Co może dziennikarz

„Partycypacja przedstawicieli związków zawodowych i organizacji pozarządowych w procesie stanowienia prawa” – to temat szkolenia współfinansowanego ze środków UE, na które przedstawicieli mediów zaprosili Dziennikarze RP z oddziału warszawskiego oraz szefostwo OPZZ.

 

Szkolenie zaproponowane przez Dziennikarzy RP odbywa się w różnych miastach Polski – między innymi w Krynicy Górskiej, Sarbinowie i Warszawie od połowy 2018 r. Warszawska edycja była już trzecią. Zakończyła się 24 listopada. Stowarzyszenie zaprosiło specjalistów w dziedzinie prawa (Jacek Wojtas, Andrzej Maślankiewicz, Witold Juchniewicz), a także praktyków walki o prawa pracownicze (wiceszef OPZZ Andrzej Radzikowski), by porozmawiać z przedstawicielami stowarzyszenia i zaprzyjaźnionych z nim mediów o tym, jakie zmiany ze strony środowiska powinny zostać zgłoszone obecnej władzy jako postulaty.
Podczas szkolenia, w którym wzięli udział redaktorzy, wydawcy, dziennikarze (m.in. lokalnej prasy z Zamościa i Siedlec, warszawskie „Południe”, ogólnopolskie strajk.eu, tygodnik „Nie”), a także przedstawiciele związków zawodowych (m.in. pracowników Telewizji Polskiej, aktorów, ZZ Dziennikarzy w Poznaniu), nauczyciele akademiccy, fotoreporterzy – dały o sobie znać wieloletnie bolączki, między innymi związane z koniecznością wpisania zawodu dziennikarza w ramy, powołania izby bądź syndykatu, który miałby możliwość do zawodu wkluczać bądź z niego wyłączać, a także dbać o zachowanie standardów. Dziennikarz jako zawód zinstytucjonalizowany przestał bowiem istnieć, funkcjonuje dziś dzięki dobrej woli i środkom finansowym wydawców, nie obejmują go regulacje, odróżniające m.in. dziennikarstwo zawodowe od obywatelskiego. Na warsztat zaproszeni eksperci wzięli m.in. najnowsze regulacje Komisji Europejskiej i toczące się prace nad nowelizacją prawa autorskiego, a także moce sprawcze stowarzyszeń i instytucji dziennikarskich w Polsce. Trzy zjazdy, które odbyły się do tej pory przyniosły wnioski, którymi zebrani postanowili podzielić się z rządzącymi pod postacią rekomendacji: przede wszystkim domagali się zinstytucjonalizowania zawodu, określenia jego ram i standardów, popularyzowania szkoleń z zakresu prawa autorskiego i zachęcania do udziału w inicjatywach mających na celu konsultowanie projektów legislacyjnych dotyczących dziennikarzy. Pojawił się również postulat otoczenia opieką socjalną dziennikarzy-seniorów przez stowarzyszenia i współpracujące z nimi podmioty.
Dziennikarze i inne osoby uczestniczące w działalności medialnej mają zasadniczy wkład w debatę publiczną i procesy opiniotwórcze w społeczeństwie, pełnią role nadzorczą, kształtują język i narrację, zarządzają informacją. Po przeanalizowaniu archaicznych, bądź zbyt ogólnych punktów Ustawy o prawie prasowym zobowiązaliśmy się do przygotowania rekomendacji służących poprawie przejrzystości naszego zawodu, poprawieniu komfortu oraz zapewnieniu weryfikacji etyki pracy. Za doskonałą organizację spotkania dziękujemy w szczególności pani Irenie Hamerskiej, przewodniczącej Komisji Rewizyjnej Stowarzyszenia Dziennikarzy RP.

Rynek pracy bez dobrej zmiany

Nie ma dobrej zmiany na rynku pracy. Wbrew propagandzie o radykalnej poprawie warunków pracy za rządów PiS, sytuacja wcale się nie poprawia. Biorąc zaś pod uwagę bardzo dobrą koniunkturę gospodarczą na całym świecie, ostatnie trzy lata można uznać za straconą szansę.

