„Nasza Przyjaźń nie jest na sprzedaż” skandują młodzi ludzie wyrzucani przez policję z drewnianych domków, które kiedyś służyły budowniczym Pałacu Kultury, a potem były osiadłem akademików.
Od kilku lat osiedle Przyjaźń zostało porzucone przez uczelnię. Do pustych domków wchodzili złomiarze i kradli wszystko, co się dało odkręcić. Inne zajmowali młodzi ludzie, którzy poszukiwali dachu nad głową.
Była nawet próba zalegalizowania pobytu. Kolektyw Przyjaźń udał się do biura warszawskiej delegatury Skarbu Państwa z propozycją, aby ich oczynszowano. Urząd zaproponował czynsze na poziomie normalnego najmu wolnorynkowego. A nawet trochę wyższe. Nikogo z lokatorów drewnianych zaniedbanych domków na Jelonkach nie było stać, żeby tyle płacić.
Jest telefon z Przyjaźni, wsiadamy w samochody i jedziemy. Policja i administracja weszła pod pretekstem konieczności przeglądu instalacji elektrycznej. Rozsądnie. Drewniane domy łatwo się palą, więc instalacja musi być bezpieczna.
Ale przy okazji wyrzucali mieszkających tam młodych mężczyzn i dziewczyny. Zabijano dechami opróżnione pokoje, a kilku młodych ludzi zapakowano do radiowozu, żeby ich przesłuchać na komendzie. Główny argument to możliwość, że się włamali. Większość pokoi była otwarta, a ustalenie, czy było inaczej, nie jest możliwe na zwykłym przesłuchaniu.
Młodzi są wściekli, bo traktuje się ich jak przestępców. Większość z nich studiuje albo studiowała. Skandują „Zdejmij mundur przeproś matkę”. Policjantom się to nie podoba. A ja tłumaczę, że przecież te okrzyki nie sa wulgarne, choć złośliwe.
Kolejny okrzyk: „Policja broni bogatych przed biednymi”. I znów okrzyk pozbawiony jest wulgaryzmów. Te dzieciaki są skrzywdzone, ale kulturalne, mają w sobie gniew, ale nie przemoc, nie przekleństwa.
Rozmawiam z dowódcą policjantów. Czy Panu nie jest głupio” pytam. Chętnie pan dręczy te dzieciaki? Niech pan dzisiaj porozmawia o tym z żoną. Ja z żoną o pracy nie rozmawiam, bo byłoby jej przykro. To może pora zmienić pracę, żeby można było o niej z żoną porozmawiać.
Młodzi ludzie są przeważnie anarchistami. Idę z interwencją do zarządu mienia skarbu państwa i wyjaśniam urzędnikowi, że aby być anarchistą, trzeba mieć bardzo wysoki kapitał kulturowy. Nie każdy umie sobie wyobrazić świat bez państwa, bez władzy, bez urzędów. A oni owszem.
Oni rozumieją, że kiedy pusty budynek niszczeje, to sensowne jest jego zajęcie. Wiedzą, że są kraje, gdzie to jest zupełnie legalne to zajmowanie opuszczonych budynków.
Wiadomo skąd te czystki. Miasto prędzej czy później zburzy baraki i odda ten zielony teren deweloperom. To w ich interesie zakuwa się młodych ludzi w kajdanki i wozi na komendę.
Siadamy symbolicznie przed radiowozem, żeby w ten sposób zaprotestować przeciw temu zatrzymaniu. Można tych ludzi po prostu wezwać na przesłuchanie, bez całego tego kryminalnego sztafażu.
Źródło: profil Piotra Ikonowicza na Facebooku.














