Liga Mistrzów UEFA: Juventus ma Cristiano Ronaldo

W ćwierćfinale Ligi Mistrzów zagrają cztery ekipy z Anglii i po jednej z Hiszpanii, Holandii, Portugalii i Włoch. Z rywalizacji odpadły wszystkie trzy niemieckie zespoły, które w starciach z angielskimi przeciwnikami straciły w sumie 17 goli, a same strzeliły tylko trzy. W następnej fazie turnieju zagra tylko jeden Polak, Wojciech Szczęsny. Losowanie par 1/4 finału w samo południe w piątek 15 marca w Nyonie.

Po fazie grupowej do 1/8 finału awansowały cztery angielskie zespoły, po trzy z Niemiec i Hiszpanii, po dwa z Francji i Włoch oraz po jednym z Portugalii i Holandii. W losowaniu pecha miały niemieckie kluby, bo wszystkim za przeciwników przypadły ekipy z Premier League, najbogatszej ligi w Europie – Bayern Monachium trafił na FC Liverpool, Borussia Dortmund na Tottenham Hotspur, a Schalke 04 Gelsenkirchen na Manchester City. Nawet w Niemczech nikt nie liczył na awans przeżywającej głęboki kryzys drużyny z Gelsenkirchen w starciu z prowadzonym przez Pepa Guardiolę zespołem „The Citizens”, ale szanse Borussii Dortmund i Bayernu w potyczkach z Tottenhamem i Liverpoolem oceniali pół pa pół.

Bundesliga w cieniu Premier League

Wyniki okazały się dla niemieckich kibiców szokiem – najlepsze drużyny Bundesligi nie wygrały ani jednego z sześciu meczów, notując tylko jeden remis (Bayernu z Liverpoolem) i aż pięć porażek, uzyskując przy tym kompromitująco niekorzystny bilans bramkowy 3:17. Co ciekawe, rozgromione przez Manchester City Schalke w dwumeczu miało bilans 2:10 (2:3 i 0:7), co jest najgorszym wynikiem niemieckiego zespołu w historii Ligi Mistrzów, ale ta drużyny strzeliła jednak więcej goli niż Bayern, nie mówiąc o Borussii, której gracze ani razu nie pokonali bramkarza Tottenhamu.

Te rezultaty przynajmniej w tym sezonie odbierają Bundeslidze miano czołowej europejskiej potęgi ligowej. Nie jest nią także hiszpańska Primera Division, której honoru po klęskach dwóch madryckich potentatów, Realu i Atletico, broni już tylko katalońska FC Barcelona, wciąż napędzana geniuszem Leo Messiego. Argentyński gwiazdor w środowy wieczór odpowiedział na błyskotliwy występ dzień wcześniej swojego największego konkurenta do sławy Cristiano Romaldo, który strzelił trzy gole dające Juventusowi Turyn awans kosztem Atletico. Messi w potyczce z Olympique Lyon (5:1) zdobył dwie bramki i zaliczył dwie asysty, ale tymi dwoma trafieniami powiększył swój strzelecki dorobek w tej edycji Champions League do ośmiu goli i zrównał się z prowadzącym w klasyfikacji Robertem Lewandowskim. A to oznacza, że polski piłkarz raczej na pewno nie zdobędzie korony króla strzelców tych rozgrywek, co byłoby dla niego nagrodą pocieszenia za kolejne fiasko marzeń o wygraniu Ligi Mistrzów.

