Musiał na Cracovii

Poniedziałkowy mecz Cracovii z Pogonią Szczecin (2:1) zakończył 33. kolejkę ekstraklasy. Wydarzeniem tego spotkania było to, że sędziował je krakowianin Tomasz Musiał. „Portowcy” nie musieli jednak obawiać się braku stronniczości z jego strony, bo to syn Adama Musiała, legendarnego lewego obrońcy „Orłów Górskiego” z MŚ’74, ale też piłkarza i trenera Wisły Kraków.

Sędziowie w PKO Ekstraklasy już od dawna są zawodowi, a wynagrodzenie dostają z kasy PZPN, więc ich terytorialna przynależność straciła na znaczeniu. Ale utrwalonych przez lata nawyków i obaw nie dało się łatwo wyeliminować. Paradoksalnie znakomitym pretekstem do podjęcia takiej próby stały się ograniczenia wprowadzone z powodu pandemii koronawirusa. Żeby skrócić ryzykowne podróże arbitrów po kraju prezes PZPN Zbigniew Boniek zdjął z Kolegium Sędziów obowiązek kierowania się eksterytorialnością przy ustalaniu obsady sędziowskiej na meczach. I tak warszawianin Tomasz Kwiatkowski już dwa razy prowadził mecze Legii przy Łazienkowskiej, a w 33. kolejce mecz na szczycie Legii z Piastem prowadził przecież Szymon Marciniak, który wprawdzie formalnie jest z Płocka, ale organizacyjnie przynależy do Mazowieckiego Związku Piłki Nożnej. Wspomniany Tomasz Musiał w przeszłości był już arbitrem głównym spotkania rozgrywanego w Krakowie, ale wtedy prowadził mecz Wisły Kraków na jej stadionie.
Kiedy jednak jego nazwisko pojawiło się w sędziowskiej obsadzie meczu Cracovii z Pogonią, wśród sympatyków zespołu „Pasów” zagotowało się z oburzenia. Jak to, syn piłkarza i siatkarki Wisły, klubu który jest odwiecznym rywalem i największym wrogiem, ma być rozjemcą na stadionie przy Kałuży? Ale szef Kolegium Sędziów Zbigniew Przesmycki nie zważał na te protesty, chociaż pewnie miał świadomość, że jakiś ewentualny błąd Musiała na niekorzyść Cracovii może wywołać nietrudne do przewidzenia skutki.
Nic takiego na szczęście się nie zdarzyło. I to bynajmniej nie dlatego, że na trybunach stadionu przy Kałuży 1 pojawiło się niewiele ponad 2800 widzów. Po prostu 39-letni Tomasz Musiał sędziował w tym spotkaniu bez zrzutu, co zgodnie podkreślili po meczu trenerzy obu zespołów. „Sędziował bardzo dobrze, a miał kilka bardzo trudnych sytuacji do rozstrzygnięcia, choćby przy naszej drugiej bramce, ale nie tylko za to muszę go pochwalić. Po prostu dobrze prowadził mecz” – ocenił szkoleniowiec Cracovii Michał Probierz, a takie pozytywne opinie o pracy arbitrów nie są u niego częste. Podobna opinię wyraził opiekun „Portowców” Kosta Runjaić, chociaż jego zespół przegrał mecz mimo wyraźnej przewagi. „Nie mam żadnych zastrzeżeń do pracy sędziego. Dobrze wykonał swoją pracę” – stwierdził niemiecki trener.
Musiała pochwalił też jego bezpośredni przełożony, czyli szef Kolegium Sędziów Przesmycki. „Teraz mogę powiedzieć, że była to trochę ryzykowna decyzja, ale zanim ją podjąłem najpierw odbyłem z Tomkiem długą rozmowę. On mnie zapewnił, że czuje się na siłach poprowadzić ten mecz. Intensywny finisz sezonu i nadzwyczajne warunki dokończenia rozgrywek pomogły nam w przełamaniu oporów środowiska. Skoro odpowiedni arbiter był na miejscu w Krakowie, odpadła konieczność długiej podróży” – powiedział Przesmycki i zapewnił przy okazji, że kibice powinni zacząć się do takich sytuacji przyzwyczajać.
Zwłaszcza Cracovii, bo jest pomysł, żeby Musiał poprowadził także derby Krakowa. Zbigniew Boniek zaś stwierdził: „To krok w kierunku normalności i uznania profesjonalizmu sędziów. Oni chcą gwizdać jak najlepiej, a ich adres zamieszkania się nie liczy” – przekonuje sternik polskiego futbolu.
Wśród arbitrów wyznaczonych do prowadzenia meczów PKO Ekstraklasie jest w tej chwili sześciu, którzy pochodzą z miast mających swoje kluby w najwyższej lidze. Poza Kwiatkowskim (Warszawa) i Musiałem (Kraków) są to Zbigniew Dobrynin (Łódź), Szymon Marciniak (Płock), Paweł Raczkowski (Warszawa) i Dominik Sulikowski (Gdańsk). Żaden z nich do tej pory nie został wyznaczony do sędziowania meczu drużyny ze swojego miasta, ale teraz to już jest chyba tylko kwestią czasu.

Fiesta Legii odłożona

W 33. kolejce zespół Legii Warszawa mógł przyklepać już tytuł mistrza Polski, ale warunkiem było pokonanie wicelidera tabeli Piasta Gliwice. „Wojskowi” jednak tylko zremisowali na własnym stadionie 1:1, chociaż od 55. minuty grali z przewagą jednego zawodnika. Zatem na koronację legioniści będą musieli jeszcze poczekać.

