Głos lewicy

Będę dalej pracował

– Mam zamiar kontynuować kampanię, oddać się w ręce wyborców. Moja choroba nie przeszkadza mi w niczym ani teraz, ani w najbliższej przyszłości. Jest to taki rodzaj, który ma wysoką uleczalność. Głęboko wierzę, jestem optymistą, że wygram – mówił o swojej chorobie nowotworowej były premier i kandydat na europosła Włodzimierz Cimoszewicz w programie „Polityka na ostro”.
– Te choroby są wśród nas, to nie są anonimowe zdarzenia. Mam trochę szczęścia, po dawnej operacji serca muszę się poddawać okresowym badaniom. To przy okazji takich okresowych badań wyszło na jaw. Jest w niezaawansowanym stadium – mówił o chorobie, dodając, że to „taki bardziej męski” nowotwór.
– Nie należy się poddawać, dzisiejsza medycyna robi duże postępy, daje nam szansę – mówił były premier.
– Jeżeli to nie jest zaawansowana choroba, to nie powinna dyskryminować – odpowiadał, pytany o pracę w czasie choroby.
Źródło: sld.org.pl

Nie ma za co

Jakiś człowiek w sklepie podziękował mi za to „to wszystko co robię dla Polaków”. Spieszę donieść, że cudzoziemcom także pomagamy – oświadczył na Facebooku Piotr Ikonowicz.

Szlachetne zdrowie

Jest coś perwersyjnego, a jednocześnie niesłychanie krępującego w wyznaniach medialnych polityków, którzy przyznają się dziennikarzom i wyborcom, że posiedli wiedzę na temat własnej śmiertelnej choroby – jednocześnie jednak nie rezygnują oni z kampanii wyborczej i zapowiadają niezmiennie start w eurowyborach.
Tutaj zdrowym rozsądkiem wykazali się jednak wielcy bracia zza wielkiej wody – Amerykanie, którzy restrykcyjnie pilnują wyników badań swoich wybrańców narodu i domagają się ich aktualizacji.
Niedawno Janina Ochojska poczyniła wyznanie, że choruje na raka piersi. Również Włodzimierz Cimoszewicz zdradził, że podczas majowego weekendu dowiedział się, że choruje na nowotwór. Jarosław Kaczyński nie kryje, że zwleka z operacją wszczepienia endoprotezy kolana od stycznia, bo „zawsze jest coś ważniejszego do zrobienia”,
Nie jest moją intencją pouczać polityków czy wciskać się z butami w czyjeś prywatne życie. Ale zupełnie szczerze – nie podobało mi się wywieranie presji na Jurka Owsiaka, by cofnął swoją decyzję i dalej szefował WOŚP-owi, kiedy zupełnie nie miał na to ochoty. Wywarto na nim pewien rodzaj presji i przekonano, że nikt nie będzie w stanie go zastąpić.
Uważam, że podobną presję wywiera się na polityków, bądź też sami wywierają ją na siebie i swoich bliskich. Uważam, że człowiek, który walczy o swoje życie i zdrowie nie będzie w stanie na sto procent skupić się na sprawach dobra kraju, nie będzie też w stanie na sto procent skupić się na leczeniu i rehabilitacji.
Taki polityk, choćby i wybitny, choćby stanowił prawdziwą podporę swojej formacji, nie powinien być zmuszony zaniedbywać bądź poświęcać swoich prywatnych, rodzinnych czy zdrowotnych spraw.
Niezależnie od tego, na kogo będziemy w tych wyborach głosować – uważam, że politykom, którzy zmagają się z chorobami, potrzebne jest wsparcie zarówno elektoratu, jak i struktur, ale połączone z obowiązkowym zwolnieniem. Po prostu – dlatego, że wszyscy jesteśmy ludźmi. First things first.

Flaczki tygodnia

„Wypłacić wszystkim pracownikom biorącym udział w strajku wynagrodzenie za okres strajku jak za urlop wypoczynkowy z funduszu CRZZ”. Tak brzmi siódmy z 21 Postulatów Międzyzakładowego Komitetu Strajkowego z 17 sierpnia 1981 roku. Tablice z 21 Postulatami uważane są za Dekalog NSZZ „Solidarności”. Fundament założycielski wszystkich partii odwołujących się do etosu, powstałego po sierpniowych strajkach 1980 roku, związku zawodowego NSZZ „Solidarność”.

I dlatego kiedy dzisiaj pan prezes Kaczyński, pan premier Morawiecki i inni prominenci PiS z mściwą satysfakcją ogłaszają, że rząd pana prezesa Kaczyńskiego nie zapłaci nauczycielom za strajk, to wszyscy oni stają tam, gdzie w sierpniu 1980 roku stało ZOMO.

„Flaczki Tygodnia” szarmancko witają pana prezesa Kaczyńskiego w szeregach neo-ZOMO. Tylko nie wiedzą, co na to stare ZOMO. Czy ono zechce stać przy takich antypolskich, antypracowniczych i antyzwiązkowych kreaturach?

Pan Piotr Zaremba to kwiat prawicowej, pro-PiSowskiej publicystyki. Został Miss Dziennikarskiej Wazeliny, za wyjątkowo lizusowską laudację wygłoszoną dwa lata temu w imieniu prawicowego, prorządowego tygodnika „Sieci” na cześć pana prezesa Kaczyńskiego z okazji wręczania mu nagrody „Człowiek Wolności”.

Z drugiej strony pan redaktor Piotr Zaremba to też utalentowany dziennikarz. W „Dzienniku Gazeta Prawna” opublikował w zeszły piątek artykuł pod jednoznacznie brzmiącym tytułem „Protest nauczycieli to porażka rządu”.

Zaczął po bożemu „Gdybym dziś był nauczycielem, tak jak byłem nim w latach 1987-1991, pewnie bym nie strajkował./…/ Ale rozumiem także emocje tysięcy nauczycieli, którzy uznali, że nie mają innej możliwości, jak użyć broni atomowej. /…/ Twierdzę jednak, że jedyną stroną tego konfliktu, która powinna się wstydzić, jest polski rząd i kierownictwo PiS. Niezależnie od doraźnej sprawności w próbie ogrania przeciwnika. Ta sprawność wyjdzie nam wszystkim bokiem. Możliwe, że w dłuższej perspektywie zaszkodzi również prawicy, nawet jeśli doraźnie przekuje ona swoje kłopoty w sukces i wygra dwie kampanie. Bo jej perspektywą jest, zdaje się, tylko gra wyborcza”.

Taka doraźna polityka pana prezesa Kaczyńskiego długofalowo zaszkodzi nie tylko polskiej prawicy. Także polskiej edukacji, rozwojowi polskiego społeczeństwa. Pisze o tym pan redaktor Zaremba. Posobnie pisał o tym w „Trybunie” redaktor Piotr Gadzinowski.

