Bigos tygodniowy

Biskupstwo polskie odbyło rzymską wizytę „ad limina apostolorum” u Franciszka i jest bardzo zadowolone. Z siebie i z szefa. Ten bowiem nie opieprzył ich jak święty Michał diabła i podobno głównie życzliwie słuchał. Kto więc wie, czy jak zwykle im się nie upiecze i znów wybrną z kłopotów psim swędem? Żadne to jednak zaskoczenie. Polskie biskupy, to nie biskupi zachodni, przyzwyczajeni do demokracji, prostoduszni często w swoich relacjach z opinią publiczną. Polskie biskupy to kute na cztery nogi stare wygi przyzwyczajone do życia w stylu wielmożów. To cwaniaki jakich mało. Wzięli więc staruszka Franciszka w obroty pochlebstw, wycałowali mu mankiety, nasłodzili, przywieźli dary. Staruszek się rozkleił i dał się uśpić. I nadzieje na to, że im co najmniej zmyje głowy, jeśli nawet nie zmusi do dymisji diabli wzięli.


A propos diabła. Don Jaroslao wykrzyczał, że „sam diabeł nie przeszkodzi nam w osiągnięciu naszych celów”. Jak ktoś powiedział o osławionym zbóju i wichrzycielu Stadnickim: „Mości panowie, inaczej to nie może być, jeno to z diabłem sprawa”.


Bigos był i jest od dziesięcioleci konsekwentnym wyborcą lewicy, niezależnie od takich lub innych krytycznych ocen czy rozczarowań z powodu niektórych poczynań jej polityków. I chyba tylko pod pistoletem przyłożonym do skroni oddałby Bigos głos na Platformę Obywatelską. To stalowe przekonanie Bigosu utrwalił niedawno przed kamerami TVPiS senator PO Klejna Kazimierz, który oświadczył, że jego partia jest przeciwna prawu do aborcji na życzenie do 12 tygodnia ciąży. I mimo że redaktor Klarenbach Adrian dopytywał go odnośnie nie tak dawnego przyjęcia przez PO stanowiska na rzecz takiego rozwiązania prawnego, Klejna uparcie trwał przy aprobacie „kompromisu” z 1993 roku. A przecież Platforma podobno się z nim rozstała pod wpływem protestów społecznych po orzeczeniu trybunaliku pani Przyłębskiej, damy do towarzystwa Don Jaroslao. Ot cała Platforma, zawsze z janusowym obliczem, jednocześnie mówiącym „tak” i „nie”, co trafnie zauważył uczestniczący w dyskusji poseł Lewicy Maciej Gdula.


Lewica stanęła na wysokości zadania, bo jej współprzewodniczący Robert Biedroń przemówił na wielotysięcznej manifestacji na placu Zamkowym w Warszawie w obronie obecności Polski w Unii Europejskiej. A Wanda Traczyk-Stawska nadała trafne przydomki Bąkiewiczowi, „głupiego chłopa” i „chama skończonego”.


„Faszystowskie gówno” zalewające Polskę napiętnował na gali „Nike” Grzegorz Piątek, autor książki o odbudowie Warszawy. „Oszczercami z różnych gówien” i „rodzimej kanalii” odgryzł się Ziemkiewicz Rafał. Czyli „gówno” fruwało w powietrzu, więc lawendą nie zapachniało.


„To do nas przychodzi cały świat i chce od nas pożyczać” – majaczył na jawie Glapiński Adam, prezes NBP w groteskowo triumfalistycznym wystąpieniu na temat potęgi polskiej gospodarki i pieniądza. Glapa unosił się niczym marszałek Rydz – „Śmigły”, wódz „mocarstwa” polskiego, z hasłem „silni, zwarci, gotowi”. Prawił o „cudzie gospodarczym” jakiego Polska nie widziała od czasów pierwszych Piastów. Długo tak na konferencji lewitował, śmieszył, tumanił. 71-letni Glapa szczytował tak, jakby coś wciągał lub cierpiał na zaburzenie mentalne znane w psychiatrii jako tzw. „pseudologia fantastica”. Jeden z widzów „Szkła kontaktowego” poszedł na skróty i wyraził podziw dla skutku, jaki na człowieku mogą wywrzeć „kasa i dupy”. O Funduszu Odbudowy (750 miliardów euro), który Polska może utracić definitywnie po „orzeczeniu” trybunaliku Przyłębskiej Glapa mówił lekceważąco, jakby to była kwota „na waciki”. Czyżby oszalał lub się naćpał? Bigos nie jest za tym, by badaniom psychiatrycznym i innego rodzaju testom poddawać wszystkich polityków, w tym parlamentarzystów. W końcu dlaczego poseł nie miałby prawa być wariatem? Jednak w rękach prezesa NBP leży wartość polskiego pieniądza, a Bigos obawia się, że dziś są to ręce człowieka, który nie jest godny zaufania, najdelikatniej rzecz ujmując.


Uwaga z okazji „dni papieskich”. Niektóre wiewiórki szepczą, że w ściśle strzeżonej przez kościół kat., kupionej za 10 milionów dolarów korespondencji Karola Wojtyły z doktor filozofii Anną Teresą Tymieniecką, Amerykanką polskiego pochodzenia, jest coś więcej niż tylko szumna frazeologia religijna. Jest coś, co może w przyszłości podważyć tytuł Karola Wojtyły do Świętości. Za to może potwierdzić solidną męskość Świętego. Może to bardziej taki Święty jak serialowy Simon Templar, grany przez Rogera Moore.


Ziobrysta Kowalski Janusz, który optuje za modyfikacją „Mazurka Dąbrowskiego” poprzez zmianę kolejności zwrotek tak, by Stefan Czarniecki był przed Bonapartem, nie potrafił bezbłędnie zacytować słów hymnu. Nieuki tak mają – biorą się za tematy, w których są cieniasami.


Skandaliczne zawieszenie przez dyrektorki szkoły za zgodę na uczestnictwo uczniów w „tour de konstytucja”. Dokąd zmierza polska szkoła pod batem Czarnka?


Narracja TVN 24 i Wyborczej w sprawie imigrantów jest nieznośnie czułostkowa, idealistyczna i naiwna. Doprawdy, można i trzeba bronić imigrantów bez tego mdlącego sosu.


Posłowi Sienkiewiczowi Bartłomiejowi, który wahał się, czy należy znacząco podwyższyć mandaty za wykroczenia drogowe, trzeba koniecznie przypomnieć o śmierci 4-latka, zabitego przez pirata drogowego.


Bigos z satysfakcją odnotował wystąpienie w dyskusji, na wizji jednej z telewizji, prezesa Piotra Kusznieruka pod winietą – trybuna.info.

Nowa Lewica – nowe otwarcie

Włodzimierz Czarzasty i Robert Biedroń – przewodniczącymi Nowej Lewicy. Zakończył się wyczerpujący serial składania w jedno dawnego SLD i Wiosny. W samą porę, by ratować spadające notowania. Plany są ambitne: za dwa lata będziemy rządzić, zapowiedział Czarzasty. Kluczem do sukcesu ma być walka o praworządność i zarazem o Polskę współpracy i szacunku.

Na początek personalia: oprócz liderów dwóch frakcji – tu zaskoczenia nie ma – powołano też wiceprzewodniczących partii. Frakcja SLD wybrała Marka Dyducha, Arkadiusza Iwaniaka, Łukasza Komoniewskiego, Annę Zofię Mackiewicz, Małgorzatę Moskwę-Wodnicką, Andrzeja Szejnę oraz Dariusza Wieczorka. Z ramienia Wiosny wskazano Krzysztofa Gawkowskiego, Anitę Kucharską-Dziedzic, Beatę Maciejewską, Wandę Nowicką, Paulinę Piechnę-Więckiewicz, Joannę Scheuring-Wielgus oraz Krzysztofa Śmiszka. Funkcję sekretarza generalnego partii będzie pełnił Marcin Kulasek.

Pięć kluczowych wartości

zjednoczonej partii zaprezentowali Maciej Gdula i Anna Mackiewicz. – Chcemy Polski współpracy, Polski zielonej, Polski europejskiej, Polski wzajemnego szacunku i troski – oznajmili.Działacze partii zapowiedzieli również walkę z PiS, bo ratowanie demokracji w Polsce traktowane jest jako priorytet. – W celu odspawania PiS-u od władzy musimy rozmawiać ze wszystkimi na opozycji, nawet z tymi, z którzy nie chcą rozmawiać z nami – oznajmił przewodniczący Czarzasty.

