Legioniści kończą rok na pierwszym miejscu

Piłkarska ekstraklasa przerwała rozgrywki po 14. kolejkach, ale sukcesem jest jednak to, że mimo pandemii odbyły się wszystkie ze 112 spotkań. Padło w nich 306 goli, co daje średnią 2,73 bramki na mecz. W czterech zespołach dokonano zmiany trenerów. Tak w największym skrócie można podsumować pierwszą odsłonę sezonu 2020/2021.

W minioną niedzielę meczami Piasta Gliwice z Rakowem Częstochowa (0:0) i Jagiellonii Białystok z Górnikiem Zabrze (1:0) zakończyła się ostatnia w tym roku, 14. kolejka PKO Ekstraklasy. Mimo sensacyjnej porażki u siebie ze Stalą Mielec (2:3) pozycję lidera utrzymała broniąca mistrzowskiego tytułu Legia Warszawa. W tym sezonie do niższej ligi spada tylko jeden zespół, a zagrożone degradacją ostatnie miejsce okupuje jeden z trzech beniaminków ekstraklasy, Podbeskidzie Bielsko-Biała, lecz dwaj pozostali, Stal Mielec i Warta Poznań, uplasowały się tuż nad bielszczanami z czteropunktową przewagą. To jeszcze niczego wprawdzie nie przesądza, ale już widać, że te trzy drużyny trochę poziomem odstają od reszty i po wznowieniu rozgrywek raczej to się nie zmieni.
W Legii tuż przed świętami z powodu tej porażki zrobiło się jednak trochę nerwowo, bo prezes Legii Dariusz Mioduski nie krył swojej irytacji z powodu porażki z jednym z najsłabszych zespołów ekstraklasy. Na szczęście Raków tylko zremisował w Gliwicach z Piastem i dzięki temu nie doszło do zmiany na szczycie tabeli. Wypada jednak zauważyć dobrą postawę trzeciej w stawce Pogoni Szczecin, która po perturbacjach spowodowanych zakażeniami koronawirusem sporej części zespołu zakończyła jesienną rundę w imponującym stylu. „Portowcy” mają świetnego trenera (Kosta Runjanić), grupę naprawdę niezłych zawodników i wiosną mogą powalczyć nawet o mistrzostwo.
Mistrz bogaty mimo pandemii
Wszystkie finansowe sprawozdania wskazują, ze najbogatszym klubem ekstraklasy niezmiennie pozostałe Legia. Z ostatniego raportu wynika, że stołeczny klub osiągnął wzrost przychodów sprzedażowych o 10 procent, do poziomu 101,9 mln złotych, a wynik netto przy spadku kosztów operacyjnych wyniósł 7,85 mln zł, co jest dużym skokiem zważywszy na fakt, że roik wcześniej „Wojskowi” zanotowali stratę przekraczającą 31 mln złotych.
Legia w zeszłym sezonie zdobyła mistrzostwo Polski i z tego tytułu otrzymała z medialnego „tortu” 31,3 mln zł. Wzrosły też przychody reklamowe klubu – z 21,33 do 27,3 mln zł. W obecnym sezonie zapewne też wzrosną, ponieważ w sierpniu „Wojskowi” zawarli kontrakt z nowym sponsorem głównym – internetową platformą finansową Plus500. Poza tym od lat współpracują z firmą bukmacherską Fortuna i marką piwną Królewskie. Przychody Legii z transferów zawodników, podwoiły się z 25,8 mln złotych do 50,9 mln zł. Złożyła się na to głównie sprzedaż dwóch zawodników na początku tego roku – napastnika Jarosława Niezgody do Portland Timbers (za 5,5 mln dolarów) oraz bramkarza Radosława Majewskiego do AS Monaco (ponad 7 mln euro). W drugiej połowie roku stołeczny klub dokonał też transferu Michała Karbownika do Brighton&Howe za 5,5 mln euro, którego angielski zespół do końca tego sezonu zostawił jednak na Łazienkowskiej.
W związku z epidemią koronawirusa Legia skorzystała z tarczy finansowej Polskiego Funduszu Rozwoju dla małych i średnich firm, w maju otrzymała 3,5 mln zł nieoprocentowanego kredytu, którego od 25 do 75 proc. zgodnie z zasadami tarczy może być bezzwrotne przy spełnieniu określonych kryteriów. Wydatki operacyjne Legii Warszawa w zeszłym roku finansowym wyniosły 131,35 mln zł i były mniejsze o 10 procent w porównaniu z poprzednim okresem obliczeniowym. Przesądziło o tym zmniejszenie wydatków na wynagrodzenia z 61,6 do 51,1 mln zł.
Kadrowa rewolucja na Łazienkowskiej
W minioną sobotę, czyli już następnego dnia po porażce ze Stalą, trener Michniewicz odbył długą rozmowę z prezesem i zarazem właścicielem Legii Dariuszem Mioduskim. Potem w mediach opowiadał, że dyskutował z szefem także o sprawach kadrowych, a jest to temat o tyle palący, że latem przyszłego roku wygasają kontrakty aż 12 zawodników. Na tej liście znajdują się: Artur Boruc, Radosław Cierzniak, Igor Lewczuk, Ariel Mosór, Inaki Astiz, Luis Rocha, Marko Vesović, Paweł Stolarski, Walerian Gwilia, Mateusz Cholewiak, Paweł Wszołek, Jose Kante. Do tej grupy trzeba też doliczyć Michała Karbownika, który po sezonie odejdzie do Brighton oraz Williama Remy i Vamara Sanogo, których umowy właśnie zostały rozwiązane. Z końcem tego roku wygaśnie też umowa z Domagojem Antoliciem. W sumie zatem z obecnej kadry legionistów do 31 czerwca 2021 roku odejdzie w sumie 16 piłkarzy, a być może 17, bo ważą się jeszcze losy Joela Valencii. Ekwadorczyk, który w polskiej lidze zrobił furorę w Piaście Gliwice, z którego odszedł do angielskiego Brentford, ale tam się nie przebił i został na ten sezon wypożyczony do Legii, lecz także na Łazienkowskiej rozczarował swoja grą i wszystko wskazuje, iż warszawski klub odeśle go do Anglii już w styczniu.
Trener Michniewicz przyznał, że Legia będzie w przerwie zimowe chciała pozyskać dwóch skrzydłowych i napastnika o walorach innych niż te, którymi imponuje w obecnych rozgrywkach Czech Tomas Pekhart, najskuteczniejszy strzelec PKO Ekstraklasy (14 goli). Na liście graczy, których ściągnięciem zainteresowani są „Wojskowi”, znajdują się wyłącznie gracze zagraniczni. „Z niektórymi piłkarzami, którym w czerwcu skończą się kontrakty, zaczniemy negocjacje wcześniej, z innymi dopiero pod koniec sezonu. W tej pierwszej grupie są m.in. Paweł Wszołek i Artur Boruc, którego Michniewicz wciąż widzi w zespole, chociaż byłemu bramkarzowi reprezentacji Polski stuknęła już „40”. „Myślę, że on mógłby być takim naszym Gianluigim Buffonem, przy którym będący jego zmiennikiem Cezary Miszta mógłby szlifować swój bramkarski talent. Na razie nie wiem, czy jemu taka rola by odpowiadała, ale na pewno siądziemy do rozmowy i sobie to porządnie omówimy” – zapewnił trener Michniewicz.
W opinii szkoleniowca stołecznej drużyny w rundzie jesiennej to pozyskany latem Bartosz Kapustka stał sie kluczowym graczem Legii i sercem tego zespołu. W opinii Michniewicza ten 23-letni piłkarz wkrótce wróci do reprezentacji Polski. „Jeszcze nie pokazał wszystkiego, na co go stać, ale ma takie umiejętności, że za chwilę zacznie o niego pytać selekcjoner naszej kadry. Na najbliższe Euro Bartek może jeszcze nie zdąży, ale po turnieju będzie nowa reprezentacja, nowe rozdanie i to może być też szansa dla niego” – ocenił Michniewicz. Powinien też dodać, że najważniejszym kryterium będą mistrzostwo i Puchar Polski oraz zwycięski marsz legionistów w kwalifikacjach Ligi Mistrzów.