Na koniec swego odważnego artykułu pan redaktor Zaremba pisze, że choć ten rząd zapewne nie ustąpi i zmusi nauczycieli do powrotu do pracy szczując na nich swe media i wyborców PiS, to tak przymuszeni nauczyciele „nie staną się przyjaciółmi tego rządu, formacji ani sposobu myślenia. Fryderyk Wielki opowiadał w XVIII w., że to pruski nauczyciel wygrywał mu wojny. Otóż bądźcie pewni, panie i panowie z prawicy, że polski nauczyciel w rok, dwa nie wygra niczego, ale będzie pracował, abyście nie wygrali już żadnej bitwy. Z czego przy swoich poglądach bynajmniej się nie cieszę. Możecie się upajać antyinteligenckim przekazem: nie dajemy nauczycielom, dajemy rolnikom na bydło. Wiem, że z innych pieniędzy, ale symbolika tego zderzenia była porażająca. Tak się nie buduje trwałych państwowych i obywatelskich wartości”.

Pan redaktor Naczelny „Gazety Polskiej” Tomasz Sakiewicz, zwany przez prawicowych dziennikarzy „Sakwą”, z powodu talentu w załatwiania sobie pieniędzy, opublikował w swej gazecie manifest zatytułowany „Kwestia honoru”. Pisze on: „Drugą obietnicą w sprawie Smoleńska było wyjaśnienie przyczyn tragedii. Rok temu komisja państwowa kierowana przez Antoniego Macierewicza opublikowała raport techniczny./…/ Jednak sprawa zakończona nie jest. Nie ma raportu końcowego, a szansa na ukaranie winnych jest niewielka. Ostatnia rzecz, jakiej bym chciał, to to, by obóz władzy poróżnił się z powodu tragedii smoleńskiej. Ale odpuścić sprawy nie można. Ta rzecz ma charakter zasadniczy. Amerykanie do dzisiaj każdego 11 września czczą ofiary World Trade Center. Winnych tragedii po prostu zlikwidowali. Trwało to całe lata. Polska też potrzebuje czasu, by sprawiedliwości stało się zadość. Podejrzewam, że główny odpowiedzialny czuje się bezkarnie. Ale i na niego przyjdzie czas.”

Kim jest ten „główny odpowiedzialny”, pan redaktor Sakiewicz nie dopisał. Ale znając dorobek pana Macierewicza można wytypować dwie osoby. Przewodniczącego Donalda Tuska i prezydenta Włodzimierza Putina.

Przewodniczący Tusk już może się bać. Zwłaszcza po faszystowsko brzmiącym przemówieniu pana senatora PiS Grzegorza Biereckiego wzywającego, podczas uroczystości upamiętniającej katastrofę smoleńską, do oczyszczenia polskiej wspólnoty narodowej z niegodnych jej ludzi. Książki palą już w Polsce ludzie godni „polskiej wspólnoty narodowej”. Czemu nie mogliby sięgnąć po nowy materiał na rozpałkę?

Czy prezydent Putin może się bać długich, mściwych rąk pana redaktora Sakiewicza? Czy poci się ze strachu na dźwięk „Sakwa idzie!”?

Na razie pan premier Morawiecki nie wpuścił rosyjskiego okrętu żaglowego „Siedow” na wody terytorialne naszego kraju. Bo na jego pokładzie znajduje się 70 kursantów z Kerczeńskiego Państwowego Morskiego Uniwersytetu Technologicznego z okupowanego Krymu. Zapewne nie wszyscy kursanci z Kercza mieszkają na Krymie. Na „Siedowie” jest ponad 300 kursantów z różnych uczelni. Czy pan premier będzie konsekwentny i zakaże też wpuszczania do polskiej przestrzeni powietrznej każdego samolotu z mieszkańcem Krymu na pokładzie? Każdego pociągu, autobusu, samochodu, balonu?

Tymczasem mieszkańcy Powidza, gdzie powstaje magazyn uzbrojenia NATO, skarżą się, że Amerykanie zachowują się jak szarańcza. Wojskowi wycięli wielkie połacie lasu, także z Natura 2000, ciężkie transporty blokują i rozjeżdżają lokalne drogi, podatków nie płacą, a kanalizacja ledwo wytrzymuje napór nowych ścieków. I powódź amerykańskiego gówna wylewa się na Powidz.
Wcześniej mieszkańcy Powidza liczyli na korzyści z bazy. Na razie zarobiły pensjonaty, goszcząc polskie ekipy budowlane. Może zarobią panienki, jeśli sojusznicy będą im płacić, a nie tylko je gwałcić. Ale to cena wzmocnienia polskiego bezpieczeństwa zagrożonego ponoć Rosją i wypełnienia sojuszniczych zobowiązań wobec USA.

No i mamy kolejnego wroga. To waluta euro, która też chce się podstępnie wedrzeć do Polski. Jak sieroty syryjskie, geje i lesbijki, europejscy sędziowie. Dlatego pan prezes Kaczyński nie pozwoli aby polscy nauczyciele zarabiali w euro.

Za to nikt z PiS nie zabrania polskim nauczycielom, aby mieli przynajmniej trójkę dzieci, sześć krów i tuzin świniaków. Tylko tak przegonimy Włochy, Hiszpanię, i kiedyś też Niemcy.

Flaczki tygodnia

Krowom po pięćset, świniom po sto. Pan prezes Kaczyński jest jak król Midas. Każdy ruch Jego Ust przemienia każdą partyjną konwencję w obiecane złote.

Krowom po pięćset, świniom po sto. A kot to pies? Jak żyć panie prezesie, kiedy dzieli pan już nie tylko Polaków na lepszych i gorszych, ale też mieszkające w Polsce zwierzęta.

Psom też pan prezes niczego nie obiecał. I proszę panią rzecznik Mazurek aby nie mieszała ludziom w głowach informacjami, że policjanci już dostali. Za dużo seriali Patryka Vegi ogląda, a za mało Piketty-ego czyta.

Krowom po pięćset, świniom po sto. Na sąsiedniej Ukrainie w pierwszej turze wyborów zwyciężył komik Zełenski. Pan prezes Kaczyński idzie drogą ukraińskiego komika i też chce wygrać tegoroczną pierwsza turę wyborów. Potęgując obietnice wyborcze do komicznych rozmiarów. Do granic śmieszności i ekonomicznego absurdu.
Trzeba stwierdzić, że ukraiński komik aż tak komicznych i kosmicznych, jak jego polski epigon, obietnic nie składa. Ale Zełenski to zawodowy komik. A pan prezes Kaczyński to komik amator.

Krowom po pięćset, świniom po sto. A nauczycielom paskami TVP info po oczach.
Z nauczycieli propagandziści z TVP już robią medialne, antypolskie świnie i żądne szmalu leniwe, też niepolskie, krowy. Polscy nauczyciele są dla elit i mediów związanych z PiS grupą zawodową gorszą od „komunistów i złodziei”, „żydów”, „muzułmańskich uchodźców”, „nadzwyczajnej kasty sędziowskiej”, „środowisk LGBT”, wszystkich razem wziętych.