Piast fatalnie zaczął fazę play off i do Warszawy przyjechał trochę zdołowany po dwóch porażkach z rzędu, z Lechem Poznań i Lechią Gdańsk, natomiast stołeczny zespół miał za sobą wygraną ze Śląskiem u siebie i wyjazdowy remis w Białymstoku z Jagiellonią. Gliwiczanie już pogodzili sie z myślą, że nie obronią mistrzowskiego tytułu, bo Legię w tym sezonie zwycięstwa w rozgrywkach może pozbawić już tylko jakiś kataklizm. Ale ekipa trenera Waldemara Fornalika wciąż ma szansę na wywalczenie miejsca na podium, co jest równoznaczne z występem w kwalifikacjach do Ligi Europy. Po fazie zasadniczej gracze Piasta byli już tego niemal pewni, lecz przez te dwie porażki roztrwonili solidną przewagę punktową nad zespołami Lecha i Śląska Wrocław, więc chcąc nie chcąc musieli podjąć na Łazienkowskiej walkę.
Do przerwy potyczka dwóch czołowych ekip ekstraklasy mocno swoją jakością zawiodła oczekiwania sześciu tysięcy przybyłych na stadion widzów. Gra toczyła się przeważnie w środku pola, a bramkarze obu drużyn nie mieli niewiele okazji do wykazania się. Po zmianie stron przez pierwsze 10 minut przebieg gry wyglądał podobnie i pewnie tak byłoby już do końca, gdyby nie obrońca Piasta Bartosz Rymaniak, który w 53. i 55. minucie zarobił żółte kartki, co jak wiadomo skutkuje wyrzuceniem z boiska. Sędziujący mecz Szymon Marciniak szybko jednak wyrównał szanse, bo w 59. minucie za raczej przypadkowy faul Pawła Wszołka na Sebastianie Milewskim bez żadnego zawahania i konsultacji z VAR-em podyktował „jedenastkę” dla zespołu gości, którą na bramkę zamienił niezawodny Hiszpan Jorge Felix.
Trener Legii Aleksandar Vuković po meczu cierpko skomentował taka postawę arbitra: „Jeden niepotrzebny błąd dał sędziemu pretekst, a ten akurat sędzia dużo nie potrzebuje, żeby zagwizdać karnego przeciwko Legii”.
Legioniści mimo przewagi jednego gracza potrzebowali aż kwadransa żeby doprowadzić do wyrównania. W 84. minucie gola na 1:1 strzelił wprowadzony w 73. minucie 18-letni Maciej Rosołek i mecz zakończył się podziałem punktów, co oznacza, że Legia na koronację będzie musiała poczekać. Być może nastąpi to 4 lipca, bo tego dnia warszawianie zagrają w Poznaniu z ekipą „Kolejorza” (niedzielny mecz Lecha ze Śląskiem we Wrocławiu zakończył się po zamknięciu wydania, a te dwa zespoły, plus Piast, jeszcze mają matematyczne szanse na przegonienie Legii). Stołeczny zespół ma jednak poważny kłopot, bo kadrę zespołu mocno przetrzebiła plaga kontuzji.
W grupie spadkowej z walki o utrzymanie odpadły już trzy zespoły. ŁKS Łódź w poprzedniej kolejce stracił ostatnie szanse na wybronienie się przed degradacją, a swoja słabość w 33. kolejce potwierdził przegrywając na wyjeździe z Wisłą Płock 0:2. Zmiana trenera nic łodzianom nie pomogła, bowiem pod wodzą Wojciecha Stawowego w siedmiu spotkaniach wywalczyli tylko jeden punkt. Do spadku z ekstraklasy w tej kolejce po wyjazdowej porażce 1:2 z Zagłębiem Lubin przybliżyła się też Korona Kielce, niewiele też lepiej wygląda sytuacja Arki Gdynia, która przegrała z Rakowem Częstochowa 2:3. Tym zwycięstwem częstochowianie za jednym zamachem zapewnili sobie oraz ekipie Górnika Zabrze utrzymanie w najwyższej klasie rozgrywkowej, co chyba trochę zdemobilizowało zabrzański zespół, bo na swoim boisku przegrał on z Wisłą Kraków 0:1. Wygrywając w Zabrzu ekipa „Białej Gwiazdy” powiększyła swoją przewagę nad 14. Arką do ośmiu punktów, zaś nad 15. Koroną do 11, straciła jednak na jaki czas swojego lidera Jakuba Błaszczykowskiego, który musiał opuścić boisko jeszcze przed przerwą z powodu kontuzji.
Wisła ma jeszcze taki handicap, że drużyny Arki i Korony będzie gościć na swoim stadionie, zatem wygląda na to, w Gdyni i Kielcach kibice w przyszłym sezonie będą chodzić na mecze pierwszoligowe. A ŁKS w tej lidze zagra być może w derbach z Widzewem.

Lechia zagrała na korzyść Legii

Legia Warszawa na wyjeździe tylko zremisowała z Jagiellonią Białystok 0:0, ale skorzystała z porażki Piasta Gliwice z Lechią Gdańsk (0:1) i powiększyła swoją przewagę gliwiczanami do 11 punktów, co na pięć kolejek przed końcem rozgrywek praktycznie oznacza mistrzowski tytuł dla stołecznego klubu. W 32. drugiej kolejce z ekstraklasą pożegnał się natomiast ŁKS Łódź i na razie to jedyne stuprocentowe rozstrzygnięcie.

