WK-K Ważny tunajt

Piszą w prasie, że dziś. tj. w niedzielę, w Wierzchosławicach, odbędzie się uroczyste posiedzenie Rady Naczelnej PSL. Mniej więcej rok temu, w siedzibie Superstacji, którą Zygmunt Solorz rozpędził na cztery wiatry, siedziałem na kanapie obok Władysława Kosiniak-Kamysza. Czekał akurat na rozmowę z red. Michalik. Ani po mnie, ani po niej nie ma w Superstacji śladu, a Władysław Kosiniak-Kamysz wciąż jest.

Pamiętam, że przeglądałem wtedy gazetę. Na pierwszej stronie była informacja o tym, że prezydent zaprasza do Pałacu Namiestnikowskiego polityków na narady. Chyba na temat, pożal się boże referendum, które miał zamiar rozpisać na 11 listopada. Zapytałem szefa ludowców, czy On i jego ludzie też są zaproszeni do Pałacu. Nic na ten temat nie wiedział i nie wybierał się. Zamierzał jechać w tym czasie do Wierzchosławic. Gadaliśmy też chwilę o piłce i o sporcie. Pamiętam, że mowa była o krakowskich drużynach, Wisły i Cracovii. Władysław Kosiniak-Kamysz zaskoczył mnie wówczas pozytywnie swoją aktualną wiedzą w temacie. Niestety, nie zdążyliśmy pogadać dłużej, bo chwilę później w obroty wzięła go red. Michalik. Pamiętam, że to była bardzo nieprzyjemna dla ucha rozmowa. Red. Michalik chciała wycisnąć na siłę z Kosiniak-Kamysza deklaracje o ludowców programowej antypisowości, potępieniu zmian w sądownictwie etc. ale robiła to z wdziękiem młockarni. Biedny chłopina jednak nie wstał od stołu i grzecznie parował ciosy. No właśnie, pomyślałem sobie wtedy, to jest taki grzeczny chłopak. Ułożony, trzymający się prosto. Czasem, aż za bardzo, jakby połknął bambusowy kij. A jesteśmy w końcu w jednym wieku. Dobrze wychowany i gładki, że na prezydenta aż za porządny. Zjedzą go w tym Pałacu te wszystkie harpie. Ale z drugiej strony, pomyślałem, może właśnie o to chodzi. Ja wolę kogoś bardziej czupurnego, ale naród lubuje się, przynajmniej w warstwie wizualno-poznawczej, w chłopiętach-patrz obecny prezydent. Być może właśnie z tego powodu Władysław Kosiniak-Kamysz ma rzeczywiście spore szanse na to, żeby z Andrzejem Dudą wygrać, bo obydwaj tacy podobni. O pomyłkę nie trudno.
Politycznie, z Kosiniak-Kamyszem też mam kłopot. Bo choć, jak sam podkreśla, od obecnego prezydenta różni go wiele, to nie mogę oprzeć się wrażeniu, że jednakowoż różnic między obydwoma panami byłoby mniej, niż może im samym się wydawać. Władysław Kosiniak-Kamysz jawi się jako polityk, na którego patrzy się jak przez fotograficzną kliszę. Obraz jest mocno nieostry i rozmyty. Jego ostatnie wybory trochę tę obłość ociosują; mało kto przypuszczał, że w wyborach PSL osiągnie tak dobry wynik. Do tego małżeństwo z rozsądku z Kukizem, które dało więcej korzyści Kosiniakowi niż Kukizowi; uwiarygodniło od nowa PSL w miastach, co znowu nie było takie trudne, kiedy startuje się z poziomu minus pięćset.
Coraz głośniej też można usłyszeć na mieście, że w wyścigu do dużego Pałacu wsparcia Kosiniak-Kamyszowi udzielić zdecyduje się dam Donald Tusk. I, moim zdaniem, jest to bardziej niż prawdopodobne. Tusk nie zaangażuje się w sprawy, w których nie ma pewności, że wygra, czemu się wcale nie dziwię. Też tak mam niestety, że widmo porażki paraliżuje mnie w blokach. Wolę wtedy stanąć obok, niż zmierzyć się ze swoimi demonami. Jest to sprawa dla terapeuty. Podobno dobry fachowiec potrafi sobie z tym poradzić.
Biorąc pod uwagę te wszystkie zmienne: podobieństwo mentalne i fizyczne do PAD, szeroki lej programowy, w którym może się zmieścić wiele dobrego i złego, poparcie opozycji na czele z Tuskiem, rację może mieć Bogdan Zdrojewski, który stwierdził niedawno, że z prezydentem Dudą można będzie w tych wyborach wygrać. Jeśli Tusk nie zdecyduje się na start, Kosiniak-Kamysz wydaje się jedynym możliwym, który byłby w stanie tego dokonać.
Jarek Ważny

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *