Chiny idą w atom na całego. Budują „sztuczne słońce” i uruchamiają 7 reaktorów

Chińskie sztuczne słońce BEST w budowie w Hefei w prowincji Anhui – zdjęcie lotnicze Xinhua
Plac budowy ośrodka BEST w Hefei, w prowincji Anhui. Obiekt nazywany „sztucznym słońcem” należy do kluczowych chińskich projektów fuzji jądrowej. / Xinhua / Zhou Mu

Jedni pokazują zdjęcia chińskiego „sztucznego słońca” i mówią o energii przyszłości. Inni patrzą na liczby i widzą coś bardziej przyziemnego – kolejne reaktory, kolejne megawaty, kolejne bloki wchodzące do systemu. I chyba właśnie to najlepiej opisuje dziś ruch Pekinu. Chiny nie chcą wybierać między marzeniem o fuzji a zwykłym atomem. Robią jedno i drugie naraz.

Z jednej strony trwa budowa BEST w Hefei, w prowincji Anhui. To skrót od Burning Plasma Experimental Superconducting Tokamak. Mówiąc prościej – nowego urządzenia do badań nad fuzją jądrową, czyli technologią, która w przyszłości miałaby dawać energię z łączenia jąder atomowych. Xinhua pokazała 16 kwietnia nowe zdjęcia z budowy. Widać na nich, że to nie jest już projekt na papierze.

BEST nie bierze się znikąd. Jest następcą reaktora EAST, który w styczniu 2025 roku utrzymał plazmę przez 1066 sekund i ustanowił nowy rekord. To ważne, bo pokazuje ciągłość całego programu. Najpierw był EAST i śrubowanie parametrów. Teraz jest BEST, który ma wejść krok dalej. Budowę rozpoczęto w 2023 roku, a zakończenie zaplanowano na koniec 2027 roku.

Chińska Akademia Nauk pisze o tym projekcie wprost. Celem BEST ma być osiągnięcie dodatniego bilansu energetycznego fuzji oraz demonstracja wytwarzania energii elektrycznej około 2030 roku. Chińscy naukowcy opisują to obrazowo jako zapalenie „pierwszej żarówki zasilanej fuzją jądrową”. To brzmi ambitnie i właśnie takie ma być. Tylko że obok tej ambitnej ścieżki biegnie druga, dużo bardziej twarda i policzalna.

Chinese 'artificial sun' sets a record towards fusion power generation
Chiński reaktor fuzyjny EAST – HFIPS

Megawaty bez czekania

Tą drugą ścieżką są klasyczne reaktory jądrowe, czyli takie, które nie mają czekać na wielki przełom technologiczny, tylko mają produkować prąd. Według tegorocznego raportu China Nuclear Energy Association, cytowanego przez CCTV i opisanego przez Bloomberg, Chiny mają dziś 60 komercyjnych reaktorów. Kolejnych 36 jest w budowie. Siedem ma zostać ukończonych i oddanych do użytku jeszcze w 2026 roku. Do tego w tym samym roku ruszyła budowa dwóch następnych.

To nie są plany wyciągnięte z kapelusza. 1 stycznia tego roku komercyjną eksploatację rozpoczął blok nr 2 elektrowni Zhangzhou w prowincji Fujian. Chodzi o reaktor Hualong One o mocy netto 1126 MW. Jeden blok już pracuje, drugi wszedł do systemu, kolejne dwa są w budowie. I właśnie tutaj widać różnicę między opowieścią o przyszłości a przemysłową rutyną. W przypadku fuzji Chiny chcą coś udowodnić. W przypadku rozszczepienia po prostu dokładają następne jednostki.

Za tym wszystkim stoi jeszcze większy plan. W projekcie 15. planu pięcioletniego pojawił się cel 110 GW mocy jądrowej do 2030 roku. To oznaczałoby wzrost o 76 proc. wobec około 62 GW działających pod koniec 2025 roku. Żeby dojść do takiego poziomu, Chiny musiałyby dodawać średnio około 10 GW rocznie. Skala jest więc bardzo duża, podobnie jak tempo, w jakim Pekin chce rozwijać energetykę jądrową.

Dwie ścieżki, jeden kierunek

Na początku kwietnia Xi Jinping wezwał do przyspieszenia budowy nowego systemu energetycznego oraz bezpiecznego i uporządkowanego rozwoju energetyki jądrowej. I właśnie w tym kierunku idą dziś Chiny. Nie wybierają między jednym rozwiązaniem a drugim. Równolegle rozwijają technologię przyszłości i zwiększają moce, które mają pracować w systemie już w najbliższych latach. Z punktu widzenia państwa myślącego długofalowo o bezpieczeństwie energetycznym jest to podejście spójne i racjonalne.

BEST ma otwierać drogę do kolejnego etapu rozwoju, a nowe reaktory mają wzmacniać sektor już teraz. Jedno buduje przewagę technologiczną, drugie daje realną podstawę dla dalszego wzrostu mocy. Siła chińskiego programu nie bierze się więc z jednego efektownego projektu, lecz z połączenia ambitnych badań z regularną rozbudową energetyki jądrowej.

Redakcja

Poprzedni

Trump chciał wciągnąć NATO do wojny. Teraz mówi sojusznikom „trzymajcie się z daleka” od Ormuz