W poprzednim sezonie Lechia Gdańsk zakończyła rundę zasadnicza na pierwszym miejscu, ale to na jej stadionie Piast Gliwice rozpoczął zwycięski marsz po swój pierwszy w historii mistrzowski tytuł. W obecnych rozgrywkach gdańska drużyna przystępowała do fazy play off bez nadziei na choćby włączenie się do walki o czołowe lokaty, natomiast drugi w tabeli Piast zaczynał jako najgroźniejszy konkurent Legii. W 31. kolejce nadzieje trenera Waldemara Fornalika na zdobycie drugie z rzędu mistrzostwa Polski osłabiła niespodziewana porażka na własnym boisku z Lechem Poznań, a w minioną środę całkowicie rozwiała je porażka poniesiona na wyjeździe z Lechią Gdańsk. Na pięć kolejek przed końcem zmagań gliwiczanie tracą już do Legii 11 punktów, a już w najbliższą sobotę czeka ich w Warszawie bezpośrednie starcie z legionistami. W przypadku wygranej stołecznego zespołu wyścig o tytuł zostanie rozstrzygnięty.
Wracając do środowej porażki Piasta w Gdańsku, wypada odnotować, że była to piąta w tym sezonie przegrana ekipy Fornalika z zespołem prowadzonym przez Piotra Stokowca. Wcześniej gliwiczanie ulegli lechistom w Superpucharze Polski, w Pucharze Polski oraz dwukrotnie w spotkaniach ligowych sezonu zasadniczego. Tak więc Lechia, podobnie jak wcześniej Lech, także chcąc nie chcąc sprawiła prezent „Wojskowym”, bo gdyby w obu tych spotkaniach Piast wywalczył komplet punktów, sobotni mecz w Warszawie z legionistami miałby jeszcze wagę starcia na wagę mistrzowskiego tytułu.
Zwycięstwo Lechii zapewnił w 74. minucie losy Portugalczyk Flavio Paixao, który skutecznie wyegzekwował rzut karny. Podopieczni trenera Stokowca do końca pilnowali korzystnego wyniku i w drugim meczu z rzędu zachowali czyste konto. Dzięki wygranej wspięli się na piąte miejsce w tabeli i mogą znowu realnie myśleć o wywalczeniu miejsca gwarantującego start w kwalifikacjach Ligi Europy. O zdobyciu mistrzostwa żadna już drużyna poza Legią nie ma prawa marzyć, bo z symulacji wynika, iż legioniści mają na to 99,8 procent szans, Lechowi daje się na to 0,12 procent, a pozostałym zespołom, czyli Piastowi, Śląskowi, Jagiellonii, Cracovii, Lechii i Pogoni już praktycznie żadnych.
W strefie spadkowej swój los przypieczętował we wtorek ŁKS Łódź. Po porażce 1:3 z Górnikiem Zabrze łodzianie stracili nawet matematyczne szanse na utrzymanie.
Wyniki 31. kolejki
Grupa mistrzowska:
Jagiellonia Białystok – Legia Warszawa 0:0
Sędziował: Jarosław Przybył.
Widzów: 3636.
Lechia Gdańsk – Piast Gliwice 1:0
Gol: Flavio Paixao (74 karny).
Sędziował: Tomasz Kwiatkowski.
Widzów: 3967.
Lech Poznań – Pogoń Szczecin 0:0
Sędziował: Wojciech Myć.
Widzów: 5113.
Czwartkowy mecz Śląska Wrocław z Cracovią zakończył się po zamknięciu wydania.
Grupa spadkowa:
Wisła Kraków – Wisła Płock 1:0
Gol: Jakub Błaszczykowski (19 karny).
Sędziował: Bartosz Frankowski.
Widzów: 4016.
ŁKS Łódź – Górnik Zabrze 1:3
Gole: Jan Sobociński (85) – Stavros Vassilantonopoulos (44), Igor Angulo (59 karny), Giorgos Giakoumakis (61).
Sędziował: Tomasz Musiał.
Widzów: 877.
Arka Gdynia – Zagłębie Lubin 3:2
Gole: Michał Nalepa (22 karny), Maciej Jankowski (42, 69) – Bartosz Białek (45), Dejan Drażić (66).
Sędziował: Paweł Raczkowski.
Widzów: 1492.
Korona Kielce – Raków Częstochowa 0:1
Gol: Piotr Malinowski (5).
Sędziował: Krzysztof Jakubik.
Widzów: 1336.


Zestaw par 32. kolejki:
Grupa mistrzowska
Sobota): Legia Warszawa – Piast Gliwice, godz. 17:30, sędziuje Szymon Marciniak (Płock). Niedziela: Jagiellonia Białystok – Lechia Gdańsk, godz. 15:00, sędziuje Bartosz Frankowski (Toruń); Śląsk Wrocław – Lech Poznań, godz. 17:30, sędziuje Tomasz Kwiatkowski (Warszawa). Poniedziałek: Cracovia – Pogoń Szczecin, godz. 18:00, sędziuje Tomasz Musiał (Kraków).
Grupa spadkowa
Piątek: Raków Częstochowa – Arka Gdynia, godz. 18:00, sędziuje Paweł Gil (Lublin);
Zagłębie Lubin – Korona Kielce, godz. 20:30, sędziuje Mariusz Złotek (Stalowa Wola). Sobota: Wisła Płock – ŁKS Łódź, godz. 15:00, sędziuje Łukasz Szczech (Warszawa); Górnik Zabrze – Wisła Kraków, godz. 20:00, sędziuje Krzysztof Jakubik (Siedlce).

Legia odjeżdża rywalom

Legia Warszawa może już powoli szykować mistrzowską fetę. Po wygranej 2:0 ze Śląskiem Wrocław legioniści na sześć kolejek przed zakończeniem rozgrywek mają już 10 punktów przewagi nad drugim w tabeli Piastem Gliwice, a tytuł mogą sobie zapewnić już w tym tygodniu.

