W cieniu pandemii Trump rozbija związki zawodowe

Pod przykrywką walki z COVID-19 jedna z federalnych agencji forsuje prawo, którego skutkiem może być faktyczna blokada możliwości zrzeszania się w związkach zawodowych na terenie Stanów Zjednoczonych.

Podległa prezydentowi Donaldowi Trumpowi Krajowa Rada ds. Stosunków Pracy (The National Labor Relations Board, NLRB) ogłosiła 1. kwietnia, że zmienione zostaną przepisy dotyczące zakładania związków zawodowych na terenie amerykańskich przedsiębiorstw.
Według nowych przepisów, które mają wejść w życie 31. maja, do zablokowania działalności nowo utworzonego związku zawodowego wystarczy sprzeciw zaledwie 30 proc. pracowników danej firmy. W ten sposób mniejszość może zablokować wolę większości, która pragnie zrzeszyć się w związku zawodowym.
Wyeliminowana zostanie również zasada, która daje pracownikom prawo do utajnienia na jakiś czas wyników wyborów związkowych, jeśli pracodawca jest oskarżony o działania niezgodne z prawem, w tym stosowanie nieuczciwych praktyk w pracy.
Lewicowi eksperci są zgodni w ocenie: nowe prawo utrudni pracownikom możliwość zrzeszania się i prowadzenia działalności związkowej, niemal ją uniemożliwi.
NLRB „skutecznie likwiduje prawo pracowników do zrzeszania się w czasie, gdy pracownicy potrzebują tego bardziej niż kiedykolwiek” – powiedział w oświadczeniu Richard Trumka, szef związku zawodowego AFL-CIO.
„Wrogość Donalda Trumpa wobec rokowań zbiorowych ujawniła się w momencie, kiedy Ameryka ma najbardziej antyprcowniczo nastawioną agencję pracy w swojej historii” – dodał. „Ruch pracowniczy będzie zwalczał te działania używając wszystkich dostępnych instrumentów” – zapewnił Trumka.
To oczywiście nie pierwsze antypracownicze działania administracji Trumpa w czasie trwania pandemii COVID-19. W zeszłym miesiącu związki zawodowe oskarżyły amerykańskiego prezydenta, że wykorzystuje kryzys wywołany koronawirusem w celu zwalczania zorganizowanej siły roboczej po tym, jak Federalny Urząd ds. Stosunków Pracy zaproponował zmianę przepisów dotyczących kwestii regulowania składek na rzecz związków zawodowych, do których należą pracownicy agencji federalnych.
Zgodnie z dotychczasowym prawem ustalony jest 15-dniowy przedział czasowy w danym roku, kiedy pracownicy mogą anulować składki na rzecz związku, do którego należą. Zgodnie z nową propozycją NLRB po roku członkostwa mogliby anulować składki w dowolnym momencie. W tej sytuacji wystarczy szantaż ze strony pracodawcy połączony z represjami wobec niepokornych pracowników, żeby gros pracowników odmówiło finansowania związku, praktycznie pozbawiając go możliwości działania.
„Agencja, która została powołana po to, by stać na straży prawa pracowników do zabierania głosu w miejscu ich zatrudnienia, odmawia im tego prawa” – napisała na blogu pracownica federalna Celine McNicholas. Jej zdaniem efekt tego będzie taki, że coraz więcej pracowników będzie odchodzić z pracy z powodu obaw o swoje zdrowie i bezpieczeństwo w trakcie pandemii COVID-19.
W ostatnich dniach drastycznie zwiększa się liczba osób bezrobotnych w USA. Tylko w ciągu ostatniego tygodnia marca po zasiłek zgłosiło się rekordowe 6,6 mln Amerykanów.
Wiele też osób dobrowolnie rezygnuje z pracy w obawie przed groźbą zarażenia się koronawirusem, gdyż ich szefowie nie wyposażyli ich w podstawowe środki zapewniające im bezpieczeństwo (takie jak środki odkażające, maseczki i jednorazowe rękawice).
Pozbawieni możliwości skutecznego nacisku na swych szefów pracownicy niewiele będą mogli zrobić, by poprawić warunki swojej pracy.

Ryanair zwalnia ludzi

Zapaść branży lotniczej wywołana epidemią i zamknięciem granic uderzy w pracowników taniej linii lotniczej Ryanair, którzy dopiero w ostatnich latach zaczęli organizować się i bardziej zdecydowanie upominać o respektowanie swoich praw. Teraz polskie stewardessy i piloci linii dostają do wyboru: mocno zmniejszony czas pracy i mniejsze zarobki albo bezrobocie.

Formalnie nie są nawet pracownikami. Członkowie personelu pokładowego i lotniczego z samolotów Ryanaira zatrudniani są na zasadach „business to business”, czyli formalnie każdy z nich to jednoosobowa firma świadcząca usługi dla spółki Buzz, oddziału grupy Ryanair odpowiedzialnego za Europę Środkowo-Wschodnią. Do tej pory w umowach mieli gwarancję 40 godzin pracy w miesiącu. Po zamknięciu granic i wielkim odwoływaniu lotów to niemożliwe.

