Zmiany w sportowym gwiazdozbiorze

W XXI wieku w polskim sporcie pojawiło się kilka gwiazd światowego formatu – Agnieszka Radwańska w tenisie, Adam Małysz i Justyna Kowalczyk w sportach zimowych, Marcin Gortat w koszykówce, Tomasz Gollob w jeździe na żużlu i wreszcie Robert Lewandowski w piłce nożnej.

Z tej piątki na sportowym olimpie pozostał jedynie Lewandowski i jak na razie nie widać na horyzoncie polskiego piłkarza zdolnego przyćmić jego dokonania, tak jak przypadku Radwańskiej zrobiła to Iga Świątek, w przypadku Małysza Kamil Stoch, a w przypadku Golloba Bartosz Zmarzlik. Lepszej od siebie w biegach narciarskich wciąż nie doczekała się jeszcze Justyna Kowalczyk, zaś Marcin Gortat nadal nie ma polskiego następcy w lidze NBA. Tych dwoje wybitnych sportowców nie więc żadnej konkurencji i może korzystać na zasadzie wyłączności ze zdobytej uprzednio sławy. Kowalczyk i Gortat są aktywni w mediach społecznościowych i często goszczą też w mediach tradycyjnych, co pozwala im podtrzymać popularność – najwybitniejszej polskiej biegaczki w historii oraz jedynego polskiego koszykarza, który występował, i to z powodzeniem, w najlepszej koszykarskiej lidze na świecie. To po zakończeniu karier nadal przekłada się w wymierny sposób na ich atrakcyjność reklamową i marketingową, z której czerpią korzyści.
Inaczej sprawa się ma w przypadku Agnieszki Radwańskiej, Tomasza Golloba i Adama Małysza, bo w ich miejsce pojawili się następcy osiągający jeszcze większe sukcesy sportowe. Iga Świątek niemal na starcie zawodowej kariery wygrała turniej Wielkiego Szlema, czego nie udało się dokonać Radwańskiej, a w wieku 20 lat jest już w światowym rankingu na czwartym miejscu. Jeszcze bardziej wyraziście Małysza zastąpił Kamil Stoch, bo zdobył trzy złote medale olimpijskie i pod tym względem znacząco przebił osiągnięcia wielkiego poprzednika, któremu nie udało się wywalczyć na igrzyskach nawet jednego krążka z najcenniejszego kruszcu. Również Bartosz Zmarzlik przyćmił Golloba, bo najpierw w 2019 roku również zdobył tytuł indywidualnego mistrza świata na żużlu, a w następnym sezonie jako pierwszy Polak w historii dokonał tej sztuki po raz drugi. W tym tym roku był bliski zdobycia tytułu po raz trzeci z rzędu, przegrał jednak na finiszu zmagań z Rosjaninem Artiomnem Łagutem i musiał zadowolić się srebrnym medalem. Nie odebrało mu to jednak statusu największej gwiazdy polskiego i światowego speedway’a. Trzeba jednak pamiętać, że Gollob po tragicznym w skutkach wypadku w kwietniu 2017 roku podczas treningu motocrossowego odniósł poważne obrażenia kręgosłupa i do dzisiaj nie odzyskał sprawności, zatem od ponad czterech lat siłą rzeczy funkcjonuje poza „światłami rampy”.
Radwańska, uznawana za najlepszą polską tenisistkę w historii, w listopadzie 2018 roku ogłosiła zakończenie kariery. Wygrała 20 turniejów WTA, m.in. kończący sezon WTA Finals w 2015 roku. W lipcu 2012 awansowała na najwyższe w karierze drugie miejsce w światowym rankingu. Tenisiści marzą jednak przede wszystkim o triumfie w Wielkim Szlemie. Pochodzącej z Krakowa zawodniczce nigdy to się nie udało. Najbliżej była w 2012 roku, gdy dotarła do finału Wimbledonu. Na londyńskiej trawie w 2013 i 2015 roku zatrzymała się rundę wcześniej. Dwukrotnie dotarła do półfinału w Australian Open. Raz awansowała do ćwierćfinału Rolanda Garrosa, a w US Open najdalej była w 1/8 finału. Wydawało się, że skoro tak znakomita zawodniczka nie wygrała imprezy wielkoszlemowej, to polski tenis będzie musiał długo czekać na taki sukces. Tymczasem u schyłku kariery Radwańskiej zaczynał się błyskawicznie rozwijać talent młodszej o 12 lat Igi Świątek. W 2018 roku pochodząca z Warszawy tenisistka wygrała juniorski Wimbledon i zaczęła przebojem wdzierać się do seniorskiej elity. W sezonie 2019 była już w czołowej „50” światowego rankingu, a 2021 zakończy w czołowej dziesiątce. Z powodu pandemii tenisowy kalendarz w ubiegłym roku został mocno zmieniony, a wielkoszlemowy French Open na kortach Rolanda Garrosa przeniesiono na jesień. I właśnie w Paryżu Świątek sięgnęła tak wyczekiwany przez fanów tenisa w Polsce triumf w Wielkim Szlemie. Od tego sukcesu gwiazda Świątek świeci wielkim blaskiem i chociaż ona sama twierdzi, że to Radwańska wciąż jest najlepszą polska tenisistką w historii, nie zmienia to oczywistej prawdy, że w tym sporcie dzięki niej oraz pnącemu się coraz wyżej w hierarchii męskiego tenisa Hubertowi Hurkaczowi nie wytworzyła się pustka, jak kiedyś miało to miejsce po zakończeniu kariery przez Wojciecha Fibaka.
Skoki narciarskie polskim kibicom kojarzyły się przez wiele lat głównie z Adamem Małyszem. Wprawdzie już 1972 roku mistrzem olimpijskim został Wojciech Fortuna, ale to właśnie Małysz sprawił, że ta dyscyplina stała się narodowym sportem Polaków. Jego sukcesy plasują go w czołówce wszech czasów gigantów tego sportu – na igrzyskach olimpijskich zdobył trzy srebrne i jeden brązowy medal, w dorobku ma też m.in. cztery tytuły mistrza świata, cztery Kryształowe Kule za zwycięstwo w klasyfikacji generalnej Pucharu Świata oraz triumf w Turnieju Czterech Skoczni (2000/01). Gdy w 2011 roku postanowił zakończyć karierę narciarskiego skoczka, pojawiły się obawy, że na drugiego takiego wybitnego zawodnika przyjdzie nam długo poczekać. Tymczasem okazało się, że młodszy od Małysza o 10 lat Kamil Stoch już na igrzyskach 2014 roku w Soczi poprawił jego osiągnięcia, zdobywając dwa złote medale olimpijskie w konkursach indywidualnych. Cztery lata później – w Pjongczangu – dołożył do tej kolekcji jeszcze jedno złoto indywidualne oraz brąz w drużynie. Stoch zdobył także tytuł mistrza świata w 2013 i wicemistrza w 2019 roku oraz w drużynie wywalczył złoty medal w 2017 i dwukrotnie brązowy (2013 i 2015). Ponadto dwukrotnie zdobył Kryształową Kulę za zwycięstwo w klasyfikacji Pucharu Świata (2014, 2018) i dwukrotnie z rzędu zwyciężał w Turnieju Czterech Skoczni (w sezonach 2016/17 i 2017/2018). Po igrzyskach w Soczi sam Małysz szczerze przyznał, że chętnie oddałby wszystkie swoje medale za jeden złoty. Dzisiaj zastanawiamy się, kto zapełni pustkę, jaka powstanie po zakończeniu kariery przez Stocha. Ten znakomity skoczek ma już 33 lata i coraz częściej daje do zrozumienia, że jego czas na skoczni się powoli kończy. Być może powie pas już po przyszłorocznych igrzyskach w Pekinie. Na razie w młodszych pokoleniach naszych skoczków nie widać takiego, który mógłby pociągnąć pokoleniową sztafetę po Małyszu i Stochu, a bez wielkich gwiazd żaden sport nie jest w stanie przykuć uwagi kibiców i sponsorów. Nawet piłka nożna, którą u nas czeka potężne tąpnięcie po zakończeniu kariery przez „Lewego”.

PZT szykuje tenisową superligę

Polski Związek Tenisowy chce w przyszłym roku uruchomić drużynowe rozgrywki pod nazwą Superligi. Prezes PZT Mirosław Skrzypczyński zasygnalizował, że być może zagra w nich Agnieszka Radwańska.

Deklaracja Skrzypczyńskiego nie jest jakoś specjalnie wiarygodna, bo Radwańska od czasu zakończenia kariery w 2018 roku nigdy nie zasygnalizowała choćby chęci powrotu do wyczynowego tenisa, ale prezes PZT mówi tak: „Są bardzo duże szanse, że w Superlidze zagra Agnieszka Radwańska. W tej lidze będą m.in. gry podwójne kobiet, mikst, więc tutaj jak najbardziej otwiera się dla niej pole. Agnieszka jest mamą, ale wciąż jest aktywna tenisowo”.
Superliga tenisowa ma rozpocząć rozgrywki 22 maja przyszłego roku. Będzie się składać z czterech lig po osiem drużyn (ekstraklasy, I ligi, II ligi i III ligi). Radwańska miałaby występować w barwach Mery Warszawa, m.in. z Domachowską z młodszą siostrą Urszulą. Natomiast barwy Legii Warszawa miałaby reprezentować m.in. Iga Świątek, rzecz jasna tylko wówczas, jeśli znajdzie czas między startami w turniejach WTA. Superliga wzorowana jest na podobnych rozgrywkach organizowanych dla zawodowców w Niemczech, Francji, Włoszech czy Czechach. Mecze będą rozgrywane w niedziele równocześnie na dwóch kortach. Najpierw odbywać się będą dwa pojedynki singlowe kobiet, potem dwa mężczyzn, następnie równocześnie dwa deblowe mecze, kobiet i mężczyzn, a w przypadku remisu o zwycięstwie rozstrzygać będzie mikst. Pojedynki singlowe toczyć się będą do dwóch wygranych setów, a zamiast trzeciego będzie tzw. super tie-break. – precyzował.
Faza zasadnicza składać się będzie z siedmiu kolejek, w której będzie obowiązywał system każdy z każdym. W grudniu odbędzie się runda finałowa – cztery najlepsze drużyny zagrają o mistrzostwo lub o awans na wyższy szczebel, a pozostałe cztery o utrzymanie. Spadać z wyższej ligi będą po dwie ekipy. Kluby będą mogły zakontraktować zawodników zarówno polskich, jak i zagranicznych.

Iga Świątek jest już dziewiąta w rankingu WTA

Nie milkną echa niebywałego zwycięstwa Igi Świątek w finale turniej WTA 1000 w Rzymie. 19-letnia Polka rozbiła 6:0, 6:0 Karolinę Pliskovą, byłą liderkę rankingu WTA, a dzięki zdobytym punktom awansowała w rankingu WTA na 9. miejsce. Świątek jest drugą Polką po Agnieszce Radwańskiej, która przebiła się do pierwszej dziesiątki światowej listy.