Kapitanowi reprezentacji Polski zarzuca się, że w fazie pucharowej Ligi Mistrzów gaśnie i przestaje strzelać gole. W starciach z Liverpoolem „Lewy” miał niewielkie szanse przełamanie złej passy, bo trenerem angielskiej drużyny jest przecież Juergen Klopp, pod okiem którego Polak ukształtował swój talent w Borussii Dortmund. Niemiecki szkoleniowiec doskonale zatem wiedział co trzeba zrobić, żeby Lewandowski na boisku Liverpoolowi „nie fikał”, chociaż w gruncie rzeczy jest to już wiadome od dłuższego czasu. Przez durną politykę transferową prowadzoną przez dyrektora sportowego Bayernu Samira Halihodzicia bawarski zespół jest dzisiaj zbieraniną przeciętnych graczy, bo trudno za wybitnych uznać Renato Sancheza czy Kingsleya Comana, a nawet Jamesa Rodriqueza czy Thiago Alcantarę.

Lewandowski kozłem ofiarnym

Odcięty od podań i pieczołowicie pilnowany przez brutalnie grających stoperów „The Reds” polski piłkarz nie strzelił gola ani w pierwszym meczu w Liverpoolu, ani w minioną środę w rewanżu na Allianz Arena, co niemieckie media natychmiast z lubością skwitowały najniższymi notami meczowymi oraz wybiciem na pierwszych stronach, że był to 23. pucharowy występ Lewandowskiego w wiosennej fazie play-off i 14. w których nie zdobył bramki. A liczby nie kłamią.
W sumie w fazie pucharowej LM w barwach Bayernu Lewandowski strzelił 11 goli w 22 meczach, zaś w 13 nie miał zdobyczy bramkowej, lecz na tle swoich poprzedników grających w Bayernie na szpicy ataku i tak wypada najlepiej. Giovani Elber w fazie pucharowej zdobył 10 bramek w sześciu sezonach, Roy Makaay 2 bramki w czterech sezonach, Luca Toni 8 w trzech sezonach, z czego aż 6 w nieistniejącym już Pucharze UEFA, Mario Gomez 10 w czterech sezonach, a Mario Mandżukić – 4 w dwóch sezonach.

Lewandowski jest zatem najskuteczniejszym napastnikiem Bawarczyków w tym stuleciu, ale mimo to wciąż są z niego niezadowoleni i wciąż oczekują, że będzie jak Messi w Barcelonie czy teraz Cristiano Ronaldo w Juventusie.

Wielki mecz Cristiano Ronaldo

Problem w tym, że nawet słynny CR7 niewiele zdziała, jeśli jego partnerzy mu nie pomogą. On potrafi zagrać na niebotycznym poziomie jeśli ma wokół siebie ofiarnie za niego walczących kolegów, którzy robią to w przekonaniu, że w zamian on strzeli najważniejsze gole. Taki układ wymaga też wsparcia ze strony trenera. Bayern ma obecnie przeciętnych, wypalonych albo wyeksploatowanych piłkarzy, z których przeciętny szkoleniowiec jakim jest Nico Kovac zrobił na domiar złego przeciętnie grający zespół. Na przeciętną piłkarsko Bundesligę od biedy to wystarcza, lecz na wymagającą znacznie więcej Ligę Mistrzów jest to już stanowczo niewystarczające. A na pewno na taki klasowy zespół, jakim dzisiaj jest FC Liverpool już nie starcza. Winą za wszystko zostanie obarczony Lewandowski, który znów znajdzie się w cieniu Messiego i Cristiano Ronaldo, bo wszystko wskazuje, że ci dwaj wielcy piłkarze w tym roku znów między sobą będą dzielić najważniejsze indywidualne nagrody.

Na razie większe szanse na wyróżnienia ma Portugalczyk. Po porażce 0:2 z Atletico na Wanda Metropolitano w Madrycie mało kto dawał turyńczykom nadzieję na odrobienie strat. W miniony wtorek w Turynie o swojej piłkarskiej wielkości dobitnie przypomniał jednak Cristiano Ronaldo. Portugalczyk we wcześniejszych występach w obecnej edycji Ligi Mistrzów zdobył tylko jedną bramkę, lecz w starciu z Atletico strzelił trzy gole i zapewnił Juventusowi awans do ćwierćfinału. „Przecież po to mnie do tego klubu ściągnięto” – stwierdził po meczu. Był to ósmy hat-trick portugalskiego gwiazdora w Lidze Mistrzów, a czwarty przeciwko Atletico Madryt, ale ważniejsze są inne jego dokonania w tych rozgrywkach.