W chwili gdy „Flaczki” idą do druku nie znamy wyniku zapowiadanych, ostatnich rozmów przedstawicieli rządu pana prezesa Kaczyńskiego z reprezentacją protestujących nauczycieli. Ale już słyszymy, że niektórzy liderzy NSZZ ”Solidarność” przechodzą na pozycje łamistrajków.

Pan prezes Kaczyński może „zagrać ostro”, jak lubi, i doprowadzić do wybuchu strajku nauczycieli. Aby zaraz potem szczuć zdenerwowanych uciążliwościami strajku rodziców na słusznie strajkujących polskich nauczycieli. Dzielić nauczycieli na tych „odpowiedzialnych” z „Solidarności” i „terrorystów” z ZNP. Wszystko po to, aby jeden z najważniejszych obecnie problemów, czyli naprawę edukacji narodowej, przykryć propagandowo kabaretowymi obietnicami wyborczymi.

Krowom po pięćset, świniom po sto. Tyle przed wyborami do Parlamentu Europejskiego. Tymi mniej ważnymi dla pana prezesa i jego kaczystów. Bo parlamentarzyści PiS, niezależnie od ich wyniku wyborczego, będą w Parlamencie Europejskim znowu opozycją. I tylko opozycją.

Opozycją totalną zapewne, krzykliwą, demonstracyjnie nie zginającą, napakowanych nienawiścią do „elit brukselskich”, karków. Ale stale przegrywającą. Bo nawet eurodeputowani Wiktora Orbána nie chcą być w jednej frakcji z eurodeputowanymi pana prezesa Kaczyńskiego.
Bo Węgrzy wolą czasem „zginąć swe karki”, aby uzyskać korzyści dla siebie i Węgier. A kaczyści naszczekają, naszczekają, ale żadnego konia z brukselskiej stajni nie ukradną. Bo nawet kraść z nimi nie chcą.

Zatem nie ma szans, żeby euro deputowani PiS załatwili w Parlamencie Europejskim większe dotacje dla polskich chłopów. W Parlamencie Europejskim taktyka „sztywnych”, napakowanych jak u dresiarzy, karków nie robi wrażenia. Tam liczą się głowy, a nie sztywne karki.
Najlepszym sprawdzianem skuteczności takiej dresiarskiej dyplomacji było głosowanie w czasie wyboru przewodniczącego Rady Europejskiej. Wtedy PiS-owskie proste karki przegrały z europejskimi głowami stosunkiem 27 do 1.

Wynik eurowyborów będzie dla pana prezesa na tyle istotny, na ile będzie mógł pokazać swoje ewentualne zwycięstwo nad zjednoczoną w Koalicji Obywatelskiej opozycją. I w razie zwycięstwa śmielej wezwać do boju w najważniejszych w tym roku wyborach. Do polskiego parlamentu.

Skoro przed majowymi, mniej ważnymi wyborami, Najwyższa Władza Partyjna i Państwowa obiecuje polskim krowom po pięćset i polskim świniom po sto, to ile może obiecać tymże świniom i krowom przed jesiennymi, najważniejszymi wyborami?
Po tysiąc pięćset i po tysiąc sto? A może wszystkim, krowom i świniom po tysiąc pięćset od razu?
Aby tym razem nie dzielić polskich zwierząt hodowlanych na lepsze polskie krowy i gorsze polskie świnie. Nie antagonizować chłopskiego dobrostanu.

Po uzyskaniu tak wspaniałych obietnic wyborczych od pana prezesa polskie krowy i polskie świnie mogą przyjąć pasywną strategię. Zagłosować za kandydatami PiS w wyborach do Parlamentu Europejskiego. I czekać do usranej śmierci na obiecane im setki i pięćsetki.

Mogą też podbić stawki. W wyborach do Parlamentu Europejskiego nie głosować na PiS, albo nawet zagłosować na Koalicję Europejską. Wtedy przestraszony swym marnym wynikiem pan prezes Kaczyński ogłosi już nie „Piątkę Kaczyńskiego”, ale przynajmniej „Pięćdziesiątkę”, a może nawet i „Pięćsetkę Kaczyńskiego”. Dla wszystkich głosujących na PiS. Zatem warto nie głosować na PiS, żeby pana prezesa do skutecznego rozdawania pieniędzy zmusić.

Na koniec tego kabaretu warto przypomnieć.

Wszystkie obietnice wyborcze to kupowanie naszych głosów za nasze pieniądze.

Polskie krowy i polskie świnie może najpierw i dostaną te swoje setki, ale potem na pewno pojadą na rzeź.

Król Midas tak wszystko skutecznie zamieniał w złoto, czyli obietnice wyborcze, aż w jego królestwie nie było co jeść.

W bajce król Midas umarł z głodu. W realu panu prezesowi Kaczyńskiemu to nie grozi. Bo oprócz obiecywanego nam wyborczego złota, ma swoją Srebrną. Bo „władza zawsze się wyżywi”, jak mawia klasyk Jerzy Urban.

Obalmy mity

Pragnę przedstawić Państwu pięć mitów, które zdominowały w ostatnim czasie polską politykę. A z mitami jest tak, że nie zawsze są one prawdziwe.

Mit pierwszy,

Koalicja Europejska musi mieć jeden skonsolidowany program we wszystkich sprawach. Tak nie będzie. Należy powiedzieć, że tworzymy Koalicję Europejską, ale jesteśmy różni i mamy różne programy. Czarzasty nie będzie Schetyną, nie myślimy tak samo w sprawie aborcji, w sprawie państwa świeckiego, czy też związków partnerskich. Ktoś szanuje bardziej profesora Leszka Balcerowicza, ktoś wierzy bardziej w profesora Grzegorza Kołodkę. Każdy po wyborach pójdzie do swojej frakcji w Parlamencie Europejskim. Jesteśmy różni i nie przyjmujemy krytyki, że jest to złe, ale łączy nas kilka zasadniczych spraw. Wszyscy wierzymy w projekt pt. Unia Europejska, uważamy, że jest to drugi Plan Marshalla, a który w obecnym czasie dotyczy i Polski. Pierwszy Plan, ze względu na historię naszego kraju, Polski nie objął. Pragniemy być strażnikami tego projektu. Uważamy, że członkostwo Polski w Unii Europejskiej jest wielką dla nas sprawą. Obserwujemy to co się dzieje z brexitem, jakie zamieszanie panuje obecnie w Europie. Łączy nas również to jak wielki mamy szacunek dla Unii Europejskiej i chcemy, aby i Polska była darzona szacunkiem w Unii. Szacunek to nie jest przegrywanie głosowań 27 do 1.
Mówią nam, że projekt Koalicji Europejskiej jest rzadki i niesłychany, że nie można się różnić i połączyć w ważnej sprawie. To jest nieprawda. Zwołaliśmy swego czasu Okrągły Stół, przy którym siedzieli przedstawiciele Episkopatu, strona opozycyjna – Solidarność, w tym i Lech Kaczyński; siedzieli przedstawiciele PZPR, którzy sprawowali władzę. A Okrągły Stół doprowadził do tego, że Polska przeszła przez pokojową transformację. Razem wprowadzaliśmy Polskę do Unii Europejskiej, bez względu na to czy ktoś był z Unii Wolności, Polskiego Stronnictwa Ludowego, czy tez Sojuszu Lewicy Demokratycznej. Wierzyliśmy, że to wielki projekt, ale byliśmy różni. Kiedy w RFN powstaje tzw. Wielka Koalicja CDU-CSU i SPD, to mówimy: jacy nasi sąsiedzi są mądrzy. A przecież te partie są różne i nie mają takich samych programów. Są takie momenty w życiu każdego kraju, w życie każdego narodu, że dostrzega się sprawy ważniejsze od różnic między partiami. Powinniśmy być dumni z tego, że ponad podziałami jesteśmy w stanie stworzyć jedność. Należy o tym mówić i nie poddawać się krytyce, że różnice programowe są złe, damy radę i w tej sprawie. Z drugiej strony należy przypomnieć, iż PiS tworzy Zjednoczoną Prawicę, w tej koalicji są trzy partie. Czy ktoś zna nazwy dwu pozostałych partii poza PiS-em? A może jest tak, że szefem wszystkich tych partii jest Jarosław Kaczyński? Ten sam Jarosław Kaczyński, który jest jednocześnie premierem, prezydentem oraz I sekretarzem wszystkich partii tworzących Zjednoczoną Prawicę. Jednocześnie PiS mówi, że są to trzy różne struktury, ale przecież są jedną partią. Marzą o różnorodności, ale jej nie mają. Marzą o wielu przywódcach, ale mają jednego. I zarzucają nam to, że dogadaliśmy się ponad podziałami. Zarzucają nam to, co jest naszym, PO, PSL-u, Nowoczesnej oraz Partii Zielonych plusem.

