PKO Ekstraklasa: Kluby już szykują się do transferów

Do otwarcia letniego okienka transferowego jest jeszcze trochę czasu, ale w klubach PKO Ekstraklasy już zaczęły się przymiarki do kadrowych roszad. Na razie przeważają informacje o odejściach zawodników, ale polowanie na nowych graczy już się zaczęło, lecz planowane ruchy kadrowe trzymane są w tajemnicy.

Dla przypomnienia – w zakończonych niedawno rozgrywkach naszej ekstraklasy triumfował zespół Legii Warszawa. Tytuł wicemistrzowski wywalczył Raków Częstochowa, a brązowy medal Pogoń Szczecin. Ponieważ ekipa Rakowa zdobyła też Puchar Polski, czwarty w tabeli Śląsk Wrocław w nowym sezonie zagra w kwalifikacjach europejskich pucharów. Ekstraklasę opuściła drużyna Podbeskidzia Bielsko-Biała. Od nowego sezonu ekstraklasa liczyć będzie 18 zespołów, ale w sezonie 2020/2021 rywalizowało jeszcze 16 drużyn, co oznacza, że rozegrano240 meczów. Wystąpiło w nich 489 zawodników, z których 190 to obcokrajowcy.
Po zakończeniu sezonu Legia ogłosiła, że latem z klubu odejdą: Mateusz Cholewiak, Radosław Cierzniak, Walerian Gwilia, Igor Lewczuk, Nazarij Rusyn i Artem Szabanow (koniec wypożyczenia z Dynama Kijów), Joel Valencia (koniec wypożyczenia z Brentford), Marko Vesović. Wszystko wskazuje, że latem odejdzie też Paweł Wszołek, który finalizuje transfer z Unionem Berlin. .
Raków Częstochowa pożegnał natomiast Dominik Holeca (Sparta Praga), Jarosława Jacha (Crystal Palace), Piotr Malinowskiego, Kamila Piątkowskiego (Red Bull Salzburg), Branislava Pindrocha i Petra Schwarza (Śląsk Wrocław). Pogoń Szczecin podziękowała za dalszą współpracę Adamowi Frączczakowi, Davidowi Stecowi i Tomasowi Podstawskiemu. Śląsk Wrocław z kolei pożegnał Gullermo Cotugno, Israela Puerto, Mathieu Scaleta, Dariusza Szczerbala i Macieja Wilusza.
Piast Gliwice z obecnej kadry jeszcze nikogo nie skreślił, podobnie jak Warta Poznań i Stali Mielec. Lechia Gdańsk odesłała do Anderlechtu Bruksela Kenny’ego Saiefa, a Zagłębie Lubin podało, że latem odejdą Jakub Bednarczyk (FC Sankt Pauli), Dorde Crnomarković (Lech Poznań), Samuel Mraz (SSC Napoli) i Miroslav Stoch. Jagiellonia odchudziła liczną kadrę żegnając się z Arielem Borysiukiem, Fernanem Ferreiroą, Andrejem Kadlecem, Maciejem Makuszewskim, Damianem Węglarzem i Kamilem Wojtkowskim. Górnik Zabrze oddał Michała Koja, a Lech Poznań Tomasza Dejewskiego, Niko Kaczarawę, Wasyla Krawenia, Tymoteusza Puchacza i Huberta Sobola (Wisła Kraków). Wisła Płock pozbyła się Airama Cabrery, Angela Garci, Giorgia Merebaszwiliego, Julio Rozdrigueza, Cilliana Sheridana i Alan Urygę.
Z Wisły Kraków odchodzą natomiast Vulnet Basha, Rafał Boguski, Łukasz Burliga, Jean Carlos Silva (Pogoń Szczecin), Souleymane Kone, David Mawutor, Zan Medved i Uros Radaković. Lokalny rywal wiślaków, Cracovia, „puściła w obieg” na razie Diego Ferraresso, Ivan Fiolicia, Jakuba Koseckiego, Dawida Szymonowicza, Tomasa Vestenicky’ego (Czajka Piesczanokopskoje).

PKO Ekstraklasa: Już osiem klubów wymieniło trenerów

Im bliżej zakończenia rozgrywek, tym więcej mamy trenerskich dymisji. Serię zwolnień zapoczątkowała Jagiellonia, w której od 17 marca Bogdana Zająca zastąpiono Rafałem Grzybem, a po przerwie na reprezentację szkoleniowców wymieniły Śląsk Wrocław, Lech Poznań, Stal Mielec i Wisła Płock. W sumie od początku sezonu połowa z 16 klubów ekstraklasy zmieniła trenerów.

W sumie w tym sezonie zmian trenerów dokonano w połowie z szesnastu klubów ekstraklasy: Legii Warszawa, Lechu Poznań, Śląsku Wrocław, Jagiellonii Białystok, Podbeskidziu Bielsko-Białą, Stali Mielec, Wiśle Kraków i Wiśle Płock. Najbardziej pod tym względem aktywne są władze beniaminka Stali Mielec, bo Włodzimierz Gąsior jest w tym sezonie już trzecim szkoleniowcem, którego zatrudniono w tym klubie. Zespół zaczął rozgrywki pod wodzą Dariusza Skrzypczaka, ale już 11 listopada ub. roku zastąpił go na posadzie Leszek Ojrzyński, którego po bezbramkowym remisie w 24. kolejce z Wartą Poznań prezes Stali Mielec Jacek Klimek uznał za człowieka niezdolnego już do wyprowadzenia zespołu z kryzysu i utrzymania go w ekstraklasie i nagle bez żadnego uprzedzenia podziękował mu za dalszą pracę. W jego miejsce zatrudnił rodowitego mielczanina, wychowanka klubu, wieloletniego piłkarza Stali i wielokrotnego trenera tej drużyny. 73-letni Włodzimierz Gąsior zaczynał pracę szkoleniową właśnie w mieleckim klubie, a miało to miejsce bardzo dawno tremu, bo w 1981 roku, zaś po raz ostatni był trenerem piłkarzy Stali w latach 2012-2014, a po zwolnieniu z II-ligowej wówczas Siarki Tarnobrzeg od 11 marca 2019 roku pozostawał bezrobotny. Być może ten trenerski weteran znajdzie jakiś sposób na utrzymanie mielczan w ekstraklasie, lecz trzeba uczciwie przyznać, że postawiono przed nim zadanie z gatunku niewykonalnych. Dla przypomnienia – Ojrzyński przejmował zespół gdy zajmował on 15. miejsce w tabeli, zostawił go na ostatnim, nie dokonał zatem żadnego postępu. A Gąsior żadnym trenerskim cudotwórcą nie jest, zaś w ostatnich sześciu kolejkach Stal czekają wyjazdowe potyczki z Jagiellonią Białystok, Lechem Poznań i Śląskiem Wrocław, a u siebie z Zagłębiem Lubin, Pogonią Szczecin i Legią Warszawa. I raczej żaden z tych zespołów nie potraktuje mielczan ulgowo, bo każdy z nich ma o coś walczyć, choćby tylko o jak najwyższe miejsce w ligowej tabeli na koniec sezonu.
W tym sezonie do niższej ligi spadnie z ekstraklasy tylko ostatni zespół, a w tej chwili sytuacja jest w tym względzie już bardzo klarowna – zajmująca po 24 kolejkach ostatnią lokatę Stal ma do rozegrania jeszcze u siebie zaległy mecz z Rakowem Częstochowa, lecz nawet jeśli w nim zwycięży, co byłoby sporą sensacją, to wyprzedzi tylko innego z beniaminków, Podbeskidzie Bielsko-Biała. Te dwie drużyny plus Cracovia i Wisła Płock tworzą grupę spadkową i wszystko wskazuje, że jeden z tych zespołów zazna goryczy degradacji. Dwunasta w tabeli Wisła Kraków ma siedem punktów przewagi nad Podbeskidziem i osiem nad Stalą, a od Cracovii dzieli ją pięć „oczek”.
Nieciekawie rysują się jednak perspektywy dla płockiej Wisły, w której władze klubu w miniony poniedziałek w trybie nagłym zwolniły trenera Radosława Sobolewskiego, a wraz z nim także jego asystenta Mariusza Kondaka. 44-letni Sobolewski prowadził zespół „Nafciarzy” od 4 sierpnia 2019 roku, ostatnio jednak jego relacje z władzami płockiego klubu nie były najlepsze, czemu trudno się dziwić gdy zespół w siedem kolejkach z rzędu nie odnosi zwycięstwa i zdobywa w nich tylko dwa punkty. Wygląda więc na to, że Sobolewski z premedytacją jeszcze przed sobotnim meczem z Pogonią w Szczecinie ogłosił, iż nie przedłuży kontraktu z płockim klubem i po tym sezonie odejdzie. Porażka 0:2 z „Portowcami” przelała czarę i władze klubu podjęły jedyną rozsądną w takiej niejasnej sytuacji decyzję. Dla Sobolewskiego była to pierwsza samodzielna trenerska praca, lecz jej efektami nie ma co się specjalnie chwalić – w 58 ligowych meczach pod jego wodzą „Nafciarze” zdobyli tylko 75 punktów, a w tym samym okresie gorsza pod tym względem w ekstraklasie była tylko krakowska Wisła (72 pkt), z której Sobolewski przeniósł się do Płocka, a teraz ponoć jest bardzo po cichu przymierzany do roli następca obecnego trenera, Niemca
Petera Hyballi.
Zmiany trenerów nie zawsze przynoszą oczekiwany skutek, ale w 24. kolejce szefowie Lecha Poznań mogli chyba być zadowoleni, że w końcu dokonali zmiany na stanowisku szkoleniowca. Co prawda zatrudniony w miejsce zwolnionego Dariusza Żurawia Maciej Skorża niedzielny mecz z Legią Warszawa oglądał z perspektywy trybun, zaś z ławki trenerskiej zespół „Kolejorza” prowadził asystent Żurawia Janusz Góra, to nie wnikając który z nich miał większe zasługi, bezbramkowy remis z liderem ekstraklasy z całą pewnością należy uznać za sukces lechitów, którym udało się przerwać zwycięską serię legionistów (wcześniej wygrali sześć meczów z rzędu).
Legia nie pokazała na stadionie Lecha tych atutów, dzięki którym wygrywała w poprzednich spotkaniach. Gracze „Kolejorza” zdołali je skutecznie zneutralizować, lecz przez to, że skupiali się głównie na destrukcji mecz nie stał wysokim poziomie. „Liczyliśmy na kontynuowanie zwycięskiej serii, ale wiedzieliśmy, że chociaż Lech ma swoje problemy, to w starciu z nami będzie miał dodatkową motywację, chociaż nowy trener był jeszcze obecnego tylko na trybunach” – przyznał szkoleniowiec stołecznej drużyny Czesław Michniewicz. I zapewniał: „Na pewno stać nas na lepszą i bardziej płynną grę oraz tworzenie większej liczby sytuacji podbramkowych. Powiedziałem to zawodnikom w szatni. Nie było w naszym zespole euforii ani smutku, raczej zaduma nad tym, co się stało. Remis jest sprawiedliwym wynikiem, bo żaden z zespołów nie był tego dnia na tyle lepszy od drugiego, żeby wygrać to spotkanie”.
Lech postawił większy opór liderowi PKO Ekstraklasy w porównaniu z jego poprzednimi przeciwnikami, z drugą w tabeli Pogonią Szczecin na czele. Kolejorz poradził sobie z powstrzymaniem wszystkich ataków Legii, a kilkakrotnie próbował umieścić piłkę w bramce Artura Boruca. „Odczuwamy lekki niedosyt, ponieważ mieliśmy więcej klarownych szans na zdobycie bramki. Chcę pochwalić drużynę za podjęcie walki i postawienie wysokich wymagań Legii. Przeciwnik miał tylko jedną dobrą sytuację bramkową. Chcieliśmy grać ofensywnie i momentami to nam się udawało. Ale Legia dobrze grała w obronie i dlatego cieszymy się także z tego jednego punktu. Zastanawialiśmy się, jaki impuls dać drużynie po ostatnim niepowodzeniu. Po rozmowach z zawodnikami doszliśmy do wniosku, że trzeba dokonać zmian w założeniach taktycznych. Nasi piłkarze wykonali zadanie i trochę tylko szkoda, że nie zdołali strzelić gola” – ocenił występ lechitów ich jednorazowy trener Janusz Góra. Ciekawe, czy zostanie przy Bułgarskiej jako członek sztabu szkoleniowego Macieja Skorży…

Skorża wrócił do Lecha

Potwierdziły się medialne spekulacje, że w Lechu Poznań następcą zwolnionego trenera Dariusza Żurawia zostanie Maciej Skorża. Dla 49-letniego szkoleniowca to powrót do poznańskiego klubu. Podpisał kontrakt do 30 czerwca 2023 roku, ale w niedzielnym meczu z Legią zespołu Lecha nie miał odwagi poprowadzić.