W poprzednich pięciu sezonach Cristiano Ronaldo strzelił 34 gole i zaliczył dziewięć asyst w 32 meczach fazy pucharowej LM. We wtorek do wielu pamiętnych meczów, m.in. przeciwko PSG, Juventusowi czy Bayernowi, dołożył jeszcze jeden genialny występ, przeciwko Atletico, czyli swojemu ulubionemu rywalowi. Do wtorkowego rewanżu Ronaldo grał przeciwko nim 32 razy, strzelił aż 22 gole i zanotował osiem asyst. To przeciwko Atleti dwa lata temu Portugalczyk ustrzelił wiosną jeden z dwóch hat-tricków, który zaprowadził Real do zwycięskiego finału w Cardiff.

Wtorkowy popis Ronaldo zaczął w 27. minucie. Wtedy z lewej strony dośrodkował Federico Bernardeschi, a Portugalczyk strzałem głową pokonał z bliska Jana Oblaka. Na początku drugiej połowy podwyższyła na 2:0 kapitalnym strzałem głową. Poza tym na boisku był wszędzie. Dryblował, podawał, tworzył szanse kolegom z zespołu. Tak jak Mario Mandżukiciowi na początku drugiej połowy. Chorwat dośrodkowania Portugalczyka jednak nie wykorzystał. Dlatego CR7 rozstrzygające cios też musiał zadać sam. W 86. minucie pewnie wyegzekwował rzut karny i skompletował ósmego hat-tricka w historii swoich występów w Lidze Mistrzów.

Kolekcjoner rekordów

Nikt nie ma ich więcej, a tyle samo jeszcze tylko Leo Messi. Portugalczyk ma jednak najwięcej goli strzelonych na własnym stadionie, najwięcej goli na wyjeździe, najwięcej goli w fazie grupowej, najwięcej goli w fazie pucharowej, najwięcej goli w finale, najwięcej goli z rzutów wolnych i z rzutów karnych, a także najwięcej goli strzelonych głową.

„Teraz można być mądrym, ale to pewnie było gdzieś zapisane, że Ronaldo, który wcześniej strzelił jedną bramkę w Lidze Mistrzów, w takim momencie strzeli trzy. Dla nas to coś wyjątkowego, dla niego pewnie normalność” – skomentował występ kolegi z zespołu bramkarz Juventusu Wojciech Szczęsny, jedyny polski piłkarz, który znalazł się w ćwierćfinale jaki został w tym sezonie w w rozmowie z Polsatem Sport Wojciech Szczęsny, bramkarz Juventusu. Sam Cristiano Ronaldo swój występ skomentował krótko: „To musiał być wyjątkowy wieczór i właśnie taki był. Ale jeszcze niczego nie wygraliśmy, choć jesteśmy na dobrej do tego drodze. Atletico to bardzo trudny przeciwnik, ale pokonując go udowodniliśmy, że jesteśmy wielkim zespołem. Zobaczymy, dokąd dojdziemy”.

Teraz wszyscy czekają na wyniki losowania par ćwierćfinałowych. Angielscy kibice liczą na angielski finał, ale Juventus i Barcelona mogą im spłatać figla.

Wyniki 1/8 finału Ligi Mistrzów UEFA:
Real Madryt – Ajax Amsterdam 2:1 i 1:4; Borussia Dortmund – Tottenham 0:3 i 0:1; FC Porto – AS Roma 3:1, 1:2; Paris St. Germain – Manchester United 2:0 i 1:3; Manchester City – Schalke Gelsenkirchen 7:0 i 3:2; Juventus Turyn – Atletico Madryt 0:2 i 3:0; FC Barcelona – Olympique Lyon 0:0 i 5:1; Bayern Monachium – FC Liverpool 0:0 i 1:3.