Sukces Świątek na ziemnych kortach w Rzymie znów zwrócił na nią uwagę fanów tenisa. Komentowano głównie wynik jej finałowej potyczki z Pliskovą, bo też „rowerki”, jak w tenisowym żargonie zwie się porażki 0:6, 0:6, w finałach tenisowych turniejów pod szyldem WTA to wielka rzadkość. W XXI wieku takiego wyczynu przed Świątek dokonały tylko trzy zawodniczki – Francuzka Marion Bartoli (w 2006 roku wygrała do zera z Rosjanką Olgą Puczkową w halowym turnieju w Quebec City), Agnieszka Radwańska (w 2013 roku w finale turnieju w Sydney pokonała 6:0, 6:0 Słowaczkę Dominikę Cibulkovą) i Rumunka Simona Halep (w 2016 roku w finale turnieju w Bukareszcie rozbiła do zera Łotyszkę Anastasiję Sevastovą). Zwycięstwo do zera Świątek nad Pliskovą ma jednak większą wartość co najmniej z dwóch powodów – turniej w Rzymie to zawody wyższej rangi od poprzednio wymienionych, a żadna z rywalek trzech wcześniej wymienionych tenisistek nie była liderką światowej listy, zaś w chwili klęski nie były sklasyfikowane w Top 10 rankingu WTA. Pliskova po przegranym meczu z Polką nie była w stanie wyjaśnić przyczyn klęski. „To nie był mój najlepszy dzień, a Iga zagrała przeciwko mnie perfekcyjnie. Robiłam co mogłam, ale jak już wspomniałam – to nie był mój dzień” – przyznała czeska tenisistka. Tenisowi eksperci zwracali też uwagę na fakt, że Świątek jest dopiero czwartą nastolatką, która wygrała turniej rangi WTA 1000. Przed nią sztuki tej dokonały Białorusinka Wiktoria Azarenka (Miami, 2009), Szwajcarka Belinda Bencic (Toronto, 2015) oraz Kanadyjka Bianca Andreescu (Indian Wells i Toronto, oba triumfy w 2019).
Łatwość, z jaką Świątek rozgromiła w niedzielnym finale rutynowaną czeska tenisistkę wywołała powszechne zaskoczenie, albowiem dzień wcześniej Polka musiała stoczyć dwa ciężkie pojedynki. Najpierw zmierzyła się w przełożonym z piątku z powodu opadów deszczu ćwierćfinałowym spotkaniu z Ukrainką Jeliną Switoliną, które wygrała 6:2, 7:5, a kilka godzin później ponownie wyszła na kort do półfinałowego boju z 17-letnią Amerykanką Cori Gauff, w którym zwyciężyła 7:6, 6:3. Miała więc prawo być zmęczona i całkiem niewykluczone, że Pliskova właśnie na to liczyła i chyba się przeliczyła.
W pierwszym secie 19-letnia Polka całkowicie zdominowała czeską tenisistkę. Zdobyła 24 z 28 punktów, popełniła tylko jeden niewymuszony błąd (Pliskova 10), miała stuprocentową skuteczność po pierwszym serwisie. Wygrała pierwszą partię w 22 minuty, a drugiego seta zakończyła po 24 minutach. W jej zagraniach nie było przypadku, większość uderzeń była przemyślana, posłana z ogromną siłą i techniczną wirtuozerią. Pliskova z każdą kolejna przegraną piłką gasła i widać było, jak narasta w niej frustracja. Nie skreczowała jednak, chociaż doświadczone zawodniczki w takich beznadziejnych sytuacjach zwykle znajdują jakiś pretekst do przerwania pojedynku z nakręcaną powodzeniem rywalką. Pewnie liczyła w głębi ducha na to, że młoda Polka w drugiej odsłonie pojedynku straci koncentrację i zacznie popełniać błędy. Przeliczyła się jednak, bo Świątek zaczęła drugiego seta od zdobycia gema bez straty punktu, a w drugim przełamała serwis Czeszki. W tym momencie Pliskovej puściły nerwy i ze złości połamała rakietę. Jeszcze przy stanie 5:0 dla Polki podjęła walkę o choćby honorowego gema, ale skoncentrowana na zadaniu Świątek goniła do każdej piłki i nie pozwoliła rywalce odebrać sobie punktu. Cały mecz trwał 46 minut. Świątek zdobyła 51 punktów, a Pliskova zaledwie 13. To był finał, który przetrwa w pamięci sympatyków tenisa.
Dla Świątek triumf na rzymskich kortach to trzeci turniejowy triumf w karierze, ale pierwszy w imprezie rangi WTA 1000 (wg. dawnej terminologio WTA Premier Mandratory). I oczywiście nie najważniejszy, bo na takie miano zasługuje rzecz jasna jej ubiegłoroczne zwycięstwo w wielkoszlemowym French Open na ziemnych kortach im. Rolanda Garrosa w Paryżu. Za niespełna dwa tygodnie nasza tenisistka stanie do walki w obronie mistrzowskiego tytułu. Wygrana w Rzymie z miejsca wywindowała jej notowania u bukmacherów. Kursy na zwycięstwo 19-latki z Raszyna są najniższe – za każde postawione euro można w przypadku jej wygranej w Paryżu dostać 4,5 euro wypłaty. Dla porównania kurs na liderkę rankingu WTA Australijką Ashleigh Barty wynosi 1:6, na trzecią w rankingu Rumunkę Simonę Halep 1:7, na Białorusinkę Arynę Sabalenkę 1:8,5, a na wiceliderkę rankingu Japonkę Naomi Osakę 1:15. Na paryskich kortach Świątek ma do obrony mnóstwo rankingowych punktów, ale rzymski turniej pokazał, że ma duże szanse na udany występ w Paryżu.
French Open 2021 rozpocznie się 30 maja, a dzień później Iga przestanie już być nastolatka, bo „stuknie” jej 20 lat. Nie zmieni to jednak faktu, że do zmagań na kortach Rolanda Garrosa przystąpi jako dziewiąta zawodniczka w rankingu WTA, a w elitarnym gronie tenisistek z Top 10 zestawienia jest najmłodsza. Rok starsza od niej jest sklasyfikowana na 7. miejscu Kanadyjka Bianca Andreescu, 22 lata ma Amerykanka Sofia Kenin (WTA 5), po 23 lata mają Naomi Osaka (WTA 2) i Białorusinka Aryna Sabalenka (WTA 4), 25 lat ma Australijka Ashleigh Barty (WTA 1), 26 lat Ukrainka Jelina Switolina (WTA 6), po 29 Rumunka Simona Halep (WTA 3) i Karolina Pliskova (WTA 10), a 39 lat legendarna Serena Williams (WTA 8).
Świątek jest drugą po Agnieszce Radwańskiej Polką, która znalazła się w Top 10 światowej listy, ale starsza z sióstr Radwańskich wspięła się aż na drugie miejsce i nawet miała szanse na pierwszą lokatę. Niewykluczonej jednak, że już niedługo także pod tym względem Świątek ją przebije.

Świat sportu też wspiera protest

W całej Polsce trwają protesty po wyroku Trybunału Konstytucyjnego, który orzekł, że przepis zezwalający na aborcję w przypadku dużego prawdopodobieństwa ciężkiego i nieodwracalnego upośledzenia płodu albo nieuleczalnej choroby zagrażającej jego życiu jest niezgodny z konstytucją. Do społeczny sprzeciwu po tej decyzji TK dołączyli też licznie przedstawiciele różnych środowisk sportowych.