Skorża był już trenerem ekipy „Kolejorza” w latach 2014-2015. Przejął zespół 1 września 2014 z rąk Krzysztofa Chrobaka, który niespełna trzy tygodnie wcześniej zastąpił zwolnionego Mariusza Rumaka. Asystentami Skorży zostali wtedy Dariusz Żuraw i Tomasz Rząsa. Pierwszego z nich zastąpił w roli szkoleniowca, a drugi z wymienionych będzie de facto jego przełożonym, bo jest dyrektorem sportowym Lecha.
Pierwsza przygoda Skorży z Lechem pod względem sportowym była udana, bo pod jego wodzą drużyna w sezonie 2014/2015 zdobyła mistrzostwo Polski i sięgnęła po Superpuchar Polski. W przerwie letniej coś się jednak w dobrze funkcjonującym mechanizmie popsuło, bo lechici nowe rozgrywki w ekstraklasie zaczęli fatalnie, szybko też odpadli w kwalifikacjach Ligi Mistrzów po dwóch porażkach z FC Basel. Ale w Lidze Europy zdołali awansować do fazy grupowej, więc nie było jeszcze dramatu.
Niestety dla Skorży, zespół przegrywał w krajowej lidze mecz za meczem i coraz bardziej tracił szanse na obronienie mistrzowskiego tytułu. Czarę goryczy przelała dotkliwa wyjazdowa porażka w 11. kolejce z Cracovią – lechici przegrali w Krakowie aż 2:5 i następnego dnia zarząd poznańskiego klubu ogłosił dymisję Skorży, zatrudniając w jego miejsce Jana Urbana. Po tym niepowodzeniu Skorża aż do 23 maja 2017 roku pozostawał bezrobotny, ale tego dnia uśmiechnęło się do niego szczęście, bo dostał angaż w Pogoni Szczecin. Od nowego sezonu miał w ekipie „Portowców” zastąpić Kazimierza Moskala. W okresie przygotowawczym coś chyba jednak poszło nie tak, bo szczeciński zespół, który w poprzednich rozgrywkach zajął siódme miejsce, pod wodzą Skorży w 14 ligowych meczach wygrał tylko dwa razy, trzy spotkania zremisował, a w dziewięciu doznał porażek, strzelając w sumie 11 goli i tracąc aż 23. Nie były to wyniki do zaakceptowania dla władz szczecińskiego klubu, bo nie takich spodziewali się po trenerze, który miał w dorobku trzy mistrzowskie tytuły (dwa z Wisłą Kraków i jeden z Lechem), trzy Puchary Polski (dwa z Legią i jeden z Groclinem Dyskobolią Grodzisk Wielkopolski), Superpuchar Polski (z Lechem) i Puchar Ekstraklasy (z Groclinem Dyskobolią). Zwolniony 30 października 2017 roku za porozumieniem stron Skorża zostawiał Pogoń na ostatnim miejscu w tabeli .
W Polsce jego trenerska marka mocno po tym niepowodzeniu podupadła, ale w Zjednoczonych Emiratach Arabskich o tym chyba nie wiedziano, bo 19 marca 2018 Skorża został selekcjonerem kadry olimpijskiej ZEA i utrzymała się na tym stanowisku do 28 lutego 2020 roku. Gdy prowadzony przez niego zespół nie zakwalifikował się do igrzysk w Tokio, podziękowano mu za dalsza pracę i odesłano do Polski.
Po powrocie jego nazwisko od czasu do czasu pojawiało się w medialnych spekulacjach ilekroć zapowiadało się na zmianę trenera w którymś z naszych topowych zespołów. Tak też było w przypadku Lecha Poznań, bo pozycja Dariusza Żurawia słabła od wielu miesięcy. Jego notowania na krótko wzrosły w marcu, po wyjazdowych wygranych w 19. i 20. kolejce z Wartą Poznań (2:1) i Pogonią Szczecin (1:0), lecz potem przyszła seria trzech meczów bez zwycięstwa – remis z Piastem (0:0) oraz porażki u siebie z Jagiellonią (2:3) i na wyjeździe z Cracovią (1:2). Władze „Kolejorza” uznały, że czas Żurawia się skończył.
Skorża nie miał oporów przed objęciem posady po swoim dawnym współpracowniku, ale wykazał się rozwagą nie przejmując zespołu w przededniu ligowego meczu z Legią. Kibiców wprawdzie na trybunach w niedzielnym meczu nie było , ale zważywszy na swoje związki z Legią, Wisłą Kraków i Pogonią Skorża byłby pewnie przez nich, podobnie jak Czesław Michniewicz w Legii, potraktowany z rezerwą. Obu w oczach fanów „rozgrzeszyłoby” go jedynie zwycięstwo, lecz nikt Lechowi nie dawał na to szans.

24. kolejka ekstraklasy

Najciekawiej w tej ligowej kolejce zapowiada się niedzielny mecz Lecha Poznań z Legią Warszawa. W poznańskim klubie doszło do zmiany trenera, a w stołecznym wybuchła „afera Kapustki”.

Komisja Ligi zażądała od władz Legii wyjaśnień po tym, gdy w internecie pojawiły się zdjęcia Bartosza Kapustki imprezującego po meczu z Pogonia Szczecin na prywatce. To poważne złamanie przepisów epidemicznych i pewnie nie obędzie się bez sankcji. Ale Lechowi zapewne w niczym to nie pomoże. Faworytem niedzielnego meczu na Bułgarskiej jest lider ekstraklasy.
Zestaw par 24. kolejki ekstraklasy:
Piątek: Jagiellonia Białystok – Cracovia, godz. 18:00, sędziuje Paweł Gil (Lublin); Wisła Kraków – Raków Częstochowa, godz. 20:30, sędziuje Szymon Marciniak (Płock). Sobota: Pogoń Szczecin – Wisła Płock, godz. 15:00, sędziuje Łukasz Kuźma (Białystok); Warta Poznań – Stal Mielec, godz. 17:30, sędziuje Tomasz Kwiatkowski (Warszawa); Śląsk Wrocław – Lechia Gdańsk, godz. 20:00, sędziuje Piotr Lasyk (Bytom). Niedziela: Zagłębie Lubin – Podbeskidzie Bielsko-Biała, godz. 15:00, sędziuje Jarosław Przybył (Kluczbork); Lech Poznań – Legia Warszawa, godz. 17:30, sędziuje Bartosz Frankowski (Toruń). Poniedziałek: Piast Gliwice – Górnik Zabrze, godz. 18:00, sędziuje Krzysztof Jakubik (Siedlce).

Legia wstrzymała Pogoń

Lider ekstraklasy zadziwiająco łatwo pokonał na swoim boisku wicelidera. Legia Warszawa wygrała z Pogonią Szczecin 4:2 i po tym zwycięstwie ma już nad „Portowcami” dziesięć punktów przewagi, a do końca rozgrywek pozostało już tylko siedem kolejek. Legioniści mogą już powoli mrozić szampany.