 

Real i PSG za burtą Ligi Mistrzów

W rozegranych w tym tygodniu czterech meczach 1/8 finału Champions League doszło do dwóch sensacyjnych rozstrzygnięć. We wtorek Ajax Amsterdam upokorzył Real Madryt eliminując go z rozgrywek na Santiago Bernabeu, a w środę los „Królewskich” podzielił Paris Saint-Germain ulegając u siebie Manchesterowi United.

Te porażki są tym bardziej szokujące, bo „Królewscy” wcześniej pokonali w Amsterdamie Ajax 2:1, natomiast paryżanie na Old Trafford zwyciężyli „Czerwone Diabły” 2:0. A w historii Ligi Mistrzów jeszcze żaden zespół nie odpadł w fazie pucharowej mając na koncie wygrany na wyjeździe pierwszy mecz różnicą dwóch i więcej goli. Widać jednak nad napompowanym petrodolarami paryskim klubem wisi jakieś fatum, bo po raz drugi w ostatnich trzech sezonach odpada tak wcześnie. Tymczasowy trener Manchesteru United Ole Gunnar Solskjaer jako piłkarz był bohaterem takiego niezwykłego zwycięstwa, gdy w finale Ligi Mistrzów w 1999 roku w doliczonym czasie gry strzelał zwycięskiego gola Bayernowi Monachium. W środę dokonał podobnego wyczynu jako trener i chyba definitywnie zakończył dyskusje, czy zasługuje na długoterminowy kontrakt. Norweg od chwili przejęcia ekipy „Czerwonych Diabłów” przegrał tylko jeden mecz, właśnie dwa tygodnie temu z PSG, ale odrobił lekcję i w rewanżu jego podopieczni, chociaż z pomocą VAR, odrobili straty wygrywając 3:1.

Zespół Realu Madryt nie jest ostatnio w formie, o czym świadczą choćby dwie ubiegłotygodniowe porażki z Barceloną na Santiago Bernabeu – w półfinale Pucharu Króla i ligowej potyczce, ale chyba nikt nie przypuszczał, że obrońca trofeum da się tak zdominować holenderskiej drużynie na własnym stadionie. Ajax odrobił z nawiązką straty z pierwszego meczu. Po godzinie gry prowadził 3:0, a gdy „Królewscy” wreszcie odpowiedzieli golem, dorzucili jeszcze jedno trafienie i zakończyli mecz wynikiem 4:1. I tak po trzech triumfach w Lidze Mistrzów z rzędu madrycki potentat odpadł już w 1/8 finału.

W pozostałych meczach Tottenham wyeliminował Borussię Dortmund. U siebie „Koguty” wygrały 3:0, a w rewanżu dobiły lidera Bundesligi pokonując go po golu Harry’ego Kane’a 1:0. Do ćwierćfinału awansowało też FC Porto, które w Rzymie przegrało 1:2, a w rewanżu po dogrywce zwyciężyło 3:1. Decydującego gola strzelił w 117. minucie Alex Telles z rzutu karnego. Jedenastkę tureckiemu arbitrowi Cuneytowi Cakirowi podpowiedział Szymon Marciniak, który był w tym spotkaniu głównym sędzią VAR. Cztery pozostałe spotkania odbędą się w przyszłym tygodniu. Bayern Monachium zagra u siebie z Liverpoolem (0:0 w pierwszym meczu), FC Barcelona z Olympique Lyon (0:0), Juventus Turyn z Ateltico Madryt (0:2), a Manchester City z Schalke (3:2).

 

Liga Mistrzów UEFA: Juventus na deskach

Za nami pierwszą runda zmagań w 1/8 finału Champions League. W najlepszej sytuacji przed rewanżowymi meczami są zespoły Paris Saint-Germain, Realu Madryt i Manchesteru City, które wygrały na wyjazdach oraz Tottenhamu, który rozgromił u siebie Borussię Dortmunnd 3:0.