Przeciwko kontrowersyjnej decyzji Trybunału Konstytucyjnego najmocniej protestują kobiety, także w środowisku sportowym. Wiele znanych polskich sportsmenek na różne sposoby, chociaż najczęściej za pośrednictwem portali społecznościowych, także wyraziło swój sprzeciw. „Witamy w piekle” – napisała sprinterka Ewa Swoboda. Anna Werblińska, była reprezentantka Polski w siatkówce, zamieściła grafikę obnażającą hipokryzję zwolenników całkowitej aborcji, którzy nie kwapią się do pomocy matkom niepełnosprawnych dzieci. Jej dawna koleżanka z kadry Polski, Katarzyna Skorupa, zamieściła grafikę z podobizną Jarosława Kaczyńskiego i podpisała ją wymownym zdaniem: „W sprawie rodzenia nie macie nic do powiedzenia”. Z kolei koszykarka Angelika Stankiewicz, aktualna reprezentantka Polski, zamieściła grafikę obrazującą twarz kobiety z ustami zasłoniętymi dłonią w barwach polskiej flagi narodowej. A zawodniczka MMA Joanna Jędrzejczyk napisała wprost: „Wstyd mi za taką władzę”. W podobnym tonie wypowiedziały też swoje zdanie nasza znakomita biegaczka średniodystansowa Joanna Jóźwik, młociarka Malwina Kopron, biathlonistka Weronika Nowakowska, narciarka alpejska Karolina Riemen-Żerebecka.
We wpisie na profilu innej z naszych gwiazd mieszanych sztuk walki, Karoliny Kowalkiewicz, aż kipi od emocji: „Jestem kobietą. Do walki zawsze wychodziłam z flagą na ramionach dumnie reprezentując Polskę. Kocham swoją ojczyznę i nie umiem poradzić sobie z tym co się dzieje. Targa mną wiele różnych emocji, złość, żal, bezsilność, rozczarowanie, wstyd… od kilku dni chce mi się wyć!” – pisała zawodniczka MMA
Mocno swój sprzeciw zaakcentowały też polskie tenisistki. „Decyzja Trybunału uderza mocno w wolność wyboru, a właśnie mieć wybór jest tutaj kluczowe. Aktualnie jestem w Stanach Zjednoczonych i niewiele mogę tutaj zdziałać oprócz wrzutek w social mediach, ale gdybym teraz była w Polsce, na pewno byłoby mnie widać na protestach w Warszawie lub w Sosnowcu. Sercem jestem ze wszystkimi protestującymi, walczącymi o nasze prawa” – napisała Paula Kania. Inna z naszych tenisistek, Katarzyna Kawa, wyraziła natomiast taką opinię: „Decyzja Trybunału wywołała u mnie smutek i sprzeciw. Na studiach fizjoterapii miałam praktyki w ośrodkach rehabilitacyjnych dla osób niepełnosprawnych. Widziałam, z czym wiąże się opieka nad niepełnosprawnym dzieckiem. Dla mnie jest to bohaterstwo, którego nie można wymagać od każdego. Przebywam poza Polską, więc mogę tylko zdalnie wyrażać swoje opinie.
Nawet siostry Agnieszka i Urszula Radwańska, które kiedyś były ulubienicami polskich środowisk prawicowych, opowiedziały się po stronie strajkujących kobiet, publikując na swoich profilach na Instastory grafikę z czerwonymi błyskawicami – a jest to jeden z popularniejszych symboli protestu przeciwko decyzji Trybunału Konstytucyjnego. Podobne grafiki zamieściły też inne znane polskie tenisistki – Marta Domachowska i Klaudia Jans-Ignacik. „Jak można skazać kobietę na urodzenie dziecka, które umrze niedługo po narodzinach? Jak można skazywać rodzinę na utrzymywanie przy życiu istoty, dla której medycyna nie daje żadnej nadziei prócz wegetacji?” – skomentowała z kolei na łamach sport.pl Justyna Kowalczyk, która rzecz jasna również opowiedziała się po stronie protestu kobiet.
Podczas meczu kobiecej reprezentacji Polski w piłce nożnej z Mołdawią w eliminacjach mistrzostw Europy (3:0) zawodniczki Joanna Wróblewska i Paulina Dudek demonstracyjnie prezentowały przy każdej okazji „błyskawice” wymalowane na noszonych przez nie na rękach opaskach. A skoro już jesteśmy przy piłce nożnej, to trudno pominąć milczeniem reakcję środowisk kibolskich, na których wsparcie chyba liczył szef PiS Jarosław Kaczyński. „Nie przeciw kobietom, ani na zlecenie reżimu pisowskiego, stajemy w obronie tradycji i niszczonego dziedzictwa narodowego” – napisali w swoim internetowym przesłaniu fani Śląska Wrocław. Jeszcze bardziej dosadnie swoje stanowisko sformułowali kibole Miedzi Legnica: „Szanujcie tradycje, walczcie o swoje! Niech Nas nie dzielą pisowskie gnoje! Wspieramy kobiety!”.

Też już mamy mistrzynię Wielkiego Szlema

Iga Świątek wygrała French Open, pokonując w finale Amerykankę Sofię Kenin 6:4, 6:1. To pierwsza reprezentantka Polski z triumfem w wielkoszlemowym turnieju. Przed nią w finałach grały Jadwiga Jędrzejowska i Agnieszka Radwańska, ale obie bez powodzenia. W końcu jednak polscy kibice doczekali się triumfu rodaczki w Wielkim Szlemie.

Do zmagań na ziemnych kortach im. Rolanda Garrosa w Paryżu Świątek przystępowała jako 54. zawodniczka w rankingu WTA. Ostatni raz tenisistka tak nisko sklasyfikowana na światowej liście doszła do finału French Open w 1977 roku. Wtedy w decydującym spotkaniu zagrała Rumunka Florenta Mihai, wówczas 56. na świecie. W finale przegrała jednak z Jugosłowianką Mimą Jausovec 2:6, 7:6, 1:6. Tym razem sytuacja się nie powtórzyła, bo Świątek w starciu z Amerykanką Sofią Kenin, przed turniejem sklasyfikowaną na szóstym miejscu rankingu WTA, pewnie zwyciężyła pewnie 6:4, 6:1. Tym samym 19-letnia tenisistka z Warszawy wygrała French Open bez straty seta, wcześniej pokonując: Czeszkę Marketę Vondrousovą (finalistka French Open z 2019 roku) 6:1, 6:2, reprezentantkę Tajwanu Hsieh Su-wei (dwukrotna mistrzyni Wielkiego Szlema w grze podwójnej) 6:1, 6:4, Kanadyjkę Eugene Bouchard (finalistka Wimbledonu z 2014 roku) 6:3, 6:2, Rumunkę Simonę Halep (mistrzyni French Open 2018 i Wimbledonu 2019) 6:1, 6:2, Włoszkę Martinę Trevisan (kwalifikantka) 6:3, 6:1, Argentynkę Nadię Podoroską (kwalifikantka) 6:2, 6:1.
Sofia Kenin, finałowa rywalka Świątek, córka rosyjskich emigrantów, od najmłodszych lat tenisa uczyła się u najsłynniejszych amerykańskich trenerów – Nicka Bolletierriego, Roberta Lansdorpa i Ricka Macciego. Gwiazdą zostałą już jako sześciolatka, gdy zaczęła wygrywać dziecięce turnieje w USA. Jej zdjęcia pojawiły się na okładkach fachowych magazynów, w programach telewizyjnych grała pokazówki z Johnem McEnroe i Jimem Courierem, plotła warkocze Annie Kurnikowej, a zaplecze zawodowych imprez pokazywała jej Kim Clijsters, która wywróżyłą jej zresztą wielką karierę.
Poprzedni sezon Sofia Kenin zakończyła na 12. miejscu w światowym rankingu, a ten rok zaczęła od triumfu w wielkoszlemowym Australian Open, gdzie w półfinale pokonała rozstawioną z numerem 1 faworytkę gospodarzy Ashleigh Barty, zaś w finale wygrałą w trzech setach z Hiszpanką Garbine Muguruzą. Przerwa w rozgrywkach spowodowana pandemią raczej Kenin nie posłużyła, bo w US Open odpadła już w 1/8 finału z Belgijką Elise Mertens. Jeszcze gorze zaczął się dla niej przesunięty w czasie część sezonu na europejskich kortach ziemnych, który zwieńczyć miał przełożony z maja wielkoszlemowy French Open. W turnieju WTA Premier 5 w Rzymie Sofia w 3. rundzie trafiła na będącą w wielkiej formie Białorusinkę Wiktorię Azarenkę, która zafundowała jej najbardziej upokarzającą porażkę w tenisie, 0:6, 0:6.
Dlatego mało kto z tenisowych ekspertów przed turniejem w Paryżu wymieniał ją w gronie faworytek. Tymczasem Kenin od pierwszej rundy może nie wygrywała równie szybko i efektownie, jak Świątek, bo w drodze do finału straciła cztery sety, ale za każdym razem potrafiła jednak złamać opór przeciwniczek. A pokonała po kolei: reprezentującą Włochy Rosjankę Ludmiłę Samsonową 6:4, 3:6, 6:3; Rumunkę Anę Bogdan 3:6, 6:3, 6:2; kolejną Rumunke Irine Barę 6:2, 6:0; Francuzkę Fione Ferro 2:6, 6:2, 6:1; Amerykankę Danielle Collins 6:4, 4:6, 6:0 oraz w półfinale dwukrotną mistrzynię Wimbledonu Czeszkę Petrę Kvitovą 6:4, 7:5.
Ekspert Eurosportu Alex Corretja, znakomity przed laty hiszpański tenisista, trafnie przewidział, że w finałowym starciu French Open 2020 większym atutem będą ofensywne umiejętności Polki, niż obronne Amerykanki. i tak też było faktycznie.
Świątek dzień wcześniej przez dwie i pół godziny walczyła ze swoją deblową partnerką Nicole Melichar w półfinale gry podwójnej, przegrywając jednak walkę o finał z amerykańsko-chilijską parą Desirae Krawczyk – Alexa Guarachi 6:7(5), 6:1, 4:6. To był powód do obaw, czy w tym deblowym meczu Polka nie straciła zbyt dużo sił. Już jednak pierwsze gemy sobotniego pojedynku finałowego Świątek z Kenin pokazały, że moc wciąż jest po stronie Polki.
Dzięki uprzejmości koncernu Discovery, do którego należą dostępne w Polsce kodowany Eurosport i TVN, finał French Open pokazały obie stacja, dlatego pierwszy w historii wielkoszlemowy triumf polskiej tenisistki mogły obejrzeć miliony jej rodaków. Legendarna Jadwiga Jędrzejowska jeszcze przed II Wojną Światową doszła do finału Wimbledonu i French Open, a w Erze Otwartej zajść tak wysoko udało się tylko Agnieszce Radwańskiej. Świątek zrobiła jeden krok więcej i finałowy pojedynek wygrała, czym na trwałe zapisała się w historii polskiego tenisa (w przeszłości Polacy wygrywali w Wielkim Szlemie tylko w deblu: Jadwiga Jędrzejowska French Open w 1939, Wojciech Fibak Australian Open w 1978, a Łukasz Kubot Australian Open w 2014 i Wimbledon w 2017 roku). Została też najmłodszą triumfatorką French Open od 1992 roku – wtedy wygrała Monica Seles mając 18 lat i 187 dni.
Sukces na kortach im. Rolanda Garrosa wcale nie musi być ostatnim sukcesem Piątek tego kalibru. Już w Paryżu pokazała dobitnie, że po swojej stronie ma już wszystkie atuty niezbędne do gry na najwyższym poziomie – potężny serwis, pełną paletę zagrań, perfekcyjną technikę, żelazną kondycję i silną psychikę. A teraz jeszcze dzięki wysokiej premii za zwycięstwo (1,6 mln euro tylko za triumf w singlu) uzyska finansową niezależność, zaś dzięki awansowi do Top 20 rankingu WTA będzie mogła grać w każdym turnieju i dzięki temu jej sztab trenerski będzie mógł teraz z maksymalnym komfortem układać jej kalendarz startów.
Świątek będzie musiała teraz poradzić sobie z ogromną popularnością, co bywa czasem znacznie trudniejsze od machania rakietą na korcie, o czym przekonuje choćby przykład jednej z jej turniejowych rywalek, Kanadyjki Eugene Bouchard. Ale będzie też musiała zająć jakieś stanowisko wobec nieoczekiwanego hejtu, jaki w internecie spotkał Agnieszkę Radwańską, której sukcesy i dokonania nagle po zwycięstwie Świątek zaczęły być deprecjonowane. Okazanie przez Igę szacunku najlepszej jak dotąd polskiej tenisistce w historii, która co prawda nie zdołała wygrać turnieju Wielkiego Szlema, ale ma na koncie 20 wygranych turniejów, triumf w WTA Finals oraz przez dekadę utrzymywała się w Top 10 światowej listy.
Zapytana w Paryżu podczas ceremonii wręczania nagród o Radwańską, powiedziała: „Ona była jedną z najlepszych tenisistek na świecie. Wiele osób porównuje mnie do niej, ale nadal muszę dużo zrobić, by zostać najlepszą tenisistką w historii w moim kraju”. Ta wypowiedź z pewnością jej w niczym nie zaszkodzi. Raczej wręcz przeciwnie.

48 godzin sport

Glik na testach w Benevento
Kamil Glik przyjechał w poniedziałek na testy medyczne do Benevento. O tym, że 32-letni obrońca AS Monaco i reprezentacji Polski ma latem przejść do ekipy beniaminka Serie A, włoskie i francuskie media spekulowały od kilku tygodni. Glik ma podpisać kontrakt do końca czerwca 2023 roku. AS Monaco otrzyma za niego około 3,5 miliona euro, natomiast piłkarz ma rocznie zarabiać około trzech milionów euro. Trenerem Benevento jest legenda włoskiego calcio Filippo Inzaghi. Dla Glika będzie to powrót do włoskiej ekstraklasy, w której grał już w przeszłości w barwach zespołów Palermo, Bari i Torino.

Zamienił Mielec na Gliwice
Piast Gliwice w poniedziałek podpisał kontrakt z Michałem Żyro. 27-letni napastnik ostatnio występował w pierwszoligowej Stali Mielec, której znacząco pomógł w wywalczeniu awansu do ekstraklasy (w 14 meczach strzelił sześć goli i zaliczył trzy asysty). Żyro podpisał z gliwickim klubem umowę do 30 czerwca 2022 roku. Wcześniej występował w Legii Warszawa, Wolverhampton, Charlton Athletic, Pogoni Szczecin i Koronie Kielce.

Radwańska została mamą
Najwybitniejsza polska tenisistka w historii, Agnieszka Radwańska, w miniony poniedziałek urodziła syna, Jakuba. Światu wieść o narodzinach potomka obwieścił na Twitterze jej mąż, Dawid Celt, obecnie trener kobiecej reprezentacji Polski w tenisie.

Przypomniał o sobie Klimala
W poniedziałkowym meczu towarzyskim Celtic pokonał Hibernian 3:1. Dwie bramki dla zwycięskiego zespołu strzelił były napastnik Jagiellonii Białystok Patryk Klimala. Szkocki klub pozyskał 21-letniego młodzieżowego reprezentanta Polski w styczniu tego roku za 4 mln euro, ale przez pół roku trzymał go w rezerwie. Klimala zagrał tylko w czterech spotkaniach Celticu – dwóch ligowych i dwóch w Pucharze Szkocji, ale wciąż walczy o miejsce w podstawo.

Zmarzlik znowu wygrywa
Aktualny mistrz świata na żużlu Bartosz Zmarzlik wygrał w Bydgoszczy turniej finałowy o Złoty Kask. To pierwszy triumf 25-letniego gwiazdora Stali Gorzów w tej imprezie. Wcześniej dwukrotnie zajmował drugie lokaty – w 2016 i 2018 roku. Kolejne miejsca na podium bydgoskiego turnieju zajęli Paweł Przedpełski (Włókniarz Częstochowa) i Krzysztof Kasprzak (Stal Gorzów).

Bronowianka ofiarą pandemii
Szósty zespół minionego sezonu ekstraklasy tenisistek stołowych, Bronowianka Kraków, zrezygnował w udziału w rozgrywkach w nowym sezonie. Władze krakowskiego klubu podały, że taka drastyczna decyzja została podjęta ze względów finansowych. Klub z powodu pandemii koronawirusa stracił możliwość zarobkowania na wynajmie hali sportowej, basenu, boisk i hotelu, co było jego podstawowym źródłem dochodów.

Rakietą w koronawirusa

Czołowi polscy tenisiści zaangażowali się w akcję „Rakietą w koronawirusa”. Ich celem jest zebranie pół miliona złotych na zakup sprzętu ochronnego dla lekarzy i personelu medycznego.

Inicjatorką akcji jest Sandra Zaniewska – była tenisistka, a obecnie trenerka. „Na bieżąco obserwuję sytuację w polskich szpitalach. Nietrudno zauważyć, że najbardziej palący problem to brak środków chroniących lekarzy i personel medyczny. Dlatego chciałam zaangażować swoje środowisko do wspólnego zbierania funduszy na ten cel. Zgłosiłam się z prośbą do Fundacji Sensoria i tak zrodził się pomysł” – wyjawiła na łamach portalu tenisklub.pl Zaniewska. Do zainicjowanej przez nią akcji „Rakietą w koronawirusa” zaangażowali się wszyscy czołowi polscy tenisiści – Łukasz Kubot, Hubert Hurkacz, Kamil Majchrzak, Magda Linette, Iga Świątek, Alicja Rosolska, Katarzyna Kawa, Paulina Kawa i Urszula Radwańska.
Celem zbiórki jest zebranie 500 tysięcy złotych, które zostaną przeznaczone na podstawowe środki ochrony dla lekarzy, pielęgniarek, ratowników medycznych i sanitariuszy. Cały zakupiony za zebrane pieniądze sprzęt ma zostać przekazany placówkom medycznym, które zmagają się z największymi deficytami sprzętowymi. Zbiórkę można śledzić w internecie. Jej częścią są także aukcje, na których można wylicytować m.in. rakiety z autografami m.in. Igi Świątek czy Kamila Majchrzaka, a także sportowe ubory uzywane w turniejach przez Magdę Linette i Urszulę Radwańskiej.
Akcję „Rakietą w koronawirusa” wsparła też nasza najwybitniejsza tenisisowa gwiazda, Agnieszka Radwańska, która już wcześniej sama z siebie „zaserwowała” w Covid-19, fundując 10 tysięcy maseczek dla Uniwersyteckiego Szpitala Dziecięcego w Krakowie. „To moja cegiełka dla tych, którzy dzisiaj najbardziej potrzebują naszego wsparcia. Jestem pełna podziwu z jakim zaangażowaniem i poświęceniem pracownicy służby zdrowia walczą o nasze zdrowie i nasze wspólne bezpieczeństwo” – krótko wyjaśniła powody swojego działania Radwańska.

Linette wygrywa w Tajlandii

Maga Linette, najwyżej obecnie sklasyfikowana w rankingu WTA polska tenisistka, wygrała w Tajlandii turnieju WTA International. W finale imprezy w Hua Hin 28-letnia Polka pokonała 19-letnią Szwajcarkę Leonie Kung 6:3, 6:2. W najnowszym notowaniu rankingu WTA Linette awansuje na najwyższe karierze 33. miejsce.

Zajmująca przed zawodami w Hua Hin (z pulą nagród 275 tys. dolarów amerykańskich) 42. miejsce w światowym rankingu Linette w drodze do finału pokonała kolejno 495. na światowej liście Ukrainkę Katerynę Bondarenko, 106. Chinkę Shuai Peng oraz sklasyfikowaną na 134. pozycji jej rodaczkę, 18-letnią Xiyu Wang, mistrzyni juniorskiego US Open 2018, z którą nasza tenisistka straciła pierwszego seta w turnieju. W półfinale Linette zmierzyła się z 25-letnią Patricią Marią Tig (WTA 105). Dla Rumunki był to drugi występ w półfinale imprez głównego cyklu – pierwszy zagrała w Baku pięć lat temu. W 2018 roku nie wzięła udziału w żadnym turnieju z powodu macierzyńskiej przerwy (w listopadzie urodziła córkę), ale ten czas wykorzystała też na wyleczenie urazów kolana i pleców. Do rywalizacji wróciła w kwietniu 2019 roku, ale początki miała trudne. W pierwszych czterech startach nie dokończyła pierwszych pojedynków albo oddawała je walkowerem. Powoli odzyskiwała jednak dobrą formę i radziła sobie coraz lepiej, m. in. w Karlsruhe wygrała challengera WTA. Poprzedni rok zakończyła na 111. miejscu w rankingu, ten zaczęła od dwóch finałów w imprezach pod szyldem ITT – w Canberze (walkower z Magdaleną Fręch) i Nonthaburi (krecz z Iriną Fetecau), ale w eliminacjach do Australian Open odpadła już w I rundzie. W Hua Hin zagrała po raz pierwszy w turnieju WTA od września ubiegłego roku. Linette wcześniej grała przeciwko Tig w 2012 roku w bułgarskiej miejscowości Dobricz, w turnieju rangi ITF i wygrała wtedy łatwo 6:2, 6:2. Nie czuła się jednak z tego powodu faworytką sobotniej potyczki. „Dzisiaj zwycięstwo sprzed ośmiu lat niewiele znaczy. Ona gra teraz bardzo dobrze i spodziewam się trudnego meczu” – przyznawała przed sobotnim starcie polska tenisistka.
Dla Linette był to ósmy w jej karierze singlowy półfinał w turniejach pod szyldem WTA. Rumuńska tenisistka stawił jej twardy opór, ale ostatecznie górą była poznanianka wygrywając 7:5, 6:4 i w niedzielę po raz czwarty w karierze zagrała w finale turnieju cyklu WTA. Wcześniej tak daleko zaszła w nowojorskim Bronxie i Seulu (obie imprezy w 2019 roku), a wcześniej w 2015 roku w Tokio.
Przed rokiem w Hua Hin (miasto turystyczne nad Zatoką Tajlandzką, 200 km na południe od Bangkoku, liczące niespełna 85 tysięcy mieszkańców) Linette osiągnęła półfinał, przegrywając na tym etapie imprezy z późniejszą triumfatorką Ukrainką Dajaną Jastremską. W tegorocznym występie poprawiła zeszłoroczny wynik i w niedzielę zagrała w finale tajlandzkiej imprezy z 19-letnią nadzieja szwajcarskiego tenisistka Leonie Kung, która w 1/2 finału pokonała Japonkę Nao Hibino 7:5, 4:6, 6:3.
Szwajcarka nie ma szczęście do polskich tenisistek. W finale juniorskiego Wimbledonu w 2018 roku przegrała z Igą Świątek, a teraz w swoim pierwszym karierze finale seniorskiego turnieju rangi WTA nie sprostała Magdzie Linette. Poznanianka nie zmarnowała tym razem okazji do wygrania imprezy, w której przed rokiem odpadła w półfinale. Nie był to dla niej trudny mecz, zwyciężyła po 76 minutach gry. Linette pierwszą partię wygrała pewnie 6:3, a rywalka sprawiła jej większy kłopot jedynie na początku drugiego seta, gdy była bliska przed przełamani serwisu Polki. Ostatecznie nie dała rady i potem sama dwukrotnie straciła gemy przy własnym podaniu, dzięki czemu Linette rozstrzygnęła drugą partię 6:2 i całe spotkanie 2-0, a tym samym wygrała drugi turniej WTA w karierze.
Za zwycięstwo nasza tenisistka otrzymała premię finansową w wysokości 43 tys. dolarów oraz 280 punktów rankingowych, dzięki którym w najnowszym notowaniu światowej listy awansuje z 42. na 33. miejsce, najwyższe w karierze. Tym samym jest teraz piątą polską singlistką w historii, której udało się przebić do Top 40 rankingu WTA. Pierwszą, jeszcze w latach 90. XX wieku, była Magdalena Grzybowska (najwyższa pozycja – WTA 30), po niej sztuki tej dokonały Marta Domachowska (WTA 37) , Urszula Radwańska (WTA 29) i oczywiście Agnieszka Radwańska, której osiągnięcia są jak na razie poza zasięgiem Linette. bo starsza z sióstr Radwańskich Radwańska wspięła się aż na drugą lokatę w światowej hierarchii tenisistek.
Linette planuje teraz występy na turniejach w Dausze (zacznie się 23 lutego), a następnie w Indialn Wells i Miami.

Druga w Melbourne wśród juniorek

Weronika Baszak doszła do finału juniorskiego Australian Open 2020. Niestety, w pojedynku o tytuł 17-letnia Polka nieoczekiwanie przegrała z 14-letnią tenisistką z Andory Victorią Jimenez Kasintsevą 7:5, 6:2, 6:2. Baszak nie powtórzyła zatem wyczynu Magdaleny Grzybowskiej, która w 1996 roku była w Melbourne najlepsza wśród juniorek.

Mimo porażki Baszak może być ze swojego tegorocznego występu w Melbourne zadowolona. Był to dopiero jej drugi start w juniorskim turnieju Wielkiego Szlema. W ubiegłym roku nie przebiła się przez kwalifikacje do French Open, a w Wimbledonie odpadła już w pierwszej rundzie. W Australian Open w pięciu meczach straciła tylko trzy sety, dwa w finałowej potyczce oraz jeden w w półfinale z Niemką Alexandrą Vecić.
Baszak nie powtórzyła zatem wyczynu Magdaleny Grzybowskiej, która wygrała rywalizację juniorek w 1996 roku i wciąż pozostaje jedyną polską mistrzynią Australian Open w tej kategorii wiekowej. Inne wielkoszlemowe turnieje w singlu juniorek wygrywały też Aleksandra Olsza (Wimbledon 1995), Agnieszka Radwańska (Wimbledon 2005 i French Open 2006), Urszula Radwańska (Wimbledon 2007) oraz Iga Świątek (Wimbledon 2018).

Triumf Barty w WTA Finals

W finale rozgrywanego w chińskim Shenzhen turnieju mistrzyń z udziałem ośmiu najlepszych zawodniczego tegorocznego sezonu triumfowała liderka światowej listy Ashleigh Barty. Australijka pokonała broniącą tytułu Ukrainkę Jelinę Switolinę 6:4, 6:3.

