Piłkarskie ligi w Polsce pauzują do 26 kwietnia

W Polsce epidemia koronawirusa nie słabnie, chociaż rozwija się znacznie wolniej niż w wielu innych europejskich krajach. Mimo to władze wprowadzają kolejne ograniczenia i podtrzymują zakaz zgromadzeń. W tej sytuacji PZPN i Ekstraklasa SA przedłużyły do 26 kwietnia okres zawieszenia wszelkich rozgrywek piłkarskich.

Departament Logistyki Rozgrywek Ekstraklasy SA poinformował, że „w związku z aktualną sytuacją związaną z wprowadzonym stanem zagrożenia epidemicznego i wynikającym z tego przedłużającym się brakiem możliwości kontynuacji rozgrywek w zaplanowanym pierwotnie okresie, mecze PKO Ekstraklasy zostają odwołane do 26 kwietnia 2020 roku włącznie”. O ewentualnych decyzjach dotyczących wznowienia rozgrywek czy też ich kolejnego przesunięcia Ekstraklasa SA informować będzie natychmiast po ich podjęciu.
Polski Związek Piłki Nożnej także opublikował komunikat dotyczącym zawieszenia rozgrywek w niższych ligach, nad którymi sprawuje bezpośrednia pieczę. „Mecze Fortuna I ligi, II ligi, III ligi oraz pozostałych klas rozgrywkowych piłki nożnej i futsalu, kobiet i mężczyzn, wszystkich kategorii wiekowych zostają odwołane do 26 kwietnia 2020 roku włącznie” – poinformował PZPN.
Do zakończenia rywalizacji w PKO Ekstraklasie pozostało 11 kolejek, tyle samo mają też do rozegrania zespoły w I i II lidze. Liderem PKO Ekstraklasy po 26 kolejkach jest Legia Warszawa, która o osiem punktów wyprzedza Piasta Gliwice. W I lidze prowadzi Podbeskidzie Bielsko-Biała przed Wartą Poznań, zaś w II lidze liderem jest Widzew Łódź przed Górnikiem Łęczna.

Arce grozi zatopienie

Arka Gdynia znalazła się na skraju bankructwa, ale nie z powodu koronawirusa. Do dramatycznej sytuacji doprowadzili obecni właściciele klubu, którzy teraz pilnie szukają chętnych na kupno swoich udziałów.

Mimo trudnej sytuacji w jakiej znalazł się gdyński klub, w mieście zawiązała się grupa biznesmenów, na której czele stoi miejscowy przedsiębiorca Roman Walder, w przeszłości prezes Arki, członek jej rady nadzorczej oraz sponsor klubu. Prowadzone obecnie negocjacje w sprawie przejęcia od rodziny Midaków większościowego pakietu akcji klubu odbywają się na poziomie właścicielskim. Z nieoficjalnych źródeł docierają wieści, że rozmowy są trudne, a ich temperaturę podnoszą nowe problemy, jakie pojawiły po zawieszenie z powodu epidemii koronawirusa ligowych rozgrywek. Zarząd Arki wypłacił zawodnikom część wynagrodzeń za luty, ale sytuacji w gdyńskim klubie uważnie przygląda się już Komisja Licencyjna. Niewykluczone, że to ona wkrótce będzie decydować o jego przyszłości.
Zespół Arki znajduje się obecnie w strefie spadkowej. Po 26 kolejkach ma na koncie 25 punktów i zajmuje 15. miejsce w ekstraklasie. Gdyby rozgrywki nie zostały wznowione i sezon zostanie zakończony z uwzględnieniem obecnego układu ligowej tabeli, to według ustaleń poczynionych na spotkania władz PZPN i Ekstraklasy SA Arka wraz z ŁKS Łódź i Koroną Kielce spadnie do I ligi. Z informacji jakie wyciekły do mediów wynika, że gdyński klub ma w tej chwili deficyt w wysokości sześciu milionów złotych. Ta budżetowa dziura może się jeszcze pogłębić w przypadku zmniejszenia wpływów spowodowanych epidemią koronawirusa.
W tej sytuacji decyzja władz Gdyni o wstrzymaniu finansowego wsparcia dla klubu wydaje się zrozumiała. „Oczekuję podjęcia działań zmierzających do zbilansowania budżetu spółki. Historia udowadnia, że nierozsądne i krótkowzroczne działania dotyczące klubów z tradycjami, do których bez wątpienia zalicza się Arka, prowadzić mogą do katastrofalnych konsekwencji. Pod żadnym pozorem nie wolno dopuścić do takiej sytuacji” – uzasadnił swoja decyzje prezydent Gdyni Wojciech Szczurek.

Kto zapłaci za przestój?

Nasza piłkarska ekstraklasa wstrzymała rozgrywki do końca marca, ale przerwa może wydłużyć się o kolejne tygodnie, a całkiem niewykluczone, że sezon w ogóle nie zostanie dokończony. Większość zawodników i trenerów odetchnęła z ulgą, ale szefowie klubów mają teraz do rozwiązania kolejny problem – jak uniknąć bankructwa.

