16 czerwca 2024

loader

Zwycięstwo nad korupcją w Gwatemali

fot. Bernardo Arévalo / Facebook

Nieoczekiwanie kandydat centrolewicowy zdobył wyjątkowe poparcie w drugiej turze wyborów prezydenckich w Gwatemali. Otrzymując 58 proc. głosów, Bernardo Arévalo może w pełni zająć się walką z korupcją, która jest jego głównym postulatem. Ale będzie to trudne zadanie w jednym z najbardziej nierównych krajów Ameryki.

Kandydatura Arévalo, 64-letniego socjologa i byłego dyplomaty, zdobyła duże poparcie w kraju zaniepokojonym rozprzestrzenianiem się korupcji w strukturach rządowych. Został on postrzegany jako odpowiedź na rosnący sceptycyzm wobec tradycyjnych systemów politycznych w Ameryce Łacińskiej, które ostatnio wyłoniły radykalnych prezydentów, takich jak Bolsonaro w Brazylii czy Pedro Castillo w Peru. W Gwatemali natomiast niezadowolenie obywateli związane z wszechobecną korupcją zaowocowało wyborem umiarkowanego kandydata lewicowego.

Przeciwniczką Arévalo w drugiej turze była Sandra Torres, która również była określana jako kandydatka centrolewicowa, ale miała poparcie tradycyjnych partii politycznych, ultra-konserwatywnego ruchu ewangelikalnego i krajowego biznesu. Ostatecznie zdobyła 36 proc. głosów, przegrywając z Arévalo, który reprezentuje bardziej autentyczne odrodzenie socjaldemokracji na kontynencie amerykańskim.

Przywództwo Arévalo, który prowadzi ruch Semilla („Ziarno”) założony w 2017 roku, wzbudza nadzieję na zmiany w kraju borykającym się z nierównościami, gdzie 59 proc. populacji żyje poniżej progu ubóstwa. W ostatnich dwóch kadencjach prezydenckich kraj ten cierpiał na deficyt demokracji. Prezydentury konserwatystów Jimmy’ego Moralesa i Alejandro Giammattei były naznaczone stałymi atakami na niezależność sądownictwa i prace dziennikarzy. Dzisiaj kilkunastu sędziów przebywa obecnie na wygnaniu, a dziennik El Periodico musiał zaprzestać publikacji, gdyż jego właściciel José Rubén Zamora został skazany na sześć lat więzienia.

„Od lat jesteśmy ofiarami, ofiarami skorumpowanych polityków” – powiedział Arévalo w zeszłym tygodniu. „Głosowanie oznacza jasne stwierdzenie, że to Gwatemalczycy rządzą tym krajem, a nie skorumpowani”. 

Jego obecność w drugiej turze wywołała panikę wśród elit gospodarczych i politycznych, stąd mnożenie się postępowań przeciwko niemu. 12 lipca sędzia nakazał zawieszenie jego partii za rzekome nieprawidłowości podczas jej tworzenia. Sąd Konstytucyjny zawiesił decyzję, która została w piątek uchylona przez Sąd Najwyższy. Dzień wcześniej prokurator Rafael Curruchiche, oskarżony przez Departament Stanu USA o korupcję i nazywany przez swoich przeciwników „Corrupchiche”, zagroził aresztowaniem przywódców Semilli w najbliższej przyszłości.

Syn byłego prezydenta

Arévalo, który urodził się w 1958 roku w Urugwaju, pochodzi z rodziny o politycznych tradycjach. Jego ojciec, były prezydent Gwatemali Juan José Arévalo, musiał udać się na wygnanie po wojskowym zamachu stanu wywołanym w 1954 roku przez Stany Zjednoczone przeciwko jego następcy, lewicowemu prezydentowi Jacobo Arbenzowi. Arévalo senior, który zmarł w 1990 r., pozostaje podziwiany przez Gwatemalczyków: położył kres trzynastoletniej dyktaturze Jorge Ubico, wojskowego wielbiciela Franco i Mussoliniego, który w 1933 r. narzucił prawo pozbawiające analfabetów, tj. 75 proc. ludności, prawa do głosowania. Arévalo junior w swojej kampanii przedstawiał się jako „syn najlepszego prezydenta Gwatemali”.

Walka z korupcją była główną osią kampanii Arévalo, którego zwolennicy nazywają „tío Bernie” (wujek Bernie). Twierdzi, że lepsze dochody z podatków umożliwią poprawę edukacji oraz walkę z przemocą i ubóstwem, które zmuszają tysiące Gwatemalczyków do nielegalnej emigracji do Stanów Zjednoczonych. W sprawie zwalczania zorganizowanej przestępczości Arévalo nie zgadza się z brutalnymi politykami swojego sąsiada Nayiba Bukele, prezydenta Salwadoru.

W obliczu wyzwań, które stoją przed Gwatemalą, prezydentura Arévalo będzie miała ogromne znaczenie dla przyszłości kraju, który stoi na rozdrożu między kontynuacją polityki konserwatywnej a powrotem do bardziej lewicowego kursu.

jm

Redakcja

Poprzedni

Najemcy pod presją: wzrost cen i spadek liczby ofert mieszkań na wynajem

Następny

Lewica chce paktu sejmowego