Migracja w czasach zarazy

Setki migrantów i migrantek z Ameryki Środkowej, zatrzymywanych przez Amerykańską Ochronę Graniczną (Border Patrol), w cieniu pandemii COVID-19 znajdują się w sytuacji, w której nie mogą legalnie wrócić do ojczyzny. Nie mogą także pozostać w kraju tranzytowym, czyli w Meksyku.

Polityczny problem, przed jakim staje rząd Meksyku, staje się coraz trudniejszy do logistycznego opanowania. Portal Animal Politico podaje, że według Amerykańskiego Urzędu Celnego i Ochrony Granic tylko w marcu bieżącego roku na południowej granicy USA z Meksykiem 6306 osób nie dostało pozwolenia na przekroczenie granicy Stanów Zjednoczonych. Zdecydowaną większość stanowią tu obywatelki i obywatele Hondurasu, Gwatemali, Salwadoru, a także Nikaragui. Niezależnie od przynależności narodowej jednak ci, którzy nie zostają wpuszczeni do Stanów Zjednoczonych, zawsze trafiają do ośrodków detencyjnych w Meksyku.
Ośrodki detencyjne
Nigdy wcześniej w historii Meksyk nie był zmuszony przyjąć takich ilości deportowanych, kraj nie jest więc przygotowany na zapewnienie wystarczającej liczby miejsc dla wszystkich potrzebujących. Te natomiast znaleźć się muszą, gdyż pod presją pandemicznych okoliczności Gwatemala już w połowie marca oficjalnie zamknęła swoje granice. Nieoficjalnie jednak – poza kontrolą służb – setki osób codziennie przekraczają granicę w poszukiwaniu swojego sueño americano – czy raczej po prostu godnych i bezpiecznych warunków do życia. Niestety, zamiast do Stanów trafiają do meksykańskich ośrodków detencyjnych, które nie są w stanie zapewnić im odpowiednich warunków. Długotrwałe niedofinansowanie, braki w personelu oraz ogromne przepełnienie przyczyniły się do niezwykle trudnych realiów, jakim muszą stawiać czoła migrantki i migranci każdego dnia. Wszelkie próby protestów są ignorowane lub często brutalnie tłumione przez policję, Gwardię Narodową (hiszp. Guardia Nacional de Mexico) lub Meksykański Narodowy Instytut do Spraw Migracji (INM), jak miało to miejsce 31 marca . Protestujący, wzniecając ogień w ośrodku detencyjnym w mieście Villahermosa w stanie Tabasco, chcieli zwrócić uwagę rządu na niebezpieczeństwo, jakie stanowi zamknięcie ich w przepełnionych ośrodkach w dobie COVID-19 oraz przeciwstawić się brakowi możliwości powrotu do ojczyzny. Funkcjonariusze INM oraz Gwardii Narodowej uniemożliwili im ucieczkę, w wyniku czego poprzez zatrucie dymem zmarła 1 osoba, a ponad 14 zostało rannych. Jak podkreślają działacze La 72, organizacji wspierającej migrantów i migrantki na terenie stanu Tabasco, bezpośrednia odpowiedzialność za śmierć jednego z protestujących leży po stronie INM. Dodają, że tragedii można było uniknąć, gdyby zwrócono uwagę na ich postulaty.
Co dalej?
Dalsze losy deportowanych mogą potoczyć się dwojako. Część z nich otrzymuje możliwość opuszczenia ośrodka oraz dokument potwierdzający prawo legalnego pobytu w Meksyku na okres 90 dni. Ze względu na kryzysową sytuację ciężko jest im jednak znaleźć chociażby tymczasową pracę, a w strachu przed zarażeniem niewiele osób odważa się ofiarować im pomoc. Jako że nie mogą ani wrócić do ojczyzny, ani opuszczać rejonu w którym się znajdują, zmuszeni są szukać schronienia na ulicy. Inni dostają nakaz natychmiastowego opuszczenia terenu Meksyku. Według relacji działaczy i działaczek organizacji pozarządowych, przewożeni są oni autobusami do granicy z Gwatemalą i tam po prostu opuszczani, bez jedzenia, picia czy jakichkolwiek wskazówek co robić dalej. W tym wypadku również tłumione są wszelkie próby protestów, jak 23 marca, gdy Policja Federalna za pomocą armatek wodnych, gazu łzawiącego oraz przemocy stłumiła protest 50 deportowanych. Ze względu na zamknięte granice tylko obywatele i obywatelki Gwatemali mogą w „świetle prawa” wrócić do kraju. Osobom o honduraskim czy nikaraguańskim pochodzeniu pozostaje albo nielegalnie pozostać w jednej z przygranicznych wsi stanu Chiapas, notabene jednego z najbiedniejszych rejonów Meksyku, albo pieszo przekraczać Gwatemalskie góry ponownie jako ilegal ( hiszp. nielegalny/a migrant/ka), tym razem w drodze powrotnej.
Jak mówi Irineo Mujica, obrońca praw człowieka i działacz organizacji Pueblos Sin Fronteras, działania INM są “nieodpowiedzialne, okrutne i całkowicie poza kontrolą”. Apeluje on do podsekretarza Migracji i Praw Człowieka Alejandra Encinasa o rozwiązanie tego problemu, dodając, że jest on za niego odpowiedzialny zarówno prawnie, jak i moralnie.
Czy Meksyk płaci za mur?
