Bernie Sanders kontra establishment

4 mar 2020

Głosowania w czterech stanach za nami i nie ulega wątpliwości, że senator Bernie Sanders prowadzi w wyścigu o nominację Partii Demokratycznej. Właśnie w tym momencie spływają wyniki z 14 kluczowych stanów tzw. Super-Wtorku, które zadecydują o dalszym kierunku wyścigu. Wedle większości sondaży, Bernie Sanders zdobędzie kilka kluczowych stanów i będzie na dobrej drodze do przejęcia sterów Demokratów. Będzie konkurentem Donalda Trumpa w tegorocznym wyścigu do Białego Domu? Nie, jeśli partyjno-medialny establishment postawi na swoim.

79-letni polityk ze stanu Vermont, wieloletni kongresmen i senator, zadeklarowany socjalista, populista i pogromca miliarderów lubi starcia w stylu walki Dawida z Goliatem. Niemal 40 lat temu zaskoczył wszystkich wygrywając wybory na burmistrza malutkiego Burlington (zaledwie 10 głosami!), promując bezwstydnie lewicową agendę rozbudowy świadczeń socjalnych i ograniczenia władzy developerów. W toku swoich rządów okazał się jednak pragmatykiem.
Podobnie podczas długiej kariery w kongresie, gdzie współpracował z Demokratami (zachowując status niezależnego) potrafiąc łączyć twardą ideowość (sprzeciw wobec wojny z Irakiem) z typowym pragmatyzmem (współpraca z republikaninem Johnem McCainem przy ustawie o weteranach). W 2016 roku przysporzył sporo stresu Hillary Clinton, namaszconej z góry jako królowej Partii Demokratycznej. Ówczesna opozycja elit partyjnych skupionych w tzw. Democratic National Convention (DNC) pozostawiła zadrę wśród zwolenników Berniego.
Skąd ten wieloletni opór? Przynajmniej od czasów Billa Clintona, Demokraci głównego nurtu to organiczni centryści, podkreślający potrzebę kompromisu (pomimo okazjonalnych, buńczucznych deklaracji), skupieni na polityce tożsamościowej (kwestię śwatopoglądowe są ważniejsze od ekonomicznych), podkreślający swoje pro-biznesowe kwalifikacje. Nawet w sytuacji zdominowania wszystkich szczebli władzy, jak na początku prezydentury Baracka Obamy, nominalnie progresywna partia amerykańskiej polityki, dokonała bardzo niewiele zmian czyniących Stany państwem bardziej progresywnym.
Dość ograniczony program Obamacare stanowił malutki wyjątek (Bernie Sanders głosował za). Wedle definicji europejskich, Partia Demokratyczna to klasyczna centro-prawica.
4 lata po zakończeniu bardzo wstrzmięźliwej prezydentury Obamy, Bernie Sanders proponuje dokończenie programów społecznych, które jak do tej pory objawiały się wyłącznie w deklaracjach: Green New Deal (gigantyczne inwestycje w transformację energetyczną), Medicare for All (powszechne ubezpieczenie zdrowotne), bezpłatna edukacja wyższa, radykalne zwiększenie opodatkowania miliarderów czy wprowadzenie ograniczeń finansowania kampanii wyborczych przez wielki biznes.
Wszystkie te propozycje, cieszą się sympatią demokratycznych polityków – tyle jeśli chodzi o teorię. W rzeczywistości mało kto chce iść na wojnę z wielkimi koncernami farmaceutycznymi czy miliarderami z Wall Street. Zwłaszcza nieco mniej eksponowany postulat wprowadzenia ograniczeń finansowania kampanii wyborczych, budzi prawdziwy popłoch.
Bez większych regulacji w tym zakresie, amerykańska demokracja przypomina bardziej klasyczną oligarchię lub oligarchię z elementami demokracji. Większość progresywnych polityków w wyścigu o nominacje, przyjmuje wpłaty od tzw. dużego biznesu, co skutecznie hamuje ich bardziej reformatorskie zapędy. Bernie Sanders stanowi wyjątek i taka postawa budzi sprzeciw w kolektywnej świadomości medialno-partyjno-biznesowej. Wystarczy posłuchać komentarzy pojawiających się po pierwszych trzech zwycięstwach w stanach Iowa, New Hampshire i w Nevadzie:
James Carville (polityczny strateg związany z obozem Clintonów): „Jestem przerażony na śmierć Sandersem (…) Nigdy nie był Demokratą, zawsze był ideologiem”. Michael Smerconish (dziennikarz CNN): „Czy coronavirus i Bernie Sanders mogą być zatrzymani?”. Michael Bloomberg (multimiliarder, kandydat w prawyborach) na debacie w Nevadzie: „Inne kraje próbowały komunizmu i to nie zadziałało”. Hillary Clinton (kandydatka Partii Demokratycznej w 2016 r.): „Nikt go nie lubi, nikt z nim nie chce pracować”.
