Świat sportu też wspiera protest

W całej Polsce trwają protesty po wyroku Trybunału Konstytucyjnego, który orzekł, że przepis zezwalający na aborcję w przypadku dużego prawdopodobieństwa ciężkiego i nieodwracalnego upośledzenia płodu albo nieuleczalnej choroby zagrażającej jego życiu jest niezgodny z konstytucją. Do społeczny sprzeciwu po tej decyzji TK dołączyli też licznie przedstawiciele różnych środowisk sportowych.

Przeciwko kontrowersyjnej decyzji Trybunału Konstytucyjnego najmocniej protestują kobiety, także w środowisku sportowym. Wiele znanych polskich sportsmenek na różne sposoby, chociaż najczęściej za pośrednictwem portali społecznościowych, także wyraziło swój sprzeciw. „Witamy w piekle” – napisała sprinterka Ewa Swoboda. Anna Werblińska, była reprezentantka Polski w siatkówce, zamieściła grafikę obnażającą hipokryzję zwolenników całkowitej aborcji, którzy nie kwapią się do pomocy matkom niepełnosprawnych dzieci. Jej dawna koleżanka z kadry Polski, Katarzyna Skorupa, zamieściła grafikę z podobizną Jarosława Kaczyńskiego i podpisała ją wymownym zdaniem: „W sprawie rodzenia nie macie nic do powiedzenia”. Z kolei koszykarka Angelika Stankiewicz, aktualna reprezentantka Polski, zamieściła grafikę obrazującą twarz kobiety z ustami zasłoniętymi dłonią w barwach polskiej flagi narodowej. A zawodniczka MMA Joanna Jędrzejczyk napisała wprost: „Wstyd mi za taką władzę”. W podobnym tonie wypowiedziały też swoje zdanie nasza znakomita biegaczka średniodystansowa Joanna Jóźwik, młociarka Malwina Kopron, biathlonistka Weronika Nowakowska, narciarka alpejska Karolina Riemen-Żerebecka.
We wpisie na profilu innej z naszych gwiazd mieszanych sztuk walki, Karoliny Kowalkiewicz, aż kipi od emocji: „Jestem kobietą. Do walki zawsze wychodziłam z flagą na ramionach dumnie reprezentując Polskę. Kocham swoją ojczyznę i nie umiem poradzić sobie z tym co się dzieje. Targa mną wiele różnych emocji, złość, żal, bezsilność, rozczarowanie, wstyd… od kilku dni chce mi się wyć!” – pisała zawodniczka MMA
Mocno swój sprzeciw zaakcentowały też polskie tenisistki. „Decyzja Trybunału uderza mocno w wolność wyboru, a właśnie mieć wybór jest tutaj kluczowe. Aktualnie jestem w Stanach Zjednoczonych i niewiele mogę tutaj zdziałać oprócz wrzutek w social mediach, ale gdybym teraz była w Polsce, na pewno byłoby mnie widać na protestach w Warszawie lub w Sosnowcu. Sercem jestem ze wszystkimi protestującymi, walczącymi o nasze prawa” – napisała Paula Kania. Inna z naszych tenisistek, Katarzyna Kawa, wyraziła natomiast taką opinię: „Decyzja Trybunału wywołała u mnie smutek i sprzeciw. Na studiach fizjoterapii miałam praktyki w ośrodkach rehabilitacyjnych dla osób niepełnosprawnych. Widziałam, z czym wiąże się opieka nad niepełnosprawnym dzieckiem. Dla mnie jest to bohaterstwo, którego nie można wymagać od każdego. Przebywam poza Polską, więc mogę tylko zdalnie wyrażać swoje opinie.
Nawet siostry Agnieszka i Urszula Radwańska, które kiedyś były ulubienicami polskich środowisk prawicowych, opowiedziały się po stronie strajkujących kobiet, publikując na swoich profilach na Instastory grafikę z czerwonymi błyskawicami – a jest to jeden z popularniejszych symboli protestu przeciwko decyzji Trybunału Konstytucyjnego. Podobne grafiki zamieściły też inne znane polskie tenisistki – Marta Domachowska i Klaudia Jans-Ignacik. „Jak można skazać kobietę na urodzenie dziecka, które umrze niedługo po narodzinach? Jak można skazywać rodzinę na utrzymywanie przy życiu istoty, dla której medycyna nie daje żadnej nadziei prócz wegetacji?” – skomentowała z kolei na łamach sport.pl Justyna Kowalczyk, która rzecz jasna również opowiedziała się po stronie protestu kobiet.
Podczas meczu kobiecej reprezentacji Polski w piłce nożnej z Mołdawią w eliminacjach mistrzostw Europy (3:0) zawodniczki Joanna Wróblewska i Paulina Dudek demonstracyjnie prezentowały przy każdej okazji „błyskawice” wymalowane na noszonych przez nie na rękach opaskach. A skoro już jesteśmy przy piłce nożnej, to trudno pominąć milczeniem reakcję środowisk kibolskich, na których wsparcie chyba liczył szef PiS Jarosław Kaczyński. „Nie przeciw kobietom, ani na zlecenie reżimu pisowskiego, stajemy w obronie tradycji i niszczonego dziedzictwa narodowego” – napisali w swoim internetowym przesłaniu fani Śląska Wrocław. Jeszcze bardziej dosadnie swoje stanowisko sformułowali kibole Miedzi Legnica: „Szanujcie tradycje, walczcie o swoje! Niech Nas nie dzielą pisowskie gnoje! Wspieramy kobiety!”.

Też już mamy mistrzynię Wielkiego Szlema

Iga Świątek wygrała French Open, pokonując w finale Amerykankę Sofię Kenin 6:4, 6:1. To pierwsza reprezentantka Polski z triumfem w wielkoszlemowym turnieju. Przed nią w finałach grały Jadwiga Jędrzejowska i Agnieszka Radwańska, ale obie bez powodzenia. W końcu jednak polscy kibice doczekali się triumfu rodaczki w Wielkim Szlemie.

