różnych krajów szewc Fabisiak zauważa, że rządy występują czasem do parlamentów o udzielenie im votum zaufania. Na ogól dzieje się tak w przypadku, gdy partia bądź koalicja rządząca dysponuje kruchą większością i potrzebuje ze strony deputowanych potwierdzenia mandatu do sprawowania władzy.

Inaczej jednak wygląda sytuacja w Polsce, gdzie wszystko musi być na opak i nie mieścić się w normalnych standardach – wnioskuje szewc Fabisiak na podstawie ostatniej debaty nad votum zaufania dla rządu Mateusza Morawieckiego. W polskim Sejmie tzw. Zjednoczona Prawica ma wciąż większość parlamentarną i nie zanosi się na to aby mogła ją utracić. Świadczy o tym kolejne głosowanie, gdzie odrzucane są wnioski czy też poprawki zgłaszane przez opozycję. Szewc Fabisiak nazywa to większością totalitarną.

Również i tym razem można było w ciemno obstawiać, że rząd takie votum uzyska. W takim razie po kiego grzyba z taką inicjatywą wystąpił? – pyta retorycznie szewc Fabisiak. Odpowiedź jest tak oczywista, że nie wymaga komentarza ani rozwinięcia. Chodziło o wsparcie kandydatury Andrzeja Dudy, któremu słupki poparcia nie gwarantują zwycięstwa w wyborach prezydenckich. Wiadomo bowiem, że to właśnie aktualnie urzędujący prezydent poprosił o to aktualnie urzędującego premiera. Jak donoszą źródła medialne przed posiedzeniem sejmowym Duda odbył półgodzinne spotkanie z Morawieckim sugerując aby uzyskał votum zaufania w symbolicznym historycznie dniu 4 czerwca jak by to miało jakiekolwiek znaczenie dla kogokolwiek oprócz polityków lubujących się w celebracji wydarzeniowych rocznic. Uzyskanie takiego votum miałoby też – o czym wspomniał m.in. w niedzielnej „Kawie na ławę” pisowiec Dominik Tarczyński – stanowić sygnał monolitycznej jedności Zjednoczonej Prawicy pod światłym przewodem prezesa Jarosława Kaczyńskiego.

Będąc świadomym wyniku głosowania premier Morawiecki nie musiał zabiegać o poparcie ze strony innych oprócz jego własnego ugrupowania posłów, co na ogół czynią ci premierzy, którzy dysponują kruchą większością parlamentarną. Dlatego też większość swojej przemowy premier poświęcił atakowaniu opozycji, co zostało zrozumiane jako swoisty wkład w kampanię wyborczą. Tak też to ocenili politycy opozycyjni. Przewodniczący sejmowego klubu Lewicy Krzysztof Gawkowski przyrównał całe to wydarzenie do konwencji PiS, kandydujący w imieniu Konfederacji Krzysztof Bosak do cyrku choć takiego klauna nie wziąłby do siebie żaden szanujący się cyrk, zaś inny kandydat Władysław Kosiniak-Kamysz mówił o ustawce pod Andrzeja Dudę.

Natomiast, co nie było zbyt trudne do przewidzenia, prezydent Andrzej Duda poinformował, że premierowskiej tyrady wysłuchał z satysfakcją. Wyraził też opinię, iż opozycja de facto przeszkadza się rządowi w walce z epidemią oraz w walce ze skutkami kryzysu gospodarczego, nie precyzując na czym ta wraża działalność miałaby polegać. Być może politycy opozycji blokują ludziom dostęp do szpitali, wyrywają z rąk lekarzy przyrządy do przeprowadzania testów czy też wymuszają na fryzjerach ponowne zamykanie nowo otwartych zakładów – zastanawia się szewc Fabisiak.

