Kolejka niespodzianek w PKO Ekstraklasie

Ostatni w tym roku ligowa kolejka obfitowała w zaskakujące rozstrzygnięcia. Największą niespodziankę sprawili kibicom i bukmacherom piłkarze Stali Mielec, którzy pokonali lidera ekstraklasy Legię na jej stadionie 3:2. Niewiele mniejszymi sensacjami były wyjazdowe wygrane Lechii Gdańsk z Cracovią 3:0 i Wisły Kraków z Lechem 1:0.

Trener Leszek Ojrzyński przejął zespół Stali Mielec 11 listopada po Dariuszu Skrzypczaku. Mielczanie po dziewięciu rozegranych kolejkach mieli na koncie ledwie pięć punktów i serię czterech porażek z rzędu, w tym nader bolesne 0:6 z Wisłą Kraków na swoim stadionie. Pod wodzą nowego szkoleniowca Stal w pięciu kolejnych ligowych meczach wywalczyła osiem cenny punktów, notując dwie wygrane, dwa remisy i tylko jedną porażkę, na wyjeździe z Pogonią (0:2).
Wygrali dzięki karnym
Odniesione w miniony piątek wyjazdowe zwycięstwo nad Legią trzeba jednak uznać za sensację, bo chociaż była to trzecia porażka legionistów doznana w obecnych rozgrywkach na własnym stadionie, to wypada podkreślić, że obie wcześniejsze stołeczny zespół poniósł jeszcze za trenerskich rządów Aleksandara Vukovicia. Odkąd szkoleniowcem Legii jest Czesław Michniewicz, na Łazienkowskiej urwać jej punkty udało się jedynie Piastowi Gliwice, który zremisował tam 29 listopada w 11. kolejce, lecz aż do spotkania ze Stalą legioniści pod wodzą Michniewicza pozostawali w naszej lidze niepokonani.
Legia przegrała ze Stalą w dość niecodziennych okolicznościach, tracąc wszystkie trzy gole po rzutach karnych. Dwie pierwsze „jedenastki” podyktowane przez sędziego Bartosza Frankowskiego były raczej bezdyskusyjne, chociaż drugą odgwizdał dopiero po interwencji arbitrów z VAR (w tym meczu służbę przy analizie wideo pełnili Krzysztof Jakubik i Arkadiusz Wójcik). Oba rzuty karne na bramki zamienił Maciej Domański, dzięki czemu mielczanie po pierwszej połowie remisowali 2:2 (gole dla gospodarzy strzelili Bartosz Slisz w 17. i Tomas Pekhart w 24. minucie), ale piłkarz ten mimo to w przerwie został zmieniony. Gdyby został na boisku chociaż jeszcze na kwadrans, miałby dużą szansę na skompletowanie hat-tricka, bo w 58. minucie Frankowski po raz trzeci podyktował rzut karny na korzyść zespołu gości. Tym razem kontrowersyjny, bo w starciu napastnika Stali Łukasza Zjawińskiego, nota bene byłego gracza Legii oddanego do Stali za bezcen, z Arturem Jędrzejczykiem obaj ostro szarpali się za koszulki. Sędzia uznał jednak, że Jędrzejczyk robił to bardziej nieprzepisowo i nie dość, że odgwizdał kolejną „jedenastkę”, to jeszcze wlepił stoperowi Legii żółtą kartką. Po obejrzeniu telewizyjnej powtórki tej spornej sytuacji trudno nie nabrać przekonania, że Zjawiński trochę arbitra oszukał waląc się z teatralną przesadą na murawę jak kłoda. Dziwi jednak, że akurat w tej sytuacji sędziowie VAR nie zabrali głosu. Co ciekawe, ta sama para sędziów VAR także podczas zaległego meczu Lecha z Pogonią (0:1) nie interweniowała przy nieprawidłowo podyktowanym rzucie karnym. „Moi piłkarze przebiegli w tym meczu w sumie 123 kilometry i cały czas walczyli, ale jeśli chce się coś ugrać w z Legią, najlepszą drużyną w Polsce, to inaczej się nie da. Prowadziliśmy 1:0, ale później się zagapiliśmy i straciliśmy dwa gole, lecz rzuty karne utrzymały nas przy życiu” – przyznał trener Ojrzyński.
Lechia przełamała impas
Ekipa Lechii Gdańsk przyjechał do Krakowa z podwójnym obciążeniem – po czterech kolejnych porażkach poniesiony w obecnym sezonie w ekstraklasie oraz serii sześciu przegranych meczów z Cracovią z rzędu. Zespół „Pasów” wydawał się więc murowanym faworytem sobotniej potyczki, tym bardziej, że podopieczni trenera Michała Probierza w poprzedniej kolejce wywieźli komplet punktów z niegościnnego dla przyjezdnych stadionu Górnika Zabrze. Ale już po kwadransie gry było widać, że tym razem ekipie „Pasów” trudno będzie o kolejne zwycięstwo nad gdańszczanami. W 15. minucie pierwszego gola dla Lechii strzelił z rzutu wolnego były zawodnik Wisły Kraków Rafał Pietrzak. Gospodarze rzucili się do ataku chcąc jak najszybciej doprowadzić do remisu, ale jak ktoś za bardzo się spieszy, to rywal tylko się cieszy. Gracze Cracovii swoimi chaotycznymi atakami nie byli w stanie poważnie zagrozić ekipie Lechii, która do przerwy miała kilka okazji do przećwiczenia gry z kontrataku. W przerwie trener Probierz przeprowadził trzy zmiany, co pomogło o tyle, że optycznie gospodarze sprawiali wrażenie, iż mają na boisku przewagę. Nic jednak z niej nie wynikało, natomiast lechiści z każdą kolejna kontrą czyli pod bramką strzeżoną przez Karola Niemczyckiego coraz większe zagrożenie. W 79. minucie prowadzący spotkanie sędzia Krzysztof Jakubik za drugą w tym spotkaniu żółtą kartkę wyrzucił z boiska obrońcę „Pasów” Michała Gardawskiego, co zespół Lechii natychmiast wykorzystał zdobywając drugą bramkę. Przy tym trafieniu asystę zaliczył Pietrzak, a bramkarza „Pasów” pokonał najlepszy na boisku Maciej Gajos. Już w doliczonym czasie gry rozbity psychicznie zespół gospodarzy „dobił” dawny zawodnik krakowskiego klubu Jaroslav Mihalik, który wykorzystał podanie Conrado i ustalił wynik spotkania na 3:0.
Błaszczykowski załatwił Lecha
Zespół Lecha Poznań jako jedyny w ekstraklasie musiał do grudnia godzić grę na krajowym podwórku z występami w fazie grupowej Ligi Europy. Trener „Kolejorza” Dariusz Żuraw w rozegranym w środku tygodnia zaległym meczu z Pogonią Szczecin musiał radzić sobie bez ośmiu kontuzjowanych piłkarzy, a w sobotnim meczu z Wisłą Kraków do listy nieobecnych w kadrze z powodu urazów graczy dołączyli kolejni – stoperzy Thomas Rogne i Djordje Crnomarković oraz najskuteczniejszy strzelec zespołu Mikael Ishak. Ale nowy trener ekipy „Białej Gwiazdy” Peter Hyballa też miał poważne luki w kadrze, bo za przekroczenie limitu żółtych kartek musieli pauzować Michal Frydrych i Maciej Sadlok, a sześciu innych graczy leczyło kontuzje. W tej sytuacji po dłuższej przerwie w kadrze meczowej pojawił się Jakub Błaszczykowski, który jednak zaczął mecz na ławce rezerwowych.
Do przerwy emocje były tylko w 42. minucie gdy sędzia Tomasz Kwiatkowski odgwizdał rzut karny dla gospodarzy, który jednak po analizie VAR anulował. Po zmianie stron lechici mocno przycisnęli wiślaków i wydawało się, że lada moment zaczną strzelać gole. Ale wtedy w 53. na boisku pojawił się Błaszczykowski, który w 68. minucie przesądził o wygranej wiślaków. Bramkarz Lecha podał piłkę do lewego obrońcy Wasyla Kraweca, ale ukraiński piłkarz fatalnie przyjął piłkę, która trafiła do Błaszczykowskiego. Współwłaściciel krakowskiego klubu nie zmarnował okazji i strzałem przy słupku pokonał bramkarza Lecha. Potem jednak bohaterem w krakowskiej drużynie był już tylko bramkarz Mateusz Lis, broniący skutecznie i z dużym szczęściem liczne strzału piłkarzy „Kolejorza”. To dzięki niemu wiślacy utrzymali korzystny wynik do ostatniego gwizdka sędziego.
W Lechu po tej porażce z pewnością będzie nerwowo, a trenera Żurawia jeszcze przed świętami czekają trudne rozmowy z szefami klubu. Jeden ligowy punkt zdobyty w trzech ostatnich spotkaniach to może nie jest powód do zwolnienia z posady, ale władze poznańskiego klubu będą chciały usłyszeć od szkoleniowca jakie ma pomysły na drugą część rozgrywek. „Kolejorz” ma już dużą stratę punktową do czołówki, więc jeśli chce liczyć się w walce o czołowe lokaty, a wiadomo, że chce, w pozostałych do rozegrania 16 kolejkach nie może już pozwolić sobie na słabsze występu w żadnym meczu.