Do zmagań na ziemnych kortach im. Rolanda Garrosa w Paryżu Świątek przystępowała jako 54. zawodniczka w rankingu WTA. Ostatni raz tenisistka tak nisko sklasyfikowana na światowej liście doszła do finału French Open w 1977 roku. Wtedy w decydującym spotkaniu zagrała Rumunka Florenta Mihai, wówczas 56. na świecie. W finale przegrała jednak z Jugosłowianką Mimą Jausovec 2:6, 7:6, 1:6. Tym razem sytuacja się nie powtórzyła, bo Świątek w starciu z Amerykanką Sofią Kenin, przed turniejem sklasyfikowaną na szóstym miejscu rankingu WTA, pewnie zwyciężyła pewnie 6:4, 6:1. Tym samym 19-letnia tenisistka z Warszawy wygrała French Open bez straty seta, wcześniej pokonując: Czeszkę Marketę Vondrousovą (finalistka French Open z 2019 roku) 6:1, 6:2, reprezentantkę Tajwanu Hsieh Su-wei (dwukrotna mistrzyni Wielkiego Szlema w grze podwójnej) 6:1, 6:4, Kanadyjkę Eugene Bouchard (finalistka Wimbledonu z 2014 roku) 6:3, 6:2, Rumunkę Simonę Halep (mistrzyni French Open 2018 i Wimbledonu 2019) 6:1, 6:2, Włoszkę Martinę Trevisan (kwalifikantka) 6:3, 6:1, Argentynkę Nadię Podoroską (kwalifikantka) 6:2, 6:1.
Sofia Kenin, finałowa rywalka Świątek, córka rosyjskich emigrantów, od najmłodszych lat tenisa uczyła się u najsłynniejszych amerykańskich trenerów – Nicka Bolletierriego, Roberta Lansdorpa i Ricka Macciego. Gwiazdą zostałą już jako sześciolatka, gdy zaczęła wygrywać dziecięce turnieje w USA. Jej zdjęcia pojawiły się na okładkach fachowych magazynów, w programach telewizyjnych grała pokazówki z Johnem McEnroe i Jimem Courierem, plotła warkocze Annie Kurnikowej, a zaplecze zawodowych imprez pokazywała jej Kim Clijsters, która wywróżyłą jej zresztą wielką karierę.
Poprzedni sezon Sofia Kenin zakończyła na 12. miejscu w światowym rankingu, a ten rok zaczęła od triumfu w wielkoszlemowym Australian Open, gdzie w półfinale pokonała rozstawioną z numerem 1 faworytkę gospodarzy Ashleigh Barty, zaś w finale wygrałą w trzech setach z Hiszpanką Garbine Muguruzą. Przerwa w rozgrywkach spowodowana pandemią raczej Kenin nie posłużyła, bo w US Open odpadła już w 1/8 finału z Belgijką Elise Mertens. Jeszcze gorze zaczął się dla niej przesunięty w czasie część sezonu na europejskich kortach ziemnych, który zwieńczyć miał przełożony z maja wielkoszlemowy French Open. W turnieju WTA Premier 5 w Rzymie Sofia w 3. rundzie trafiła na będącą w wielkiej formie Białorusinkę Wiktorię Azarenkę, która zafundowała jej najbardziej upokarzającą porażkę w tenisie, 0:6, 0:6.
Dlatego mało kto z tenisowych ekspertów przed turniejem w Paryżu wymieniał ją w gronie faworytek. Tymczasem Kenin od pierwszej rundy może nie wygrywała równie szybko i efektownie, jak Świątek, bo w drodze do finału straciła cztery sety, ale za każdym razem potrafiła jednak złamać opór przeciwniczek. A pokonała po kolei: reprezentującą Włochy Rosjankę Ludmiłę Samsonową 6:4, 3:6, 6:3; Rumunkę Anę Bogdan 3:6, 6:3, 6:2; kolejną Rumunke Irine Barę 6:2, 6:0; Francuzkę Fione Ferro 2:6, 6:2, 6:1; Amerykankę Danielle Collins 6:4, 4:6, 6:0 oraz w półfinale dwukrotną mistrzynię Wimbledonu Czeszkę Petrę Kvitovą 6:4, 7:5.
Ekspert Eurosportu Alex Corretja, znakomity przed laty hiszpański tenisista, trafnie przewidział, że w finałowym starciu French Open 2020 większym atutem będą ofensywne umiejętności Polki, niż obronne Amerykanki. i tak też było faktycznie.
Świątek dzień wcześniej przez dwie i pół godziny walczyła ze swoją deblową partnerką Nicole Melichar w półfinale gry podwójnej, przegrywając jednak walkę o finał z amerykańsko-chilijską parą Desirae Krawczyk – Alexa Guarachi 6:7(5), 6:1, 4:6. To był powód do obaw, czy w tym deblowym meczu Polka nie straciła zbyt dużo sił. Już jednak pierwsze gemy sobotniego pojedynku finałowego Świątek z Kenin pokazały, że moc wciąż jest po stronie Polki.
Dzięki uprzejmości koncernu Discovery, do którego należą dostępne w Polsce kodowany Eurosport i TVN, finał French Open pokazały obie stacja, dlatego pierwszy w historii wielkoszlemowy triumf polskiej tenisistki mogły obejrzeć miliony jej rodaków. Legendarna Jadwiga Jędrzejowska jeszcze przed II Wojną Światową doszła do finału Wimbledonu i French Open, a w Erze Otwartej zajść tak wysoko udało się tylko Agnieszce Radwańskiej. Świątek zrobiła jeden krok więcej i finałowy pojedynek wygrała, czym na trwałe zapisała się w historii polskiego tenisa (w przeszłości Polacy wygrywali w Wielkim Szlemie tylko w deblu: Jadwiga Jędrzejowska French Open w 1939, Wojciech Fibak Australian Open w 1978, a Łukasz Kubot Australian Open w 2014 i Wimbledon w 2017 roku). Została też najmłodszą triumfatorką French Open od 1992 roku – wtedy wygrała Monica Seles mając 18 lat i 187 dni.
Sukces na kortach im. Rolanda Garrosa wcale nie musi być ostatnim sukcesem Piątek tego kalibru. Już w Paryżu pokazała dobitnie, że po swojej stronie ma już wszystkie atuty niezbędne do gry na najwyższym poziomie – potężny serwis, pełną paletę zagrań, perfekcyjną technikę, żelazną kondycję i silną psychikę. A teraz jeszcze dzięki wysokiej premii za zwycięstwo (1,6 mln euro tylko za triumf w singlu) uzyska finansową niezależność, zaś dzięki awansowi do Top 20 rankingu WTA będzie mogła grać w każdym turnieju i dzięki temu jej sztab trenerski będzie mógł teraz z maksymalnym komfortem układać jej kalendarz startów.
Świątek będzie musiała teraz poradzić sobie z ogromną popularnością, co bywa czasem znacznie trudniejsze od machania rakietą na korcie, o czym przekonuje choćby przykład jednej z jej turniejowych rywalek, Kanadyjki Eugene Bouchard. Ale będzie też musiała zająć jakieś stanowisko wobec nieoczekiwanego hejtu, jaki w internecie spotkał Agnieszkę Radwańską, której sukcesy i dokonania nagle po zwycięstwie Świątek zaczęły być deprecjonowane. Okazanie przez Igę szacunku najlepszej jak dotąd polskiej tenisistce w historii, która co prawda nie zdołała wygrać turnieju Wielkiego Szlema, ale ma na koncie 20 wygranych turniejów, triumf w WTA Finals oraz przez dekadę utrzymywała się w Top 10 światowej listy.
Zapytana w Paryżu podczas ceremonii wręczania nagród o Radwańską, powiedziała: „Ona była jedną z najlepszych tenisistek na świecie. Wiele osób porównuje mnie do niej, ale nadal muszę dużo zrobić, by zostać najlepszą tenisistką w historii w moim kraju”. Ta wypowiedź z pewnością jej w niczym nie zaszkodzi. Raczej wręcz przeciwnie.

48 godzin sport

Glik na testach w Benevento
Kamil Glik przyjechał w poniedziałek na testy medyczne do Benevento. O tym, że 32-letni obrońca AS Monaco i reprezentacji Polski ma latem przejść do ekipy beniaminka Serie A, włoskie i francuskie media spekulowały od kilku tygodni. Glik ma podpisać kontrakt do końca czerwca 2023 roku. AS Monaco otrzyma za niego około 3,5 miliona euro, natomiast piłkarz ma rocznie zarabiać około trzech milionów euro. Trenerem Benevento jest legenda włoskiego calcio Filippo Inzaghi. Dla Glika będzie to powrót do włoskiej ekstraklasy, w której grał już w przeszłości w barwach zespołów Palermo, Bari i Torino.

Zamienił Mielec na Gliwice
Piast Gliwice w poniedziałek podpisał kontrakt z Michałem Żyro. 27-letni napastnik ostatnio występował w pierwszoligowej Stali Mielec, której znacząco pomógł w wywalczeniu awansu do ekstraklasy (w 14 meczach strzelił sześć goli i zaliczył trzy asysty). Żyro podpisał z gliwickim klubem umowę do 30 czerwca 2022 roku. Wcześniej występował w Legii Warszawa, Wolverhampton, Charlton Athletic, Pogoni Szczecin i Koronie Kielce.

Radwańska została mamą
Najwybitniejsza polska tenisistka w historii, Agnieszka Radwańska, w miniony poniedziałek urodziła syna, Jakuba. Światu wieść o narodzinach potomka obwieścił na Twitterze jej mąż, Dawid Celt, obecnie trener kobiecej reprezentacji Polski w tenisie.

Przypomniał o sobie Klimala
W poniedziałkowym meczu towarzyskim Celtic pokonał Hibernian 3:1. Dwie bramki dla zwycięskiego zespołu strzelił były napastnik Jagiellonii Białystok Patryk Klimala. Szkocki klub pozyskał 21-letniego młodzieżowego reprezentanta Polski w styczniu tego roku za 4 mln euro, ale przez pół roku trzymał go w rezerwie. Klimala zagrał tylko w czterech spotkaniach Celticu – dwóch ligowych i dwóch w Pucharze Szkocji, ale wciąż walczy o miejsce w podstawo.

Zmarzlik znowu wygrywa
Aktualny mistrz świata na żużlu Bartosz Zmarzlik wygrał w Bydgoszczy turniej finałowy o Złoty Kask. To pierwszy triumf 25-letniego gwiazdora Stali Gorzów w tej imprezie. Wcześniej dwukrotnie zajmował drugie lokaty – w 2016 i 2018 roku. Kolejne miejsca na podium bydgoskiego turnieju zajęli Paweł Przedpełski (Włókniarz Częstochowa) i Krzysztof Kasprzak (Stal Gorzów).

Bronowianka ofiarą pandemii
Szósty zespół minionego sezonu ekstraklasy tenisistek stołowych, Bronowianka Kraków, zrezygnował w udziału w rozgrywkach w nowym sezonie. Władze krakowskiego klubu podały, że taka drastyczna decyzja została podjęta ze względów finansowych. Klub z powodu pandemii koronawirusa stracił możliwość zarobkowania na wynajmie hali sportowej, basenu, boisk i hotelu, co było jego podstawowym źródłem dochodów.

Rakietą w koronawirusa

Czołowi polscy tenisiści zaangażowali się w akcję „Rakietą w koronawirusa”. Ich celem jest zebranie pół miliona złotych na zakup sprzętu ochronnego dla lekarzy i personelu medycznego.

Inicjatorką akcji jest Sandra Zaniewska – była tenisistka, a obecnie trenerka. „Na bieżąco obserwuję sytuację w polskich szpitalach. Nietrudno zauważyć, że najbardziej palący problem to brak środków chroniących lekarzy i personel medyczny. Dlatego chciałam zaangażować swoje środowisko do wspólnego zbierania funduszy na ten cel. Zgłosiłam się z prośbą do Fundacji Sensoria i tak zrodził się pomysł” – wyjawiła na łamach portalu tenisklub.pl Zaniewska. Do zainicjowanej przez nią akcji „Rakietą w koronawirusa” zaangażowali się wszyscy czołowi polscy tenisiści – Łukasz Kubot, Hubert Hurkacz, Kamil Majchrzak, Magda Linette, Iga Świątek, Alicja Rosolska, Katarzyna Kawa, Paulina Kawa i Urszula Radwańska.
Celem zbiórki jest zebranie 500 tysięcy złotych, które zostaną przeznaczone na podstawowe środki ochrony dla lekarzy, pielęgniarek, ratowników medycznych i sanitariuszy. Cały zakupiony za zebrane pieniądze sprzęt ma zostać przekazany placówkom medycznym, które zmagają się z największymi deficytami sprzętowymi. Zbiórkę można śledzić w internecie. Jej częścią są także aukcje, na których można wylicytować m.in. rakiety z autografami m.in. Igi Świątek czy Kamila Majchrzaka, a także sportowe ubory uzywane w turniejach przez Magdę Linette i Urszulę Radwańskiej.
Akcję „Rakietą w koronawirusa” wsparła też nasza najwybitniejsza tenisisowa gwiazda, Agnieszka Radwańska, która już wcześniej sama z siebie „zaserwowała” w Covid-19, fundując 10 tysięcy maseczek dla Uniwersyteckiego Szpitala Dziecięcego w Krakowie. „To moja cegiełka dla tych, którzy dzisiaj najbardziej potrzebują naszego wsparcia. Jestem pełna podziwu z jakim zaangażowaniem i poświęceniem pracownicy służby zdrowia walczą o nasze zdrowie i nasze wspólne bezpieczeństwo” – krótko wyjaśniła powody swojego działania Radwańska.

