Bolące Jedynki

Lista wyborcza jest jak szczęka.

Nie wytrzymał przedwyborczego napięcia Michał Syska. Znany lewicowy publicysta i aktywista. Dyrektor wrocławskiego Ośrodka Myśli Społecznej im. Ferdynanda Lassale’a. Ostatnio współtwórca Partii Wiosna i doradca Roberta Biedronia.
Michał, którego znam od lat i cenię, pożalił się „Krytyce Politycznej” na swego lidera Robert Biedronia.
Michał Syska powiedział: „Dowiedziałem się z „Wyborczej”, że jedynką na listach lewicy we Wrocławiu ma być partner Roberta Biedronia, Krzysztof Śmiszek. Nie podoba mi się ten styl, nie podoba mi się, że o kluczowych decyzjach podejmowanych w partii, której jestem częścią, dowiaduję się z mediów.”
I dodał: „Od początku mojej współpracy z Robertem Biedroniem słyszałem zapewnienia z jego strony, że robimy ten projekt wspólnie i w tym projekcie ja będę otwierał listę we Wrocławiu.
Ponieważ tak się nie stało, Michał wycofał się z kandydowania. Szkoda.
Przypadek Michała obrazuje problem, o którym już pisałem w „Trybunie” i internecie. W Polsce, w czasie kampanii wyborczej bezmyślne media i leniwi komentatorzy polityczni wmawiają wyborcom, że jedynymi, najlepszymi i najważniejszymi kandydatami na listach wyborczych są ci umieszczeni na pierwszych miejscach. Tak zwane Jedynki. Bo oni są najlepszymi,. Lokalnymi liderami politycznymi.
W przypadku jednopartyjnej listy wyborczej taki system można jeszcze uznać za uzasadniony. P:przyjąć, że odzwierciedla on jakoś jakość kandydatów umieszczonych na listach. I tak mogło być w przeszłości.
Zauważcie jednak Szanowni Wyborcy, że w czasie październikowych wyborów będziemy mieli do czynienia z listami koalicyjnymi. Nie mono partyjnymi.
Będą listy PiS z wpisanymi tam kandydatami z prawicowych partii koalicyjnych. Tych od Ziobry i tych od Gowina. Dodatkowo jeszcze będzie grupa dawnych kukizowców.
Na liście Komitetu Obywatelskiego będziemy mieli liderów Platformy Obywatelskiej, Nowoczesnej, Inicjatywy Polskiej, Zielonych.
Na liście PSL liderów ludowców i resztek formacji Kukiz15.
Wreszcie na liście Komitetu Wyborczego Lewica będą krajowi i regionalni liderzy trzech dużych partii i liderzy kilkunastu innych lewicowych podmiotów.
Ponieważ mamy tylko 41 okręgów wyborczych to w każdej koalicji, powtarzam w każdej, nie starcza tych Jedynek na lokalnych listach dla wszystkich lokalnych liderów.
Taka sytuacja powoduje spory, konflikty wśród koalicyjnych liderów, zwłaszcza tych lokalnych. Budzi też wiele informacyjnego zamieszania wśród Wyborców. Pytania dlaczego lokalny lider mojej partii nie dostał Jedynki na lokalnej, koalicyjnej liście.
I wtedy trudno Wyborcom wytłumaczyć, że na przykład lider lokalnego SLD nie ma Jedynki na liście, bo w tym okręgu, wyniku porozumienia trzech partii, Jedynka przypadła partii Wiosna, albo partii Razem.
Podobnie Wyborcy Wiosny i Razem mogą poczuć się zlekceważeni widząc na Jedynce lokalnego lidera SLD, a nie swoich partii.
Ponieważ na lewicy wszyscy są równi to:

Apeluję do Roberta Biedronia, Włodzimierza Czarzastego i Adriana Zandberga:

Pokażcie, że inna polityka jest możliwa.
Kiedy będziecie prezentować listy wyborcze Lewicy, nie ograniczajcie się tylko do prezentowania Jedynek.
Zaprezentujcie przynajmniej trzy pierwsze miejsca na listach wyborczych.
Zaprezentujcie też kandydatów z mniejszych ugrupowań umieszczonych na dalszych miejscach.
A na deser zaprezentujcie kandydatów zajmujących ostatnie miejsca na listach.

Apeluję też do sztabów wyborczych Lewicy:

W czasie kampanii wyborczej promujcie wszystkich kandydatów, nie tylko Jedynki.

I na koniec apel do Wyborców:

Lista wyborcza jest jak szczęka. Przed głosowaniem obejrzyjcie ją dokładnie, bo tylko darowanemu koniowi nie zagląda się w zęby.
W każdej szczęce i na każdej liście wyborczej najbardziej widoczne są Jedynki. Ale na nich nie kończy się uzębienie i zestaw kandydatów. Są jeszcze kły, są siekacze.
Na końcu znajdziecie zęby mądrości.

PS. W odpowiedzi na liczne pytania chciałbym potwierdzić krążącą w mediach informację. Zamierzam kandydować do Sejmu RP z okręgu warszawskiego, z listy Lewicy. Poprosiłem o ostatnie miejsce na liście.

Miało być skromne państwo, jest jaśniepaństwo

„To jest właśnie kwintesencja nadużywania władzy” – mówi prof. Marek Migalski, politolog w rozmowie z Justyną Koć (wiadomo.co).

JUSTYNA KOĆ: Niekiedy słowo “przepraszam” brzmi jak “s…” – skomentował pan ostro na Twitterze oświadczenie marszałka Kuchcińskiego. Rozumiem, że nie czuje się pan przeproszony.
MAREK MIGALSKI: Nie, chociaż i tak słowa nie były skierowane do mnie, ani do pani, one były wypowiedziane do wyborców PiS-u. Czy oni poczują się tak samo jak ja się poczułem, czyli raczej urażeni czy ośmieszeni, czy nie, dowiemy się wkrótce. Wiadomo, że cokolwiek marszałek by zrobił, to wyborcy PO czy Lewicy do siebie nie przekona, nawet gdyby popełnił seppuku przy stole konferencyjnym. Pytanie, ilu potencjalnych wyborców PiS-u te przeprosiny usatysfakcjonują, podobnie jak już obecnych wyborców tej partii.

Te przeprosiny pokazują, że marszałek nic nie zrozumiał i nie chce przyjąć do wiadomości, że jego zachowanie jest bulwersujące.
Jak rozumiem, Kuchciński zrobił to za pozwoleniem Jarosława Kaczyńskiego, zatem prezes też uznał, że koszty odwołania marszałka i zastąpienia go kimś innym byłyby wyższe, niż kilkanaście następnych dni, gdy sprawa będzie żyła w mediach. Moim zdaniem ta kalkulacja jest błędna, ale może prezes wie coś więcej o swoim elektoracie, niż ja. Rzeczywiście zakładać można, że ci wyborcy wybaczyli już tyle, że wybaczą i to, tyle tylko, że na 70 dni przed wyborami najlepszym sposobem na rozwiązanie problemu było pozbycie się marszałka i zastąpienie go kimś innym, równie wiernym, ale niewzbudzającym takich emocji.

