Fiesta Legii odłożona

W 33. kolejce zespół Legii Warszawa mógł przyklepać już tytuł mistrza Polski, ale warunkiem było pokonanie wicelidera tabeli Piasta Gliwice. „Wojskowi” jednak tylko zremisowali na własnym stadionie 1:1, chociaż od 55. minuty grali z przewagą jednego zawodnika. Zatem na koronację legioniści będą musieli jeszcze poczekać.

Piast fatalnie zaczął fazę play off i do Warszawy przyjechał trochę zdołowany po dwóch porażkach z rzędu, z Lechem Poznań i Lechią Gdańsk, natomiast stołeczny zespół miał za sobą wygraną ze Śląskiem u siebie i wyjazdowy remis w Białymstoku z Jagiellonią. Gliwiczanie już pogodzili sie z myślą, że nie obronią mistrzowskiego tytułu, bo Legię w tym sezonie zwycięstwa w rozgrywkach może pozbawić już tylko jakiś kataklizm. Ale ekipa trenera Waldemara Fornalika wciąż ma szansę na wywalczenie miejsca na podium, co jest równoznaczne z występem w kwalifikacjach do Ligi Europy. Po fazie zasadniczej gracze Piasta byli już tego niemal pewni, lecz przez te dwie porażki roztrwonili solidną przewagę punktową nad zespołami Lecha i Śląska Wrocław, więc chcąc nie chcąc musieli podjąć na Łazienkowskiej walkę.
Do przerwy potyczka dwóch czołowych ekip ekstraklasy mocno swoją jakością zawiodła oczekiwania sześciu tysięcy przybyłych na stadion widzów. Gra toczyła się przeważnie w środku pola, a bramkarze obu drużyn nie mieli niewiele okazji do wykazania się. Po zmianie stron przez pierwsze 10 minut przebieg gry wyglądał podobnie i pewnie tak byłoby już do końca, gdyby nie obrońca Piasta Bartosz Rymaniak, który w 53. i 55. minucie zarobił żółte kartki, co jak wiadomo skutkuje wyrzuceniem z boiska. Sędziujący mecz Szymon Marciniak szybko jednak wyrównał szanse, bo w 59. minucie za raczej przypadkowy faul Pawła Wszołka na Sebastianie Milewskim bez żadnego zawahania i konsultacji z VAR-em podyktował „jedenastkę” dla zespołu gości, którą na bramkę zamienił niezawodny Hiszpan Jorge Felix.
Trener Legii Aleksandar Vuković po meczu cierpko skomentował taka postawę arbitra: „Jeden niepotrzebny błąd dał sędziemu pretekst, a ten akurat sędzia dużo nie potrzebuje, żeby zagwizdać karnego przeciwko Legii”.
Legioniści mimo przewagi jednego gracza potrzebowali aż kwadransa żeby doprowadzić do wyrównania. W 84. minucie gola na 1:1 strzelił wprowadzony w 73. minucie 18-letni Maciej Rosołek i mecz zakończył się podziałem punktów, co oznacza, że Legia na koronację będzie musiała poczekać. Być może nastąpi to 4 lipca, bo tego dnia warszawianie zagrają w Poznaniu z ekipą „Kolejorza” (niedzielny mecz Lecha ze Śląskiem we Wrocławiu zakończył się po zamknięciu wydania, a te dwa zespoły, plus Piast, jeszcze mają matematyczne szanse na przegonienie Legii). Stołeczny zespół ma jednak poważny kłopot, bo kadrę zespołu mocno przetrzebiła plaga kontuzji.
W grupie spadkowej z walki o utrzymanie odpadły już trzy zespoły. ŁKS Łódź w poprzedniej kolejce stracił ostatnie szanse na wybronienie się przed degradacją, a swoja słabość w 33. kolejce potwierdził przegrywając na wyjeździe z Wisłą Płock 0:2. Zmiana trenera nic łodzianom nie pomogła, bowiem pod wodzą Wojciecha Stawowego w siedmiu spotkaniach wywalczyli tylko jeden punkt. Do spadku z ekstraklasy w tej kolejce po wyjazdowej porażce 1:2 z Zagłębiem Lubin przybliżyła się też Korona Kielce, niewiele też lepiej wygląda sytuacja Arki Gdynia, która przegrała z Rakowem Częstochowa 2:3. Tym zwycięstwem częstochowianie za jednym zamachem zapewnili sobie oraz ekipie Górnika Zabrze utrzymanie w najwyższej klasie rozgrywkowej, co chyba trochę zdemobilizowało zabrzański zespół, bo na swoim boisku przegrał on z Wisłą Kraków 0:1. Wygrywając w Zabrzu ekipa „Białej Gwiazdy” powiększyła swoją przewagę nad 14. Arką do ośmiu punktów, zaś nad 15. Koroną do 11, straciła jednak na jaki czas swojego lidera Jakuba Błaszczykowskiego, który musiał opuścić boisko jeszcze przed przerwą z powodu kontuzji.
Wisła ma jeszcze taki handicap, że drużyny Arki i Korony będzie gościć na swoim stadionie, zatem wygląda na to, w Gdyni i Kielcach kibice w przyszłym sezonie będą chodzić na mecze pierwszoligowe. A ŁKS w tej lidze zagra być może w derbach z Widzewem.

Legia odjeżdża rywalom

Legia Warszawa może już powoli szykować mistrzowską fetę. Po wygranej 2:0 ze Śląskiem Wrocław legioniści na sześć kolejek przed zakończeniem rozgrywek mają już 10 punktów przewagi nad drugim w tabeli Piastem Gliwice, a tytuł mogą sobie zapewnić już w tym tygodniu.