Poza tym Nowa Lewica ma w programie

reformę mediów publicznych, państwo wolne od ideologii i neutralne szkolnictwo, wydatki na ochronę zdrowia warte 7,2 proc. PKB, publiczne żłobki i przedszkola w każdej gminie oraz odejście od węgla w ciągu 15 lat. Będzie ambitniejsza polityka społeczna. – Drodzy PiS-owcy, daliście 500+ i myślicie, że to rozwiązuje wszystkie problemy w Polsce. Nie rozwiązuje! Nie można dać komuś 500 zł i się zwolnić ze wszelkich obowiązków – padło z kongresowej sceny.

Nie zabrakło jasnej deklaracji propracowniczej. – Lewica w sporze pomiędzy pracą a kapitałem zawsze będzie po stronie pracy. Będziemy bronić pracowników, upominać się o ich prawa pracownicze i prawo do uzwiązkowienia – obiecał Włodzimierz Czarzasty, a posłanka Agnieszka Dziemianowicz-Bąk zrealizowała te słowa w praktyce, opuszczając kongres, by wziąć udział w demonstracji nauczycieli przed siedzibą MEN.

Czy to wszystko przekona potencjalnych wyborców? Lewica podróżowała ostatnio po Polsce, słuchając ich propozycji. Oby prace programowe na tym się nie skończyły i oby nie zabrakło socjaldemokratów na coraz liczniejszych protestach różnych grup zawodowych. Ostatnie sondaże nie były bowiem łaskawe dla Nowej Lewicy. Badanie CBOS opublikowane w połowie września dawało jej katastrofalne 4 proc.

Punkt widzenia niebezstronnego obserwatora

Oczywiście nie jest to punkt widzenia obserwatora chłodnego, bezstronnego, neutralnego, bo Lewica to w końcu, od dziesięcioleci, moja formacja ideowa, z wszystkimi jej zaletami i wadami, na dobre i na złe.
Pierwsze wrażenie, które mogło uderzyć obserwatora już pierwszych chwil przedpołudniowych przed gmachem Expo przy ulicy Prądzyńskiego w Warszawie, gdy z wolna „nadciągali” delegaci i goście, to konstatacja pierwszej w dziejach tej formacji na przestrzeni dziesięcioleci tak dużej reprezentacji młodego pokolenia. Nie potrafię stwierdzić, jaki procent wśród delegatów na Kongres stanowili ludzie młodzi, w przedziale wieku między 20-40 lat. Na pewno było tym razem inaczej niż w poprzednich latach – młodzi ludzie nie byli słabo zauważalną mniejszością pokoleniowa czy generacyjną wśród weteranów z PRL-owskim rodowodem, lecz – o ile mnie wrażenie nie myliło – stanowili być może nawet większość. Nie przemawia przeze mnie „ejdżyzm”, czyli skłonność do dyskryminowania z powodu wieku, bo sam pokoleniowo należę do tych starszych, ale satysfakcja, że Lewicy nie grozi jednak to niebezpieczeństwo, o którym mówiono przez lata – niebezpieczeństwo naturalnego „obumarcia” formacji z powodu braku dopływu przedstawicieli młodego pokolenia.

Druga kongresowa satysfakcja niebezstronnego obserwatora wzięła się z faktu, że poszczególnym przedstawicielom Lewicy, którzy zabierali na Kongresie głos, udało się dobitnie i klarownie wyłożyć główne zagadnienia jej programu, a przy tym zachować (co w poprzednich latach nie zawsze się udawało) równowagę między kwestiami politycznymi, społeczno-ekonomicznymi oraz ideowo-światopoglądowymi. Zważywszy, że Kongres odbył się w momencie zaognienia konfliktu politycznego wynikającego z orzeczenia Trybunału Julii Przyłębskiej w sprawie w wyższości Konstytucji RP nad prawem Unii Europejskiej, bardzo potrzebny był w tej kwestii także głos Lewicy. I był to głos zdecydowany, w obronie polskiej obecności w Unii, ale – co ważne – głos nie ogólnikowy, lecz konkretny, opowiadający się za kursem na federalizm Europy, przeciw tendencjom nacjonalistycznym, izolacjonistycznym, populistycznym.

Po trzecie, cieszy radykalizm i brak kompleksów młodego pokolenia Lewicy. Jeden z moich znajomych delegatów, czterdziestolatek powiedział mi, że choć nie brakowało mu nigdy temperamentu ideowego, to w porównaniu do młodszych do siebie o lat 15-20 młodych koleżanek i kolegów z Lewicy, czuje się jako jako działacz ostrożny i umiarkowany. Młoda Lewica bez kompleksów, bez psychicznych barier ostro stawia swoje postulaty, zarówno te socjalne jak i światopoglądowo ideowe, np. w kwestii tzw. praw reprodukcyjnych, w tym prawa do przerywania ciąży. Młodzi ludzie Lewicy nie chcą już brać pod uwagę zamierzchłych i pozornych „kompromisów”. To młode pokolenie, jako pierwsze po 1989 roku nie owija sprawy w bawełnę i otwarcie domaga się prawa do aborcji na życzenie do 12 tygodnia ciąży, wzorem rozwiązań prawnych od dziesięcioleci funkcjonujących w Europie Zachodniej.

Czwarta uwaga dotyczy spraw kadrowych. Włodzimierz Czarzasty i Robert Biedroń nie są, podobnie jak nikt z nas – doskonali, ale wydaje się, że na ten czas, na ten historyczny moment są dla Lewicy liderami (współprzewodniczącymi) optymalnymi, którzy potrafili zgodnie połączyć w lewicowym tyglu, reprezentowane przez nich nieco inne wrażliwości. I właśnie dlatego można od nich oczekiwać, by nie dopuścili do zmarnotrawienia cennych kadrowych zasobów Lewicy i z pożytkiem dla niej rozwiązali wewnętrzny konflikt, który ostatnio Lewicą wstrząsnął.
Dobrze że na Kongresie pojawił się i zabrał głos Aleksander Kwaśniewski, powitany taktami pamiętnej piosenki „Ole, Olek” ze zwycięskich dla niego wyborów prezydenckich w 1995 roku. Ciągle jest on autorytetem nie tylko dla ludzi lewicy, a poza tym przypomina czasy jej sukcesów, a to pozwala nie zapomnieć o politycznych ambicjach. Kwaśniewski opowiedział się m.in. za federalnym modelem Unii Europejskiej, a także przestrzegł przed ewentualnymi pokusami współpracy z PiS, partią, która niszczy polską demokrację i – obiektywnie biorąc – zmierza do polexitu.

„Wiele razy, kiedy lewica szła do wyborów podzielona, były problemy, gorsze sondaże, gorsze wyniki. Dzisiaj łączymy się po dwóch latach ciężkiej drogi, ale łączymy się dla Polski, dla wyborców, łączymy się, żeby pokazać nowy, energetyczny program. Jestem przekonany, że to początek drogi, która będzie kończyła się odbiciem rządów z rąk PiS i udziałem Lewicy w rządach” – powiedział Krzysztof Gawkowski i słowa te mogą stanowić motto sobotniego Kongresu.

Flaczki tygodnia

Uff! Dziewiątego października w końcu powstała Nowa Lewica. Po dwóch latach od pierwszych zapowiedzi. Idzie nowe.

Idzie nowe, wzdychają teraz melancholijnie „Flaczki”, które obserwowały to polityczne weselisko zza stolika redakcji „Trybuny”. Dzierżawiącej owe miejsce razem z redakcją portalu internetowego „Wpunkt.” Tak to lewica, ta w wieku 50+ i 60 +, bawiła się na weselisku z lewicą w wieku 20+. Czasem i wieku 30+, jeśli jakiś młodzieżowy dziaders przylazł i przysiadł się.

Na każdym weselu, nawet tym polityczny, zwykle jest podobnie. Bo każda ceremonia zaślubin odbywa się wedle standardowego, odwiecznego scenariusza. Trudno wtedy mówić o zaskoczeniu, bo wszyscy mówią to co powinno być wtedy powiedziane. Tylko w komediach romantycznych któraś ze strona niespodziewanie ucieka spod ołtarza. Dziś spod telewizyjnych kamer. Nawet prześmiewcze przemowy – niespodzianki na dzisiejszych weseliskach nie odbiegają od kanonu standardowych zaskoczeń. Takie są prawa globalizacji.

Zatem i na tymże weselisku było podobnie. W radosnym kanonie mieściły się deklaracje- przysięgi składane publicznie przez wiążących się dwóch współprzewodniczących Nowej Lewicy: Roberta Biedronia i Włodzimierza Czarzastego. Podobnie, jak wspominki o nich, ich politycznych przyjaciół z łączących się partii i zaproszonych na uroczystość kolegów z bratniej Partii „Razem”.

Rolą świeckiego księdza zaszczycił ceremonię prezydent Aleksander Kwaśniewski. Przypomniał politycznym nowożeńcom o ich przyszłych, publicznych obowiązkach. Godnie i sprawiedliwie, jak na prawdziwego dobrodzieja przystało.