Mit drugi,

Koalicji Europejskiej zarzuca się, iż partie się jednoczą, aby odsunąć PiS od władzy. Co to jest za zarzut? Łączymy się po to, aby odsunąć PiS od władzy. Powtórzę to raz jeszcze: łączymy się po to, aby odsunąć PiS od władzy. Dlaczego? Ponieważ chcemy Polski tolerancyjnej, praworządnej, szanującej konstytucję, socjalnej, ale i demokratycznej; mówiącej prawdę o historii i nieskłóconej. Polski bez Misiewiczów, bez rządzenia bankami przez prezesów partii za pomocą telefonu. To jest nasza wojna, o Polskę naszych marzeń. Bądźmy dumni, że pragniemy odsunąć PiS od władzy i nie wstydźmy się tego. Jako partie demokratyczne szukamy różnych drug, aby ratować Polskę przed utratą samorządności, praworządności, żeby w Polsce nie była łamana konstytucja. Mój przyjaciel Władysław Kosiniak-Kamysz zgłosił projekt wpisania do konstytucji, iż Polska jest członkiem Unii Europejskiej oraz NATO. Już dziś prawo mówi, iż nie można łamać konstytucji, ale jest tylko jedna metoda zagwarantowania obecności Polski w UE oraz NATO zawsze kiedy będzie tego chciała – to odsunięcie PiS-u od władzy. To nie konstytucję trzeba dopasowywać do sytuacji politycznej, to rządy prawa powinny działać na bazie ustawy zasadniczej. Aby to osiągnąć, nie możemy się co trzy miesiące zastanawiać co nowego wpiszemy do konstytucji, aby PiS nie łamał prawa w Polsce, ponieważ oni i tak ją złamią. Droga jest jedna, trzeba PiS od władzy odsunąć!

Mit trzeci,

nie ma w Polsce populizmu. Populizm w Polsce ma dwa oblicza: ideologiczne oraz progresywne. Od trzech lat uprawia go PiS. PiS szuka wroga, którym jest – według niego i używając jego słów – Żyd, muzułmanin, pedał, uchodźca, edukacja seksualna i onanizujące się trzyletnie dzieci, Niemiec, mord smoleński, dzielenie Polek i Polaków na sorty. To jest wszystko to czym nas codziennie straszą i mówią: tylko pod naszymi rządami możecie być bezpieczni. I to jest właśnie populizm ideologiczny. Jest również populizm progresywny, który polega na obiecywaniu Polkom i Polakom wszystkiego bez pokrycia. To jest prezentacja programu, który kosztuje 1 bilion złotych i mówienie, że to kosztuje 35 mld zł. Zresztą nie usłyszeliśmy nawet skąd wziąć te 35 mld? Populizm progresywny i prawicowy mają jedną cechę wspólną: obiecać wszystko wszystkim. Bez pokrycia. Zaatakować i podzielić kraj, na sorty. Byle by zdobywać punkty procentowe i władzę. W tym wszystkim wydarzyła się sprawa szczególnie skandaliczna, uznano, że ludzie starsi do niczego się nie nadają i nie mogą nigdzie kandydować, są gorsi od młodych. Zawsze mówię, że i młodzi, i starsi są ważni dla naszego kraju. W plemionach ameryki północnej była rada starszych, która wiedziała kiedy bizony przyjdą, a kiedy bizony przyszły to młodsi na nie polowali.
My jesteśmy dumni z tego, że ludzie z doświadczeniem oraz dystansem, ludzie mądrzy będą nas reprezentowali w Unii Europejskiej. Jesteśmy przekonani, że to dobra – z naszej lewicowej strony – propozycja dla Polek i Polaków. Trzy lata temu przedstawiłem projekt, w którym trzech byłych premierów, którzy pełnili tę funkcję z rekomendacji SLD, startowało do Parlamentu Europejskiego. I stało się to, znowu jesteśmy razem. Witam Włodzimierza Cimoszewicza i Marka Belkę! Pozdrawiam również Leszka Millera! To są ludzie, którzy wprowadzali Polskę do Unii Europejskiej. Młodzi biegają szybko, ale starsi wiedzą dokąd. I jedni i drudzy są potrzebni.