Wielu komentatorów, nawet przychylnych PiS-owi uznało, że dzisiejsze zachowanie marszałka było bezczelne.
Liczba lotów, sposób i obraz marszałka wysyłającego w podróż swoją żonę – dobrze, że nie wysłał owcy albo kozy albo worka ziemniaków (bo skoro ten samolot i tak wraca, to dlaczego nie miałby przewieźć marszałkowi swojskich ziemniaków z rodzinnych stron do piwnicy w Warszawie) – jest druzgocący.
Zwłaszcza dla ekipy, która głosiła sanację obyczajów publicznych, która oskarżała o jedzenie ośmiorniczek i nadużywanie władzy.
To jest właśnie kwintesencja nadużywania władzy, miało być skromne państwo, a jest jaśniepaństwo, i to dla pewnej części wyborców PiS-u, jak i tej potencjalnej, może być nie do zaakceptowania. Dlatego moim zdaniem ta decyzja jest błędna z punktu widzenia partii.

Gdy ogłoszono, że o 13.00 będzie oświadczenie marszałka, spekulowano o jego dymisji, tym bardziej, że w tej sprawie kancelaria także w oficjalnych pismach nie mówiła prawdy. Co się więc stało?
Taką sytuację nazywa się rozwojową, bo z każdym niemalże dniem mieliśmy nowe kompromitujące marszałka informacje. Dziś także dowiedzieliśmy się, że wysłał w drogę powrotną swoją żonę. Jeszcze wczoraj nikt o tym nie wiedział. Za chwilę możemy się dowiedzieć, że wysyłał psa czy owcę, a proszę pamiętać, że mamy środek sezonu ogórkowego. To pokazuje, że ta sprawa może być istotniejsza, niż wszyscy myślą.
Moja koleżanka wracała wczoraj znad morza 12 godzin, bo korki, bramki itd. Jeżeli w takiej sytuacji w aucie przeczyta się informację, że pan marszałek lata co tydzień prawie prywatną taksówką – samolotem, a miał do dyspozycji codziennie kilka rejsowych lotów – i to ze swoją żoną, dziećmi i ze świtą, to mówiąc delikatnie, można się zirytować. Dlatego tym bardziej dziwię się PiS-owi, że tego nie rozumie.

Może to pycha krocząca przed upadkiem?
Byłby to klasyczny przykład przekonania o własnej “teflonowości”, która sprawdzała się przez 3 lata i 9 miesięcy, ale może się okazać, że nagle trzy miesiące przed wyborami ten słuch społeczny zawodzi, teflon zostaje starty i słychać skrobanie noża po patelni. Być może właśnie z czymś takim mamy dziś do czynienia. Prawdą jest, że do tej pory marszałkowi Kuchcińskiemu uchodziły na sucho gorsze rzeczy: przemoc wobec protestujących rodziców osób niepełnosprawnych, organizowanie alternatywnych obrad w Sali Kolumnowej, odbieranie głosu opozycji, katastrofalna dla ustroju państwowego praktyka nocnych głosowań, albo w porze popołudniowej, żeby naczelnik państwa mógł się wyspać.
To wszystko, okiem politologa, jest dużo bardziej druzgocące dla państwa, niż nadużycie władzy w postaci polatania niczym Himilsbach z Maklakiewiczem w słynnym filmie „Wniebowzięci”. Tylko jeżeli tamte rzeczy uchodziły na sucho, to może powstać w głowie decydentów takie poczucie, że wszystko im wolno.
Tymczasem może okazać się, że właśnie taka „pierdoła” może przełożyć się na emocje wyborców.
I o ile zmuszanie ludzi do głosowania w Sali Kolumnowej czy fałszerstw w trakcie tego głosowania, niedopuszczanie do niej opozycji, w jakimś sensie nie dotyka wyborców, to świadomość, że oni muszą się cisnąć w tanich liniach lotniczych, latając na zagraniczne delegacje, czy stoją w korkach na Mazury, nad morze czy w góry, w porównaniu z tym, co wyprawiał marszałek Kuchciński, może być czymś detonującym. To nie oznacza, że jest to game changer, czyli coś, co wywali dynamikę kampanii wyborczej, ale można powiedzieć, że dzisiaj opozycja ma dobry dzień i jeżeli ktoś napije się zimnego szampana, to raczej będą to gabinety opozycji, niż gabinet marszałka i pokój prezesa na Nowogrodzkiej.

Marszałek tłumaczył, że “ogromna aktywność legislacyjna Sejmu wymaga uczestnictwa obywateli w procesie tworzenia prawa”. Posłowie opozycji przekonują, że marszałek latał do domu, bo do innych okręgów tak często nie latał konsultować się z obywatelami. To dobra strategia?
Opozycja ma absolutną rację eksploatując ten wątek.
Dla wyborców miliardy wydane na budowę centralnego portu lotniczego nie działają tak dobrze, jak loty marszałka.
Wyborcy potrafią to zobaczyć, zrozumieć i się wkurzyć. Słowa marszałka, że latał, aby się konsultować z ludem, pokazują, że opinie o tym, iż marszałek Kuchciński ma poczucie humoru, są prawdziwe. Liderzy opozycji mają rację dociskając, bo poczuli krew. Te interpelacje, które składają, wizyty w poszczególnych instytucjach pokazują, że to może być kłopotliwe dla obozu władzy.

Paradoksem jest, że nieopublikowanie przez marszałka list poparcia do neo-KRS, mimo wyroku sądu, mniej szkodzi marszałkowi niż loty?
Zdecydowanie! To jak 1 do 100; gdyby przejść dziś po plaży we Władysławowie i zapytać się o to, czy ktoś słyszał o tym, że marszałek nie opublikował list z kandydatami do KRS i co o tym sądzi, to oburzyłby się tym jeden na stu. Gdyby zapytać o marszałka, który latał sobie do domu ze statusem HEAD, czyli z gotowością śmigłowców do wzniesienia się w każdym momencie, gdyby była zagrożona druga osoba w państwie, a on sobie latał tam i z powrotem, to myślę, że połowa plażowiczów powiedziałaby coś niecenzuralnego na ten temat o panu marszałku.

Losy marszałka są przesądzone, nawet jeśli doczeka do końca kadencji, potem Kaczyński go gdzieś na jakiś czas ukryje?
Ależ skąd, doczeka do końca kadencji, a potem będzie stał przy prezesie, tak jak stał przez ostatnie 30 lat. To jest jeden z najbardziej zaufanych i ulubionych przez prezesa polityków. Bądźmy pewni, że jeśli PiS wygra jesienią to będzie on na równie eksponowanym stanowisku.
Jeżeli PiS wygra wybory, to będzie to oznaczać, że loty marszałka nie zaszkodziły tej partii, zatem marszałek Kuchciński może nas dalej cieszyć swoją obecnością w życiu publicznym.