Wyniki 14. kolejki PKO Ekstraklasy

Wyniki 14. kolejki:
Legia Warszawa – Stal Mielec 2:3

Gole: Bartosz Slisz (17), Tomas Pekhart (24) – Maciej Domański (5 karny, 43 karny), Grzegorz Tomasiewicz (60 karny).
Żółte kartki: Jędrzejczyk, Luquinhas, Wieteska – Tomasiewicz, Żyro, Pawłowski.
Sędziował: Bartosz Frankowski (Toruń).
Mecz bez publiczności.
Piast Gliwice – Raków Częstochowa 0:0
Żółte kartki: Malarczyk – Cebula, Zawada.
Sędziował: Damian Sylwestrzak (Wrocław).
Mecz bez publiczności.
Pogoń Szczecin – Zagłębie Lubin 1:0
Gol: Michał Kucharczyk (90). Żółte kartki: Bartkowski, Drygas, Kozłowski, Kucharczyk – Żubrowski, Drażić. Czerwona kartka: Jakub Żubrowski (19., Zagłębie, za drugą żółtą). Sędziował: Sebastian Jarzębak (Bytom).
Mecz bez publiczności.
Jagiellonia Białystok – Górnik Zabrze 1:0
Gol: Jesus Imaz (52). Żółte kartki: Cernych, Romanczuk, Bida – Jimenez. Sędziował: Daniel Stefański (Bydgoszcz).
Mecz bez publiczności.
Śląsk Wrocław – Warta Poznań 2:1
Gole: Israel Puerto (5), Bartłomiej Pawłowski (54) – Robert Janicki (75). Żółte kartki: Pawelec, Zylla – Kieliba. Sędziował: Tomasz Wajda (Żywiec). Mecz bez publiczności.
Wisła Płock – Podbeskidzie Bielsko-Biała 4:1
Gole: Patryk Tuszyński (13), Alan Uryga (21), Dusan Lagator (38), Mateusz Lewandowski (77) – Dusan Lagator (69 samobójcza).
Żółte kartki: Tuszyński, Uryga – Modelski, Jaroch, Rzuchowski. Czerwone kartki: Bartosz Jaroch (61., Podbeskidzie, za drugą żółtą), Michał Rzuchowski (85., Podbeskidzie, za drugą żółtą). Sędziował: Paweł Gil (Lublin). Mecz bez publiczności.
Cracovia – Lechia Gdańsk 0:3
Gole: Rafał Pietrzak (15), Maciej Gajos (81), Jaroslav Mihalik (90).
Żółte kartki: Gardawski, Szymonowicz – Kubicki, Flavio Paixao, Fila, Haydary, Kałuziński. Czerwona kartka: Gardawski (80., za drugą żółtą). Sędziował: Krzysztof Jakubik (Siedlce). Mecz bez publiczności.
Lech Poznań – Wisła Kraków 0:1
Gol: Jakub Błaszczykowski (67).
Żółte kartki: Moder – Yeboah.
UWAGA: Cracovia rozpoczęła rozgrywki z karą – 5 pkt za udział w futbolowej korupcji.

  1. Legia 14 29 23:15
  2. Raków 14 28 27:15
  3. Pogoń 14 28 20:8
  4. Śląsk 14 23 21:15
  5. Górnik 14 23 18:14
  6. Zagłębie 14 22 18:15
  7. Jagiellonia 14 20 22:24
  8. Lechia 14 19 20:19
  9. Lech 14 17 23:22
  10. Cracovia 14 16 18:17
  11. Wisła P. 14 16 17:20
  12. Wisła K. 14 14 19:19
  13. Piast 14 14 17:18
  14. Warta 14 13 13:19
  15. Stal 14 13 17:28
  16. Podbeskidzie 14 9 13:38

Kolejka niespodzianek w PKO Ekstraklasie

Ostatni w tym roku ligowa kolejka obfitowała w zaskakujące rozstrzygnięcia. Największą niespodziankę sprawili kibicom i bukmacherom piłkarze Stali Mielec, którzy pokonali lidera ekstraklasy Legię na jej stadionie 3:2. Niewiele mniejszymi sensacjami były wyjazdowe wygrane Lechii Gdańsk z Cracovią 3:0 i Wisły Kraków z Lechem 1:0.