W Europie nasza liga jest na 30. miejscu

Lech Poznań zakończył zmagania w grupie D Ligi Europy na ostatnim miejscu, za Glasgow Rangers, Benfiką Lizbona i Sportingiem Liege. A w najnowszym rankingu UEFA lig europejskich PKO Ekstraklasa wylądowała na żenującym 30. miejscu.

Taka kiepska lokata to efekt żenująco słabych występów naszych pucharowych kwartetów w ostatnich pięciu sezonach. A mogło być jeszcze gorzej, gdyby nie wreszcie w miarę przyzwoity rezultat Lecha Poznań w obecnej edycji oraz dzielna postawa Piasta Gliwice w kwalifikacjach Ligi Europy (odpadł w III rundzie z FC Kopenhaga po porażce 0:3, ale wcześniej pokonał Dinamo Mińsk 2:0 i austriacki TSV Hartberg 3:2). Najwięcej punktów nabił rzecz jasna poznański klub, który w kwalifikacjach Ligi Europy wygrał z FC Valmiera (Łotwa) 3:0, z Hammarby IF (Szwecja) 3:0, z Apollonewm Limassol 5:0 i z belgijskim Royal Charleroi 2:1. Te znakomite wyniki zrodziły wielkie oczekiwania wobec ekipy trenera Dariusza Żurawia w fazie grupowej Ligi Europy, ale trzeba obiektywnie przyznać, że zespoły Benfiki Lizbona i Glasgow Rangers były od lechitów silniejsze. Szkoda natomiast porażki w rewanżu ze Standardem Liege (1:2), bo zwycięstwo w tym przeciwnikiem, całkiem przecież realne, bo u siebie Lech wygrał 3:1, dałoby awans PKO Ekstraklasie w rankingu ligowym UEFA na 27. pozycję. Nie byłaby to znacząca poprawa w kontekście występów europejskich pucharach, bo w myśl nowych reguł wprowadzonych przez europejską federację dla klubów z lig sklasyfikowanych w rankingu poniżej 15. miejsca dostęp do kwalifikacji Ligi Europy został zamknięty i naszym zespołom w najbliższych latach pozostanie jedynie rywalizacja w szykowanych właśnie przez UEFA Conference League, czyli w europejskich rozgrywkach pucharowych de facto trzecia liga. Nie dotyczy to jedynie mistrza Polski, bo zespół który wywalczy tytuł po staremu będzie mógł uczestniczyć w eliminacjach Ligi Mistrzów, a jeśli nie odpadnie w pierwszej rundzie, także w kwalifikacjach Ligi Europy. Trzy pozostałe ekipy, czyli zdobywca Pucharu Polski oraz drugi i trzeci zespół na zakończenie sezonu PKO Ekstraklasy bić się będzie jedynie w Conference League. I ta sytuacja potrwa tak długo, dopóki nasza piłkarska ekstraklasa nie awansuje w rankingu UEFA na odpowiednie miejsce lub do kolejnej zmiany przepisów. A te na razie są dopiero w fazie tworzenia, lecz z przecieków można wnosić, iż także na najniższym poziomie europejskich rozgrywek pucharowych zostanie utrzymana zasada rozstawienia, co naszym zespołom nie ułatwi zadania.
Na szybką poprawę sportowej jakości zespołów PKO Ekstraklasy się nie zanosi, nie ma też szans na to, by pozostałe kluby zgodziły się wesprzeć pucharowy kwartet, godząc się choćby na przekładanie spotkań w najbardziej gorącym okresie kwalifikacji czy gier w fazie pucharowej, nie mówiąc już o wypożyczaniu swoich najlepszych graczy. PZPN nie jest też władny chronić polski rynek piłkarski przed rabunkową eksploatacją ze strony silniejszych europejskich klubów, a regulacje w rodzaju przymuszenia klubów do obowiązkowego wystawiania młodzieżowców to tylko półśrodki.
Umiejętność godzenia występów w europejskich pucharach w rywalizacją na krajowym podwórku to dla trenerów prowadzących nasze zespoły wciąż jest wielką sztuką. Wystarczy prześledzić wyniki kwartetu tegorocznych „pucharowiczów”, czyli Legii, Lecha, Piasta oraz Cracovii.
Legioniści dopiero u schyłku jesiennej rundy rozgrywek wyskoczyli na czoło stawki, spychając z pozycji lidera nieobciążony pucharowymi występami Raków Częstochowa. Dwa zwycięstwa z rzędu, najpierw u siebie z Lechią Gdańsk 2:0, a w miniony weekend na wyjeździe z Wisłą Kraków 2:1, pozwoliły stołecznej ekipie ustabilizować pozycję na szczycie ligowej tabeli, co jednak wcale nie oznacza, iż Legii już dzisiaj należy gratulować zdobycia kolejnego mistrzowskiego tytułu. Prawdą jest, że odkąd zespół przejął trener Czesław Michniewicz, warszawianie jeszcze w lidze nie przegrali meczu, a w ośmiu ostatnich kolejkach wywalczyli 20 punktów. W starciu z krakowską Wisłą szybko jednak stracili bramkę i potem zupełnie nie potrafili znaleźć pomysłu na sforsowanie ambitnie i z pomysłem walczących wiślaków, w grze których widać już pierwsze efekty pracy nowego trenera, Petera Hyballi. Niemiecki szkoleniowiec jakimś cudem zdołał przekonać swoich zawodników do gry pressingiem, z którym legioniści długo nie potrafili sobie poradzić. Mieli jednak szczęście, bo w 79. minucie z pomocą pospieszył im 23-letni hiszpański piłkarz Victor Moya Martinez Chuca, faulując bezrozumnie w polu karnym Wisły Luquinhasa i prokurując „jedenastkę”, którą na wyrównującego gola zamienił najskuteczniejszy strzelec ekstraklasy w tym sezonie, Czech Thomas Pekhart. Utrata prowadzenia podłamała ekipę gospodarzy, z czego skwapliwie skorzystali goście i w końcu przejęli inicjatywę. W 89. minucie Pekhart, który wcześniej regularnie przegrywał powietrzne pojedynki z grającym na środku obrony Wisły rodakiem Michalem Frydrychem, wreszcie wyprzedził go o ułamek sekundy i uderzył piłkę głową tak mocno i precyzyjnie, że bramkarz wiślaków Mateusz Lis nie miał żadnych szans na skuteczną obronę. Dla czeskiego snajpera Legii było to już 12. ligowe trafienie.
Wracając zaś do „pucharowego kwartetu”, to jeszcze lepszym przykładem kłopotów, jakie mogą wpędzić zespół próby godzenia gry w kwalifikacjach z grą w krajowej lidze, jest Piast Gliwice, który po odpadnięciu z europejskich pucharów pogrążył się na wiele tygodni w potężnym kryzysie, z którego trener Waldemar Fornalik wyprowadził zespół dopiero pod koniec października. Gliwiczanie, którzy długo tkwili w ogonie ligowej tabeli, w końcu jednak wzięli się w garść i w efekcie począwszy od 8. kolejki nie przegrali meczu, uzyskując w tym czasie trzy remisy (z Wisłą Płock i Legią po 2:2 oraz Zagłębiem Lubin 1:1) i trzy zwycięstwa – 2:1 z Górnikiem, 2:0 z Lechią, a w miniony weekend w 13. kolejce rozgromili na wyjeździe Podbeskidzie Bielsko-Biała aż 5:0. W ostatniej tegorocznej serii gier Piast podejmie Raków Częstochowa i będzie to zdecydowanie najciekawsza konfrontacja 14. kolejki.
Wyniki 13. kolejki:
Wisła Kraków – Legia Warszawa 1:2
Gole: Yaw Yeboah (12) – Tomas Pekhart (81 karny, 89).
Górnik Zabrze – Cracovia 0:2
Gole: Pelle van Amersfoort (43 karny), Michal Siplak (63).
Warta Poznań – Pogoń Szczecin 1:2
Gole: Michał Jakóbowski (46) – Alexander Gorgon (7), Luka Zahović (11).
Zagłębie Lubin – Śląsk Wrocław 2:1
Gole: Dejan Drażić (61 karny), Kamil Kruk (90) – Erik Exposito (23).
Podbeskidzie Bielsko-Biała – Piast Gliwice 0:5
Gole:Jakub Świerczok (38, 41 karny), Piotr Malarczyk (60), Sebastian Milewski (83), Tiago Alves (90).
Niedzielne mecze Rakowa Częstochowa z Jagiellonią Białystok oraz Stali Mielec z Lechem Poznań zakończyły się po zamknięciu wydania. Spotkanie Lechii Gdańsk z Wisłą Płock odbędzie się w poniedziałek 14 grudnia (początek godz. 18:00).