A możliwe jest, że tak bardzo zmienią się nastroje społeczne, że za tydzień wyjdzie prezes i Kuchcińskiego odwoła?
Raczej już nie. Oczywiście takie prawdopodobieństwo istnieje, ale jest niewielkie. Jeśli się rozwiązuje kryzys, to trzeba to zrobić od razu i to dzisiaj był ten moment. Jeśli dymisja nastąpiłaby za tydzień, to by oznaczało zwycięstwo opozycji. Nie dałoby się ukryć, że jest ona wymuszona przez opinię publiczną, media i opozycję. Tego Kaczyński nie znosi. Jeżeli podjęli decyzję, że „idą na twardo”, to żadne nowe rewelacje tego nie zmienią, chyba że wyjdą jakieś nowe sprawy poza kwestiami lotów.

To bardzo ryzykownie zagrał PiS…
To prawda, i każdy racjonalny doradca podpowiedziałby, żeby to dzisiaj zakończyć. Być może naprawdę jest tak, że Kaczyński wie coś o swoim elektoracie, czego my nie wiemy, skoro podjął taką decyzję.

Zdążył zrobić badania?
Nie sądzę, żeby to chodziło o badania, bo takowe niewiele by pokazały. Sądzę, że raczej coś czuje, to jakaś, mówiąc żartem, “tajemna metafizyczna więź” prezesa ze swoim elektoratem.

Przewrotność i obłuda

Prezes PiS w Dygowie.

W minioną sobotę w niewielkiej gminie wiejskiej Dygów pod Kołobrzegiem odbył się kolejny Piknik Rodzinny, którego głównym gościem był Jarosław Kaczyński. Zwrócił się on, co zrozumiałe ,o poparcie dla swojej formacji w nadchodzących wyborach parlamentarnych, a także – wychwalając obecnego prezydenta – apelował o reelekcję Andrzeja Dudy w przyszłym roku i to „najlepiej w I turze”. Dotychczas udało się to tylko Aleksandrowi Kwaśniewskiemu w 2000 r.
Ale najważniejsze nastąpiło później. Prezes mówił twardo o konieczności zmiany Konstytucji RP na „potrzebną”, tym samym dezawuując obecnie obowiązującą ustawę zasadniczą, przyjętą w ogólnokrajowym referendum w 1997r. Ta nowa ma jakoby gwarantować „prawdziwą demokrację”, „prawdziwą praworządność” i „prawdziwą równość”. Dla mnie – jako jednego z 56 członków Komisji Konstytucyjnej Zgromadzenia Narodowego,która w latach 1993-1997 wypracowała projekt aktualnej konstytucji – te słowa to nie tylko kuriozum,ale i zupełne qui pro quo.
Rzecz w tym, iż ta obecna generalnie sprawdziła się, choć oczywiście nie jest idealna (np. nie mogło w niej być jeszcze odniesień do UE; dziś wydaje się również trochę przegadana: ma aż 243 artykuły). Co więcej, to PiS wielokrotnie ją naruszał (korzystając z posiadanej większości i w Sejmie i w Senacie), co potwierdzały też opinie organów Rady Europy oraz zastrzeżenia Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej w Luksemburgu. Szereg postępowań w tej materii trwa. Tylko w niektórych przypadkach udało się temu zapobiec, jak choćby z próbą skrócenia 6-letniej kadencji I Prezesa Sądu Najwyższego, gwarantowanej art. 183.
Użyłem w tytule dość wyważonych słów: „przewrotność” i „obłuda”. W Słowniku synonimów języka polskiego znajdziemy szereg innych, często ostrzejszych określeń na omawiane zjawisko polityczne, np.: „dwulicowość”, „faryzeuszostwo”, „kuglarstwo”, a nawet „perfidia”. Na szczęście niewielkie są szanse polskiej prawicy na zmianę obecnej konstytucji, co wymaga zwłaszcza większości 2/3 głosów w Sejmie. I to niezależnie od tego – jak barwnie rzecz ujął Michał Szułdrzyński – „czy Gulfstreamy staną się ośmiorniczkami PiS”.
Z tego punktu widzenia sytuacja z demokracją nad Wisłą jest lepsza niż np. na Węgrzech, gdzie premier Orbán dysponuje taką większością konstytucyjną.
Ponad 350 lat temu wybitny francuski myśliciel, książę François de La Rochefoucauld napisał, iż „obłuda jest hołdem, jaki WYSTĘPEK oddaje CNOCIE”. Ale to chyba nie jest polski
przypadek.

Głos lewicy

Będę dalej pracował

– Mam zamiar kontynuować kampanię, oddać się w ręce wyborców. Moja choroba nie przeszkadza mi w niczym ani teraz, ani w najbliższej przyszłości. Jest to taki rodzaj, który ma wysoką uleczalność. Głęboko wierzę, jestem optymistą, że wygram – mówił o swojej chorobie nowotworowej były premier i kandydat na europosła Włodzimierz Cimoszewicz w programie „Polityka na ostro”.
– Te choroby są wśród nas, to nie są anonimowe zdarzenia. Mam trochę szczęścia, po dawnej operacji serca muszę się poddawać okresowym badaniom. To przy okazji takich okresowych badań wyszło na jaw. Jest w niezaawansowanym stadium – mówił o chorobie, dodając, że to „taki bardziej męski” nowotwór.
– Nie należy się poddawać, dzisiejsza medycyna robi duże postępy, daje nam szansę – mówił były premier.
– Jeżeli to nie jest zaawansowana choroba, to nie powinna dyskryminować – odpowiadał, pytany o pracę w czasie choroby.
Źródło: sld.org.pl

Nie ma za co

Jakiś człowiek w sklepie podziękował mi za to „to wszystko co robię dla Polaków”. Spieszę donieść, że cudzoziemcom także pomagamy – oświadczył na Facebooku Piotr Ikonowicz.

