Falstart Demokratów?

Amerykańska Partia Demokratyczna fatalnie rozpoczęła proces wyłaniania swego kandydata na prezydenta Stanów Zjednoczonych. Wynik głosowania w stanie Iowa pozostaje zagadką, partia nie jest w stanie ogłosić zwycięzcy, padają sprzeczne wyniki, wzajemne oskarżenia i wiele podejrzeń o „grubą manipulację”. Wygląda na to, że kierownictwo Demokratów powtarza próby wyeliminowania z wyścigu popularnego, lewicującego Berniego Sandersa, podobnie jak w 2016 r.
System wyborczy w stanie Iowa jest tak skomplikowany i niedorzeczny, że o manipulacje i oszustwa wyborcze bardzo tam łatwo. Na dodatek firma informatyczna, która dostarczyła programu do liczenia głosów, bliska Clintonom i kandydatowi Pete’owi Buttigiegowi, totalnie pokpiła sprawę: program nie był w stanie poradzić sobie z zadaniem. Jeszcze kilka dni temu wydawało się, że niespodziewanie wygra 38-letni Pete Buttigieg, lecz po częściowo ręcznym liczeniu wychodzi, że Buttigieg i Sanders mają właściwie taki sam wynik.
Szef Demokratów na poziomie federalnym Tom Perez nie chce uznać tych z bólem podanych wyników ze względu na liczne nieprawidłowości i sprzeczności w protokołach – domaga się ponownego, całkowicie ręcznego przeliczenia głosów. Według dotychczasowych rezultatów Buttiegieg miałby mieć 26, 2 proc. głosów, a Sanders 26, 1 proc. Obaj ogłosili zwycięstwo, lecz według różnych kryteriów, co jest możliwe, gdyż głosowanie powszechne właściwie się nie liczy, lecz wielostopniowy system przedstawicielski, które ma ono wyłonić. Sami Amerykanie nie bardzo rozumieją dlaczego np. kandydat, który dostał najwięcej głosów, ma ich procentowo mniej, niż następny.
Teoretycznie Sanders i Buttigieg mają teraz taką samą liczbę (po 11) delegatów na przyszłą konwencję federalną, lecz każdy delegat ma prawo zagłosować na niej inaczej, niż poprzednio deklarował. Ciągle jednak brakuje podstawowych, oficjalnie zatwierdzonych wyników w Iowa – Demokraci muszą najpierw rozstrzygnąć, czy liczyć wszystko od nowa, czy nie. Naturalnie Republikanie wyśmiewają ten bałagan, pozycja Trumpa się umacnia.

Znak antysemityzmu

Lewica nie ma lekko w tej sprawie. Zanim dojdziemy do Sandersa, przypomnijmy, że w tym roku Jeremy Corbyn, lider brytyjskiej lewicy, utonął pod oskarżeniami o „tolerowanie antysemityzmu” w swej Partii Pracy, co przyczyniło się do jej porażki w wyborach. „Antysemityzm” ten polegał na karygodnej solidarności z Palestyńczykami znajdującymi się pod izraelską okupacją.

