Walczyć o coś, a nie z kimś

Jarek Ważny

Kiedy w 1975 roku zostawał pierwszym sekretarzem KW w nowoutworzonym województwie zamojskim, miał 46 lat. Nie znał za dobrze miasta ani regionu, ale dał się poznać jako ten gospodarz, który podźwignął z ruiny zamojską starówkę i pokazał ludziom, że Zamojszczyzna wcale nie musi być ubogim krewnym, tylko pięknym kawałkiem Polski. Dziś, 19 lutego, kończy 90 lat. Z LUDWIKIEM MAŹNICKIM rozmawia Jarek Ważny

Zastanawia się Pan czasem nad tym, w jakiej Polsce przyszło Panu żyć, tu i teraz?

– Oczywiście. Polska, wg. mnie ma możliwości dynamicznego rozwoju i zapewniania obywatelom coraz lepszego poziomu życia. To się wiąże z tym, co nowy ustrój odziedziczył po PRL-u, o czym nie można zapominać. Druga rzecz to fakt, że Polska ma cały czas bardzo dobrze wykształcony potencjał ludzki. Trzecia sprawa to znacząca pomoc z Unii Europejskiej.

A dla Pana, która z tych spraw jest najbardziej dojmująca?

– Mówiłem o czynniku ludzkim. Moje pokolenie to ludzie, którzy gdy szli odbudowywać Polskę, nie pytali, ile im za to zapłacą. W późniejszych latach poziom życia wzrastał, i był zależny od zamożności całego kraju. Było więc takie powszechne zainteresowanie całego społeczeństwa, tym, w jakim kierunku kraj zmierza i jak się rozwija. Ludzie, naturalnie nie wszyscy, ale większość Polaków, angażowali się w swoją pracę, walczyli, nie z czymś, ale o coś. I to rodziło ze wszech miar pozytywne skutki w rozwoju społecznym. Życzliwość, pomoc jeden drugiemu, zaangażowanie w sprawy najbliższego otoczenia. Dzisiaj, niestety, takie zachowania są szczątkowe. Panuje skrajny indywidualizm, często obliczony na konkretny zysk beneficjentów tego systemu który mamy.

Tamten system dobry, a ten niedobry?

– To nie tak. Ja często śledzę z uwagą w mediach wypowiedzi dziennikarzy, polityków, uczonych, szczególnie z kręgów ipeenowskich, na temat historii PRL-u. Te oceny najczęściej są z gruntu fałszywe. Oni koncentrują się w swoich sądach na tym, co w PRL-u było złe, a przecież ludzie pamiętają, także to, co było dobre. Pamiętają, jakie tanie były np. książki, bilety do kina, teatru, sanatoria. Pamiętają też, kto to wszystko przejął i co z tym zrobił.

Wraca Pan często do wspomnień z tamtych lat?

– Wspomnienia dają nam siłę. Żyło się wtedy czasami bardzo biednie. Ale, mam wrażenie, że żyło się ciekawiej i weselej, niż dziś. Przy wzajemnie życzliwości. Było więcej koleżeństwa, przyjaźni. To się już oczywiście nie wróci, i niczego złego w tym nie ma, bo wyczekujemy od życia czegoś lepszego. I tak się dzieje, dzięki środkom unijnym, ale i ludzkiej pracy. Ja jednak ciągle oczekuję, kiedy rządzący zapytają obywateli, które potrzeby, ich zdaniem, są najważniejsze do zrealizowania. W ten sposób powstanie optymalny, plan narodowy, którego w myśleniu i polityce mi brakuje. Bez takiej ogólnej wizji, ciągle będziemy walczyć z kimś, sami przeciw sobie, a nie o coś.

Co dzisiaj, w XXI wieku, jest pańskim zdaniem, najważniejszym wyzwaniem dla Polski i rządzących?

– Bez wątpienia ochrona zdrowia. Tutaj, moim zdaniem, kluczowa jest sprawa zaniedbywanej przez lata profilaktyki, a nie tylko obciążania szpitali i przychodni, które w tej chwili są niewydolne. Kolejna rzecz, to sprawa rozwoju nauki. Łożenia nań większych środków. To jest w końcu sprawa pewnego egalitaryzmu w polityce rządu, który by dostrzegał potrzeby tych najmniej docenionych przez obecny system. Pokrzywdzonych transformacją.

