Spadkowicze rządzą na zapleczu

Nowy sezon rozpoczęły też zespoły z bezpośredniego zaplecza ekstraklasy, czyli I i II ligi . W pierwszej lidze od wysokich zwycięstw po 4:0 zaczęli zmagania spadkowicze z najwyższej klasy rozgrywkowej, czyli Arka Gdynia i ŁKS Łódź, natomiast dla porównania beniaminek Widzew Łódź „na dzień dobry” z nową ligą dostał na wyjeździe lanie od Radomiaka Radom, przegrywając z nim aż 1:4.

Radomianie przegrali z Wartą Poznań baraż o awans do ekstraklasy, lecz gdyby to oni okazali się lepsi, w tym sezonie podejmowaliby rywali w Warszawie na stadionie Legii, ponieważ ich radomski obiekt wciąż jest w fazie przebudowy i nie spełnia wymogów licencyjnych nawet na I ligę. Z tego powodu ekipa Radomiaka mecz z Widzewem Łódź rozegrała gościnnie na stadionie Znicza Pruszków. Spotkanie zaczęło się dla gospodarzy niefortunnie, bo już w 4. minucie gola strzelił im najskuteczniejszy gracz łódzkiej jedenastki w poprzednim sezonie, Marcin Robak, ale też w przeszłości dwukrotny król strzelców naszej ekstraklasy. To było już jednak wszystko, na co radomianie pozwolili beniaminkowi, bo po przewie złoili mu skórę wbijając cztery gole.
Piłkarze Arki Gdynia spadli do I ligi po czterech sezonach występów w ekstraklasie, więc trochę zapomnieli jak to jest grać o szczebel niżej. A tu jeszcze na początek trafił im się mecz z GKS Jastrzębie w… Wodzisławiu Śląskim, na dodatek bez udziału publiczności. Potyczka bardziej przypominała więc sparing przed sezonem niż prawdziwy mecz o punkty, wynik 4:0 liczy się jednak do ligowej statystyki, ale czy jest zapowiedzią wywalczenia przez gdynian awansu już po tym sezonie, na razie chyba jest za wcześnie przesądzać. Taką samą uwagą można też skomentować zwycięstwo 4:0 ŁKS Łódź z Odrą Opole, bo zarówno opolanie, jak i jastrzębianie w poprzednim sezonie do końca musieli walczyć o uniknięcie spadku z I ligi i w tym sezonie czeka ich ten sam los. Trudniejsze zadanie miał w swoim meczu otwarcia trzeci ze spadkowiczów, Korona Kielce, która z trudem wywiozła jeden punkt z Głogowa.
Wyniki 1. kolejki:
Radomiak – Widzew 4:1, GKS Jastrzębie – Arka Gdynia 0:4, Puszcza Niepołomice – Resovia Rzeszów 0:3, Górnik Łęczna – GKS Bełchatów 3:0, Miedź Legnica – Sandecja Nowy Sącz 3:1, Bruk-Bet Termalica Nieciecza – Zagłębie Sosnowiec 1:0, GKS Tychy – Stomil Olsztyn 0:0, Odra Opole – ŁKS Łódź 0:4, Chrobry Głogów – Korona Kielce 1:1.

48 godzin sport

US Open bez Simony Halep
Wiceliderka rankingu WTA Simona Halep zrezygnowała z występu w wielkoszlemowym US Open. Rumunka jest szóstą tenisistką z Top 10 światowej listy, która z powodu pandemii koronawirusa odpuściła start w Nowym Jorku. Halep w miniona niedziele wygrała turniej w Pradze. Był to jej 21 triumf w zawodach cyklu WTA. W najnowszym notowaniu rankingu Rumunka pozostała jednak na drugim miejscu. Pozycje liderki utrzymała Australijka Ashleigh Barty. Z Polek awans zaliczyły Magda Linette (z 36. na 35. miejsce) i Magdalena Fręch (ze 174. ma 158.), natomiast o jedno miejsce na 51. pozycję osunęła się Iga Świątek.

Kownacki złapał wirusa
Dawid Kownacki uzyskał pozytywny wynik testu na obecność koronawirusa SARS-CoV-2. 23-letni reprezentant Polski jest zawodnikiem drugoligowej Fortuny Duesseldorf. Cała ekipa niemieckiego klubu została poddana kwarantannie.

Rywalki Arki w Eurolidze
W wyniku losowania przeprowadzonego w miniony poniedziałek w siedzibie FIBA Europe w Monachium, koszykarki Arki Gdynia w nowym sezonie Euroligi rywalizować będą w grupie A z zespołami Fenerbahce Stambuł, USK ZVVZ Praga, Dynamo Kursk, Nadieżdy Orenburg, Perfumerias Avenida Salamanka, LDLC Asvel Feminin Lyon oraz lepszym z pary DVTK Miszkolc/Izmit Belediyespor. Natomiast do grupy B trafiły ekipy Bourges Basket, UMMC Jekaterynburg, TTT Ryga, Galatasaray Stambuł, Basket Landes, Sopron Basket, Famila Schio oraz lepszy z pary SPAR Girona/ACS Sepsi. O terminie rozpoczęcia rywalizacji zarząd FIBA Europe zdecyduje 1 września.

Nie będzie biegania w Krakowie
Z uwagi na pandemię koronawirusa oraz wynikające z tego faktu regulacje władz państwowych i sanitarnych nie odbędą się w tym roku tradycyjne krakowskie imprezy biegowe – 19. Cracovia Maraton (przełożony na 25 kwietnia 2021 roku), 7. Cracovia Półmaraton Królewski (przełożony na 3 października 2021) i 14. Bieg Trzech Kopców (przełożony na 17 października 2021).

Kompany zakończył karierę
Belgijski piłkarz Vincent Kompany w wieku 34 lat ogłosił zakończenie sportowej kariery. Największe sukcesy odnosił jako zawodnik Manchesteru City, do którego trafił w 2008 roku z Hamburgera SV za 8,5 mln euro. W angielskim klubie występował z powodzeniem przez 11 lat, zdobywając w jego barwach cztery mistrzostwa Anglii, czterokrotnie Puchar Ligi i dwukrotnie Puchar Anglii. Latem ubiegłego roku odszedł z Manchesteru City wrócił do Anderlechtu Bruksela, którego jest wychowankiem. Przez rok był w tym klubie grającym asystentem trenera Frankiego Vercauterena, ale tego lata przejął po nim obowiązki pierwszego trenera i postanowił poświęcić się całkowicie pracy szkoleniowej. Kompany rozegrał w reprezentacji Belgii 89 meczów i strzelił cztery gole, zdobywając z nią w 2018 roku na mundialu w Rosji brązowy medal.

Liga na dwanaście zespołów

Zakończył się proces licencyjny w ekstraklasie koszykarek. Mimo wycofania się z rozgrywek Wisły Kraków i Widzewa Łódź, w Energa Basket Lidze Kobiet w nowym sezonie o mistrzostwo Polski powalczy jednak 12 zespołów. Procesu licencyjnego nie przeszły dwie wielkie marki w polskiej kobiecej koszykówce – Wisła Kraków i Widzew Łódź.

Sensacją była rezygnacja Wisły Kraków, bo to najbardziej utytułowana drużyna w kobiecej ekstraklasie koszykarskiej. Wiślaczki mają na koncie m.in. 25 tytułów mistrzyń Polski, 11 tytułów wicemistrzowskich oraz 13 triumfów w Pucharze Polski. Krakowski klub z powodu kłopotów finansowych, wywołanych wycofaniem się z dalszej współpracy przez wieloletniego sponsora formę Can-Pack, po fiasku rozmów z innymi sponsorami w ogóle nie przystąpił do procesu licencyjnego. Natomiast działacze łódzkiego klubu walczyli o możliwość gry w ekstraklasie do końca, ale gdy po awansie piłkarzy do I ligi priorytety w Widzewie uległy zmianie, nie mogli już dać gwarancji, że klub będzie miał dość środków na funkcjonowanie sekcji koszykarskiej.
Życie nie zna jednak próżni i w miejsce tych dwóch zespołów do EBLK dołączyły ekipy CTL Zagłębia Sosnowiec oraz druga drużyna aktualnych mistrzyń Polski, GTK Arka Gdynia. Tym samym w nadchodzących rozgrywkach rywalizować będą w sumie aż cztery zespoły z Trójmiasta.
W zakończonym w marcu sezonie 2019/2020 najlepsza okazała się drużyna Arki Gdynia, dla której był to dwunasty mistrzowski tytuł w historii (poprzednio gdyński klub zdobywał je w latach 1996, 1998, 1999, 2000, 2001, 2002, 2003, 2004, 2005, 2009 i 2010). Drugie miejsce na podium wywalczyła ekipa Artego Bydgoszcz, a trzecie PolskaStrefaInwestycji Enea AZS AJP Gorzów.
W sezonie 2020/2021, który ma wystartować w pierwszy weekend października, w EBLK rywalizować będą: Ślęza Wrocław (mistrzynie Polski z 1987 i 2017), AZS Uniwersytet Gdański, CCC Polkowice (MP 2013, 2018, 2019), CTL Zagłębie Sosnowiec, Enea AZS Poznań (MP 1978), Energa Toruń, GTK Arka Gdynia, VBW Arka Gdynia, KS Basket 25 Bydgoszcz, Politechnika Gdańska, Enea AZS AJP Gorzów Wielkopolski, Pszczółka Polski Cukier AZS UMCS Lublin.

To już koniec sezonu

Najdziwniejszy sezon w historii, przerwany w marcu przez pandemię koronawirusa, ostatecznie został szczęśliwie dokończony bez większych sportowych sensacji. Mistrzem został zespół Legii, jak zawsze typowany na faworyta rozgrywek, a z ligi spadły zespoły, którym taki los wieszczono jeszcze przed rozpoczęciem sezonu.

