Apel pierwszomajowy PPS w roku 2021

Święto Pracy 1 Maja to Międzynarodowy Dzień Solidarności Ludzi Pracy obchodzony corocznie od 1890 roku. W Polsce od 1950 roku jest świętem państwowym.

Święto Pracy 1 Maja wprowadziła w 1889 roku II Międzynarodówka Socjalistyczna dla upamiętnienia krwawych wydarzeń w Chicago w Stanach Zjednoczonych.

Demonstracje i strajki w Chicago w 1886 roku i później były spowodowane fatalnymi warunkami pracy, niskimi płacami i dwunastogodzinnym dniem pracy. Ludzie pracy dążyli do wprowadzenia 8-godzinnego dnia pracy.

Dla PPS tak jak i dla innych partii lewicowych, związków zawodowych i organizacji zrzeszających pracowników 1 Maja to wielkie święto wpisane od ponad 100 lat w tradycje PPS i polskiej lewicy.

Dziś w Polsce nie musimy walczyć o 8-godzinny dzień pracy. To ustalił już rząd Ignacego Daszyńskiego 7 listopada 1918 roku. Jednak jest wiele spraw, które powinny być ustawowo uregulowane. Dotyczy to wielu praw pracowniczych, praw społecznych i praw obywatelskich. To zadania walki stojące przed ludźmi pracy!

Były i są nadal siły pragnące zawłaszczyć etos robotniczego święta wraz z socjalistyczną ideą ustroju sprawiedliwego państwa. PPS przeciwstawia się manipulacjom obecnie rządzących, którzy cynicznie głoszą hasła społeczne zgodne z oczekiwaniami społeczeństwa w celu utrzymania władzy. Jako socjaliści nie zgadzamy się też na utożsamianie patriotyzmu, który stanowi integralną część polskiej myśli socjalistycznej z nacjonalizmami i ksenofobiami propagowanymi przez środowiska prawicowe!

Społeczeństwo polskie znajduje się pod rosnącą presją władz państwowych i interesów wielkiego kapitału międzynarodowego.. Nie pozwólmy na przekształcanie państwa demokratycznego w państwo totalitarne. Nie pozwólmy na dominację kapitału nad interesami społeczeństwa.

W roku bieżącym świętujemy 1 Maja w warunkach ograniczenia naszych praw przez ustawy związane ze zwalczaniem COVID-19. Mając na uwadze zdrowie i bezpieczeństwo obywateli, musimy się z tym pogodzić. Jednak nie wolno nam, socjalistom zapomnieć o naszym święcie. Upamiętniajmy je, tak jak możemy. To szczególnie ważne w czasie, kiedy kapitalizm w neoliberalnym wydaniu pokazał swoje anty pracownicze oblicze, gdy prawicowy rząd troszczy się o posiadaczy kapitału, a zapomina o rzeczywistych twórcach dochodów państwa – o pracownikach.

1 Maja jest radosnym świętem o głębokiej tradycji i wielkich wartościach społecznych. Organizujmy nasze święto z myślą o tradycji i przyszłości.

NIECH SIĘ ŚWIĘCI 1 MAJA!

My Socjaliści

Zawsze rano, 1 maja, wywieszam flagę państwową. Będzie pozostawać na swoim miejscu przez najbliższe 3 dni. Święto Pracy jest mnie – socjaliście równie bliskie, jak Dzień Flagi – 2 maja i Święto Konstytucji – 3 maja.

Mimo faktycznej likwidacji przez obóz posierpniowy Święta Pracy i próby przekreślenia jego ponad 130 letniej, wywodzącej się jeszcze z Ameryki tradycji, w pamięci wielu Polaków pozostaje ono ważne, a dla postneoliberanej przyszłości być może będzie najważniejsze.
Święto Pracy obchodzone jest poważnie i licznie w wielu krajach, szczególnie Europy Zachodniej. Wpisuje się ono w kulturę polityczną zachodnich demokracji jako czynnik podkreślający zdobycze świata pracy w okresie ponad 100 letniej walki a także wyraz społeczeństwa obywatelskiego opartego o wartości demokratyczne.

Polska przeżywa niestety w dalszym ciągu społeczne i moralne rozdarcie. Idee egalitarne, choć żywe w naszym społeczeństwie, nie odzwierciedlają się w jego praktycznym życiu. Pracownicy i całe społeczeństwo, są jak widać w dalszym ciągu w szoku po neoliberalnej transformacji, nie wykształciły się praktyczne mechanizmy zaznaczania publicznie swoich interesów i wartości, które mają znaczenie. Może jedynie ekspiacje religijne nie są społecznie wadliwe i naganne, choć młode pokolenie zaczyna mieć i tutaj odmienne zdanie.

O ile demonstracje 1 majowe na ulicach Berlina czy Paryża zbierały dotychczas setki tysięcy ludzi żądających sprawiedliwości społecznej, o tyle w Polsce trudno jest zebrać nawet tysiąc osób w walce o chleb i miejsca pracy. Nakładają się na to pandemiczne zakazy. Polacy nauczeni doświadczeniem, być może obawiają się opresyjności państwa, restrykcji pracodawców, negatywnej reakcji własnych środowisk. Być może obawiają się też samych siebie, dali sobie bowiem wmówić, w ramach agresywnej propagandy części środowisk posierpniowych związanych ideowo z prawicą, nieprawdziwą historię, szczególnie okresu II RP i PRL, historię nie odzwierciedlającą rzeczywistości, retorykę debaty publicznej i definicje dalekie od prawdy.

Obawiam się, że mimo upływu czasu, Polacy dalej oceniają rzeczywistość po symbolach i kolorze, które wyznaczają często fałszywe autorytety. Obawiam się, że retoryka „rewolucyjnego bolszewizmu” święci tryumfy a kolor czarny nadal zdobywa zdecydowanie większe uznanie, niż kolor czerwony.

Negatywne symbole dotyczące poprzedniego okresu tak zdominowały nasze reakcje, że ludzie na zastanawiając się podejmują często niekorzystne dla siebie i innych decyzje, formułują krzywdzące oceny, nie mające nic wspólnego z rzeczywistością.

W dalszym ciągu retoryka IV RP ma powodzenie i cieszy się uznanym szacunkiem. Mało kto zastanawia się na rzeczywistym stanem państwa, które istnieje niezależnie. A stan ten ma bezpośrednie odniesienia do naszego poziomu życia, przyszłości i szans naszych dzieci.

Tegoroczne manifestacje 1 Majowe do licznych z wielu powodów należeć nie będą. Dawać będzie znać o sobie pandemia, ale także widoczny brak zaufania i niewiara w skuteczność tej formy protestu. Ludzie mający problemy wolą zostać w domu, niż publicznie wyrażać swoją niezgodę na trudy życia, fatalne warunki pracy, czy jej brak. Obserwujemy brak zaufania do liderów, którzy stoją na czele partii i ugrupowań lewicowych, czy związków zawodowych. Nadal istnieje problem identyfikacji – czym jest i czym powinna być współczesna lewica. Czy dziś, w dobie powszechnego populizmu, jest ona jeszcze potrzebna.

Tegoroczny 1 Maja obchodzimy w świetle kryzysu państwa, niewydolności naszego systemu społecznego i politycznego, pozorów demokracji i fasadowości naszych instytucji publicznych.

Bez wielkiego błędu można powiedzieć, że Polska nadal jest parafialna a nie obywatelska. Że Polska jest coraz bardziej zdominowana przez media a nie przez zdrowy rozsądek. Że Polska dalej wierzy w cuda a nie we własne siły.
1 Maja był i pozostanie świętem ludzi pracy. Cyniczne działania propagandowe, aby wpisać tę datę jako święto Józefa robotnika, święto przystąpienia Polski do UE, czy, jak niektórzy to nazywają, „święto grilla”, nie udaje się. Nie udało się też rzecznikom IPN wpisać tego święta na listę tzw. zbrodni komunistycznych. Ono po prostu jest – zarówno w ludzkiej mentalności, jak i polskiej kulturze politycznej. Cały cywilizowany świat, w tym polska lewica uważa je za swój dzień.

Z przeprowadzonych ankiet wynika, że zwolenników kontynuowania tradycji 1 Maja w dotychczasowej formie jest tyle samo, co zwolenników zmian. Faktem jest jednak, że bez względu na formę, 1 Maja musi pozostać dniem protestu przeciw antypracowniczym działaniom współczesnego, korporacyjnego kapitalizmu. Podobną jego twarz widzą robotnicy i pracownicy najemni dziś, jak ponad 130 lat temu w Chicago. Na tym placu boju bowiem nic się nie zmienia: z jednej strony jest praca, z drugiej kapitał. Pośrodku jest pole walki o prawa, obowiązki, zysk, podział, zasady etyczne a najczęściej o prawo do życia i przeżycia. Od wieków jest tak samo.

Idziemy do przodu

1 maja to święto wszystkich ludzi pracy. To również święto, kiedy lewica od ponad 100 lat tłumnie wychodzi na ulicę. Demonstrujemy swoją obecność w przestrzeni. Pokazujemy, że jesteśmy równoprawnymi członkami polskiego społeczeństwa. W ostatnich 30 latach Święto Pracy było głównie ośmieszane. Bezskutecznie. Tradycja przetrwała i przyciąga coraz to nowe pokolenia.