W odróżnieniu od prezydenta premier w sposób bardziej klarowny wyjaśnił na czym polega wkładanie kija w szprychy rządowego roweru. Otóż opozycja przeszkadza w rządzeniu ponieważ zgłasza wnioski o odwołanie z funkcji panów Sasina i Szumowskiego. Premier chyba udaje, że nie rozumie na czym polega rola parlamentarnej opozycji i to swoje udawanie pragnie wcisnąć wyborcom – zauważa szewc Fabisiak. Opozycja bowiem, jak sama nazwa wskazuje, to oponenci a nie sojusznicy rządu czy prorządowi klakierzy. Ma zatem nie tylko prawo, ale też swoisty wobec swoich wyborców obowiązek domagania się wycofania z rządu tych jego członków co do których ma uzasadnione świadczące przeciwko nim argumenty. W końcu nie kto inny jak wicepremier Sasin zlecił wydatkowanie milionów złotych na druk bezużytecznych kart wyborczych, choć odpowiadać za to powinien osobiście premier, który wydał mu stosowne polecenie. To nie kto inny jak minister Szumowski zamieszany jest w szemrane interesy związane z produkcją nic nie wartych w marcu na masek, których w maju nagle stał się entuzjastą.

W swojej mowie sejmowej premier Mateusz Morawiecki nie tylko krytykował opozycję. Nie byłby sobą, gdyby pozbawił nas możliwości wysłuchania kolejnego sprawozdawczego panegiryku na cześć swojego rządu. Wspomniał m. in. o ogromnym sukcesie w walce z koronawirusem mimo tego, że liczba zachorowań jakoś nie chce się zmniejszyć, lecz wręcz odwrotnie. Nie wnikając w inne detale premierowskiego wystąpienia szewc Fabisiak dochodzi do wniosku, iż tego typu autoreklama świadczy o tym, że rząd jest na tyle w sobie zadufany, że stara się to potwierdzić zgłaszając wniosek o votum. Nie tyle zaufania, co zadufania.

Bez żadnego planu

Niezależnie od tego, czy wierzycie w model szwedzki, czy nowozelandzki lub dowolny inny… To chyba wszyscy możecie już przyznać, że coś takiego jak polski model wychodzenia z pandemii po prostu nie istnieje!

U nas nie ma żadnego planu, żadnej naukowej prognozy, żadnych aktualizowanych ekspertyz. My po prostu mamy ministra zdrowia, który twierdzi, że wzrosty to spłaszczanie i znosimy obostrzenia, kiedy ilość zachorowań rośnie. Nie ma żadnej strategii, to wielki popis antyoświeceniowej, irracjonalnej wolnej amerykanki… Tyle, że Donald Trump przynajmniej wprost lekceważy zagrożenie, a polski rząd udaje odpowiedzialność. Z pięknymi słowami na ustach zapewnia, że wszystko jest w porządku i jednocześnie otwiera przedszkola w czasie wzrostu liczby zachorowań… Nie jest w stanie przeprowadzić testów wśród nauczycieli, czy nawet pracowników ochrony zdrowia.

To nie jest już nawet kwestia tej lub innej drogi. To kwestia tego, że PiS nie potrafi zarządzić żadnego spójnego planu i trzymać się go dłużej niż tydzień, a zamiast podejścia naukowego króluje podejście „ja i moi kumple jakoś sobie z tym poradzimy”. No chyba nie. Równocześnie triumfują neoliberalizm i libertarianizm – w tym, jak PiS stosuje obecnie korwinowską zasadę minimalizacji państwa w odniesieniu do problemu koronawirusa.
Nie państwo, nie wspólna narodowa strategia i szeroki plan oparty na naukowych prognozach i ekspertyzach. Nie wspólnota i solidarny wysiłek by pokonać pandemię… Zamiast tego ogłoszono, że o środkach nadzwyczajnych będą decydować samorządy.

Bardzo to ładne, pozornie megademokratyczne i oddolne… Ale co to oznacza w praktyce? Ano w praktyce oznacza to tyle, że biedniejsze samorządy będą musiały się otworzyć wcześniej. Biedniejsze samorządy nie będą testowały swoich nauczycieli. Biedniejsze uczelnie będą musiały szybko się otworzyć, biedniejsi po prostu zachorują itd. Totalny kapitalistyczny („samorządowy”) darwinizm z nieobecnym państwem, które umywa rączki i rządem który udaje, że za nic nie odpowiada. Waszego miasta nie stać na testy? Cóż, minister powie, że najwyraźniej nie było potrzeby ich przeprowadzić.

Samozaoranie

Mówił, prosił, łagodził, a na koniec, jak trzeba było się postawić i wyjść z garnituru, żeby na powrót przywdziać kitel, został w ancugu, w którym powiozą go do trumny.

Minister Szumowski, ostatnia nadzieja białych z PiS-u, właśnie roztrwonił wszystko co mógł ze swojego wirusowego pijaru. Kiedy patrzę na tę postać, zaczynają mną targać uczucia cokolwiek ambiwalentne. No bo z jednej strony, wcale mi nie żal, że kolejny polityk prawicy poddaje się samozagładzie. Im mniej prawicowych poglądów na świecie, tym lepiej dla ludzkości. Z drugiej jednak strony, to cały czas człowiek. Momentami nawet nie głupi.

Na początku walki z koronawirusem zdawał się być wyważony i koncyliacyjny, później było już tylko gorzej. Co wystąpienie ministra, to i groza coraz większa. Zakazujemy tego, zamykamy tamto, likwidujemy śamto-w trosce o dobro obywatela. Najpierw lockdown na miesiąc, na pół roku, na rok, a na koniec minimum dwa lata. Tako rzecze pan minister. W chwili, kiedy świat cywilizowany zastanawia się nad jak najszybszym z zarazy wyjściem, minister polski wydłuża nam żywot w zamknięciu, jak sąd, który cofa przedterminowe zwolnienie osadzonemu.

Czemu, pomyślałby ten czy ów. Czy dlatego, że najgorsze dopiero nadejdzie, albo tak się o nas rząd z ministrem troszczą, bo przecież chcą dla nas jak najlepiej. Nic bardziej mylnego. Gdy przychodzi co do czego i minister musi wydać rekomendację odnośnie wyborów, dziwnym trafem jego opinia spina się z czasem obowiązywania obostrzeń, które sam chwilę wcześniej prorokował. Dwa lata. To niby ten czas, kiedy ludzkość wynajdzie szczepionkę i dopiero wówczas, bez przeszkód, będzie można zagłosować osobiście. Jeśli jednak naród chce głosować wcześniej, on, minister, zaleca listonosza i pocztę. Wcześniej minister po prostu się mylił. Miał niepełne dane. Sytuacja była dynamiczna. Dziś wie z pewnością, że dwa lata i ani roku mniej.

Dwa lata. A czemu nie dwadzieścia lat? Kto ministrowi powiedział, że praca nad szczepionką potrwa dwa lata. Przecież szczepionka na zwykłą grypę jest dostępna od dawna, ale i tak ludzie na nią umierają, bo się społeczeństwo nie szczepi. Co to za idiotyczne argumenty, na miły Bóg. Doprawdy, cały ten niewydarzony rząd, ma rodaków za idiotów, dokładnie tak, jak to w przypływie rozbrajającej szczerości opowiadał Morawiecki na taśmach od „Sowy”, gdy był prezesem banku. Dowodzi to też tego, że towarzystwo nie ma żadnego konkretnego planu wyjścia z epidemii, a wszystko co plecie premier z Szumowskim, to gadanina oparta o pisaninę palcem po pisaku.

Dobrze spuentował to niedawno Szczepan Twardoch: premier na czwartkowej konferencji odwołał bzdurne zakazy które wcześniej na nas nałożył, bo coś musiał odwołać. Nie powiedział niczego, co by mogło jakoś człowieka uspokoić lub pozwolić mu zaplanować choćby swój domowy budżet. Innymi słowy: nie wiedzą chłopcy i dziewczęta z rządu nic, jak John Snow. I prędko się nie dowiedzą. Ostatni bowiem z ich bandy, w którym ludzie widzieli jeszcze krztę profesjonalnego podejścia, właśnie sam się zaorał.

To o czym piszę, świadczy przede wszystkim o jednej rzeczy, i to wcale nie o tym, że Szumowski okazał się człowiekiem bez kręgosłupa, za to w masce.
Sytuacja polityczna z którą mamy dziś w Polsce do czynienia pokazuje jak na dłoni, że PiS jako partia, a Kaczyński jako jej lider, mają naprawdę gdzieś i Polskę i Polaków. Liczy się partyjny interes i reelekcja miałkiego jak kluski prezydenta. Za wszelką cenę. Za cenę ludzkich dramatów. Za cenę dobrostanu ojczyzny. A nawet za cenę ludzkiego życia.

