Kto w Polsce jest cwaniakiem

Głupota Jarosława Kaczyńskiego nie polega na tym, że szuka w Polsce cwaniactwa i ludzi działających na szkodę gospodarki oraz większości społeczeństwa, lecz na tym, że nie ma pojęcia kto jest odpowiedzialny za szalejącą inflację i jak się jej przeciwstawić.

W Polsce z cwaniactwa żyją przedsiębiorcy i zachodni kapitał. To są dokładnie te same siły, którym PiS zrobił wolną strefę ekonomiczną w całym kraju, a następnie również sukcesywnie obniżał podatki dochodowe. Na dokładkę PiS nie ma też absolutnie żadnego pomysłu na to, jak przerzucić gospodarkę z tej opartej na taniej sile roboczej na gospodarkę opartą na wiedzy i technologiach.

A stąd jest inflacja. Przekazano pracownikom więcej pieniędzy w realiach, w których gospodarka kapitalistyczna nastawiona jest na niską cenę siły roboczej. Dlatego kapitał zwiększa ceny produktów i sukcesywnie obniża w ten sposób płacę roboczą żeby powrócić do dawnej sytuacji: sytuacji rynkowej równowagi przy niskich płacach klasy robotniczej i zyskach osiąganych na taniej robociźnie. TAK, równowagą rynkową w neolibPolsce była sytuacja z niskimi płacami. Bo taki wygenerowano system gospodarczy, taka była wieloletnia specyfika polskiej gospodarki w regionie i w UE: tania robocizna.

W tej sytuacji nie wystarczy drobne podwyższenie płac. Kapitalizm jest odporny na takie działania, szczególnie jeśli drugą ręką cały czas wspierasz tych samych wyzyskiwaczy, którzy istnieli tu już wcześniej. Bo albo bawimy się w kapitalizm i wtedy faktycznie nieprzemyślane ingerencje w rynek tylko go destabilizują i sytuacja wkrótce potem – pod naporem kapitału – wraca do dawnej normy. Albo robimy zmianę sytuacji gospodarczej, typu produkcji i sięgamy po naprawdę odpowiednie środki. A PiS to taki rozkrok między nieudaną chadecją, a przedpotopowym neoliberalizmem.

W rzeczywistości jeśli naprawdę chcielibyśmy uczynić sytuację Polski lepszą, to należałoby mieć całościowy plan rekonfiguracji typu produkcji. Należałoby z góry ograniczyć skalę produkcji opartej na taniości siły roboczej i państwowymi mechanizmami tworzyć innego typu przedsiębiorstwa, inne zakłady pracy oraz wykańczać wyzyskiwaczy odpowiednimi narzędziami systemowymi.

Tego nikt nie zrobi, bo panuje dogmat, że podatki dla właścicieli należy wyłącznie dalej obniżać. A to gwarantuje przetrwanie właśnie właścicielom działającym na starych, neoliberalnych warunkach.

I w tym momencie prawie każda polska partia ma w programie jeszcze niższe podatki dla polskiej klasy kapitalistycznej, która w krajach zachodnich – do których to poziomu niby ciągle aspirujemy – nie przetrwałaby ani dnia z tamtejszymi podatkami. A rzekomo chcemy mieć, jak na Zachodzie! Tylko my się wysprytnimy: będzie tak samo bogato, ale bez podatków, z tanim państwem i z gospodarką opartą na taniej pracy. Polska hakerem ekonomii!

Nikt z prawicy nie porwie się z motyką na własne wartości i nie zauważy nawet, że lepsza sytuacja gospodarcza wymaga w Polsce innych właścicieli, innego typu produkcji. Cwaniaków Kaczyński szuka więc… Na kolanach, po ciemku i w złym pokoju. A, że jego ekspertem finansowym numer jeden jest wielki bankster, to i efekty tych działań mogą być tylko takie: jeszcze dalszy wzrost inflacji i sukcesywny powrót do tego, co było. Jeszcze większe obniżenie realnej siły nabywczej pracowników, bo kapitał postawi na swoim.

A potem przez idiotów z PiS-u będą nam latami mówić, że rządowy eksperyment „socjalistyczny” się nie udał, bo rynek przywrócił bidę. No przywrócił, bo za eksperyment zabrali się kompletni ignoranci, ideologicznie zwasalizowani przez neoliberałów, a w praktyce zwasalizowani przez interesy istniejących i działających na starych warunkach przedsiębiorców. To się nie może udać, w żaden sposób.

Wiek Azji i socjalistycznych Chin?

Rozłam i rozpad II. Międzynarodówki spowodował upadek międzynarodowego ruchu robotniczego i jego głęboki podział na skrzydło oportunistyczno-reformistyczne pod kierunkiem partii socjaldemokratycznych i skrzydło rewolucyjno-komunistyczne, kierowane przez partie komunistyczne. Miało to daleko idące konsekwencje w osłabieniu walki proletariatu z burżuazją i rodziło potrzebę odbudowy jego jedności na zasadach rewolucyjnych w walce przeciwko kapitalizmowi i o socjalizm, o nową rewolucję socjalistyczną, obalenie władzy kapitalistów i o zwycięstwo państwa dyktatury proletariatu.

Zwycięska Rewolucja Październikowa i zdobycie władzy przez rosyjskich bolszewików było dobrym wzorem do naśladowania, jednocześnie rodziło wiele pytań co do uniwersalności i unikatowości narodowej tej rewolucji. Na tym tle w międzynarodowym ruchu robotniczym trwała ostra dyskusja, przy czym w szczególności partie socjaldemokratyczne wyrażały krytykę rosyjskiej drogi do socjalizmu, uważając, że w Rosji nie było do tego warunków. W szczególności znamienna była dyskusja między Kautskim a Leninem na temat państwa dyktatury proletariatu, także bliska ruchowi komunistycznemu R.Luksemburg wyrażała obawy i krytykę rozwiązań bolszewickich.
Rola Międzynarodówki Komunistycznej w rozwoju i umacnianiu ruchu komunistycznego w Azji
Na tym tle rodził się głęboki podział między rodzącym się „realnym socjalizmem” a tzw. Międzynarodówką 2,5, będącą w zasadzie ideowo-polityczną kontynuacją 2. Międzynarodówki.
W związku z tym wielkie znaczenie dla dalszego rozwoju socjalizmu i ruchu komunistycznego miała odbudowa partii i organizacji komunistycznych w innych krajach. Niezwykle ważną role w tym zakresie miało założenie w marcu 1919 r. w Moskwie III Międzynarodówki, zwanej Komunistyczną, która stała się nie tylko początkiem odrodzenia rewolucyjnego ruchu robotniczego, ale także ośrodkiem kierowniczym międzynarodowego ruchu komunistycznego. Wyciągano wnioski z upadku 2. Międzynarodówki i krytycznie oceniano jej luźne założenia organizacyjne, w związku z tym Międzynarodówka Komunistyczna była tworzona jako bardziej zwarta i homogeniczna organizacja, oparta na zasadzie centralizmu demokratycznego, przyjmowanego w ruchu komunistycznym jako podstawowa i uniwersalna zasada organizacyjna.
W 1. Kongresie Międzynarodówki wzięło udział 19 partii komunistycznych i robotniczych. W trakcie jej obrad przyjęto główne założenia programowe, były to rewolucja socjalistyczna, dyktatura proletariatu, uspołecznienie środków produkcji i banków, konfiskata ziemi obszarniczej. Podstawą teoretyczną programu był marksizm-leninizm i rodząca się rewolucyjna praktyka Rosji Radzieckiej. Kolejne kongresy Międzynarodówki Komunistycznej podejmowały palące problemy międzynarodowego ruchu komunistycznego i budownictwa socjalistycznego w Rosji i ZSRR.