Powiem wprost, nie mogę doczekać się pierwszomajowego pochodu. Jestem przekonany, że byłaby to demonstracja kilku pokoleń. Do weteranów lewicy i ich dzieci doszłoby najmłodsze pokolenie, które cechuje się niespotykaną od dekad lewicową ideowością.
Niestety, jeszcze nie w tym roku. Lewica zawsze była odpowiedzialna. Dlatego drugi rok z rzędu 1-majowe obchody będą miały charakter zgodny z obostrzeniami pandemicznymi. Pandemia zmieniła formę w jakiej walczymy o nasze racje polityczne na ulicach.
Jednocześnie pandemia to okres wzmożonej pracy parlamentarnej. Tego pandemia Lewicy nie może odebrać. Przeciwnie, ostatnie kilkanaście miesięcy to czas wzmożonej pracy parlamentarnej. Posłowie klubu Lewicy średnio co tydzień zgłaszają projekt nowej ustawy w Sejmie. Żaden klub nie ma takiego dorobku. Również te wielokrotnie od nas liczniejsze.
Większość projektów ustaw zgłaszanych przez Lewicę dotyczy spraw społecznych, gospodarki, atakowanego przez Ziobrę wymiaru sprawiedliwości, praw człowieka.
Z okazji 1 maja chciałbym poinformować czytelniczki i czytelników „Trybuny” o najważniejszych projektach ustawodawczych zgłoszonych przez klub kierowany przez Krzysztofa Gawkowskiego, Dariusza Wieczorka i Marcelinę Zawiszę. Niech będzie do nasza 1-majowa platforma programowa. Rozliczenie się posłanek i posłów Lewicy ze swojej pracy w Sejmie przed Ludźmi Pracy.
Oto co proponujemy:

  1. Zasiłek chorobowy w wysokości 100 procent wynagrodzenie, gdy ubezpieczony przebywa zwolnieniu, izolacji lub kwarantannie z powodu choroby zakaźnej.
  2. Podniesienie najniższej emerytury i renty z tytułu całkowitej niezdolności do pracy do 1600 zł, a najniższej renty z tytułu częściowej niezdolności do pracy do 1200 zł.
  3. Możliwość nabycia prawa do emerytury przez kobietę po ukończeniu 55 lat i przepracowaniu 35 lat, a przez mężczyznę – po ukończeniu 60 lat i przepracowaniu 40 lat.
  4. Przywrócenie uprawnień emerytalnych i rentowych funkcjonariuszy służb mundurowych oraz ich rodzin, których zostali oni pozbawieni tzw. ustawą dezubekizacyjną.
  5. Podniesienie zasiłku pogrzebowego z 4000 do 7000 zł.
  6. Wprowadzenie corocznej waloryzacji zasiłku pogrzebowego.
  7. Świadczenie kryzysowe w kwocie 80 proc. minimalnego wynagrodzenia za pracę dla bezrobotnych, przedsiębiorców, którzy zawiesili działalność gospodarczą, oraz innych osób, których przychody spadły w związku z epidemią.
  8. Okresowe świadczenie gwarantowane w kwocie 75 proc. zasiłku dla bezrobotnych przysługujące bezrobotnym bez prawa do zasiłku.
  9. Zasiłki celowe i specjalne zasiłki celowe dla osób, których sytuacja materialna uległa pogorszeniu w związku z epidemią koronawirusa.
  10. Dofinansowanie czesnego dla bezrobotnych, którzy podjęli kształcenie przed początkiem epidemii.
  11. Przedłużenie zasiłku dla bezrobotnych do czasu zakończenia stanu epidemii lub stanu zagrożenia epidemicznego.
  12. Zastąpienie zasiłku dla bezrobotnych świadczeniem gwarantowanym w wysokości 50 proc. ostatniego wynagrodzenia, które będzie przysługiwało przez 730 dni.
  13. Zwiększenie stypendium dla bezrobotnych na stażu do 75 proc. minimalnego wynagrodzenia za pracę.
  14. Wprowadzenie dopłat do pensji z Funduszu Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych do 75 procent wynagrodzeń w firmach zmagających się ze skutkami pandemii. Pod warunkiem, że nie zwalniają pracowników.
  15. Prawo do urlopu dla osób fizycznych prowadzących jednoosobową działalność gospodarczą oraz osób świadczących pracę na podstawie innej umowy niż umowa o pracę, w szczególności długotrwałych umów cywilnoprawnych.
  16. Wprowadzenie zakazu zwolnienia pracownika z powodu jego absencji chorobowej w okresie trwania stanu epidemii lub stanu zagrożenia epidemicznego.
  17. Wprowadzenie dla pracowników domów pomocy społecznej pracujących w trudnych lub uciążliwych warunkach dodatku za warunki pracy.
  18. Zakaz obniżania zasiłków macierzyńskich przez pracodawców w okresie stanu epidemii lub zagrożenia epidemicznego.
  19. Nadanie możliwości pracy nauczycielom pobierającym świadczenie kompensacyjne.
  20. Projekt ustawy przewiduje złagodzenie podstaw odpowiedzialności dyscyplinarnej nauczycieli i dyrektorów szkół.
    To nasza propozycja dla Ludzi Pracy. To nie są postulaty i hasła wiecowe. Każde z rozwiązaniem jest zapisane w projekcie ustawy zgłoszonym w Sejmie.
    Nie łudzimy się. Rzekomo prospołeczny PiS nie poprze tych ustaw. Ale one są. I będą czekać na okres po wyborach. Kiedy żaden polityk PiS nie zablokuje naszych propozycji.
    1 maja to także rocznica członkostwa Polski w Unii Europejskiej. Okazja do podziękowania wszystkim tym, którzy przed dwudziestu laty pracowali dniami i nocami, aby Polska wróciła do europejskiej rodziny. Udało się.
    To dzięki Unii Europejskiej w Polsce nie zadeptano praworządności. To Unia Europejska upomina się o ochronę mniejszości w Polsce. To Unia sprawia, że przestajemy truć się powietrzem, którym oddychamy i rozpoczynamy zieloną transformację.
    Obecność w Unii jest dla nas wielką wartością, wyborem cywilizacyjnym. Podchodzimy z wielką ostrożnością do wszystkich działań mogących, nawet wbrew intencjom autorów, zachwiać obecnością Polski w Unii.
    Premier Cameron w Wielkiej Brytanii też nie chciał wyprowadzić swojego państwa z Unii. Ale jego zabawa zapałkami skończyła się Brexitem.
    Polska racja stanu składa się dzisiaj z dwóch elementów. Efektywnego członkostwa w Unii Europejskiej oraz odsunięcia PiS-u od władzy. Lewica chce zrealizować oba. Wzmocnić obecność Polski w Unii Europejskiej i pogonić PiS.
    Wówczas będziemy mogli z otwartą przyłbicą realizować nasz program zabezpieczający interesy wszystkich Ludzi Pracy.
    Za rok spotkamy się na pochodzie. Zadbajmy już dziś aby był on najliczniejszy w historii.
    Niech się święci 1 maja!

Świeto Pracy 1 maja narodziło się w Chicago

Prawicowe media, IPN i im podobne ośrodki przedstawiają idee lewicowe, Polskę Ludową w tendencyjny i wręcz kłamliwy sposób. Ujawniają przy tym nie tylko swój brak obiektywizmu ale wręcz jaskrawą ignorancję. Tak jest np. w przypadku 1 Maja, które nazywają „komunistycznym świętem”, ośmieszając przy tym pochody 1–Majowe. Przemilczają fakt, że Międzynarodowy Dzień Pracy obchodzony jest od ponad 120 lat w wielu krajach na świecie.

Geneza 1 Maja wywodzi się z walki robotników amerykańskich o 8 godzinny dzień pracy. W 1884 r. zjazd Federacji Organizacji Robotniczych i Związków Zawodowych Stanów Zjednoczonych i Kanady podjął uchwałę, że począwszy od 1 maja 1886 r. ustawowy dzień pracy będzie trwał 8 godzin. Zalecił on organizacjom związkowym aby wymogły na władzach lokalnych respektowanie tej decyzji. Wprowadzenie 8-godzinnego dnia pracy spotkało się z oporem ze strony pracodawców, a tym samym ze strony władz lokalnych. Chicago stało się terenem najbardziej bojowych wystąpień robotników walczących o 8-godzinny dzień pracy. W Stanach Zjednoczonych zastrajkowało około 350 tys. robotników w 11 562 warsztatach pracy. W Chicago strajkowało 40 tys. robotników.

W lutym 1886 r. zastrajkowali robotnicy w fabryce maszyn rolniczych McCormicka, żądając 8-godzinnego dnia pracy i podwyżki płac. Strajk ciągnął się przez kilka miesięcy i nic nie wskazywało na to, aby właściciel zamierzał spełnić żądania robotników. McCormick sądził, że głód i nędza zmuszą robotników do ustępstw. Strajk objął również inne zakłady. Wielu właścicieli przyjęło żądania strajkujących. Na przykład, kiedy zastrajkowało 7 tys. robotników w jednej z rzeźni chicagowskich, właściciel spełnił żądania robotników i praca została wznowiona. Część kapitalistów postanowiła jednak nie ustępować.

W tej sytuacji organizatorzy ruchu robotniczego ogłosili, że 1 maja 1886 r. rozpocznie się ogólnokrajowy strajk z żądaniem wprowadzenia 8-godzinnego dnia pracy. W maju w Chicago strajkowało już 58 tys. robotników.

Sobota 1 maja 1886 r. była w Chicago słoneczna. Robotnicy tłumnie stawili się na pochód protestacyjny. Trasa, którą szedł pochód była silnie obstawiona przez policję, wojsko i gwardię stanową. Policjanci z karabinami gotowymi do strzału obsadzili dachy domów na trasie pochodu. Mimo nerwowej atmosfery, robotnicy zachowali zimną krew i nie dali policji powodu do ataku. Na wiecach przemawiało wielu mówców. Jeden z liderów Albert Parsons mówił między innymi o konieczności utrzymania solidarności i jedności w ruchu robotniczym. Przemówienia były wygłaszane nie tylko w języku angielskim, ale także polskim, niemieckim, czeskim, co odzwierciedlało różnorodny skład etniczny klasy robotniczej.
Strajk na rzecz 8-godzinnego dnia pracy był w Chicago strajkiem powszechnym. Stanęły prawie wszystkie fabryki. Nie pracowały huty, zamarł port, nie kursowały koleje. Około 80 tys. robotników pikietowało zakłady pracy w celu niedopuszczenia do pracy łamistrajków. Od czasu do czasu tylko pałkarze policyjni rozpraszali zbierające się tu i ówdzie grupy robotników. Kapitaliści obradowali w tym czasie w hotelu Sherman zastanawiając się na tym jakie zastosować środki odwetowe wobec strajkujących. Jak dotąd strajk proklamujący 1 maja odbywał się bez poważniejszych incydentów.