Nic nie jest dla nich ważniejsze niż partia i rządzenie dla rządzenia. Choćby wybitym do nogi narodem. Byleby trwać. Lejcy nie popuścić i nie oddać za nic w świecie. Bo kiedyś przyjdzie wreszcie odbicie i nastaną znowu złote lata. Lub przynajmniej srebrne. Albo chociaż „Srebrna”. Honor et partia!

List otwarty do Ministra Zdrowia Łukasza Szumowskiego

Szanowny Panie Ministrze, Profesorze, Doktorze!

Przez ostatnie dwa miesiące znaczna część naszego społeczeństwa obdarzyła Pana olbrzymim zaufaniem. Polacy poszukują wiedzy u ekspertów bo chcą postępować racjonalnie w interesie całego społeczeństwa. Z wiarą przyjęliśmy Pańskie oświadczenie, że nie jest celowe noszenie maseczek ochronnych. Tymczasem od czwartku, 16 kwietnia będą one obowiązkowe poza domem. Wolność osobista stanowi dla większości obywateli naszego kraju jedną z najważniejszych wartości. Pomimo ewidentnej niekonstytucyjności wielu wprowadzonych ograniczeń i występujących na co dzień bezsensownych ich interpretacji przez służby mundurowe, obywatele przyjmowali je ze zrozumieniem. W większości dostosowali się do przepisów kwarantanny ograniczających wolność. Wiara w wypowiadane przez Pana sądy i prezentowane argumenty miała tu wielkie znaczenie.

W dniu 10 kwietnia Pańska wiarygodność stanęła pod wielkim znakiem zapytania.

Zobaczyliśmy w mediach zdjęcia z obchodów rocznicy katastrofy smoleńskiej i przekonaliśmy się, że członkowie partii Prawo i Sprawiedliwość nie stosują się do wydanych przez siebie ograniczeń wynikających ze stanu epidemii. Złamane zostały zakazy dotyczące gromadzenia się, środków ochrony osobistej itp. Prezes partii Prawo i Sprawiedliwość wjechał samochodem na cmentarz, aby zapalić świeczki na grobie bliskiej osoby choć cmentarze są zamknięte od dawna. Policja nie interweniowała. Sanepid nie wypowiedział się.

Powstaje zasadne pytanie, czy wprowadzone ograniczenia służą rzeczywiście walce z epidemią, czy też są kolejnym przejawem stopniowego ograniczania praw obywatelskich. Sytuacja ta ewidentnie współgra z dążeniem do przeprowadzenia na siłę , bez oglądania się na konsekwencje dla życia obywateli, wyborów prezydenckich w dniu 10 maja.

W dalszym ciągu przeprowadza się zbyt małą ilość testów na koronawirusa przez co dane o zasięgu epidemii mogą nie odpowiadać rzeczywistości.
Zdumiewa nas Pańska opinia o możliwości bezpiecznego przeprowadzenia wyborów prezydenckich w trybie korespondencyjnym. Jest to sprzeczne z danymi porównawczymi ilości zakażeń i zgonów pomiędzy landami Niemiec opublikowanymi przez Instytut Roberta Kocha. Nastąpił wyraźnie szybszy wzrost ilości zakażeń i zgonów w Bawarii po dacie przeprowadzenia wyborów samorządowych w trybie korespondencyjnym.
Wielokrotnie zapewniał Pan o tym, że nie zawaha się Pan przeciwstawić tym politykom, których cele polityczne są sprzeczne z zdrowiem obywateli. Oczekujemy, by spełnił Pan swoje przyrzeczenie albo podał się do dymisji.

Z wyrazami szacunku
Członkowie Rady Naczelnej Polskiej Partii Socjalistycznej

Rząd wprowadza zakaz przemieszczania się

Jeszcze surowsze środki zaradcze ogłosił 24 marca rząd Mateusza Morawieckiego w walce z koronawirusem. Od 25 marca Polacy mają wychodzić z domów tylko do pracy i po zakupy. Zgromadzenia zostały zakazane całkowicie, ale matury i wybory prezydenckie odbędą się według planu.

Jeszcze surowsza izolacja ma zapobiec dalszemu rozprzestrzenianiu się koronawirusa. Na konferencji prasowej ministra zdrowia Łukasza Szumowskiego i premiera Mateusza Morawieckiego poinformowano, iż liczba zachorowań w Polsce zbliża się do 800. Ratunkiem ma być pozostawanie w domach. Od 25 marca Polakom wolno tylko chodzić do pracy i z niej wracać, robić zakupy żywnościowe i spotykać się z członkami najbliższej rodziny. Innych spotkań zakazano.

