
Iran ogłosił, że w czasie obowiązywania rozejmu cieśnina Ormuz pozostanie całkowicie otwarta dla statków handlowych. Rynki zareagowały natychmiast. Ceny ropy mocno spadły. Nie oznacza to jednak końca kryzysu. Sytuacja w regionie nadal pozostaje niestabilna.
Deklarację w tej sprawie przekazał minister spraw zagranicznych Iranu Abbas Aragczi. Po tym komunikacie ropa Brent spadła o ponad 8 proc., a amerykańska WTI o ponad 9 proc. To pokazuje, jak duże znaczenie dla światowego rynku ma Ormuz. Przez tę cieśninę przechodzi znaczna część transportu ropy.
Otwarcie szlaku nie oznacza powrotu do normalności. Donald Trump pozytywnie przyjął irańską deklarację, ale jednocześnie utrzymał blokadę irańskich portów. Ma ona obowiązywać do czasu zawarcia porozumienia. Oznacza to, że presja gospodarcza na Iran wciąż trwa.
Wciąż nie jest też jasne, do jakiego rozejmu odnosi się Teheran. Nie wiadomo, czy chodzi o zawieszenie walk między Izraelem a Libanem, czy o porozumienie między USA a Iranem. To zostawia pole do napięć i nowych sporów. Jeden incydent może szybko odwrócić obecną ulgę na rynkach.
Pojawił się już także wyraźny sygnał, że nie chodzi tylko o samą deklarację, ale o realne wznowienie ruchu przez Ormuz. Reuters podał, że pakistański tankowiec Shalamar opuścił Zatokę przez cieśninę z ładunkiem ropy z Emiratów. To potwierdza, że transport surowca został faktycznie przywrócony.
Problem nie znika jednak wraz z jednym komunikatem. Szef Międzynarodowej Agencji Energetycznej Fatih Birol ocenił, że odbudowa utraconej produkcji energii w regionie może potrwać około dwóch lat. Dzisiejszy spadek cen ropy daje rynkom chwilę oddechu, ale skutki wcześniejszych zakłóceń będą odczuwalne jeszcze długo.









