
Urodziłem się w świętym mieście Częstochowie. Tam, kiedy tylko śniegi z Alej zeszły, roiło się od maszerujących. Płci wszystkich, zwykle pod księżowskimi przewodem.
Wtedy nie było tygodnia bez przynajmniej jednej pielgrzymki. Szli górnicy i hutnicy, młodzież akademicka i wykolejona, pisarze i murarze, Kurpie i Kaszubi, no i Warszawiacy, których wszyscy inni nie lubili. Bo Warszawiacy nosa zadzierają.
Każda porządna pielgrzymka, zanim Jasną Górę nawiedziła, musiała się pomodlić w mstowskim klasztorze. Potem kupą pieszych wchodziła do miasta ulicą PPR, czyli Polskiej Partii Robotniczej. Na placu imienia Marcelego Nowotki, komunisty zabitego przez komunistów, pielgrzymi formowali szyk. Księża z głośnikami na przodzie, za nimi kobiety i dzieci, a faceci na końcu. Wchodzili w Aleje Najświętszej Marii Panny, w skrócie NMP, prowadzące do klasztoru.
Nazwane tak ku czci jego patronki Matki Boskiej Częstochowskiej, czarnej Żydówki, nielegalnej emigrantki z Ukrainy, ziomalki mojej. Aleje formalnie powstały w 1826 roku. Zawsze były ku czci NMP, jedynie w latach 1942-45 przemianowano je na „Adolf Hitler Allee”.
Pielgrzymki obserwowałem od zawsze, ale nigdy na nie chodziłem. Maszerowałem ich trasą podczas procesji Bożego Ciała. Mój tatuś był chorążym sztandaru Cechu Rzemiosł Piekarzy i Cukierników i kolektywnie dźwigaliśmy wielką chorągiew podczas wielogodzinnych procesji.
Wtedy pojąłem sztukę dyskretnego urywania się z pochodu w odpowiednim momencie, tak „po angielsku”. Przydała się podczas pochodów pierwszomajowych, na które chadzałem jako licealista aby podrywać dziewczyny z innych liceów.
Aby protestować chodziłem na pochody jako student i homo politicus kiedy zamieszkałem w Warszawie. Szli górnicy i hutnicy, młodzież akademicka i kiedyś wykolejona, pisarze i murarze, Kurpie i Kaszubi, no i Wola z Ochotą.
Byłem lewakiem w Polsce Ludowej i wraz z innymi lewackimi koleżkami szliśmy w grupie Uniwersytetu. Kiedy mijaliśmy trybunę z kierownictwem Partii i rządy, wrzeszczeliśmy w ich stronę lewackie hasła. „Uspołecznić fabryki” albo „Więcej robotników do Biura”. W tym ostatnim chodziło nam o zwiększenie reprezentacji prawdziwych robotników w Biurze Politycznym KC PZPR. Niestety kierownictwo Partii i rządu nie posłuchało nas i Polska Ludowa upadła.
W III Rzeczpospolitej chodziłem na pochody pierwszomajowe aby protestować przeciwko wilczemu kapitalizmowi i sojuszowi elit władzy z hierarchami kościoła kat. Ponieważ wtedy nie było trybun z kierownictwem Partii i rządu, to nasze hasła kierowaliśmy do obserwującego nas społeczeństwa. Ówczesne „wolne media” wyśmiewały nasze pochody, albo nie zauważały ich. Nawet kiedy atakowały nas bojówki związane z ówczesną Ligą Republikańską. Wtedy moraliści z arcy demokratycznej Unii Wolności i „Gazety Wyborczej”, uznawali, że „komuchom” należą się kamienie, granaty dymne i kwas solny od „patriotycznej młodzieży”. Tak to wypromowali pana Mariusza Kamińskiego i jego drużynę. Zaczęli go potępiać, dopiero kiedy ci „patrioci” zabrali się do zwalczania Platformy Obywatelskiej.