 

Z danych Głównego Urzędu Statystycznego wynika, że aktywność zawodowa polskiego społeczeństwa między pierwszym kwartałem 2017 roku i pierwszym kwartałem 2018 roku spadła o 0,2 punkta procentowego. Obecnie wynosi ona 56,5 proc. i należy do najniższych w Unii Europejskiej. Dane GUS pokazują, że obecny rząd nie ma recepty na aktywizację zawodową Polaków, która utrzymuje się na niskim poziomie. Różnica między aktywnością zawodową kobiet i mężczyzn wynosi aż 16,1 pkt proc. i jest jedną z najwyższych w UE.
Rząd chwali się niskim bezrobociem, które według najnowszych danych wynosi 5,9 proc. Warto jednak pamiętać, że blisko 1,5 mln osób pracuje w ramach umów cywilnoprawnych, ponad milion w ramach samozatrudnienia, a ponad 3 mln ma umowy na czas określony. Blisko 1,5 mln otrzymuje wynagrodzenie nieprzekraczające płacy minimalnej. Kilkaset tysięcy osób pracuje też w ramach niskopłatnych staży, a do tego trzeba jeszcze doliczyć armię pracowników zatrudnionych w szarej strefie. Łącznie około połowa rynku pracy to umowy niskopłatne i nieetatowe, a w ciągu ostatnich kilku lat skala śmieciowego zatrudnienia wzrosła. Mimo szumnych obietnic, rząd zrobił bardzo niewiele, aby ograniczyć skalę patologii.

 

Patologie narastają

W instytucjach publicznych i spółkach skarbu państwa na olbrzymią skalę trwa bezczelne rozdawanie stołków i milionów złotych dla ludzi zaprzyjaźnionych z partią, szykanowanie niewygodnych związków zawodowych, marnotrawienie środków publicznych. Świetnym przykładem fatalnej zmiany jest sytuacja w PLL LOT, spółce, nad którą bezpośredni nadzór sprawuje premier, gdzie od ostatnich wyborów błyskawicznie wzrosła skala umów śmieciowych, nagonek na związki zawodowe, cięć na procedurach bezpieczeństwa, pogorszenia jakości usług.
W 2017 r. w wyniku wieloletnich nacisków OPZZ wprowadzona została minimalna stawka godzinowa, którą poparły prawie wszystkie największe partie parlamentarne i pozaparlamentarne. Warto jednak pamiętać, że ostatecznie przyjęta ustawa jest znacznie lepsza od tej zaproponowanej przez rząd – jej kształt narzuciła Rada Dialogu Społecznego, w której nawet pracodawcy zaprezentowali bardziej postępowe poglądy niż strona rządowa. Ponadto z raportów Państwowej Inspekcji Pracy wynika, że ustawa jest często łamana, a PiS nie przyznał inspekcji większych kompetencji ani nie zwiększył znacząco jej finansowania.
Ponadto rząd pozwala pracodawcom na omijanie minimalnej stawki godzinowej. Rząd przeforsował nowy rodzaj umowy – o pomocy przy zbiorach. Z ustawy wynika, że do pracy wykonywanej na podstawie tej umowy nie mają zastosowania przepisy o minimalnym wynagrodzeniu. W praktyce oznacza to, że w pracy sezonowej rząd dopuszcza dowolny wyzysk, nawet stawki 1 zł za godzinę pracy.

 

Wzrost wynagrodzeń? Też bez dobrej zmiany

Wzrost płacy minimalnej za nowej władzy wcale nie jest wyższy niż za poprzedniej ekipy rządzącej. W 2017 roku płaca minimalna wzrosła zaledwie o 100 zł, a w roku bieżącym rząd zaproponował wzrost o 120 zł, czyli tylko 3,3 zł ponad minimum ustawowe. W wyniku coraz ostrzejszych nacisków związków zawodowych być może rząd zgodzi się na wzrost o 155 zł, ale przypomnijmy, że PiS deklarował, iż płaca minimalna powinna wynosić 50 proc. średniej. Do tego celu droga wciąż jest daleka…
Nie ma też dobrej zmiany w sferze budżetowej. Po sześcioletnim zamrożeniu płac przez koalicję PO-PSL PiS miał radykalnie podnieść wynagrodzenia urzędnikom państwowym. Niestety po wyborach okazało się, że żadnych zmian nie będzie. W 2017 i 2018 roku wskaźnik waloryzacji płac w budżetówce wyniósł okrągłe zero procent, co w praktyce oznaczało ich istotny spadek, ponieważ przyspieszyła inflacja.
Również plany na 2019 rok wyglądają mizernie. Być może dojdzie do minimalnej waloryzacji płac, ale rząd upiera się, aby o podwyżkach decydowali kierownicy poszczególnych placówek instytucji publicznych, co w praktyce oznacza, że na wyższe pensje mogą liczyć tylko zaufani ludzie partii. Dzieje się tak, chociaż rząd chwali się wzrostem płac w gospodarce narodowej o 6-7 proc. rocznie. Jeżeli faktycznie tak jest, to dlaczego władza nie chce podnieść wynagrodzeń pracownikom państwowym? Płace Polaków i Polek są zresztą w rzeczywistości znacznie niższe, niż by to wynikało z propagandy rządowej. Zgodnie z danymi GUS przeciętne wynagrodzenie w Polsce w lipcu bieżącego roku wynosiło 4825 zł brutto. Powyższe dane dotyczyły jednak jedynie osób zatrudnionych w firmach zatrudniających co najmniej 10 pracowników, a według najbardziej aktualnych danych przeciętne pensje w mikroprzedsiębiorstwach wynoszą zaledwie 2577 zł brutto. Ponadto blisko 70 proc. pracowników otrzymuje płace poniżej średniej. Nieliczni Polacy zarabiają setki tysięcy złotych, a wielu otrzymuje pensje bliskie płacy minimalnej.