Trener Leszek Ojrzyński przejął zespół Stali Mielec 11 listopada po Dariuszu Skrzypczaku. Mielczanie po dziewięciu rozegranych kolejkach mieli na koncie ledwie pięć punktów i serię czterech porażek z rzędu, w tym nader bolesne 0:6 z Wisłą Kraków na swoim stadionie. Pod wodzą nowego szkoleniowca Stal w pięciu kolejnych ligowych meczach wywalczyła osiem cenny punktów, notując dwie wygrane, dwa remisy i tylko jedną porażkę, na wyjeździe z Pogonią (0:2).
Wygrali dzięki karnym
Odniesione w miniony piątek wyjazdowe zwycięstwo nad Legią trzeba jednak uznać za sensację, bo chociaż była to trzecia porażka legionistów doznana w obecnych rozgrywkach na własnym stadionie, to wypada podkreślić, że obie wcześniejsze stołeczny zespół poniósł jeszcze za trenerskich rządów Aleksandara Vukovicia. Odkąd szkoleniowcem Legii jest Czesław Michniewicz, na Łazienkowskiej urwać jej punkty udało się jedynie Piastowi Gliwice, który zremisował tam 29 listopada w 11. kolejce, lecz aż do spotkania ze Stalą legioniści pod wodzą Michniewicza pozostawali w naszej lidze niepokonani.
Legia przegrała ze Stalą w dość niecodziennych okolicznościach, tracąc wszystkie trzy gole po rzutach karnych. Dwie pierwsze „jedenastki” podyktowane przez sędziego Bartosza Frankowskiego były raczej bezdyskusyjne, chociaż drugą odgwizdał dopiero po interwencji arbitrów z VAR (w tym meczu służbę przy analizie wideo pełnili Krzysztof Jakubik i Arkadiusz Wójcik). Oba rzuty karne na bramki zamienił Maciej Domański, dzięki czemu mielczanie po pierwszej połowie remisowali 2:2 (gole dla gospodarzy strzelili Bartosz Slisz w 17. i Tomas Pekhart w 24. minucie), ale piłkarz ten mimo to w przerwie został zmieniony. Gdyby został na boisku chociaż jeszcze na kwadrans, miałby dużą szansę na skompletowanie hat-tricka, bo w 58. minucie Frankowski po raz trzeci podyktował rzut karny na korzyść zespołu gości. Tym razem kontrowersyjny, bo w starciu napastnika Stali Łukasza Zjawińskiego, nota bene byłego gracza Legii oddanego do Stali za bezcen, z Arturem Jędrzejczykiem obaj ostro szarpali się za koszulki. Sędzia uznał jednak, że Jędrzejczyk robił to bardziej nieprzepisowo i nie dość, że odgwizdał kolejną „jedenastkę”, to jeszcze wlepił stoperowi Legii żółtą kartką. Po obejrzeniu telewizyjnej powtórki tej spornej sytuacji trudno nie nabrać przekonania, że Zjawiński trochę arbitra oszukał waląc się z teatralną przesadą na murawę jak kłoda. Dziwi jednak, że akurat w tej sytuacji sędziowie VAR nie zabrali głosu. Co ciekawe, ta sama para sędziów VAR także podczas zaległego meczu Lecha z Pogonią (0:1) nie interweniowała przy nieprawidłowo podyktowanym rzucie karnym. „Moi piłkarze przebiegli w tym meczu w sumie 123 kilometry i cały czas walczyli, ale jeśli chce się coś ugrać w z Legią, najlepszą drużyną w Polsce, to inaczej się nie da. Prowadziliśmy 1:0, ale później się zagapiliśmy i straciliśmy dwa gole, lecz rzuty karne utrzymały nas przy życiu” – przyznał trener Ojrzyński.
Lechia przełamała impas
Ekipa Lechii Gdańsk przyjechał do Krakowa z podwójnym obciążeniem – po czterech kolejnych porażkach poniesiony w obecnym sezonie w ekstraklasie oraz serii sześciu przegranych meczów z Cracovią z rzędu. Zespół „Pasów” wydawał się więc murowanym faworytem sobotniej potyczki, tym bardziej, że podopieczni trenera Michała Probierza w poprzedniej kolejce wywieźli komplet punktów z niegościnnego dla przyjezdnych stadionu Górnika Zabrze. Ale już po kwadransie gry było widać, że tym razem ekipie „Pasów” trudno będzie o kolejne zwycięstwo nad gdańszczanami. W 15. minucie pierwszego gola dla Lechii strzelił z rzutu wolnego były zawodnik Wisły Kraków Rafał Pietrzak. Gospodarze rzucili się do ataku chcąc jak najszybciej doprowadzić do remisu, ale jak ktoś za bardzo się spieszy, to rywal tylko się cieszy. Gracze Cracovii swoimi chaotycznymi atakami nie byli w stanie poważnie zagrozić ekipie Lechii, która do przerwy miała kilka okazji do przećwiczenia gry z kontrataku. W przerwie trener Probierz przeprowadził trzy zmiany, co pomogło o tyle, że optycznie gospodarze sprawiali wrażenie, iż mają na boisku przewagę. Nic jednak z niej nie wynikało, natomiast lechiści z każdą kolejna kontrą czyli pod bramką strzeżoną przez Karola Niemczyckiego coraz większe zagrożenie. W 79. minucie prowadzący spotkanie sędzia Krzysztof Jakubik za drugą w tym spotkaniu żółtą kartkę wyrzucił z boiska obrońcę „Pasów” Michała Gardawskiego, co zespół Lechii natychmiast wykorzystał zdobywając drugą bramkę. Przy tym trafieniu asystę zaliczył Pietrzak, a bramkarza „Pasów” pokonał najlepszy na boisku Maciej Gajos. Już w doliczonym czasie gry rozbity psychicznie zespół gospodarzy „dobił” dawny zawodnik krakowskiego klubu Jaroslav Mihalik, który wykorzystał podanie Conrado i ustalił wynik spotkania na 3:0.
Błaszczykowski załatwił Lecha
Zespół Lecha Poznań jako jedyny w ekstraklasie musiał do grudnia godzić grę na krajowym podwórku z występami w fazie grupowej Ligi Europy. Trener „Kolejorza” Dariusz Żuraw w rozegranym w środku tygodnia zaległym meczu z Pogonią Szczecin musiał radzić sobie bez ośmiu kontuzjowanych piłkarzy, a w sobotnim meczu z Wisłą Kraków do listy nieobecnych w kadrze z powodu urazów graczy dołączyli kolejni – stoperzy Thomas Rogne i Djordje Crnomarković oraz najskuteczniejszy strzelec zespołu Mikael Ishak. Ale nowy trener ekipy „Białej Gwiazdy” Peter Hyballa też miał poważne luki w kadrze, bo za przekroczenie limitu żółtych kartek musieli pauzować Michal Frydrych i Maciej Sadlok, a sześciu innych graczy leczyło kontuzje. W tej sytuacji po dłuższej przerwie w kadrze meczowej pojawił się Jakub Błaszczykowski, który jednak zaczął mecz na ławce rezerwowych.
Do przerwy emocje były tylko w 42. minucie gdy sędzia Tomasz Kwiatkowski odgwizdał rzut karny dla gospodarzy, który jednak po analizie VAR anulował. Po zmianie stron lechici mocno przycisnęli wiślaków i wydawało się, że lada moment zaczną strzelać gole. Ale wtedy w 53. na boisku pojawił się Błaszczykowski, który w 68. minucie przesądził o wygranej wiślaków. Bramkarz Lecha podał piłkę do lewego obrońcy Wasyla Kraweca, ale ukraiński piłkarz fatalnie przyjął piłkę, która trafiła do Błaszczykowskiego. Współwłaściciel krakowskiego klubu nie zmarnował okazji i strzałem przy słupku pokonał bramkarza Lecha. Potem jednak bohaterem w krakowskiej drużynie był już tylko bramkarz Mateusz Lis, broniący skutecznie i z dużym szczęściem liczne strzału piłkarzy „Kolejorza”. To dzięki niemu wiślacy utrzymali korzystny wynik do ostatniego gwizdka sędziego.
W Lechu po tej porażce z pewnością będzie nerwowo, a trenera Żurawia jeszcze przed świętami czekają trudne rozmowy z szefami klubu. Jeden ligowy punkt zdobyty w trzech ostatnich spotkaniach to może nie jest powód do zwolnienia z posady, ale władze poznańskiego klubu będą chciały usłyszeć od szkoleniowca jakie ma pomysły na drugą część rozgrywek. „Kolejorz” ma już dużą stratę punktową do czołówki, więc jeśli chce liczyć się w walce o czołowe lokaty, a wiadomo, że chce, w pozostałych do rozegrania 16 kolejkach nie może już pozwolić sobie na słabsze występu w żadnym meczu.