Jeśli coś jeszcze wyróżnia ten sezon od poprzednich, to niewielka stosunkowo liczba trenerskich dymisji. W trakcie sezonu praktycznie każdy zespół przeżywał gorsze momenty, jakieś serie spotkań bez zwycięstwa czy bolesne porażki, ale w Legii, Lechu, Piaście, Śląsku, Lechii, Cracovii i Pogoni władze zachowywały spokój i nie dymisjonowały szkoleniowców. W grupie mistrzowskiej jedynie Jagiellonia dokonała wymiany trenera, zastępując w grudniu ubiegłego roku Ireneusza Mamrota Bułgarem Iwaiło Petewem. Natomiast Aleksandar Vuković (Legia), Dariusz Żuraw (Lech), Waldemar Fornalik (Piast), Vitezslav Lavicka (Śląsk), Michał Probierz (Cracovia) i Kosta Runjaić (Pogoń) mimo trudnych momentów zachowali posady.
O tym, że takie rozsądne podejście popłaca, świadczy też układ sił w grupie spadkowej. Nieprzypadkowo pierwsze miejsce zajął w niej Górnik Zabrze, prowadzony od czerwca 2016 roku przez Marcina Brosza, a tuż za nim uplasował się beniaminek ekstraklasy Raków Częstochowa, trenowany od kwietnia 2016 roku przez Marka Papszuna. Trzecie w tej grupie Zagłębie Lubin dokonało zmiany szkoleniowca we wrześniu ubiegłego roku, zastępując Holendra Bena van Daela Słowakiem Martinem Sevelą, ale chociaż słowacki trener nie spełnił oczekiwań szefów klubu i nie zakwalifikował się do grupy mistrzowskiej, Savelę w ekipie „Miedziowych” nagrodzono przedłużeniem kontraktu. Wisła Płock tuż po rozpoczęciu obecnego sezonu musiała zmienić trenera przymusowo, gdy Leszek Ojrzyński z przyczyn rodzinnych poprosił o rozwiązanie kontraktu. Ale zatrudniony w jego miejsce Radosław Sobolewski miał spokój i komfort pracy. Podobnie sytuacja wyglądała w Wiśle Kraków, w której co prawda w połowie listopada zwolniono trenera Macieja Stolarczyka, lecz jego następcy, Arturowi Skowronkowi, władze klubu zaufały na tyle, że nawet jak zespołowi zagroziło widmo degradacji, nawet w plotkach nie pojawił się temat dymisji. Najgorzej pod tym względem wyglądała sytuacja w ekipach spadkowiczów. ŁKS Łódź na początku maja tego roku niespodziewanie zwolnił Kazimierza Moskala, zastępując go Wojciechem Stawowym, co nie przyniosło żadnego pozytywnego efektu. Koronę Kielce w minionym sezonie prowadziło aż czterech szkoleniowców. Upadek Korony to wina fatalnego zarządzania klubem. Z tego też powodu z ekstraklasą pożegnała się także gdyńska Arka. Warto odnotować, że oba te kluby są pod kontrolą piłkarskich agentów.
Ten sezon był więc mimo nietypowych okoliczności całkiem normalny, a teraz czeka nas inna norma – exodus wybijających się zawodników. Z Lecha np. odejdzie król strzelców ekstraklasy Christian Gytkjaer. Duńczyk dostał oferty, które zdecydowanie przebiły możliwości finansowe poznańskiego klubu. Z Górnika z tego samego powodu odchodzi po czterech latach inny wybitny snajper, Hiszpan Igor Angulo, z kolei z do odlotu z Piasta szykuje się jego rodak Jorge Felix. Legia już zimą oddała do AS Monaco bramkarza Radosława Majeckiego, a teraz wystawia na sprzedaż jeszcze utalentowanego nastolatka Michała Karbownika. Do nowego sezonu żaden z zespołów ekstraklasy nie przystąpi więc w składzie, w jakim zakończył obecne rozgrywki.

Na dole wszystko jasne

Zwycięstwo Wisły Płock 1:0 z Górnikiem Zabrze zapewniło „Nafciarzom” utrzymanie w ekstraklasie. Tym samym na trzy kolejki przed zakończeniem rozgrywek wyłoniono wszystkich spadkowiczów, co po raz ostatni zdarzyło się 26 lat temu. Z PKO Ekstraklasą co najmniej na jeden sezon żegnają się Arka Grynia, Korona Kielce i ŁKS Łódź.