Linette wygrywa w Tajlandii

Maga Linette, najwyżej obecnie sklasyfikowana w rankingu WTA polska tenisistka, wygrała w Tajlandii turnieju WTA International. W finale imprezy w Hua Hin 28-letnia Polka pokonała 19-letnią Szwajcarkę Leonie Kung 6:3, 6:2. W najnowszym notowaniu rankingu WTA Linette awansuje na najwyższe karierze 33. miejsce.

Zajmująca przed zawodami w Hua Hin (z pulą nagród 275 tys. dolarów amerykańskich) 42. miejsce w światowym rankingu Linette w drodze do finału pokonała kolejno 495. na światowej liście Ukrainkę Katerynę Bondarenko, 106. Chinkę Shuai Peng oraz sklasyfikowaną na 134. pozycji jej rodaczkę, 18-letnią Xiyu Wang, mistrzyni juniorskiego US Open 2018, z którą nasza tenisistka straciła pierwszego seta w turnieju. W półfinale Linette zmierzyła się z 25-letnią Patricią Marią Tig (WTA 105). Dla Rumunki był to drugi występ w półfinale imprez głównego cyklu – pierwszy zagrała w Baku pięć lat temu. W 2018 roku nie wzięła udziału w żadnym turnieju z powodu macierzyńskiej przerwy (w listopadzie urodziła córkę), ale ten czas wykorzystała też na wyleczenie urazów kolana i pleców. Do rywalizacji wróciła w kwietniu 2019 roku, ale początki miała trudne. W pierwszych czterech startach nie dokończyła pierwszych pojedynków albo oddawała je walkowerem. Powoli odzyskiwała jednak dobrą formę i radziła sobie coraz lepiej, m. in. w Karlsruhe wygrała challengera WTA. Poprzedni rok zakończyła na 111. miejscu w rankingu, ten zaczęła od dwóch finałów w imprezach pod szyldem ITT – w Canberze (walkower z Magdaleną Fręch) i Nonthaburi (krecz z Iriną Fetecau), ale w eliminacjach do Australian Open odpadła już w I rundzie. W Hua Hin zagrała po raz pierwszy w turnieju WTA od września ubiegłego roku. Linette wcześniej grała przeciwko Tig w 2012 roku w bułgarskiej miejscowości Dobricz, w turnieju rangi ITF i wygrała wtedy łatwo 6:2, 6:2. Nie czuła się jednak z tego powodu faworytką sobotniej potyczki. „Dzisiaj zwycięstwo sprzed ośmiu lat niewiele znaczy. Ona gra teraz bardzo dobrze i spodziewam się trudnego meczu” – przyznawała przed sobotnim starcie polska tenisistka.
Dla Linette był to ósmy w jej karierze singlowy półfinał w turniejach pod szyldem WTA. Rumuńska tenisistka stawił jej twardy opór, ale ostatecznie górą była poznanianka wygrywając 7:5, 6:4 i w niedzielę po raz czwarty w karierze zagrała w finale turnieju cyklu WTA. Wcześniej tak daleko zaszła w nowojorskim Bronxie i Seulu (obie imprezy w 2019 roku), a wcześniej w 2015 roku w Tokio.
Przed rokiem w Hua Hin (miasto turystyczne nad Zatoką Tajlandzką, 200 km na południe od Bangkoku, liczące niespełna 85 tysięcy mieszkańców) Linette osiągnęła półfinał, przegrywając na tym etapie imprezy z późniejszą triumfatorką Ukrainką Dajaną Jastremską. W tegorocznym występie poprawiła zeszłoroczny wynik i w niedzielę zagrała w finale tajlandzkiej imprezy z 19-letnią nadzieja szwajcarskiego tenisistka Leonie Kung, która w 1/2 finału pokonała Japonkę Nao Hibino 7:5, 4:6, 6:3.
Szwajcarka nie ma szczęście do polskich tenisistek. W finale juniorskiego Wimbledonu w 2018 roku przegrała z Igą Świątek, a teraz w swoim pierwszym karierze finale seniorskiego turnieju rangi WTA nie sprostała Magdzie Linette. Poznanianka nie zmarnowała tym razem okazji do wygrania imprezy, w której przed rokiem odpadła w półfinale. Nie był to dla niej trudny mecz, zwyciężyła po 76 minutach gry. Linette pierwszą partię wygrała pewnie 6:3, a rywalka sprawiła jej większy kłopot jedynie na początku drugiego seta, gdy była bliska przed przełamani serwisu Polki. Ostatecznie nie dała rady i potem sama dwukrotnie straciła gemy przy własnym podaniu, dzięki czemu Linette rozstrzygnęła drugą partię 6:2 i całe spotkanie 2-0, a tym samym wygrała drugi turniej WTA w karierze.
Za zwycięstwo nasza tenisistka otrzymała premię finansową w wysokości 43 tys. dolarów oraz 280 punktów rankingowych, dzięki którym w najnowszym notowaniu światowej listy awansuje z 42. na 33. miejsce, najwyższe w karierze. Tym samym jest teraz piątą polską singlistką w historii, której udało się przebić do Top 40 rankingu WTA. Pierwszą, jeszcze w latach 90. XX wieku, była Magdalena Grzybowska (najwyższa pozycja – WTA 30), po niej sztuki tej dokonały Marta Domachowska (WTA 37) , Urszula Radwańska (WTA 29) i oczywiście Agnieszka Radwańska, której osiągnięcia są jak na razie poza zasięgiem Linette. bo starsza z sióstr Radwańskich Radwańska wspięła się aż na drugą lokatę w światowej hierarchii tenisistek.
Linette planuje teraz występy na turniejach w Dausze (zacznie się 23 lutego), a następnie w Indialn Wells i Miami.