Wcześniej zostałem posłem na Sejm RP, a moje SLD zaczęło współrządzić. Wtedy pochody zaczynałem od lansowania się na trybunie honorowej, kończyłem na piknikach. Czasem nawet przemawiałem, kiedy już wybrzmiał głos kierownictwa Partii i rządu. Potem polska lewica znów znalazła się w opozycji. Znów mogła bez hipokryzji protestować przeciwko polityce aktualnie rządzących.
Szybko jednak polska lewica zaczęła przypominać ówczesne telefony komórkowe. Co roku pokazywała się pod nową marką i z mniejszymi gabarytami. Pochody też z roku na rok stawały się mniejsze. Zwłaszcza od kiedy lewica zaczęła rozwijać się przez podział. Wówczas w okolicach warszawskiego Nowego Świata można było dostrzec nawet trzy konkurencyjne pochody. Obstawiało je więcej policjantów niż było demonstrantów.
Kiedy dzień 3 Maja został ustawowym dniem wolnym od pracy, a 2 Maja zwyczajowym, to Pierwszy Maja przepoczwarzył się w „Majówkę”. Dni narodowego grillowania podczas rodzinnych, plenerowych pikników.
Na pierwszomajowe pochody stawiały się jedynie kierownictwa Partii, lewicowe dinozaury, systematycznie wymierające, no i grupki ideowej lewicowo młodzieży. Bywali czasem reprezentanci „lewicy internetowej”. Bardzo aktywni w sieci, zwykle nieobecni w realu.
W tym roku, jako posiadacz legitymację dla lewicy zasłużonego, zostałem zaproszony do tańca pierwszomajowego.
„Koleżanki i Koledzy z Nowej Lewicy!
Pierwszy maja to nasz dzień! Zapraszamy na najważniejszą majówkę w stolicy! Nie tylko świętujemy tradycję ruchu robotniczego, ale robimy to z przytupem, energią i w najlepszym gronie. Zapraszamy członków, sympatyków Nowej Lewicy oraz wszystkich, którym bliskie są prawa pracownicze, na wyjątkowe wydarzenie: Niech się tańczy pierwszy maja! Potańcówka pracownicza w sercu Warszawy”.
Tak to obiecano mi szansę tańca z lewicowymi parlamentarzystkami, ministrami, nawet marszałkiem Czarzastym. Bo w tym roku Nowa Lewica chciała nowej formuły Pierwszego Maja. Zamienić rachityczny pochód na radosną potańcówkę. Niestety wielce popularny poseł NL Łukasz Litewka zginął w wypadku drogowym. Pogrzeb, żałoba. Tańczące obchody odwołano. Skrytykował to dinozaur lewicy Jacek Uczkiewicz. W internecie pryncypialnie napisał: „Władze »Nowej Lewicy«, cynicznie wykorzystując tragiczną śmierć posła Litewki, odwołały obchody Międzynarodowego Święta Pracy. To skandal o wymiarze dla polskiej lewicy historycznym. Od 136 lat dzień ten był dniem konsolidacji lewicy społecznej, manifestacją jej siły politycznej. Manifestacjom w dniu Międzynarodowego Święta Pracy towarzyszyły często krwawe starcia z siłami policyjnymi i wojskowymi broniącymi karabinami kapitalistów. Robotnicza krew dosłownie płynęła ulicami”.
Praktyka to podstawowe kryterium prawdy Jacku. Cóż z tego, że grzmisz sobie w internecie, skoro nie skrzykniesz dziś rzesz lewicowców nawet na gadające piwo, ani na starcia z siłami policji i wojska. Lepiej już dbaj o zdrowie. Ćwicz. „Bo kiedy wybije godzina powstania, magnatom lud ucztę zgotuje, piekielną muzykę zaprosi do grania, a szlachta niech wtedy…”.
Ćwicz kroki przed przyszłoroczną pierwszomajowa potańcówką.
PS. Więcej w Fakty Po Mitach