W piątek spod topora uciekła krakowska Wisła, która na wyjeździe wygrała z już wcześniej zdegradowanym ŁKS Łódź 2:1 i zapewniła sobie utrzymanie w ekstraklasie. Tego samego dnia Arka Gdynia zremisował w Kielcach z Koroną 1:1 i tym rezultatem definitywnie pozbawiła kielecki zespół szans na utrzymanie. Gdynianie też już byli w beznadziejnej sytuacji, ale mieli jeszcze matematyczne szanse na wyprzedzenie Wisły Płock. „Nafciarze musieliby jednak przegrać wszystkie mecze do końca rozgrywek, co wydawało się mało prawdopodobne, zaś Arka wszystkie wygrać, co było dla tej drużyny zadaniem niewykonalnym.
W poniedziałek sprawa definitywnie się wyjaśniła, bo płocczanie zwyciężyli na własnym stadionie Górnik Zabrze 1:0 i tym wynikiem sprawili, że Arka Gdynia podzieliła los Korony i ŁKS-u. Tak wcześnie komplet spadkowiczów wyłoniono 26 lat temu, w sezonie 1993/1994, kiedy to z ekstraklasą pożegnały się zespoły Wisły Kraków, Polonii Warszawa, Siarki Tarnobrzeg i Zawiszy Bydgoszcz.
Z trójki tegorocznych spadkowiczów najkrócej z występów w ekstraklasie cieszyli się piłkarze beniaminka ŁKS Łódź. Dla tego klubu nie będzie to wielką tragedią, bo ma solidne zaplecze sponsorskie, wiernych kibiców, a władze miasta dotrzymują zobowiązań z budową nowego stadionu, który w przyszłym roku ma zostać w całości oddany do użytku. Niewykluczone zatem, że po roku pobytu w I lidze ełkaesiacy ponownie zawitają na boiskach ekstraklasy.
Arka Gdynia spadła po czterech sezonach występów w PKO Ekstraklasie. Najlepszy z nich w jej wykonaniu był pierwszy, 2016/2017, kiedy to „żółto-niebiescy” nie tylko bez problemu utrzymali się w lidze, a sensacyjnie zdobyli też Puchar Polski po wygranej w finale z Lechem Poznań 2:1. Gdynianie dzięki temu w następnym sezonie zagrali w kwalifikacjach Ligi Europy i nie przynieśli wstydu, ale odpadli po wyrównanej walce z przeciętnym duńskim zespołem FC Midtjylland. Latem 2017 roku klub zmienił właściciela przechodząc pod zarząd rodziny Midaków.
W maju 2018 roku zespół ponownie awansował do finału Pucharu Polski, ale nie sprostał Legii Warszawa i przegrał 1:2. Nowi właściciele uznali ten wynik za porażke i zwolnili trenera Leszka Ojrzyńskiego, zastępując go Zbigniewem Smółką. Nowy szkoleniowiec nie poradził sobie z wyzwaniem i po serii 13 meczów bez wygranej został zwolniony.
Zatrudniony w jego miejsce Jacek Zieliński zdołał jakimś cudem utrzymać drużynę w ekstraklasie, ale postępującego kryzysu już nie udało się zahamować. Jego apogeum było ogłoszenie na początku roku 2020 decyzji prezydenta Gdyni o zaprzestaniu finansowego wspierania Arki z budżetu miasta.
Rodzina Midaków w końcu wycofała się z Arki oddając po wybuchu pandemii swoje udziały w ręce agenta piłkarskiego Jarosława Kołakowskiego, który posadę trenera powierzył znanemu z pracy w Jagiellonii Białystok Ireneuszowi Mamrotowi. Po restarcie rozgrywek zespół grał wprawdzie znacznie lepiej, nie na tyle jednak, żeby odrobić straty i wybronić się przed degradacją. Dalsze losy klubu w dużej mierze zależą teraz od hojności władz miejskich Gdyni.
Najdłużej z tercetu spadkowiczów grała w ekstraklasie Korona, bo z roczną przerwą na karną degradację za udział w futbolowej korupcji od sezonu 2005/2006. W 2017 roku 72 procent akcji kieleckiego klubu wykupił za niewielka kwotę słynny przed laty niemiecki bramkarz Dieter Burdenski (pozostałe 28 procent zachowało miasto), ale 30 października 2018 roku odsprzedał je niemieckiej spółce „Korona Investment GmbH”, na czele której stoi Andreas Hundsdoerfer, który został nowym właścicielem klubu. Czy będzie nim nadal po spadku z ekstraklasy, przekonamy się niebawem.

Lechici zatrzymali Legię

Zespół Legii już w 33. kolejce mógł przyklepać mistrzowski tytuł, ale przeszkodził mu w tym Piast Gliwice, zaś w miniony weekend koronację odwlekli gracze Lecha Poznań, pokonując u siebie legionistów 2:1. Rozstrzygnęła się natomiast rywalizacja w strefie spadkowej – z ligi spadają ŁKS Łódź, Korona Kielce i Arka Gdynia.