Druga w Melbourne wśród juniorek

Weronika Baszak doszła do finału juniorskiego Australian Open 2020. Niestety, w pojedynku o tytuł 17-letnia Polka nieoczekiwanie przegrała z 14-letnią tenisistką z Andory Victorią Jimenez Kasintsevą 7:5, 6:2, 6:2. Baszak nie powtórzyła zatem wyczynu Magdaleny Grzybowskiej, która w 1996 roku była w Melbourne najlepsza wśród juniorek.

Mimo porażki Baszak może być ze swojego tegorocznego występu w Melbourne zadowolona. Był to dopiero jej drugi start w juniorskim turnieju Wielkiego Szlema. W ubiegłym roku nie przebiła się przez kwalifikacje do French Open, a w Wimbledonie odpadła już w pierwszej rundzie. W Australian Open w pięciu meczach straciła tylko trzy sety, dwa w finałowej potyczce oraz jeden w w półfinale z Niemką Alexandrą Vecić.
Baszak nie powtórzyła zatem wyczynu Magdaleny Grzybowskiej, która wygrała rywalizację juniorek w 1996 roku i wciąż pozostaje jedyną polską mistrzynią Australian Open w tej kategorii wiekowej. Inne wielkoszlemowe turnieje w singlu juniorek wygrywały też Aleksandra Olsza (Wimbledon 1995), Agnieszka Radwańska (Wimbledon 2005 i French Open 2006), Urszula Radwańska (Wimbledon 2007) oraz Iga Świątek (Wimbledon 2018).

Triumf Barty w WTA Finals

W finale rozgrywanego w chińskim Shenzhen turnieju mistrzyń z udziałem ośmiu najlepszych zawodniczego tegorocznego sezonu triumfowała liderka światowej listy Ashleigh Barty. Australijka pokonała broniącą tytułu Ukrainkę Jelinę Switolinę 6:4, 6:3.

Rozstawiona w turnieju z numerem 1 Ashleigh Barty do kończącego sezon tenisowy turnieju WTA Finals zakwalifikowała się po raz pierwszy w karierze i od razu w debiucie okazała się najlepsza. Nie była jednak faworytką finału, bo wcześniej grała ze Switoliną pięciokrotnie i wszystkie te potyczki przegrała. W szóstej nie dała już jednak ukraińskiej tenisistce szans i pokonała ją w dwóch setach 6:4, 6:3. Za triumf w turnieju mistrzyń liderka światowego rankingu otrzyma czek w wysokości 4,4 mln dolarów.
Barty jest pierwszą Australijką od 1976 roku, która zwyciężyła w tej prestiżowej imprezie, w tym roku po raz pierwszy rozgrywanej w Shenzhen. 43 lata temu w turnieju mistrzyń triumfowała Evonne Goolagong Cawley.

Trzeba mieć końskie zdrowie

W tegorocznej edycji WTA Finals uczestniczyło w sumie 10 zawodniczek. Do rywalizacji przystapiła cała ósemka zakwalifikowanych na podstawie rankingu Tour to Shenzhen tenisistek, czyli oprócz Barty i Switoliny jeszcze Czeszki Karolina Pliskova i Petra Kvitova, Rumunka Simona Halep, Kanadyjka Bianca Andreescu, Japonka Naomi Osaka i Szwajcarka Belinda Bencic. W trakcie rywalizacji z powodu kontuzji wycofały się Osaka i Andreescu, a ich miejsce zajęły rezerwowe tenisistki – Holenderka Kiki Bertens oraz Amerykanka Sofia Kenin.

Zawodniczki rywalizowały w dwóch grupach – czerwonej i purpurowej. W pierwszej z nich awans do półfinału wywalczyły Barty i Bencić, w drugiej Switolina i Pliskova. Czeszka awans wywalczyła w bezpośrednim pojedynku z Halep, którą pokonała 6:0, 2:6, 6:4, poprawiając bilans spotkań z Rumunką na na 4-7. Dla rumuńskiej tenisistki był to piąty występ w WTA Finals i po raz czwarty nie zdołała przebić się do najlepszej czwórki turnieju. Najlepszy występ zanotowała w 2014 roku, w debiucie, dochodząc do finału, w którym przegrała z Sereną Williams. Rumunka w tym sezonie wygrała wielkoszlemowy Wimbledon, a ponadto ma jeszcze na koncie triumf w ubiegłorocznym French Open na ziemnych kortach imienia Rolanda Garrosa w Paryżu.
Dla Pliskovej był to czwarty występ w WTA Finals i trzeci z rzędu awans do półfinału. W starciu z Barty Czeszka, która w trakcie imprezy był wiceliderką rankingu, zdołała jednak wygrać tylko jednego seta i przegrała pojedynek 6:4, 2:6, 3:6.

Broniąca tytułu Switolina przez fazę grupową turnieju mistrzyń przeszła bez porażki i bez bez straconego seta. Wygrała 7:6(12), 6:4 z Pliskovą, 7:5, 6:3 z Halep, a oraz z grającą w zastępstwie Andreescu Sofią Kenin 7:5, 7:6(10). Dla 21-letniej Amerykanki był to debiut w WTA Finals. Ze Switoliną grała po raz trzeci i po raz trzeci z nią przegrała – wcześniej w Indian Wells i Pekinie. Kenin w obecnym sezonie wywalczyła trzy tytuły (Hobart, Majorka, Kanton), a w ciągu roku awansowała w rankingu z 56. na 12. miejsce.

Switolina mogła obronić tytuł w Mistrzostwach WTA jako ósma singlistka. Nie udało się jej dołączyć do Chris Evert (1972-1973), Martiny Navratilovej (pięć razy między 1978 a 1986), Moniki Seles (1990-1992), Steffi Graf (1995-1996), Kim Clijsters (2002-2003), Justine Henin (2006-2007) i Sereny Williams (2012-2014). Ukrainka do tej pory trzy razy obroniła tytuł: w Baku (2013-2014), Dubaju (2017-2018) i Rzymie (2017-2018). Od 2017 do 2019 roku Switolina miała serię 10 wygranych meczów z rzędu w WTA Finals.