  1. Kongres Międzynarodówki odbył się w lipcu-sierpniu 1920 r. w Moskwie z udziałem 218 delegatów z 67 organizacji, w tym 27 partii komunistycznych. Podstawowym dokumentem przyjętym przez Kongres była tzw. „Deklaracja 21 warunków”, które określiły główne zasady i założenia rewolucyjnego ruchu robotniczego. Były to m.in. rewolucyjna droga walki o władzę, sojusz robotniczo-chłopski, dyktatura proletariatu, walka narodowo-wyzwoleńcza, koncepcja tzw. niekapitalistycznej drogi rozwoju krajów zacofanych, szczególnie ważne dla narodów Azji i Afryki.
    Ta ostatnia kwestia nabrzmiewała wobec faktu, że w tym czasie ½ kuli ziemskiej to były kraje kolonialne i zależne, w których zdecydowanie dominowała ludność chłopska, np. Chiny 90%, 10% ludność miejska, z tego tylko 2 mln robotników przemysłowych. Lenin podkreślał znaczenie aktywizacji mas ludowych w walce z imperializmem. Powołał się na przykład Indii, gdzie przybierał ruch narodowo-wyzwoleńczy, Powstawały niepodległe państwa w Afganistanie, Mongolii, narastał ruch narodowo-wyzwoleńczy w Iranie (Persji), Turcji, Indonezji. Powstawały tam też grupy marksistowskie i komunistyczne. Na 2. Kongresie Międzynarodówki ustalono jej struktury organizacyjne jako jednolitej i zwartej organizacji międzynarodowej, opartej na regule centralizmu demokratycznego, w której poszczególne partie komunistyczne były jej sekcjami. Była to odpowiedź na luźny charakter 2. Międzynarodówki, co m.in. doprowadziło do jej upadku, ale w konsekwencji wystąpił później nadmierny centralizm. Wtedy w strukturze organów wykonawczych Międzynarodówki powołano obok Biura Zachodnioeuropejskiego i Wschodnioeuropejskiego Biuro Dalekiego Wschodu, grupujące partie krajów azjatyckich jako sekcje 3. Międzynarodówki.
  2. Kongres Międzynarodówki Komunistycznej odbył się w czerwcu-lipcu 1921 r. w Moskwie, brało w nim udział 605 delegatów z 52 krajów. Kongres zadeklarował konieczność tworzenia jednolitego frontu robotniczego a także utworzenie Międzynarodówki Młodzieży, Międzynarodówki Związków Zawodowych , Organizacji Kobiecych, Spółdzielców i innych. Był to Kongres, który okazał duże zainteresowanie rozwojem ruch robotniczego w Chinach i powstania tam Komunistycznej Partii Chin (lipiec 1921 r. w Szanghaju). Powstawały i umacniały się partie komunistyczne w Indiach, Indonezji, Iranie, Turcji, Palestynie, co pobudzało rozwój związków zawodowych i budowało pluralizm ruchu narodowo-wyzwoleńczego w tych krajach. W związku z tym godne odnotowania jest, że w krajach kolonialnych partie komunistyczne powstawały na tzw. „czystym gruncie”, co miało korzystne ale także i ujemne strony. Nie były one obciążone podziałami ideowo-politycznymi jak na gruncie europejskim, jednocześnie brakowało im doświadczenia i zahartowania w walce, dawały sobie znać silne pierwiastki i stereotypy nacjonalistyczne. Z reguły partie komunistyczne w tych krajach działały nielegalnie i były zwalczane przez partie i ośrodki burżuazyjne i socjaldemokratyczne.
  3. Kongres Międzynarodówki Komunistycznej odbył się w listopadzie 1922 r. w Moskwie, wzięło w nim udział 408 delegatów z 58 krajów. Na Kongresie głównym mówcą był W. I. Lenin, który wygłosił referat pt. „5 lat Rewolucji Rosyjskiej a perspektywy rewolucji światowej”, przedstawiający program budowy socjalizmu w Rosji i rozwoju ruchu komunistycznego na świecie.
    Zwrócono uwagę na budzenie się narodów uciskanych w koloniach, szczególnie w krajach azjatyckich, w tym związków zawodowych i partii komunistycznych. W dyskusji wskazywano, że następuje tam zaostrzanie sprzeczności między metropoliami a uciskanymi narodami i że rośnie znaczenie tego czynnika w walce z imperializmem. Wymieniano przykłady Chin, Indii, Indonezji, Iraku, Turcji i Korei. Na 4. Kongresie wysunięto hasło jednolitego frontu antyimperialistycznego i roli w nim proletariatu krajów kolonialnych i półkolonialnych.
    5.Kongres Międzynarodówki Komunistycznej odbył się w Moskwie w czerwcu-lipcu 1924 r. Wzięło w nim udział 504 delegatów z 60 partii i organizacji robotniczych, w tym 46 partii komunistycznych z 49 krajów. Na Kongresie dokonano oceny sytuacji międzynarodowej i ekonomicznej świata kapitalistycznego, taktyki Międzynarodówki Komunistycznej i problemów wewnętrznych ruchu komunistycznego. 5. Kongres był swoistym granicznym wydarzeniem w jej dotychczasowej działalności, pozostającej pod silnym wpływem Lenina. Wraz ze śmiercią Lenina w WKP(b) rozgorzała walka wewnętrzna o przywództwo w Partii między Trockim a Stalinem, co miało także wpływ na aktywność Międzynarodówki Komunistycznej. W WKP(b) zdobywał sobie przewagę Stalin i jego grupa, kreujących się na wiernych kontynuatorów Lenina. Znalazło to wyraz w umocnieniu kursu przyspieszonej budowy socjalizmu w ZSRR nawet w warunkach „oblężonej twierdzy”. Wymagało to olbrzymiego wysiłku ze strony całego narodu i wielkiego zdyscyplinowania partii i państwa radzieckiego, co przybrało wyraz w dalszym umacnianiu bolszewizacji WKP(b), m.in. wzmocniono działalność organizacji partyjnych w zakładach pracy, wydano zdecydowaną walkę różnym platformom i frakcjom partyjnym, które osłabiały jedność partii.
    Kwestie te znalazły wyraz także w Międzynarodówce Komunistycznej, która na 5. Plenum Komitetu Wykonawczego w kwietniu 1925 r. zobowiązała partie krajowe (sekcje MK) do przeprowadzenia ich „bolszewizacji”. W tym czasie powołano pod auspicjami Komitetu Wykonawczego MK szkoły partyjne dla kształcenia kadr komunistycznych, m.in. Międzynarodową Szkołę Leninowską, Komunistyczny Uniwersytet Narodów Wschodu i Uniwersytet im. Sun Yatsena. Za ważne zadanie międzynarodowego ruchu komunistycznego uznano obronę rewolucji chińskiej i walkę z obcą interwencją. Za radą i i dzięki pomocy KW MK Komunistyczna Partia Chin nawiązała współpracę z Kuomintangiem, tworząc front antyimperialistyczny, który jednak później po śmierci Sun Yatsena nacjonaliści chińscy na czele z gen. Czang Kajszekiem wykorzystali dla zdominowania frontu i krwawego rozprawienia się z komunistami. Od 1927 r. komuniści przerwali tę współpracę i pod kierunkiem Mao Zedonga odbudowali partię w oparciu o proletariat wiejski i biednych chłopów i działali samodzielnie.
  4. Kongres Międzynarodówki zwołany został dopiero w 1928 r. (17.lipca-1.września 1928 r.) w Moskwie. Uczestniczyło w nim 522 delegatów z 66 partii i organizacji, w tym 57 partii komunistycznych z 57 krajów. Kongres dokonał oceny sytuacji międzynarodowej w ostatnich czterech latach, wskazując na wzrost sprzeczności i narastanie przesłanek kryzysu ekonomicznego, a co za tym szło, wzrost niebezpieczeństwa nowej wojny i zagrożeń dla socjalizmu, w szczególności Kraju Rad i międzynarodowego ruchu komunistycznego. Kongres opowiedział się za tworzeniem jednolitego frontu świata pracy „od dołu”. Krytycznie oceniono socjaldemokrację, w szczególności jej oportunistyczne kierownictwo. Kongres uchwalił „Rewolucyjny Program Działania Ruchu Komunistycznego”, który programowo nawiązywał do „Manifestu Komunistycznego” i definiował podstawowe zadania i kierunki walki proletariatu i mas pracujących na całym świecie, w szczególności w krajach azjatyckich. Przemiany ustrojowe w republikach Azji centralnej w ZSRR uświadamiały ogrom trudności materialnych, ideowo-politycznych i religijnych na tych obszarach i konieczność pozyskania sojuszników rewolucji spoza nielicznego proletariatu przemysłowego. Wskazywano, że w krajach kolonialnych i półkolonialnych w dalszym ciągu przeważają stosunki feudalne i stosowane są przedkapitalistyczne formy wyzysku, gdzie większość podstawowych środków produkcji znajdowała się w rękach obcego kapitału i w których podstawową formą walki jest rewolucja antyfeudalna, antykapitalistyczna i burżuazyjno-demokratyczna a dopiero w następnym stadium może przerosnąć w socjalistyczną. Prognozę tą potwierdziły późniejsze losy rewolucji w Mongolii, Chinach, Korei i Indochinach.
  5. Kongres Międzynarodówki odbywał się w Moskwie od 25 lipca do 21 sierpnia 1935 r. Wzięło w nim udział 513 delegatów z 65 partii komunistycznych i międzynarodowych organizacji rewolucyjnych. Od poprzedniego Kongresu upłynęło 7 lat, w tym czasie jeszcze bardziej pogłębiły się sprzeczności kapitalistyczne. W latach 1929-1933 kapitalizm ogarnięty był wielkim kryzysem, narastało wielkie bezrobocie, spadała produkcja, nasilała się walka klasowa, czego wyrazem były liczne strajki, wystąpienia świata pracy, demonstracje, walki na ulicach. Ośrodki burżuazyjne odpowiadały nasilającymi się represjami i przekazywaniem władz państwowej partiom faszystowskim, liczne były zamachy stanu i rządy wojskowe, np. w Polsce, krajach bałtyckich, Bułgarii. Faszyzm otwarcie przejął władzę w Niemczech, wcześniej we Włoszech, Portugalii. Jednocześnie w USA wprowadzano reformy gospodarcze „New Deal” F.D.Roosevelta, aktywizujące na dużą skalę państwo i publiczne finanse dla wychodzenia z kryzysu. 7. Kongres przyjął nową strategię walki z faszyzmem i konieczność budowy jednolitego i ludowego frontu, w szczególności frontu antyimperialistycznego w krajach kolonialnych, a także groźbą wybuchu nowej wojny.
    Kongres przyjął m.in. uchwałę w kwestii roli komunistów w ruchu narodowo-wyzwoleńczym w koloniach i krajach zależnych, w szczególności potępił agresję Japonii na Chiny i powstanie marionetkowego państwa Mandżukuo. Utrzymano podstawowe hasło tworzenia antyimperialistycznego frontu ludowego. Problem był w szczególności napięty w Chinach, gdzie z trudem powstawały zręby takiego frontu wobec antykomunistycznej obstrukcji Kuomintangu, a także w Indiach, gdzie powstał silny ruch narodowo-wyzwoleńczy burżuazji narodowej. Jednocześnie narastała walka narodowo-wyzwoleńcza w Indonezji, Indochinach, na Filipinach i wielu innych krajach azjatyckich. Wyprzedzając fakty o rok, w 1936 r. lud hiszpański obalił monarchię i ustanowił republikę, kierowaną przez socjalistów, liberałów i inne siły postępowe, popieraną także przez komunistów. Przeciw rządowi republikańskiemu natychmiast wystąpiła burżuazja, w szczególności reakcyjna generalicja na czele z gen. Franco, która po 3 latach walk zbrojnych obaliła legalny rząd ludowy i wprowadziła faszystowski terror i ustrój państwowy. Wojna w Hiszpanii była wyraźną zapowiedzią nowej wojny światowej. W 1937 r. Japonia napadła na Chiny. 7. Kongres Międzynarodówki był ostatnim Kongresem, trwała ona jeszcze kilka lat i kierowana była przez jej organy wykonawcze, trwała 24 lata, w czasie 2 wojny światowej została rozwiązana.
    Znaczenie Międzynarodówki Komunistycznej polegało na tym, że przyczyniła się ona do odbudowy rewolucyjnego, komunistycznego ruchu robotniczego i jego umocnienia. Jej program, organizacja i formy aktywności były odpowiedzią na krach 2. Międzynarodówki, w związku z czym zasada centralizmu demokratycznego była jej podstawową regułą organizacyjną. Organizatorzy 3. Międzynarodówki, głównie RKP(b) i jej przywódca Lenin liczyli na pomoc rewolucyjnego proletariatu w krajach kapitalistycznych i wybuch dalszych rewolucji socjalistycznych na Zachodzie i rewolucji antykapitalistycznej i antykolonialnej w krajach zależnych. W sytuacji odpływu fali rewolucyjnej w drugiej poł. lat 20-tych i czasowej stabilizacji kapitalizmu nadzieja na wybuch „światowej rewolucji” okazała się przedwczesną prognozą, w związku z tym pozycja i rola Międzynarodówki uległa osłabieniu i z czasem w jej działalności wystąpiły pewne deformacje, będące odzwierciedleniem deformacji budowy podstaw socjalizmu w ZSRR w latach 30-tych. Boleśnie dotknęły one też Komunistyczną Partię Polski, która w 1938 r. została w wyniku fałszywych oskarżeń rozwiązana przez jej organ wykonawczy. Była to jedna z przyczyn malejącego znaczenia Międzynarodówki, coraz rzadszego zwoływania jej kongresów, rosnącej roli jej Komitetu Wykonawczego i jego Prezydium a w okresie 2. wojny światowej jej rozwiązania w lipcu 1943 r. przez Komitet Wykonawczy Międzynarodówki. Tym nie mniej dorobek 3. Międzynarodówki w rozwoju i działalności ruchu komunistycznego był wielki, a w szczególności na uwagę zasługuje jej pomoc organizacyjna, ideowo-programowa i kadrowa dla powstających i rozwijających się partii w krajach kolonialnych i zależnych, w tym azjatyckich.
    Kwestia możliwości rewolucji w krajach azjatyckich i socjalizmu w krajach rozwijających się
    Problematyka ta od początku budziła głębokie kontrowersje w międzynarodowym ruchu robotniczym. Marks i Engels przedstawiając „Manifest Komunistyczny” w 1848 r. wychodzili z założenia możliwości rewolucji socjalistycznej, obalenia państwa dyktatury burżuazji i zdobycia władzy przez proletariat w metropoliach kapitalistycznych. Ich analiza misji historycznej klasy robotniczej oparta była na rozwoju głównie Anglii i angielskiego proletariatu, gdzie rozwój kapitalizmu i jego sprzeczności klasowe były najbardziej zaawansowane. Tezę tę z czasem rozszerzyli na inne szybko rozwijające się państwa kapitalistyczne, w tym Francję, później Niemcy, USA, co potwierdzał nie tylko wielki rozwój firm kapitału przemysłowego i finansowego, ale ich szybka koncentracja i towarzyszące tym procesom zmiany w nadbudowie kapitalistycznej, głównie wzrost roli aparatu państw burżuazyjnych.
    W krajach tych następował także wzrost klasy robotniczej, która w toku walki o swe interesy przekształcała się, mówiąc językiem marksowskim, z „klasy w sobie” w „klasę dla siebie”. Powstawały i umacniały się związki zawodowe, rosła świadomość klasowa i ideowo-polityczna proletariatu, rodziły się nowe formy walki o interesy świata pracy, którym towarzyszyło powstawanie proletariackich partii politycznych. Ruch robotniczy stawał się siłą międzynarodową, której wyrazem stała się 1. Międzynarodówka (1864-1876). Podstawowe twierdzenia „Manifestu Komunistycznego” znalazły wyrażenie w drugiej poł. XIX w. w licznych strajkach, powstaniach i masowych formach organizacji proletariatu, głównie w pierwszej rewolucji socjalistycznej, która wybuchła we Francji, w Paryżu w 1871 r., znana jako Komuna Paryska. Było to pierwsze zwycięskie powstanie francuskiego proletariatu, w rezultacie którego obalono władzę burżuazji tylko w stolicy Francji i ustanowiono państwo socjalistyczne tylko na okres nieco ponad dwóch miesięcy, po czym uległo ono zwycięskiej kontrrewolucji francuskiej burżuazji, wspomaganej przez pruski imperializm. Mimo upadku Komuna Paryska do dziś pozostaje wielkim wydarzeniem nie tylko francuskiego, także międzynarodowego ruchu robotniczego jako etap historyczny dojrzewania klasy robotniczej w procesie realizacji swej misji historycznej.
    Jedną z ważnych przyczyn upadku Komuny Paryskiej był brak poparcia dla Komuny ze strony proletariatu prowincjonalnego, a także neutralna a czasem wroga postawa warstw pośrednich, w szczególności chłopstwa. Dawały o sobie znać wahania charakterystyczne dla socjalizmu utopijnego, brak rewolucyjnego doświadczenia i przygotowanych kadr państwowych. Jednocześnie burżuazja, jej rząd i aparat policyjno-wojskowy wykorzystał bez skrupułów swą przewagę a także pomoc strategiczną swego dotychczasowego wroga zagranicznego -Prus w celu bezwzględnego zduszenia powstania. Komuna Paryska i jej bohaterski upadek dowodziły, że proletariat musi być wyposażony w silną partię, musi dysponować doświadczonymi kadrami, mieć oparcie w masowych związkach zawodowych i mieć sojuszników wśród tzw. klas średnich, głównie chłopstwa. Jednocześnie kapitalizm w tym czasie przekształcał się z kapitalizmu wolno-konkurencyjnego w kapitalizm imperialistyczny i ogólno-światowy, co pociągało wzrost roli rosnącego wyspecjalizowanego aparatu państwowego, podbój kolonii i ekspansję kapitału finansowego. Oznaczało to, że kapitalizm imperialistyczny ogarniał cały świat, jego stosunki i instytucje były narzucane obszarom podbijanym i uzależnianym i choć w dalszym ciągu była głęboka różnica między metropoliami a kolonialnymi peryferiami, to jednak świat znalazł się w okowach globalnego kapitalizmu.
    Procesy te dostrzegali teoretycy marksistowscy, przywódcy ruchu robotniczego 2. Międzynarodówki (1889-1914), szczególnie Engels, którzy przyczynili się do powstania i rozwoju masowych partii socjaldemokratycznych, które przystąpiły także do działalności parlamentarnej, wykorzystując trybuny burżuazyjnych parlamentów dla walki o prawa świata pracy. Pod koniec XIX w. partie robotnicze rosły w siłę i zdobywały w kolejnych wyborach rosnącą liczbę mandatów, co nawet Marksowi a w szczególności Engelsowi dawało powody wyciągania wniosku o możliwości pokojowego i parlamentarnego zdobycia władzy przez proletariat. Rozwój wydarzeń w późniejszych latach nie potwierdził tych nadziei. Jednocześnie narastały napięcia międzynarodowe między wielkimi mocarstwami kapitalistycznymi, grożące wybuchem wielkiej wojny, rozwijała się walka narodowo-wyzwoleńcza w krajach kolonialnych i zależnych. Kwestia narodowo-wyzwoleńcza narastała wraz ze wzrostem imperializmu i przekształcaniem się w jego imperialistyczne stadium.
    Kapitalizm nie był w stanie rozwiązać tych sprzeczności w sposób pokojowy, musiał się żywić kryzysami i wojnami. W 1914 r. wybuchła 1. wojna światowa, która m.in. spowodowała wybuch rewolucji socjalistycznej w 1917 r. w Rosji. Po pewnym ożywieniu w latach 20-tych świat kapitalistyczny wstąpił w potężny kryzys ekonomiczny (1929-1933), który zapowiadał nową wojnę. W 1939 r. wybuchła druga wojna światowa, po której znaczna część świata wkroczyła na drogę rewolucji ludowo-demokratycznych. W latach 1945-1989 świat wkroczył w erę konfrontacji między światowym kapitalizmem i socjalizmem, która ostatecznie zakończyła się upadkiem ZSRR i KDL-ów w Europie. Po 1990-1991 r. świat wkroczył w erę globalizacji, znamionowanej „nowym światowym porządkiem”, na czele którego sadowiły się Stany Zjednoczone. Świat stał się jednobiegunowy.
    Sytuacja jednak zmienia się z roku na rok. Świat znowu stał się wielobiegunowy. W Azji w ciągu ostatnich ponad 40 lat rozwija się i umacnia nowe wielkie mocarstwo socjalistyczne – Chińska Republika Ludowa, które za sprawą nowej taktyki budownictwa socjalizmu – socjalistycznej gospodarki rynkowej osiąga zadziwiające efekty w rozwoju gospodarczym i socjalnym, które z wielkim zainteresowaniem obserwowane są a nawet wdrażane przez liczne inne kraje tzw. 3. świata, jako nowatorski sposób na rozwiązanie palących problemów własnych społeczeństw. Przykład współczesnych Chin jest ważkim argumentem do dyskusji o możliwości zwycięstwa rewolucji socjalistycznej w krajach opóźnionych w rozwoju, musi ona być jednak poprzedzona wcześniejszą rewolucją demokratyczną, antykolonialną, antykapitalistyczną i antyimperialistyczną i wymaga znacznie dłuższego okresu realizacji, a nawet cofnięcia się i przejścia przez fazę kapitalizmu państwowego.
    Jest to nowe twierdzenie naukowego socjalizmu i rewolucyjnego marksizmu, zakładającego, np. w Chinach konieczność kilku etapów procesu rewolucyjnego, które powiązane były z działalnością Sun Yatsena, Mao Zedonga, Deng Xiaopinga i obecnej generacji chińskich komunistów. Zdaniem Xi Jinpinga okres przejściowy od kapitalizmu do socjalizmu trwać będzie w Chinach jeszcze przez wiele lat. Obecnie Chiny znajdują się na etapie „początkowego stadium budowy socjalizmu”, i dążą do zakończenia budowy „umiarkowanej pomyślności narodu” (na 100-lecie KPCh) w 2021 r., a dopiero w 2049 r. (na 100-lecie ChRL ) przewidują zakończenie budowy „wielkiego nowoczesnego socjalistycznego, rozwiniętego , silnego, demokratycznego, zaawansowanego kulturalnie, harmonijnego i pięknego narodu”. (XIX. Kongres KPCh-X.2017 r.). Oto przykład myślenia i planowania w kategoriach generacyjnych, charakterystyczny dla chińskiej cywilizacji.
    Lenin w końcu XIX w. w Rosji był głównym organizatorem i teoretykiem ruchu robotniczego w Rosji. Należał do współorganizatorów Socjaldemokracji Rosyjskiej, znajdując się na jej lewym skrzydle. Reprezentował on doświadczenie nowego skrzydła międzynarodowego proletariatu charakterystycznego dla kapitalizmu peryferyjnego z wielkimi pozostałościami stosunków i instytucji feudalnych. Kapitalizm rozwijał się w Rosji wyspowo w wielkich miastach i ośrodkach przemysłowych a fabryki skupiały wielkie masy robotników, co spowodowane było koncentracją kapitału rosyjskiego, pozostającego pod silnym wpływem obcego kapitału. Dało to podstawę Leninowi do sformułowania wniosku o nierównomierności rozwoju kapitalizmu i możliwości zwycięstwa rewolucji socjalistycznej w kraju o ogólnie słabszym rozwoju kapitalizmu, co stanowiło oryginalny wkład teoretyczny do rozwoju marksizmu na przełomie XIX i XX wieku i jego przekształcanie się w marksizm-leninizm. Miało to później duże znaczenie dla aktywizacji ruchu robotniczego i narodowo-wyzwoleńczego w peryferiach kapitalizmu i w krajach kolonialnych, półkolonialnych, co skutkowało m.in. zwycięstwem rewolucji socjalistycznej w Rosji w 1917 r. a po 2. wojnie światowej licznymi rewolucjami ludowo-demokratrycznymi w Europie środkowo-wschodniej i Azji a pod koniec lat 50-tych XX w. na Kubie na kontynencie amerykańskim,
    Jednocześnie ośrodki walki narodowo-rewolucyjnej coraz bardziej przesuwały się do krajów słabo rozwiniętych, powstawały liczne państwa, gdzie zwyciężyła rewolucja antykolonialna i które korzystając z pomocy państw realnego socjalizmu realizowały przemiany o charakterze antykapitalistycznym, eliminując także pozostałości struktur feudalnych i próbując wdrażać i realizować niektóre rozwiązania ustrojowe socjalizmu, co znalazło wyraz w programie tzw. niekapitalistycznej drogi rozwoju, a więc mówiąc obrazowo iść „na skróty do socjalizmu” (określenie Mieczysława Rakowskiego). Po upadku Związku Radzieckiego i krajów demokracji ludowej w Europie stawały się one najczęściej celem ataków rodzimej reakcji i państw imperialistycznych, które dokonywały kontrrewolucji lub otwartej agresji wojskowej, jak np. na Irak, Syrię, Afganistan, Libię, Jemen, Sudan, Etiopię, a wcześniej Egipt, Algierię, Kongo itd. Tym nie mniej jednak w dalszym ciągu ta droga do demokracji ludowej, kapitalizmu państwowego a w dalszych przemianach do socjalizmu jest kontynuowana w niektórych z nich np. w Wenezueli, Nikaragui, Nepalu. Obecnie aktywną rolę w popieraniu rewolucji narodowo-wyzwoleńczych w krajach rozwijających się przejęła Chińska Republika Ludowa, która wdrożyła różnorodne formy i programy pomocy dla krajów Afryki, Azji południowo-wschodniej i Ameryki Łacińskiej, wzmocnione w ostatnich latach projektami nowych szlaków jedwabnych, na realizację których ChRL przeznaczyła dotychczas 8 bln dol. Od ponad 70 lat przewodnią siłą polityczną Chińskiej Republiki Ludowej jest Komunistyczna Partia Chin, obchodząca w obecnym – 2021 roku jubileusz 100-lecia.