Jedynym zespołem naszej piłkarskiej ekstraklasy, który po restarcie rozgrywek jeszcze nie przegrał meczu, jest Górnik Zabrze, ale najwięcej punktów w pięciu kolejkach zdobyła Legia. Zabrzanie zgromadzili 11 „oczek”, a stołeczny zespół 12. Nawiasem mówiąc, warszawianie trzy punkty stracili właśnie na wyjeździe w Zabrzu, gdzie przegrali 2:3. Teraz jednak czekają ich dwie być może rozstrzygające o mistrzowskim tytule próby sił z zespołami z grupy mistrzowskiej – w środę z Jagiellonią w Białymstoku, a w sobotę w Warszawie na Łazienkowskiej z Piastem.
Wyniki tych spotkań będą też miały istotne znaczenie w walce o miejsca gwarantujące start w kwalifikacjach Ligi Europy. Wyjazdowa wygrana Lecha z Piastem pozwoliła wrócić „Kolejorzowi” do gry o miejsce na podium, podobnie jak wyjazdowa wygrana Jagiellonii z Cracovią. Z wyścigu zrezygnowała natomiast najwyraźniej Pogoń Szczecin oraz Cracovia i Lechia Gdańsk, które są chyba teraz w dużo gorszej formie od Piasta, Lecha, Śląska i Jagiellonii.
Zdążyć póki jest Majecki
Warszawski klub ma natomiast dodatkowy powód w jak najszybszym wywalczeniu tytułu, bo wedle ostatnich informacji AS Monaco, którego zawodnikiem jest bramkarz Radosław Majecki, zażądało aby stawił się w klubie 1 lipca. „Zakupieni w styczniu i potem wypożyczeni do swoich poprzednich klubów, polski bramkarz Legii Warszawa Radosław Majecki i serbski obrońca Partizana Belgrad Strahinja Pavlović, są oczekiwani w Księstwie 1 lipca” – poinformował w poniedziałek dziennik „L’Equipe”. Legia czyni jednak zabiegi, żeby wydłużyć okres wypożyczenia Majeckiego do końca sezonu, ale w tej sprawie jest tylko petentem. 20-letni bramkarz został sprzedany do klubu z Księstwa Monako w zimowym oknie transferowym za 5 milionów euro (z wszystkimi bonusami ta kwota może urosnąć do 7 mln euro), lecz od razu został wypożyczony Legii do 30 czerwca tego roku. Nikt w styczniu nie mógł przewiedzieć takiego przebiegu pandemii koronawirusa jaki mamy obecnie i że z tego powodu sezon w Polsce zakończy się dopiero 19 lipca.
Liga francuska wprawdzie nie wznowiła rozgrywek, ale wszystkie zespoły, w tym AS Monaco, zaczęły już przygotowania do nowego sezonu. Trener zespołu z Księstwa potrzebuje Majeckiego, o z klubu odszedł dotychczasowy pierwszy bramkarz, 35-letni Chorwat Danijel Subasić, ponadto wygasły z końcem czerwca kontrakty z dwoma innymi golkiperami, więc w kadrze zespołu w tej chwili jest tylko jeden zawodnik na tej pozycji – 29-letni Francuz Benjamin Lecomte. Dlatego trener Roberto Moreno naciska nie tylko na przyjazd w terminie Majeckiego, ale chce mieć też na treningach wykupionego w lutym z Amiens 22-letniego francuskiego golkipera Loica Badiashile’a.
Trudno w tej chwili przewidzieć, jaką rolę w AS Monaco otrzyma Majecki, ale raczej nie będzie miał tam tak mocnej pozycji, jaką ma w Legii. W tym sezonie wystąpił we wszystkich 31 meczach ekstraklasy oraz w ośmiu spotkaniach kwalifikacyjnych do Ligi Europy. Nie grał jedynie w Pucharze Polski, bo w tych rozgrywkach stwali w bramce rezerwowi – Radosław Cierzniak lub Wojciech Muzyk.
Być może większym problemem okażą się kontuzje trzech zawodników z pola. W spotkaniu ze Śląskiem urazów doznali Jose Kante i Marko Vesović, a w poniedziałek nabawił się go jeszcze Vamara Sanogo. Stołeczny klub poinformował, że raczej żaden z nich nie będzie do dyspozycji trenera Aleksandara Vukovicia w najbliższych meczach.
Kontuzja to nieszczęście dla każdego piłkarza, ale Jose Kante schodząc z boiska chyba nie powinien wyładowywać frustracki na klubowej koszulce. Dzisiaj kamery są niemal wszędzie i coraz trudniej o anonimowość, a podpaść fanom Legii brakiem szacunku dla klubowych symboli to gorsze niż zderzyć się z tramwajem. Kante zszedł z boiska jeszcze przed przerwą, ale zanim mecz ze Śląskiem się skończył, zdążył usłyszeć stek wyzwisk pod swoim adresem. Troch czasu musi minąć, zanim mu wybaczą.
Frekwencja słabsza niż sądzono
W 31. kolejce po raz pierwszy po restarcie rozgrywek na trybunach pojawili się kibice. Zgodnie z rządowym rozporządzeniem kluby mogły sprzedać bilety na 25 procent miejsc. Na żadnym z ośmiu stadionów nie wyczerpano tego limitu. Najbliżej tego było na obiekcie Cracovii, z trybun którego mecz z Jagiellonią obejrzało 3185 widzów (limit wynosił 3643 osoby). Najlepszą frekwencją pod względem liczbowym mogła pochwalić się jednak Legia, bo jej potyczkę ze Śląskiem na stadionie przy Łazienkowskiej obejrzało 5220 widzów. Drugie miejsce przypadło Górnikowi Zabrze (4173 widzów), a Cracovia była w tym zestawieniu trzecia. Na pozostałych pięciu stadionach kibiców było jak na lekarstwo – w Gliwicach 1193 (12 procent limitu), w Szczecinie 999, w Lubinie 857, w Bełchatowie (tu domowe mecze rozgrywa Raków Częstochowa) 769 i w Płocku 699. W sumie na żywo spotkania w pierwszej kolejce play off obejrzało 17 095 widzów, co daje więcej niż mizerną średnią 2137 osób na jedno spotkanie.
W następnych kolejkach pewnie nie będzie wiele lepiej, bo wielu chętnych do wyprawy na ligowy mecz mogą zniechęcić alarmujące informacje o łamaniu przez kibiców zasad dystansu społecznego. Najbardziej rażące naruszenia miały miejsce na stadionach, na których widzów było najwięcej, czyli w Warszawie i Zabrzu. „To było do przewidzenia, bo czy kibice kiedykolwiek stosowali się do zaleceń klubów, UEFA, FIFA? Wprost przeciwnie. Jak tylko jakieś nakazy się na nich nakłada, zazwyczaj robią dokładnie na odwrót” – skomentował te zachowania prezes Polskiego Towarzystw Epidemiologów i Lekarzy Chorób Zakaźnych prof. Robert Flisiak.
Poza tym powrót fanów na trybuny niesie dla klubów ryzyko kar finansowych, bo kibice tu i ówdzie popełniali stare grzechy i odpalali zakazane na stadionach środki pirotechniczne, między innymi na stadionie Legii, więc zapewne Komisja Ligi nałoży za to sankcje.
Także PZPN uważnie analizuje sytuację związaną z powrotem kibiców, o czym zapewnił rzecznik prasowy federacji Jakub Kwiatkowski. „To była pierwsza od dawna kolejka z udziałem kibiców. Patrzymy, co wydarzyło się na stadionach. Mamy swoje spostrzeżenia, będziemy to analizować. Jesteśmy w kontakcie z Ekstraklasą S.A. i administracją państwową. Przyglądamy się sytuacji również w pierwszej i drugiej lidze” – zapewnił Kwiatkowski. A to oznacza, że problem jest naprawdę poważny.

Zestaw par 32. kolejki:
Grupa mistrzowska:
Środa 24 czerwca:
Lechia Gdańsk – Piast Gliwice
godz. 18:00;
Jagiellonia Białystok – Legia Warszawa
godz. 20:30;
Lech Poznań – Pogoń Szczecin
godz. 20:30.
Czwartek 25 czerwca:
Śląsk Wrocław – Cracovia
godz. 19:00.