 

Chybotliwe filary, niesprawdzone założenia

Również inne filary PiS-owskiej polityki społeczno-ekonomicznej sypią się. Okazało się, że po zamknięciu części sklepów w niedzielę wiele sieci handlowych wydłużyło godziny pracy w piątki i soboty. Ponadto deklarowanym celem ustawy było przeniesienie siły roboczej z hipermarketów do małych sklepów, a tymczasem to właśnie w najmniejszych placówkach handlowych warunki pracy są najgorsze, a płace najniższe. Na powtarzające się wnioski OPZZ, aby podwyższyć płace za każdą pracę w niedzielę, rząd każdorazowo odpowiada negatywnie. Zamiast dbać o wyższe płace dla wszystkich pracowników, PiS ograniczył pracę w niedzielę w części tylko jednej branży.
Maleje liczba dzieci, które korzystają z programu Rodzina 500+. W lipcu 2017 roku z programu korzystało 3 mln 990 tys. dzieci, a według ostatnich danych z czerwca tego roku już tylko 3 mln 740 tys. dzieci. Innymi słowy skala pomocy jest coraz mniejsza, a w wyniku wzrostu inflacji świadczenie traci na wartości. Ponadto świadczenia finansowe w większości krajów są uzupełnieniem do wysokiej jakości usług – w Polsce mają je zastąpić. Wciąż nie ma powszechnego dostępu do przedszkoli, a do żłobków chodzi najmniej dzieci w UE. Na dodatek PiS zniósł obowiązek szkolny dla sześciolatków – to rozwiązania szkodliwe tak dla dzieci, jak i rodziców. Ministerstwo zahamowało też program obejmowania kolejnych klas szkolnictwa bezpłatnymi podręcznikami. Wprowadzono dodatkowe świadczenie 300 zł dla rodziców wychowujących dzieci w wieku szkolnym, tymczasem koszty podręczników dla klas licealnych przekraczają 500 zł. Pomimo szumnych obietnic, rząd nie wdrożył również żadnego programu darmowych posiłków w szkole, nie rozwinął infrastruktury opiekuńczej dla seniorów ani dla osób z niepełnosprawnościami. Nie tylko nie ma inwestycji w opiekę senioralną, ale też emerytury rosną bardzo wolno.

 

Biznes nie stracił

Ponadto zamiast podnosić emerytury w systemie publicznym, PiS postanowił wzmocnić filar komercyjny, jeszcze bardziej nieodporny na wahnięcia na giełdzie niż skompromitowane OFE. Mianowicie od przyszłego roku rząd wprowadza nowe składki dla pracowników i pracodawców, które będą przekazywane do tzw. Pracowniczych Planów Kapitałowych, czyli komercyjnych firm obracających pieniędzmi zgodnie z przyjętym przez siebie planem, w tym na giełdzie. Łączna minimalna odprowadzana składka (pracodawcy i pracownika) miałaby wynieść 3,5 proc., maksymalna – 8 proc. Wysokość emerytur zostanie uzależniona od kaprysów rynku. Na dodatek do prywatnych funduszy szerokim strumieniem poleją się środki z budżetu państwa, ponieważ państwo będzie regularnie dopłacać do programu. Aby nie płacić dodatkowych składek, obywatele będą musieli pisać specjalne deklaracje. Najwyraźniej Mateusz Morawiecki pozostał lojalny wobec swoich kolegów z sektora bankowego.
Niewypałem okazał się też program Mieszkanie+. Mieszkania budowane w ramach flagowego programu władzy będą drogie i niedostępne dla ubogich mieszkańców Polski, a głównym beneficjentem programu mają być deweloperzy. Na dodatek ustawa dopuszcza eksmisję na bruk. Ponadto mieszkania z programu rządowego często są usytuowane w bardzo niewygodnych lokalizacjach, a część jest odcięta od miejskiej sieci dojazdowej.
Rząd przejął też fundusz pracy i fundusz gwarantowanych świadczeń pracowniczych. Łamiąc przepisy, środki z obydwu funduszy wydaje na cele niezwiązane ze wsparciem dla pracowników.
Wreszcie miał być realny, a nie pozorowany dialog społeczny z partnerami społecznymi. Kluczowe decyzje władzy nie są z nikim konsultowane. Niekiedy tylko odpowiedni minister nieformalnie spotyka się podporządkowanym władzy związkiem zawodowym NSZZ Solidarność. Wszyscy inni partnerzy społeczni są traktowani lekceważąco i pogardliwie. Do patologii na rynku pracy dochodzą coraz silniejsze nagonki na krytyków władzy, pełzająca cenzura, niszczenie praworządności, ksenofobia, izolacja Polski na scenie międzynarodowej. Dlatego 22 września związki zawodowe zrzeszone w OPZZ wychodzą na ulicę zaprotestować przeciwko obecnej władzy. Straszenie Platformą Obywatelską już nie działa. Nowy rząd wcale nie jest lepszy od poprzedniego, a na wielu polach okazał się znacznie gorszy.