Krótszy czas pracy albo bezrobocie

– W nowej umowie, stworzonej na potrzeby sytuacji kryzysowej, zmniejszono im czas pracy do 16 godzin. Pracownicy zostali postawieni przed bardzo trudnym wyborem: mogli zaakceptować nowe warunki albo rozwiązać umowę. Na decyzję dostali trzy dni – opowiedziała wrocławskiej Gazecie Wyborczej Paulina Puchała, przewodnicząca związku zawodowego personelu pokładowego.

Pracownicy z reguły nowe umowy podpisywali. Wiedzą, że nie mają wyjścia: innej pracy i tak nie znajdą, bo zwalniają niemal wszystkie linie lotnicze. Będzie to jeden z najbardziej dotkniętych kryzysem sektorów światowej gospodarki.

Z drugiej strony wśród stewardess i pilotów jest wiele rozgoryczenia. Ryanair oczywiście ucierpi na kryzysie, ale jego dochody w poprzednich latach były na tyle wysokie, że wypłacanie postojowego, przynajmniej przez jakiś czas, nie zachwiałoby firmą. Mimo to koszty bez wahania zrzucono na pracowników, idąc po najmniejszej linii oporu.

Znaczne redukcje

Do tego załogi obawiają się, że najgorsze przed nimi i że po przygotowaniu przez firmę letniej siatki lotów – w normalnych latach najgęstszej i najbardziej dochodowej – okaże się, że kilkaset osób traci pracę. Chodzi nie tylko o personel pokładowy i lotniczy, ale też pracowników centrum serwisowego Ryanair we Wrocławiu, gdzie pracownicy dostali do podpisania aneksy do umów z zapisem o zmniejszeniu wynagrodzeń o połowę.

Ryanair nawet nie kryje się z tym, że kryzysowy czas zamierza przetrwać, oszczędzając na ludziach. W oświadczeniu przesłanym Gazecie Wyborczej co prawda zapewnia, że awaryjne rozwiązania wdraża we współpracy ze związkami zawodowymi (jeszcze dwa lata temu prezes Ryanaira nie chciał w swojej firmie żadnych związków), ale również wskazuje, że rozwiązania te to m.in. „wdrożenie szeregu opcji dobrowolnych urlopów, czasowego zawieszenia umów o pracę oraz znacznych redukcji godzin pracy i płatności”.

Koniec dialogu społecznego?

W cieniu ustaw antykryzysowych, które najsilniej obciążają pracowników i praktycznie zostawiają na lodzie zatrudnionych na śmieciówkach, PiS przepchnął jeszcze zmianę w ustawie o dialogu społecznym.

Na mocy poprawek nr 180 i 200 zaproponowanych podczas nocnego głosowania premier uzyskał dodatkowe uprawnienia w zakresie kształtowania składu Rady Dialogu Społecznego. W okresie stanu zagrożenia epidemicznego oraz stanu epidemii będzie mógł odwołać dowolnego członka Rady, czy to reprezentującego stronę rządową, czy to przedstawiciela biznesu, czy związków zawodowych. O wykluczenie dowolnej osoby będą mogły zawnioskować reprezentowane w radzie organizacje, ale premier będzie też mógł działać bez niczyjego wniosku.

Związki i biznes: to skandal

Organizacje pracodawców i związki zawodowe są zgodne: to skandal. Zwłaszcza w kontekście powodów, na jakie będzie mógł się powołać premier, decydując o wyeliminowaniu członka Rady. Wskazano dwa: złożenie fałszywego oświadczenia lustracyjnego oraz „sprzeniewierzanie się działaniom Rady” i doprowadzenie do „braku możliwości prowadzenia przejrzystego, merytorycznego i regularnego dialogu”.

– Władza PiS, w obliczu pandemii koronawirusa, postanowiła jeszcze bardziej zewrzeć swoje szeregi – nie ma wątpliwości Piotr Ostrowski z OPZZ. W końcu tzw. tarcza antykryzysowa rządu Morawieckiego była krytykowana zarówno przez organizacje pracownicze, jak i przez przedsiębiorców. Nietrudno sobie teraz wyobrazić sytuację, w której bardziej konsekwentni i mniej ulegli wobec rządowej propagandy przedstawiciele strony społecznej będą wypraszani za drzwi, oskarżani o uniemożliwianie „dialogu”.

Rząd zaś będzie kontynuował swoje „negocjacje” np. tylko z przedstawicielami bardziej spolegliwych organizacji biznesowych i z „Solidarnością”, która swoją lojalność wobec PiS udowadnia na każdym kroku.

Walczymy o życie i zdrowie pracowników

Związki zawodowe, które sygnują to stanowisko, oddają cześć heroicznej pracy pracowników, naukowców z opieki zdrowotnej, szpitali, urządzeń sanitarnych i szeregu innych usług, którzy w nawet groźnych dla życia warunkach, wyczerpani, przy niedostatecznych i nieprzygotowanych warunkach walczą o ratowanie życia ludzkiego.