Wyniki 11. kolejki PKO Ekstraklasy

Wyniki 11. kolejki:
Raków Częstochowa – Warta Poznań 1:0

Gol: Vladislavs Gutkovskis (90 karny). Żółte kartki: Cebula, Szelągowski – Laskowski, Spychała, Ivanov. Sędziował: Daniel Stefański).
Mecz bez publiczności.
Legia Warszawa – Piast Gliwice 2:2
Gole: Bartosz Kapustka (13), Tomas Pekhart (57 karny) – Piotr Malarczyk (29), Jakub Świerczok (79). Żółte kartki: Andre Martins, Kapustka – Badia, Sokołowski. Sędziował: Bartosz Frankowski.
Mecz bez publiczności.
Górnik Zabrze – Pogoń Szczecin 2:1
Gole: Jesus Jimenez (32 karny), Bartosz Nowak (60) – Maciej Żurawski (16). Żółte kartki: Evangelou – Benedyczak, Kowalczyk. Czerwona kartka: Matynia (31., Pogoń, za zagranie ręką). Sędziował: Damian Sylwestrzak.
Mecz bez publiczności.
Lechia Gdańsk – Lech Poznań 0:1
Gol: Mikael Ishak (84 karny). Żółte kartki: Nalepa – Tiba. Czerwona kartka: Nalepa (83., za drugą żółtą). Sędziował: Łukasz Szczech.
Mecz bez publiczności.
Wisła Płock – Cracovia 0:1
Gol: Florian Loshaj (12). Żółte kartki: Rzeźniczak, Zbozień, Obradović – Siplak, Piszczek. Czerwona kartka: Rodin (90., Cracovia, za faul taktyczny). Sędziował: Paweł Raczkowski.
Mecz bez publiczności.
Stal Mielec – Jagiellonia Białystok 3:1
Gole: Marcin Flis (4), Grzegorz Tomasiewicz (66), Łukasz Zjawiński (90) – Przemysław Mystkowski (6). Sędziował: Jarosław Przybył.
Mecz bez publiczności.
Podbeskidzie Bielsko-Biała – Śląsk Wrocław 0:2
Gol: Robert Pich (4), Marcel Zylla (66). Żółte kartki: Roginić, Martin – Celeban, Zylla, Musonda. Sędziował: Dominik Sulikowski.
Mecz bez publiczności.
Wisła Kraków – Zagłębie Lubin 1:2
Gole: Felicio Brown Forbes (55) – Lorenco Simić (68), Kacper Chodyna (86). Żółte kartki: Burliga, Yeboah – Baszkirow, Simić, Żubrowski, Szysz. Sędziował: Sebastian Jarzębak.
Mecz bez publiczności.
UWAGA: Cracovia rozpoczęła rozgrywki z karą – 5 pkt za udział w futbolowej korupcji.

