
Dlaczego ludzie boją się sądów? Bo człowiek, którego nie stać na adwokata, jest na z góry przegranej pozycji. W dodatku sądy niechętnie przyznają pełnomocnika z urzędu, twierdząc bardzo często niesłusznie, że sprawa jest prosta. Zaczyna się od tego, że język, którym posługuje się sąd, jest dla nieprawnika kompletnie niezrozumiały. Pamiętam taką rozprawę, na której odmówiono uczestniczenia wolontariuszce z Kancelarii Sprawiedliwości Społecznej, a potem wobec całkowitego braku zrozumienia między pozwanym o eksmisję i sądem, wolontariuszka dyktowała teatralnym szeptem pozwanemu, co ma mówić, a sąd ten dziwny tryb ignorował.
Większość spraw cywilnych odbywa się w ten sposób, że słabsza strona w procesie jest sama, bez pełnomocnika. Brak obycia z prawem jest tak wielki, że ludzie dzwonią do nas z płaczem, że przegrali sprawę, a kiedy przychodzą wyroki, okazuje się, że wygrali. Czasem sądzą, że przysłane im przez sąd pismo strony przeciwnej, to wyrok sądu.
Po ostatniej nowelizacji przepisów postępowania cywilnego sprawy o eksmisję sądy rozpatrują na posiedzeniach niejawnych, co oznacza, że proces odbywa się korespondencyjnie. By temu zapobiec, wystarczy zawnioskować, by sąd przeprowadził dowód z wysłuchania eksmitowanego, co wymaga wyznaczenia terminu rozprawy.
Zdarzają się prawnicy, którzy wprowadzają ludzi w błąd co do ich praw, bo ich instynkt klasowy skłania ich do przyznawania racji właścicielom czy pracodawcom, nawet jeśli ci łamią prawo. Treść tej porady jest podyktowana światopoglądem adwokata i jego niechęcią do zajmowania się tą konkretną sprawą, a nie interesem osoby, która prosi o pomoc. Trudna sytuacja życiowa dłużnika, eksmitowanego, który ma ogromny problem, by związać koniec z końcem, nie budzi empatii, bo zamożny prawnik lepiej rozumie takich jak on sam. Ludzi, którzy robią interesy, zatrudniają pracowników, mają dłużników i mieszkania na wynajem.
Wreszcie do naszej Kancelarii przychodzą klienci, którzy przegrali z powodu braku staranności adwokatów, którzy regularnie uchybiają np. terminom. Skargi do rad adwokackich zwykle nic nie dają. Starając się o przywrócenie terminu, nie można skutecznie powołać się na błąd pełnomocnika.
Terminy, które obowiązują obywatela, są krótkie i bezwzględnie obowiązujące. Sądy zaś mają terminy instrukcyjne, które dla sądu nie są wiążące. W wielu sprawach, w których eksmitowany pisze skargę na czynność komornika, sąd ma tydzień na jej rozpatrzenie, ale ponieważ jest to termin „instrukcyjny”, rozpatruje skargę miesiącami i nawet jeśli przyzna skarżącemu rację, jest już dawno po eksmisji.
Polskie prawodawstwo jest podyktowane interesami tych, co mają, przeciw interesom tych, co nie mają. Te kapitalistyczne przepisy w połączeniu z upośledzeniem proceduralnym uboższej części społeczeństwa sprawiają, że ludzie boją się sądów, które nie tylko nie są po ich stronie, ale nie są nawet bezstronne. Mało który sędzia zadaje sobie trud, aby zrozumieć to, co nieporadnie, językiem potocznym, usiłuje powiedzieć człowiek bez ogłady.
Tekst pochodzi z facebookowego wpisu Piotra Ikonowicza pt. „Nie ufamy sądom”.