Jedynym zespołem naszej piłkarskiej ekstraklasy, który po restarcie rozgrywek jeszcze nie przegrał meczu, jest Górnik Zabrze, ale najwięcej punktów w pięciu kolejkach zdobyła Legia. Zabrzanie zgromadzili 11 „oczek”, a stołeczny zespół 12. Nawiasem mówiąc, warszawianie trzy punkty stracili właśnie na wyjeździe w Zabrzu, gdzie przegrali 2:3. Teraz jednak czekają ich dwie być może rozstrzygające o mistrzowskim tytule próby sił z zespołami z grupy mistrzowskiej – w środę z Jagiellonią w Białymstoku, a w sobotę w Warszawie na Łazienkowskiej z Piastem.
Wyniki tych spotkań będą też miały istotne znaczenie w walce o miejsca gwarantujące start w kwalifikacjach Ligi Europy. Wyjazdowa wygrana Lecha z Piastem pozwoliła wrócić „Kolejorzowi” do gry o miejsce na podium, podobnie jak wyjazdowa wygrana Jagiellonii z Cracovią. Z wyścigu zrezygnowała natomiast najwyraźniej Pogoń Szczecin oraz Cracovia i Lechia Gdańsk, które są chyba teraz w dużo gorszej formie od Piasta, Lecha, Śląska i Jagiellonii.
Zdążyć póki jest Majecki
Warszawski klub ma natomiast dodatkowy powód w jak najszybszym wywalczeniu tytułu, bo wedle ostatnich informacji AS Monaco, którego zawodnikiem jest bramkarz Radosław Majecki, zażądało aby stawił się w klubie 1 lipca. „Zakupieni w styczniu i potem wypożyczeni do swoich poprzednich klubów, polski bramkarz Legii Warszawa Radosław Majecki i serbski obrońca Partizana Belgrad Strahinja Pavlović, są oczekiwani w Księstwie 1 lipca” – poinformował w poniedziałek dziennik „L’Equipe”. Legia czyni jednak zabiegi, żeby wydłużyć okres wypożyczenia Majeckiego do końca sezonu, ale w tej sprawie jest tylko petentem. 20-letni bramkarz został sprzedany do klubu z Księstwa Monako w zimowym oknie transferowym za 5 milionów euro (z wszystkimi bonusami ta kwota może urosnąć do 7 mln euro), lecz od razu został wypożyczony Legii do 30 czerwca tego roku. Nikt w styczniu nie mógł przewiedzieć takiego przebiegu pandemii koronawirusa jaki mamy obecnie i że z tego powodu sezon w Polsce zakończy się dopiero 19 lipca.
Liga francuska wprawdzie nie wznowiła rozgrywek, ale wszystkie zespoły, w tym AS Monaco, zaczęły już przygotowania do nowego sezonu. Trener zespołu z Księstwa potrzebuje Majeckiego, o z klubu odszedł dotychczasowy pierwszy bramkarz, 35-letni Chorwat Danijel Subasić, ponadto wygasły z końcem czerwca kontrakty z dwoma innymi golkiperami, więc w kadrze zespołu w tej chwili jest tylko jeden zawodnik na tej pozycji – 29-letni Francuz Benjamin Lecomte. Dlatego trener Roberto Moreno naciska nie tylko na przyjazd w terminie Majeckiego, ale chce mieć też na treningach wykupionego w lutym z Amiens 22-letniego francuskiego golkipera Loica Badiashile’a.
Trudno w tej chwili przewidzieć, jaką rolę w AS Monaco otrzyma Majecki, ale raczej nie będzie miał tam tak mocnej pozycji, jaką ma w Legii. W tym sezonie wystąpił we wszystkich 31 meczach ekstraklasy oraz w ośmiu spotkaniach kwalifikacyjnych do Ligi Europy. Nie grał jedynie w Pucharze Polski, bo w tych rozgrywkach stwali w bramce rezerwowi – Radosław Cierzniak lub Wojciech Muzyk.
Być może większym problemem okażą się kontuzje trzech zawodników z pola. W spotkaniu ze Śląskiem urazów doznali Jose Kante i Marko Vesović, a w poniedziałek nabawił się go jeszcze Vamara Sanogo. Stołeczny klub poinformował, że raczej żaden z nich nie będzie do dyspozycji trenera Aleksandara Vukovicia w najbliższych meczach.
Kontuzja to nieszczęście dla każdego piłkarza, ale Jose Kante schodząc z boiska chyba nie powinien wyładowywać frustracki na klubowej koszulce. Dzisiaj kamery są niemal wszędzie i coraz trudniej o anonimowość, a podpaść fanom Legii brakiem szacunku dla klubowych symboli to gorsze niż zderzyć się z tramwajem. Kante zszedł z boiska jeszcze przed przerwą, ale zanim mecz ze Śląskiem się skończył, zdążył usłyszeć stek wyzwisk pod swoim adresem. Troch czasu musi minąć, zanim mu wybaczą.
Frekwencja słabsza niż sądzono
W 31. kolejce po raz pierwszy po restarcie rozgrywek na trybunach pojawili się kibice. Zgodnie z rządowym rozporządzeniem kluby mogły sprzedać bilety na 25 procent miejsc. Na żadnym z ośmiu stadionów nie wyczerpano tego limitu. Najbliżej tego było na obiekcie Cracovii, z trybun którego mecz z Jagiellonią obejrzało 3185 widzów (limit wynosił 3643 osoby). Najlepszą frekwencją pod względem liczbowym mogła pochwalić się jednak Legia, bo jej potyczkę ze Śląskiem na stadionie przy Łazienkowskiej obejrzało 5220 widzów. Drugie miejsce przypadło Górnikowi Zabrze (4173 widzów), a Cracovia była w tym zestawieniu trzecia. Na pozostałych pięciu stadionach kibiców było jak na lekarstwo – w Gliwicach 1193 (12 procent limitu), w Szczecinie 999, w Lubinie 857, w Bełchatowie (tu domowe mecze rozgrywa Raków Częstochowa) 769 i w Płocku 699. W sumie na żywo spotkania w pierwszej kolejce play off obejrzało 17 095 widzów, co daje więcej niż mizerną średnią 2137 osób na jedno spotkanie.
W następnych kolejkach pewnie nie będzie wiele lepiej, bo wielu chętnych do wyprawy na ligowy mecz mogą zniechęcić alarmujące informacje o łamaniu przez kibiców zasad dystansu społecznego. Najbardziej rażące naruszenia miały miejsce na stadionach, na których widzów było najwięcej, czyli w Warszawie i Zabrzu. „To było do przewidzenia, bo czy kibice kiedykolwiek stosowali się do zaleceń klubów, UEFA, FIFA? Wprost przeciwnie. Jak tylko jakieś nakazy się na nich nakłada, zazwyczaj robią dokładnie na odwrót” – skomentował te zachowania prezes Polskiego Towarzystw Epidemiologów i Lekarzy Chorób Zakaźnych prof. Robert Flisiak.
Poza tym powrót fanów na trybuny niesie dla klubów ryzyko kar finansowych, bo kibice tu i ówdzie popełniali stare grzechy i odpalali zakazane na stadionach środki pirotechniczne, między innymi na stadionie Legii, więc zapewne Komisja Ligi nałoży za to sankcje.
Także PZPN uważnie analizuje sytuację związaną z powrotem kibiców, o czym zapewnił rzecznik prasowy federacji Jakub Kwiatkowski. „To była pierwsza od dawna kolejka z udziałem kibiców. Patrzymy, co wydarzyło się na stadionach. Mamy swoje spostrzeżenia, będziemy to analizować. Jesteśmy w kontakcie z Ekstraklasą S.A. i administracją państwową. Przyglądamy się sytuacji również w pierwszej i drugiej lidze” – zapewnił Kwiatkowski. A to oznacza, że problem jest naprawdę poważny.

Zestaw par 32. kolejki:
Grupa mistrzowska:
Środa 24 czerwca:
Lechia Gdańsk – Piast Gliwice
godz. 18:00;
Jagiellonia Białystok – Legia Warszawa
godz. 20:30;
Lech Poznań – Pogoń Szczecin
godz. 20:30.
Czwartek 25 czerwca:
Śląsk Wrocław – Cracovia
godz. 19:00.

W pogoni za Legią

W minioną niedzielę zakończyła się faza zasadnicza sezonu naszej piłkarskiej ekstraklasy. Ostateczny podział na grupę mistrzowską i spadkową ukonstytuował się już w przedostatniej kolejce, więc w ostatniej walczono jedynie o kolejne punkty i jak najlepszą pozycję wyjściową przed fazą play off.

Niespodzianką był pierwsza po restarcie rozgrywek porażka Legii, która przegrała w Zabrzu z Górnikiem 0:2, ale stołeczny zespół nadal jest najpoważniejszym kandydatem do zdobycia mistrzowskiego tytułu. Największym wydarzeniem 31. kolejki będzie powrót kibiców na trybuny. Porażka legionistów w Zabrzu trzeba jednak uznać za typowy „wypadek przy pracy”. Lider rozgrywek miał przez cały mecz wyraźną przewagę i dominował nad rywalami w każdym aspekcie gry, z wyjątkiem skuteczności.
Trener Górnika Marcin Brosz tym razem nie zamierzał szpanować jak w rundzie jesiennej, kiedy to na Łazienkowskiej nakazał swoim piłkarzom otwartą grę i zapłacił za odwagę klęską 1:5. Na swoim boisku ustawił zespół na zmasowaną obronę oraz ataki z kontry i ta taktyka przyniosła mu powodzenie, bo wygrał 2:0 i dzięki trzem zdobytym punktom Górnik wspiął się na szczyt grupy spadkowej. Teraz pewnie rywale „Wojskowych” w fazie play off będą grali podobnie jak zabrzanie.
Kibice wracają na trybuny
Przekonamy sie o tym już w najbliższą niedzielę, bo tego dnia stołeczny zespół podejmie na Łazienkowskiej trzeci obecnie zespół ekstraklasy, czyli Śląsk Wrocław. Tak wysokie miejsce w tabeli to w znacznej mierze zasługa czeskiego trenera Vitezslava Laviczki. 57-letni szkoleniowiec objął drużynę w styczniu 2019 roku z zadaniem utrzymania jej w lidze. Dokonał tego, chociaż Śląsk zakończył sezon tuż nad strefą spadkową, lecz w kolejnych miesiącach radykalnie odmienił styl gry tego zespołu i teraz może z nim nawet wywalczyć prawo gry w eliminacjach Ligi Europy.
Szefowie wrocławskiego klubu przedłużyli więc kontrakt z Laviczką do końca czerwca 2022 roku, co może znacząco wpłynąć na motywację piłkarzy. Z Legią Śląsk w tym sezonie zremisował w Warszawie 0:0, a w rundzie rewanżowej przegrał u siebie 0:3, lecz miało to miejsce w grudniu ubiegłego roku, w 19. kolejce. Teraz legionistom tak łatwo pewnie nie pójdzie, ale na stratę punktów pozwolić już sobie nie mogą, bo drugi w tabeli Piast zmniejszył dystans do siedmiu punktów. To wciąż kolosalna różnica, lecz już nie dająca takiego psychicznego komfortu jaki dawała przewaga dziesięciu „oczek”.
W najbliższy weekend na stadiony ekstraklasy wrócą kibice, jednak w limitowanej liczbie – będą mogli wypełnić jedynie 25 procent pojemności trybun. W przypadku Legii będzie to około ośmiu tysięcy widzów, co już zapewni piłkarzom stołecznego zespołu wystarczająco głośny doping. Ale już na stadionie w Zabrzu PZPN ograniczył nawet dozwolone 25 procent, co pozwalało na obecność sześciu tysięcy kibiców. Na piątkowe spotkanie z Koroną będzie mogło wejść maksymalnie 4600 widzów, bo jak sie okazało, na wciąż budowanym zabrzańskim stadionie krzyżują się przejścia między wyznaczonymi strefami. Poza tym nie wiadomo czy w ogóle na stadion Górnika będą mogli wejść kibice, bo Śląsk jest przecież regionem w którym ostatnio notuje najwięcej przypadków zakażenia koronawirusem w Polsce. Decyzja w tej sprawie należy do wojewody.
Terminarz fazy play off
W 31. kolejce frekwencja będzie i tak mizerna, bo oprócz stadionu Legii, pozostałe obiekty są albo znacznie mniejsze, albo w budowie (Zabrze, Szczecin). Fani futbolu są jednak tak spragnieni oglądania meczów na żywo, że pewnie wszystkie udostępnione miejsca na obiektach zostaną wykorzystane.
Obecność kibiców z pewnością uatrakcyjni telewizyjny przekaz, co jest teraz dla klubów ekstraklasy szczególnie ważne, bo w czasie pandemii nadawcy z wielu krajów kupili prawa do transmisji. Niedawno zrobiła to rosyjska stacja Match TV, która jest obok NTV jednym z ośmiu naziemnych kanałów będących własnością koncernu Gazprom Media Holding. Tym samy Rosja jest 18. krajem, w którym w tym sezonie pokazywane będą mecze polskiej piłkarskiej ekstraklasy.
Faza play off PKO Ekstraklasy rozpocznie się w piątek 19 czerwca i potrwa do niedzieli 19 lipca. Pierwsze miejsce wywalczone w zasadniczej części sezonu zapewniło Legii przywilej rozegrania czterech z siedmiu spotkań na swoim boisku. Podopieczni trenera Vukovicia zagrają u siebie, poza Śląskiem Wrocław, także z Piastem Gliwice, Cracovią i Pogonią Szczecin. Taki sam przywilej przysługuje trzem pozostałym zespołom z czołowej czwórki w grupie mistrzowskiej, czyli Piastowi, Śląskowi i Lechowi Poznań. Analogiczna sytuacja jest w grupie spadkowej. Po cztery spotkania na swoich stadionach rozegrają Górnik Zabrze, Raków Częstochowa, Zagłębie Lubin i Wisła Płock.

Terminarz play off

  1. kolejka (19-21 czerwca)
    Grupa mistrzowska:
    Legia Warszawa – Śląsk Wrocław, Cracovia – Jagiellonia Białystok, Piast Gliwice – Lech Poznań, Pogoń Szczecin – Lechia Gdańsk;
    Grupa spadkowa:
    Górnik Zabrze – Korona Kielce, Raków Częstochowa – Wisła Kraków, Zagłębie Lubin – ŁKS Łódź, Wisła Płock – Arka Gdynia;
  2. kolejka (23-24 czerwca)
    Grupa mistrzowska:
    Jagiellonia – Legia, Śląsk – Cracovia, Lechia – Piast, Lech – Pogoń
    Grupa spadkowa:
    ŁKS Łódź – Górnik, Wisła Kraków – Wisła Płock, Korona – Raków, Arka – Zagłębie;
  3. kolejka (26-29 czerwca)
    Grupa mistrzowska:
    Legia – Piast, Śląsk – Lech, Cracovia – Pogoń, Jagiellonia – Lechia;
    Grupa spadkowa:
    Górnik – Wisła Kraków, Wisła Płock – ŁKS, Raków – Arka, Zagłębie – Korona;
  4. kolejka (3-6 lipca)
    Grupa mistrzowska:
    Lech – Legia, Piast – Śląsk, Pogoń – Jagiellonia, Lechia – Cracovia;
    Grupa spadkowa:
    Wisła Płock – Górnik, Raków – Zagłębie, Korona – Arka, ŁKS – Wisła Kraków;
  5. kolejka (10-12 lipca)
    Grupa mistrzowska:
    Legia – Cracovia, Lech – Lechia, Piast – Jagiellonia, Śląsk – Pogoń;
    Grupa spadkowa:
    Górnik – Raków, Zagłębie – Wisła Płock, Wisła Kraków – Korona, Arka – ŁKS;
  6. kolejka (14-15 lipca, wtorek-środa)
    Grupa mistrzowska (środa):
    Lechia – Legia, Cracovia – Lech, Pogoń – Piast, Jagiellonia – Śląsk;
    Grupa spadkowa (wtorek):
    Arka – Górnik, Zagłębie – Wisła Kraków, ŁKS – Raków, Wisła Płock – Korona;
  7. kolejka (18-19 lipca)
    Grupa mistrzowska (niedziela):
    Legia – Pogoń, Piast – Cracovia, Śląsk – Lechia, Lech – Jagiellonia;
    Grupa spadkowa (sobota):
    Górnik – Zagłębie, Wisła Kraków – Arka, Raków – Wisła Płock, Korona – ŁKS Łódź.

Wyniki 30 kolejki PKO Ekstraklasy

Koniec zasadniczej fazy rozgrywek
Wyniki 30. kolejki:


Górnik Zabrze – Legia Warszawa 2:0

Gole: Jesus Jimenez (29), Igor Angulo (59).
Sędziował: Szymon Marciniak (Płock).
Mecz bez widzów.
Jagiellonia Białystok – Piast Gliwice 0:2
Gole: Piotr Parzyszek (24 karny), Tom Hateley (85 karny).
Żółte kartki: Arsenić, Borysiuk, Tiru – Czerwiński.
Czerwona kartka: Borysiuk (73. minuta, za drugą żółtą).
Sędziował: Paweł Raczkowski (Warszawa).
Mecz bez widzów.
Śląsk Wrocław – ŁKS Łódź 4:0
Gole: Filip Marković (4), Dino Stiglec (17), Przemysław Płacheta (23), Erik Exposito (74).
Żółte kartki: Wolski, Pirulo (ŁKS).
Sędziował: Paweł Gil (Lublin).
Mecz bez widzów.
Korona Kielce – Lech Poznań 0:3
Gole: Christian Gytkjaer (48, 65 karny, 68).
Żółte kartki: Gnjatić, Kovacević, Pucko, Spychała – Jóźwiak.
Sędziował: Tomasz Musiał (Kraków).
Mecz bez widzów.
Cracovia – Wisła Płock 1:1
Gole: Pelle van Amersfoort (83) – Mateusz Szwoch (70).
Żółte kartki: Jablonsky – Garcia.
Sędziował: Piotr Lasyk (Bytom).
Mecz bez widzów.
Pogoń Szczecin – Lechia Gdańsk 1:1
Gole: Santeri Hostikka (4) – Maciej Gajos (30).
Żółte kartki: Matynia, Drygas, Kowalczyk, Bartkowski, Triantafyllopoulos – Zwoliński.
Sędziował: Jarosław Przybył (Kluczbork).
Mecz bez widzów.
Raków Częstochowa – Zagłębie Lubin 2:1
Gole: Tomas Petrasek (47), Felicio Brown Forbes (73) – Bartosz Białek (60).
Żółte kartki: Jach, Petrasek (Raków).
Sędziował: Bartosz Frankowski (Toruń).
Mecz bez widzów.
Arka Gdynia – Wisła Kraków 0:0
Żółte kartki: Jankowski, Młyński – Janicki, Kuveljić.
Sędziował: Krzysztof Jakubik (Siedlce).
Mecz bez widzów.