Zważywszy na fakt, że blisko 90 procent klubowych budżetów pochłaniają płace, ich cięcia wydają się nieuchronne. A to zrodzi trudne do przewidzenia konflikty i kolejne komplikacje. Nic dziwnego, że w futbolowych kręgach decyzyjnych nie było woli natychmiastowego wstrzymania rozgrywek. Gdy rząd w ubiegłym tygodniu wprowadził zakaz organizowania imprez masowych, PZPN w czwartek mimo to postanowił grać przy pustych trybunach, lecz już następnego pod wpływem protestów piłkarzy zmienił decyzję i zawiesił wszystkie rozgrywki do końca marca.
Tylko na razie nic nie zapowiada, że już za dwa tygodnie nasze życie wróci do normy. Dlatego władze piłkarskich klubów gorączkowo szukają pomysłu na przetrwanie kryzysu. Na pomoc nie mają co liczy, bo ekstraklasa nie bez powodu uważana jest przecież za najbogatszą ligę w Polsce. Pod koniec 2018 roku Ekstraklasa SA sprzedała na dwa lata prawa telewizyjne Canal+ oraz TVP za pół miliarda złotych, co oznaczało wzrost wpływów z tego tytułu o 60 procent. Dzięki temu w tym i następnym sezonie kluby miały osiągnąć najwyższe w historii wpływy z tytułu sprzedaży praw mediowych, dające ekstraklasie pod tym względem awans z 11. na 8. pozycję w Europie.
Teraz te prognozowane dochody są zagrożone, bo każda nierozegrana kolejka oznacza pomniejszenie tego „finansowego tortu” o osiem milionów złotych. A do końca rozgrywek pozostało jeszcze 11 kolejek, czyli w przypadku niedokończenia rozgrywek kluby straciłyby z tego tytułu 90 mln złotych. Do tego dochodzi utrata dochodów ze sprzedaży biletów. Najbardziej poszkodowana w tym względzie byłaby Legia Warszawa, legitymująca się w tym sezonie najwyższą frekwencją, najmniej zajmujący ostatnią lokatę w liczbie widzów Raków Częstochowa.
Polskie kluby wydają na bieżąco niemal wszystkie pieniądze, jakie zarobią, a zatem nie dysponują praktycznie żadnymi finansowymi rezerwami na wypadek kryzysu. Jeśli z braku wpływów przestaną wypłacać piłkarzom wynagrodzenia, oni po trzech miesiącach będą mogli wystąpić o rozwiązanie kontraktów z winy klubu i zmienić pracodawcę. Takie są obecnie przepisy FIFA i UEFA, które respektuje rzecz jasna także PZPN. I tych regulacji raczej te nadrzędne organizacje nie odwołają, bo koronawirus może zaburzyć rozgrywki, lecz nie wypracowany przez lata futbolowy porządek. Zbyt wielu wpływowych ludzi w tym sporcie czerpie z tego korzyści, by chcieć go modyfikować.
Rozwiązaniem byłoby renegocjowanie obowiązujących kontraktów i zmniejszenie ich o procentowy wskaźnik strat spowodowanych przez koronawirus. Wskaźnik wyliczony najlepiej pod nadzorem PZPN i może jeszcze ministerstwa sportu, najlepiej taki sam dla wszystkich klubów. Ale to już jest wewnętrzny problem piłkarskich przedsiębiorstw. Na hojność samorządów lokalnych oraz swoich kibiców kluby raczej nie powinny już liczyć. Wątpliwe by w czasach kryzysu, gdy na wszystko zacznie brakować pieniędzy, ktoś uznał za stosowne pomaganie sportowcom. Epidemia mocno przewartościuje nasze preferencje także w tym względzie.

Odwołują na potęgę

Zarządzenia dotyczące zwalczania epidemii koronawirusa wymiotły z boisk i hal sportowych nie tylko kibiców, ale też zawodników. W Polsce wszystkie ligi zawodowe albo zawiesiły, jak piłkarska PKO Ekstraklasa czy siatkarska PlusLiga, rozgrywki, albo je przedwcześnie zakończyły, jak zrobiła to Polska Hokej Liga. Przymusowa przerwa to dla wyczynowych sportowców poważny problem, bo w tej chwili na dobrą sprawę nawet nie mają gdzie trenować, bo operatorzy obiektów sportowych zamknęli do nich dostęp.