48 godzin sport

Zmiana trenera szansą dla Grosickiego
Kamil Grosicki (na zdjęciu) po awansie zespołu West Bromwich Albion do Premier League nagle stracił uznanie w oczach chorwackiego trenera Slavena Bilicia i został przez niego odesłany do rezerw. Skrzydłowy reprezentacji Polski próbował odejść do innego klubu, co się nie udało, w końcu poprosił o zgodę na występy w zespole młodzieżowym. Gdy w jednym z meczów druzyny U-23 strzelił dwa gole i zaliczył asystę, Bilić w końcu włączył go do kadry pierwszego zespołu i nawet dał mu zagrać przez 10 minut w spotkaniu z Newcastle. I na tym jego dobra wola się skończyła i we wtorkowym wyjazdowym meczu z Manchesterem City, zremisowanym przez WBA 1:1, Grosicki nawet się nie podniósł z ławki rezerwowych. Następnego dnia Bilić przestał być już jednak trenerem zespołu West Bromwich, a jego miejsce zajmie były selekcjoner reprezentacji Anglii Sam Allardyce. Może pod jego wodzą „Grosik” zacznie regularnie występować w Premier League? West Bromwich po 13 kolejkach ma na koncie tylko jeden wygrany mecz i znajduje się w strefie spadkowej.

Ukraińska tenisistka z polskim paszportem podejrzana o doping
Międzynarodowa Federacja Tenisowa (ITF) ogłosiła, że u występującej w polskich barwach Ukrainki Anastazji Szoszyny 26 października tego roku podczas turnieju ITF w Stambule wykryto obecność stanozololu, zakazanego sterydu anabolicznego. 30 listopada Szoszyna usłyszała zarzut złamania przepisów antydopingowych, a 12 grudnia została przez ITF tymczasowo zawieszona do czasu wyjaśnienia sprawy. 23-letniej tenisistce grozi kilkuletnia dyskwalifikacja. Szoszyna od lat mieszka i trenuje w Polsce, w czerwcu tego roku otrzymała polskie obywatelstwo i uczestniczyła nawet w zgrupowaniu kadry narodowej w Zielonej Górze. W rankingu WTA zajmuje obecnie 445. lokatę w singlu i 296. w deblu. Ma na koncie pięć zwycięstw singlowych w turniejach pod szyldem ITF i 10 w grze podwójnej.

Ostatnie tegoroczne potyczki w piłkarskiej ekstraklasie
W środę rozegrano zaległy mecz z 5. kolejki PKO Ekstraklasy Lech Poznań przegrał u siebie z Pogonią Szczecin 0:4. Gole dla „Portowców” strzelili: Thomas Rogne (2 samobójcza), Sebastian Kowalczyk (39), Kamil Drygas (45 karny) i Tomas Podstawski (90). Pogoń po tym zwycięstwie powiększyła swój dorobek do 25 pkt i awansowała w tabeli na trzecie miejsce. A tak wygląda zestaw par ostatniej w tym roku, 14. kolejki ligowej. Piątek: Wisła Płock – Podbeskidzie Bielsko-Biała, godz. 18:00, sędziuje Paweł Gil (Lublin); Legia Warszawa – Stal Mielec, godz. 20:30, sędziuje Bartosz Frankowski (Toruń). Sobota: Pogoń Szczecin – Zagłębie Lubin, godz. 15:00, sędziuje Sebastian Jarzębak (Bytom); Cracovia – Lechia Gdańsk, godz. 17:30, sędziuje Krzysztof Jakubik (Siedlce); Lech Poznań – Wisła Kraków, godz. 20:00, sędziuje Tomasz Kwiatkowski (Warszawa). Niedziela: Piast Gliwice – Raków Częstochowa, godz. 15:00, sędziuje Damian Sylwestrzak (Wrocław); Jagiellonia Białystok – Górnik Zabrze, godz. 17:30, sędziuje Daniel Stefański (Bydgoszcz). Rozegrany w czwartek mecz Śląska Wrocław z Wartą Poznań zakończył się po zamknięciu wydania.

Rywalizacja w PGE Ekstralidze zacznie się od 3 kwietnia
Żużlowa PGE Ekstraliga ogłosiła terminarz spotkań w sezonie 2021. Rozgrywki tzw. fazy zasadniczej wystartują w sobotę 3 kwietnia i potrwają do 26 września. Dwa pierwsze mecze w każdej kolejce będą transmitowane przez Eleven Sports, dwa kolejne przez nSport+. Do walki o mistrzostwo Polski przystąpi osiem zespołów: broniąca tytułu Unia Leszno oraz Stal Gorzów, Sparta Wrocław, Falubaz Zielona Góa, Włókniarz Częstochowa, Motor Lublin, GKM Grudziądz i beniaminek ligi, Apator Toruń. Faza play off rozpocznie się 5 września. Tego dnia zostaną rozegrane pierwsze mecze półfinałowe, natomiast rewanże odbędą się 12 września. Pierwsze spotkania o medale zaplanowano na 19 września, rewanże zaś tydzień później (26 września).

Wyniki 13. kolejki PKO Ekstraklasy

Wyniki 13. kolejki:
Wisła Kraków – Legia Warszawa 1:2

Gole: Yaw Yeboah (12) – Tomas Pekhart (81 karny, 89). Żółte kartki: Mak, Frydrych, Chuca, Sadlok – Andre Martins. Sędziował: Jarosław Przybył (Kluczbork).
Mecz bez publiczności.
Raków Częstochowa – Jagiellonia Białystok 3:2
Gole: Andrzej Niewulis (17), Petr Schwarz (52 karny, 76 karny) – Maciej Makuszewski (69), Jesus Imaz (90). Żółte kartki: Poletanović, Kun, Tudor, Schwarz – Wdowik, Romanczuk, Borysiuk. Sędziował: Mariusz Złotek (Stalowa Wola).
Mecz bez publiczności.
Górnik Zabrze – Cracovia 0:2
Gole: Pelle van Amersfoort (43 karny), Michal Siplak (63). Żółte kartki: Evangelou, Ryczkowski, Sobczyk – Gardawski, Sadiković, Piszczek, Siplak. Sędziował: Bartosz Frankowski (Toruń).
Mecz bez publiczności.
Warta Poznań – Pogoń Szczecin 1:2
Gole: Michał Jakóbowski (46) – Alexander Gorgon (7), Luka Zahović (11). Żółte kartki: Kieliba, Kuzdra, Kiełb – Matynia, Gorgon, Benedyczak, Smoliński. Sędziował: Dominik Sulikowski (Gdańsk). Mecz bez publiczności.
Zagłębie Lubin – Śląsk Wrocław 2:1
Gole: Dejan Drażić (61 karny), Kamil Kruk (90) – Erik Exposito (23). Żółte kartki: Bartolewski, Poręba – Tamas, Mączyński, Szromnik. Sędziował: Zbigniew Dobrynin (Łódź). Mecz bez publiczności.
Stal Mielec – Lech Poznań 1:1
Gole: Andreja Prokić (27) – Pedro Tiba (87). Żółte kartki: Żyro, Czorbadżijski – Kraweć, Crnomarković, Marchwiński. Sędziował: Paweł Gil (Lublin). Mecz bez publiczności.
Podbeskidzie Bielsko-Biała – Piast Gliwice 0:5
Gole:Jakub Świerczok (38, 41 karny), Piotr Malarczyk (60), Sebastian Milewski (83), Tiago Alves (90). Żółte kartki: Roginić, Kocsis, Baszłaj – Pyrka. Sędziował: Łukasz Szczech (Warszawa).
Mecz bez publiczności.
Lechia Gdańsk – Wisła Płock 0:1
Gol: Dusan Lagator (65). Żółte kartki: Saief, Pietrzak, Arak – Tomasik. Sędziował: Damian Sylwestrzak (Wrocław).
Mecz bez publiczności.
UWAGA: Cracovia rozpoczęła rozgrywki z karą – 5 pkt za udział w futbolowej korupcji.