Corbyn nawet sam tę solidarność manifestował, co miało dowodzić jego rasistowskiej, antyżydowskiej postawy, „przebranej w antysyjonizm”. Ostatni trend medialno-polityczny, by antysyjonizm włączyć do definicji antysemityzmu, wyeliminował Corbyna na zawsze.
Oczywiście Brytyjczyków motywowała w wyborach głównie kwestia brexitu, jednak tak szeroki tego rodzaju atak na lewicę ze strony mediów, polityków prawicy, naczelnego rabina kraju, a potem nawet izraelskiej dyplomacji, był bezprecedensowy i bardzo głośny, jakby miał zostać zapamiętany na długo. Mówił o tym Jean-Luc Mélenchon, lider lewicy francuskiej (Nieuległej Francji – LFI): wytknął działania brytyjskiego lobby proizraelskiego i jego „bezpośrednie” powiązania z rządzącą w Izraelu skrajną prawicą Benjamina Netanjahu. Dodał, że należy opierać się takim polityczno-etnicznym lobby we Francji i oczywiście wymienił CRIF.
Ci, którzy mówią, że we Francji jest Kalifat, mają rację. To Francis Kalifat, prezes CRIFu, Rady Przedstawicielskiej Francuskich Instytucji Żydowskich, wielka postać francuskiej polityki. To on wymierza publiczne ciosy, kiedy trzeba, i to on odpowiedział tak Mélenchonowi, że tamten nie mógł się otrząsnąć. Kalifat wbił weń złośliwą szpilę, choć niektórzy twierdzą, że to była maczuga: porównał go do człowieka, który pragnął zjednoczyć lewicę i źle skończył – Jacquesa Doriota, najpierw komunisty, potem kolaboranta i nazisty. Ni mniej, ni więcej.
Doriot chciał w latach 30. ub. wieku zjednoczyć we Francji komunistów i socjalistów, co stało się powodem jego konfliktu z Kominternem (III Międzynarodówką), do którego należał. Maurice Thorez, ówczesny szef Kominternu, chciał tego samego, ale inaczej… Doriota wyrzucono z partii, do której należał od młodości i której był oddany całym sercem. Tak wkurzył się na stalinistów, że w czasie wojny znowu pojechał do Moskwy, ale w niemieckim mundurze i czołgu. Dostał wtedy Krzyż Żelazny, ale pierwszy raz nie dotarł do celu.
Doriot stał się gorliwym narodowym socjalistą i kolaborantem od początku wojny, aż brytyjski samolot rozpruł mu wnętrzności serią kul, na południu Niemiec. Doriot próbował tam w styczniu 1945 r. ratować francuskie władze kolaboracyjne. I to do niego, człowieka, który wysyłał Żydów do obozów, Kalifat porównał Mélenchona. „Jestem Żydem, którego prawie cała rodzina zginęła w obozach śmierci, i uważam, że takie stanowisko CRIF przyczynia się do antysemityzmu” – komentował to Gérard Miller, znany pisarz i psychoanalityk, który głosował na lidera LFI. Inni też uważają, że Kalifat stanowi zagrożenie, jednak poza tym lawina ruszyła. Lewica znowu jest podejrzana o hitleryzm.
Z Berniem Sandersem, kandydatem lewicowej części Demokratów na prezydenta USA, jest nieco inaczej, gdyż sam jest Żydem. Np. kilka miesięcy temu pewien facet z Florydy został skazany na 15 miesięcy więzienia, gdyż wyzywał Sandersa regularnie od „żydowskich bękartów” i groził śmiercią. Sanders sam bywa ofiarą antysemityzmu i jest nawet syjonistą, ale prasa coraz bardziej na niego wjeżdża za to, że toleruje w swym otoczeniu „antysemitkę” Lindę Sarsour. To członkini jego sztabu wyborczego, która nie wahała się powiedzieć, że „nie da się pogodzić syjonizmu z ruchami postępowymi”. Jej zdaniem lewica nie może popierać „rasistowskiego Izraela”, ale „…w tych czasach nacjonalizmu i antysemityzmu będę dumna i szczęśliwa, że pierwszy raz w historii nasz kraj wybierze Żyda na prezydenta”. Pytana, dlaczego popiera syjonistę, odpowiada, że „on uważa Palestyńczyków za ludzi”, co jest bardzo możliwe.
„Sojusz Lindy Sarsour z Berniem Sandersem to obraza dla Żydów” – takie tytuły pojawiły się w mediach, już kiedy Sanders przyjął ją do współpracy, na początku grudnia. Teraz kandydat lewicy ma na karku regularne, medialne molestowanie, mniej lub bardziej zawoalowane oskarżenia o antysemityzm. Kto następny? Polityczne wycinanie ruchów lewicowych za pomocą takich zarzutów robi się bardzo modne, rok 2019 stał pod tym znakiem.