Szansa dla rezerwowych

Po raz pierwszy od 2009 roku w turnieju mistrzyń wystąpiły dwie rezerwowe zawodniczki, bo wcześniej Kiki Bertens zastąpiła również kontuzjowaną Naomi Osakę. Podobna sytuacja ostatni raz miała miejsce dekadę temu, gdy jako rezerwowe weszły do gry Rosjanka Wiera Zwonariowa i Polka Agnieszka Radwańska.

W półfinale rywalką Switoliny, która drugi rok z rzędu w fazie grupowej WTA Finals nie przegrała meczu, była Belinda Bencic. Ukrainka w starciu ze Szwajcarką straciła pierwszego seta w turnieju, ale ostatecznie wygrała 5:7, 6:3, 4:1, ale Bencić skreczowała w trzecim secie z powodu urazu uda. To trzecia zawodniczka w stawce, której kłopoty zdrowotne uniemożliwiły grę. Na twardej i wolnej nawierzchni kortu w Shenzhen trzeba było mieć końskie zdrowie i być w dobrej formie, żeby myśleć o wygraniu turnieju. Te warunki spełniły jedynie Barty i Switolina.

Radwańska w nowej roli

Zwycięstwem w Shenzgen Barty kończy najlepszy sezon w swojej karierze. 24-letnia Australijka jest szóstą tenisistką w historii, która wygrała WTA Finals w swoim debiucie. Wcześniej dokonały tego Chris Evert (1972, pierwsza edycja imprezy), Evonne Goolagong (1974), Serena Williams (2001), Petra Kvitova (2011) i Dominika Cibulkova (2016). W tym roku triumfowała też w wielkoszlemowym French Open oraz turniejach w Miami i Birmingham, a w sumie aż sześciokrotnie dochodziła do finałów. Natomiast Switolina zagrała w finale po raz pierwszy od roku. W US Open i Wimbledonie odpadała w półfinałach.
W grze podwójnej tytuł obronił węgiersko-francuski duet Timea Babos – Kristina Mladenovic. W finale Węgierka i Francuzka pokonały tajwańsko-czeską parę Su-Wei Hsieh – Barbora Strycova 6:1, 6:3.

W tegorocznym WTA Finals mieliśmy też polski akcent, bo organizatorzy turnieju zaprosili Agnieszkę Radwańską i powierzyli jej rolę ambasadorki imprezy. Krakowianka triumfowała w turnieju mistrzyń cztery lata temu i jest to jej największy sukces w karierze. W Shenzhen nie musiała wychodzić na kort, chociaż przyznała w jednym z wywiadów, że chwilami nachodziła ją na to ogromna ochota. Ten etap życia wciąż jednak uznaje za definitywnie zamknięty.

 

Radwańska w Shenzhen

Agnieszka Radwańska będzie obecna w WTA Finals w Shenzhen. Była już tenisistka, która wygrała turniej mistrzyń w 2015 roku, została mianowana przez WTA ambasadorką tegorocznej edycji tego kończącego sezon turnieju.

W turnieju WTA Finals, potocznie zwanym turniejem mistrzyń, Radwańska występowała wielokrotnie, ale triumfowała w nim tylko raz, w 2015 roku. Wówczas panie rywalizowały w Singapurze. Teraz rywalizacja z udziałem ośmiu najlepszych zawodniczek sezonu została przeniesiona do chińskiego Shenzhen. Przeprowadzka jest bardzo opłacalna, bo pula nagród została podwojona i wynosi teraz rekordowe 14 mln dolarów. Turniej odbędzie się w dniach 27 października – 3 listopada, a oprócz ośmiu najlepszych singlistek wystąpi w nim jeszcze osiem najlepszych par deblowych. W tej chwili pewne udziału w tegorocznym turnieju mistrzyń są Australijka Ashleigh Barty i Czeszka Karolina Pliskova.

Radwańska pojawi się w Shenzhen w roli ambasadorki Shiseido WTA Finals Shenzhen. Takiego zaszczytu dostąpi również Szwajcarka Martina Hingis. „WTA Finals zawsze będą dla mnie bardzo wyjątkową imprezą, ponieważ to mój największy tytuł w karierze. Jestem szczęśliwa, że będę mogła coś dodać jako ambasadorka pierwszych w historii Shiseido WTA Finals Shenzhen” – cytuje wypowiedź byłej już tenisistki oficjalny serwis internetowy WTA. Krakowianka w 2011 i 2016 roku triumfowała w zawodach China Open w Pekinie i w tym kraju wciąż jest pamiętana. „Cieszę się, że znów będę mogła być na tej wspaniałej imprezie i zobaczy się- z wszystkimi jej uczestniczkami” – wyznała Radwańska, swego czasu druga rakieta na świecie. Polka w listopadzie 2018 roku zakończyła karierę.

 

Szarapowa schodzi z kortu

W tegorocznym US Open Maria Szarapowa odpadła już w 1. rundzie po dotkliwej porażce z odwieczną rywalką Sereną Williams 1:6, 1:6. W najnowszym notowaniu rankingu WTA rosyjska tenisistka, która od powrotu w kwietniu 2017 roku po dyskwalifikacji za doping nie wygrała żadnego ważnego turnieju, została sklasyfikowana dopiero na 135. miejscu. Dla byłej liderki światowej listy i pięciokrotnej triumfatorki turniejów Wielkiego Szlema może to być powód do zakończenia kariery.

Szarapowa ostatni raz tak nisko w rankingu była w sierpniu 2017 roku, ale wtedy była to konsekwencja półtorarocznej dyskwalifikacji za stosowanie zakazanego meldonium, niezbyt zresztą uciążliwą, bo organizatorzy turniejów chętnie przydzielali sławnej Rosjance tzw. dzikie karty. Dzisiaj już nie są jednak tacy chętni do wyświadczania jej takiej uprzejmości. Z prostego powodu – Szarapowa jest cieniem zawodniczki, która trzy lata temu zachwycała walecznością, a siłą uderzeń zmiatała rywalki z kortów. Trudno jednoznacznie stwierdzić co jest faktycznym powodem jej ewidentnie słabszej formy 32-letniej obecnie tenisistki – liczne kontuzje czy brak meldonium, którym faszerowała się w najlepszych latach swojej kariery, ponoć nieświadoma jego dopingowych właściwości.