  1. Legia 13 29 21:12
  2. Raków 13 27 27:15
  3. Górnik 13 23 18:13
  4. Pogoń 12 22 15:8
  5. Zagłębie 13 22 18:14
  6. Śląsk 13 20 19:14
  7. Lech 12 17 23:17
  8. Jagiellonia 13 17 21:24
  9. Cracovia 13 16 18:14
  10. Lechia 13 16 17:19
  11. Piast 13 13 17:18
  12. Warta 13 13 12:17
  13. Wisła P. 13 13 13:19
  14. Wisła K. 13 11 18:19
  15. Stal 13 10 14:26
  16. Podbeskidzie 13 9 12:34

W Europie nasza liga jest na 30. miejscu

Lech Poznań zakończył zmagania w grupie D Ligi Europy na ostatnim miejscu, za Glasgow Rangers, Benfiką Lizbona i Sportingiem Liege. A w najnowszym rankingu UEFA lig europejskich PKO Ekstraklasa wylądowała na żenującym 30. miejscu.

Taka kiepska lokata to efekt żenująco słabych występów naszych pucharowych kwartetów w ostatnich pięciu sezonach. A mogło być jeszcze gorzej, gdyby nie wreszcie w miarę przyzwoity rezultat Lecha Poznań w obecnej edycji oraz dzielna postawa Piasta Gliwice w kwalifikacjach Ligi Europy (odpadł w III rundzie z FC Kopenhaga po porażce 0:3, ale wcześniej pokonał Dinamo Mińsk 2:0 i austriacki TSV Hartberg 3:2). Najwięcej punktów nabił rzecz jasna poznański klub, który w kwalifikacjach Ligi Europy wygrał z FC Valmiera (Łotwa) 3:0, z Hammarby IF (Szwecja) 3:0, z Apollonewm Limassol 5:0 i z belgijskim Royal Charleroi 2:1. Te znakomite wyniki zrodziły wielkie oczekiwania wobec ekipy trenera Dariusza Żurawia w fazie grupowej Ligi Europy, ale trzeba obiektywnie przyznać, że zespoły Benfiki Lizbona i Glasgow Rangers były od lechitów silniejsze. Szkoda natomiast porażki w rewanżu ze Standardem Liege (1:2), bo zwycięstwo w tym przeciwnikiem, całkiem przecież realne, bo u siebie Lech wygrał 3:1, dałoby awans PKO Ekstraklasie w rankingu ligowym UEFA na 27. pozycję. Nie byłaby to znacząca poprawa w kontekście występów europejskich pucharach, bo w myśl nowych reguł wprowadzonych przez europejską federację dla klubów z lig sklasyfikowanych w rankingu poniżej 15. miejsca dostęp do kwalifikacji Ligi Europy został zamknięty i naszym zespołom w najbliższych latach pozostanie jedynie rywalizacja w szykowanych właśnie przez UEFA Conference League, czyli w europejskich rozgrywkach pucharowych de facto trzecia liga. Nie dotyczy to jedynie mistrza Polski, bo zespół który wywalczy tytuł po staremu będzie mógł uczestniczyć w eliminacjach Ligi Mistrzów, a jeśli nie odpadnie w pierwszej rundzie, także w kwalifikacjach Ligi Europy. Trzy pozostałe ekipy, czyli zdobywca Pucharu Polski oraz drugi i trzeci zespół na zakończenie sezonu PKO Ekstraklasy bić się będzie jedynie w Conference League. I ta sytuacja potrwa tak długo, dopóki nasza piłkarska ekstraklasa nie awansuje w rankingu UEFA na odpowiednie miejsce lub do kolejnej zmiany przepisów. A te na razie są dopiero w fazie tworzenia, lecz z przecieków można wnosić, iż także na najniższym poziomie europejskich rozgrywek pucharowych zostanie utrzymana zasada rozstawienia, co naszym zespołom nie ułatwi zadania.
Na szybką poprawę sportowej jakości zespołów PKO Ekstraklasy się nie zanosi, nie ma też szans na to, by pozostałe kluby zgodziły się wesprzeć pucharowy kwartet, godząc się choćby na przekładanie spotkań w najbardziej gorącym okresie kwalifikacji czy gier w fazie pucharowej, nie mówiąc już o wypożyczaniu swoich najlepszych graczy. PZPN nie jest też władny chronić polski rynek piłkarski przed rabunkową eksploatacją ze strony silniejszych europejskich klubów, a regulacje w rodzaju przymuszenia klubów do obowiązkowego wystawiania młodzieżowców to tylko półśrodki.
Umiejętność godzenia występów w europejskich pucharach w rywalizacją na krajowym podwórku to dla trenerów prowadzących nasze zespoły wciąż jest wielką sztuką. Wystarczy prześledzić wyniki kwartetu tegorocznych „pucharowiczów”, czyli Legii, Lecha, Piasta oraz Cracovii.
Legioniści dopiero u schyłku jesiennej rundy rozgrywek wyskoczyli na czoło stawki, spychając z pozycji lidera nieobciążony pucharowymi występami Raków Częstochowa. Dwa zwycięstwa z rzędu, najpierw u siebie z Lechią Gdańsk 2:0, a w miniony weekend na wyjeździe z Wisłą Kraków 2:1, pozwoliły stołecznej ekipie ustabilizować pozycję na szczycie ligowej tabeli, co jednak wcale nie oznacza, iż Legii już dzisiaj należy gratulować zdobycia kolejnego mistrzowskiego tytułu. Prawdą jest, że odkąd zespół przejął trener Czesław Michniewicz, warszawianie jeszcze w lidze nie przegrali meczu, a w ośmiu ostatnich kolejkach wywalczyli 20 punktów. W starciu z krakowską Wisłą szybko jednak stracili bramkę i potem zupełnie nie potrafili znaleźć pomysłu na sforsowanie ambitnie i z pomysłem walczących wiślaków, w grze których widać już pierwsze efekty pracy nowego trenera, Petera Hyballi. Niemiecki szkoleniowiec jakimś cudem zdołał przekonać swoich zawodników do gry pressingiem, z którym legioniści długo nie potrafili sobie poradzić. Mieli jednak szczęście, bo w 79. minucie z pomocą pospieszył im 23-letni hiszpański piłkarz Victor Moya Martinez Chuca, faulując bezrozumnie w polu karnym Wisły Luquinhasa i prokurując „jedenastkę”, którą na wyrównującego gola zamienił najskuteczniejszy strzelec ekstraklasy w tym sezonie, Czech Thomas Pekhart. Utrata prowadzenia podłamała ekipę gospodarzy, z czego skwapliwie skorzystali goście i w końcu przejęli inicjatywę. W 89. minucie Pekhart, który wcześniej regularnie przegrywał powietrzne pojedynki z grającym na środku obrony Wisły rodakiem Michalem Frydrychem, wreszcie wyprzedził go o ułamek sekundy i uderzył piłkę głową tak mocno i precyzyjnie, że bramkarz wiślaków Mateusz Lis nie miał żadnych szans na skuteczną obronę. Dla czeskiego snajpera Legii było to już 12. ligowe trafienie.
Wracając zaś do „pucharowego kwartetu”, to jeszcze lepszym przykładem kłopotów, jakie mogą wpędzić zespół próby godzenia gry w kwalifikacjach z grą w krajowej lidze, jest Piast Gliwice, który po odpadnięciu z europejskich pucharów pogrążył się na wiele tygodni w potężnym kryzysie, z którego trener Waldemar Fornalik wyprowadził zespół dopiero pod koniec października. Gliwiczanie, którzy długo tkwili w ogonie ligowej tabeli, w końcu jednak wzięli się w garść i w efekcie począwszy od 8. kolejki nie przegrali meczu, uzyskując w tym czasie trzy remisy (z Wisłą Płock i Legią po 2:2 oraz Zagłębiem Lubin 1:1) i trzy zwycięstwa – 2:1 z Górnikiem, 2:0 z Lechią, a w miniony weekend w 13. kolejce rozgromili na wyjeździe Podbeskidzie Bielsko-Biała aż 5:0. W ostatniej tegorocznej serii gier Piast podejmie Raków Częstochowa i będzie to zdecydowanie najciekawsza konfrontacja 14. kolejki.
Wyniki 13. kolejki:
Wisła Kraków – Legia Warszawa 1:2
Gole: Yaw Yeboah (12) – Tomas Pekhart (81 karny, 89).
Górnik Zabrze – Cracovia 0:2
Gole: Pelle van Amersfoort (43 karny), Michal Siplak (63).
Warta Poznań – Pogoń Szczecin 1:2
Gole: Michał Jakóbowski (46) – Alexander Gorgon (7), Luka Zahović (11).
Zagłębie Lubin – Śląsk Wrocław 2:1
Gole: Dejan Drażić (61 karny), Kamil Kruk (90) – Erik Exposito (23).
Podbeskidzie Bielsko-Biała – Piast Gliwice 0:5
Gole:Jakub Świerczok (38, 41 karny), Piotr Malarczyk (60), Sebastian Milewski (83), Tiago Alves (90).
Niedzielne mecze Rakowa Częstochowa z Jagiellonią Białystok oraz Stali Mielec z Lechem Poznań zakończyły się po zamknięciu wydania. Spotkanie Lechii Gdańsk z Wisłą Płock odbędzie się w poniedziałek 14 grudnia (początek godz. 18:00).

