26 czerwca 2022

loader

Demokracja medialna, co to dziś znaczy?

fot. unsplash

– Procesy badawcze dotyczące relacji pomiędzy polityką, mediami i rynkiem wskazują, że w społeczeństwie postprzemysłowym (informacyjnym) trudno jest w ogóle mówić o jakiejkolwiek demokracji – z dr. Andrzejem Ziemskim autorem rozprawy „Prawne i etyczne fundamenty demokracji medialnej w Polsce w XXI wieku” rozmawia Przemysław Prekiel.

 

Pojęcie demokracji medialnej to pojęcie nowe. Co oznacza ono w rzeczywistości?

Zjawisko demokracji medialnej organizuje przestrzeń społeczną i polityczną w sposób zauważalny od co najmniej kilkunastu lat. Narodziło się ono na gruzach demokracji liberalnej i w praktyce ma już solidne zaplecze naukowe rozwijające się dynamicznie zarówno w krajach zachodnich, jak i w Polsce. Zjawisko to jest efektem postępującego przenikania polityki i mediów, a stało się bardziej wyraziste w dobie rewolucji cyfrowej. Dziś każdy widzi, że nie ma polityki bez udziału mediów, ale również media znaczą zdecydowanie mniej bez polityki. Obserwuje się jednocześnie, że udział obywateli w tym procesie ma charakter nieuświadomiony. Przyjmujemy po prostu, że media są naturalnym elementem naszego życia społecznego.

Wielu wybitnych znawców problematyki mediów wskazuje m.in. na następujące cechy charakterystyczne dla demokracji medialnej: wzrost znaczenia mediów, które odgrywają decydującą rolę w procesie legitymizacji przez komunikację procesów i osób; wzrost znaczenia organizacji komunikowania, czyli takich form jak polityczne public relations, polityki symbolicznej, inscenizacji polityki; kariera telewizji jako medium przewodniego z możliwością wizualizacji zjawisk w miejsce komunikacji polityczno-programowej; wzrost znaczenia kompetencji medialnej aktorów politycznych przy jednoczesnej utracie znaczenia ich kompetencji merytorycznych oraz wzrastająca rola przekazów obrazowych, poprzez które obywatel postrzega rzeczywistość polityczną.

Trzeba pokreślić także, że na przełomie wieków nasza cywilizacja mocno przyspieszyła z powodu skutków rewolucji technologicznej, przemian rynkowych i upowszechnienia nowych obyczajów w relacjach międzyludzkich poprzez uczestnictwo w wymianie informacji, wykorzystując mechanizmy świata wirtualnego. Znaczący procent populacji, szczególnie młode pokolenie, buduje swój świat osobisty wokół takich narzędzi jak tablet czy smartfon, dających poczucie niezależności, stałego dostępu do informacji, bliskości innych, podobnie myślących i tym samym symbolicznym językiem wyrażających swoje emocje. Dziś współczesne media bardziej służą do zarządzania emocjami, mniej do rzetelnego informowania. Nie tylko polityka, ale i współczesny człowiek pozbawiony narzędzi medialnych i dostępu do mediów miałby ogromne trudności z odnalezieniem się w istniejącej rzeczywistości.

Trzeba podkreślić, że demokracja medialna jest jednym z fundamentalnych czynników gwarantujących wolność mediów, co jest istotą społeczeństwa demokratycznego. Bez wolności mediów pojawia się autokracja informacyjna narzucająca społeczeństwu dominującą narrację, którą cechuje jednolity i spójny przekaz partii rządzącej. Tym samym rodzi się kryzys demokracji, następuje załamanie tradycyjnych form kontroli społecznej, następuje utrata zaufania do demokracji. W efekcie pogłębia się przepaść pomiędzy instytucjami politycznymi a obywatelami.

Media i polityka to – jak mówisz – dwa nieodłączne mechanizmy, między którymi bywa bardzo cienka linia. Istnieje jeszcze niezależne dziennikarstwo?