Zespół Pogoni Szczecin przed sobotnim wyjazdowym spotkaniem z Legią Warszawa w 22 ligowych meczach stracił zaledwie 13 goli i pławił się w glorii najszczelniejszej defensywy w PKO Ekstraklasie. W rundzie jesiennej na swoim stadionie „Portowcy” wywalczyli w starciu z legionistami bezbramkowy remis, wygląda jednak na to, że trener stołecznej drużyny Czesław Michniewicz przed rewanżową potyczką uważnie przeanalizował taktykę gry stosowaną przez swojego odpowiednika w Pogoni Kostę Runajicia. W odróżnieniu jednak od niemieckiego szkoleniowca, który przed meczem na Łazienkowskiej chwalił się, że wie jak trzeba grać przeciwko Legii, w drugą stronę nie składał publicznie żadnych tego typu deklaracji.
Demolka w pół godziny
I kto wie, może właśnie dlatego legioniści tak mocno zaskoczyli szczecinian w pierwszych 30 minutach gry. „Portowcy” pierwszego gola stracili już w 3. minucie gry, po kwadransie przegrywali już 0:3, a w 29. minucie stracili czwartą bramkę. Taka kanonada w wykonaniu gospodarzy wprowadziła w szczecińskiej drużynie kompletny chaos – zawodnicy Runjaicia gubili koncept się już po dwóch, trzech podaniach, po stracie piłki zbyt wolno wracali na swoje pozycje, a panującego bałaganu w organizacji gry nie zdołał opanować wprowadzony już w 23. minucie świeżo upieczony debiutant w reprezentacji Polski 17-letni Kacper Kozłowski, który zmienił kompletnie „zagubionego w akcji” Portugalczyka Luisa Matę. Legioniści przez pierwsze dwa kwadranse meczu grali wręcz koncertowo, jakby chcieli pokazać, że selekcjoner biało-czerwonych Paulo Sousa popełnił błąd faworyzując w kadrze piłkarzy z Pogoni kosztem graczy lidera ekstraklasy. Dokazywali zwłaszcza pominięty Bartosz Kapustka i trzymany na uboczu Bartosz Slisz. Legioniści zmiażdżyli najlepszą defensywę w ekstraklasie, ale nasyciwszy czterema golami swoje urażone ambicje zwolnili tempo i już nie atakowali z taką zawziętością.
Szczecinianie jeszcze przed przerwą trochę ochłonęli i nawet zdołali strzelić honorowego gola, a po zmianie stron momentami nawet przeważali, lecz chociaż legioniści dali sobie wbić jeszcze jedną bramkę i ostatecznie wygrali tylko 4:2, to nawet przez moment ich zwycięstwo nie było zagrożone.
Dzięki wygranej zespół Legii powiększył przewagę nad drugą w tabeli Pogonią do 10 punktów. Pauzujący w tej kolejce z powodu przełożonego meczu ze Stalą Mielec trzeci w zestawieniu Raków Częstochowa ma w tej chwili już 14 punktów straty do Legii, a kolejne w stawce zespoły Lechii Gdańsk i Piasta Gliwice tracą do legionistów odpowiednio 15 i 16 „oczek”. Można więc na siedem kolejek przed zakończeniem rozgrywek uznać, że rywalizacja o mistrzostwo została de facto rozstrzygnięta na korzyść obrońców tytułu.
Lechia, Piast i Śląsk gonią czołówkę
Lechia Gdańsk pokonała Zagłębie Lubin 3:1. Gole dla gdańskiej drużyny strzelili Łukasz Zwoliński, Mario Maloca i Żarko Udovicić, zawodnicy którzy jeszcze do niedawna byli przez trenera Piotra Stokowca trzymani w głębokim odwodzie. W spotkaniu z „Miedziowymi” dostali szansę wykazania się i nie sprawili zawodu. Dzięki wygranej Lechia przesunęła się na czwarte miejsce i ma do drugiej Pogoni już tylko pięć punktów straty. Od trzeciego Rakowa gdańszczan dzieli tylko jeden punkt, lecz trzeba pamiętać, że częstochowianie w tej kolejce pauzowali z powodu wykrycia w ich ekipie zakażeń koronawirusem, a mieli grać w Mielcu z walczącą o utrzymanie Stalą. Ale nawet w przypadku wygranej z mielczanami ich przewaga nad Lechią urośnie do czterech „oczek”, a taki dystans jest jeszcze możliwy do odrobienia w ostatnich siedmiu ligowych kolejkach.
Aspiracji na włączenie się do walki o dwie premiowane awansem do europejskich pucharów lokaty, zajmowane obecnie przez Pogoń i Raków, ma także Piast Gliwice, który w 23. kolejce wywiózł komplet punktów z Płocka, pokonując tamtejszą Wisłę 1:0. Piast pnie się systematycznie w górę tabeli i jest już coraz bliżej miejsca premiowanego grą w europejskich pucharach. W meczu z „Nafciarzami” ekipa trenera Waldemara Fornalika była murowanym faworytem i nie zawiodła oczekiwań. Inna sprawa, że wyniki płocczan w ostatnim czasie nie powalają – mecz z Piastem był ich siódmym z rzędu bez zwycięstwa.
Do walki o prawo gry w europejskich pucharach może też włączyć się Śląsk Wrocław. W świąteczny poniedziałek wrocławianie pokonali na wyjeździe Jagiellonię 1:0. Był to udany debiut Jacka Magiery w roli trenera Śląska. 44-letni szkoleniowiec wrócił do ekstraklasy po blisko czterech latach przerwy.
Warta wyżej od Lecha
W Poznaniu niebieska część miasta znów przeżywała bolesne rozczarowanie, bo piłkarze Lecha przegrali w Krakowie z Cracovią 1:2 i de facto rozwiali w sercach swoich fanów ostatnie złudzenia, że „Kolejorz” zdoła jeszcze w tym sezonie włączyć się do walki o czołowe miejsca. W zgoła odmiennych nastrojach była natomiast zielona część Poznania, kibicująca Warcie, bo ich ulubieńcy niespodziewanie wygrali w Zabrzu z Górnikiem 2:1 i po 23 kolejkach są w tabeli ekstraklasy o trzy miejsca i trzy punkty wyżej od lechitów. Piłkarze Warty sprawiają nawet wrażenie lekko zakłopotanych tą sytuacją, ale fakty świadczą na ich korzyść – Warta jest bez wątpienia jedną z największych rewelacji sezonu. Skazywany na niemal pewną degradację beniaminek wspiął się na szóste miejsce i ma lepszy dorobek nie tylko od Lecha, ale też innych zasiedziałych w najwyższej lidze drużyn Górnika, Jagiellonii, Cracovii, Wisły Kraków i Wisły Płock. „Zieloni” przegrali w tym roku tylko trzy mecze – z Cracovia, Legią oraz właśnie Lechem, ale wygrali aż sześć. I nie są już zespołem skupionym wyłącznie na zaciekłej obronie, lecz pod wodzą trenera Piotra Tworka stali się ekipą prezentującą coraz bardziej miły dla oka futbol. Chyba zaczęli to dostrzegać także kibice Lecha, bo zamiast okazywać warciarzom lekceważenie czy jawną niechęć, coraz częściej biją im brawo. Niewątpliwie bardziej z chęci dokuczenia zawodzącym ich oczekiwania graczom „Kolejorza”, ale też coraz bardziej w dowód uznania.
Na Bułgarskiej porażka z Cracovią wyczerpała ostatnie rezerwy wyrozumiałości dla trenera Dariusza Żurawia. We wtorek władze klubu poinformowały o jego zwolnieniu. Żuraw jest siódmym trenerem, który w tym sezonie stracił posadę w ekstraklasie. Pracował w Lechu od 1 kwietnia 2019 roku.
Pekhart goni wynik Nikolicia
W 23. kolejce lider klasyfikacji strzelców Tomas Pekhart strzelił dwa gole i powiększył swój bramkowy dorobek do 21 trafień. Czeski napastnik Legii ma już tytuł króla strzelców w kieszeni, bo na kolejnym graczami w zestawieniu ma 11 bramek przewagi. Kibiców ciekawi więc co najwyżej ile będzie miał goli na koniec rozgrywek. W trzech poprzednich sezonach do zdobycia strzeleckiej korony wystarczały 24 trafienia – z takim dorobkiem wygrywali: w sezonie 2019/2020 Duńczyk Christian Gytkjaer (Lech), w sezonie 2018/2019 Hiszpan Igor Angulo (Górnik), a w sezonie 2017/2018 Hiszpan Carlitos (Wisła Kraków). W ostatniej dekadzie najlepszy wynik „wykręcił” w Legii Węgier Nemanja Nikolić, który sezon 2014/15 zakończył z dorobkiem 28 goli.