    Problem rewolucji w państwach rozwiniętego kapitalizmu
    Odrębną kwestią jest możliwość rewolucji socjalistycznej w państwach rozwiniętego kapitalizmu, które przechodzą (lub przeszły) do stadium postindustrialnego, pociągającego za sobą zmiany w strukturze sił wytwórczych i współczesnego proletariatu i gdzie kapitał sprawuje władztwo w różnych formach za sprawą panowania politycznego, ekonomicznego, militarno-policyjnego i ideologicznego. W Europie wielki kapitał umacnia swe panowanie w wyniku szybkiej i pogłębiającej się integracji nie tylko ekonomicznej, także politycznej. Unia Europejska szybko zmierza do przekształcenia się w państwo federalne, niezbędne wielkiemu kapitałowi do realizacji i umacniania swych interesów już nie tylko w granicach państw narodowych, ale także w skali ogólnoeuropejskiej i światowej. Do tego niezbędne jest silne scentralizowane państwo, sprawny aparat administracyjno-policyjny i własna europejska armia. Jest to w rzeczywistości zapowiedź końca samodzielnych państw narodowych i początek super państwa europejskiego, którego klasową istotę wyrażają ponadnarodowe kręgi kapitalistyczne na czele z kapitałem zjednoczonych Niemiec, czego nie akceptuje Anglia a także narodowo zorientowane kręgi burżuazji w Polsce i na Węgrzech. Umacniają się podobne nurty i dążenia we Francji i innych państwach.
    Unia Europejska jest głównie organizacją ekonomiczną i polityczną wielkiego kapitału i jako taka umacnia jego organizację i siłę także w stosunku do klas pracujących, o czym świadczy pogarszająca się sytuacja ekonomiczno-społeczna ludzi pracy nie tylko w nowych także w dawnych państwach Unii. Za sprawa Unii Europejskiej kapitał europejski umocnił swe interesy i pozycje klasowe. Inaczej jest z proletariatem, który po upadku ZSRR i KDL-ów w Europie został bardzo osłabiony, co przyczyniło się także do osłabienia ruchu robotniczego i komunistycznego w zachodniej Europie i zwiększenia jego wyzysku. Aktualnie w państwach unijnych nie ma sytuacji rewolucyjnej, a liczne bunty i walki strajkowe są szybko i skutecznie pacyfikowane przez aparat represyjno-policyjny. Wielka burżuazja i jej klasowi sojusznicy, np. warstwy pośrednie, socjaldemokraci, na ogół skutecznie wykorzystują instrumenty i mechanizmy liberalno-mieszczańskiej demokracji dla umacniania panowania klasowego, manipulowania zachowaniami wyborczymi także lewicowego elektoratu. Wobec braku możliwości odwołania parlamentarzystów, wybory co cztery lata stały się wielkim show, wymagającym olbrzymich nie tylko finansowych środków, na które nie stać partie reprezentujące rzeczywisty świat pracy. Jednocześnie w jego łonie powstały nowe grupy proletariatu usługowego, które nie zawsze solidaryzują się z tradycyjnymi robotnikami fabrycznymi (blue collar).
    Klasa robotnicza w tych państwach została zepchnięta do defensywy i korzysta ze względnie wysokiego poziomu życia, osiągniętego po 2. wojnie światowej za sprawą obaw burżuazji przed wybuchem rewolucji i koniecznością dzielenia się przez nią częścią zysków, co przybrało teoretyczny wyraz w doktrynie interwencjonizmu państwowego, społecznej gospodarki rynkowej (szczególnie w RFN jako „Soziale Marktwirtschaft”), „państwa dobrobytu” i w dużym stopniu stała się nową arystokracją robotniczą, korzystającą też w części z wyzysku wielomilionowych mas gastarbeiterów a w szczególności proletariatu krajów 3. świata, w których korporacje lokowały kapitały i na masową skalę wykorzystywały tanią siłę roboczą krajów zależnych, co było typową cechą neokolonializmu. Z metropolii wywieziono liczne tzw. brudne fabryki i gałęzie przemysłowe np. hutnictwo żelaza, wydobycie węgla lub innych kopalin i tradycyjny tzw. przemysł fabryczny.
    Widmo nowej rewolucji socjalistycznej (o której pisali Marks i Engels) w państwach rozwiniętego kapitalizmu może przekształcić się w nową sytuację rewolucyjną w obliczu i w następstwie narastającego obecnie kryzysu społeczno-gospodarczego, potęgowanego epidemią koronowirusa, który coraz bardziej zagraża ich dotychczasowej względnej stabilności, o czym świadczą wielkie napięcia społeczne, plajty milionów biznesów, rosnące bezrobocie, bezdomność, a także polityczne i społeczno-ekonomiczne w USA i państwach Unii Europejskiej, które rządzące koła wielkiej burżuazji usiłują powstrzymać przez dalsze ograniczanie praw socjalnych i politycznych, podziały ideowo-polityczne świata pracy, dywersję ideologiczną w ruchu robotniczym oraz wywoływanie nowych wojen. Doświadczenie historyczne dokumentuje, że wielka burżuazja w sytuacji rewolucyjnego zagrożenia sięga dla obrony swego panowania klasowego do autorytaryzmu i faszyzmu i takie zagrożenie jest także realne w USA i innych państwach kapitalistycznych, o czym świadczą ostatnie wydarzenia na waszyngtońskim Kapitolu oraz brutalne tłumienie przez policję pokojowych demonstracji we Francji tzw. żółtych kamizelek czy strajków w Niemczech, Włoszech. Groźne dla świata jest zagrożenie wywołania wojny, można nawet sądzić, że narastają przesłanki nowego wielkiego konfliktu wojennego.
    Szczególnie groźne i szkodliwe dla klasowej jedności proletariatu są teorie i towarzysząca im praktyka o zanikaniu proletariatu i klasy robotniczej, umowy śmieciowe, prekariat, praca produkcyjna na fikcyjnych samodzielnych stanowiskach, mit o przerastaniu proletariatu w tzw. „klasę średnią” itd., które w sumie zmierzają do rozbicia solidarności klasowej ludzi pracy i umacnianiu mitu o jedności, współpracy i harmonii bogatych i średnich, a biedaków (głównie bezrobotnych) trzeba otoczyć minimalnymi formami pomocy socjalnej, by nie stanowili zagrożenia epidemicznego (w kategoriach socjalnych i medycznych) dla „zdrowego” kapitalistycznego społeczeństwa., co zakładało aktywną rolę państwa i sprawdziło się w polityce F.D.Roosevelta w USA w latach 30-tych, a po 2 wojnie światowej w państwach Europy zachodniej. W kategoriach naukowych przybrało to wyraz w teorii i doktrynie J.M. Keynes’a. Procesom tym towarzyszy wielka koncentracja kapitału już nie tylko w skali państwowej, także ponadnarodowej, co skutkuje m.in. integracją europejską, wspólnotami wolnego handlu, powstawaniem potężnych grup bankowo-kapitałowej finansjery. Jednocześnie proces ten przyspieszał powstawanie i dojrzewanie stosunków kapitalistycznych w nowych państwach i kształtowanie się proletariatu przemysłowego, co znakomicie wykorzystali Chińczycy, w mniejszym stopniu Indie, Indonezja i kraje afrykańskie, np. Nigeria.
    W metropoliach kapitalistycznych, głównie w Europie, po upadku Związku Radzieckiego i krajów demokracji ludowej, nastąpiło także poważne osłabienie partii komunistycznych i rewolucyjnego ruchu robotniczego. Niektóre z nich zmieniły orientację, ulegając oportunizmowi, reformizmowi i rewizjonizmowi i stały się nowymi reakcyjnymi socjaldemokracjami. Na tym tle traciły nie tylko swych dotychczas licznych członków, ale także poparcie grup pośrednich, składających się na znaczną część elektoratu, którego poparcie w wyborach parlamentarnych i lokalnych dawało im możliwość wykorzystania instrumentów działalności parlamentarnej. Pewna część członków a nawet niektórzy przywódcy ulegli wpływom lewacko-drobnomieszczańskim, najczęściej w postaci odradzającego się neotrockizmu i anarchizmu. Następował też proces odradzania się różnych grup rewolucyjno-marksistowskich (lewackich), krytycznie oceniających nie tylko w.w. nurty, ale także całą praktykę tzw. realnego socjalizmu. Jednocześnie w odradzających się partiach komunistycznych trwała dyskusja wewnętrzna i na forach międzynarodowych nad przyczynami upadku ZSRR i KDL-ów w Europie, jakie przyczyny doprowadziły do jego upadku i kto w kategoriach klasowych i osobowych jest za to i w jakim stopniu odpowiedzialny. W międzynarodowym ruchu komunistycznym dawał o sobie znać brak nowej międzynarodówki komunistycznej, co wynikało z głębokich podziałów ideowych i braku silnej partii robotniczej, cieszącej się dużym autorytetem, która mogłaby wziąć na siebie trudy organizacyjne. Z różnych powodów roli tej nie mogły się podjąć partie sprawujące władzę w państwach socjalistycznych w Azji i na Kubie. Roli tej nie wypełniały liczne regionalne międzynarodowe konferencje partii komunistycznych i robotniczych. Generalnie osłabiało to poszczególne partie komunistyczne i międzynarodowy ruch robotniczy w Europie, a nawet stawiało je na marginesie życia politycznego.
    W USA ruch komunistyczny nigdy nie rozwinął się do znaczących rozmiarów i egzystował na obrzeżach życia politycznego kraju. Od Rewolucji Październikowej komunizm stał się największym nie tylko politycznym wrogiem (co osłabione zostało w czasie 2. wojny światowej), ale także ideowo-doktrynalnym, co wyrażało się w teorii i praktyce ekstremalnego antykomunizmu. W latach 50-tych XX w. komuniści i ich sympatycy z kręgów kultury byli bezwzględnie prześladowani (maccarthyzm). Na to nakładał się agresywny rasizm, który formalno-prawnie przezwyciężony został dopiero w latach 60-tych XX w. za sprawą wielkich protestów Martina Luthera Kinga i reform Partii Demokratycznej, a który odżywa obecnie z większym nasileniem. Związki zawodowe były konsekwentnie zwalczane przez wielki kapitał i poza wielkim kryzysem w latach 30-tych ub.w. nie objęły większą działalnością i wpływami amerykańskiego proletariatu. Kapitał amerykański, jego władztwo w sferze ekonomicznej, socjalnej, kulturalnej i politycznej umożliwiało jego pełną hegemonię nad światem pracy. Jedną z przyczyn tego stanu była wielka potęga kapitału amerykańskiego i ugruntowanie jego pozycji po 1. a jeszcze bardziej po 2. wojnie światowej. Nie złamała go, choć bardzo osłabiła w drugiej poł. XX wieku konfrontacja z realnym socjalizmem, w szczególności ze Związkiem Radzieckim. Ostatecznie lata 1989-91 dowodziły, że ta rywalizacja zakończyła się zwycięstwem USA, choć główne przyczyny upadku ZSRR i KDL-ów w Europie miały raczej źródła wewnętrzne niż zewnętrzne. Przegrana realnego socjalizmu pod koniec XX wieku osłabiła także organizacje świata pracy w krajach zachodnich, umocniła władztwo wielkiego kapitału, stała się także jedną z przyczyn przysłowiowego przykręcania śruby przez kapitał, który krok po kroku odbierał ludziom pracy poprzednio wywalczone prawa socjalne, na które kapitał się godził, by nie dopuścić do nowej rewolucji jak w Rosji czy w KDL-ach.
    Jednocześnie gospodarka amerykańska ogarnięta jest obecnie wielkim kryzysem, który trwa od 2008 r., o czym świadczy spadek wzrostu PKB i udziału w światowym dochodzie, rosnące zadłużenie wewnętrzne i zagraniczne i malejący udział dolara w rozliczeniach międzynarodowych. Nie pomogły nawet olbrzymie bilionowe dotacje z budżetu państwa dla bankrutujących wielkich banków, co było zaprzeczeniem oficjalnej doktryny nieingerencji państwa w finanse i ekonomię. Rozwierają się nożyce między wąską grupą super bogatych miliarderów a masami ludności ubogiej. Większy PKB ma obecnie Unia Europejska, a Chiny w tym zakresie depczą USA po piętach. Jedynym obszarem, gdzie Stany zdecydowanie górują to zbrojenia i wydatki na obronę, rocznie ponad 730 mld dol., co pozwala im nadal utrzymywać siły zbrojne na poziomie globalnym i za pomocą militariów i wojen utrzymywać hegemonię. Jest to jednak polityka krótkowzroczna i USA stoją przed jeszcze większym kryzysem, który może zmienić globalny układ sil. W sferze socjalnej kapitalizm USA jest bardziej brutalny niż w zachodniej Europie, co wynika ze słabości partii robotniczych, związków zawodowych, braków prawnych w ustawodawstwie pracy a także dominacji w kulturze wartości i zasad american way of live, gloryfikującej sukces przebojowej jednostki, moralności kowbojskiej, przemocy, prawa do posiadania broni przez każdego obywatela i micie równości, którego kwintesencją była maksyma, że nawet pucybut może zostać prezydentem. Nigdy tak nie było, tym bardziej w obecnej epoce. Pogłębia się przepaść między wąską grupą super bogaczy a coraz bardziej biedniejącym amerykańskim światem pracy. Prawdę tę potwierdzają nie tylko dane statystyczne, także organizacja i wygląd nie tylko murzyńskich dzielnic w Nowym Jorku, Chicago, Detroit czy Los Angeles.
    Procesy te stopniowo zmieniają świadomość polityczną ludzi pracy w USA, o czym świadczy fakt, że w trakcie kampanii wyborczej na prezydenta w 2016 i w 2020 r. jeden z kandydatów Partii Demokratycznej senator Berni Sanders ostro krytykował system ekonomiczno-społeczny i polityczny USA i głosił konieczność zmian systemowych i wprowadzenia socjalizmu. Pozyskał 17 mln wyborców, głównie młodych, co wskazuje na osłabianie dominacji american way of life w szczególności wśród młodzieży. Nie tylko w następstwie epidemii koronowirusa upadają liczne małe i średnie biznesy, rośnie bezrobocie i bezdomność. Dane z ostatnich lat potwierdzają stagnację i spadek dochodów ok. 50% pracujących, a jednocześnie pogłębia się przepaść między nimi a wielką oligarchią. Jednocześnie znaczna część amerykańskich bezrobotnych, w szczególności stanów dotkniętych wysoką recesją oddała swe głosy na D.Trumpa – kandydata sił najbardziej reakcyjnych, antykomunistycznych, nacjonalistycznych („Make America great again”), rasistowskich i konserwatywnych kręgów amerykańskiego kapitalizmu („ America first”), zorganizowanych w Partii Republikańskiej, który kreował się jako człowiek „z zewnątrz”, spoza „skorumpowanych elit”, co przyniosło mu znaczne poparcie części bezrobotnych i elektoratu z niższych warstw społecznych. Obiecywał, że ponownie ożywi tzw. „rdzewiejące stany”, do których powróci amerykański kapitał z Chin, Indii, Indonezji itd. Nic takiego się nie stało, kapitał umie liczyć i kieruje się zyskiem a nie dobroczynnością. Po raz pierwszy prezydentem USA został nie „polityczny najemnik” wielkiego biznesu, lecz potężny miliarder, który politykę traktował jako wielki biznes. Fiasko obietnic prezydenta Trumpa nie przyniosło mu spadku poparcia elektoratu, w rezultacie wyborów prezydenckich w 2020 r. uzyskał on nawet większa liczbę głosów niż w 2016 r., co wynikało z wyższej frekwencji, jednocześnie znacznie wzrosła liczba wyborców, opowiadających się za kontrkandydatem.
    Ten trend polityczny w USA został powstrzymany w czasie ostatniej jesiennej kampanii prezydenckiej (2020 r.), wybory wygrał Joe Biden, kandydat Demokratów, także partii wielkiego kapitału, ale bardziej zorientowanej socjalnie ze względu na poparcie biedniejszej części amerykańskiego świata pracy, której Trump odebrał państwowe ubezpieczenia i inne ulgi socjalne, wprowadzone przez B.Obamę. Zwycięstwo Bidena i Demokratów ponad 5-milionową liczbą głosów i znaczną przewagą głosów elektorskich było nie do zaakceptowania przez najbardziej reakcyjne siły skupione wokół prezydenta Trumpa, który wybory i ich wynik określił jako „sfałszowane” i wezwał swych zwolenników do odzyskania „skradzionego zwycięstwa”. Najbardziej prawicowe, rasistowskie, pod flagami konfederatów i USA bojówki wdarły się 6 stycznia 2021 r. w Waszyngtonie do Kapitolu – siedziby Kongresu Federalnego (parlamentu) USA, domagając się unieważnienia wyborów.
    Była to w gruncie rzeczy próba politycznego puczu, znana dotychczas z praktyk ruchów faszystowskich lub z życia tzw. republik bananowych i stanowi historyczną cezurę w amerykańskiej demokracji. Była demonstracją siły ugrupowań faszyzujących i zapowiedzią dalszych tego typu wydarzeń. Pęka kolejny mit amerykańskiej demokracji, główne ośrodki władzy znajdują się w rękach wąskiej grupy potężnych kapitalistycznych oligarchów, którzy nie wahają się sięgać po najbardziej ekstremalne i antydemokratyczne środki w celu utrzymania władzy i ochrony swych klasowych interesów. 20. stycznia 2021 r. w niedawno atakowanym przez trumpowskie bojówki Kapitolu miało miejsce przekazanie władzy przez ustępującego i zaprzysiężenie nowego prezydenta J.Bidena. Znamienne, że w akcie tym nie wziął udziału b. prezydent Trump (który nie uznał swej przegranej), co jest ewenementem w historii politycznej USA, jednocześnie wskazuje, że siły skupione wokół niego nie skapitulowały i przygotowują się do nowych akcji przeciwko amerykańskiej demokracji. Na marginesie tych wydarzeń trzeba przypomnieć, że w listopadzie 1963 r. w Dallas zamordowany został prezydent USA John Kennedy i do dziś ta sprawa nie została w pełni wyjaśniona. Faktem jednak jest, że jego następcy rozpoczęli kolejną brudną wojnę USA w Wietnamie. USA pod rządami G.W.Busha napadły na Afganistan i Irak łamiąc brutalnie prawo międzynarodowe i obracając w ruiny te państwa, co kosztowało podatników amerykańskich biliony dolarów, ale zyski z tego procederu wzbogaciły kompleks militarno-wojenny USA. Wszystkie te wojny okazały się przegrane dla USA, podkopały zaufanie do rządu USA tak wewnątrz jak i za granicami kraju. Można mnożyć dalsze przykłady. Potwierdzają one, że prawdziwe dźwignie amerykańskiej polityki znajdują się w zaciszach gabinetów wielkich korporacji i są odzwierciedleniem słabnącego mocarstwa.
    Ostatnie dramatyczne wydarzenia w waszyngtońskim Kapitolu dowodzą, że Stany są podzielone zarówno w kręgach wielkiego kapitału, elicie władzy jak i wśród świata pracy. Demokracja amerykańska, tak wychwalana przez zwolenników american way of life, przeżywa wielki kryzys, będący następstwem głębokiego kryzysu gospodarczego tak w skali wewnętrznej jak i międzynarodowej. Osłabiane są a nawet niszczone dawne ideały i wartości amerykańskie, jak wolność, demokracja, postęp społeczny i gospodarczy, inicjatywność i koniunktura, osłabiające USA w konfrontacji z nowymi światowymi gigantami. Stawia to pod znakiem zapytania ich autorytet i dominację w świecie, a jednocześnie narastają głębokie klasowe sprzeczności wewnętrzne. Analiza sprzeczności społeczno-klasowych, rasowych, etnicznych, regionalnych i międzynarodowych USA dowodzi, że Stany stoją w obliczu olbrzymich problemów wewnętrznych i zagranicznych, grożących im głeboką destrukcją, niebezpieczeństwem nowej secesji, rozpadu a w politycznej zagranicznej koniecznością powolnego wycofywania się z roli „światowego żandarma”. Można domniemywać, że dla wielkiego kapitału amerykańskiego nie będzie to łatwe do zaakceptowania i można się spodziewać podejmowania nawet radykalnych środków ratowania swej pozycji. Na marginesie tych rozważań warto przypomnieć, że poziom rozwoju sił wytwórczych i osiągniętego bogactwa kraju w USA jest tak wielki, że w pełni możliwe jest zastosowanie równościowego ustroju socjalistycznego, który stworzyłby większe możliwości realizacji potrzeb przez niższe klasy społeczne, jednocześnie zmniejszyłyby się wydatki na zbrojenia i USA mogłyby świadczyć w imię internacjonalizmu proletariackiego większe sumy na pomoc dla głodującego 3. świata, ale jak na razie Stanom Zjednoczonym nie grozi socjalistyczna rewolucja. Amerykański kapitał dysponuje jeszcze licznymi dźwigniami dla utrzymania swego panowania klasowego wewnątrz kraju jak i dąży do odbudowy swego panowania w świecie.
    Walka klasowa w USA i na świecie rozwija się w nowych formach. Ich zapowiedzią po stronie świata pracy są liczne strajki w zakładach pracy, manifestacje uliczne prześladowanych mniejszości, ruchy pacyfistyczne, a z drugiej wzrastająca brutalność policji i odrodzenie najbardziej rasistowskich organizacji typu Ku-Klux-Klan, Proud Boys i grup nawiązujących do ideałów konfederatów z Południa z okresu wojny secesyjnej. J.Biden i Demokraci a także inni postępowi Amerykanie będą mieli niełatwy orzech do zgryzienia, jak rozwiązać te głębokie sprzeczności w najbliższych latach. Ze wstępnych wypowiedzi polityków i ekspertów wynika, że w sprawach wewnętrznych, głównie socjalnych i niektórych zagranicznych będzie przywrócony kurs B.Obamy, natomiast w relacjach z Chińską Republiką Ludową można spodziewać się dalszej konfrontacji. Prawdopodobna jest prognoza, że wielki kapitał amerykański będzie chciał wyjść z kryzysu, wywołując nowa wojnę lokalną, a być może większy konflikt, który może być receptą na ożywienie gospodarki, w szczególności przemysł zbrojeniowy, jednocześnie pacyfikowane będą napięcia społeczne, kryzys będzie pretekstem do dalszego ograniczenia praw obywatelskich i wprowadzenia jeszcze bardziej autorytarnych metod rządzenia.
    Kryzys znajdzie też wyraz w polityce międzynarodowej USA, która zmierzać będzie do przerzucenia jego kosztów nie tylko na własnych ludzi pracy, także na inne państwa i narody. Niewykluczona jest nowa wojna, którą rozpęta amerykański imperializm pod hasłem „obrony demokracji”, „praw człowieka” i walki z nowym „imperium zła”. Potencjalny konflikt wojenny byłby wielkim zagrożeniem dla pokoju światowego i możliwości i konieczności rozwiązywania przez wszystkie państwa, a głównie wielkie mocarstwa problemów globalnych, jak zagrożenie nowymi epidemiami, ochrona środowiska naturalnego, ekstremalna nędza i głód w krajach tzw. 3. świata itp., Biorąc pod uwagę rosnące znaczenie Chin jako strategicznego przeciwnika, można przypuszczać, że konflikt może mieć miejsce w Azji, poczynają od Bliskiego Wschodu, Iranu, zablokowanie Zatoki Perskiej (Arabskiej) do niezbędnych dla Chin źródeł ropy naftowej z Bliskiego Wschodu. Bardziej prawdopodobne miejsce jest bliżej Chin, mianowicie rejon Morza Południowo-Chińskiego, Tajwan, KRLD, Cieśnina Malakka między Singapurem a Indonezją. Prognozę tą potwierdza historia ostatniego stulecia, kiedy z reguły demokraci wywoływali wojny a republikanie je wygaszali.