Domagamy się wzrostu płacy minimalnej!

Rada OPZZ województwa mazowieckiego krytycznie ocenia decyzję rządu, aby płaca minimalna w przyszłym roku wynosiła zaledwie 2250 zł brutto, czyli 1634 zł netto. To kwota, która nie pozwala na zaspokojenie podstawowych potrzeb pracowników i nie wychodzi naprzeciw ich oczekiwaniom. W Polsce wciąż wielu pracowników żyje w biedzie i naszym zdaniem wzrost wynagrodzeń powinien być jednym ze strategicznych celów rządu. Niestety wciąż nie ma dobrej zmiany na rynku pracy. Dotyczy to tak płacy minimalnej, jak płac w budżetówce.
Od wielu miesięcy trwa rządowa propaganda sukcesu, kolejni ministrowie powtarzają, że gospodarka i rynek pracy są w świetnej kondycji, a tymczasem władza zdecydowała się na niewielki wzrost minimalnego wynagrodzenia. Płaca minimalna w stosunku do średniej w przyszłym roku nie tylko nie ma wzrosnąć, ale wręcz spadnie. PiS przez wiele lat obiecywał, że zgadza się z nami, że płaca minimalna powinna stanowić co najmniej 50 proc. średniego wynagrodzenia, tymczasem nie robi nic, aby dotrzymać słowa. My od wielu lat powtarzamy: płaca minimalna powinna wynosić co najmniej 50 proc. średniego wynagrodzenia. Dlatego domagamy się, aby w przyszłym roku płaca minimalna wynosiła przynajmniej 2383 zł brutto.
Zauważamy też, że odkąd weszła w życie minimalna płaca godzinowa, wielu pracodawców łamie przepisy i płaci niższe stawki od tych przewidzianych w ustawie. Na dodatek rząd przeforsował ustawę o pracy sezonowej, zgodnie z którą pracowników sezonowych nie dotyczy płaca minimalna – mogą więc być w świetle prawa dowolnie wyzyskiwani i zarabiać 1-2 zł za godzinę pracy. W związku z powyższym domagamy się podjęcia bardziej stanowczych działań na rzecz przestrzegania ustawy o minimalnej płacy godzinowej i objęcia nią całego rynku pracy.
Jednocześnie jesteśmy zbulwersowani arogancją władzy, która twierdzi, że nie może bardziej podnieść minimalnego wynagrodzenia, a w tym samym czasie sama sobie wypłaca milionowe premie, nagrody i dodatki. Jednocześnie traktuje nas jako związki gorszego sortu i kluczowe wskaźniki budżetowe negocjuje tylko z podporządkowaną jej Solidarnością. To nie jest dobra zmiana.