Głosy meksykańskich specjalistek i specjalistów w zasadzie nie są włączane do debaty, która w dużym stopniu pozostaje zdominowana przez głosy anglojęzyczne. Raz na jakiś czas mainstreamowe media pokazują relacje migrantów z Ameryki Środkowej opowiadających o dramacie ucieczki i trudnościach, z jakimi się zmagają. Nie ukazują się w nich jednak przyczyny stojące za ich decyzją, czy świadectwa realiów, od których uciekają. Z świecą szukać wzmianek o antyrządowych zamieszkach w Nikaragui, w których zginęło ponad 300 osób, a ponad 2000 zostało rannych czy o wszechobecnej przemocy, ogromnej liczbie zabójstw, czy głębokiej biedzie panującej w krajach takich jak Gwatemala, Honduras lub Salwador. Zwyczajnie nie mają oni głosu we własnej sprawie. Marginalizacja bezpośrednich przyczyn ucieczki przyczynia się do zrzucenia odpowiedzialności za własne cierpienie na migrantów i migrantki. Nie jest jednak tajemnicą to, że za rozwój tragicznej sytuacji krajów Ameryki Środkowej częściowo odpowiada neokolonialna polityka, jaką od lat uprawiają Stany Zjednoczone.
W czerwcu 2019 prezydent Trump, za pośrednictwem posta na Twitterze, do czego niezawodnie przyzwyczaja nas od lat, wywołał niemałe zamieszanie, zapowiadając nałożenie 5 proc. taryfy na eksporty z Meksyku, jeżeli fala migrantów i migrantek z Ameryki Centralnej nie zmaleje, nie precyzując jednak o eksport czego dokładnie mu chodzi. Zrzucił w ten sposób odpowiedzialność za radzenie sobie z problemem na kraj o wiele mniej zamożny od USA, jakim jest Meksyk, który ponadto dla większości migrantów i migrantek zmierzających do Stanów jest jedynie krajem tranzytowym. Podobne praktyki zatrzymywania migrantów w krajach tranzytowych są sposobem znanym i lubianym także przez elity europejskie, które eksternalizują politykę kontroli migracji tak, aby zatrzymać jak najwięcej osób w państwach takich jak Turcja czy kraje Bałkańskie, przed dotarciem do strefy jurysdykcji Unii Europejskiej, zwalniając się z obowiązku rozpatrywania ich wniosków o azyl bądź pozwolenie na pobyt. Ciekawy raport na ten temat autorstwa Billa Frellicka, Iana M. Kysela oraz Jennifer Podkul wydał Journal on Migration and Human Security.
Kryzys polityczny, jaki wywołał swoim tweetem Trump, doprowadził do negocjacji między nim a prezydentem Meksyku, Andrésem Manuelem Lópezem Obrador, w wyniku których powołana do życia została Gwardia Narodowa. Strona internetowa meksykańskiego rządu podaje, że zadaniem Gwardii Narodowej jest, między innymi, tworzenie i zachowanie porządku publicznego czy obrona dóbr narodowych. W rzeczywistości jednak jej głównym zajęciem pozostaje ochrona południowej granicy Meksyku z Gwatemalą przed napływem migrantów i migrantek. Meksyk nie zapłacił za mur na granicy ze Stanami Zjednoczonymi, jak dziarsko zapowiadał to Donald Trump. Płaci jednak za uzbrojonych żołnierzy broniących granic kraju przed osobami, dla których jest on jedynie przystankiem po drodze do USA.
Migracja w cieniu pandemii
Migrantki i migranci, z reguły w nienajlepszym stanie zdrowotnym, z utrudnionym dostępem do czystej wody czy leków są jedną z najbardziej podatnych i wrażliwych na zarażenie grup w kontekście COVID-19. Jak izolować się w ośrodku przeznaczonym dla 30 osób, w którym znajduje się ich 60? Jak pozostać w domu, jeśli się go nie ma? Przepełnione centra detencyjne tworzą niebezpieczne skupiska, w których izolacja czy zachowanie wystarczających środków ostrożności są praktycznie niemożliwe. W większości z nich brakuje podstawowych środków prewencyjnych, takich jak żele antybakteryjne czy maseczki. Warto zaznaczyć tutaj, że nie jest to jedynie problem Meksyku. Panująca pandemia stwarza ogromne zagrożenie dla 272 milionów migrantów i migrantek na całym świecie. Restrykcje związane z zamkniętymi granicami, znaczne spowolnienie przetwarzania podań o azyl czy prawo legalnego pobytu, a także pogłębiająca się dezinformacja i niepewność dodatkowo pogarszają i tak od zawsze bardzo niestabilną pozycję, w jakiej znajdują się migranci i migrantki w każdym kraju. Ich sytuacja to dla mainstreamowych mediów i znacznej części opinii publicznej temat drugorzędny, dyżurny, który w dobie pandemii zagrażającej status quo bogatej północy przestaje kogokolwiek interesować.
Wyjątkowo przygnębiający jest fakt, że po uspokojeniu się kryzysu związanego z pandemią nadzieja na poprawę sytuacji jest złudna. Dyżurne tematy – jak sytuacja migrantów – pojawiają się raz na jakiś czas na końcu wieczornych wiadomości, poruszając nielicznych. Ciężar zapewniania podstawowej opieki medycznej czy zakwaterowania nie przestanie spadać na organizacje pozarządowe, które w większości przypadków mają mocno ograniczone możliwości. Rosnąca nieufność wobec obcokrajowców, nieudolność światowych rządów czy krążące nad światem widmo potężnego kryzysu ekonomicznego stawia migrantki i migrantów z całego świata w coraz cięższej pozycji, pozostawionych samych sobie. Światowa walka z COVID-19 powinna więc stawać się bardziej inkluzywna, a elity polityczne zaprzestać wartościowania ludzkiego życia według neoliberalnych standardów.