Dwa lata temu Legia świętowała zdobycie mistrzostwa Polski na stadionie w Poznaniu, w obecnej edycji ten scenariusz się jednak nie powtórzył. Ekipa „Kolejorza”, która w fazie zasadniczej sezonu przegrała oba spotkania z legionistami (w Warszawie 1:2 i u siebie 0:1), tym razem stawiła liderowi ekstraklasy twardy opór i wygrała 2:1 po trafieniach młodzieżowców – 22-letniego Kamila Jóźwiaka i 18-letniego Jakuba Kamińskiego. Dla stołecznej drużyny gola strzelił 35-letni Igor Lewczuk. To był rzadki przypadek w naszej lidze, że wszystkie bramki w spotkaniu zdobyli polscy piłkarze. Dla przeciwwagi – w wygranym przez Cracovię 3:0 wyjazdowym meczu z Lechią Gdańsk wszystkie gole strzelili obcokrajowcy, którzy w kadrze tego krakowskiego klubu mają miażdżącą przewagę liczebną nad rodzimymi graczami.
Gdyby Legia w Poznaniu zdobyła choćby tylko jeden punkt, mogłaby już świętować mistrzostwo Polski. Spotkanie wyglądało zupełnie inaczej niż to miesiąc temu, gdy Legia dość szybko zdobyła bramkę i spokojnie czekała na rywala na swojej połowie. Tym razem role się odwróciły, bo słabo grający w defensywie warszawianie stracili dwa gole i to oni musieli po przerwie gonić wynik. Ale chociaż zagrali dużo lepiej, starczyło to tylko na zdobycie jednej bramki. Gracze „Kolejorza” na więcej legionistom nie pozwolili i dowieźli korzystny wynik do końcowego gwizdka, dzięki czemu nie musieli oglądać mistrzowskiej fiesty w wykonaniu rywali. Co się odwlecze, to nie uciecze, bo w najbliższy weekend Legia może przyklepać tytuł na swoim stadionie spotkaniu z Cracovią.
Do ostatecznych rozstrzygnięć, przynajmniej na boisku, w 34. kolejce doszło natomiast w grupie spadkowej. Wyjazdowa wygrana Wisły Kraków 2:1 ze zdegradowanym już wcześniej do I ligi ŁKS Łódź pogrążyła Koronę Kielce, zaś kielczanie, remisując 1:1 u siebie z Arką, pozbawili także gdyńską drużynę szans na utrzymanie w ekstraklasie. I tak na trzy kolejki przed zakończeniem rozgrywek rywalizacja w dolnej połówce tabeli de facto się zakończyła.
Ale właściciele Korony i Arki jeszcze mają nadzieję na odmianę losu i uniknięcie degradacji przy zielonym stoliku. A to dlatego, że według wszelkich wyliczeń następnego sezonu, który z powodu pandemii rozpocznie się później niż zazwyczaj, a będzie się musiał wcześniej skończyć ze względu na przełożone mistrzostwa Europy. Przyspieszyć startu nowego sezonu się nie da – ekstraklasa zakończy rozgrywki 19 lipca, ale I liga de facto dopiero 31 lipca, bo wtedy odbędzie się finał baraży o awans do ekstraklasy. Potem zawodnicy muszą dostać krótkie urlopy, a po powrocie z wakacji jeszcze mieć czas na przygotowanie się do nowego sezonu, który musi zakończyć się najpóźniej w połowie maja, na trzy tygodnie przed rozpoczęciem turnieju Euro 2021. 37 kolejek ekstraklasy, a do tego dochodzą jeszcze terminy na rozgrywki w Pucharze Polski, nie uda się rozegrać przy zachowaniu normalnego rytmu tygodniowego. Byłoby to możliwe w przypadku rezygnacji z fazy play off, czyli w klasycznym dwurundowym systemie rozgrywek, bo na to potrzeba 30 kolejek ligowych. Takie rozwiązanie wiąże się jednak ze sporymi stratami finansowymi, bo nadawcy telewizyjni posiadający prawa do pokazywania meczów ekstraklasy na pewno nie zapłacą ustalonej w kontraktach kwoty, tylko pomniejszą ją o wartość nie rozegranych meczów. A jednak kolejka ligowa mniej to dla ekstraklasy strata około 6 mln złotych, czyli rezygnacja z fazy play off oznacza stratę blisko 30 mln złotych.
Dlatego rozpatrywany jest też trzeci wariant – przyspieszenie i tak już uchwalonej reformy rozgrywek, czyli powiększenie ekstraklasy do 18 zespołów i dwurundowy system w formacie ESA34. Przyjęcie takie rozwiązania to byłoby szansą dla Korony i Arki na uniknięcie spadku, a jedynym zdegradowanym do I ligi byłby 16. w tabeli ŁKS Łódź. Na razie w tej sprawie trwają targi i zakulisowe negocjacje. Zarząd spółki Ekstraklasa SA spotka się na naradzie 24 lipca i może wtedy coś postanowi.

Nerwy w grupie spadkowej

Pierwsza kolejka gier w fazie play off potwierdziła układ sił w grupie spadkowej ustalony w zasadniczej części sezonu. Górnik Zabrze i Raków Częstochowa umocniły się na czele stawki, ŁKS Łódź stracił de facto szanse na utrzymanie, zaś Korona Kielce i Arka Gdynia są już tego bardzo bliskie.