Czołganie Cracovii

Kolejne derby Krakowa Cracovia – Wisła, odbiła się szerokim echem w Polsce, ale bynajmniej nie za sprawą genialnej gry piłkarzy, tylko mocno kontrowersyjnego zachowania prezesa ekipy „Pasów” Janusza Filipiaka, który w niewybrednych słowach komentował decyzje sędziującego spotkanie Daniela Stefańskiego.

Piątkowe derby Krakowa zapewne przeszłyby do historii bez echa, gdyby w 61. minucie sędzia Daniel Stefański nie podyktował rzutu karnego dla zespołu Wisły. W tym momencie był remis 0:0, zatem taka decyzja miała duże znaczenie dla przebiegu rywalizacji. Nic dziwnego, że decyzja arbitra wzburzyła nie tylko graczy zespołu gospodarzy, poderwała z łąwki trenera Michała Probierza i wszystkich rezerwowych, ale doprowadziła też do furii obecnych na trybunach szefów Cracovii i zaproszonych przez nich do ich loży gości. Ponieważ jak wiadomo z powodu pandemii mecze odbywają się przy pustych trybunach, głośne okrzyki są doskonale słyszalne w telewizyjnych relacjach.
Wygląda na to, że prezes ekipy „Pasów” i zarazem właściciel klubu oraz towarzyszący mu w loży współpracownicy o tym zapomnieli i ich wyzwiska, jak to się zwykło mówić, poszły w świat. „Stefański! Jesteś ch…! – darł się Janusz Filipiak. „Stefański! Ty ch…! Obejrzyj sobie VAR” – wtórował mu wiceprezes klubu i prawa ręka właściciela Jakub Tabisz. „Ty pajacu, ty skończona mendo!” – wykrzyczał gość Filipiaka, poseł Ireneusz Raś, znany sympatyk Cracovii. „Stefański! Co ty odp…? Masz żonę z Wisły?!” – krzyczano jeszcze z loży VIP-ów.
Zrobiła się z tych okrzyków afera, bo przez media przeszła potężna fala oburzenia z powodu fatalnych manier właściciela Cracovii, który oprócz tego, że jest właścicielem wielkiej firmy i milionerem, jest także profesorem, więc powszechnie uznano, że komuś takiemu używać wulgaryzmów nie przystoi.
Szefowie Cracovii najpierw zbagatelizowali swoją wpadkę, bo jeszcze w sobotę na oficjalnej stronie internetowej klubu napisano, że „W meczu z Legią sędzia Lasyk wypaczył wynik meczu, pozbawił Cracovię ewidentnego rzutu karnego. A żona sędziego Stefańskiego (Karolina Bojar-Stefańska, również arbiter piłkarski) według wpisów w internecie jest kibicką Wisły”. Dopiero po kilku dnia prezes Filipiak trochę się zreflektował i w medialnych wypowiedziach wykrztusił słowa przeprosin. „Emocje mnie poniosły, bardzo mi przykro. Przepraszam opinię publiczną za swoje zachowanie”.
Ale już wobec sędziego Stefańskiego na taki gest zdobyć się nie potrafił. „Tutaj mam problem. Czujemy się pokrzywdzeni przez jego sędziowanie. Zobaczymy, jak zareaguje PZPN. Podaliśmy przykłady ewidentnych błędów arbitra. Raz jeszcze przepraszam za swoje zachowanie, chcę jednak przy tym zaznaczyć, że ja na meczu nie jestem profesorem czy prezesem, tylko przede wszystkim jestem wtedy kibicem Cracovii. Gdyby kibice byli na meczu, to ten mój okrzyk byłby pewnie pomnożony przez kilkanaście tysięcy gardeł. To był krzyk bezsilności. Tak ludzie reagują, kiedy są bezradni wobec ewidentnego kręcenia wyników. W takich meczach jak derby, które generują bardzo duże emocje, PZPN powinien zadbać o przejrzystą obsadę sędziowską, a nie powodować takie konteksty” – stwierdził prezes Filipiak.
Przysłowie mówi – uderz w stół, a nożyce się odezwą… W tym przypadku w roli nożyczek wystąpił prezes PZPN Zbigniew Boniek, który na łamach portalu Interia odpowiedział mniej więcej tak: „ Niestety, dochodzę do wniosku, że 80 procent energii Cracovii idzie na to, aby usprawiedliwić czasami brak sukcesów błędami sędziów. Trzeba zacząć od tego, że klub w ogóle nie powinien się wypowiadać na temat sędziów. To nie jest jego sprawa. Jako prezes PZPN nigdy nie bluzgałem na sędziów, bo wiem, że ich błędy są wkomponowane w widowisko piłkarskie. A jeśli się panu Filipiakowi to nie podoba, to ja się pytam co on robi w piłce? Jeżeli uważa, że ktoś go celowo przekręca, to niech sobie da spokój”.
Jeśli wierzyć plotkom, Komisja Ligi chce ukarać oficjeli Cracovii karą finansową w wysokości 250 tys. złotych. Portfela Janusza Filipiaka ta kwota nie zrujnuje, bo jak już zostało wspomniane, jest milionerem. Na pewno go jednak wkurzy i pchnie do działania.