  1. Raków 11 24 24:12
  2. Legia 11 23 17:11
  3. Górnik 11 20 17:11
  4. Zagłębie 11 18 15:12
  5. Śląsk 11 17 17:12
  6. Lechia 11 16 17:16
  7. Pogoń 9 15 11:7
  8. Jagiellonia 11 14 15:18
  9. Lech 10 13 18:16
  10. Warta 11 13 8:11
  11. Cracovia 11 12 15:13
  12. Wisła K. 11 10 16:16
  13. Wisła P. 10 9 12:18
  14. Piast 11 9 11:17
  15. Stal 11 9 13:23
  16. Podbeskidzie 11 9 12:25

Kanonada w Poznaniu

W najciekawszym meczu 10. kolejki ekstraklasy Lech zremisował u siebie z liderem rozgrywek Rakowem 3:3. Bramki dla „Kolejorza” zdobyli Mikael Ishak, Jakub Moder i Dani Ramirez, a dla gości Ivi Lopez, Oskar Zawada i Daniel Szelągowski. Dla Rakowa był to już dziewiąty mecz w lidze bez porażki, ale strata dwóch punktów kosztowała ten zespół utratę pozycji lidera na rzecz Legii Warszawa, która pokonała Cracovię 1:0.

Lechici przegrywali już z liderem PKO Ekstraklasy 0:2, potem wyszli na prowadzenie 3:2, lecz już w doliczonym czasie gry dali sobie odebrać zasłużone zwycięstwo. W hicie 10. kolejki doszło zatem do podziału punktów, ale remis na Bułgarskiej jest jednak sukcesem zespołu z Częstochowy, który po raz pierwszy w tym sezonie musiał radzić sobie bez trenera Marka Papszuna, zawieszonego na dwa mecze za obrazę sędziego oraz środkowego obrońcy Tomasa Petraska. Czeskiego piłkarza wyeliminowała z gry poważna kontuzja kolana.
Ekipa „Kolejorza”, chociaż ma w perspektywie czwartkowy mecz w Lidze Europy, w starciu z Rakowem nie oszczędzała sił. Było widać, że lechici chcą dokopać rywalom z przyczyn ambicjonalnych, o co postarał się wcześniej trener Papszun kilkoma ironicznymi wypowiedziami o zespole Lecha. Gospodarze przycisnęli częstochowian od pierwszego gwizdka arbitra, ale nie potrafili zdyskontować tej przewagi pod bramką rywali. Goście mieli poza tym mnóstwo szczęścia, lecz bynajmniej nie zamierzali się tylko bronić. W 16. minucie Oskar Zawada zagrał do Marcina Cebuli, a ten między nogami Lubomira Satki podał do Ivi Lopeza. Hiszpan w sytuacji sam na sam założył siatkę wychodzącemu z bramki Filipowi Bednarkowi i tak Raków objął nieoczekiwanie prowadzenie w meczu. Kilkadziesiąt sekund później lechici mogli stracić drugiego gola po błędzie Lubomira Satki, a w 22. minucie Filip Bednarek z najwyższym trudem obronił uderzenie Lopeza.
Lech mógł wyrównać w 25. minucie, lecz doskonałą okazję zmarnował Djordje Crnomarković, który z strzelając z kilku metrów trafił w bramkarza gości. Osiem minut później zespół Rakowa podwyższył prowadzenie znów dewastując szyki obronne „Kolejorza”. Cebula wyłożył piłkę Zawadzie, a ten z bliska wpakował ją do bramki poznańskiego zespołu.
Lechici na drugą bramkę odpowiedzieli niemal natychmiast, bo już 33. minucie po podaniu Michała Skórasia niezawodny Mikael Ishak precyzyjnie uderzył z pola karnego i zdobył kontaktowego gola.
Po zmianie stron Lechowi dopisało szczęście, bo w 47. minucie po zagraniu Jana Sykory Maciej Wilusz zablokował piłkę ręką w polu karnym i sędzia podyktowa „jedenastkę”, którą na wyrównującego gola zamienił Jakub Moder. A już trzy minuty później zespół Dariusza Żurawia wyszedł na prowadzenie po kapitalnym strzale Daniego Ramireza z 15 metrów w „okienko” bramki strzeżonej przez Jakuba Szumskiego.
Częstochowianie nie podłamali się strat trzeciego gola, tylko zaatakowali śmiało. Dość długo ich szarże nie przynosiły efektów, a strzały Vladislavsa Gutkovskisa i Kamila Piątkowskiego tylko cudem nie wpadły do siatki lechitów. Kiedy wydawało się już, że lider poniesie w Poznaniu porażkę, w końcówce doliczonego czasu gry Daniel Szelągowski przeprowadził rajd przez pół boiska i w sytuacji sam na sam pokonał Bednarka. Chwilę później sędzia zakończył ten znakomity i stojący na niezłym poziomie mecz.
W innych spotkaniach też działy się dramatyczne rzeczy. Górnik Zabrze w derbowym spotkaniu z zajmującym ostatnią lokat w tabeli Piastem Gliwice nieoczekiwanie przegrał 1:2. Dla gliwickiej ekipy był to powrót do gry po 28 dniach przerwy spowodowanej zakażeniami koronawirusem. Natomiast zwycięstwo podopiecznych Waldemara Fornalika na gorącym dla zespołów przyjezdnych boisku w Zabrzu zapowiada być może ich powrót do walki nie tylko o uniknięcie degradacji. Z potknięcia Rakowa w Poznaniu skorzystała Legia, która pokonała na wyjeździe Cracovię i z dorobkiem 22 punków awansowała na pierwsze miejsce w tabeli PKO Ekstraklasy. Raków z 21 pkt jest drugi, a trzecią lokatę zajmuje Górnik.


Inne wyniki ekstraklasy:
Lechia Gdańsk – Śląsk Wrocław 3:2
Górnik Zabrze – Piast Gliwice 1:2
Zagłębie Lubin – Stal Mielec 2:2
Warta Poznań – Wisła Kraków 2:1
Lech Poznań – Raków Częstochowa 3:3
Cracovia – Legia Warszawa 0:1

Koronawirus w Legii

Tomasz Pekhart otrzymał pozytywny wynik testu na obecność koronawirusa. Badanie przeprowadzono podczas zgrupowania reprezentacji Czech. Tym samym potwierdziły się podejrzenia, jakie narastały od ponad tygodnia, że stołeczny klub stał się ogniskiem zakażenia. Ale Covid-19 z coraz większą mocą atakuje także inne zespoły.