Dramatyczniejsze wydarzenia rozegrały się 3 maja 1886 r. Jak już wspominaliśmy od połowy lutego w fabryce maszyn rolniczych McCormicka trwał strajk. Właściciel ogłosił lokaut, zwolniono 1400 robotników i uruchomiono częściowo fabrykę, przyjmując około 300 łamistrajków. 3 maja strajkujący robotnicy zaatakowali łamistrajków wychodzących po pracy z fabryki. Z pomocą robotnikom przyszło 6 tys. pracowników przemysłu drzewnego, którzy w odległości kilkuset metrów odbywali właśnie wiec i wybierali delegatów na rozmowy z pracodawcami. W ciągu zaledwie kilku minut zjawił się przed fabryką kilkusetosobowy oddział policjantów, który otworzył ogień do robotników. Czterech robotników poniosło śmierć, a wielu odniosło poważne obrażenia.

Tej dramatycznej scenie przyglądał się burmistrz Chicago, Carter Harrison i nic nie uczynił, by powstrzymać policję. Świadkiem tego dramatu był również działacz robotniczy August Spies, który natychmiast udał się do redakcji „Arbeiter Zeitung” i napisał ulotkę, która ukazała się w językach angielskim i niemieckim pt. Zemsta! „Robotnicy do broni”. Tekst głosił między innymi: „Panowie nasłali na robotników swe krwiożercze psy – policję. Przed fabryką McCormicka zabili oni dzisiejszego popołudnia waszych braci. Zabili tych sześciu biedaków, ponieważ podobnie jak wy, mięli oni odwagę przeciwstawiać się woli naszych panów (…). Zabili ich, aby pokazać wam, wolnym obywatelom amerykańskim, że musicie zadowolić się tym, na co wam pozwoli wasz pan, inaczej zamorduje was (…). Jeżeli jesteście mężczyznami, synami naszych wielkich przodków, którzy przelali krew za waszą wolność, pokażcie swą siłę. Zniszczcie tego ohydnego gada, który chce zniszczyć was. Wzywamy was do broni”.
Ulotka podpisana była „Wasi bracia”. Jednocześnie kolportowano drugą ulotkę, wzywającą robotników na masowy wiec, który miał się odbyć następnego dnia tzn. 4 maja 1886 r. na Haymarket Square.

Policja wiedząc o zapowiedzianej demonstracji 4 maja przez cały czas atakowała grupki robotników zdążających na wiec. Mimo przeszkód stawianych przez policję wieczorem na placu Haymarket stawiło się 3 tys. ludzi. Przemawiali między innymi Spies i Parsons. Na placu zjawił się także burmistrz Carter Harrison, aby upewnić się, czy wszystko przebiega spokojnie. Około godz. 22.00 ludzie stopniowo zaczęli się rozchodzić z uwagi nie tylko na późną porę, ale także na deszcz, który zaczął właśnie padać. Kiedy na Haymarket Square pozostała około 1/3 uczestników skupiona wokół jednego z działaczy (Sauela Fieldena), na placu pojawił się inspektor policji chicagowskiej, kapitan John Bonfield, w towarzystwie 180 policjantów uzbrojonych nie tylko w broń palną, ale także w dłuższe od normalnych pałki. Bonfield znany był ze swej brutalności w rozprawianiu się z demonstrantami politycznymi. Kapitan zbliżył się do Fieldena i nakazał robotnikom, rozejść się „natychmiast w spokoju” Fielden na to odrzekł: „zachowujemy się przecież spokojnie”. W tym momencie ktoś rzucił z pobliskiego zaułka bombę, która wybuchła tuż obok policjantów, zabijając jednego z nich na miejscu i raniąc kilku innych. Policja zaczęła nacierać na tłum robotników. W ruch poszły pałki, strzelano z broni palnej na oślep. Straty były ogromne. Po stronie policji zginęło 7 osób, a 67 było rannych. Ocenia się, że zostało rannych ponad 200 robotników. Ale ilu policja zabiła ? – nie wiadomo, ponieważ przyjaciele zabierali ich ciała i nie meldowali władzom, aby uniknąć dalszych represji.

Władze bezwzględnie rozprawiły się z przywódcami akcji protestacyjnych w Chicago. Do więzienia wtrącono setki robotników, a sześciu działaczy skazano na karę śmierci.

W 1889 r. II Międzynarodówka na swym kongresie założycielskim w Paryżu uznała 1 Maja międzynarodowym świętem pracy dla uczczenia strajku robotników amerykańskich (1.05.1886) o 8 godzinny dzień pracy. W Polsce poraz pierwszy 1 Maja obchodzono w Warszawie w 1890 r.

Dziś w 2021 r. ludzie pracy w Polsce mają szczególne powody by w dniu 1 Maja upomnieć się o swoje prawa, o pracę dla milionów bezrobotnych, o trwałe a nie śmieciowe umowy o pracę, o stabilność pracy, przeciw różnorodnym formom dyskryminacji zatrudnionych. 1 Maja jest również dniem międzynarodowej solidarności ludzi pracy.

Warszawski kryzysowy 1 Maja

Zawsze będziemy bronić praw pracowniczych – zobowiązali się 1 maja parlamentarzyści Lewicy.

Zamiast pochodów pierwszomajowych w czasie pandemii działacze lewicowi w Warszawie zorganizowali skromne uroczystości pod pomnikami szczególnie ważnymi dla socjalistów i socjaldemokratów. Delegacja parlamentarnej Lewicy złożyła wieńce na Cytadeli Warszawskiej i Placu Grzybowskim. W miejscach pamięci walki polskich rewolucjonistów z kwiatami pojawili się również działacze PPS. Z kolei pod pomnikiem Ignacego Daszyńskiego swój wieniec złożyło kierownictwo OPZZ. Nie zabrakło refleksji nad tym, że przesłanie pierwszomajowego święta okazuje się boleśnie aktualne. Demontaż praw pracowniczych pod pretekstem walki z kryzysem, ignorowanie problemu rosnącego bezrobocia i faktu, że ludzie tysiącami tracą źródło zarobku – to przecież najbardziej aktualna polska rzeczywistość. Dlatego działacze Lewicy zobowiązali się zawsze walczyć o prawa pracownicze, tak jak prawdziwa lewica czyniła przez całą swoją historię.

Pakiet ustaw

– Jesteśmy razem z organizacjami związkowymi, bo ludzie pracy muszą czuć zabezpieczenie i wsparcie także od polityków. Pakiet Pracowniczy Lewicy to rozwiązania, dzięki któremu pracownicy będą mogli się czuć bezpiecznie nie tylko podczas kryzysu – powiedział Krzysztof Gawkowski.
Aby dowieść, że to nie puste słowa, posłowie i posłanki przypomnieli o złożonych ostatnio projektach ustaw. To m.in. opisany na łamach „Dziennika Trybuna” projekt ustawy przewidującej zasiłek dla bezrobotnych w wysokości połowy ostatniej pensji i świadczenie kryzysowe – 2100 zł dla każdego, kto stracił źródło stałego dochodu. Lewica chce również zlikwidować umowy śmieciowe, a dopóki się to nie stanie – dać pracującym w oparciu o umowy-zlecenie i o dzieło prawo do urlopu.

Pracowniku, nie głosuj na Dudę!

Nie zabrakło podczas uroczystości także gorzkich słów pod adresem prezydenta Andrzeja Dudy. – Nie zlikwidował śmieciówek, nie pomógł frankowiczom, nie podniósł kwoty wolnej od podatku. Andrzej Duda oszukał ludzi pracy! – powiedział kandydat Lewicy na prezydenta, Robert Biedroń. Zaś wicemarszałek Sejmu Włodzimierz Czarzasty zachęcał, by nie słuchać wezwań do zignorowania wyborów i korespondencyjnie oddać głos właśnie na Biedronia.

– 10 maja wyborów nie będzie i jeżeli ktoś mówi, iż nieprzyzwoite jest bycie aktywnym w trakcie wyborów, to ja pragnę powiedzieć, że nieprzyzwoite jest to, że bandyta zabiera Ci majątek a Ty nie reagujesz – przekonywał.

W mieście rewolucji

W Łodzi, mieście, gdzie pamięć o robotnicach i robotnikach, fabrykach oraz rewolucji 1905 r. należy do podstaw lokalnej tożsamości, obchody 1 maja nie mogły się nie odbyć.

W ubiegłym roku w Łodzi swój główny pochód przeprowadziła partia Razem wspólnie z Piotrem Ikonowiczem i jego Ruchem Sprawiedliwości Społecznej. W dobie pandemii uroczystość trzeba było ograniczyć do złożenia kwiatów pod pomnikiem Czynu Rewolucyjnego. Były na niej obecne posłanki Hanna Gill-Piątek i Anita Sowińska oraz Tomasz Trela, jak również wiceprezydent Łodzi Małgorzata Moskwa-Wodnicka oraz reprezentacja Polskiej Partii Socjalistycznej.

– Historycznie to właśnie lewica wywalczyła ośmiogodzinny dzień pracy, a dziś, we współpracy ze związkami zawodowymi, upominamy się o tych, o których rząd PiS – ale również rządy PO-PSL – nie pamięta. Gdy pomoc w kryzysie jest kierowana do silnych, a do pracowników i bezrobotnych przez kryzys już nie dochodzi – przypomniano podczas uroczystości.