Głos lewicy

Pyton: fakty i mity

Dr Robert Maślak, biolog z Partii Razem, rozwiewa na Facebooku lęki związane z doniesieniami o grasującej po Polsce bestii:
Dlaczego ostrzeżenia o pytonie tygrysim z serii „wąż jest głodny i agresywny” i straszenie pytonem jest absurdalne? Kilka faktów:
– pytony zjadają ludzi
W czerwcu można było przeczytać w światowych mediach o pytonie, który pożarł kobietę w Indonezji. O pytonach pożerających ludzi czytamy dlatego, że są to skrajnie rzadkie przypadki, większość z nich okazuje się fake newsami (choć ten z czerwca wydaje się autentyczny). Dotyczy zresztą pytona siatkowego, nie tygrysiego, który ma być nad Wisłą. Mniej emocji w mediach sprawia np. fakt, że w Azji rocznie umiera ok. 20 tys. osób z powodu ukąszeń jadowitych gatunków węży niż każdy, nawet spreparowany, przypadek pożarcia przez pytona. Niewątpliwie dużo łatwiej mieć rzadką skali świata chorobę lub wygrać w lotto niż zginąć w objęciach węża. Nad Wisłą znacznie łatwiej pokaleczyć się o szklane butelki, zostać pogryzionym przez psa lub dostać w głowę od kibola.
– „Pyton jest głodny i agresywny”
Ostrzeżenie, że wąż jest agresywny i głodny jest absurdalne, bo na ten temat nic nie wiadomo. Pyton tygrysi tej wielkości bez negatywnych dla zdrowia skutków przeżywa co najmniej półtora roku bez posiłku! Niektóre osobniki w hodowli same robią sobie roczne głodówki.
– Pogoda jaka ma nastąpić nie sprzyja polowaniom pytona, 12-15 w nocy i 20-24 w dzień, do tego kilkanaście stopni w wodzie, to dla pytona nie są warunki optymalne. Do dobrego trawienia potrzebuje trochę więcej ciepła. Nie można wykluczyć, że zapoluje, ale raczej będzie próbował znaleźć szczura, kaczkę, zająca. Oczywiście puszczony samopas pies też może być celem, jeśli wejdzie w trawę, gdzie pyton się schowa, ale tutaj także prawdopodobieństwo jest skrajnie małe. To naprawdę nie jest tak, że w miejscach naturalnego występowania ludzie nie mają psów, bo wszystkie pożerają pytony.
– jak zachowuje się pyton? Siedzi ukryty w wysokiej trawie lub jakiejś jamie. Jeśli jest słońce, to próbuje się wygrzewać. Jeśli chce polować, to albo powoli pełza szukając ofiary albo zasadza się w miejscu, gdzie takie ofiary może spotkać.
Nie, nie biega za psem lub człowiekiem na odległość 30 metrów, aby go dopaść.
Reasumując: panika w mediach, histeryczne wypowiedzi tak jakbyśmy mieli do czynienia z tygrysem, są nieuzasadnione. Istnieje realne niebezpieczeństwo, wtedy gdyby ktoś aktywnie drażnił węża lub przypadkowo znalazł się bezpośrednio w zasięgu jego pyska. Wtedy jest duże ryzyko pokąsania, za którym, ale rzadko, może pójść owijanie się pytona wokół ciała. Dlatego jedynym ostrzeżeniem, jakie jest uzasadnione, to nie zbliżać się do zauważonego pytona, ani go nie drażnić. Trzymać się kilka metrów od niego.
Jeśli naprawdę istnieje, to warto to odłowić, inaczej we wrześniu lub październiku przestanie się poruszać i po kilku tygodniach zginie wskutek niskiej temperatury.
TO JEST akcja ratowania węża, a nie mieszkańców przed wężem.

 

Związki zawodowe otwarte dla wszystkich

Senat uchwalił nowelizację ustawy, w myśl której pracownicy zatrudnieni na podstawie umów cywilnoprawnych będą mogli tworzyć i wstępować do związków zawodowych.
Za przyjęciem nowelizacji głosowało 58 senatorów, 15 było przeciw, 11 wstrzymało się od głosu. Projekt nowelizacji ustawy o związkach zawodowych został przygotowany przez Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej, a sama ustawa wejdzie w życie w wydłużonym przez Senat okresie, to jest 1 stycznia 2019 roku. Czekamy teraz na podpis Prezydenta.
To wielki sukces Ogólnopolskiego Porozumienia Związków Zawodowych! Po trzech latach batalii o prawo do zrzeszania się wszystkich zatrudnionych, nowelizacja ustawy o związkach zawodowych wejdzie w życie! Sposób zatrudnienia przestanie mieć znaczenie. Już od przyszłego roku wszystkie osoby wykonujące pracę zarobkową będą mogły zakładać i wstępować do związków zawodowych. Info z opzz.org.pl

OPZZ: nowa kadencja

18 czerwca odbyło się pierwsze posiedzenie Prezydium OPZZ w kadencji 2018 – 2022.