Wyniki 12. kolejki PKO Ekstraklasy

Wyniki 12. kolejki:
Legia Warszawa – Lechia Gdańsk 2:0

Gole: Tomas Pekhart (61), Rafael Lopes (90). Żółte kartki: Lewczuk, Jędrzejczyk, Andre Martins – Kubicki, Zwoliński, Nalepa. Czerwona kartka: Makowski (90., Lechia, za brutalny faul). Sędziował: Paweł Gil (Lublin).
Mecz bez publiczności.
Śląsk Wrocław – Raków Częstochowa 1:0
Gol: Bartłomiej Pawłowski (71). Żółta kartka: Piątkowski (Raków). Sędziował: Szymon Marciniak (Płock).
Mecz bez publiczności.
Cracovia – Wisła Kraków 1:1
Gole: Pelle van Amersfoort (85) – Felicio Brown Forbes (61 karny). Żółte kartki: Siplak, Hanca, Marquez – Mehremić, Szot, Brown Forbes, Lis, Savić, Żukow. Czerwona kartka: Felicio Brown Forbes (67., za drugą żółtą).
Sędziował: Daniel Stefański (Bydgoszcz).
Mecz bez publiczności.
Jagiellonia Białystok – Warta Poznań 4:3
Gole: Jakov Puljić (19, 59, 90 karny), Jesus Imaz (28) – Mateusz Kuzimski (15), Michał Jakóbowski (37), Jan Grzesik (43). Żółte kartki: Cernych – Trałka. Sędziował: Zbigniew Dobrynin (Łódź).
Mecz bez publiczności.
Lech Poznań – Podbeskidzie Bielsko-Biała 4:0
Gole: Thomas Rogne (30), Mikael Ishak (44), Pedro Tiba (46), Dani Ramirez (53). Żółte kartki: Baszłaj, Marzec (Podbeskidzie). Sędziował: Wojciech Myć (Lublin).
Mecz bez publiczności.
Piast Gliwice – Zagłębie Lubin 1:1
Gole: Jakub Świerczok (10) – Samuel Mraz (14). Żółte kartki: Chrapek, Malarczyk (Piast). Sędziował: Jarosław Przybył (Kluczbork).
Mecz bez publiczności.
Pogoń Szczecin – Stal Mielec 2:0
Gole: Luka Zahovic (43), Kamil Drygas (57 karny). Żółte kartki: Zjawiński, Matras, Czorbadżijski (Stal).
Sędziował: Tomasz Wajda (Żywiec).
Mecz bez publiczności.
Wisła Płock – Górnik Zabrze 0:1
Gol: Piotr Krawczyk (71).
Żółte kartki: Lewandowski, Rzeźniczak, Tomasik – Massouras.
Sędziował: Mariusz Złotek (Stalowa Wola).
Mecz bez publiczności.
UWAGA: Cracovia rozpoczęła rozgrywki z karą – 5 pkt za udział w futbolowej korupcji.

  1. Legia 12 26 19:11
  2. Raków 12 24 24:13
  3. Górnik 12 23 18:11
  4. Śląsk 12 20 18:12
  5. Pogoń 11 19 13:7
  6. Zagłębie 12 19 16:13
  7. Jagiellonia 12 17 19:21
  8. Lech 11 16 22:16
  9. Lechia 12 16 17:18
  10. Cracovia 12 13 16:14
  11. Warta 12 13 11:15
  12. Wisła K. 12 11 17:17
  13. Piast 12 10 12:18
  14. Wisła P. 12 10 12:19
  15. Stal 12 9 13:25
  16. Podbeskidzie 12 9 12:29

Niepokonany Michniewicz

Pierwszy raz w tym sezonie Legia zagrała drugi raz z rzędu w tym samym wyjściowym składzie. Stabilizacja kadrowa nie oznaczała radykalnej poprawy w grze, ale zapewniła zwycięstwo i… pierwszy w tym sezonie mecz na Łazienkowskiej bez straty gola.

W pierwszych minutach mistrzowie Polski próbowali zdominować rywali, ale szybko wytracili impet. Gdańszczanom sprzyjało na dodatek szczęście, bo w kilku podbramkowych sytuacjach legionistom zwyczajnie nie starczyło umiejętności. Sami nie byli jednak w stanie nawet celnie posłać piłkę na bramkę strzeżoną przez Artura Boruca. Do przerwy było więc 0:0, ale po zmianie stron gospodarze, najwyraźniej w przerwie mocno obsztorcowani przez trenera Czesława Michniewicza, ruszyli znowu do ataku i ostatecznie po golach Tomasa Pekharta i Rafaela Lopeza wygrali 2:0.
Dla 31-letniego czeskiego napastnika była to 10. bramka w tym sezonie. Pekhart jest liderem klasyfikacji strzelców PKO Ekstraklasy. Radość legionistów była podwójna, bo przystępując do spotkania z Lechia znali już wynik meczu Śląska Wrocław z Rakowem Częstochowa (1:0), zatem wiedzieli, że zwycięstwo z gdańszczanami pozwoli im odzyskać pozycję lidera. Zadowolenia nie krył też trener Michniewicz, bo odkąd przejął zespół Legii, jeszcze nie przegrał z nim ligowego meczu.
Śląsk na swoim boisku przerwał imponującą serię Rakowa, który nie przegrał 12 meczów z rzędu. Częstochowianie po meczu byli wściekli na siebie, bo przez większość meczu mieli wyraźną przewagę, a bramkę stracili w dość przypadkowy sposób. „To prawda, jesteśmy wściekli i mam nadzieję, że przeniesiemy tę złość na kolejnych rywali” – odgrażał się trener Rakowa Marek Papszun.
Prawdziwą kanonadę urządzili sobie natomiast w Białymstoku gracze Jagiellonii i Warty Poznań. Beniaminek ekstraklasy walczył dzielnie z mającymi wielkie aspiracje gospodarzami i przegrał 3:4, chociaż do przerwy prowadził 3:2. Jagiellonia zwycięską bramkę strzeliła dopiero w doliczonym czasie gry, na dodatek z rzutu karnego. Nerwami ze stali wykazał się Chorwat Jakov Puljić, dla którego gol z „jedenastki” był trzecim strzelonym w tym spotkaniu. Ten 27-letni napastnik ma już na koncie osiem bramek i na spółkę z Hiszpanem Jesusem Jimenezem z Górnika Zabrze jest wiceliderem klasyfikacji strzelców. Tak na marginesie, kolejne lokaty w także zajmują cudzoziemcy – następny w zestawieniu z 7 trafieniami jest portugalski snajper Lechii Flavio Paixao, po 6 goli mają na koncie Hiszpan Jesus Imaz z Jagiellonii i Szwed Mikael Ishak z Lecha Poznań, a pierwszy polski piłkarz na liście, Kamil Biliński z Podbeskidzie, pojawia się dopiero w grupie graczy z dorobkiem pięciu goli.
W 12. kolejce doszło też skandalu wywołanego karczemnym zachowaniem działaczy Cracovii podczas derbowego meczu z Wisłą Kraków (1:1). Spotkanie sędziował bydgoski arbiter Daniel Stefański, ale jego praca tak dalece nie spodobała się właścicielowi i prezesowi „Pasów” Januszowi Filipiakowi, że nie przebierając w słowach zbluzgał sędziego. A ponieważ mecz rozgrywano przy pustych trybunach, wulgarne wyzwiska były wyraźnie słychać na stadionie. Sprawą ma zająć się Komisja Ligi, ale Cracovia nie czekając na wyrok, zamieściła dzień po meczu takie oto oświadczenie: „W meczu z Legią sędzia Lasyk wypaczył wynik meczu, pozbawił Cracovię ewidentnego rzutu karnego. Żona sędziego Stefańskiego według wpisów w Internecie jest kibicką Wisły. Wyznaczenie tej pary do sędziowania derbów samo w sobie nie było odpowiedzialne. Zwłaszcza w kontekście wywiadu J. Filipiaka dla Onetu, krytykującym sędziego Lasyka. Obawialiśmy się złego sędziowania, a rzeczywistość okazała się gorsza niż przewidywania, co wskazują załączone linki do sytuacji z meczu. Kluby Ekstraklasy nie mają żadnych praktycznych możliwości dochodzenia swoich racji w PZPN. Przez członków Zarządu Cracovii w trakcie meczu przemawiała zwykła ludzka złość i rozżalenie. Takie sędziowanie jak w meczu Cracovii z Wisłą wypacza sens futbolu i jest jednym z głównych powodów, przez które polska piłka klubowa ma się źle” – napisano w komunikacie.