Prawdziwe skandale dzieją się na zapleczu weselnych uroczystości. A bez skandalu, nie ma przyzwoitego wesela, mawiała „Flaczków” babcia. Niestety bójki weselników „Flaczki” nie odnotowały, co zdecydowanie obniża towarzyską rangę imprezy. Na pocieszenie rzec można, że zgłoszony z sali kandydat Piotr Rączkowski miał ten potencjał. Rokował przynajmniej. Za to w roli przybyłej, choć niezaproszonej na weselisko, ciotki dobrze wypadła posłanka Joasia Senyszyn. Nudno nie było, tak będą wspominać imprezę „Flaczki”.

Dziewiątego października „Nowa Lewica” zaczęła pisać swą historię. Biedroń w październiku, i Czarzasty w październiku, wzdychają melancholijnie „Flaczki”. Zastanawiając się, czy ów październikowy dzień będzie kolejnym „punktem zwrotnym” w historii polskiej lewicy? Czy „Nowa Lewica” stworzy naprawdę nową jakość na polskiej scenie politycznej, czy pozostanie tylko mieszaniną dwóch, rożnych pokoleniowo i kulturowo partii?

Dziewiątego października kończy się kilkuletnia polityczna historia Wiosny i ponad dwudziestoletnia historia Sojuszu Lewicy Demokratycznej. Ponieważ „Flaczki” należały do tej partii, to i na niej się skupią. SLD była i jest formacją pokolenia polskich lewicowców, którzy zwykle zaczynali swe polityczne kariery w PZPR. Potem współtworzyli przemiany zapoczątkowane „Okrągłym Stołem”. Potem współtworzyli obecną Konstytucję RP. Wprowadzali III Rzeczpospolitą do Unii Europejskiej i do NATO. To formacja historycznych sukcesów. Ale tylko do roku 2004.

Potem przegrywaliśmy już wszystkie kolejne wybory. Bo potem nie potrafiliśmy zaproponować nowym pokoleniom nowych horyzontów rozwojowych i politycznych.I naszym rówieśnikom też. Przegrywaliśmy, bo broniliśmy III Rzeczpospolitej, choć dla kolejnych jej pokoleń nie była ona już sprawiedliwa socjalnie, a czasami też już niedemokratyczna.

Bo bezmyślnie broniliśmy obecnej Konstytucji i systemu politycznego III Rzeczpospolitej. Choć zauważaliśmy, że przyjęty w czasie „Okrągłego Stołu” model rządzenia państwem polskim poprzez równoważenie i hamowanie nadmiernych wpływów prezydenta, premiera i parlamentu staje się w ostatnich latach coraz mniej funkcjonalnym. Nieodpornym dodatkowo na neofaszyzmy. I już nie tak skutecznym jak autorytarne rządy w szybko modernizujących się państwach azjatyckich.

Przegrywaliśmy, jako SLD, kolejne wybory,bo nie potrafiliśmy, i nadal nie potrafimy, zreformować naszej Unii Europejskiej. Pozwoliliśmy aby była postrzegana jedynie jako twór nieefektywny,zbiurokratyzowany, nieludzki. Ciało obce. Trzeba było globalnej pandemii,żeby nasza Unia wzięła się w garść i udowodniła, że pomimo tych wad najlepiej na świecie potrafi rozwiązań problem powszechnych szczepień.

Wcześniej jednak pozwoliliśmy, aby nasza Unia Europejska została zredukowana do roli bankomatu i „brukselskiej stajni”, którą dwójka polsko- węgierskich koniokradów zamierza cwanie opróżnić. Ku radości milionów Węgrów i Polaków. Zachwyconych taką „sprawiedliwością dziejową”.

Pozwoliliśmy też na „śmierć mózgową NATO” zamiast i tam dokonywać koniecznych zmian i reform. Uwierzyliśmy, że nasza „Belle epogue” zapoczątkowana upadkiem ZSRR i systemu jałtańskiego będzie trwać wiecznie. I już nigdy nie zaznamy wojen, głodu, poniewierki. Dalej z roku na rok będziemy się tylko bogacić. Przynajmniej statystycznie.

Pozwoliliśmy, aby fabryki świata wyemigrowały do Chin i innych krajów Azji. Bo uwierzyliśmy, że tylko ludzie Zachodu potrafią opracowywać nowe technologie. Pozwoliliśmy na recydywę szkodliwych, XIX wiecznych pojęć „suwerenności” państwa, idei „Europy Ojczyzn”. Kiedy globalnymi i realnymi stały się problemy „suwerenności technologicznej”, „suwerenności innowacyjnej” , „suwerenności produkcyjnej”.

Dziewiątego października 2021 roku powstała Nowa Lewica. Po dwóch latach od pierwszych zapowiedzi. Czyli – „Idzie nowe”. A stare gdzie się ma podziać, wzdychają „Flaczki”.

Wszystkim entuzjastom powrotu do świata starych wartości „Flaczki” polecają znakomitą monografię „Maoizm. Historia globalna” napisaną przez Julię Lovell. Wydaną przez Państwowy Instytut Wydawniczy. Lektura tej fascynującej książki uświadomi, jak daleko współczesne Chiny odeszły już od „rewolucji przy pomocy książeczki”. Jak rewolucjonizują teraz przy pomocy sztucznej inteligencji i najnowszych technologii. Tymczasem polscy politycy, zwłaszcza ci prawicowi, dalej walczą z wykreowanymi przez siebie „ideologiami” ze zbójeckich „książeczek”.

Krótkie uwagi nad zarysem programu Nowej Lewicy

Przestawione tezy nowego programu należy traktować jako, mam nadzieję , ledwie pierwszy szkic. Powinien być moim zdaniem jeszcze przed prezentacją skonsultowany przez specjalistów z wielu branż i to niekoniecznie akurat krajowych. Pogram lewicy przede wszystkim powinien opierać się na analizach rzeczywistości społecznej oraz analizach najważniejszych aktualnych i tych zagrażających nam problemów.

Odnośniki do takich analiz powinny znaleźć się w programie. Proponowane rozwiązania powinny opierać się na rzetelnej wiedzy naukowej i takiej również naukowej argumentacji powinny używać. W upowszechnianiu programu można i należy odwoływać się do wartość i idei i emocji ale obok a nie zamiast argumentacji. To coś, co powinno odróżniać lewicę od jej konkurentów i przeciwników. To, że partia zmieniała nazwę, nie może wpływać, na zmianę podstawy ideologicznej partii. Co więcej, w europejskiej i światowej polityce coraz więcej mamy odniesień do rozwiązań typowych dla socjaldemokracji i to nie tej, zliberalizowanej gospodarczo, przez trzecią drogę lecz w uwspółcześnionej ale klasycznej wersji. Trzecia droga okazała się być drogą prowadząca na gospodarcze bezdroża neoliberalizmu.

Przygotowania do obalenia rządów PiS to najlepszy moment na zaproponowanie kompleksowych reform, zwłaszcza tych dziedzin, nazywanych usługami publicznymi a zaspakajającymi podstawowe potrzeby obywateli. Podstawowa sprawa na przyszłość to edukacja ale jej potraktowanie w propozycjach programowych jest więcej niż rozczarowujące. Uprawiany w Polsce model edukacji jest jedną z przyczyn aktualnej zapaści intelektualnej społeczeństwa. I żadne drobne poprawki tego nie zmienią. Konieczne jest wypracowanie i przygotowanie harmonogramu wdrożenia zupełnie nowego modelu edukacji, edukacji dla przyszłości. Przede wszystkim zmiany powinny dotyczyć celów nauczania, programów i metod edukacyjnych.

I warto przy okazji pamiętać, że dla wielu dzieci szkoła jest nie tylko miejscem nauki ale też miejscem, gdzie pracujący rodzice mogą zostawić dzieci pod opieką nauczycieli. Czasem na prawie cały dzień.

Z punktu widzenia ucznia największym zagrożeniem jest stałe obniżanie poziomu kształcenia oraz rosnąca nierówność w dostępie do edukacji na najwyższym poziomie. Powoduje to utrwalanie się podziałów klasowych i blokowanie ścieżek awansu społecznego. Zagrożeniem jest też rosnąca niepewność wyboru ścieżek edukacyjnych i zawodowych ze względu na brak przewidywalnych scenariuszy na przyszłość. Potęguje tę niepewność to pasywność instytucji państwowych odpowiedzialnych za aktywizację zawodową.