Cristobal Alex (doradca Joe Bidena, kandydata w prawyborach): „Mamy już prezydenta których wychwala dyktatorów, nie potrzebujemy kolejnego”. W ostatnich tygodniach takie i podobne ataki skupiały się m.in na: rzekomej niewybieralności Sandersa (sondaże zaprzeczają), radykalnym programie ekonomicznym (choć większość konkurencji proponuje zbliżone rozwiązania), internetowej agresywności najtwardszych zwolenników senatora (raczej nie odbiegają od standardu), rzekomego sympatyzowania z Fidelem Castro (wszystko za sprawą pochwalenia programu walki z analfabetyzmem, w ślad za Obamą), wyznawaniu idei demokratycznego socjalizmu, braku możliwości sfinansowania ambitnych programów społecznych czy niewystarczająco entuzjastycznej opozycji wobec prawa do posiadania broni.
Zarzutów jest więcej i codziennie pojawiają się nowe. Niektóre ataki przybierają karykaturalną formę. Chris Mathews (prezenter z MSNBC) porównał zwycięstwa Sandersa w pierwszych stanach do sukcesów Trzeciej Rzeszy we Francji w 1940 r. Kilka dni później przeprosił, ale wrażanie o absolutnej panice w obozie status quo pozostało.
Zgodnie z zasadmi Partii Demokratycznej, kandydatci w prawyborach walczą o 4765 delegatów na lipcową konwencję w Millwauke. 714 z tej puli to tzw. Superdelegaci, czyli przedstawiciele partyjnej wierchuszki, niemal na pewno nieprzychylnej Sandersowi. Jeżeli żaden z kandydatów nie zdobędzie 1885 głosów, konwencja wejdzie w fazę negocjowania kandydata.
To również niezbyt dobra wiadomość dla socjalisty z Vermont. W niedzielę rano spłynęły wyniki z Karoliny Południowej i wygląda na to, że Joe Biden, były wiceprezydent u boku Obamy, wraca do gry po miażdżącym zwycięstwie w stanie, który od początku wyścigu stanowił jego „ścianę ognia” (firewall). W oczekiwaniu na wyniki Super-Wtorku, kiedy głosują między innymi bogate w delegatów Kalifornia i Teksas, rosnąć będzie nacisk na resztę stawki. Pete Buttigieg postawił pierwszy krok, wycofując się w niedzielę, chwilę po katastrofalnym wyniku w Karolinie Południowej. W poniedziałek krok drugi wykonała Amy Klobuchar z Minnesoty, nie czekając nawet na wybory we własnym stanie. Ich kapitulacja niemal na pewno nie obyła się bez nacisków partyjnej góry i ewidentnie wzmocni Joe Bidena.
Za sprawą wykruszania się konkurencji, Bernie Sanders i jego lewicowa agenda napotykają na pierwszy poważny opór. W tej sytuacji trudno przewidzieć ruchy senator Elizabeth Warren. W warstwie programej stoi najbliżej Sandersa (promuje m.in. solidny podatek od majątków powyżej 50 mln dol.), niemniej jednak w dotychczasowych działaniach ujawniła sporą dozę kalkulacji (nie boi się atakować konkurencji, gdy jest jej to na rękę). Być może Warren będzie chciała zachować swój stan posiadania do konwencji, a może nawet wejść w porozumienie z kandydatem centrum – w zamian za propozycję wiceprezydentury.
Niemal na pewno, nie wycofa się Michael Bloomberg, pompujący setki milionów dolarów prywatnego majątku w kampanię, której pierwszy sprawdzian nadejdzie dopiero we wtorek (nie konkurował we wczensych stanach). Bloomberg ma już niewielkie szanse na przebicie śćiany innych kandydatów, zwłaszcza w kontekście pierwszej wygranej Bidena i jego dobrych sondaży w połodniowych stanach. Może również negocjować coś więcej na lipcowej konwencji (wiceprezydent u boku Bidena?), w końcu dysponuje poważnym argumentem w postaci nieograniczonych funduszy na kampanię.
Na ten moment trudno określić, jaki projekt Ameryki miałby stać za takim centrowym kandydatem, ale oceniając po dotychczasowym dorobku Partii Demokratycznej, można się domyślać, że chodzi o przywrócenie tego, co było. Czy taka strategia okazałaby się bardziej skuteczna od „demokratycznej rewolucji” Berniego Sandersa?
I ważniejsze pytanie: czy sprawdziłaby się walce z Donaldem Trumpem i jego Partią Republikańską? Badania elektoratu potwierdzają słuszność strategii Sandersa. Oceniając na podstawie zaskakujących wyników z 2016 roku, ani medialne poparcie, ani wielkie pieniądze, ani tym bardziej program oparty na „sile spokoju”, nie gwarantują wygranej z kontrkandydatem oferującym populistyczną wizję Ameryki. Być może jedyne lekarstwo na zły populizm prawicy, stanowi dobry populizm lewicy.
Właśnie to stanowi o prawdziwej sile kampanii Berniego Sandersa, ale też rodzi największe zmartwienie dla establishmentu Demokratów i ich bogatych sponsorów.
Czy ewentualna prezydentura demokratycznego socjalisty naprawdę jest im bardziej na rękę niż przewidywalna kontynuacja „szalonego”, ale systemowo „bezpiecznego” Donalda Trumpa?
Super-Wtorek powinien rozwiać wiele tych i innych wątpliwości.