Z obawy przed rozprzestrzenianiem się pandemii koronawirusa praktycznie wszystkie krajowe i międzynarodowe rozgrywki sportowe w Europie zostały zawieszone. W Polsce najdłużej zwlekał z tym PZPN. W czwartek Superliga, odpowiedzialna za zarządzanie rozgrywkami piłki ręcznej PGNiG Superligi i PGNiG Superligi Kobiet, podjęła decyzję o wstrzymaniu ich do odwołania. „Decyzja została podyktowana troską o zdrowie i bezpieczeństwo zawodników biorących udział w rozgrywkach, sztabów szkoleniowych oraz wszystkich pracowników klubów zaangażowanych w organizację meczów” – napisano w komunikacie. Taką samą decyzję podjął zarząd Polskiej Ligi Koszykówki, organizator rozgrywek Energa Basket Ligi, który zawiesił rozgrywki od 12 do 25 marca. „Mamy nadzieję, że po tym okresie wrócimy do rywalizacji i wszyscy razem będziemy cieszyć się ze wspaniałych koszykarskich widowisk” – wyraził nadzieję Radosław Piesiewicz, prezes Energa Basket Ligi i Polskiego Związku Koszykówki.
Do odwołania wstrzymała swoje rozgrywki również Polska Liga Siatkówki, zarządzająca męską PlusLigą, Ligą Siatkówki Kobiet oraz KRISPOL 1. Ligą. Przerwa w rozgrywkach obowiązuje od 12 marca, tylko KRISPOL 1. Liga zacznie pauzować od 15 marca. „Poza oczywistymi względami epidemiologicznymi, którą są tu kluczowe, coraz większa liczba naszych zespołów nie tylko nie ma gdzie rozgrywać meczów, lecz nawet trenować, bo w wielu miejscowościach w Polsce władze samorządowe zamykają obiekty szkolne i Miejskich Ośrodków Sportu i Rekreacji” – wyjawił prezes PLS Paweł Zagumny.
Piłkarska ekstraklasa podjęła decyzję o zawieszeniu rozgrywek dopiero w piątek. „Przeprowadziliśmy szereg konsultacji z PZPN oraz z innymi ligami profesjonalnymi, które już zdecydowały się na przełożenie rozgrywek. Zasięgnęliśmy też opinii organów administracji państwowej oraz władz sanitarnych. Prawdopodobną datę wznowienia rozgrywek ustalimy w zależności od aktualnej sytuacji związanej z rozprzestrzeniającym się koronawirusem lub w wyniku decyzji UEFA, która w najbliższy wtorek przeprowadzi konsultacje z poszczególnymi federacjami krajowymi oraz ECA i European Leagues, które mogą mieć wpływ na tegoroczny kalendarz lub plany rozgrywek UEFA na kolejny sezon. W zależności od ustaleń będziemy reagować na bieżąco w ścisłej współpracy z Polskim Związkiem Piłki Nożnej i klubami” – zapowiedział prezes Ekstraklasa SA Marcin Animucki.
Potentaci wstrzymują rywalizację
Polskie ligi nie są żadnym wyjątkiem. W ubiegłym tygodniu zawiesiła swoje rozgrywki koszykarska NBA, gdy okazało się, że u zawodnika Utah Jazz Rudy’ego Goberta wykryto wirus Covid-19. Podobnie postąpiła hokejowa NHL oraz wszystkie pozostałe największe zawodowe ligi za oceanem, w tym baseballowa (MLB) i piłki nożnej (MLS). Międzynarodowa Federacja Tenisowa odwołała wszystkie tenisowe turnieje w marcu i kwietniu, Formuła 1 odwołała inaugurujące sezon Grand Prix Australii, ale też dwa następne wyścigi – w Bahrajnie i Wietnamie.
Ta zmiana w nastawieniu władz największych organizacji sportowych wymusiła w końcu także zmianę w podejściu do epidemii koronawirusa przez działaczy największych potentatów w świecie sportu, jakimi są FIFA i UEFA. Międzynarodowa federacja swoje nowe stanowisko sformułowała w oficjalnym komunikacie: „W związku z pandemią koronawirusa FIFA postanowiła, że w marcu i kwietniu kluby będą zwolnione z obowiązku wysyłania zawodników na zgrupowania kadry. FIFA rozumie, że organizowanie meczów w obecnych okolicznościach może nie tylko stanowić zagrożenie dla piłkarzy i ogółu społeczeństwa, ale także wynik sportowy mógłby zostać wypaczony. Część drużyn nie mogłaby korzystać z czołowych zawodników. Dodatkowo FIFA zaleca, aby wszystkie międzynarodowe mecze zaplanowane na marzec i kwiecień zostały odwołane. Odwołane do czasu, gdy już sytuacja będzie opanowana i bezpieczna” – czytamy w oficjalnym komunikacie. FIFA poinformowała także, że będzie starała się rozmawiać ze wszystkimi federacjami krajowymi, aby wspólnie ustalić kalendarz piłkarski na najbliższe miesiące. Światowa centrala piłkarska zapewniła, że ściśle współpracuje z WHO.
W końcu także UEFA podjęła wyczekiwane decyzje. Zawieszono rywalizację w Lidze Mistrzów i Lidze Europy, co sprawiło, że wszystkie najsilniejsze ligi na naszym kontynencie także natychmiast przerwały swoje rozgrywki. Na razie nawet w najbardziej w Europie dotkniętych epidemią krajach, Włoszech i Hiszpanii, sportowe zmagania zawieszono jedynie do początku kwietnia. Do tego czasu nie będą też grać w Niemczech, Anglii i Francji oraz w większości innych lig, w tym także polskiej.
Nie wszędzie boja się epidemii
Tylko w nielicznych europejskich krajach rozgrywki ligowe nadal nie zostały zawieszone z powodu epidemii koronawirusa. Gra na przykład turecka ekstraklasa piłkarska, w której występuje spora grupa polskich piłkarzy. W zespole Ankaragucu grają Konrad Michalak, Daniel Łukasik i Michał Pazdan. Cała trójka mierzyła się w piątek z Rizesporem. Ankaragucu zwyciężyło 2:1, Pazdan i Łukasik rozegrali całe spotkanie, a Michalak w 75. minucie został zmieniony. Drużyna Polaków zajmuje przedostatnie miejsce w tabeli. Oprócz wymienionych w tureckiej lidze występuje jeszcze Paweł Olkowski i Bartłomiej Pawłowski (obaj Gaziantep), Adam Stachowiak i Radosław Murawski (obaj Denizlispor), Kamil Wilczek (Goztepe). W miniony weekend ligową kolejkę rozegrała też rosyjska Premijer Liga. Dynamo Moskwa (Sebastian Szymański) wygrało na wyjeździe z Achmatem Groźny 3:2. Lokomotiw Moskwa (Maciej Rybus i Grzegorz Krychowiak) grał z FK Rostów (niedzielny mecz zakończył sie po zamknięciu wydania), a Urał Jekaterynburg (Rafał Augustyniak, Maciej Wilusz i Michał Kucharczyk) w sobotę przegrał z liderem Zenitem Petersburg aż 1:7. Gra też liga ukraińska, w której występuje tylko jeden polski piłkarza – Tomasz Kędziora (Dynamo Kijów). Nie zawieszono także rozgrywek w Serbii, na Białorusi i na Węgrzech.
Z drugiej strony pojawiła si informacja, że grający w Sampdorii Genua reprezentant Polski Bartosz Bereszyński zaraził się koronawirusem. W najbliższy wtorek prawdopodobnie zapadnie decyzja o odwołaniu zaplanowanych na czerwiec piłkarskich mistrzostw Europy.