Mit czwarty,

PiS twierdzi, że jeżeli opozycja przejmie władzę to wszystkie sprawy socjalne, które wprowadziła ta partia, zostaną zlikwidowane. Nic bardziej wierutnego, to kłamstwo. Powołam się na autora słów, które są w tej chwili powtarzane przez wszystkie partie opozycyjne: damy Wam to co PiS Wam dał i oddamy to co PiS Wam zabrał. Autor jest przed Wami. Wszyscy powtarzają: to rozsądne słowa. Rozsądne, pod warunkiem, że kasa jest pełna. Gwarantujemy to, że 500 plus zostanie utrzymane i gwarantuje to partia socjalna – Sojusz Lewicy Demokratycznej. Gwarantujemy to, że wiek emerytalny zostanie utrzymany. Jest jedna zasada, która nas różni od wszystkich partii: od PiS-u lub progresywnego populizmu. Zrobimy nowe projekty socjalne to tylko wtedy, kiedy nasze państwo będzie na to stać. Nie będzie żadnego rozdawnictwa. Jesteśmy poważną partią, odpowiedzialną oraz obywatelską. Jeżeli budżet państwa na to stać, to obywatelki i obywatele powinni z tego budżetu korzystać. Wolelibyśmy projekty, które systemowo pomagałaby Polkom i Polakom. Systemowo, a nie jednorazowo. Cieszymy się z tego, że emeryci dostaną dodatkową emeryturę, ale wolelibyśmy, aby nie dostawali jej raz w roku na trzy tygodnie przed wyborami. Zgłosiliśmy dwa projekty, które są odpowiedzią na pytanie, co byśmy zrobili gdybyśmy mieli co roku do wydania 40 miliardów złotych. Pierwszy dotyczył wybudowania 800 000 mieszkań, a projekt zakładał prosty pomysł, aby 50 000 złotych dać 800 000 osobom, aby mogły pokryć wkład własny na kredyt mieszkaniowy. Wierzymy, że byłoby to koło zamachowe dla polskiej gospodarki i wierzymy, że w przeciągu 10 lat problem mieszkań zostałby rozwiązany. Właśnie w sposób systemowy. 40 miliardów złotych sfinansowałoby nasz projekt, który mówi, iż najniższa renta i najniższa emerytura powinna być równa najniższemu wynagrodzeniu. Problem najniżej uposażonych emerytów zostałby rozwiązany na wiele lat, a nie raz przed wyborami.

Mit piąty,

Koalicja Europejska nie wypracuje wspólnego programu do Parlamentu Europejskiego. Bądźcie oto spokojni. Każda partia będzie wnosiła sprawy dla siebie najważniejsze. Dla SLD, dla socjaldemokracji będzie to kwestia ujednolicenia standardów socjalnych w Unii Europejskiej: płaca minimalna, usług medycznych, usług użyteczności publicznej, czy też świadczeń na rzecz niepełnosprawnych. Chcielibyśmy, aby w Polsce zostało wprowadzone euro, ale pod warunkiem, że będzie się to wiązało ze wzrostem płac Polek i Polaków.
Chciałbym podkreślić, że nasze kandydatki i kandydaci do Parlamentu Europejskiego zostaną wybrani, to wejdą do frakcji Socjalistów i Demokratów, tam jest ich miejsce.
Opowiedziałem Państwu o pięciu mitach, które bezmyślnie są powtarzane w mediach przez polityków, a przez nas, jako części Koalicji Europejskiej, w wielu miejscach bezkrytycznie przyjmowane. Nie wstydźmy się tego, że jesteśmy różni, że walczymy z PiS-em. Pragnę, aby SLD wraz ze swoimi partnerami w KE był gwarancją rozsądku, dystansu i doświadczenia, abyśmy trzymali się z dala od populizmu.

Dlaczego młodzi…?

Dlaczego młodzi nie chodzą do wyborów, a jeżeli już, to głosują głównie na prawicę? Wziąłem udział z ciekawej debacie na ten temat, ale jednoznacznej odpowiedzi nie ma, bo to wiedza na kilka prac doktorskich. Dlatego zaprezentuję kilka swoich uwag.
Młodzi nie chodzą na wybory, bo ich rodzice też nie chodzą. Skąd mają brać przykład? Młodzi głosują na prawicę, bo ich rodzice też najczęściej wybierają taką opcję. I dalej. Rodzice, często nawet o lewicowych poglądach, nie potrafią przekonać swoich dzieci do swoich poglądów. W szkołach zaszczepiono młodym prawicowo – kościelne poglądy. Lewicę i PRL przedstawia się jak czarną dziurę w naszej historii. Cały aparat propagandowy PiS, wspomagany przez IPN i kościół robi wszystko, by namieszać młodzieży w głowie i ukształtować ich na swój obraz i podobieństwo. Lewica, nawet kiedy mogła, a także PO, nie przywiązywały większej wagi do obywatelskiego i postępowego wychowania młodzieży. PiS natomiast bardzo dba o to nie szczędząc przy tym publicznego grosza.
Politycy, oszukując wyborców, bagatelizując potrzeby młodych, kłócąc się, itp. zniechęcają młodych do siebie. Nie przypadkiem 2 mln młodych i do tego bardzo przedsiębiorczych, postanowiło ułożyć sobie życie poza krajem.
Oczywiście młodzi nie mają ustabilizowanych poglądów politycznych. Dowodzi tego choćby głosowanie na Korwin-Mikkego. Ma on w wyborach zawsze około pół miliona zwolenników i to głównie młodych. Ale w następnych wyborach to jest już inna grupa młodych, nie ta sama. Starsi wchodzą w dorosłe życie, dojrzewają politycznie i widzą, że Korwin – Mikke wciskał im naiwne bajki. I tak jest od kilkudziesięciu lat.
Młodzi poszukują atrakcyjnych postaci w polityce, które zafundują im atrakcyjny przekaz polityczny, na pograniczu rozrywkowego show. Teraz na topie jest Robert Biedroń. Czy wyobrażacie sobie przewodniczącego Schetynę, czy marszałka Terleckiego, w głos których wsłuchują się w zapamiętaniu i uwielbieniu młodzi? To byłoby trudne.
Nadzieją napawa fakt, że poglądy młodych ewoluują. Mija już moda na żołnierzy wyklętych. Młodzi odkryli, że to ściema. Już nie nosi patriotycznej odzieży. Wzrasta zainteresowanie lewicą. Ale tak napisać mogę o dość wąskiej grupie tzw. poszukującej młodzieży. Większości młodych polityka w polskim wydaniu nie interesuje.
I na koniec. Partie, od prawa do lewa nie mają ani pieniędzy, ani narzędzi, ani wiedzy do upowszechniania swoich programów wśród ludzi młodych. PiS natomiast zaprzągł szkoły, środki masowego przekazu, IPN, do ulepienia nowego typu Polaka: zaściankowego, nieufnego, konserwatywnego, lubiącego autorytarną władzę i oczekującego socjalu od władzy. Jeżeli ten program się powiedzie, to na długie lata staniemy się krajem, który na Zachodzie będą pokazywać palcami jako przykład fatalnego eksperymentu na ludzkich mózgach. Brońmy młodych przed tym eksperymentem.

Głos lewicy

Jedni warci drugich

Piotr Ciszewski ma już dosyć kampanii wyborczej zanim ta na dobre się zaczęła:
Jak podsumować początki kampanii do Parlamentu Europejskiego?
PiS – Geje! LGBT będzie uczyło dzieci masturbacji!
Koalicja Europejska – Nie jesteśmy PiS-em, głosujcie na nas, bo nasz program to „nie jesteśmy PiS-em!”
Wiosna – Patrzcie jacy jesteśmy fajni, a Robert Biedroń jeszcze fajniejszy! Znamy się na wszystkim bo Robert jest taki fajny!
Nie udało mi się z zasłyszanych dotąd debat dowiedzieć nic szczególnego o pomysłach głównych partii/koalicji na politykę UE, pozycję Parlamentu Europejskiego, europejskie standardy socjalne, umowy o wolnym handlu itd. itp.

Odsunąć PiS

Odsunięcie PiS od władzy to najważniejszy cel, jaki mogą sobie dzisiaj wyznaczyć rzeczywiści patrioci. Nie ci łysi, chamscy i głośni, z którymi PiS-owi po drodze nawet w dniu 100-lecia niepodległości, ale ci otwartogłowi, myślący i głęboko poruszeni skalą zniszczenia wspólnoty narodowej, zagrożenia rządów prawa i wartości demokratycznym. Tegoroczne wybory są najważniejsze od 1989 roku. Jeśli PiS przetrwa u władzy strachem i przekupstwem, będziemy mieli symulowaną demokrację, stracimy realny kontakt ze światem zachodnim, ugrzęźniemy w strefie wpływów wschodniego sąsiada. Taka jest logika we współczesnym świecie, który nie toleruje już komfortu splendid isolation. W tej sytuacji wszelkie wcześniejsze, a być może i dzisiejsze, różnice wśród opozycji tracą na znaczeniu. Kosztowną głupotą jest nieumiejętność dostrzeżenia tego, co najważniejsze. Nie wolno wykorzystywać instrumentalnie polityki zagranicznej do celów gry wewnątrz kraju. Pokolenia brytyjskich polityków wszczepiały do umysłów obywateli Wielkiej Brytanii eurosceptycyzm. Referendum w sprawie opuszczenia UE zostało rozpisane wyłącznie po to, żeby Cameron mógł opanować buntu w Partii Konserwatywnej. Nikt, włącznie z liderami ruchu na rzecz brexitu, nie przewidywał, że większość głosujących to poprze. Stąd zero planu realizacyjnego. Brytyjska klasa polityczna kompromituje siebie, kompromituje brytyjską demokrację i kraj. Ryzykuje rozpad państwa i koniec Zjednoczonego Królestwa. Wszyscy oni zapłacą bardzo wysoką cenę. Za kilka lat nikt z nich nie pozostanie aktywnym politykiem. Racja stanu i przyszłość narodu oraz państwa to nie stawka w grze w rosyjska ruletkę. Nieprzypadkowo PiS i brytyjscy torysi są w tej samej niszowej frakcji w PE. To bracia duchowi. Dlatego gra PiS-u z Unią i jej instytucjami jest potencjalnie bardzo ryzykowna i niebezpieczna. Ta droga prowadzi tam, gdzie są Brytyjczycy: na skraj przepaści.

Włodzimierz Czarzasty, info: sld.org.pl

„N” Biedronia

Miała być Nowa polityka. Są Niejasności finansowe. Nepotyzm. I Niepewność jutra…

Za 3-4 tygodnie, po zakończeniu objazdu Polski, może się okazać, że nasze poparcie skoczy jeszcze wyżej i wyprzedzimy Platformę” – cieszył się na początku lutego Krzysztof Gawkowski, jeden z najbliższych współpracowników Roberta Biedronia. A sam przyszły premier uspokajał szefa PO. „Widziałbym Schetynę w roli wicepremiera i szefa MSWiA” – mówił Biedroń w rozmowie z „Super Expresem”.
Obaj panowie z pewnością dobrze znają starotestamentową Księgę Przypowieści Salomona. „Pycha chodzi przed upadkiem, a wyniosłość ducha przed ruiną” – przekonywał mędrzec sprzed dwóch tysięcy lat. Tylko mało kto wierzy, że to o nim.

Sondaże

Hanna Gronkiewicz-Waltz już przymierzała się do fotela prezydenckiego, gdy na początku 1995 roku pierwsze sondaże sięgały dwudziestu procent. Na jesieni były już tylko łzy z wyniku 2,76 proc. Na kilkanaście procent wyceniano Europę+, twór powstały przed poprzednimi wyborami europejskimi. Na początku. Bo skończyło się na 3,58 proc. Również obecna gwiazda TVP Info, Magdalena Ogórek, którą w wyborach prezydenckich poparło 2,38 procent wyborców, liczyła na dużo więcej. Bo pierwsze sondaże dawały jej koło dziesięciu procent. Ale na czele rankingu dołujących polityków z pewnością plasuje się Mateusz Kijowski. W maju 2016 roku, w sondażu TNS Polska, zapomniana już dawno koalicja KOD-u, z wynikiem 38 proc. wygrywała z PiS-em.
Co jest przyczyną takiego ostrego zjazdu sondażowego w ciągu kilku lub kilkunastu tygodni? Jak w przypadku partii Biedronia. I innych polityków – zapowiadających start. I liczących na powalający wynik. Nie można całej winy zrzucać na nierzetelnie wykonane sondaże. To przede wszystkim wina polityków. Rozbudzających duże oczekiwania. Emocje. Nadzieje. A następnie w szybkim tempie sprowadzających potencjalnych wyborców na ziemię. Rozczarowanie Wiosną przyszło w tempie ekspresowym.
Od rekordowego sondażu Kantar Millward Brown, dającego Wiośnie Biedronia 14 proc., nie minęły jeszcze 2 miesiące. Parę dni temu IBRiS podał wyniki sondażu zrobionego w dwóch okręgach wyborczych do Parlamentu Europejskiego. W okręgu warszawskim Biedroń dostał 6,4 proc. Na Pomorzu – 5,3 proc.

Kasa

Lutowa konwencja Wiosny zauroczyła wielu. Doskonale zorganizowana. Dorównująca rozmachem największym partiom. I najbogatszym. Dlatego chwilę po jej zakończeniu nie mogło nie pojawić się pytanie: kto za to zapłacił? Zresztą Robert Biedroń, którego zachowania w wielu momentach przypominają Janusza Palikota, musiał się tego pytania spodziewać.
Pamiętam z jakim medialnym hukiem Palikot sprzedawał w 2010 roku swoją Cessnę. A po sprzedaży samolotu zapowiedział: „670 tysięcy – wszystko na partię”. Koniec końców nie ma znaczenia, czy rzeczywiście te pieniądze na potrzeby partii wydał. Z pewnością uprzedził pytania o źródła jej finansowania.
Biedroń był zaskoczony finansową dociekliwością dziennikarzy. Mało kogo przekonały twierdzenia, że złoty interes zrobiła Katarzyna Uberhan – wielkopolska koordynatorka Wiosny. Której spółka prowadzi w internecie skleproberta.pl – z koszulkami, kubkami i torbami na zakupy. Przyparci do muru działacze Wiosny zdecydowali się na umieszczenie w Internecie wyciągu z konta partii. Pokazując przy okazji „Kozakiewicza gest” wszystkim ciekawskim źródeł finansowania partii Biedronia. Bo bankowy wyciąg zawiera wyłącznie obciążenia konta, a nie wpływy na konto. To że wynajęcie Torwaru i sypiące się na głowy konfetti kosztuje – i tak wszyscy wiedzieli. A odpowiedzi o źródła finansowania partii nie dostali. I RODO nie ma tu nic do rzeczy, bo zgodnie z ustawą o partiach politycznych, finanse partyjne są w 100-procentach jawne.