Pierwsze symptomy u Pekharta pojawiły się już 2 listopada. W przerwie rozegranego 2 listopada zaległego meczu ligowego z Wartą Poznań (3:0) czeski napastnik zgłosił, że ma problemy z węchem, co jest jednym z pierwszych objawów zakażenia Covid-19. Mimo to trener Legii Czesław Michniewicz zmienił go dopiero w 75. minucie. To była lekkomyślna decyzja, bo chociaż Pekhart jest najskuteczniejszym piłkarzem „Wojskowych” i z dorobkiem ośmiu goli prowadzi w klasyfikacji strzelców ekstraklasy, to do przerwy legioniści prowadzili 3:0 i trzymanie na boisku gracza być może rozsiewającego wirusy to był już czysty sabotaż. Nic dziwnego, że decyzja szkoleniowca wzbudziła mnóstwo kontrowersji, zwłaszcza gdy po meczu sam Michniewicz niefrasobliwie wyznał, że także Igor Lewczuk zdradzał przed meczem symptomy zakażenia, lecz ponieważ w zespole nie było kim go zastąpić na pozycji środkowego obrońcy, musiał przeciwko Warcie zagrać.
Po powrocie do Warszawy Pekhart został poddany testom. Gdy wynik okazał się niejednoznaczny, zarządzono powtórne badanie. W minioną niedzielę stołeczny klub poinformował, że czeski napastnik jest zdrowy, ale w ligowym meczu z Lechem Poznań na Łazienkowskiej jednak nie zagrał. Na pozycji napastnik wystąpił Maciej Rosołek, którego w 59. minucie zmienił 19-letni debiutant Kacper Skibicki. I on też w 67. minucie zdobył wyrównującą bramkę dla Legii na 1:1, stając się rzecz jasna bohaterem wieczoru, chociaż zwycięskiego gola na 2:1 w 90. minucie strzelił Rafael Lopez. Pierwsze trafienie w ekstraklasie mogło otworzyć Skibickiemu drogę do występu w kadrze młodzieżowej, niestety, po meczu okazało się, że nastolatek jest zakażony koronawirusem. Z tego samego powodu na zgrupowanie pierwszej reprezentacji nie pojechał Michał Karbownik.
Ale Pekhart na zgrupowanie kadry Czech pojechał i i jak wszyscy powołani zawodnicy został dwukrotnie przebadany na obecność Covid-19. I co ciekawe, pierwszy test dał wynik negatywny, natomiast drugi wykazał u 31-letniego napastnika infekcję wirusem Sars-Cov-2. Legia natychmiast zareagowała publikując komunikat: „Przed rozpoczęciem treningów z kadrą narodową czeska federacja, zgodnie z obowiązującymi przepisami, koordynowała badania zawodników pod kątem wirusa SARS-CoV-2. Wynik testu Tomasa Pekharta był ujemny i pozwolił na jego treningi z reprezentacją. Kolejne badanie przeprowadzone zostało przed meczem z drużyną Niemiec i w tym wypadku wynik okazał się pozytywny. Zawodnik czuje się dobrze i pozostaje pod stałą obserwacją sztabu medycznego” – napisano w oświadczeniu warszawskiego klubu.
Z powodu zakażeń w 9. kolejce PKO Ekstraklasy odwołano aż cztery spotkania: Podbeskidzia z Zagłębiem Lubin, Lechii ze Śląskiem, Górnika z Piastem Gliwice oraz Wisły Płock z Pogonią Szczecin. Ponieważ sytuacja w Podbeskidziu i Pogoni oraz Śląsku i Górniku była pod kontrolą, władze PKO Ekstraklasy wyraziły zgodę na rozegranie przez te zespoły awansem spotkań z następnej, 10. kolejki. To co prawda powiększy jeszcze i tak już spory bałagan w tabeli, ale to chyba najmniejszy problem w tym naprawdę zwariowanym przez Covid-19 czasie.

Wyniki 9. kolejki PKO Ekstraklasy

Wyniki 9. kolejki:

Stal Mielec – Warta Poznań 0:1
Gol: Mateusz Kuzimski (88).
Żółte kartki: Matras, Stasik – Czyżycki.
Czerwona kartka: Spychała (34., Warta, za faul taktyczny).
Sędziował: Sebastian Jarzębak (Bytom).
Mecz bez udziału publiczności.
Cracovia – Jagiellonia Białystok 3:1
Gole: Tomas Vestenicky (25), Florian Loshaj (87), Thiago (90) – Jesus Imaz (39).
Żółte kartki: Siplak – Borysiuk, Pospisil, Runje, Tiru.
Sędziował: Paweł Gil (Lublin).
Mecz bez publiczności.
Legia Warszawa – Lech Poznań 2:1
Gole: Kacper Skibicki (67), Rafael Lopes (90) – Josip Juranović (29 samobójcza).
Żółta kartka: Lewczuk (Legia).
Sędziował: Szymon Marciniak (Płock).
Mecz bez publiczności.
Raków Częstochowa – Wisła Kraków 0:0
Żółte kartki: Frydrych, Abramowicz (Wisła).
Sędziował: Piotr Lasyk (Bytom).
Mecz bez publiczności.
Górnik Zabrze – Piast Gliwice
Mecz przełożony z powodu zagrożenia epidemicznego na 20 listopada (początek godz. 20:30).
Lechia Gdańsk – Śląsk Wrocław
Mecz przełożony z powodu zagrożenia epidemicznego na 20 listopada (18:00).
Podbeskidzie Bielsko-Biała – Zagłębie Lubin
Mecz przełożony z powodu zagrożenia epidemicznego w zespole Zagłębia na 24 listopada (18:00).
Wisła Płock – Pogoń Szczecin
Mecz przełożony z powodu zakażeń w zespole Wisły Płock na 30 listopada.

Mecze awansem z 10. kolejki:

Śląsk Wrocław – Górnik Zabrze 0:0
Żółte kartki: Piasecki, Puerto, Mączyński – Manneh, Wojtuszek.
Sędziował: Paweł Raczkowski (Warszawa).
Mecz bez publiczności.
Pogoń Szczecin – Podbeskidzie 1:1
Gole: Adrian Benedyczak (72) – Kamil Biliński (29).
Żółte kartki: Kozłowski, Gorgon – Sierpina, Nowak, Gach.
Sędziował: Jarosław Przybył (Kluczbork).
Mecz bez publiczności.
UWAGA: Cracovia rozpoczęła rozgrywki z karą – 5 pkt za udział w futbolowej korupcji.

  1. Raków 9 20 20:9
  2. Legia 9 19 14:9
  3. Górnik 9 17 14:8
  4. Pogoń 8 15 10:5
  5. Śląsk 9 14 13:9
  6. Zagłębie 8 14 10:7
  7. Lechia 8 13 14:11
  8. Jagiellonia 9 11 9:13
  9. Wisła K. 9 10 14:12
  10. Warta 9 10 6:9
  11. Cracovia 9 9 14:12
  12. Lech 8 9 14:13
  13. Wisła P. 8 9 10:12
  14. Podbeskidzie 9 6 10:22
  15. Stal 9 5 8:20
  16. Piast 8 2 5:14

Wszyscy chcą dopaść Lecha

W miniony weekend w 9. kolejce z powodu wykrytych zakażeń Covid-19 przełożono na inne terminy mecze Podbeskidzia z Zagłębiem, Wisły Płock z Pogonią, Lechii ze Śląskiem oraz Górnika z Piastem. Awansem rozegrano dwa spotkania z 10. kolejki – Śląska z Górnikiem i Pogoni z Podbeskidziem.