Grupa mistrzowska

  1. Legia 30 60 63:30
  2. Piast 30 53 36:26
  3. Śląsk 30 49 42:33
  4. Lech 30 49 55:29
  5. Cracovia 30 46 39:29
  6. Pogoń 30 45 29:31
  7. Jagiellonia 30 44 41:39
  8. Lechia 30 43 40:42
    Grupa spadkowa
  9. Górnik 30 41 39:38
  10. Raków 30 41 38:43
  11. Zagłębie 30 38 49:46
  12. Wisła P. 30 38 37:50
  13. Wisła K. 30 35 37:47
  14. Korona 30 30 21:37
  15. Arka 30 29 28:47
  16. ŁKS Łódź 30 21 26:53

Legia odparła atak

W miniony weekend nasz piłkarska ekstraklasa wznowiła przerwane 13 marca z powodu wybuchu pandemii rozgrywki. Na razie przy pustych trybunach, ale już od 19 czerwca ma się to zmienić, bo rząd nieoczekiwanie wyraził zgodę, by od tego dnia kibice wrócili na piłkarskie stadiony.

Kontrowersyjną decyzję na tle Stadionu Narodowego w miniony piątek wspólnie ogłosili premier Mateusz Morawiecki, minister sportu Danuta Dmowska-Andrzejuk oraz prezes PZPN Zbigniew Boniek. Na razie władze zgodziły się jedynie na udostępnienie dla kibiców jedynie 25 procent pojemności obiektów, ale nawet tyle oznacza, że na stadionie Lecha Poznań, Śląska Wrocław i Lechii Gdańsk będzie mogło wejść około 10 tysięcy osób. A te liczby budzą u ekspertów poważne obawy. W wypowiedzi dla portalu Wirtualna Polska wirusolog prof. Krzysztof Simon, ordynator oddziału chorób zakaźnych wojewódzkiego szpitala we Wrocławiu, uznał tę decyzję za pochopną. „Jeszcze w tym miesiącu bym się z tym tak nie spieszył, chociaż rozumiem potrzebę ludzi, którzy nie mają dochodów w związku z zamkniętymi stadionami. Ale absolutnie nie wpuszczałbym dużych grup na trybuny. Kluby będą musiały spełnić rygorystyczne wymogi dotyczące utrzymywania dystansu między kibicami, ale będzie to niezwykle trudne i szczerze wątpię, czy ludzie wpuszczeni na stadion będą przestrzegać reżimu sanitarnego. Życzę powodzenia temu, kto zechce ich do tego przymusić lub przekonać” – stwierdził profesor Simon.
W podobnym tonie wypowiadają się też inni eksperci. Większość z nich uważa, że na otwarcie stadionów dla publiczności jest stanowczo za wcześnie i należałoby z tym poczekać na efekty ostatniego etapu odmrożenia gospodarki. W tej chwili nikt nie jest w stanie przewidzieć jak sytuacja epidemiczna w naszym kraju będzie wyglądać za trzy tygodnie. Warto przypomnieć, że MKOl przełożył na przyszły rok igrzyska w Tokio, zaś UEFA finały mistrzostw Europy, a obie te wielkie imprezy miały się przecież odbyć tego lata. Dlatego decyzja o powrocie kibiców na stadiony w PKO Ekstraklasie ( i żużlowej PGE Ekstralidze), nawet w limitowanej liczbie, budzi tak wielkie kontrowersje. Wszyscy przecież doskonale wiedzą, jak do rozwoju pandemii we Włoszech i Hiszpanii przyczynił się mecz Ligi Mistrzów Atalanty Bergamo z Valencią. Miejmy jednak nadzieję, że w razie realnego zagrożenia żadne względy, czy to polityczne czy ekonomiczne, nie przeszkodzą w cofnięciu tej kontrowersyjnej decyzji.
Póki co PKO Ekstraklasa gra w bezpiecznym wariancie z pustymi trybunami. W pierwszej po restarcie rozgrywek 27. kolejce hitem było sobotnie spotkanie aspirującego do czołowych lokat Lecha Poznań z liderem tabeli Legia Warszawa. Oba zespoły zaliczyły chrzest bojowy w rozegranych we wtorek i środę zaległych spotkaniach ćwierćfinałowych Pucharu Polski. Legia pokonała Miedź Legnicę 2:1, a Lech Stal Mielec 3:1. Legioniści przystępowali do potyczki z ekipą „Kolejorza” ze sporymi obawami, bo ostatnio w Poznaniu regularnie przegrywali. Ponadto znali już wynik wcześniej rozegranego spotkania Piasta Gliwice z Wisłą Kraków, w którym obrońcy tytułu rozgromili „Białą Gwiazdę” aż 4:0. W przypadku ewentualnej porażki Legii jej bezpieczna przewaga ośmiu punktów nad Piastem stopniałaby do pięciu, a „Wojskowi” w trzech ostatnich kolejkach fazy zasadniczej tylko jeden mecz grają u siebie, co niewątpliwie zwiększa szanse gliwiczan na zniwelowanie tej różnicy.
Legia i Lech dysponują obecnie zespołami o zbliżonym potencjale sportowym, a przy takim wyrównanym poziomie często o zwycięstwie przesądza jeden błąd. I taki właśnie przydarzył się holenderskiemu bramkarzowi poznańskiej drużyny Mickey’owi van der Hartowi już w 17. minucie. Piąstkowana przez niego niefortunnie piłka odbiła się od pleców stopera Lecha Djordje Crnomarkovicia, potem jeszcze uderzyła w poprzeczkę i spadła wprost pod nogi niepilnowanego zupełnie czeskiego napastnika Legii Tomasa Pekharta. I to był jedyny gol w tym nietypowym meczu, który tylko momentami był emocjonującym widowiskiem, bo jednak bez kibiców, których w poprzednich sezonach potrafiło przychodzić nawet po 40 tysięcy, nawet „derby Polski”, jak niekiedy zwie się potyczki Lecha z Legią, przypominał atmosferą sparing.
Zdecydowanie bardziej emocjonujące był mecz Piasta z Wisłą Kraków. Podopieczni trenera Waldemara Fornalika objęli w prowadzenie już w 42. sekundzie po golu Jorge Felixa. Kolejne trafienia dołożyli Patryk Tuszyński oraz dwukrotnie Piotr Parzyszek. Tym samym wicelider ekstraklasy i obrońca mistrzowskiego tytułu przerwał brutalnie wiślacką serię meczów bez porażki – wcześniej „Biała Gwiazda” wygrała sześć spotkań i dwa zremisowała.
Niespodziankami były natomiast wysokie porażki na własnych stadionach Pogoni Szczecin z Zagłębiem Lubin (0:3) i Wisły Płock z Koroną Kielce (1:4).