Najnowsze

Dlaczego Bogaci mogą płacić mniej podatków niż Biedni?

Dlaczego Bogaci mogą płacić mniej podatków niż Biedni?

System podatkowy w Polsce to jawna niesprawiedliwość. Zwykli pracownicy płacą ciężkie daniny, podczas gdy milionerzy korzystają z luk prawnych. Ministerstwo Finansów przyznaje, że bogatsi płacą mniej, co rodzi pytanie: dlaczego osoby zarabiające minimalną krajową powinny ponosić większe obciążenia niż ci na szczycie? Czas na sprawiedliwe reformy!

46,7 proc. Polaków popiera wykorzystywanie AI jako wsparcia dla lekarzy

46,7 proc. Polaków popiera wykorzystywanie AI jako wsparcia dla lekarzy

Blisko połowa Polaków popiera wykorzystanie sztucznej inteligencji (AI) jako wsparcia dla lekarzy, wskazując na potrzebę efektywniejszej organizacji pracy w systemie ochrony zdrowia. W badaniach 46,7% dorosłych Polaków akceptuje AI w medycynie, a 30,6% się jej sprzeciwia, obawiając się sposobu wykorzystania technologii. Eksperci podkreślają, że AI ma wspierać lekarzy, a nie ich zastępować, co budzi nadzieję na lepszy dostęp do świadczeń. Wysoki odsetek osób niezdecydowanych może świadczyć o potrzebie wzrostu wiedzy na temat praktycznych zastosowań AI w medycynie.

Wielkie granie w innej siedzibie

Wielkie granie w innej siedzibie

Szalone Dni Muzyki zyskały nowy dom w siedzibie Sinfonii Varsovia na Grochowskiej, po rewitalizacji Instytutu Weterynarii. Festiwal trwał sześć dni i przyciągnął tłumy, w tym koncerty kameralne, orkiestrowe oraz występy dla dzieci. Na programie znalazły się dzieła klasyków takich jak Mozart, Chopin i Bach, a także młodzi wykonawcy z polskich szkół muzycznych pokazali swoje umiejętności. Wystąpiły znane zespoły oraz artyści solowi, pokazując potencjał muzyczny w Polsce. Wkrótce festiwal wejdzie w nową erę, mając nadzieję na dalszy rozwój.

Pokolenie wychowane przez algorytmy. Jak media społecznościowe zmieniają psychikę i życie młodych ludzi?

Pokolenie wychowane przez algorytmy. Jak media społecznościowe zmieniają psychikę i życie młodych ludzi?

Media społecznościowe zdominowały życie dzieci, przyćmiewając wpływ rodziców i szkół. Algorytmy TikToka, Instagrama i YouTube’a stały się nowymi wychowawcami, prowadząc do długich godzin spędzanych online, gdzie przemoc, idealizowane ciała oraz presja społeczna są na porządku dziennym. Zjawisko to nie pozostaje bez wpływu na zdrowie psychiczne młodzieży, z rosnącym odsetkiem problematycznego korzystania z sieci. Polski rząd próbuje ograniczyć dostęp do tych platform, ale sama granica wiekowa to za mało. Społeczeństwo musi zająć się odpowiedzialnością korporacji, które zyskują kosztem dobrostanu młodych ludzi.

Polska gospodarka zachwyca na G20. Ale czy Polacy odczuwają ten sukces?

Polska gospodarka zachwyca na G20. Ale czy Polacy odczuwają ten sukces?

Polska to gospodarczy fenomen, bijący na głowę Niemców, Francuzów i Włochów w tempie wzrostu PKB. Jednak za imponującymi statystykami kryje się smutna prawda: większość obywateli wciąż żyje poniżej unijnej średniej zamożności, a deficyt finansów publicznych hukowo rośnie. Sukces gospodarczy to coś więcej niż tylko liczby.

Sprawdź również

PKB Chin w b.r. wzrósł 4,6% rok do roku 

PKB Chin w b.r. wzrósł 4,6% rok do roku 

Państwowy Urząd Statystyczny opublikował 18 października dane ekonomiczne za pierwsze trzy kwartały bieżącego roku. W tym okresie gospodarka narodowa Chin utrzymała się na stabilnym poziomie mimo presji, wykazując tendencję rozwoju z naciskiem na...