Puste autobusy

Legalne pozostanie chodzenie do lekarza, chociaż służba zdrowia i tak jest obecnie maksymalnie podporządkowania koronawirusowi. Niezwiązane z epidemią zabiegi są przekładane. Komunikacja miejska nie zostanie zawieszona (po takie rozwiązanie sięgnęła Ukraina), ale pasażerowie będą mogli wykorzystać jedynie połowę normalnie dostępnych miejsc.
Spacery z psem i dla zachowania zdrowia? Tak, ale tylko w najbliższym otoczeniu. Minister Szumowski zastrzegł, że nie wyobraża sobie, by Polacy jeździli na bulwary lub chodzili z dziećmi na plac zabaw. Obostrzenia dotkną nawet kościoły. We mszy na żywo będzie mogło brać udział maksymalnie pięć osób.

Wybory według planu

Nie ma natomiast mowy o przełożeniu wyborów prezydenckich. Mateusz Morawiecki stwierdził, że nie widzi przesłanek do odłożenia głosowania. W ostatnich dniach o takie rozwiązanie apelowali m.in. eksperci Instytutu Batorego, wskazując, że podobne decyzje podjęto już za granicą – Francja zrezygnowała z II tury wyborów samorządowych zaplanowanej na 22 marca, przełożono też trzy stanowe prawybory prezydenckie w amerykańskiej Partii Demokratycznej. – Problemem będzie przygotowanie i zabezpieczenie epidemiologiczne członków obwodowych komisji wyborczych oraz ponad 27 tysięcy lokali wyborczych. Czy w sytuacji wzmożonego zapotrzebowania na środki ochrony osobistej, takie jak maseczki, rękawiczki i płyny dezynfekujące, państwo polskie w obecnej sytuacji jest w stanie zaopatrzyć wszystkie komisje w niezbędne ilości tych produktów, zapewniających odpowiedni poziom bezpieczeństwa ludzi tam pracujących? – komentuje prof. Bartłomiej Michalak z Instytutu Batorego.
W sprawie maseczek, rękawiczek i środków do dezynfekcji coraz więcej alarmujących sygnałów płynie tymczasem ze szpitali. Placówki medyczne w całym kraju apelują o pomoc, wsparcie materialne. Takie są skutki wieloletniego oszczędzania na służbie zdrowia. W tym kontekście słowa Łukasza Szumowskiego o trzech tysiącach wykonywanych testów na dobę mogą być tylko częściowym pocieszeniem.

Co ze szkołą?

Według harmonogramu mają odbyć się również majowe egzaminy maturalne. Tymczasem nauczyciele i dyrektorzy szkół od kilku dni głowili się nad tym, jak organizować nauczanie na odległość – od 25 marca uczniowie mają, zgodnie z decyzją ministra edukacji narodowej Dariusza Piontkowskiego, przyswajać nowy materiał w systemie e-learningu. Przynajmniej w teorii, bo ministerstwo ani nie odpowiada na pytania, jak uczyć dzieci bez stałego dostępu do komputerów, ani jak pracować z uczniami ze specjalnymi potrzebami.

Czy zamkną magazyny Amazona?

Posłowie Lewicy Agnieszka Dziemianowicz-Bąk i Adrian Zandberg wstawili się w ostatnich dniach za pracownikami Amazon Fulfillment. Polskie magazyny sprzedażowego giganta nie przerwały pracy ani nie zmieniły zasad funkcjonowania przez cały okres epidemii. Pracownicy nadal są dowożeni autobusami do pracy, tłoczą się w firmowych kantynach i szatniach. Niedawno pojawiła się informacja, że jednym z zakażonych jest pracownik magazynu Amazon w Łodzi. Mimo to magazyn pracuje dalej.
Wszyscy Polacy mają natomiast zacząć normalnie pracować po świętach wielkanocnych. Przynajmniej taką nadzieję wyraził dziś premier.

Polska korona cierniowa

Nie wiem co ma na myśli minister Szumowski, mówiąc Polakom, że teraz nie jest czas na stanie w kolejkach i wyprowadzanie psów. Czy mamy swoim domowym pupilom zakomunikować, że przez najbliższy miesiąc mają zakaz jedzenia i wydalania? Mają się zahibernować?