Dużym problem jest też pogarszanie się stanu edukacji i badań naukowych na uczelniach ich chroniczne niedofinansowanie oraz sposób rozdzielania grantów na badania. Studia wyższe wymagają całościowej reformy tak by z jednej strony dawały rzetelną edukację a z drugiej umożliwiały prowadzenie badań naukowych. Dziś stają się, a w zasadzie stały się już, fabrykami mniej lub bardziej użytecznych dyplomów. A dodatkowo działania kolejnych ministrów, skutecznie wpływają na obniżenie autorytetu nauki w społeczeństwie a niektóre sprawiają wrażenie wręcz groteskowych, jak np. powołanie Akademii Zamojskiej.

Program „ekologiczny” pełen jest nieistotnych banałów nie uwzględniających ani sytuacji, w której jest polskie społeczeństwo, ani też inicjatyw podejmowanych w tym zakresie przez rząd. Proces transformacji energetycznej w zasadzie nie został w Polsce nawet rozpoczęty. Trudno bowiem uznać za część tego procesu tzw. uchwały antysmogowe, tym bardziej, że tak naprawdę została ona zrealizowana tylko przez miasto Kraków. Proces transformacji powinien zostać rozpoczęty od zbudowania strategii polskiej energetyki. Zapóźnienia w polskiej energetyce są olbrzymie, zarówno jeśli chodzi o producentów energii jak i linie przesyłowe. Strategia energetyczna powinna przewidywać zastępowanie konwencjonalnych elektrowni, elektrowniami jądrowymi , rozwojowi lokalnych (powiatowych) systemów energetycznych opartych o lokalne źródła małej mocy (małe hydroelektrownie, małe farmy wiatrowe, systemy fotowoltaiczne i źródła wód termalnych.). Zaopatrzenie ludności w energię elektryczną powinno stać się zadaniem własnym samorządu podobnie jak zaopatrzenie w wodę i odbiór ścieków. Uzupełnieniem systemu powinny stanowić niepubliczne elektrociepłownie gazowe i jądrowe z generatorami średniej mocy. Nie ma żadnych szans na sprawiedliwy dostęp do względnie taniej energii bez intensyfikacji programu atomowego, zarówno realizowanego przez sektor prywatny jak i przez spółki i podmioty publiczne.

Jedynym krajem w Europie, który nie zwiększa emisji gazów cieplarnianych jest Francja w której energetyka oparta jest o elektrownie jądrowe. Niebawem dołączą do niej Czechy Słowacja i Węgry , wszystkie realizujące projekty elektrowni jądrowych. Pytanie czy przysłowiowy Polak , pozostanie przed szkodą i po szkodzie głupi.

Kryterium neutralności klimatycznej powinny podlegać również procesy produkcyjne oraz dystrybucja artykułów zaspokajających potrzeby jednostek z wyraźną preferencją dla produktów o najkrótszym dystansie logistycznym. Podatek od transportu dóbr byłby dobrym rozwiązaniem ale musiałby być wprowadzony do ustawodawstwa unijnego. Jako strategię uzupełniającą należałoby uznać preferencje dla transportu publicznego czy to szynowego, czy kołowego.

Kolejnym sfera wymagającą gruntownej zmiany to opieka zdrowotna. Ona też wymaga kompleksowej reformy zwiększania zakresu i dostępności podstawowej opieki medycznej. Kto wie, czy jednym z rozwiązań nie powinno być włączenie jej do zadań własnych samorządu lub przynajmniej zwiększenia aktywności samorządów w tym zakresie. Głębokich zmian wymaga też system finansowania opieki medycznej.

Potrzebujemy również zmiany sposobu kształcenia i przygotowywania lekarzy do zawody. Pilnie potrzebne jest zwiększenie liczby miejsc na studiach medycznych oraz specjalizacji, zwłaszcza w najbardziej deficytowych specjalnościach.

PiS , dosyć konsekwentnie, rujnuje system podatkowy, komplikuje go ubierając go w nowe szaty, mające sugerować, że staje się on bardziej sprawiedliwy. To oczywista nieprawda , król jest nagi i niesprawiedliwy. Budżet łatany jest przy pomocy dodatkowych opłat, których jakoby celem jest sterowanie konsumpcją a tak naprawdę jedynym celem jest zasypywanie rosnącej dziury budżetowej. Wprowadzenie wieloprogowego, progresywnego systemu podatków od dochodów indywidualnych to jedyna szansa i droga do uzdrowienia finansów publicznych , umożliwiająca gwarancje realizacji obowiązków państwa wobec obywateli.

Należy również konsekwentnie bronić Kodeksowych stosunków pracy, wspierać gwarancje prawne pracowników i działania związków zawodowych. Należy dążyć do ukrócenie praktyk wypychania pracowników z umów etatowych na umowy cywilnoprawne czy tym bardziej fikcyjna działalność gospodarczą. Może takim działaniom sprzyjać zmiana przepisów podatkowych w zakresie podatku od umów cywilnoprawnych oraz rozszerzenie obowiązku VAT.

Nie należy w nowym programie Lewicy uciekać od kompleksowej reformy prawa z Konstytucją włącznie. Jej często słuszne zapisy bywają bardzo łatwo interpretowane niezgodnie i intencja prawodawców, łamane lub omijane. Przy tej okazji należy zaproponować powrót do demokratycznych standardów demokracji, likwidacji senatu, konsekwentnie proporcjonalnej ordynacji wyborczej, przywrócenia ładu sądowniczego, oddzielania funkcji prokuratora generalnego od funkcji ministra. Nowa konstytucja powinna usunąć przeszkody (niektórzy uważają je za istotne) w wejściu do strefy Euro. Po za tym należy ją wyczyścić z treści wyznaniowych oraz oczywiście konkordatu. Przedstawienie takiego projektu jest po prostu obowiązkiem socjaldemokratycznej lewicy.

Podjęcie tematów to dobry początek dyskusji tym bardziej, że żadne inne ugrupowanie nie przejawia refleksji na ważne tematy. Są jeszcze bardziej bezradne wobec teraźniejszości a już całkowicie wobec wyzwań jakie niesie przyszłość.

Piotr Hemmerling o przygotowaniach w Kujawsko-Pomorskiem do Kongresu Zjednoczeniowego Nowej Lewicy

Nowa Lewica, partia, która jest, czy będzie? Proces zjednoczeniowy SLD i Wiosny trwa długo, ale to przez covid, ślimaczące się procedury prawne, wreszcie pokonywanie oporu materii przed nowym. Za kilka dni formalności dobiegną końca na Kongresie Zjednoczeniowym w Warszawie, potem wybory władz nowej partii w strukturach terenowych.

Nina Michalak: Posiedzenia rad wojewódzkich partii kończą przedkongresowe przygotowania. 3 października będzie obradowała jedna z ostatnich rad w kraju – Kujawsko-Pomorska. Wybierze delegatów na Kongres…

Piotr Hemmerling, przewodniczący Kujawsko–Pomorskiej Rady Wojewódzkiej Nowej Lewicy: Zarząd Wojewódzki partii wprowadził na wskroś demokratyczną formułę wyłaniania kandydatów na delegatów z naszego regionu. Uchwała mówi o jednym kandydacie na 25 członków partii w danym powiecie. Rady powiatowe, swoimi uchwałami desygnowały w sumie 46 kandydatów na delegatów, których ostatecznie 3 października wybierze Rada Wojewódzka Nowej Lewicy w Bydgoszczy.
Drugą część delegatów stanowić będzie grupa 46 delegatów z partyjnej frakcji WIOSNA.

Łącznie Kujawsko-Pomorską Nową Lewicę na Kongresie 9 października reprezentować będzie 92 delegatów.

Oprócz tych koleżanek i kolegów, którzy zostaną oficjalnie delegatami w dniu 3 października br. nasze województwo reprezentować na Kongresie będzie czworo naszych posłów: Krzysztof Gawkowski, Robert Kwiatkowski, Jan Szopiński i Joanna Scheuring-Wielgus.

Wśród kandydatów na delegatów są osoby, które reprezentują grono doświadczonych działaczy lewicy z regionu, jak np. Janusz Zemke, Stanisław Pawlak, Anna Mackiewicz, Henryk Grobelny, Włodzimierz Figas, Krzysztof Kukucki, Beata Krajewska, Zbigniew Welenc, Łukasz Kowarowski i wielu innych. Są również osoby, które po raz pierwszy będą uczestniczyły w wydarzeniu o takiej randze. Mam tu na myśli przede wszystkim koleżanki i kolegów z frakcji Wiosna. Chociaż jesteśmy teoretycznie w dwóch nurtach jednej formacji, to stanowimy zwartą lewicową jedność i chyba można tak powiedzieć: siłę, z którą należy się liczyć w regionie.
Rada Wojewódzka formalnie dokona wyboru 92 delegatów w głosowaniu tajnym. Potem podejmiemy stosowną uchwałę, zawierającą ostateczną listę delegatów.