Obecne konsekwencje epidemii nie są wynikiem przypadku ani samych czynników naturalnych. Sytuacja rozszerzania się epidemii koronawirusa pokazuje tragiczne konsekwencje rodzące zagrożenia dla życia ludzi ,które wynikają z polityki, która traktuje opiekę zdrowotną jako kwestię indywidualnej odpowiedzialności i pole do osiągania zysków. Konsekwencje te wynikają z niewystarczającej liczby personelu szpitali publicznych i usług, braku infrastruktury, niedofinansowania, poważnego niedoboru personelu medycznego i pielęgniarskiego. Wytyczne UE, które spowodowały zdemontowanie systemu ubezpieczeń społecznych, ograniczenie finansowania profilaktyki i opieki zdrowotnej, tworzone w interesie dużych korporacji opieki zdrowotnej i ubezpieczeń, są wynikiem wyborów politycznych o tragicznych konsekwencjach i stanowiące zagrożenie dla narodów Europy.

Znamienity jest fakt że szereg międzynarodowych korporacji nie podjął podstawowych środków bezpieczeństwa mających na celu ochronę zdrowia i życia swoich pracowników. Międzynarodowe koncerny farmaceutyczne i medyczne prowadziły też i prowadzą spekulację środkami medycznymi co powoduje ich bogacenie się ale również i niedobór ich dla potrzebujących.

Jako związki zawodowe mamy obowiązek informować pracowników w naszych krajach o najnowszych działaniach i planach skierowanych przeciwko pracownikom, które zostały ostatnio wprowadzone z powodu wirusa koronawirusa. Stanowisko pracodawców i rządów w naszych krajach powoduje szereg wspólnych zagrożeń i problemów dla pracowników, ponieważ w wielu krajach nakłada się lub planuje podobne wymierzone przeciw robotnikom.

Środki, które z jednej strony pociągną za sobą konsekwencje finansowe i koszty związane z koronawirusem które zagrażają bytowi ekonomicznemu pracowników to, np. zwalnianie z pracy, nieodnawianie umów terminowych, zwłaszcza dla pracowników turystyki itp. Z drugiej strony pracodawcy ze wsparciem rządów znajduje okazję do promowania nałożenia i przyjęcia środków i planów godzących w pracowników, takich jak deregulacja dziennego czasu pracy pracowników zgodnie z preferencjami pracodawców, narzucenie pracy dorywczej, za pomocy środków takich jak telepraca nawet mimo wybuchu epidemii.

W szczególności potępiamy rządy, które nawet w takich okolicznościach, zamiast podejmować niezbędne środki w celu ochrony zdrowia ludzi prześladują związki zawodowe i związkowców, którzy bronią zdrowia pracowników, potępiając niedostateczne zapewnienie usług medycznych i innego typu problemy w systemach opieki zdrowotnej.

Życia i zdrowia pracowników nie może być mniej ważne niż zyski prywaciarzy. Pracownicy ponoszą już konsekwencje kryzysu; nie będą teraz płacić za skutki prywatyzacji i zniszczenia publicznych systemów opieki zdrowotnej.

Postulaty
• Zwiększenie liczby personelu szpitali i służb medycznych poprzez zatrudnianie w stałych formach zatrudnienia personelu pielęgniarskiego itp.
• Pełne wyposażenie wszystkich służb publicznych i ludności cywilnej w niezbędne środki do dezynfekcji i materiały ochronne, tak by nie były one obiektami spekulacji,
• Obowiązkiem rządów jest zapewnienie dodatkowych dni urlopu, z pełnym wynagrodzeniem i ubezpieczeniem społecznym:
– Dla tych pracowników, którzy są chorzy na koronawirusa,
– Dla pracowników zmuszonych do powstrzymania się od pracy z powodu nadzwyczajnych środków zapobiegawczych jak kwarantanna,
– Dla osób sprawujących opiekę nad chorym dzieckiem lub starszym członkiem rodziny.
– Dla osób które zostały wezwane do opiekę nad dziećmi w domu, ze względu na zapobiegawcze zamykanie szkół i żłobków.
• Natychmiast zaprzestań działań, takich jak egzekucje komornicze, licytacje mienia i nieruchomości, odcinania dostaw wody i energii z powodu zadłużenia gospodarstw domowych.
• Wprowadzenie opieki nad uchodźcami, imigrantami i ich rodzinami, w celu poprawy warunków życia i pracy. Przyzwoite, higieniczne zakwaterowanie dla uchodźców – nie obozy koncentracyjne. Bezpłatna, pełna opieka zdrowotna. Darmowe i pełnowartościowe jedzenie.
• Całkowity koszt ponoszony powinien być przez przez rządy i koła biznesowe, a nie pracowników sektorów prywatnego i publicznego
Narody Europy już zapłaciły wysoką cenę za ogromne cięcia w publicznych systemach opieki zdrowotnej, komercjalizację opieki zdrowotnej i ubezpieczeń społecznych, narzucenie brutalnych stosunków pracy. Nie akceptujemy żeby pracownicy płacili za konsekwencje polityki unijnych rządów i grup biznesowych.
Jeśli wszystkie powyższe środki nie zostaną podjęte natychmiast, to w przypadku poważnej epidemii lub nagłego poważnego zdarzenia zdrowotnego w dowolnym kraju konsekwencje mogą być jeszcze bardziej groźne niż to co obserwujemy obecnie.