Tarcza do wymiany

Lewicowi politycy wskazali, które zapisy tzw. tarcz antykryzysowych trzeba natychmiast skorygować, co też jest obecnie celem ich aktywności. Chodzi o zapis z drugiej tarczy antykryzysowej, umożliwiający części pracodawców koszarowanie załóg oraz o regulacje pozwalające masowo zwalniać pracowników administracji państwowej. Posłowie zapowiedzieli również walkę o objęcie podstawowymi gwarancjami wszystkich pracowników, niezależnie od typu umowy oraz o to, by podczas zwolnienia chorobowego pracownikowi przysługiwało wynagrodzenie w pełnej wysokości.

Pamięć o walce i pracy

Parlamentarzyści, którzy nie obchodzili 1 maja w Warszawie, udali się z kwiatami pod lokalne pomniki honorujące świat pracy i przypominające o walce robotników. W dobie pandemii o 1 maja nie zapomniały również lokalne struktury lewicowych partii.

W Gdyni kwiaty na Płycie Marynarza Polskiego złożył pochodzący właśnie z tego miasta poseł Marek Rutka. – To hołd wszystkim ludziom morza, pracownikom przemysłu stoczniowego, a także tym, którzy pracują i pracowali by nasze miasto rozwijało się i było coraz piękniejsze – stwierdził parlamentarzysta, zaznaczając r, że nie można dziś, w dobie bankructw i zwolnień, nie doceniać wartości pracy.

Posłanka Anita Sowińska uczciła 1 maja pamięć robotników Tomaszowa Mazowieckiego, którzy w 1905 r. stanęli do walki o godne życie, a także prezydenta miasta Kazimierza Szmidta, działacza PPS, szczególnie zasłużonego dla rozwoju i modernizacji miasta.

W Zielonej Górze na Placu Bohaterów o prawach pracowniczych przypomniał poseł Bogusław Wontor w otoczeniu lokalnych aktywistów Wiosny. Wspomniano tam o strajkujących robotnikach z Chicago, których pamięć uczciła II Międzynarodówka, ustanawiając święto 1 maja, ale i o tłumieniu robotniczych protestów w latach PRL

W Toruniu działacze SLD udali się z kwiatami na grób Juliana Nowickiego – przedwojennego komunisty, działacza klasowych związków zawodowych i organizatora demonstracji bezrobotnych w 1936 r. Na marszu ludzi, którzy w dobie ekonomicznego kryzysu domagali się pracy i chleba, Nowicki został zastrzelony przez policjanta. Uczczenie tej postaci w czasach, gdy masowe bezrobocie może wkrótce być nie tylko historią, nabrało szczególnego wymiaru.

O bezrobotnych przypomniano również w Suwałkach, gdzie wspólną uroczystość pod Pomnikiem Straceń zorganizowali działacze SLD i Lewicy Razem. – Mamy przestarzały zasiłek dla bezrobotnych, z czasów pierwszych lat transformacji. Wysokość zasiłku dla bezrobotnych jest skandalicznie niska i należy do jednych z najniższych w Unii Europejskiej. Chyba od czasów Jacka Kuronia zmieniło się w Polsce dostatecznie dużo, aby pomyśleć o zmianie? – pytał Marcin Birgiel z podlaskiego okręgu Razem.

Mamy o co walczyć

Forsując kolejne niekorzystne dla pracowników rozwiązania w tarczach antykryzysowych rząd bardzo dobitnie pokazał wszystkim polskim pracownikom, jak niewiele znaczą, gdy uderzył kryzys, a oni są rozproszeni i nie mają silnej reprezentacji.

Zapisy tarczy antykryzysowej nr 3, które miały pozwalać pracodawcom na wyrzucanie z pracy przez e-mail i szybkie pozbywanie się pracowników, którzy mają jeszcze jakieś źródło dochodu, na razie pozostały w sferze medialnych przecieków. Nie znalazły się w katalogu przepisów, które rząd ostatecznie zaakceptował na posiedzeniu i wniósł do Sejmu. Jeszcze nie wracamy do XIX-wieku, jak ostrzegał OPZZ. Ale też i nie robimy żadnych kroków w stronę państwa dobrobytu, które podobno miało pod rządami PiS stać się udziałem Polaków. W czasach kryzysu rząd idzie drogą wydeptaną przez jawnie neoliberalnych poprzedników. Wydłuża i „uelastycznia” czas pracy, otwiera furtki do zwolnień, a osoby zatrudnione w wybranych branżach pozwala przymuszać do ciągłego trwania w gotowości do pracy.
W czasie kryzysu 2008 r. nie siedzieliśmy zamknięci w domach i związki zawodowe były w stanie wyprowadzić na ulice tysiące niezadowolonych. OPZZ i „Solidarność demonstrowały jeszcze wtedy razem. Dziś nie można o tym nawet marzyć. Nie można jednak również siedzieć z założonymi rękami. Już wiemy, że niby-protest w przestrzeni wirtualnej, a nawet przekonujco uargumentowana publicystyka i wideokonferencje nie robią na rządzących wrażenia. Dlatego warto właśnie teraz, w okolicach pierwszomajowego Święta Pracy, wziąć sobie do serca apel związku zawodowego Inicjatywa Pracownicza, wzywającego, by tworzyć na poziomie zakładów, a potem może regionów i branż, społeczne, pracownicze komitety antykryzysowe. Skoro 70 proc. pracowników mimo pandemii nadal pracuje – niech będzie słyszalny ich głos i ich postulaty.

A żądać tego 1 maja możemy:
Wyrzucenia śmieciówek do śmieci

Bo już wiemy, co one w praktyce znaczą. Przed kryzysem część pracowników, zwłaszcza młodych, mogła wzruszać ramionami na brak ubezpieczenia i niestabilność zatrudnienia, ciesząc się z dodatkowej gotówki tu i teraz. W dobie gospodarczego załamania zostali z niczym. Najpierw musieli chodzić do pracy nawet z chorobą, bo urlop nie przysługiwał. Potem zaczęli tę pracę tracić, nadal nie mając ubezpieczenia czy prawa do zasiku. Na koniec minister Emilewicz poradziła, że „trzeba było się ubezpieczać”.

Potrzebujemy stabilnego zatrudnienia i poczucia bezpieczeństwa, a nie eksploatacji bez żadnych gwarancji.

Podwyższenia zasiłku dla bezrobotnych

Na koniec roku bezrobocie może wynieść 10 proc. – do tego rząd już się przyznaje. W praktyce będzie zapewne wyższe. A nie każdy pozbawiony zatrudnienia spełni kryteria, by otrzymać nieco ponad 800 zł zasiłku (w pierwszych miesiącach).

Lewica oczekuje, że zasiłek wyniesie połowę ostatniej pensji i będzie wypłacany dłużej. Państwo stać, by dać ludziom możliwość utrzymania się na powierzchni podczas katastrofy, którą nie oni spowodowali.

Gwarancji bezpiecznej pracy

Nie wszystkie zakłady będą mogły przejść w tryb pracy zdalnej. Ale we wszystkich da się zapewnić podwyższony poziom higieny, przeprowadzać regularną dezynfekcję i wietrzenie, wyposażyć pracujących w stroje ochronne.

Obecnie część pracodawców, gdy o tym słyszy, oznajmia w pierwszej kolejności, że czas na te czynności powinien zostać odjęty od ośmiogodzinnego dnia pracy. Bo przecież to niemożliwe, by ludzie chociaż przez moment pozostawali bezczynni.

Państwo ma obowiązek bronić obywateli, ich zdrowia i życia. Mamy prawo żądać, by zadziałało w tej sprawie, jeśli równocześnie nakłada na nas kolejne ograniczenia w życiu codziennym.

Większych praw dla związków zawodowych

Dziś zorganizowanie w Polsce strajku jest procedurą wyjątkowo skomplikowaną na tle rozwiązań, jakie obowiązują w innych państwach zachodnioeuropejskich. Uproszczenie fazy rokowań i wymogów dotyczących referendum strajkowego nie doprowadzi do chaosu, lecz podniesie pozycję negocjacyjną polskiego pracownika w sporze z szefem. W dobie pandemii i strachu o jutro – bliską zeru.

Wzajemności biznesu za pomoc państwową

Tu wystarczy wprost przytoczyć jeden z punktów apelu Inicjatywy Pracowniczej: „Beneficjenci pomocy państwa z branży produkcyjnej, którzy zanotowali zyski powyżej 50 mln zł w ostatnim roku, powinni przestawić produkcję na pomoc niedofinansowanym systemom opieki medycznej (respiratory i sprzęt ochrony indywidualnej) po kosztach wytworzenia materiału”. Nic dodać, nic ująć!

Niech się święci Pierwszy Maja!

Uczcijmy 1 Maja

Złóżmy indywidualnie symboliczne, czerwone róże i goździki w miejscach upamiętnionych krwią robotniczą w walce o niepodległość i sprawiedliwość społeczną.

1 maja 2020 roku, od godziny 12.00 zaznaczmy swoją determinację w walce o nasze prawa. Prawa pracowników, bezrobotnych, obywateli, Polaków.
W Warszawie to Plac Grzybowski, Cytadela, pomnik Ignacego Daszyńskiego, Plac Warecki i wiele innych miejsc. Miejsca związane z robotniczymi walkami i protestami są w każdym praktycznie mieście w Polsce.
Zbliża się święto 1 Maja. To ogólnoświatowe, również w Polsce państwowe święto, wywodzące się z tradycji walki klasy robotniczej o status społeczny i zawodowy jeszcze w XIX wieku. Wyrosło ono na tradycji walki z agresywnym kapitalizmem pozbawiającym ludzi pracy ich szans i możliwości rozwoju. Lewica polska w XXI wieku obchodzi to święto, bo nadal chce być reprezentacją wielomilionowej rzeszy pracowników różnych zawodów, zatrudnionych w różnej formie i w instytucjach zarówno państwowych, jak i prywatnych, a także w systemie samozatrudnienia.