Szlachetne zdrowie

Jest coś perwersyjnego, a jednocześnie niesłychanie krępującego w wyznaniach medialnych polityków, którzy przyznają się dziennikarzom i wyborcom, że posiedli wiedzę na temat własnej śmiertelnej choroby – jednocześnie jednak nie rezygnują oni z kampanii wyborczej i zapowiadają niezmiennie start w eurowyborach.
Tutaj zdrowym rozsądkiem wykazali się jednak wielcy bracia zza wielkiej wody – Amerykanie, którzy restrykcyjnie pilnują wyników badań swoich wybrańców narodu i domagają się ich aktualizacji.
Niedawno Janina Ochojska poczyniła wyznanie, że choruje na raka piersi. Również Włodzimierz Cimoszewicz zdradził, że podczas majowego weekendu dowiedział się, że choruje na nowotwór. Jarosław Kaczyński nie kryje, że zwleka z operacją wszczepienia endoprotezy kolana od stycznia, bo „zawsze jest coś ważniejszego do zrobienia”,
Nie jest moją intencją pouczać polityków czy wciskać się z butami w czyjeś prywatne życie. Ale zupełnie szczerze – nie podobało mi się wywieranie presji na Jurka Owsiaka, by cofnął swoją decyzję i dalej szefował WOŚP-owi, kiedy zupełnie nie miał na to ochoty. Wywarto na nim pewien rodzaj presji i przekonano, że nikt nie będzie w stanie go zastąpić.
Uważam, że podobną presję wywiera się na polityków, bądź też sami wywierają ją na siebie i swoich bliskich. Uważam, że człowiek, który walczy o swoje życie i zdrowie nie będzie w stanie na sto procent skupić się na sprawach dobra kraju, nie będzie też w stanie na sto procent skupić się na leczeniu i rehabilitacji.
Taki polityk, choćby i wybitny, choćby stanowił prawdziwą podporę swojej formacji, nie powinien być zmuszony zaniedbywać bądź poświęcać swoich prywatnych, rodzinnych czy zdrowotnych spraw.
Niezależnie od tego, na kogo będziemy w tych wyborach głosować – uważam, że politykom, którzy zmagają się z chorobami, potrzebne jest wsparcie zarówno elektoratu, jak i struktur, ale połączone z obowiązkowym zwolnieniem. Po prostu – dlatego, że wszyscy jesteśmy ludźmi. First things first.

Flaczki tygodnia

„Wypłacić wszystkim pracownikom biorącym udział w strajku wynagrodzenie za okres strajku jak za urlop wypoczynkowy z funduszu CRZZ”. Tak brzmi siódmy z 21 Postulatów Międzyzakładowego Komitetu Strajkowego z 17 sierpnia 1981 roku. Tablice z 21 Postulatami uważane są za Dekalog NSZZ „Solidarności”. Fundament założycielski wszystkich partii odwołujących się do etosu, powstałego po sierpniowych strajkach 1980 roku, związku zawodowego NSZZ „Solidarność”.

I dlatego kiedy dzisiaj pan prezes Kaczyński, pan premier Morawiecki i inni prominenci PiS z mściwą satysfakcją ogłaszają, że rząd pana prezesa Kaczyńskiego nie zapłaci nauczycielom za strajk, to wszyscy oni stają tam, gdzie w sierpniu 1980 roku stało ZOMO.

„Flaczki Tygodnia” szarmancko witają pana prezesa Kaczyńskiego w szeregach neo-ZOMO. Tylko nie wiedzą, co na to stare ZOMO. Czy ono zechce stać przy takich antypolskich, antypracowniczych i antyzwiązkowych kreaturach?

Pan Piotr Zaremba to kwiat prawicowej, pro-PiSowskiej publicystyki. Został Miss Dziennikarskiej Wazeliny, za wyjątkowo lizusowską laudację wygłoszoną dwa lata temu w imieniu prawicowego, prorządowego tygodnika „Sieci” na cześć pana prezesa Kaczyńskiego z okazji wręczania mu nagrody „Człowiek Wolności”.

Z drugiej strony pan redaktor Piotr Zaremba to też utalentowany dziennikarz. W „Dzienniku Gazeta Prawna” opublikował w zeszły piątek artykuł pod jednoznacznie brzmiącym tytułem „Protest nauczycieli to porażka rządu”.

Zaczął po bożemu „Gdybym dziś był nauczycielem, tak jak byłem nim w latach 1987-1991, pewnie bym nie strajkował./…/ Ale rozumiem także emocje tysięcy nauczycieli, którzy uznali, że nie mają innej możliwości, jak użyć broni atomowej. /…/ Twierdzę jednak, że jedyną stroną tego konfliktu, która powinna się wstydzić, jest polski rząd i kierownictwo PiS. Niezależnie od doraźnej sprawności w próbie ogrania przeciwnika. Ta sprawność wyjdzie nam wszystkim bokiem. Możliwe, że w dłuższej perspektywie zaszkodzi również prawicy, nawet jeśli doraźnie przekuje ona swoje kłopoty w sukces i wygra dwie kampanie. Bo jej perspektywą jest, zdaje się, tylko gra wyborcza”.

Taka doraźna polityka pana prezesa Kaczyńskiego długofalowo zaszkodzi nie tylko polskiej prawicy. Także polskiej edukacji, rozwojowi polskiego społeczeństwa. Pisze o tym pan redaktor Zaremba. Posobnie pisał o tym w „Trybunie” redaktor Piotr Gadzinowski.

Na koniec swego odważnego artykułu pan redaktor Zaremba pisze, że choć ten rząd zapewne nie ustąpi i zmusi nauczycieli do powrotu do pracy szczując na nich swe media i wyborców PiS, to tak przymuszeni nauczyciele „nie staną się przyjaciółmi tego rządu, formacji ani sposobu myślenia. Fryderyk Wielki opowiadał w XVIII w., że to pruski nauczyciel wygrywał mu wojny. Otóż bądźcie pewni, panie i panowie z prawicy, że polski nauczyciel w rok, dwa nie wygra niczego, ale będzie pracował, abyście nie wygrali już żadnej bitwy. Z czego przy swoich poglądach bynajmniej się nie cieszę. Możecie się upajać antyinteligenckim przekazem: nie dajemy nauczycielom, dajemy rolnikom na bydło. Wiem, że z innych pieniędzy, ale symbolika tego zderzenia była porażająca. Tak się nie buduje trwałych państwowych i obywatelskich wartości”.

Pan redaktor Naczelny „Gazety Polskiej” Tomasz Sakiewicz, zwany przez prawicowych dziennikarzy „Sakwą”, z powodu talentu w załatwiania sobie pieniędzy, opublikował w swej gazecie manifest zatytułowany „Kwestia honoru”. Pisze on: „Drugą obietnicą w sprawie Smoleńska było wyjaśnienie przyczyn tragedii. Rok temu komisja państwowa kierowana przez Antoniego Macierewicza opublikowała raport techniczny./…/ Jednak sprawa zakończona nie jest. Nie ma raportu końcowego, a szansa na ukaranie winnych jest niewielka. Ostatnia rzecz, jakiej bym chciał, to to, by obóz władzy poróżnił się z powodu tragedii smoleńskiej. Ale odpuścić sprawy nie można. Ta rzecz ma charakter zasadniczy. Amerykanie do dzisiaj każdego 11 września czczą ofiary World Trade Center. Winnych tragedii po prostu zlikwidowali. Trwało to całe lata. Polska też potrzebuje czasu, by sprawiedliwości stało się zadość. Podejrzewam, że główny odpowiedzialny czuje się bezkarnie. Ale i na niego przyjdzie czas.”

Kim jest ten „główny odpowiedzialny”, pan redaktor Sakiewicz nie dopisał. Ale znając dorobek pana Macierewicza można wytypować dwie osoby. Przewodniczącego Donalda Tuska i prezydenta Włodzimierza Putina.