Zagrają bez kibiców

W najbliższy weekend odbędzie się 27. kolejka piłkarskiej ekstraklasy. Będzie wyjątkowa, bo z powodu koronawirusa wszystkie mecze zostaną rozegrane bez udziału publiczności oraz… dziennikarzy.

Zarządzająca rozgrywkami spółka Ekstraklasa SA zastosowała się do decyzji władz państwowych zawieszającej do 3 kwietnia wszystkie mprezy masowe w naszym kraju i najbliższe ligowe kolejki postanowiła rozegrać przy pustych trybunach. Ograniczenie dotknęło też dziennikarzy i fotoreporterów. „Trybuny prasowe zostaną zamknięta dla przedstawicieli mediów zewnętrznych. Proces akredytacji jednorazowych został przerwany, nie będą też obowiązywać akredytacje stałe” – podano w komunikacie. Kluby ekstraklasy zapewniają jednak, że udostępnią bezpłatnie mediom m.in. zdjęcia i materiały audio oraz wideo. „Dokonamy wszelkich starań, żeby transmitować pomeczowe wypowiedzi trenerów oraz zawodników na żywo w telewizyjnych kanałach klubowych” – zapowiedziano. Na piłkarskie stadiony będą mogli wejść jedynie przedstawiciele telewizji posiadających prawa do transmitowania meczów, czyli głównie stacji Canal+. Jej szefowie poinformowali, że relacje ze spotkań w najbliższej kolejce zostaną odkodowane.
Hitem ligowego weekendu będzie mecz Lecha z prowadzącą w tabeli Legią, która przyjedzie do Poznania osłabiona brakiem swojego najskuteczniejszego strzelca w rundzie wiosennej, Gwinejczyka Jose Kante, który pauzuje za czerwoną kartkę w meczu z Piastem w poprzedniej kolejce. Interesująco zapowiadają się też potyczki Piasta z Wisłą Kraków i Cracovii z Jagiellonią oraz Lechii z Arką.
Zestaw par 27. kolejki.
Piątek: ŁKS Łódź – Górnik Zabrze, godz. 18:00; Śląsk Wrocław – Raków Częstochowa, godz. 20:30.
Sobota: Pogoń Szczecin – Zagłębie Lubin, godz. 15:00; Piast Gliwice – Wisła Kraków, godz. 17:30; Lech Poznań – Legia Warszawa, godz. 20:00.
Niedziela: Cracovia – Jagiellonia Białystok, godz. 15:00; Lechia Gdańsk – Arka Gdynia, godz. 17:30.
Poniedziałek: Wisła Płock – Korona Kielce, godz. 18:00.

Będą grali przy pustych trybunach

We wtorek polski rząd podjął decyzję o zawieszeniu imprez masowych. Piłkarska ekstraklasa będzie jednak grała dalej, tyle że przy pustych trybunach. Także marcowe mecze reprezentacji z Finlandią i Ukrainą zostaną rozegrane bez kibiców.

W Polsce sytuacja nie jest jeszcze tak zła, jak w wielu innych europejskich krajach. Do tej pory stwierdzono u nas 18 przypadków zachorowań na koronawirusa Covid-19, ale służby sanitarne utrzymują, że wirus jest w ofensywie i liczba zakażeń na pewno znacznie się powiększy. Władze państwowe próbują temu przeciwdziałać m.in. poprzez odwołanie wszystkich imprez masowych, ale organizatorom rozgrywek dały możliwość ich kontynuowania, lecz bez udziału kibiców. Z tej możliwości skorzystała już PKO Ekstraklasa, której zarząd w stosownym komunikacie poinformował, iż „do odwołania mecze będą organizowane bez publiczności”. Prezes Ekstraklasy SA Marcin Animucki wyjaśnił, że z uwagi na napięty terminarz nie ma możliwości przełożenia ligowych kolejek, zwłaszcza że nie wiadomo jak długo potrwa stan zagrożenia epidemiologicznego. Do rządowego zarządzenia dostosował się też PZPN komunikując, iż marcowe mecze towarzyskie reprezentacji Polski z Finlandią we Wrocławiu oraz Ukrainą na Stadionie Śląskim w Chorzowie zostaną rozegrane bez udziału kibiców.
W myśl polskiego prawa impreza masowa uzyskuje taki status, jeśli na widowni pojawi się więcej niż 999 osób. To oznacza, że w niższych ligach piłkarskich oraz w grach halowych, gdzie frekwencja rzadko przekracza tę barierę, spotkania będą mogły odbywać się z udziałem widzów, chyba że stosowne władze wydadzą dodatkowe zakazy. „Podjęliśmy decyzję o odwołaniu wszystkich imprez masowych, ale jeśli organizatorzy imprezy uznają, że dalej będzie miała sens bez udziału publiczności, to wojewodowie w tym zakresie będą elastyczni” – zapewnił szef resortu MSWiA Mariusz Kamiński.
Jednak minister sportu Danuta Dmowska-Andrzejuk zaleca przekładanie imprez na inny termin. „Rekomendujemy odwołanie wszystkich imprez sportowych, nie tylko masowych, ale też tych o mniejszym zasięgu, ze względu na ryzyko zakażenia koronawirusem. Dotyczy to także imprez organizowanych dla dzieci i młodzieży. Sytuacja jest dynamiczna, a najbliższe tygodnie będą w tej kwestii kluczowe” – podkreśla minister sportu.

Czwarta porażka Pasów

Aspirująca jeszcze niedawno do walki o mistrzowski tytuł Cracovia przegrała w 26. kolejce w Zabrzu z walczącym o utrzymanie Górnikiem 2:3 i praktycznie pogrzebała swoje szanse na wywalczenie mistrzowskiego tytułu. Dla ekipy „Pasów” była to czwarta porażka z rzędu w rundzie wiosennej.