Można wskazać, że niezależne dziennikarstwo istnieje rzeczywiście, ale jego zdefiniowanie współcześnie stanowi złożony problem. Teoretycznie ma ono aktualnie całkiem solidne zaplecze prawne zarówno w Polsce, jak i w innych krajach naszego obszaru cywilizacyjnego. Również tak, jeśli weźmiemy pod uwagę kilkuwiekową tradycję i dorobek zawodu dziennikarskiego jako wolnej, niezależnej profesji ukierunkowanej na pełnienie służby społecznej. Polskie dziennikarstwo po II wojnie światowej przeszło długą drogę doświadczeń związaną ze zmianą na kilku etapach naszego systemu politycznego, co skutkowało zmianą filozofii mediów i paradygmatu zawodu. Warto zwrócić tutaj uwagę na dwa co najmniej przełomy. Chodzi o rozliczenie ze stalinizmem w roku 1956 oraz ze zmianą systemu politycznego i ekonomicznego w roku 1989.

Dziś, po ponad 30 latach demokracji liberalnej i wolnego dziennikarstwa możemy wskazać na zjawiska i procesy, które wpływają na realizację idei niezależności uprawiania tego zawodu. Od wielu już lat spotykamy się z symptomami kryzysu demokracji liberalnej, której system oparty o wolne wybory, trójpodział władzy, niezależny wymiar sprawiedliwości i wolne, niezależne media, ulega zmianom. Istotny wpływ ma na to realizowany w skali globalnej od lat 70. ubiegłego wieku projekt neoliberalny, który doprowadził do dominacji ideologii rynków nad procesami politycznymi. Dość powszechne urynkowienie mediów i komodyfikacja procesów oraz systemów medialnych doprowadziła do często innych, niż zapisane w doktrynie liberalnej funkcji i powinności mediów oraz dziennikarzy. Trzeba ponadto zwrócić uwagę, że istotny wpływ na system demokratyczny i kontrolną rolę mediów miała i ma rewolucja w technologii mediów i transmisji informacji. Współczesne teorie mediów wskazują wyraźnie na daleko idące powiązania i współzależności pomiędzy systemem medialnym, systemem politycznym a rynkami.

Generalnie można wskazać, że niezależne dziennikarstwo rozwija się i ma szanse w enklawach informacyjnych uwarunkowanych niezależnością właścicieli mediów. Media masowe, w tym media internetowe rządzą się dziś już innymi prawami, które w znacznej mierze wynikają z uwarunkowań komodyfikacji, konwergencji mediów i coraz powszechniejszego w systemach medialnych zaplecza sztucznej inteligencji. Tutaj człowiek jest coraz mniej potrzebny, decyduje algorytm oparty o systemy cyfrowe i zbiór danych.

Internet stał się narzędziem medialnym, który niewątpliwie wpłynął na bardziej egalitarny dostęp do wiedzy. Czy media internetowe wzmacniają jednak, czy osłabiają demokrację?

Mamy coraz większe doświadczenia z wykorzystaniem sieci, również Internetu jako nośnika informacji. Znane są po ponad 20 latach doświadczeń podstawowe funkcje i procesy, które wypełnia i inicjuje Internet. Na początku wieku zakładano, że Internet posiada nieograniczony potencjał demokratyczny, daje szansę na wolny nieskrępowany dostęp do informacji, dialog powszechny i wszystko, co najlepsze mogło spotkać ludzkość. Dziś entuzjazm ten opadł. Stało się to za sprawą dwóch zjawisk. Po pierwsze, wytworzenia się tak zwanej lawiny informacyjnej, z czego wynika fakt, że w natłoku informacji zdolny poruszać się jest jedynie wybitny specjalista lub sztuczna inteligencja zaprogramowana na selekcję informacji i ich analizę pod kątem wybranych parametrów.

Przeciętny użytkownik Internetu nie ma dziś szans dotrzeć do niezbędnych często informacji. Wyszukiwarki to też wytwory sztucznej inteligencji odpowiednio zaprogramowane. I po drugie, powstanie tzw. portali społecznościowych (Facebook, Twitter, Instagram, TikTok i inne), z których korzysta przeważająca część internautów. W wyniku ich zaprogramowanego działania i szerokiego uczestnictwa pełnią kilka ról dalekich od demokratycznego paradygmatu mediów. Działają głównie w interesie swych mocodawców w dwóch obszarach: politycznego public relations i reklamy handlowej. Wymiana informacji pomiędzy użytkownikami schodzi raczej na dalszy plan. Ten stan potwierdza fakt rejestracji tych form internetowych jako przedsięwzięć biznesowych, a nie medialnych.