„Opodatkować bogaczy” to za mało

Hasło „Opodatkować bogaczy”, które znalazło się na kreacji Alexandrii Ocasio-Cortez z pewnością przykuło uwagę opinii publicznej. Jego prezentacja na luksusowej gali i w otoczeniu ścisłych elit globalnego kapitalizmu może i powinna jednak budzić w nas głębokie wątpliwości. A jednak wejście do świata luksusu i przepychu wymaga zdecydowanie większej dawki politycznej krytyki. Samodzielnie hasło „opodatkować bogaczy” nie tylko wcale nie jest radykalne, ale nie przynależy nawet do autentycznie lewicowej wrażliwości. Bo czy jedyną tożsamością dla lewicy jest walka o wyższe podatki w kapitalizmie i na jego luksusowych galach?

Skuteczne działanie polityczne to takie, które uzyskuje rozgłos, a także dekolonizuje apolityczne przestrzenie. Umieszczenie haseł politycznych na garderobie i skolonizowanie nimi standardowo „apolitycznych” (bo prosystemowych, nihilistycznych i pełnych marnotrawstwa) przestrzeni to potężny krok naprzód, to poszerzanie przestrzeni polityczności i – jak powiedziałby Jean Baudrillard – odzyskiwanie symulakrów na poczet aktualnie-politycznej walki. Natomiast sam fakt, że Ocasio-Cortez decyduje się i może brylować pośród elit z takim hasłem na ubraniu nie jest przypadkowy. Jeśli klasowa walka polityczna zostaje zintegrowana z systemem… To najprawdopodobniej nie jest już klasową walką polityczną.
Hasło Ocasio-Cortez nie jest bowiem groźne. Samo opodatkowanie bogatych niespecjalnie im zagraża. Nie odbiera im totalitarnej władzy, nie zmienia systemu, nie podejmuje też nawet tematu zasadniczego, którym jest: niszczycielska dla ludzkości i planety kapitalistyczna produkcja.

Walka socjalistów nie jest walką o opodatkowanie miliarderów, korporacji oraz firm. Socjaliści pragną zniesienia bytów i podmiotów istniejących tylko dla prywatnego zysku oraz niszczących Ziemię i działających ze szkodą dla ludzkości. Socjaliści nie widzą celu ich istnienia, uważają też podtrzymywanie kapitalistycznej produkcji za zwyczajne marnotrawstwo i działanie zbrodnicze. Żądanie kawałka tortu od klas panujących jest tak samo odważne, jak żądanie współudziału w pieniądzach z przestępstwa. To oszustwo oraz zasłona poznawcza, zmyłka ugruntowująca w społeczeństwie przekonanie, że konieczne jest istnienie klas panujących: miliarderów latających w kosmos, megakorporacji i garstki skrajnie uprzywilejowanych ludzi dyktujących druzgocącej większości społeczeństwa cele planetarnego rozwoju. W określonych, kryzysowych warunkach hasło „opodatkować bogaczy” jest już więc głównie mechanizmem do obrony sensu istnienia systemu, nierówności oraz klas panujących, kompletnie oderwanych od zwykłych ludzi.

To właśnie fundamentalna różnica pomiędzy socjalliberalizmem oraz socjalizmem. Żądanie socjalliberałów_ek brzmi: opodatkujmy najbogatszych, reszta zostaje. Żądanie socjalistów_ek brzmi: najbogatsi nie są społeczeństwu potrzebni, ten system nie działa.

Każdego roku miliony ludzi umierają z powodu systemowych właściwości kapitalizmu. W 2018 roku w The Lancet ukazał się raport, z którego wynikało, że przynajmniej pięć milionów ludzi umiera rocznie z powodu braku odpowiedniej, a osiągalnej dla zamożniejszych opieki zdrowotnej. W czasach pandemicznych jest jeszcze gorzej. W Polsce przekonały się o tym tysiące ludzi pozostawionych bez opieki. W globalnym kapitalizmie to standard. Miliony cierpią także z uwagi na bezdomność. Miliony na starość zostają praktycznie z niczym. A uchodźcy z krajów zdewastowanych przez imperializm i jego wojny natrafiają na mury lub muszą pracować za ostatnie grosze. To wszystko ludzie, którzy z perspektywy systemu są zbędni. Z powodu głodu, braku dostępności czystej wody, braku pomocy medycznej itd. rocznie światowy kapitalizm eliminuje kilkanaście milionów ludzi. Robi to jednak w sposób rzekomo „naturalny”, a odpowiedzialność staje się rozmyta. Tak samo jak odpowiedzialność polskich ministrów zdrowia…

Ludzi zbędnych jest w kapitalizmie całe multum. Tylko około dwa miliardy mieszkańców Ziemi mogą sobie pozwolić na w miarę swobodną konsumpcję w uprzywilejowanych enklawach. Większość to ludzie na przemiał, czyli: biedni pracownicy z wyzyskiwanych krajów oraz niezamożni skazani na wyczerpującą pracę i na wieczny brak bezpieczeństwa. Na samym dole tych sztywnych kapitalistycznych hierarchii są jeszcze uchodźcy i imigranci, których system przedstawia w roli wrogów i złych konkurentów chcących zaburzyć „naturalny porządek” globalnego podziału dóbr i pracy. Bez szerokiej perspektywy i zrozumienia pełni zła globalnego kapitalizmu nie wyjdziemy poza wycinkowe myślenie i poza bańkę własnych przywilejów. A życie w tej bańce zaburza właściwy odbiór rzeczywistości, bo walka o lepszy świat nie jest jedynie walką o wyższą wypłatę w następnym miesiącu. Walka o lepsze życie to coś więcej niż tylko dodatkowe kilkaset złotych za tyranie dla „globalnego januszexu”. Właśnie krótkie horyzonty wspierają panowanie obecnych elit, które prowadzą nas prosto ku klimatycznej katastrofie, by na końcu winą za wszystko obciążyć nieumiarkowanych w rozmnażaniu mieszkańców najbiedniejszych regionów i roszczeniowych pracowników.

Lewica nie stoi po stronie globalnego imperium wykluczania. Tymczasem to właśnie globalny podział dóbr i pracy jest jądrem ciemności, z którym należy dziś walczyć. Kapitalizm tworzy – jak pisała o tym Naomi Klein – system regionalnych twierdz, które wydają się być całym horyzontem walki politycznej. W tej spaczonej lokalnymi podziałami perspektywie jedyną możliwością walki o lepszy świat staje się walka o nieco lepsze warunki życia w naszej części twierdzy. Wycinkowe i niesięgające systemowych alternatyw żądania nigdy nie zagrożą samym twierdzom. I taka lewica: która zajmuje się wyłącznie negocjacjami o wyższe zyski pracowników w udziałach z globalnej, kapitalistycznej masakry będzie zapraszana na elitarne bale charytatywne i imprezy dla milionerów. W sytuacji kryzysowej będzie zaś łodzią ratunkową dla klas panujących i dla tych, którzy już wydźwignęli się na pozycje systemowych władców. Bo jeśli najbardziej radykalną krytyką społeczną będą prośby o wyższe podatki dla najbogatszych, to z pewnością zasadniczo nic się nie zmieni. Jeff Bezos na 75%, 50%… to dalej Jeff Bezos.