Po przegranych 0:2 derbach Krakowa z Wisłą trener Cracovii Michał Probierz w desperacji dokonał przed meczem z Górnikiem aż sześciu zmian w podstawowej jedenastce. Ofiarami tej kadrowej czystki padli m.in. Janusz Gol, Sylwester Lusiusz i Michal Siplak, którzy nawet nie znaleźli się w szerokiej kadrze meczowej. Na ławce rezerwowych usiedli natomiast Pelle van Amersfoort, Cornel Rapa i David Jablonsky. Zawodnicy, których w miejsce tych graczy szkoleniowiec „Pasów” posłał w bój na stadionie w Zabrzu, nie zdołali przerwać fatalnej serii porażek.
W następnej kolejce ekipa Probierza podejmie na własnym stadionie drużynę Jagiellonii, która w sobotę w dość kontrowersyjnych okolicznościach, po wątpliwym rzucie karnym, pokonała u siebie Śląsk Wrocław 1:0. Dzięki tej wygranej białostocczanie przeskoczyli z grupy spadkowej na ósme miejsce, ostatnie w grupie mistrzowskiej, mają jednak tylko jeden punkt przewagi nad dziewiątym Rakowem Częstochowa i dziesiątą Wisłą Płock.
Coraz gorzej wygląda sytuacja trzech ostatnich zespołów w tabeli, czyli ŁKS Łódź, Korony Kielce i Arki Gdynia. Ich strata do zespołów zajmujących niezagrożone spadkiem lokaty systematycznie się powiększa. Zwykle w takich sytuacjach kluby dokonują zmiany trenerów. Z tego patentu z trójki outsiderów pierwsza skorzystała Arka. Po przegranym 1:2 meczu z Wisłą Płock dymisję złożył Aleksandar Rogić. Serbski szkoleniowiec prowadził gdyński zespół od 10 października 2019 roku. Jego następcą ma zostać Leszek Ojrzyński, który doprowadził Arkę do zdobycia Pucharu Polski w 2017 roku.
Jeśli te nieformalne informacje się potwierdzą, Ojrzyńskiego na początek czeka wyjazdowa potyczka z Lechią Gdańsk w derbach Trójmiasta. Nie będzie to łatwa przeprawa, bo gdańszczanom w rundzie wiosennej idzie w kratkę i stracili już tak dużo punktów, że zjechali w tabeli grupy mistrzowskiej już na sam dół. Po remisie 4:4 w 26. kolejce Lechia ma na koncie 38 punktów, a zatem tylko o jeden więcej od ósmej Jagiellonii i dwa więcej od ekip Rakowa i Wisły Płock. W przypadku porażki z Arką trener Piotr Stokowiec będzie w tarapatach, bo jego zespół może zlecieć do grupy spadkowej. I to trwale, bo potem czekają go dwa wyjazdy, do Zabrza i Szczecina, oraz mecz u siebie z Cracovią.
Nikt nie chce zakończyć sezonu zasadniczego w dolnej połówce tabeli, bo tam trzy skazane już na degradację zespoły toczyć będą rozpaczliwą walkę o utrzymanie do ostatniej kolejki fazy play off. Zdecydowanie wygodniej będą miały zespoły w grupie mistrzowskiej, zwłaszcza że kwestia mistrzowskiego tytułu została już chyba definitywnie rozstrzygnięta. Zespoły zajmujące miejsca za Legią w tej kolejce potraciły punkty. Dla przypomnienia: Śląsk przegrał 0:1 z Jagiellonią, Pogoń zremisowała 0:0 z Rakowem, a Cracovia uległą Górnikowi 2:3. Mógł na tym skorzystać Lech Poznań, ale do awansu na pozycję wicelidera potrzebował zwycięstwa z Wisłą Kraków na jej terenie. Ten niedzielny mecz, podobnie jak spotkanie Legii z broniącym mistrzowskiego tytułu Piastem Gliwice, zakończył się jednak po zamknięciu wydania.

Ekstraklasa w ogniu

Legia coraz wyraźniej zaczyna dominować w ekstraklasie. Stołeczny zespół po wygranej 4:0 z Jagiellonią odskoczył drugiej w tabeli Cracovii na trzy punkty, a trzeciej Pogoni już na pięć. Także pod względem frekwencji jest zdecydowanym liderem ze średnią po 23 kolejkach 20 862 widzów. Na innych stadionach jest zdecydowanie gorzej, bywa też, jak ostatnio w Poznaniu, także niebezpiecznie.