Restart się udał, teraz pora na ekstraklasę

We wtorek po 76 dniach przerwy wznowiono piłkarskie rozgrywki na polskich boiskach. Restart zapoczątkowały mecze Miedzi Legnica z Legią Warszawa (1:2), a w środę Stali Mielec z Lechem Poznań (1:3) w 1/4 finału Pucharu Polski. W piątek do rywalizacji przystąpią natomiast zespoły ekstraklasy.

Gdy tylko zapadła decyzja o restarcie rozgrywek, wszyscy zaczęli się zastanawiać jak ponaddwumiesięczna przerwa odbije się na formie piłkarzy i poszczególnych drużyn. Pierwsze informacje na ten temat miały dać dwa zaległe spotkania ćwierćfinałowe Pucharu Polski. Legia wyruszyła do Legnicy piętrowym autokarem, w hotelu zajęła dwa piętra, żeby każdy członek ekipy miał pokój tylko dla siebie. Na boisku też respektowano wszystkie wytyczne wprowadzone z powodu pandemii koronawirusa. Regulują one nawet takie drobiazgi, jak to, że z jednej butelki może pić wodę tylko jedna osoba. Wszystkie osoby w strefach technicznych (na ławkach rezerwowych) muszą zasłaniać usta i nos maskami, z wyjątkiem trenerów. Zrezygnowano też z obecności chłopców do podawania piłek. Piłkarze dostali do użytku 24 piłki ustawione wzdłuż linii boiska, ale sami muszą po nie chodzić. Nie będzie też noszowych, a ich obowiązki w razie poważnych kontuzji przejmie obsługa obecnej na meczu karetki pogotowia.
Udane przetarcie Legii i Lecha
W takich też realiach rozegrano mecze w Legnicy i w Mielcu. Starcie dwóch zespołów z PKO Ekstraklasy z czołowymi drużynami I ligi nie przyniosło sensacji. Legia zdominowała zespół Miedzi – jej piłkarze byli szybsi, lepsi technicznie, sprawnie też konstruowali akcje zaczepne, a nawet przewyższali rywali agresywnością. Momentami można było nawet odnieść wrażenie, jakby podopieczni trenera Aleksandara Vukovicia w ogóle nie mieli przerwy w rozgrywkach.
A przecież lider ekstraklasy rozpoczął spotkanie bez swoich kluczowych graczy – Artura Jędrzejczyka i Luquinhasa, zaś w bramce stał wyciągnięty z głębokich rezerw Wojciech Muzyk, bo obaj golkiperzy z podstawowego składu, Radosław Majecki i Radosław Cierzniak, są kontuzjowani. Dopiero czerwona kartka dla stopera Igora Lewczuka za brutalny faul wyrównała nieco siły i dzięki temu gospodarze strzeli nawet kontaktowego gola, ale na wyeliminowanie Legii byli za słabi. Stołeczny zespół awansował więc bez trudu do półfinału Pucharu Polski. Z równą łatwością awans wywalczył też Lech Poznań, który w środę w Mielcu pokonał Stal Mielec 3:1.
Ponieważ już wcześniej awans do tej fazy pucharowych rozgrywek uzyskały zespoły broniącej trofeum Lechii Gdańsk i Cracovii, wiadomo już, że w tym sezonie 24 lipca w finale zmierza się na pewno dwa zespoły PKO Ekstraklasy. W przeprowadzonym w czwartek losowaniu par półfinałowych Cracovia zmierzy się z Legią, a Lech z Lechią. Te mecze zostaną rozegrane 8 lipca i nie będzie rewanżów, zatem Cracovia i Lech mogą uznać losowanie za korzystne.
Ile warte są zwycięstwa Legi i Lecha nad zespołami z niższej ligi, przekonamy się już w sobotę, bo tego dnia w ramach 27. kolejki ligowej „Kolejorz” podejmie legionistów na swoim boisku. I to dopiero będzie prawdziwy sprawdzian aktualnych możliwości obu drużyn oraz faktycznego zainteresowania restartem rozgrywek w Polsce. Oba mecze Pucharu Polski były transmitowane w Polsacie Sport, który pochwalił się, że mecze Miedzi z Legią obejrzało przed telewizorami 170 tysięcy widzów. Dla porównania – średnia oglądalność meczów ekstraklasy przed zawieszeniem rozgrywek w stacjach Canal+, Canal+Sport, nSport i Canal+Sport3 wynosiła 89,5 tys. widzów, zaś rekordową widownię miał rozegrany na inaugurację sezonu mecz ŁKS Łódź z Lechią Gdańsk, który obejrzało 204 tys. telewidzów.
Piłkarze Legii i Lecha jako pierwsi w PKO Ekstraklasie przekonali się jak wyglądają mecze w czasie pandemii. Wszyscy zostali przebadania na obecność koronawirusa, wszyscy mieli wyniki negatywne, zatem nie ma możliwość, aby uczestnicy meczów zarazi się jeden od drugiego. Na razie ryzyko jest minimalne, lecz przecież ta wyselekcjonowana grupa ludzi nie będzie wiecznie tkwić w totalnej izolacji społecznej. Będą wchodzić w kontakty również z ludźmi spoza tej grupy, członkami rodziny, sąsiadami itd. Dlatego wkrótce te wszystkie obostrzenia na stadionach stracą sens, zwłaszcza gdy rząd wyda zgodę na limitowaną obecność kibiców, na co mocno naciska PZPN.
Brakuje jedynie kibiców
I pewnie dopnie celu, zwłaszcza że może podeprzeć się przykładem Węgier, gdzie władze zezwoliły na wznowienie rozgrywek od razu z udziałem kibiców, chociaż w limitowanej liczbie i z obowiązkiem zachowania surowych przepisów sanitarnych. Z jednej strony obecność widzów na trybunach jest kluczowym elementem każdego widowiska piłkarskiego i wszyscy o tym wiedzą. Ale dla wielu zawodników ich brak paradoksalnie wcale nie musi być przeszkodą, wręcz przeciwnie, mogą grać nawet lepiej nie słysząc wyzwisk i nie czując presji widowni. Tego jednak nie wiemy i trzeba poczekać przynajmniej do zakończenia ostatniego spotkania w 27. kolejce, żeby wyrobić sobie w tej kwestii jakiś pogląd. Na razie trzeba przyjąć, że nic jeszcze w ekstraklasie nie zostało przesądzone, nawet sprawa spadku, bo chociaż trzy ostatnie zespoły, ŁKS Łódź, Arka Gdynia i Korona Kielce są teraz w trudnej sytuacji, to każdy zespół w lidze ma jeszcze do zdobycia 33 punkty, zatem każdy scenariusz jest możliwy. Także taki, że Legia, chociaż prowadzi z przewagą ośmiu punktów nad drugim w tabeli Piastem Gliwice, nie powinna jeszcze mrozić szampanów. Z czterech ostatnich spotkań w fazie zasadniczej sezonu, legioniści aż trzy rozegrają na wyjeździe, z Lechem, Wisłą Kraków i Górnikiem Zabrze, a tylko jedno, z Arką Gdynia, u siebie.