 

Przewodniczący OPZZ poinformował zebranych o działaniach podjętych przez kierownictwo i Biuro OPZZ od ostatniego posiedzenia Prezydium (18 kwietnia br.). Jan Guz przedstawił także informację o zmianach w składzie organów statutowych OPZZ kadencji 2018 – 2022.
Następnie omówiono przebieg prac Rady Dialogu Społecznego i jej zespołów problemowych.
Wiceprzewodnicząca OPZZ, Wiesława Taranowska zapoznała Prezydium ze stanem prac nad:
• weryfikacją kwot kryteriów dochodowych z pomocy społecznej i wysokością kwot zasiłków rodzinnych oraz wysokością świadczeń rodzinnych;
• rządowym projektem ustawy o pracowniczych planach kapitałowych.
Jan Guz i Norbert Kusiak, dyrektor Wydziału Polityki Gospodarczej, omówili założenia do projektu budżetu państwa na rok 2019 przedstawione przez stronę rządową i propozycję wzrostu wynagrodzeń w państwowej sferze budżetowej na rok 2019 oraz propozycję wysokości minimalnego wynagrodzenia za pracę w 2019 r.
Wiceprzewodniczący Andrzej Radzikowski i Paweł Śmigielski, dyrektor Wydziału Prawno – Interwencyjnego, powiedzieli o przyjętej przez Sejm RP ustawie o zmianie ustawy o związkach zawodowych i jej konsekwencjach dla działalności związków zawodowych.
Prezydium OPZZ podjęło uchwałę w sprawie przyjęcia do OPZZ Zakładowego Związku Zawodowego Pracowników Narodowego Instytutu Leków w Warszawie.
Prezydium przyjęło ponadto informacje o:
• propozycji przystąpienia OPZZ do Partnerstwa na rzecz celów zrównoważonego rozwoju Agendy ONZ 2030;
• rozmowach przewodniczącego OPZZ z kierownictwami SLD, Partii Razem i PSL o wyborach samorządowych, inicjatywie skrócenia czasu pracy z 40 do 25 godzin, inicjatywie „Godzina dla rodziny;
• inicjatywie OPZZ zwiększenia urlopu z 26 do 32 dni.

Ukryty strajk w LOT

Kolejna odsłona sporu w polu PLL LOT. Represjonowani przez zarząd spółki związkowcy nie dają za wygraną. Międzyzakładowy Komitet Strajkowy zadecydował o rozpoczęciu strajku włoskiego, polegającego na „skrupulatnym przestrzeganiu procedur bezpieczeństwa”. Akcja ma trwać tak długo, aż uchylone zostanie skandaliczne orzeczenie Sądu Okręgowego w Warszawie, którzy tuż przed majówką zakazał związkowcom przeprowadzenia strajku.

„Międzyzwiązkowy Komitet Strajkowy PLL LOT, upoważniony przez Nadzwyczajne Walne Zebranie członków dwóch reprezentatywnych związków zawodowych, ZZPK PLL LOT S.A. i ZZPPiL (posiadających ok. 759 członków, podjął decyzję o prowadzeniu dalszej akcji protestacyjnej, polegającej na skrupulatnym przestrzeganiu procedur bezpieczeństwa obowiązujących w przewozie lotniczym” – czytamy w komunikacie rozesłanym do mediów przez koalicję bojowych związków zawodowych, która od wielu miesięcy wytrwale walczy o normalizację standardów zatrudnienia u publicznego przewoźnika.
Akcja rozpoczęła się dziś rano. Według relacji pasażerów można zauważyć już teraz pewne opóźnienia w wykonywaniu operacji na lotniskach. Nie mają one jeszcze większego wpływu na harmonogram odpraw i odlotów. To jednak dopiero początek strajku włoskiego – jedynej dostępnej pracownikom LOT formy protestu. Przypomnijmy, że 6 kwietnia Sąd Okręgowy w Warszawie przychylił się do wniosku zarządu spółki, uchylając prawo do przeprowadzenia strajku przez związki zawodowe. Smaczku całej sprawie dodaje fakt, że orzeczenie to zostało wydane jeszcze przed przeprowadzeniem referendum strajkowego wśród załogi. Pismo z sądu zostało dostarczone związkowcom dopiero 26 kwietnia, a więc kilka dni przed zaplanowanym na 1 maja strajkiem. W międzyczasie 90 proc. pracowników LOT, przy frekwencji wynoszącej 60 proc., opowiedziało się za strajkiem. Kluczowe pytanie brzmi – dlaczego sąd zakazał strajku jeszcze przed decyzją o jego przeprowadzeniu?
Co jest główną osią sporu na linii zarząd – pracownicy? „Kilka lat temu w firmie wypowiedziano układ zbiorowy, obniżono pensje, a dużą część pracowników przeniesiono na samozatrudnienie” – tłumaczy Piotr Szumlewicz z OPZZ. „Pomimo dobrych wyników finansowych spółki, regulamin wynagrodzeń wciąż nie został przywrócony, a pracownicy mają znacznie niższe płace niż kilka lat temu. Zarazem zarząd niechętnie podchodzi do doświadczonej kadry, a nowo zatrudnionym oferuje nieetatowe kontrakty, które nie gwarantują podstawowych praw pracowniczych. Wszystkie te działania są tłumaczone potrzebą oszczędności, a w tym samym czasie członkowie zarządu firmy otrzymują kilkusettysięczne dodatki. To patologiczna sytuacja, która nie tylko fatalnie wpływa na sytuację pracowników, ale może negatywnie odbić się na bezpieczeństwie pasażerów” – dodaje szef Mazowieckiej Rady OPZZ.
Związkowcy planowali pierwotnie przeprowadzenie akcji strajkowej 1 maja, zgodnie z planem, pomimo orzeczenie sądowego, które ich zdaniem jest nieprawomocne. Zarządowi udało się jednak rozbić jedność organizacji pracowniczych. Prawdopodobnie pod wpływem nacisków kierownictwa spółki, dzień przed strajkiem trzy związki zawodowe poinformowały o odstąpieniu od protestu. Były to Związek Zawodowy Pracowników PLL LOT S.A, Związek Zawodowy Pracowników LOT IKAR oraz NSZZ „Solidarność” Region Mazowsza Organizacja Międzyzakładowa nr 205. Ostatecznie zamiast strajku odbyła się pikieta pod siedzibą LOT, której przebieg opisywaliśmy na łamach naszego portalu.