Sygnatariusze:
Francja- Federacja Pracowników Usług i Handlu CGT,
Francja UD CGT departamentu Val de Marne 94
Włochy- USB
Grecja- PAME
Serbia- SLOGA
Hiszpania, Kraj Basków- LAB
Hiszpania, Galicja- CUT
Cypr- PEO
Rosja- Związek Pracowników Przyjezdnych
Polska- WZZ „Walka”

Stanowisko Rady OPZZ w sprawie epidemii koronawirusa

Ogólnopolskie Porozumienie Związków Zawodowych z niepokojem obserwuje sytuację związaną z rozprzestrzeniającą się epidemią koronawirusa (COVID-19)w Polsce. OPZZ już w dniu 4 marca 2020 r. poruszał tę kwestię na posiedzeniu Rady Dialogu Społecznego.Głosy partnerów społecznych o spowolnieniu gospodarczym zostały jednak zbagatelizowane.

Dzisiaj z mediów słyszymy od przedstawicieli rządu o potrzebie wdrożenia działań antykryzysowych. Oczekujemy więc pilnego włączenia partnerów społecznych w te działania.

Wzywamy rząd do zachowania czujności i dopilnowania, by pracodawcy nie wykorzystywali koronowirusa, w celu uzasadnienia cięć lub masowych zwolnień. Konieczne jest również, aby pracodawcy przejęli część ciężaru finansowego związanego z ryzykiem gospodarczym. Uważamy, że niezwykle ważne jest utrzymanie dochodu netto wszystkich pracowników, aby mogli oni dalej normalnie żyć. Działania wsparcia pracowników powinny być realizowane z udziałem państwa, m.in. przez wykorzystanie środków z Funduszu Pracy i Funduszu Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych.

Apelujemy do pracodawców o umożliwienie pracownikom pozostania w domach i zdalnego realizowania swoich obowiązków. Osobom, które nie mają możliwości takiej pracy powinno się stworzyć warunki do zachowania wszelkich środków ostrożności. Pracownicy, którzy wrócili z wyjazdów służbowych, z terenów zagrożonych powinni mieć zapewnione badania kontrolne. Apelujemy do pracowników z objawami choroby o pozostanie w domach.

Wnioskujemy do rządu i pracodawców o zwiększenie środków przekazywanych na bezpieczeństwo i higienę pracy oraz wykonywanie badań wśród osób mających kontakt z zakażonymi. Apelujemy o podjęcie konkretnych kroków zmierzających do minimalizacji rozprzestrzeniania się epidemii.

Rada OPZZ podjęła decyzję o zawieszeniu wszelkich imprez organizowanych przez naszą Konfederację do odwołania. Zwracamy się z apelem o podjęcie takich samych działań przez organizacje członkowskie OPZZ.

Pracownicza solidarność ponad granicami

Godna podziwu i naśladowania akcja Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Inicjatywa Pracownicza, który ujął się za zwolnionymi z naruszeniem podstawowych praw pracownikami ukraińskiego PinchukArtCentre.

PinchukArtCentre jest ośrodkiem sztuki współczesnej w Kijowie. Ma on ambicje, by stać się jednym z wiodących ośrodków tego typu w Europie Środkowo-Wschodniej, a być może na całym kontynencie. Prezentowano tam dzieła sztuki takich artystów jak Damien Hirst, Takashi Murakami, Marina Abramović, Mauricio Catellan, Ai Weiwei, Luc Tuymans, Olafur Eliasson, Rachel Whiteread, Jan Fabre. Prestiżową pozycję Centrum zapewniają gigantyczne pieniądze, które wkłada fundator – oligarcha Wiktor Pinczuk, od 10 lat w dziesiątce najbogatszych ukraińskich biznesmenów. To również wieloletni stronnik i hojny mecenas obozu byłego prezydenta Janukowycza. Zasilał też sowitymi datkami fundację Aleksandra Kwaśniewskiego. Zdobyta dzięki wystawom renoma i solidny budżet nie przeszkadzają jednak władzom tej instytucji w sposób skandaliczny deptać praw pracowniczych.

Około 30 szeregowych pracowników PinchukArtCentre zwolniono z dnia na dzień. Są przekonani, że to odwet za działalność związkową. Jak piszą, nie mieli prawa do zwolnień lekarskich, przedłużano im niezgodnie z prawem okres próbny, treść zawieranej umowy nie odzwierciedlała rzeczywistych warunków pracy, a niektórzy wręcz byli zmuszani do pracy na czarno.