W niezłej sytuacji jest też Atletico Madryt, które na swoim stadionie strzeliło Juventusowi Turyn dwa gole. Przy żadnej ze straconych bramek nie zawinił golkiper turyńczyków Wojciech Szczęsny. Wymieniany w gronie faworytów do końcowego triumfu włoski zespół nie miał w środowy wieczór na Wanda Metropolitano wiele do powiedzenia, natomiast w kilku sytuacjach bronił wyśmienicie. We włoskich mediach dostał za swój występ wysokie noty. Gospodarze mogli wygrać spotkanie wyżej, ale sędzia po użyciu VAR nie uznał bramki Alvaro Moraty.

Oba zespoły słyną ze znakomitej gry obronnej, nic zatem dziwnego, że gole padły ze stałych fragmentów gry. W drugim środowym spotkaniu skazywane na pożarcie Schalke 04 Gelsenkirchen stawiło niespodziewanie twardy opór drużynie Pepa Guardioli. Manchester City jest ostatnio na fali, niedawno odzyskał pozycję lidera angielskiej ekstraklasy, ale choć pierwsi strzelili gola (Serio Aguero w 18. minucie), to do przerwy przegrywali z niemieckim zespołem 1:2, tracąc oba bramki po rzutach karnych wykorzystanych przez Nabila Bentaleba. Po zamianie stron „The Citizens” odrobili jednak straty z nawiązką – najpierw wynik meczu wyrównał Leroy Sane, w doliczonym czasie gry zwycięskie trafienie zaliczył Raheem Sterling.

We obu wtorkowych meczach kibice nie obejrzeli bramek. Mecze Olympique Lyon z Barceloną oraz Liverpoolu z Bayernem Monachium zakończyły się bezbramkowymi remisami. Takie wyniki w odrobinę lepszej sytuacji stawiają Barcelonę i Bayern, bo rewanże zagrają u siebie, ale o ile można w ciemno założyć zwycięstwo „Dumy Katalonii”, to w przypadku starcia Bayernu z Liverpoolem szanse obu drużyn wciąż są równe. Robert Lewandowski znów nie zdobył bramki, więc tradycyjnie niemieckie i polskie media wystawiły mu najgorsze noty, chociaż nadal jednak liderem klasyfikacji strzelców z dorobkiem ośmiu goli. W starciu z Liverpoolem nie dorzucił kolejnego trafienia, bo trener „The Reds” Juergen Klopp zna sposoby na wyłączenie „Lewego” z gry, ale może w rewanżu na Allianz Arena nasz piłkarz znajdzie na to sposób.

Wyniki pierwszych meczów 1/8 finału:
Atletico Madryt – Juventus Turyn 2:0; Schalke – Manchester City 2:3;
Olympique Lyon – FC Barcelona 0:0;
FC Liverpool – Bayern Monachium 0:0;
Ajax Amsterdam – Real Madryt 1:2;
Tottenham – Borussia Dortmund 3:0;
Manchester United – Paris St. Germain 0:2;AS Roma – FC Porto 2:1.

 

Liga Mistrzów UEFA: Osiem drużyn musi odpaść

Za niespełna dwa tygodnie odbędą się pierwsze spotkania 1/8 finału Ligi Mistrzów UEFA. Wszyscy uczestnicy rywalizacji grają już regularnie w rodzimych ligach. Pierwsze mecze zostaną rozegrane w dwóch turach: 12 i 13 oraz 19 i 20 lutego, natomiast rewanże odbędą się 5 i 6 marca oraz 12 i 13 marca.