Co ciekawe, pan minister dodał również: „nie jest to czas na kupowanie jedzenia. Można poprosić kogoś o dostarczenie tego jedzenia”. Mam taką myśl– wiem, jest to myśl wywrotowa – panie ministrze, od tego właśnie są służby! Żeby móc zamknąć, ewentualnie zaspawać ludzi w domach, jak zrobili to Chińczycy, państwo musi najpierw zadbać o to, aby to jedzenie nam w jakiś sposób dostarczyć. Bo inaczej będą wychodzić do sklepów. Zaskoczony?

I nie, minister nie miał na myśli izolacji osób chorych i zdiagnozowanych – podkreślił to w swoim komunikacie bardzo wyraźnie. Miał na myśli kwarantannę osób zdrowych lub niewykazujących objawów COVID-19.
Oto w prawach członka PIS zawieszono właśnie dwójkę posłów: Grzegorza Woźniaka i Bernardetę Krynicką. Pierwszego za wyskok w postaci zorganizowania imprezy imieninowej na 250 osób z udziałem syna parlamentarzysty, Tomasza – piłkarza grającego na co dzień we włoskiej drużynie. W tej sytuacji dziwi w zasadzie jedynie zbytnia łagodność kary, zważywszy na to, iż rzeczona impreza odbyła się dokładnie w dniu, gdy premier z poważną miną zakomunikował zamknięcie szkół i przedszkoli.
Drugi przypadek jest jednak znacznie ciekawszy. Posłanka Krynicka zasłynęła między innymi z lekceważącej postawy wobec protestu opiekunów osób niepełnosprawnych w Sejmie i jeszcze kilkoma wypowiedziami, które niekoniecznie budowały jej autorytet (we wpadkach językowych śmiało mogłaby stawać w szranki z Ryszardem Petru). Trzeba jednak było dopiero tego, aby Krynicka głośno ośmieliła się obnażyć nieprzygotowanie polskiej służby zdrowia w obliczu pandemii i skrytykować pomysł przekształcenia jedynego łomżyńskiego szpitala w punkt leczenia chorób zakaźnych).

Właśnie zawieszono przedsiębiorcom na 3 miesiące konieczność opłacania składek ZUS. Po 3 miesiącach dostaną w głowę obuchami podwyższonych opłat. Kredyty hipoteczne spłacamy bez zmian. Chyba że wykażemy, że zachorowaliśmy i już staliśmy nad grobem. Przestój w pracy i brak zleceń nie zapewnią litości prezesa banku.

Możemy zapomnieć o dostaniu się do lekarza. To zresztą i tak bez sensu. Każe nam zostać w domu i leczyć się cienką herbatką. Tylko nie próbujcie chorować na coś innego niż korona. Lojalnie ostrzegam.

Kampania prezydencka kręci się na dobre. Z wykorzystaniem – mniej lub bardziej – motywu wirusa. I nie wiadomo do końca, czy lepiej domagać się przełożenia wyborów, czy w obliczu faktu królowania Andrzeja Dudy w rankingach zaufania polityków, wręcz przeciwnie. Jak mawiają, strach jest.
Nikogo poza Sylwią Spurek nie interesuje fakt, że zamykanie polskich granic w obliczu zarazy nie uwzględnia partnerów i partnerek osób LGBT, będących obywatelami Polski. Dominuje podejście „mamy teraz naprawdę istotne problemy, a ci znowu płaczą”.

W internecie króluje kampania #zostańwdomu – no chyba że jesteś pracownikiem: księgarni, poczty, infolinii, sprzedawców w drogeriach. Na budowach, w magazynach. Na śmieciówkach życie kręci się jak zawsze.
Minister edukacji podszczypuje nauczycieli. Ci, którzy dadzą radę wykonywać pracę zdalnie, dostaną pełne wynagrodzenie. Jeśli nie będą prowadzić lekcji, dostaną koło 60 procent. Czy każdy nauczyciel ma w domu laptopa i opanowany Google Classroom? Czy dla wszystkich uczniów, na przykład niepełnosprawnych intelektualnie, da się prowadzić zajęcia online? Co ma zrobić szkolna sprzątaczka, woźna, sekretarka?