48 godzin sport

Cracovia może obronić trofeum
W rozegranych we wtorek i środę meczach ćwierćfinałowych piłkarskiego Pucharu Polski broniąca trofeum Cracovia (na zdjęciu) wygrała na wyjeździe z drugoligową Chojniczanką Chojnice 3:0 po golach Pelle van Amersfoorta (14, 57) i Daniela Pika (55). Wyniki pozostałych spotkań: Puszcza Niepołomice – Arka Gdynia 2:5 (gole: Marcin Stefanik 45 karny, Erik Cikos 90 – Mateusz Żebrowski 37, Maciej Rosołek 53, Marcus Vinicius 71 karny i 88, Luis Valcarce 90); Lech Poznań – Raków Częstochowa 0:2 (gole: Andrzej Niewulis 69, Vladislavs Gutkovskis 77); Legia Warszawa – Piast Gliwice 1:2 (gole: Rafael Lopes 66 – Jakub Świerczok 8, Tiago Alves 78). W półfinale zmierzą się: Arka z Piastem i Cracovia z Rakowem.

Rafał Gikiewicz w jedenastce miesiąca w Bundeslidze
Robert Lewandowski nie znalazł się w „jedenastce miesiąca” w Bundeslidze. Za występy w lutowych kolejkach niemieckie media dwa miejsca w ataku przyznały Erlingowi Haalandowi i Christopherowi Nkunku z RB Lipsk. Bayern co prawda miał w poprzednim miesiącu chwilę kryzysu, ale Lewandowski nie zawodził i regularnie w każdym meczu powiększał swoje bramkowe kontro. Co ciekawe, z bawarskiego zespołu w „jedenastce lutego” znalazł się pomocnik Leon Goretzka, chociaż który w lutym miał sporą przerwę z powodu pozytywnego wyniku testu na Covid-19. „Jedenastkę miesiąca” w lutym zdominowali gracze VfL Wolfsburg, których w zestawieniu pojawiło się aż czterech. Po dwóch swoich reprezentantów miała Borussia Dortmund i RB Lipsk. Ale wśród najlepszych znalazł się inny z Polaków grających w Bundeslidze – bramkarz Augsburga Rafał Gikiewicz, który w lutym przepuścił tylko pięć goli i zbierał wysokie oceny po każdym występie.

Kubot w tenisowej kadrze Polski na mecz z Salwadorem
Łukasz Kubot, były lider deblowego rankingu ATP Tour, wystąpi w Kalisz Arenie, w spotkaniu Pucharu Davisa Polska – Salwador w Grupie Światowej II. Rywalizacja toczyć się będzie w dniach 5-6 marca w Kaliszu. Kapitan Mariusz Fyrstenberg skorzystał z możliwości dokonania korekty w składzie – Kubot zastąpił Szymona Walkowa, a oprócz niego w biało-czerwonych barwach wystąpią w Kaliszu Kamil Majchrzak, Kacper Żuk, Wojciech Marek i Jan Zieliński.

W ten weekend gra piłkarska ekstraklasa
Zestaw par 20. kolejki PKO Ekstraklasy. Piątek: Wisła Kraków – Górnik Zabrze, godz. 20:30. Sobota: Podbeskidzie Bielsko-Biała – Lechia Gdańsk, godz. 15:00; Zagłębie Lubin – Jagiellonia Białystok, godz. 17:30; Raków Częstochowa – Cracovia, godz. 20:00. Niedziela: Piast Gliwice – Stal Mielec, godz. 12:30; Pogoń Szczecin – Lech Poznań, godz. 15:00; Śląsk Wrocław – Legia Warszawa, godz. 17:30. Poniedziałek: Warta Poznań – Wisła Płock, godz. 18:00.

Swoboda z koronawirusem nie wystartuje w Toruniu
Ewa Swoboda (na zdjęciu) nie obroni tytułu halowej mistrzyni Europy sprzed dwóch lat w biegu na 60 metrów. Sprinterka uzyskała pozytywny wynik testu na koronawirusa. W środę wieczorem pozytywny wynik dał też drugi test. „Szans na występ w imprezie już nie ma” – przekazała jej trenerka Iwona Krupa. Występ Swobody w trwających od czwartku w Toruniu Halowych Mistrzostwach Europy 2021 był wyznaczony na niedzielę 7 marca. Polka była faworytką do złota na dystansie 60 m, bo po rezygnacji z występu w Toruniu liderki europejskich tabel wynikowych, Brytyjki Diny Asher-Smith, w stawce zgłoszonych w tej konkurencji rywalek w tym roku Polka miała najlepszy rezultat. W toruńskich mistrzostwach nie wystartuje też z powodu kontuzji Konrad Bukowiecki. Kulomiot złamał palec u nogi z przemieszczeniem, czeka go operacja i dłuższa przerwa na rehabilitację.

PKO Ekstraklasa: Grać trzeba do końca

W 19. kolejce dała o sobie znać stara piłkarska zasada, że walczyć o zwycięstwo trzeba do ostatniego gwizdka sędziego. W ostatnich sekundach gry wygrały wyjazdowe mecze zespoły Lecha Poznań i Piasta Gliwice, a lider, Legia Warszawa, w Zabrzu zwycięską bramkę w meczu z Górnikiem zdobył w 82 minucie.

W rozgrywanych w Grodzisku Wielkopolskim derbach Poznania Lech do 80. minuty przegrywał z Wartą 0:1 po golu Mateusza Kuziemskiego. Na 10 minut przed końcem regulaminowego czasu gry wyrównującą bramkę zdobył pozyskany w zimowym oknie transferowym Aron Johannsson, a w 4. minucie doliczonego czasu gry, dosłownie w ostatniej akcji meczu, piłkę do bramki rywali w przypadkowych okolicznościach wpakował Pedro Tiba. Trudno w to uwierzyć, ale ekipa „Kolejorza” zdołała odrobić straty i odwrócić losy spotkania po raz pierwszy od 24 listopada 2018 roku, kiedy to przegrywał 0:1 z Wisłą Płock, lecz ostatecznie wygrał 2:1. Od tego czasu lechici aż 34 razy pozwalali rywalom pierwszym strzelić gola i ani razu nie odnieśli zwycięstwa. Przełamali ten impas dopiero
po 825 dniach.
Nie mogą być jednak specjalnie dumni z pokonania lokalnego rywala, bo na tle Warty Lech jest futbolową potęgą, tymczasem przed piątkowym meczem w tabeli ekstraklasy zajmował niższą lokatę. Kibice „Kolejorza” nie kryli niezadowolenia i dawali niedwuznacznie do zrozumienia, że porażki w derbach swoim ulubieńcom nie darują. Trener Dariusz Żuraw od dłuższego czasu żyje pod presją dymisji, czym zdaje się być już trochę zmęczony, więc kolejne groźby nie robią na nim większego wrażenia. Ale miał świadomość, że ewentualna porażka z niepokonaną w tym roku Wartą może uczynić go bezrobotnym. Lechici mieli jednak w piątkowy wieczór furę szczęścia, bo nie jest łatwo pokonać zespół, który zawzięcie broni się niemal całą jedenastką i jeśli wygrywa, to 1:0 (tak pokonał Cracovię, Piasta i Zagłębie), a jeśli traci gola, to jednego i remisuje 1:1. Skoro jednak „Kolejorz” pokonał niepokonanych w tym roku warciarzy 2:1, to teraz już ze zwycięskiej ścieżki chyba raczej już nie zboczy. Na mistrzowski tytuł nikt Lechowi szans już nie daje, lecz „na stole” leżą jeszcze 33 punkty do zdobycia, więc chyba za wcześnie jest na rozdawanie medali.
Tym bardziej, że do ścigających Legię zespołów Pogoni i Rakowa niepostrzeżenie zbliżyła się Lechia Gdańsk, która w sobotę pokonała na wyjeździe Stal Mielec, notując trzecie zwycięstwo z rzędu w tym roku. Gdańszczanie wygrali co prawda po mocno kontrowersyjnym golu Łukasza Zwolińskiego, ale zdobytych punktów nikt im nie odbierze, a dzięki nim zepchnęli z czwartego miejsca zespół Górnika. Inna sprawa, że zabrzanie w tym roku jak na razie zawodzą swoich fanów, bo grają jakby jeszcze nie obudzili się z zimowego snu. Z pięciu spotkań wiosennej części sezonu trzy przegrali, jedno wygrali, a w jednym wyszarpali remis. Cztery punkty zdobyte na piętnaście do zdobycia to bilans stanowczo za słaby, żeby myśleć o utrzymaniu się w ścisłej czołówce.
Trochę więc dziwi, że ten słabujący Górnik w drugiej połowie meczu z Legią tak przycisnął rywali, że ktoś niezorientowany w układzie sił w polskiej ekstraklasie, oglądając ten fragment spotkania, mógłby się pomylić ze wskazaniem, który z zespołów jest liderem rozgrywek. „Wojskowi” przetrzymali jednak napór zabrzańskiej jedenastki i W 82. minucie wyprowadzili zabójczy kontratak, który na zwycięskiego gola zamienił wprowadzony po przerwie 21-letni Kacper Kostosz. Legia zaczęła ten rok od porażki z ostatnim wtedy w tabeli Podbeskidziem, ale z czterech pozostałych trzy wygrała, a jedno zremisowała. Legioniści prowadzą w lidze, ale jeszcze nie mogą sobie pozwolić na luz. Przed nimi bowiem seria meczów z mocnymi przeciwnikami – ze Śląskiem, Wartą, Zagłębiem, Pogonią, Lechem, Cracovią, Piastem i Lechią i Wisłą Kraków.