Zemsta za protest

PRAWA PRACOWNICZE

Zemsta za protest

Ubiegłoroczny protest pracowników socjalnych nie poprawił ich sytuacji. W niektórych ośrodkach pomocy społecznej zagrożono im zwolnieniami, mimo że w zasadzie wszędzie brakuje pracowników.

29 grudnia rozpoczął się strajk pracowników Gminnego Ośrodka Pomocy Społecznej w Wierzbicy. Trwają tam obecnie dwa spory zbiorowe z pracodawcą, a tym jest kierownictwo ośrodka – jeden dotyczy podwyżek, drugi zaś dotyczy działań pracodawcy wymierzonym przeciwko prawom i wolnościom związkowym. Działacze Polskiej Federacji Związkowej Pracowników Socjalnych i Pomocy Społecznej, prowadzący spór, mówią o represjach antyzwiązkowych, ignorowaniu zgłaszanych postulatów oraz o podważaniu przez pracodawcę wyboru społecznej inspekcji pracy.

30 grudnia przedstawiciele pracowników wierzbickiego GOPS próbowali spotkać się z p.o. pracownika Ośrodka oraz z wójtem Wierzbicy. Na miejscu okazało się, że pani kierownik nie ma tego dnia czasu na takie spotkanie, zaś wójt nie był w ogóle obecny w urzędzie gminy. Z delegacją związkową spotkali się miejscowi radni, którzy zapowiedzieli zwołanie nadzwyczajnego posiedzenia sesji rady na 7 stycznia.

Szykany zamiast rozmów

Do zapowiadanego spotkania radnych z protestującymi doszło w zaplanowanym terminie. Jak informują związkowcy, trudno jednak określić je mianem dialogu. Podczas nadzwyczajnej sesji rady pojawiło się na niej kilku podopiecznych GOPS, którzy mieli czytać z kartek pytania do kierowniczki Ośrodka. Według pracowników, były to osoby, które kiedyś skarżyły się na pracę GOPS. Kierownictwo ośrodka nie chciało słuchać argumentów przedstawianych przez związkowców, nie reagowało również na  rozpoczęty kilka dni wcześniej strajk. Zamiast tego, uczestniczący w proteście usłyszeli, że mogą wylecieć z pracy. Związkowcy podkreślają, że takie groźby padły zanim prokuratura bądź sąd wypowiedziały się w sprawie legalności strajku.

Tego samego dnia strona związkowa dostała zawiadomienia o zamiarze rozwiązania umów o pracę z częścią strajkujących w trybie dyscyplinarnym. Oznacza to, że część protestujących będzie zwolniona bez wypowiedzenia, z dnia na dzień, na podstawie art. 52. Kodeksu pracy, który mówi o rażącym naruszeniu obowiązków pracowniczych. Taki sposób rozwiązania umowy o pracę stosuje się najczęściej wobec działaczy związków zawodowych, chronionych przed nieuzasadnionym zwolnieniem i będących pod szczególną ochroną Kodeksu pracy oraz Ustawy o związkach zawodowych.