To także święto wielkiej rzeszy bezrobotnych, których status jest wynikiem agresywności korporacyjnego kapitalizmu i bezlitosnego rynku.
Święto 1 Maja mieści się w tradycji polskich socjalistów, na stałe weszło do historii i tradycji PPS. Porozumienie Socjalistów, kierując się doświadczeniem, proponuje, aby tegoroczne święto – 1 Maja 2020, mimo panujących ograniczeń w kontaktach, zaznaczyć w oryginalnej, indywidualnej formie, dozwolonej przez prawo.

Zachęcamy wszystkich do spontanicznego, indywidualnego odwiedzenia miejsc pamięci, uwidocznienia swego przywiązania do tradycji i zrozumienia współczesnych potrzeb szerokich rzesz pracowniczych. Pokażmy, że konflikt kapitał – praca istnieje i nie da się go zapudrować przez media. To pracownik na wolnym rynku sprzedaje swoją pracę, a kapitalizm ją kupuje.

Walczymy o swe prawa w ramach tego układu.

Pierwszomajowo i historycznie

Wspomnienia i współczesne odniesienia do historii obchodów 1 maja. Oraz trochę doznań osobistych i refleksji.

Obchody majowe, zwłaszcza w Europie, ale nie tylko, były przed laty potężnymi manifestacjami o większe prawa, poprawę życia i warunków pracy milionów robotników, świata pracy. Domagano się zmiany oblicza kapitalizmu, jego bardziej ludzkiej twarzy. A w przestrzeni publicznej funkcjonował pogląd podziału ówczesnego świata na dwa obozy – obóz imperializmu i wojny oraz obóz socjalizmu i pokoju. Kapitalizm był stopniowo zmuszany do zmiany swojej dotychczasowej istoty i charakteru z drapieżnego, wilczego na bardziej sprawiedliwy, do dzielenia się zyskami z tymi, którzy je tworzyli. Stopniowo zmieniał swój system ekonomiczno-społeczny. Pracujący domagali się opiekuńczej funkcji państwa.
Kapitał był więc zmuszany do większej wrażliwości na potrzeby pracowników będąc pod wielkim naciskiem, w tym manifestacji i protestów. Walnie przyczyniła się do tego ogromna popularność światowego socjalizmu. Przecież dziś w wielu państwach władzę sprawują lub współtworzą rządy koalicyjne, socjaliści.
Od „chleba i pracy”…
A teraz trochę o historii manifestacji majowych na świecie, ale szczególnie w Polsce, w II RP oraz po wojnie, w Polsce Ludowej i współczesnym ich charakterze.
W moim dość długim życiu było sporo obchodów pierwszomajowych, w których uczestniczyłem jako uczeń, a później jako dorosły, na różnych stanowiskach służbowych. Byłem jednym z maszerujących w kolumnie pochodów, ale też stałem na trybunie jako jeden z wielu pozdrawiających idących w pochodach przedstawicieli wszystkich niemal środowisk naszego społeczeństwa. Przez te dziesiątki lat miały one różny charakter, hasła polityczne i oprawę propagandową. Warunkowane to było sytuacją społeczno-polityczną w kraju oraz tym, jaka partia czy partie były włodarzami Polski.
Jakże różniły się one w czasach Polski Ludowej od tych organizowanych w II RP. Manifestanci wówczas żądali chleba i pracy. To były główne hasła i oczekiwania znacznej części bezrobotnych, robotników i inteligencji. Były też w naszej historii obchody majowe, w których strzelała policja granatowa i rozpędzała tłumy manifestantów kolbami karabinów. Ówczesny minister spraw wewnętrznych nawet podpisał regulamin, jak policjanci mają kolbami atakować robotników, by nie uszkodzić karabinów. Tego wstydliwego faktu historycznego w ogóle się nie wspomina. Bo poprawność polityczna tego wymaga. Wśród uczestników obchodów pierwszomajowych byli nie tylko ranni, lecz także ofiary śmiertelne. Jako dziewięciolatek pamiętam rozmowy w rodzinie i wśród sąsiadów z ulicy Lipowej Sokołowa Podlaskiego. Wiodła ona od Węgrowskiej aż do dworca kolejowego, a mieszkali tam prawie sami robotnicy i kilku rolników, m.in. rodziny Ukasiewiczów i Ławeckich oraz parę rodzin pracujących w różnych urzędach miasta. Ja uczestniczyłem w obchodach majowych w czasach, w których praca i chleb już były, lecz nie zawsze pod dostatkiem, więc czasami kiszki marsza grały. Oj, grały za lepszym chlebem i różnymi jadalnymi dodatkami. Nie zawsze i nie we wszystkich latach mojego życia on dobrze smakował. Na szczęście jest to już daleka przeszłość.
…po „oficjałki”
Były to czasy i okresy różne, obfitujące w ważne narodowe wydarzenia, które się kładły niekiedy cieniem, a nawet dramatem na ówczesnej rzeczywistości. Miały one przecież przeróżne barwy naszego systemu ustrojowego. Przeżywaliśmy od 1956 roku stalinizm. Później przyszła odwilż oraz czas zrywania, odrzucania jego ideologii i zaklęć programowych.
Był też jakże ważny etap Władysława Gomułki. To w naszej historii okres wybijania się na samodzielność, etap polskiej drogi rozwoju i istotnej zmiany naszego życia. Zmiany w relacjach ze Związkiem Radzieckim. Polacy dokonali wówczas ważnych przeobrażeń demokratycznych, eksponując bardziej interesy narodowe we wspólnocie socjalistycznej. Wielu polityków zostało wówczas postawionych przed sądami za ich zbrodnicze czyny i działalność represyjną. Byli sądzeni w procesach politycznych i karani za czyny, których nie popełnili. Po Gomułce była dekada Edwarda Gierka. Do dziś toczy się spór o jej ocenę. Wielu Polaków pozytywnie ocenia okres sprawowania władzy przez tego polityka z rodowodem robotnika i inżyniera. Był to bardzo znaczący okres naszego rozwoju gospodarczego oraz zbliżania się do zachodniej cywilizacji. Powstał nowoczesny przemysł. Polska otworzyła się szeroko na świat zachodni. Pojawiły się nie tylko korzystne relacje z państwami zachodniej Europy, lecz i świata. Nastąpił znaczny rozwój współpracy z krajami kapitalistycznymi, a nie tylko członkami RWPG.
Dekada Gierka i jego osobiste kontakty z wieloma politykami świata znacząco przyczyniły się do wzrostu gospodarczego naszego kraju. Także życia oraz warunków bytowych naszych obywateli.
Ale mieliśmy również stan wojenny, który podzielił nas na dwie części. Na tych, którzy bronili Polski Ludowej i tych, którzy dążyli do jej zburzenia, do zmiany istniejącego ustroju.
Wówczas to nasze społeczeństwo zostało po prostu przeorane. Groziła nam wojna polsko-polska oraz strumienie krwi Polaków. Mimo upływu lat znaczny procent nas, Polaków, uważa, że odważna decyzja Wojciecha Jaruzelskiego uchroniła rodaków od samozagłady i niepotrzebnego przelewu znów polskiej krwi. Rzeczywistej wojny Polaków z Polakami, przy zbrojnym udziale sąsiadów, ich interwencji w nasze narodowe sprawy. Są przecież historyczne dowody i fakty, które potwierdzają, że mogłoby zaistnieć to najgorsze, gdyby nie wola męża stanu generała Wojciecha Jaruzelskiego.
To, co wyżej napisałem, jest moim wstępem do rozważań na temat pierwszomajowego święta. Przecież nie można na powyższy temat pisać w oderwaniu od ówczesnej sytuacji, która warunkowała charakter przebiegu tego święta. Chcę opowiedzieć nie o historii obchodów 1 Maja w ogóle, nie o historii manifestacji ludzi pracy, lecz o tych obchodach, w których uczestniczyłem.
Bez robotników
W moim rodzinnym mieście w czasach II RP takich obchodów nie organizowano. Nie pamiętam większych zgromadzeń. Dlaczego? W tym mieście, w którym się urodziłem i mieszkałem do dwudziestego roku życia, nie było większych zakładów pracy. Była jedna cukrownia i tartak oraz dworzec kolejowy (teraz go nie ma) i rozlewnia octu. I to wszystko. Były rodzinne warsztaty rzemieślników, ale nie zatrudniano w nich pracowników, a w niektórych zatrudniano jedną osobę, ucząc zawodu, za co rodzice musieli płacić. Takie były czasy jeszcze po II wojnie światowej. Kilka lat po wojnie nowa władza zakazała pobierania opłat za naukę zawodu. Komunistów w tym czternastotysięcznym mieście było pięciu. Wszystkich znałem, pamiętam nazwiska. Był to zamiatacz ulic, szewc, piekarz, pracownik cukrowni i pracownik miejskiego samorządu. Nie wykazywali oni większej aktywności społecznej. Toteż nie było komu organizować pochodów pierwszomajowych.
Rok trudny
Pierwsze obchody pierwszomajowe, w których uczestniczyłem zorganizowano w moim mieście w 1949 roku. Był to trudny rok. Walki z niezłomnymi, którzy atakowali z zaskoczenia, ukrywając się w lasach lub melinach wiejskich. Był to dla niektórych czas dramatyczny. Ginęli Polacy, którzy odbudowywali swoje miejsca pracy, chłopi zajmujący ziemię obszarników. Jednego dnia pochowano 17 spośród tych, którzy bronili władzy ludowej. Było to na rynku przy pomniku księdza Brzóski, powstańca z 1864 roku powieszonego przez zaborców carskich. Nieco później kilkunastu poległo pod Borowem. Zamach na sekretarza KP PPR. I jeszcze inne dramatyczne wydarzenia, które nas, sokołowiaków, podzieliły, zwaśniły. Ginęli ci z lasu.
Władze powiatowe na terror odpowiadały tym samym. Walczono o kształt przyszłej Polski, o to, jaka ona miała być. Tak samo było w gminach naszego powiatu, w Kosowie Lackim, Sterdyniu i innych miasteczkach i wsiach powiatu. I w takiej scenerii walk bratobójczych odbył się pierwszy pochód pierwszomajowy. Trybuna była wybudowana na ulicy Węgrowskiej obok budynku, który był siedzibą KP PPR. Jak na miasto powiatowe, to było trochę uczestników tej manifestacji. Byli to przeważnie pracownicy różnych urzędów administracji miejskiej i kolejarze oraz młodzież szkół.