Wyniki 19. kolejki:
Górnik Zabrze – Legia Warszawa 1:2
Raków Częstochowa – Podbeskidzie
Bielsko-Biała 1:0
Warta Poznań – Lech Poznań 1:2
Stal Mielec – Lechia Gdańsk 0:1
Jagiellonia Białystok – Piast Gliwice 0:1
Wisła Płock – Wisła Kraków 1:3

Trener Lecha popadł w poważne tarapaty

Porażka Lecha Poznań z Wisłą Płock w 17. kolejce ekstraklasy rozgrzała do czerwoności nastroje w poznańskim klubie. W mediach zaroiło się od spekulacji na temat rychłej dymisji trenera Dariusza Żurawia. Temat nie przestał być aktualny nawet po zapewnieniu ze strony władz klubu, że posada szkoleniowca jest niezagrożona.

Kolportowane uporczywie plotki głoszą, że prezesi Lecha Poznań (klub formalnie ma ich dwóch, Piotra Rutkowskiego i Karola Klimczaka) na razie jedynie wstrzymali się z decyzją o dymisji Dariusza Żurawia, a naprawdę wiążącą decyzję w jego sprawie podejmą dopiero po niedzielnym meczu ze Śląskiem Wrocław w 18. kolejce ekstraklasy. Brak wiary w prawdziwość zapewnień działaczy, że trener ma ich pełne poparcie, ma swoje mocne uzasadnienie. Ekipa „Kolejorza” ma za sobą serię sześciu ligowych meczów z rzędu bez zwycięstwa i tylko dwa zdobyte punkty w trzech tegorocznych spotkaniach ekstraklasy, a na dodatek tylko cudem wygraną potyczkę w 1/8 finału Pucharu Polski z Radomiakiem Radom (1:1 po 120 minutach, 4:3 w rzutach karnych).
Efektem jest zaledwie 19 punktów na koncie i dopiero 12. miejsce w tabeli – ze stratą 16 punktów do prowadzącej w rozgrywkach Pogoni Szczecin i tylko pięciu „oczek” przewagi nad zajmującą ostatnią, spadkową lokatę Stalą Mielec. To najgorszy wynik na tym etapie rozgrywek od sezonu 2015/2016. Wtedy utratą posady zapłacił za to Maciej Skorża, którego zastąpił Jan Urban, ale strat nie udało się odrobić i lechici zakończyli zmagania na siódmym miejscu.
Oceniając trudną sytuację „Kolejorza” trudno nie winić za ten stan rzeczy trenera Żurawia, bo w jego obronie nie przemawiają nie tylko słabe wyniki, ale też marna jakość gry zespołu. Lechici w tej chwili mocno odbiegają poziomem od prezentowanego wczesną jesienią biegłego roku, gdy walczyli w fazie grupowej Ligi Europy.
Prawdą jest, że Żuraw stracił w tym sezonie z powodu transferów kilku kluczowych graczy – przede wszystkim reprezentantów Polski Kamila Jóźwiaka, Jakuba Modera i Roberta Gumnego, ale też poznański klub był jednym z najaktywniejszych w zimowym oknie transferowym. Sprowadził z Djurgardens 25-letniego Szweda Jespera Karlstroma, ze SPAL 2013 29-letniego stopera Bartosza Salamona, z Anderlechtu 26-letniego chorwackiego obrońcę Antonio Milicia, z kazachskiego Toboła Kustanaj 28-letniego gruzińskiego pomocnika Nikę Kwekweskiriego, a ostatnio jeszcze z Hammarby Amerykanina islandzkiego pochodzenia Arona Johannssona, 30-letniego napastnika z doświadczeniem także w Bundeslidze oraz w ligach duńskiej i holenderskiej.
Wielkim problemem Lecha są także liczne kontuzje. Z ich powodu w kadrze zabrakło Bartosza Salamona, Lubomira Satki, Thomasa Rogne, Mikaela Ishaka i Niko Kaczarawy. Ale na najbliższy mecz ze Śląskiem do kadry wrócą Salomon i Rogne, być może także Ishak, który ma w czwartek przejść badania kontrolne. Bliski powrotu do gry jest też Satka, a pod uwagę będzie też mógł być brany pozyskany niedawno Johannsson. Żuraw nie będzie więc mógł się juz tłumaczyć kłopotami kadrowymi, bo okazało się też, że urazy odniesione przez Marchwińskiego i Szymczaka w spotkaniu z Wisłą Płock nie okazały się poważne i w niedzielę będą gotowi do gry.
Jeśli „Kolejorz” wygra ze Śląskiem, do zmiany trenera na pewno nie dojdzie i Dariusz Żuraw dostanie czas na wyprowadzenie zespołu z kryzysu. Na zdobycie w tym sezonie mistrzostwa Polski Lech nie ma już żadnych szans, ale jest w ćwierćfinale Pucharu Polski i na wygraniu tych rozgrywek zależy teraz władzom klubu, bo to najpewniejsza szansa na występ w europejskich pucharach w następnym sezonie. Do Górnika Zabrze, który zajmuje aktualnie czwartą lokatę w tabeli, lechici mają już osiem punktów straty, do trzeciego Rakowa dziewięć, a drugiej Legii czternaście.
Niewiadomą jest dalszy rozwój wydarzeń w przypadku porażki z wrocławskim zespołem, bo ona może wywołać trudną do opanowania falę niezadowolenia wśród fanów „Kolejorza”. Tym bardziej, że kolejne ligowe spotkanie Lecha to będą derby Poznania, a Warta już teraz, po raz pierwszy od 27 lat, jest w tabeli ekstraklasy wyżej od lechitów, co dla kibiców tej drużyny jest nie do zaakceptowania.
Innym problemem ekipy „Kolejorza”, najbardziej też dotyczącym trenera Żurawia, jest uporczywe trzymanie się stosowanych już w poprzednim roku schematów taktycznych, które rywale, także z polskiej ligi, dawno już rozszyfrowali i wymyślili sposoby na ich zneutralizowanie. Siła zespołu Lecha w kwalifikacjach Ligi Europy opierała się na tercecie pomocników – Jakub Moder, Pedro Tiba, Dani Ramirez. Jak już zostało wcześniej wspomniane, po nagłym skróceniu przez Brighton & Hove Albion okresu wypożyczenia Modera, kreatywne jądro zespołu przestało istnieć, zwłaszcza że Tiba i Ramnirez mocno obniżyli loty. A bez tego zaczęły się też problemy z grą przy wykorzystaniu skrzydłowych, do których doszła wymuszona kontuzjami rotacja w linii obronnej. Grę Lecha można dzisiaj łatwo przewidzieć i zdezorganizować, co pokazała w minionej kolejce nawet grająca toporny futbol ekipa „Nafciarzy” z Płocka.
Nie można oczywiście wykluczyć, że trener Żuraw doskonale widzi te wszystkie problemy i nawet ma już gotowe recepty na ich rozwiązanie. Ma tylko jeden kłopot – nie ma zbyt wiele czasu. Uratować go przed niechybną dymisją mogą tylko wygrane ze Śląskiem i Wartą. Prawdopodobne porażki czy nawet remisy pozbawią jego szefów resztek skrupułów.