Finał obecnej edycji Ligi Mistrzów zostanie rozegrany 1 czerwca w Madrycie, a jego areną będzie stadion Wanda Metropolitano, na którym na co dzień gra Atletico Madryt. Ten zespół nadal pozostaje w grze o awans, więc niewykluczone, że zagra o najważniejsze klubowe trofeum w europejskim futbolu klubowym na własnych śmieciach i w końcu je zdobędzie. Wszystkie spotkania zaczynać się będą o 21:00. Przypomnijmy, że trofeum broni Real Madryt, który teraz w 1/8 finału trafił na Ajax Amsterdam, zaś finaliście poprzedniej edycji, FC Liverpool, teraz na drodze stanął Bayern Monachium. Ale po kolei…

Manchester United – Paris St. Germain, 12 lutego, rewanż 6 marca

Jeszcze w grudniu ub. roku mało kto dawał Manchesterowi United szans w starciu z Paris Saint-Germain. Po zwolnieniu Jose Mourinho angielski klub zatrudnił tymczasowo w jego miejsce Ole Gunnara Solskjaera i „Czerwone Diabły” pod wodzą norweskiego szkoleniowca, który kiedyś należał do najlepszych napastników tego klubu, są niepokonane od dziewięciu spotkań, z których osiem wygrało, w tym pięć w tym roku. Dopiero w minioną środę w 24. kolejce Premier League United zremisowali z Burnley 2:2. Jeśli ten remis nie jest zapowiedzią jakiegoś kryzysu, paryżan czeka piekielnie trudne zadanie. Zwłaszcza, że stracili ostatnio swoją największą gwiazdę, Neymara, któremu odnowiła się kontuzja stopy. W Ligue 1 zespół PSG bije rywali bez trudu i ustanawia strzeleckie rekordy (9:0 Guingamp ). Ekipa prowadzona przez Thomasa Tuchela mierzy w Lidze Mistrzów wysoko i w starciu z Manchesterem United jest faworytem, ale już nie takim oczywistym, jak była kilka tygodni temu.

AS Roma – FC Porto, 12 lutego, rewanż 6 marca

Rzymianie zaczęli 2019 rok zwycięstwami 4:0 z Entellą w Pucharze Włoch, 3:2 z Torino i 3:3 z Atalantą w Serie A oraz klęsk 1:7 z Fiorentina w Pucharze Włoch. Takie wahania formy nie nwróżą najlepiej przed starciami z FC Porto, bo portugalski zespół regularnie wygrywa – w krajowej lidze 1:0 z Aves, 3:1 z Nacional oraz 4:1 z Chaves, a w Pucharze Portugalii 2:1 z Leixoes, 3:1 z Benficą i 1:1 ze Sportingiem Lizbona i 1:3 w konkursie jedenastek. FC Porto dominuje jednak na krajowym podwórku i jeśli nie przegra wysoko w Rzymie, w rewanżu będzie faworytem do awansu.

Tottenham – Borussia Dortmund, 13 lutego, rewanż 5 marca

Angielski zespół w ostatnim czasie gra w kratkę. W tym roku przegrał już trzy mecze: 0:1 z Manchesterem United w Premier League, 1:3 z Chelsea Londyn w Pucharze Ligi i 0:2 z Crystal Palace w Pucharze Anglii, ale w miniona środę wygrali w lidze z Watfordem 2:1. W drużynie odczuwa się brak kontuzjowanych Momo Sissoko, Victor Wanyama i Harry’ego Kane’a. Dla odmiany Borussia Dortmundznajduje się na przeciwnym biegunie. Po zimowej przerwie ekipa BVB wygrała dwa razy: 1:0 z RB Lips i 5:1 z Hannoverem. Zespół prowadzony przez Luciena Favre’a gra skutecznie i w Bundeslidze wciąż prowadzi z przewagą sześciu punktów nad Bayernem Monachium. Nas cieszy świetna forma Łukasza Piszczka, który należy do filarów zespołu. Ale szanse obu zespołów na awans są jednakowe.