Po upływie czterech lat od wojny powstały bowiem szkoły średnie i zawodowa, handlowe liceum oraz zasadnicza szkoła metalowa. Z naszym uczestnictwem w tych obchodach było trochę kłopotów i sporo krytyki władz miasta. Większość naszych uczniów i uczennic to mieszkańcy pobliskich wsi, dzieci małorolnych chłopów. Dlatego w niedziele i inne święta młodzież ta wyjeżdżała do rodzin. Musiała przecież zaopatrzyć się w czystą bieliznę i żywność. Czasem przywozili nawet smaczny chleb wypiekany przez ich rodziny we własnych domowych piecach. Jadłem taki chleb wypiekany przez ojca mojego kolegi szkolnego Zbyszka Getnera, mieszkającego w tym samym domu co ja. Jego ojciec miał wiatrak, który mielił rolnikom zboże na mąkę.
W tych obchodach święta majowego nie uczestniczyłem w kolumnie szkolnej, ale szliśmy w pochodzie z moim kolegą szkolnym Jankiem Aniołkiem, który był wiceprzewodniczącym zarządu szkolnego ZMP, a ja przewodniczącym. No i oczywiście, posypały się gromy z inspektoratu szkolnego KP PPR na pana profesora chemii i fizyki, wspaniałego wychowawcy i przyjaciela młodzieży, wielce szanowanego przez uczniów dyrektora szkoły.
Już się pieśń na usta rwie
Zarząd szkolny ZMP jak mógł, tak bronił dyrektora, który rozumiał potrzeby młodzieży, tak skrzywdzonej przez lata okrutnej niemieckiej okupacji. Na nasze wnioski załatwiał fundusze na zapomogi dla uczniów najbardziej potrzebujących pomocy materialnej. Mnie jako przewodniczącemu Zarządu Szkolnego ZMP też trochę się dostało. Przewodniczący powiatowy ZMP powiedział wówczas, że jaki dyrektor, taki i przewodniczący ZMP. Odburknąłem koledze przewodniczącemu, mówiąc, że może mnie wymieni na innego, skoro się nie podobam.
– Kiedy chcecie przeprowadzić wybory nowego przewodniczącego? – pytałem. – No, kolego Zdzisławie, nie tak prędko, coście w gorącej wodzie kąpani – odpowiadał. – Jak źle pracuję, mogę zrezygnować z tej społecznej funkcji. Ja nie jestem na etacie, jak wy – odparłem. Spojrzał na mnie łagodnym wzrokiem i powiedział: No dobrze, koniec z tym problemem, na drugi rok będzie lepiej. Nie wiem, co będzie w przyszłym roku. To moje postawienie się wpłynęło na poprawę moich relacji z powiatową władzą młodzieżowej organizacji.
W godzinach popołudniowych odbył się festyn na miejskim stadionie przy ulicy Lipowej, parę domów za domem, w którym mieszkałem. Grała orkiestra strażacka, ja grałem też na dość dużym instrumencie, czyli basie. Były ciepłe kiełbaski, a nawet coś mocniejszego. Bawiono się wesoło, ale pijanych osób nie widziałem, chociaż w wielu domach w tym czasie produkowano bimber z mąki żytniej. Nie znałem jego smaku, bo nigdy w czasach młodości nie sięgałem po kieliszek trunku. Był wtedy modny kwas chlebowy, który robiono z suszonego chleba.
Kolejny mój udział w pochodzie pierwszomajowym miał miejsce w 1953 roku. Przydzielono nas do różnych zakładów pracy jako symbol jedności wojska z ludem i klasą robotniczą. Organizatorzy wręczali nam szturmówki i transparenty, na których były m.in. hasła: „WP z ludem”, „Partia z narodem, naród z partią”. Był las szturmówek i transparentów.
Po zakończeniu pochodu składaliśmy je w jedno miejsce. Była to góra płótna i drzewa. Czy je wykorzystywano wielokrotnie, nie wiem. Ten mój udział w majowej manifestacji trwał cztery godziny. Później usprawniono organizację pochodów. Kolumny poszczególnych dzielnic przychodziły na różne godziny. Za kończącą pochód daną dzielnicą wkraczała kolejna.
Już nie męczono ludzi godzinami oczekiwań na swoją kolej przemarszu przed trybuną. Pamiętam jednak, że prowadziliśmy rozmowy między wieloma osobami różnych zawodów. Zawiązywały się nawet przyjaźnie. Wiele kontrowersji wzbudzała wówczas tzw. nomenklatura przy wyznaczaniu na różne stanowiska w zakładach pracy.
Centralizacja i jej skutki
Na ogół decydowała Egzekutywa KW PZPR, a nie dyrektor instytucji lub przedsiębiorstwa, który najlepiej znał kompetencje swoich pracowników. Mówiłem im, że w wojsku decyzje personalne podejmują przełożeni. Np. dowódcą pułku nie mógł być oficer, który nie miał odpowiedniego stażu na stanowisku dowódcy batalionu. Rozmawialiśmy więc o różnych tematach. Manifestacje były wielotysięczne, całe sztaby pracowały nad ich przygotowaniem.
Przez kilka lat uczestniczyłem w obchodach centralnych w Warszawie, pracując w stolicy. Pamiętam ich przebieg i masowy, bardzo liczny udział mieszkańców. To były tłumy, jakże liczne kolumny maszerujące przed trybuną. W czołówce pochodu szedł m.in. gen. Wojciech Jaruzelski w otoczeniu znanych osób, w tym m.in. prof. Zbigniewa Religi, późniejszego ministra zdrowia. Kilku członków PAN oraz twórców kultury. Pamiętam szczególnie te pochody, które były organizowane w końcówce lat Polski Ludowej, kiedy I sekretarzem KC PZPR był Stanisław Kania. Maszerowałem w kolumnie pracowników jednej z instytucji centralnych. Nastroje manifestantów były już inne. Pojawiały się obawy, rozterki i widmo zagrożeń społecznych. Było mniej uśmiechów i radości. Myślano o najgorszym, o sporach i jakże głębokich podziałach społeczeństwa. Już była wielka „Solidarność”.
Agresywne wypowiedzi i zachowania jej przywódców oraz politycznych doradców. Ujawniły się roszczeniowe postawy, żądania ekonomiczne, które rujnowały naszą gospodarkę. Ciągłe strajki i spadek produkcji. To skutkowało brakiem wielu podstawowych produktów, a szczególnie żywności i środków czystości. W sklepach były puste półki, kolejki z kartkami na mięso i inne produkty żywnościowe.
Wracałem z kolegami z pochodu w 1981 roku w kierunku ulicy Królewskiej, gdy z placu Zamkowego wyszła już kolumna, za nią następne. Skandowano nazwisko: Wałęsa, Wałęsa. Był to już inny pochód zdominowany przez przeciwników istniejącej władzy. Szliśmy chodnikiem w mundurach WP. Nie zwrócono na nas uwagi. Tłum był bardzo krzykliwy, ich słowa przerażały nas.
W pewnym momencie trzy młode osoby wyszły z kolumny i zapraszały nas, byśmy do nich dołączyli. Powiedzieliśmy, że czekają na nas rodziny z obiadem. Wypowiedziały do nas parę nagannych słów. Pamiętam je do dzisiaj, ale nie będę ich przytaczał. Przechodziliśmy blisko Uniwersytetu Warszawskiego, do bramy zbliżała się grupa studentów. Powiedzieli kilka przykrych słów: Co, już zabrali wam samochody, teraz będziecie pieszo chodzić, a nie jeździć wołgami. Nie odpowiedzieliśmy na te zaczepki. Było nam oczywiście smutno. Idąc, rozmawialiśmy o sytuacji w kraju, o szaleństwie opozycji solidarnościowej…
Powiedziałem kilka słów, że na siłę nie można żądać, by akceptowali nasze zaklęcia ideologiczne, których skuteczności nie potwierdziła praktyka społeczna. Powiedziałem to ot, tak sobie, bez większego przemyślenia. No i moje słowa zostały przekazane do strażników naszej poprawności politycznej.
Były tego skutki za parę miesięcy, nie otrzymałem akceptacji dopuszczenia do tajemnicy przygotowań stanu wojennego. Moi koledzy, a nawet ci, którzy w określonym zakresie podlegali mi służbowo, informowali, że idą na jakąś naradę, nie mówiąc nic o jej tematyce i celu. Nie pytałem ich, bo się domyślałem, że w krytycznej sytuacji, kiedy nie dogadamy się z „Solidarnością” i zechcą wyprowadzić miliony ludzi na ulice, może być podjęta decyzja o stanie wojennym, by uniknąć najgorszego, czyli walk ulicznych, które spowodują obcą zbrojną interwencję.
Byliśmy pewni, że władze radzieckie nie zostawią, jak to mówiono, w biedzie bratniej Polski. A było przecież i hasło wypowiadane przez osoby o skrajnych poglądach, że socjalizmu będziemy bronić jak niepodległości. Mówiły to osoby antyreformatorskie, które nie godziły się na radykalne reformy ustrojowe. Pamiętam ich wypowiedzi na kilku spotkaniach środowiskowych, w moim środowisku także.
Znowu w kapitalizmie
Po przemianach ustrojowych, już w III RP, lewica zmieniła dotychczasową formułę obchodów 1 Maja. Uległa zmianie ich organizacja, a także hasła, program żądań. Już nie ma hasła: „Żądamy chleba i pracy”. Jest praca i jest chleb, nawet w niektórych rodzinach w nadmiarze, co widać w naszych śmietnikach przed domami. Takie żądania były w II RP, a manifestantów gromiła polska policja. Organizujemy teraz wiece i festyny.
Organizuje je lewica, OPZZ i ZNP (w tym roku ich nie będzie). Gromadzą sporo ludzi, i nie tylko tych o zdecydowanych przekonaniach lewicowych, lecz także tych, którzy deklarują się jako niezależni od żadnej ideologii czy partii politycznych. Są ani lewicowi, ani prawicowi.
A przecież takie przekonania wyraża znaczna część naszego społeczeństwa. Potwierdza to znaczny procent tych, którzy nie biorą udziału w żadnych wyborach. Gdy jeszcze miałem sprawne nogi, chętnie uczestniczyłem w tych już innych obchodach pierwszomajowych, organizowanych m.in. we Wrocławiu w parku przed Halą Stulecia. Gromadziły one ludzi nie tylko lewicy, lecz i innych.
Chyba już wystarczy tych wspomnień o obchodach 1 Maja. Ograniczyłem celowo warstwę faktograficzną na rzecz osobistych doznań i refleksji w podjętym temacie. Jest ona bardzo ważna, lecz chyba istotne są także nasze osobiste spojrzenia na tak istotny problem o dużym znaczeniu społecznym, już bardzo historycznym.
Nie wszyscy mają świadomość, że system kapitalizmu ulegał pozytywnym przemianom. Zdobycze socjalne to wynik zdecydowanej walki klasy robotniczej. Wiele rządów realizuje opiekuńczą funkcję państwa. Wszystkie niemal zdobycze ludzi pracy wprowadzono pod ogromną presją protestów milionów ludzi. Kapitalizm to nie dobry wujek. Te pozytywne zmiany wprowadzono pod presją wystąpień nie tylko podczas manifestacji majowych.