Przewodniczący Tusk już może się bać. Zwłaszcza po faszystowsko brzmiącym przemówieniu pana senatora PiS Grzegorza Biereckiego wzywającego, podczas uroczystości upamiętniającej katastrofę smoleńską, do oczyszczenia polskiej wspólnoty narodowej z niegodnych jej ludzi. Książki palą już w Polsce ludzie godni „polskiej wspólnoty narodowej”. Czemu nie mogliby sięgnąć po nowy materiał na rozpałkę?

Czy prezydent Putin może się bać długich, mściwych rąk pana redaktora Sakiewicza? Czy poci się ze strachu na dźwięk „Sakwa idzie!”?

Na razie pan premier Morawiecki nie wpuścił rosyjskiego okrętu żaglowego „Siedow” na wody terytorialne naszego kraju. Bo na jego pokładzie znajduje się 70 kursantów z Kerczeńskiego Państwowego Morskiego Uniwersytetu Technologicznego z okupowanego Krymu. Zapewne nie wszyscy kursanci z Kercza mieszkają na Krymie. Na „Siedowie” jest ponad 300 kursantów z różnych uczelni. Czy pan premier będzie konsekwentny i zakaże też wpuszczania do polskiej przestrzeni powietrznej każdego samolotu z mieszkańcem Krymu na pokładzie? Każdego pociągu, autobusu, samochodu, balonu?

Tymczasem mieszkańcy Powidza, gdzie powstaje magazyn uzbrojenia NATO, skarżą się, że Amerykanie zachowują się jak szarańcza. Wojskowi wycięli wielkie połacie lasu, także z Natura 2000, ciężkie transporty blokują i rozjeżdżają lokalne drogi, podatków nie płacą, a kanalizacja ledwo wytrzymuje napór nowych ścieków. I powódź amerykańskiego gówna wylewa się na Powidz.
Wcześniej mieszkańcy Powidza liczyli na korzyści z bazy. Na razie zarobiły pensjonaty, goszcząc polskie ekipy budowlane. Może zarobią panienki, jeśli sojusznicy będą im płacić, a nie tylko je gwałcić. Ale to cena wzmocnienia polskiego bezpieczeństwa zagrożonego ponoć Rosją i wypełnienia sojuszniczych zobowiązań wobec USA.

No i mamy kolejnego wroga. To waluta euro, która też chce się podstępnie wedrzeć do Polski. Jak sieroty syryjskie, geje i lesbijki, europejscy sędziowie. Dlatego pan prezes Kaczyński nie pozwoli aby polscy nauczyciele zarabiali w euro.

Za to nikt z PiS nie zabrania polskim nauczycielom, aby mieli przynajmniej trójkę dzieci, sześć krów i tuzin świniaków. Tylko tak przegonimy Włochy, Hiszpanię, i kiedyś też Niemcy.

Flaczki tygodnia

Krowom po pięćset, świniom po sto. Pan prezes Kaczyński jest jak król Midas. Każdy ruch Jego Ust przemienia każdą partyjną konwencję w obiecane złote.

Krowom po pięćset, świniom po sto. A kot to pies? Jak żyć panie prezesie, kiedy dzieli pan już nie tylko Polaków na lepszych i gorszych, ale też mieszkające w Polsce zwierzęta.

Psom też pan prezes niczego nie obiecał. I proszę panią rzecznik Mazurek aby nie mieszała ludziom w głowach informacjami, że policjanci już dostali. Za dużo seriali Patryka Vegi ogląda, a za mało Piketty-ego czyta.

Krowom po pięćset, świniom po sto. Na sąsiedniej Ukrainie w pierwszej turze wyborów zwyciężył komik Zełenski. Pan prezes Kaczyński idzie drogą ukraińskiego komika i też chce wygrać tegoroczną pierwsza turę wyborów. Potęgując obietnice wyborcze do komicznych rozmiarów. Do granic śmieszności i ekonomicznego absurdu.
Trzeba stwierdzić, że ukraiński komik aż tak komicznych i kosmicznych, jak jego polski epigon, obietnic nie składa. Ale Zełenski to zawodowy komik. A pan prezes Kaczyński to komik amator.

Krowom po pięćset, świniom po sto. A nauczycielom paskami TVP info po oczach.
Z nauczycieli propagandziści z TVP już robią medialne, antypolskie świnie i żądne szmalu leniwe, też niepolskie, krowy. Polscy nauczyciele są dla elit i mediów związanych z PiS grupą zawodową gorszą od „komunistów i złodziei”, „żydów”, „muzułmańskich uchodźców”, „nadzwyczajnej kasty sędziowskiej”, „środowisk LGBT”, wszystkich razem wziętych.

W chwili gdy „Flaczki” idą do druku nie znamy wyniku zapowiadanych, ostatnich rozmów przedstawicieli rządu pana prezesa Kaczyńskiego z reprezentacją protestujących nauczycieli. Ale już słyszymy, że niektórzy liderzy NSZZ ”Solidarność” przechodzą na pozycje łamistrajków.

Pan prezes Kaczyński może „zagrać ostro”, jak lubi, i doprowadzić do wybuchu strajku nauczycieli. Aby zaraz potem szczuć zdenerwowanych uciążliwościami strajku rodziców na słusznie strajkujących polskich nauczycieli. Dzielić nauczycieli na tych „odpowiedzialnych” z „Solidarności” i „terrorystów” z ZNP. Wszystko po to, aby jeden z najważniejszych obecnie problemów, czyli naprawę edukacji narodowej, przykryć propagandowo kabaretowymi obietnicami wyborczymi.

Krowom po pięćset, świniom po sto. Tyle przed wyborami do Parlamentu Europejskiego. Tymi mniej ważnymi dla pana prezesa i jego kaczystów. Bo parlamentarzyści PiS, niezależnie od ich wyniku wyborczego, będą w Parlamencie Europejskim znowu opozycją. I tylko opozycją.

Opozycją totalną zapewne, krzykliwą, demonstracyjnie nie zginającą, napakowanych nienawiścią do „elit brukselskich”, karków. Ale stale przegrywającą. Bo nawet eurodeputowani Wiktora Orbána nie chcą być w jednej frakcji z eurodeputowanymi pana prezesa Kaczyńskiego.
Bo Węgrzy wolą czasem „zginąć swe karki”, aby uzyskać korzyści dla siebie i Węgier. A kaczyści naszczekają, naszczekają, ale żadnego konia z brukselskiej stajni nie ukradną. Bo nawet kraść z nimi nie chcą.

Zatem nie ma szans, żeby euro deputowani PiS załatwili w Parlamencie Europejskim większe dotacje dla polskich chłopów. W Parlamencie Europejskim taktyka „sztywnych”, napakowanych jak u dresiarzy, karków nie robi wrażenia. Tam liczą się głowy, a nie sztywne karki.
Najlepszym sprawdzianem skuteczności takiej dresiarskiej dyplomacji było głosowanie w czasie wyboru przewodniczącego Rady Europejskiej. Wtedy PiS-owskie proste karki przegrały z europejskimi głowami stosunkiem 27 do 1.