Liczby obrazujące średnią frekwencję na stadionach PKO Ekstraklasy nie odzwierciedlają miejsc w tabeli zajmowanych przez poszczególne kluby, oprócz rzecz jasna Legii. Druga w tabeli Cracovia ma już jednak średnią poniżej bariery 10 tysięcy widzów (8618), a ten wynik daje jej w lidze dopiero ósmą lokatę. Jeszcze słabiej wypada Pogoń, na której spotkania w Szczecinie przychodzi średnio 3772 kibiców, co daje „Portowcom” przedostatnie miejsce w stawce szesnastu zespołów. Gorzej wypada jedynie frekwencja występującej gościnnie na stadionie w Bełchatowie ekipy Rakowa Częstochowa (3068 widzów). Inna sprawa, że w Szczecinie trwa akurat przebudowa stadionu i z tego powodu na obiekcie czynny jest jedynie fragment trybun. Podobne ograniczenia mają miejsce na także modernizowanym stadionie ŁKS Łódź, ale mimo tego łódzki klub pod względem średniej frekwencji (5217) zajmuje 11. lokatę, wyższą nie tylko od Pogoni i Rakowa, lecz także Zagłębia Lubin (4143), broniącego mistrzowskiego tytułu Piasta Gliwice (4505) i zajmującej ósme miejsce w tabeli Wisły Płock (4756).
Gdyby średnia widzów, a nie wyniki meczów miała decydować o miejscu w tabeli, w grupie spadkowej oprócz wymienionych klubów znalazłyby się jeszcze Korona Kielce (5365) i Arka Gdynia (7309). Zaś grupę mistrzowską utworzyłyby Legia (20 862), Wisła Kraków (15 584), Lech Poznań (15 408), Śląsk Wrocław (15 325), Górnik Zabrze (13 829), Lechia Gdańsk (10 506), Jagiellonia (9596) i Cracovia (8618).
Kibice to nieujarzmiony żywioł
Fani potrafią jednak komplikować życie klubowym władzom. W 23. kolejce do skandalicznych ekscesów doszło na stadionie w Poznaniu, gdzie grupa kibiców Lechii obrzuciła racami sektor trybun zajmowany przez sympatyków zespołu Lecha. Policja zatrzymała po tym zajściu sześć osób, ale tylko jednej z nich mają zostać postawione zarzuty. Bezmyślni w swoim zachowaniu przybysze z Gdańska doprowadzili pirotechnicznymi wygłupami do zranienia 17-letniej dziewczyny oraz przerwania meczu na kilkanaście minut. „Wylegitymowaliśmy ponad pięciuset kibiców z Gdańska. Zatrzymanych zostało łącznie sześć osób, spośród których pięć zostało już zwolnionych, zaś jedna usłyszy zarzut zniszczenia zabezpieczeń bramy. Prowadzimy działania w celu identyfikacji pozostałych kibiców, którzy złamali prawo na tym meczu” – poinformował rzecznik prasowy wielkopolskiej komendy policji Andrzej Borowiak.
Oba kluby potępiły sprawców tej bezsensownej stadionowej „zadymy”. Każdego rozsądnie myślącego człowieka z pewnością zaszokują banalne powody, przez które doszło do zamieszek. Zaczęło się od tego, że służby porządkowe poznańskiego stadionu nie zgodziły się na wniesienie na obiekt przez kibiców Lechii elementów tzw. oprawy meczowej, czyli flag, banerów itp. akcesoriów. Gdańszczanie zdeponowali je jednak w niezbyt uważnie strzeżonym pomieszczeniu, co wykorzystali kibole ekipy gospodarzy i je wykradli, a następnie tuż po rozpoczęciu drugiej połowy spotkania ostentacyjnie spalili na zajmowanej przez siebie części trybun. W świecie kibolskich porachunków taka zniewaga jest niewybaczalna, stąd wzięła się natychmiastowa pirotechniczna odpowiedź szalikowców Lechii. Dlaczego jednak zaatakowali sektor zajmowany przez normalnych kibiców? No i jakim sposobem przemycili na stadion taką ilość rac i flar?
Oba kluby czekają surowe konsekwencje. Wojewoda wielkopolski może zamknąć cały stadion stadion lub część trybun, może to zrobić też Komisja Ligi, ale nawet jeśli uda się Lechowi uniknąć tej dotkliwej sankcji, bo skutkującej utratą znacznych wpływów ze sprzedaży biletów, to tak czy owak dostanie solidnie po kieszeni. Podobnie zresztą jak Lechia, bo za ekscesy kibiców w naszym kraju wciąż karze się nie ich sprawców, tylko kluby.
Lech wyprzedzając decyzję władz nadrzędnych nałożył dwuletni zakaz wstępu na swój stadion dla zorganizowanych grup kibiców Lechii, a także zapowiedział, że w trzech najbliższych spotkaniach ligowych nie wpuści kibiców zespołów przyjezdnych, ale te decyzje raczej nie wpłyną na złagodzenie wyroku.
Wisła pogrążyła Koronę
Dzielnie poczyna sobie krakowska Wisła, skazywana po jesiennej części rozgrywek na degradację. Ekipa „Białej Gwiazdy” w 23. kolejce pokonała na własnym stadionie Koronę Kielce 2:0 i było to jej trzecie ligowe zwycięstwo z rzędu, co oznacza, że w tym roku wiślacy są jak na razie niepokonani. Wcześniej wygrali u siebie z Jagiellonią 3:0 i na wyjeździe z Zagłębiem 1:0. Dziewięć punktów i bilans bramkowy 5:0 pozwoliły krakowskiej drużynie wydobyć się ze strefy spadkowej, do której po niedzielnej porażce wpadła natomiast Korona. Kieleckiemu klubowi nie wróży to najlepiej na przyszłość, bo ten zespół nie dysponuje praktycznie „siłą ognia”, bo w 23 spotkaniach zdobył ledwie 12 bramek. W XXI wieku gorszego dorobku w ekstraklasie na tym etapie rozgrywek nie miał jeszcze żaden inny zespół. Dość powiedzieć, że jeden Jarosław Niezgoda, lider klasyfikacji strzelców, który w przerwie zimowej wyjechał za ocean do MLS, sam ma na koncie więcej goli od wszystkich graczy Korony (14). Tyle samo ligowych trafień co kielczanie (12) ma z kolei duński snajper Lecha Poznań Christian Gytkjaer, a tylko jedno mniej Jesus Imaz z Jagiellonii, Damjan Bohar z Zagłębia i Jorge Felix z Piasta. Po 10 goli na koncie mają Igor Angulo z Górnika Zabrze i Jose Kante z Legii.
Jeszcze wyraźniej strzelecką niemoc graczy Korony widać przy porównaniu ich obecnych dokonań z najmniej skutecznymi zespołami na tym etapie rywalizacji w poprzednich sezonach. Przed rokiem outsiderem pod tym względem była Cracovia, ale miała w dorobku 25 trafień. Dwa lata temu najsłabsza była ekipa Bruk-Betu Nieciecza z 23 golami na koncie, trzy lata temu na spółkę Górnik Łęczna, Piast i Śląsk (po 22 bramki). W ostatnich dwóch dekadach tak słabej w ofensywie ekipy jak jest teraz Korona, nie było. A bez goli obronić się przed spadkiem raczej się nie da.