Z powodów sanitarno-epidemiologicznych cztery mecze 9. kolejki zostały przełożone: Podbeskidzie Bielsko-Biała – Zagłębie Lubin na 16 listopada), Wisła Płock – Pogoń Szczecin na 19 listopada), a Lechia Gdańsk – Śląsk Wrocław oraz Górnik Zabrze – Piast Gliwice na 20 listopada). Ponieważ ekipy Śląska, Górnika, Pogoni i Podbeskidzia były gotowe do gry, władze PKO Ekstraklasy postanowiły już w ten weekend rozegrać awansem mecze z następnej kolejki ligowej. We Wrocławiu Śląsk zremisował z Górnikiem 0:0, natomiast spotkanie Pogoni z Podbeskidziem odbędzie się w poniedziałek 9 listopada.
Najważniejszymi wydarzeniami 9. kolejki były niedzielne mecze Legii Warszawa z Lechem Poznań oraz Rakowa Częstochowa z Wisłą Kraków (oba spotkania zakończyły się po zamknięciu wydania). Większe emocje towarzyszyły rzecz jasna spotkaniu w Warszawie, bo Legia jest przecież aktualnym mistrzem, a Lech wicemistrzem Polski, ale nie z tego powodu przyjazd ekipy „Kolejorza” na Łazienkowską budził największe emocje. Lechici są jedynym polskim zespołem, który w tym sezonie przedarł się przez czterostopniowe kwalifikacje i awansował do fazy grupowej europejskich pucharów. Wprawdzie gra w mniej prestiżowej Lidze Europy, lecz nawet w tych pucharowych rozgrywkach zarabia poważne pieniądze, które po tym sezonie mogą wywindować poznański klub nawet na pozycję najbogatszego polskiego klubu, które od wielu lat niezagrożenie okupowała Legia. Dlatego dla właściciela warszawskiej ekipy Dariusza Mioduskiego w niedzielnym starciu liczyło się tylko zwycięstwo i tego żądał od trenera Czesława Michniewicza.
Dla piłkarzy „Kolejorza”, mających w nogach zwycięski czwartkowy mecz w Lidze Europy ze Standardem Liege, który wygrali 3:1, potyczka z Legią tym razem nie była aż taki wielkim wyzwaniem jak bywała w ostatnich sezonach, a już na pewno nie równorzędna ambicjonalnie jak dla legionistów potyczka z nimi. Lechici w październiku rozegrali sześć meczów, tyle samo mają zaplanowanych w listopadzie. Zespół prowadzony przez trenera Dariusza Żurawia wciąż walczy na trzech frontach – w PKO Ekstraklasie, Lidze Europy i Pucharze Polski, a na dodatek od września co miesiąc około dziesięciu piłkarzy poznańskiego klubu wyjeżdża na zgrupowania różnych reprezentacji narodowych. Stąd biorą się wątpliwości, czy lechici wytrzymają takie obciążenie. Trener Żuraw zapewnia, że wytrzymają. „Mamy szeroką kadrę, możemy stosować rotację” – zapewniał szkoleniowiec. Jego zawodnicy od trzech tygodni grają praktycznie co trzy dni, a z tak niby szerokiej kadry Lecha aż 12 graczy ma w tym sezonie na liczniku już po 10 meczów. Rekordziści to Tymoteusz Puchacz i Dani Ramires, którzy zagrali w 15 spotkaniach Lecha, a przecież do tego trzeba jeszcze doliczyć występy w reprezentacjach.
Dla porównania, w drużynie Rakowa tylko pięciu piłkarzy ma na koncie po 10 rozegranych meczów. To tłumaczy, dlaczego Lech lepiej gra w Lidze Europy niż w krajowej lidze. Przynajmniej na razie, dopóki lechici wciąż mają szansę na wywalczenie awansu do 1/16 finału. Po meczach z Benficą Lizbona (2:4), Glasgow Rangers (0:1) i Standardem Liege (3:1) zajmują na razie w swojej grupie trzecią lokatę ze stratą czterech punktów do prowadzących zespołów Benfiki i Rangers.

Raków nie zwalnia tempa

Po wygranej 2:1 w meczu z beniaminkiem Stalą Mielec zespół Rakowa Częstochowa umocnił się na pozycji lidera ekstraklasy. Po ośmiu kolejkach częstochowianie mają na koncie 19 punktów i trzy przewagi nad drugim Górnikiem Zabrze oraz pięć nad trzecim Zagłębiem Lubin. Broniąca mistrzowskiego tytułu Legia traci do ekipy trenera Marka Papszuna sześć „oczek”, ale ma o jedno spotkanie rozegrane mniej (z Wartą Poznań).