Ajax Amsterdam – Real Madryt, 13 lutego, rewanż 5 marca

Holenderski zespół jesienią w Lidze Mistrzów zachwycał, lecz nowy rok zaczął tak sobie. Ajax zaliczył dwie wpadki w Eredivisie – remis 4:4 z Heerenveeni klęskę 2:6 z Feyenoordem. Ale w Pucharze Holandii wygrał 3:1 z tym samym Heerenveen. Nie zmienia to jednak opinii, że z tak dziurawą defensywą ekipa z Amsterdamu raczej „Królewskich” nie wyeliminuje. Zwłaszcza że Real Madryt po fatalnej końcówce 2018 roku wraca powoli do wysokiej formy. Po porażce z Realem Sociedad (0:2) wygrali trzy kolejne mecze – z Betisem 2:1, Sevillą 2:0 oraz Espanyolem 4:2. W Copa del Rey pokonali w dwumeczu Leganes (3:0 i 0:1), później Gironę (4:2). Do gry wrócił po kontuzji Gareth Bale, a zespół prowadzony przez Santiago Solariego ustabilizował formę na tyle, że z Ajaksem powinien sobie poradzić bez wiekszego trudu.

FC Liverpool – Bayern Monachium, 19 lutego, rewanż 13 marca

Drużyna „The Reds” na początku roku zaliczyła dwie wpadki – przegrała 1:2 z Manchesterem City w Premier League i 1:2 z Wolverhampton w Pucharze Anglii, potem jednak ograła Brighton 1:0 i po szalonym meczu Crystal Palace 4:3. Liverpool wciąż prowadzi w Premier League, ale nie gromi już rywali tak efektownie, jak w listopadzie czy grudniu ub. roku. z powodu kontuzji trener Juergen Klopp nie może wystawiać do gry Dejana Lovrena, Joe Gomeza, Georginio Wijnalduma i Trenta Alexandra-Arnolda, co powoduje, że najsłabszą formacją „The Reds jest teraz defensywa. To dobra wiadomość dla Roberta Lewandowskiego, który po odejściu Sandro Wagnera znów jest jedynym napastnikiem w Bayernie. Mistrzowie Niemiec rok rozpoczęli od towarzyskich wygranych z Fortuną Duesseldorf (1:0) i Borussią Moenchengladbach (1:0), potem w Bundeslidze ograli na wyjeździe Hoffenheim (3:1), a ostatnio 4:1 VfB Stuttgart. „Lewy” w obu ligowych spotkaniach zaliczył po jednym trafieniu, ale jemu najbardziej zależy na sukcesie Bayernu w Lidze Mistrzów. W starciu z finalistą poprzedniej edycji tych rozgrywek oraz liderem Premier League bawarski potentat nie jest uważany za faworyta, co jednak wcale nie oznacza, że stoi na straconej pozycji. Szanse obu zespołów są raczej równe i o awansie przesądzi zapewne tzw. dyspozycja dnia.

Olympique Lyon – FC Barcelona, 19 lutego, rewanż 13 marca

Olympique Lyon w Ligue 1 wygrał dwa mecze (2:1 z St. Etienne i 1:0 z Amiens) i dwa zremisował (1:1 z Reims i 2:2 z Toulouse). W Pucharze Francji wygrała 2:0 z Bourges, 2:0 z Amiens, ale też przegrała 1:2 ze Strasbourgiem. Zespół z Lyonu nie zachwyca może nadzwyczajną formą, ale punktuje i goni w tabeli zajmujące drugie miejsce Lille, bo na dogonienie PSG nie ma żadnych szans. I raczej nie ma ich także w starciu z „Dumą Katalonii”, bo Leo Messi i spółka w tym roku wygrała sześć z osmiu rozegranych meczów. Dwa przegrała – 1:2 z Levante i 0:2 z Sevillą, oba w Pucharze Króla. W Primera Division mistrzowie Hiszpanii idą jednak jak burza, wygrali 2:1 z Getafe, 3:0 z Eibar, 3:0 z Levante, 3:1 z Leganes i 2:0 z Gironą, a w minioną środę w Pucharze Króla rozgromili Seville 6:1. Argentyński gwiazdor katalońskiej jedenastki wciąż jest w wielkiej formie, a oprócz niego świetnie grają też Lusi Suarez i Philippe Coutinho.