Będzie reorganizacja

Opór ze strony tylko sześciu klubów ekstraklasy okazał się niewystarczający i PZPN przeforsował zmianę formuły rozgrywek. Od sezonu 2021/2022 w najwyższej piłkarskiej klasie rozgrywkowej w naszym kraju rywalizować będzie 18 zespołów. Na razie walka toczy się jeszcze wedle uśmierconego właśnie systemu ESA-37.

Nowa formuła rozgrywek nie jest bynajmniej nowatorska. W latach 1991-1998 w ekstraklasie występowało już 18 drużyn, ale do niższej ligi spadały cztery ostatnie. Ten format rozgrywek utrzymał się tylko przez siedem sezonów, a w tym czasie mistrzowskie tytuły zdobywały po dwa razy zespoły Lecha Poznań, Legii Warszawa i Widzewa łódź, a raz ŁKS Łódź. W najnowszej wersji degradowane będą trzy zespoły, które zostaną zastąpione przez trzy najlepsze ekipy z I ligi.
Po usankcjonowaniu przez zarząd PZPN zmiany formatu rozgrywek, następny sezon PKO Ekstraklasy będzie traktowany jako przejściowy. Według nowego projektu do niższej ligi spadnie tylko jeden zespół, zaś do ekstraklasy awansują bezpośrednio dwie drużyny, a kolejne cztery zagrają w barażach o trzecie premiowane awansem miejsce. W ten sposób zostanie wyłoniony 18-zespoły skład ekstraklasy na sezon 2021/2022, w którym rywalizacja o tytuł mistrza Polski toczyć się będzie w 34 kolejkach w dwóch rundach, jesiennej i wiosennej.
Obecny sezon rzecz jasna zostanie dokończony według obowiązującego od sezonu 2013/2014 systemu ESA-37. Dla przypomnienia – obecnie w ekstraklasie występuje 16 zespołów. Po 30. kolejkach rozegranych w systemie mecz i rewanż liga zostanie podzielona na dwie ośmiozespołowe grupy – mistrzowską i spadkową, które w fazie play off rozegrają po siedem spotkań tylko w ramach grupy. Po czterech latach obowiązywania tego formatu zniesiono przepis o podziale punktów po sezonie zasadniczym, a w tym sezonie po raz pierwszy najwyższą klasę opuszczą trzy ostatnie drużyny, a w ich miejsca awansują trzy ekipy z 1. ligi.
Mleko się zatem wylało i dalszych dyskusji w tej kwestii już nie będzie. „Nowy format ułatwi ułożenie optymalnego kalendarza rozgrywek na potrzeby przygotowania klubów do gry w europejskich pucharach” – stwierdził Marcin Animucki, prezes zarządu spółki Ekstraklasa SA. Nie jest żadną tajemnicą, że projekt ESA-37 zarzucono głównie dlatego, iż po sześciu sezonach jego obowiązywania doszło do drastycznego obniżenia poziomu sportowego i co za tym idzie, konkurencyjności naszych drużyn w europejskich pucharach, a ekstraklasa przymierza się właśnie do negocjowania nowej umowy sprzedaży praw medialnych. Obecna, która zapewnia klubom blisko ćwierć miliarda złotych rocznie, wygasa po sezonie 2020/2021.
Póki co rywalizacja toczy się po staremu i po trzech tegorocznych kolejkach coraz wyraźniejszą przewagę nad konkurentami zaczyna zdobywać lider rozgrywek, Legia Warszawa. W miniony weekend „Wojskowi” rozgromili u siebie Jagiellonię Białystok 4:0. To już siódme z rzędu zwycięstwo legionistów na stadionie przy Łazienkowskiej. W następnej, 24. kolejce, stołeczny zespół podejmie na swoim boisku wicelidera ekstraklasy Cracovię, która w sobotę przegrała w Gliwicach z broniącym mistrzowskiego tytułu Piastem 0:1 i chociaż utrzymała drugą lokatę w tabeli, to ma już do Legii trzy punkty straty. Tak więc bezpośrednie starcie tych drużyn będzie dosłownie z rodzaju „za sześć punktów”, bo w przypadku zwycięstwa warszawianie na taki dystans odskoczą „Pasom”. Będzie to też pierwszy od dłuższego czasu sprawdzian rzeczywistych możliwości zespołu prowadzonego przez trenera Aleksandara Vukovicia, który wspomniane siedem zwycięstw z rzędu na swoim stadionie odniósł z przeciwnikami zajmującymi miejsca od ósmego w dół. A potem lidera ekstraklasy czeka seria gier z czołowymi zespołami – wyjazdowa potyczka z Lechią Gdańsk, u siebie z Piastem Gliwice, a następnie dwa trudne wyjazdowe starcia jedno po drugim z Lechem Poznań i Wisłą Kraków.
Wyniki 23. kolejki:
Legia Warszawa – Jagiellonia Białystok 4:0, Piast Gliwice – Cracovia 1:0, Śląsk Wrocław – Górnik Zabrze 2:1, ŁKS Łódź – Pogoń Szczecin 0:0, Arka Gdynia – Raków Częstochowa 3:2, Wisła Płock – Zagłębie Lubin 1:1. Niedzielne spotkania Wisły Kraków z Koroną Kielce oraz Lecha Poznań z Lechią Gdańsk zakończyły się po zamknięciu wydania.