Wynik eurowyborów będzie dla pana prezesa na tyle istotny, na ile będzie mógł pokazać swoje ewentualne zwycięstwo nad zjednoczoną w Koalicji Obywatelskiej opozycją. I w razie zwycięstwa śmielej wezwać do boju w najważniejszych w tym roku wyborach. Do polskiego parlamentu.

Skoro przed majowymi, mniej ważnymi wyborami, Najwyższa Władza Partyjna i Państwowa obiecuje polskim krowom po pięćset i polskim świniom po sto, to ile może obiecać tymże świniom i krowom przed jesiennymi, najważniejszymi wyborami?
Po tysiąc pięćset i po tysiąc sto? A może wszystkim, krowom i świniom po tysiąc pięćset od razu?
Aby tym razem nie dzielić polskich zwierząt hodowlanych na lepsze polskie krowy i gorsze polskie świnie. Nie antagonizować chłopskiego dobrostanu.

Po uzyskaniu tak wspaniałych obietnic wyborczych od pana prezesa polskie krowy i polskie świnie mogą przyjąć pasywną strategię. Zagłosować za kandydatami PiS w wyborach do Parlamentu Europejskiego. I czekać do usranej śmierci na obiecane im setki i pięćsetki.

Mogą też podbić stawki. W wyborach do Parlamentu Europejskiego nie głosować na PiS, albo nawet zagłosować na Koalicję Europejską. Wtedy przestraszony swym marnym wynikiem pan prezes Kaczyński ogłosi już nie „Piątkę Kaczyńskiego”, ale przynajmniej „Pięćdziesiątkę”, a może nawet i „Pięćsetkę Kaczyńskiego”. Dla wszystkich głosujących na PiS. Zatem warto nie głosować na PiS, żeby pana prezesa do skutecznego rozdawania pieniędzy zmusić.

Na koniec tego kabaretu warto przypomnieć.

Wszystkie obietnice wyborcze to kupowanie naszych głosów za nasze pieniądze.

Polskie krowy i polskie świnie może najpierw i dostaną te swoje setki, ale potem na pewno pojadą na rzeź.

Król Midas tak wszystko skutecznie zamieniał w złoto, czyli obietnice wyborcze, aż w jego królestwie nie było co jeść.

W bajce król Midas umarł z głodu. W realu panu prezesowi Kaczyńskiemu to nie grozi. Bo oprócz obiecywanego nam wyborczego złota, ma swoją Srebrną. Bo „władza zawsze się wyżywi”, jak mawia klasyk Jerzy Urban.

Obalmy mity

Pragnę przedstawić Państwu pięć mitów, które zdominowały w ostatnim czasie polską politykę. A z mitami jest tak, że nie zawsze są one prawdziwe.

Mit pierwszy,

Koalicja Europejska musi mieć jeden skonsolidowany program we wszystkich sprawach. Tak nie będzie. Należy powiedzieć, że tworzymy Koalicję Europejską, ale jesteśmy różni i mamy różne programy. Czarzasty nie będzie Schetyną, nie myślimy tak samo w sprawie aborcji, w sprawie państwa świeckiego, czy też związków partnerskich. Ktoś szanuje bardziej profesora Leszka Balcerowicza, ktoś wierzy bardziej w profesora Grzegorza Kołodkę. Każdy po wyborach pójdzie do swojej frakcji w Parlamencie Europejskim. Jesteśmy różni i nie przyjmujemy krytyki, że jest to złe, ale łączy nas kilka zasadniczych spraw. Wszyscy wierzymy w projekt pt. Unia Europejska, uważamy, że jest to drugi Plan Marshalla, a który w obecnym czasie dotyczy i Polski. Pierwszy Plan, ze względu na historię naszego kraju, Polski nie objął. Pragniemy być strażnikami tego projektu. Uważamy, że członkostwo Polski w Unii Europejskiej jest wielką dla nas sprawą. Obserwujemy to co się dzieje z brexitem, jakie zamieszanie panuje obecnie w Europie. Łączy nas również to jak wielki mamy szacunek dla Unii Europejskiej i chcemy, aby i Polska była darzona szacunkiem w Unii. Szacunek to nie jest przegrywanie głosowań 27 do 1.
Mówią nam, że projekt Koalicji Europejskiej jest rzadki i niesłychany, że nie można się różnić i połączyć w ważnej sprawie. To jest nieprawda. Zwołaliśmy swego czasu Okrągły Stół, przy którym siedzieli przedstawiciele Episkopatu, strona opozycyjna – Solidarność, w tym i Lech Kaczyński; siedzieli przedstawiciele PZPR, którzy sprawowali władzę. A Okrągły Stół doprowadził do tego, że Polska przeszła przez pokojową transformację. Razem wprowadzaliśmy Polskę do Unii Europejskiej, bez względu na to czy ktoś był z Unii Wolności, Polskiego Stronnictwa Ludowego, czy tez Sojuszu Lewicy Demokratycznej. Wierzyliśmy, że to wielki projekt, ale byliśmy różni. Kiedy w RFN powstaje tzw. Wielka Koalicja CDU-CSU i SPD, to mówimy: jacy nasi sąsiedzi są mądrzy. A przecież te partie są różne i nie mają takich samych programów. Są takie momenty w życiu każdego kraju, w życie każdego narodu, że dostrzega się sprawy ważniejsze od różnic między partiami. Powinniśmy być dumni z tego, że ponad podziałami jesteśmy w stanie stworzyć jedność. Należy o tym mówić i nie poddawać się krytyce, że różnice programowe są złe, damy radę i w tej sprawie. Z drugiej strony należy przypomnieć, iż PiS tworzy Zjednoczoną Prawicę, w tej koalicji są trzy partie. Czy ktoś zna nazwy dwu pozostałych partii poza PiS-em? A może jest tak, że szefem wszystkich tych partii jest Jarosław Kaczyński? Ten sam Jarosław Kaczyński, który jest jednocześnie premierem, prezydentem oraz I sekretarzem wszystkich partii tworzących Zjednoczoną Prawicę. Jednocześnie PiS mówi, że są to trzy różne struktury, ale przecież są jedną partią. Marzą o różnorodności, ale jej nie mają. Marzą o wielu przywódcach, ale mają jednego. I zarzucają nam to, że dogadaliśmy się ponad podziałami. Zarzucają nam to, co jest naszym, PO, PSL-u, Nowoczesnej oraz Partii Zielonych plusem.