Schalke 04 – Manchester City, 20 lutego, rewanż 12 marca

W tej parze już w chwili losowania faworytem był mistrz Anglii. „The Citizens” rok 2019 otworzyli serią siedmiuwygrqanych spotkań na trzech frontach. Najpierw pokonali w meczu na szczycie Liverpool 2:1 i wciąż liczą się w walce o mistrzostwo Anglii. W Pucharze Anglii ogrywali wysoko Rotherham United (7:0) i Burnley FC (5:0), a w Pucharze Ligi Burton (9:0 i 1:0). Po drodze w Premier League ekipa Josepa Guardioli wygrała po 3:0 z Wolverhampton i Huddersfield. W sumie w siedmiu meczach „Obywatele” zdobyli aż 30 bramek, a stracili tylko jedną. Zespół Schalke na tle Manchesteru City prezentuje się słabiutko. W 2019 roku rozegrali tylko trzy mecze. Najpierw towarzysko zremisowali 2:2 z KRC Genk, a w Bundeslidze najpierw wygrali 2:1 z przeciętnym VfL Wolfsburg i zremisowali 2:2 z Herthą Berlin. Zespół Domenica Tedesco będzie walczył co najwyżej o wyjście z twarzą w tej konfrontacji, a jego celem głównym jest jak najwyższe miejsce w Bundeslidze.

Atletico Madryt – Juventus Turyn, 20 lutego, rewanż 12 marca

W tej parze zmierzą się ekipy, które w tym sezonie niemal nie przegrywają. Atletico ostatni mecz przegrało właśnie w Lidze Mistrzów, w połowie października, z Borussią Dortmund (0:4), natomiast Juventus w minioną środę sensacyjnie przegrał w Pucharze Włoch z Atalantą Bergamo 0:3, ale wcześniej ostatni raz uległ w połowie grudnia Young Boys w Bernie (1:2). Na krajowych podwórkach obie ekipy spisuj się znakomicie. „Stara Dama” w 2019 roku przed wpadką z Atalantą wygrała cztery mecze, trzy w Serie A (1:0 z AC Milan, 3:0 z Chievo Werona i 2:1 z Lazio Rzym), a w Pucharze Włoch z Bologną 2:0. Juventus w starciu z hiszpańskim zespołem był uważany za murowanego faworyta, głównie jednak dlatego, że ma w składzie mocno zmotywowanego Cristiano Ronaldo. Turyńska ekipa została co prawda trochę przetrzebiona przez kontuzje (Andrea Barzagli, Mario Mandżukić, Juan Cuadrado), ale w jej kadrze s godni zastępcy dla tych graczy.
Atletico to jednak niewygodny rywal i też może pochwalić się passą meczów bez porażki. W tym roku ekipa Diego Simeone rozegrała sześć meczów, z których trzy zremisowała, a trzy wygrała. W La Liga ograła Levante (1:0), Huescę (3:0) oraz Getafe (2:0) i zremisowała 1:1 z Sevillą, zaś w Copa del Rey dwa razy remisowała z Gironą (1:1 i 3:3) i odpadła dość niespodziewanie z rozgrywek. Puchar Króla nie jest jednak celem dla Atletico, tylko zwycięstwo w La Liga i Lidze Mistrzów. Na mecz z Juventusem nie zdążą się jednak wyleczyć m.in. Stefan Savić, Vitolo, Koke, Diego Costa i Gelson Martins, co może zniweczy plany na ten sezon. Porażka z Juventusem to nie wstyd, ale z Atletico również.