22 maja 2024

loader

PKO Ekstraklasa: Czołówka nie zwalnia tempa

Przerwa nie wpłynęła na formę trzech czołowych zespołów naszej piłkarskiej ekstraklasy. W 27. kolejce Pogoń Szczecin, Raków Częstochowa i Lech Poznań wygrały swoje mecze i utrzymały w tabeli status quo.

Zespół Lecha grał na wyjeździe ze Śląskiem Wrocław. W rundzie jesiennej „Kolejorz” u siebie rozgromił wrocławian 4:0, co było znaczącym osiągnięciem, bo był to wtedy mecz na szczycie – poznański zespół był wówczas liderem, a Śląsk zajmował druga lokatę. Obecnie ekipa ze stolicy Dolnego Śląska ugrzęzłą w dolnej połówce ligowej tabeli i szczytem jej aspiracji jest utrzymanie przewagi nad zespołami ze strefy spadkowej. Ale wrocławianie stawili lechitom twardy opór i na przerwę schodzili w bezbramkowym remisem. Ich defensorzy tuż po wznowieniu gry zagapili się i wprowadzony po przerwie Michał Skóraś wbił im gola. To była jedyna bramka, jaka padła w tym meczu, ale dla podopiecznych trenera Macieja Skorży najważniejsze było zdobycie kompletu punktów. Dzięki nim na chwilę wrócili na pozycję lidera, ale tylko do soboty, bo tego dnia swoje mecze rozgrywały zespoły Rakowa i Pogoni. Częstochowianie zmierzyli się na wyjeździe z Wartą Poznań. Wygrali pewnie 2:0, lecz ich trener Marek Papszun nie był zadowolony z gry swoich podopiecznych. „Było brzydkie i jako kibic pewnie nie chciałbym oglądać tego meczu. Trzeba jednak zrozumieć, bo warunki do gry, mówiąc delikatnie, nie były dobre. Dla nas najważniejsze było zwycięstwo, więc biorąc pod uwagę warunki, momentami mocno upraszczaliśmy grę” – przyznał otwarcie szkoleniowiec Rakowa. Dzięki wygranej Raków z kolei na chwile zepchnął lechitów z pozycji lidera, ale na krótko, bo w Łęcznej zajmująca przed tą kolejką pierwszą lokatę Pogoń urządziła sobie strzelecką kanonadę i wygrywając 4:0 odzyskała pozycje lidera na kolejny tydzień. Pierwsze skrzypce w tym spotkaniu zagrał Kamil Grosicki, który strzelił gola i zaliczył asystę. „Byłem głodny gry i nadal jestem. Zostało siedem meczów do końca rozgrywek i musimy je wygrać” – podsumował skrzydłowy reprezentacji Polski.

Jan T. Kowalski

Poprzedni

Tajner sam nie wybiera trenera

Następny

Polscy szczypiorniści w el. ME 2024