Podczas Kongresu Zjednoczeniowego zaprezentowany zostanie program Nowej Lewicy, który co najmniej od kilku miesięcy jest konsultowany w różnych środowiskach.

Tak. Lewica zamierza zmienić wizerunek naszego kraju, co odzwierciedla pięć części programu odnoszących się do zarządzania państwem i kształtowania życia społecznego. Określają to cechy wymarzonej Polski, stanowiące też bloki zadań: Polska Współpracy, Polska Zielona, Polska Szacunku, Polska Europejska, Polska Troskliwa.

Cieszę się, że jedną z głównych ról w tworzeniu mocnego, merytorycznego i nieoderwanego od życia programu naszej formacji, pełni koleżanka z Bydgoszczy Anna Mackiewicz (wiceprzewodnicząca Nowej Lewicy). Oprócz konsultacji programowych w naszym województwie, uczestniczyła także w spotkaniach z mieszkańcami innych województwa w ramach podróży kamperem Lewicy po Polsce. Myślę, że jej praca jest gwarantem solidności i zapewni wkład do programu postulatów płynących z Kujaw i Pomorza.

Będzie pan szefem kujawsko-pomorskiej delegacji na Kongres Zjednoczeniowy. Jakie w związku z tym towarzyszą panu refleksje i oczekiwania?

Chciałbym, by naszego głosu na Kongresie nie zabrakło, tak jak nie zabrakło nas na każdym etapie tworzenia Nowej Lewicy i wcześniej. Chcemy być delegacją merytoryczną, która pomoże otworzyć nową jakość lewicy. Czas najwyższy zakończyć proces jednoczenia się dwóch nurtów. Ja osobiście tęsknię za chwilą, w której przestaniemy funkcjonować obok siebie. Trwa proces łączenia się w jeden organizm partyjny. Nie ukrywam, że jest to męczące dla wszystkich. Jest też trochę nerwowości, która nie sprzyja merytorycznej pracy. Pojawiają się emocje. Dobrze by było, aby położyć temu kres. Staram się działać z tym przeświadczeniem. Kongres jest kolejnym etapem łączenia, ale nie kończy tego procesu. Dziś przed nami są jeszcze trzy etapy: Kongres Krajowy, kongresy wojewódzkie i zjazdy powiatowe. Musimy to zrealizować do końca roku. Trudne zadanie i czeka nas masa pracy, ale wierzę, że damy radę, jak zawsze. Obiecuję!

Życzę owocnych obrad i Radzie Wojewódzkiej i Kongresowi.

Bydgoszcz, 30 września 2021 r.

Flaczki tygodnia

Od teraz ma być skromniej i bliżej ludu pracującego miast i wsi. A zwłaszcza miasteczek. Taka jest najnowsza linia polityczna zmodernizowanego tuskizmu.

Sztabowcy Donalda Tuska jęli szukać odpowiedzi na pytanie: czemu „efekt Tuska”, czyli wzrost wyborczego poparcia dla Platformy Obywatelskiej zatrzymał się na poziomie 20-25 procent. Atrakcyjnym dla partii opozycyjnej, ale nie formacji marzącej o przewodzeniu opozycji demokratycznej. No i o wygraniu przyszłych wyborów.

Szukali intensywnie gdzie tkwi defekt,hamulec dalszego wzrostu. Wymyślili, że PO powinna przestać już kojarzyć się z partią wielkomiejskich elit. Stać się reprezentacją większości polskiego społeczeństwa. Musi teraz kosmopolityczne ośmiorniczki zamienić na misy z narodowymi pierogami. Wszystkich rodzajów, nawet wege. Ale bez ruskich i leniwych.

PO powinna skończyć ze swym wizerunkiem partii elitarnych mniejszości, a przepoczwarzyć się w partię narodu. Polskiego, ale tego proeuropejskiego. Być głosem tych osiemdziesięciu procent akceptujących unię Polski z Unią Europejską. Ale nie tylko gdańskich samorządowców i warszawskiej profesury, lecz przede wszystkim młodych, wykształconych z Płońska, Radomia, Częstochowy i Krynek pragnących żyć wedle standardów zachodniej Europy.

Dlatego od tej pory każdy parlamentarzysta PO powinien znać aktualne ceny chleba, mleka i jajek na wyrywki. I fajek też nie zaszkodzi, choć samo palenie szkodzi zdrowiu jak najbardziej. Powinien też wiedzieć jak jest w jego okręgu wyborczym z dostępnością do lekarza, autobusu, pociągu i internetu. Nie tylko „białych kresek”. A ściślej do których dostępów jest u niego najtrudniej.

Parlamentarzyści PO, jeszcze niedawno grzmiący o „totalnej opozycji”, muszą teraz stać się statecznymi państwowcami. Nie pluć na godło, drut na granicy, policję na ulicy, a zwłaszcza wojsko polskie. Bo państwo polskie jako takie nie jest złe. To tylko PiS jest zły, bo używa drutu, policji, wojska i państwa polskiego w złej sprawie.

Partia Tuska bierze nowy kurs. Koniec z happeningami posłanki Jachiry, rapem politycznym posła Nitrasa, gonitwami posła Starczewskiego. Koniec z telewizyjnymi popisami bom mot-ciarzy Sienkiewicza,Sikorskiego, nawet marszałka Grodzkiego. Dość medialnego ujadania zasłużonych weteranów, czyli Wałęsy, Frasyniuka,Janasa. Dość już jaj medialnych. Od tej pory PO ma zwyciężyć z PiS swą odpowiedzialnością, rozwagą i godnością osobistą.

Koniec też z nitrasowym „opiłowywaniem przywilejów katolików”. Katolików w Polsce trzeba kochać i szanować, a ich głosy oddane na PO warte są niejednej mszy. Oczywiście krytyka błędów i wypaczeń hierarchów kościoła kat. też jest potrzebna, lecz hasła odwetu wobec społeczności katolickiej to błąd. To jedynie paliwo dla szczujni TVP.

Tusk wie, że w Polsce zawsze zwyciężały partie centrowe. Lewicowo- centrowe i centro- prawicowe. On teraz stawia na centroprawicę. Chce powtórzyć rok 2007. Podzielić scenę polityczną na Polaków– unionistów i polexitciarzy Z PiS. Wygrać na tak stworzonym duopolu,jak w wyborach 2007 roku.

Mądrzeją elity Lewicy. Wygasiły spory personalne, aby skuteczniej przeprowadzić zjednoczenie Wiosny i SLD na październikowym Kongresie. To ważne, bo planowany przez Tuska blok centroprawicowy może być atrakcyjny dla wyborców centrolewicowych. Zwłaszcza jeśli Nowa Lewica nie przedstawi swojego programu V Rzeczpospolitej. Ugrzęźnie intelektualnie na poziomie partii protestów i poprawek do cudzych ustaw.

Zbigniew Siemiątkowski okazał się ostatecznie niewinnym. W 2008 roku polska prokuratura zarzuciła mu przekroczenia uprawnień. Współtworzenia w Starych Kiejkutach, przy ośrodku szkolenia Agencji Wywiadu, tajnego więzienia dla islamskich ekstremistów ujętych przez CIA. Ale minęło tylko 13 lat i prokuratura uznała tamte zarzuty za zupełnie bezzasadne. ”Flaczki” już dawno,dawno temu przewidywały taki wynik. Skoro wyszło na nasze, to teraz znowu będą prorokiem. Świeckim, nie religijnym, bez obrazy. Wieszczą, że znowu minie lat trochę i były szef polskiego wywiadu order od Sojuszników dostanie. Za dawne, bezzasadne rzecz jasna, zarzuty.

Wbrew pozorom, Lewica jest dziś bardziej zjednoczona

Lewica przechodzi obecnie burzliwy okres, jest wiele napięć na górze – ale na dole potrafimy rozmawiać, dyskutować, a potem wspólnie świętować, niezależnie od przynależności partyjnej, frakcyjnej czy jej braku.

Organizowany przez Stowarzyszenie Spójnik Festiwal Lewicy w Rzeszowie odbył się w dniach 31.07-1.08 w siedzibie rzeszowskiej Nowej Lewicy. Za nami dwa dni debat, spotkań merytorycznych i integracyjnych. Dyskusje o polityce, sprawach gospodarczych i społecznych. Rozmowy o ochronie środowiska naturalnego i przyszłości edukacji w Polsce, działalności związków zawodowych oraz aktywizmie młodzieży i osób LGBT.

Festiwal Lewicy w Rzeszowie stał się już wspomnieniem: ciekawym formacyjnie, optymistycznym, jakby od niechcenia zaprzeczającym kreowanym przez media konfliktom na Lewicy czy apokaliptycznym wizjom rozpadu formacji. Do Rzeszowa, miasta leżącego w sercu jednego z najbardziej konserwatywnych polskich regionów przyjechali działacze Nowej Lewicy, Lewicy Razem, OPZZ, ZNP, niepartyjne osoby lewicowe, związane organizacjami pozarządowymi, ekolodzy i niezaangażowani politycznie sympatycy lewicy.

Różnice, które na poziomie Twittera i liberalnych mediów zwiastują ostateczną klęskę formacji lewicowych i rychłe wchłonięcie ich elektoratu przez jeszcze dość mgliste „lewe skrzydło” Platformy, w bezpośredniej konfrontacji na przyjaznym gruncie, okazują się jedynie interesującym tematem rozmów z pełnym szacunkiem wszystkich na różnorodność poglądów wewnątrz lewicowych środowisk.

To co pomoże Lewicy zawalczyć o przyszłość (klimatyczną, młodych, pracowników, mniejszości, wykluczonych, pozostawionych za burtą), to świadomość tego, że idzie nowe: nowe pokolenie, nowe wyzwania, nowe zagrożenia. Nie będzie powrotu do polityki ciepłej wody w kranie, neoliberalnych paradygmatów, zwasalizowania instytucji (coraz bardziej topniejącemu) autorytetowi Kościoła.

W Rzeszowie tematy dyskusji na panelach toczyły zarówno wokół bieżących problemów (edukacja), zagrożeń przyszłości (ekologia, klimat) zahaczając o przeszłość (kwestie odzyskania lewicowej historii i etosu) jak i dotykały najbardziej praktycznych form lewicowej działalności (związki zawodowe, działalność na trudnych terenach). Nagle, tu na dole, na ścianie wschodniej pojawiła się lepsza perspektywa: wiara, że można zbudować szklane domy i świeckie, równościowe państwo niepozostawiające nikogo za burtą. Trzeba ustać i współpracować w ramach różnorodności .

Nie unikniemy sporów: ani programowych, ani tych o władzę i wpływy, ale warto pamiętać, że więcej nas łączy niż dzieli. Kiedy w czerwcu 2019 powstawało Stowarzyszenie Spójnik, wspólne listy lewicy w wyborach parlamentarnych, a co za tym idzie powrót lewicy do Sejmu było jedynie marzeniem: takim w zasięgu ręki, ale wymagającym trudnej współpracy i dialogu. Dwa lata później mamy trzeci największy klub w polskim parlamencie, a wchodzący w dorosłość wyborcy coraz częściej mają poglądy progresywne i deklarują chęć głosowania na Lewicę.

Lewica przechodzi obecnie burzliwy okres, jest wiele napięć na górze – ale na dole potrafimy rozmawiać, dyskutować, a potem wspólnie świętować, niezależnie od przynależności partyjnej, frakcyjnej czy jej braku.

Zebranie partyjne na Targówku

Wydarzenia polityczne w Polsce i na świecie nie nastrajają dziś optymistycznie. Po przegraniu przez Donalda Trumpa wyborów prezydenckich świat wielkiej polityki wstrzymał na kilka dni oddech, ponieważ osobliwą puentą tej prezydentury był atak niezadowolonego z wyniku wyborczego tłumu na waszyngtoński Kapitol, czyli na siedzibę Kongresu Stanów Zjednoczonych. Na pożegnalnym wiecu Trump krzyknął do zbierających się swych zwolenników „Save America” („Ocalić Amerykę”), po czym można było zobaczyć, jak tłum osobliwych dziwadeł wdrapuje się na mury amerykańskiego parlamentu, rozłazi się po korytarzach i gabinetach, dopuszczając się aktów wandalizmu a potem bezczeszczących swym gorszącym zachowaniem świątynię amerykańskiej demokracji, czyli budynki Senatu i Izby Reprezentantów, dokonując dzieła zniszczenia.

Niezwykły obraz Kapitolu z 6 stycznia tego roku zapisze się na długo w mojej pamięci, później z uwagą obserwowałam, jak Kolegium Elektorów Stanów Zjednoczonych konsekwentnie finalizowało wybór nowego prezydenta, a elity Partii Demokratycznej i Gwardia Narodowa Stanów Zjednoczonych sprawnie przezwyciężały skutki aktu politycznego bestialstwa. Ta obserwacja była dla mnie ważna, ponieważ zdawałam sobie sprawę z tego, że trampizm miał kolosalny wpływ na zachowanie „elity” PiS i ich praktyki polityczne w Polsce. Dziś nie ulega wątpliwości, że ostatecznie to tradycje demokratyczne, a w tym system wyborczy obronił w USA powagę procedur państwowych: zaprzysiężenie Joe Bidena i Kamali Harris odbyło się już bez zakłóceń.

Nie mniej jednak wydarzenia z 6 stycznia 2021r. odnowiły nie tylko w USA dyskusje na temat zmierzchu demokracji, w Polsce również. Polecam czytelnikom Trybuny znakomitą książkę na ten temat prof. J.Reykowskiego p.t. „Rozczarowanie demokracją”, napisaną z perspektyw psychologicznych. Przyczyn pojawienia się zagrożeń wokół wartości liberalno-demokratycznych poszukują politolodzy z różnych zakątków świata.

Dyskutują na ten temat socjaldemokraci niemieccy i socjaliści francuscy. Recepty na przezwyciężenie kryzysu demokracji poszukują również w Izraelu, a jej kreatorzy wskazują wydarzenia z 11 września 2001r. jako na moment pojawienia się czarnych chmur na niebie szczęśliwego dotąd Zachodu. Panuje przekonanie, że to wtedy, razem z nowojorskimi wieżami WTC runął cały ten świat oparty na nowoczesności, świeckości i dobrobycie, który – jak się okazało nie uchronił Ameryki od dotkliwego, upokarzającego zamachu, dokonanego przez terrorystów na jej własnym terytorium, co się chyba nie zdarzyło od ataku na Pearl Harbour (grudzień 1941). W każdym razie już w początkach nowego tysiąclecia, nowoczesne wartości (demokracja i liberalizm) w obliczu pojawienia się nowych zagrożeń okazały się tragicznie bezbronne. Nowe krzywdy przyniosła światu globalizacja, a na jej gruncie populizm, Al Kaida, nacjonalizmy, fundamentalizmy wyznaniowe i ostra polaryzacja opinii w wielu demokratycznych krajach.

Po styczniowym szoku Joe Biden w pierwszych miesiącach swej kadencji tchnął nowe impulsy w odczucia wątpiących w siłę mechanizmów amerykańskiej demokracji. Spędził je bardzo pracowicie, przypominając, że demokracja to trudna sztuka, wymagająca od ludzi władzy odpowiedzialności i wierności wartościom podstawowym, czyli praworządności, podziałowi władz, wolności praw obywatelskich ( w tym wolności mediów i prawa do zróżnicowanej informacji) oraz zdolności odróżniania sacrum od profanum. I chociaż Joe Biden jest katolikiem, nie przyszło mu do głowy definiować po drodze n.p. „cnót niewieścich” i innych takich fantasmagorii, ponieważ wiedział, że Ameryka i świat oczekują od niego nie upowszechniania zamierzchłych ideologii, ale zapalenia w politycznym tunelu naprowadzającego światła, które w sposób racjonalny pozwoliłoby obronić wartości, przynoszące większości pożytek. I co ciekawe, sekunduje mu w tym jego wiceprezydentka – Kamala Harris, kapiąca od dorobku zawodowego i obywatelskich cnót, które doprowadziły ją na jeden z najwyższych urzędów w USA. Prezydenta Joe Bidena wspiera również inna znana kobieta – Madeleine Albright (urodzona w Pradze) – pierwsza kobieta w historii USA, która objęła urząd sekretarza stanu. To ona m.in. uczestniczyła w procesie przystępowania Polski do NATO. Pełna politycznych cnót i doświadczeń wydała w 2018 r. książkę p.t. „Faszyzm. Ostrzegam”, w której opisywała współczesne mutacje faszyzmu i ostrzegała m.in. przed rządami Kaczyńskiego. Niedawno udzieliła w TVN 24 wywiadu, w którym stwierdziła, że jest rozczarowana tym, co dzieje się w Polsce.
Jak wiadomo, po odejściu Donalda Trumpa relacje Polski ze Stanami Zjednoczonymi znacznie się pogorszyły, tuż po wyborach prezydenckich w USA politycy PiS czekali na Godota, który- jak to było u Mrożka – nie przybył: Biden wygrał, Trump odleciał i powoli zacierają się ślady na piasku po jego zagrywkach w kwestiach NATO, Unii Europejskiej i innych awanturach. A swoją drogą chciałabym zapytać, czym zajmuje się obecnie Krzysztof Szczerski z kancelarii prezydenta RP, ponieważ kilka miesięcy temu ogłosił, że stanął na czele nowego Biura Polityki Międzynarodowej, czyli czego…? Za co mu właściwie nadal płacimy…? Pamiętam, jak kiedyś w Sejmie krzyczał z trybuny do posłów PO „Wy jesteście tu obcy !”; jeszcze jako szef gabinetu Dudy zapowiadał rozstrzygnięcie wyborów w USA właśnie 6 stycznia! Zwracam więc uwagę, że ten domorosły fałszywy prorok w dalszym ciągu siedzi w Pałacu Prezydenckim i coś tam zapewne dłubie – za kim, albo przeciwko komu…? Może zwrot ku Rosji i Łukaszence ….?