Twierdzenie, że w grupie spadkowej rywalizacja już się rozstrzygnęła, w przypadku ŁKS Łódź jest uprawnione, bowiem łodzianie tracą w tej chwili do zajmującej pierwszą bezpieczną lokatę Wisły Kraków aż 14 punktów, a do zdobycia pozostało jeszcze tylko 18 punktów w sześciu kolejkach. Co prawda obecny trener ŁKS Wojciech Stawowy ma swoim trenerskim dorobku kilka „piłkarskich cudów” dokonanych na początku XXI wieku, gdy był szkoleniowcem Cracovii, ale chyba limit nadprzyrodzonych mocy dawno się u niego wyczerpał, bo po odejściu z krakowskiego klubu nie zanotował w trenerskiej karierze żadnych znaczących osiągnięć. Nie bardzo wiadomo na co liczyli włodarze ŁKS-u zwalniając Kazimierza Moskala i zatrudniając w jego miejsce Stawowego. Musi za tym stać jakiś długofalowy plan, bo jeszcze przed zawieszeniem ligowych rozgrywek było oczywiste, że ŁKS jest pewniakiem do spadku.
Drugim pewniakiem do zawieszenia rozgrywek była Korona Kielce, ale 6 marca władze klubu zdymisjonowały trener Mirosława Smyłę i zatrudniły w jego miejsce Macieja Bartoszka. Pod jego wodzą kielecki zespół dość radykalnie zmienił swój przaśny styl gry, zaczął grać z większą odwagą i wreszcie strzelać gole, co wcześniej było jego najsłabszą stroną. Po restarcie rozgrywek Korona wygrała w Płocku z Wisłą 4:1 i zremisowała w Lubinie z Zagłębiem 1:1, ale u siebie przegrała z Piastem Gliwice (1:2) i Lechem Poznań (0:3). Cztery zdobyte punkty to było za mało, żeby wyrwać się ze strefy spadkowej. Dlatego trener Bartoszek tak mocno przeżył porażkę w Zabrzu. Kielczanie jeszcze w 86. minucie prowadzili tam 2:1, a gospodarze zwycięską bramkę zdobyli w 95. minucie spotkania. „Tego meczu nie mieliśmy prawa przegrać, dlatego w szatni padło wiele mocnych słów, ale nie można inaczej jak się przegrywa tak głupio w końcowych sekundach” – przyznał trener Korony. Bartoszek zapewnia rzecz jasna, że wciąż wierzy w swój zespół i liczy na obronienie się przed spadkiem, lecz fakty są brutalne. Porażka z Górnikiem tylko potwierdziła, że kielczanie w tej chwili są w stanie walczyć o punkty jedynie z najsłabszymi zespołami. Podobnie rzecz się ma z Arką Gdynia, zatem wygląda na to, że w strefie spadkowej arbitrami w rozgrywce o utrzymanie będą już praktycznie spokojne o ligowy byt ekipy Górnika, Rakowa i Zagłębia. Bliska tego jest także Wisła Płock, ale „Nafciarze” muszą się pilnować, bo nad imienniczką z Krakowa mają tylko cztery punkty przewagi.
Po pierwszej kolejce fazy play off wygląda więc na to, że jedynym zespołem, który mogą jeszcze dopaść Korona i Arka, jest właśnie ekipa „Białej Gwiazdy”, która po restarcie jak na razie gra słabo. W wyjazdowym starciu z Rakowem wiślacy nie mieli wiele do powiedzenia i przegrali 1:3. Na stadionie w Bełchatowie, na którym gościnnie gra zespół z Częstochowy, nie było problemów z kibicami, bo była ich garstka, ale już na stadionie w Zabrzu, na który przybyło ponad 4,5 tysiąca widzów, pojawiły się problemy z utrzymaniem dystansu społecznego i przestrzeganiem rygorów sanitarnych. Polska jako pierwsza otworzyła stadiony dla kibiców, ale niewykluczona, że po wyborach rząd ponownie zamknie trybuny dla publiczności.

Stawka pękła na pół

Już po rozegranej w środku minionego tygodnia 29. kolejce nastąpił ostateczny podział zespołów ekstraklasy na dwie grupy – mistrzowską i spadkową. Taka sytuacja zdarzyła się po raz pierwszy odkąd nasza najwyższa klasa rozgrywkowa gra w tzw. systemie ESA-37.