Gdy w połowie stycznia 2016 roku ogłaszano aktualny ranking WTA, Szarapowa zajmował w nim piąte miejsce. Przed nią w zestawieniu był Agniesza Radawańska, Hiszpanka Garbine Muguruza, Rumunka Simona Halep i na samym szczycie Serena Williams, zaś w dolnej połówce Top 10 plasowały się Niemka polskiego pochodzenia Angelique Kerber, Czeszka Petra Kvitova, Włoszka Flavia Pennetta, kolejna Czeszka Lucie Safarova, a stawkę zamykała starsza z sióstr Williams, Venus. Dzisiaj z tej grupy zawodniczek w pierwszej dziesiątce światowej listy znajdują się Serena Williams (jest 9.), Kvitova (7) i Halep (6). Radwańska, Safarova i Pennetta zakończyły już kariery, a z tej trójki starsza od Szarapowej jest tylko włoska tenisistka (37 lat), Czeszka jest rówieśniczką, a Polka jest młodsza o dwa lata.

Z wielkich rywalek rosyjskiej tenisistki sprzed kilku lat w elicie nie ma też Dunki Karoliny Woźniackiej (WTA 17), Białorusinki Wiktorii Azarenki (WTA 45), Amerykanki Venus Williams (WTA 56), Rosjanki Swietłany Kuzniecowej (WTA 65), Slowaczki Dominiki Cibulkovej (WTA 95), Australijki Samanthy Stosur (WTA 139), Niemek Andrei Petković (WTA 79) i Julii Goerges (WTA 25) czy kolejnej Rosjanki, Anastazji Paluczenkowej (WTA 41). Miejsce w czołówce utrzymała tylko Serena Williams, chociaż Amerykanka od powrotu po przerwie macierzyńskiej też nie jest w stanie wygrać upragnionego, 24. turnieju Wielkiego Szlema.

Dzikie karty dla mistrzyni

Szarapowa po odbyciu kary dyskwalifikacji też miała ambicje powrotu do Top 10 i na początku wydawało się, że jest w stanie tego dokonać. Do rywalizacji wróciła w kwietniu 2017 roku w Porsche Cup w Stuttgarcie. Do tej imprezy oraz następnych w Rzymie i w Madrycie otrzymała dzikie karty, a zdobyte punkty pozwoliły jej awansować z miejsca 258. na 59. pod koniec 2017 roku. W tamtym okresie wygrała mały turniej w Tiencinie, a miesiąc wcześniej w US Open doszła do 4. rundy. W kolejnym sezonie też jeszcze pięła się w rankingu i nawet przebiła się do trzeciej dziesiątki. W czerwcu 2018 roku doszła w Paryżu do ćwierćfinału French Open i tryskała optymizmem. „Gdybym nie miała motywacji i chęci do codziennej pracy, to nie grałabym już w tenisa. Ale nadal mam motywację i wciąż chcę wygrywać” – zapewniała w rozmowach z dziennikarzami.

W tym sezonie jej entuzjazm mocno przygasł, bo dokuczające jej kontuzje wyłączyły ją z czynnego tenisowego życia na ponad pół sezonu. Przed US Open chyba miała świadomość, że nie jest w dyspozycji pozwalającej na podjęcie wyrównanej walki z Sereną Willimas, dlatego w wypowiedziach dla mediów pozwalała już sobie na stwierdzenie, że największe wyzwania w karierze ma już za sobą. „Ogromne wyzwania stoją dziś przed nastolatkami, które mają w kieszeni kilkaset dolarów i żadnej pewności, co osiągną w przyszłości. Nie wiedzą, do jakiego dotrą miejsca. Mają tylko marzenia i dlatego jest im dużo trudniej niż 32-latce, która zarobiła tyle, że może w życiu robić, co jej się podoba” – pochwaliła się niebezpodstawnie Szarapowa, która tylko na korcie zarobiła ponad 40 mln dolarów, a dzięki licznym kontraktom reklamowym przez blisko dekadę była najlepiej zarabiającą sportsmenka na świecie.

Zeszłoroczny występ w stolicy Francji był jej ostatnim jak dotąd udanym występem w turniejach wielkoszlemowych. Potem doszła do 4. rundy US Open 2018, 4. rundy Australian Open 2019, nie dostałą się do French Open 2019, a w tegorocznym Wimbledonie i US Open odpadła już w 1. rundzie. Wypadając z Top 100 rankingu WTA Szarapowa będzie w przyszłym roku miała duże problemy z zakwalifikowaniem się nie tylko do turniejów Wielkiego Szlema, ale także do turniejów klasy Premier. Jeśli nie dostanie dzikiej karty, będzie musiała bić się w kwalifikacjach, co dla zawodniczki tej klasy i z takimi osiągnięciami (36 wygranych turniejów, w tym pięć wielkoszlemowych, 21 tygodni na pierwszym miejscu światowej listy) będzie upokarzające. I ryzykowne, bo w kwalifikacjach trafia się często na „nastolatki z kilkuset dolarami w kieszeni”, nie mających żadnych kompleksów przed wielkimi mistrzyniami.

A Rosjanka najwyraźniej nie potrafi już odnaleźć się w nowej tenisowej rzeczywistości, bo chociaż wciąż jest jedną z najwyższych (187 cm), to jej zasięg ramion i siła nie dają jej już takiej przewagi, jaką miała kiedyś nad zawodniczkami ze swojego pokolenia. Młodsze zawodniczki odbijają piłki równie mocno, a nawet mocniej, są ponadto szybsze, lepiej wyszkolone technicznie, zwrotniejsze i znakomicie przygotowane kondycyjnie. One nie boją się Szarapowej, tak jak w którymś momencie przestały bać się Radwańskiej i jak powoli przestają bać się Sereny Williams. Czas dawnych mistrzyń, które weszły na szczyt w pierwszej dekadzie XXI wieku, powoli dobiega końca.

Czas na życie bez tenisa?