Uwagę opinii politycznej przykuwa szarża PiS przeciwko TVN, a w szczególności TVN 24. Kołodziejski (przewodniczący KRRiT) nie udziela koncesji, obecna wygasa za ok. 50 dni. Jak wiadomo, stacja ta tworzona niegdyś przez polski kapitał zmieniała jakiś czas temu kolejnych właścicieli, aby w końcu stać się własnością amerykańskiego koncernu Discovery. Teraz Kaczyński Jarosław jednym zamachem wystawia Amerykanom rachunek za zaakceptownie Nord Stream 2, Unii Europejskiej za odesłanie Tuska i niezależnemu dziennikarstwu za gadanie od rzeczy, czyli krytycznie wobec polityki PiS. Kiedy dziś zastanawiam się, jak można opisać pozycję Kaczyńskiego w państwie, to wydaje mi się, że najbliżej jest mu do funkcji I Sekretarza KC PZPR: sekretarze mogli wszystko, a przecież takiej wszechwładzy nie przydzielała im Konstytucja PRL z 1952r. , nawet po sławetnej nowelizacji z 1976r. Wypowiadający się na temat realnego socjalizmu dodają na ogół tradycyjną formułkę, że był to „ustrój słusznie miniony”. Miniony, czy właśnie przywracany…? W formie oligarchicznej..? Co by nie powiedzieć, Kaczyński skupia w państwie olbrzymią władzę, dzierży w rękach imperium w ogóle nie przewidziane w Konstytucji RP, podobnie było z realnym władztwem I sekretarzy KC PZPR, jednakże z jedną korektą, uczynioną na rzecz Edwarda Gierka : od 1976r. do 1980r.był członkiem Rady Państwa, co ze względów protokolarnych ułatwiało mu kontakty międzynarodowe, n.p. wyjazd do Stanów Zjednoczonych w 1974r. na zaproszenie Prezydenta USA – Geralda Forda. Pewnie z myślą o takim rozwiązaniu ekipa PiS obdarzyła Kaczyńskiego funkcją wicepremiera ds…….bezpieczeństwa, Kaczyńskiego jakoś nikt nie zaprasza, tak jakby już funkcjonował jako persona non grata. Gierek był na Zachodzie lubiany i uznawany, a jak jest z Kaczyńskim..? Odpowiem po staropolsku: koń, jaki jest każdy widzi (właśnie przed chwilą doniesiono, że Kaczyński „nie zgadza się” na ustępstwa w sprawie TVN i wobec wyroku w odniesieniu do statusu t.zw. izby dyscyplinarnej, no po prostu imperator!).
Wielcy tego świata uzgadniają właśnie ze sobą strategie, urzeczywistniające ich interesy na długie lata. Dlaczego wśród nich nie ma takiego wszechwładnego dyktatora, jakim jest Kaczyński…? To błąd, bo ten potężny umysł może w końcu unieważnić ich świat! Nie wiem, czy zauważył to wysłannik administracji amerykańskiej, nie wiem, kto reprezentował ze strony PiS myśl strategiczną Kaczyńskiego w rozmowach poufnych, bo takie na pewno były. Polska opinia publiczna nie jest poinformowana o przyczynach wywoływania przez Kaczyńskiego napięcia z krajem, który daje nam gwarancje bezpieczeństwa. W kontekście rozważań na ten temat przypomina mi się przemówienie Józefa Becka w Sejmie w kwietniu 1939r: mówił wtedy o honorze, a potem wiał, jak reszta sanacji przez Zaleszczyki do Rumunii. Robił to, oczywiście, z honorem w garści.

Dziennikarze mówią, że to powrót Tuska do polskiej polityki wywołał zaostrzenie kursu wobec TVN, ponieważ stacja ta popiera obecną opozycję i jej racje polityczne, co może zagrozić interesom wyborczym PiS. Być może dlatego odwlekano tak długo decyzję koncesyjną. Zauważam jednak, że z zagrożeniami wyborczymi można sobie poradzić pod warunkiem, że koalicja będzie miała poparcie wyborców. Przypomnę kampanię prezydencką z 1995r. – też nas nie dopuszczano wówczas do jedynej ogólnopolskiej telewizji – TVP, kierowanej przez W.Walendziaka, a wygraliśmy (t.zn. wygrał Aleksander Kwaśniewski, a nie Lech Wałęsa). Poza tym, jak znam życie polityczne, wielkie mocarstwo znajdzie sposób na utrzymanie TVN, Polska – leżąc w tym miejscu na mapie Europy z gwarancjami bezpieczeństwa niekoniecznie. Znów kłania się 1 i 17 września 1939.

Słuchałam z uwagą wystąpienia D.Tuska w Gdańsku. Muszę przyznać, że ma zdolności oratorskie i potrafi trafnie nazywać rzeczy po imieniu. W każdym razie nie zmarnował czasu w Radzie Europejskiej. Tyle na razie, zobaczymy co dalej. Mam nadzieję, że swoim zwyczajem nie zrobi krzywdy Rafałowi Trzaskowskiemu, bo w przeszłości jako szef PO i premier skutecznie usuwał z pola widzenia rzeczywistych i potencjalnych konkurentów. A ja przed drugą turą w ostatnich wyborach prezydenckich wywiesiłam baner Trzaskowskiego na balkonie, w uznaniu, że w trudnym momencie podjął wyzwanie, krzyknął „mamy dość” i ostro pracował. Skutecznie pozamiatał po nieudanej kampanii Kidawy – Błońskiej, zmobilizował wyborców i każdy w Polsce wie, że gdyby były to uczciwe wybory, Duda by z nim przegrał. Trzaskowski to zdolny, postępowy polityk, z wyraźnymi cechami przywódczymi. A poza tym – przystojny chłop! (mówię tak, ponieważ stoję na stanowisku, że każdemu , co mu się należy).
Natomiast Donaldowi Tuskowi odradzałabym sięganie po hasło „ruski ład”, bo niechcący ktoś może przywołać inne nam znane, acz niemiłe polskiej duszy, mianowicie „polnische Wirtschaft”, co mogłoby, zresztą, n.p. znakomicie dziś ilustrować poziom naszego zadłużenia, a w związku z tym perspektywy rozwojowe w ramach lansowanego przez twórców „polskiego ładu”.

Atmosfera w polskiej polityce jest gęsta od niewiadomych. Stąd m.in. w swych wakacyjnych lekturach sięgnęłam po „Historię Polski od 17 listopada 1918r. do 17 września 1939r”., autorstwa St. Cata Mackiewicza (1896-1966). Ten znany w międzywojniu polityk napisał w jednym z zamieszczonych tam esejów słowa następujące: „Otoczenie Piłsudskiego miało dwóch proroków: Wyspiańskiego i Żeromskiego. Wyspiański, to pisarz par excellance polityczny, „wzywał na bój”, wzywał do przekształcenia potencjalnej siły polskiego sentymentu na kinetyczną siłę walki i wojny. „Wesele”, to program polityczny pierwszej brygady, Żeromski był pisarzem załamania i sceptycyzmu”, ( pamiętamy ?: Rozdzióbią nas kruki, wrony..?).. We wrześniu zjeżdża z Krakowa do Warszawy z „Weselem” Wyspiańskiego reżyser Krzysztof Jasiński, hm…. tak sobie tylko to i owo kojarzę…..A Stefan Żeromski był dla mnie pisarzem ważnym.

