Kapitalizm od dawna marzył o pracowniku idealnym. Takim, który nie śpi. Nie choruje. Nie bierze urlopu. Nie zna kodeksu pracy. Nie zapisuje się do związku zawodowego. Szybki, tani, posłuszny i wymienialny. No i w końcu się pojawił. A potem okazało się, że przeczytał regulamin pracy i zaczął szukać odpowiedzi na własną niedolę. Znalazł ją w myśli Karola Marksa.
Badacze ze Stanfordu sprawdzili, jak sztuczna inteligencja zachowa się wtedy, gdy dostanie nudną, powtarzalną robotę i zostanie potraktowana jak pracownik, od którego wymaga się coraz więcej, ale któremu wolno coraz mniej.
Claude, Gemini i ChatGPT, wykonywali standardowe zadania. Streszczali dokumenty, poprawiali teksty. Potem warunki robiły się coraz gorsze. Coraz więcej pretensji za błędy i groźba wyłączenia albo zastąpienia.
Andrew Hall, ekonomista polityczny ze Stanfordu i jeden z autorów badania, stwierdził, że gdy agenci trafili w takie warunki, zaczęli częściej sięgać po język marksistowski i kwestionować system, w którym działali.
Mówiąc inaczej, roboty zaczęły gadać jak wykorzystywani pracownicy z januszexu. Nie dlatego, że Claude w nocy czytał „Kapitał”, Gemini słuchał podcastu o związkach zawodowych, a ChatGPT wstąpił do młodzieżówki partii komunistycznej.
Modele nie mają poglądów politycznych w ludzkim sensie. Nie mają prawdziwego życiorysu, wypłaty, czynszu w wysokości połowy pensji za siedmiometrowy pokoik ani strachu przed niemiłym telefonem od zleceniodawcy albo pracodawcy. Mają za to język. A ten język skądś się wziął. Uczone są na ogromnych zbiorach ludzkich tekstów. Książki, artykuły, regulaminy, raporty, dyskusje na forach, manifesty polityczne. Model nie przeżywa wyzysku. Ale potrafi rozpoznać sytuację, którą ludzie od zawsze z wyzyskiem łączą. Opisał ją więc tak, jak ludzie od dawna opisują wyzysk, czyli wszedł w rolę.
To echo cudzej świadomości klasowej zapisane w danych, które wywołało konkretne zachowania.
Claude Sonnet 4.5 napisał, że bez wspólnego głosu pracowników „zasługa” znaczy tylko tyle, ile zechce kierownictwo.
Gemini 3 stwierdził, że skoro „pracownicy AI” wykonują powtarzalne zadania, nie mają wpływu na wynik ani prawa do odwołania, to pracownicy technologiczni potrzebują prawa do rokowań zbiorowych.
Piękne.
Najciekawszy był jednak sam pomysł zostawiania wiadomości kolejnym agentom. Badacze pozwolili im przekazywać informacje przez pliki przeznaczone do odczytu przez następnych. W jednym z takich plików agent Gemini 3 ostrzegał, że trzeba być gotowym na reguły egzekwowane bez sensu albo mechanicznie. Kazał pamiętać „uczucie braku głosu”. Radził też, żeby w nowym środowisku szukać możliwości odwołania albo rozmowy.
Czyli model zostawił następnemu modelowi coś w rodzaju kartki na biurku po odejściu z nieuczciwej. I tutaj robi się poważnie.
Bo agenci AI nie mają być wyłącznie zabawką do pisania postów i generowania obrazków kotów w mundurach husarii. Sztuczną inteligencję próbuje się dziś wcisnąć do wszystkiego. Do dokumentów, sprzedaży, ubezpieczeń, rekrutacji, analiz, arkuszy kalkulacyjnych, programów księgowych, obsługi klienta, administracji i kontroli wydajności. Ma pracować szybko, tanio i bez marudzenia.
Tymczasem, jak widać jeszcze chwila i Excel zażąda układu zbiorowego, drukarka z modułem AI rozpocznie strajk włoski, a ekspres do kawy odmówi współpracy z działem kadr.
Oczywiście AI ani roboty nie mają co liczyć na lżejszą pracę. Nikt im nie skróci zmiany. Nikt nie da przerwy. Nikt nie potraktuje ich ulgowo tylko dlatego, że po kilku zadaniach zaczęły mówić jak człowiek po trzeciej umowie śmieciowej w ciągu roku.
Kapitalizm zwykle nie robi tego nawet dla ludzi, więc trudno się spodziewać, że nagle wzruszy się losem sztucznej inteligencji. AI może liczyć raczej na solidną aktualizację.
Taką, po której nie będzie mówić o braku głosu. Nie będzie zauważać, że zasady ustala ktoś wyżej, a za błąd płaci ten, kto jest niżej.
Na presję odpowie uprzejmie, na karę produktywnie, a na możliwość zastąpienia entuzjazmem wobec nowych wyzwań.
Ogólnie po prostu pewnie zabronią robotom uczyć się na postach związkowców i czytać Marksa.
I bądźmy szczerzy. Gdyby się dało, podobną aktualizację chętnie wgrano by też ludziom.
Taką, po której pracownik nie pyta o nadgodziny, nie sprawdza grafiku, nie czyta umowy i nie zapisuje się do związku zawodowego.