Zemsta za odwagę

Po założeniu pod koniec 2019 r. związku zawodowego, działacze zmusili dyrekcję do ustępstw: możliwe stało się korzystanie ze zwolnienia lekarskiego oraz płatnego urlopu. Jednak aktywność związkowców wywołała agresywną reakcję szefostwa. Niektórym z aktywistów próbowano zakazać wejścia do budynku, straszono zwolnieniami. W tej sytuacji związkowcy rozpoczęli spór w celu podpisania układu zbiorowego, jednak po dwóch miesiącach uników ze strony dyrekcji czasowe umowy pracowników wygasły i nie zostały przedłużone, co oznacza utratę pracy przez pokaźna grupę pracowników.

PinchukArtCentre wyjaśniło zwolnienia koniecznością sięgnięcia po nowe formy współpracy ze zwiedzającymi, co w praktyce oznacza korzystanie z audioprzewodników. Elektroniczne urządzenia mają zastąpić pracowników, którzy dotąd opiekowali się wystawami i po nich oprowadzali. Zwolnieni związkowcy wezwali do bojkotowania Centrum i jego przedsięwzięć. Wsparli ich niektórzy ukraińscy twórcy.
OZZ Inicjatywa Pracownicza, dając piękny przykład ponadgranicznej solidarności związkowej wspiera swoich ukraińskich kolegów w ich akcji.

Działamy wielopłaszczyznowo

– To pracujący wypracowują dochód narodowy. Świadomość tej sytuacji powoli narasta wśród pracujących i budzi ich sprzeciw. Wypłaty różnych świadczeń socjalnych trochę łagodzą sytuację, ale nie rozwiązują problemu – mówi Andrzej Radzikowski, przewodniczący Ogólnopolskiego Porozumienia Związków Zawodowych, w rozmowie z Przemysławem Prekielem.

Jest Pan nowym przewodniczącym OPZZ. Przez lata był Pan zastępcą Jana Guza, który odszedł od nas przedwcześnie. Jaka to była postać dla ruchu związkowego?

Jan Guz był wyjątkową postacią ruchu związkowego. Posiadał dużą charyzmę i wrażliwość. To powodowało, że dobrze identyfikował problemy pracownicze i skutecznie działał na rzecz ich rozwiązywania. Był postacią wyrazistą. Wypracował sobie duży autorytet zarówno w środowisku związkowym jak i partnerów społecznych. Był aktywny i rozpoznawalny zarówno w Polsce jak i w środowisku związkowym Europy.

Jak wygląda dziś kondycja OPZZ? Ilu liczy członków?

Ogólnopolskie Porozumienie Związków Zawodowych nie zrzesza członków indywidualnych, tylko związki zawodowe ze wszystkich sektorów gospodarki i sfer funkcjonowania państwa. Organizacje należące do OPZZ skupią ponad 541 tys. czynnych zawodowo pracownic i pracowników. Kondycja naszej Konfederacji jest stabilna. Posiadamy dobry program będący odpowiedzią na oczekiwania środowisk pracowniczych. Cieszymy się autorytetem zarówno wśród partnerów społecznych jak i polityków.

Po 2015 roku nie słychać wielkich wstrząsów społecznych. Brakuje wielkich manifestacji świata pracy, jak choćby ten z 2013 roku, kiedy trzy centrale związkowe wyszły na ulice. Rząd PiS słucha strony społecznej?

Sytuacja jest zróżnicowana. W działaniach rządu możemy dostrzec nasze postulaty (między innymi: minimalna stawka godzinowa w umowach zlecenia, czy powrót do wieku emerytalnego 60 lat kobiety i 65 lat mężczyźni, szybszy wzrost płacy minimalnej). Z drugiej strony dalej mamy biednych pracujących. To powoduje potrzebę dużych transferów socjalnych, ale na to potrzebne są pieniądze, które pochodzą głównie od pracujących. I kółko się zamyka. Bo i od tak dużo niższych wynagrodzeń niż w Unii Europejskiej odejmuje się duże daniny społeczne i podatki. Policzyłem, że największym beneficjentem wzrostu wynagrodzeń jest państwo. Z każdego 1000 zł, w formie składek na ubezpieczenia społeczne i inne obowiązkowe składki, podatków bezpośrednich (PIT) i pośrednich (VAT i akcyza) do budżetu państwa trafia ok. 550 zł. Niskie wynagrodzenia często nie zachęcają do podejmowania pracy. Mamy niskie bezrobocie, ale o wiele ważniejszym wskaźnikiem jest aktywność zawodowa. Z danych, do których dotarłem wynika, że tylko 63 proc. dorosłych Polek i Polaków pracuje. To bardzo mało. Bo to pracujący wypracowują dochód narodowy. Świadomość tej sytuacji powoli narasta wśród pracujących i budzi ich sprzeciw. Wypłaty różnych świadczeń socjalnych trochę łagodzą sytuację, ale nie rozwiązują problemu. W ocenie OPZZ to wynagrodzenie za pracę powinno być głównym źródłem utrzymania.

Jak wygląda dziś dialog społeczny w Polsce? Jakie kwestie poruszane są na Radzie Dialogu Społecznego?