Wyniki 17. kolejki PKO Ekstraklasy

Wyniki 17. kolejki:
Pogoń Szczecin – Piast Gliwice 0:0
Żółte kartki: Dąbrowski, Kowalczyk, Drygas – Chrapek, Huk, Pyrka.
Sędziował: Łukasz Szczech (Warszawa).
Mecz bez publiczności.
Jagiellonia Białystok – Legia 1:1
Gol: Jesus Imaz (4 karny) – Tomas Pekhart (18 karny).
Żółte kartki: Tiru, Cernych, Augustyn, Borysiuk – Miszta, Jędrzejczyk, Juranović.
Sędziował: Szymon Marciniak (Płock).
Mecz bez publiczności.
Raków Częstochowa – Lechia Gdańsk 0:1
Gol: Jarosław Kubicki (2).
Żółte kartki: Lopez, Poletanović, Tijanić, Niewulis, Jach – Ceesay, Nalepa, Kubicki.
Sędziował: Paweł Raczkowski (Warszawa).
Mecz bez publiczności.
Górnik Zabrze – Stal Mielec 2:1
Gole: Przemysław Wiśniewski (64), Piotr Krawczyk (90+3) – Aleksandyr Kolew (6).
Żółte kartki: Paluszek, Gryszkiewicz, Evangelou, Boakye – Flis, Strączek.
Sędziował: Daniel Stefański (Bydgoszcz).
Mecz bez publiczności.
Śląsk Wrocław – Wisła Kraków 1:1
Gole: Mathieu Scalet (23) – Yaw Yeboah (30).
Żółte kartki: Zylla, Stiglec – Frydrych, Żukow. Czerwona kartka: Zylla (64., za drugą żółtą).
Sędziował: Bartosz Frankowski (Toruń).
Mecz bez publiczności.
Cracovia – Podbeskidzie Bielsko-Biała 1:1
Gole: Pelle van Amersfoort (42 karny) – Jakub Hora (25). Żółte kartki: Rivaldinho, Van Amersfoort – Roginić, Kocsis, Hora.
Czerwone kartki: Marquez (86., Cracovia, za faul taktyczny), Gergo Kocsis (63., Podbeskidzie, za drugą żółtą).
Sędziował: Jarosław Przybył (Kluczbork).
Mecz bez publiczności.
Wisła Płock – Lech Poznań 1:0
Gol: Luka Susnjara (73).
Żółte kartki: Rzeźniczak – Milić, Puchacz.
Sędziował: Zbigniew Dobrynin (Łódź).
Mecz bez publiczności.
Warta Poznań – Zagłębie Lubin 1:0
Gol: Łukasz Trałka (75).
Żółta kartka: Jakóbowski (Warta).
Sędziował: Piotr Lasyk (Bytom).
Mecz bez publiczności.
UWAGA: Cracovia rozpoczęła rozgrywki z karą – 5 pkt za udział w futbolowej korupcji.

  1. Pogoń 17 35 22:8
  2. Legia 17 33 26:17
  3. Raków 17 28 27:19
  4. Górnik 17 27 22:18
  5. Śląsk 17 25 22:18
  6. Jagiellonia 17 24 25:27
  7. Lechia 17 23 22:22
  8. Zagłębie 17 23 18:18
  9. Wisła P. 16 22 20:20
  10. Piast 17 21 23:21
  11. Warta 17 20 16:20
  12. Lech 17 19 24:24
  13. Wisła K. 17 18 25:24
  14. Cracovia 17 17 19:20
  15. Podbeskidzie 17 16 17:40
  16. Stal 16 14 18:30

Kolejka niespodzianek w PKO Ekstraklasie

Ostatni w tym roku ligowa kolejka obfitowała w zaskakujące rozstrzygnięcia. Największą niespodziankę sprawili kibicom i bukmacherom piłkarze Stali Mielec, którzy pokonali lidera ekstraklasy Legię na jej stadionie 3:2. Niewiele mniejszymi sensacjami były wyjazdowe wygrane Lechii Gdańsk z Cracovią 3:0 i Wisły Kraków z Lechem 1:0.