Raków odzyskał tron

Legia po remisie z Piastem straciła pozycję lidera, którą odzyskał Raków. Trener częstochowskiej drużyny Marek Papszun przyznał, że chociaż w klubie nikt głośno nie mówi o mistrzostwie, to myślenie o tym jego piłkarzom już nie wydaje się takie niedorzeczne. Ale na razie chcą utrzymać prowadzenie do końca jesiennej rundy.

Częstochowianie pokonali u siebie (czyli na wynajętym stadionie w Bełchatowie) Wartę Poznań, najlepiej jak na razie spisującego się w ekstraklasie z tercetu beniaminków, ale było to zwycięstwo dość fartowne, bo osiągnięte po golu Vladislavsa Gutkovskisa z rzutu karnego podyktowanego przez sędziego Daniela Stefańskiego w ostatnich minutach spotkania. Trener Rakowa Marek Papszun wygraną swojej drużyny oglądał z trybun, bo to był drugi z nałożonych na niego dwóch meczów dyskwalifikacji za czerwona kartę w starciu z Wisłą Kraków w 9. kolejce.
Po meczu przyznał szczerze, że jego piłkarze zagrali fatalnie, szczególnie w ofensywie, bo kiepski dzień mieli skrzydłowi, zwykle napędzający swoim akcjami grę. Podkreślił jednak, że i tak jest zadowolony, bo Warta to zespół skupiony wyłącznie na bronieniu dostępu do własnej bramki i przeszkadzaniu rywalom, czego najlepszym dowodem jest to, że w spotkaniu z Rakowem przez 90 minut nie oddali ani jednego strzału na bramkę Rakowa.
Papszun o mistrzowskim tytule na razie mówi oględnie. „W klubie o tym nie rozmawiamy, ale nie ma też co udawać, że gdzieś tam z tyłu głowy u każdego z nas takie myśli nieśmiało zaczynają się pojawiać. Nie widzę w tym nic złego, po to w końcu pracujemy, a przecież nikt nam tego, co do tej pory osiągnęliśmy, nie dał za darmo. Na rywalizację w ekstraklasie trzeba jednak spojrzeć z szerszej perspektywy. Mamy mniejsze możliwości infrastrukturalne i organizacyjne niż nasi rywale w lidze. Nie załamujemy się tym jednak i nadrabiamy tak zwanym czynnikiem ludzkim” – powiedział Papszun w jednym z wywiadów.
Właściciel częstochowskiego klubu, Michał Świerczewski, prowadzi ten swój futbolowy biznes rozważnie, więc i cele do osiągnięcia wyznacza realne. Mistrzostwa Polski na pewno w planie nie miał, zapewne nie zakładał nawet wywalczenia miejsca na podium. Papszun miał za zadanie przede wszystkim zapewnić drużynie utrzymanie w ekstraklasie. Teraz jednak sytuacja jest już inna, bo pojawiła się szansa na historyczny sukces, tylko że w polskim futbolu klubowym sukces zawsze słono kosztuje.
Raków jest w dobrej sytuacji, bo wszyscy piłkarze w kadrze mają ważne kontrakty, więc nie ma zagrożenia, że w przerwie zimowej zespół zostanie osłabiony, ale jeśli Świerczewski na serio chciałby zagrać na nosie potentatom naszej ekstraklasy, czyli głównie Legii i Lechowi, musiałby wyłożyć pieniądze na kilku nowych graczy. I to takich z górnej półki, zdolnych podnieść jakość gry zespołu na poziom nie grożący ośmieszeniem w przypadku prawdopodobnego w tej chwili występu w europejskich pucharach.
Czy taka potrzeba wystąpi więcej będzie wiadomo po ostatniej w tym roku ligowej kolejce, a warto przypomnieć, że Raków ma jeszcze do rozegrania dwa wyjazdowe mecze, ze Śląskiem Wrocław i Piastem Gliwice oraz u siebie z Jagiellonią.
Legię czekają jednak wcale nie łatwiejsze spotkania u siebie z Lechią Gdańsk i Stalą Mielec oraz wyjazdowe z Wisłą Kraków, zaś trzeciego obecnie w tabeli Górnika Zabrze wyjazdy do Płocka i Białegostoku, a u siebie starcie z Cracovią.
Ekstraklasa zakończy tegoroczne zmagania 20 grudnia na 14. kolejce, więc nie będzie to nawet półmetek rozgrywek. Za wcześnie zatem prorokować kolejność na koniec sezonu. Jeśli nie zdarzą się jakieś kolejne przełożenia meczów z powodu zakażeń Covid-19, a Pogoń, Lech i Wisła Płock nadrobią zaległości, będzie to można uznać za sukces. W tym sezonie przerwa zimowa będzie krótka, bo piłkarze zgodnie z ustalonym terminarzem wrócą do gry już w ostatni weekend stycznia. Ale jak uczy historia poprzednich sezonów, nawet te sześć tygodni przerwy i otwarte w tym czasie okienko transferowe mogą całkowicie zmienić układ sił.