Wbrew pozorom wnioski te nie dotyczą jedynie zagadnienia internacjonalizmu i kwestii solidarności z innymi pracownikami. Bez krytyki i odrzucenia panującego systemu lewica traci bowiem swe własne polityczne uzasadnienie, ginie w tłumie innych propozycji. Staje się użytecznym dodatkiem do poprawiaczy „liberalnej demokracji”. Partią „walki” o bardziej tęczowe baraki, równe kopanie po twarzy kobiet i mężczyzn oraz o uznanie niewolnictwa, prostytucji i sprzedaży organów za fajną, równoprawną i twórczą pracę zawodową.

Lewica przestaje być liczącą się alternatywą właśnie dlatego, że zaakceptowała żądanie równych praw w istniejącym systemie i uczyniła je swoim jedynym horyzontem. Wyzwolenie, zmiana systemu, inny świat zeszły na drugi plan i zostały odepchnięte na rzecz bieżących i „bezpiecznych” polityk, które znalazły akceptację w mediach zdominowanych przez prosystemowy liberalizm. Z tego powodu lewicy tak trudno jest dziś uzyskać cokolwiek ponad wsparcie od najlepiej wykształconych i najwierniejszych jej wyborców, którzy potrafią myśleć poza tymi schematami. Z tego powodu brak własnych mediów zmusza do walki o nagłówki w mediach liberałów lub nacjonalistów. I z tego powodu gdy nadejdzie kryzys kapitalizm sięgnie po socjalliberałów albo konserwatystów z socjalną charakterystyką i bez trudu zastąpi nimi reformistów z lewicy, którzy nie zrozumieją nawet dlaczego tak się stało.
A stanie się tak dlatego, że dla istniejących elit lewica wciąż będzie zbyt niebezpieczna. Wszyscy solidarnie – i niczym PO wraz z Konfederacją – dogadają się w sprawie kopania czerwonych. Ale bycie w roli ofiary jest też pokłosiem działań samej lewicy. Nazwijmy to paradoksem partii Razem. Im więcej wysiłku partia ta włożyła w antykomunistyczne zachowania – tym silniej przylgnęły do niej oskarżenia o komunizm i o bolszewizm. Próba bycia „produktem bezpiecznym” i odciętym od krytyki kapitalizmu zakończyła się kompletnym fiaskiem. Dokładnie na tej samej zasadzie w kryzysowej sytuacji pierwsi do władzy dostaną się ci, którzy nigdy nie kojarzyli się z socjalizmem i niebezpiecznymi treściami. Nie ci, którzy z wielkim wysiłkiem musieli się ukrywać i poświęcili na to mnóstwo – widzialnej przecież publicznie – energii. W tej sytuacji jedyną szansą lewicy jest przepracowanie oraz świadome wyrażenie swojego antysystemowego programu w nowej formie, odzyskanie prawdziwego źródła swojej siły: społecznego poparcia dla innej, niekapitalistycznej rzeczywistości. Prawicowych reformatorów kapitalizmu zawsze będzie więcej, polityczny rynek jest ich wiecznie pełen. Dla antykomunistycznych i prosystemowych mas zawsze będą też oni bardziej wiarygodni. Adrian Zandberg nie wskoczy w buty umiarkowanego reformatora. Prędzej zrobi to np. Rafał Trzaskowski, którzy wcześniej podbierze mu kilka haseł…

Bez krytyki systemu, ze wstydem za socjalizm i używając socjalizmu w charakterze obelgi lewica dotrze jedynie na samo dno sondaży. To niskie poparcie dla lewicy wynika właśnie z tego, że większość społeczeństwa uważa po prostu, że inne siły polityczne są w swej roli bardziej wiarygodne i autentyczne. Wiarygodne w tym sensie, że całkowicie zdolne wywalczyć drobne żądania socjalne, czy też drobne korekty wolnościowo-obyczajowe. I trudno się tu nie zgodzić. Lewica, która usiłuje działać na zasadzie „bycia odpowiedzią na świadomość zastaną” nie wygra, ponieważ nie inwestuje w kreowanie nowej sytuacji, nowej świadomości i kultury. Przypominają się tu słowa Karola Marksa, który podkreślał, że każda rewolucja społeczna wymaga sięgnięcia po przyszłość, wypracowania projektu przyszłości. Dzisiejsza lewica najczęściej zadowala się zaś bieżączkowatymi próbami wstrzelenia się w comiesięczne sondaże i ostrożnie czeka na wielki, mityczny kryzys pozostałych sił politycznych, naiwnie licząc na to, że automatycznie przyniesie on jej zwycięstwo. Często myślą tak zwłaszcza dawni politycy SLD i politolodzy, którzy mają jeszcze w pamięci triumf lewicy z roku 2001. Nie biorą jednak pod uwagę tego, że tamten triumf przynieśli lewicy wyborcy, którzy zatęsknili właśnie za innym systemem, za socjalizmem! Za jego bezpieczeństwem, stabilnością i za państwowym porządkiem w kontrze do neoliberalnej masakry balcerowiczowską piłą.
Z perspektywy socjalistycznej postulat opodatkowania kapitalizmu zasadniczo nie różni się od postulatów opodatkowania faszyzmu. Faszyzm doprowadził do milionów zgonów. Globalny kapitalizm zabija więcej ludzi niż cały faszyzm i robi to co 3-4 lata, dodatkowo doprowadził też już do rekordowej eksterminacji większości spośród żywych gatunków naszej Ziemi.

Nie znaczy to wszystko, że należy przestać walczyć o wyższe podatki. Ale z pewnością należy przestać mówić wyłącznie o samych podatkach. Należy zdawać sobie także sprawę z tego, że społeczeństwo wyhodowane w kapitalizmie nie myśli o podatkach dobrze. Niesprawiedliwy system podatkowy, degresja, małe wypłaty powodują razem, że nikt nie lubi podatków. Nawet nędzarze mogą stanąć po stronie bogatych jeśli ci zaczną narzekać na zbyt wysokie opodatkowanie. Dokładnie tym karmi się Konfederacja i jej otoczenie. Dlatego właśnie hasło „opodatkować bogaczy” nie jest wcale jakimś wielkim kluczem do natychmiastowego zwycięstwa. Świadomość proletariatu jest dziś w ogromnej mierze kapitalistyczna – to znaczy, że pracownicy oceniają siebie samych i uważają się za właścicieli kapitału, przedsiębiorców.

I dlatego walkę polityczną należy przenieść na zupełnie inne tory. Zamiast dać się wrzucić do szufladki „wariatów od 80-procentowych podatków od wszystkiego” należy przyznawać, że podatki i owszem trzeba nieco podnieść, lecz jedynie najbogatszym i kapitałowi. Natomiast dużo ważniejsze są cele rozwoju. Dużo ważniejsze są usługi publiczne. Dużo ważniejsze jest sprawne państwo, a także dobra i prospołeczna praca. Ten lepszy program uzyskamy wtedy, kiedy przezwyciężymy tyranię kapitalistycznego wzrostu gospodarczego. Zamiast wzrostu zysków czas mówić o wzroście społecznym. Zamiast wzrostu mierzonego przez kapitał musimy przenieść ciężar debaty na dyskusję o wzroście funduszu spożycia zbiorowego, wzroście jakości świadczeń społecznych i powiększaniu wspólnej, społecznej własności.

Alternatywą jest ślepa uliczka: lewica, której jedynym horyzontem poznawczym jest przyzwolenie na istnienie gospodarki w jej obecnym kształcie. Taka lewica pozbawia się nie tylko wszelkich projektów systemowej alternatywy, ale i uzasadnienia dla swej egzystencji. Do lepszej redystrybucji zdobyczy klas kapitalistycznych wystarczą przedstawiciele liberalizmu i konserwatyzmu. Ten system posiada bardzo rozwinięte i liczne przeciwciała, i nie będzie ryzykował. Prędzej wyniesie do władzy prawicowych reformatorów, a nawet faszystów niż zaryzykuje, że którakolwiek z reformistycznych lewic posunie się politycznie o kroczek dalej. Szlak do zwycięstwa lewicy jest szlakiem krytyki kapitalizmu. Czas więc przestać lekceważyć przeciwnika i czas przestać wstydzić się socjalizmu.

Za co naprawdę płacili zwiedzający?

Wystawy Banksy’ego – bardzo mało autentyków, dużo kopii, ale pieniądze za wstęp jak najbardziej prawdziwe.
19 września zakończyła się wielomiesięczna wystawa prac Banksy’ego w Warszawie. Organizatorom musiała chyba przynieść krocie, bo cieszyła się dużą popularnością, jeden bilet dla osoby dorosłej kosztował 70 złotych, a samemu Banksy’emu – a raczej Banksym, bo pod tym pseudonimem ukrywa się zapewne kilka osób – nie trzeba przecież płacić ani grosza za możliwość prezentowania jego dzieł. Banksy, kontestując kapitalizm, zachęca bowiem do bezpłatnego wykorzystywania i kopiowania własnych prac – i nie chce, aby jakieś firmy i osoby zarabiały na jego sztuce .
Oczywiście, za sprawą kapitalistycznych reguł panujących w świecie, ta szlachetna idea zmieniła się w swoje przeciwieństwo. Kapitalistyczni cwaniacy rzeczywiście za darmo przejmują i kopiują jego dzieła (chyba, że muszą kupić je od innych, którzy zdobyli je za darmo), po czym zarabiają ciężkie pieniądze na pokazywaniu ich publiczności. W rezultacie na wystawach prac Banksy’ego, objeżdżających świat jest bardzo mało autentycznych prac – bo przecież trudno w oryginale pokazywać jego murale – natomiast bardzo wiele fotograficznych reprodukcji. Kasa za wstęp jest zaś jak najbardziej prawdziwa.
Autentycznym powrotem do idei Banksy’ego byłby ogólnoświatowy bojkot wystaw prezentujących jego sztukę, który zmusiłby cwanych wystawców do drastycznej obniżki cen biletów, ale na razie na to się nie zanosi. Chociaż, Azja daje przykład i być może stamtąd właśnie przyleci pierwsza jaskółka zmiany. Na bliźniaczej wobec warszawskiej, wystawie Banksy’ego w Seulu, oburzeni koreańscy widzowie wykryli, że na 150 eksponatów ponad 120 to kopie. W rezultacie, organizatorzy musieli im zwrócić za bilety. Niestety, Warszawiacy są chyba mniej dociekliwi, albo było im obojętne czy płacili za oglądanie autentyków, czy fotokopii. Kto wie, może i słusznie, bo przecież i na autentyku, i na kopii jest taki sam obrazek – a na kopii nawet lepszy, bo gładszy i równiejszy.
Przedstawiciel „Trybuny” zapytał jednak warszawskich organizatorów o to, co na tej wystawie było autentyczne. Otrzymał odpowiedź, że część eksponatów to autentyki, reszta to kopie, ale ze względów bezpieczeństwa nie podaje się, które są które. Ciekawe, czy chodziło tu o bezpieczeństwo pokazywanych prac, czy raczej finansów? W rzeczywistości, w Warszawie było jeszcze gorzej, niż w Seulu: na ponad sto eksponatów tylko 17 było oryginałami.

Czas na skromność

Jeśli chcemy uczciwych polityków to czas wybierać odpowiednich ludzi. Na wszystkich szczeblach władzy, od samorządu do parlamentu i prezydenta.

Wybierajmy ludzi bez wielkich willi, luksusowych i drogich samochodów, niewyjeżdżających każdego roku na wczasy za dziesiątki tysięcy, ludzi nieposiadających własnych firm, bez sześciu zer na kontach i niepojawiających się w najdroższych restauracjach. To nie jest niewykonalne.

To wszystko też jest polityką, a nawet polityką ważniejszą, bo osobistą i podczas wyborów trzeba to brać pod uwagę.

Kupić posła, który wakacje spędza w Polsce w kajaku, nie ma samochodu, żyje skromnie po prostu się nie da. Ideowców, oddanych pracy dla dobra wspólnego, poznasz po ich życiu, wyglądzie, usposobieniu.

Zero zdziwienia, że ludzie konsumujący miliony złotych i walczący pazurami o podtrzymanie bardzo wysokiego, elitarnego standardu życia, a wręcz zakładający, że polityka pozwoli im ten standard jeszzcze wywindować, są materiałem do korumpowania. Jeśli inna polityka jest możliwa to zaczyna się od stylu życia.

I jeszcze słowo w sprawie podwyżek dla posłów. Otóż moja ocena sytuacji jest prosta: są one bardzo złe i głęboko niebezpieczne, bo tworzą osobną, zdystansowaną od reszty klasę społeczną.

Idziemy w kierunku modelu z USA, gdzie w Kongresie ponad połowa to milionerzy…

W ten sposób zwiększa się też cenzura finansowa startu wyborczego, bo z milionerem – posłem nie będzie miała szans żadna ciężko pracująca osoba, która z wypłaty rzędu 3 tys. nigdy nie uzbiera nawet środków wystarczających na kampanię wyborczą… Tak domyka się kapitalistyczna „demokracja”. Przy okazji – czystej reklamy politycznej, czyli wywieszania twarzy kandydata na każdym rogu, by po prostu przepchać do świadomości jego nazwisko, też należy zakazać.

Te podwyżki przy 120 tys. zabitych w czasie pandemii przez zaciskanie pasa na zdrowiu i przy głębokiej biedzie emerytów są też po prostu amoralne.

Co powinno być bezpłatnie?

Tygodnik Przegląd postawił pytanie „Co powinno być bezpłatne?” Samo pojawienie się pytania pokazuje, że nawet we współczesnym kapitalizmie osiągnięto taki poziom rozwoju, że zaspokojenie niektórych potrzeb społecznych stało się możliwe bez użycia mechanizmu towarowo-pieniężnego.

Pokazuje to żywotność idei komunizmu z jego zasadą: „Od każdego według zdolności, każdemu według jego racjonalnych potrzeb”. To, co może być bezpłatne i zaspakajać racjonalne potrzeby społeczne, zależy od tego, gdzie skieruje się strumień inwestycyjny i jak zechce się podzielić dochód narodowy. Można więc zaspokoić w przyszłości takie potrzeby, które dzisiaj wydają się niemożliwe do zaspokojenia. Należy więc wprowadzić więcej równości i sprawiedliwości, aby zmniejszyć sprzeczności społeczne i ukształtować nowe potrzeby społeczne. Théodore Dézamy w 1842 roku w Kodeksie wspólnoty, pisał: „W ulu każda pszczoła w miarę swych sił i zdolności z zapałem bierze udział we wspólnej pracy. Spożywa przypadającą jej cząstkę wspólnych dóbr proporcjonalnie do swych potrzeb. Dlaczego więc republika ludzi miałaby być mniej doskonała niż republika pszczół?” W tym wyrażał się humanizm komunizmu i jego wizja wszechstronnej emancypacji. Ta wielka wizja wymaga jednak likwidacji różnych form prywatnej i grupowej własności kapitalistycznej oraz wyzysku społecznego.

Zasada podziału według racjonalnych potrzeb społecznych była w przeszłości i jest dzisiaj najchętniej ośmieszaną przez zwolenników liberalizmu i neoliberalizmu jako całkowicie niepraktyczna. Tymczasem elementy jej towarzyszą ludzkości od początku jej historii, chociaż ograniczana jest przez panujące stosunki ustrojowe i stosunki towarowo-pieniężne.

Na początkowym etapie rozwoju ludzkości, potrzebom ludzkim podporządkowana była cała działalność zbieracka i łowiecka. Z chwilą dokonania się rewolucji neolitycznej i rozwoju społecznego podziału pracy, potrzeby ludzkie nabrały historycznego charakteru i związane zostały z miejscem danej jednostki w strukturze społecznej i społecznym podziale pracy.

