Doping czasem się opłaca

Były wicemistrz olimpijski w zapasach Yoel Romero, obecnie zawodnik sztuk walki w federacji MMA, został ukarany za doping półroczną dyskwalifikacją. Teraz dostał za to blisko 28 mln dolarów odszkodowania.

Doping u Romero wykryto na początku 2016 roku. Konkretnie chodziło o środek o nazwie ibutamoren, w efekcie czego kubański zapaśnik, już wtedy uznany wojownik w mieszanych sztukach walki, został przez Amerykańską Agencję Antydopingową USADA zawieszony na sześć miesięcy. Utytułowany sportowiec twardo utrzymywał, że świadomie nie sięgnął po doping, a za swoje kłopoty obwinił producenta odżywki, który na etykiecie suplementu o nazwie Shred Rx zataił obecność zakazanego ibutamorenu. Romero wytoczył proces produkującej specyfik firmie Gold Star Performance Products i po wielomiesięcznej sądowej batalii uzyskał korzystny dla siebie wyrok.

Sąd w hrabstwie Middlesex w stanie New Jersey orzekł, że zaskarżona przez Romero firma faktycznie wypuściła na rynek skażony preparat i zasądziła na rzecz zawodnika astronomiczne odszkodowanie w wysokości 27,5 mln dolarów. Na kwotę tę składają się 3 mln dolarów z tytułu utraconych zarobków (do rywalizacji wrócił po 11 miesiącach), 3 mln za szkodę wizerunkową i kolejne 3 mln za przeżywany stres emocjonalny. Łączna kwota 9 mln dolarów została pomnożona przez trzy na podstawie obowiązującej w New Jersey ustawy o oszustwach konsumenckich. Nie ma jednak pewności, że Romero otrzyma całą zasądzoną kwotę, bo firma Gold Star nie stawiła się przed sądem, a poza tym ma jeszcze prawo do odwołania się od wyroku. W najgorszym przypadku otrzyma jednak co najmniej 5 mln dolarów. Będzie to zatem rzadki przypadek, że doping w sporcie okazał się opłacalny.