Mielczanie mieli przed potyczką z rozpędzonym liderem niezłego pietra, bo bali się powtórki ciężkiego lania, jakie sprawiła im tydzień wcześniej na ich własnym stadionie Wisła Kraków. Przegrywając z wiślakami aż 0:6 gracze drużyny trenera Dariusza Skrzypczaka mocno zasmucili poprzednie pokolenia piłkarzy Stali, bo w historii Stali takiej wysokiej porażki wcześniej nie odnotowano. Na boisku w Bełchatowie, które Raków wynajmuje z braku odpowiedniego obiektu w Częstochowie, do podobnego pogromu nie doszło, chociaż gospodarze nie szczędzili wysiłków, żeby dorównać ekipie „Białej Gwiazdy” w liczbie strzelonych goli. „Mieliśmy w tym meczu tyle bramkowych sytuacji, że moglibyśmy wygrać ze Stalą co najmniej takim samum wynikiem jak Wisła” – stwierdził na pomeczowej konferencji szkoleniowiec częstochowskiego zespołu Marek Papszun. Ale ze zwycięstwa 2:1 też był zadowolony, bo zapewnił jego ekipie komplet punktów i utrzymanie prowadzenia w PKO Ekstraklasie. „Nie jesteśmy przyzwyczajeni do roli faworyta, a w spotkaniu ze Stalą z całą pewnością faworytem byliśmy. Dlatego cieszę się podwójnie, bo ze zwycięstwa i z tego, że moi piłkarze wytrzymali presję. A wbrew pozorom wcale nie jest tak łatwo grać z przeciwnikiem, który w poprzedniej kolejce przegrywa u siebie 0:6 i zaraz potem przyjeżdża do lidera. Wiadomo, że każdy zawodnik ekipy rywali będzie walczył na dwieście procent i do ostatniego tchu, bo tylko tak można odzyskać sympatię swoich fanów. Dlatego tym bardziej gratuluję mojemu zespołowi zwycięstwa” – ocenił trener Papszun.
Szkoleniowiec ten prowadzi zespół Rakowa od 18 kwietnia 2016 roku. Przejął go jeszcze w II lidze, a w poprzednim sezonie wywalczył awans do ekstraklasy. Pierwszy sezon częstochowianie zakończyli na 10. miejscu, a ten zaczęli od porażki u siebie z Legią 1:2, potem już jednak to oni bili innych – pokonali kolejno Lechię 3:1, Zagłębie 2:1 i Podbeskidzie 4:1, zremisowali z Cracovią 2:2, ale następnie dalej kontynuowali zwycięską serię wygrywając z Wisłą Płock 3:0, Górnikiem 3:1 i w miniony weekend ze Stalą 2:1. Po ośmiu meczach mają w dorobku 19 punktów, 20 strzelonych goli i 9 straconych. W liczbie zdobytych bramek nie mają sobie równych – drugi pod tym względem w ekstraklasie Górnik jest gorszy o sześć trafień.
A przecież Raków wcale nie ma w swoich szeregach wirtuozów. Najskuteczniejsi w zespole są 25-letni Łotysz Vladislavs Gutkovskis, 23-letni Słoweniec David Tijanić i 26-letni Hiszpan Ivi Lopez mają na koncie po cztery trafienia. Pierwszy z nich jest w naszym kraju dosyć znany, bo przez ostatnie pięć lat był zawodnikiem Bruk-Betu Nieciecza i w barwach tego zespołu zaliczył 58 występów w ekstraklasie i strzelił 11 goli. Do ekipy Rakowa dołączył przed tym sezonem i okazał się wzmocnieniem. Natomiast dla Tijanica, który do polskiej ligi trafił z NK Triglav, Raków jest pierwszym zagranicznym klubem w karierze. Trafił do niego w zimowej przerwie poprzedniego sezonu i zdążył zaliczyć 11 występów, ale w obecnych rozgrywkach należy do podstawowych graczy.
Lopez z kolei to wychowanek Getafe CF, ale ostatnie pół roku spędził na wypożyczeniu w hiszpańskiej drugoligowej drużynie SD Ponferradina. Przedtem występował również w takich ekipach jak UD Levante, Real Valladolid, Sporting Gijon i SD Huesca. W Primera Division zaliczył 41 występów, w których zdobył cztery bramki i zaliczył trzy asysty. W miniony weekend to on był bohaterem spotkania ze Stalą, strzelając oba gole dla Rakowa.
W ekipie Papszuna jest też wielu piłkarzy, którzy dopiero pod jego ręką osiągnęli wysoki sportowy poziom. Dobrym przykładem jest tu 28-letni czeski stoper Tomas Pietrasek, grający w zespole Rakowa od 2016 roku, co oznacza, że przeszedł z nim drogę od II ligi do ekstraklasy. I rozwinął się tak dalece, że ostatnio dostaje powołania do reprezentacji Czech. W bramce opoką stał się 28-letni wychowanek Legii Jakub Szumski, do którego trenerzy stołecznego klubu nie nabrali przekonania. Od wiosny 2017 roku Szumski gra w Rakowie i w tym sezonie wpuścił w ośmiu meczach dziewięć goli, co nie jest złym osiągnięciem – dla porównania Artur Boruc ma na koncie osiem goli w siedmiu występach.
Wysoką formę po powrocie z ligi rosyjskiej odzyskał w częstochowskim zespole doświadczony 32-letni obrońca Maciej Wilusz. On i Pietrasek oraz 20-letni Kamil Piątkowski (pozyskany przed rokiem z juniorskiej szkółki Zagłębie Lubin) tworzą tercet obrońców, bo ulubionym schematem taktycznym Papszuna jest gra w ustawieniu 1-3-4-3. W środkowej linii najczęściej jego zaufanie zyskują: pozyskany z Hajduka Split 25-letni Chorwat Fran Tudor, 25-letni Igor Sapała, wychowanek Polonii Warszawa, niechciany w Jagiellonii Białystok 27-letni Serb Marko Poletanović i pozyskany trzy lata tremu z Arki Gdynia 25-letni Patryk Kun. Do podstawowej grupy graczy zaliczają się też 28-letni Czech Peter Schwarz, 24-letni Marcin Cebula i 24-letni Oskar Zawada oraz dwaj weterani: 36-letni Piotr Malinowski i 34-letni Przemysław Oziębała. Nie jest to może kadrowy potencjał na długotrwałą dominację w ekstraklasie, nie mówiąc już o europejskich pucharach, ale w tym sezonie zapał i nadzwyczajna mobilizacja napędzana przez kolejne wygrane spotkania mogą przenieść częstochowskiej drużynie historyczny sukces. A za taki należy uznać każde miejsce wyższe od ósmego, bo jak do tej pory jest to najlepsza lokata Rakowa w ekstraklasie (w sezonie 1995/96).
Trudniej częstochowianom będzie pobić klubowy rekord wszech czasów w Pucharze Polski, bo w tych rozgrywkach w sezonie 1966/67 doszli aż do finału, w którym przegrali po dogrywce z Wisłą Kraków 0:2. Na pewno będą jednak próbować osiągnąć sukces i na tym froncie. W najbliższy weekend ekstraklasa nie gra, bo to jest termin na rozegranie meczów 1/16 finału Pucharu Polski. Raków czeka już w piątek niełatwa wyjazdowa potyczka z wiceliderem I ligi Bruk-Betem Nieciecza, co pewnie będzie ważnym wydarzeniem dla Vladislavsa Gutkovskisa.
Na dnie tabeli ekstraklasy utknął natomiast beznadziejny w tym sezonie Piast Gliwice. To trochę dziwne, że ten zespół, który w poprzednim sezonie zajął trzecią lokatę, a dwa lata temu świętował pierwsze w historii mistrzostwo Polski, w obecnych rozgrywkach ekstraklasy jeszcze nie wygrał meczu, doznając sześciu porażek (ze Śląskiem 0:2, Pogonią 0:1, Jagiellonią 0:1, Stalą 2:3, Lechem 1:4, Cracovią 0:1) oraz dwukrotnie remisując – z Wartą Poznań w 3. kolejce oraz w ten weekend z Wisłą Płock 2:2. Z Rakowem gliwiczanie zagrają u siebie dopiero w 14. kolejce, a wcześniej podopiecznych trenera Waldemara Fornalika czekają ciężkie wyjazdowe boje z Górnikiem Zabrze, Legią Warszawa i walczącym jak oni o przetrwanie w ekstraklasie Podbeskidziem.
Natomiast w najbliższy weekend w 1/16 finału Pucharu Polski Piast zmierzy się w Mielcu ze Stalą i będzie to jakiś miernik różnicy, jaka dzieli outsidera ekstraklasy od lidera.