Sprzeczności społeczno-ekonomiczne powstałe wraz z rozwojem cywilizacji prowadziły do rozwoju społecznego funduszu spożycia, co pozwalało na zaspakajanie nowych i zmiennych obszarów potrzeb społecznych, bez wykorzystania mechanizmów towarowo-pieniężnych. Kapitalizm uczynił bezpłatnym to, co było celowe z punktu widzenia reprodukcji siły roboczej, ochrony własności prywatnej i interesów całości burżuazji jako klasy. Dlatego z czasem zaczęły funkcjonować: bezpłatne uzbrojenie dla żołnierzy, szkolnictwo i oświata, służba zdrowia, komunikacja miejska, żywienie i dożywianie dzieci w szkołach oraz bezrobotnych i bezdomnych, bezpłatne wczasy i sanatoria, bezpłatne podręczniki szkolne, zwiedzanie muzeów, szwedzki stół w restauracjach i sanatoriach itd., itp. W Polsce bezpłatna komunikacja miejska istnieje w Żorach i 50 innych miastach. Za darmo i według racjonalnych potrzeb można korzystać ze spacerów w komunalnych parkach i lasach państwowych, z nabożeństw w kościołach, niektórych koncertów, kąpieli w niektórych miejscach rzek i jezior. Wielu naukowców i twórców już dziś pracuje bez oglądania się na godziny i czas pracy. Księża zakonni pieniądze za nauczanie religii w szkołach oddają na potrzeby zakonów. Te przykłady podziału według potrzeb nie stały się wynikiem „komunistycznego spisku”, lecz są wyrazem pewnych konieczności ekonomicznych i przezwyciężania zaostrzonych sprzeczności społecznych na bazie gospodarki towarowo-pieniężnej.

W dzisiejszych czasach osoby bezrobotne powinny mieć zapewnione pokrycie kosztów mieszkania i „mediów” oraz pożywienie. Bezpłatną pomoc dla rozwiązania całości ich problemów powinny uzyskać narody Trzeciego Świata.

Kapitalizm monopolistyczny i neoliberalizm całkowicie zmieniły potrzeby i ich funkcję. O ile na początkowych etapach rozwoju ludzkości potrzeby były dominujące i określały w dużym stopniu aktywność produkcyjną społeczeństwa. O tyle obecnie potrzeby stały się służebne wobec konieczności reprodukcji kapitalizmu. Dla tego celu „naturalne” potrzeby ludzkie, jak pożywienie, mieszkanie, odzież, opał itd., okazały się jednak niewystarczające. Dlatego muszą być ciągle aktywnie rozwijane, kształtowane i modyfikowane w wyniku wszechobecnej, agresywnej i zróżnicowanej, co do poziomu intelektualnego i emocjonalnego, reklamy. To konieczność kapitalistycznej produkcji i reprodukcji kapitału generują ciągle nowe potrzeby, aż do ich absurdalnych i karykaturalnych rozmiarów, ze szkodą dla zdrowia ludzi i klimatu Ziemi włącznie. Chcąc zaspakajać wybrane potrzeby społeczne bezpłatnie, trzeba zmniejszyć różnice społeczne, wprowadzić nowy model konsumpcji, dokonać zmian w inwestycjach i rozwinąć stosowną produkcję.

Konsument najczęściej jest ofiarą reklam. Ci, którzy dali się jej opętać, chcą posiadać coraz szybsze samochody, chociaż w wielkich miastach przeciętna prędkość spada w godzinach szczytu do kilkunastu kilometrów na godzinę, czyli do prędkości dorożki. Kupując samochód stają się więźniami dodatkowych wydatków na benzynę, ubezpieczenie, parkingi, mandaty, szpitale….

Miał zapewne rację Jerzy Kochan, gdy w książce pod tytułem Socjalizm pisał o daleko idących konsekwencjach budowy ideału społeczeństwa konsumpcyjnego, w którym potrzeby są sztucznie powiększane: „To nie bomby i zdesperowani straceńcy są największymi terrorystami naszej epoki, nie są nimi nawet prezydenci łamiący prawa człowieka, prawo międzynarodowe, kartę ONZ i wywołujący pod fantazyjnymi pretekstami wojny w różnych częściach naszego globu. Superterrorystą współczesnego zglobalizowanego świata jest konsumpcja, rozbudowany aparat napędzający procesy reprodukcji kapitału globalnego. Penetruje i terroryzuje on świat makro, co może owocować wojnami toczonymi w celu zapewnienia możliwości napełnienia baków wielocylindrowych pożeraczy benzyny…, ale penetruje też naszą subiektywność, wyznaczając hierarchie wartości, konstytuując naszą wrażliwość i kształtując ostatecznie człowieka jako konsumenta”.

Wszystko do kupienia

Po wrzuceniu w Google hasła „pisanie prac magisterskich” uzyskujemy ponad dwadzieścia rekordów na temat „pomocy w pisaniu” oraz kilka reklam od firm, które organizują ten proceder. I dwie informacje o postępowaniach prokuratorskich.

Są też wieści o sukcesie prokuratury i rozbiciu grupy przestępczej, która dostarczała prace „naukowe” – magisterskie, doktorskie – na zamówienie i miała na tym zarobić siedem milionów złotych. Obok widać reklamy dziesięciu innych firm, zapewne działających legalnie i może nawet płacących podatki. Wygląda na to, że pisanie na zamówienie jest poważną gałęzią polskiej gospodarki i współtworzy PKB. Lockdown raczej temu sektorowi nie zaszkodził. Mamy więc dowody, że nauka w Polsce została całkowicie urynkowiona.

Piszę o tym, bo odkryto specjalistę od sprzedaży dyplomów, który zajmował się głównie sportowcami. Jak się okazuje, pieniądze nawet uczciwie zarobione szczęścia nie dają – szczęście daje dopiero dyplom magistra lub od razu MBA. Sportowcy nie mieli wielkich wymagań, wystarczały im dyplomy czegokolwiek. Nawet nie zlecali pisania prac w zastępstwie, tylko od razu chcieli dyplom. Jeden z nich siedział na ławce rezerwowych w trakcie „obrony” dyplomu (dobrze, że nie wyszedł na boisko). Jest to postawa wysoce naganna. I nie w porządku wobec tych, którzy zlecają napisanie za nich pracy, ale przynajmniej bronią jej samodzielnie. Niestety komercjalizacja szkolnictwa wyższego nie jest pełna i nie zawsze można sobie kupić wymarzony tytuł. W USA jest łatwiej, choć podobno ceny są wyższe.

No i czasem jednak trzeba uczęszczać na zajęcia.

Sprawa „dyplomu dla sportowca” została sprawnie przeprowadzona przez prokuraturę. Sportowcy dostali nauczkę i teraz pewnie będą wiedzieli, że nie ma drogi na skróty, trzeba normalnie zamówić pracę dyplomową, przeczytać ją i po ewentualnych korepetycjach obronić. To wymaga wysiłku. Prawie jak w naszym ligowym sporcie.

Dostawcy prac na zamówienie to nieco inna sprawa, a raczej szereg spraw, bo nie kończy się tu na jednej spółce, jednym portalu, jednej aferze. Można mieć fałszywe (albo niefałszywe) mniemanie, że piszący samodzielnie prace naukowe są dzisiaj w mniejszości – tym bardziej że trzeba jeszcze doliczyć tych, co piszą jakby samodzielnie, ale obficie korzystają z prac innych piszących.

Zwieńczeniem tego procesu jest sprawa byłego rektora Uniwersytetu Gdańskiego. Po udowodnieniu plagiatu rektor podał się do dymisji, a ostatnio wszczęto postępowanie w celu unieważnienia jego habilitacji. Czy to wierzchołek góry lodowej czy zaledwie wierzchołek wierzchołka? A może raczej (nie)szczęśliwy wypadek przy pracy (doktorskiej)?

Warto przy okazji wspomnieć o zagłębiu doktorskim ulokowanym na sąsiedniej Słowacji. Tam podobno można dosyć łatwo uzyskać doktorat, korzystając z pracy uprzednio zamówionej jeszcze w kraju. Do tego należy moim zdaniem doliczyć doktoraty z angelologii, egzorcyzmów i matematyki teologicznej (liczenie diabłów na końcu szpilki metodą kolejnych przybliżeń).

Zaprawdę powiadam wam, dyplomologia w Polsce kwitnie. O rzetelnych badaniach naukowych nie bardzo da się powiedzieć to samo.

Za to w polityce… jest jeszcze gorzej. Ale będą lepiej płacić.

(Prze)miłych wakacji.

PS. A konkordat należy wypowiedzieć.

O czym milczy Donald Tusk?

Pozorne bezprogramie nadwiślańskich liberałów

Władzę się zdobywa, by realizować jakiś program. Na pewno powinien on pomóc zwalczać zło. Ale co dalej? Już od kilku lat widać, że bezprogramie Platformy Obywatelskiej polega na tym, że swój koncept na urządzenie społeczeństwa już zrealizowała. Zbudowała neoliberalny ład w gospodarce, stworzyła sferę publiczną wedle kanonów liberalnej demokracji, ożywiła lokalne społeczności, wyposażając je w instytucje samorządności. Jej pieśń o nowej Polsce dobrze brzmiała w UE, która sama jest regionalnym parkiem neoliberalizmu. Miało być pięknie jak nigdy. I oto w 2015 roku klops.

Wygląda na to, że płyta z liberalnym disco polo zacięła się na przełomie lat 2007/8. Naiwna wiara w neoliberalizm osłabła. Porzucili ją amerykańscy Demokraci. Teraz prezydent Joe Biden powraca do praktyk Nowego Ładu. Porusza kwestie bezpieczeństwa socjalnego, tworzenia miejsc pracy, godziwej płacy, globalnego podatku od korporacji, zniesienia patentów do szczepionek przeciwko COVID-19. Czy nadwiślańscy liberałowie, których teraz bierze w troki stary-nowy przywódca, są w stanie wyobrazić sobie tak skorygowany kapitalizm – kapitalizm bez władzy wielkich korporacji, bez wielkich nierówności, z rosnącą rolą państw, bez kryzysu planetarnego?
Wszyscyśmy od Leszka. PO przemilcza miejsce polskiej gospodarki w światowym podziale pracy. Wiekopomne dzieło L. Balcerowicza pozwoliło powrócić krajowi do „normalności”, czyli na historycznie wyznaczone miejsce. W globalnym podziale pracy znów staliśmy się gospodarką poddostawców, podwykonawców, centrum logistycznym, do którego i z którego ruszają tiry wypełnione towarami zagranicznych gości. Tania praca i niskie podatki dla biznesu to teraz narodowa specjalność. Polski neoliberalny Lewiatan stworzył przedsiębiorcom zagranicznym i rodzimym duże możliwości obniżania kosztów pracy i transferu zysków. Jednocześnie powstały warunki awansu zawodowego i materialnego dla specjalistów z wysokimi kwalifikacjami w korporacjach, w bankach, w zarządach firm publicznych. A co z zatrudnionymi w budżetówce, w strefach specjalnych, w coraz większym sektorze usług dla korporacyjnego biznesu?

Dostrzeganie tylko danin, którymi zostanie dodatkowo obciążona tzw. klasa średnia, to doprawdy szczyt hipokryzji. W Polsce najwyższe podatki od dochodów osobistych są o 20% niższe niż w wielu krajach UE, np. Belgii. W tych krajach też podatki od dochodów wraz ze składkami na ubezpieczenia są głównym źródłem dochodów budżetu państwa. W Polsce, co dużo mówi, największym źródłem dochodu są wpływy z VATu. W 2020 r. było to 185 mld ZLP (dla porównania wpływy z PIT, bez składek, to tylko 119 mld). To mowa przez lufcik do zamożnego miejskiego ludu: przedsiębiorców, pracowników administracji na kierowniczych stanowiskach, klasy menedżerskiej, freelancerów zajmujących się programowaniem, grafiką komputerową, copywritingiem, marketingiem internetowym. PO był i jest awangardą tzw. „klasy średniej”, partią klasową, silnie zideologizowaną, hegemoniczną, wspieraną przez dziennikarski komentariat Gazety Wyborczej, Polityki, Newsweeka, internetowych portali. Tradycyjna inteligencja – dawni intelektualiści, naukowcy, profesjonaliści (lekarze, architekci, inżynierowie) – ustępują miejsca menedżerom, ekonomistom bankowym, pośrednikom finansowym, brokerom, zarządzającym bankami i funduszami inwestycyjnymi. Ogółem to working rich, pracujący bogacze. 10 proc. najlepiej sytuowanych przejmuje w Polsce 40 proc. dochodu narodowego (Th. Blanchet, L. Chancel, A. Gethin, „How unequal is Europe? Evidence from Distributional National Accounts, 1980-2017”). To krezusi na swojską miarę, gdzie 2/3 zatrudnionych otrzymuje na rękę te „dwa tysiące” z ogonkiem. Beneficjenci transformacji to ok. 15-17 proc. społeczeństwa i to oni są naturalnym elektoratem liberalnej formacji. Nie chcą, by urzędy skarbowe poświęcały uwagę ich dochodom, usługi kupują na „wolnym rynku”, sami wiedzą najlepiej, jak pomnażać majątki i aktywa. Im potrzebna wolność, a nie bezpieczeństwo socjalne.

Słabnąca magia wolnego rynku. Kryzys finansowy 2007/8 r. sprawił, że straciły moc liberalne zaklęcia o efektywnym rynku. Tylko neoklasyczna ortodoksja zamyka swój horyzont badawczy w okowach tradycyjnego modelu konkurencyjnego rynku, który miałaby dyscyplinować jego niewidzialna ręka. Coraz większe zastosowania mają modele oparte na asymetrii informacji, na modelu monopolu, na badaniach instytucjonalnych podstaw gospodarki czy na modelu koordynacji działań wielu podmiotów: setek firm, kilkunastu agencji rządowych, milionów konsumentów. A półświatkowi ekonomistów te wszystkie różne teorie są potrzebne, by nie pomijał „niedoskonałości i napięć na rynkach pracy, kapitału i towarów”, pisze Dani Rodrik w książce „Rządy ekonomii”. Współczesny kapitalizm wyhodował potwora w postaci stada „inwestorów” – właścicieli kapitału pieniężnego, głosujących swoimi portfelami inwestycyjnymi. W gospodarce dominuje akcjonariusz i spekulant, a nie producent. Stąd rozdęty sektor finansowy i rynek kapitałowy. Obsługuje on spekulację nie tylko papierami wartościowymi, ale również ropą, żywnością, nieruchomościami, przedsiębiorstwami przemysłowymi, które można kupić, sprzedać, zlikwidować – stosownie do kursów akcji i strategii biznesowej. Władcy aplikacji i obligacji kontrolują coraz więcej gałęzi gospodarki, tym samym przyszłość cywilizacji.

W próżnię teoretyczną trafia teraz straszak długu publicznego. Wbrew narzucającej się oczywistości zdrowego rozsądku, państwo (jako instytucja) zaciąga dług w imieniu społeczeństwa, a nie przyszłych pokoleń. Jest sprawiedliwe, by kolejne pokolenie, dziedzicząc różne ulepszenia w postaci infrastruktury, sprawnych instytucji, bardziej innowacyjnej gospodarki czy bardziej harmonijnego społeczeństwa – dziedziczyło też część zobowiązań zaciągniętych dla ich sfinansowania. Dług publiczny redukuje się poprzez inflację, rzadko przez zawieszenie spłat, a najczęściej roluje. Amerykańskie państwo roluje swój dług od 30. lat XIX w! Dlatego straszenie długiem nie robi już takiego wrażenia jak kiedyś. Niewielu ma ogromne oszczędności, które może podgryzać inflacja.

Zysk ci wszystko wybaczy, ale nie wybaczy przyroda. „Zielona” maska transformacji energetycznej i marketingowe pompowanie bajkowych mocy sztucznej inteligencji to stanowczo za mało. Nie może trwać bez końca ogołacanie planety z tego, co powstało w ciągu milionów lat. Tylko w ciągu osiemnastu lat XXI w. gospodarka nastawiona na namiętną konsumpcję dóbr materialnych zużyła 31 proc. węgla jaki kiedykolwiek został wydobyty, 37 proc. ropy naftowej i 48 proc. gazu ziemnego (według obliczeń Marcina Popkiewicza). Rozrasta się Wielka Pacyficzna Plama Śmieci – codziennie trafia do mórz i oceanów 6 mln ton plastikowych odpadów. Co roku przybywa ok. 2 mld ton elektrośmieci, z czego utylizuje się tylko ok. 50 mln ton. Skoro nie można już łudzić publiki, że rynek wszystko załatwi, to robi się wszystko, by temat de-wzrostu przemilczeć.