Bardzo charakterystyczne dla ostatniego okresu zauważalnej, narastającej dominacji nowych technologii nad opinią publiczną i mediami są badania dotyczące skutków tego zjawiska dla procesu informowania i jakości demokracji. Jamie Bartlett, brytyjski dziennikarz i badacz mediów zwraca uwagę na zjawisko kryzysu demokracji liberalnej, szczególnie pozbawiania jej podmiotowości w wyniku nowych procesów powstających w relacjach społeczeństwo – nowe technologie cyfrowe. Twierdzi on, że technologia i demokracja pozostają w stałym konflikcie jako wytwory odmiennych epok cywilizacyjnych, działające według odmiennych reguł i zasad. Demokratyczna machina powstała w dobie państwa narodowego, hierarchii, autorytetów i uprzemysłowienia gospodarki. Demokracja opiera się o świat człowieka rzeczywistego, w którym emocje, a nie dane odgrywają zasadniczą rolę. Jest to świat analogowy. Zasadnicze cechy technologii cyfrowej nie przystają do tego modelu. Świat cyfrowy jest ageograficzny, zdecentralizowany, opiera się na danych, podlega efektowi sieciowemu i gwałtownym wzrostom. Człowiek jest elementem systemu, a nie podmiotem.

Czy rozwój sztucznej inteligencji może w niedalekiej przyszłości zrewolucjonizować świat mediów cyfrowych? Jak wykorzystać ten potencjał dla pluralizmu społecznego?

Z algorytmami w mediach mamy do czynienia od blisko 20 lat. Proces automatyzacji produkcji medialnej jest mocno rozwinięty i przynosi coraz większe korzyści ekonomiczne, szczególnie dzięki masowości na portalach internetowych. Przedmiotem handlu są wartości materialne, ale szczególnie wartościowym towarem są wartości niematerialne – dane. Od co najmniej 12 lat dane odgrywają podstawową rolę w kampaniach wyborczych, referendach itp. Wykorzystywano je już podczas wyborów amerykańskich, w których wygrał Barack Obama, czy podczas referendum, które usankcjonowało brexit. Problemem politycznym, ale i społecznym kto i w jakim celu będzie wykorzystywał dane pozyskane dzięki wykorzystaniu mechanizmów Internetu. W konkretnych przypadkach ujawnia się zarówno pozytywny, jak i negatywny potencjał Internetu i systemu portali społecznościowych.

Procesy badawcze dotyczące relacji pomiędzy polityką, mediami i rynkiem wskazują, że w społeczeństwie postprzemysłowym (informacyjnym) trudno jest w ogóle mówić o jakiejkolwiek demokracji, a tym samym o pluralizmie społecznym bez udziału mediów, które poprzez procesy zapośredniczenia są głównym instrumentem kształtowania opinii publicznej. Zmiana roli mediów szczególnie w ostatnich trzech dekadach i podporządkowanie regułom rynku spowodowało, że media same stały się towarem oraz służą umacnianiu mechanizmów rynkowych. Jednym ze skutków tych procesów jest tzw. eventyzacja procesu informacyjnego, co prowadzi wprost do trywializacji i zubożenia informacji.

Na tym tle, jak też w kontekście uwag dotyczących tzw. lawiny informacyjnej można sformułować tezę o konieczności umacniania w społeczeństwie wiedzy i kompetencji medialnych. Każda osoba interpretuje media stosownie do swojej wiedzy medialnej, umiejętności, preferowanych wartości. Celem edukacji medialnej jest przede wszystkim kształtowanie umiejętności odczytywania i interpretacji mediów. Podstawową umiejętnością jest zdolność do wartościowania, analizy i oceniania mediów, jak też wiedza o mechanizmach powstawania komunikatów medialnych. Bardzo pomocna byłaby w tym przypadku umiejętność „czytania między wierszami”.

Jak oceniasz działalność mediów publicznych, które w swojej istocie mają mieć charakter wspólnotowy. Czy jest tak w rzeczywistości? Mamy powrót do mediów partyjnych, organów prasowych partii politycznych?

Mimo że szczycimy się w Polsce kultywowaniem demokracji liberalnej, mamy do czynienia z szeregiem zjawisk, które potwierdzają tylko ogólnoświatowy trend do dominacji władzy politycznej nad społeczeństwem i dominacji rynków nad państwem i jego interesami. Taki, a nie inny model mediów publicznych w Polsce jest potwierdzeniem zjawiska tzw. paralelizmu politycznego, który polega na dominacji władzy politycznej nad mediami. Mieliśmy z tym do czynienia do 1989 roku, zjawisko wraca w zmienionej nieco postaci. Media publiczne będące w gestii państwa służą dziś koalicji rządzącej. Ta zaś po wyborach zastosowała zasadę „zwycięzca bierze wszytko” i ją konsekwentnie realizuje. Ma zresztą cały czas większość parlamentarną i poparcie społeczne dla swoich celów politycznych. Szeroka opinia publiczna dość słabo reaguje na te zjawiska.

Zarówno państwo, jak twórcy obowiązującej Konstytucji nie przewidzieli takiej sytuacji, gdy w państwie demokratycznym brak jest poszanowania dla praw mniejszości, a media finansowane z publicznych środków zabezpieczają wyłącznie interesy rządzących.

Występuje tutaj nieomawiany zapewne nigdy w polskiej debacie publicznej problem, jak rozumiemy i widzimy połączenie siły i skuteczności państwa z realizacją indywidualnych aspiracji obywateli i alternatywnych sił politycznych.

Wracając do przedłożonego problemu, mamy na szczęście wystarczający wpływ opinii publicznej na obronę alternatywnego rynku mediów, czego przykładem jest sprawa „lex TVN”. Za tym powinny pójść dalsze kroki, ale one wymagają rozwiązań kapitałowych, bowiem współczesne media to nie tylko instytucje informacyjne, ale również przedsięwzięcia rynkowe.

Ile dziś wart jest dziennikarz? Jego podmiotowość to jeszcze fakt czy utopia?

W czasach powszechności mediów cyfrowych, każdy obywatel, jeśli posiada minimum kompetencji medialnych, może być dziennikarzem. Dlatego też, na pytanie, ile wart jest dziś dziennikarz, rozumiem, że profesjonalista, rozumiejący, co to jest służba społeczna, umiejący tłumaczyć czytelnikom, czy widzom zawiłości współczesnego świata, można odpowiedzieć, że nie ma takiej ceny.

Podmiotowość dziennikarska to rozległy temat, szczególnie w czasach współczesnych, gdzie wszystko można kupić i sprzedać na wolnym rynku idei i wartości.

Nietrudno zauważyć, że lewica jest tą siłą polityczną, która nie wyrobiła wokół siebie silnego zaplecza medialnego, choć nie brakuje jej potencjału. Dostrzegasz gdzieś szansę, aby to zmienić w najbliższym czasie?

Nie jest dziś łatwo być dziennikarzem partyjnym, choć prawica dobrze doposażyła swoje media i dziennikarzy. Lewica nie myślała o mediach, na ogół uważała przez ostatnie lata, że idee są na tyle atrakcyjne, że będą siłą niosącą media lewicowe. Okazało się, że wielu chętnych do pisania o sprawiedliwości społecznej nie ma, a towar jest trudno sprzedawalny na rynku.

Dlatego też lewica jako całość, a poszczególne ugrupowania w szczególności, muszą znaleźć przełożenie na elektorat dobrymi pomysłami programowymi i dobrymi instrumentami przekazu. Generalnie jednak elektoratowi na wstępie należy się odpowiedź na pytanie, czy ludzie lewicy, którym mógłbym zaufać, są w stanie skutecznie sprawować władzę w moim imieniu. I to zarówno na szczeblu samorządowym, jak i krajowym. Ten pozytywnie zdany test otworzy również drzwi dla dobrych pomysłów medialnych.

 

Przemysław Prekiel

Poprzedni

Mąż stanu…pokojowej transformacji

Następny

Polityczny realista