Trener Leszek Ojrzyński przejął zespół Stali Mielec 11 listopada po Dariuszu Skrzypczaku. Mielczanie po dziewięciu rozegranych kolejkach mieli na koncie ledwie pięć punktów i serię czterech porażek z rzędu, w tym nader bolesne 0:6 z Wisłą Kraków na swoim stadionie. Pod wodzą nowego szkoleniowca Stal w pięciu kolejnych ligowych meczach wywalczyła osiem cenny punktów, notując dwie wygrane, dwa remisy i tylko jedną porażkę, na wyjeździe z Pogonią (0:2).
Wygrali dzięki karnym
Odniesione w miniony piątek wyjazdowe zwycięstwo nad Legią trzeba jednak uznać za sensację, bo chociaż była to trzecia porażka legionistów doznana w obecnych rozgrywkach na własnym stadionie, to wypada podkreślić, że obie wcześniejsze stołeczny zespół poniósł jeszcze za trenerskich rządów Aleksandara Vukovicia. Odkąd szkoleniowcem Legii jest Czesław Michniewicz, na Łazienkowskiej urwać jej punkty udało się jedynie Piastowi Gliwice, który zremisował tam 29 listopada w 11. kolejce, lecz aż do spotkania ze Stalą legioniści pod wodzą Michniewicza pozostawali w naszej lidze niepokonani.
Legia przegrała ze Stalą w dość niecodziennych okolicznościach, tracąc wszystkie trzy gole po rzutach karnych. Dwie pierwsze „jedenastki” podyktowane przez sędziego Bartosza Frankowskiego były raczej bezdyskusyjne, chociaż drugą odgwizdał dopiero po interwencji arbitrów z VAR (w tym meczu służbę przy analizie wideo pełnili Krzysztof Jakubik i Arkadiusz Wójcik). Oba rzuty karne na bramki zamienił Maciej Domański, dzięki czemu mielczanie po pierwszej połowie remisowali 2:2 (gole dla gospodarzy strzelili Bartosz Slisz w 17. i Tomas Pekhart w 24. minucie), ale piłkarz ten mimo to w przerwie został zmieniony. Gdyby został na boisku chociaż jeszcze na kwadrans, miałby dużą szansę na skompletowanie hat-tricka, bo w 58. minucie Frankowski po raz trzeci podyktował rzut karny na korzyść zespołu gości. Tym razem kontrowersyjny, bo w starciu napastnika Stali Łukasza Zjawińskiego, nota bene byłego gracza Legii oddanego do Stali za bezcen, z Arturem Jędrzejczykiem obaj ostro szarpali się za koszulki. Sędzia uznał jednak, że Jędrzejczyk robił to bardziej nieprzepisowo i nie dość, że odgwizdał kolejną „jedenastkę”, to jeszcze wlepił stoperowi Legii żółtą kartką. Po obejrzeniu telewizyjnej powtórki tej spornej sytuacji trudno nie nabrać przekonania, że Zjawiński trochę arbitra oszukał waląc się z teatralną przesadą na murawę jak kłoda. Dziwi jednak, że akurat w tej sytuacji sędziowie VAR nie zabrali głosu. Co ciekawe, ta sama para sędziów VAR także podczas zaległego meczu Lecha z Pogonią (0:1) nie interweniowała przy nieprawidłowo podyktowanym rzucie karnym. „Moi piłkarze przebiegli w tym meczu w sumie 123 kilometry i cały czas walczyli, ale jeśli chce się coś ugrać w z Legią, najlepszą drużyną w Polsce, to inaczej się nie da. Prowadziliśmy 1:0, ale później się zagapiliśmy i straciliśmy dwa gole, lecz rzuty karne utrzymały nas przy życiu” – przyznał trener Ojrzyński.
Lechia przełamała impas
Ekipa Lechii Gdańsk przyjechał do Krakowa z podwójnym obciążeniem – po czterech kolejnych porażkach poniesiony w obecnym sezonie w ekstraklasie oraz serii sześciu przegranych meczów z Cracovią z rzędu. Zespół „Pasów” wydawał się więc murowanym faworytem sobotniej potyczki, tym bardziej, że podopieczni trenera Michała Probierza w poprzedniej kolejce wywieźli komplet punktów z niegościnnego dla przyjezdnych stadionu Górnika Zabrze. Ale już po kwadransie gry było widać, że tym razem ekipie „Pasów” trudno będzie o kolejne zwycięstwo nad gdańszczanami. W 15. minucie pierwszego gola dla Lechii strzelił z rzutu wolnego były zawodnik Wisły Kraków Rafał Pietrzak. Gospodarze rzucili się do ataku chcąc jak najszybciej doprowadzić do remisu, ale jak ktoś za bardzo się spieszy, to rywal tylko się cieszy. Gracze Cracovii swoimi chaotycznymi atakami nie byli w stanie poważnie zagrozić ekipie Lechii, która do przerwy miała kilka okazji do przećwiczenia gry z kontrataku. W przerwie trener Probierz przeprowadził trzy zmiany, co pomogło o tyle, że optycznie gospodarze sprawiali wrażenie, iż mają na boisku przewagę. Nic jednak z niej nie wynikało, natomiast lechiści z każdą kolejna kontrą czyli pod bramką strzeżoną przez Karola Niemczyckiego coraz większe zagrożenie. W 79. minucie prowadzący spotkanie sędzia Krzysztof Jakubik za drugą w tym spotkaniu żółtą kartkę wyrzucił z boiska obrońcę „Pasów” Michała Gardawskiego, co zespół Lechii natychmiast wykorzystał zdobywając drugą bramkę. Przy tym trafieniu asystę zaliczył Pietrzak, a bramkarza „Pasów” pokonał najlepszy na boisku Maciej Gajos. Już w doliczonym czasie gry rozbity psychicznie zespół gospodarzy „dobił” dawny zawodnik krakowskiego klubu Jaroslav Mihalik, który wykorzystał podanie Conrado i ustalił wynik spotkania na 3:0.
Błaszczykowski załatwił Lecha
Zespół Lecha Poznań jako jedyny w ekstraklasie musiał do grudnia godzić grę na krajowym podwórku z występami w fazie grupowej Ligi Europy. Trener „Kolejorza” Dariusz Żuraw w rozegranym w środku tygodnia zaległym meczu z Pogonią Szczecin musiał radzić sobie bez ośmiu kontuzjowanych piłkarzy, a w sobotnim meczu z Wisłą Kraków do listy nieobecnych w kadrze z powodu urazów graczy dołączyli kolejni – stoperzy Thomas Rogne i Djordje Crnomarković oraz najskuteczniejszy strzelec zespołu Mikael Ishak. Ale nowy trener ekipy „Białej Gwiazdy” Peter Hyballa też miał poważne luki w kadrze, bo za przekroczenie limitu żółtych kartek musieli pauzować Michal Frydrych i Maciej Sadlok, a sześciu innych graczy leczyło kontuzje. W tej sytuacji po dłuższej przerwie w kadrze meczowej pojawił się Jakub Błaszczykowski, który jednak zaczął mecz na ławce rezerwowych.
Do przerwy emocje były tylko w 42. minucie gdy sędzia Tomasz Kwiatkowski odgwizdał rzut karny dla gospodarzy, który jednak po analizie VAR anulował. Po zmianie stron lechici mocno przycisnęli wiślaków i wydawało się, że lada moment zaczną strzelać gole. Ale wtedy w 53. na boisku pojawił się Błaszczykowski, który w 68. minucie przesądził o wygranej wiślaków. Bramkarz Lecha podał piłkę do lewego obrońcy Wasyla Kraweca, ale ukraiński piłkarz fatalnie przyjął piłkę, która trafiła do Błaszczykowskiego. Współwłaściciel krakowskiego klubu nie zmarnował okazji i strzałem przy słupku pokonał bramkarza Lecha. Potem jednak bohaterem w krakowskiej drużynie był już tylko bramkarz Mateusz Lis, broniący skutecznie i z dużym szczęściem liczne strzału piłkarzy „Kolejorza”. To dzięki niemu wiślacy utrzymali korzystny wynik do ostatniego gwizdka sędziego.
W Lechu po tej porażce z pewnością będzie nerwowo, a trenera Żurawia jeszcze przed świętami czekają trudne rozmowy z szefami klubu. Jeden ligowy punkt zdobyty w trzech ostatnich spotkaniach to może nie jest powód do zwolnienia z posady, ale władze poznańskiego klubu będą chciały usłyszeć od szkoleniowca jakie ma pomysły na drugą część rozgrywek. „Kolejorz” ma już dużą stratę punktową do czołówki, więc jeśli chce liczyć się w walce o czołowe lokaty, a wiadomo, że chce, w pozostałych do rozegrania 16 kolejkach nie może już pozwolić sobie na słabsze występu w żadnym meczu.