Zestaw par 27. kolejki PKO Ekstraklasy:
Piątek: Śląsk Wrocław – Raków Częstochowa, godz. 18:00; Pogoń Szczecin – Zagłębie Lubin, godz. 20:30.
Sobota: ŁKS Łódź – Górnik Zabrze, godz. 15:00; Piast Gliwice – Wisła Kraków, godz. 17:30; Lech Poznań – Legia Warszawa, godz. 20:00.
Niedziela: Wisła Płock – Korona Kielce, godz. 12:30; Cracovia – Jagiellonia Białystok, godz. 15:00; Lechia Gdańsk – Arka Gdynia, godz. 17:30.

Bednarek może odejść

Dziennik „The Sunday Mirror” opublikował informację, że szefowie Southampton zamierzają latem wystawić na listę transferową aż ośmiu graczy. Wśród nich polskiego obrońcę Jana Bednarka.

Polski piłkarz jest zawodnikiem Southamptonu od lata 2017 roku. Przeszedł do tego klubu z Lecha Poznań za sześć milionów euro i po ponad półrocznym grzaniu ławy wywalczył miejsce w podstawowym składzie „Świętych”. W obecnym sezonie rozegrał 27 meczów i strzelił jednego gola. Jego transferową wartość przed wybuchem pandemii szacowano na 15 mln funtów. W grupie graczy, których wedle „The Sunday Mirror” władze Southamptonu będą chciały latem sprzedać w celu podreperowania nadszarpniętych przez pandemię finansów, drożsi od Polaka są jedynie Danny Ings, Nathan Redmond oraz James Ward-Prowse.
Bednarek od dwóch lat jest też podstawowym zawodnikiem reprezentacji Polski – przez ten czas zaliczył 21 występów w biało-czerwonych barwach, w tym na mistrzostwach świata w 2018 roku w Rosji, w trakcie których zdobył jedyną jak dotąd bramkę dla Polski, w spotkaniu z Japonią.

PZPN ujawnił, ile kluby płacą agentom piłkarzy

Pandemia koronawirusa obnażyła wiele skrywanych przed opinią publiczną mechanizmów finansowania polskiego futbolu. Władze klubów w obawie przed bankructwem wymuszają na piłkarzach i trenerach obniżki wynagrodzeń, nadal jednak trwonią miliony na prowizje dla agentów piłkarzy, chowanych w dokumentach pod nazwą „pośrednik transakcyjny”.

Z raportu opublikowanego przez Polski Związek Piłki Nożnej można się dowiedzieć, że tylko w okresie od 1 kwietnia 2019 do 31 marca 2020 roku kluby PKO Ekstraklasy wypłaciły „pośrednikom transakcyjnym” ponad 35 milionów złotych. To znacząca kwota. Wystarczy przypomnieć, że liga pomimo pandemii koronawirusa z determinacja dąży do wznowienia rozgrywek, żeby otrzymać od nadawców ostatnią transzę opłaty za prawa telewizyjne wynoszącą 67 mln złotych.
Albo inny przykład – PZPN w ramach ogłoszonego w kwietniu programu pomocowego dla kubów PKO Ekstraklasy przewidział finansowe wsparcie w łącznej kwocie 30 milionów złotych. Przy takim poziomie ratunkowych działań mających ocalić ligowców przed finansowa zapaścią, zmarnowane przez nich miliony na prowizje dla handlarzy piłkarskim towarem mają prawo bulwersować. Łącznie z klubów szczebla centralnego (ekstraklasy oraz I i II ligi) „pośrednicy transakcyjni” wydusili tylko w ten jeden rok ponad 38 milionów złotych (35 milionów z ekstraklasy, 2,2 miliona od drużyn I ligi oraz 627 tysięcy złotych od drugoligowców).
Warto zwrócić uwagę na dysproporcję między ekstraklasa a I ligą. Kluby w najwyższej klasie rozgrywkowej w naszym kraju mają tylko pięciokrotnie wyższe dochody od ekip z jej bezpośredniego zaplecza, tymczasem wypłaciły agentom piłkarzy piętnaście razy więcej pieniędzy niż pierwszoligowcy. Na czele tego mało chlubnego zestawienia transferowych utracjuszy plasuje się Legia Warszawa, która „pośrednikom transakcyjnym” wypłaciła w okresie od kwietnia ub. roku do końca marca obecnego ponad 8,1 mln złotych. Na drugim miejscu znalazła się Wisła Płock (prawie 6,5 mln złotych), a na trzecim Pogoń Szczecin (4,1 mln złotych). Najmniej pieniędzy na agentów roztrwonił ŁKS-u Łódź (552 tysięcy złotych) i Korona Kielce (435 tysięcy złotych).
Zdumiewające jest w tym procederze to, że chociaż kluby zatrudniają dyrektorów sportowych i tworzą sieci skautingowe, to mimo to z roku na rok wydają coraz więcej na prowizje dla „pośredników transakcyjnych”. W poprzednim roku było to o pięć milionów złotych mniej, ale z PKO Ekstraklasy wyciekły do kieszeni agentów 32 mln złotych. W poprzednim sezonie liderem pod tym względem był Lech Poznań, który wypłacił pośrednikom 6,9 mln złotych, przed Legią (5,9 mln złotych) i Wisłą Płock (5,2 mln złotych).