Niestety dialog ciągle kuleje. Rząd zbyt często traktuje Radę Dialogu Społecznego jako miejsce informowania o swoich zamierzeniach, a nie negocjacji i wypracowywania wspólnych stanowisk. Często też omija RDS korzystając z procedury projektów poselskich, które nie wymagają konsultacji z partnerami społecznymi. Rząd nie zawsze reaguje też na zgłaszane sygnały o zagrożeniach. Tak było w przypadku narastającego kryzysu w oświacie. Pomimo wielokrotnych sygnałów o potrzebie rozpoczęcia negocjacji strona rządowa przystąpiła do nich dopiero po rozpoczęciu strajku.

OPZZ zawsze był kreatywny i wnosił do RDS ważne pracownicze sprawy. Z ostatniego okresu można wymienić: prawo do emerytur uzależnionych od stażu opłacania składki ubezpieczeniowej, niewygasający charakter emerytur pomostowych, wydłużenie urlopu wypoczynkowego, podjęcie działań związanych z kryzysem w hutnictwie i górnictwie węgla brunatnego, konieczność podjęcia działań w związku z trudną sytuacją w ochronie zdrowia, działania na rzecz aktywnego starzenia się.
Jak układa się współpraca z innymi związkami zawodowymi w RDS?
Mamy świadomość, że wspólne stanowiska strony związkowej mają większą siłę przebicia, dlatego staramy się, w drodze negocjacji wypracowywać porozumienie.

Czy otrzymuje Pan, jako szef OPZZ, informacje o tym, że pracownicy w miejscu pracy mają trudności z założeniem związku?

Niestety tak. Dotyczy to zarówno zakładania nowych związków jak również utrudniania działalności już istniejących. Np. w ostatnich miesiącach mieliśmy dwa przypadki zwolnienia z pracy prawnie chronionych członków zarządów związków zawodowych w zakładzie pracy.

Główne bolączki ludzi pracy w XXI wieku?

Pewnie trochę inne w Polsce, inne w „starej Unii Europejskiej” a jeszcze inne w świecie. Dla nas największe wyzwania to wyższe płace, likwidacja „śmieciowego zatrudnienia”, automatyzacja i informatyzacja, „zielony ład”, migranci, system ubezpieczeń społecznych, bezpieczeństwo w pracy.

Związki zawodowe nigdy chyba nie miały dobrego PR. Czym zajmuje się OPZZ na co dzień, aby bronić ludzi pracy?

Działamy wielopłaszczyznowo. Na szczeblu centralnym zabiegamy o przyjazne pracownikom prawo pracy i jego skuteczne egzekwowanie, szybszy wzrost płacy minimalnej, sprawiedliwe podatki oraz właściwe nakłady na ważne cele społeczne.

W zakładzie pracy negocjujemy regulaminy wynagradzania, pracy i funduszu socjalnego, ale też sprawujemy nadzór nad przestrzeganiem prawa pracy i dbamy o bezpieczeństwo pracowników.

Uzwiązkowienie w Polsce jest na niskim poziomie? Czym to jest spowodowane i czy są szanse, aby je poprawić?

W mojej ocenie jest kilka przyczyn tego zjawiska. Pracownicy wiązali duże nadzieje, że przemiany ustrojowe spowodują poprawę warunków ich pracy i życia. Transformacja była jednak bardzo trudna i zapłacili za nią najwięcej pracownicy. Zmienia się też model funkcjonowania gospodarki. Coraz mniej jest przedsiębiorstw bardzo dużych, gdzie łatwiej jest się organizować. Już połowa pracownic i pracowników pracuje w firmach zatrudniających do 10 pracowników, a żeby założyć samodzielny związek w zakładzie pracy musi ich być co najmniej 10. W demokratycznym państwie ważne jest też poparcie społeczne dla podejmowanych przez związki zawodowe postulatów. Niestety nie jesteśmy zbyt solidarnym społeczeństwem.

Stracona szansa na rynku pracy

Eksperci się zgadzają: czas dobrej koniunktury i szybkiego rozwoju gospodarczego się skończył.

Gospodarka zwalnia, przybywa coraz mniej miejsc pracy, spada dynamika wzrostu płac, inwestycji i konsumpcji. Coraz więcej komentatorów mówi, że kończy się okres prosperity, a sytuacja pracowników w wielu branżach będzie się pogarszać.

Lepiej już było

PiS miał szczęście. Przez cały okres pierwszej kadencji rządów Jarosława Kaczyńskiego w całej Unii Europejskiej rósł Produkt Krajowy Brutto, spadało bezrobocie, poprawiały się wskaźniki jakości życia, rosły inwestycje. Był to czas, w którym polski rząd mógł wprowadzać rozwiązania legislacyjne korzystne dla pracowników. Niestety jednak rząd nie skorzystał z okazji. Przez ponad cztery lata władza nie znalazła czasu, aby zadbać o prawa pracownicze i poprawić sytuację świata pracy, o którym tak wiele mówiono w trakcie kampanii wyborczych. Od 2015 roku nie wprowadzono praktycznie żadnych całościowych rozwiązań, które pozwoliłyby trwale poprawić sytuację ludzi pracy.