W ostatniej, 30. serii spotkań fazy zasadniczej sezonu (odbyła się w niedzielę, a wszystkie mecze zakończyy się po zamknięciu wydania) tylko zajmujące dwie czołowe lokaty Legia i Piast nie musiały już walczyć o wyższe miejsce w tabeli. Na ucieczkę z ostatniego miejsca nie miał też szans ŁKS Łódź. Reszta drużyn miała jeszcze możliwość poprawienia pozycji w tabeli, co miało znaczenie przy ustalaniu terminarza fazy play off. W porównaniu z poprzednim sezonem stawka zespołów w grupie mistrzowskiej jest niemal taka sama. Z elity wypadła jedynie ekipa Zagłębia Lubin, w miejsce której awansował Śląsk Wrocław (przed rokiem skończył rozgrywki na 12. miejscu). Przed przedostatnią serią gier pewne gry w czołowej ósemce były tylko dwie ekipy – broniący tytułu Piast Gliwice oraz ubiegłoroczny wicemistrz, a teraz lider tabeli Legia Warszawa. O pozostałe sześć miejsc trwała zażarta walka. Jako pierwsza do Legii i Piasta dołączyła Cracovia, która po serii sześciu porażek z rzędu niespodziewanie przełamała fatalną passę i pokonała w Gdańsku Lechię 3:1. W jej ślady poszły drużyny Jagiellonii Białystok (wygrała na wyjeździe z ŁKS Łódź 3:0), Lecha Poznań (4:0 u siebie z Pogonią Szczecin) i Śląska Wrocław (2:1 na wyjeździe z Wisłą Płock).
Po rozegranej w niedzielę 30. kolejce do końca zmagań pozostało siedem serii spotkań w fazie play off. Zespołom pozostało do zdobycia jeszcze wiele punktów, dlatego wszelkie prognozy będą obarczone ryzykiem pomyłki, lecz chyba mało kto w tej chwili zakłada, że piłkarze Legii nie zdobędą w tym sezonie mistrzostwa. Przypomnijmy, że po restarcie rozgrywek z czterech pozostałych do rozegrania meczów w fazie zasadniczej sezonu aż trzy musieli zagrać na wyjazdach. Najpierw pokonali w Poznaniu Lecha 1:0, następnie w Krakowie Wisłę 3:1, a w minioną środę rozgromili u siebie Arkę Gdynia aż 5:1. Niedzielne spotkanie z Górnikiem w Zabrzu było owym trzecim wyjazdowym, lecz jego wynik nie miał już znaczenia. Legia nawet w przypadku porażki miała zagwarantowane pierwsze miejsce i co za tym idzie – przywilej rozegrania na własnym stadionie czterech z siedmiu spotkań w fazie play off, w tym także z najgroźniejszym aktualnie konkurentem do tytułu, Piastem. Mecz między tymi zespołami zostanie rozegrany w ramach 33. kolejki.
Na gwiazdę i lidera stołecznego zespołu coraz wyraźniej wybija się 28-letni skrzydłowy Paweł Wszołek. To on był ojcem zwycięstwa w środowym spotkaniu z Arką, które zaczęło się dla legionistów niefortunnie, bo niemal tuż po rozpoczęciu gry stracili bramkę po golu Adama Dancha. Wszołek doprowadził w 44. minucie do wyrównania, a po zmianie stron po jego zagraniu rozpaczliwie interweniujący obrońca gości Adam Marciniak zaliczył trafienie samobójcze. Drugą asystę Wszołek zaliczył przy golu Mateusza Cholewiaka, a dzieła zniszczenia dopełnili Luqinhas i Vamara Sanogo.
Nie byłoby w tej jego aktywnej postawie nic szczególnego, bo to niezły piłkarz i na dodatek ze sporym bagażem doświadczeń zdobytych na boiskach we Włoszech i Anglii, ale środę do wybornej gry przeciwko Arce dodatkowo motywowały Wszołka zadawnione porachunki z Jarosławem Kołakowskim, obecnym właścicielem gdyńskiego klubu (chociaż formalnie akcje należą do jego syna), który wiele lat temu był jego agentem. Roztsali się w 2013 roku w atmosferze skandalu po niedoszłym do skutku transferze z Polonii Warszawa do Hannoveru. Przyczyniając się do wysokiej przegranej Arki Wszołek pewnie nie przesądził o jej spadku do niższej ligi, na pewno jednak nowemu sternikowi gdyńskiej ekipy solidnie dokuczył.
W grupie mistrzowskiej walka zapowiada się tylko o miejsca premiowane grą w kwalifikacjach Ligi Europy. Teoretycznie szanse na to mają wszystkie zespoły zajmujące teraz miejsca 2-8. Mniej skomplikowanie wygląda natomiast sytuacja w grupie spadkowej, bo spadek ŁKS-u wydaje się już przesądzony, a szanse Korony i Arki stoją tylko odrobinę lepiej.

Legia idzie na mistrza

Chociaż pandemia koronawirusa w Polsce nie wygasa, piłkarskie rozgrywki na razie toczą się bez przeszkód. Tylko kibice, którzy w limitowanej liczbie mieli wrócić na stadiony od 19 czerwca, raczej w tym terminie na meczach nie pojawią. Ale piłkarzom Legii i Piasta to nie przeszkadza i wygrywają. W tej chwili tylko te dwa zespoły liczą się w walce o mistrzostwo.

W końcówce maja premier Mateusz Morawiecki, a także prezes futbolowej centrali Zbigniew Boniek poinformowali na konferencji prasowej, że od 19 czerwca możliwy będzie udział publiczności w meczach szczebla centralnego (ekstraklasy, I i II ligi oraz w Pucharze Polski). Klubom zezwolono na wykorzystanie 25 procent pojemności trybun bez górnego limitu osób. Możliwe byłoby więc organizowanie meczów w formie imprez masowych. Dzisiaj jednak wobec gwałtownego wzrostu liczby zakażonych koronawirusem w naszym kraju (w poniedziałek osiągnęła rekordowy poziom 599 osób), powrót kibiców na stadiony prawdopodobnie zostanie odsunięty w czasie.
Ale ligowa rywalizacja jak na razie toczy się bez przeszkód. W środku tego tygodnia rozgrywana jest 29. kolejka, już trzecia po restarcie rozgrywek, a przedostatnia w fazie zasadniczej sezonu. W miniony weekend znajdujące się na czele tabeli zespoły Legii Warszawa i Piasta Gliwice wygrały swoje mecze, co oznaczało, że do zmagań w fazie play off warszawianie przystąpią z pierwszego miejsca, natomiast gliwicka drużyna w najgorszym przypadku z miejsca czwartego, gdyby jakimś cudem przegrała dwa ostatnie spotkania. Szanse na zajęcie pozostałych sześciu lokat w grupie mistrzowskiej przed 29. kolejką wciąż miało jeszcze dziesięć zespołów.
Legia i Piast w fazie play off zagrają po cztery mecze na własnych boiskach, ale gliwiczanie zmierzą się z legionistami na Łazienkowskiej, chyba że po 30. kolejce jednak zajmą miejsce czwarte.
Na uniknięcie gry w grupie spadkowej nie miały już natomiast szans cztery ostatnie w tabeli zespoły, czyli ŁKS Łódź, Arka Gdynia, Korona Kielce i Wisła Kraków. Ekipa „Białej Gwiazdy” miała pecha, bo w pierwszych dwóch kolejkach po restarcie przyszło jej mierzyć się zespołami aktualnych mistrzów i wicemistrzów Polski, czyli Piastem i Legią, które brylują także w obecnych rozgrywkach i okupują dwie czołowe lokaty w tabeli. W starciach z nimi wiślacy stracili siedem bramek (0:4 z Piastem i 1:3 z Legią) i po tych porażkach roztrwonili pięciopunktową przewagę jaką przez zawieszeniem rozgrywek mieli nad strefą spadkową. A przed nimi dwa wcale nie łatwiejsze mecze – w środę zmierzą się u siebie z Rakowem Częstochowa, który po wznowieniu rozgrywek jeszcze nie przegrał meczu, chociaż też i nie wygrał, bo oba (ze Śląskiem i ŁKS-em) zremisował po 1:1. A w najbliższy weekend wiślaków czeka wyprawa do Gdyni i potyczka „za sześć punktów” z Arką.
Zestaw par 29. kolejki:
Wtorek 9 czerwca:
Lechia Gdańsk – Cracovia, Piast Gliwice – Górnik Zabrze, Lech Poznań – Pogoń Szczecin, Zagłębie Lubin – Korona Kielce.
Wszystkie te mecze zakończyły się po zamknięciu wydania.
Środa 10 czerwca:
Wisła Kraków – Raków Częstochowa, godz. 18:00, sędziuje Mariusz Złotek (Stalowa Wola); Wisła Płock – Śląsk Wrocław, godz. 18:00, sędziuje Tomasz Musiał (Kraków); Legia Warszawa – Arka Gdynia, godz. 20:30, sędziuje Tomasz Kwiatkowski (Warszawa); ŁKS Łódź – Jagiellonia Białystok, godz. 20:30, sędziuje Szymon Marciniak (Płock).