Fundacja

Przeglądająca wyciągi bankowe dziennikarka „Polityki” Anna Dąbrowska znalazła w nich kilka niejasności. Opisując je w artykule „Pieniądze Wiosny. Kilka spraw do wyjaśnienia”, zwróciła uwagę na przepływy pieniędzy pomiędzy partią Wiosna i Instytutem Myśli Demokratycznej.
Instytut Myśli Demokratycznej jest fundacją ustanowioną przez Roberta Biedronia. To ta fundacja zorganizowała pierwszą konwencję Wiosny i ją sfinansowała. Później partia zwróciła jej za to pieniądze. W sumie Anna Dąbrowska doliczyła się 132 tys. zł przelanych z konta partii na konto fundacji.
Dlaczego fundacja Biedronia, będąca jego zapleczem eksperckim, wywołała takie zainteresowanie mediów? Odpowiedzią są różnice w finansowym traktowaniu stowarzyszeń i fundacji oraz partii politycznych. Finanse partii politycznych mogą być zasilane darowiznami wyłącznie osób fizycznych znanych z imienia i nazwiska. To ograniczenie nie obowiązuje stowarzyszeń i fundacji. Tam darczyńcy mogą pozostawać anonimowi. A pieniądze mogą wpłacać również osoby prawne, czyli na przykład firmy. To dlatego każda fundacja, w której pojawiają się nazwiska ważnych polityków, budzi emocje. I wątpliwości co do finansowej transparentności.

Twarda 18

Jest rzeczą normalną, że partie polityczne mają swoje think tanki, będące fundacjami lub stowarzyszeniami. W przypadku Sojuszu Lewicy Demokratycznej jest to Fundacja Centrum im. Ignacego Daszyńskiego. Jednak nikt z polityków pełniących w SLD funkcje kierownicze nie zasiada w jej władzach. Zupełnie inaczej jest w Instytucie Myśli Demokratycznej Roberta Biedronia i… w Prawie i Sprawiedliwości.
W radzie Instytutu im. Lecha Kaczyńskiego, think tanku PiS-u, znajdujemy Jarosława Kaczyńskiego. To akurat niespecjalnie dziwi, biorąc pod uwagę profil fundacji. Ale w zarządzie Instytutu jest też Adam Lipiński – wiceprezes PiS. Znacznie dalej w powiązaniu działalności partyjnej z działalnością w fundacji poszedł Robert Biedroń. Będąc fundatorem Instytutu Myśli Demokratycznej jest jednocześnie pracownikiem swojej fundacji. „Jestem szefem Instytutu Myśli Demokratycznej i tam pracuję od wielu miesięcy i tyle zarabiam” – powiedział w wywiadzie dla gazeta.pl. Ile? Równo 8 tysięcy złotych miesięcznie.
W fundacji Biedronia spotkamy też inne kluczowe postacie Wiosny. Marcin Anaszewicz, wiceprezes Wiosny, jest równocześnie prezesem zarządu fundacji (tak przynajmniej wynika z zapisów w KRS-ie). Monika Gotlibowska, skarbniczka Wiosny, jest członkiem zarządu fundacji. Podobnie jak Krzysztof Śmiszek, członek Rady Krajowej Wiosny i dolnośląska „jedynka” do Parlamentu Europejskiego.
Czy jest coś nagannego w powiązaniach biznesowo-personalnych partii i fundacji? Tak. Jest. Takie było tło ostatniej awantury o Srebrną, spółkę będącą własnością Instytutu im. Lecha Kaczyńskiego. I działkę przy Srebrnej 16, stanowiącą własność tej spółki. Zarzucano prezesowi Kaczyńskiemu, że planując wybudowanie przynoszących krociowe zyski wieżowców, zmierza do ominięcia ustawowych rygorów dotyczących finansowania partii politycznych.
Przy Twardej 18 w Warszawie, gdzie fundacja Biedronia wynajmuje swoją siedzibę, wieżowiec zbudowano już 15 lat temu. Więc w tym wypadku o żadnej deweloperce nie może być mowy. Zresztą nie sugeruję, że działania polityków i polityczek Wiosny oraz powiązanej z nimi fundacji naruszają przepisy prawa. To samo mówi Jarosław Kaczyński, twierdząc że cała „afera Srebrnej 16” jest wymysłem mediów. Ale to Biedroń stara się przekonać wyborców, że w przeciwieństwie do innych partii, Wiosna będzie działała transparentnie.

Statut

Jeden z byłych sympatyków Wiosny… Tak, partia Biedronia mimo krótkiego stażu ma już swoich byłych sympatyków. Otóż były sympatyk skarżył się, że publiczne deklaracje lidera nijak mają się do wewnętrznych standardów ugrupowania. Podobno aż do końca tego roku nikt z partyjnych funkcjonariuszy nie zamierza poddać się demokratycznej weryfikacji. Słowem: o obsadzie partyjnych stanowisk decyduje wyłącznie lider, a nie członkowie partii w demokratycznych wyborach.
Przyznam się, że nie do końca wierzę różnym byłym działaczom i sympatykom. Bo rzadko się zdarza, że mają dobre zdanie o swojej byłej organizacji. Dlatego sięgnąłem do statutu Wiosny. Sięgnąłem… Na oficjalnej stronie partii w Internecie nie ma statutu. Google też mi nie pomógł. Może nie umiem szukać?
Pełna fajerwerków strona internetowa Wiosny ma zakładkę „Dokumenty”. Tam powinien być statut. I apeluję do Roberta Biedronia, by się tam znalazł. Przecież nowa jakość w polityce nie polega chyba na utajnieniu statutu partii.

Nepotyzm

„To gdzie oni mają pracować” – oburzał się 10 lat temu wicepremier Pawlak, atakowany przez konkurentów politycznych za nepotyzm. Niestety tak jest, rodzinom ważnych polityków nie wszystko wolno.
Przepisy prawa są niekiedy dla członków rodzin bezlitosne. W jednostkach samorządu terytorialnego nie mogą pracować małżonkowie, jeśli istnieje między nimi bezpośrednia podległość służbowa. Podobnie jest na wyższych uczelniach i w służbie cywilnej. Gdzie dodatkowo zakaz zatrudniania rozciągnięto na innych członków rodziny. I nie ma znaczenia, jak kompetentnym, wykształconym i pracowitym pracownikiem byłaby żona, syn lub matka szefa.
Zostawmy do rozstrzygnięcia wyborcom, czy fakt nominowania przez Roberta Biedronia Krzysztofa Śmiszka, swojego partnera życiowego, na „jedynkę” w okręgu dolnośląsko-opolskim – to przejaw nepotyzmu. Ale z pewnością jest to absolutnie „nowa jakość” w polityce. Czy ktoś jest w stanie wyobrazić sobie, aby Leszek Miller, będąc szefem partii, dał wyborczą „jedynkę”, skądinąd bardzo sympatycznej, małżonce. Albo premier Ewa Kopacz zaproponowała posadę ministra zdrowia córce. Lekarce – więc mającej przygotowanie zawodowe. I nawet przywoływany przez niektórych przykład braci Kaczyńskich jest chybiony. Bo zanim Lech został prezydentem, a Jarosław premierem, obaj bracia wspólnie działali w polityce dobre kilkadziesiąt lat.