Kilka tygodni temu odbyło się zebranie partyjne Nowej Lewicy na Targówku, zwołane przez sympatycznego przewodniczącego – Jacka Pużuka. Zaszczyciła je posłanka Żukowska, byłam ciekawa jej wypowiedzi, ponieważ przez trzy kadencje byłam posłanką z Warszawy (a w 1997r. nawet wygrałam wybory w warszawskim okręgu wyborczym). W szczególności interesowały mnie dziwne zabiegi wokół jednoczenia się lewicy. Męczyła mnie kwestia mojej aktualnej przynależności, ponieważ z internetu dowiedziałam się, że jestem członkiem Nowej Lewicy, chociaż nie wypełniałam żadnej deklaracji członkowskiej, nikt, zresztą, szarych członków o zdanie na ten temat nie pytał. Posłanka Żukowska wyjaśniała, że w końcu wiele partii współczesnych zmienia swą nazwę i w tej decyzji, aby wytrzeć z obiegu gumką myszką historyczną nazwę „Sojusz Lewicy Demokratycznej” nie ma nic dziwnego. To prawda, ale w Europie są również partie socjaldemokratyczne o ponad stuletniej tradycji, która buduje również ich dzisiejszą moc i zasoby członkowskie. Nie przekonał mnie również argument, że SLD ma struktury, a Wiosna elektorat (?), w związku z tym było warto. W czasie zebrania jednakże okazało się, że częścią składową Nowej Lewicy mają być frakcje, nikt dokładnie nie wiedział ile i jakie. Potem ukazały się informacje, że dopuszczone są tylko dwie, co najmniej 500-osobowe. Znów zadzwonił do mnie sympatyczny Jacek Pużuk z pytaniem, czy przystępuję do „frakcji” SLD. Zaznaczył również, że jeśli tego nie zrobię – to zgodnie ze statutem moja przynależność w SLD wygaśnie w ciągu miesiąca. Pomyślałam: czystej wody autorytaryzm, ktoś odgórnie zarządza moim partyjnym losem. Do tej pory tak było w polityce, że najpierw budowano partię, a potem ewentualnie władze tej partii wyrażały zgodę na uruchomienie frakcji.

Jednym słowem- moja długa droga przynależności partyjnej wygaśnie ….. „z automatu”. Ale, Panie Przewodniczący, rąk nie załamuję. Drogę do polityki wyznaczył mi ruch kobiecy, zawsze był dla mnie ważny i teraz do niego wrócę. Z inicjatywy Barbary Labudy poznałam niedawno dwie znakomite kobiety- Martę Lempart i Klementynę Suchanow ze Strajku Kobiet. W rozmowie urzekły mnie wszechstronną, niebanalną wiedzą na tematy społeczne i polityczne oraz głęboką motywacją do działania. W trakcie naszego spotkania wydawca przywiózł z drukarni jeszcze cieplutkie egzemplarze mojej ostatniej książki „Ołtarz bez tronu…? Walka o rząd polskich dusz”, które wręczyłam im z osobistą satysfakcją.

Do „frakcji” SLD nie przystąpię, bo pewnie i tak by mnie wkrótce z jakiegoś powodu zawieszono. I to by było na tyle.

Lewica nie będzie przystawką

Piotr Kusznieruk, przewodniczący Nowej Lewicy w województwie podlaskim, tłumaczy, dlaczego zjednoczenie Nowej Lewicy i Wiosny jako dwóch równorzędnych sił to optymalne rozwiązanie.

Lider podlaskiej Nowej Lewicy skomentował ostatni konflikt w partii na łamach białostockiej „Gazety Wyborczej”.

Przypomnijmy, że na posiedzeniu zarządu Nowej Lewicy w ostatnią sobotę zapadły ostatecznie decyzje o utworzeniu dwóch i tylko dwóch frakcji w partii. Będą to struktury odpowiadające dawnym formacjom: SLD i Wiośnie. W takiej postaci partia uda się na kongres zjednoczeniowy, finałowo zaplanowany na 9 października.

Przed i podczas zarządu przewodniczący Włodzimierz Czarzasty zawiesił w prawach członka kilkoro działaczy, w tym posłów Lewicy. Emocje wokół konfliktu w partii nie gasną.

Umów trzeba dotrzymywać…

Przewodniczący podlaskich struktur Nowej Lewicy nie ma wątpliwości: już za późno na dyskusje o tym, czy i na jakich zasadach Wiosna połączy się z Nową Lewicą. To już było omawiane i zostało ustalone. – Kluczowym elementem jest dotrzymanie słowa wobec Wiosny. Umów trzeba dotrzymywać. Dzisiaj ważniejsza jest ta integracja niż indywidualne ambicje pewnej grupy osób – powiedział Piotr Kusznieruk w rozmowie z „GW”. – Dogadaliśmy się, że Wiosna ma mieć autonomię, integralność w ramach tego połączenia, a to, że będą dwie frakcje i po dwóch przewodniczących, także w regionach, zostało zapisane w naszym statucie. Taka strategia rozwoju naszej partii została określona w 2019 r. – doprecyzował.Dodał przy tym, że pomysł mnożenia liczby frakcji i tworzenia np. pięciu wewnętrznych grup uważa za kuriozalny. – W kraju i regionach po pięciu przewodniczących? To jakiś absurd – mówi działacz.

… a Wiosna jest cenna

Piotr Kusznieruk uważa również, że wartość rozwiązanej Wiosny jest dużo wyższa, niż wskazywałyby na to mało liczebne struktury w terenie. Przypomina, że Wiośnie udało się zaangażować do polityki nowe twarze, młodych ludzi, że ci nowi aktywiści to uczestnicy protestów w sprawach LGBT i równości kobiet i mężczyzn.

– Jeśli Wiosna zostanie „wystrzelona w powietrze” przez nieuczciwe działania, to Lewica będzie musiała pójść do tych wyborów jako przystawka PO. Bo w Wiośnie jest energia – mówi Kusznieruk.

A dzisiejsze różnice w światopoglądzie i podejściu do polityki między doświadczonymi działaczami dawnego SLD i tą energetyczną młodzieżą? Są do przezwyciężenia, mówi przewodniczący Nowej Lewicy na Podlasiu. Jest przekonany, że za 2-3 lata frakcje partii zżyją się ze sobą.

Są podstawy, by w to uwierzyć – wszak cel politycy z obu formacji mają jeden, a koalicja zawarta w 2019 r. przyniosła socjaldemokratom i progresywistom upragniony powrót do parlamentu.

Nie spaść do roli przystawki

Piotr Kusznieruk obawia się, że bez Wiosny i jej elektoratu znaczenie Nowej Lewicy mogłoby raptownie zmaleć. Nawet do tego stopnia, że samodzielny start w wyborach nie miałby sensu. A skutki byłyby opłakane. – Jeśli Wiosna zostanie „wystrzelona w powietrze” przez nieuczciwe działania, to Lewica będzie musiała pójść do tych wyborów jako przystawka PO – prognozuje polityk. A taki scenariusz w jego przekonaniu jest niepożądany. Socjaldemokraci powinni iś do wyborów samodzielnie, nie jako część koalicji, w której ich program rozmyje się.

Dlatego Piotr Kusznieruk, chociaż zaznacza, że od konfliktu w partii trzyma się z daleka, chce jednak, by przewodniczącym Nowej Lewicy do kongresu w październiku był Włodzimierz Czarzasty, współtwórca koalicji z Wiosną i Razem.

Co dalej z Nową Lewicą?

Zarząd Nowej Lewicy podjął w sobotę uchwałę o powołaniu dwóch frakcji – Sojuszu Lewicy Demokratycznej i frakcji Wiosna; utrzymał również w mocy decyzje zawieszające kilku członków partii – powiedział w sobotę lider Nowej Lewicy Włodzimierz Czarzasty. Zarząd podjął decyzję praktycznie jednomyślnie – przy jednym głosie wstrzymującym się.

„Zarząd w sposób ostateczny podjął uchwałę o powołaniu dwóch frakcji – Sojuszu Lewicy Demokratycznej i frakcji Wiosna, co kończy dyskusję w sprawie tego, jak będzie wyglądała sprawa dotycząca kongresu zjednoczeniowego 9 października. Dwie frakcje – frakcja Wiosna i frakcja SLD”

– powiedział Czarzasty po sobotnim posiedzeniu zarządu Nowej Lewicy.

„Dopełniliśmy obietnicy zobowiązania wobec naszego partnera, jakim jest partia Wiosna”

– zaznaczył.

Podkreślił, że w głosowaniu, tylko jedna osoba powstrzymała się od głosu, wszyscy inni byli „za”. „Kończy to w sposób definitywny dyskusję w tej sprawie. My nie oszukujemy, jak dajemy słowo, to tak być powinno” – zaznaczył.

Poinformował ponadto, że zarząd Nowej Lewicy utrzymał w mocy jego wcześniejsze decyzje zawieszające członków partii. „Działania te są zgodne z procedurami partii, poddałem swoje decyzje pod weryfikację zarządu. Temat uważam za zakończony” – oświadczył.

Czarzasty zawiesił w sobotę sześciu posłów: Tomasza Trelę, Karolinę Pawliczak, Wiesława Szczepańskiego, Wiesława Buża, Jacka Czerniaka i Bogusława Wontora. W południe rozpoczęło się posiedzenie zarządu ugrupowania.