Mit drugi,

Koalicji Europejskiej zarzuca się, iż partie się jednoczą, aby odsunąć PiS od władzy. Co to jest za zarzut? Łączymy się po to, aby odsunąć PiS od władzy. Powtórzę to raz jeszcze: łączymy się po to, aby odsunąć PiS od władzy. Dlaczego? Ponieważ chcemy Polski tolerancyjnej, praworządnej, szanującej konstytucję, socjalnej, ale i demokratycznej; mówiącej prawdę o historii i nieskłóconej. Polski bez Misiewiczów, bez rządzenia bankami przez prezesów partii za pomocą telefonu. To jest nasza wojna, o Polskę naszych marzeń. Bądźmy dumni, że pragniemy odsunąć PiS od władzy i nie wstydźmy się tego. Jako partie demokratyczne szukamy różnych drug, aby ratować Polskę przed utratą samorządności, praworządności, żeby w Polsce nie była łamana konstytucja. Mój przyjaciel Władysław Kosiniak-Kamysz zgłosił projekt wpisania do konstytucji, iż Polska jest członkiem Unii Europejskiej oraz NATO. Już dziś prawo mówi, iż nie można łamać konstytucji, ale jest tylko jedna metoda zagwarantowania obecności Polski w UE oraz NATO zawsze kiedy będzie tego chciała – to odsunięcie PiS-u od władzy. To nie konstytucję trzeba dopasowywać do sytuacji politycznej, to rządy prawa powinny działać na bazie ustawy zasadniczej. Aby to osiągnąć, nie możemy się co trzy miesiące zastanawiać co nowego wpiszemy do konstytucji, aby PiS nie łamał prawa w Polsce, ponieważ oni i tak ją złamią. Droga jest jedna, trzeba PiS od władzy odsunąć!

Mit trzeci,

nie ma w Polsce populizmu. Populizm w Polsce ma dwa oblicza: ideologiczne oraz progresywne. Od trzech lat uprawia go PiS. PiS szuka wroga, którym jest – według niego i używając jego słów – Żyd, muzułmanin, pedał, uchodźca, edukacja seksualna i onanizujące się trzyletnie dzieci, Niemiec, mord smoleński, dzielenie Polek i Polaków na sorty. To jest wszystko to czym nas codziennie straszą i mówią: tylko pod naszymi rządami możecie być bezpieczni. I to jest właśnie populizm ideologiczny. Jest również populizm progresywny, który polega na obiecywaniu Polkom i Polakom wszystkiego bez pokrycia. To jest prezentacja programu, który kosztuje 1 bilion złotych i mówienie, że to kosztuje 35 mld zł. Zresztą nie usłyszeliśmy nawet skąd wziąć te 35 mld? Populizm progresywny i prawicowy mają jedną cechę wspólną: obiecać wszystko wszystkim. Bez pokrycia. Zaatakować i podzielić kraj, na sorty. Byle by zdobywać punkty procentowe i władzę. W tym wszystkim wydarzyła się sprawa szczególnie skandaliczna, uznano, że ludzie starsi do niczego się nie nadają i nie mogą nigdzie kandydować, są gorsi od młodych. Zawsze mówię, że i młodzi, i starsi są ważni dla naszego kraju. W plemionach ameryki północnej była rada starszych, która wiedziała kiedy bizony przyjdą, a kiedy bizony przyszły to młodsi na nie polowali.
My jesteśmy dumni z tego, że ludzie z doświadczeniem oraz dystansem, ludzie mądrzy będą nas reprezentowali w Unii Europejskiej. Jesteśmy przekonani, że to dobra – z naszej lewicowej strony – propozycja dla Polek i Polaków. Trzy lata temu przedstawiłem projekt, w którym trzech byłych premierów, którzy pełnili tę funkcję z rekomendacji SLD, startowało do Parlamentu Europejskiego. I stało się to, znowu jesteśmy razem. Witam Włodzimierza Cimoszewicza i Marka Belkę! Pozdrawiam również Leszka Millera! To są ludzie, którzy wprowadzali Polskę do Unii Europejskiej. Młodzi biegają szybko, ale starsi wiedzą dokąd. I jedni i drudzy są potrzebni.

Mit czwarty,

PiS twierdzi, że jeżeli opozycja przejmie władzę to wszystkie sprawy socjalne, które wprowadziła ta partia, zostaną zlikwidowane. Nic bardziej wierutnego, to kłamstwo. Powołam się na autora słów, które są w tej chwili powtarzane przez wszystkie partie opozycyjne: damy Wam to co PiS Wam dał i oddamy to co PiS Wam zabrał. Autor jest przed Wami. Wszyscy powtarzają: to rozsądne słowa. Rozsądne, pod warunkiem, że kasa jest pełna. Gwarantujemy to, że 500 plus zostanie utrzymane i gwarantuje to partia socjalna – Sojusz Lewicy Demokratycznej. Gwarantujemy to, że wiek emerytalny zostanie utrzymany. Jest jedna zasada, która nas różni od wszystkich partii: od PiS-u lub progresywnego populizmu. Zrobimy nowe projekty socjalne to tylko wtedy, kiedy nasze państwo będzie na to stać. Nie będzie żadnego rozdawnictwa. Jesteśmy poważną partią, odpowiedzialną oraz obywatelską. Jeżeli budżet państwa na to stać, to obywatelki i obywatele powinni z tego budżetu korzystać. Wolelibyśmy projekty, które systemowo pomagałaby Polkom i Polakom. Systemowo, a nie jednorazowo. Cieszymy się z tego, że emeryci dostaną dodatkową emeryturę, ale wolelibyśmy, aby nie dostawali jej raz w roku na trzy tygodnie przed wyborami. Zgłosiliśmy dwa projekty, które są odpowiedzią na pytanie, co byśmy zrobili gdybyśmy mieli co roku do wydania 40 miliardów złotych. Pierwszy dotyczył wybudowania 800 000 mieszkań, a projekt zakładał prosty pomysł, aby 50 000 złotych dać 800 000 osobom, aby mogły pokryć wkład własny na kredyt mieszkaniowy. Wierzymy, że byłoby to koło zamachowe dla polskiej gospodarki i wierzymy, że w przeciągu 10 lat problem mieszkań zostałby rozwiązany. Właśnie w sposób systemowy. 40 miliardów złotych sfinansowałoby nasz projekt, który mówi, iż najniższa renta i najniższa emerytura powinna być równa najniższemu wynagrodzeniu. Problem najniżej uposażonych emerytów zostałby rozwiązany na wiele lat, a nie raz przed wyborami.

Mit piąty,

Koalicja Europejska nie wypracuje wspólnego programu do Parlamentu Europejskiego. Bądźcie oto spokojni. Każda partia będzie wnosiła sprawy dla siebie najważniejsze. Dla SLD, dla socjaldemokracji będzie to kwestia ujednolicenia standardów socjalnych w Unii Europejskiej: płaca minimalna, usług medycznych, usług użyteczności publicznej, czy też świadczeń na rzecz niepełnosprawnych. Chcielibyśmy, aby w Polsce zostało wprowadzone euro, ale pod warunkiem, że będzie się to wiązało ze wzrostem płac Polek i Polaków.
Chciałbym podkreślić, że nasze kandydatki i kandydaci do Parlamentu Europejskiego zostaną wybrani, to wejdą do frakcji Socjalistów i Demokratów, tam jest ich miejsce.
Opowiedziałem Państwu o pięciu mitach, które bezmyślnie są powtarzane w mediach przez polityków, a przez nas, jako części Koalicji Europejskiej, w wielu miejscach bezkrytycznie przyjmowane. Nie wstydźmy się tego, że jesteśmy różni, że walczymy z PiS-em. Pragnę, aby SLD wraz ze swoimi partnerami w KE był gwarancją rozsądku, dystansu i doświadczenia, abyśmy trzymali się z dala od populizmu.