„Wiadomości” już powoli wygrywają wybory prezydenckie dla PiS. Podaje, że hiszpańska prasa stawia nas za wzór, a Unia rzuca pieniędzmi na walkę z wirusem, naturalnie dlatego, że tak doskonale sobie w czasach kryzysu radzimy. Jedno jest pewne. Dobrze wykorzystają te 2 mld zł.

Co myślą sobie Polacy

Poszłam kiedyś z dziadkiem na grzyby. Miałam kilka lat. Zakonotowałam jednak, że szczególnie pożądanymi grzybami w koszyku są kanie. Zapytałam „Dziadziuś, a jak wygląda kania?”. Usłyszałam: „Tak jak muchomor. Tylko że kania”.

Co myślą sobie Polacy w czasach zarazy? Że są lepiej przygotowani od Włochów i nie popełniają tych samych błędów. Tylko że to samo mówili Włosi o Chińczykach. I to samo mówią teraz Francuzi o reszcie świata, w przerwie między jedną lampką wina na bulwarach, a następną.
Polacy się nie przejmują. TVP mówi im przecie ustami ministra zdrowia, który ledwo skończył jedną konferencję prasową a już zaczyna drugą, że wszystko jest w porządku. Mamy 60 przypadków zachorowań, to przecież mniej niż grypa albo ugryzienie pająka. Odmawiają oglądania TVN, który razi ich obrazkami z Włoch i innych części Europy. Polacy nie lubią, jak mówi się do nich kategorycznym tonem, że trzeba myć ręce. Na Facebooku naprawdę widziałam wpisy znajomych oburzonych tym, że w autobusach kierowca zakleja swoją przestrzeń taśmą i izoluje się od pasażerów. Ich wrażliwe serca czują się wtedy skrzywdzone i niesprawiedliwie zaklasyfikowane.

Jedna strona deklaruje, że nie przestanie chodzić do kościoła, druga deklaruje, że nie przestanie jeździć komunikacją miejską, zwłaszcza teraz, kiedy jest tak luźno. A w ogóle to jeździć komunikacją jest szlachetnie. Oczywiście, to wszystko była prawda. Była, do niedawna.
Żeby było jasne, nie winię ludzi za brak wypracowanej strategii przetrwania. Taka już nasza natura, że pojedziemy do tych Włoch, bo zapłacone. Że zbuntujemy się, kiedy ktoś czegoś kategorycznie zażąda. W wielu przypadkach ma to swoje psychologiczne uzasadnienie na poziomie indywidyualnym i zbiorowym. Ale winię rządową propagandę, osadzoną na „będzie dobrze” i na tym, że skoro nie robimy testów, to nie wyjdą nam wyniki, które mogą nas przerazić.

Czytam autentyczne pochwały działań Łukasza Szumowskiego. Że zachował się, że sprawnie, że ma oczy przekrwione z niewyspania ten nasz stachanowiec. Tylko że nie sposób dostać się do lekarza. Nie sposób, bo człowiek z gorączką, półżywy, odbija się od ściany. Bo albo nikt nie odbierze telefonu, albo do tej przychodni nie jest zapisany, albo nie ma miejsc. Jeśli uda mu się przyjechać i przeczekać pół dnia na korytarzu, jest szansa, że przyjmą go nadprogramowo prawdziwi cisi bohaterowie ostatnich dni: lekarze i lekarki, którzy sami mają pod opieką dzieci z pozamykanych szkół i przedszkoli. Którzy znów odwalają robotę za nieudolne państwo.
Brakuje systemu wsparcia dla wszystkich, którzy jednak w domach pozostać nie mogą. Niektóre uczelnie zamknęły dziekanaty. Inne organizują zebrania kadr, biurokracja kręci się w najlepsze. Ludzie stoją w kolejkach w urzędach, które normalnie pracują do 16.00.

Brakuje systemu wsparcia dla seniorów. Organizują je kandydaci na prezydenta w ramach swoich indywidualnych kampanii.