Rozstawiona w turnieju z numerem 1 Ashleigh Barty do kończącego sezon tenisowy turnieju WTA Finals zakwalifikowała się po raz pierwszy w karierze i od razu w debiucie okazała się najlepsza. Nie była jednak faworytką finału, bo wcześniej grała ze Switoliną pięciokrotnie i wszystkie te potyczki przegrała. W szóstej nie dała już jednak ukraińskiej tenisistce szans i pokonała ją w dwóch setach 6:4, 6:3. Za triumf w turnieju mistrzyń liderka światowego rankingu otrzyma czek w wysokości 4,4 mln dolarów.
Barty jest pierwszą Australijką od 1976 roku, która zwyciężyła w tej prestiżowej imprezie, w tym roku po raz pierwszy rozgrywanej w Shenzhen. 43 lata temu w turnieju mistrzyń triumfowała Evonne Goolagong Cawley.

Trzeba mieć końskie zdrowie

W tegorocznej edycji WTA Finals uczestniczyło w sumie 10 zawodniczek. Do rywalizacji przystapiła cała ósemka zakwalifikowanych na podstawie rankingu Tour to Shenzhen tenisistek, czyli oprócz Barty i Switoliny jeszcze Czeszki Karolina Pliskova i Petra Kvitova, Rumunka Simona Halep, Kanadyjka Bianca Andreescu, Japonka Naomi Osaka i Szwajcarka Belinda Bencic. W trakcie rywalizacji z powodu kontuzji wycofały się Osaka i Andreescu, a ich miejsce zajęły rezerwowe tenisistki – Holenderka Kiki Bertens oraz Amerykanka Sofia Kenin.

Zawodniczki rywalizowały w dwóch grupach – czerwonej i purpurowej. W pierwszej z nich awans do półfinału wywalczyły Barty i Bencić, w drugiej Switolina i Pliskova. Czeszka awans wywalczyła w bezpośrednim pojedynku z Halep, którą pokonała 6:0, 2:6, 6:4, poprawiając bilans spotkań z Rumunką na na 4-7. Dla rumuńskiej tenisistki był to piąty występ w WTA Finals i po raz czwarty nie zdołała przebić się do najlepszej czwórki turnieju. Najlepszy występ zanotowała w 2014 roku, w debiucie, dochodząc do finału, w którym przegrała z Sereną Williams. Rumunka w tym sezonie wygrała wielkoszlemowy Wimbledon, a ponadto ma jeszcze na koncie triumf w ubiegłorocznym French Open na ziemnych kortach imienia Rolanda Garrosa w Paryżu.
Dla Pliskovej był to czwarty występ w WTA Finals i trzeci z rzędu awans do półfinału. W starciu z Barty Czeszka, która w trakcie imprezy był wiceliderką rankingu, zdołała jednak wygrać tylko jednego seta i przegrała pojedynek 6:4, 2:6, 3:6.

Broniąca tytułu Switolina przez fazę grupową turnieju mistrzyń przeszła bez porażki i bez bez straconego seta. Wygrała 7:6(12), 6:4 z Pliskovą, 7:5, 6:3 z Halep, a oraz z grającą w zastępstwie Andreescu Sofią Kenin 7:5, 7:6(10). Dla 21-letniej Amerykanki był to debiut w WTA Finals. Ze Switoliną grała po raz trzeci i po raz trzeci z nią przegrała – wcześniej w Indian Wells i Pekinie. Kenin w obecnym sezonie wywalczyła trzy tytuły (Hobart, Majorka, Kanton), a w ciągu roku awansowała w rankingu z 56. na 12. miejsce.

Switolina mogła obronić tytuł w Mistrzostwach WTA jako ósma singlistka. Nie udało się jej dołączyć do Chris Evert (1972-1973), Martiny Navratilovej (pięć razy między 1978 a 1986), Moniki Seles (1990-1992), Steffi Graf (1995-1996), Kim Clijsters (2002-2003), Justine Henin (2006-2007) i Sereny Williams (2012-2014). Ukrainka do tej pory trzy razy obroniła tytuł: w Baku (2013-2014), Dubaju (2017-2018) i Rzymie (2017-2018). Od 2017 do 2019 roku Switolina miała serię 10 wygranych meczów z rzędu w WTA Finals.

Szansa dla rezerwowych

Po raz pierwszy od 2009 roku w turnieju mistrzyń wystąpiły dwie rezerwowe zawodniczki, bo wcześniej Kiki Bertens zastąpiła również kontuzjowaną Naomi Osakę. Podobna sytuacja ostatni raz miała miejsce dekadę temu, gdy jako rezerwowe weszły do gry Rosjanka Wiera Zwonariowa i Polka Agnieszka Radwańska.

W półfinale rywalką Switoliny, która drugi rok z rzędu w fazie grupowej WTA Finals nie przegrała meczu, była Belinda Bencic. Ukrainka w starciu ze Szwajcarką straciła pierwszego seta w turnieju, ale ostatecznie wygrała 5:7, 6:3, 4:1, ale Bencić skreczowała w trzecim secie z powodu urazu uda. To trzecia zawodniczka w stawce, której kłopoty zdrowotne uniemożliwiły grę. Na twardej i wolnej nawierzchni kortu w Shenzhen trzeba było mieć końskie zdrowie i być w dobrej formie, żeby myśleć o wygraniu turnieju. Te warunki spełniły jedynie Barty i Switolina.

Radwańska w nowej roli

Zwycięstwem w Shenzgen Barty kończy najlepszy sezon w swojej karierze. 24-letnia Australijka jest szóstą tenisistką w historii, która wygrała WTA Finals w swoim debiucie. Wcześniej dokonały tego Chris Evert (1972, pierwsza edycja imprezy), Evonne Goolagong (1974), Serena Williams (2001), Petra Kvitova (2011) i Dominika Cibulkova (2016). W tym roku triumfowała też w wielkoszlemowym French Open oraz turniejach w Miami i Birmingham, a w sumie aż sześciokrotnie dochodziła do finałów. Natomiast Switolina zagrała w finale po raz pierwszy od roku. W US Open i Wimbledonie odpadała w półfinałach.
W grze podwójnej tytuł obronił węgiersko-francuski duet Timea Babos – Kristina Mladenovic. W finale Węgierka i Francuzka pokonały tajwańsko-czeską parę Su-Wei Hsieh – Barbora Strycova 6:1, 6:3.

W tegorocznym WTA Finals mieliśmy też polski akcent, bo organizatorzy turnieju zaprosili Agnieszkę Radwańską i powierzyli jej rolę ambasadorki imprezy. Krakowianka triumfowała w turnieju mistrzyń cztery lata temu i jest to jej największy sukces w karierze. W Shenzhen nie musiała wychodzić na kort, chociaż przyznała w jednym z wywiadów, że chwilami nachodziła ją na to ogromna ochota. Ten etap życia wciąż jednak uznaje za definitywnie zamknięty.