Fakt istnienia tzw. światowego obozu socjalizmu, jak głoszono (takie pojęcie było w obiegu światowym), był jakże istotnym czynnikiem zmuszającym kapitalizm do respektowania praw pracowniczych milionów zatrudnionych, zmieniając relacje między pracodawcami i pracownikami. Stopniowo torował sobie drogę do sprawiedliwości społecznej i uczłowieczenia. Dziś tego nie zauważają nie tylko rządzący i politycy, lecz również ci, którzy utrzymują się z pracy rąk i umysłu; ci, którzy nie prowadzą własnych firm czy warsztatów pracy. To przecież system socjalistyczny, jego moralna presja, szerokie uprawnienia robotników miały tę moc, dlatego też stwarzał zagrożenie dla systemów kapitału i władzy.
Redefinicja ról
Wprowadzając zmiany, rozszerzając uprawnienia świata pracy, miano na uwadze zmniejszenie atrakcyjności socjalizmu akceptowanego przez miliony na całym świecie. Opiekuńcza funkcja państwa nad słabszymi stała się realnym programem wielu rządów, zwłaszcza w Europie, i nie tylko w Europie. Tak jest też w Polsce. Partia konserwatywna, dążąc do sprawowania władzy przez kilka kadencji, sięga do kasy narodowej i rozdaje tym, którzy mniej zarabiają i są w gorszych warunkach. Jest to niemal powszechne. Zacierają się też różnice programowe i cele działalności między lewicą a prawicą.
To widać bardzo wyraziście, jest to gra polityczna prowadzona przy użyciu wszystkich podatników. Kiedyś takie działania nazywano wyborczą kiełbasą. Rozbudowano system opieki socjalnej, wdrożono szeroką osłonę najsłabszych, mniej zarabiających, jak nigdy w naszych dziejach. Ogłasza się tzw. piątkę Kaczyńskiego jako jego osobiste dobrodziejstwo, jak gdyby był on właścicielem potężnego banku i rozdawał swoje pieniądze biednym. A on każe rozdawać pieniądze nie swoje, tylko należące do wszystkich Polaków, nie pytając ich, czy się na to zgadzają. A 500 plus i inne nagłaśnia się jako dobrodziejstwo partii rządzącej. Jakie dobrodziejstwo, skoro zabiera się jednym, a rozdaje innym.
Ale w ten sposób upowszechnia się legendy o rzekomych darowiznach Kaczyńskiego oraz jego trosce o najuboższe warstwy społeczne. Tworzy się mit wspaniałego człowieka, który troszczy się o tych, którzy żyją w trudnych warunkach. Trzeba więc dać im te trzynastki. Jakie to trzynastki? Ale kiedy lewica mówi o minimalnej płacy i likwidacji podatku od emerytur, to ich propozycje trafiają do tzw. zamrażarki sejmowej. Nie zawsze ci, którzy te rzekome dobrodziejstwa otrzymują, zdają sobie sprawę z ich celu i istoty. Większość z tych dobrodziejstw wprowadza się przed kolejnymi wyborami.
Bez człowieczej pokory
Władze robią to nie z troski humanitarnej o tych, którzy żyją biednie i mniej zarabiają, lecz tylko z uwagi na cele polityczne, by wciąż rządzić. Inni tego nie robili, bo byli leniwi, tylko teraz partia Kaczyńskiego to wszystko robi, bo umie to robić. Ani trochę człowieczej pokory. Jakie to antymoralne mącenie w głowach milionów Polaków. Poprzednicy nie dawali, a my dajemy ludziom, bo wiemy, jak te pieniądze przekładać z jednej kieszeni do drugiej.
Nie mówią o galopujących podwyżkach cen i opłat w różnych urzędach. A jak się manipuluje cenami, podnosząc je w trudnej sytuacji epidemii. Płyn do higieny rąk kosztował 4,50 zł, a teraz już 15,00 złotych. A ceny niektórych gatunków mięsa podskoczyły nawet z 17 do 30 złotych (w Warszawie). To dobrze, że władze zagroziły ostatnio, iż ci nieuczciwi sprzedawcy będą ukarani finansowo. To są te nasze cienie nadziei, które się pojawiają w trudnych sytuacjach.
Jest to właśnie spuścizna po tym drapieżnym kapitalizmie. Jest to zjawisko nieludzkie. Tak, to prawda, że ten dawniejszy kapitalizm ulegał systematycznie korzystnym zmianom i ten proces wciąż trwa. Nie z własnej jednak nieprzymuszonej woli. Są tego określone przyczyny, to wynik potężnego, światowego ruchu robotniczego. Unia Europejska dość mocno określiła zasady prawa i demokracji, tworząc system dużych kar finansowych dla rządów, które podejmują decyzje niezgodne z prawem unijnym. Grożono i Polsce, że mogą być zmniejszone dotacje na realizację niektórych planowych inwestycji współfinansowanych przez UE.
Nasz rząd musiał już wielokrotnie tłumaczyć się przed komisarzami unijnymi za decyzje podejmowane z naruszeniem prawa. W tych wszystkich zmianach oblicza kapitalizmu, w jego częściowym uczłowieczeniu i większej wrażliwości społecznej ma swój udział system socjalistyczny. Ale nade wszystko potężny ruch klasy pracującej, masowe protesty ogromnych rzesz ludzi pracy.
Głos milionów
Tych, którzy wychodzili na ulice i manifestowali 1 maja, czyli w święto ludzi pracy. Rozlegał się potężny głos milionów żądających poprawy warunków życia oraz sprawiedliwego podziału tego, co tworzyły ich ręce i umysły.
Musieli walczyć przez lata i wydzierać bogaczom część wypracowanych zysków. Są jeszcze i inne aspekty tego problemu, które warto i należy przypomnieć dzisiejszym pokoleniom ludzi pracy, ale nade wszystko działaczom lewicy, jakże innej, nowej klasie liderów i działaczy. Wciąż nie ma jedności lewicy, jest ona rozbita, a jej liderzy często kierują się swoimi osobistymi celami, nie godząc się na połączenie sił. Hasła: „Silni jednością”, „Lewica razem” są wciąż aktualne. Nie ma jedności całej polskiej lewicy, a szkoda.
To ma negatywne skutki i silne oddziaływanie na świadomość społeczną i jej notowania, o czym świadczy liczba jej posłów w obecnym sejmie i brak w sejmie poprzedniej kadencji. Lewica to sama sobie zafundowała. A przecież w ubiegłych kadencjach miała w organach ustawodawczych większość, co jej dawało legitymację prawną do sprawowania władzy.
I jeszcze inne refleksje zrodziły się w mojej głowie. Pokolenie, które się kurczy i odchodzi ze świata żywych, pamięta i przekazuje swoje doświadczenia współczesnym, młodym pokoleniom. Czy robi to skutecznie, nie mnie to oceniać. Osąd tego, co piszę, wydadzą inni.
Świadomość swojego miejsca
Warto chyba w tych ogólnych rozmyślaniach przypomnieć, że historia majowych obchodów w Polsce jest bardzo bogata i w niektórych latach naszej państwowości zabarwiona była także dramatyzmem. Pierwszym i kolejnym obchodom orędowała przede wszystkim PPS, komuniści także brali udział, a już po wojnie PPR i PZPR. Socjaliści natomiast wyprowadzali na ulice tysiące robotników.
Mieli popularnych działaczy, liderów, jak np. Ignacy Daszyński i wielu innych. To oni w latach II RP przewodzili lewicy, walcząc z dyktaturą i sanacyjnym obozem. To oni walnie przyczynili się do dużej popularności święta 1 Maja w walce z kapitalizmem o prawa robotników, o poprawę życia rodzin robotniczych. Te obchody miały znaczący wpływ na aktywność i zachowania tych, którzy żyli z pracy rąk. Kształtowały ich świadomość swojego miejsca w systemie pracy. W obchodach uczestniczyły miliony robotników na całym niemal świecie rozwiniętego kapitalizmu. Na ulice wychodziły często całe ich rodziny, idąc ulicami dużych miast z czerwonymi sztandarami.