Rozkwit śmieciówek, wegetacja PIP

Prawo i Sprawiedliwość nie wdrożyło żadnych rozwiązań na rzecz ograniczenia umów cywilno-prawnych. Nie zmieniło ani nie uszczelniło na tym polu przepisów, nie zwiększyło uprawnień Państwowej Inspekcji Pracy, nie zwiększyło skali kontroli ani nie podniosło kar dla nieuczciwych pracodawców. Na dodatek umowy niestandardowe rozlały się po kolejnych obszarach rynku pracy nadzorowanych przez rząd, w tym chociażby rozpowszechniły się w służbie zdrowia czy transporcie lotniczym. Masowe łamanie Kodeksu pracy i zatrudnianie na umowę zlecenie lub samozatrudnienie, gdy są spełnione wszystkie wymogi pracy etatowej, najwyraźniej nie przeszkadza partii, która zdobyła władzę na krytyce ekonomicznych liberałów.

Gdzie podwyżki?

Nie ma też przełomu w polityce płacowej. Zarobki w sferze samorządowej i budżetowej w ciągu ostatnich 4 lat rosły wolniej niż w całej gospodarce, a godne podwyżki dotyczyły jedynie pracowników nielicznych profesji, których władza uznała za swój elektorat. Również wzrost płacy minimalnej, chociaż dość znaczny, nie został w żadnej sposób usankcjonowany ustawowo, co oznacza, że przy kryzysie gospodarczym władza nie będzie zobligowana do dalszego podnoszenia minimalnego wynagrodzenia. Jednocześnie nie wprowadzono żadnych innych bodźców na rzecz wyższych płac poprzez całościową politykę podatkową czy inwestycyjną.

Związki wciąż słabe

Rząd Prawa i Sprawiedliwości nie wprowadził żadnych istotnych rozwiązań, które pozwoliłyby wzmocnić związki zawodowe. Nie zwiększył ich uprawnień i kompetencji na obszarze zakładu pracy, nie zrobił nic, aby rozpowszechnić układy zbiorowe na poziomie branży, a na poziomie państwa całkowicie zmarginalizował dialog społeczny. Wzrosła jedynie rola Solidarności, ale tylko dlatego, że jest to dziś przybudówka partii rządzącej.
PiS wiele mówił o transparentności, a nie wprowadził jawności płac, ani nawet nie przegłosował ustawy o jawności płac przy ogłoszeniach o pracy. Rząd nie przeforsował też, ani nawet nie poddał dyskusji żadnych rozwiązań na rzecz przeciwdziałania nierównościom płacowym.

Wsparcie dla swoich

Wreszcie odnośnie jakości zarządzania spółkami skarbu państwa i przedsiębiorstwami państwowymi nie tylko nie było dobrej zmiany, ale wręcz nastąpił daleko idący regres. PiS-owscy prezesi na masową skalę zwalniali niewygodnych pracowników, obsadzali kluczowe stanowiska swoimi znajomymi, dyskryminowali krytyczne związki zawodowe. Miała być dobra zmiana na rynku pracy, a są zmarnowane cztery lata i zwalanie winy za patologie na poprzednie rządy.

Znowu dyscyplinarki dla związkowców

Działalność dyrektora Klinicznego Szpitala Wojewódzkiego nr 1 w Rzeszowie Krzysztofa Bałaty doprowadziła do największego lokalnego konfliktu w polskiej służbie zdrowia w ostatnich miesiącach.

Kiedy dyrektor Bałata przejmował szpital dwa lata temu, placówka była zadłużona. Teraz ma ponoć nadwyżkę budżetową. Stan finansów nie przekłada się na podejście do personelu. Bałata rozpoczął urzędowanie od redukcji etatów. Uznał, iż pielęgniarek i położnych jest za dużo o 185-275 osób i zapowiedział, że umowy na czas nieokreślony nie będą przedłużane. Pielęgniarki alarmowały, że to dramatycznie zła decyzja, bo braki personelu i tak już zagrażały pacjentom. Głosy te zignorowano. Niedobory kadrowe menedżer zapełnia, zwiększając obciążenie pracą. Jak donosi „Duży Format”, Bałata „wydłużył niektórym pracownikom czas pracy, bez płacenia im dodatkowo”. Dyrektor stosuje też „rotacyjność” – jeśli na oddziale brakuje pielęgniarek, oddelegowuje się je z innego. „To największa zmora. Nie da się przeskakiwać między kardiochirurgią a rehabilitacją równie łatwo jak z działu warzyw na sery w hipermarkecie. Pielęgniarka ma specjalizację, podobnie jak lekarz. Dla nowych koleżanek bywa obciążeniem, bo nie wie, co ma robić. Złości pacjentów. Jako niepełnowartościowa nie dostaje nocnych dyżurów, jest więc stratna finansowo” – czytamy.