48 godzin sport

Gra piłkarska ekstraklasa
Zestaw par 23. kolejki. Piątek: ŁKS Łódź – Pogoń Szczecin, godz. 18:00, sędziuje Bartosz Frankowski (Toruń); Śląsk Wrocław – Górnik Zabrze, godz. 20:30, sędziuje Krzysztof Jakubik (Siedlce).Sobota: Arka Gdynia – Raków Częstochowa, godz. 15:00, sędziuje Tomasz Musiał (Kraków); Legia Warszawa – Jagiellonia Białystok, godz. 17:30, sędziuje Mariusz Złotek (Stalowa Wola); Piast Gliwice – Cracovia, godz. 20:00, sędziuje Paweł Raczkowski (Warszawa). Niedziela: Wisła Płock – Zagłębie Lubin, godz. 12:30, sędziuje Daniel Stefański (Bydgoszcz); Wisła Kraków – Korona Kielce, godz. 15:00, sędziuje Paweł Gil (Lublin); Lech Poznań – Lechia Gdańsk, godz. 17:30, sędziuje Piotr Lasyk (Bytom).

W Rzeszowie wyrzucili zasłużonego siatkarza przez kontuzję
Były reprezentant Polski w siatkówce mężczyzn Marcin Możdżonek, który od trzech i pół miesiące zmaga się z kontuzją kolana, nie jest już zawodnikiem Asseco Resovii Rzeszów. Rzeszowski klub rozwiązał kontrakt z 35-letnim siatkarzem, który występował w jego barwach od 2016 roku, za porozumieniem stron. Możdżonek wcześniej grał w AZS Olsztyn (2004-2008), PGE Skrze Bełchatów (2008-2012), Grupie Azoty Zaksie Kędzierzyn-Koźle (2012-2014), Halkbanku Ankara (2014-2015) oraz w Cuprum Lubin (2015-2016). Poza trzema tytułami mistrza Polski ze Skrą, jego życiowymi sukcesami są mistrzostwo świata wywalczone z reprezentacja Polski w 2014 roku oraz mistrzostwo Europy w 2009 roku i triumf w Lidze Światowej w 2012. W biało-czerwonych barwach rozegrał 240 meczów.

Prezes Paris Saint-Germain oskarżony o korupcję
Nasser Al-Khelaifi, ​prezes Paris Saint-Germain, i Jerome Valcke, były sekretarz generalny FIFA, zostali przez prokuraturę w Szwajcarii oskarżeni o korupcję przy przyznawaniu praw do transmisji piłkarskich z mistrzostw świata i Pucharu Konfederacji. Al-Khelaifi został posądzony o przekupienie Valcke’a, a przestępstwo miało mieć miejsce w czasie, gdy Al-Khelaifi był prezesem grupy medialnej BeIN. Te zdarzenia nie mają jednak żadnego powiązania działalnością Al-Kelaifiego, który jest obecnie także członkiem komitetu wykonawczego UEFA, w Paris Sint-Germain.

Pomoc światowej federacji dla polskiej tenisistki
Maja Chwalińska została stypendystką programu International Player Grand Slam Grants realizowanego pod egidą Międzynarodowej Federacji Tenisowej (ITF). 18-letnia polska tenisistka otrzymała dofinansowanie w wysokości 25 tys. dolarów. Wcześnie z takie wsparcia korzystali m.in. Magdalena Fręch, Kamil Majchrzak i Hubert Hurkacz. Program International Player Grand Slam Grants jest realizowany po raz czwarty. Jego celem jest pomoc w rozwoju młodych tenisistów i ich uczestnictwie w imprezach Wielkiego Szlema oraz redukcja kosztów związanych z podróżami.

Sześciu polskich skoczków przeszło kwalifikacje w Rasnovie
Marius Lindvik wygrał kwalifikacje do konkursu Pucharu Świata w rumuńskim Rasnovie. Najlepszym z Biało-Czerwonych był Dawid Kubacki, który zajął szóstą pozycję. Dobry skok oddał Kamil Stoch, ale przez nieszczęśliwe lądowanie był siódmy. W konkursie zobaczymy sześciu Polaków. Pecha miał Paweł Wąsek, który zajął 51. miejsce i nie przeszedł kwalifikacji. Najlepszą dyspozycją z naszych zawodników błysnęli tradycyjnie Kamil Stoch i Dawid Kubacki.

Kubica przetestował nowy bolid Alfa Romeo jako pierwszy
Zespół Alfy Romeo Racing Orlen, którego w tegorocznym sezonie Formuły 1 rezerwowym kierowcą będzie Robert Kubica, zaprezentował swój nowy bolid. Jako pierwszy na tor w Barcelonie wyjechał nim na testy polski kierowca, co niewątpliwie było gestem ze strony ekipy pod adresem polskiego sponsora – PKN Orlen. Kubica jeździł jednak tylko w środowej sesji przedpołudniowej, przejechał 59 okrążeń i na twardych oponach uzyskał czas 1:18.386. Był to 13. wynik w środowych testach, ale lepszy od osiągniętego przez kolegę z Alfa Romeo, Antonio Giovinazziego. Najlepszy wynik pierwszego dnia jazd uzyskał Lewis Hamilton (Mercedes). W czwartek w obu sesjach auto testował drugi z etatowych kierowców Alfa Romeo, Fin Kimi Raikkonen, zaś w piątek na torze ponownie ma się pojawić Giovinazzi.