Najpierw Puchar Polski

Jeśli pandemia koronawirusa nie wybuchnie nagle z większą siłą, pierwszy mecz piłkarski po wznowieniu rywalizacji zostanie rozegrany 26 maja w ramach rozgrywek o Puchar Polski.

Zmagania w Pucharze Polski zostały przerwane w fazie ćwierćfinałowej. Przed zawieszeniem rozgrywek udało się rozegrać dwa z czterech meczów. Do kolejnej rundy awans zdążyły wywalczyć zespoły Cracovii (wyeliminowała GKS Tychy) i Lechii Gdańsk (okazała się lepsza od Piasta Gliwice). Do rozegrania pozostały natomiast mecze Miedzi Legnica z Legią Warszawa oraz Stali Mielec z Lechem Poznań. Pierwszy z nich wyznaczono na wtorek 26 maja, drugi odbędzie się dzień później – w środę 27 maja. Oba spotkania rozpoczną się o 20:10, a transmisję z nich Pucharu Polski przeprowadzi Polsat Sport.
Po tym przetarciu do gry wróci PKO Ekstraklasa. Pierwsze mecze 27. kolejki wyznaczono na piątek 29 maja. Zagrają w nich Śląsk Wrocław z Rakowem Częstochowa oraz Pogoń Szczecin z Zagłębiem Lubin, ale hitem będzie sobotni mecz Lecha z Legią. Tę serię gier zakończy poniedziałkowa potyczka Wisły Płock z Koroną Kielce.

Wyniki 25 kolejki PKO Ekstraklasy

Wyniki 25. kolejki:
Lechia Gdańsk – Legia Warszawa 0:2
Gole: Paweł Wszołek (57), Mateusz Cholewiak (90).
Żółte kartki: Haydary, Mladenović – Wszołek, Jędrzejczyk, Vesović.
Sędziował: Tomasz Musiał (Kraków).
Widzów: 13 055.
Cracovia – Wisła Kraków 0:2
Gole: Jakub Błaszczykowski (53 karny), Hebert Silva Santos (90).
Żółte kartki: Siplak, Van Amersfoort, Fiolić, Jablonsky, Gol, Hanca – Basha, Żukow, Sadlok.
Sędziował: Bartosz Frankowski (Toruń).
Widzów: 14 154.
Śląsk Wrocław – Korona Kielce 2:1
Gole: Przemysław Płacheta (43), Erik Exposito (84) – Erik Pacinda (64). Żółte kartki: Łabojko – Szymusik, Gnjatić, Pacinda, Żubrowski. Sędziował: Zbigniew Dobrynin (Łódź).
Widzów: 6149.
Lech Poznań – Górnik Zabrze 4:1
Gole: Ramirez (3), Kamil Jóźwiak (54), Christian Gytkjaer (80, 86) – Piotr Krawczyk (35).
Żółte kartki: Crnomarković – Jirka.
Sędziował: Mariusz Złotek (Stalowa Wola).
Widzów: 8634.
Pogoń Szczecin – Jagiellonia 1:2
Gole: Paweł Cibicki (54) – Maciej Makuszewski (34), Ariel Borysiuk (69).
Żółte kartki: Stec – Runje, Romanczuk, Mystkowski, Pospisil, Wójcicki, Struski. Czerwona kartka: Triantafyllopoulos (66., Pogoń, za faul taktyczny). Sędziował: Jarosław Przybył (Kluczbork).
Widzów: 2895.
Piast Gliwice – Arka Gdynia 1:0
Gol: Piotr Parzyszek (29).
Żółte kartki: Vejinović, Schirtladze (Arka).
Sędziował: Wojciech Myć (Lublin).
Widzów: 3363.
Wisła Płock – Raków Częstochowa 0:2
Gole: Damian Michalski (9 samobójcza), Tomas Petrasek (60).
Żółte kartki: Rzeźniczak, Garcia, Sahiti – Sapała. Czerwona kartka: Igor (78., druga żółta).
Sędziował: Paweł Gil (Lublin).
Widzów: 1714.
ŁKS Łódź – Zagłębie Lubin 3:2
Gole: Carlos Moros Gracia (18), Antonio Dominguez (33 karny), Adam Ratajczyk (55) – Carlos Moros Gracia (29 samobójcza), Bartosz Białek (74). Żółte kartki: Ratajczyk, Dąbrowski, Vidmajer – Baszkirow, Kopacz.
Sędziował: Krzysztof Jakubik (Siedlce).
Widzów: 4712.

Grupa mistrzowska

  1. Legia 25 51 53:24
  2. Cracovia 25 42 33:22
  3. Śląsk 25 42 34:28
  4. Lech 25 41 44:24
  5. Pogoń 25 40 27:23
  6. Piast 25 40 26:24
  7. Lechia 25 37 28:29
  8. Raków 25 35 32:37
    Grupa spadkowa
  9. Jagiellonia 25 34 34:35
  10. Wisła P. 25 33 30:40
  11. Zagłębie 25 32 37:36
  12. Górnik 25 30 31:34
  13. Wisła K. 25 30 32:37
  14. Arka 25 25 21:35
  15. Korona 25 23 14:30
  16. ŁKS Łódź 25 20 25:43