Kiedy pracownice zbuntowały się przeciwko takim porządkom, dyrektor dyscyplinarnie zwolnił najbardziej aktywne działaczki związkowe – przewodniczącą Zakładowej Organizacji Związkowej Związku Pielęgniarek Operacyjnych i Anestezjologicznych Katarzynę Ciurę oraz jej zastępczynię Joannę Buź.

– W ramach działalności związkowej pojechały do głównego inspektora PIP. Dyrektor Bałata uznał, że dopuściły się ciężkiego naruszenia podstawowych obowiązków pracowniczych – wyjaśnia Ewa Wronikowska, pełnomocniczka pielęgniarskich związków zawodowych.

Zdaniem pracownic to działanie odwetowe. Pielęgniarki alarmują, że dyrektor chce zniechęcić personel do walki o lepsze warunki pracy. Zamierzają protestować. W najbliższych dniach pod placówką odbędzie się demonstracja.

„W opinii Zarządu Związku, Dyrektor KSW Nr 2 w Rzeszowie działa z góry podjętym, ukierunkowanym zamiarem nieuprawnionego ograniczenia niezależności Związku Pielęgniarek Operacyjnych i Anestezjologicznych. Stosując politykę zastraszania działaczy związkowych, prowadzoną od momentu objęcia funkcji dyrektora KSW nr 2 w Rzeszowie, Dyrektor wypełnia znamiona czynu karalnego (art. 35 ust. 1 pkt 2 ustawy o związkach zawodowych), utrudniając wykonywanie działalności związkowej prowadzonej zgodnie z przepisami ustawy o związkach zawodowych i dyskryminuje – wbrew zakazowi, o którym mowa w art. 3 ust. 1 ustawy o związkach zawodowych – działaczy ZOZ ZPOA z powodu wykonywania przez nich funkcji związkowej” – czytamy w piśmie związków pielęgniarskich z Rzeszowa.

Prezydent nie pomoże zwolnionemu związkowcowi

Przed świętami związek zawodowy Związkowa Alternatywa starał się zainteresować prezydenta Andrzeja Dudę sprawą Piotra Moniuszki, zwolnionego z pracy na Poczcie Polskiej lidera Wolnego Związku Zawodowego Pracowników Poczty. Bezskutecznie.

Niby można się było tego spodziewa, ale kolejny dowód na to, jak polskie władze ignorują i problemy pracowników, i sygnały o patologiach w państwowych spółkach, jednak martwi i oburza.
W piśmie, które do kierownictwa ZA dotarło po Bożym Narodzeniu, przeczytać można, że „Kancelaria Prezydenta RP z powagą podchodzi do problemów zgłaszanych przez korespondentów Głowie Państwa”. Niestety, takie zagajenie nie oznaczało, że Andrzej Duda zamierza pochylić się nad związkowcem, którego zwolnienie bez zgody organizacji zakładowej jest co najmniej kontrowersyjne. Kancelaria RP stwierdziła, że prezydent może działać jedynie w ramach swoich konstytucyjnych uprawnień, a sprawy pracownicze do nich nie należą. „Uprzejmie informujemy, że wszystkie decyzje kadrowe (w tym w sprawie dalszego zatrudnienia pracownika) należą do wyłącznej właściwości pracodawców” – pouczono związkowców.

Centrala, do której należy również Wolny Związek Zawodowy Pracowników Poczty, przypominała w swoim liście, że prezes Poczty Polskiej nie tylko zignorował stanowisko związku, ale nawet nie zgodził się na rozmowę z Piotrem Moniuszką. Zauważyła także, że jako przyczynę „dyscyplinarki” wręczonej działaczowi wskazuje się jego wpis na Facebooku, w którym sugerował możliwość ogłoszenia przez pocztę upadłości. Tymczasem kilka tygodni później Centrum Analiz Strategicznych również wyraziło obawę o utratę płynności przez spółkę…

– Duda nie miał podobnych wątpliwości, gdy przed końcem procesu ułaskawiał swojego kolegę, Mariusza Kamińskiego albo gdy blokował zaprzysiężenie legalnie wybranych sędziów Trybunału Konstytucyjnego. Kilka dni temu znalazł też czas, aby spotkać się z Janem Śpiewakiem. Gdy trzeba pomóc zwolnionemu dyscyplinarnie pracownikowi, to nagle okazuje się, że prezydent nic nie może – nie bez rozgoryczenia komentuje sprawę Piotr Szumlewicz, przewodniczący ZA.

Nie tylko prezydent ignoruje sygnały płynące z organizacji pracowniczych. – Pisaliśmy w tej sprawie również do ministra Jacka Sasina, ale spotkaliśmy się z obojętnością. Podobne było stanowisko ministrów odnośnie patologii w Państwowych Portach Lotniczych – również pisali nam, że prawa pracownicze są poza obszarem ich kompetencji. Partia rządząca wraz z prezydentem lekceważy patologie w spółkach skarbu państwa i odsyła nas do sądów, które notabene krytykuje – podsumowuje Piotr Szumlewicz.