Wyniki 31. kolejki PKO Ekstraklasy

Wyniki 31. kolejki:
Grupa mistrzowska:
Legia Warszawa – Śląsk Wrocław 2:0

Gole: Walerian Gwilia (35, 53). Żółte kartki: Wszołek, Vesović, Stolarski – Żivulić, Mączyński, Gąska. Czerwona kartka: Żivulić (75., za drugą żółtą). Sędziował: Piotr Lasyk. Widzów: 5220.
Piast Gliwice – Lech Poznań 0:2
Gole: Jakub Moder (66), Pedro Tiba (90).
Żółte kartki: Korun, Hateley – Rogne, Moder, Van der Hart, Butko, Puchacz. Czerwona kartka: Rogne (48., za drugą żółtą). Sędziował: Krzysztof Jakubik. Widzów: 1193.
Pogoń Szczecin – Lechia Gdańsk 0:1
Gol: Kenny Saief (27). Żółte kartki: Dąbrowski, Listkowski, Drygas – Saief, Zwoliński, Nalepa. Sędziował: Paweł Gil. Widzów: 994.
Cracovia – Jagiellonia Białystok 1:2
Gole: Damian Węglarz (76 samobójcza) – Ivan Runje (23), Bartosz Bida (73). Żółte kartki: Rapa, Dimun, Rafael Lopes – Puljić, Tiru. Sędziował: Szymon Marciniak. Widzów: 3185.
Grupa spadkowa:
Górnik Zabrze – Korona Kielce 3:2

Gole: Giorgos Giakoumakis (18), Ognjen Gnjatić (86 samobójcza), Igor Angulo (90) – Petteri Forsell (59), Grzegorz Szymusik (79).
Żółte kartki: Krawczyk, Prochazka – Tzimopoulos, Gnjatić, Radin, Żubrowski. Czerwone kartki: Manneh (57., Górnik,) – Cebula (57., Korona). Sędziował: Paweł Raczkowski. Widzów: 4173.
Zagłębie Lubin – ŁKS Łódź 1:0
Gole: Damjan Bohar (45). Żółte kartki: Balić, Baszkirow, Żivec, Guldan – Corral, Wróbel, Srnić. Czerwona kartka: Wróbel (39., za drugą żółtą). Sędziował: Jarosław Przybył. Widzów: 857
Wisła Płock – Arka Gdynia 0:0
żółte kartki: Garcia, Szwoch – Kopczyński, Zbozień, Wawszczyk. Sędziował: Mariusz Złotek. Widzów: 699.
Raków Częstochowa – Wisła Kraków 3:1
Gole: Kamil Kościelny (20), David Tijanić (55), Igor Sapała (78) – Aleksander Buksa (72). Żółte kartki: Kun, Oziębała – Kuveljić. Czerwona kartka: Kuveljić (41., za drugą żółtą). Sędziował: Tomasz Kwiatkowski (Warszawa). Widzów: 76

Grupa mistrzowska

  1. Legia 31 63 65:30
  2. Piast 31 53 36:28
  3. Lech 31 52 57:29
  4. Śląsk 31 49 42:35
  5. Jagiellonia 31 47 43:40
  6. Cracovia 31 46 40:31
  7. Lechia 31 46 41:42
  8. Pogoń 31 45 29:32
    Grupa spadkowa
  9. Górnik 31 44 42:40
  10. Raków 31 44 41:44
  11. Zagłębie 31 41 50:46
  12. Wisła P. 31 39 37:50
  13. Wisła K. 31 35 38:50
  14. Korona 31 30 23:40
  15. Arka 31 30 28:47
  16. ŁKS Łódź 31 21 26:54

Nerwy w grupie spadkowej

Pierwsza kolejka gier w fazie play off potwierdziła układ sił w grupie spadkowej ustalony w zasadniczej części sezonu. Górnik Zabrze i Raków Częstochowa umocniły się na czele stawki, ŁKS Łódź stracił de facto szanse na utrzymanie, zaś Korona Kielce i Arka Gdynia są już tego bardzo bliskie.

Twierdzenie, że w grupie spadkowej rywalizacja już się rozstrzygnęła, w przypadku ŁKS Łódź jest uprawnione, bowiem łodzianie tracą w tej chwili do zajmującej pierwszą bezpieczną lokatę Wisły Kraków aż 14 punktów, a do zdobycia pozostało jeszcze tylko 18 punktów w sześciu kolejkach. Co prawda obecny trener ŁKS Wojciech Stawowy ma swoim trenerskim dorobku kilka „piłkarskich cudów” dokonanych na początku XXI wieku, gdy był szkoleniowcem Cracovii, ale chyba limit nadprzyrodzonych mocy dawno się u niego wyczerpał, bo po odejściu z krakowskiego klubu nie zanotował w trenerskiej karierze żadnych znaczących osiągnięć. Nie bardzo wiadomo na co liczyli włodarze ŁKS-u zwalniając Kazimierza Moskala i zatrudniając w jego miejsce Stawowego. Musi za tym stać jakiś długofalowy plan, bo jeszcze przed zawieszeniem ligowych rozgrywek było oczywiste, że ŁKS jest pewniakiem do spadku.
Drugim pewniakiem do zawieszenia rozgrywek była Korona Kielce, ale 6 marca władze klubu zdymisjonowały trener Mirosława Smyłę i zatrudniły w jego miejsce Macieja Bartoszka. Pod jego wodzą kielecki zespół dość radykalnie zmienił swój przaśny styl gry, zaczął grać z większą odwagą i wreszcie strzelać gole, co wcześniej było jego najsłabszą stroną. Po restarcie rozgrywek Korona wygrała w Płocku z Wisłą 4:1 i zremisowała w Lubinie z Zagłębiem 1:1, ale u siebie przegrała z Piastem Gliwice (1:2) i Lechem Poznań (0:3). Cztery zdobyte punkty to było za mało, żeby wyrwać się ze strefy spadkowej. Dlatego trener Bartoszek tak mocno przeżył porażkę w Zabrzu. Kielczanie jeszcze w 86. minucie prowadzili tam 2:1, a gospodarze zwycięską bramkę zdobyli w 95. minucie spotkania. „Tego meczu nie mieliśmy prawa przegrać, dlatego w szatni padło wiele mocnych słów, ale nie można inaczej jak się przegrywa tak głupio w końcowych sekundach” – przyznał trener Korony. Bartoszek zapewnia rzecz jasna, że wciąż wierzy w swój zespół i liczy na obronienie się przed spadkiem, lecz fakty są brutalne. Porażka z Górnikiem tylko potwierdziła, że kielczanie w tej chwili są w stanie walczyć o punkty jedynie z najsłabszymi zespołami. Podobnie rzecz się ma z Arką Gdynia, zatem wygląda na to, że w strefie spadkowej arbitrami w rozgrywce o utrzymanie będą już praktycznie spokojne o ligowy byt ekipy Górnika, Rakowa i Zagłębia. Bliska tego jest także Wisła Płock, ale „Nafciarze” muszą się pilnować, bo nad imienniczką z Krakowa mają tylko cztery punkty przewagi.
Po pierwszej kolejce fazy play off wygląda więc na to, że jedynym zespołem, który mogą jeszcze dopaść Korona i Arka, jest właśnie ekipa „Białej Gwiazdy”, która po restarcie jak na razie gra słabo. W wyjazdowym starciu z Rakowem wiślacy nie mieli wiele do powiedzenia i przegrali 1:3. Na stadionie w Bełchatowie, na którym gościnnie gra zespół z Częstochowy, nie było problemów z kibicami, bo była ich garstka, ale już na stadionie w Zabrzu, na który przybyło ponad 4,5 tysiąca widzów, pojawiły się problemy z utrzymaniem dystansu społecznego i przestrzeganiem rygorów sanitarnych. Polska jako pierwsza otworzyła stadiony dla kibiców, ale niewykluczona, że po wyborach rząd ponownie zamknie trybuny dla publiczności.