Protestujący związkowcy apelują o wyrazy solidarności. „W imieniu strajkujących koleżanek w GOPS w Wierzbicy zwracamy się do środowiska pracowników socjalnych, asystentów rodziny, pozostałych pracowników pomocy społecznej oraz tych, którzy z pomocą są związani o wsparcie dla ich działań” – napisali w oświadczeniu. Oceniają, że zapowiadane zwolnienia to bezprawna zemsta za rozpoczęty niedawno strajk pracowników GOPS-u. Przypominają, że jednym z bezpośrednich powodów takiej formy protestu było unikanie przez kierownictwo placówki rozmów na temat sytuacji w Ośrodku, w tym – warunków pracy i płacy jego pracowników. Dodają, że byli gotowi do kompromisu, ale nikt nie chciał z nimi rozmawiać.

Nie tylko Wierzbica

Nie jest to pierwszy protest pracowników socjalnych. Dotąd osoby zatrudnione w ośrodkach pomocy społecznej powstrzymywały się przed strajkiem zdając sobie sprawę, jak bardzo ich praca potrzebna jest mieszkańcom. Związkowcy podkreślają jednak, że na problemy funkcjonowania permanentnie niedofinansowanych placówek, źle opłacanego personelu oraz zbyt małej, w porównaniu z potrzebami, liczby pracowników zwracają uwagę już od wielu lat. Bezskutecznie. Problem ten dotyczy pracowników socjalnych w całym kraju.

– To jest szczególny zawód, polegający na pracy z ludźmi i to zwykle z bardzo specyficznych środowisk – mówi nam pracowniczka jednego warszawskich ośrodków. – To nie jest tak, jak często się nam zarzuca, że siedzimy za biurkiem. Patologie zdarzają się w każdym zawodzie. Na co dzień stykamy się z biedą, rodzinami dotkniętymi niepełnosprawnością, chorobami, nieporadnymi. I większość z nas stara się im pomóc, choć często mamy ręce związane obowiązującymi przepisami, które przecież nie my ustalamy. Dlatego pracownicy socjalni są szczególnie narażeni na wypalenie zawodowe, które w najlepszym wypadku oznacza popadnięcie w rutynę. Dodatkowo, jesteśmy nisko wynagradzani, a my przecież też mamy rodziny na utrzymaniu – dodaje i wyraża swoją solidarność z protestującymi pracownikami GOPS w Wierzbicy.

Do ogólnopolskiego protestu, prowadzonego równolegle w kilkunastu ośrodkach pomocy społecznej, doszło 20 listopada ubiegłego roku, przy okazji Międzynarodowego Dnia Pracownika Socjalnego. Inicjatorami protestu – nie pierwszego zresztą w tej grupie zawodowej – byli pracownicy Miejskiego Ośrodka Pomocy Rodzinie w Grudziądzu. Już kilka tygodni wcześniej zwrócili się oni do wszystkich związków zawodowych skupiających pracowników socjalnych z apelem o przeprowadzenie wspólnej akcji protestacyjnej. Ówczesny protest polegał na tym, że uczestniczący w nim pracownicy przyszli do pracy ubrani na czarno oraz przeprowadzili akcję informacyjną na temat swoich postulatów. Większość zapowiadała, że ewentualny strajk będzie ostatecznością.

Pracownicy socjalni  alarmują, że nie tylko źle zarabiają i od dawna nie mogą doczekać się na podwyżki, ale swoją pracę muszą wykonywać w coraz gorszych warunkach i są zbyt obciążeni obowiązkami. Również w tej grupie zawodowej brakuje, w stosunku do ilości zadań, rąk do pracy. Samorządy lokalne, które ich zatrudniają twierdzą, że nie mają odpowiednich środków, by zatrudnić więcej ludzi. Do pierwszego protestu doszło w 2009 r.

Proszą o wsparcie

Strajkujący pracownicy GOPS w Wierzbicy zaapelowali o podpisywanie petycji w ich obronie. Można ją podpisać za pośrednictwem Internetu pod adresem: http://www.petycje.pl/petycjePodglad.php?petycjeid=11704

Związkowcy dziękują za wszelkie wyrazy solidarności i poparcia, które płyną od osób indywidualnych oraz organizacji. Wśród nich wymieniają m.in. Związek Zawodowy Pracowników Socjalnych (Łódź), Ogólnopolski Związek Zawodowy Pielęgniarek i Położnych Regionu Mazowieckiego, NSZZ „Solidarność” (komisje zakładowe), Alternatywę Socjalistyczną (pomysłodawca petycji). „W imieniu strajkujących wyrażamy wdzięczność za wsparcie, które teraz jest naprawdę potrzebne” – podkreślają.

O niełatwej pracy pracowników socjalnych opowiadał słynny serial TVP „Głęboka woda” w reżyserii Magdaleny Łazarkiewicz. We wrześniu 2012 r. serial otrzymał nagrodę Prix