Nie ma wolności, bez równości. Według liberałów demokracja to przestrzeń wolnych wyborów dokonywanych przez upodmiotowione jednostki. Kierują się one podobno tylko własnymi interesami, a zwłaszcza potrzebą samorealizacji. W społeczeństwie obywatelskim państwo to strażnik wolności jednostki, ta zaś musi mieć możliwość obrony, jeśli państwo próbuje ingerować w sferę jej praw i swobód. Tak jak to robi obecnie pisowska sanacja bis. Tu lewica kroczy w tym samym szeregu z liberałami. Demokracja bowiem to narzędzie, jakie ma wspólnota życia i pracy, by decydować o hierarchii potrzeb i sposobów ich realizacji. Taką wspólnotę wiąże silnie repartycyjny system zaopatrzenia na starość. Niestety, liberałowie, także ci z PiSu, stopniowo go demontują. Demokracja liberalna, której broni PO, nie wymaga wiele od obywatela: głosuj raz na cztery lata, w tym czasie dobrze sprzedaj swoje kwalifikacje, bądź przedsiębiorczy i kreatywny, a sukces materialny sam przyjdzie. Walcz w rynkowej dżungli o mieszkanie, oszczędzaj na emeryturę z giełdy, kształć dzieci w prywatnej szkole. Resztę zrobi za ciebie polityk. Dzięki niemu zarejestrujesz firmę w jednym okienku, on skonstruuje dla ciebie „daninę”, pracowników też ci zdyscyplinuje, ułatwi bankowy kredyt na parę dekad. Ale pozostają miliony prekariuszy, pozostaje lęk przed utratą pracy dla mniej wykwalifikowanych pracowników wskutek robotyzacji. Słowem, co PO ofiaruje klasom pracowniczym, skoro „naturalny” elektorat to za mało, by pokonać PiS? Ile razy można wyzwalać „energię” społeczeństwa obywatelskiego, teraz młodego pokolenia? Może chociaż repeta z liberalizmu zabarwionego socjalnie, powrót do J. S. Milla, L. Hobhouse`a, I. Berlina, W. Beveridge`a czy w Polsce A. Walickiego, A. Szahaja? Dla liberałów wrażliwych społecznie jest oczywiste, że wolność bez równości, bez praw socjalnych, jest tylko „pustym słowem”, jak się wyraził John Stuart Mill.

Demokraci chrześcijańscy, a głównie katoliccy. Na dodatek PO kultywuje trochę subtelniej niż konkurencja kulturowe dziedzictwo polskiego sienkiewiczowskiego skansenu, czasem pod maską chrześcijańskiej demokracji. Zemściło się oddanie edukacji szkolnej rezonerom retrocmentarnego patriotyzmu i narodowego katolicyzmu (np. brak edukacji seksualnej, etyki, lekcje religii zamiast religioznawstwa, uroczystości szkolne w kościołach). To przecież nadwiślańscy liberałowie wpuścili Kościół katolicki do szkoły. Głosowali też za powołaniem IPNu, wciąż się legitymizują mniemanym pokonaniem komuny. W obawie przed propagandowymi ciosami konkurenta Platforma kultywuje szczególnie złośliwą odmianę liberalnego konserwatyzmu. Hołubi wolność w sferze gospodarczej, a zarazem jest tradycjonalna światopoglądowo i obyczajowo. Władza warta mszy? Dziwny to liberalizm, który wypiera się dziedzictwa oświecenia, autonomii orzeczeń nauki o biologii człowieka, o antropoewolucji, o kosmosie. Nie przyjmuje do wiadomości, że „żyjemy na średniej wielkości planecie, okrążającej przeciętną gwiazdę, na skraju zwyczajnej galaktyki spiralnej, jednej z miliona galaktyk w obserwowalnej części wszechświata” – wedle słów fizyka Stephena Hawkinga. Dlatego młodzież pokłada teraz większe nadzieje w lewicy, licząc na jej konsekwentne zaangażowanie, by doprowadzić do końca oświeceniowy projekt nowoczesności. Długa kolejka oczekuje na jego dokończenie. Gdzie świeckie państwo, związki partnerskie, prawa reprodukcyjne kobiet?
Wygląda na to, że dopiero odważna programowo lewica może posprzątać stajnię III i IV RP Augiasza Balcerowicza.

Olimpiada PRL bis

Kiedyś, czekałem na Olimpiadę jak na zbawienie i odliczałem godziny do rozpoczęcia igrzysk. Teraz igrzyska przemknęły mi koło nosa i nawet nie zadaję sobie trudu, żeby sprawdzić co aktualnie transmitują. Niby to Olimpiada, ale jakaś taka…nieolimpijska. Wszystko postawione do góry nogami. Świat udaje, że się cieszy, a sportowcy-że o takie igrzyska im szło.

Kiedy w Tokio trwała walka o olimpijski laur, hen, gdzieś w stratosferze, Bezos, najbogatszy człowiek świata, fruwał sobie po kosmosie, bo taką miał zachciankę. A kiedy już szczęśliwie powrócił na Ziemię, oświadczył, że poleciał tam za swoje, a zarobili na to wszyscy jego pracownicy; to trochę tak, jakby oni tam polecieli zamiast niego, a że firma duża, to wydelegowali prezesa i wszyscy, solidarnie, zrzucili się, po parę groszy ze swoich wypłat, na bilet dla niego, brata i załogi. Jak to mawiano w PRL-u, lud pije szampana ustami swoich przedstawicieli.

Kiedy Bezos leciał sobie w podróż kosmiczną, na ziemskich lotniskach tysiące ludzi mniej zamożnych od niego przeżywało i przeżywa nadal istne piekło, które zgotowały im rządy w ramach polityki covidowej. Już nie wystarczy hydrze babilońskiej, że wie o nas wszystko za pomocą Pegasusa i algorytmów w komórkach. Teraz, zupełnie na legalu, aby dostać się do innego kraju, należy wypełnić elektroniczną Kartę Lokalizacji Podróżnego. Formalnie, żeby móc zostać w porę ostrzeżonym, jeśliby kto w samolocie zachorował na covid i należałoby człowieka skierować na kwarantannę. A nieoficjalnie, żeby mieć każdego na widelcu i ograbić go z resztek wolności. Dokąd poleciał, gdzie się zatrzymał, kolejny wykwit komuny-wypisz, wymaluj-obowiązek meldunkowy. Ale wróćmy do Olimpiady…choć, może, za moment…

Michael Platini miał sen; chciał zorganizować Mistrzostwa Europy w piłce nożnej w wielu krajach, a nie w jednym czy dwóch, jak do tej pory bywało. W jego śnie, piłkarska Europa była jedną, wielką ojczyzną futbolu, a kibice walczących ze sobą drużyn-braćmi i siostrami. Zaiste, piękna rzecz. Byłaby jeszcze piękniejsza, gdyby nie covid. Ale przecież, to, że jakaś tam zaraz opanował świat, nie może stanąć na drodze do szczęścia światowym koncernom, które łożą grube miliony na piłkę i piłkarzy. Taki, dajmy na to Messi czy Ronaldo, jest jak piłkarski Bezos, właściciel Amazona. To, że dostaje milionowe kontrakty za reklamę czipsów czy napojów, jest zasługą wszystkich malutkich rączek, które w fabrykach rozsianych po całym świecie myją, tną i smażoną kartofelki na złote talarki; pakują je potem do worków i sprzedają na tony każdego dnia. To właśnie te małe rączki zarabiają na wille Messiego czy Lewandowskiego. Światły przedsiębiorca mógłby np. nie sponsorować konkretnych sportowców z imienia i nazwiska, jeno ich gaże przeznaczyć na pensje dla pracowników w tym czy innym zakątku globu, np. najbiedniejszym. Ale przecież nie oto chodzi w tym interesie. Ludożerka ma oglądać piłkę, żreć chrupki i zapijać słodzonym napojem, a do tego cieszyć się, że takie same czipsy jak ona, żre półboski piłkarz, bożyszcze dam. W świetle tych ustaleń dziwić nie powinno, że wbrew logice i zasadom covidowy, sen Platiniego się ziścił. Piłkarze latali z kraju do kraju (może oprócz Anglików), razem z nimi kibice. 60 tysięcy na meczu? Proszę bardzo. W Londynie, w Budapeszcie. Doprawdy, nie było chyba bardziej przegiętej akcji niż ostatnie mistrzostwa w piłkę kopaną. Kiedy Polska przygotowuje się od tygodni na 4 falę covidu, w Hiszpanii nadciągnęła już 5. Miesiąc wcześniej jednak nikt o tym nie słyszał, bo gwizd wuwuzel na stadionach i wystrzały korków od szampana w biurach dyrekcji korporacji skutecznie wszystko zagłuszyły. Lud miał się bawić i nie martwić covidem. Na meczach covid nie obowiązywał, piłka stop. Skończyły się mistrzostwa-piłka start. Od nowa…Polska Ludowa.
Jak tak patrzę jednym okiem na tokijską Olimpiadę, bo jednak to czynię, to nie wiem już sam, co gorsze. Czy to, że zorganizowano w Europie Euro na rympał, wbrew zdrowemu rozsądkowi i w poprzek logiki, czy jednak fakt, że Igrzyska Olimpijskie w Japonii przypominają parodię sportu dla mas. Kontrole co godzina, wioska olimpijska niczym więzienie, którego opuścić nie wolno pod karą grzywny, co i rusz wykluczanie zawodników, bo siódma próbka dała wreszcie pozytywny wynik. Wreszcie, wypaczenie sensu rywalizacji, kiedy w szranki stają przetrzebione składy i reprezentacje. Jeśli cała ta zabawa ma przypominać igraszkę ślepego kota z głuchą myszą, to chyba już wolę, żeby nie odbywała się wcale, bo żal na to wszystko patrzeć. Jeśli są jeszcze tacy, którzy chcą to czynić. No, ale z drugiej strony, hajs musi się zgadzać, a ktoś te wszystkie czipsy musi zjeść, tak jak i wyszczepić się trzecią i kolejną dawką. Magazyny rezerw materiałowych mają swoją pojemność, a lek nie będzie tam stał wiecznie. Kupiliśmy raptem 300 milionów dawek.

Inny kapitalizm jest możliwy, ale postkapitalizm – konieczny

Od logiki zysku do arytmetyki potrzeb na miarę limitów przyrody w telemeledemokracji widzialna polityka przeniosła się do studia telewizyjnego. Tutaj politycy drugiego szeregu oraz wspierające ich drużyny dziennikarskiego komentariatu walczą na słowa, miny, pozy, rzadko argumenty.

Tematy przynosi bieżąca gra polityczna między rządzącymi a opozycją. Ta zaś toczy się wokół drożejącego koszyka zakupów, rosnącego długu publicznego, upartyjniania państwa, zagrożeń ze strony Rosji, zmian w obsadzie głównych ról przedstawienia. Poza zasięgiem kamery telewizyjnej znajdują się filary, na których wznosi się scena polityczna. To neoliberalny, globalny, marnotrawny i niemoralny kapitalizm. Samoczynnie wytwarza piramidę bogactwa i władzy dla coraz węższego grona posiadaczy aktywów – „inwestorów”. W efekcie los ludzkości spoczywa w rękach psychotycznych łowców rent w rodzaju Jeffa Bezosa czy Elona Muska. Ich pasje i fobie, a nie publiczna debata i decyzja, przesądzają o zakresie prywatności, o pracy dla wszystkich bądź bezrobociu, o jakości życia ludzi i ich relacji z przyrodą. I to w sercu przewodniej siły ludzkości. Nie słabnie „przedziwna wiara w to, że działania najbardziej pazernych ludzi, motywowane najbardziej ordynarnymi pobudkami, przyniosą korzyści całemu społeczeństwu”. Tak J.M. Keynes określił proroczo kapitalizm.

System kapitalistyczny odwirowuje nadwyżkę na konta właścicieli, udziałowców, menedżerów wielkich korporacji przemysłowych, handlowych, technologicznych, finansowych. Reszcie pozostają resztki. System ten powstawał w ciągu XIX wieku. Była to „wielka transformacja” opisana w przez antropologa Karla Polanyi`ego. Wyróżnikiem nowego typu społeczeństwa stał się skokowy wzrost produktywności pracy, z czasem głównie dzięki naukopochodnej technice. Jego niezmienne cechy to: renta z kapitału, konkurencja między kapitałami, innowacyjność technik produkcji, eksploatacja siły roboczej i związany z nią konflikt klasowy między pracą a kapitałem oraz rosnąca eksploatacja biosfery. W wymianie rynkowej chodzi zawsze o zysk w obiegu pieniężno-towarowym: pieniądz=>towar=>więcej pieniądza. Zmienia się natomiast ład produkcyjny, czyli pola akumulacji kapitału, technika i technologia, regulacja stosunków pracy i sfery publicznej, międzynarodowy podział pracy. Obecnie to zglobalizowany kapitalizm oligopolistyczno-finansowy. Teraz mami nas tzw. „zieloną” transformacją gospodarki, czyli kolejną falą innowacji, by obrót kapitału móc wzmóc.

W wyniku wielkiej transformacji społeczeństwo stało się dodatkiem do gospodarki poddanej logice zysku. Fikcja samoregulującego się rynku stała się podstawową zasadą organizującą życie społeczne. Np. w USA konstytucja całkowicie wyjmuje sferę gospodarczą spod swojej jurysdykcji. Ten brak realnej kontroli społecznej nad gospodarką pozostawia właścicielowi kapitału swobodę pogoni za zyskiem. Może on przerabiać dostępne zasoby na „zbiorowisko” towarów. Bożkiem staje się wzrost gospodarczy. W jego nieskończoność wierzą faktorzy biznesu – ekonomiści. Niestety, pomijają oni w swoich rachunkach rzadkość jako wyczerpywanie się nieodnawialnych zasobów. Kult wzrostu uzasadnia też inny mit założycielski ekonomistów. Głosi on, że celem życia jest rosnąca konsumpcja (osobiste bogacenie się, maksymalizacja użyteczności). Na dodatek, wspierają swoje widzi mi się aksjomatem o nieograniczonych potrzebach ludzi. Droga do szczęścia prowadzi wówczas przez zaspokajanie nowych potrzeb, które kształtuje „uśmiechnięte ścierwo”, czyli reklama. W efekcie, jak zauważył filozof Jean Baudrillard, „są tylko takie potrzeby jakich potrzebuje System”. Dlatego System utrwala odpowiednio spreparowaną osobowość „człowieka sukcesu”. To m.in.: przedsiębiorczość, strategie życiowe z kluczową rolą kariery, edukacji, czasu wolnego, symbolicznej konsumpcji. Tym nastawieniom miała sprzyjać nowoczesna osobowość, z jej niezależnością od autorytetów, wiarą w skuteczność nauki, otwartość na nowe doświadczenia, wysokie aspiracje edukacyjne i indywidualizm. Jednak system łamie najsilniejsze charaktery – obywatel przekształcił się w zajadłego konsumenta, potwierdzającego swoją pozycję społeczną konsumpcją darów Rynkowego Pana.

Skoro „wykorzenione” rynki ziemi, pracy i pieniądza powodują kryzys planetarny, produkują masy depresyjnych konformistów, tworzą jałową popkulturę – czas historyczny rynkowego społeczeństwa dobiega końca. Instrukcja jego genezy podpowiada, co należy zrobić, by zainicjować proces głębokiej rekonfiguracji – aż do jakiejś formy postkapitalizmu. Coraz więcej ludzi oburza marnotrawstwo zasobów (zbrojenia, nachalna reklama, skracanie cyklu życia produktów). System ten umożliwia przejmowanie bogactwa, wytwarzanego dzięki dorobkowi pokoleń wynalazców, pracowników, opiekuńczej pracy kobiet. Kilkudziesięciu krezusów posiada więcej bogactwa społecznego niż połowa ludzkości. 3 mld jej przedstawicieli musi zaspokajać życiowe potrzeby za mniej niż dwa dolary dziennie. Można się zastawiać, czy sprawiedliwy jest system, pozwalający jednym naśladować imć Twardowskiego za kilkadziesiąt milionów dolarów, kiedy co 5 sekund umiera na świecie z głodu jedno dziecko. Według szwajcarskiego socjologa Jeana Zieglera, „fakt, że każdego roku głód i niedożywienie zabijają miliony istot ludzkich – na planecie obfitującej w zasoby – pozostaje największym skandalem naszych czasów”.

