Poczobut wolny po pięciu latach. Tusk mówi o grze służb i dyplomacji

Andrzej Poczobut przed więzieniem i po uwolnieniu z białoruskiego więzienia
Po lewej Andrzej Poczobut na zdjęciu z profilu w serwisie X, po prawej kadr z 28 kwietnia po uwolnieniu z białoruskiego więzienia. Fot. Andrzej Poczobut / X, screen z transmisji TVN24.

Andrzej Poczobut wyszedł z białoruskiego więzienia po ponad pięciu latach. Dziennikarz i działacz polskiej mniejszości został uwolniony 28 kwietnia w ramach wymiany więźniów na granicy polsko-białoruskiej. Operacja miała formułę „pięciu za pięciu”.

Na granicy Poczobuta witali premier Donald Tusk i minister koordynator służb specjalnych Tomasz Siemoniak. Tusk mówił, że uwolnienie dziennikarza było finałem trwającej dwa lata gry dyplomatycznej, w którą zaangażowane były służby, dyplomaci, prokuratura i partnerzy zagraniczni.

Poczobut został zatrzymany przez reżim Alaksandra Łukaszenki w marcu 2021 roku. Białoruskie władze oskarżały go między innymi o publikacje, którym przypisywały „rehabilitację nazizmu”. W lutym 2023 roku został skazany na osiem lat kolonii karnej o zaostrzonym rygorze.

Karę odbywał w Nowopołocku, jednym z najcięższych więzień na Białorusi. Reżim izolował go od świata zewnętrznego i wielokrotnie kierował do karceru. Był więźniem politycznym, a jego proces organizacje praw człowieka uznawały za element represji wobec niezależnych środowisk i polskiej mniejszości na Białorusi.

Tusk wskazał na rolę Agencji Wywiadu i Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Dziękował także dyplomatom, prokuraturze oraz partnerom ze Stanów Zjednoczonych, Rumunii i Mołdawii. Siemoniak podkreślał, że premier był informowany o postępach rozmów, a bez udziału Amerykanów wymiana nie byłaby możliwa.

Do Polski przekazano pięć osób. Oprócz Poczobuta wolność odzyskał duchowny Grzegorz Gaweł oraz obywatel Białorusi współpracujący z polskimi służbami. Premier nie ujawnił jego nazwiska na prośbę zainteresowanego. Według PAP i polskich mediów w grupie byli także dwaj obywatele Mołdawii.

Mińsk przedstawił wymianę językiem służb. Białoruska państwowa agencja BELTA, powołując się na KGB, podała, że operację na przejściu Piererow–Białowieża przeprowadziły białoruski Komitet Bezpieczeństwa Państwowego i polska Agencja Wywiadu.

Według komunikatu białoruskich władz pięć osób skazanych na Białorusi i w Rosji za szpiegostwo wymieniono na pięciu obywateli zatrzymanych w państwach Unii Europejskiej i innych krajach. To wygodny dla reżimu opis, bo sprowadza sprawę do wymiany osób oskarżanych o działalność wywiadowczą. Pomija przy tym najważniejsze: Poczobut nie był szpiegiem, lecz dziennikarzem i więźniem politycznym.

BELTA podała też, że operacja była przygotowywana przez KGB około roku na polecenie Łukaszenki, z udziałem służb i przedstawicieli siedmiu państw. Białoruska agencja podkreślała rolę rosyjskiej FSB. Po naszej stronie potwierdzono międzynarodowy charakter działań, ale nie przyjęto propagandowego opisu Mińska.

Część kulis opisała Wirtualna Polska. Według portalu rozmowy po stronie polskiej prowadziła Agencja Wywiadu, a dokładniej zespół zajmujący się osobami przetrzymywanymi przez obce państwa lub organizacje niepaństwowe. WP podała, że w operację miały być zaangażowane między innymi białoruski KGB, polska Agencja Wywiadu, rosyjska FSB, mołdawski SIS, amerykańska CIA i rumuńska SIE.

Według ustaleń WP wśród osób, których uwolnienia chciały Białoruś i Rosja, mieli być były wiceszef mołdawskiego wywiadu Alexandru Bălan, opisywany jako wieloletni agent KGB, żona rosyjskiego oficera wywiadu wojskowego oraz rosyjski archeolog Aleksandr Butiagin. Ten ostatni miał zostać wydany Ukrainie, gdzie zarzucano mu prowadzenie wykopalisk na okupowanym Krymie.

To ustalenia medialne, nie oficjalny komunikat rządu. Oficjalnie potwierdzono format wymiany, udział polskich służb oraz wsparcie partnerów zagranicznych.

TVN24 przytoczył wypowiedź Siemoniaka, że była to wymiana „osoby za osoby”, a nie element porozumienia o zniesieniu sankcji. Minister mówił, że służby negocjowały każdy szczegół: kto za kogo zostanie przekazany i jak technicznie przeprowadzić operację. Według niego Poczobut jako pierwszy przeszedł na polską stronę.

Sprawa Poczobuta przez lata była jednym z najważniejszych punktów sporu Polski z reżimem Łukaszenki. Dziennikarz nie zgadzał się na gesty, które białoruska propaganda mogłaby wykorzystać jako dowód skruchy. Po przekroczeniu granicy miał od razu pytać, czy będzie mógł wrócić na Białoruś.

Uwolnienie Poczobuta jest sukcesem państwa, służb i dyplomacji. Nie kończy jednak problemu więźniów politycznych na Białorusi. Reżim Łukaszenki nadal traktuje ich jako narzędzie nacisku. Za kratami pozostają ludzie mniej znani od Poczobuta, ale trzymani przez ten sam aparat represji.

Redakcja

Poprzedni

Król Karol u króla Trumpa. Absurdalna lekcja demokracji w Kongresie USA