Epilog

Nazywają to „kiełbasą wyborczą”. Ale ta „kiełbasa” to nie tylko miliardy rzucane na „wyborczy rynek” przez Prawo i Sprawiedliwość. To również nadzieje – oferowane wyborcom przez polityków. Na zmianę. Na inną politykę. To obiecywał Donald Tusk w 2007 roku milionom młodych ludzi głosujących na Platformę Obywatelską. Później to samo robił Janusz Palikot. Inna miała być partia Ryszarda Petru. Wszyscy zawiedli swoich wyborców.
Najwyraźniej Robert Biedroń postanowił podążać ich śladem. Szkoda.

Dobry Polak nienawidzi

Pan prezes Kaczyński buduje polską wspólnotę narodową na strachu. Zagrożeniu narodu polskiego przez jego wrogów. Jawnych i jeszcze nie zdemaskowanych. Żyjących nadal w Polsce i zagranicznych wyznawców antypolonizmu.
Wrogami Polski PiS-u okazali się już: „komuniści i złodzieje”, „uchodźcy z Bliskiego Wschodu”, „nadzwyczajna kaska sędziowska”, „totalna opozycja”, „geje, lesbijki, transwestyci”, oraz takie państwa jak Rosja, Francja, Ukraina, Niemcy, Izrael, Chiny, Czechy.
Teraz największymi wrogami narodu polskiego są polscy nauczyciele. Bo ośmielili się poprzeć przyszły strajk szkolny ogłoszony przez Związek Nauczycielstwa Polskiego.
„Nie krzywdźcie polskich dzieci”, apelują do nauczycieli prorządowe media narodowo – katolickie. Żarliwi PiS publicyści w audycjach TVP obrzydzają na wszelkie sposoby Związek Nauczycielstwa Polskiego i jego liderów.
Politycy PiS próbują też grać na ambicjach Piotra Dudy, lidera prorządowej NSZZ ”Solidarności”, i wepchnąć go w szeregi łamistrajków.
„Wystarczy nie kraść”, powtarzali jeszcze niedawno prominenci PiS i zapewniali wszystkich obywateli IV RP, że stan budżetu państwa polskiego jest znakomity.
Pewnie dlatego postanowili kupić sobie głosy wyborców za budżetowe pieniądze. Czyli pieniądze wyborców. Wierząc, że „ciemny lud” znów nabierze się na taką transakcję. Licząc, że kolejne transfery pieniężne nie pogłębią deficytowego budżetu państwa polskiego ponad ustawową granicę.
Dzisiaj już wiemy, elity PiS przeliczyły się licytując kolejne sumy do rozdania. Spodziewane w przyszłych latach spowolnienie europejskiej, czyli polskiej również, gospodarki doprowadzi do zwiększenia polskiego długu publicznego.
Każde pięćset złotych otrzymywane dzisiaj przez polskie dzieci będą dopisywane do długu jaki te polskie dzieci i ich rodzice będą musiały potem spłacać. Pracując równocześnie na emerytury swych babć i dziadków, przyszłe emerytury rodziców, koszty obsługi państwa polskiego, oraz na swoje utrzymanie.
Protestujący nauczyciele wiedzą, że w tym roku mają ostatnią szansę na wywalczenie swoich podwyżek płac. Bo jest to rok podwójnych wyborów parlamentarnych i rząd musi się liczyć z opinią wyborców. Bo tegoroczny deficyt budżetowy jeszcze takie podwyżki udźwignie, choć rząd będzie musiał już teraz szukać innych oszczędności.
Wiedzą też nauczyciele, że każdy nowy rząd tych podwyżek nie cofnie.
Elity PiS przypuszczają, że podwyżkami płac dla nauczycieli nie kupią sobie ich głosów. Tak jak w przypadku innych transferów pieniędzy z naszego deficytowego budżetu.
Dlatego rząd uruchomił już medialny program zohydzania polskich nauczycieli i ich związku. Już widzimy anty nauczycielskie ogłoszenia w prasie sygnowane przez ministerstwo edukacji narodowej. Ogłoszenia płatne z naszego deficytowego budżetu.
Rząd PiS chce kupić sobie głosy wyborców rozdając wyborcom ich pieniądze. Aby łatwiej im było utrzymać dzieci. Rozdaje te pieniądze wszystkim. Biednym i bogatym.
Jednocześnie rząd PiS nie chce polepszyć stanu polskiej oświaty. Nie chce aby polskie dzieci uczyli lepsi nauczyciele.
W efekcie bogaci rodzice kupią za pieniądze z programu 500+ korepetycje dla swych dzieci. Prywatnie podwyższą tym poziom ich edukacji.
Biednym rodzicom pieniędzy z Programu 500+ wystarczy na szkolne wyprawki. Na lepszą edukację już nie, bo na taką publiczną edukację państwo kaczyńskie nadal nie chce się zgodzić.
Bo „ciemny lud” silniej będzie nienawidził i potem pilniej będzie głosował?

Wesprzyj swego kandydata!

Szanowni Czytelnicy,

Publikujemy dziś kartę do zbierania podpisów pod listą Koalicji Europejskiej. Liderem tej listy w Warszawie będzie
premier
Włodzimierz Cimoszewicz
W „Trybunie” przeznaczonej do sprzedaży w Warszawie oraz ośmiu powiatach otaczających Warszawę – w powiecie grodziskim, legionowskim, nowodworskim, otwockim, piaseczyńskim, pruszkowskim, warszawskim zachodnim i wołomińskim – publikujemy kartę do zbierania podpisów pod listą Koalicji Europejskiej. Zwracamy się do Was, do wszystkich tam mieszkających, z prośbą o pomoc w zbiórce podpisów.
Każdy wasz podpis, waszych przyjaciół i znajomych, jest bezcenny.
Zbierając podpisy pamiętajcie, aby zapisać pełen, czyli bez skrótów, adres osoby udzielającej poparcia naszej liście. Aby nie było pomyłek w PESEL-u.

Podpis pod listą nie jest zobowiązaniem do głosowania na listę. To akceptacja dla udziału Koalicji Europejskiej w wyborach. Zgoda na rejestrację tej listy wyborczej.

Prosimy o dostarczenie kart z podpisami, osobiście albo wysłanie ich, do siedziby Sojuszu Lewicy Demokratycznej. Aby dotarły tam do 11 kwietnia 2019.

Przybywajcie lub piszcie na adres:

Sojusz Lewicy Demokratycznej,
ulica Złota 9 lok. 4,
00-019 Warszawa.

Dziękujemy Wam za waszą aktywność.