48 godzin sport

Milik i Zieliński z pucharem
Piłkarze SSC Napoli wygrali po rzutach karnych z Juventusem Turyn w finale Pucharu Włoch. W ekipie zwycięzców wystąpiło dwóch polskich graczy – Piotr Zieliński grał do 88. minuty, a Arkadiusz Milik (na zdjęciu) wszedł w 66. minucie za Belga Driesa Mertensa. W regulaminowym czasie spotkanie zakończyło się wynikiem 0:0, ale sędzia nie zarządził dogrywki, co było wcześniej ustalone, tylko od razu przeszedł do konkursu rzutów karnych. Szczęście tego dnia sprzyjało ekipie z Neapolu, bo wyznaczeni do „jedenastek” przez trenera Gennaro Gattuso zawodnicy nie pudłowali, natomiast w drużynie Juventusu swoje rzuty karne zmarnowali Paulo Dybala i Danilo. Jako ostatni z piątki graczy SSC Napoli naprzeciwko bramkarza Juve Gianluigiego Buffona (Wojciech Szczęsny w Pucharze Włoch ustąpił miejsca swojemu sławnemu dublerowi) stanął Milik i pewnie pokonał blisko 42-letniego golkipera. Puchar Włoch to pierwsze trofeum Milika i Zielińskiego w barwach Napoli.

Hokejowa kadra Polski straciła selekcjonera
Polski Związek Hokeja na Lodzie nie przedłużył kontraktu z selekcjonerem reprezentacji Tomaszem Valtonen. Mający polskie korzenie fiński szkoleniowiec prowadził kadrę hokeistów przed dwa lata. W ubiegłorocznych mistrzostwach świata Dywizji 1B w Tallinie nie zdołał z nią wywalczyć awansu na zaplecze hokejowej elity (do Dywizji 1A). W tym roku mistrzostwa miały zostać rozegrane w Katowicach, ale je odwołano z powodu pandemii koronawirusa. W lutym Polacy wygrali turniej kwalifikacyjny do igrzysk olimpijskich rozegrany w kazachskim Nur-Sułtanie, pokonując faworyzowaną reprezentację gospodarzy oraz Holandię i Ukrainę. O prawo gry na igrzyskach walczyć będą za rok w sierpniu w Bratysławie ze Słowacją, Austrią i Białorusią. Prezes PZHL Mirosław Minkina wyjaśnił, że głównym powodem rozstania z z Valtonenem jest to, że ani on, ani żaden z jego fińskich współpracowników w nowym sezonie nie będzie pracował w Polsce. Decyzja o zatrudnieniu nowego trenera kadry ma zostać ogłoszona 23 czerwca.

Koronawirus dopadł piłkarzy rosyjskiego klubu
U sześciu piłkarzy klubu rosyjskiej ekstraklasy FK Rostów stwierdzono koronawirusa. W związku z tym cały zespół rozpoczął 14-dniową kwarantannę – poinformowano w środę. Wstrzymane w połowie marca rozgrywki mają być wznowione w piątek. Ekipa z Rostowa zajmuje obecnie czwarte miejsce w tabeli i pierwszego dnia restartu miała się zmierzyć z zespołem z Soczi. Nie ujawniono nazwisk zakażonych, ale poinformowano, że łącznie mieli oni bliski kontakt z 42 osobami związanymi z klubem.

Gra piłkarska ekstraklasa
Zestaw par 31. kolejki. Grupa mistrzowska: Legia Warszawa – Śląsk Wrocław, niedziela, 17:30; Cracovia – Jagiellonia Białystok, niedziela, godz. 15:00; Piast Gliwice – Lech Poznań, sobota, 17:30; Pogoń Szczecin – Lechia Gdańsk, niedziela, godz. 12:30. Grupa spadkowa: Górnik Zabrze – Korona Kielce, piątek, godz. 20:30; Raków Częstochowa – Wisła Kraków, sobota,. godz. 20:00; Zagłębie Lubin – ŁKS Łódź, piątek, godz. 18:00; Wisła Płock – Arka Gdynia, sobota, godz. 15:00.

Siatkarze zagrają z Niemcami w Zielonej Górze
Szeroka kadra reprezentacji Polski zakończyła pierwszą część zgrupowania w Spale. Na początku lipca zbierze się ponownie. PZPS poinformował, że zawarto porozumienie z niemiecką federacją i ekipa trenera Vitala Heynena w lipcu zagra w Zielonej Górze dwa mecze z reprezentacją Niemiec. W tej chwili nie przewiduje się udziału widzów. Pierwszy mecz z Niemcami zostanie rozegrany 22 lipca o 20:20, drugi dzień później o 18:00. Oba spotkania będą transmitowane przez Polsat Sport.

W pogoni za Legią

W minioną niedzielę zakończyła się faza zasadnicza sezonu naszej piłkarskiej ekstraklasy. Ostateczny podział na grupę mistrzowską i spadkową ukonstytuował się już w przedostatniej kolejce, więc w ostatniej walczono jedynie o kolejne punkty i jak najlepszą pozycję wyjściową przed fazą play off.