Dlaczego młodzi…?

Dlaczego młodzi nie chodzą do wyborów, a jeżeli już, to głosują głównie na prawicę? Wziąłem udział z ciekawej debacie na ten temat, ale jednoznacznej odpowiedzi nie ma, bo to wiedza na kilka prac doktorskich. Dlatego zaprezentuję kilka swoich uwag.
Młodzi nie chodzą na wybory, bo ich rodzice też nie chodzą. Skąd mają brać przykład? Młodzi głosują na prawicę, bo ich rodzice też najczęściej wybierają taką opcję. I dalej. Rodzice, często nawet o lewicowych poglądach, nie potrafią przekonać swoich dzieci do swoich poglądów. W szkołach zaszczepiono młodym prawicowo – kościelne poglądy. Lewicę i PRL przedstawia się jak czarną dziurę w naszej historii. Cały aparat propagandowy PiS, wspomagany przez IPN i kościół robi wszystko, by namieszać młodzieży w głowie i ukształtować ich na swój obraz i podobieństwo. Lewica, nawet kiedy mogła, a także PO, nie przywiązywały większej wagi do obywatelskiego i postępowego wychowania młodzieży. PiS natomiast bardzo dba o to nie szczędząc przy tym publicznego grosza.
Politycy, oszukując wyborców, bagatelizując potrzeby młodych, kłócąc się, itp. zniechęcają młodych do siebie. Nie przypadkiem 2 mln młodych i do tego bardzo przedsiębiorczych, postanowiło ułożyć sobie życie poza krajem.
Oczywiście młodzi nie mają ustabilizowanych poglądów politycznych. Dowodzi tego choćby głosowanie na Korwin-Mikkego. Ma on w wyborach zawsze około pół miliona zwolenników i to głównie młodych. Ale w następnych wyborach to jest już inna grupa młodych, nie ta sama. Starsi wchodzą w dorosłe życie, dojrzewają politycznie i widzą, że Korwin – Mikke wciskał im naiwne bajki. I tak jest od kilkudziesięciu lat.
Młodzi poszukują atrakcyjnych postaci w polityce, które zafundują im atrakcyjny przekaz polityczny, na pograniczu rozrywkowego show. Teraz na topie jest Robert Biedroń. Czy wyobrażacie sobie przewodniczącego Schetynę, czy marszałka Terleckiego, w głos których wsłuchują się w zapamiętaniu i uwielbieniu młodzi? To byłoby trudne.
Nadzieją napawa fakt, że poglądy młodych ewoluują. Mija już moda na żołnierzy wyklętych. Młodzi odkryli, że to ściema. Już nie nosi patriotycznej odzieży. Wzrasta zainteresowanie lewicą. Ale tak napisać mogę o dość wąskiej grupie tzw. poszukującej młodzieży. Większości młodych polityka w polskim wydaniu nie interesuje.
I na koniec. Partie, od prawa do lewa nie mają ani pieniędzy, ani narzędzi, ani wiedzy do upowszechniania swoich programów wśród ludzi młodych. PiS natomiast zaprzągł szkoły, środki masowego przekazu, IPN, do ulepienia nowego typu Polaka: zaściankowego, nieufnego, konserwatywnego, lubiącego autorytarną władzę i oczekującego socjalu od władzy. Jeżeli ten program się powiedzie, to na długie lata staniemy się krajem, który na Zachodzie będą pokazywać palcami jako przykład fatalnego eksperymentu na ludzkich mózgach. Brońmy młodych przed tym eksperymentem.

Głos lewicy

Jedni warci drugich

Piotr Ciszewski ma już dosyć kampanii wyborczej zanim ta na dobre się zaczęła:
Jak podsumować początki kampanii do Parlamentu Europejskiego?
PiS – Geje! LGBT będzie uczyło dzieci masturbacji!
Koalicja Europejska – Nie jesteśmy PiS-em, głosujcie na nas, bo nasz program to „nie jesteśmy PiS-em!”
Wiosna – Patrzcie jacy jesteśmy fajni, a Robert Biedroń jeszcze fajniejszy! Znamy się na wszystkim bo Robert jest taki fajny!
Nie udało mi się z zasłyszanych dotąd debat dowiedzieć nic szczególnego o pomysłach głównych partii/koalicji na politykę UE, pozycję Parlamentu Europejskiego, europejskie standardy socjalne, umowy o wolnym handlu itd. itp.

Odsunąć PiS

Odsunięcie PiS od władzy to najważniejszy cel, jaki mogą sobie dzisiaj wyznaczyć rzeczywiści patrioci. Nie ci łysi, chamscy i głośni, z którymi PiS-owi po drodze nawet w dniu 100-lecia niepodległości, ale ci otwartogłowi, myślący i głęboko poruszeni skalą zniszczenia wspólnoty narodowej, zagrożenia rządów prawa i wartości demokratycznym. Tegoroczne wybory są najważniejsze od 1989 roku. Jeśli PiS przetrwa u władzy strachem i przekupstwem, będziemy mieli symulowaną demokrację, stracimy realny kontakt ze światem zachodnim, ugrzęźniemy w strefie wpływów wschodniego sąsiada. Taka jest logika we współczesnym świecie, który nie toleruje już komfortu splendid isolation. W tej sytuacji wszelkie wcześniejsze, a być może i dzisiejsze, różnice wśród opozycji tracą na znaczeniu. Kosztowną głupotą jest nieumiejętność dostrzeżenia tego, co najważniejsze. Nie wolno wykorzystywać instrumentalnie polityki zagranicznej do celów gry wewnątrz kraju. Pokolenia brytyjskich polityków wszczepiały do umysłów obywateli Wielkiej Brytanii eurosceptycyzm. Referendum w sprawie opuszczenia UE zostało rozpisane wyłącznie po to, żeby Cameron mógł opanować buntu w Partii Konserwatywnej. Nikt, włącznie z liderami ruchu na rzecz brexitu, nie przewidywał, że większość głosujących to poprze. Stąd zero planu realizacyjnego. Brytyjska klasa polityczna kompromituje siebie, kompromituje brytyjską demokrację i kraj. Ryzykuje rozpad państwa i koniec Zjednoczonego Królestwa. Wszyscy oni zapłacą bardzo wysoką cenę. Za kilka lat nikt z nich nie pozostanie aktywnym politykiem. Racja stanu i przyszłość narodu oraz państwa to nie stawka w grze w rosyjska ruletkę. Nieprzypadkowo PiS i brytyjscy torysi są w tej samej niszowej frakcji w PE. To bracia duchowi. Dlatego gra PiS-u z Unią i jej instytucjami jest potencjalnie bardzo ryzykowna i niebezpieczna. Ta droga prowadzi tam, gdzie są Brytyjczycy: na skraj przepaści.

Włodzimierz Czarzasty, info: sld.org.pl