Ekologia dla obywatela, pieniądze dla korporacji

Miało być prosto — oddajesz butelkę, odzyskujesz kaucję, środowisko zyskuje. Po pół roku widać jednak coś innego. Obywatel płaci nie tylko przy kasie. Płaci też własnym czasem. A nad systemem, który miał rozliczać wielkich graczy, usiedli właśnie najwięksi gracze.

Na papierze wszystko wygląda ładnie. Kupujesz napój. Dopłacasz 50 groszy. Potem oddajesz opakowanie i odzyskujesz pieniądze. W rzeczywistości automat bywa pełny, wyłączony albo zawieszony. Trzeba jechać, czekać, nosić worki, trzymać w domu puste butelki. To nie jest ekologiczny detal. To jest zwykłe przerzucenie kosztu na obywatela. System miał ułatwiać życie. W praktyce dołożył ludziom jeszcze jeden obowiązek.

Polska nie poszła drogą jednego operatora. Resort klimatu potwierdza, że działa siedem podmiotów. W Niemczech system opiera się na Deutsche Pfandsystem GmbH, w Norwegii na Infinitum. Tam odpowiedzialność jest skupiona. U nas rynek rozbito na kilka części. I tu nie chodzi o technikę. Chodzi o to, kto układa reguły gry, kto pilnuje obiegu pieniędzy i kto będzie na tym układzie korzystał.

Za operatorami nie stoją żadne bezosobowe instytucje publiczne. Stoją największe firmy z rynku napojów i handlu. Kaucja.pl wskazuje wśród akcjonariuszy m.in. Coca-Cola HBC Polska, PepsiCo, Nestlé, Red Bull, Maspex, Żywiec Zdrój, Oshee, Colian, Nałęczów Zdrój, Van Pur i Zbyszko Company. Polski System Kaucyjny tworzą Carlsberg Polska, Grupa Żywiec i Kompania Piwowarska. OK Operator Kaucyjny został powołany przez Lidl Polska i Kaufland Polska. Do tego w marcu 2026 wycofał się EKO-Operator związany z REMONDIS, który miał być ósmym uczestnikiem systemu. Gołym okiem widać, że nie jest to system zbudowany przeciwko największym producentom opakowań. To system zbudowany przez nich i wokół ich interesów. W praktyce ci sami gracze, którzy zalewają rynek opakowaniami, współdecydują też o obiegu pieniędzy w systemie, który miał ich dyscyplinować.

Tu dochodzimy do sedna. Rządowe FAQ mówi wprost — nieodebrana kaucja trafia do operatora i finansuje system. Jednocześnie VAT pobiera się od kaucji niezwróconych. To znaczy, że gdy obywatel nie odzyskuje pieniędzy, system na tym nie traci. Przeciwnie — część środków zostaje w jego obiegu, a państwo bierze podatek. I właśnie dlatego cały model jest wadliwy. Obywatel chce, żeby automat działał zawsze, szybko i bez kolejki. System nie ma już takiego samego interesu. Bo gdy zwrotów jest mniej, więcej pieniędzy zostaje w środku. Nie trzeba nikomu przypisywać złej woli. Wystarczy zobaczyć, jak ustawiono bodźce. To jest układ, w którym obywatel traci, a system i fiskus nie zostają z pustymi rękami.

Nawet oficjalne i branżowe dane pokazują, że ten model nie działa bez tarć. Według najnowszych informacji sprzed kilku dni zebrano już 520 mln opakowań, a wcześniej ministerstwo mówiło o około 60 proc. zwrotu butelek z pierwszego kwartału i o potrzebie usprawnienia logistyki. To mówi wszystko. Rządowe broszury obiecują prostotę. Rzeczywistość przynosi kolejki, przepełnione automaty i ciągłe poprawianie systemu w biegu. Obywatel miał dostać wygodę. Dostał dodatkową robotę.

Na tym rachunek się nie kończy. Jest jeszcze gospodarka komunalna. Bez równoległego ROP gminy i spółki komunalne tracą najcenniejsze frakcje odpadów, a razem z nimi część przychodów. W jednym z miejskich systemów oszacowano na 2026 rok spadek przychodów operacyjnych o 4,2 proc. właśnie z powodu mniejszego strumienia PET. To znaczy, że koszt nie znika. On tylko zmienia adres. Najpierw znika z pola widzenia, a potem wraca do mieszkańca w rachunku, opłacie albo podwyżce.

Dlatego spór o system kaucyjny nie dotyczy samej idei recyklingu. Dotyczy tego, kto organizuje rynek, kto zarządza przepływem pieniędzy i kto płaci za jego niedoskonałości. Obywatel oddaje czas. Operator przejmuje obrót. Państwo pobiera VAT. Samorząd traci wartość surowca. To nie jest nowoczesna ekologia. To jest źle ustawiony rynek, w którym koszty rozrzucono po obywatelach i gminach, a kontrolę skupiono na górze.

Jeżeli system ma być uczciwy, musi być prosty dla obywatela i twardy wobec tych, którzy zarabiają na masowej produkcji opakowań. Dzisiaj działa odwrotnie. Jest łagodny dla najsilniejszych i uciążliwy dla zwykłego człowieka.

Miało być zielono. Wyszło po polsku — obywatel płaci dwa razy. Raz przy kasie. Drugi raz własnym czasem.

Piotr Kusznieruk

Poprzedni

Xi Jinping spotkał się z premierem Hiszpanii

Następny

W Libanie kruchy rozejm i nikła nadzieja