Brakuje systemu wsparcia dla tych, którzy już poplajtowali albo poplajtują za chwilę. Fajnie sobie pobajdurzyć o upadku kapitalizmu i pośmiać się, ze nie zarobi w tym miesiącu sklep sprzedający torebki i buty dla paniuś z middleklasy. Tylko powiedzcie to mojej znajomej, która prowadzi studio fotograficzne albo znajomemu kociemu behawioryście. Powiedzcie im, że sami są sobie winni, bo wymyślili sobie hipsterską karierę zamiast układać kafelki. Na które, nota bene, również nie będzie teraz popytu.
Nagłówki krzyczą: rząd apeluje do banków, by ulżył kredytobiorcom! I faktycznie, szykują się ulgi. Na Placu Czerwony rozdają samochody. Tylko że nie rozdają, i nie ulgi, a odraczają spłaty rat (o odsetkach strategicznie nie było mowy), i nie wszystkim, tylko tym, co zachorowali i to udowodnią.
To nie jest państwo z kartonu. To jest państwo, jak mawiał klasyk, teoretyczne.

Zupełnie nie rozumiem optymizmu tych, którzy mówią, że nie grozi nam włoski scenariusz. Na razie jedyny wniosek, jaki wyciągnęliśmy z ich historii to „informować jeszcze mniej, pozamykać ludzi w domach, najsilniejsi przetrwają”. A że oprócz koronawirusa ludziom zdarza się w marcu 2020 chorować na zupełnie inne rzeczy? Sami są sobie winni.

Polska zamknięta

Kto może, niech zostanie w domu – wzywają polski rząd. Od niedzieli na granicach ponownie obowiązują kontrole, ruch lotniczy i kolejowy został zawieszony. Szkoły i wyższe uczelnie przerwały normalną pracę już wcześniej.

13 marca premier Mateusz Morawiecki i minister zdrowia Łukasz Szumowski oficjalnie ogłosili w Polsce stan zagrożenia epidemicznego.
Zajęcia w szkołach, przedszkolach i na uniwersytetach zostały zawieszone co najmniej do 25 marca.

Zamknięte zostały również restauracje, puby i kluby, odwołano masowe zgromadzenia powyżej 50 uczestników. W centrach handlowych zamknięto sklepy odzieżowe, księgarnie, sklepy ze sprzętem RTV i AGD. Nieczynne są siłownie i kluby fitness. Normalnie działają natomiast sklepy spożywcze oraz pralnie. Swoich drzwi nie zamkną również banki i co ważniejsze apteki.

Rządowe rozporządzenie zakazujące zgromadzeń nie rozróżnia ich charakteru. Nieczynne są wszelkie instytucje organizujące widowiska, przynajmniej w teorii rozporządzenie objęło więc również msze i inne nabożeństwa w kościołach, chociaż polski episkopat do ostatniej chwili nie chciał ich zawieszać. Teraz udzielił wiernym dyspensy od udziału w niedzielnych zgromadzeniach.

Na polskich granicach przywrócona została kontrola, a część przejść całkowicie zawiesiło pracę. Przez 14 dni nie latają samoloty LOT-u, stanęły pociągi międzynarodowe. Obywateli zagranicznych, którzy nie mają w Polsce prawa stałego lub czasowego pobytu ani kart Polaka, objął zakaz wjazdu na terytorium RP. Powracający do Polski obywatele muszą poddać się 14-dniowej kwarantannie w miejscu zamieszkania. Ograniczeń ruchu wewnątrz kraju na razie się nie planuje – uspokajał 13 marca minister zdrowia Łukasz Szumowski na konferencji prasowej.

W ramach walki z koronawirusem z kraju zostanie zorganizowana sieć szpitali zakaźnych – 19 szpitali zostanie przekształconych w takie właśnie placówki. Rząd chce, by w każdym województwie znalazła się jedna. Do walki z epidemią na mocy przepisów o stanie zagrożenia epidemicznego będą mogli być kierowani wszyscy wykonujący zawody medyczne, ale też inni obywatele. Ustawa przewiduje również obowiązek udostępniania na potrzeby walki z chorobą nieruchomości, lokali, terenów i środków transportu.

Zakładom pracy rząd rekomenduje zachować dołożenie wszelkich starań, by zachowań najwyższe standardy czystości i higieny. Gdzie tylko możliwa jest praca zdalna – należy ją organizować. Gdzie nie jest – zaleca się zachowywanie dystansu minimum półtora metra od rozmówcy, regularne mycie rąk i dezynfekowanie otoczenia.