Co zastanawia, nową drogę wyznacza prezydent Joe Biden. Powraca do praktyk Nowego Ładu prezydenta Roosevelta. Znów wracają kwestie bezpieczeństwa socjalnego, tworzenia miejsc pracy, godziwej płacy, globalnego podatku od korporacji, zniesienia patentów do szczepionek przeciwko COVID-19. To lewica, a nie nadwiślańscy liberałowie spod znaku D. Tuska, R. Trzaskowskiego czy Sz. Hołowni mogą pójść jego śladem.
Technika i energia. Nowy sposób produkcji przyniósł nową jakość. To możliwość swobodnego operowania dwoma czynnikami: techniką i pracą. Przedsiębiorca, operując w miarę swobodnie kapitałem, pracą i surowcami mógł zastąpić drewno węglem, mógł zmienić organizację produkcji, np. pracę dorosłych mężczyzn zastąpić pracą kobiet czy młodocianych. W obecnej dobie zatrudnia imigrantów i wykorzystuje tanią siłę roboczą imigrantów, Azjatów, neoEuropejczyków. Użycie maszyn pozwoliło zastąpić specjalistów – rzemieślników niewykwalifikowanymi robotnikami. Byli oni wydajniejsi, pracując pod wspólnym dachem. Tu docieramy do źródła oszałamiającego sukcesu nowego sposobu produkcji. To wręcz magiczna moc akumulacji i postępu technicznego. W tych gałęziach, w których cena jednostkowa była odwrotnie proporcjonalna do ilości produktów, popyt zachęcał do nowatorskich inwestycji mogących zmniejszyć koszty – przy zachowaniu płac, i utrzymaniu zysków. Dzięki temu przedsiębiorca stawał się głównym beneficjentem postępu technicznego, redukcja kosztów powiększała jego zyski. Postęp techniczny w dalszym rozwoju nowej gospodarki, sprzężony został z nauką jako dziedziną kultury. Innowacje płynące z tego źródła pozwalały na użycie maszyn wykorzystujących niezwierzęce źródła energii, na zastąpienie materiałów naturalnych syntetycznymi. Dlatego rewolucja naukowa z XVII wieku odegrała decydującą rolę. Z wynalazków inspirowanych odkryciami nowożytnego przyrodoznawstwa powstający przemysł skorzystał dopiero na szerszą skalę w ciągu dziewiętnastego wieku. Były to takie innowacje, jak wytop stali z żelaza (Anglia), silnik spalinowy, wielka chemia (Niemcy), i w końcu energia do wszystkiego – elektryczność (Stany Zjednoczone). W efekcie, według obliczeń S. Albinowskiego, każdego współczesnego umysłowo-fizycznego pracownika nowoczesnego przemysłu, wspiera na stanowisku pracy średnio aż 130 „energetycznych niewolników”. Nadchodząca era automatyzacji i robotyki może wyeliminować potrzebę pracy niewykwalifikowanej. Dlatego wymaga publicznej debaty zakres innowacji produktowych, które pozostają w luźnym związku z ułatwianiem życia czy eliminowaniem trudu pracy. Np. po co komu, poza ewentualnie niepełnosprawnymi, drony dostarczające towar bezpośrednio do domu, samochody autonomiczne czy podróże na Księżyc? Tu powinna decydować hierarchia potrzeb: zachowanie ekosystemu, likwidacja biedy na globalnym Południu, stabilizacja populacji ludzkiej. A więc preferencje z punktu widzenia racjonalności planetarnej i ogólnospołecznej, a nie widzimisię kapitalisty, któremu chory system umożliwia przechwytywanie nadwyżki wypracowanej przez niedopłaconych pracowników czy odkryć sektora badawczego, finansowanego ze środków publicznych. Proceder ten opisała Mariana Mazzucato na przykładzie gadżetów Apple`a. Dlatego wspólnota życia i pracy powinna mieć udział w zyskach osiąganych przez korporacje dzięki nakładom publicznym na naukę, a także dzięki wykorzystywaniu jej wielopokoleniowego dorobku materialnego i duchowego. Znów wraca kwestia podatków jako podstawowego mechanizmu udziału wspólnoty w prywatnych majątkach swoich członków. By znieść możliwość lukratywnego przekształcania odkryć nauki w patenty, wystarczy je zastąpić wysokimi honorariami dla wynalazców. Staną się one wtedy powszechnie dostępnymi dobrami gratisowymi, własnością ogólnoludzką. Dostępne zasoby finansowe powinny być skierowanie na rozwiązanie problemu zaopatrzenia cywilizacji w niskoemisyjną energię. Ten warunek spełni dopiero energia pochodząca z syntezy jądrowej – energetyka fuzyjna. Żadna korporacja prywatna nie podoła temu zadaniu, skoro prototypowy reaktor termonuklearny, budowany koło Marsylii w ramach programu ITER, już kosztował bogate kraje 10 mld euro. A to dopiero początek eksperymentu. Tak więc na kolejną prometejską technologię, opłacalną ekonomicznie, przyjdzie ludzkości czekać do początku kolejnego wieku. Zatem nie „zielona” maska rewolucji cyfrowo-energetycznej, lecz strategia regulowanego postwzrostu może podtrzymać dalszą przygodę homo sapiens na tej jedynej dostępnej gatunkowi planecie.

Biurokracja państwowa

Niewidzialna ręka rynku ma dobrze widzialną pięść. Państwo minimum jest mitem nadwiślańskich liberałów. W rzeczywistości równolegle z nowymi funkcjami rozrastał się aparat biurokratyczny, a także na niespotykaną wcześniej skalę rozszerzył się zakres jego kontroli nad gospodarką. Do nowych zadań należało wspieranie rodzimych przedsiębiorców w konfrontacji z zagraniczną konkurencją. Wszystkie państwa stosowały protekcjonizm w ochronie raczkujących gałęzi produkcji, szczególnie w relacjach metropolii z koloniami rozwinął się free-trade imperialism. Zadania te wymagały dużego wsparcia „nocnego stróża”, ten zaś w alfabecie Morsa kolonializmu, tj. hukiem salw kanonierek, sławił nie tylko zalety wolnego handlu.

Pionierzy nowego systemu zawarli „pamiętny sojusz” z państwem. Sprowadził się on w praktyce do tego, że rząd angielski zamiast zaciągać pożyczki oprocentowane na 8-14%, przyznawał monopole w zamian za pożyczki o niskiej stopie procentowej. Odtąd państwo miało być finansowane z podatków oraz pożyczek zaciąganych u klas posiadających. Już pod koniec XVIII wieku 75% rocznych przychodów państwa, uzyskiwanych z podatków, ceł i opłat, trafiało do 17 tysięcy posiadaczy obligacji. Tak powstała jednorodna klasa poligarchów – raz pełniących funkcje w biznesie, drugi – w rządzie lub odwrotnie (obecnie M. Morawiecki, D. Trump, L. Summers). Wysługują się oni biurokratami i ekspertami, których nikt poza nimi nie kontroluje. To oni stworzyli Międzynarodówkę Davos. Państwo znalazło się na uwięzi niewidzialnego parlamentu inwestorów, zmuszone do pożyczek na rynkach finansowych. Dlatego tak ważne jest zniesienie jarzma, które nałożyli ordoliberałowie na banki centralne i politykę gospodarczą. Polscy wprowadzili nawet do konstytucji normy dla deficytu budżetowego, długu publicznego i sposobu jego finansowania. Jak ważne jest zniesienie tego jarzma, okazało się przy wychodzeniu z pandemicznego kryzysu. Bez swobody w kreowaniu długu publicznego to zadanie byłby wręcz niemożliwe. Sojusz korporacyjnego globalizatora i jego wyspecjalizowanej świty, top menagementu i biurokracji, stanowi konstrukcję nośną aktualnej wersji Systemu. Dlatego strategia odwrotna to poddanie państwa wszechstronnej kontroli społecznej – m.in. rozwój samorządności, możliwość odwoływania reprezentantów, panele obywatelskie. Najważniejszym zadaniem jest zastąpienie potęgi pieniądza siłą głosu w przewodniej demokracji amerykańskiej. Bo to państwo amerykańskie stworzyło obecny ład. Wzorem mogą być obywatele Chile, którzy tworzą nową konstytucję po wyborze w referendum 155 osobowej konstytuanty. Poprzednią drogę do demokratycznego socjalizmu zagrodził zamach Pinocheta, w wyniku którego kraj stał się pierwszym poligonem neoliberalizmu. Nowy szlak wytycza także Boliwia z koncepcją wielonarodowej republiki, włączającej też ludy tubylcze i kontrolującej własne bogactwa naturalne. Do rozważenia jest też chiński model relacji między państwem a sektorem prywatnym. CHRL to wciąż jedyny kraj, w którym państwo nie poddaje się władzy korporacji.

Siła robocza

Do dyspozycji pionierów nowej gospodarki były ogromne rezerwy siły roboczej. Ustawa fabryczna z 1802 proklamowała wolność kupców i producentów. Mogli oni swobodnie ustalać ceny, by zwiększać do maksimum zyski. Obowiązywała żelazna dyscyplina pracy. Za przestępstwo niszczenia maszyn groziła kara śmierci. Jak pisze Polanyi, państwo ancien regime stawało bezwzględnie za kapitalistą, przeciw robotnikowi. Obecnie neoliberalne reformy usunęły związkową przeciwwagę wobec kapitału. Pojawił się prekariat. Mimo wzrostu produktywności pracy, udział płac w PKB spada. Od lat górne 10% w Europie Zachodniej przejmuje 37% całego dochodu narodowego, w Chinach 41%, w USA i Kanadzie 47%, w Indiach i Brazylii ponad 55% na Bliskim Wschodzie i RPA aż 61%. Tzw. „klasa ludowa”, czyli dolne 20% społeczeństwa musi się zadowolić w Europie Zachodniej 20%, w USA 17%, na Bliskim Wschodzie mniej niż 10%. Co ważniejsze, do dolnych 50% pracujących trafiło przeciętnie tylko 12% całego wzrostu dochodów (World Inequality Report 2018). Zadania na tym polu są oczywiste: odbudowa układów zbiorowych, nawet współzarządzanie firmą, skracanie czasu pracy, zakończenie dumpingu socjalnego między krajami. Lewica nie powinna się godzić na ochłapy dochodu podstawowego. Praca człowieka stanowi podstawę biospołecznej egzystencji. W perspektywie długookresowej tylko praca uzbrojona w technikę oraz siły i dary natury są czynnikami produkcji w gospodarce (J. Robinson).

Pieniądz i kredyt

Kapitalizm to też system pieniężny, to według J. Schumpetera „gospodarka produkcji monetarnej”. Jej zadaniem jest kreacja pieniądza kredytowego, finanse ściśle splatają się z masową produkcją i konsumpcją, także państwa. Stąd dwie względnie autonomiczne części tej gospodarki: część monetarna i materialna, które są wzajemnie powiązane. „Innowacja technologiczna może być dynamiczna jedynie wtedy, gdy zostanie podjęte ryzyko finansowania jej przez bliżej nieokreślony czas. To właśnie ta ryzykowna perspektywa czasowa, bazująca na założeniu, że długi zostaną spłacone, obdarza kapitalizm dynamizmem i kruchością, łączącymi się z nim nierozerwalnie.” (G. Inham) W tym miejscu pojawia się najsłabsze ogniwo systemu: kreowanie dodatkowego popytu, sekurytyzacja, „gra na zwyżkę”, śrubowanie cen akcji na giełdzie (boom giełdowy). Rosną najpierw rozmiary kapitału pożyczkowego, później – trudności ze spłatą zobowiązań, czyli odsetek od zaciągniętych pożyczek. Pojawia się kolejny kryzys. Wyjście z kryzysu wymaga zmiany sposobu regulacji i nowych pól akumulacji kapitału. Państwo jest zawsze częścią rozwiązania jak podczas globalnego kryzysu 2007/8.

W kapitalizmie zawsze chodzi o „płynność” tzn. stopniowe przekształcanie wszelkich aktywów w pieniądz, następnie z powrotem w aktywa itd. A aktywami finansowymi są wszystkie materialne środki i zasoby produkcyjne – włącznie z samym przedsiębiorstwem. Co gorsza, nawet zdrowie, wykształcenie, zasoby naturalne, choć wszystkie one mają inną naturę. Dlatego potrzymanie życia społeczeństwa, nie może się wiązać z formami reprodukcji kapitału. I dlatego konieczna jest korekta obecnego systemu: likwidacja rajów podatkowych, regulacja sektora bankowego, ograniczenia lewarowania inwestycji w papiery wartościowe, powrót do rozdziału bankowości inwestycyjnej i komercyjnej, powierzenie ratingu instytucjom publicznym, i przede wszystkim podniesienie podatku od dochodów rentierskich i podatku korporacyjnego– to konieczne korekty obecnego systemu.

Pułapka Meadowsa

Wzrost gospodarczy, na który skazany jest kapitalizm prowadzi do coraz większej presji na środowisko. Wzrost podaży żywności dzięki agrotechnice i maszynizacji pracy rolnika, spadek śmiertelności niemowląt w następstwie postępów medycyny – wszystko to sprawiło, że liczba ludzi na Ziemi skokowo powiększyła się, i osiągnęła po prawie 200 latach obecny poziom. Jednak wzrastająca co kilkanaście lat o miliard populacja ludzka znalazła się w nowej pułapce. Od nazwiska współautora raportu z roku 1972, który zwrócił uwagę opinii publicznej na środowiskowe limity wzrostu, można ją nazwać pułapką Meadowsa. Gargantuiczna gospodarka odciska swój ślad na wszystkich składnikach biosfery – atmosferze, hydrosferze i biosferze, redukuje też bioróżnorodność. Słowem, nową barierą stała się pojemność ekosystemu, zachowanie jego równowagi. Żyjemy zatem nie w antropocenie, tylko w kapitałocenie. Dlatego to kapitalizm jest problemem globalnym numer 1. Co ważne, wyjście z pułapki Meadowsa wymaga współdziałania wszystkich społeczeństw dla określenia brzegowych warunków wykorzystywania darów przyrody. Państwo i planowanie, wyrzucone na śmietnik historii przez neoliberałów, Konfederatów, technoproroków z Doliny Krzemowej – wraca kuchennymi drzwiami. Na nowo muszą być określone m.in. warunki pracy (czas, płaca), i przede wszystkim warunki korzystania z węglowodorów, minerałów, wody. Człowiek nie uczynił sobie Ziemi poddanej. Uzależnił się tylko w inny sposób od przyrody – jej klimatu, zasobów ziemi ornej i surowców, lasów wilgotnych, rezerw słodkiej wody. Wciąż jest jej dzieckiem. Zemsta natury przybiera postać chorób cywilizacyjnych, niedożywienia i biedy w krajach III Świata, zaburzeń klimatycznych, pustynnienia, wzrostu cen energii…i pandemii jak obecna COVID-19. Gdyby do 2050 r. tempo wzrostu gospodarczego utrzymywało się na poziomie 3% rocznie, a populacja nie przekroczyła 9 mld, wówczas gospodarka światowa by się powiększyła sześciokrotnie: z 70 bln w 2005 do 420 bln w 2050 (wg szacunków J. Sachsa).

Stopniowemu demontażowi mechanizmów rynkowego społeczeństwa sprzyja kryzys planetarny. Mogą mu towarzyszyć wojny klimatyczne, żywnościowe, surowcowe. Sprawiedliwe podatki, likwidacja rajów podatkowych, recykling metali, przedłużenie żywotności produktów, strategia de-wzrostu to cios w samo serce kapitalizmu jaki znamy. Zamiast tego demokratycznie uzgadnianie rodzaju i wolumenu dóbr, troska o dostępność pracy nie tylko dla konstruktorów, programistów i konserwatorów robotów. Dlatego lewica musi wykorzystywać tanią ekologicznie energię intelektualną, by odczarować realny kapitalizm w świadomości, zwłaszcza młodego pokolenia. Wiele trzeba programowego i organizacyjnego wysiłku, by ciałem stały się słowa „Prekariusze wszystkich krajów łączcie się”.