Niespodzianką był pierwsza po restarcie rozgrywek porażka Legii, która przegrała w Zabrzu z Górnikiem 0:2, ale stołeczny zespół nadal jest najpoważniejszym kandydatem do zdobycia mistrzowskiego tytułu. Największym wydarzeniem 31. kolejki będzie powrót kibiców na trybuny. Porażka legionistów w Zabrzu trzeba jednak uznać za typowy „wypadek przy pracy”. Lider rozgrywek miał przez cały mecz wyraźną przewagę i dominował nad rywalami w każdym aspekcie gry, z wyjątkiem skuteczności.
Trener Górnika Marcin Brosz tym razem nie zamierzał szpanować jak w rundzie jesiennej, kiedy to na Łazienkowskiej nakazał swoim piłkarzom otwartą grę i zapłacił za odwagę klęską 1:5. Na swoim boisku ustawił zespół na zmasowaną obronę oraz ataki z kontry i ta taktyka przyniosła mu powodzenie, bo wygrał 2:0 i dzięki trzem zdobytym punktom Górnik wspiął się na szczyt grupy spadkowej. Teraz pewnie rywale „Wojskowych” w fazie play off będą grali podobnie jak zabrzanie.
Kibice wracają na trybuny
Przekonamy sie o tym już w najbliższą niedzielę, bo tego dnia stołeczny zespół podejmie na Łazienkowskiej trzeci obecnie zespół ekstraklasy, czyli Śląsk Wrocław. Tak wysokie miejsce w tabeli to w znacznej mierze zasługa czeskiego trenera Vitezslava Laviczki. 57-letni szkoleniowiec objął drużynę w styczniu 2019 roku z zadaniem utrzymania jej w lidze. Dokonał tego, chociaż Śląsk zakończył sezon tuż nad strefą spadkową, lecz w kolejnych miesiącach radykalnie odmienił styl gry tego zespołu i teraz może z nim nawet wywalczyć prawo gry w eliminacjach Ligi Europy.
Szefowie wrocławskiego klubu przedłużyli więc kontrakt z Laviczką do końca czerwca 2022 roku, co może znacząco wpłynąć na motywację piłkarzy. Z Legią Śląsk w tym sezonie zremisował w Warszawie 0:0, a w rundzie rewanżowej przegrał u siebie 0:3, lecz miało to miejsce w grudniu ubiegłego roku, w 19. kolejce. Teraz legionistom tak łatwo pewnie nie pójdzie, ale na stratę punktów pozwolić już sobie nie mogą, bo drugi w tabeli Piast zmniejszył dystans do siedmiu punktów. To wciąż kolosalna różnica, lecz już nie dająca takiego psychicznego komfortu jaki dawała przewaga dziesięciu „oczek”.
W najbliższy weekend na stadiony ekstraklasy wrócą kibice, jednak w limitowanej liczbie – będą mogli wypełnić jedynie 25 procent pojemności trybun. W przypadku Legii będzie to około ośmiu tysięcy widzów, co już zapewni piłkarzom stołecznego zespołu wystarczająco głośny doping. Ale już na stadionie w Zabrzu PZPN ograniczył nawet dozwolone 25 procent, co pozwalało na obecność sześciu tysięcy kibiców. Na piątkowe spotkanie z Koroną będzie mogło wejść maksymalnie 4600 widzów, bo jak sie okazało, na wciąż budowanym zabrzańskim stadionie krzyżują się przejścia między wyznaczonymi strefami. Poza tym nie wiadomo czy w ogóle na stadion Górnika będą mogli wejść kibice, bo Śląsk jest przecież regionem w którym ostatnio notuje najwięcej przypadków zakażenia koronawirusem w Polsce. Decyzja w tej sprawie należy do wojewody.
Terminarz fazy play off
W 31. kolejce frekwencja będzie i tak mizerna, bo oprócz stadionu Legii, pozostałe obiekty są albo znacznie mniejsze, albo w budowie (Zabrze, Szczecin). Fani futbolu są jednak tak spragnieni oglądania meczów na żywo, że pewnie wszystkie udostępnione miejsca na obiektach zostaną wykorzystane.
Obecność kibiców z pewnością uatrakcyjni telewizyjny przekaz, co jest teraz dla klubów ekstraklasy szczególnie ważne, bo w czasie pandemii nadawcy z wielu krajów kupili prawa do transmisji. Niedawno zrobiła to rosyjska stacja Match TV, która jest obok NTV jednym z ośmiu naziemnych kanałów będących własnością koncernu Gazprom Media Holding. Tym samy Rosja jest 18. krajem, w którym w tym sezonie pokazywane będą mecze polskiej piłkarskiej ekstraklasy.
Faza play off PKO Ekstraklasy rozpocznie się w piątek 19 czerwca i potrwa do niedzieli 19 lipca. Pierwsze miejsce wywalczone w zasadniczej części sezonu zapewniło Legii przywilej rozegrania czterech z siedmiu spotkań na swoim boisku. Podopieczni trenera Vukovicia zagrają u siebie, poza Śląskiem Wrocław, także z Piastem Gliwice, Cracovią i Pogonią Szczecin. Taki sam przywilej przysługuje trzem pozostałym zespołom z czołowej czwórki w grupie mistrzowskiej, czyli Piastowi, Śląskowi i Lechowi Poznań. Analogiczna sytuacja jest w grupie spadkowej. Po cztery spotkania na swoich stadionach rozegrają Górnik Zabrze, Raków Częstochowa, Zagłębie Lubin i Wisła Płock.

Terminarz play off

  1. kolejka (19-21 czerwca)
    Grupa mistrzowska:
    Legia Warszawa – Śląsk Wrocław, Cracovia – Jagiellonia Białystok, Piast Gliwice – Lech Poznań, Pogoń Szczecin – Lechia Gdańsk;
    Grupa spadkowa:
    Górnik Zabrze – Korona Kielce, Raków Częstochowa – Wisła Kraków, Zagłębie Lubin – ŁKS Łódź, Wisła Płock – Arka Gdynia;
  2. kolejka (23-24 czerwca)
    Grupa mistrzowska:
    Jagiellonia – Legia, Śląsk – Cracovia, Lechia – Piast, Lech – Pogoń
    Grupa spadkowa:
    ŁKS Łódź – Górnik, Wisła Kraków – Wisła Płock, Korona – Raków, Arka – Zagłębie;
  3. kolejka (26-29 czerwca)
    Grupa mistrzowska:
    Legia – Piast, Śląsk – Lech, Cracovia – Pogoń, Jagiellonia – Lechia;
    Grupa spadkowa:
    Górnik – Wisła Kraków, Wisła Płock – ŁKS, Raków – Arka, Zagłębie – Korona;
  4. kolejka (3-6 lipca)
    Grupa mistrzowska:
    Lech – Legia, Piast – Śląsk, Pogoń – Jagiellonia, Lechia – Cracovia;
    Grupa spadkowa:
    Wisła Płock – Górnik, Raków – Zagłębie, Korona – Arka, ŁKS – Wisła Kraków;
  5. kolejka (10-12 lipca)
    Grupa mistrzowska:
    Legia – Cracovia, Lech – Lechia, Piast – Jagiellonia, Śląsk – Pogoń;
    Grupa spadkowa:
    Górnik – Raków, Zagłębie – Wisła Płock, Wisła Kraków – Korona, Arka – ŁKS;
  6. kolejka (14-15 lipca, wtorek-środa)
    Grupa mistrzowska (środa):
    Lechia – Legia, Cracovia – Lech, Pogoń – Piast, Jagiellonia – Śląsk;
    Grupa spadkowa (wtorek):
    Arka – Górnik, Zagłębie – Wisła Kraków, ŁKS – Raków, Wisła Płock – Korona;
  7. kolejka (18-19 lipca)
    Grupa mistrzowska (niedziela):
    Legia – Pogoń, Piast – Cracovia, Śląsk – Lechia, Lech – Jagiellonia;
    Grupa spadkowa (sobota):
    Górnik – Zagłębie, Wisła Kraków – Arka, Raków – Wisła Płock, Korona – ŁKS Łódź.