Pan, z tego co mi wiadomo, był posłem sprawozdawcą połączonych komisji w sprawie ubezpieczeń społecznych rolników. Dziś niejeden liberał zgrzyta zębami na samo wspomnienie.

– Ja już bezpośrednio po sejmowy wystąpieniu, pamiętam, zwróciłem się wtedy bezpośrednio do premiera ze słowami, że mam nadzieję, że to co uchwalono, to jest niezbędne minimum, co dajemy rolnikom, a premier znajdzie sposoby, żeby to jeszcze powiększyć, żeby wieś zyskała jeszcze więcej…

Polska wieś powinna się obawiać Polexitu?

– Oczywiście. To jest bardzo duże ryzyko i duża obawa. Na tym jednak tle, możliwego wyjścia Polski z Unii, co byłoby katastrofą, powinnyśmy jednak także zabiegać o dobrosąsiedzkie stosunki i korzystać ze współpracy, zarówno ze wschodem jak i z zachodem, bo nie o to chodzi, żebyśmy mieli naokoło wrogów.

Widzi Pan możliwość współpracy gospodarczej UE i Rosji ?

– Od dawna twierdziłem, że te dwa mocarstwa muszą ze sobą ściślej współpracować, bo wyjdzie to z korzyścią, tak dla Europy jak i Rosji. Kochać się nie musimy, ale powinniśmy wrócić do robienia wzajemnych interesów.

W tym roku mija 20 lat od śmierci Edwarda Gierka. Znał Pan Gierka bardzo dobrze. Jak go Pan wspomina, jako człowieka? Co, pańskim zdaniem, było jego największą wygraną?

– To był człowiek z ludu, jeden z nas. Znał bardzo dobrze biedę, bo sam się z tej biedy wydostawał. On rozumiał, jak rozwijać Polskę, ponieważ pracował ciężko na chleb, i na sercu mu leżała prawdziwa pomyślność ojczyzny, rozumiana jako to, żeby ludziom w kraju po prostu lepiej się żyło. Zostawił po sobie setki zakładów pracy, fabryk, elektrowni. Nie zapominał jednak i o kulturze, oświacie, nauce. Według mnie, Gierek, to najbardziej zasłużona dla Polski postać, w powojennej historii naszego kraju.

W 1979 r. wmurowywał Pan na zamojskim rynku tablicę pamiątkową w domu rodzinnym Róży Luksemburg. Trzy lata temu wojewoda lubelski , a dziś minister nauki, Czarnek, kazał tablicę skuć, w ramach walki z reliktami komunizmu. Za parę tygodni obchodzić będziemy 150-lecie urodzin Róży Luksemburg. Tymczasem w jej i Pana Zamościu, miasto odwraca się od niej, jak od wstydliwej choroby.

– To mnie nie dziwi, bo to wszystko wpisuje się w tę politykę, wymazywania historii PRL z historii Polski. To jest po prostu historyczne barbarzyństwo. Jakby pomniki czy tablice mogły zagrażać realnej władzy.

Jakby miał Pan wskazać największe minusy Polski Ludowej i plusy III RP, to co by to było?

– Najbardziej boli mnie to, żeśmy w PRL-u zaniedbali produkcję rynkową dla potrzeb ludności. To wynikało z wielu rzeczy i odbiło się na zaopatrzeniu, na wszystkim pozostałym. Budowaliśmy przemysł ciężki, bo taki trzeba było budować; huty, kopalnie itd., a na rynek produkowaliśmy za mało, za mało żeśmy o ten rynek dbali. W nowej Polsce z kolei podoba mi się to, czegośmy nie załatwili sami. To, że ludzie mogą jeździć, swobodnie przemieszczać się, kupować, co chcą i niczego im nie brakuje. Może oprócz pieniędzy.

Poprzedni

Prezydent Rzeszowa zasłużył na więcej…

Następny

Tituszki i warchoły

Zostaw komentarz