Wyniki 28. kolejki PKO Ekstraklasy

Wyniki 28. kolejki:
Wisła Kraków – Legia Warszawa 1:3
Gole: Łukasz Burliga (29) – Tomas Pekhart (57, 70), Walerian Gwilia (76).
Żółte kartki: Żukow – Jędrzejczyk, Pekhart.
Sędziował: Jarosław Przybył (Kluczbork).
Mecz bez widzów.
Korona Kielce – Piast Gliwice 1:2
Gole: Petteri Forsell (14) – Sebastian Milewski (65), Jorge Felix (76).
Żółte kartki: Żubrowski, Gnjatić – Kirkeskov. Czerwona kartka: Żubrowski (27., za drugą żółtą).
Sędziował: Bartosz Frankowski (Toruń).
Mecz bez widzów.
Pogoń Szczecin – Cracovia 1:0
Gol: Kamil Drygas (64).
Żółte kartki: Listkowski, Manias – Helik, Loshaj. Czerwona kartka: Helik (90., za drugą żółtą).
Sędziował: Szymon Marciniak (Płock).
Mecz bez widzów.
Arka Gdynia – Śląsk Wrocław 2:1
Gole: Adam Danch (82), Marko Vejinović (90) – Michał Chrapek (12 karny).
Żółte kartki: Kopczyński, Siemaszko – Żivulić, Chrapek.
Sędziował: Paweł Raczkowski (Warszawa).
Mecz bez widzów.
Górnik Zabrze – Lechia Gdańsk 2:2
Gole: Erik Jirka (19, 66) – Łukasz Zwoliński (79, 87).
Żółte kartki: Matuszek, Janża, Prochazka – Saief.
Sędziował: Tomasz Musiał (Kraków).
Mecz bez widzów.
Jagiellonia Białystok – Wisła Płock 2:2
Gole: Bartosz Bida (67), Jakov Puljić (90) – Cillian Sheridan (29), Dominik Furman (61 karny).
Żółta kartka: Szwoch (Wisła).
Sędziował: Tomasz Kwiatkowski (Warszawa).
Mecz bez widzów.
Zagłębie Lubin – Lech Poznań 3:3
Gole: Filip Starzyński (8 karny, 40 karny), Sasza Żivec (26) – Christian Gytkjaer (21), Jakub Kamiński (76), Dani Ramirez (88 karny).
Żółte kartki: Baszkirow, Poręba – Rogne.
Sędziował: Piotr Lasyk (Bytom).
Raków Częstochowa – ŁKS Łódź 1:1
Gole: Jarosław Jach (49) – Carlos Moros Gracia (32). Żółte kartki: Piątkowski, Petrasek – Dąbrowski, Srnić.
Sędziował: Krzysztof Jakubik (Siedlce).
Mecz bez widzów.

Grupa mistrzowska

  1. Legia 28 57 58:27
  2. Piast 28 49 34:26
  3. Pogoń 28 44 28:26
  4. Śląsk 28 43 36:32
  5. Lech 28 43 48:29
  6. Cracovia 28 42 35:27
  7. Lechia 28 42 38:38
  8. Jagiellonia 28 41 38:37
    Grupa spadkowa
  9. Raków 28 38 34:39
  10. Zagłębie 28 37 47:43
  11. Górnik 28 37 37:38
  12. Wisła P. 28 37 35:47
  13. Wisła K. 28 31 34:45
  14. Korona 28 29 20:33
  15. Arka 28 28 27:42
  16. ŁKS Łódź 28 21 26:46