Wyniki 30 kolejki PKO Ekstraklasy

Koniec zasadniczej fazy rozgrywek
Wyniki 30. kolejki:


Górnik Zabrze – Legia Warszawa 2:0

Gole: Jesus Jimenez (29), Igor Angulo (59).
Sędziował: Szymon Marciniak (Płock).
Mecz bez widzów.
Jagiellonia Białystok – Piast Gliwice 0:2
Gole: Piotr Parzyszek (24 karny), Tom Hateley (85 karny).
Żółte kartki: Arsenić, Borysiuk, Tiru – Czerwiński.
Czerwona kartka: Borysiuk (73. minuta, za drugą żółtą).
Sędziował: Paweł Raczkowski (Warszawa).
Mecz bez widzów.
Śląsk Wrocław – ŁKS Łódź 4:0
Gole: Filip Marković (4), Dino Stiglec (17), Przemysław Płacheta (23), Erik Exposito (74).
Żółte kartki: Wolski, Pirulo (ŁKS).
Sędziował: Paweł Gil (Lublin).
Mecz bez widzów.
Korona Kielce – Lech Poznań 0:3
Gole: Christian Gytkjaer (48, 65 karny, 68).
Żółte kartki: Gnjatić, Kovacević, Pucko, Spychała – Jóźwiak.
Sędziował: Tomasz Musiał (Kraków).
Mecz bez widzów.
Cracovia – Wisła Płock 1:1
Gole: Pelle van Amersfoort (83) – Mateusz Szwoch (70).
Żółte kartki: Jablonsky – Garcia.
Sędziował: Piotr Lasyk (Bytom).
Mecz bez widzów.
Pogoń Szczecin – Lechia Gdańsk 1:1
Gole: Santeri Hostikka (4) – Maciej Gajos (30).
Żółte kartki: Matynia, Drygas, Kowalczyk, Bartkowski, Triantafyllopoulos – Zwoliński.
Sędziował: Jarosław Przybył (Kluczbork).
Mecz bez widzów.
Raków Częstochowa – Zagłębie Lubin 2:1
Gole: Tomas Petrasek (47), Felicio Brown Forbes (73) – Bartosz Białek (60).
Żółte kartki: Jach, Petrasek (Raków).
Sędziował: Bartosz Frankowski (Toruń).
Mecz bez widzów.
Arka Gdynia – Wisła Kraków 0:0
Żółte kartki: Jankowski, Młyński – Janicki, Kuveljić.
Sędziował: Krzysztof Jakubik (Siedlce).
Mecz bez widzów.

Grupa mistrzowska

  1. Legia 30 60 63:30
  2. Piast 30 53 36:26
  3. Śląsk 30 49 42:33
  4. Lech 30 49 55:29
  5. Cracovia 30 46 39:29
  6. Pogoń 30 45 29:31
  7. Jagiellonia 30 44 41:39
  8. Lechia 30 43 40:42
    Grupa spadkowa
  9. Górnik 30 41 39:38
  10. Raków 30 41 38:43
  11. Zagłębie 30 38 49:46
  12. Wisła P. 30 38 37:50
  13. Wisła K. 30 35 37:47
  14. Korona 30 30 21:37
  15. Arka 30 29 28:47
  16. ŁKS Łódź 30 21 26:53

Chcieli 25 procent, a teraz się boją

Opublikowane w miniony piątek w Dzienniku Ustaw rozporządzenie Rady Ministrów zezwala od 19 czerwca na obecność kibiców na meczach piłkarskich, lecz jedynie w ograniczonej liczbie, nie więcej niż 25 procent pojemności trybun.

Tak więc premier Mateusz Morawiecki spełnił prośbę prezesa PZPN Zbigniewa Bońka, pojawił się jednak problem, bo pandemia koronawirusa w Polsce nie słabnie, a nawet wręcz odwrotnie. Po wprowadzeniu zmian w rozporządzeniu Rady Ministrów z dnia 29 maja 2020 r. w sprawie ustanowienia określonych ograniczeń, nakazów i zakazów w związku z wystąpieniem stanu epidemii (Dz. U. poz. 964, 966, 991 i 1006), jeden z punktów stanowi: „Na stadionach i boiskach w zakresie organizacji współzawodnictwa sportowego seniorów w rozgrywkach prowadzonych przez polski związek sportowy w drugiej i trzeciej klasie rozgrywkowej oraz Pucharze Polski lub ligę zawodową działającą w najwyższej klasie rozgrywkowej w sporcie piłka nożna oraz na stadionach oraz przy wykorzystaniu infrastruktury zewnętrznej do uprawiania sportów motorowych w zakresie organizacji współzawodnictwa sportowego w rozgrywkach prowadzonych przez polski związek sportowy w drugiej klasie rozgrywkowej oraz przez ligę zawodową działającą w najwyższej klasie rozgrywkowej w sporcie żużlowym organizacja współzawodnictwa sportowego odbywała się tak, aby udostępniono publiczności co czwarte miejsce na widowni, w rzędach naprzemiennie, z tym że nie więcej niż 25 procent liczby miejsc przewidzianych dla publiczności”.
Sekretarz generalny PZPN Maciej Sawicki przyznał jednak publicznie, że federacja monitoruje sytuację w kraju związaną z pandemią i nie wyklucza, że w niektórych regionach kraju udostępnienie trybun dla kibiców może zostać odłożone w czasie. „Widzimy, że w niektórych regionach kraju może być problem, żeby to rozporządzenie weszło w życie już od 19 czerwca. Wydaje mi się więc, że finalne wdrożenie tego planu będzie bardzo zróżnicowane, jeśli chodzi o województwa i będzie zależało również od władz lokalnych. Bezpieczeństwo widzów jest dla nas najważniejsze” – stwierdził Sawicki.
Na szczęście chodzenie na mecze nie jest obowiązkowe i nikt nie musi narażać swojego zdrowia, jeśli tego nie chce. Ewentualne pretensje w razie zakażenia można będzie kierować na Berdyczów.