Wyniki 8. kolejki PKO Ekstraklasy

Wyniki 8. kolejki:
Zagłębie Lubin – Lechia Gdańsk 1:1

Gole: Lubomir Guldan (3) – Flavio Paixao (72 karny). Żółte kartki: Simić, Żubrowski (Zagłębie). Sędziował: Wojciech Myć (Lublin).
Mecz bez publiczności.
Piast Gliwice – Wisła Płock 2:2
Gole: Tiago Alves (48), Michał Żyro (90 karny) – Jakub Rzeźniczak (51), Alan Uryga (57).
Sędziował: Zbigniew Dobrynin (Łódź).
Mecz bez publiczności.
Wisła Kraków – Podbeskidzie Bielsko-Biała 3:0
Gole: Jean Carlos Silva (35 karny), Chuca (61), Jakub Błaszczykowski (90).
Żółte kartki: Brown Forbes, Sadlok, Frydrych – Sitek, Kocsis. Czerwona kartka: Komor (72., Podbeskidzie, za faul taktyczny).
Sędziował: Paweł Gil (Lublin).
Mecz bez publiczności.
Śląsk Wrocław – Jagiellonia Białystok 1:0
Gol: Mateusz Praszelik (48).
Żółte kartki: Stiglec – Tiru.
Sędziował: Tomasz Kwiatkowski (Warszawa).
Mecz bez publiczności.
Pogoń Szczecin – Legia Warszawa 0:0
Żółte kartki: Lewczuk, Mladenović, Rosołek (Legia).
Sędziował: Szymon Marciniak (Płock).
Mecz bez publiczności.
Raków Częstochowa – Stal Mielec 2:1
Gole: Ivi Lopez (27, 66) – Maciej Domański (77).
Żółte kartki: Sapała, Petrasek – Getinger, Stasik.
Sędziował: Artur Aluszyk (Szczecin).
Mecz bez publiczności.
Lech Poznań – Cracovia 1:1
Gole: Mohammad Awwad (86) – Pelle van Amersfoort (30).
Żółte kartki: Kraweć, Muhar, Czerwiński, Ishak, Marchwiński, Moder – Szymonowicz, Thiago, Niemczycki, Gardawski.
Sędziował: Krzysztof Jakubik (Siedlce).
Mecz bez publiczności.
Warta Poznań – Górnik Zabrze 0:1
Gol: Jesus Jimenez (55 karny).
Żółte kartki: Laskowski – Massouras.
Sędziował: Łukasz Szczech (Warszawa).
Mecz bez publiczności.
UWAGA: Cracovia rozpoczęła rozgrywki z karą – 5 pkt za udział w futbolowej korupcji.

  1. Raków 8 19 20:9
  2. Górnik 8 16 14:8
  3. Zagłębie 8 14 10:7
  4. Śląsk 8 13 13:9
  5. Legia 7 13 9:8
  6. Pogoń 6 11 6:4
  7. Jagiellonia 7 11 8:7
  8. Lechia 7 10 11:10
  9. Wisła K. 7 9 13:9
  10. Lech 7 9 13:11
  11. Wisła P. 8 9 10:12
  12. Warta 7 7 5:6
  13. Cracovia 8 6 11:11
  14. Stal 8 5 8:19
  15. Podbeskidzie 8 5 9:21
  16. Piast 8 2 5:14

Bogaci mimo pandemii

Mimo strat spowodowanych przez pandemię koronawirusa, sytuacja finansowa klubów naszej piłkarskiej ekstraklasy nie wygląda na dramatyczną. Przynajmniej tak można wnosić po analizie najnowszego raportu Deloitte przygotowanego wspólnie z Ekstraklasą SA.

Wedle raportu w ubiegłym roku kluby piłkarskiej PKO Ekstraklasy dzięki nowej umowie z Canal+ Polska i TVP uzyskały 201,1 mln zł z praw do transmisji (rok wcześniej było to 167 mln zł). Pierwszy nadawca pokazuje wszystkie mecze, a drugi – po jednym spotkaniu z każdej kolejki i skróty wszystkich. Według nieoficjalnych informacji Canal+ Polska za prawa telewizyjne płaci prawie 200 mln zł rocznie, a Telewizja Polska trochę poniżej 50 mln zł. W tych kwotach zawiera się ok. 25 mln zł kosztów produkcji transmisji. Pod koniec sierpnia tego roku umowę na podobnych warunkach przedłużono o dwa sezony (2021/2022 i 2022/2023).
Kluby grające w zeszłym sezonie PKO BP Ekstraklasy, wskutek przerwy wywołanej epidemią zakończonego dopiero w lipcu, otrzymały z praw telewizyjnych w sumie rekordową kwotę 225 mln zł. Najwięcej z tego medialnego tortu przypadło zwycięzcy rozgrywek, czyli Legii Warszawa (31,3 mln zł), wicemistrz Lech Poznań otrzymał 26,45 mln zł, a zdobywca trzeciego miejsca, Piast Gliwice – 20,9 mln zł. W poprzednim sezonie kluby więcej jednak niż ze sprzedaży praw mediowych zarobiły na swoich działaniach komercyjnych, czyli głównie z umów sponsorskich, ze sprzedaży reklam oraz koszulek i innych pamiątek klubowych. W ubiegłym roku przychody klubów ekstraklasy w tego tytułu wyniosły 283,6 mln zł, wobec 278 mln zł rok wcześniej. Natomiast wpływy z tzw. dni meczowych (czyli sprzedaży biletów i cateringu stadionowego) zwiększyły się z 83 do 87,6 mln złotych.
Z raportu wynika, że po raz kolejny Legia jest najbogatszym klubem ekstraklasy – bez dochodów z transferów uzyskała w poprzednim roku 123,9 mln zł przychodu (70,9 mln zł wpływów komercyjnych, 27,8 mln zł z dni meczowych, a 25,2 mln zł z transmisji). Przychody drugiej w zestawieniu Lechii Gdańsk wyniosły 51,2 mln zł, z czego po ponad 40 proc. stanowiły wpływy z transmisji i komercyjne, a tylko 16 proc. przychody z dni meczowych.
Trzeci na liście ligowych krezusów Lech Poznań zanotował mniejsze przychody – zarobił tylko 46,1 mln zł wobec 57,1 mln zł rok wcześniej. Ale po tym sezonie „Kolejorz” z pewnością osiągnie dużo lepsze wyniki finansowe, ponieważ jako jedyny polski klub awansował do fazy grupowej Ligi Europy, a ponadto korzystnie transferował Kamila Jóźwiaka do Derby County (5 mln euro), Roberta Gumnego do FC Augsburg (3,5 mln euro) oraz Jakuba Modera do Brighton & Hove Albion za 11 mln euro. W sumie zatem tylko z tych trzech transferów poznański klub uzyskał blisko 20 mln euro. Warto też odnotować pozyskanie przez „Kolejorza” kolejnego znaczącego sponsora, jakim stała się firma AliExpress, należąca do światowych potentatów w sprzedaży online. Lech jest pierwszym klubem sportowym na świecie, z którym firma AliExpress zawarła umowę sponsorską. Na razie tylko na ten sezon. Jej logo pojawiło się na spodenkach piłkarzy Lecha już w niedzielnym meczu z Cracovią.
Na razie jednak pieniądze nie przesądzają o lokatach w obecnych rozgrywkach ekstraklasy. Liderem jest dysponujący wielokroć skromniejszym budżetem od Legii Raków Częstochowa, a warszawski zespół z siedmiu rozegranych dotąd spotkań wygrał tylko cztery, jedno zremisował, a dwa przegrał. Jak na finansowego i sportowego potentata naszej ligi to urobek niezbyt imponujący. No i trzeba pamiętać, że legioniści odpadli w kwalifikacjach Ligi Mistrzów z cypryjską Omonią Nikozja, a w kwalifikacjach Ligi Europy z azerskim Karabachem Agdam.
W lepszej sytuacji jest więc Lech, który awansował do fazy grupowej Ligi Europy, w której wstydu polskiemu futbolowi chyba nie przyniesie, sądząc po naprawdę dobrym występie podopiecznych trenera Dariusza Żurawia w przegranym 2:4 meczu 1. kolejki z Benficą Lizbona. Za rok w raporcie Deloitte najbogatszym klubem może być więc nie Legia, tylko Lech.