Moja wnuczka, mająca dziś czterdzieści lat, miała dwa lata, gdy pierwszy raz była na pochodzie pierwszomajowym niesiona przez matkę. W rodzinnych zbiorach zachowało się zdjęcie z pierwszej strony „Gazety Robotniczej” (taką miał nazwę ówczesny organ prasowy wojewódzkiej PZPR). Otrzymała bukiet kwiatów od jednego z panów stojących na trybunie, przed którą przechodził pochód. 1 Maja to znacząca tradycja naszej historii. Do dziś wspomina się go jako szczególne i wielkie święto pracujących Polaków. Roześmiane twarze, nieraz także spory. Stojąc, czekali aż ruszy dana dzielnica. We Wrocławiu rozmawiano wtedy o różnych sprawach. Prezentowano zróżnicowane poglądy o naszej ówczesnej rzeczywistości społeczno-politycznej. Byliśmy jednak bardzo życzliwi wobec siebie.
W tych naszych pochodach prezentowaliśmy nasze postawy i zachowania prospołeczne. Były one dobrą okazją do zaprezentowania, co się produkuje tu we Wrocławiu. Tak było w pochodach niemal w całej Polsce. Prezentowały się nowoczesne duże zakłady wybudowane w Polsce Ludowej: Polar, Elwro, Fadroma, Hutmen.
Dziesiątki innych nowoczesnych zakładów znanych na rynkach niemal całego świata. Już ich nie ma, już nie są polskie. Ekipa pseudoekonomistów na czele z Balcerowiczem sprzedała je niemal za grosze.
Ruiny i zarośla
Dokonano po prostu niebywałego mordu na polskiej gospodarce wykupionej przez obcy kapitał, by nie zawadzała swoją konkurencją na rynkach zagranicznych. Przecież wrocławskie komputery sprzedawano już w wielu krajach Zachodu, a nawet świata.
Dziś po tych zakładach zostały ruiny i zarośla. Może Polacy doczekają się, że pan Balcerowicz i jego doradcy staną przed Trybunałem Stanu i poniosą chociaż moralną odpowiedzialność za swoją działalność, jakże szkodliwą dla Polski. Skutki jego decyzji do dzisiaj są odczuwalne w naszym dalszym rozwoju gospodarczym. Np. Polifarb produkuje różne farby i rozsyła na rynki świata, ale właścicielami są Amerykanie, a nie Polacy.
No cóż, mieli przyzwolenie na taką antypolską politykę ze strony ówczesnej „Solidarności”. Dziś to bardzo wstydliwy temat dla wielu działaczy tego związku zawodowego. Ale trzeba nadmienić, że i obecnie „Solidarność” wspiera tzw. dobrą zmianę. W zlikwidowanych zakładach Elwro i Hutmenie pracowali przez wiele lat moi bliscy kuzyni, inżynier elektronik i inżynier hutnik. Na różnych spotkaniach wielokrotnie mówili o tym mordzie na ich zakładach. Gdy słuchałem ich relacji, to czułem, że w kieszeni otwiera mi się ostre narzędzie.
Bo przecież tego rozboju na polskiej gospodarce, już nowoczesnej, mającej maszyny najnowszej generacji do produkcji, dokonał ekonomista, który karierę naukową zaczął w Instytucie Marksizmu-Leninizmu. Takich to Polska miała ideologów, którzy działali na jej szkodę. Byli to ludzie bez wrażliwości wobec świata pracy.
Likwidując np. PGR-y, nie interesowali się losem 500 tysięcy robotników, tak jak to zrobili nasi sąsiedzi Czesi. W miejsce państwowych gospodarstw rolnych utworzyli spółki pracownicze. Nikt nie został bez pracy. A my Polacy? No właśnie. Teraz niektórzy z tych, którzy też wspierali te zbójeckie reformy, ronią łzy z powodu zniszczenia polskiego przemysłu.
Z autopsji wiem i pamiętam, że wielu, bardzo wielu z tych, którzy 1 Maja maszerowali w tych pochodach, czynili to z własnej i nieprzymuszonej woli. To działacze „Solidarności” pracujący w zakładach wrocławskich. Kilku rozpoznałem na zdjęciach. Mam je w moich zbiorach. Nie będę ich wymieniał z nazwisk, mimo że je znam.
Dzisiaj zachowują się bardzo poprawnie politycznie. Masowy i powszechny był udział w pochodach twórców kultury. Po przemianach ustrojowych w 1989 roku wielu z nich zmieniło się, krytykując niemal wszystko. Nie tylko świętowanie majowe, lecz i politykę kulturalną w Polsce Ludowej. A przecież wielu z nich korzystało całą garścią z kasy państwowej. Byli wyróżniani różnymi nagrodami. Mam też zdjęcia ze spotkań generała Jaruzelskiego z twórcami i działaczami kultury, w tym na poligonach wojskowych. Nawet znane mi są fakty, że pominięci w zaproszeniach na spotkanie z nim dzwonili do organizatorów, pytając, dlaczego o nich zapomniano.
Majowa księga pamięci
Powiadomiony generał polecił ich zaprosić. Władza i rzeczywistość społeczno-polityczna spowodowała zmianę postaw i zachowań. No cóż, człowiecza natura może się zmieniać, doskonalić się zgodnie z powiedzeniem, że tylko krowa nie zmienia poglądów. Można i tak. Ale czy warto aż do bólu burzyć swój honor, godność i człowieczeństwo?
Obchody święta pierwszomajowego to ważna karta, powiedziałbym nawet księga pamięci naszej historii. Walki klasy robotniczej o swoje prawa i godne życie. Walki o sprawiedliwość społeczną. By ci, którzy żyli w warunkach dobrobytu, dzielili się z milionami ludzi wegetującymi w skrajnej nędzy, głodzie i bezrobociu. W czasach zaborów, niewoli i upokorzenia prowadzili też nierówną walkę o niepodległość Polski.
To właśnie ludzie pracy walnie przyczynili się do odzyskania po 126 latach niepodległości, do odrodzenia państwa polskiego, które zaborcy wykreślili z mapy Europy. Wybiliśmy się na niepodległość między innymi dzięki tym, którzy żyli w skrajnych warunkach, prześladowani i zsyłani na Sybir, skazywani na lata więzienia w carskich kazamatach. A we wrześniu 1939 roku polscy robotnicy, chłopi i inteligenci stanęli do walki przeciwko niemieckim agresorom.
Bronili też Polski przed zalewem bolszewickim. Takim symbolem postawy patriotycznej w 1939 roku były bataliony robotnicze obrony Warszawy. I właśnie wówczas ponownie mocno zabiły serca robotników w obronie zagrożonej ojczyzny.
Działacze, którzy odbywali długoletnie kary więzienia, wychodząc nie wracali do rodzin, lecz zgłaszali się do oddziałów Wojska Polskiego, wyrażając gotowość podjęcia walki z niemieckimi napastnikami. Wielu z nich poległo, mimo że mogli się ukrywać przed wkraczającym wrogiem. Tak traktowali swój patriotyczny obowiązek, choć nie smakował im polski chleb, bo go po prostu nie było. Nasz narodowy poeta Władysław Broniewski w wierszu „Bagnet na broń” jakże pięknie ukazał ducha walki narodu polskiego, dla którego nie było pracy i chleba w ojczyźnie.
Ówczesna Polska nie troszczyła się o miliony głodnych obywateli, oni jednak bronili tej Polski, czasami oddając za nią życie. Rządy sanacji brutalnie zwalczały wystąpienia robotników żądających pracy i chleba. Dziś niewielu historyków, pisarzy i poetów podejmuje te piękne karty polskiego patriotyzmu w swojej twórczości i publicystyce. A jest to przecież historia milionów ludzi pracy, robotników. Napisali oni swoimi czynami wielką księgę pamięci narodowej.
Nowa rzeczywistość
Chcę jeszcze dodać, że te spotkania majowe zbliżały do siebie ludzi, powodowały powstawanie trwałych relacji międzyludzkich, rodziły się przyjaźnie na długie lata. Pamięć o tych majowych dniach chyba nie zginie, bo tak nas ukształtowała natura rodu człowieczego.
Pierwszy Maja w wymiarze krajowym i światowym był potężnym ruchem społecznym, który przecież wywarł ogromny moralny wpływ na doskonalenie systemów rządzenia ludźmi. Wielkie systemy społeczne, polityczne, wojskowe, obozy, w tym imperializmu i wojny, musiały odejść, ulec likwidacji. Powstała nowa rzeczywistość z bardziej ludzką twarzą.
Współczesna Polska i cały niemal świat zmieniły swoje oblicza. Powstały systemy społeczno-polityczne służące ludziom o jakże odmiennych barwach, w których prawa robotnicze są wpisane w istotę ich funkcjonowania. Musiało jednak minąć wiele dekad, by się to stało, by nasza rzeczywistość była przejrzysta i by było w niej godne miejsce dla wszystkich.
Daleko nam jeszcze do doskonałości, ale jest lepiej. Stało się to za sprawą woli narodów, w tym naszego narodu.