Niewykluczone, że Rosjanka pójdzie w ślady Radwańskiej i zakończy karierę. Na brak zajęcie poza kortem z pewnością narzekać nie będzie. Mimo dopingowej wpadki i braku wyników w ostatnich latach, wciąż jest jedną z najbardziej rozpoznawalnych tenisistek na świecie. Mieszka w Stanach Zjednoczonych od 1994 roku, ma obywatelstwo tego kraju, ale zachowała także rosyjski paszport. W ostatnich latach wykorzystywała przerwy w karierze na edukacje – skończyła m. in. studia biznesowe w Harvard Business School w Bostonie. Sponsorzy, którzy na krótko odwrócili się od Szarapowej po wybuchu afery dopingowej, niemal w komplecie wznowili z nią współpracę – nie zrobił tego jedynie szwajcarski producent zegarków TAG Heuer, ale Porsche, Nike i Evian and Head znów korzystają z jej wizerunku i słono za to płacą.

Biznesowo jednak najważniejszy dla Szarapowej okazał się projekt Sugarpova, czyli produkcja słodyczy, której sztandarowym produktem są tabliczki czekolady klasy premium, firmowane nazwiskiem tenisistki. Magazyn „Forbes” ocenił, że dzisiaj firma jest warta ponad 20 mln dolarów. Jak widać piękna Maria umie zadbać o swoje finanse, a ludzie z jej najbliższego otoczenia wręcz twierdzą, że ma wyjątkowy talent do biznesu i gdy już odłoży tenisową rakietę na półkę, z pewnością sobie w życiu poradzi.

 

Iga już w Top 50 rankingu WTA

Wielkoszlemowy US Open coraz bliżej. Najnowsze notowania rankingów WTA i ATP nie mają już wpływu na układ turniejowej drabinki, ale pokazują aktualny układ sił w światowej czołówce. Dlatego cieszy, że nasza najwyżej obecnie sklasyfikowana tenisistka, Iga Świątek, po raz pierwszy w karierze awansowała do pierwszej „50” zestawienia.

W rankingu WTA Świątek przesunęła się o sześć miejsc i plasuje się obecnie na 49. pozycji. Ten skok 18-letnia warszawianka zawdzięcza dobremu występowi w turnieju w Cincinnati. Do głównej drabinki przebiła się w nim przez eliminacje, a potem w imprezie głównej dotarła drugiej rundy, w której odpadła przegrywając po zaciętym pojedynku z Estonką Anett Kontaveit 4:6, 6:7(2).

W pierwszej setce światowej listy Świątek zadebiutowała 15 kwietnia tego roku i potem systematycznie poprawiała swoje lokaty, aż wreszcie przebiła się do Top 50. Od poniedziałku jest 49. rakietą globu i szóstą Polką, której udało się awansować do czołowej pięćdziesiątki światowego rankingu. Teraz ma na koncie 1101 punktów – 240 otrzymała za dotarcie do IV rundy wielkoszlemowego French Open, a 180 za finał turnieju WTA International w szwajcarskim Lugano. Ponad 100 punktów uzyskała za występ w Australian Open oraz turnieju WTA Premier 5 w Toronto. Za start w Cincinnati jej dorobek powiększył się o 90 punktów. W tym sezonie utalentowana warszawianka wyprzedziła na polskiej liście wszech czasów Katarzynę Piter, Aleksandrę Olszę, Iwonę Kuczyńską i Magdę Linette, a teraz jest o krok od przeskoczenia w zestawieniu Katarzyny Nowak.

Najwyżej sklasyfikowaną w rankingu WTA polską tenisistką jest oczywiście Agnieszka Radwańska, która przez blisko dekadę plasowała się w Top 10, a przez pewien czas zajmowała drugą lokatę i była nawet bliska zajęcia pozycji liderki światowej listy. Do Top 50 z polskich tenisistek przebiły się ponadto jeszcze młodsza z sióstr Radwańskich, Urszula oraz oraz Magdalena Grzybowska i Marta Domachowska.

Po intensywnych trzech tygodniach spędzonych kolejno w Waszyngtonie, Toronto i Cincinnati, Świątek zrobiła sobie krótką przerwę od startów i rozpoczęła przygotowania do występu w wielkoszlemowym US Open. Turniej na kortach Flushing Meadows w Nowym Jorku rozpocznie się w poniedziałek 26 sierpnia. Nasza tenisistka ma w nim pewne miejsce w głównej drabince i nie musi trwonić sił w kwalifikacjach. Na swoim profilu na Instagramie warszawianka pochwaliła się, że miała okazje potrenować ze znakomitą hiszpańską tenisistką Garbine Muguruzą, triumfatorką French Open w 2016 i Wimbledonu w 2017 roku, aktualnie 25. zawodniczką w rankingu WTA.

Wracając do rankingu WTA, w jego czołówce nie zaszły większe zmiany. Na czele znajduje się Japonka Naomi Osaka, drugie miejsce zajmuje Australijka Ashleigh Barty, a trzecie Czeszka Karolina Pliskova. Kolejne lokaty w Top 10 zajmuja: 4. Simona Halep (Rumunia), 5. Jelina Switolina (Ukraina), 6. Petra Kvitova (Czechy), 7. Kiki Bertens (Holandia), 8. Serena Williams (USA), 9. Aryna Sabalenka (Białoruś) i 10. Madison Keys (USA). Z Polek druga po 49. w zestawieniu Świątek najwyżej sklasyfikowana jest Magda Linette (80. lokata), trzecią rakietą jest Katarzyna Kawa (130), a czwartą 17-letnia Maja Chwalińska (201).

Jeszcze mniej zmian zaszło w rankingu ATP. Wśród panów wciąż numerem 1 jest Serb Novak Djoković, dwie kolejne lokaty okupują Hiszpan Rafael Nadal i Szwajcar Roger Federer. W Top 10 znajdują się ponadto: Austriak Dominic Thiem, Rosjanin Daniił Miedwiediew, Niemiec Alexander Zverev, Japończyk Kei Nishikori, Grek Stefanos Tsitsipas, Rosjanin Karen Chaczanow i Hiszpan Roberto Bautista Agut. Najwyżej z Polaków sklasyfikowany jest Hubert Hurkacz, zajmujący aktualnie 41. miejsca, a w Top 100 jest jeszcze Kamil Majchrzak, plasujący się na 96. pozycji. Niestety, Majchrzak nie był tak wysoko, gdy ustalano listę startową do tegorocznego US Open i musi do turnieju głównego przebijać się przez kwalifikacje.